Smak miłości. Jak kochać świadomie i bez lęku - OSHO - ebook
Opis

Czym jest miłość? W tej oryginalnej i inspirującej książce OSHO - jeden z najbardziej rewolucyjnych, współczesnych myślicieli - kwestionuje nasze nawykowe myślenie o miłości. Otwiera możliwość doświadczania miłości, która jest stanem naturalnym, niosącym spełnienie oraz wolnym od chęci posiadania i zazdrości. OSHO w charakterystyczny dla siebie sposób posługuje się dowcipem, humorem i wglądem, by przydać nam odwagi do odrzucenia zaburzonych wzorców relacyjnych, które przejęliśmy od innych ludzi. Zachęca też do ponownego odkrycia sensu miłości do siebie samego.

"Kiedy staniesz się gotowy do zbadania przestrzeni miłości, przekonasz się że jesteś napełniony ogromną ilością nieprawdziwych przekonań na temat miłości. W rezultacie nie jesteś w stanie oddzielić prawdy od fałszu".

OSHO odpowiada wielu osobom, które pytają go o miłość. Ukazuje przy tym nowe drogi kochania, na których doznasz przemiany i będziesz kontaktował się z ludźmi w nowy sposób. Oznacza to:

* Miłość bez lgnięcia

* Oswobodzenie się od lęku przed samotnością

* Bycie w pełni obecnym w swoich relacjach

* Utrzymywanie miłości w stanie świeżości i ożywienia

* Bycie partnerem życiowym, który stwarza możliwość wzrostu i rozwoju

* Poddanie ego, dzięki czemu możesz poddać się miłości

Książka inspiruje do spojrzenia na miłość w nowy sposób i do doświadczenia prawdziwej radości dzielenia się nią.

Miłość musi być w twoim życiu czymś realnym, a nie rodzajem poematu lub marzenia.

Musi się urzeczywistnić. Nigdy nie jest za późno, by po raz pierwszy doświadczyć miłości. Naucz się kochać. Niewiele osób potrafi to robić. Wszyscy ludzie wiedzą, że miłość jest potrzebna, wiedzą że bez miłości życie pozbawione jest znaczenia, nie wiedzą jednak, w jaki sposób kochać.

Cokolwiek robią w imię miłości, nie jest to prawdziwą miłością. Mieszają oni miłość z wieloma innymi stanami, jak zazdrość, złość, nienawiść, chęć posiadania, dominacja, egocentryzm.

Wszystkie te trujące uczucia niszczą nektar miłości.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 255

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


WPROWADZENIE: Co to jest miłość?

WPROWADZENIE

CO TO JEST MIŁOŚĆ?

Niedobrze, że musimy stawiać tego rodzaju pytania. Dopóki naturalny porządek rzeczy nie uległ zaburzeniu, dopóty każdy człowiek wiedział, co to jest miłość. Teraz niewiele osób umie to wyjaśnić. Miłość stała się jednym z najrzadszych doświadczeń. Wiele się o niej mówi. Opowiadają o niej filmy, wiersze i powieści. Śpiewa się o niej piosenki, prezentuje ją w programach telewizyjnych, w radiu i w czasopismach. Rozbudowany przemysł pomaga ludziom w zrozumieniu, czym jest miłość. Mimo to pozostaje ona zjawiskiem niezrozumiałym, nierozpoznanym.

Pytać: „Co to jest miłość?”, to tak, jakby pytać: „Co to jest jedzenie?”. Czy nie byłbyś takim pytaniem zaskoczony? Mógłby je zadać tylko ktoś, kto nie jadł od chwili narodzin, ktoś, kto nigdy nie zakosztował pożywienia.

Miłość jest pokarmem duszy. Twoja dusza nigdy jej nie zaznała, dlatego nie znasz jej smaku, głodujesz. Tak więc pytanie jest uzasadnione, choć brzmi dziwnie. Odżywiasz ciało, dlatego żyje. Dusza nie dostaje pokarmu, dlatego jest martwa.

Rodzimy się z pełną zdolnością do tego, by kochać i być kochanym. Każde dziecko rodzi się napełnione miłością i doskonale wie, czym ona jest. Powstaje jednak problem, bowiem jego rodzice nie wiedzą, czym jest miłość. Żadne dziecko nie dostaje takich rodziców, na jakich zasługuje. Tacy rodzice po prostu nie istnieją. Za jakiś czas dziecko samo stanie się rodzicem i wtedy także straci zdolność kochania.

Każde dziecko rodzi się z ogromnym zasobem miłości. Przychodzi na świat jako miłość. Jest zbudowane z tkanki miłości. Rodzice nie potrafią jednak dać mu miłości, ponieważ nie byli kochani przez swoich rodziców. Ich rodzice tylko udawali. Mogli dużo mówić o miłości, powtarzać: „Kochamy cię”. Ale ich czyny świadczyły o czymś przeciwnym. Traktowali dziecko w sposób pozbawiony szacunku. Żaden rodzic nie szanuje dziecka, nie zastanawiając się nawet nad tym. Wszak dziecko to nie osoba. Dziecko jest przez dorosłych postrzegane jako problem. Jeżeli zachowuje się spokojnie, nie krzyczy, nie płata figli, nie wchodzi rodzicom w drogę, to dobrze, doskonale. Według powszechnej opinii powinno się zachowywać właśnie w ten sposób. W takim podejściu brakuje i szacunku, i miłości.

Rodzice nie wiedzą, czym jest miłość. Żona nie kocha męża, mąż nie kocha żony. Nie ma między nimi miłości. Zastąpiły ją walka o władzę, chęć posiadania, zazdrość. Wszelkiego typu trucizny, które ją niszczą, na przykład chciwość i zazdrość.

Miłość jest delikatnym kwiatem. Ten kwiat musi być chroniony, wzmacniany, podlewany. Tylko wtedy będzie rósł. Miłość dziecka jest bardzo delikatna, ponieważ delikatne jest samo dziecko, delikatne jest jego ciało. Czy myślisz, że dziecko pozostawione samo sobie przeżyje? Pomyśl tylko, jak bezradna jest ta mała ludzka istota. Bez opieki umiera. To samo dzieje się z miłością. Miłość pozostawiona sama sobie i pozbawiona troski umiera.

Rodzice nie potrafią kochać. Nie wiedzą, czym jest miłość. Nigdy nie doświadczyli pełni tego uczucia. Pamiętaj, że nie obarczam ich odpowiedzialnością. Są ofiarami, podobnie jak ty. Rodzice rodziców znajdowali się w takiej samej sytuacji. I tak dalej… Możemy dotrzeć w tym wyliczaniu do Adama i Ewy oraz Boga Ojca! Wydaje mi się, że Bóg Ojciec nie odnosił się z szacunkiem do Adama i Ewy. Od początku wydawał im rozkazy: „Róbcie to”, „Nie róbcie tego”, „Nie jedzcie owoców z tego drzewa”. Kiedy Adam spróbował zakazanego owocu, naraził się na gniew Boga i został wraz z Ewą wygnany z raju.

Groźba wygnania z raju powtarza się w procesie wychowania dziecka. Każdy rodzic grozi dziecku, że zostanie wyrzucone: „Jeżeli nie będziesz mnie słuchać, jeżeli nie będziesz się właściwie zachowywać, wyrzucę cię z domu!”. Dziecko boi się tego. Wyrzucony? W dziką przestrzeń życia? Zaczyna się uczyć zawierania kompromisów. Zbacza ze swojej ścieżki. Zaczyna manipulować. Nie ma ochoty się uśmiechać, lecz gdy matka jest w pobliżu, uśmiecha się do niej, by dostać trochę mleka. Jest to wyrachowanie – początek polityki.

Nieszanowane dziecko zaczyna nienawidzić rodziców. Jest sfrustrowane tym, że rodzice nie kochają go takim, jakie jest. Rodzice oczekują od dziecka, że będzie się zachowywało w określony sposób – tym zasługuje sobie na ich miłość. To miłość warunkowa. Aby „stać się warte” miłości, dziecko uczy się fałszu. Traci kontakt z rzeczywistymi wewnętrznymi wartościami i szacunek do siebie. Stopniowo rozwija się w nim poczucie winy.

Wielokrotnie w głowie dziecka pojawia się myśl: „Czy to moi prawdziwi rodzice? Być może nie. Prawdziwi rodzice kochaliby mnie. Czy ci ludzie mogli mnie adoptować?”.

Tysiące razy dziecko dostrzega w oczach rodziców gniew. Widzi straszny gniew na twarzach ojca i matki. Ten gniew mógł zostać wywołany przez błahostkę. Jest nieproporcjonalny do przyczyny.

Z powodu drobiazgu dziecko doświadcza wściekłości rodziców. Trudno mu w to uwierzyć. Gniew i wściekłość są nieusprawiedliwione. Dziecko musi jednak podporządkować się rodzicom, musi się ukłonić, zaakceptować ich reakcję. Tak stopniowo jest niszczona zdolność dziecka do kochania.

Miłość może się rozwijać jedynie w środowisku nasyconym miłością, wibrującym miłością. Należy pamiętać o tej podstawowej zasadzie. Jeśli rodzice kochają nie tylko dziecko, ale też siebie nawzajem i nasycają atmosferę domu aromatem miłości, dziecko od niemowlęctwa staje się istotą zakorzenioną w miłości. Nigdy nie będzie stawiać pytań w rodzaju: „Czym jest miłość?”.

Miłość stanie się rzeczywistą podstawą istnienia dziecka.

Niestety, rodzinna rzeczywistość wygląda zwykle inaczej. Dziecko uczy się od rodziców destrukcyjnych zachowań: kłótni, konfliktów. Jeżeli jesteś kobietą, zwróć uwagę, czy nie zachowujesz się tak, jak zachowywała się twoja matka. Obserwuj siebie zwłaszcza wtedy, kiedy przebywasz z chłopakiem lub z mężem. Czy nie powielasz znanych ci wzorców? A jeśli jesteś mężczyzną, czy nie zachowujesz się jak twój ojciec? Czy nie robisz tych samych bezsensownych kroków, które on robił? Kiedyś dziwiłeś się: „Jak ojciec mógł robić coś takiego?”. Teraz postępujesz podobnie. Ludzie mają skłonność do powtarzania i naśladowania zachowań. Mówimy, że małpują. Powtarzasz zachowania swojego ojca i swojej matki. Musisz się od tego uwolnić. Tylko wtedy doświadczysz, czym jest miłość.

Nie umiem zdefiniować, czym jest miłość, ponieważ nie można jej zamknąć w definicji, podobnie jak narodzin, śmierci, Boga, medytacji. Nie mogę powiedzieć: „To właśnie jest miłość”, nie mogę wam pokazać miłości. Miłość nie jest zjawiskiem dostępnym zewnętrznej obserwacji. Nie można jej poddać analitycznemu badaniu. Miłość może być jedynie doświadczana. Mogę wam wskazać drogę, która prowadzi do doświadczania miłości.

Pierwszy krok polega na uwolnieniu się od wpływu rodziców. Uwolnienie takie nie oznacza braku szacunku dla rodziców ani fizycznego oddalenia się od nich. Mam na myśli to, że powinieneś uwolnić się od głosów rodziców, rozbrzmiewających w twoim wnętrzu, od zapisanych w umyśle programów i nagrań. Usuń je… Staniesz się wolny. I poczujesz współczucie dla rodziców.

Każda osoba żywi urazę do swojego ojca lub do swojej matki. Jakże byłoby możliwe, żebyś jej nie czuł, skoro rodzicie wyrządzili ci tak wielką krzywdę? Nie zrobili tego jednak świadomie. Ich intencje były jak najlepsze. Pragnęli zrobić wszystko dla twego dobra. A co tak naprawdę zrobili?

Nie wystarczy jedynie czegoś chcieć. Podtrzymywanie dobrych intencji nie oznacza, że pojawią się dobre rezultaty. Rodzice z pewnością mieli dobre intencje. Cóż z tego? Sami nie zaznali radości. Są robotami. Świadomie lub nieświadomie, celowo lub niecelowo – stwarzają atmosferę, w której za pewien czas ich dzieci również zamienią się w roboty.

Jeśli pragniesz się rozwijać i stać ludzką istotą, a nie robotem, uwolnij się od swoich rodziców. Musisz nauczyć się uważności. Jest to ciężka i żmudna praca, której nie sposób wykonać natychmiast. Musisz być bardzo ostrożny. Zauważaj, kiedy pojawia się w tobie postać matki i inspiruje cię do działania. W takim momencie zatrzymaj się i wycofaj. Zamiast starego schematu użyj całkowicie nowego, którego twoja matka nigdy nie mogłaby sobie wyobrazić.

Rozpatrzmy to na przykładzie. Twój partner z dużym zainteresowaniem patrzy na inną kobietę. Obserwuj, co robisz. Czy postępujesz tak, jak postępowała twoja matka, kiedy ojciec z zainteresowaniem patrzył na inną kobietę? Jeżeli tak właśnie się zachowujesz, nigdy nie poznasz, czym jest miłość. Powtarzasz stary schemat. Ten sam dramat odgrywają inni aktorzy. Nie bądź naśladowcą. Uwolnij się od tego. Sięgnij po nowe zachowania, których nie używali twoi rodzice. Ta świeżość dotrze do twojej istoty, a wtedy popłynie miłość.

Tak więc pierwszym krokiem jest uwolnienie się od rodziców.

Drugi krok to rozpoznanie nieprawdziwości przekonania, że możemy kochać tylko wtedy, kiedy mamy wartościowego partnera. To nonsens! Ludzie myślą, że będą kochać tylko wtedy, gdy znajdą doskonalą kobietę lub doskonałego mężczyznę. Nigdy takich osób nie znajdziesz, ponieważ doskonała kobieta i doskonały mężczyzna nie istnieją. A jeżeli nawet takie osoby by istniały, nie byłyby zainteresowane twoją miłością.

Słyszałem historię o mężczyźnie, który przez całe życie był starym kawalerem, ponieważ ciągle szukał kobiety doskonałej. Kiedy miał siedemdziesiąt lat, ktoś zadał mu pytanie:

– Ciągle podróżowałeś – z Nowego Jorku do Katmandu, z Katmandu do Rzymu, z Rzymu do Londynu. Ciągle szukałeś. Czy znalazłeś kobietę doskonałą? Czy choć jedną?

Stary człowiek posmutniał i odpowiedział:

– Tak, pewnego razu udało mi się. Dawno, dawno temu spotkałem kobietę doskonałą.

Pytający indagował dalej:

– I co się wtedy stało? Dlaczego się z nią nie ożeniłeś?

– Cóż mogłem zrobić, ona szukała doskonałego mężczyzny – smutno odpowiedział starzec.

Pamiętaj o tym, że potrzeba miłości, którą przejawiają dwie istoty doskonałe, jest zupełnie odmienna od twojej potrzeby. Ma całkiem inną jakość.

Nie rozumiesz miłości, która jest możliwa dla ciebie, a więc nie zrozumiesz miłości, której doświadcza Budda, ani miłości, która płynie do ciebie od Lao-cy.

Najpierw trzeba zrozumieć, że miłość jest zjawiskiem naturalnym. Pierwszy krok to rozpoznanie poziomu naturalnego, z którego można przejść do poziomu transcendentalnego. Druga istotna kwestia dotyczy tego, aby nigdy nie szukać doskonałego mężczyzny ani doskonałej kobiety. Kiedy szuka się doskonałej osoby i nie można jej znaleźć, jest się nieszczęśliwym.

Aby pozostawać elastycznym i wzrastać w miłości, nie potrzeba doskonałości. Miłość tak naprawdę nie odnosi się do drugiej osoby. Kochająca osoba po prostu kocha, podobnie jak oddycha, je, pije, śpi…

Nie mówimy przecież: „Jeżeli w tym miejscu nie będzie czystego, nieskażonego powietrza, nie będę oddychać”. Oddychasz nawet w Los Angeles i w Bombaju. Oddychasz w każdym miejscu, nawet tam, gdzie powietrze jest skażone. Nie możesz przestać oddychać tylko z tego powodu, że powietrze jest nie takie, jakiego byś sobie życzył!

Kiedy jesteś głodny, zjadasz cokolwiek, kiedy umierasz z pragnienia, pijesz cokolwiek. Nie będziesz nalegał, żeby dostać coca-colę. Wszystko ujdzie, każdy napój, nawet brudna woda. Znane są wypadki, że ludzi pili własny mocz. Niektórzy zabijali na pustyni swoje wielbłądy, ponieważ te zwierzęta mają zgromadzone we wnętrzu zapasy wody. To groźne, gdyż osoba, która zabiła wielbłąda, musi dalej wędrować pieszo. Jednak chęć zaspokojenia pragnienia była silniejsza niż rozsądek. Cóż po rozsądku, jeśli wielbłąd niósłby na grzbiecie zwłoki właściciela?

Żywa i kochająca osoba po prostu kocha. Miłość jest funkcją natury.

Dlaczego nie należy pragnąć doskonałości? Jeżeli przyjmiesz postawę poszukiwacza doskonałości, nie odczujesz wewnętrznego przepływu miłości, będziesz od niego odcięty. Ludzie, którzy żądają doskonałości, są pozbawieni miłości, są neurotyczni. Jeżeli nawet udaje im się znaleźć kochanka, miłość ulega zniszczeniu z powodu takich żądań.

Kiedy kobieta zaczyna kochać mężczyznę, natychmiast pojawiają się wymagania. Kobieta zaczyna oczekiwać, by mężczyzna był doskonały. Nagle mężczyzna musi się stać ideałem, uwolnić od wszelkich ograniczeń. Nie ma już prawa być człowiekiem. Ma do wyboru: stać się nadczłowiekiem albo oszukiwać. Podobnie się dzieje, kiedy mężczyzna zaczyna kochać kobietę. Ona także nagle musi się stać ideałem, nadczłowiekiem.

Naturalnie stanie się nadczłowiekiem jest bardzo trudne, więc ludzie zaczynają oszukiwać. Stosują gry, udają miłość. Dlatego jeszcze raz powtórzę tę istotną zasadę: Nigdy nie wymagaj doskonałości. Nie masz prawa żądać czegokolwiek od kogokolwiek. Jeżeli ktoś cię kocha, bądź wdzięczny, ale niczego nie wymagaj, ponieważ druga osoba nie musi cię kochać. Jeżeli ktoś kocha, to prawdziwy cud. Warto zachwycać się tą cudownością.

Mimo to ludzie wcale się nie zachwycają. Z powodu drobiazgów niszczą szanse na miłość. Nie interesuje ich miłość ani płynąca z niej radość. Pociągają ich raczej egocentryczne działania.

Skupiaj się wyłącznie na swej radości. Wszystko inne jest nieistotne.

Miłość jest naturalną funkcją, jest jak oddychanie. Jeśli kochasz jakąś osobę, nie wysuwaj wobec niej żądań. W przeciwnym razie zamkniesz drzwi wiodące do autentycznego kontaktu ze swoim partnerem. Niczego nie oczekuj. Jeżeli coś pojawi się na twojej drodze, wyraź wdzięczność. Jeżeli nic się nie pojawi, oznacza to, że nie ma takiej potrzeby. Nie oczekuj niczego specjalnego.

Obserwuj ludzi. Zauważ, czy szanują siebie wzajemnie.

Żona przygotowuje dla ciebie jedzenie, ty zaś nigdy jej nie dziękujesz. Nie twierdzę, że zawsze powinieneś werbalizować swoją wdzięczność, to uczucie powinno być jednak obecne w oczach. Ale ty się tym nie przejmujesz. Uważasz, że to ci się należy. Kto ci to powiedział?

Mąż idzie do pracy i zarabia dla was pieniądze, a ty nigdy mu za to nie dziękujesz. Nie czujesz żadnej wdzięczności. „Mężczyźni muszą wykonywać pracę zarobkową” – myślisz.

Czy w takim klimacie miłość może wzrastać? Miłość potrzebuje okazania wdzięczności. Miłość potrzebuje wolności od wymagań i oczekiwań. Powinniśmy o tym pamiętać.

Następna ważna zasada dotyczy tego, żeby zamiast myśleć o otrzymywaniu miłości, skupić się na jej dawaniu. Kiedy dajesz, otrzymujesz. Nie ma innej drogi. Ludzie bardziej skupiają się na tym, w jaki sposób coś dla siebie wyrwać, coś dostać. Każdy jest zainteresowany tym, by otrzymać, nikt nie czerpie radości z dawania. Ludzie dają bardzo niechętnie. Jeżeli dają, to tylko po to, by otrzymywać. To podejście biznesowe. Robienie interesów. Tacy ludzie zawsze chcą być pewni, że otrzymali więcej, niż dali. Jeżeli tak się stało, wiedzą, że zrobili dobry interes.

Miłość nie jest interesem. Dlatego zaprzestańmy tego rodzaju działań. W przeciwnym razie zmarnujemy życie, utracimy miłość wraz z całym jej pięknem. To, co piękne, nie ma piętna interesowności.

Interesowność jest największym złem istniejącym na świecie. Postawy tej nie zna świat natury. Drzewa po prostu rosną i kwitną. Nie jest to biznes. Podobnie gwiazdy po prostu świecą. Nie ma w tym żadnego interesu. Nie musisz za to światło płacić, nikt nie żąda od ciebie czegoś w zamian. Ptaki nadlatują i siadają w pobliżu drzwi twojego domu, śpiewają. Nie proszą, abyś wystawił im certyfikat czy okazał uznanie. Kiedy ptak odśpiewa pieśń, odlatuje szczęśliwy.

W ten właśnie sposób rozwija się miłość. Dawaj i nie koncentruj się na tym, jak wiele możesz wyszarpać. Owszem, zapłata nadejdzie, nadejdzie zwielokrotniona, ale stanie się to w sposób naturalny. Zapłata pojawi się spontanicznie, nie ma potrzeby jej się domagać. Jeżeli będziesz żądał, zapłata nigdy się nie pojawi. Tak więc zacznij dawać.

Na początku może to być trudne, ponieważ całe życie uczono cię tego, by przede wszystkim brać. Na początku będziesz musiał walczyć ze swoją zbroją. Twoje mięśnie stały się twarde, a serce zlodowaciałe. Jesteś wystygły. Na pewno napotkasz wiele trudności, ale każdy krok będzie cię prowadził do przodu, aż wreszcie rzeka zacznie płynąć.

Najpierw uwolnij się od rodziców. Czyniąc to, uwolnisz się także od społeczeństwa, edukacji, cywilizacji, ponieważ twoi rodzice reprezentują wszystkie wymienione pojęcia. Uwalniając się, staniesz się indywidualnością. Po raz pierwszy nie będziesz częścią tłumu, zyskasz indywidualność. Tym właśnie jest wewnętrzny wzrost. Taka właśnie ma być dorosła osoba.

Dorosła osoba nie potrzebuje rodziców. Dorosła osoba nie potrzebuje obok siebie nikogo, na kim mogłaby się wspierać ani do kogo mogłaby lgnąć. Dorosła osoba jest szczęśliwa, będąc sama. Ta samotność jest pieśnią i świętem. Dorosła osoba potrafi być szczęśliwa sama ze sobą. Jej samotność nie jest osamotnieniem. Jest medytacją.

Pewnego dnia musiałeś opuścić łono matki. Jeżeli pozostałbyś w nim dłużej niż dziewięć miesięcy, umarłbyś. Umarłaby także twoja matka. Podobnie pewnego dnia musiałeś opuścić środowisko swojej rodziny, które było innym rodzajem łona, i poszedłeś do szkoły. Następnie zakończyłeś edukację i wszedłeś w szersze relacje społeczne. Jednak w głębi siebie nadal jesteś dzieckiem. Pozostajesz w łonie! Łono ma wiele poziomów, trzeba się starać opuścić je wszystkie.

Na Wschodzie nazywamy to ponownymi narodzinami. Kiedy doświadczasz ponownych narodzin, całkowicie uwalniasz się od wpływu rodziców. Piękno tego procesu polega na tym, że tylko osoba, która uwolniła się od rodziców może odczuwać wdzięczność wobec nich, może im również wybaczyć. Taka osoba odczuwa w stosunku do rodziców współczucie i miłość. Odczuwa je, ponieważ uświadamia sobie, że rodzice cierpieli w podobny sposób. Taka osoba nie jest ani trochę zła. Może mieć łzy w oczach, ale w ogóle nie jest zagniewana. Zrobi wszystko, by pomóc rodzicom w posuwaniu się ku pełni samotności, ku wyżynom samotności.

Tak więc po pierwsze stań się indywidualnością, to najważniejsze. Po drugie nie oczekuj doskonałości, nie wymagaj jej. Kochaj zwykłych ludzi. W zwykłych ludziach nie ma niczego złego. Zwykłe osoby są nadzwyczajne! Każda ludzka istota jest wyjątkowa. Szanuj tę wyjątkowość.

Po trzecie dawaj i rób to bezwarunkowo. Tylko wtedy poznasz, czym jest miłość. Nie potrafię zdefiniować miłości. Mogę tylko wskazać drogę, na której będziesz wzrastać. Mogę pokazać, w jaki sposób zasadzić krzak róży, jak go podlewać, nawozić, chronić. A wtedy pewnego dnia pojawią się kwiaty, zakwitną i napełnią dom zapachem. W taki sposób przychodzi miłość.

CZĘŚĆ I: Podróż od „ja” do „my”

CZĘŚĆ I

Podróż od „ja” do „my”

Zrozumienie natury i siły miłości

Miłości nie można się nauczyć. Nie można jej kultywować. Miłość kultywowana nie jest prawdziwą miłością. Jest nie żywą, lecz plastikową różą. Kiedy czegoś się uczysz, to coś przychodzi z zewnątrz. Prawdziwa miłość rodzi się i rozwija w twoim wnętrzu.

Miłość jest nie uczeniem się, lecz wzrastaniem. Potrzebujesz nie tyle uczenia się sposobów kochania, ile oduczania się zachowań niezgodnych z miłością. Muszą zostać usunięte przeszkody, muszą zostać usunięte bariery, a wtedy miłość pojawi się naturalnie, spontanicznie. Kiedy odrzucisz blokujące drogę głazy, zacznie się swobodny przepływ. Ujawni się ukryte źródło miłości. Jest ono twoją prawdziwą istotą.

Poza zależnością i dominacją – wydostanie się z otoczki ego

Zaskakuje mnie liczba osób, które przychodzą do mnie i mówią, że boją się miłości. Skąd się bierze ten lęk? Pojawia się z tego powodu, że gdy naprawdę kogoś kochasz, twoje ego zaczyna topnieć. Nie możesz kochać, gdy ego dominuje. Ego przeszkadza prawdziwej miłości. Kiedy próbujesz zlikwidować przeszkodę między sobą a innymi, ego mówi: „Uważaj! To może prowadzić do śmierci”.

Śmierć ego nie oznacza twojej śmierci. Śmierć ego to dla ciebie szansa na życie. Ego to martwa skóra, otaczająca żywą istotę. Trzeba je odrzucić. Ego pojawia się naturalnie – jak kurz na ubraniu i na ciele podróżnika. W pewnym momencie podróżnik musi wziąć kąpiel, oczyścić się z kurzu.

Żyjąc, zbieramy na sobie kurz przeszłości, doświadczeń i wiedzy. Właśnie ten kurz tworzy ego. Gromadzi się, tworzy wokół ciebie skorupę. Musisz ją stłuc i odrzucić. Należy kąpać się codziennie, a jeszcze lepiej – co chwila, by ta skorupa nie przekształciła się w więzienie.

Pomocne w tym procesie będzie zrozumienie, skąd pochodzi ego.

Dziecko rodzi się w stanie całkowitej bezradności. Nie może przeżyć bez opieki dorosłych. Większość małych zwierząt, ptaków, drzew może żyć bez pomocy rodziców, rodziny, społeczeństwa. Jeżeli w pewnych wypadkach potrzebna jest pomoc, to niewielka: kilka dni, najwyżej kilka miesięcy. Natomiast dziecko jest tak bezradne, że pozostaje uzależnione od pomocy otoczenia przez kilka lat. W tym właśnie tkwią korzenie ego.

Dlaczego poczucie bezradności stwarza ego? Dziecko jest zależne od innych. W jego umyśle rodzi się błędna interpretacja tej sytuacji, przekonanie, że jest ono pępkiem świata. Dziecko myśli: „Nikt nie jest ważniejszy ode mnie. Kiedy tylko zapłaczę, matka natychmiast przybiega. Kiedy czuję głód, zaraz dostaję do ssania pierś. Kiedy mam mokre pieluszki, wystarczy, że zapłaczę, a ktoś przychodzi i je zmienia”. Dziecko czuje się jak udzielny władca. W rzeczywistości jest całkowicie bezradne i zależne, a matka, ojciec, rodzina oraz opiekunowie pomagają mu przeżyć. Te osoby troszczą się o dziecko, a ono z tego powodu uznaje siebie za centrum swojego ograniczonego świata. W ten sposób powstaje ego.

Rzeczywistość jest zupełnie inna, ale dziecko nie może zdać sobie z tego sprawy. Nie umie pojąć złożonej natury rzeczywistości. Nie potrafi zrozumieć, że jest bezradne. Myśli, że może dyktować warunki! Czasem przez całe życie pozostaje na pozycji dyktatora. Może stać się Napoleonem, Aleksandrem Wielkim, Adolfem Hitlerem, prezydentem, premierem. Wszystko są to infantylne role. Ci ludzie próbują dostać te same rzeczy, które były ich udziałem w dzieciństwie. Pragną być centrum wszelkiej egzystencji, centrum świata. Wraz z nimi świat powinien żyć i umierać.

Dziecko uważa tę interpretację za prawidłową, gdyż odnajduje w spojrzeniu matki sygnały, że jest sensem jej życia. Kiedy ojciec wraca do domu, dziecko czuje także, że jest sensem życia ojca. Taki stan trwa przez pierwsze trzy, cztery lata. A przecież początkowe lata życia człowieka są najważniejsze!

Psychologowie twierdzą, że po ukończeniu czwartego roku życia dziecko jest prawie kompletną istotą. W psychice dziecka zostały zapisane zasadnicze wzorce, które dorosły człowiek będzie powtarzał w różnych sytuacjach. Zanim dziecko skończy siedem lat, jego postawa jest już utrwalona, a ego ukształtowane. Dziecko wyrusza w kierunku świata zewnętrznego i wtedy nagle zewsząd pojawiają się problemy, miliony problemów! Kiedy wykracza poza krąg rodziny, pojawiają się coraz większe problemy. Nikt nie chce troszczyć się o dziecko w taki sposób, w jaki robiła to matka. Nikt nie skupia się na nim w taki sposób, w jaki robił to ojciec. Ludzie są obojętni, a to rani ego.

Tak więc podstawowy wzorzec został utrwalony. Niezależnie od tego, czy dziecko doświadcza z tego powodu bólu, czy też nie, nie potrafi już zmienić tego wzorca. Stał się on niezmiennym elementem istoty dziecka. Podczas zabawy z rówieśnikami dziecko będzie się starało ich zdominować. Kiedy pójdzie do szkoły, będzie chciało być najważniejsze w klasie. Będzie przekonane, że należy mu się najwyższa pozycja, i ze zdziwieniem stwierdzi, że inne dzieci myślą podobnie. W ten sposób powstaje konflikt, rozpoczyna się walka, starcie egocentrycznych postaw. Ta walka trwa całe życie. Otaczają cię miliony ego. Każde próbuje kontrolować, manipulować, dominować, używając różnych środków: bogactwa, władzy, polityki, wiedzy, siły, kłamstwa, pretensji, hipokryzji. Każde chce pokazać, że jest pępkiem świata.

Opisana sytuacja stanowi źródło wszelkich problemów w relacjach między ludźmi. Z powodu koncentracji na ego zawsze pozostajesz z kimś w konflikcie. Wszyscy ludzie są pod tym względem podobni do ciebie. Płyniecie w jednej łodzi. Zostaliście wychowani w podobny sposób.

Istnieją na Zachodzie psychologowie, którzy twierdzą, że dopóty nie nastąpi pokój na świecie, dopóki dzieci nie przestaną być wychowywane przez rodziców. Nie popieram ich zdania. Spostrzeżenia tych psychologów zawierają pewne elementy prawdy, jednak w istocie są bardzo niebezpieczne. Jeżeli dzieci wychowywałyby się w żłobkach i przedszkolach bez rodziców, pozbawione miłości, w atmosferze całkowitej obojętności, mogłyby nie mieć problemów z ego, lecz zapewne miałyby inne, jeszcze bardziej niebezpieczne problemy.

Dziecko wychowywane w atmosferze całkowitej obojętności nie ma centrum. Nie wie, kim naprawdę jest. Jest wewnętrznie pomieszane, pozbawione tożsamości. Przestraszone, niepewne, nie potrafi zrobić nawet jednego kroku.

Dziecko pozbawione miłości rodzicielskiej nie stanie się w przyszłości buddą. Będzie pomieszane i poranione, zawsze pełne obaw.

Potrzebujesz miłości, by się uwolnić od lęku. Wtedy odczujesz też, że inni cię akceptują, że nie jesteś kimś bezwartościowym, kogo można wyrzucić na śmietnik. Dziecko wychowywane bez miłości nie ma ego. W jego życiu nie będzie wiele walki i starć. Ale nie będzie ono umiało stanąć po swojej stronie. Ciągle będzie uciekać od ludzi, kryć się w grotach własnej istoty. Nie osiągnie stanu buddy, nie będzie promieniować siłą witalną, nie będzie skoncentrowane, swobodne, ugruntowane. Będzie oddzielone od swojego centrum.

Dlatego nie popieram tych psychologów. Ich koncepcja spowoduje wychowanie robotów, nie ludzi. Roboty oczywiście nie mają problemów. Nie czują lęku, nie chorują na wrzody ani na nowotwory. Jednak nie osiągają najwyższego poziomu świadomości, a nawet cofają się w rozwoju. Jeśli staniesz się robotem, lęk w ogóle nie będzie się pojawiał, ponieważ nie będzie nikogo, kto mógłby odczuwać lęk. Nie warto jednak osiągać podobnego stanu. Lepiej być podobnym do boga niż do robota. Mam na myśli to, że można osiągnąć absolutną świadomość i nie żywić obaw, nie mieć lęków ani problemów, cieszyć się życiem jak ptaki, celebrować życie jak ptaki, śpiewać jak ptaki. Można osiągnąć ten stan, nie cofając się, lecz w pełni rozwijając świadomość.

Na początku życia dziecko buduje ego. Jest to proces naturalny, który należy zaakceptować. Nie ma jednak potrzeby, by później dźwigać to rozdmuchane ego. Ego jest potrzebne na początku życia, by dziecko czuło, że jest akceptowane, kochane, przyjmowane, że jest mile widzianym gościem. Ojciec, matka i rodzina tworzą wokół dziecka atmosferę ciepła, co pomaga mu rosnąć, nabierać sił, zakorzeniać się. To niezbędny proces. Ego daje dziecku ochronę. Jest ono niczym łupina, która chroni nasienie. Jednak łupina nie może stać się najważniejsza, gdyż wówczas nasienie musiałoby obumrzeć. Jeżeli ego utrzymuje się zbyt długo, staje się więzieniem. Kiedy nadchodzi właściwy moment, łupina powinna pęknąć i opaść. Wtedy z nasienia narodzi się nowe życie.

Dziecko potrzebuje ego, ponieważ jest bezradne, słabe, podatne na zranienia. W jego otoczeniu istnieje niezliczona ilość czynników, które mogą mu zagrażać. Dziecko potrzebuje ochrony, domu, trwałej podstawy. Nie zwraca uwagi na otaczający je świat, najważniejszy jest dla niego dom. Stamtąd czerpie poczucie swojego znaczenia.

Za poczuciem znaczenia podąża ego. Dziecko staje się egoistyczne i stąd wynikają wszystkie problemy, z którymi styka się jako dorosły. Ego nie pozwala ci naprawdę się zakochać. Wymaga, by każda osoba podporządkowywała się tobie. Nie zezwoli, byś ty podporządkował się komukolwiek. A miłość pojawia się, kiedy potrafisz podporządkować się drugiej osobie. Kiedy zmuszasz drugą osobę do uległości, budzi to nienawiść i niszczy uczucie. Nie na tym polega miłość. Bez miłości twoje życie będzie pozbawione ciepła, poezji. Twoje życie będzie logiczne, racjonalne, matematyczne, wypełnione prozą. Ale czy można żyć bez poezji?

Proza jest w porządku, racjonalność jest w porządku. Są potrzebne, użyteczne. Jednak w życiu kierowanym tylko przez rozum i logikę nie ma miejsca na prawdziwe świętowanie. Kiedy życie nie jest świętem, staje się nudne. Potrzebujemy poezji. Żeby odczuć poezję, musisz się poddać. Musisz odrzucić ego. Jeżeli możesz to zrobić, jeżeli potrafisz odsunąć ego nawet na krótką chwilę, twoje życie przeszyją przebłyski piękna i świętości.

Bez poezji nie możesz autentycznie żyć, możesz tylko egzystować. Miłość jest poezją. Jeżeli nie możesz doświadczyć miłości, jak chcesz doświadczyć modlitwy, medytacji, wyższej świadomości? Jeżeli nie osiągniesz świadomości medytacyjnej, pozostaniesz ciałem. Nigdy nie będziesz świadomy swojej wewnętrznej duszy. Szczytowe doświadczenia można osiągnąć jedynie w modlitewnym oddaniu, w głębokiej medytacji i w ciszy. Ta modlitewna cisza, ta medytacyjna świadomość stanowi najwyższy poziom doświadczenia. Jednak to miłość otwiera drzwi.

Carl Gustaw Jung zbadał tysiące pacjentów cierpiących na różne zaburzenia psychiczne. Stwierdził, że nie spotkał cierpiącej psychicznie osoby, która przekroczyła czterdziesty rok życia i której zasadnicze problemy nie miałyby duchowego charakteru. Istnieje określony rytm, który sprawia, że po przekroczeniu czterdziestki w życiu człowieka pojawia się nowy wymiar. Kiedy jednak nie wiesz, jak podejść do tego nowego duchowego wyzwania, nie wiesz, co robić, możesz zachorować. Rozwój jednostki to ciągły proces. Jeżeli pominiesz jeden etap, powstaje luka.

Jeżeli nie nauczysz się uwalniać od ego, nie będziesz umieć kochać, swobodnie przebywać z drugą osobą. Ego ciągle walczy, nawet gdy ty siedzisz w milczeniu. Szuka sposobów na to, by dominować nad otoczeniem, by stać się władcą świata. To tworzy problemy w przyjaźni, seksie, miłości, relacjach społecznych. Wszędzie wchodzisz w konflikty. Także w konflikty z rodzicami, którzy dali ci to ego. Rzadko się zdarza, by syn wybaczył ojcu, a córka matce.

Georgij Gurdżijew na ścianie pokoju, w którym spotykał się z gośćmi, miał wypisaną sentencję: „Jeśli nie czujesz się dobrze ze swoim ojcem i ze swoją matką, odejdź stąd. Nie mogę ci pomóc”. Dlaczego? Dlatego, że problem ego pojawił się w rodzinie i tam musi zostać rozwiązany. Z tego właśnie powodu wszystkie starożytne tradycje powiadają: „Kochaj swoich rodziców. Szanuj ich tak bardzo, jak to możliwe”.

Ego wyrasta i rozwija się na rodzinnej glebie, dlatego tam też powinno zostać oswobodzone. W przeciwnym razie wszędzie będzie cię prześladować.

Również psychoanalitycy stwierdzili, że istota ich pracy terapeutycznej polega na skierowaniu uwagi pacjenta ponownie na problemy, które istniały między nim a jego rodzicami, i na podjęciu próby rozwiązania tych problemów. Jeżeli potrafisz rozwiązać konflikt ze swoimi rodzicami, zniknie wiele innych konfliktów, ponieważ wyrastają one z tego zasadniczego konfliktu.

Na przykład mężczyzna, który nie jest w dobrej relacji ze swoim ojcem, nie może być też w dobrej relacji z szefem w pracy, ponieważ szef jest figurą ojcowską. Mały konflikt z rodzicami trwa i odzwierciedla się we wszystkich twoich relacjach. Jeżeli nie ułożyłeś sobie stosunków z matką, nie możesz mieć dobrego kontaktu z żoną. Nie możesz być w dobrych kontaktach z kobietami w ogóle, ponieważ twoja matka jest pierwszą kobietą i stanowi dla ciebie model kobiety. Tam, gdzie pojawia się kobieta, tam jest też twoja matka i subtelna relacja trwa.

Ego rodzi się w relacji z ojcem i z matką. W tym właśnie miejscu trzeba podjąć pracę nad nim. Jeśli tak nie zrobisz, będziesz obcinał gałęzie i liście drzewa, podczas gdy jego korzenie pozostaną nienaruszone. Kiedy załatwisz swoje sprawy z ojcem i z matką, staniesz się dojrzały, wolny od ego. Zrozumiesz, że jako dziecko byłeś bezradny, całkowicie zależny od innych, że nie stanowiłeś centrum świata. Bez tej zależności nie mógłbyś przeżyć. Zrozumienie prowadzi do tego, że ego stopniowo słabnie. Skoro przestałeś być w konflikcie z życiem, rozluźniasz się, relaksujesz, stajesz się naturalny. Wtedy możesz płynąć. Widzisz, że świata nie zaludniają wrogowie, lecz jedna ludzka rodzina. Świat nie zwraca się przeciw tobie. Możesz płynąć razem z nim. Człowiek staje się wolny od ego, gdy spostrzega, że stanowi ono rodzaj dziecięcego snu, że jest zakorzenione w niewiedzy.

Przychodzą do mnie ludzie i pytają: „W jaki sposób można się zakochać? Czy istnieje na to jakiś sposób?”. Pytają o metodę, określoną technikę. W istocie nie rozumieją, o co pytają. Miłość oznacza, że nie istnieją metody ani techniki. Z tego powodu mówimy: „Zakochać się, wpaść w miłość” (w oryginale falling in love – przyp. tłum.). Przestajesz być kontrolującym. Z tego względu osoby przeintelektualizowane mówią, że miłość jest ślepa. W rzeczywistości to dzięki miłości patrzymy i widzimy naprawdę. Jeśli się zakochasz, taki osobnik pomyśli, że zwariowałeś. Umysł jest doskonałym narzędziem manipulacji. Każda sytuacja, która łączy się z utratą kontroli, to zagrożenie dla umysłu.

Istnieje świat ludzkiego serca i ludzkiej świadomości, w którym nie działa żadna technologia. Wszelkiego rodzaju technologie są skuteczne w stosunku do materii. W przestrzeni świadomości nie możemy używać żadnych technologii, nie możemy poddawać świadomości kontroli. Każdy wysiłek, który ma na celu poddanie świadomości kontroli lub wywołanie określonego stanu, wynika z egoizmu.

Naturalne etapy życia i miłości

Ludzie pytają mnie, w jaki sposób należy tworzyć atmosferę przenikniętą miłością, która pomaga dziecku wzrastać i nie zakłóca jego naturalnego potencjału.

Każdy sposób pomagania dziecku jest błędny. Dziecko potrzebuje twojej miłości, a nie twojej pomocy. Dziecko potrzebuje pożywienia, wsparcia. Naturalny potencjał dziecka jest nieznany, tak więc nie istnieje właściwy sposób, by pomóc dziecku w rozwijaniu tego potencjału. Nie możesz pomóc, jeśli cel nie jest znany. Jedyne, co możesz zrobić, to nie przeszkadzać. W rzeczywistości sprawy wyglądają w ten sposób, że mówiąc o udzielaniu pomocy, ludzie przeszkadzają sobie wzajemnie, a ponieważ sama nazwa jest szlachetna, nikt nie protestuje. Dziecko, oczywiście, jest zależne od ciebie, nie potrafi przeciw tej pomocy zaprotestować.

Wszyscy ludzie są pod tym względem podobni, doświadczali pomocy rodziców tak jak ty. Nie rozwinęli swojego naturalnego potencjału, tobie także się to nie udało.

Cały świat znajduje się na błędnej drodze, mimo że dzieciom udzielają pomocy rodzice, rodzina, krewni, sąsiedzi, nauczyciele, kapłani. W rezultacie każda osoba jest tak obciążona pomocą, że pod jej ciężarem nie jest w stanie zrealizować swojego naturalnego potencjału, żadnego potencjału! Człowiek nie jest w stanie wykonać swobodnie ruchu, dźwiga na plecach kolosalny ciężar.

Wszyscy otaczający cię ludzie pomagali ci. Ich pomoc doprowadziła do tego, że stałeś się podobny do nich. Teraz ty chcesz pomagać swoim dzieciom. Jedyne, co możesz zrobić, to kochać swoje dzieci, nasycać wasze relacje miłością. Bądź ciepła, akceptująca. Dziecko przynosi na świat nieznany potencjał i trudno jest określić, kim może się stać. Nie da się zasugerować: „W ten sposób możesz pomóc dziecku”. Każde dziecko jest niepowtarzalne, więc nie mogą istnieć uniwersalne środki wychowawcze.

Właściwy sposób postępowania polega na tym, by w ogóle nie pomagać. Jeżeli dysponujesz rzeczywistą odwagą, to, proszę, nie pomagaj dziecku. Kochaj je, odżywiaj je. Pozwól mu robić to, co chce robić. Pozwól mu iść tam, dokąd chce iść. Twój umysł ciągle będzie cię prowokował, abyś wchodziła dziecku w drogę. Będzie znajdował uzasadniające to argumenty. Umysł ma znakomitą umiejętność racjonalizacji: „Jeżeli nie będę interweniować, pojawi się niebezpieczeństwo, dziecko wpadnie do studni”. Chcę jednak powiedzieć, że lepiej pozwolić, by dziecko wpadło do studni, niż pomagać mu w samodestrukcji.

Bardzo rzadko się zdarza, by dziecko wpadło do studni, a nawet jeśli tak się stanie, nie oznacza to, że zginie. Najprawdopodobniej zostanie z niej wyciągnięte. Jeżeli rzeczywiście sytuacja budzi twój niepokój, studnię można zakryć, otoczyć płotem.

Przedmiotem twojej troski powinno być usunięcie wszelkich niebezpieczeństw. Nie przeszkadzaj jednak dziecku, pozwól mu iść własną drogą.

Należy zrozumieć ważne prawidłowości dotyczące rozwoju człowieka. Życie dzieli się na siedmioletnie cykle. Dlaczego? Nikt nie wie. Podobnie jak nikt nie wie, dlaczego Ziemia dokonuje pełnego obrotu wokół własnej osi w ciągu dwudziestu czterech godzin, nie dwudziestu trzech ani dwudziestu pięciu godzin. Nie można tego wyjaśnić. To po prostu fakt. Dlatego nie pytajcie mnie, dlaczego życie ludzkie dzieli się na siedmioletnie cykle. Tego nie wiem. Wystarczy, że zrozumiecie tę prawidłowość, a wtedy zrozumiecie zasadę rozwoju człowieka.

Pierwsze siedem lat życia istoty ludzkiej to najważniejszy okres, ponieważ tworzy się wówczas podstawa dalszego rozwoju. Z tego właśnie powodu wszystkie religie starają się usidlić dziecko tak szybko, jak to tylko możliwe. W ciągu tych pierwszych siedmiu lat jesteś warunkowany, napełniany wszelkiego rodzaju przekonaniami, które będą wywierały wpływ na twoje dalsze życie. Te przekonania będą cię separować od twojego rzeczywistego potencjału, będą cię niszczyć, zakłócać jasność twojego postrzegania. Będą działały niczym ciemne przesłony na oczach i zniekształcały prawdziwy obraz świata.

Egzystencja jest całkowicie przezroczysta, łatwa do przeniknięcia, natomiast na twoich oczach nagromadziło się wiele warstw kurzu. Cały ten pył osiadł w ciągu pierwszych siedmiu lat życia, kiedy byłeś niewinną, ufną istotą. Wierzyłeś wówczas we wszystko, co ci powiedziano, wszystko uznawałeś za prawdę. To, co w tym okresie przeniknęło do podstaw twojej świadomości, w późniejszych okresach stało się niemożliwe do odkrycia. Pierwotne przekonania stały się niemal składnikami twojej krwi i tkanki kostnej. W późniejszym okresie życia mogłeś kwestionować wiele przekonań, ale nigdy nie podawałeś w wątpliwość tych najgłębszych.

Pierwotnym wyrazem miłości do dziecka jest pozostawienie go przez pierwsze siedem lat życia w stanie całkowitej niewinności, w stanie wolnym od uwarunkowań: niemal dzikim, pogańskim. Dziecko nie powinno być wprowadzane w zasady żadnej religii. Osoba, która próbuje skłonić dziecko do wyznawania określonej religii, zatruwa duszę nowej istoty. Zanim dziecko zacznie stawiać jakiekolwiek pytania, już udziela się mu odpowiedzi za pośrednictwem gotowych filozofii, dogmatów, ideologii. To bardzo dziwna sytuacja. Dziecko nie zaczęło jeszcze stawiać pytań na temat Boga, a ty już zaczynasz je uczyć o Bogu. Dlaczego jesteś tak niecierpliwa? Zaczekaj!

Jeżeli pewnego dnia dziecko przejawi zainteresowanie Bogiem i zacznie stawiać pytania, nie poprzestawaj na zaprezentowaniu mu swojego wyobrażenia Boga. Twoje nie jest bowiem lepsze od innych. Pokaż dziecku wyobrażenia Boga, które mieli ludzie w różnych okresach historycznych, różnych religiach, kulturach, cywilizacjach. Przedstaw dziecku je wszystkie i powiedz: „Możesz dokonać wyboru. Zwróć uwagę na to, co cię pociąga. Możesz też stworzyć własną wersję, jeśli nic ci nie pasuje. Jeśli to wszystko ma według ciebie wady, przemyśl sprawę i wprowadź własną koncepcję. Natomiast jeżeli stwierdzisz, że cię to na razie nie interesuje, zostaw całą tę sprawę. Nie ma potrzeby, abyś się tym zajmował”.

Człowiek może żyć bez Boga. Nie ma żadnej wewnętrznej potrzeby, by go mieć. Miliony ludzi żyją bez Boga. Możesz powiedzieć dziecku: „Tak, mam własną koncepcję Boga, która składa się z kombinacji wielu idei. Możesz także ją wybrać, lecz nie chcę powiedzieć, że tylko moja koncepcja jest właściwa. Ta koncepcja odpowiada mnie, ale tobie nie musi”.

Nie jest konieczne, aby syn zgadzał się z ojcem, a córka z matką. W rzeczywistości o wiele lepsza wydaje mi się sytuacja, gdy dzieci nie zgadzają się z rodzicami. Dzięki temu następuje społeczna ewolucja. Jeżeli każde dziecko zgadzałoby się ze swoim ojcem, nie byłoby rozwoju. Znajdowalibyśmy się ciągle w tym samym miejscu, u wrót Edenu, tam, gdzie Bóg zostawił Adama i Ewę: wypędzonych, nagich, zagubionych.

Istoty ludzkie są w procesie ewolucji, ponieważ synowie i córki nie zgadzają się z ojcami i matkami, z tradycją. Ewolucja to wyraz zasadniczej niezgody na przeszłość. Im bardziej jesteś inteligentny, tym bardziej się nie zgadzasz. Jednak rodzice chwalą dziecko, które się z nimi zgadza, potępiają natomiast takie, które ma swoje zdanie.

Jeżeli w ciągu pierwszych siedmiu lat życia pozostawimy dziecko w stanie niewinności, uchronimy je przed destrukcyjnym wpływem ludzi i ideologii, będzie ono realizowało swój potencjał. W tym okresie dzieci są najbardziej podatne na zranienia. Są wtedy w rękach rodziców, kapłanów i nauczycieli. Ogromną wagę ma zatem pytanie, w jaki sposób można je uchronić przed wpływem rodziców, kapłanów i nauczycieli. Pytanie nie dotyczy więc tego, jak należy pomagać dzieciom, lecz tego, w jaki sposób należy je chronić. Jeżeli masz dziecko, chroń je przed samym sobą i przed ludźmi, którzy mogą na nie wpływać, przynajmniej do siódmych urodzin. Dziecko jest jak mała roślina, słaba i delikatna. Może ją zniszczyć silny wiatr, może ją zjeść jakieś zwierzę. Otocz roślinkę płotem, lecz nie zamykaj jej w więzieniu. Kiedy urośnie, usuń płot.

Chroń dziecko przed wszelkimi wpływami, dzięki czemu pozostanie ono sobą. Ten proces jest istotny – jak już mówiłem – podczas pierwszych siedmiu lat. W siódmym roku życia dziecko jest dostatecznie silne, ugruntowane, a jego energia ześrodkowana. Nie wiesz, jak mocne może być siedmioletnie dziecko, ponieważ nigdy nie widziałeś dziecka, które nie zostało zepsute. Widziałeś jedynie zepsute dzieci, które dźwigają lęki swoich ojców i matek, swoich rodzin. Takie dzieci nie są sobą.

Dziecko, które do siódmych urodzin uniknęło zniszczeń, jest zachwycające. Umysł takiego dziecka jest ostry niczym miecz, oczy jasne, a wgląd głęboki. W takim dziecku będziesz mógł dostrzec wielką duchową siłę, której nie znajdziesz nawet w osobie siedemdziesięcioletniej.

Jeżeli budujemy dom na niepewnym fundamencie, to im jest wyższy, tym mniej stabilny się staje. Podobnie jest z ludźmi. Im starszy jest człowiek, tym bardziej staje się wylękniony. Kiedy jesteś młody, pozostajesz ateistą, kiedy się starzejesz, zaczynasz wierzyć w Boga. Co tu się dzieje? Gdy miałeś mniej niż trzydzieści lat, byłeś hipisem. Miałeś odwagę, by przeciwstawić się społeczeństwu, zachowywać się w sposób zgodny z własnymi przekonaniami: nosiłeś długie włosy, miałeś brodę, wędrowałeś po świecie i podejmowałeś wszelkiego rodzaju ryzyko. Po czterdziestce zmieniłeś się nie do poznania. Siedzisz w biurze ubrany w garnitur, ogolony, wypielęgnowany. Nikt nie rozpozna, że byłeś hipisem.

Gdzie zniknęli wszyscy hipisi? Na początku mieli potężną siłę, a potem stali się jak zużyty nabój. Doszli do wniosku, że czas hipisowania był czasem straconym. Zaczęli myśleć: „Byliśmy głupi. Graliśmy na gitarach, a w tym czasie cały świat szedł do przodu”. Teraz żałują minionych lat. Trudno spotkać starego hipisa.

Jeżeli jesteś rodzicem, musisz mieć tę wielką odwagę, by nie przeszkadzać dziecku. Otwórz przed nim drzwi prowadzące do nieznanych obszarów, aby mogło je eksplorować. Dziecko nie zna jeszcze swego potencjału, podobnie jak jego wychowawcy. Musi posuwać się w ciemności, po omacku. Nie rozbudzaj w nim lęku przed ciemnością, nie rozbudzaj w nim obawy przed popełnianiem błędów, nie wzmacniaj w nim strachu przed nieznanym. Udziel mu wsparcia. Kiedy wyrusza w podróż w nieznane, daj mu tyle wsparcia, ile możesz, daj całą swoją miłość, wszystkie błogosławieństwa. Nie pozwól, by dziecko zostało skażone twoimi lękami. Swoje lęki pozostaw dla siebie.

Po ukończeniu przez dziecko siódmego roku życia rozpoczyna się nowy cykl, który trwa do czternastego roku życia. Dziecko zaczyna doświadczać pierwszych poruszeń energii seksualnej. Są to tylko jego próby kontaktowania się z tą energią.

Bycie rodzicem jest trudne. Jeżeli więc nie czujesz się gotów do przyjęcia tej roli, porzuć myśl o rodzicielstwie. Ludzie zostają ojcami i matkami, nie wiedząc, co właściwie czynią. Jako rodzic powołujesz do istnienia nowe życie. A ono będzie potrzebowało maksymalnej opieki.

Rodzice interweniują najczęściej wtedy, kiedy dziecko zaczyna zabawy o zabarwieniu seksualnym. Dzieje się tak, ponieważ spotkali się z taką reakcją swoich rodziców. Powielają stary schemat stosowany wobec nich. Społeczeństwo nie pozwala dzieciom na zabawy seksualne. Sytuacja jest inna tylko w kilku najbardziej zaawansowanych w rozwoju krajach. Chłopcy i dziewczęta przynajmniej chodzą tam do tych samych szkół. Jednak w Indiach nawet teraz koedukacja rozpoczyna się w szkole wyższej. Siedmioletni chłopcy i siedmioletnie dziewczynki nie mogą się uczyć razem. A jest to czas, gdy te dzieci bez obaw (dziewczynka nie zajdzie w ciążę) powinny dostać zezwolenie na swobodną zabawę. Te zabawy będą zabarwione seksualnie, jednak to tylko przymiarki. Jeżeli nie pozwolimy dzieciom na czynienie prób, pewnego dnia kurtyna nagle się podniesie i rozpocznie się prawdziwy dramat! Aktorzy nie wiedzą, co się dzieje, a sufler nie potrafi im podpowiedzieć, co mają robić.

Drugi cykl, kolejne siedem lat, to czas ważnych prób. Dzieci spotykają się ze sobą, łączą, bawią, zaprzyjaźniają. Jeżeli dzieciom w wieku od siedmiu do czternastu lat pozwolilibyśmy przebywać razem, pływać, oswajać się nawzajem ze swoją nagością, wówczas dziewięćdziesiąt procent perwersji i dziewięćdziesiąt procent pornografii po prostu by zniknęło. Kto by się tym interesował? Jeżeli chłopak widziałby tak wiele nagich dziewcząt, czy zainteresowałby go „Playboy”? Jeżeli dziewczynka widziałaby tak wielu nagich chłopców, nie przejawiałaby silnego zainteresowania męską nagością.

Obecnie chłopcy i dziewczęta są traktowani jak dwa odmienne gatunki. Nie należą do jednej ludzkości. Trzyma się ich oddzielnie, w izolacji. Stwarza się między nimi niezliczoną liczbę barier, tak więc nie mogą wypróbować żadnych zachowań, które przygotowywałyby ich do przyszłego życia seksualnego. Ponieważ młodzi ludzie nie mają szansy na wstępne doświadczenia seksualne, później są niezdolni do wstępnej gry miłosnej. Wstępna gra miłosna jest bardzo ważna, o wiele ważniejsza niż sam akt seksualny, który trwa parę chwil. Akt seksualny nie jest sycący, pozostawia cię w stanie zawieszenia. Miałeś takie duże nadzieje, a one się nie spełniły.

W Indiach mówimy: Kheela pahad nikli chuhia (Przekopałeś całą górę i znalazłeś tylko szczura). Podjąłeś wiele wysiłków: poszliście do kina, potem na dyskotekę, do restauracji, gadaliście o wszelkiego rodzaju nonsensach, przekopywaliście górę, i w końcu – szczur! Nic nie jest tak frustrujące, jak seks.

Pewnego dnia ktoś przyniósł mi reklamę pewnego samochodu. Zobaczyłem tam piękne zdanie, które niezwykle mi się spodobało: „On jest lepszy niż seks”. Nie miałem zamiaru zajmować się samochodem, ale reklama była wspaniała! Z pewnością jeśli rozejrzysz się dokoła, ujrzysz tysiące rzeczy wspanialszych niż seks. Seks to po prostu szczur. Po tak długim sapaniu i dyszeniu, po wylaniu mnóstwa potu czujecie się oszukani. Wszystko dlatego, że nie znacie sztuki seksu. Znacie tylko środkową część procesu. Jest to podobne do sytuacji, w której przez kilka sekund oglądacie środkową część filmu. Oczywiście, nie będziecie mogli uchwycić jego sensu, nie poznacie początku ani końca.

Mężczyzna po stosunku odczuwa wstyd. Odwraca się od kobiety i zasypia. Nie jest w stanie spojrzeć jej w twarz. Kobieta płacze, bo nie tego się spodziewała. To ma być wszystko? O co chodziło w całej tej sztuce? Powodem dramatu dorosłych ludzi jest fakt, że społeczeństwo nie dopuściło do wstępnych prób seksualnych dzieci między siódmym a czternastym rokiem życia. W odpowiednim momencie obecni dorośli nie poznali, czym jest wstępna gra miłosna.

Wstępna gra miłosna jest najbardziej satysfakcjonującą częścią zbliżenia seksualnego. Seks jest drogą do biologicznego szczytowania. Co to jest szczytowanie? Zapomniałeś o wszystkim, co może cię do niego doprowadzić. Czy myślisz, że szczytowanie osiągniesz nagle? Czy myślisz, że możesz opuścić kolejne szczeble drabiny? Musisz się wspinać szczebel za szczeblem. Tylko wtedy dotrzesz do szczytowania. Niestety, ludzie chcą osiągnąć szczytowanie natychmiast i bez przygotowania.

Życie seksualne większości ludzi jest sposobem odreagowania napięcia. Owszem, przez chwilę odczuwasz, że pozbyłeś się napięcia, tak jakbyś kichnął. Jak dobrze się potem czujesz! Lecz jak długo to trwa? Jak długo możesz czuć się dobrze po kichnięciu? Ile czasu możesz się przechwalać: „Tak mocno kichnąłem. To było wspaniałe”. Tak właśnie wygląda życie seksualne większości ludzi. Jakaś energia wywołuje dyskomfort, poczucie ciężkości, ból głowy. Seks uwalnia ich od tego.

Sposób wychowywania dzieci skutkuje niemal zniszczeniem całego ich życia. Te siedem lat prób seksualnych to okres absolutnie konieczny. Dziewczynki i chłopcy powinni przebywać razem w szkołach, w internatach, razem pływać w basenie i leżeć w łóżku. W ten sposób powinni przygotowywać się do życia, które nadejdzie. Nie istnieje żadne zagrożenie, jeżeli damy dziecku całkowitą wolność w doświadczaniu wzrastającej energii seksualnej, jeśli nie będziemy jej potępiać ani represjonować.

Żyjemy w bardzo dziwnym świecie. Rodzimy się dzięki współżyciu seksualnemu rodziców, rozwijamy się, by osiągnąć dojrzałość seksualną. Nasze dzieci rodzą się dzięki naszemu współżyciu seksualnemu, a jednocześnie seks pozostaje czymś najbardziej potępianym, największym grzechem. Wszystkie religie wtłaczają te bzdury do ludzkich umysłów.

Umysły ludzi na całym świecie napełnione są zatrutymi koncepcjami, ponieważ nie umożliwiono im naturalnego rozwoju. Nie pozwolono im na zaakceptowanie siebie. Tacy ludzie nie są prawdziwymi osobami, lecz cieniami osób, którymi mogliby się stać.

Omawiany drugi siedmioletni cykl jest niezwykle istotny, ponieważ przygotowuje do nadchodzących kolejnych siedmiu lat. Jeżeli dobrze odrobiłeś pracę domową, jeżeli w duchu sportowym prowadziłeś grę ze swoją energią seksualną – a w tym okresie ta postawa jest dominująca – nigdy nie staniesz się osobą perwersyjną i w twoim umyśle nie pojawią się żadne dziwne fantazje. Będziesz natomiast swobodnie kontaktował się z seksualnością innych osób. W tych relacjach nie będą istniały przeszkody i nie będziesz czynił szkód innym ludziom. Będziesz też miał czyste sumienie, ponieważ nikt nie zaśmiecił twego umysłu koncepcjami na temat tego, co jest „dobre” i „złe”. Jesteś po prostu sobą.

Między czternastym a dwudziestym pierwszym rokiem życia następuje dojrzewanie seksualne. Ten okres przygotowuje jednostkę do gry zamykającej stosunek seksualny, gry końcowej. Nadal przebywasz w gronie chłopaków i dziewczyn. Zaczyna się jednak nowa faza twojego rozwoju. Zaczynasz się zakochiwać.

Nie jest to jeszcze okres prokreacji, na razie nie chcesz być żoną czy mężem. Ten trzeci siedmioletni okres to są lata romantycznych gier. Jesteś zainteresowany pięknem, miłością, poezją, rzeźbą. Tak przejawia się postawa romantyczna. Jeżeli nie rozwiniesz w sobie postawy romantycznej, nigdy nie będziesz wiedzieć, czym jest końcowa gra miłosna. Im dłuższa wstępna gra miłosna, tym większa szansa na osiągnięcie szczytowania, a następnie przejście do gry końcowej. Jeżeli para nie pozna gry końcowej, nigdy nie doświadczy całkowitego stosunku seksualnego.

Obecnie spotyka się seksuologów, którzy uczą wstępnej gry miłosnej. Uczenie gry wstępnej nie jest najlepszym pomysłem, lecz oni to robią. Seksuolodzy są świadomi faktu, że bez wstępnej gry miłosnej nie jest możliwe osiągnięcie szczytowania. Specjaliści od seksu są jednak bezradni, gdy idzie o nauczanie gry końcowej.

Mężczyzna, który szczytował, traci zainteresowanie partnerką. Jest zadowolony, wykonał swoją pracę. Końcowa gra miłosna wymaga od mężczyzny postawy romantycznej, poetyckiej, postawy przesyconej wdzięcznością. Gra końcowa stanowi najlepszy wyraz tej wdzięczności.

Jeżeli nie ma gry końcowej, stosunek seksualny nie jest pełny, a to wywołuje wiele kłopotów. Stosunek seksualny prowadzi do orgazmu tylko wtedy, gdy gra wstępna i gra końcowa pozostają w całkowitej równowadze. Jedynie dzięki tej równowadze szczytowanie przekształca się w orgazm.

Należy zrozumieć, co znaczy słowo „orgazm”. Znaczy ono, że ciało, umysł, dusza i inne elementy ludzkiej istoty stają się organicznie zespolone. Następnie pojawia się moment medytacji. Uważam, że jeżeli nie doświadczysz podczas stosunku seksualnego chwil medytacji, nie będziesz wiedział, czym tak naprawdę jest seks. Jeżeli nie zaznasz chwil medytacji, możesz czytać o seksie, możesz o nim słuchać, lecz nie dotkniesz jego istoty. Ludzie, którzy piszą o seksie, niczego o nim nie wiedzą. Przeczytałem setki książek z zakresu seksuologii napisanych przez ludzi, którzy uważali siebie za wielkich ekspertów w tej dziedzinie. Być może byli „ekspertami”, lecz nie wiedzieli nic o wewnętrznej świątyni, w której rozkwita medytacja. Dzieci rodzą się ze zwykłego seksu. Natomiast medytacja rodzi się z seksu niezwykłego.

Zwierzęta płodzą i rodzą potomstwo. Nie ma w tym niczego szczególnego. Tylko człowiek może doświadczyć medytacji, kiedy znajduje się w centrum orgazmu i związanych z nim uczuć. Te orgazmiczne stany i uczucia mogą się pojawić tylko wtedy, gdy ludzie od czternastego do dwudziestego pierwszego roku życia swobodnie doświadczają romantycznej wolności.

Między dwudziestym pierwszym a dwudziestym ósmym rokiem życia ludzie wybierają partnerów i zakładają rodziny. Są gotowi do dokonania wyboru dzięki doświadczeniom zebranym w ciągu trzech poprzednich okresów. Nikt cię nie zastąpi w podjęciu tej ważnej decyzji. Pojawia się głębokie, intuicyjne przeczucie. Nie pomogą ci w tym matematyka, astrologia, chiromancja ani I Ching.

Kontaktowałaś się z wieloma ludźmi, ale nagle coś kliknęło właśnie z tą jedną osobą. Jesteś tego czegoś pewny absolutnie, nie masz cienia wątpliwości. Dzięki temu kliknięciu i swojej całkowitej pewności pozostajesz w tym związku.

Jeżeli wszystko idzie dobrze i nikt ci nie przeszkadza, to między dwudziestym pierwszym a dwudziestym ósmym rokiem życia możesz swobodnie dopłynąć do portu. Następnie nadchodzi najprzyjemniejszy i najradośniejszy okres – między dwudziestym ósmym a trzydziestym piątym rokiem życia. Jest najbardziej harmonijny, nasycony spokojem, ponieważ dwie osoby zaczynają się wzajemnie przed sobą otwierać i łączyć się ze sobą.

Od trzydziestego piątego do czterdziestego drugiego roku życia wchodzisz w następny etap, otwierają się kolejne drzwi. Do trzydziestego piątego roku życia, doświadczając głębokiej harmonii i orgazmicznych uczuć, odkrywałeś medytację. Między trzydziestym piątym a czterdziestym drugim rokiem życia wraz z partnerem pomagacie sobie wzajemnie zagłębiać się w doświadczenie medytacji, które nie jest już powiązane z seksem. W tym okresie seks zaczyna wam się wydawać dziecinny.

Mając czterdzieści dwa lata, człowiek powinien wiedzieć, kim naprawdę jest. Od czterdziestego drugiego do czterdziestego dziewiątego roku życia wchodzi w coraz głębszą medytację, coraz głębiej w siebie. Pomaga też partnerowi w tym samym procesie. Partnerzy stają się przyjaciółmi. Nie ma już „męża” i „żony”. Czas tych ról przeminął wraz ze swoimi dobrodziejstwami. Obecnie rozwija się coś większego niż miłość. Jest to przyjaźń, relacja pełna współodczuwania, która pomaga drugiej osobie wędrować w głąb siebie i stawać się istotą bardziej niezależną, a jednocześnie bardziej samotną. Stajecie się z partnerem niczym dwa drzewa, które stoją oddzielnie, ale blisko siebie; lub też jak dwa filary w świątyni, które podpierają ten sam dach: stoją blisko siebie, a jednak są niezależne i oddzielone.

Od czterdziestego dziewiątego do pięćdziesiątego szóstego roku życia samotność staje się centrum twego istnienia. Wszystko inne traci znaczenie. Naprawdę znaczącym doświadczeniem pozostaje egzystencjalna samotność.

Od pięćdziesiątego szóstego do sześćdziesiątego trzeciego roku życia stajesz się w sposób całkowity tym, czym masz się stać. Rozkwita twój potencjał. Od sześćdziesiątego trzeciego do siedemdziesiątego roku życia przygotowujesz się stopniowo do porzucenia ciała. Pojawia się w tobie rozpoznanie, że nie jesteś ani ciałem, ani umysłem.

Świadomość, że nie jesteś tożsamy ze swoim ciałem, pojawia się gdzieś około trzydziestego piątego roku życia. Około czterdziestego dziewiątego roku życia pojawia się świadomość, że nie jesteś tożsamy ze swoim umysłem. W końcowym etapie życia wszystkie inne rzeczy odchodzą, pozostaje jedynie bycie świadkiem jaźni – czysta świadomość, płomień czystej świadomości. To oznacza przygotowanie do śmierci.

Wiek siedemdziesięciu lat stanowi naturalny wymiar ludzkiego życia. Jeżeli przebieg życia był zgodny z naturą, człowiek umiera z ogromną radością, w ekstazie, czuje się pobłogosławiony świadomością, że to życie nie było pozbawione sensu. Człowiek czuje, że znalazł swój dom. Kiedy odczuwa spełnienie, jest gotów błogosławić całej egzystencji. Przebywanie obok takiej osoby w czasie jej umierania stanowi niezwykłe doświadczenie. Kiedy taki człowiek opuszcza swoje ciało, czujesz, jakby spadały na ciebie niewidzialne kwiaty. Nie możesz ich widzieć, ale czujesz, że istnieją. Jest to czysta radość, tak intensywna, że nawet niewielka jej dawka wystarcza, by przemienić całe życie.

Światło świadomości

Pewna osoba zapytała mnie: „W jaki sposób rozpocząć podróż w kierunku miłości?”. Skoro zadałeś to pytanie, podróż już się rozpoczęła. Jesteś w podróży. Rozpoznaj intuicyjnie ten fakt, a stanie się to początkiem.

Pozostajesz w ciągłym ruchu, dokądś zmierzasz – świadomie czy nieświadomie, dobrowolnie czy pod przymusem. W twoim wnętrzu ciągle ewoluuje egzystencja, ciągle coś się tworzy. Pytanie w rzeczywistości dotyczy nie tego, w jaki sposób rozpocząć podróż, lecz tego, jak ją rozpoznać. Podróż odbywa się tu i teraz. Ty jeszcze tego nie widzisz.

Drzewa umierają, lecz nie są tego świadome, podobnie jak ptaki i zwierzęta. Tylko istoty ludzkie są świadome tego, że muszą umrzeć. Ta świadomość jest przymglona, niejasna.

Podobnie jest ze świadomością życia. W jaki sposób mógłbyś wiedzieć, że żyjesz, jeżeli nie poznałbyś śmierci? Skąd wiedziałbyś, że żyjesz, jeżeli nie wiedziałbyś, że w przyszłości umrzesz? Rozpoznanie obu procesów następuje jednocześnie.

Człowiek w pewnym stopniu rozpoznaje fakt, że w przyszłości czeka go śmierć, jednak to rozpoznanie pozostaje niewyraźne, przesłonięte grubą zasłoną. To samo stwierdzenie odnosi się do życia. Żyjesz, ale dokładnie nie wiesz, co to znaczy być żywym. I w tym wypadku świadomość pozostaje zamglona. Kiedy mówię o rozpoznaniu, mam na myśli stan czujności, stan uważności na działanie życiowej energii. Uświadomienie sobie własnego istnienia jest początkiem podróży do krainy miłości. Jej zakończenie wiąże się z osiągnięciem stanu absolutnej czujności, która nie pozostawia miejsca ciemności. W rzeczywistości ta podróż nigdy się nie zaczyna i nigdy nie kończy. Będziesz kontynuował tę podróż nawet po osiągnięciu stanu całkowitej czujności i klarowności, ale wtedy zmieni ona całkowicie swój charakter. Stanie się czystą rozkoszą. W chwili obecnej jest czystym cierpieniem.

W jaki sposób rozpocząć podróż w kierunku miłości? Stań się bardziej świadomy swoich działań, relacji, ruchów. Nawet gdy robisz zwykłą rzecz, na przykład przechadzasz się po ulicy, próbuj pozostawać czujny. Próbuj stawiać kroki z pełną świadomością. Budda mawiał do uczniów: „Kiedy robicie krok prawą stopą, pamiętajcie, że jest to prawa stopa; kiedy robicie krok lewą stopą, pamiętajcie, że jest to lewa stopa”. Kiedy robisz wdech, pamiętaj: „Teraz robię wdech”; kiedy robisz wydech, pamiętaj: „Teraz robię wydech”. Nie chodzi o to, by werbalizować te procesy. Wystarczy świadomość faktu, że oddychasz. Mówię do ciebie i dlatego muszę używać słów. Kiedy staniesz się czujny i uważny, nie będziesz potrzebował słów. Słowa są przeszkodą. Nie używaj słów, po prostu odczuwaj oddech, który wchodzi i wypełnia płuca, a następnie wycofuje się i płuca stają się puste. Po prostu obserwuj to, a wkrótce pojawi się rozpoznanie, wielkie rozpoznanie, że nie jest to zwykły oddech, który wchodzi i wychodzi. Jest to sama istota życia. Każdy wdech jest życiem, które dostarcza ci energii. Każdy wydech jest chwilową śmiercią. Z każdym oddechem umierasz i ponownie się rodzisz. Każdy oddech jest ukrzyżowaniem i zmartwychwstaniem.

Kiedy obserwujesz ten proces, pojawia się wspaniałe uczucie ufności.

Kiedy robisz wydech, nie ma żadnej pewności, że będziesz zdolny do kolejnego wdechu. Skąd mogłaby pochodzić ta pewność? Kto ci może dać taką gwarancję? Kto ci może zagwarantować, że będziesz zdolny do ponownego wdechu? Jednak ta głęboka ufność istnieje. Wiesz, że jesteś w stanie zrobić kolejny wdech. Gdybyś nie miał tej ufności, oddychanie w ogóle nie byłoby możliwe. Jeżeli stałbyś się wylękniony, myślałbyś: „Kto wie, jeśli pozwolę sobie na małą śmierć wydechu, czy nabiorę ponownie powietrza? Czy będę w stanie wziąć wdech? Jeżeli nie będę mógł zrobić następnego wdechu, może lepiej nie decydować się na wydech?”. W takiej sytuacji natychmiast byś się udusił! Jeżeli zatrzymałbyś wydech, umarłbyś. Dzięki głębokiej ufności nie robisz tego. Ta ufność jest częścią życia, jest częścią miłości. Nikt jej ciebie nie uczył.

Kiedy dziecko stawia pierwsze kroki, musi w nim istnieć ogromna ufność, że umie to zrobić. Nikt go tego nie uczy. Ufność jest w nas wbudowana. Istnieje w każdej komórce ciała. Dziecko próbuje, mimo że wiele razy upada. Próbuje ciągle od nowa. Pewnego dnia ufność zwycięża i zaczyna chodzić.

Kiedy obserwujesz swój oddech, stajesz się świadomy istnienia pokładów ufności. Jest to subtelne zaufanie życiu, wolne od wątpliwości i wahań.

Jeżeli spacerujesz i robisz to uważnie, stopniowo stajesz się świadomy, że to nie ty spacerujesz, ale że „spacer się wydarza”. Jest to bardzo subtelne uczucie, że życie przepływa przez ciebie, porusza się, ty zaś pozostajesz nieruchomy. Kiedy czujesz głód i zachowujesz przytomność, zauważasz, że to życie odczuwa głód w twoim wnętrzu.

Kiedy staniesz się bardziej uważny, stwierdzisz, że istnieje tylko jedna rzecz, którą możesz określić jako należącą do ciebie: bycie świadkiem. Wszystko pozostałe należy do wszechświata. Jedynie bycie świadkiem należy do ciebie. Kiedy jednak stajesz się świadomy stanu świadka, rozpuszcza się koncepcja „ja”. „Ja” nie należy do ciebie. Było częścią ciemności, mgły, która cię otaczała. Kiedy pojawia się światło, kiedy otwiera się niebo, a chmury znikają i jaśnieje słońce, nie może istnieć żadna koncepcja „ja”. Wtedy istnieje bycie świadkiem. Nic nie należy do ciebie. Bycie świadkiem jest celem podróży.

W jaki sposób rozpocząć tę podróż? Zacznij od stawania się świadkiem coraz bardziej. Cokolwiek robisz, rób to z dużą czujnością. Wówczas nawet błahe czynności staną się niemal święte, nawet gotowanie i sprzątanie. Nie jest istotne, co będziesz robił; istotne jest, w jaki sposób będziesz to robił. Możesz czyścić podłogę jak robot. Musisz to zrobić, a więc robisz. Działając w ten sposób, tracisz coś wspaniałego, marnujesz piękne chwile. Czyszczenie podłogi może być wspaniałym doświadczeniem, a ty nie wykorzystujesz tej szansy. Podłoga jest czysta, ale coś, co mogło się w tobie wydarzyć, nie wydarzyło się. Jeżeli zachowałbyś podczas wykonywanej tej pracy stan czujnej przytomności, czysta byłaby nie tylko podłoga, lecz ty sam także odczuwałbyś oczyszczenie.

Tak więc czyść podłogę, zachowując pełną świadomość, świetlistą świadomość. Pracuj, siedź, spaceruj. Niech te czynności spaja jeden wątek; niech coraz więcej chwil twego życia będzie napełnionych świetlistą świadomością. Niech świeca świadomości świeci w każdym momencie, w każdym działaniu. Kumulujące się efekty tego procesu prowadzą do tego, co nazywamy oświeceniem. Połączone światło wielu małych świec staje się wielkim źródłem światła.

CZĘŚĆ II: Miłość jest czystym powiewem

CZĘŚĆ II

Miłość jest czystym powiewem

Wspaniałość romansu

Nie myśl, że miłość musi być czymś stałym. Ten brak stałości przydaje miłości piękna, ponieważ dziś jesteście razem, a jutro być może się rozstaniecie.

Miłość nadchodzi jak czysty, wonny powiew. Napełnia dom świeżością i zapachem, pozostaje tak długo, jak pozwala na to egzystencja, a następnie odchodzi.

Nie powinieneś zamykać wszystkich drzwi domu, gdyż świeży aromat może przekształcić się w zapach stęchlizny. W życiu wszystko się zmienia i ta zmiana jest piękna. Dzięki temu wzbogacasz się o nowe doświadczenia, stajesz się coraz bardziej świadomy i dojrzały.

Bezsensowne pomysły w twojej głowie

Miłość jest jedyną religią, jedynym bogiem, jedyną tajemnicą, których warto doświadczyć i które warto zrozumieć. Kiedy zrozumiesz miłość, zrozumiesz wszystkich mędrców i mistyków świata. Nie ma w tym niczego trudnego. Jest to tak proste, jak bicie serca czy oddychanie. Przybywasz z tym na świat. Miłość pojawia się wraz z twoimi narodzinami, lecz nie jest jeszcze rozwinięta. Dziecko musi rosnąć i dojrzewać, by dojrzewać mogła miłość.

Społeczeństwo wykorzystuje proces wzrostu dziecka dla własnych celów. Dziecko potrzebuje czasu, by rozwinęła się w nim autentyczna miłość. W tym czasie społeczeństwo warunkuje umysł dziecka za pomocą fałszywych pojęć dotyczących miłości. Gdy dorastasz do wieku, kiedy możliwe staje się dla ciebie eksplorowanie świata miłości, jesteś napełniony tak wielką liczbą bzdur na temat miłości, że masz niewiele szans na to, by oddzielić prawdę od fałszu.

Na przykład każdemu dziecku niezliczoną ilość razy powtarza się, że miłość jest wieczna. Skoro kogoś kochasz teraz, będziesz go kochał zawsze. Jeżeli kogoś kochałeś, a teraz go nie kochasz, wypływa stąd wniosek, że nie kochałeś w ogóle. Jest to bardzo niebezpieczna koncepcja. Potwierdza opinię o istnieniu trwałej, niezmiennej miłości, a w życiu nie ma niczego trwałego. Kwiaty rozkwitają o poranku, a wieczorem więdną.

Życie jest nieustannym przepływem. Wszystko się zmienia. Nie ma niczego statycznego. Zaszczepiono ci koncepcję wiecznej miłości, a ta koncepcja rujnuje całe twoje życie. Będziesz oczekiwać wiecznej miłości – na próżno!

Miłość staje się czymś drugorzędnym, najważniejsza okazuje się wieczna trwałość. Miłość zaś jest tak delikatnym kwiatem, że nie możesz wywierać na nią presji, by była trwała. Możesz mieć plastikowe kwiaty. To właśnie ludzie mają: małżeństwo, rodzinę, dzieci, krewnych. Wszystko jest sztuczne, plastikowe i ma pewną jakość: jest wieczne. Prawdziwa miłość zawiera element niepewności, tak jak niepewne jest twoje życie. Nie możesz powiedzieć, że jutro będziesz tu obecny, że będziesz żył. Nie możesz nawet być pewien tego, że będziesz żył w następnej chwili. Twoje życie nieustannie się zmienia. Prawdziwa miłość także się zmienia.

Zanim osiągniesz oświecenie, twoja miłość jest zwyczajna. Jeżeli staniesz się oświecony, twoja miłość wykroczy poza zwyczajne prawa życia. Taka miłość nie zmienia się ani nie jest wieczna. Po prostu jest. Nie istnieje dla ciebie kwestia, w jaki sposób należy kochać. Stajesz się miłością. Cokolwiek czynisz, jest miłością, jest nią przesycone.

Rozumiejąc, że miłość podlega zmianom, jesteś otwarty. Kiedy twoja partnerka zainteresuje się kimś innym, a ty pozostaniesz wyrozumiały, kochający, troskliwy i pozwolisz jej podążać własną drogą, wówczas masz szansę potwierdzić, że prawdziwie ją kochasz. Kochasz ją nawet wtedy, gdy ona angażuje się w związek z inną osobą. Nie ma to znaczenia. Jeżeli osiągasz tego rodzaju zrozumienie, istnieje szansa, że twoja miłość będzie się rozciągać na całe życie. Pamiętaj jednak, że miłość nie jest wieczna, że ma swoje wzloty i upadki.

To łatwe do zrozumienia. Kiedy zacząłeś kochać, byłeś zbyt młody, nie miałeś doświadczeń. Jakże twoja miłość mogła pozostać taka sama, gdy stałeś się dojrzałą osobą? Twoja miłość także musiała uzyskać dojrzałą jakość. Kiedy z kolei stałeś się stary, twoja miłość znów się zmieniła, uzyskała szczególny aromat. Miłość nieustannie się zmienia i potrzebuje przestrzeni, w której może ewoluować.

Jest możliwe, że będziesz wielokrotnie w ciągu życia zmieniać kochanków. Nie ma w tym niczego szkodliwego. Wielokrotna zmiana kochanków wzbogaca wewnętrznie. Jeżeli cały świat podąży za tym, co mówię na temat miłości, stanie się bogatszy.

Błędne przekonania zniszczyły wiele możliwości. Kiedy idziesz ulicą z partnerem i jego oczy biegną ku atrakcyjnej kobiecie, czujesz się źle. Tymczasem musisz zrozumieć, że skoro mężczyzna interesuje się pięknymi kobietami na ulicy, pięknymi aktorkami w filmach, to pozytywne zjawisko. Chcesz, by interesował się jedynie tobą? Nie rozumiesz jego psychiki. Jeżeli mężczyzna nie będzie się interesował innymi kobietami, dlaczego miałby interesować się tobą? Poza tym skoncentrowanie się wyłącznie na jednej osobie prowadzi do szaleństwa.

Powinieneś być bardziej elastyczny, wówczas twoje życie stanie się swobodne i radosne, napełnione zabawą. Pamiętaj, że wolność to najwyższa wartość. A jeżeli miłość nie daje ci wolności, nie jest prawdziwą miłością.

Wolność to właściwe kryterium. Wszelkie działania przynoszące ci wolność są prawidłowe. Wszelkie działania niszczące twoją wolność są nieprawidłowe. Jeżeli będziesz o tym pamiętać, twoje życie będzie stopniowo wkraczać na właściwą ścieżkę i porządkować się we wszelkich wymiarach: relacji, medytacji, twórczości.

Porzuć stare okropne koncepcje i ich potworne skutki. Oto przykład. W Indiach miliony kobiet umierały na stosach pogrzebowych. Płonęły żywcem ze zmarłym mężem. Tak przejawiała się niebywała chciwość męża. Chciał mieć żonę i za życia, i po śmierci. Bał się tego, co z nią będzie, kiedy on opuści ten świat! Wolał ją zabrać ze sobą.

Zauważcie, że ten obyczaj odnosił się jedynie do kobiet. Przez dziesięć tysięcy lat żaden mąż nie wszedł na stos pogrzebowy swojej żony. Co to znaczy? Że tylko kobiety kochają mężczyzn, mężczyźni zaś nie kochają kobiet? Że kobieta nie potrafi żyć własnym życiem? Że życie mężczyzny jest jej życiem?

Tego rodzaju bezsensowne pomysły wtłoczono do naszych głów. Musisz ciągle oczyszczać swój umysł. Kiedy tylko dostrzeżesz tam jakiekolwiek bezsensowne przekonanie, usuń je. Kiedy twój umysł jest czysty i klarowny, jesteś w stanie znaleźć rozwiązania wszystkich problemów pojawiających się w twoim życiu.

Ostatnio uświadomiłam sobie, że nie potrafię nawet dostrzec mężczyzny, nie mówiąc o kochaniu go. Uwewnętrzniłam postawę swojej matki, pełnej gniewu wobec mężczyzn. Kiedy mężczyzna zbliża się do mnie z miłością, uciekam, co z kolei zachęca go do ścigania mnie. Gra, którą uprawiam, jest okropna. Proszę, pomóż mi uwolnić się od tego balastu, abym mogła dostrzegać mężczyzn i poznawać ich piękno, ich talenty i ich miłość.

Jeżeli rzeczywiście chcesz się pozbyć tego balastu, musisz być świadoma faktu, że twoja matka żyła, uginając się pod nim. Ta sytuacja zraniła ciebie. Zostałaś przez matkę zatruta. Dziewięćdziesiąt procent wszelkich problemów wiąże się z osobą matki, ponieważ dziecko rozwija się w jej łonie. Nawet w życiu płodowym nastroje i emocje matki wpływają na dziecko. Jeżeli matka jest ciągle zła, smutna, ponura, sfrustrowana, jeżeli nie chce mieć dziecka, a mąż ją do tego przymusza, jeżeli ma dziecko wbrew swojej woli – to zdecydowanie wpływa na umysł dziecka. Rozwija się ono i kształtuje dzięki związkom nie tylko z ciałem i krwią matki, lecz także z jej psychiką.

Kiedy kobieta jest ciężarna, musi być ostrożna, ponieważ w jej wnętrzu rozwija się nowe życie. To, co czyni – walka z mężem, kłótnia z sąsiadami, przeżywanie frustracji z byle powodu – zatruwa umysł potomka. Zanim dziecko się narodzi, już powstają w nim uprzedzenia.

Nie tylko twoja matka kieruje gniew przeciwko mężczyznom. Zdecydowana większość żon jest zła na mężów. A większość mężów jest zła na żony.

Gniew ojca nie dotyka dziecka tak bardzo, jak gniew matki, ponieważ dziecko rozpoczyna rozwój w łonie kobiety, wzrasta w cieniu matki, a nie w cieniu ojca. W początkowym okresie życia dziecka ojciec pozostaje tylko przypadkowym gościem. Rano może cmoknąć dziecko w policzek, poklepać po ramieniu i wyjść do pracy. Wieczorem, kiedy wraca do domu, może z dzieckiem trochę porozmawiać. Przez cały dzień dziecko pozostaje z matką i uczy się od niej.

Z tego powodu każdy język nazywany jest „mową matczyną” (w oryginale ang. „mothers tongue”; w wypadku języka polskiego to spostrzeżenie Osho się nie sprawdza, gdyż mówimy „mowa ojczysta” – przyp. tłum.). Ojciec nie ma szans, by mówić do dziecka, kiedy matka jest obecna! Matka mówi, ojciec słucha, a dziecko uczy się języka od matki. Od matki uczy się nie tylko języka, lecz także wszelkiego rodzaju postaw.

Życie, które znamy, było dotąd zdominowane przez mężczyzn. Żyjemy w społeczeństwie stworzonym przez mężczyzn, w którym całe wieki nie było miejsca dla kobiet. Dziwne wydaje się to, że kobiety nie odczuwają sympatii do innych kobiet. Ich umysły uwarunkowano w ten sposób, że odczuwają sympatię do mężczyzn.

Kobiety noszą w swoim wnętrzu, podobnie jak osoba zadająca to pytanie, uczucia matki. Matka jest wrogo nastawiona do mężczyzn. Nie widzę żadnych powodów, by nie miało tak być. Kobiety mają prawo czuć złość do mężczyzn. Ta postawa ma uzasadnienie, lecz nie jest w stanie pomóc społeczeństwu ani stworzyć lepszej przyszłości.

Przeszłość jest przeszłością. Powinnaś zacząć od tego, że spojrzysz na mężczyzn inaczej. Skorzystaj z sytuacji, w których ujawniają się twoje uwarunkowania i dzięki temu wydobywasz się ze stanu hipnozy. Wyrzuć śmietnik, który w sobie nosisz. Musisz stać się wolna od balastu, lekka. Wówczas uzyskasz właściwe zrozumienie oraz wgląd.

Kobiety w tej społeczności są wykształcone. Jesteście w stanie zapewnić sobie niezależność finansową i być tak inteligentne, jak mężczyźni. Nie ma powodu wzbudzać w sobie uczucia złości do mężczyzn. Jeżeli twoja matka przejawiała złość, może brakowało jej wykształcenia lub nie była w stanie zapewnić sobie niezależności finansowej. Chciała pofrunąć w przestworza, lecz była uwięziona w klatce. Ty już nie jesteś.

Omawiana kwestia stanowi jeden z powodów przesądzających o tym, że nie mogę się porozumieć z mieszkańcami Indii. Mężczyźni nie chcą mnie słuchać. To, co mówię, podważa ich dominację i władzę. Kobiety nie potrafią mnie zrozumieć, bo nie są wykształcone. Jeżeli kobiety byłyby nawet w stanie mnie zrozumieć, nie mogą stać się finansowo niezależne. Nie mogą zbuntować się przeciwko społeczeństwu stworzonemu przez mężczyzn. W Indiach praktycznie nie istnieje ruch wyzwolenia kobiet. Nawet się o tym nie mówi. Żadna kobieta nie myśli o tym, że istnieje możliwość wyzwolenia. Kobiety w Indiach straciły nadzieję.

Jednak sytuacja kobiet w Stanach jest odmienna. W tym kraju kobiety mogą zdobyć dobre wykształcenie, a więc stać się niezależne finansowo. Nie muszą być gospodyniami domowymi. Nie wymaga tego od nich kontrakt małżeński. Mogą mieszkać z mężczyzną, którego kochają, bez zawierania małżeństwa.

Kobieta musi walczyć o swoje prawa. Kobieta musi uczynić związek małżeński całkowicie prywatną sprawą, do której nikt nie będzie się mógł wtrącić: ani rząd, ani państwo, ani społeczeństwo.

Znajdujesz się w sytuacji całkowicie odmiennej niż twoja matka. Dlatego dźwiganie jej złości i jej uwarunkowań jest głupie. Wybacz jej i zapomnij. Jeżeli będziesz podtrzymywała gniew skierowany przeciwko mężczyznom, nigdy nie odczujesz, że jesteś kompletną osobą. Kobieta lub mężczyzna, którzy nie potrafią kochać, pozostają niekompletni.

Gniew oddziela cię od miłości, ponieważ miłość oznacza porzucenie gniewu i poruszanie się w przeciwnym kierunku: zamiast gniewu – miłość, zamiast nienawiści – miłość. Ten kwantowy skok wymaga odwagi. Błędne koło polega na tym, że z powodu uwarunkowanego gniewu nie potrafisz kochać mężczyzn, a ponieważ nie potrafisz kochać mężczyzn, stajesz się coraz bardziej sfrustrowana. Frustracja prowadzi do coraz większej złości. Złość pociąga za sobą frustrację, frustracja wzmacnia złość, wzmacnia postawę wrogości wobec mężczyzn. To powoduje pojawienie się jeszcze większej złości. Znalezienie wyjścia wydaje się prawie niemożliwe.