Słynne rody. Wybitni polscy przemysłowcy, artyści, politycy i naukowcy - Marcin K. Schirmer - ebook

11 osób właśnie czyta

Opis

Utalentowani muzycy, politycy, architekci, bankierzy, ekonomiści, kontrowersyjni pisarze, wybitni historycy, potentaci „przemysłu modowego”, artyści…

Książka Marcina K. Schirmera przybliża sylwetki i dokonania wybranych przedstawicieli siedmiu rodzin, które wniosły cenny wkład zarówno w polską, jaki i światową kulturę, naukę, sztukę, politykę, a także stworzyły podwaliny pod budowę nowoczesnego, uprzemysłowionego państwa.

Poznamy historię słynnych członków rodzin: Grabskich – wybitnych polityków i działaczy społecznych, pełniących najważniejsze funkcje w rządzie II RP; Hersów, którzy stworzyli największy i najbardziej prestiżowy dom mody na ziemiach polskich; Kieniewiczów – potomków znamienitego ziemiańskiego rodu i wybitnych znawców dziejów; Kisielewskich – mistrzów pióra, genialnych komentatorów życia codziennego, hojnie obdarzonych talentami muzycznymi: kompozytorów i pianistów; Kronenbergów – wybitnych bankierów, finansistów i pionierów rozwoju przemysłu i kolei na terenie Królestwa Polskiego; Wedlów, którzy stworzyli znane i cenione na świecie królestwo czekolady oraz Witkiewiczów – charyzmatycznych artyści, malarzy, pisarzy i architektów.

To swoista pokoleniowa sztafeta wybitnych Polaków.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 408

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Układ graficzny i projekt okładki

Aleksandra Szmak

Redaktor prowadzący

Barbara Czechowska

Redaktor merytoryczny

Mariola Hajnus

Korekta

Renata Kuk, Lingventa (Barbara Milanowska)

Redakcja techniczna

Andrzej Sobkowski

Skład wersji elektronicznej

Robert Fritzkowski

Wybór zdjęć

Barbara Czechowska

Zdjęcia ze zbiorów: Biblioteki Cyfrowej Uniwersytetu Łódzkiego, Biblioteki Cyfrowej Uniwersytetu Wrocławskiego, Biblioteki Narodowej, Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie, Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu, Biblioteki Śląskiej w Katowicach, Biblioteki Uniwersyteckiej KUL, Firmy E. Wedel, Instytutu Literackiego Kultura, Instytutu Sztuki PAN w Warszawie, Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej, Mazowieckiej Biblioteki Cyfrowej, Muzeum Krakowa, Muzeum Narodowego w Krakowie, Muzeum Narodowego w Warszawie, Muzeum Śląska Cieszyńskiego w Cieszynie, Muzeum Śląskiego w Katowicach, Muzeum Tatrzańskiego, Muzeum Warszawy, Narodowego Archiwum Cyfrowego, fotopolska.eu, Wikimedii Commons oraz agencji fotograficznych – EAST NEWS, FOTONOVA (archiwum rodzinne Kisielewskich i Elżbiety Jasińskiej), REPORTER

Zdjęcia ze zbiorów prywatnych: rodziny Grabskich, Elżbiety Jasińskiej, Kieniewiczów, Wojciecha Świderskiego, Witkiewiczów

Zdjęcie na pierwszej stronie okładki

Rodzina Wedlów. Fot. dzięki uprzejmości Elżbiety Jasińskiej

© for the text by Marcin K. Schirmer

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2019

ISBN 978-83-287-1235-5

Sport i Turystyka – MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2019

Wstęp

Otrzymują Państwo książkę będącą naturalną konsekwencją pozycjiWybitne rody, które tworzyły polską kulturę i naukę, wydanej w roku 2017. Popularność, jaką cieszyła się ta pierwsza publikacja, skłoniła wydawnictwo do kontynuacji cyklu. Tym razem zaprezentowano kolejnych siedem zasłużonych rodzin: Grabskich, Hersów, Kieniewiczów, Kisielewskich, Kronenbergów, Wedlów i Witkiewiczów. Wybór jest oczywiście subiektywny i ukazuje szeroką paletę wybitnych postaci, które odznaczyły się na różnych polach w historii Polski. Jakkolwiek są to nazwiska powszechnie znane i spotykamy się z nimi w różnych sytuacjach, praktycznie na co dzień, wydaje się, że usystematyzowane pokazanie ich dokonań będzie ciekawe i pożądane. Wspólny mianownik, podobnie jak w przypadku pierwszej publikacji, stanowi fakt wniesienia przez przedstawicieli tych rodzin ważnego wkładu zarówno w rodzimą, jak i światową naukę, kulturę, sztukę i technikę. Są tu więc reprezentanci sfery kultury i sztuki, stanów kupieckich, przemysłowych i finansowych oraz świata mody. Bardzo silna jest także tym razem reprezentacja polityki.

Polskie społeczeństwo, począwszy od czasów I Rzeczpospolitej, charakteryzowało się wielokulturowością i wolnością religijną. Pokojowo egzystowały ze sobą w jednym państwie różne narodowości, nie było prześladowań z powodu wyznawanej wiary. W XIX wieku rozpoczął się proces powstawania nowoczesnego, postfeudalnego narodu. Dominującą w nim rolę zaczęła odgrywać inteligencja, której znaczenie wzrosło po powstaniu styczniowym. To właśnie ta warstwa przejęła od szlachty i arystokracji rolę polskiej elity, odpowiedzialnej za rozwój i postęp zniewolonego kraju. Była nośnikiem narodowego etosu, patriotycznych tradycji i dążeń do odzyskania niepodległości. To dzięki niej, w dużej mierze, było możliwe odrodzenie państwa polskiego w 1918 roku, obrona granic w wojnie z bolszewikami oraz odbudowa administracji w czasach II Rzeczpospolitej.

I właśnie przykłady takich inteligenckich rodzin znajdują Państwo w tej książce. Ich przedstawiciele wywodzą się w znakomitej większości ze stanu szlacheckiego, z różnych regionów dawnej Rzeczpospolitej. Ale odnajdujemy także rody, które przywędrowały do naszego kraju z państw ościennych i które znalazły u nas korzystne warunki do rozwoju osobistego i prowadzonych przez siebie przedsiębiorstw. Szybko zasymilowały się w społeczeństwie, ulegając z czasem polonizacji. Ich kolejne pokolenia odegrały ważną rolę w życiu społecznym i gospodarczym Polski.

Wśród omawianych rodzin trzy reprezentują pochodzenie obce – Hersowie przybyli do nas z Francji, Wedlowie z Niemiec, a Kronenbergowie byli pochodzenia żydowskiego. Ci ostatni to przede wszystkim bankierzy i finansiści, pionierzy rozwoju przemysłu i kolei na terenach Królestwa Polskiego. Protoplasta rodu, Leopold Kronenberg, był także założycielem i udziałowcem Banku Handlowego – największej instytucji finansowej epoki – oraz znanym filantropem. Kolejni przedstawiciele rodziny z czasem kupili majątki ziemskie i wtopili się w otoczenie. Wedlowie to królowie czekolady, twórcy najbardziej chyba rozpoznawalnej polskiej marki spożywczej. Znani z innowacyjności i rozmachu w działaniu, przed wojną byli właścicielami największej w Polsce fabryki produkującej słodycze. Wprawdzie marka Wedel istnieje i cieszy się niesłabnącym powodzeniem do dziś, ale nie ma już nic wspólnego z założycielami. Hersowie wydają się najmniej rozpoznawalni, zwłaszcza dla osób spoza Warszawy. Byli twórcami działającego od XIX wieku domu mody, największego i najbardziej prestiżowego magazynu sprzedającego luksusowe wyroby odzieżowe. Współpracowali ze światowymi pracowniami krawieckimi, wprowadzając haute couture na ziemiach polskich. W kwestiach mody byli prawdziwą wyrocznią, u nich ubierała się cała ówczesna śmietanka towarzyska, arystokracja, celebryci, dyplomaci i każdy, kto chciał zostać zauważony. W swoim niezwykle eleganckim magazynie oferowali konfekcję damską i męską, a także różne dodatki i akcesoria.

Pozostałe rodziny są pochodzenia polskiego i wywodzą się ze szlachty posiadającej – właścicieli majątków ziemskich, których kolejne pokolenia z czasem zasiliły szeregi inteligencji. Grabscy to przedstawiciele przede wszystkim świata polityki; dwaj bracia Władysław i Stanisław byli na początku XX wieku znanymi działaczami niepodległościowymi, a po odzyskaniu niepodległości pełnili odpowiedzialne funkcje w administracji państwowej. Pierwszy z nich to dwukrotny premier i twórca reformy walutowej w 1924 roku, w wyniku której powstał polski złoty. Stanisław zaś był kilkukrotnym ministrem i posłem na sejm. Ponieważ w pewnym okresie w składzie rządu RP znalazło się aż trzech członków tej rodziny – tj. obydwaj bracia i ich szwagier Józef Kiedroń – żartowano, że był to gabinet Grabskich. Ich następcy są obecni w sferze publicznej do dnia dzisiejszego. Odegrali ważną rolę w świecie kultury i nauki, wielu wśród nich znakomitych pisarzy i naukowców. Rodzina Kieniewiczów wywodzi się z kresów Rzeczpospolitej. Nie tylko doskonale gospodarowali swoimi majątkami, ale także byli niezwykle aktywni na polu działalności społecznej i patriotycznej. Na przełomie XIX i XX wieku ich pałac w Dereszewiczach tętnił życiem towarzyskim i był ważnym miejscem spotkań środowiska polskiego. Wskutek traktatu ryskiego utracili dobra i przenieśli się do Warszawy. Ich kolejni potomkowie dali się poznać jako wybitni naukowcy, zajmujący się historią. Kisielewskich kojarzymy przede wszystkim z Kisielem, niepokornym i zarazem genialnym felietonistą „Tygodnika Powszechnego”. Jego syn Wacek to połowa duetu fortepianowego Marek i Wacek, który podbijał europejskie sale koncertowe w latach 70. i 80. ubiegłego stulecia. Mniej znani są ich żyjący na przełomie XIX i XX wieku i parający się pisarstwem przodkowie. I wreszcie Witkiewiczowie, którzy swój ród wywodzą z Litwy. To oczywiście Witkacy – dramaturg, pisarz, malarz i prowokator, enfant terrible polskich artystów początku XX wieku. Ale także jego ojciec Stanisław, uznany malarz, literat i teoretyk sztuki, twórca stylu zakopiańskiego, oraz kuzyn Jan Witkiewicz-Koszczyc, jeden z najbardziej znanych architektów, twórca stylu rodzimego oraz monumentalnego kompleksu budynków Szkoły Głównej Handlowej przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie.

Każda z przedstawionych na łamach tej książki rodzin wydała na przestrzeniach ostatnich dwóch wieków wielu wybitnych przedstawicieli, którzy nie tylko na trwałe zaistnieli w naszej świadomości, ale także zasłużyli się na różnych polach działalności publicznej. Nie wszyscy są dziś być może wystarczająco znani i doceniani, ale na pewno warci, żeby o nich pamiętać. Niech ta pozycja stanie się przyczynkiem do przybliżenia – siłą rzeczy, skrótowego – ich sylwetek i dokonań. Mam także nadzieję, że zachęci Czytelników do poszerzenia swojej wiedzy i sięgnięcia do bardziej szczegółowych źródeł.

Marcin K. Schirmer

Giganci polityki i pracy

GRABSCY

Rodzina znana już w średniowieczu – Grabscy herbu Pomian – wywodziła się z Grabi na Kujawach. W I Rzeczpospolitej jej przedstawiciele sprawowali urzędy kasztelanów, wojewodów i senatorów. Jeden z protoplastów rodu dowodził chorągwią pod Grunwaldem, inny walczył pod Połockiem za czasów króla Stefana Batorego. Podczas zaborów, wskutek represji carskich za udział w niepodległościowych zrywach, stracili swoje dobra. Dopiero Feliks Grabski zakupił, wcześniej dzierżawiony, majątek Borów, który na kilka pokoleń stał się siedzibą rodu. Był nowoczesnym ziemianinem – marzyły mu się stany zjednoczone Europy, prenumerował też pierwszą, 28-tomową polską encyklopedię Orgelbranda, będącą do dziś w posiadaniu rodziny.

Dzieci Feliksa, jak znaczna część ówczesnej młodzieży akademickiej, przeszły drogę od konserwatyzmu, poprzez socjalizm i ruch narodowy, na chrześcijańskiej demokracji kończąc. Obydwaj synowie byli postaciami wybitnymi, znanymi działaczami społecznymi i politycznymi, sprawującymi ważne funkcje w rządzie. Reprezentowali typ państwowców, znamienny dla inteligencji polskiej okresu międzywojennego. Najważniejsze było dla nich dobro własnego kraju, które przedkładali ponad interes osobisty i rodzinny. Kolejne pokolenia kontynuowały dokonania swoich przodków, działając na rzecz kultury i nauki.

Po pierwsze niepodległość STANISŁAW GRABSKI (1871–1949)

Całe swoje życie poświęcił aktywności politycznej i społecznej. Był jednak nie tylko politykiem, lecz także naukowcem, ekonomistą i publicystą. Znakomity organizator i wybitna umysłowość – typ działacza, a zarazem autor wielu prac z zakresu nauk społecznych.

Urodził się w zamożnej rodzinie ziemiańskiej. Jego rodzice posiadali majątek Borów pod Łowiczem. Dorastał w patriotycznej atmosferze polskiego dworu. Kultywowano tam wciąż żywą pamięć o powstaniu styczniowym, w którym uczestniczyli przodkowie Stanisława. Jak wspominał, pełno było po nim w domu mych rodziców pamiątek, wspomnień, silnie oddziałujących na moją i o rok ode mnie młodszej siostry Zofii wyobraźnię [1]. W tym dworze formował się powstańczy oddział. Takie wychowanie, a szczególnie wpływ matki, która wiele mu o tych wydarzeniach opowiadała, ukształtowało jego poglądy. W dorosłym życiu, niezależnie od tego, do jakiej partii należał, za najważniejsze uważał nie sprawy społeczne, tylko kwestie odzyskania przez Polskę niepodległości.

Jak przystało na ziemiańskiego syna, początkowo naukę pobierał w domu rodzinnym. Gdy miał 11 lat, rodzice postanowili posłać go do gimnazjum. W tym celu wynajęli w Warszawie duże mieszkanie, do którego przeprowadziła się matka z dziećmi. Ojciec pozostał na gospodarstwie i tylko zimą na kilka tygodni mógł przyjeżdżać do stolicy. Wakacje spędzali wspólnie w Borowie. Lata 80. XIX wieku były czasem bezwzględnej rusyfikacji szkolnictwa. Wszystkie lekcje odbywały się po rosyjsku, nawet podczas przerwy nie wolno było odzywać się w ojczystym języku, czego pilnowali specjalni woźni. Działania carskich władz powodowały naturalny odruch buntu. Młodzież, z reguły wywodząca się z patriotycznych domów, burzyła się przeciwko tym nakazom. W gimnazjach istniały kółka samokształceniowe sprzeciwiające się rusyfikacji – uczono się w nich polskiej historii, czytano polską literaturę i poezję oraz toczono zawzięte dyskusje polityczne. Zjawisko to zostało bardzo dobrze opisane przez Stefana Żeromskiego w Syzyfowych pracach.

W taką działalność, wówczas zakazaną, włączył się aktywnie także Stanisław Grabski, uczeń gimnazjum w Warszawie. Początkowo bardziej zajmował się konspiracją niż nauką, czego skutkiem była konieczność powtarzania trzeciej klasy. Z czasem zdał sobie jednak sprawę, że nie tędy droga, a zaniedbywanie edukacji pozbawi go możliwości wpływania na rzeczywistość w przyszłości. Już jako młody człowiek bardzo dużo czytał, szczególnie interesował się filozofią i ekonomią oraz zagadnieniami społecznymi. Wiedzą i oczytaniem górował nad swoimi kolegami. Wyróżniało go to i pozwalało mu na bardzo aktywny udział w toczonych dyskusjach. Prawdopodobnie z tego powodu został wybrany na członka Centralizacji Związku Kółek Gimnazjalnych Królestwa, gdzie powierzono mu opracowanie programu samokształcenia. W roku 1890 zdał maturę i rozpoczął studia na Wydziale Przyrodniczym Uniwersytetu Warszawskiego. Na odchodne dyrektor gimnazjum, który wiedział o konspiracyjnej działalności ucznia, tak mu powiedział: Wy, Grabski, niewiele umiecie łaciny i greki, ale dostajecie dyplom dojrzałości, żeby już was więcej nie było w naszym gimnazjum [2]. Wydaje się, że jak na swój wiek był bardzo dojrzały i miał przemyślaną wizję swojego dalszego życia, którą konsekwentnie realizował. Planował studiować tylko rok, żeby poznać metodologię badań, po czym chciał wyjechać za granicę, żeby poznać socjologię i filozofię. Takimi pomysłami nie był zachwycony jego ojciec, Feliks Grabski, który wolał, by syn skończył agronomię i przejął rodzinny majątek. Na szczęście dla przyszłej kariery Stanisława był tolerancyjny i godził się z życiowymi wyborami syna.

Koniec XIX wieku to okres niezwykle ciekawy, czas ożywionej działalności politycznej i społecznej na terenie Królestwa Polskiego. Gorące dyskusje toczyły się zarówno w środowiskach inteligenckich, jak i robotniczych. Masowo powstawały, mniej bądź bardziej zakonspirowane, nielegalne stowarzyszenia samokształceniowe i samopomocowe. Na powszechne dążenia do odzyskania niepodległości i kwestie narodowościowe nakładały się wówczas problemy społeczne. W związku z industrializacją, a co za tym idzie migracją ludności wiejskiej do miast, formowała się nowa klasa, wielkoprzemysłowy proletariat robotniczy. Dlatego bardzo podatny grunt znajdowały idee socjalistyczne, które napływały z Zachodu. Sprzyjały im silne rozwarstwienie społeczne oraz bardzo ciężkie warunki życia robotników i biedoty miejskiej. Dominowały wówczas dwa nurty społeczno-polityczne: wspomniany socjalistyczny – zakładający „rewolucjonizowanie społeczeństwa” przeciwko burżuazji, ale także caratowi oraz drugi – propagujący solidaryzm społeczny i wspólną walkę o odzyskanie niepodległości. Z czasem przerodziły się w dwie partie, odgrywające kluczową rolę na polskiej scenie politycznej z końca XIX wieku i początku następnego, tj. Polską Partię Socjalistyczną i Ligę Narodową (endecję). Oba nurty walczyły o „rząd dusz” społeczeństwa, a szczególnie młodzieży.

Stanisławowi Grabskiemu, jako uczniowi i młodemu studentowi, początkowo bliżej było do lewicy, toteż związał się z organizacjami socjalistycznymi, wchodząc nawet później w skład ich władz naczelnych. Znalazłszy się w centrum wydarzeń, był nie tylko biernym obserwatorem, ale także aktywnym ich uczestnikiem. Poznał wówczas osoby, które odegrały znaczące role w przyszłości, a wiele z nich zostało czołowymi postaciami życia publicznego w odrodzonej Polsce. Byli wśród nich: znany socjolog Ludwik Krzywicki, pierwszy prezydent II RP Gabriel Narutowicz, prawnik Józef Beck, ojciec późniejszego ministra spraw zagranicznych Józefa, przyszły komunista Julian Marchlewski, a ze strony narodowej czołowi ideolodzy i założyciele organizacji Związku Młodzieży Polskiej „Zet” – Zygmunt Balicki i Roman Dmowski. Ten ostatni, pomimo że dopiero rozpoczynający swą polityczną działalność, był już dość znany. Obydwaj panowie spierali się i dyskutowali podczas zebrań, ale, jak pisał Grabski, pomimo istniejących różnic nie rozchodziliśmy się wrogo nastrojeni jedni przeciwko drugim. W ogóle bowiem raczej dyskutowaliśmy wśród młodzieży o różnicach naszych poglądów społecznych i politycznych, niż walczyliśmy ze sobą [3]. Z czasem było mu coraz bliżej do endecji, czego rezultatem w przyszłości było porzucenie socjalistów i przystąpienie do Ligi Narodowej.

Będąc studentem, Grabski kontynuował swoją działalność społeczną i polityczną, prowadził m.in. wykłady z historii i ekonomii dla grupy młodych robotników. W tym czasie zbliżył się do redakcji „Głosu”, tygodnika społeczno-politycznego wydawanego w Warszawie, którego redaktorem był Józef Karol Potocki, poeta i publicysta. W jego redakcji toczono zacięte spory polityczne, dotyczące przyszłości Polski i jej przyszłego ustroju.

Zgodnie z pierwotnym planem po pierwszym roku studiów Stanisław przeniósł się do Berlina i zapisał się na Wydział Filozoficzny tamtejszego uniwersytetu, na którym wykładano ekonomię polityczną. Wyjazd okazał się bardzo trafnym posunięciem, bo młodym Grabskim zaczynała się już interesować carska ochrana. Na berlińskiej uczelni istniała silna grupa polskich studentów, wywodzących się głównie z Poznańskiego, ale nie brakowało też przybyszy z innych zaborów. Zdecydowana większość wyznawała poglądy socjalistyczne, chociaż z reguły wywodzili się z inteligenckich domów, dobrze sytuowanych, ziemiańskich lub rodzin przemysłowców. Grabski szybko wszedł także w środowisko polskich działaczy robotniczych, którzy prowadzili agitację wśród robotników, emigrantów ekonomicznych z ziem polskich. Często podróżował, pod przybranym nazwiskiem, na Śląsk, do Wielkopolski oraz w głąb Niemiec, żeby prowadzić wykłady i agitacje w skupiskach polskich robotników.

Organem prasowym ruchu socjalistycznego był tygodnik „Gazeta Robotnicza”, wydawany przez Ignacego Daszyńskiego, późniejszego znanego polityka i premiera rządu lubelskiego w 1918 roku. W związku z wyjazdem redaktora „Gazety” do Krakowa Grabski objął pieczę nad redakcją, zaczął pisywać do gazety, a także pomagał ją drukować. Jak skonstatował w pamiętnikach, znowu zwyciężył jego temperament polityczny i zamiast dalej się uczyć i pilnie uczęszczać na wykłady, jak to było pierwotnym moim zamiarem, wziąłem się do kierowania polskim socjalistycznym ruchem robotniczym w Niemczech [4]. Praca pochłaniała go coraz bardziej, ze szkodą dla studiów, których prawie poniechał.

W tym czasie ostatecznie ugruntowały się jego poglądy polityczne. Odrzucił marksistowski materializm, a ponad rewolucję przedkładał odzyskanie przez Polskę niepodległości. To uznawał za sprawę najważniejszą. Tezy te, zawarte w wydanej przez siebie broszurze, spotkały się z krytyką przywódców ówczesnego ruchu robotniczego, z założenia internacjonalistycznego i propagującego rewolucję społeczną jako remedium na wszelkie dolegliwości. Julian Marchlewski i Róża Luksemburg w liście do niego zarzucili mu przemycanie do programu socjalistycznego polskiego „patriotnictwa”. Zakończyli znamiennymi słowami: Więc Bonaparte, nie Marks [5]. Tak rozpoczął się stopniowy proces odchodzenia Grabskiego od przekonań socjalistycznych.

W roku 1892, w związku z rosnącym zainteresowaniem jego osobą miejscowej policji, musiał opuścić Berlin. Udał się do Lwowa, a później do Paryża, gdzie spotkał młodszego brata, Władysława, późniejszego premiera w czasach II RP. Zapisał się tam do Szkoły Nauk Politycznych. Tamtejsze polskie środowisko socjalistyczne było słabo zorganizowane i rozbite. Aby je skonsolidować, zwołano kongres zjednoczeniowy różnych lewicowych organizacji, podczas którego powołano Polską Partię Socjalistyczną. Grabski uczestniczył aktywnie w tych wydarzeniach, będąc jednym ze współzałożycieli PPS-u. Konsekwentnie głosił postulat odzyskania przez Polskę niepodległości. Wśród oponentów, zwolenników powszechnej rewolucji, zyskał wówczas miano „socjalpatrioty”.

Stanisław Grabski był już wówczas zawodowym działaczem partyjnym, podróżował po różnych krajach Europy jako emisariusz partyjny i krzewił idee socjalizmu, edukując klasę robotniczą. Taka działalność nie mogła ujść uwadze różnych służb policyjnych, czego dowodem było aresztowanie go w Niemczech i Austrii. Z obu tych krajów został wydalony jako osoba niepożądana. Jednym z niewielu miejsc, w których nie interesowano się działalnością polityczną przebywających tam studentów i emigrantów, była Szwajcaria. Dlatego też kraj ten stał się pod koniec wieku XIX swoistą mekką dla rozmaitych rewolucjonistów i działaczy niepodległościowych. Tam też Grabski zdecydował się osiąść i podjąć przerwane studia na uniwersytecie w Bernie. Przez cały ten czas otrzymywał pieniądze na utrzymanie od rodziny z Polski. Żył, podobnie jak i inni z jego środowiska, skromnie, dorabiając sobie pisaniem artykułów do prasy i korepetycjami. Rodziców od czasu opuszczenia kraju widział tylko raz, i to krótko, w belgijskim uzdrowisku Spa, dokąd ojciec przyjechał na leczenie. Oczywiście cały czas prowadził działalność konspiracyjną, wydawał prasę i utrzymywał kontakty z towarzyszami rozrzuconymi po różnych krajach. Pomimo tak dużej aktywności udało mu się w 1894 roku ukończyć studia na Wydziale Filozofii.

W następnym roku poślubił absolwentkę medycyny, Ludmiłę Rożnównę. Brak pomysłu, co dalej robić ze swoim życiem – na rewolucję wszak się nie zanosiło – oraz konieczność utrzymania rodziny spowodowały, że małżonkowie postanowili wyprowadzić się na Węgry. Osiedli w górach na terenie dzisiejszej Słowacji. W prymitywnych warunkach i bez większych perspektyw wytrzymali dwa lata, po czym zdecydowali się na powrót do Szwajcarii. Stało się to tym pilniejsze, że żona wymagała kuracji z powodu podejrzewanych u niej początków gruźlicy.

Dzięki temu powrotowi Grabski mógł ponownie aktywnie włączyć się w działalność ruchu socjalistycznego. Dużo publikował, nawołując do podjęcia silniejszej agitacji wśród polskich włościan, którzy wraz z robotnikami będą stanowić główną grupę przy wyzwalaniu w przyszłości Polski. Stawało się to koniecznością wobec coraz aktywniejszej działalności Ligi Narodowej, która przejmowała rząd dusz na polskiej prowincji. Narodowców postrzegał zresztą nie tyle jako politycznych przeciwników, ile jako przyszłych sojuszników w chwili wybuchu walki [6]. Słowa te nie zjednały mu jednak zwolenników wśród członków PPS-u, a ich autora oskarżano, że „sfiksował na punkcie chłopów”. Nie zaniedbywał Grabski także pracy naukowej, udało mu się opublikować kilka artykułów w fachowej prasie oraz wydać książkę o myślicielu społeczno-politycznym Karolu Malo. W 1899 roku osiadł w Rapperswilu, gdzie dostał posadę bibliotekarza w Muzeum Polskim. Zostało ono założone w roku 1870 przez Władysława hr. Platera i polskich emigrantów politycznych w celu gromadzenia pamiątek narodowych. Znajdowało się w tamtejszym zamku, w którym pomieszczono bogate zbiory dzieł sztuki, militariów, pamiątek po znanych Polakach, księgozbiory i archiwum. Było najbardziej znaczącą placówką naukową położoną poza granicami kraju. Praca w Rapperswilu niosła ze sobą nie tylko prestiż, ale zapewniała także liczne kontakty z różnymi osobami odwiedzającymi muzeum. Blisko stamtąd było do Zurychu, gdzie znajdowała się liczna polska kolonia, z którą Grabski utrzymywał kontakt.

Nie planował jednak związać się na stałe ze Szwajcarią i dlatego podjął kroki, żeby przenieść się do Krakowa. Dostał propozycję zrobienia habilitacji i prowadzenia wykładów na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Najpierw jednak musiał doprowadzić do zniesienia ciążącego na nim zakazu przebywania na terenie Austrii, z której go niegdyś wydalono. Wkrótce otrzymał „odwołanie zakazu pozwolenia na pobyt w Galicji pod warunkiem wszechstronnie legalnego zachowania się”. Udało się tego dokonać dzięki ustosunkowanym przyjaciołom i w 1901 roku zamieszkał pod Wawelem. Rozpoczął się nowy etap jego życia, wreszcie w kraju, gdzie mógł rozwijać swoje zainteresowania i kontynuować karierę naukową. Z właściwą sobie energią włączył się w życie społeczne i polityczne Krakowa. Aby utrzymać rodzinę, prowadził wykłady nie tylko na UJ, lecz także uczył w szkole dla dziewcząt, tzw. Kursach Branieckiego i w żeńskim liceum. Napisał również w tym czasie i wydał książkę Zarys rozwoju idei społeczno-gospodarczych w Polsce. Grabski bardzo interesował się rolnictwem, a widząc przysłowiową galicyjską nędzę na wsi, zaangażował się w rozwój kółek rolniczych oraz zakładanie spółdzielni mleczarskich, które osobiście propagował, jeżdżąc po prowincji.

Kraków początku XX wieku był prężnie rozwijającym się miastem, w którym kwitło życie naukowe, artystyczne oraz polityczne. Z uwagi na względnie liberalne podejście władz przebywali w nim przedstawiciele wszystkich najważniejszych polskich partii i organizacji. Nastroje społeczne stawały się coraz bardziej wybuchowe, czego przejawem była rewolucja 1905 roku, do której doszło po przegranej przez Rosję wojnie z Japonią. W centrum wydarzeń znalazł się Stanisław Grabski i był znaczącym ich uczestnikiem. Dążył do porozumienia i zgodnego działania dwóch głównych nurtów politycznych, socjalistycznego i narodowego, pośrednicząc w spotkaniach ich przywódców, Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego. Niestety ich stanowiska były zbyt rozbieżne, pierwszy dążył do podsycenia nastrojów rewolucyjnych w nadziei wywołania wojny, drugi obawiał się, że doprowadzi to do walki klas, a dążenia narodowe zejdą wówczas na plan dalszy.

W roku 1905 Grabski przeniósł się do Lwowa, gdzie otrzymał propozycję pracy w administracji prowincji. Galicja posiadała szeroką autonomię w Monarchii Austro-Węgierskiej, z własnym Sejmem Krajowym i wybieranym przez niego Wydziałem Krajowym (zajmującym się administracją). Cała administracja, która miała duże kompetencje, znajdowała się w rękach Polaków. Stanisław Grabski objął stanowisko referenta ds. agrarnych w Departamencie Rolniczym. Opracował kilka projektów ustaw dotyczących parcelacji, łowiectwa i użytkowania pastwisk. Niestety nie udało mu się przeprowadzić najważniejszej z nich, regulującej kwestię parcelacji majątków ziemskich (co miało ukrócić istniejącą w tym zakresie spekulację) oraz utworzenia specjalnego kredytu bankowego. Ustawa miała zapobiec nadmiernej i niekontrolowanej sprzedaży ziemi folwarcznej, czego skutkiem była postępująca likwidacja majątków i powstawanie małych, niewydajnych gospodarstw chłopskich. Została utrącona w sejmie przez środowiska konserwatywne, które obawiały się spadku cen ziemi. Mieszkając we Lwowie, kontynuował także pracę akademicką. Objął Katedrę Ekonomii Politycznej w Akademii Rolniczej w Dublanach. Położone tuż za miastem Dublany były najlepszą uczelnią rolniczą na ziemiach polskich, słynącą z wysokiego poziomu nauczania. Studiowali tam przeważnie ziemiańscy synowie ze wszystkich zaborów. Przyciągała ich nie tylko możliwość zdobycia wykształcenia, ale także znacznie większe niż na pozostałych ziemiach polskich swobody polityczne panujące w Galicji.

Na pierwszy plan w aktywności Grabskiego znowu wysuwała się polityka, w którą i tu angażował się coraz bardziej. W tym czasie ostatecznie zerwał z socjalistami (zarzucał im internacjonalizm zamiast podejmowania kwestii niepodległości Polski, co było dla niego najważniejsze) i przystąpił do Ligi Narodowej. Szybko został dokooptowany do władz naczelnych partii. Uważał, że jedynie narodowcy posiadają program niepodległościowy, za którym się opowiadał. Wielokrotnie wyjeżdżał, rzecz jasna na fałszywym paszporcie, do Królestwa, żeby obserwować panujące tam nastroje polityczne. Kiedy w roku 1905 car powołał pierwszy rosyjski parlament, Dumę, Grabski zaangażował się w akcję wyborczą. Namówił swojego młodszego brata, Władysława, który osiadł w rodzinnym majątku w Borowie, do kandydowania. Wybory zakończyły się zwycięstwem endecji – uzyskała 34 mandaty. Wśród posłów znalazł się także Władysław. W drodze do Petersburga towarzyszył mu brat w charakterze sekretarza Koła Polskiego. Stanisław po raz pierwszy podróżował wówczas legalnie, na własnym paszporcie, jako poddany cara. W stolicy imperium przygotowywał ustawę przyznającą większą autonomię Królestwu Polskiemu. Niestety nie weszła ona pod obrady, jako że po kilku tygodniach od rozpoczęcia obrad Duma została rozwiązana. Podczas pobytu w Petersburgu Grabski zdobył jednak nowe doświadczenie w pracach parlamentu oraz w przygotowywaniu projektów ustaw, które miało mu się przydać kilka lat później, już w wolnej Polsce.

Tak zakończyła się wyborcza przygoda Stanisława Grabskiego na terenie Cesarstwa, ale wkrótce nadarzyła się kolejna okazja do wykazania się zdolnościami agitacyjnymi. W roku 1907 miały miejsce wybory do parlamentu austriackiego. Z powodu zmian w ordynacji oraz narastającego ukraińskiego nacjonalizmu istniało realne zagrożenie, że Polacy utracą znaczną liczbę mandatów, szczególnie na terenie Galicji Wschodniej. Dotąd Koło Polskie w austriackim parlamencie było znaczącą siłą polityczną, a Polacy piastowali ważne funkcje w rządzie. Dlatego Grabski, jako osoba znana i ciesząca się autorytetem, zaangażował się w działalność wyborczą. Tak jak dawniej jeździł w teren, wygłaszał pogadanki wśród ludności wiejskiej, przekonując do solidarności narodowej i głosowania na polskich kandydatów. Opowiadał się za demokratyzacją stosunków społecznych, która pozwoli wykształcić w polskim włościaństwie zdecydowaną wolę utrzymania w Galicji polskiego gospodarczego i politycznego stanu posiadania [7], ponieważ dwory, będące dotąd ostoją polskości, tracą swoją uprzywilejowaną pozycję wskutek wyprzedaży ziemi folwarcznej, często w ruskie ręce. Tylko w oparciu o pełną narodową świadomość półtoramilionowej rzeszy ludu polskiego Galicji Wschodniej utrzymamy w niej rządy polski [8]– twierdził. Aby wzmocnić pozycję ekonomiczną polskiej wsi, dużo czasu poświęcał na organizowanie prac Towarzystwa Rolniczego i kółek rolniczych na tych terenach. Dzięki tym organizacjom można było uzyskać lepsze warunki zakupu towarów niezbędnych w gospodarstwie oraz zapewnić zorganizowany zbyt na płody rolne po wyższych cenach, uniezależniając się zarazem od handlarzy żydowskich, posiadających dotąd pozycję monopolisty.

Polityka pochłaniała go bez reszty, stała się jego żywiołem, a działalność naukowa i dydaktyczna zeszła na plan dalszy. Potwierdzeniem tej drogi życiowej było objęcie stanowiska kierownika politycznego organu narodowców, dziennika „Słowo Polskie”. Jego rolą było pilnowanie, aby linia polityczna pisma była zgodna z linią partii oraz wyciszanie różnego rodzaju konfliktów i ambicji personalnych. Przez cały ten czas Grabski pozostawał w ścisłym kontakcie z Romanem Dmowskim, który mieszkał wówczas w Warszawie. Często jeździł do Kongresówki, żeby uzgadniać z nim metody działania oraz koordynować funkcjonowanie partii na terenie wszystkich zaborów.

Wobec zbliżającego się wybuchu pierwszej wojny światowej coraz silniej odżywały nadzieje na odzyskanie niepodległości. Narodowcy zaczęli tworzyć paramilitarne oddziały bazujące na młodzieżowej organizacji „Sokół”. Nalegał na to bardzo Stanisław Grabski. Miały one stanowić przeciwwagę dla Związku Strzeleckiego formowanego przez Józefa Piłsudskiego. Grabski, w przeciwieństwie do późniejszego Naczelnika Państwa, prezentował opcję współpracy z Rosją. Uważał, że w wojnie zwycięży koalicja państw ententy i na nich trzeba opierać nadzieje na odzyskanie niepodległości. Dlatego gdy wojska carskie w 1914 roku wkroczyły do Lwowa, pozostał w mieście, stając się reprezentantem interesów ludności polskiej wobec nowej władzy. Był w stałym kontakcie z generałem-gubernatorem Galicji i Bukowiny Gieorgijem Bobrińskim. Odbył wówczas także wiele misji polityczno-dyplomatycznych z wysoko postawionymi dowódcami i przedstawicielami dworu cesarskiego, podczas których sondował możliwość utworzenia niezależnego Państwa Polskiego.

Ponieważ uważany był za „moskalofila”, spodziewał się represji i nie mógł pozostać na terenie Galicji po ponownym zajęciu tych terenów przez wojska austriackie i niemieckie. Dlatego postanowił wyjechać wraz z rodziną w głąb Rosji i tam dalej prowadzić działalność polityczną. Klęska wojsk rosyjskich i zajęcie terenów centralnej Polski przez państwa Osi wywołały milionową falę emigracji. Ludzie ci, tzw. bieżeńcy, wraz z zabranym dobytkiem przemieszczali się na wschód w oczekiwaniu na zakończenie działań zbrojnych. Część z nich uciekała powodowana strachem, część została do tego zmuszona przez władze, które stosowały taktykę spalonej ziemi. Liczna grupa takich uchodźców, wśród nich i nasz bohater, znalazła się w Kijowie. Stolica Ukrainy była miejscem bardzo aktywnej działalności polskich organizacji samopomocowych, politycznych oraz wojskowych. Kwitło polskie życie kulturalne i towarzyskie, działały teatry i szpitale oraz szkoły. Rozwiał się też ze zdwojoną siłą polityczny temperament Grabskiego – liczyła się tylko polityka i sprawa polska. Zaangażowany i oddany tej sprawie zamieszkał w Petersburgu, skąd wiele podróżował, prowadząc rozmowy o formie jakiejś autonomii.

Ciosem dla niego była w 1915 roku niespodziewana śmierć żony, która zaraziła się tyfusem w szpitalu, gdzie opiekowała się chorymi i rannymi. Grabski pozostał sam z pięciorgiem niepełnoletnich dzieci, wymagających opieki. Po latach tak pisał o zmarłej żonie:

(…) straciłem przede wszystkim najwierniejszego, dzielnego, gotowego do największych dla dobra sprawy poświęceń towarzysza walk, w których tak często szedłem przeciwko powszechnemu prądowi. A przy tym była ona przedziwnej dobroci. Nie spotkałem drugiego w życiu człowieka, który by tak jak ona umiał odpłacać za złe dobrem [9].

Drugą żoną Stanisława Grabskiego została Zofia Smolikówna, jego łączniczka i działaczka harcerska, którą poślubił w 1916 roku. Miał z nią dwie córki, Annę (1919–2012) i Stanisławę (1922–2008), obie utalentowane plastycznie. Anna była rzeźbiarką, a Stanisława ukończyła studia teologiczne i doktoryzowała się na uniwersytecie w Louvain – jako pierwsza kobieta świecka w historii. Po wojnie udzielała się w duszpasterstwie, organizowała wykłady z teologii w Klubie Inteligencji Katolickiej, którego została prezesem. W 1989 roku, będąc członkiem Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”, brała udział w obradach Okrągłego Stołu jako przewodnicząca grupy ds. stowarzyszeń.

Obalenie caratu i wybuch rewolucji lutowej całkowicie zmieniły sytuację polityczną. Postępujący rozpad państwa carów sprzyjał aktywizacji strony polskiej. Nadzieje na odzyskanie niepodległości nabierały coraz realniejszych kształtów. W roku 1917, w wyniku porozumienia różnych partii prawicowych, powołano Naczelny Polski Komitet Wojskowy (Naczpol), będący reprezentacją polskich interesów na terenie Rosji. Grabskiemu powierzono w nim sprawy zagraniczne. Był on także zwolennikiem utworzenia niezależnej armii. Dążył do umiędzynarodowienia sprawy polskiej, tak aby kwestia przyszłej państwowości była przedmiotem rozmów na spodziewanej konferencji pokojowej. Utrzymywał więc stałe kontakty z ambasadorami państw koalicji antyniemieckiej, szczególnie z ambasadą Francji. Prowadził z nimi rozmowy dotyczące kształtu i ustroju przyszłego państwa polskiego oraz opracowywał różne memoriały z tego zakresu. Po rewolucji bolszewickiej, kiedy jakakolwiek aktywność stała się niemożliwa, wyjechał przez Murmańsk do Paryża. Tam urzędował już od pewnego czasu Komitet Narodowy Polski pod przewodnictwem Romana Dmowskiego i Maurycego hr. Zamoyskiego. Grabski dołączył do jego składu i podjął się przygotowania mapy ziem polskich z uwzględnieniem zróżnicowania narodowościowego. Miała ona posłużyć w przyszłych negocjacjach dotyczących granic odrodzonej Rzeczpospolitej.

Sytuacja naszego kraju pod koniec 1918 roku była bardzo niestabilna i nie do końca przewidywalna. We Francji działał KNP, zrzeszający przedstawicieli opcji prawicowych i traktowany przez kraje koalicji jako oficjalny reprezentant Polski. W Warszawie realną władzę sprawował Józef Piłsudski, przez konserwatystów uważany za radykała. Na dodatek istniał socjalistyczny i nieuznawany na Zachodzie rząd Jędrzeja Moraczewskiego. Wojska niemieckie wciąż stacjonowały na wschodzie, gdzie rozlewała się rewolucyjna fala. Nastroje w Polsce radykalizowały się gwałtownie, trwały strajki, a granice praktycznie nie istniały. Poszczególne ugrupowania rywalizowały ze sobą, mając różne wizje przyszłej Polski.

Wobec takiego stanu rzeczy powstała konieczność powołania rządu koalicyjnego, zrzeszającego wszystkie główne siły polityczne. I z taką misją udał się do kraju Stanisław Grabski na rozmowy z Naczelnikiem. Został wydelegowany ze względu na dawną znajomość ze środowiskiem socjalistycznym i osobiście z Piłsudskim. Naczelnika jednak zbytnio nie cenił. Uważał go bowiem za przebiegłego i bezwzględnego gracza, który, jakikolwiek by zawarł kompromis, będzie to zawsze dla niego chwilowe tylko taktyczne ustępstwo do czasu, póki kompromisu tego nie będzie mógł złamać [10]. Ruszył więc z tą misją pełen złych przeczuć. Jego obawy wkrótce się potwierdziły, nie mogła się ona skończyć powodzeniem. Piłsudski nie zamierzał dzielić się posiadaną władzą, uznał jedynie Komitet za reprezentanta Polski podczas negocjacji nad przyszłym traktatem pokojowym w Wersalu.

W pierwszych wyborach do Sejmu Ustawodawczego środowiska narodowe, pomimo zdobycia największej liczby mandatów, nie odgrywały decydującej roli politycznej. W wyborach 1919 roku Stanisław Grabski uzyskał mandat poselski z Krakowa. Znalazł się w utworzonym z jego inicjatywy klubie poselskim, Związku Ludowo-Narodowym, który zrzeszał narodowców i pomniejsze partie prawicowe. Był to największy klub w parlamencie, liczący 110 posłów. Grabski został przewodniczącym Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych i zajmował się kwestią ostatecznego ustalenia granic Polski. Negocjował z mocarstwami zachodnimi ich przebieg na Górnym Śląsku i na Zaolziu, przeciwstawiał się planom Piłsudskiego zawierania sojuszu z Petlurą, przywódcą Ukrainy. Jednak jego największym doświadczeniem w tym zakresie był z pewnością udział w delegacji prowadzącej negocjacje pokojowe kończące wojnę polsko-bolszewicką. Odbywały się one w stolicy Estonii, gdzie 18 marca 1921 roku podpisano tzw. traktat ryski. Sam fakt podpisania pokoju społeczeństwo przyjęło z ulgą, ale już jego warunki wywołały oburzenie. Po powrocie zarówno Grabski, jak i pozostali uczestnicy delegacji, spotkali się z zarzutem wręcz zdrady, jako że zgodzili się na niekorzystny dla Polski przebieg granicy wschodniej. Oddali bowiem bolszewikom także te tereny, które w momencie ustania walk znajdowały się w posiadaniu Wojska Polskiego. Szczególnie dotyczyło to Mińska, stolicy Białorusi, ważnego miasta i zarazem silnego ośrodka polskiego. Grabski argumentował, że nie chciał doprowadzić do sytuacji, w której dominowałby na kresach obcy etnicznie żywioł. Przyszłość zweryfikowała to założenie jako nie tylko błędne, ale wręcz naiwne. Na wschodnich obszarach Polski i tak większość stanowili Białorusini i Ukraińcy, a oddanie tego terytorium spowodowało masowe wywózki i likwidację wszelkich skupisk ludności polskiej.

W tym czasie Grabski przeżył tragedię rodzinną. W wojnie z bolszewikami, w bitwie nad Dnieprem, poległ jego najstarszy syn, Stanisław. Jako nowo promowany podchorąży zgłosił się na ochotnika na front. Wcześniej brał udział, także jako ochotnik, w wielkiej wojnie i w obronie Lwowa. Ojciec pokładał w pierworodnym duże nadzieje, widząc w nim swojego następcę. Uważał go za swą drugą, lepszą edycję, z wiarą, że publiczna praca moja, gdy on po wojnie stanie również do niej, będzie o wiele lepsza i skuteczniejsza. Stach bowiem nie ustępował ani trochę zdolnościami i zamiłowaniami intelektualnymi, a był znacznie zdrowszy nerwowo i miał silniejszy ode mnie charakter [11]. Śmierć syna uważał za niepotrzebną, a całą wojnę traktował jako realizację mocarstwowych planów Piłsudskiego.

Stanisław Grabski łączył aktywność polityczną i sprawowanie mandatu posła z działalnością dydaktyczną oraz pracą w redakcji lwowskiego „Słowa Polskiego”. Sam również publikował dużo tekstów publicystycznych, odnoszących się głównie do bieżącej sytuacji panującej w Polsce, ale zajmowały go także zagadnienia bardziej strategiczne, jak pozycja i znaczenie Polski w przyszłości. Piętnował partyjniactwo i przedkładanie partykularnych interesów nad dobro kraju, a jego spostrzeżenia mają zdecydowanie charakter ponadczasowy. W książce Uwagi o bieżącej historycznej chwili Polski pisał:

Coraz częściej słyszy się narzekania na Sejm, że marnuje czas i energię w bezpłodnych walkach partyjnych. (…) Tym bardziej jest niebezpieczne u nas obniżanie się autorytetu Sejmu oraz wiary w pożytek wytworzonych przezeń organizacji społecznych i politycznych, że jednocześnie z tym obniża się w oczach mas wartość odzyskania niepodległości [12].

Pod koniec roku 1923 Grabski stanął na czele Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w rządzie premiera Wincentego Witosa. Gabinet ten jednak szybko upadł. Ponownie wszedł do rządu, na podobne stanowisko, dwa lata później. Premierem był wówczas jego młodszy brat, Władysław Grabski, który przeprowadził reformę walutową w Polsce. Stanisław odpowiadał za wprowadzenie niedawno podpisanego z Watykanem konkordatu, którego warunki zresztą wcześniej osobiście w Rzymie negocjował. Powierzono mu także wdrożenie w życie ustawy jego autorstwa – o dwujęzycznych szkołach na Kresach – nazwanej Lex Grabski. Na terenach, gdzie występowały mniejszości narodowe, przewidziano tworzenie szkół z dwoma językami wykładowymi, polskim i ukraińskim (lub białoruskim), w zależności od regionu kraju.

Na stanowisku ministerialnym w rządzie Witosa zastał Grabskiego przewrót majowy, dokonany przez Piłsudskiego w 1926 roku. Po kilku dniach walk gabinet podał się do dymisji, co zakończyło jego aktywność na scenie politycznej. Jako zdecydowany przeciwnik Marszałka i sanacji w kolejnych wyborach do sejmu już nie kandydował. Nie odpowiadał mu także narastający nacjonalizm i wzrost nastrojów antyżydowskich we własnej partii. To wtedy także rozeszły się ostatecznie jego drogi z Romanem Dmowskim, który zaczął budować Obóz Wielkiej Polski. Grabski nie był zwolennikiem rządów autorytarnych ani tym bardziej nacjonalistycznych.

Od tego momentu poświęcał się pracy dydaktycznej na uniwersytecie we Lwowie oraz pisarstwu. Jego temperament publicystyczny kazał mu jednak zabierać głos na łamach prasy w ważnych dla kraju sprawach, krytykować otaczającą rzeczywistość oraz polemizować z przeciwnikami. W swojej wydanej w 1929 roku książce Państwo narodowe za najwłaściwszą formę ustroju państwa uznał parlamentaryzm demokratyczno-liberalny, wzorowany na krajach Europy Zachodniej i USA. Wierzył, że pomimo wielu lat zaborów oraz obcych rządów istnieje w społeczeństwie głęboki patriotyzm i wola działania na rzecz dobra wspólnego. Tak o tym pisał:

Więc siła duchowa narodu opiera się i na wysokim poziomie moralno-religijnego życia jednostek, i na ich cnotach rodzinnych, i na ich uczciwości i obowiązkowości zawodowej, i na ich sumienności organizacyjnej we wszystkich zbiorowych poczynaniach – a ponadto na szczególnych jeszcze cnotach narodowych [13].

W tym też czasie wydał 10-tomowy podręcznik, w którym stworzył własny, oryginalny system ekonomii społecznej. Było to monumentalne dzieło opisujące istniejące już w tej dziedzinie rozwiązania, a zarazem prezentujące nowe autorskie, głęboko przemyślane propozycje oparte na nauce Kościoła.

Wybuch drugiej wojny światowej zastał go we Lwowie. Wkrótce został aresztowany przez Sowietów i osadzony w obozie pracy. Po podpisaniu układu Sikorski–Majski Stanisława Grabskiego na mocy amnestii uwolniono i przewieziono do Moskwy, gdzie spotkał się z przedstawicielami rządu generała Władysława Sikorskiego. Pod koniec roku 1941 znalazł się w Londynie i szybko włączył w działalność polityczną. Przygotował memoriał dotyczący ustroju przyszłej Polski, który przedstawił premierowi. Z Sikorskim zbliżył się jeszcze przed wojną, kiedy to pozostawał w opozycji do rządów sanacji. Teraz, dzięki jego poparciu, został przewodniczącym Rady Narodowej, organu doradczego i opiniodawczego rządu emigracyjnego. Opowiadał się za zbliżeniem z Rosją Sowiecką, demokratyzacją kraju po wojnie, ale także akceptował utratę Kresów Wschodnich i przesunięcie granic Polski na zachód. Dlatego po śmierci generała Sikorskiego wspierał Stanisława Mikołajczyka – brał z nim udział w rozmowach ze Stalinem w Moskwie w 1944 roku. Po zakończeniu wojny wrócił do kraju i włączył się w prace Prezydium Krajowej Rady Narodowej, której został wiceprzewodniczącym. Ten nieformalny parlament, utworzony przez polskich komunistów, został na mocy zawartych porozumień poszerzony o przedstawicieli opozycji demokratycznej, m.in. Witosa i Grabskiego. Grabski objął stanowisko pełnomocnika rządu ds. repatriacji Polaków z Kresów, zabiegając o powrót również osób narodowości żydowskiej i ukraińskiej, głównie z lwowskiego środowiska naukowego. Pełnił także funkcję delegata Polski na konferencji w Poczdamie, gdzie wygłosił referat o prawach Polski do Ziem Zachodnich, przygotowany przez bratanka – Władysława Jana Grabskiego (wówczas radcę w Ministerstwie Administracji Publicznej ds. Ziem Odzyskanych).

Grabski wierzył, że walkę o przyszłą Polskę trzeba podjąć w kraju, nie na emigracji. Szybko okazało się to niemożliwe, a po sfałszowanych przez komunistów w 1947 roku wyborach parlamentarnych władza nie potrzebowała już poparcia przedstawicieli przedwojennych elit. Wrócił wówczas do pracy naukowej, obejmując Katedrę Ustrojów Społecznych na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Dwa lata później umarł.

Stanisław Grabski był wybitnym działaczem politycznym i społecznym. W swojej działalności przeszedł długą drogę. Zaczynał jako działacz partii socjalistycznej, potem narodowej, by pod koniec życia zbliżyć się do chadecji. Zawsze jednak na pierwszym miejscu stawiał niepodległość kraju. Mniej znany jest ze swoich dokonań społecznych oraz jako ekonomista. Pozostaje trochę w cieniu swojego młodszego brata, Władysława, dwukrotnego premiera w czasach II RP i twórcy polskiej reformy monetarnej.

Wojowniczka o polskość ZOFIA Z GRABSKICH KIRKOR-KIEDRONIOWA (1872–1952)

Była kobietą niezwykłą, wyprzedzającą swoje czasy. Poświęciła się pracy społecznej, którą wykonywała z ogromną pasją i zaangażowaniem.

Siostra Stanisława i Władysława, znanych polityków i naukowców, urodziła się w zamożnej katolickiej rodzinie ziemiańskiej. Miała dwóch mężów, prawosławnego i luteranina, obu spoza swojej sfery. Choć los nie szczędził jej tragicznych doświadczeń, potrafiła stworzyć szczęśliwą rodzinę i z wielkim oddaniem działać na rzecz potrzebujących.

Zofia Grabska ukończyła pensję dla panien w Warszawie i otrzymała uprawnienia do pracy jako nauczycielka. Było to typowe wykształcenie kobiet wywodzących się ze sfer zamożnego ziemiaństwa. W trakcie nauki zetknęła się, podobnie jak jej bracia, z ideologią socjalistyczną, bardzo wówczas popularną wśród młodzieży gimnazjalnej i akademickiej. Za przechowywanie bibuły została aresztowana i osadzona w Cytadeli, a potem przewieziona do Petersburga. Po kilku miesiącach dzięki zabiegom rodziny udało się załatwić jej zwolnienie za kaucją.

Mimo dużych zdolności nie mogła jednak kontynuować nauki, jako że w tym czasie w Królestwie Polskim nie dopuszczano jeszcze dziewcząt na uczelnie wyższe. Dlatego Grabska uczestniczyła w zajęciach Uniwersytetu Latającego, tajnych kursach samokształceniowych dla kobiet, organizowanych w latach 1882–1905. (W 1905 roku przekształcono je w działające jawnie Towarzystwo Kursów Naukowych). Była to namiastka wyższej uczelni – wykładano m.in. historię Polski, nauki społeczne, nauki matematyczno-przyrodnicze i pedagogikę. Zajęcia odbywały się w grupach kilkunastoosobowych, naprzemiennie w różnych prywatnych domach, stąd nazwa Uniwersytet Latający. Uczestniczki składały się po kilka rubli miesięcznie i te pieniądze stanowiły honoraria dla wykładowców, wśród których było wielu wybitnych uczonych. Warto wspomnieć, że na takie zajęcia kilka lat wcześniej uczęszczała także Maria Skłodowska. Kursy na przestrzeni kilkunastu lat wykształciły liczne pokolenia nauczycielek i działaczek społecznych. Jedną z nich została również Zofia Grabska. Część pieniędzy otrzymywanych z domu przekazywała na wsparcie „Robotnika”, nielegalnego pisma wydawanego w Warszawie przez Polską Partię Socjalistyczną.

Ponownie wpadła podczas jednej z demonstracji socjalistów w 1894 roku, których była aktywną uczestniczką. Tym razem jako recydywistkę skazano ją na trzy lata zesłania, które spędziła w Permie, mieście położonym u stóp Uralu, na granicy Europy i Azji. Tam też poznała Dymitra Kirkora, studenta medycyny z Warszawy, również osadzonego za działalność niepodległościową. Przebywał na zesłaniu wraz ze swoim starszym bratem Michałem oraz siostrą Heleną. Należeli oni do tzw. Kilińszczaków, tajnej organizacji zrzeszającej środowiska robotnicze i rzemieślnicze, które za swego patrona wzięły Jana Kilińskiego, przywódcę z czasów insurekcji kościuszkowskiej. Zofia zakochała się, niestety bez wzajemności, jako że Dymitr traktował ją nie jak narzeczoną, ale jak koleżankę i towarzyszkę wspólnych wypraw w niewoli. Ten miłosny zawód przeżyła tak mocno, że próbowała się nawet zastrzelić. Zraniła się poważnie, ale po dłuższej pielęgnacji przez siostrę Halinę, która przyjechała do Permu, doszła do siebie.

Finał tej historii ostatecznie był jednak szczęśliwy. Znajomość z Dymitrem Kirkorem przerodziła się we wzajemną miłość i młodzi pobrali się w 1896 roku. Po powrocie z zesłania na Syberii zamieszkali w Krakowie, gdzie mąż kontynuował studia medyczne na UJ. Na świat przyszło dwóch synów: Witold i Staszek. Niestety, to małżeństwo nie trwało długo. Dymitr był chory na gruźlicę, którą próbował leczyć podczas częstych pobytów w Zakopanem. Bez efektów. Zmarł po czterech latach małżeństwa w 1900 roku. A dwa lata później (w 1902) na szkarlatynę umarł, w wieku sześciu lat, ich starszy syn Witold. Stanisław (1898–1983), prawnik i ekonomista, brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej oraz w III powstaniu śląskim. Po drugiej wojnie światowej pozostał na emigracji i pracował jako ekspert dla ONZ. Był także pisarzem i historykiem zajmującym się epoką napoleońską. Zmarł w Londynie.

Śmierć starszego syna była dla Zofii ciosem, po którym trudno było jej się podnieść. Ukojenia szukała w towarzystwie i hucznych zabawach. Poznała wówczas młodopolskiego malarza, z którym zaszła w ciążę i który ją wkrótce rzucił. Żeby oderwać się od takiego trybu życia i podreperować zdrowie, wyjechała w podróż po Europie, pozostawiwszy dziecko u dziadków. W Szwajcarii urodziła kolejnego syna, przeżyła załamanie nerwowe i popadła w depresję. Na ratunek pospieszyli bracia, którzy zaopiekowali się siostrą. Przywieźli ją do kraju i umieścili w sanatorium w Bystrej. Ta znajdująca się na terenie Beskidów miejscowość była wówczas znanym kurortem sanatoryjno-letniskowym.

Tam rozpoczął się nowy, znacznie lepszy okres w życiu Zofii Grabskiej. Podczas kuracji poznała inżyniera Józefa Kiedronia, który w beskidzkim uzdrowisku leczył arytmię serca. Wywodził się z biednej rodziny chłopskiej ze Śląska Cieszyńskiego, gdzie jego rodzice posiadali małe gospodarstwo rolne. Osierocony w młodym wieku, dzięki niezwykłej pracowitości i determinacji ukończył szkołę średnią w Cieszynie i Akademię Górniczą w Leoben w Austrii. Podczas nauki utrzymywał się z korepetycji i otrzymywanych zapomóg. Już wówczas zaangażował się w działalność polskich organizacji niepodległościowych, często wchodząc w konflikt z Czechami. Później został działaczem ruchu narodowego i oświatowego. Był dobrym organizatorem i wspierał różne polskie organizacje, jak np. Znicz, zrzeszający polskich górników studiujących w Austrii. Pracował jako inżynier w kopalni węgla w Dąbrowie na Zaolziu.

Kiedroń zakochał się w Zofii z wzajemnością. Nie przeszkadzało mu ani to, że jest samotną matką, ani że jest od niego o siedem lat starsza. Uczucie było gwałtowne. Po szybkich oświadczynach młody inżynier został przyjęty. W 1905 roku odbył się ślub i małżonkowie wyjechali do Dąbrowy na terenie Śląska Cieszyńskiego, gdzie Kiedroń mieszkał. Byli zgodnym i kochającym się małżeństwem. Żona nazywała męża zdrobniale Tatusik. Razem wychowywali syna Zofii z poprzedniego małżeństwa i dwóch synów wspólnych.

Połączyła ich prawdziwa miłość i pasja społecznikowska, chociaż początki wspólnego życia nie były dla Zofii łatwe. Musiała zamieszkać w malutkiej miejscowości w zupełnie nieznanym i obcym dla siebie środowisku. Jak później wspominała:

Coraz częściej zaczęłam pragnąć dobra. A wiedziałam, że na drodze ku niemu lepszego przewodnika jak Kiedroń nie znajdę. (…) poznałam ciebie jako arcydobrego, wyrozumiałego [14].

Mówiąc o mężu, zawsze podkreślała jego dobroć i dodawała, że taki pozostał przez całe życie. To właśnie pod jego wpływem Zofia odkryła w sobie pasję do działalności społecznej. Nigdy zresztą nie była „kobietą domową”, raczej typem działaczki. Nigdy nie zajmowała się gotowaniem, szyciem, kobiece czynności jej nie pociągały. Wyróżniała się urodą [15]. Popierała zaangażowanie męża w pracę na rzecz innych i przyłączała się do niej.

Józef zawsze marzył, byśmy się kiedyś we dwoje wzięli do pracy tu, (…) byśmy od Dąbrowy zaczęli, dając innym przykład, co robić należy, by lud materialnie i moralnie podnieść [16].

Teraz mogli te marzenia realizować wspólnie. Razem doprowadzili do otwarcia w ich miejscowości polskiej szkoły.

Na aktywność młodego inżyniera niechętnie patrzyli zarówno jego niemieccy przełożeni, jak i czescy sąsiedzi, wśród których narastał nacjonalizm i którzy uważali tę część Śląska za czeski. Toteż niebawem Józef Kiedroń stracił etat w kopalni, mimo że był dobrym inżynierem. Rodzina musiała się przeprowadzić do Morawskiej Ostrawy, gdzie mąż Zofii dostał pracę. Tam małżonkowie kontynuowali działalność społeczną. Doprowadzili do otwarcia kilku polskich szkół oraz gimnazjum realnego w Orłowej. Dotychczas na tym terenie była tylko jedna taka placówka, w Cieszynie, co było dalece niewystarczające, biorąc pod uwagę liczbę polskiej młodzieży. Kiedroń był także jednym ze współzałożycieli polskiej gazety, „Dziennika Cieszyńskiego”, do którego pisał artykuły. Aby zdobyć fundusze na swoją działalność, oboje wygłaszali przemówienia, przekonywali, jeździli do Krakowa, a Zofia wykorzystywała również swoje znajomości rodzinne i w sferach ziemiańskich. W pełni oddała się sprawie, towarzysząc mężowi we wszystkich przedsięwzięciach.

Ten okres był najszczęśliwszy w ich życiu. Tworzyli zgodną rodzinę i realizowali swoje pasje ku zadowoleniu nie tylko własnemu, ale także całej polskiej społeczności. Kiedroń był doceniany i szybko awansował, wkrótce został dyrektorem w kopalni, co zapewniało najbliższym stabilizację materialną.

Niestety, niedługo wybuchła wojna, a wraz z nią nadszedł burzliwy czas przełomu, kiedy ważyły się dalsze losy przynależności państwowej Zaolzia. Był to teren sporny, do którego rościły pretensje i Polska, i Czechy. Kiedroń, będąc członkiem Ligi Narodowej, zainicjował w 1918 roku powstanie Rady Narodowej Śląska Cieszyńskiego i opracował projekt aneksji Księstwa Cieszyńskiego do Polski. Zofia weszła w skład Rady i była jej aktywnym członkiem. Razem przygotowali odezwę do ludności polskiej o przyłączenie tego regionu do Polski, którą Rada uchwaliła 29 października 1918 roku.

Zgodnie z decyzją państw sprzymierzonych o przynależności państwowej terytoriów spornych miały decydować plebiscyty ludności. Ponieważ na Śląsku Cieszyńskim przewaga żywiołu polskiego była bardzo wyraźna, sprawa wydawała się oczywista. Czesi jednak nie zamierzali przestrzegać podpisanej z Polską w listopadzie 1918 roku umowy granicznej. Wykorzystali zaangażowanie naszej armii w wojnie na wschodzie z bolszewikami i w styczniu roku 1919 wkroczyli na Zaolzie. Jest to fakt bardzo mało znany, w przeciwieństwie do zajęcia tego terenu przez nasz kraj w roku 1938, co było tylko konsekwencją złamania zawartych dwadzieścia lat wcześniej porozumień. Zarówno wojska czeskie, jak i miejscowi Czesi zachowywali się bardzo brutalnie, chcąc doprowadzić do wysiedlenia Polaków, by zmienić niekorzystną dla siebie strukturę ludności. Stosowali przemoc, zastraszali i zamykali swoich oponentów.

Kiedroniowie, jako znani działacze niepodległościowi, zostali wówczas wraz z najstarszym synem aresztowani i przez całą zimę przetrzymywano ich w obozie w Morawskiej Trzebowie. Warunki panujące w nieogrzewanym baraku były bardzo trudne. Jedynie dzięki interwencji brata Zofii (Stanisława) u prezydenta Czechosłowacji zwolniono ich, ale do domu nie mogli powrócić. Musieli zamieszkać w hotelu w Cieszynie. Podczas przygotowań do plebiscytu, które miały miejsce jesienią roku 1919, rodzina była ciągle szykanowana przez władze czeskie. Pobity został ich syn Janek i włamywano się do ich domu. Zatrzymywano także Zofię.

W roku 1920 Józef Kiedroń został pełnomocnikiem rządu polskiego do spraw plebiscytu na spornym terytorium. Kiedy ponownie pojawił się na Zaolziu, został znów aresztowany i ciężko pobity przez bojówki nacjonalistów czeskich. Znalazł się w szpitalu. Zofia w obawie o życie rodziny wyjechała więc do Polski i wkrótce ściągnęła także męża, co prawdopodobnie ocaliło mu życie. Sprawa pobicia Kiedronia znalazła się na forum polskiego sejmu, do którego wpłynął poselski wniosek o zerwanie z tego powodu stosunków dyplomatycznych z Czechosłowacją. Prac nad nim nie podjęto jednak z powodu wojny polsko-bolszewickiej. W kwestii granic Kiedroń próbował jeszcze interweniować u premiera Ignacego Paderewskiego, w związku z tym pojechał także na pertraktacje pokojowe do Paryża. Sprawa była jednak przegrana, Zaolzie zostało stracone. Czesi działali metodą faktów dokonanych, nie respektując wcześniejszych decyzji w tym zakresie.

Ze względu na swoje zaangażowanie Kiedroniowie nie mogli wrócić na Śląsk Cieszyński, zamieszkali więc w Warszawie. Mąż Zofii, wykorzystując swoje inżynieryjne doświadczenie, kierował budową fortyfikacji wokół stolicy w 1920 roku, w obronie przed zbliżającymi się bolszewikami. Potem współpracował z Wojciechem Korfantym w organizacji plebiscytu na Górnym Śląsku. W powstaniu śląskim jako ochotnik walczył syn Kiedroniów Janek. Już po zakończeniu walk zmarł w cieszyńskim szpitalu na zapalenie mózgu. Rodzina zdecydowała się osiąść na stałe w stolicy, gdzie Józef Kiedroń dostał posadę dyrektora Departamentu do spraw Śląskich w Ministerstwie Przemysłu i Handlu. Wkrótce został ministrem tego resortu. To za jego kadencji podpisano umowę z konsorcjum francusko-polskim w sprawie budowy portu w Gdyni i to właśnie wówczas rozpoczęła się cała ta inwestycja. Wcześniej bardzo o nią zabiegał, przekonując decydentów o konieczności stworzenia niezależnego od Gdańska okna na świat. Był inżynier Kiedroń pierwszym ministrem Polski, który rozwarł drogę naszą na szerokie horyzonty. Dzięki jego zabiegom doszła do skutku umowa, (…) za jego też przyczynieniem (…) około stworzenia polskiej floty handlowej – pisała „Gazeta Poranna” z 17 maja 1925 roku.

Mieszkając w stolicy, Zofia i Józef Kiedroniowie nie zerwali jednak kontaktów ze Śląskiem, angażowali się w pomoc polskim uchodźcom z Zaolzia. Oboje bowiem wierzyli, że dojdzie do włączenia tej ziemi w granice Polski.

Ponieważ w czasie, kiedy Kiedroń był ministrem, premierem był jego szwagier, Władysław Grabski, a ministrem wyznań religijnych i oświecenia publicznego drugi szwagier, Stanisław Grabski, mówiło się, że Kiedroniowa rządzi Polską. O nominacjach decydowały jednak względy merytoryczne, a nie rodzinny nepotyzm. Władysław Grabski cieszył się dużym autorytetem, zarówno jako fachowiec, jak i osoba bardzo oddana sprawom Polski, i nigdy nie spotkał się z zarzutem, że zatrudniał członków rodziny. Zofia na co dzień nie wtrącała się do polityki, prowadziła dom otwarty dla licznych znajomych i przyjaciół, także ze sfer politycznych.

W roku 1925 Józef Kiedroń podał się do dymisji i wraz z rodziną wrócił na Śląsk. Tam była jego mała ojczyzna po utracie Zaolzia i tam chciał żyć i pracować. W Siemianowicach Śląskich został prezesem spółki Królewska Huta i Laura. W tym też czasie kupił na Pomorzu nieduży majątek Kowrózki. Zamierzał osiąść w nim z żoną po przejściu na emeryturę. Planował, że gospodarstwo będzie prowadził ich syn Władek, który ukończył Wyższą Szkołę Gospodarowania Wiejskiego w Cieszynie. Niestety nie doczekał tego. Po długiej chorobie zmarł, mając 53 lata, w 1932 roku.

Jego pogrzeb zgromadził tłumy i stał się wielką manifestacją patriotyczną. Nad grobem przemawiał przyjaciel i sąsiad z Dąbrowy, polski poseł do parlamentu czeskiego dr Jan Buzek, który wspominając zmarłego, powiedział m.in.: nie było na Śląsku żadnego poczynania na polu narodowym, gdziebyś Ty nie dokładał swej pracowitej dłoni.

Po śmierci męża Zofia kontynuowała działalność społeczną, założyła także fundację jego imienia, która przyznawała stypendia dla młodzieży pochodzącej ze Śląska Cieszyńskiego. Sama zamieszkała wraz z synem w Kowrózkach, gdzie pisała pamiętniki. Po drugiej wojnie światowej folwark został znacjonalizowany przez komunistyczne władze, a ich właściciele wyrzuceni. Zofia z Grabskich Kiedroniowa, dzięki wstawiennictwu brata Stanisława, przeniosła się wówczas do Borowa pod Łowiczem. Wprawdzie majątek ten także rodzinie odebrano, ale Zofia uzyskała zgodę na dożywotnie zamieszkanie tam w charakterze rezydentki. Tam też odtworzyła swoje – zniszczone podczas powstania warszawskiego – pamiętniki, które wydane zostały dzięki staraniom rodziny w latach 80. XX wieku. Wspomnieniaskładają się z trzech części i stanowią doskonałe źródło wiedzy dla wszystkich interesujących się historią Polski przełomu XIX i XX wieku. Pierwsza ich część dotyczy lat dziecięcych i młodzieńczych autorki, część druga, zatytułowana Ziemia mojego męża, traktuje o Zaolziu, ostatnia natomiast opisuje wspólną działalność małżonków w latach 1922–1932 oraz zawiera wspomnienia z powstania warszawskiego, w którym autorka wzięła udział. Pod koniec życia napisała także pracę O materializmie dialektycznym, wykazującą miałkość intelektualną marksizmu.

Pamięć o działalności małżeństwa Kiedroniów jest na Śląsku Cieszyńskim wciąż żywa. W 2010 roku odsłonięto w Cieszynie tablicę poświęconą ich dokonaniom. Na tamtejszym wzgórzu zamkowym znajduje się Uliczka Kobiet Cieszyńskich. Jedną z upamiętnionych tam kobiet jest Zofia Kirkor-Kiedroniowa. Zaolzie stało się dla niej drugą ojczyzną, którą pokochała i gdzie spędziła najpiękniejsze chwile swojego życia. Oddała mu nie tylko serce, ale także poświęciła mu wiele pracy i zaangażowania.

Twórca polskiej złotówki WŁADYSŁAW DOMINIK GRABSKI (1874–1938)

Wybitny działacz polityczny i niepodległościowy, profesor ekonomii, kilkukrotny minister skarbu, dwukrotnie sprawował funkcję premiera II RP, autor reformy walutowej i twórca polskiej złotówki.

W swojej aktywności politycznej przeszedł drogę od socjalizmu w stronę solidaryzmu narodowego i myśli narodowej. Najbardziej zapamiętany został jako ojciec polskiego złotego. Zaplanowana i wdrożona przez niego reforma monetarna pozwoliła bowiem okiełznać powojenną inflację i wprowadzić stabilną walutę niepodległego państwa. Był to niezbędny czynnik umożliwiający rozwój kraju. Złoty, pomimo pewnych zawirowań, utrzymał swój kurs do końca II Rzeczpospolitej.

Władysław Grabski urodził się w rodzinnym majątku Borów pod Łowiczem. Zwyczajem ziemiańskim początkową edukację odebrał w domu, po czym zapisano go do Gimnazjum Filologicznego w Warszawie. Tam zaangażował się w działalność niepodległościową, biorąc udział w kółkach samokształceniowych. Ta nielegalna, ale niezwykle popularna pod koniec XIX wieku forma edukacji zrzeszała patriotyczną młodzież, która poznawała historię Polski oraz najnowsze trendy polityczne. Jako wolny słuchacz uczęszczał na wykłady wybitnych profesorów: Ludwika Krzywickiego i Edwarda Abramowskiego. To właśnie wówczas młody Grabski zetknął się z ideą socjalistyczną, bardzo popularną wśród polskiej inteligencji. Jego związki z socjalizmem, w przeciwieństwie do starszego brata Stanisława i siostry Zofii, były jednak krótkie i dość powierzchowne. Już jako student zainteresował się bowiem ruchem narodowym, któremu poświęcił większość życia.

Od roku 1892 przebywał we Francji, gdzie kontynuował naukę. Studiował równolegle dwa kierunki: w École Libre de Science Politique (Szkole Nauk Politycznych) w Paryżu ukończył studia w zakresie finansów, prawa, ekonomii politycznej i historii najnowszej, na Sorbonie zaś – historię. Pracę dyplomową napisał na temat sądu sejmowego 1828 roku w Królestwie Polskim. Był dobrym studentem, czego wyrazem było przyznanie mu odznaczenia honorowego.

W przyszłości miał objąć ojcowski majątek. Aby zdobyć odpowiednie umiejętności w tym zakresie, najpierw odbył roczną praktykę rolną, a następnie wyjechał do Niemiec, gdzie na uniwersytecie w Halle studiował rolnictwo. Jeszcze podczas studiów opublikował kilka artykułów poświęconych sprawom rolniczym na terenie Francji i Niemiec. Gdy w roku 1897 umarł jego ojciec, Feliks, oznaczało to konieczność powrotu do kraju. Borów – duży, dobrze prowadzony majątek – leżał na ziemi łowickiej, nieopodal rzeki Bzury. Ojciec Władysława nabył go w połowie XIX wieku. Oprócz tego dzierżawił położony nieopodal folwark Gosławice. Feliks Grabski był nie tylko znakomitym gospodarzem, ale także znanym społecznikiem i światłym obywatelem. W swoich dobrach zniósł pańszczyznę w 1859 roku, a więc jeszcze przed przymusowym uwłaszczeniem przeprowadzonym w roku 1864. Dwór w Borowie szczęśliwie przetrwał do naszych czasów.

Władysław przejął po