Wydawca: Wydawnictwo Albatros Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 1303 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Słup ognia - ken Follett

DŁUGO WYCZEKIWANA KONTYNUACJA NAJPOPULARNIEJSZEJ SAGI HISTORYCZNEJ KENA FOLLETTA OBEJMUJĄCEJ POWIEŚCI FILARY ZIEMI I ŚWIAT BEZ KOŃCA

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia 1557 roku. Młody Ned Willard wraca do rodzinnego domu stojącego w cieniu katedry Kingsbridge. Ani on, ani mieszkańcy miasta jeszcze nie wiedzą, że rok 1558 wywróci do góry nogami nie tylko ich życie, lecz także losy wszystkich Europejczyków, przynosząc zupełnie nową epokę w dziejach świata.

Książka podejmująca temat, w którym Follett czuje się najlepiej – szpiegostwa i działalności tajnych agentów. Tym razem w szesnastowiecznej Anglii za panowania królowej Elżbiety I!

Opinie o ebooku Słup ognia - ken Follett

Fragment ebooka Słup ognia - ken Follett

O książce

Boże Narodzenie 1558. Młody Ned Willard po rocznej nieobecności wraca do domu w Kingsbridge i odkrywa, że wszystko poza majestatycznie górującą nad miastem katedrą się zmieniło. Jego ukochana Margery ma zostać wydana za mąż, a na rynku miasta znów zapłoną stosy. Zresztą obłęd krwawych prześladowań na tle religijnym ogarnia już całą Europę - od Edynburga, przez Sewillę, Antwerpię i Genewę, aż po Paryż.

Ned Willard, wciąż zakochany w należącej do wrogiego mu obozu Margery, ufa nowej królowej, Elżbiecie, która przed objęciem tronu obiecała, że za jej panowania nikt nie zginie z powodu swoich przekonań. I służy jej z oddaniem, wykonując tajne misje w różnych miejscach Europy.

Niestety, ludzi takich jak on, wierzących w tolerancję i możliwość kompromisu między katolikami i protestantami, czeka walka na śmierć i życie z tymi, dla których starcie tych dwóch religii staje się okazją do zdobycia wpływów. Bo tak naprawdę nie chodzi o wyznanie, lecz o władzę.

Ken Follett

Brytyjski pisarz, urodzony w Walii w 1949 r. Światową sławę przyniosła mu wydana w 1978 r. Igła. Kolejne tytuły, m.in. Trzeci bliźniak, Zabójcza pamięć, Zamieć, Upadek gigantów, Zima świata oraz Krawędź wieczności, utrwaliły jego pozycję jako autora bestsellerów. Choć książki odwołujące się do wydarzeń z okresu II wojny światowej dominują w jego twórczości, za swoje najważniejsze dzieło autor nadal uważa sagę Filary Ziemi – owoc jego zainteresowania średniowieczem. Na podstawie powieści Folletta nakręcono wiele filmów oraz seriali, m.in. Igłę, Klucz do Rebeki, Na skrzydłach orłów i Filary Ziemi.

www.ken-follett.com

Tego autora

Powieści historyczneUCIEKINIERNIEBEZPIECZNA FORTUNACZŁOWIEK Z SANKT PETERSBURGAFilary ZiemiFILARY ZIEMIŚWIAT BEZ KOŃCASŁUP OGNIAStulecieUPADEK GIGANTÓWZIMA ŚWIATAKRAWĘDŹ WIECZNOŚCIThrillery wojenneIGŁAKRYPTONIM KAWKILOT ĆMYKLUCZ DO REBEKINOC NAD OCEANEMThrilleryMŁOT EDENUZABÓJCZA PAMIĘĆTRÓJKAZAMIEĆSKANDAL Z MODIGLIANIMTRZECI BLIŹNIAKLWY PANSZIRUPAPIEROWE PIENIĄDZELiteratura faktuNA SKRZYDŁACH ORŁÓW

Tytuł oryginału:

A COLUMN OF FIRE

Copyright © Ken Follett 2017

All rights reserved

Polish edition copyright © Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o. 2017

Polish translation copyright © Anna Dobrzańska & Janusz Ochab 2017

Redakcja: Marta Gral

Zdjęcia na okładce: iurii/Shutterstock, steveball/Shutterstock

Projekt graficzny okładki: Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o.

ISBN 978-83-6578-180-2

WydawcaWYDAWNICTWO ALBATROS SP. Z O.O.(dawniej Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz s.c.)Hlonda 2a/25, 02-972 Warszawawww.wydawnictwoalbatros.comFacebook.com/WydawnictwoAlbatros | Instagram.com/wydawnictwoalbatros

Niniejszy produkt jest objęty ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że publiczne udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych – jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

Przygotowanie wydania elektronicznego: Michał Nakoneczny, 88em.eu

Dla Emanuele:49 lat słońca

A Pan szedł przed nimi w dzień jako słup obłoku, by ich prowadzić drogą, w nocy zaś jako słup ognia, aby im świecić, żeby mogli iść we dnie i w nocy.

Księga Wyjścia 13, 21, Biblia Tysiąclecia

GŁÓWNE POSTACIE

Mam nadzieję, że ten spis postaci nie będzie potrzebny. Za każdym razem, gdy przyszło mi do głowy, że moglibyście zapomnieć, kim dana osoba jest, starałem się o tym subtelnie przypomnieć. Wiem jednak, że kiedy czasami czytelnicy odkładają książkę i nie wracają do niej przez tydzień albo dłużej – mnie również się to zdarza – mają prawo czegoś nie pamiętać. Oto więc spis postaci, które pojawiają się na kartach powieści więcej niż jeden raz. Tak na wszelki wypadek…

ANGLIA

Willardowie

Ned Willard

Barney, jego brat

Alice, ich matka

Malcolm Fife, stajenny

Janet Fife, gospodyni

Eileen Fife, córka Malcolma i Janet

Fitzgeraldowie

Margery Fitzgerald

Rollo, jej brat

Sir Reginald, ich ojciec

Lady Jane, ich matka

Naomi, pokojówka

Siostra Joan, stryjeczna babka Margery

Shiringowie

Bart, wicehrabia Shiring

Swithin, jego ojciec, hrabia Shiring

Sal Brendon, gospodyni

Purytanie

Philbert Cobley, właściciel statku

Dan Cobley, jego syn

Ruth Cobley, córka Philberta

Donal Gloster, sekretarz

Ojciec Jeremiah, pastor w kościele Świętego Jana w Loversfield

Wdowa Pollard

Pozostałe postacie

Brat Murdo, wędrowny kaznodzieja

Susannah, hrabina Brecknock, przyjaciółka Margery i Neda

Jonas Bacon, kapitan Jastrzębia

Jonathan Greenland, pierwszy oficer na Jastrzębiu

Stephen Lincoln, ksiądz

Rodney Tilbury, sędzia

Postacie historyczne

Maria Tudor, królowa Anglii

Elżbieta Tudor, jej siostra przyrodnia, późniejsza królowa

Sir William Cecil, doradca Elżbiety

Robert Cecil, syn Williama

William Allen, przywódca wygnanych angielskich katolików

Sir Francis Walsingham, szef siatki szpiegowskiej

FRANCJA

Palotowie

Sylvie Palot

Isabelle Palot, jej matka

Giles Palot, ojciec Sylvie

Pozostałe postacie

Pierre Aumande

Wicehrabia Villeneuve, kolega Pierre’a ze studiów

Ojciec Moineau, nauczyciel Pierre’a

Nath, pokojówka Pierre’a

Guillaume z Genewy, wędrowny pastor

Louise, markiza Nîmes

Luc Mauriac, makler frachtujący

Afrodyta Beaulieu, córka hrabiego Beaulieu

René Duboeuf, krawiec

Françoise Duboeuf, jego młoda żona

Markiz de Lagny, protestancki arystokrata

Bernard Housse, młody dworzanin

Alison McKay, dama dworu Marii królowej Szkotów

Fikcyjne postacie domu Gwizjuszów

Gaston Le Pin, dowódca straży przybocznej Gwizjuszów

Brocard i Rasteau, dwóch ludzi Gastona

Véronique

Odette, pokojówka Véronique

Georges Biron, szpieg

Postacie historyczne: rodzina Gwizjuszów

Franciszek, książę Gwizjusz (Człowiek z Blizną)

Henryk, syn Franciszka

Karol, kardynał Lotaryngii

Postacie historyczne: Burbonowie i ich sojusznicy

Antoni, król Nawarry

Henryk, syn Antoniego

Ludwik, książę Condé

Gaspard de Coligny, admirał Francji

Inne postacie historyczne

Henryk II, król Francji

Katarzyna Medycejska, królowa Francji

Dzieci Henryka i Katarzyny:

Franciszek II, król Francji

Karol IX, król Francji

Henryk III, król Francji

Małgorzata (Margot), królowa Nawarry

Maria Stuart, królowa Szkotów

Charles de Louviers, zabójca

SZKOCJA

Postacie historyczne

James Stuart, nieślubny brat przyrodni Marii, królowej Szkotów

Jakub Stuart, syn Marii, królowej Szkotów, później król Szkocji Jakub VI i król Anglii Jakub I

HISZPANIA

Cruzowie

Carlos Cruz

Cioteczka Betsy

Ruizowie

Jeronima

Pedro, jej ojciec

Pozostałe postacie

Archidiakon Romero

Ojciec Alonso, inkwizytor

Kapitan „Żelazna Ręka” Gómez

Niderlandy

Wolmanowie

Jan Wolman, kuzyn Edmunda Willarda

Imke, jego córka

Willemsenowie

Albert

Betje, żona Alberta

Drike, ich córka

Evi, owdowiała siostra Alberta

Matthus, syn Evi

Pozostałe narodowości

Ebrima Dabo, niewolnik pochodzący z ludu Mandinka

Bella, producentka rumu z Hispanioli

Prolog

Powiesiliśmy go przed katedrą w Kingsbridge, gdzie zwykle odbywają się egzekucje. Przecież jeśli nie można zabić człowieka przed obliczem Boga, prawdopodobnie w ogóle nie powinno się go zabijać.

Szeryf wyprowadził go z więzienia pod ratuszem. Szedł wyprostowany, z rękami związanymi na plecach, a jego blada twarz była wyzywająca i nieustraszona.

Tłum szydził z niego i złorzeczył mu. On jednak zdawał się nie widzieć rozjuszonej tłuszczy. Ale mnie zobaczył. Nasze spojrzenia się spotkały i była w nich cała wieczność.

To ja byłem odpowiedzialny za jego śmierć, a on dobrze o tym wiedział.

Tropiłem go od dziesiątków lat. Był zamachowcem, który – gdybym go nie powstrzymał – w jednym krwawym akcie bestialstwa zabiłby połowę ludzi dzierżących władzę w tym kraju, łącznie z niemal całą rodziną królewską.

Poświęciłem życie, tropiąc podobnych mu potencjalnych morderców, z których wielu zostało straconych. Nie wszystkich powieszono; niektórzy zostali rozerwani końmi, innych poćwiartowano. Najokrutniejszą śmierć zarezerwowano dla najgorszych przestępców.

Tak, robiłem to wielokrotnie: patrzyłem, jak umiera człowiek, i wiedziałem, że to właśnie ja sprowadziłem na niego tę sprawiedliwą, choć straszną karę. Robiłem to dla mojego ukochanego kraju; dla władcy, któremu służę, i z jeszcze jednego powodu – z przekonania, że każdy może sam decydować, jaką wyznaje religię.

Był ostatnim z wielu mężczyzn, których posłałem do piekła, ale jego widok sprawił, że pomyślałem o pierwszym z nich…

CZĘŚĆ PIERWSZA1558

ROZDZIAŁ 1

I

Ned Willard przybył do Kingsbridge podczas zamieci.

Płynął w górę rzeki z portu Combe w kajucie barki załadowanej belami tkanin z Antwerpii i winem z Bordeaux. Zorientowawszy się, że barka zbliża się do Kingsbridge, otulił się szczelniej peleryną, naciągnął kaptur, wyszedł na pokład i spojrzał przed siebie.

Z początku był rozczarowany: widział jedynie sypiący śnieg. Jednakże tęsknota za widokiem miasta była wręcz bolesna, więc z nadzieją wpatrywał się w śnieżną zadymkę. Po chwili jego życzenie zostało spełnione, a śnieżyca osłabła. Zdumiony dostrzegł skrawek błękitnego nieba. Wytężając wzrok, spojrzał ponad czubkami drzew i ujrzał wieżę katedry – wysoką na czterysta pięć stóp, o czym wiedział każdy uczeń szkoły w Kingsbridge. Skrzydła kamiennego anioła, który obserwował miasto ze szczytu iglicy, przykryła warstewka śniegu, zmieniając kolor piór z gołębiego na śnieżnobiały. Gdy tak patrzył, promień słońca oświetlił posąg i odbił się od śniegu niczym błogosławieństwo, a chwilę potem świat zniknął w tumanach białego puchu.

Przez moment nie widział niczego poza drzewami, wyobraźnia podsuwała mu jednak rozmaite obrazy. Wkrótce spotka się z matką, której nie widział od roku. Nie powie jej, jak bardzo tęsknił, albowiem mężczyzna w wieku osiemnastu lat winien być niezależny i samowystarczalny.

Przede wszystkim jednak tęsknił za Margery. Zakochał się w niej w najmniej odpowiednim czasie, kilka tygodni przed wyjazdem z Kingsbridge i rocznym pobytem w Calais, rządzonym przez Anglików porcie na północnym wybrzeżu Francji. Od dziecka znał i lubił psotną i inteligentną córkę sir Reginalda Fitzgeralda. Kiedy dorosła, jej figlarność nabrała nowego uroku. Ned wypatrywał jej w kościele, a gdy ją zauważył, zasychało mu w ustach i zaczynał płytko oddychać. Nie odważył się pierwszy wykonać żadnego kroku, bo Margery była trzy lata młodsza; ona jednak nie miała takich zahamowań. Całowali się na cmentarzu w Kingsbridge, ukryci za imponujących rozmiarów grobowcem przeora Philipa, mnicha, który cztery wieki temu zlecił wybudowanie katedry. W ich długim, namiętnym pocałunku nie było nic dziecinnego, ale po wszystkim Margery roześmiała się i uciekła.

Następnego dnia znów go pocałowała. A w przeddzień jego wyjazdu do Francji wyznali sobie miłość.

Przez pierwsze tygodnie pisywali do siebie listy. Nie powiedzieli rodzicom o swoich uczuciach – było na to zbyt wcześnie – więc nie mogli pisać o nich otwarcie, ale Ned zwierzył się starszemu bratu, Barneyowi, i ten stał się ich pośrednikiem. Niestety, Barney opuścił Kingsbridge i wyjechał do Sewilli. Margery wprawdzie też miała starszego brata, Rollo, lecz nie ufała mu tak, jak Ned Barneyowi, zatem listy przestały docierać do Neda.

Brak wieści nie wpłynął jednak na jego uczucia. Ned wiedział, co ludzie mówią o młodzieńczej miłości, i przyglądał się sobie, czekając, aż jego uczucia względem Margery się zmienią, ale tak się nie stało. Po kilku tygodniach w Calais jego kuzynka Thérèse dała mu jasno do zrozumienia, że go uwielbia i jest gotowa zrobić właściwie wszystko, żeby to udowodnić. Lecz Ned nie dał się skusić. Zaskoczyło go to, zwłaszcza że nigdy dotąd nie miał okazji pocałować ślicznej dziewczyny z dużymi piersiami.

Odtrąciwszy Thérèse, utwierdził się w przekonaniu, że mimo rozłąki jego uczucia do Margery się nie zmienią, i zadawał sobie pytanie, co zrobi, gdy ją zobaczy. Czy będzie tą samą dziewczyną, którą zachował w pamięci?

Rok to długo dla czternastolatki, nawet jeśli Margery miała teraz piętnaście lat. Być może jej uczucia osłabły po tym, jak przestała dostawać listy. Może całowała się z kimś innym za grobowcem przeora Philipa. Ned byłby okropnie rozczarowany, gdyby się okazało, że stał się jej obojętny. A nawet jeśli wciąż go kochała, to czy nadal był tym samym Nedem, którego zapamiętała?

Śnieżyca ustała i zobaczył, że barka przepływa przez zachodnie przedmieścia Kingsbridge. Na obu brzegach mieściły się warsztaty, które zużywały mnóstwo wody: farbiarnie, zakłady folusznicze, papiernicze i rzeźnie. Ponieważ w okolicy cuchnęło, czynsze były tu niskie.

Nieco dalej jego oczom ukazała się Wyspa Trędowatych. Jej nazwa pochodziła z dawnych czasów; od wieków nie było tam żadnego trędowatego. Na skraju wyspy znajdował się szpital siostry Caris, założony przez zakonnicę, która ocaliła miasto podczas zarazy czarnej śmierci. Gdy barka podpłynęła bliżej, zobaczył wyłaniające się zza szpitala pełne gracji bliźniacze łuki mostu Merthina, który od północy i południa łączył wyspę z lądem. Historia miłosna Caris i Merthina była jedną z miejscowych legend przekazywanych z pokolenia na pokolenie w zimowe wieczory przy kominkach.

Barka wpłynęła do przystani przy zatłoczonym nabrzeżu. Na pierwszy rzut oka miasto wyglądało tak jak przed rokiem. Ned podejrzewał, że miejsca takie jak Kingsbridge niewiele się zmieniają. Katedry, mosty i szpitale – oto budowle, które miały przetrwać.

Z torbą przerzuconą przez ramię czekał, aż kapitan poda mu jedyny bagaż: mały, drewniany kufer zawierający ubrania, dwa pistolety i trochę książek. Dźwignął go, pożegnał się i zszedł na nabrzeże. Skierował się w stronę zbudowanego z kamienia nadbrzeżnego magazynu, w którym mieściła się siedziba firmy należącej do jego rodziny. Uszedł ledwie kilka kroków, gdy usłyszał znajomy głos z silnym szkockim akcentem:

– A niech mnie, jeśli to nie nasz Ned! Witaj w domu!

Na widok Janet Fife, gospodyni w domu jego rodziców, uśmiechnął się szeroko.

– Właśnie kupowałam ryby na obiad dla twojej matki – oznajmiła Janet. Była przeraźliwie chuda, ale uwielbiała karmić innych. – Też powinieneś coś zjeść. – Spojrzała na niego z uznaniem. – Zmieniłeś się. Zeszczuplałeś na twarzy, ale ramiona masz barczyste. Czy ciotka Blanche dobrze cię karmiła?

– Tak, ale wuj Dick kazał mi przerzucać łopatą kamienie.

– To nie jest zajęcie dla uczonego męża.

– Mnie nie przeszkadzało.

– Malcolmie, Malcolmie, patrz, kto tu jest!

Malcolm, mąż Janet i stajenny u Willardów, kuśtykając, ruszył w ich stronę; lata temu, kiedy był młody i niedoświadczony, został kopnięty przez konia.

– Stary Kasztan zdechł – oznajmił, serdecznie uścisnąwszy dłoń Neda.

– Był ulubionym koniem mojego brata. – Ned powstrzymał się od uśmiechu. Znał Malcolma i wiedział, że wieści o zwierzętach są dla stajennego ważniejsze niż te o ludziach. – A co u mojej matki?

– Dzięki Bogu, pani cieszy się dobrym zdrowiem – odparł Malcolm. – Podobnie jak twój brat, przynajmniej z tego, co ostatnio słyszeliśmy. Nie lubi pisać, a listy z Hiszpanii idą miesiąc albo nawet dwa. Pozwól, że wezmę twój bagaż, młody Nedzie.

Ned nie miał ochoty iść prosto do domu. Miał inny plan.

– Weźmiesz mój kufer? – zwrócił się do Malcolma. Na poczekaniu wymyślił wiarygodną historyjkę. – Powiedz, że poszedłem do katedry, by podziękować za bezpieczną podróż, i niebawem pojawię się w domu.

– Jak sobie życzysz.

Malcolm odszedł, utykając. Tymczasem Ned ruszył niespiesznie i cieszył oczy znajomym widokiem budynków, wśród których dorastał. Śnieg nadal prószył. Dachy były białe, ale ulice, pełne ludzi i wozów, tętniły życiem; pod stopami plaskało błoto. Minął okrytą złą sławą tawernę Biały Koń, gdzie w każdą sobotę dochodziło do bijatyk, i skierował się główną ulicą pod górę, na plac przed katedrą. Minąwszy pałac biskupa, na chwilę przystanął przed budynkiem szkoły. Przez wąskie, ostrołukowe okna widział półki z książkami. To tu nauczył się czytać i liczyć, tu odkrył, kiedy należy walczyć, a kiedy uciekać, jak to jest zostać wychłostanym brzozowymi witkami i nie uronić przy tym ani łzy.

W południowej części katedry znajdował się klasztor. Odkąd król Henryk VIII rozwiązał klasztory, opactwo w Kingsbridge popadało w ruinę – dach przeciekał, ściany kruszały, a roślinność pchała się do okien. Budynki należały teraz do burmistrza, ojca Margery, sir Reginalda Fitzgeralda, który zupełnie je zaniedbał.

Na szczęście sama katedra była w dobrym stanie, silna i strzelista jak zawsze – kamienny symbol tętniącego życiem miasta. Ned wszedł przez masywne zachodnie drzwi do nawy głównej. Podziękuje Bogu za bezpieczną podróż, a tym samym obróci kłamstwo, którym uraczył Malcolma, w prawdę.

Jak zwykle kościół był miejscem kultu i interesów: brat Murdo miał fiolki z najprawdziwszą ziemią z Palestyny, nieznajomy mężczyzna oferował za pensa gorące kamienie do rozgrzania rąk, a Puss Lovejoy, drżąca w czerwonej sukni, sprzedawała to co zawsze.

Ned zadarł głowę i spojrzał na żebrowane sklepienie, które przywodziło na myśl splecione ludzkie ramiona, wyciągające się ku niebu. Za każdym razem, gdy tu przychodził, myślał o mężczyznach i kobietach, którzy przyczynili się do powstania katedry. Niektóre nazwiska spisano w Księdze Timothy’ego, historii klasztoru, której uczono w szkole. Byli wśród nich: kamieniarz Tom Budowniczy i jego pasierb Jack, przeor Philip, Merthin Fitzgerald, który oprócz mostu zbudował wieżę główną, a także pracownicy kamieniołomu, murarze, stolarze i szklarze – zwykli ludzie, którzy dokonali niezwykłej rzeczy i stworzyli ponadczasowe piękno.

Ned na chwilę uklęknął przed ołtarzem. Bezpieczna podróż była czymś, za co należało podziękować. Nawet w trakcie krótkiej przeprawy z Francji do Anglii statki mogą zatonąć, a ludzie – pożegnać się z życiem.

Nie tracił jednak zbyt wiele czasu na modlitwy. Następnym przystankiem był dom Margery.

W północnej części placu przed katedrą, naprzeciw pałacu biskupa, znajdowała się karczma Bella, a tuż obok trwała budowa nowego domu. Ziemia należała do klasztoru, więc Ned domyślał się, że budowę zlecił ojciec Margery. Z oknami wykuszowymi i kilkoma kominami wyglądała imponująco; wkrótce będzie to największy dom w całym Kingsbridge.

Idąc w górę główną ulicą, dotarł do skrzyżowania dróg. Dom, w którym mieszkała Margery, stał na rogu, naprzeciw ratusza. Był to duży budynek o drewnianej konstrukcji i choć nie prezentował się tak okazale jak ten, który dopiero budowano, postawiono go na akrze najdroższej ziemi w mieście.

Ned zatrzymał się przed drzwiami. Od roku czekał na tę chwilę, a gdy nadeszła, ogarnął go niepokój.

Zapukał.

Otworzyła stara służącą Naomi i zaprosiła go do sieni. Znała Neda całe życie, ale sprawiała wrażenie zatroskanej, jak gdyby był podejrzanym nieznajomym, a gdy zapytał o Margery, odparła, że pójdzie i zobaczy.

Spojrzał na wiszący nad kominkiem obraz Chrystusa na krzyżu. W Kingsbridge dominowały dwa rodzaje płócien: jedne przedstawiały sceny biblijne, a drugie portrety arystokratów. Ned był zaskoczony, widząc w domach zamożnych Francuzów obrazy pogańskich bogów, takich jak Bachus czy Wenus, którzy zwykle znajdowali się w baśniowym lesie i nosili szaty wyglądające tak, jakby lada chwila miały zsunąć się na ziemię.

Tu było inaczej. Na ścianie naprzeciw obrazu wisiała mapa Kingsbridge. Nigdy nie widział czegoś podobnego i przyglądał się jej z zaciekawieniem. Na mapie widać było, że główne ulice biegnące z północy na południe i z zachodu na wschód dzielą miasto na cztery części. Katedra i były klasztor znajdowały się w południowo-wschodniej, a cuchnąca dzielnica przemysłowa w południowo-zachodniej. Oznaczono wszystkie kościoły i niektóre domy, w tym Fitzgeraldów i Willardów. Rzeka stanowiąca wschodnią granicę miasta skręcała, przypominając kształtem psią łapę. Niegdyś wyznaczała także południową granicę Kingsbridge, ale dzięki mostowi Merthina miasto rozbudowało się i na drugim brzegu powstały peryferia.

Ned pomyślał, że obrazy symbolizują rodziców Margery: jej ojciec, polityk, z pewnością zawiesiłby na ścianie mapę, podczas gdy matka, pobożna katoliczka – scenę ukrzyżowania.

Tymczasem do sieni weszła nie Margery, lecz jej brat Rollo – przystojny brunet, wyższy od Neda. Ci dwaj chodzili razem do szkoły, ale nie zostali przyjaciółmi. Cztery lata starszy Rollo był najbystrzejszym chłopcem w szkole i odpowiadał za młodszych uczniów, Ned nie widział w nim jednak wzoru do naśladowania i nie uznawał jego autorytetu. Do tego wkrótce okazało się, że jest co najmniej tak bystry jak Rollo, przez co dochodziło między nimi do kłótni i bójek, dopóki Rollo nie wyjechał do Kingsbridge College w Oksfordzie.

Teraz Ned starał się ukryć niechęć i rozdrażnienie.

– Widziałem plac budowy obok gospody Bella – zaczął uprzejmie. – Wasz ojciec buduje nowy dom?

– Tak. Ten jest już trochę staroświecki.

– Czyli interesy w Combe idą dobrze. – Sir Reginald był mytnikiem w porcie w Combe. Tę lukratywną posadę zapewniła mu Maria Tudor po tym, jak została królową, w nagrodę za jego poparcie.

– A więc wróciłeś z Calais? – zapytał Rollo. – Jak tam było?

– Wiele się nauczyłem. Mój ojciec zbudował tam przystań i magazyn, którym zarządza wuj Dick. – Ojciec Neda zmarł dziesięć lat temu i od tej pory to matka prowadziła interesy. – Przewozimy angielskie rudy żelaza, cynę i ołów z Combe do Calais, skąd trafiają do całej Europy. – Kontakty z Calais stanowiły fundament rodzinnej fortuny Willardów.

– Czy wojna nie wpłynęła na interesy? – Anglia znajdowała się w stanie wojny z Francją, nietrudno było jednak dostrzec, że troska Rollo jest udawana. Prawdę mówiąc, cieszyła go myśl, że fortuna Willardów może przez to ucierpieć.

Ned zignorował to pytanie.

– Calais jest dobrze strzeżone – odparł z pewnością, której wcale nie czuł. – Otaczają je forty, które chronią miasto, odkąd dwieście lat temu zostało przyłączone do Anglii. – Czuł, że kończy mu się cierpliwość. – Zastałem Margery?

– A masz powód, żeby się z nią spotykać?

Ned puścił to nieuprzejme pytanie mimo uszu i jak gdyby nigdy nic otworzył torbę.

– Przywiozłem jej prezent z Francji. – Wyciągnął z torby złożoną starannie sztukę błyszczącego jedwabiu w kolorze lawendy. – Myślę, że będzie jej pasował.

– Margery nie będzie chciała się z tobą spotkać.

Ściągnął brwi. Co to miało znaczyć?

– Jestem pewien, że ucieszy się na wieść, że wróciłem.

– Nie bardzo wiem, dlaczego miałaby się ucieszyć.

– Podziwiam twoją siostrę – Ned ostrożnie dobierał słowa – i wierzę, że ona również mnie lubi.

– Młody Nedzie, wkrótce się przekonasz, że podczas twojej nieobecności wiele się zmieniło – odparł protekcjonalnie Rollo.

Ned nie potraktował jego słów poważnie, przekonany, że Rollo jest najzwyczajniej w świecie złośliwy.

– Mimo wszystko chciałbym się z nią zobaczyć.

Rollo się uśmiechnął. Był to niepokojący uśmiech, który Ned pamiętał ze szkolnych czasów. Widywał go, kiedy Rollo miał wymierzyć karę chłosty któremuś z młodszych uczniów.

– Margery się zaręczyła.

– Jak to? – Ned gapił się na niego zdumionym, zbolałym wzrokiem, jak ktoś, kto został zaatakowany od tyłu. Nie wiedział, czego może się spodziewać, ale z pewnością nie oczekiwał czegoś takiego.

Brat Margery spoglądał na niego z uśmiechem.

– Z kim? – zapytał Ned. Nic innego nie przyszło mu do głowy.

– Poślubi wicehrabiego Shiring.

– Barta? – wydusił Ned. Ze wszystkich młodych mężczyzn w hrabstwie nierozgarnięty, pozbawiony humoru Bart Shiring był ostatnim, który mógłby zawrócić Margery w głowie. Szanse na to, że pewnego dnia zostanie hrabią Shiring, mogły okazać się kuszące dla wielu dziewcząt, ale nie dla Margery. Nie miał co do tego wątpliwości.

A przynajmniej nie miał ich rok temu.

– Wymyśliłeś to? – spytał.

Chwilę po zadaniu tego pytania uświadomił sobie, jak bardzo było niemądre. Rollo może i był przebiegły i złośliwy, ale z całą pewnością nie był głupi. Nie zmyśliłby takiej historyjki, bo przecież zrobiłby z siebie durnia, kiedy prawda wyjdzie na jaw.

Rollo wzruszył ramionami.

– Zaręczyny zostaną ogłoszone jutro na przyjęciu u hrabiego.

Nazajutrz wypadał dwunasty dzień Bożego Narodzenia. Jeśli hrabia Shiring urządzał przyjęcie, Willardowie z całą pewnością zostaną na nie zaproszeni, więc Ned przekona się osobiście, czy to, co mówi Rollo, jest prawdą.

– Czy ona go kocha? – spytał zdławionym głosem.

Brat Margery nie spodziewał się takiego pytania, i tym razem to on wyglądał na zaskoczonego.

– Nie rozumiem, dlaczego miałbym z tobą o tym rozmawiać.

Jego uchylanie się od odpowiedzi pozwoliło Nedowi wierzyć, że brzmiałaby ona „nie”.

– Dlaczego się denerwujesz?

– Lepiej już idź – żachnął się Rollo. – Zanim stłukę cię tak jak kiedyś.

Ned się wyprostował.

– Nie jesteśmy już w szkole – przypomniał mu. – I mógłbyś się zdziwić, kto tu kogo stłucze. – Miał ochotę rzucić się na niego; był tak wściekły, że nie dbał o to, czy zwycięży.

Rollo był bardziej powściągliwy; podszedł do drzwi i je otworzył.

– Żegnam – rzucił oschle.

Ned się zawahał; nie chciał wychodzić, nie zobaczywszy się z Margery. Gdyby wiedział, gdzie znajduje się jej pokój, pobiegłby na górę, ale zdawał sobie sprawę, jak głupio będzie wyglądał, ganiając po czyimś domu i otwierając kolejno wszystkie drzwi.

Schował jedwab z powrotem do torby.

– To jeszcze nie koniec – zapowiedział. – Nie możecie bez końca trzymać jej pod kluczem. Wcześniej czy później porozmawiam z nią.

Rollo zignorował jego słowa i cierpliwie stał przy drzwiach. Ned miał ochotę mu przyłożyć, lecz się pohamował; był mężczyzną i nie mógł dać się sprowokować. Czuł, że dał się wyprowadzić w pole. Jeszcze przez chwilę stał przy drzwiach, nie bardzo wiedząc, co zrobić. W końcu wyszedł.

– Nie radzę ci! – zawołał za nim Rollo.

Ned wyszedł na ulicę i udał się do domu, w którym przyszedł na świat.

Dom Willardów stał naprzeciw zachodniego wejścia do katedry. Na przestrzeni lat dobudowywano do niego przypadkowe części i teraz zajmował powierzchnię kilku tysięcy stóp kwadratowych. Był wygodny – z dużymi kominkami, przestronną jadalnią i sypialniami z miękkimi łożami. W domu mieszkała Alice Willard, jej dwaj synowie, a także babka – matka nieżyjącego ojca Neda.

Zastał matkę w salonie, który służył jej za gabinet, gdy nie przebywała w składzie na nabrzeżu. Na widok syna zerwała się od sekretarzyka, objęła go i ucałowała. Przez ostatni rok przybrała na wadze; zauważył to od razu, ale zachował tę uwagę dla siebie.

Rozejrzał się. Pokój wyglądał tak, jak go zapamiętał. Ulubiony obraz matki wisiał tam gdzie zawsze – przedstawiał Chrystusa i cudzołożnicę otoczoną tłumem rozjuszonych faryzeuszy, którzy chcieli ją ukamienować. Alice lubiła cytować Jezusa: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień1. Był to poniekąd erotyczny obraz, ponieważ kobieta miała odkryte piersi, przez co swojego czasu młodego Neda nawiedzały barwne sny.

Wyjrzał przez okno na plac targowy i bogato zdobioną fasadę kościoła z długim szeregiem lancetowatych okien i łukowatymi sklepieniami. Katedra była tam każdego dnia, tylko niebo nad nią zmieniało się w zależności od pory roku. Dawała Nedowi niejasne, ale potężne poczucie stabilności. Ludzie rodzili się i umierali, miasta powstawały i upadały, wojny rozpoczynały się i kończyły, a katedra w Kingsbridge będzie tam, gdzie jest, aż do dnia Sądu Ostatecznego.

– A więc poszedłeś do katedry złożyć podziękowania – odezwała się Alice. – Dobry z ciebie chłopiec.

Ned czuł, że nie powinien jej oszukiwać.

– Poszedłem też do Fitzgeraldów – wyznał. Widząc rozczarowanie, które niczym cień przemknęło po jej twarzy, dodał pospiesznie: – Mam nadzieję, że nie jesteś o to zła.

– Troszkę – przyznała. – Ale pamiętam, jak to jest być młodym i zakochanym.

Miała czterdzieści osiem lat. Po śmierci Eda wszyscy mówili, że powinna ponownie wyjść za mąż i tylko ośmioletni Ned bał się, że dostanie złego ojczyma. Matka była jednak od dziesięciu lat wdową i prawdopodobnie tak miało już pozostać.

– Rollo powiedział, że Margery zamierza poślubić Barta Shiringa.

– Dobry Boże! Tego się obawiałam. Biedactwo. Tak mi przykro.

– Jakim prawem ojciec mówi jej, za kogo ma wyjść?

– Ojcowie sądzą, że mogą o tym decydować. Twój ojciec i ja nie musieliśmy się o to martwić. Żadna z naszych córek nie przeżyła.

Ned wiedział, że zanim przyszedł na świat Barney, matka urodziła dwie dziewczynki. Widział dwa maleńkie nagrobki na cmentarzu przylegającym do północnej części katedry.

– Kobieta musi kochać męża – powiedział. – Ty nie zmuszałabyś córki do małżeństwa z kimś takim jak Bart.

– Pewnie masz rację.

– Więc dlaczego ojciec Margery to robi?

– Sir Reginald wierzy w hierarchię i władzę. Jako burmistrz uważa, że jego zadaniem jest podejmowanie decyzji i wprowadzanie ich w życie. Kiedy twój ojciec był burmistrzem, powtarzał, że jego obowiązkiem jest rządzić miastem, służąc mu jak najlepiej.

– To dwa różne spojrzenia na tę samą kwestię – bąknął niecierpliwie Ned.

– Niezupełnie. To dwa różne światy.

II

– Nie wyjdę za Barta Shiringa! – oświadczyła Margery Fitzgerald matce.

Była smutna i zła. Przez dwanaście miesięcy czekała na powrót Neda, myślała o nim każdego dnia, tęskniła za jego kpiarskim uśmiechem i złocistobrązowymi oczami, a teraz dowiedziała się od służących, że wrócił do Kingsbridge i był w jej domu, ale nikt jej o tym nie powiedział, więc sobie poszedł! Wściekła na najbliższych, że ją oszukali, rozpłakała się.

– Nie proszę, żebyś dziś wyszła za wicehrabiego Shiring – odparła lady Jane. – Po prostu idź i porozmawiaj z nim.

Były w sypialni córki. W jednym kącie stał klęcznik, na którym klękała dwa razy dziennie i patrząc na wiszący na ścianie krzyż, odliczała modlitwy z pomocą paciorków z kości słoniowej nanizanych na sznurek. Pozostała część pokoju opływała w luksusy: było tu łóżko z baldachimem, kolorowymi kotarami i materacem wypełnionym pierzem, duża rzeźbiona skrzynia, która mieściła liczne suknie, i gobelin przedstawiający las.

Na przestrzeni lat ściany pokoju były świadkiem wielu kłótni Margery z matką. Ale teraz była już kobietą – drobną, lecz odrobinę wyższą i nieco bardziej korpulentną niż jej filigranowa, porywcza matka – i miała świadomość, że czasy, gdy każda kłótnia kończyła się jej upokorzeniem i triumfem lady Jane, dawno minęły.

– Po co? – spytała. – Przyszedł tu, żeby się do mnie zalecać. Jeśli z nim porozmawiam, poczuje się ośmielony. I jeszcze bardziej się zdenerwuje, kiedy odkryje prawdę.

– Możesz być uprzejma.

Margery nie chciała rozmawiać o Barcie.

– Jak mogliście mi nie powiedzieć, że Ned tu był? – rzuciła z wyrzutem. – To nie w porządku!

– Dowiedziałam się o tym po jego wyjściu! Tylko Rollo z nim rozmawiał.

– Rollo wykonywał wasze polecenia.

– Dzieci powinny wykonywać polecenia rodziców – odparła lady Jane. – Znasz przykazanie: Czcij ojca swego i matkę swoją. To twój obowiązek wobec Boga.

Margery walczyła z tym całe swoje życie. Wiedziała, że Bóg chce od niej posłuszeństwa, lecz z natury była uparta i zbuntowana – przynajmniej tak jej mówiono – i bycie grzeczną stanowiło dla niej nie lada wyzwanie. Jednakże za każdym razem, gdy jej o tym przypominano, starała się poskromić swoją naturę i na jakiś czas stawała się uległa. Wiedziała, że wola Boża jest najważniejsza.

– Wybacz, matko – rzekła.

– Idź, porozmawiaj z Bartem.

– Dobrze.

– Tylko uczesz włosy, moja droga.

– Wyglądają dobrze – rzuciła przekornie Margery i zanim matka zdążyła cokolwiek dodać, wyszła z pokoju.

Bart czekał w holu, ubrany w nowe żółte pończochy. Drażnił się z jednym z psów, podstawiając mu pod nos plasterek szynki i w ostatniej chwili cofając rękę.

Lady Jane zeszła za córką po schodach.

– Zaprowadź lorda Shiring do biblioteki i pokaż mu książki – poinstruowała córkę.

– Jego nie interesują książki – warknęła dziewczyna.

– Margery! – upomniała ją matka.

– Chętnie obejrzę książki – odezwał się Bart.

Margery wzruszyła ramionami.

– Proszę za mną – bąknęła i zaprowadziła go do sąsiedniego pokoju. Zostawiła otwarte drzwi, ale lady Jane nie dołączyła do nich.

Księgozbiór ojca zajmował trzy półki.

– Na Boga, ile książek! – wykrzyknął Bart. – Człowiek zmarnowałby życie, żeby je wszystkie przeczytać.

W bibliotece znajdowało się około pięćdziesięciu tomów – więcej, niż zwykle widywano za murami uniwersytetu czy klasztoru – co było symbolem statusu i bogactwa. Niektóre z ksiąg napisano po łacinie albo po francusku.

Margery postanowiła odgrywać rolę gospodyni. Sięgnęła po jedną z anglojęzycznych książek.

– To Miła rozrywka2 – powiedziała. – Myślę, że mogłaby cię zainteresować.

Bart rzucił jej pożądliwe spojrzenie i przysunął się nieco bliżej.

– Przyjemności zawsze są miłe – spróbował zażartować.

Dziewczyna się cofnęła.

– To długi wiersz o edukacji rycerza.

– Aha. – Nagle stracił zainteresowanie książką. Spojrzał na półkę i wybrał książkę kucharską.

– To jest ważne – oświadczył. – Żona powinna dbać o to, żeby mąż dobrze jadł, prawda?

– Oczywiście. – Margery rozpaczliwie szukała w głowie tematów do rozmowy. Co interesowało Barta? Może wojna? – Ludzie obwiniają królową o wojnę z Francją.

– Niby dlaczego to miała być jej wina?

– Mówią, że Hiszpania i Francja walczą o wpływy we Włoszech, że ten konflikt nie ma nic wspólnego z Anglią i że przystąpiliśmy do tej wojny tylko dlatego, że królowa Maria jest żoną króla Filipa i musi go wspierać.

Bart pokiwał głową.

– Żona powinna słuchać męża.

– Dlatego wybierając mężów, musimy być bardzo ostrożne. – Ta kąśliwa uwaga uszła jego uwadze. Tymczasem Margery ciągnęła: – Niektórzy twierdzą, że królowa nie powinna była wychodzić za obcego monarchę.

– Dość tych rozmów o polityce. – Bart najwyraźniej znudził się tematem. – Kobiety powinny zostawiać takie sprawy swoim mężom.

– Kobiety mają tak wiele obowiązków wobec mężów – zauważyła Margery, wiedząc, że i ta złośliwość umknie jego uwadze. – Musimy im gotować, słuchać ich i zostawić im rozmowy o polityce… Cieszę się, że nie mam męża; dzięki temu życie jest prostsze.

– Ale każda kobieta potrzebuje męża.

– Porozmawiajmy o czymś innym.

– Mówię poważnie. – Bart w skupieniu zamknął oczy, a gdy się odezwał, jego słowa brzmiały jak wyuczone przemówienie. – Jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie i kocham cię. Proszę, zostań moją żoną.

– Nie! – odparła instynktownie.

Wyglądał na zmieszanego. Nie wiedział, co powiedzieć. Najwyraźniej nie spodziewał się takiej reakcji.

– Pewnego dnia moja żona zostanie hrabiną! – dodał po chwili.

– Więc musisz poślubić dziewczynę, która pragnie tego z całego serca.

– A ty nie pragniesz?

– Nie. – Starała się być delikatna, lecz nie było to proste: ten człowiek zupełnie nie rozumiał zawoalowanych wypowiedzi. – Jesteś silny, przystojny i z całą pewnością odważny, ale nie mogłabym cię pokochać. – W tym momencie pomyślała o Nedzie; w jego towarzystwie nigdy nie musiała wymyślać tematów do rozmowy. – Chcę poślubić mężczyznę bystrego, troskliwego, dla którego żona będzie kimś więcej niż tylko służącą. – No proszę, pomyślała, nawet Bart Shiring musi zrozumieć coś takiego.

On jednak przyskoczył do niej i chwycił ją za ramiona. Dłonie miał silne.

– Kobiety lubią, kiedy się nimi dyryguje – oświadczył.

– Kto ci tak powiedział? Wierz mi, że to nieprawda! – Próbowała się uwolnić, ale nie mogła.

Szarpnięciem przyciągnął ją do siebie i pocałował.

W innych okolicznościach po prostu odwróciłaby głowę, ale rozkojarzona, wciąż smutna i rozgoryczona po tym, jak zatajono przed nią wizytę Neda, myślała wyłącznie o tym, co by się wydarzyło, o tym, że mogłaby go pocałować, dotknąć jego włosów i wtulić się w niego. Czuła obecność Neda tak mocno i wyraźnie, że bliskość Barta napawała ją obrzydzeniem graniczącym z paniką. Niewiele myśląc, kopnęła go kolanem w czułe miejsce.

Wrzasnął z bólu i zaskoczenia, wypuścił ją i jęcząc, zgiął się wpół. Oczy miał zamknięte, a ręce wciśnięte między uda.

Margery rzuciła się w stronę drzwi, zanim jednak tam dotarła, do biblioteki weszła matka, która najwyraźniej stała na zewnątrz i podsłuchiwała.

Spojrzała na gościa i pojąwszy, co się stało, zwróciła się do córki:

– Głupie dziecko.

Chwilę później w pokoju pojawił się ojciec Margery. Był wysoki i ciemnowłosy jak Rollo, lecz w przeciwieństwie do syna, jego twarz upstrzona była piegami.

– Poślubisz tego, kogo wybierze dla ciebie twój ojciec – powiedział lodowatym tonem.

Groźba w jego głosie przeraziła Margery. Dziewczyna zaczęła podejrzewać, że nie doceniła determinacji rodziców. Popełniła błąd, pozwalając, by oburzenie wzięło nad nią górę. Próbowała się uspokoić i myśleć logicznie.

– Nie jestem księżniczką! – powiedziała wzburzonym, choć nieco spokojniejszym głosem. – Moje małżeństwo to nie sojusz polityczny. Jestem córką kupca. Ludzie tacy jak my nie zawierają aranżowanych małżeństw.

Jej słowa tak rozjuszyły sir Reginalda, że poczerwieniał ze złości.

– Jestem rycerzem! – ryknął.

– Ale nie hrabią!

– Podobnie jak Bart, jestem potomkiem Ralpha Fitzgeralda, który został hrabią Shiring dwieście lat temu. Ralph Fitzgerald był synem sir Geralda i bratem Merthina, budowniczego mostu. W moich żyłach płynie krew angielskiej arystokracji.

Przerażona Margery zrozumiała, że będzie zmuszona stawić czoło nie tylko nieugiętej woli ojca, ale również rodzinnej dumie, i nie miała pojęcia, jak je pokonać. Wiedziała tylko, że nie może okazać słabości.

Spojrzała na Barta, przekonana, że nie będzie chciał poślubić niechętnej mu dziewczyny.

– Proszę wybaczyć, lordzie Shiring, ale zamierzam wyjść za Neda Willarda.

– Nawet o tym nie myśl! – zaprotestował zdumiony sir Reginald.

– Kocham Neda Willarda.

– Jesteś za młoda, żeby kogokolwiek kochać. A Willardowie to właściwie protestanci!

– Chodzą na msze jak wszyscy.

– Tak czy inaczej, wyjdziesz za wicehrabiego Shiring.

– Nie – odparła Margery z pełną spokoju stanowczością.

Bart powoli dochodził do siebie.

– Wiedziałem, że będą z nią problemy – mruknął.

– Potrzebuje tylko twardej ręki – odparł sir Reginald.

– Potrzebuje bata.

– Pomyśl tylko, Margery – wtrąciła lady Jane. – Pewnego dnia zostaniesz hrabiną, a twój syn hrabią!

– Tylko to was interesuje, tak? – rzuciła oskarżycielsko dziewczyna. Miała świadomość, że mówi podniesionym głosem, ale nie potrafiła nad tym zapanować. – Chcecie, żeby wasze wnuki były arystokratami! – Wyczytała z ich twarzy, że się nie myli. – Nie będę klaczą zarodową tylko dlatego, że marzą się wam tytuły – dodała z pogardą.

Gdy tylko wypowiedziała te słowa, wiedziała, że posunęła się za daleko. Zniewaga dotknęła jej ojca do żywego.

Ściągnął pas.

Margery cofnęła się bojaźliwie i wpadła na sekretarzyk. Chwilę później poczuła, jak ojcowska dłoń chwyta ją za kark. Zobaczyła, że końcówka pasa ma mosiężne okucie, i przeraziła się tak bardzo, że krzyknęła.

Sir Reginald zmusił ją, żeby pochyliła się nad sekretarzykiem i choć próbowała się wyrwać, z łatwością ją przytrzymał.

– Lordzie Shiring, prosiłabym, żeby opuścił pan bibliotekę. – Głos matki przeraził ją jeszcze bardziej.

Zaraz potem drzwi zatrzasnęły się, a powietrze przeciął świst ojcowskiego pasa, który smagnął Margery w uda. Sukienka, którą miała na sobie, była zbyt cienka, by zapewnić jej jakąkolwiek ochronę, i dziewczyna znowu krzyknęła – tym razem z bólu. Po trzecim razie usłyszała, jak matka mówi:

– Myślę, że już wystarczy, Reginaldzie.

– Dzieci trzeba trzymać krótko – oświadczył. Było to znane powiedzenie; wszyscy wierzyli, że chłosta jest dobra dla dzieci… z wyjątkiem samych dzieci, oczywiście.

– Biblia mówi coś innego – odezwała się lady Jane. – Nie kocha syna, kto rózgi żałuje, kto kocha go, w porę go karci3. To odnosi się do chłopców, nie do dziewcząt.

– Inne biblijne przysłowie głosi: Karcenia chłopcu nie żałuj4 – rzekł jej mąż.

– Margery nie jest już dzieckiem. Poza tym oboje wiemy, że karanie jej nic nie da. Przez to zrobi się jeszcze bardziej uparta.

– Więc co proponujesz?

– Zostaw to mnie. Porozmawiam z nią, kiedy się uspokoi.

– Dobrze – odparł sir Reginald i gdy Margery pomyślała, że już po wszystkim, ojcowski pas świsnął ostatni raz i smagnął ją w nogi, wydzierając z jej gardła krzyk. Zaraz potem usłyszała, jak ojciec wychodzi z pokoju, i tym razem naprawdę było po wszystkim.