Słuchaj głosu serca - Natalia Sońska - ebook

97 osób właśnie czyta

Opis

Autorka niezapomnianych zimowych bestsellerów - "Garść pierników, szczypta miłości", "Obudź się, Kopciuszku" i "Uwierz w miłość, Calineczko" zaprasza Was w kolejną magiczną podróż do krainy najpiękniejszych opowieści o miłości.
Jagna od zawsze kochała góry - tę miłość ma we krwi, bo z Zakopanego pochodzą jej mama i babcia. Choć rodzina wypytuje o potencjalnego narzeczonego, Jagna jest samotna. Ma tylko pracę i codzienne obowiązki w oddalonym od przepięknego południa Polski dużym mieście.
Gdy wreszcie poznaje wymarzonego mężczyznę, zaprasza go na święta do rodzinnego domu, by poznał jej bliskich. Jednak mama Jagny, rodowita góralka z charakterem, niechętnie patrzy na jej nowego wybranka. Czy kobieca intuicja dobrze jej podpowiada? Jagna jest przecież tak szczęśliwie zakochana…
Kto w tej pięknej bajce okaże się złym wilkiem, a kto uratuje niewinne serce? Przekonajcie się same!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 349

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Copyright © Joanna Szarańska, 2019

Copyright © by Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o., 2019

Redaktor prowadząca: Sylwia Smoluch

Redakcja: Marta Buczek

Korekta: Kamila Sowińska | panbook.pl

Projekt okładki: Anna Damasiewicz

Fotografia na okładce: © mallmo | stock.adobe.com

ISBN 978-83-66431-13-3

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fre­dry 8, 61-701 Po­znań

tel.: 61 853-99-10

[email protected]

www.czwartastrona.pl

Rozdział 1

Koniec sierpnia był wyjątkowo uciążliwy. Niemal afrykańskie upały na zmianę z ulewami rodem z tropików nie sprzyjały zachowaniu życiowej równowagi. Być może właśnie dlatego w ostatnim czasie do przychodni trafiało więcej pacjentów niż zwykle. Tego dnia Jagna z niecierpliwością wyczekiwała przerwy na drugie śniadanie, tej chwili wytchnienia, która pozwoli jej na moment oderwać myśli od trudnych przypadków.

– Hej, mogę? – Adela wsunęła głowę przez uchylone drzwi gabinetu.

Wiedziała, że Jagna właśnie o tej porze robi sobie półgodzinną przerwę. Jak zwykle więc chwilę później wpadła do środka ze swoim pudełkiem śniadaniowym i już mościła się w fotelu ustawionym przy niewielkim stoliczku w rogu pokoju. Jagna włączyła czajnik i nasypała do kubków po dwie łyżeczki kawy rozpuszczalnej. Ten rytuał powtarzała codziennie od około pół roku, od kiedy przypadkowo spotkały się przy automacie z przekąskami – od tamtej pory niemal każdą przerwę spędzały razem. Adela była pielęgniarką w przychodni Jagny, pracowała w gabinecie zabiegowym. Jak się okazało, zaczęła swoją pracę niespełna miesiąc wcześniej niż Jagna, co zbliżyło je jeszcze bardziej – mogły wspólnie zbierać doświadczenia i poznawać zwyczaje przychodni, które wciąż bywały dla nich zaskakujące.

Jagna, młoda pani psycholog, zaraz po stażu rozpoczęła pracę w przyszpitalnej poradni leczenia i rehabilitacji zaburzeń psychicznych. Jak na razie bardzo ją lubiła. Co prawda bywały dni, kiedy wracała do domu zmęczona, wciąż jednak miała przeświadczenie, że wybór tej specjalizacji był jednym z najlepszych, jakich dokonała w życiu. Fascynowali ją ludzie, z którymi pracowała podczas terapii, i choć często z tego powodu jej znajomi dziwnie na nią patrzyli i rzucali krytyczne komentarze, Jagna skrycie marzyła o dalszym rozwijaniu się w swojej dziedzinie.

– Jak ci dzisiaj idzie? Jakieś nowe, ciekawe przypadki? – zapytała Adela.

– Na razie sami stali pacjenci. I z tego, co widzę – Jagna zerknęła do swojej rozpiski – dziś tylko tacy.

– Przynajmniej wiesz, czego się spodziewać.

– Powiedzmy. Niektórzy stali też potrafią zaskoczyć. Ale – Jagna machnęła ręką – mamy przerwę w pracy, więc nie rozmawiajmy o pracy.

Wyjęła z szafki pojemnik z sałatką i dosiadła się do Adeli, która właśnie postawiła na stoliczku dwie gotowe kawy.

– Jak tam rodzinna impreza? – Adela zmieniła temat.

– Jak to osiemdziesiątka babci, na którą zjeżdża cała rodzina. Prawie jak święta.

– Pewnie trudno było odetchnąć w tym zgiełku?

– Udało mi się w sobotę rano wyjść w góry, więc trochę przewietrzyłam umysł. Wojtek ze swoją dziewczyną przyjechali trochę wcześniej i wybraliśmy się we trójkę do Doliny Chochołowskiej. Chociaż… Wyszliśmy około szóstej, a godzinę później już był taki tłum na szlaku… Wracając, mijaliśmy całe grupy.

– Nic dziwnego, sezon wakacyjny.

– To jedyny minus Zakopanego.

– A jak się udało samo przyjęcie?

– Elegancko, wytwornie… Babcia była chyba na początku trochę skrępowana, bo sądziła, że zabierzmy ją do karczmy albo zorganizujemy urodziny u niej w domu, tymczasem złożyliśmy się na wynajęcie restauracji. Była wystawna kolacja, tort ze sztucznymi ogniami. No wiesz, babcia nie do końca jest przyzwyczajona do takich luksusów. Ale kieliszeczek śliwowicy ją rozluźnił – zaśmiała się.

– Czyli niespodzianka się udała?

– Babcia była zadowolona, dziękowała nam przy stole chyba z pięć razy – odparła z satysfakcją.

– Musisz mnie kiedyś zabrać w tamte strony.

– Z przyjemnością. Babcia z pewnością się ucieszy. Mimo że ma już swoje lata, uwielbia gości, a przede wszystkim – poznawać nowych ludzi.

– Tyle dobrego już o niej słyszałam, że nie mogę doczekać się, aż ją poznam, naprawdę. I z przyjemnością wyrwę się z tych przygnębiających Katowic.

– Aż tak ci tu źle?

– Ponuro, dobijająco, do tego smog, brud i marne szanse na rozwój. To miasto utknęło wiele lat temu – westchnęła Adela.

– To czemu wróciłaś tu z Warszawy?

Adela wzruszyła ramionami. Chyba żałowała tej decyzji, ale kiedyś przyznała się Jagnie, że stolica okazała się dla niej zbyt dużym miastem i po zakończeniu studiów po prostu nie potrafiła się w niej odnaleźć. W Katowicach miała rodzinę i zapewnioną pracę po praktykach, czuła się więc tu pewniej, ale czy była szczęśliwa?

A Jagna? Jagna mieszkała w Katowicach od urodzenia. Tu chodziła do szkoły, tu skończyła studia, tu mieszkała w kupionym jej przez ojca mieszkaniu i nigdy nie myślała o przeprowadzce. Lubiła podróżować, ale nie dłużej niż przez tydzień, bo zaczynała tęsknić za rodzinnymi stronami. Zamyśliła się na chwilę, zdawszy sobie sprawę, że podobnie jak Adela nie miała odwagi na tak radykalne zmiany jak wyprowadzka do innego miasta. Jednocześnie nie czuła się tutaj źle. Miała pracę, która ją satysfakcjonowała, rodzinę, przyjaciół – Katowice wcale jej nie przytłaczały. Lubiła to miasto właśnie dlatego, że czuła się tu jak w domu i nie sądziła, że to się kiedykolwiek zmieni.

– Od przyszłego tygodnia urlop? – zagaiła Adela po chwili ciszy.

– Tak. Już nie mogę się doczekać.

– Jakieś wczasy last minute?

– Gdybyś leciała ze mną, to może, a tak… Albo góry u babci, albo morze. Jeszcze nie zdecydowałam.

– Wybierasz się sama?

– A mam z kim? – odparła nieco smutno Jagna.

– Pewnie masz, ale dość tych pytań.

– Uwierz, nasłuchałam się podczas weekendu niemal od każdego z rodziny. Prawie jak na święta – westchnęła. – Nie wszystkim jest najwyraźniej pisane.

– A ja uważam, że wszystkim, tylko w swoim czasie. I oczywiście nie można przegapić szansy.

– Ty, jak rozumiem, jeszcze czekasz? – zaśmiała się Jagna.

– Niecierpliwie – odparła Adela wesoło.

Obie były singielkami, choć żadna z nich nie ukrywała, że chwilami bardzo im ten stan doskwierał. Jagna znów zamyśliła się, wspominając ubiegłą sobotę. Co najmniej trzy razy usłyszała pytanie, czy ma kogoś na oku, czy ktoś się wokół niej kręci, czy się w końcu ustatkowała. Cóż miała powiedzieć. Tak jak Adela – czekała niecierpliwie na swoją drugą połówkę.

– No nic, trzeba powoli kończyć te pogaduszki – powiedziała Adela, kiedy jej pojemnik śniadaniowy był już pusty.

– Jakie plany na popołudnie? – zapytała Jagna.

– Odpoczynek. W te upały nic nie chce mi się robić. Mam okropny bałagan w mieszkaniu, ale gdy tylko pomyślę, że miałabym zacząć sprzątać, oblewa mnie pot. Poczekam na ochłodzenie – zaśmiała się Adela i wstała. – Może wybierzemy się po południu nad Hubertus? Rowerami?

– Z przyjemnością bym pojechała, ale obiecałam Michałowi, że zajmę się dzieciakami. Mój brat zaprosił żonę na rocznicową kolację.

– A dziadkowie?

– Mama ma radę przed początkiem roku szkolnego i nie wie, o której skończy, a tato jak zwykle pracuje. Zostałam im tylko ja.

– I nie było jak się wykręcić…

– Powiem ci, że nawet lubię z nimi spędzać czas. Z Jaśkiem już da się porozmawiać, to bardzo rezolutny chłopak. A Miśka… Cóż, broi i nie można się przy niej nudzić.

– W takim razie jednak poleżę w domu, samej nie chce mi się jechać.

– Musimy popracować nad twoją motywacją. – Jagna zmrużyła oczy i uśmiechnęła się wymownie.

– Żadnych psychologicznych sztuczek! Potrzebuję nudy i nicnierobienia. To podobno zdrowe.

– Od czasu do czasu owszem.

– Więc przyjmijmy, że u mnie to od czasu do czasu występuje częściej. A teraz uciekam, bo za chwilę naprawdę rozpiszesz mi jakąś terapię! Miłej pracy! – rzuciła Adela, po czym wyszła z gabinetu.

Jagna dopiła kawę, schowała kubek do szafki, postanawiając, że umyje go przed wyjściem, zajrzała kontrolnie w kartę kolejnego pacjenta, po czym poprawiwszy fartuch, wyszła na korytarz, by zaprosić go do gabinetu.

Po pracy wstąpiła do galerii handlowej, by kupić jakieś drobiazgi dla dzieci, po czym ruszyła prosto w kierunku domu swojego brata. Nie lubiła odwiedzać ich z pustymi rękami i choć Michał niejednokrotnie karcił ją za przyzwyczajanie maluchów do prezentów, Jagna nie potrafiła się opanować. Przy okazji zjadła na szybko obiad w barze samoobsługowym. Nie miała ostatnio czasu ani ochoty na przygotowywanie posiłków. Jej lodówka od kilku dni świeciła pustkami, zresztą Jagna lubiła jeździć na domowe obiady do mamy. To kolejny plus mieszkania blisko rodziców, pomyślała, wspominając swoje rozważania na temat przeprowadzki. Trudno byłoby jej z tego zrezygnować. Tym bardziej że mama naprawdę nie ingerowała w jej życie, nie prawiła moralizatorskich kazań ani nie dawała do zrozumienia, że wciąż wyczekuje zięcia i wnuków. Była prawdziwą przyjaciółką, Jagna nie wyobrażała sobie nie mieć jej blisko. Zawsze mogła z nią o wszystkim porozmawiać, bez skrępowania zwierzyć się ze swoich trosk, a w zamian otrzymywała kilka mądrych słów, które niejednokrotnie bardzo jej pomogły.

– Ciocia! – usłyszała pisk Michaliny, kiedy tylko otworzyła drzwi domu Michała.

Bratanica rzuciła jej się w ramiona, nim zdążyła odłożyć torebkę. Jagna uniosła dziewczynkę do góry, ucałowała serdecznie, połaskotała tak, że dziecko zaczęło piszczeć z radości, po czym wypuściła z rąk, kiedy tylko mała zaczęła się wyrywać. Żywe srebro, mówili o niej rodzice. Nie potrafiła ani chwili ustać w miejscu, już biegała po całym salonie, co chwilę wypadając na taras, na którym Jasiek właśnie sklejał przy dużym stole model samolotu.

– Cześć, młody! – Jagna przybiła chłopcu piątkę. – Gdzie rodzice?

– Szykują się na górze – odparł chłopiec.

– A wy tu rozrabiacie?

– Ja jestem grzeczny, Miśka rozrabia.

– No tak, tak. Jak zwykle. – Jagna uśmiechnęła się i pogładziła go po głowie. – Co składasz? F-16?

– Coś ty, ciociu, F-16 już dawno poskładałem – oburzył się swoim dziecięcym głosikiem. – Teraz tato dał mi MiG-21.

Jagna zerknęła na opis pudełka z modelem, który dziś kupiła w sklepie z zabawkami. Odetchnęła z ulgą, gdy okazało się, że ma inne oznaczenie. Podała Jaśkowi pudełko, na co ten od razu radośnie ją uściskał, grzecznie podziękował za prezent, po czym odłożył je na bok bez rozpakowywania i wrócił do pracy. Jagna znów uśmiechnęła się do bratanka. Był naprawdę ułożonym chłopcem. A jego siostra… Cóż, biegała teraz boso po ogrodzie, ciągnąc za sobą połamany już latawiec, który chyba nigdy nie zdążył poszybować. Prychnęła cicho, w biegu chwyciła małą, obróciła się z nią kilka razy wokół własnej osi, po czym postawiła ją znów na trawie i podała jej torebkę z sukienką i skrzydełkami elfa. Trzylatka znów pisnęła z radości, po czym szybko, choć bardzo nieporadnie, ubrała się w strój od cioci i zaczęła podskakiwać, bawiąc się we wróżkę.

– O, jesteś już! – rzucił Michał, stanąwszy w drzwiach tarasu. Mocował się ze spinkami do mankietów. Jagna od razu podeszła do brata, by mu pomóc.

– Jestem, jestem. Gdzie Ania?

– Jeszcze w łazience. Siedzi tam od godziny – westchnął.

Jagna przewróciła oczami.

– Zabierasz ją na romantyczną kolację po dziewięciu latach małżeństwa, to normalne, że chce zrobić na tobie wrażenie!

– Nie przesadzaj, świętowaliśmy każdą rocznicę!

– Tylko czy aż tak? Mam nadzieję, że za rok wymyślisz coś specjalnego.

Michał skrzywił się. Mógł się domyślić, że dziesiąta rocznica ślubu to jednak coś więcej, okrągły jubileusz należało świętować w odpowiedni sposób. Jagna westchnęła w myślach. Jak ona, będąca od dawna sama, w ogóle mogła pouczać brata, który w małżeństwie przeżył już dziewięć pięknych lat! Z pewnością wiedział więcej od niej.

– Poradzisz sobie? – upewnił się Michał.

– Żartujesz? Pytasz, jakbym to robiła pierwszy raz.

– No dobra, to podwieczorek…

– Michał, naprawdę dam sobie radę. – Jagna uśmiechnęła się szeroko. – Idźcie i dobrze się bawcie.

– Dzięki, siostro! – Michał cmoknął Jagnę w policzek, po czym wrócił do środka, ta zaś przysiadła się do Jaśka i z zainteresowaniem obserwowała postępy w sklejaniu, doglądając jednocześnie biegającej wciąż po ogrodzie Michaliny.

Cieszyła się, że jej bratu życie tak cudownie się poukładało. Miał kochającą żonę, dwójkę wspaniałych dzieci, dom, dobrą pracę. Kibicowała mu z całego serca. Michał był jej starszym bratem, który w dzieciństwie zawsze się o nią troszczył. Nie mieli więcej rodzeństwa. Jak mogłaby mu teraz nie pomagać, tym bardziej że uwielbiała jego dzieci?

– Ciociu, jestem głodny – powiedział nagle Jasiek.

– To co, podwieczorek? Na co macie ochotę? – zapytała.

Gdy chłopiec zaproponował budyń czekoladowy, a Michalina zaczęła biegać dookoła i wołać: „Tak, budyń, budyń, budyń!”, Jagna od razu zabrała się za przygotowywanie posiłku. Mała z radością dołączyła do niej, próbując pomagać, Jasiek zaś grzecznie wyciągnął miseczki z szuflady. Jagna uwielbiała w taki sposób spędzać czas z dziećmi, tylko czasem tlił się w niej wtedy żal. Jestem młoda, powtarzała sobie, mam na to jeszcze czas. Niemniej jednak zaczynało jej doskwierać życie w pojedynkę, a marzenia o rodzinie i dzieciach stawały się coraz intensywniejsze. Michał w jej wieku miał już przecież rocznego synka. Uśmiechnęła się na wspomnienie rozmowy z Adelą. Jeszcze przyjdzie na nią pora i będzie tak szczęśliwa, jak sobie to wymarzyła. Będzie miała cudownego męża, wspaniałe dzieci… Teraz zaś musiała zająć się maluchami brata, które już zaczęły broić!

– Jasiu!

– Michalina wysypała sól, więc chciałem zrobić masę solną, żeby się nie zmarnowała – wytłumaczył spokojnie chłopiec.

– I dlatego dolałeś do niej wody na płytkach, zamiast pozbierać i ewentualnie zrobić to w miseczce?

– A po co brudzić miskę? Miałabyś więcej zmywania, a tak posprzątasz tylko podłogę. I tak musiałabyś pozamiatać, prawda?

– A może ty to teraz zrobisz? – rozbawiona Jagna wzięła się pod boki. – Poza tym do masy solnej trzeba dodać jeszcze mąkę, z samej soli i wody nie powstanie.

– Mąka! – Michalina już sięgała do szafki.

Jagna tym razem w porę zareagowała. Zabrała dziewczynkę z podłogi, otrzepała jej rączki i sukienkę, po czym usadziła ją w specjalnym krzesełku, mając nadzieję, że tam choć przez chwilę będzie grzeczna. Poprosiła Jaśka, by dał małej kolorowankę i kredki i przez chwilę się nią zajął, po czym sama pozamiatała rozsypaną sól, zmyła podłogę, by w końcu zabrać się za przygotowywanie budyniu. Wciąż musiała mieć oczy dookoła głowy, bo jak się okazało, i Jasiek miewał szalone pomysły.

Późnym wieczorem, kiedy dzieci już spokojnie spały w swoich łóżkach, trochę ogarnęła dom po wieczornych zabawach, posprzątała w kuchni, po czym usiadła w salonie. Wyciągnęła nogi na puf i włączyła cicho telewizor. Przyjemnie zmęczona, wpatrywała się beznamiętnie w ekran. Nagle jednak zaczęły wracać do niej te wszystkie pytania, które zadawali jej bliscy podczas weekendu. Czy ma kogoś, kiedy jakieś wesele, kiedy dzieci… Były one w pewien sposób przykre, pewnie gdyby o tym wszystkim nie marzyła, nie przejęłaby się nimi, tymczasem zaś zaczęła odczuwać presję. Ale wtedy pomogła jej mama, która za każdym razem odpowiadała wścibskiej ciotce, a nawet babci, że Jagna ma na to jeszcze czas, a teraz niech rozwija się zawodowo. Uśmiechnęła się pod nosem. Kochała swoją rodzicielkę nad życie, nawet w takich sytuacjach mogła na nią liczyć! Zaczęła się jednak zastanawiać, czy w tej sytuacji urlop w Zakopanem u babci to dobry pomysł…

– Czyli jednak morze? – zapytała Adela, kiedy następnego dnia tradycyjnie jadły wspólnie drugie śniadanie, tym razem w bufecie.

– Chyba tak. Co prawda ciągnie mnie w góry, ale nad morzem bardziej odpocznę. Uwielbiam babcię Anielę, jest naprawdę cudowną kobietą, ale czasem trochę… zbyt opiekuńczą. Chociaż może jestem uprzedzona po ostatnim weekendzie – westchnęła.

– No nic, pozostaje mi tylko zazdrościć, bo ja na razie nie mam szans na urlop – powiedziała zrezygnowana Adela, która wszystkie wolne dni odkładała na koniec roku, by w święta i na sylwestra wyjechać na narty.

– Przynajmniej spędzisz świetnie czas zimą na stokach. Coś za coś.

– Niby tak… W każdym razie liczę na fajne pamiątki!

– Tradycyjnie magnes na lodówkę?

– Może być. I pierścionek z bursztynem.

– Na takie prezenty powinnaś znaleźć sobie innego sponsora – zażartowała Jagna.

– Poszukam na stokach.

Obie się zaśmiały i jednocześnie upiły po łyku karmelowych latte. Jagna na chwilę uniosła wzrok, po czym zawstydzona rzuciła okiem na Adelę i skinęła komuś uprzejmie głową. Adela więc od razu dyskretnie odwróciła się, by później z uśmiechem przenieść spojrzenie na Jagnę.

– A cóż to za reakcja?

– Przestań – upomniała ją szeptem Jagna.

– Zarumieniłaś się! Tak reagujesz na przystojniaków? Znasz go?

– To przedstawiciel medyczny, często bywa w przychodni i szpitalu.

– Ciekawe, nigdy go nie widziałam. A uwierz, zauważyłabym takie ciacho. Skąd go znasz, skoro nie współpracujesz z firmami farmaceutycznymi?

– Gdzieś kiedyś się na niego natknęłam… – Jagna znów spuściła wzrok.

– Gdzieś, kiedyś… To brzmi interesująco! – Adela popatrzyła na Jagnę wymownie.

– Daj spokój… Zamieniliśmy zaledwie kilka zdań, zapytał o gabinet któregoś z lekarzy, bo nie mógł trafić. – Jagna machnęła ręką.

– Za to trafił ciebie!

– Ada!

– No co! Czemu nic o nim nie wspominałaś?

– Przecież to nieznajomy, który w zamian za wciskanie produktów jego firmy pacjentom oferuje lekarzom wczasy w tropikach! Nie znam go, raz z nim rozmawiałam!

– To czemu tak reagujesz?

– Bo… jestem nieśmiała. – Jagna uśmiechnęła się pod nosem.

– Tak, na pewno!

– Oj, daj spokój, też byś się zawstydziła, gdyby taki facet obdarzył cię swoim hollywoodzkim uśmiechem.

– No… może i tak. Niemniej… – Adela jeszcze raz spojrzała przez ramię na mężczyznę, który przysiadł się do jednego z lekarzy – warto byłoby się wokół niego zakręcić i wskazać mu odpowiedni kierunek.

– To znaczy?

– Do twojego łóżka.

– Jesteś okropna! – Jagna rzuciła w koleżankę zmiętą serwetką i obie głośno się zaśmiały. – Bierz, jeśli chcesz.

– Jeśli zapyta mnie o drogę, będę wiedziała, co powiedzieć. Z tym że już się tu chyba niestety całkiem nieźle odnajduje – dodała cicho, kiedy mężczyzna minął je i podszedł do baru, by złożyć zamówienie.

Przywitał się wesoło z bufetową, która najwyraźniej była równie onieśmielona jego urokiem, co Jagna. Przyjaciółki jeszcze przez chwilę rozmawiały, po czym po Adelę przybiegła pielęgniarka z przychodni z prośbą o pomoc przy jednym z pacjentów. Jagna została więc sama, by dopić kawę. Nie spoglądała już w stronę stolika, przy którym siedział przedstawiciel medyczny, który tak ją zawstydził, bojąc się, że po raz kolejny obleje się rumieńcem. W końcu odstawiła filiżankę na bar z nadzieją, że czmychnie niepostrzeżenie z bufetu, lecz gdy tylko się odwróciła, znów napotkała spojrzenie mężczyzny, o którym rozmawiały z Adelą. Ponownie uśmiechnęła się do niego uprzejmie i już chciała ruszyć w stronę wyjścia, gdy zauważyła, że mężczyzna, skinąwszy w stronę jakiegoś lekarza, nagle podniósł się i ruszył w jej kierunku. Co miała w tej sytuacji zrobić? Nogi wrosły jej w podłogę, nie była w stanie się ruszyć, choć bardzo chciała. Nie wiedzieć czemu poczuła się bardzo niezręcznie. Przecież już z nim rozmawiała i wówczas wcale nie była skrępowana! Miała ochotę urwać przyjaciółce głowę za podsunięcie jej myśli, na które wcale nie miała ochoty! Szybko jednak przywołała się do porządku i rozluźniła nieco, gdy mężczyzna stanął tuż przed nią.

– Dzień dobry – przywitał się grzecznie.

– Dzień dobry – odparła równie uprzejmym tonem.

– Przerwa na lunch?

– Dokładnie. Ale niestety już się kończy. – Wzruszyła ramionami.

– Szkoda, myślałem, że zdążymy zamienić jeszcze kilka słów.

– Może następnym razem.

Jagna przez spekulacje Adeli zaczęła od razu zastanawiać się nad tym, o czym chciał rozmawiać jej nowy znajomy.

– Mam taką nadzieję. Będę pani wypatrywał. – Znów obdarował ją uśmiechem.

– W razie czego wie pan, gdzie mam gabinet – zażartowała, po czym uświadomiła sobie, co tak naprawdę powiedziała.

– Czy to zaproszenie?

Jagna wzięła głęboki wdech. Już nie wypadało się wycofywać.

– Jak najbardziej. Nie parzę tak dobrej kawy jak pani Jadzia – spojrzała w stronę baru – mogę zaproponować tylko rozpuszczalną, ale też całkiem nieźle smakuje.

– W takim razie z miłą chęcią panią odwiedzę. A teraz nie zatrzymuję, widzę, że się pani śpieszy – odparł.

Tak bardzo było to widać? Przecież tylko przestąpiła z nogi na nogę. Musiał być dobrym obserwatorem. Pożegnała się więc i w końcu wyszła z bufetu.

Wróciwszy do swojego gabinetu, nie myślała już o nim. Upewniła się co do kolejności przyjmowania pacjentów, po czym poprosiła pierwszego z listy. Jedynie w krótkich przerwach pomiędzy wizytami zastanawiała się, dokąd chciałaby tak naprawdę pojechać. Niby wolała odpocząć nad morzem, ale te góry… Chyba miałaby sobie za złe, gdyby odpuściła Zakopane w tym roku. Zaczynała znów gubić się w swoich rozważaniach. Ciągnęło ją w góry, uwielbiała to uczucie spokoju, które ją tam ogarniało. Góralska krew, która krążyła jej w żyłach, dawała wyraźnie o sobie znać w takich momentach. A była pewna, że już podjęła decyzję. Nie musiała pytać o radę rodziców, bo doskonale wiedziała, co odpowiedzą. Tato jednoznacznie powiedziałby: all inclusive. A mama? Jej serce wciąż biło dla Tatr, była pełnokrwistą góralką, której nic poza ogromną miłością nie byłoby w stanie wyrwać z zakopiańskiej rzeczywistości. I tak też się stało, gdy ponad trzydzieści lat temu poznała pewnego inżyniera i zdecydowała się wyjechać z nim do Katowic. Nie żałowała nigdy swojej decyzji, kochała męża i pragnęła być z nim szczęśliwa. Nie oznaczało to też jednak, że nie tęskniła. Swoją tęsknotę zaś przelewała na dzieci, ucząc je od małego miłości do gór. Jagna jednak nie była pewna, czy aż tak kochała Tatry, czy po prostu przejęła uwielbienie mamy. Niemniej lubiła tam odpoczywać, ceniła sobie dom babci, cudowne pierogi z bryndzą i prażone oscypki z żurawiną. Wręcz przepadała za kwaśnicą, a zapach lasu czuła, ilekroć przymykała oczy i myślała o Zakopanem.

Nagle uśmiechnęła się pod nosem – chyba już dokonała wyboru. Wcale nie potrzebowała szumu nadmorskiego wiatru i przyjemnej bryzy na twarzy. Najpełniej odpocznie właśnie u babci, w otoczeniu baśniowego krajobrazu, o którym opowiadała jej mama.

Rozdział 2

Ostatni dzień przed wymarzonym urlopem dłużył się Jagnie boleśnie. Miała wrażenie, że to najdłuższy dzień, jaki do tej pory przeżyła! Liczyła, że żaden z pacjentów nie zauważył, że spoglądała nerwowo na zegarek. To było bardzo nieprofesjonalne, lecz wizja rychłego wyjazdu w góry tak ją ekscytowała, że nie potrafiła się już na niczym innym skupić.

– Jakaś jesteś zniecierpliwiona – zauważyła Adela, gdy przyszły do bufetu, by kupić sobie sałatki na drugie śniadanie.

– Ty byś nie była, gdybyś czekała na upragniony urlop?

– W zasadzie tak, trudno się dziwić. Czyli co, morze? Masz już wynajęty jakiś pokój? Hotel?

– Mam najlepszy pokój pod słońcem. W Zakopanem.

– Jednak?

– Tak. Nie potrafię sobie odpuścić gór w tym roku.

– Tak myślałam… Czyli tydzień u babci?

– Jak za dzieciaka – uśmiechnęła się Jagna.

– Ależ ci zazdroszczę. Chciałabym mieć do kogo tak pojechać…

– Przecież masz. Moja babcia odpowiednio by cię ugościła.

– Nie wątpię! Góralska kwaśnica, skraweczki, baraninka… A potem cały rok odchudzania – westchnęła koleżanka.

– Czy wyglądam, jakbym potrzebowała rocznej diety? Zaznaczam, że u babci byłam w ubiegłym tygodniu.

– Jeszcze mnie przekonasz i wezmę sobie L4!

– Zapraszam – uśmiechnęła się szeroko Jagna i zrobiła krok do przodu, ponieważ kolejka właśnie się poruszyła.

– Widzę, że humory dopisują! – usłyszały za plecami i obie w tym samym momencie odwróciły się.

Znany im już przedstawiciel medyczny uśmiechał się raźno. Adela zerknęła ukradkiem na Jagnę, po czym odpowiedziała, za co Jagna była jej ogromnie wdzięczna:

– Trudno, by nie dopisywały, skoro ktoś jutro zaczyna urlop!

– Gratuluję! I zazdroszczę – odparł mężczyzna.

– Ja również. Bo niestety tylko koleżanka poodpoczywa, ja czekam do zimy.

– Och, czyli taki podział.

– Niestety. Odbiję sobie w grudniu na nartach.

– A pani? Jakieś ciepłe kraje? – zwrócił się do Jagny, która do tej pory milczała jak zaklęta. Po chwili jednak odzyskała rezon.

– Nie, nie. Jestem patriotką, wybrałam nasze polskie krainy – odpowiedziała w końcu z lekkim uśmiechem.

– Czyli plaża nad polskim morzem?

– Z morskich to będzie tam tylko oko – zaśmiała się Adela. – Koleżanka jest fanką Tatr.

– O, proszę. Czyli wędrówki. Popieram taką formę aktywnego odpoczynku.

– Tak, też to uwielbiam.

– Trudno nie uwielbiać, będąc w połowie góralką! – dodała Adela.

– Ciekawych rzeczy się tu dowiaduję!

– No właśnie, niedługo opowiesz panu całą historię mojego życia, a pan chyba się śpieszy. Zresztą my też wstrzymujemy kolejkę. – Jagna delikatnie upomniała Adelę, posyłając jej znaczące spojrzenie z nadzieją, że mężczyzna nie wyczyta z tonu jej głosu tego lekkiego wyrzutu.

– Stoję tuż za paniami – odparł.

Jagna tylko uśmiechnęła się, po czym odetchnęła z ulgą, gdy bufetowa zapytała, w czym może pomóc. Czuła się nieswojo pod lustrującym spojrzeniem mężczyzny. Wybrała sałatkę z łososiem i uśmiechnąwszy się raz jeszcze, ruszyła w stronę jednego ze stolików w głębi sali.

– Hej, o co ci chodziło? – zapytała Adela, kiedy dosiadła się do niej po chwili.

– No jak to o co? Zaczęłaś opowiadać obcemu facetowi o…

– No o czym? Daj spokój, nie streściłam twojego życiorysu, odpowiedziałam adekwatnie do kontekstu.

– Mimo wszystko…

– Jesteś przewrażliwiona. A może… Może po prostu sama chciałabyś mu o sobie poopowiadać? – wyszczerzyła się.

– Oczywiście. Niczego bardziej nie pragnę, tylko opowiadać o sobie obcym ludziom.

– Chyba nie zrozumiałaś kontekstu…

– Zrozumiałam. I odpowiedziałam adekwatnie do sytuacji. Nie będę tego komentować.

– Dobra, dobra. Przydałby ci się taki przygodny romans – cmoknęła Adela i odgięła się w krześle.

– Z panem przedstawicielem? – zaśmiała się Jagna.

– Z kimkolwiek. A skoro pan przedstawiciel jest na horyzoncie…

– Jesteś szalona, wiesz?

– To twoja fachowa opinia?

– Obserwacja przyjaciółki. A jako psycholog mogę powiedzieć, że… to ty potrzebujesz romansu. Gorącego. Może byś się trochę uspokoiła.

– Albo rozochociła!

– Albo! – zaśmiała się Jagna głośno, po czym wzięła do ust kęs sałatki. Mimowolnie wodziła wzrokiem po bufecie.

Oczywiście napotkała spojrzenie mężczyzny, z którym kilka chwil wcześniej rozmawiała. Ciekawe, że tak często tu przebywał… Cóż, w końcu sprzedawał wyroby medyczne. Uśmiechnęła się do niego trochę zbyt nerwowo, po czym odwróciła wzrok. Przez Adelę zaczęły powstawać jej w głowie nieprzyzwoite wizje. Już długo była sama, spragniona bliskości mogła czasem pomarzyć, ale dlaczego teraz myślała o człowieku, o którym nie wiedziała nic poza tym, że pracował jako przedstawiciel medyczny?! Jagna skarciła się w myślach. Nie była taka, przygodny seks jej nie interesował, nie była typem zdobywczyni. Czekała na miłość, na coś, co da jej poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji, co obudzi te pogrążone w zimowym śnie motyle pod sercem. W głębi duszy była romantyczką, choć starała się twardo stąpać po ziemi.

Znów ukradkiem spojrzała na mężczyznę i aż zacisnęła powieki, by nie przywołać znów kosmatych myśli.

– Adela… – Jagna spojrzała na nią i prychnęła rozbawiona pod nosem.

– Co tam? – zapytała ta z pełną buzią.

– Nic – ucięła krótko Jagna i zajęła się swoją sałatką.

– Czyżby pan handlowiec znów się w ciebie wgapiał? – Adela odwróciła się ostentacyjnie w jego stronę.

– Ada! – upomniała ją Jagna. – No daj już spokój. Pośmiałyśmy się, ale wystarczy.

– Jesteś pewna?

– Tak!

– Niech ci będzie. Przyznaj jednak, niezły z niego kąsek.

Jagna znów zerknęła w stronę mężczyzny, przygryzła dolną wargę, po czym z półuśmiechem popatrzyła na Adelę.

– Przyznaję – odparła szeptem i obie cicho się roześmiały.

Kiedy wróciła do gabinetu, wróciło i zniecierpliwienie, które dzięki towarzystwu Adeli na tych kilkanaście minut zniknęło. Na szczęście w końcu wpadła w wir pracy i nawet nie zauważyła, kiedy przyjęła ostatniego pacjenta, a na zegarze wybiła szesnasta. Podekscytowana nadchodzącym urlopem, uporządkowała gabinet z myślą o psycholog, która miała ją zastąpić, zamieniła fartuch na swoje ubrania, zarzuciła na ramię plecak i ruszyła w stronę wyjścia. Słońce przygrzewało, miała więc nadzieję, że taka aura utrzyma się jeszcze przez tydzień albo choć przez kilka pierwszych dni jej urlopu. Deszcz w górach też miał swój urok, niemniej jednak Jagna wolała suchą stopą przejść choć jeden szlak, to było zdecydowanie bardziej komfortowe. Najważniejsze jednak, że wybierała się w ukochane góry, na upragniony urlop.

Sięgnęła po kluczyk, by odpiąć zabezpieczenie roweru, a gdy jej się to udało, wrzuciła kwiecisty plecak do koszyka i szarpnęła rower, by wyciągnąć go ze stojaka. Już miała wsiąść i odjechać, kiedy na drodze znów stanął jej nie kto inny, jak ów przedstawiciel medyczny. Przez chwilę patrzyła na niego zaskoczona.

– Znów na siebie wpadamy – powiedział.

Jagna ocknęła się dopiero, gdy usłyszała jego głos.

– Zaczynam się zastanawiać, czy to rzeczywiście przypadek – odparła zaczepnie.

– Zapewniam, że tak. Całkiem przyjemne te zbiegi okoliczności. Widzę, że jest pani fanką zdrowego trybu życia?

– Skąd takie założenie?

– Zamiłowanie do wędrówek górskich, rower…

– Czy to pana zdaniem zdrowy tryb życia?

– Z pewnością zdrowszy niż leżenie plackiem na plaży lub jeżdżenie wszędzie samochodem i produkowanie dodatkowych zanieczyszczeń.

Musiała przyznać, że radził sobie całkiem dobrze, odpowiadając na jej cięte uwagi. Uśmiechnęła się w końcu łagodniej.

– Racja, lubię taki tryb życia. I wcale nie dlatego, że jest to teraz modne – zaśmiała się.

– To się chwali. Czyli wyjeżdża pani na urlop.

– Tak jest. Jutro pakuję się w pociąg i ahoj, przygodo! – zaśmiała się.

– Jutro? – zamyślił się. – Mam nadzieję, że nie uzna pani tego za nietakt… Wyjeżdżam jutro na konferencję do Nowego Targu. Zakopane jest już rzut beretem, mógłbym panią podrzucić – zaproponował po chwili wahania.

– Ojej… Zaskoczył mnie pan – powiedziała zmieszana. – To miłe, ale… Nie chciałabym robić kłopotu.

– Jeśli nie ma pani jeszcze biletów lub jeśli może je pani zwrócić, serdecznie zapraszam. Dla mnie to żaden kłopot. – Uśmiechnął się już trochę pewniej.

Jagna patrzyła na niego uważnie, zaskoczona tą propozycją. Właściwie czemu miałaby nie skorzystać? Może dlatego, że nawet nie wiem, jak ten człowiek ma na imię, odpowiedziała sobie w duchu. Wiedziała jednak, gdzie pracuje, często bywał w przychodni, znał lekarzy… Nie wyglądał na psychopatę, by musiała obawiać się podróżowania z nim. Ale czy to nie jest zbyt duży zbieg okoliczności? Może gdy się zgodzi, wywiezie ją do jakiegoś lasu, zgwałci i rzuci wilkom na pożarcie?

Jej wyobraźnia produkowała wizję za wizją, aż Jagna znów upomniała się w myślach.

– Kulturą osobistą to ja się nie wykazałem – dodał mężczyzna po chwili niezręcznego milczenia i przewrócił oczami. – Piotr Łuczyński – przedstawił się i grzecznie czekał, aż Jagna wyciągnie do niego dłoń.

– Jagna Bielecka – odpowiedziała szybko.

– Piękne imię. Oryginalne.

– Jak już moja koleżanka wspomniała, płynie we mnie góralska krew.

– Mama czy tato?

– Mama. I ponoć uparła się po moich narodzinach, że mam tak mieć na imię, nawet tato nie był w stanie przemówić jej do rozsądku.

– Czemu aż tak krytycznie do tego pani podchodzi? – zapytał Piotr. – To piękne imię, rzadko spotykane.

– W szkole mówili wprost – obciachowe.

– Dzieciaki w szkole opowiadają różne głupoty. Jak sądzę, jako dorosła kobieta nie powinna się pani już tym przejmować.

– Trauma – zaśmiała się. – Ale nie, nie narzekam. Jak widać, też mocno utożsamiam się z pochodzeniem mamy. Pierwotnie planowałam wyjechać nad morze, ale sumienie nie dałoby mi później spokoju.

– Serce rwie w Tatry?

– Dokładnie. Wie pan, gdyby przez całe dzieciństwo słuchał pan opowieści o Zakopanem i to takich, których nie zna żaden turysta, też by się pan zakochał.

– Nie wątpię. Ale chyba przeszliśmy na ty.

Jagna kiwnęła z uśmiechem głową. Budziła się w niej sympatia do tego Piotra Łuczyńskiego. Wydawał się uprzejmym mężczyzną i wcale nie przedkładała nad te cechy jego urody. Był przystojny, ale raczej nie w konwencjonalny sposób, o ile można tak powiedzieć. Po tej krótkiej obserwacji stwierdziła, że może się podobać, lecz pewnie nie wszystkim kobietom. Westchnęła w duchu. Udzielił jej się sposób widzenia świata Adeli.

– To jak, mogę liczyć jutro na towarzystwo w podróży?

– Czy mogłabym jeszcze się do ciebie w tej sprawie odezwać? Muszę dokładnie przemyśleć, o której godzinie wyjadę i…

– Nie musisz się mnie obawiać, jeśli to ci chodzi po głowie – zaśmiał się.

Raczej każda kobieta rozważa taką propozycję w pierwszej kolejności pod tym kątem, pomyślała szybko Jagna.

– Nie o to chodzi, ja po prostu… – Już sama nie wiedziała, co powiedzieć.

– To może inaczej. Muszę wyjechać najpóźniej o dziewiątej, by zdążyć do hotelu, przebrać się, a później dojechać na konferencję. Jeśli się zdecydujesz, napisz, zadzwoń. – Piotr podał Jagnie wizytówkę. – Nie namawiam, nie zmuszam, po prostu jeżeli uznasz, że wolałabyś jechać autem niż tłuc się pociągiem znacznie dłużej, zapraszam. – Znów obdarował ją łagodnym uśmiechem.

– Dziękuję, odezwę się dziś wieczorem – odparła w końcu, nie chcąc go dalej zwodzić.

– Świetnie, będę czekał w takim razie na sygnał. Teraz muszę cię przeprosić, praca czeka, mam dzisiaj jeszcze kilka spotkań na liście.

– Jeszcze raz dziękuję.

– A ja mam nadzieję, że do zobaczenia. – Posłał jej szczery uśmiech, po czym uścisnął dłoń i ruszył w stronę swojego samochodu.

Jagna jeszcze przez chwilę spoglądała w jego kierunku, uśmiechając się pod nosem, po czym w końcu wsiadła na rower i odjechała. Całą drogę do domu rodziców rozmyślała o tym, jak powinna postąpić. Z jednej strony nie widziała niczego złego w podróży z Piotrem, z drugiej zaś… Czy powinna korzystać z takiej przysługi? Czy to nie było jak podwiezienie autostopowiczki przez przypadkowego kierowcę? Czemu w ogóle aż tak poważnie się nad tym zastanawiała? To była bardzo wygodna opcja, może jednak powinna z niej skorzystać?

Kiedy wjechała na posesję rodziców, przez uchylone kuchenne okno dobiegł ją zapach domowego obiadu. Poczuła, jak zaciska jej się żołądek, gdy rozpoznała woń placków ziemniaczanych z pysznym sosem grzybowym. Uwielbiała kuchnię swojej mamy, tym bardziej że sama raczej nie miała drygu do gotowania. Co prawda wielokrotnie próbowała się czegoś nauczyć, lecz bardziej wymagające dania nadal jej nie wychodziły. Najczęściej żywiła się więc u rodziców albo posiłkowała gotowymi lub mało wymagającymi półproduktami w słoikach. Wiele razy obiecywała sobie, że w końcu posiądzie tę tajemną wiedzę, jak nie upiec zakalca zamiast biszkoptu czy nie przypalić gulaszu, odkładała jednak te plany na odległą przyszłość.

Wbiegła po schodach, oparłszy wcześniej rower przy huśtawce. Nie pukała, była przecież u siebie, tylko już w progu obwieściła swoją obecność. Mama od razu wyjrzała z kuchni i uściskała ją czule.

– Taty nie ma?

– A kiedy ostatnio on wrócił przed osiemnastą, kochanie? – zaśmiała się mama.

– Jak ty to wytrzymujesz… – westchnęła Jagna.

– Cierpliwie, słoneczko, cierpliwie…

– Ale pyszności. – Jagna zajrzała do miski z surówką.

– Niedługo obiad będzie gotowy. Umyj ręce.

– Mamo, upominasz mnie jak małą dziewczynkę.

– Dla mnie zawsze będziesz mała. – Mama pocałowała ją przelotnie w skroń, nie odrywając się od smażenia placków. – Jak ci minął dzień w pracy?

– Och, powiem ci, że pierwsza połowa była tragiczna. Myślałam, że nigdy nie skończę.

– Zniecierpliwiona przed wyjazdem?

– Stęskniona urlopu!

– Ty zaczniesz wypoczynek, a mnie czekają kolejne zebrania w szkole… – westchnęła mama. – Ale dobrze, odpocznij, należy ci się. Babcia już przebiera nogami, nie może się doczekać.

– Dzwoniłaś do niej?

– Wiesz, jaka byłaby afera, gdybym nie zadzwoniła? Przygotuj się, jutro cię przywita prawdziwą ucztą. O której wyjeżdżasz?

– O… Około dziewiątej. – Jagna zmieszała się i spuściła wzrok.

– Pociągiem jak zawsze?

Wzięła głęboki wdech i popatrzyła na krzątającą się wokół kuchenki mamę.

– No właśnie… Znajomy zaproponował, że może mnie podwieźć, jedzie służbowo do Nowego Targu.

– O, to świetnie się złożyło – powiedziała ta swobodnie.

Naprawdę? To było takie normalne? I tylko Jagna zastanawiała się nad propozycją Piotra, jakby miała podjąć nie wiadomo jak poważną, życiową decyzję?!

– No… tak, całkiem nieźle.

– A co, nie przepadasz za nim? – zapytała mama, nakładając kolejną porcję placków na patelnię.

– Za kim?

– No za tym znajomym. Jakaś nieprzekonana jesteś.

– Nie, nie o to chodzi. Po prostu… Prawdę mówiąc, słabo go znam. Myślisz, że powinnam skorzystać z propozycji?

– Tej podwózki? A czemu nie? Myślę, że gdybyś go tak zupełnie nie znała, nawet byś się nad tym nie zastanawiała, a skoro rozważasz taką opcję, to znaczy, że niewiele stoi na przeszkodzie. Chyba że… chodzi o coś innego? – Mama spojrzała czujnie na Jagnę.

– O co?

– Ty mi powiedz. – Tym razem mama uśmiechnęła się szeroko.

– Mamo! Żadnych insynuacji! Po prostu…

– Po prostu co?

– Odwykłam… – Jagna spuściła zawstydzona głowę.

– Od czego?! Czyli jednak coś…

– Od męskiego towarzystwa… – burknęła.

– No naprawdę! Przestań zachowywać się jak dzikus, to tylko przysługa, nie jakaś deklaracja! Czemu w ogóle myślisz o tym w takich kategoriach?

Adela, pomyślała Jagna, po czym machnęła ręką. Rzeczywiście za bardzo się roztkliwiała. Po co w ogóle się nad tym zastanawiała? Wsiądzie do samochodu Piotra, wysiądzie i to wszystko. Najważniejsze było to, że jechała w swoje ukochane góry i na tym powinna się skupić!

– Nawet nie wiesz, jak ci zazdroszczę… – westchnęła po chwili mama. – Gdyby nie te codzienne zebrania w szkole przed rozpoczęciem roku szkolnego, nawet bym się nie zastanawiała, tylko pojechała z tobą – dodała.

Jagna podeszła do niej i pogładziła ją po ramieniu.

– Może wpadniecie z tatą w przyszły weekend? Zabrałabym się z powrotem z wami? – zaproponowała.

– Jeśli tylko namówisz tatę na wyjazd i oderwanie się od papierkowej roboty. Mnie nie musisz przekonywać, wiesz o tym.

– Aż tak źle?

– Lato. Budowa za budową. Ostatnio zatrudnili kolejnych pracowników, bo musieli podzielić ekipę na dwie inwestycje.

– Czyli zamiast zwolnić, on ciągle przyśpiesza – odparła z przekąsem Jagna.

– Może w zimie przystopuje – westchnęła z nadzieją mama, po czym postawiła na stole talerz pełen placków. – Proszę, zajadaj. Nalać ci kompotu?

– Poproszę. Jestem głodna jak wilk. – Jagna od razu usiadła do stołu.

– Ćwicz, ćwicz, wiesz, jak babcia będzie cię dokarmiać.

– Czekam na to. Przypomnę sobie smaki dzieciństwa.

– Zadzwonię do babci, bo gdybyśmy nie przyjechali, przywieziesz mi od niej kilka rzeczy, dobrze?

– Oczywiście.

– Planujesz wędrówki?

– Głównie po to jadę, mamo. Muszę oderwać się od pracy.

– Właśnie, powiedz, jak ci się pracuje? – Mama w końcu usiadła obok Jagny i nałożyła sobie kilka placków.

– Nie narzekam na pracę. To znaczy sama praca jest w porządku, czasem po prostu doskwiera nawał problemów innych ludzi i od tego trzeba raz na jakiś czas uciec. Poza tym naprawdę lubię to, co robię.

– A atmosfera?

– W porządku. Mam jedną taką koleżankę, z którą dobrze się dogaduję, mniej więcej w tym samym czasie zaczęłyśmy. Przełożeni też w porządku. Jestem zadowolona.

– To najważniejsze. – Mama poklepała córkę po dłoni i uśmiechnęła się do niej łagodnie.

– A ty nie myślałaś o emeryturze? Przecież wiesz, że już możesz skorzystać?

– Już ci mówiłam… Co ja bym robiła sama w domu? Ojca całymi dniami nie ma, wy wyfrunęliście z gniazdka, to ja przynajmniej do tych dzieci pochodzę, sprawdziany poukładam, potem ocenię. Mam zajęcie.

– Nie czujesz się zmęczona?

– Czasem. Ale to chyba ze względu na wiek. Zobaczysz za te trzydzieści lat, jak to jest, gdy zaczyna brakować sił.

– Mamo, ty i brak sił? Widziałam cię na zakończeniu roku szkolnego podczas akademii, gdy dyrygowałaś chórem. Takiej ekspresji niejedna dwudziestolatka może ci tylko pozazdrościć!

– Tak to jest, gdy się robi to, co się kocha – westchnęła znów mama i uśmiechnęła się do Jagny, po czym znaczącym ruchem podsunęła jej pod nos talerz z plackami.

Jagna z przyjemnością nałożyła sobie jeszcze kilka, po czym zaczęła znów zajadać ze smakiem. Uwielbiała takie leniwe popołudnia u rodziców. Czuła się wtedy jak mała dziewczynka, zaopiekowana, nakarmiona, kochana. To poczucie było dla niej ogromnie ważne i dawało pewność, że ma bliskich, którzy zawsze będą przy niej. Lubiła rozmawiać z mamą na wszystkie tematy, wymieniały się wówczas spostrzeżeniami jak najlepsze przyjaciółki.

Kiedy tato późnym popołudniem wrócił do domu, wszyscy troje usiedli na tarasie i popijając zimną lemoniadę, zajadali się ciastem z truskawkami, które mama zdążyła upiec, nim Jagna pojawiła się w domu. Co prawda tato był nieco mniej wyrozumiały niż jego żona i niejednokrotnie zwracał córce uwagę, że powinna wybrać bardziej wartościowe studia, na przykład inżynierskie, jak on, bo tylko wówczas mogłaby się czegoś w życiu dorobić. Jagna słuchała tych komentarzy z przymrużeniem oka. Była dumna z ojca, podziwiała jego zaradność życiową i to, że odniósł sukces, rozwijając swoją firmę budowlaną, nie udało jej się jednak nigdy go przekonać, że każdy musi wybrać swoją drogę. Wiele razy tłumaczyła mu, że zupełnie nie widzi się w roli, którą próbował jej narzucić, że zawsze lubiła słuchać, zgłębiać tajniki ludzkiego umysłu, że właśnie w zawodzie, który wykonuje, czuje się dobrze. Sprawiały jej czasem przykrość komentarze na temat „pracy z wariatami”, niemniej w takich chwilach tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że to, co robi, jest jej pisane. Nie wyobrażała sobie wykonywania żadnego innego zawodu.

– Też pojechałbym na urlop – cmoknął tato, rozpierając się wygodniej w krześle.

– A co stoi na przeszkodzie? Chyba mógłbyś zrobić sobie kilka dni wolnego – odpowiedziała Jagna.

– Ja może i tak, ale twoja mama ma teraz wciąż zebrania w szkole…

– Hola, hola, mój drogi! Moje zebrania zaczęły się niecały tydzień temu! Połowa wakacji minęła, a ty wciąż nie miałeś czasu! Proszę nie zrzucać winy na mnie! – zaoponowała mama.

– Och, nie burz się aż tak, przecież wiesz, że muszę mieć wymówkę. – Tato uścisnął jej dłoń, po czym przyciągnął ją do ust i pocałował.

– Nie znajdziesz żadnej, pracoholiku. Ale skoro tak, mamy propozycję. – Mama puściła oko do Jagny. – W weekend pojedziemy do Zakopanego, a w drodze powrotnej zabierzemy naszą córkę z powrotem do Katowic, co ty na to?

– Wyczuwam zmowę na kilometr. – Tato zmrużył oczy i zlustrował wzrokiem najpierw swoją żonę, a później córkę, która teatralnie uniosła ręce w geście poddania. – Pomyślimy – dodał po chwili, a w kącikach ust zaczął mu się błąkać nieśmiały uśmieszek.

Jagna wbiła się w poduchy na huśtawce i obserwowała tę subtelną wymianę czułości między rodzicami. Widziała delikatne muśnięcia dłoni, ukradkowe spojrzenia i uśmiechy. Między nimi wciąż iskrzyła miłość i to było piękne! Po tylu latach niejedna para popadłaby w rutynę, a oni… Cały czas byli zakochani, jakby dopiero się poznawali! Jagna poczuła przypływ żalu. Chciałaby kiedyś tworzyć z kimś właśnie taki związek. Marzyła o tym, by poznać kogoś, pokochać z wzajemnością i pielęgnować to uczucie, by choć w małym stopniu doświadczyć szczęścia, jakie było udziałem jej rodziców. Miała przed sobą najlepszy przykład tego, że życie może być przepełnione miłością każdego dnia, nawet po ponad trzydziestu latach małżeństwa.

Późnym wieczorem, kiedy po kolacji zbierała się, by w końcu wrócić do swojego mieszkania, tato jak zwykle zaoferował, że ją odwiezie. Nie lubił, gdy jeździła sama w nocy rowerem po mieście. Bo jak to mówił, nigdy nic nie wiadomo. Nim zdążyła zareagować, jej rower leżał wciśnięty jakimś cudem w bagażnik samochodu, a tato odpalał silnik. Nie miała nic do gadania.

– Uważaj na siebie – powiedziała mama, gdy obie stały jeszcze u szczytu schodów.

Wokół roztaczał się słodki zapach maciejki kwitnącej przy ścieżce do domu, a gdzieś w trawach swoje koncerty dawały świerszcze.

– Będę, mamo, spokojnie.

– Ucałuj babcię. I powiedz, że przyjedziemy w weekend – zaśmiała się.

– Łatwo poszło – odparła rozbawiona Jagna.

– Tato tak tylko udaje twardziela. – Mama puściła do niej oko, po czym uściskała ją czule, pogładziła po policzku i raz jeszcze poprosiła o ostrożność.

Jagna zbiegła ze schodów, pomachała mamie ostatni raz i wsiadła do auta.

– Naprawdę poradziłabym sobie. Nie mam daleko. – Uśmiechnęła się do taty.

– Nie odbieraj staremu ojcu przyjemności zaopiekowania się swoim młodszym dzieckiem – odparł, udając oburzenie.

Jagna potaknęła i uścisnęła jego dłoń spoczywającą już na kierownicy. Kochała swoich rodziców. Wiele im zawdzięczała, a przede wszystkim miała świadomość, że zawsze może na nich liczyć. Lepszych nie mogła sobie wymarzyć.

Już w mieszkaniu odstawiła w korytarzu koszyk z roweru, po czym spragniona chłodnej kąpieli szybko weszła pod prysznic. Wycierając się, uświadomiła sobie, że przecież nie jest jeszcze spakowana, a przede wszystkim – nie dała odpowiedzi Piotrowi. Spojrzała na zegarek i zagryzła dolną wargę. Czy wypadało dzwonić o tej porze? A może lepiej byłoby wysłać wiadomość? Jeśli śpi, odbierze ją rano. Wybrała tę drugą opcję i w krótkim SMS-ie napisała, że jeśli propozycja nadal jest aktualna, chętnie z niej skorzysta. Zapytała, gdzie ma się stawić z bagażami i napomknęła, że gdyby Piotr jednak wolał wyjechać wcześniej niż o dziewiątej, będzie gotowa z samego rana. I tak była rannym ptaszkiem, nie stanowiło dla niej problemu zebranie się nawet na siódmą rano, mimo że był to pierwszy dzień jej urlopu.

Nie czekała długo na odpowiedź, bo dosłownie kilka sekund później Piotr oddzwonił.

– Nie śpię, spokojnie – odpowiedział na treść SMS-a, w którym przepraszała za późną porę.

– Bałam się, że telefonem cię obudzę, wolałam wysłać wiadomość.

– Dziesiąta to dla mnie wczesna pora.

– Nawet jeśli na drugi dzień czeka cię podróż?

– Ja codziennie jestem w podróży – usłyszała jego uśmiech.

– Racja – odparła pogodnie.

– Czyli widzimy się jutro o dziewiątej. Nie miałbym serca budzić cię wcześniej, zresztą nie ma takiej potrzeby.

– Dziękuję. Oczywiście gdyby coś się zmieniło, daj mi znać. Nie chciałabym, byś podporządkowywał swoje plany pod mój wyjazd – dodała.

– Zaręczam, że do jutra nic się nie zmieni.

– W takim razie dokąd mam podjechać? Żebyś mógł mnie zgarnąć po drodze.

– Przyjadę po ciebie. Z pewnością będziesz miała bagaż.

– Nie chciałabym…

– Żaden problem, naprawdę.

– Tylko… Będziesz wiedział, gdzie mieszkam – powiedziała zaczepnie.

– A, o to chodzi… – zaśmiał się. – Nie martw się, nie będę cię później nachodził. Ale jeśli chcesz zachować w tajemnicy swoje miejsce zamieszkania, umówmy się gdzie indziej.

– Może po prostu prześlę ci adres – odparła z uśmiechem.

– Dobrze, w takim razie do zobaczenia rano?

– Tak, do zobaczenia – powiedziała, po czym rozłączyła się.

Dziwne, nie mogła się już doczekać tej podróży. Była bardzo ciekawa Piotra, zastanawiała się, czy przez tych kilka godzin w drodze będą mieli o czym rozmawiać. Cóż, podróż z nim nie obligowała jej do zabawiania go rozmową, niemniej jednak głupio byłoby wciąż milczeć. Ale czemu w ogóle się tym przejmowała? Szybko otrząsnęła się z tych myśli i zabrała się za pakowanie walizki.