Słowo natchnione przez Boga - Josh McDowell - ebook
Opis

W pewnym momencie, w bardzo odległej przeszłości „Bóg powiedział: Niech się stanie…” (Rdz 1,3) i wszystko, co powiedział, dokonało się. Słowo Boga ma moc stwórczą. Na jego dźwięk słońce, księżyc i gwiazdy nagle zaczęły istnieć. Bóg posłał Słowo, które powołało do istnienia wszystko, co istnieje, w tym i nas.

Najwyższy posłużył się potęgą swego Słowa nie tylko po to, by powołać materię do istnienia, ale także po to, by nadać sens naszemu życiu i naszym relacjom. Następnie z biegiem czasu sprawił, że Jego Słowo zostało spisane.

Biblia, która jest natchnionym przez Boga Słowem Życia, daje nam wszystko, czego potrzebujemy do zrozumienia kim jesteśmy, dlaczego tu jesteśmy i dokąd zmierzamy. Formalnie składa się ona z całej serii przekazów pochodzących od Boga, które dostarczają nam zrozumienia prawdziwego sensu życia, miłości, relacji międzyludzkich oraz radości, które Stwórca pierwotnie zamierzył dla swoich dzieci. Przekaz Słowa spisanego w Biblii jest potężny. Mimo to nadal wiele osób nie poznało jego mocy. Chciałbym więc, byśmy wspólnie na stronicach tej książki odkryli doniosłość, tajemnicę, pasję i przeogromną moc Księgi Słowa Bożego. Biblia nie jest bowiem zwykłym dziełem literackim. W jej treści zawarte są odpowiedzi na każde pytanie egzystencjalne, wskazówki do realizacji spełnionego życia oraz praktyczne porady pozwalające nam znaleźć radość i poczucie satysfakcji.

Mam nadzieję, że książka ta pomoże Wam głębiej zapoznać się z pięknem i niezwykłością Bożego Słowa, a także zdobyć pewność, iż w codziennym życiu możemy zawsze polegać na jego mądrości i mocy.

Josh McDowell

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 237

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł ‌oryginału: ‌

God Breathed

Przekład:

Monika ‌Wilk-Dziuba

Redakcja:

Elżbieta Mamczarz

Korekta:

Zespół VOCATIO

Skład i ‌łamanie:

Studio KARANDASZ

Projekt okładki:

Studio ‌KARANDASZ

Zdjęcie na okładce: ‌olezzo/fotolia.pl

Copyright © ‌2015 by ‌Josh ‌McDowell ‌Ministry

All ‌rights reserved.

Copyright ‌to ‌the Polish ‌edition © 2017 by ‌VOCATIO

All rights to ‌the ‌Polish edition reserved.

Większość cytatów ‌biblijnych pochodzi z ‌Nowego ‌Przekładu Dynamicznego ‌przygotowywanego przez Wydawnictwo ‌NPD we ‌współpracy ‌z VOCATIO.

Copyright © ‌by ‌NPD

All ‌rights reserved.

Wszelkie prawa ‌do wydania ‌polskiego zastrzeżone. Książka ‌ani żadna ‌jej część nie ‌może być przedrukowywana, ani ‌w jakikolwiek ‌inny sposób ‌reprodukowana czy powielana mechanicznie, ‌fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub ‌magnetycznie, ani odczytywana w ‌środkach ‌publicznego ‌przekazu bez ‌pisemnej zgody wydawcy.

W sprawie ‌zezwoleń należy zwracać się ‌do:

Oficyna Wydawnicza VOCATIO

02-798 ‌Warszawa, ‌ul. Polnej ‌Róży 1

e-mail: [email protected]

Redakcja: tel. ‌(22) 648 54 ‌50,

Dział handlowy: tel. ‌(22) 648 03 78, ‌fax (22) 648 03 ‌79

e-mail: [email protected]

Księgarnia ‌internetowa:

e-mail: ‌[email protected]

www.vocatio.com.pl

ISBN: 978-83-7829-241-8

Skład ‌wersji ‌elektronicznej:

Kamil Raczyński

konwersja.virtualo.pl

PODZIĘKOWANIA

Chciałbym podziękować kilku osobom za ich wkład w powstanie tej książki. Dziękuję zatem:

Dave’owi Bellisowi, który od trzydziestu ośmiu lat jest moim przyjacielem i współpracownikiem, za pomoc w nakreśleniu ogólnych ram tej publikacji; za skomponowanie pierwszego szkicu z wybranych fragmentów moich wykładów i innych prac, edytowanie na każdym etapie powstawania tej książki, aż po jej końcową formę. Jestem ogromnie wdzięczny Dave’owi za to, że zechciał wesprzeć mnie swoimi umiejętnościami.

Tomowi Williamsowi za zredagowanie rękopisu, na który naniósł swoje cenne poprawki. Bez jego niezwykłych zdolności pisarskich i gorącego serca te słowa nie mogłyby ukazać się drukiem.

Becky Bellis za żmudną pracę przy komputerze w celu przygotowania rękopisu do redakcji.

Donowi i Judy Kencke’im za przeczytanie rękopisu i podzielenie się ze mną swoimi uwagami.

Dave’owi Lindstedtowi za wskazówki podczas przygotowywania rękopisu.

Kelly MacIntosh oraz Annie Tipton z Barbour Publishing za ich cenne wskazówki i pomoc w skomponowaniu wstępnej wersji książki.

Timowi Martinsowi oraz całemu zespołowi Barbour Publishing, którzy poczuli ducha tej książki i dołożyli wszelkich starań, by ujrzała światło dzienne.

Josh McDowell

ROZDZIAŁ 1CZYM SĄ SŁOWA?

Dość sceptyczny dziewiętnastolatek. Te słowa najlepiej opisują, jaki byłem, porzucając studia i wyruszając do Europy w jednym celu – zebrania dowodów na fałszywość chrześcijaństwa, a konkretnie: wykazania, że Biblia jest pełna historycznych przekłamań, a Jezus nie był Synem Bożym.

Stojąc w bibliotece uniwersyteckiej Uniwersytetu Glasgow w Szkocji, patrzyłem na rękopis Nowego Testamentu. To był fragment z 16 rozdziału Ewangelii Jana. Atrament i tworzywo, na którym został sporządzony, miały ponad tysiąc sześćset lat. Ten niezwykły, odręcznie zapisany fragment Dobrej Nowiny spoczywał bezpiecznie w szklanej gablocie w bibliotece uniwersyteckiej. Był bezcenny. Zawierał słowa wypowiedziane przez Jezusa Chrystusa.

Kiedy tam stałem, ogarnęło mnie dziwne i zarazem niezwykłe uczucie. Choć nie potrafiłem przeczytać – tym bardziej zrozumieć – ani słowa z greckiego pisma, za pomocą którego został sporządzony ten rękopis, czułem, że w jakiś mistyczny, niewytłumaczalny sposób te słowa do mnie przemówiły. Czułem ich moc.

HAŁAS DZISIEJSZYCH SŁÓW

Słowa. Właściwe słowa użyte we właściwy sposób mogą wiele zdziałać. Mam wrażenie, że w dzisiejszym świecie wielu ludzi używa słów tylko po to, by zagłuszyć ciszę.

Rozglądam się wokół i widzę ludzi wyrzucających z siebie tony słów poporcjowanych w zwięzłe komunikaty, za pomocą których mają nadzieję przekazać jakąś wiadomość. Weźmy na przykład SMS-y. Nasze pokolenie w dużej mierze komunikuje się poprzez smartfony. Według danych Experian Marketing Services przeciętna liczba SMS-ów wysyłanych co miesiąc przez młodych ludzi w wieku od osiemnastu do dwudziestu czterech lat wynosi 3 853. To daje nam średnio 128 SMS-ów dziennie1.

Także Facebook stał się bardzo popularnym narzędziem komunikacji. W pierwszym kwartale 2014 roku Facebook miał 1,15 miliarda aktywnych użytkowników2. EMarketer, firma zajmująca się badaniem rynku, donosi, że 40 procent amerykańskich dzieci w wieku poniżej dwunastu lat co najmniej raz w miesiącu korzysta z internetu. Do 2015 liczba ta wzrośnie o 10 procent.

W dzisiejszym świecie, zdominowanym przez SMS-y, e-maile, Twittera i Facebook, wysyłamy strumienie słów na niespotykaną dotąd skalę. Pytanie brzmi: czy te słowa faktycznie nas łączą, a może większość z nich to jedynie próba zagłuszenia ciszy? Twórca słów miał konkretny cel, gdy wyposażył nas w zdolność mówienia i pisania. Jeśli używamy słów poprawnie, mają one moc wytwarzania między nami znaczących więzi. Słowa są ważne, a słowa wypowiedziane przez Boga w Piśmie świętym są wśród nich najważniejsze. Jednakże by zrozumieć prawdziwe znaczenie słów, musimy nauczyć się  s ł u c h a ć. 

ODKRYWANIE ZNACZENIA SŁÓW

My, ludzie, mamy niezwykłą umiejętność produkowania różnych dźwięków i łączenia ich w specyficzne kombinacje nazywane słowami. Każde z tych słów ma konkretne znaczenie. Języki, którymi się posługujemy, składają się ze słów i to za ich pomocą wyrażamy swoje myśli, koncepcje i uczucia. Kiedy łączymy słowa w zdania, by wyrazić myśli, koncepcje i uczucia, stają się one podstawowymi elementami komunikacji międzyludzkiej.

Większość naszych czynności dokonuje się poprzez słowa. Dzięki słowom możemy wykonywać konkretne zadania, udzielać wskazówek, nawiązywać przyjaźnie, wyrażać miłość, wychowywać dzieci, a także formułować nasze opinie na różne tematy. Słowa mogą być nośnikiem twórczych pomysłów, ale ich najważniejszy cel realizuje się wtedy, gdy za pomocą słów nawiązujemy relacje międzyludzkie. Jeśli ignorujemy znaczenie słów lub nie słuchamy wystarczająco uważnie tego, co się do nas mówi, słowa mogą stać się zwykłymi dźwiękami lub mało istotnymi znakami na kartce papieru, niemającymi mocy łączenia nas ze sobą.

Przychodzi mi na myśl dość przykry początek mojej podróży poślubnej. Dottie i ja znaliśmy się zaledwie od sześciu miesięcy. Myślałem sobie wtedy, że moja urocza żona i ja mamy całe życie, żeby się poznać, więc nie zasypywałem jej gradem pytań. Najwyraźniej Dottie była innego zdania. Szybko się okazało, że podczas tej podróży chciała mi opowiedzieć całą historię swojego życia.

Mieliśmy do pokonania spory kawałek drogi z Meksyku do Acapulco. W jej trakcie Dottie zaczęła zasypywać mnie informacjami o sobie samej i o swojej rodzinie, historiami z dzieciństwa, swoimi upodobaniami, poglądami politycznymi, spojrzeniem na małżeństwo i wychowanie dzieci. Nie było tematu, na który nie byłaby przygotowana.

Pamiętam, że w którymś momencie tego obszernego monologu moje zdolności percepcyjne zupełnie wysiadły, a każde wypowiedziane przez nią słowo było tylko częścią niezrozumiałego hałasu. W międzyczasie starałem się rozszyfrowywać dość niejasne znaki drogowe i zatrzymywałem się, by zerknąć na stos map, które miałem ze sobą. Po pewnym czasie w przemowie Dottie zaczęły pojawiać się dłuższe okresy ciszy, po czym zupełnie zamilkła. Przez cały ten czas i ja milczałem, nie licząc pomruków „aha”, „no tak” i „rozumiem”. W zasadzie z całej tej opowieści nie zrozumiałem zupełnie nic. Nie zauważyłem nawet, kiedy zamilkła.

W trakcie naszej podróży samochodem Dottie wypowiedziała mnóstwo słów, ale żadne z nich nie zostawiło we mnie śladu i nie zbliżyło nas do siebie. Oczywiście ona sama nie czuła potrzeby tłumaczyć tego, co powinno być jasne i zrozumiałe, a mianowicie tego, że jej obszerne osobiste wynurzenia miały jeden cel: jej nowo poślubiony mąż miał lepiej poznać swoją świeżo poślubioną żonę. Kiedy stało się jasne, że ja nic z tego nie pojąłem, Dottie zamknęła usta i milczała przez długi czas. Naprawdę się wściekła.

To nie był najlepszy początek podróży poślubnej, ale w końcu Dottie wyjaśniła, o co jej chodziło, a ja przeprosiłem chyba ze sto razy i doszliśmy do porozumienia. Od tamtej pory zaczęliśmy przywiązywać większą wagę do swoich słów. Ja dostrzegłem kochające serce mojej żony, która chciała się przede mną otworzyć, a ona dostrzegła męża, który mimo kiepskiego startu, szczerze pragnął ją uszczęśliwić.

Dziś śmiejemy się na wspomnienie tamtego nieporozumienia. To zdarzenie pokazało nam wartość słów, słuchania, interpretowania i szukania prawdziwego znaczenia myśli i uczuć, które wypływają z naszych serc.

Efektywne komunikowanie się za pomocą znaczących słów wymaga czasu i wysiłku. Potrzeba także czasu i energii, by słuchać, odszyfrowywać i poprawnie interpretować znaczenie tych słów. Posługiwanie się słowami jest pewną sztuką. Z całą pewnością natchnione przez Boga słowa Pisma świętego przekazują nam potężne przesłanie, które ma nadać sens naszemu życiu.

BÓG JEST MISTRZEM POTĘŻNYCH SŁÓW

W pewnym momencie, w bardzo odległej przeszłości „Bóg powiedział: Niech się stanie…” (Rdz 1,3)3 i wszystko, co powiedział, dokonało się. Słowo Boga ma moc stwórczą. Na jego dźwięk słońce, księżyc i gwiazdy nagle zaczęły istnieć. Bóg posłał Słowo, które powołało do istnienia wszystko, co istnieje, w tym i nas.

Najwyższy posłużył się potęgą swego Słowa nie tylko po to, by powołać materię do istnienia, ale także po to, by nadać sens naszemu życiu i naszym relacjom. Następnie z biegiem czasu sprawił, że Jego Słowo zostało spisane.

Biblia, która jest natchnionym przez Boga Słowem Życia, daje nam wszystko, czego potrzebujemy do zrozumienia kim jesteśmy, dlaczego tu jesteśmy i dokąd zmierzamy. Formalnie składa się ona z całej serii przekazów pochodzących od Boga, które dostarczają nam zrozumienia prawdziwego sensu życia, miłości, relacji międzyludzkich oraz radości, które Stwórca pierwotnie zamierzył dla swoich dzieci. Przekaz Słowa spisanego w Biblii jest potężny. Mimo to nadal wiele osób nie poznało jego mocy.

Chciałbym, byśmy wspólnie na stronicach tej książki odkryli doniosłość, tajemnicę, pasję i przeogromną moc Księgi Słowa Bożego. Biblia nie jest bowiem zwykłym dziełem literackim. W jej treści zawarte są odpowiedzi na każde pytanie egzystencjalne, wskazówki do realizacji spełnionego życia oraz praktyczne porady pozwalające nam znaleźć radość i poczucie satysfakcji. To nie jest żadna tania reklama – to jest coś, co Autor tej księgi zamierzył u początków jej powstania.

Zastanówmy się teraz nad historią o tym, jak niedościgniony mistrz słowa odkrywał znaczenie Pisma tym, których kochał.

To był najgorszy tydzień ich życia. Dwaj wędrowcy starali się wszystko sobie poukładać, przemierzając dwunastokilometrową trasę z Jerozolimy do wsi Emaus. Całą swoją nadzieję na uwolnienie spod rzymskiego panowania złożyli w człowieku, którego uważali za Mesjasza. Trzy dni temu ten człowiek został pojmany przez Rzymian i ukrzyżowany. Ich nadzieja umarła razem z tym, którego nazywali Chrystusem.

Tak to w życiu bywa. Mamy na coś nadzieję, i czasem nawet to się wydarza. Częściej jednak musimy się mierzyć z rozczarowaniem, bólem serca i poczuciem straty. Choć w trudnych chwilach staramy się zachować radość i poczucie sensu, jest to nieustająca walka. Tak pewnie czuli się ci dwaj mężczyźni idący ramię w ramię zakurzoną drogą.

— Nie wiem, co o tym myśleć — powiedział pierwszy.

— Ja też nie — odparł drugi. — Słyszałem, że sam Piotr widział pusty grób.

— Taa… — westchnął jego towarzysz — ale to jeszcze nie znaczy, że Jezus powstał z martwych, jak twierdzą te kobiety.

Mniej więcej na tym etapie rozmowy dołączył do nich nieznajomy.

— O czym rozmawiacie? — zapytał.

Jeden z nich, ten, któremu na imię było Kleofas, odpowiedział:

— „Chyba jesteś jedynym człowiekiem z Jerozolimy, który nie wie, co się tam w tych dniach wydarzyło!” (Łk 24,18 NPD).

— A co takiego się wydarzyło? — zdziwił się nieznajomy.

Dwaj wędrowcy powiedzieli nieświadomemu towarzyszowi wszystko o Jezusie: o tym, za kogo Go brali, o Jego ukrzyżowaniu i domniemanym zmartwychwstaniu. Być może zwierzyli się ze swoich rozterek i wątpliwości. Bez wątpienia wspomnieli o radości, którą czuli, będąc przy Jezusie, nadziei, którą w Nim pokładali, i rozczarowaniu, którego doświadczyli po Jego śmierci.

Po wysłuchaniu tej opowieści nieznajomy zaczął cytować im Słowo Boże. Począwszy od Mojżesza i proroków, wyjaśnił im, co Pisma mówiły o Mesjaszu, którego nazywali Jezusem.

W końcu dotarli do celu i dwaj przyjaciele poprosili nowego znajomego, by został z nimi na noc. Gdy zasiedli do kolacji, ów człowiek połamał chleb, pobłogosławił i podał im do jedzenia. Wtedy stało się coś niezwykłego – mężczyźni rozpoznali w Nim Jezusa, ale On zniknął im z oczu. Patrzyli na siebie z niedowierzaniem i powtarzali: „Czy nasze serca nie płonęły, kiedy z nami rozmawiał w drodze i gdy wykładał nam Pisma?” (Łk 24,32 NPD).

Ci dwaj przyjaciele od dzieciństwa znali Pisma, które Jezus im cytował. Dorastali, rozmyślając nad nimi, ale dopiero mistrz potężnych słów tchnął w nie życie. Robiąc to, zainspirował i ogrzał ich serca, rozczarowanie przemienił w nadzieję i dał im wskazówki, jak wieść życie pełne radości. Taki jest cel Bożego Słowa wypowiedzianego do nas. „Słowo Boże jest żywe i skuteczne” (Hbr 4,12 NPD). Objawia nam prawdziwą naturę Boga, który nas kocha i chce, byśmy Go poznali. Słowo Boże ma moc przyciągania nas bliżej Niego. Dzięki Słowu między nami a Bogiem może zaistnieć bardzo bliska więź, która dogłębnie przemienia nasze życie.

BÓG JEST MISTRZEM SKUTECZNYCH SŁÓW

Jako dziewiętnastoletni student byłem mocno zaintrygowany starożytnymi rękopisami Pisma świętego. Choć – jak już wspomniałem – byłem sceptykiem, czułem dziwną moc bijącą od słów zapisanych ponad tysiąc sześćset lat temu. Nie wierzyłem, że mówią prawdę. Miałem zamiar wykazać, że Biblia jest tylko zbiorem niezbyt wiernie nakreślonych opowieści na podłożu mitycznym. Tłumaczyłem sobie, że jeśli nie mamy podstaw twierdzić, że przesłanie Dobrej Wiadomości było na przestrzeni wieków przekazywane wiernie i bez zniekształceń, nie mamy też podstaw sądzić, że Biblia mówi prawdę. Innymi słowy, jeśli Biblia nie jest rzetelnym dokumentem historycznym, możemy podać w wątpliwość wszystko, co mówi na temat Boga i chrześcijańskiej wiary.

Czy zastanawiali się kiedyś Państwo nad tym, czy starożytni skrybowie przepisujący Pisma czegoś nie ominęli lub dodali od siebie? Czy Bóg mógł dać Mojżeszowi dwanaście przykazań i pozwolić, by jakiś skryba po drodze skrócił sobie pracę, eliminując dwa z nich? A jeśli kopiując Ewangelię Jana sto lat po jej napisaniu, jakiś skryba opuścił pięć rozdziałów? Czy to możliwe, by jacyś nadgorliwcy przekręcili słowa Jezusa lub dodali swoje własne? Skąd wiemy, że Biblia wiernie przekazuje słowa, które Bóg do nas skierował? Nie mamy ani jednego oryginalnego rękopisu, więc skąd pewność, że kopie, które posiadamy, są prawdziwe i wierne?

Powiedzmy sobie jasno: jeśli nie mamy pewności co do tego, że Biblia jest dokumentem historycznym, nie możemy twierdzić, że jest natchnionym Słowem Bożym. Bóg jest mistrzem potężnych słów, ale jeśli Jego słowa nie zostały nam wiernie przekazane, to czy mogły zachować swoją moc?

Dziś jestem pewien bardziej niż czegokolwiek innego na świecie, że Pismo święte jest wiernym przekazem Bożego Słowa i że to Słowo ma realną moc. Jako młody student gdzieś głęboko w sercu chciałem wierzyć, że Bóg istnieje i zależy Mu na mnie. Nie miałem jednak pewności, że Biblia przekazuje nam prawdę historyczną, nie miałem zatem żadnych podstaw, by w to wierzyć. Ty, Czytelniku, też nie masz.

Możemy szczerze wierzyć w Boga i w to, że Jego Słowo ma moc. Jednakże przyjdą chwile, gdy nasza wiara zostanie wystawiona na próbę. Jeśli nasza wiara opiera się na pewności, że Biblia przekazuje prawdę historyczną, będzie to dla nas podporą. Jestem pewien, że Bóg w sposób ponadnaturalny nadzorował przekazywanie i kopiowanie Jego słów, tak abyśmy mieli je dzisiaj w niezmienionym stanie. Z tego powodu dziś możemy doświadczać mocy Bożych słów w naszym codziennym życiu. O tym właśnie jest ta książka: o zdobywaniu pewności, że możemy doświadczać mocy Bożego Słowa wypowiedzianego do nas na kartach Biblii. Biblia mówi nam prawdę i można jej wierzyć.

CZEGO SIĘ SPODZIEWAĆ?

Przekonanie, że Biblia w sposób prawdziwy i rzetelny przekazuje nam słowa Boga, jest podstawą do zrozumienia mocy Bożego Słowa. Wydaje się logiczne, by najpierw dowieść prawdziwości słów zawartych w Biblii, zanim skupimy się na tym, jaką te słowa mają moc. Ja jednak chciałbym odwrócić kolejność, a moja motywacja jest taka: chciałbym odwołać się do ukrytego pragnienia, które – jak wierzę – jest wspólne dla nas wszystkich. Jestem przekonany, że gdzieś głęboko chcemy wierzyć, że istnieje wszechpotężna istota, która darzy nas szczerą miłością. To pragnienie jest obecne w sercu każdego człowieka. Chcę odwołać się do tego pragnienia, zanim odwołam się do twojego, Czytelniku, intelektu. Dlatego też zacznę od podzielenia się z Państwem wiedzą dotyczącą tego, w jaki sposób i dlaczego Słowo Boże działa z mocą poprzez karty Biblii. Mam nadzieję, że to podstawowe opracowanie pomoże Państwu głębiej poznać piękno, tajemnicę i niezwykłość Słowa Bożego. Naprawdę poczuć moc Pisma świętego to być porwanym przez jego Autora i szczerze Go pokochać oraz zapragnąć poznać głębię Jego słów skierowanych do nas wszystkich.

W następnych rozdziałach będziemy poznawać moc Pisma świętego, odpowiadając na pytania: Co to znaczy, że Pismo jest żywe? Jaki jest jego cel? Jak powinno być interpretowane? Jak odnosi się do naszego życia? Jak możemy odnaleźć prawdziwą miłość poprzez lekturę tego jedynego w swoim rodzaju dokumentu?

Gdy już pociągnie nas moc natchnionego przez Boga Słowa, odkryjemy, że jest ono prawdziwe i prawdomówne, a także utwierdzi się w nas przekonanie, że słowa Pisma świętego zostały nam wiernie przekazane. To właśnie daje nam pewność, że Bóg objawił nam swoją prawdziwą naturę. Zbadamy wiarygodność historyczną Biblii, posługując się współczesnymi testami wiarygodności, zmierzymy się ze sprzecznościami obecnymi w Biblii oraz wyjaśnimy sobie, w jaki sposób Biblia może stać się dla nas żywym słowem.

Uwaga! Bądźmy przygotowani na silne doznania. Gdy prawdziwie zrozumiemy i doświadczymy prawdomówności i mocy Pisma świętego, serce będzie w nas pałać. Nie mówimy tu o jakichś opowieściach historycznie wiarygodnych. Mówimy o księdze, która w jakiś dziwny sposób jest nadal żywa.

Modlę się, byśmy dzięki lekturze tej książki odkryli wielką moc natchnionych przez Boga słów Pisma świętego. Księga Boga jest tajemnicą, a Bóg chce nam ją objawić. Są w niej perły mądrości i wskazówki, których potrzebujemy, by poradzić sobie z życiowymi wyzwaniami. Bóg chce, byśmy je odkryli, szukając na kartach Biblii Jego samego.

„I jeśli z całego serca będziecie mnie szukać, znajdziecie mnie, gdyż pozwolę wam się znaleźć”.

Jr 29,13-14 (NPD)

Zacznijmy zatem szukać!

CZĘŚĆ IMOCPISMAŚWIĘTEGO

ROZDZIAŁ 2CO TO ZNACZY,ŻE BIBLIA JESTŻYWĄ KSIĘGĄ

Siedziałem jak na szpilkach. Byłem bardzo zdenerwowany. Z zamkniętymi oczami modliłem się, by Bóg pozwolił nam zdobyć to, na co miałem taką nadzieję – przynajmniej maleńki fragment starożytnego rękopisu Nowego Testamentu. Właśnie nabyliśmy kilka rzadkich egipskich artefaktów, z których najstarszy datowany był na II wiek p.n.e. Spodziewaliśmy się znaleźć w nich starożytne fragmenty Pisma świętego. Przez dwa dni zespół ekspertów skrupulatnie rozmontowywał nasze nabytki i oto nadeszła długo oczekiwana chwila prawdy.

To był 6 grudnia 2013 roku. Nasza wspólnota zorganizowała w Plato w stanie Teksas niezwykłe spotkanie, na które zaprosiliśmy cenionych specjalistów w dziedzinie języków starożytnych, w tym koptyjskiego i greckiego. Koptyjski był ostatnią fazą rozwojową pisanego języka egipskiego, zanim Egipt został podbity przez Greków. Gdybyśmy pod zewnętrzną warstwą tych artefaktów znaleźli jakieś napisy, byłyby prawdopodobnie w języku greckim lub koptyjskim. Siedziałem nie więcej niż kilka metrów od stołu, na którym od wielu godzin pracowali wybitni specjaliści. Nie interesowały mnie same artefakty, ale ich struktura, składały się one bowiem z wielu warstw papirusu (starożytnego materiału pisarskiego), datowanego na okres od III wieku p.n.e. do V wieku n.e. Powołani przez nas eksperci z chirurgiczną precyzją oddzielali i identyfikowali kolejne warstwy papirusu. Czekałem, aktywizując wszystkie pokłady cierpliwości, by w końcu usłyszeć, czy znaleźli jakiś fragment Pisma świętego.

W końcu dr Scott Carroll, specjalista od starożytnych rękopisów, dał znak, że jest gotów ogłosić swoje odkrycie. Otoczony był przez zaproszonych chrześcijańskich apologetów i liderów, którzy w napięciu czekali na werdykt. Nadeszła ta chwila.

CO ZNALEŹLIŚMY?

Kiedy tak siedziałem, czekając na ogłoszenie wyników badań Scotta i jego zespołu, zacząłem myśleć o tym, jak to się stało, że dotarłem do tego miejsca. Scott już wcześniej pomógł mi nabyć hebrajską Torę, którą nazwałem Torą Łódzką. Był to mający pięćset czterdzieści lat zwój, zawierający pierwsze pięć ksiąg Starego Testamentu. Używałem go podczas moich wykładów. Ten zwój pomagał mi dowodzić historycznej wiarygodności Pisma świętego w sposób, o jakim nawet nie marzyłem. Taki wykład z elementem poglądowym zawsze wywoływał entuzjastyczną reakcję publiczności, zwłaszcza młodych ludzi. Niewątpliwa wartość dydaktyczna Tory Łódzkiej zainspirowała mnie do modlitwy, by Bóg dał w nasze ręce jakiś fragment starożytnego rękopisu Nowego Testamentu. Z jego pomocą tysiące młodych ludzi i dorosłych mogłyby stanąć twarzą w twarz z zapisaną prawdą o Jezusie Chrystusie i Jego przemieniającym życie przesłaniu. Od razu pomyślałem, że to właśnie Scott mógłby namierzyć dla nas taki starożytny rękopis.

Poznałem Scotta dwa lata wcześniej, podczas kameralnego seminarium na Uniwersytecie Baylor, gdzie skrupulatnie oddzielał warstwy papirusu z wewnętrznej strony materiału pokrywającego mumie (zwanego kartonażem). Opracował swoją autorską metodę ekstrakcji tych materiałów, dzięki której mógł pozyskiwać fragmenty starożytnych tekstów klasycznych i biblijnych. Na tamtym seminarium obserwowaliśmy go, jak oddzielał papirusy do Kolekcji Rodziny Green4, którą wówczas zarządzał. Dzięki niemu kolekcja poszerzyła się o ponad pięćdziesiąt tysięcy starożytnych artefaktów, papirusów i pergaminów o wartości milionów dolarów. Jeśli ktokolwiek był w stanie namierzyć dla nas fragment Nowego Testamentu, to tym kimś mógł być jedynie Scott.

Byłem zafascynowany jego pracą. Jego obszerne badania oraz rozliczne kontakty na polu badań nad starożytnymi i średniowiecznymi rękopisami wykształciły w nim niezwykłą intuicję. Scott nie szukał rękopisów na wykopaliskach. On w sposób legalny nabywał starożytne kartonaże, które w dużej mierze zbudowane były z warstw zużytego papirusu.

Jak wiemy, papirus jest materiałem piśmienniczym, którego używano w czasach Chrystusa. Kiedy sporządzony dokument zaczynał blaknąć lub po prostu się zużył, był kopiowany na nowy arkusz papirusu, a poprzedni przekazywano do recyklingu. Tak działo się z pismami Apostołów. Inaczej niż my, starożytni nie żyli w społeczeństwie konsumpcyjnym. Nie wyrzucali niczego, co mogło się jeszcze przydać. Wysłużone papirusy wykorzystywano do różnych celów. Po namoczeniu i ściśnięciu dawało się z nich zrobić różne przedmioty.

Przód maski egipskiej

Egipskie artefakty pogrzebowe, które Scott rozwarstwiał w mojej obecności na Uniwersytecie Baylor, były wykonane ze ściśniętych warstw papirusu. Egipscy kapłani zajmujący się pogrzebami wytwarzali z papirusu masę podobną do papier mâché, której następnie używali do tworzenia kartonaży pokrywających mumie oraz innych przedmiotów. Niekiedy pokrywali warstwy papirusu gipsem i malowali na srebrno lub na złoto. Wyglądało to mniej więcej tak: wyobraźmy sobie, że wyrywamy kartki z wysłużonej książki, moczymy je i nakładamy otrzymaną masę na twarz sklepowego manekina, formując maskę. Gdy masa wyschnie, lakierujemy ją i malujemy w kolorze ciała. Tak otrzymujemy maskę. Ta technika służyła do wykonywania różnych przedmiotów, nie tylko kartonaży. Za jej pomocą powstawały elementy dekoracyjne, oprawy ksiąg, a nawet artykuły gospodarstwa domowego.

Nasza wspólnota zleciła Scottowi zdobycie dla nas kilku takich artefaktów w nadziei, że uda nam się w ten sposób pozyskać fragmenty Pisma świętego zapisane na papirusach, z których te przedmioty były wykonane. W końcu Scott znalazł coś, co wydało mu się warte uwagi. Zamiast natychmiast zabrać się do rozwarstwiania naszych nowych artefaktów, postanowiliśmy zrobić z tego wyjątkowe wydarzenie, by także inni mogli na własne oczy zobaczyć, jak dokonuje się ten proces. Nazwaliśmy je Zbadaj dowód. Zaprosiliśmy na to spotkanie ponad dwustu chrześcijańskich apologetów, liderów, ludzi świeckich oraz specjalistów w dziedzinie języków starożytnych.

Drugiego dnia zaraz po obiedzie zgromadziliśmy się w „sali badań”. Scott i jego zespół pracowali niestrudzenie przez całą przerwę obiadową, oddzielając kolejne warstwy papirusu. Udało im się pozyskać wiele fragmentów. To był moment, na który czekałem. Na stole leżały szczątki zapisanych papirusów. Wokół nich tłoczyli się naukowcy wyposażeni w szkła powiększające.

Gdy wszyscy zajęli swoje miejsca, Scott odchrząknął i powiedział:

— Pozwólcie, że zacznę od tego, co zainteresuje Josha.

Starałem się zachować spokój. Na kolanach trzymałem mojego wnuka. Dottie, moja żona, siedziała po mojej prawej stronie, po lewej siedział jeden z moich współpracowników.

Za pomocą pęsety Scott ostrożnie podniósł fragment papirusu i zwrócił się do mnie.

— Mamy tu parafrazę Ewangelii w języku koptyjskim. Pochodzi z czwartego wieku.

Mój współpracownik w milczeniu ścisnął mnie za ramię. Wziąłem głęboki wdech, spojrzałem w górę i wyszeptałem:

— Dziękuję Ci, Boże!

Scott odłożył papirus na stół i wziął następny fragment.

— To jest fragment Ewangelii Marka, trzy linijki. Ładny, biblijny tekst napisany uncjałą.

Powtarzał ten rytuał jeszcze kilka razy. Gdy analiza została zakończona i wszystkie fragmenty nazwane, dotarło do nas, że zostaliśmy właścicielami sześciu starożytnych fragmentów Nowego Testamentu i jednego fragmentu starożytnego rękopisu Starego Testamentu – w sumie siedmiu bezcennych skarbów! W naszych rękach znalazł się fragment Jr 33, najprawdopodobniej najwcześniejszego istniejącego koptyjskiego rękopisu tych wersetów. Mieliśmy także fragmenty Mk 15, J 14, Mt 6 i 7 i 1 J 2 – wszystkie najprawdopodobniej były najwcześniejszymi istniejącymi rękopisami tych fragmentów w jakimkolwiek języku. Mieliśmy także fragment Ga 4, który jest jednym z najwcześniejszych odnalezionych rękopisów tego tekstu. Nie spodziewałem się takich rezultatów. Byłem wniebowzięty!

Tył maski egipskiej

Podszedłem do stołu i długo patrzyłem na pożółkłe papirusy. Dotknąłem ich delikatnie i poczułem dreszcz emocji. Bóg odpowiedział na moje modlitwy. Czułem się taki mały i jednocześnie wdzięczny za to, że pozwolił mi podzielić się tymi skarbami z resztą świata. Wróciło do mnie uczucie, którego doświadczyłem w wieku dziewiętnastu lat, gdy pierwszy raz spojrzałem na starożytny rękopis w bibliotece uniwersyteckiej w Glasgow. Znów dotarło do mnie, że te fragmenty mają prawdziwą moc.

Odwiedziłem Szkocję jako zbuntowany nastolatek, nie miałem w sobie krzty pokory. Zawładnęła mną arogancja. Moim celem było udowodnienie grupie chrześcijańskich kolegów, że ich wiara jest niedorzeczna i nie ma żadnych podstaw. Gdy się z nich naśmiewałem, rzucili mi wyzwanie, bym udowodnił im, że Biblia nie jest wiarygodnym źródłem historycznym, a Jezus nie był Synem Bożym. Przyjąłem to wyzwanie, pełen młodzieńczej buty, i wyruszyłem prosto do Glasgow.

Podróżowałem od szkockich bibliotek i muzeów do angielskich bibliotek w Oksfordzie, Cambridge i Manchesterze. Badałem trzymane tam starożytne rękopisy, łącznie z najwcześniejszymi istniejącymi rękopisami Nowego Testamentu. Zanim moja podróż dobiegła końca, spędziłem całe miesiące, szukając dowodów na uniwersytetach w Niemczech, Francji i Szwajcarii. Po lekturze ton książek i rozmowach z wieloma uznanymi naukowcami wylądowałem w Bibliotece Ewangelikalnej przy ulicy Chiltern w Londynie. Było w pół do siódmej wieczorem, gdy odsunąłem na bok wszystkie zgromadzone książki, oparłem się na swoim krześle, spojrzałem w sufit i powiedziałem: „To prawda”. Powtarzałem te słowa wiele razy, jakby automatycznie. „To prawda. To wszystko jest prawdą”.

Zalała mnie fala potężnych emocji, gdy w końcu dotarło do mnie, że biblijny opis życia Chrystusa, Jego śmierci i zmartwychwstania został nam wiernie przekazany i jest prawdą. Prawda o Boskiej naturze Jezusa Chrystusa przenikała w głąb mojej duszy. Nie mogłem już dłużej odrzucać prawdy o Jezusie. Miałem przecież dowody. Dotarło do mnie, że powód, dla którego odrzucałem Jezusa, nie należał do sfery intelektualnej, ale emocjonalnej. Powoli zaczynałem rozumieć istotę mojego buntu przeciw chrześcijaństwu. Zaczynałem dostrzegać, że moje grzeszne życie wykopało przepaść między mną a kochającym Bogiem, który posłał swojego Syna, by spłacił mój dług. Moc i głębokie znaczenie tych starożytnych rękopisów pozwoliły mi stanąć twarzą w twarz z prawdziwą osobą – Jezusem Chrystusem.

CZY TE PISMA NAPRAWDĘ ŻYJĄ?

Patrząc wstecz, dochodzę do wniosku, że moja zaskakująca epifania była skutkiem obcowania z fragmentami starożytnych papirusów w muzeach i bibliotekach Europy. Badanie z bliska rękopisów listów apostolskich doprowadziło mnie do przekonania, że ktoś skopiował te teksty z jakiegoś ważnego powodu. Osoba kopiująca je musiała być przeświadczona, że przesłanie zawarte w tych listach jest tak cenne, że musi zostać przekazane potomnym. To tak, jakby oryginalne teksty żyły własnym życiem, a każde kolejne kopiowanie to życie zachowywało i przedłużało.

Dotarło do mnie, że te rękopisy były przepisywane przez ludzi, którym zależało na tym, by przesłanie Jezusa żyło i docierało do kolejnych osób. Za każdym starożytnym rękopisem stał ktoś, kto skrupulatnie i z namaszczeniem przepisywał każde słowo, litera po literze. Zdawało mi się, że każdy papirus mówi do mnie: „Prawda wyrażona tymi słowami przemieniła życie wielu ludzi. Te słowa zostały zapisane także dla ciebie. Czy zechcesz uwierzyć w Chrystusa i doświadczyć nowego życia?”.

Taką wiadomość Apostoł Jan zapisał na oryginalnym papirusie kilka wieków przedtem, zanim powstały pierwsze kopie. Kiedy Jan zrozumiał, kim naprawdę był Jezus, postanowił spisać wszystko, czego był świadkiem: „Jezus w czasie pobytu na ziemi dokonał w obecności uczniów jeszcze wielu innych znaków, które nie zostały ujęte w tej księdze. Te natomiast zostały tu spisane, abyście byli pewni, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Boga Żywego, i abyście trwając w zaufaniu do Niego, mieli w Nim odwieczne i nieskończone życie” (J 20,30-31 NPD).

Gdy tak patrzyłem i dotykałem fragmentów wersetów, które pierwotnie zostały zapisane przez Marka, Mateusza, Jana i Pawła, po raz kolejny poczułem, że te słowa mają niezwykłą siłę przyciągania. Kopiujący je ludzie z pewnością czuli ich moc. Przypominam, że te wersety pochodziły z 350 roku n.e., zostały zatem spisane na długo przedtem, zanim Kościół oficjalnie uznał je za Słowo natchnione przez Boga. Kopiści nie mieli świadomości, że kopiują coś, co w końcu zostanie uznane za Słowo Boże. Nowy Testament został włączony do kanonu Pisma świętego dopiero na synodach w Hipponie (393 r.) oraz w Kartaginie (397 r.).

Co takiego było w pismach Apostołów, że ludzie kopiowali je przez setki lat, jeszcze zanim zostały uznane za natchnione? Zapewne czuli, że prawdy zapisane przez Apostołów w jakiś sposób przystają do ich własnego życia. Tylko dlaczego? Dlaczego to właśnie te pisma były tak wciągające i ważne?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta, a jednak bardzo zaskakująca: Bóg natchnął swoich Apostołów, by przekazali w formie pisemnej Jego ponadczasową prawdę, a następnie podtrzymywał te słowa przy życiu mocą Ducha Świętego. Słowo Boże było zawsze żywe, ponieważ Duch Święty mówił przez nie bezpośrednio do serca człowieka. Fragment Pierwszego Listu Jana, który udało nam się zdobyć, doskonale pokazuje, jak Słowo Boże było żywe dla tych, którzy żyli w IV wieku, i dla nas, żyjących dzisiaj.

Na krótko przedtem, zanim powstała nasza kopia, około 320 roku, Ariusz, libijski starszy kościoła aleksandryjskiego w Egipcie, wywołał pewnego rodzaju skandal. Twierdził, że Chrystus był stworzeniem, a nie odwiecznym Bogiem wraz z Bogiem Ojcem. Bóstwo Jezusa zostało poważnie zakwestionowane przez niektórych egipskich chrześcijan, co wywołało niemałe poruszenie.

To nie była pierwsza próba podważenia prawdy o bóstwie Jezusa. Zaledwie pięćdziesiąt lat po wniebowstąpieniu Jezusa heretycka sekta zaczęła kwestionować naukę Apostołów, twierdząc, że Jezus nie był wcielonym Bogiem. Apostoł Jan napisał swój pierwszy list właśnie po to, by sprzeciwić się tym herezjom. Tak się złożyło, że fragment listu Janowego, który Bóg pozwolił nam pozyskać, odnosił się właśnie do tej kwestii.

Jan ostrzegał Kościół przed antychrystami – tymi, którzy twierdzili, że Jezus nie był Synem Bożym. Koptyjski fragment będący w naszym posiadaniu mówi: „Piszę do was nie dlatego, że nie znacie prawdy, ale po to, byście potrafili odróżnić prawdę od kłamstwa” (1 J 2,21 NPD). Jan zadaje niezwykle ważne pytanie i zarazem na nie odpowiada: „A któż jest kłamcą? Czy nie ten, który mówi, że Jezus nie jest Chrystusem? Każdy, kto sprzeciwia się Ojcu i Synowi, jest antychrystem” (1 J 2,22 NPD). Na koniec Jan wyjaśnia, dlaczego to, co pisze, jest tak prawdziwe i potężne:

„Piszę wam o tych sprawach z uwagi na fakt, iż są tacy, którzy próbują was zwodzić. Wy jednak macie przecież namaszczenie, którego On sam wam udzielił i nie ma potrzeby, aby ktoś więcej musiał was o tych sprawach pouczać. Jego namaszczenie bowiem wyjaśnia wam wszystko. Ono jest prawdą, a nie kłamstwem. Trwajcie więc w Nim tak, jak ono was poucza”.

1 J 2,26-27 (NPD)

Słowa zapisane przez Jana były prawdziwe i miały moc, ponieważ były żywymi słowami samego Boga, który tak wtedy, jak i dziś mówi, że Jezus jest Mesjaszem. Bóg chciał, by ludzie żyjący w I wieku znali tę odwieczną prawdę. Chce, byśmy my także ją znali. Ta niezwykła prawda została nam przekazana w niezwykłym liście za sprawą Ducha Świętego. Te słowa były żywe dla ludzi żyjących w I wieku, gdy zostały po raz pierwszy spisane, i były żywe w IV wieku, gdy je kopiowano, ponieważ po raz kolejny dyktował je Duch Święty. Duch Boży działający poprzez kolejnych kopistów posługiwał się tymi samymi słowami, by przekazać tę samą prawdę, aż do dnia dzisiejszego.

Apostoł Paweł wyjaśnia to w ten sposób:

„Głosimy tylko to, co od Niego słyszymy! Nie powtarzamy żadnych ludzkich wymysłów, które zdają się mieć pozór mądrości, lecz nauczamy tylko tego, co mówi Duch Boży. Duchowe sprawy wyjaśniamy słowami, które pochodzą od Ducha dla opisania duchowej rzeczywistości. A ludzie polegający na zmysłowym postrzeganiu wszystkiego, to znaczy tacy, którzy kierują się żądzami swej przyrodzonej natury, nie przyjmują tego, co jest z Bożego Ducha, ponieważ te sprawy wydają się im głupie. Wręcz pojąć ich nie potrafią, gdyż duchowe sprawy można zrozumieć jedynie w sposób duchowy”.

1 Kor 2,13-14 (NPD)

Ktoś, kto przepisywał 2 rozdział Pierwszego Listu do Koryntian około 350 roku, na pewno czuł żywą moc tych słów. Z pewnością czuli ją egipscy chrześcijanie. Rozumieli, że przez te słowa mówi sam Duch Boży. Chcieli sprzeciwić się fałszywym naukom głoszonym przez Ariusza i mieć pewność, że ich dzieci będą znały Jezusa jako Syna Bożego, który ma moc przebaczenia im i uczynienia z nich swoich dzieci. To samo dotyczy nas dzisiaj. Te słowa nadal są żywe i możemy je odnieść także do swojego życia. W naszych czasach też są ludzie, którzy uważają, że Jezus był jedynie dobrym nauczycielem. Twierdzą, że Jezus nie jest Synem Bożym ani jedyną drogą do zbawienia. Głoszą, że istnieje wiele dróg do Boga, a Jezus był tylko człowiekiem z bardzo mądrym przesłaniem. My jednak wiemy, że to nieprawda, ponieważ Duch Boży oświadcza w swoim Słowie, że Jezus jest Mesjaszem, a każdy, kto twierdzi inaczej, jest w błędzie. Słowo Boże objawia nam prawdę, a Duch Boży utwierdza w niej tych, którzy mają otwarte serca i umysły.

Autor Listu do Hebrajczyków, podobnie jak Apostołowie, twierdzi, że „Słowo Boże jest żywe” (Hbr 4,12 NPD). Te słowa są prawdziwe, ponieważ prawda i przesłanie Pisma świętego należą do żywego Boga, który osobiście i bezpośrednio tłumaczy prawdy duchowe każdemu pokoleniu w każdej kulturze na całym świecie. Biblia jest jedyna w swoim rodzaju, nie ma drugiej takiej księgi. Dobra powieść może nami wstrząsnąć. Możemy wzruszyć się, czytając wiersz, a inspirująca książka chrześcijańska może przemówić prosto do naszego serca, jednak żadna z tych lektur nie jest Słowem Bożym. Bóg może posłużyć się jakąkolwiek lekturą, by do nas mówić, ale to Jego Słowo i zawarta w nim prawda mają moc, są żywe i pozostaną żywe na zawsze. Jezus powiedział: „Ziemia ze swym nieboskłonem kiedyś przeminą, lecz moje Słowo nigdy nie przeminie” (Mt 24,35 NPD).

Pomyślmy o tym: Boże słowa są żywe i potężne, stale ożywiane mocą Ducha Świętego, od czasu, gdy Mojżesz spisał Pięcioksiąg ponad trzy tysiące lat temu. Pozostaną żywe na wieczność. Ta prawda wstrząsnęła mną, gdy z namaszczeniem dotykałem fragmentów Nowego Testamentu, które udało nam się zdobyć. Boża księga jest żywym dokumentem, napisanym dla mnie i dla ciebie, Czytelniku. Zawiera Boże słownictwo, Jego słowa żyjące na wieki. On jest w nich obecny, chce przemawiać bezpośrednio do nas. Chce nauczyć nas rozumieć ich znaczenie. Jak to rozumieć?

To, czego żywe Słowo Boże chce nas nauczyć, umknęło wielu ludziom. Przywódcy religijni w czasach Jezusa z całą pewnością źle rozumieli Pisma. Mieli do dyspozycji księgi – od Księgi Rodzaju do Księgi Malachiasza – spisane i żywe, a jednak nie rozumieli ich znaczenia, bo nie byli otwarci na Bożego Ducha. Biblia ma konkretny cel, a kiedy zrozumiemy, co nim jest, będziemy mogli w pełni przyjąć prawdę, która przemieni nasze życie. Poznajmy prawdziwy cel żywej księgi Boga i poczujmy, jak działa w naszym życiu. Taki jest temat kolejnego rozdziału.

ROZDZIAŁ 3PRAWDZIWYCEL BIBLII

Dottie miała łzy w oczach. Wróciła z wywiadówki, na której matka jednego z uczniów bardzo źle się wyraziła o jednym z naszych dzieci. Moją automatyczną reakcją była próba przypomnienia sobie jakiegoś odpowiedniego do sytuacji cytatu z Biblii, który pomógłby mojej żonie właściwie spojrzeć na tę sprawę, a następnie okraszenie go kolejnym wersetem, który skłoniłby ją do przyjęcia właściwego punktu widzenia.

Taki jest cel Pisma świętego, czyż nie? Czy nie uczono nas, że celem Biblii jest pouczenie nas co do właściwego sposobu myślenia i postępowania? Ja sam byłem takiego zdania na początku mojej chrześcijańskiej drogi.

Moją naturalną reakcją było wskazanie Dottie, jaką powinna przyjąć postawę wobec ataku złośliwej osoby krytykującej nasze dziecko. Dottie miała zamiar postawić ją do pionu. Ja natomiast przekonywałem ją, że powinna zwalczyć to pragnienie wersetem z Księgi Powtórzonego Prawa: „Do mnie należy pomsta i odpłata” (Pwt 32,35 NPD). Byłem pewien, że Dottie się uspokoi, gdy tylko nastawi swoje myślenie na Bożą częstotliwość i uwierzy, że to Bóg jest sędzią w tej sytuacji, a nie ona.

Kolejnym krokiem było właściwe zachowanie wobec osoby, która zawiniła. Mógłbym doradzić żonie coś w stylu: „Kochanie, nie pozwól, by to wytrąciło cię z równowagi. Musisz być cierpliwa i miła dla tej kobiety, nawet jeśli ona na to nie zasługuje”. Byłem przekonany, że właśnie tego oczekiwałby od niej Bóg. Wiem, że Pismo święte mówi nam, jak mamy się zachowywać, gdy ktoś nas obraża. „Nie oddawajcie złem za zło ani złorzeczeniem za złorzeczenie! Przeciwnie zaś, błogosławcie!” (1 P 3,9 NPD).

JEDEN Z WIELU CELÓW, LECZ NIE NAJWAŻNIEJSZY

Nie było nic złego we wskazówkach, których chciałem udzielić Dottie. Przecież Pismo święte jest najlepszym doradcą życiowym. Moja żona, jak każdy inny człowiek, powinna była obrać właściwy kierunek myślenia i właściwie zareagować. Niektórzy ludzie utrzymują, że Bóg dał nam swoje Słowo tylko do celów doktrynalnych i jako wzorzec właściwego postępowania. Powołują się na Drugi List do Tymoteusza, by dowieść, że Biblia ma jedynie uczyć nas właściwego myślenia i zachowania:

„Cała Biblia powstała bowiem z Bożego natchnienia i jest pomocna do nauczania, przekonywania, poprawiania i wychowywania w prawości tak, aby każdy człowiek, który w Bogu złożył nadzieję, był odpowiednio wyposażony do pełnienia wszelkiego dobrego dzieła”.

2 Tm 3,16 (NPD)

Z całą pewnością cele doktrynalny i wychowawczy są częścią Bożego zamierzenia wobec Pisma świętego. W cytowanym tu fragmencie słowo „nauczanie” pochodzi od greckiego didaskalia, co znaczy „doktryna” lub „właściwe myślenie”. Apostoł Paweł wyjaśnia, że Bóg dał nam swoje Słowo w trosce o właściwy kierunek naszej wiary.

Słowo „poprawianie” w tym samym fragmencie odpowiada greckiemu epanortheosis, co znaczy „przywrócenie do właściwego stanu”, „doskonalenie charakteru”. Apostoł Paweł mówi Tymoteuszowi, a także nam, że Biblia jest Bożym narzędziem poprawiania nas, gdy zbłądzimy, i kierowania nas z powrotem na właściwą drogę. Pod tym względem celem Biblii jest wpojenie nam właściwych wzorców myślenia i postępowania.

Choć takie prowadzenie jest ważnym aspektem Pisma świętego, nie jest jego jedynym celem. Jeśli nie umieścimy nauczania w kwestiach właściwego myślenia i postępowania we właściwym kontekście, stracimy z oczu prawdziwy cel Pisma świętego. Staniemy się podobni do przywódców religijnych z czasów Jezusa, którzy totalnie się zagubili, ponieważ zbyt mocno skupili się na „właściwej wierze” i „właściwym postępowaniu”, nie umieszczając ich w odpowiednim kontekście.

Faryzeusze i saduceusze byli znawcami Prawa. Byli zszokowani zachowaniem Jezusa, młodego, prężnego nauczyciela, który zadawał im niewygodne pytania. Jezus przyciągał tłumy, a Jego nauka miała wielu zwolenników. Wydawał się zagrożeniem, dlatego też raz za razem starali się Go skompromitować.

Saduceusze w szczególności nie wierzyli w naukę o zmartwychwstaniu. Obmyślili podchwytliwe pytanie w nadziei, że Mistrz się zmiesza. On jednak udzielił im natychmiastowej i klarownej odpowiedzi, wskazując na Pismo święte jako przewodnika w wierze:

„A jeśli chodzi o to, czy umarli mogą powstawać z martwych czy nie: to czyżbyście nie czytali, co Bóg powiedział do Mojżesza: JA JESTEM Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka, Bogiem Jakuba!? A to wyraźnie oznacza, że On nie jest Bogiem umarłych, lecz tych, którzy mają Życie”.

Mt 22,31-32 (NPD)

Jezus posłużył się cytatem z Księgi Wyjścia 3,6, by pouczyć nas o zmartwychwstaniu umarłych. Potem powiedział: „JA JESTEM zmartwychwstaniem i życiem! Jeśli ktoś trwa we mnie, to choćby jego ciało fizycznie obumarło, on sam otrzyma odwieczne i nieskończone życie” (J 11,25 NPD). W tym miejscu Jezus potwierdza wartość Biblii jako przewodnika w wierze. Nauki Starego Testamentu, słowa Jezusa oraz dzieła Apostołów są naszymi drogowskazami. Pouczają nas, w co mamy wierzyć i jak myśleć.

Przywódcy religijni z czasów Jezusa bardzo mocno trzymali się litery Prawa. Gotowi byli napiętnować każdego, kto miał odmienne poglądy. Naciskali na całkowite posłuszeństwo doktrynie. W świętych pismach widzieli jedynie wykaz nakazów i zakazów. Pewnego dnia próbowali zaskoczyć Jezusa pytaniem:

„»Czy wolno płacić podatek Cezarowi?«. Jezus im odpowiedział: »Podajcie mi monetę podatkową«. Gdy oni podali Mu denara, zadał im pytanie: »Czyj wizerunek i tytuł znajdują się na tej monecie?«. Oni odpowiedzieli: »Cezara«. »Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do niego, a Bogu to, co należy do Boga!«”.

Mt 22,17.19-21 (NPD)

Faryzeusze zadali PANU pytanie o podłożu politycznym. Chcieli Go przyłapać. On jednak wskazał na fakt, że powinniśmy okazywać posłuszeństwo. Jezus podtrzymał starotestamentowe nakazy i często przypominał o konieczności respektowania praw, pouczeń i wskazówek zawartych w świętych księgach. Jest tu jasno zaznaczony dydaktyczny cel Biblii, która poucza nas, co mamy robić, czego się wystrzegać, jakie myśli pielęgnować, jakich zachowań unikać. W tym sensie Biblia jest księgą uczącą nas dobrego życia.

Doktryna i nakazy Pisma świętego są jak dwie barierki wyznaczające właściwą drogę. Nauczanie Pisma świętego (doktryna) sprawia, że myślimy i wierzymy we właściwy sposób. Pouczenia Pisma (przykazania) wskazują nam drogę właściwego postępowania. Bez odpowiedniego kontekstu jesteśmy narażeni na zagubienie prawdziwego celu Pisma świętego, którym jest poprowadzenie nas ku równowadze między właściwym myśleniem i właściwym życiem. Łatwo przychodzi nam przywiązywanie nadmiernej wagi do litery prawa i skupienie się na doktrynie. To może prowadzić do arogancji i zdobywania wiedzy dla niej samej. Przywiązywanie nadmiernej wagi do skrupulatnego wypełniania prawa prowadzi do legalizmu i osądzania innych. Taka postawa cechowała faryzeuszy. Ich wiara nie znajdowała odzwierciedlenia w ich życiu, ponieważ umknęło im najważniejsze ze wszystkich przykazań.

Mój przyjaciel David Ferguson ze wspólnoty Intimate Life Ministries w Austin w stanie Teksas wiele napisał na temat, który nazywa zapomnianym celem Pisma świętego. David znacząco wpłynął na moje myślenie na temat Chrystusa i Pisma świętego. Kolejny podrozdział został napisany pod wpływem jego przemyśleń na temat relacyjnego charakteru Pisma świętego.

ZROZUMIENIE RELACYJNEGO CELU PISMA ŚWIĘTEGO

Jezus wyjaśnił prawdziwy cel Pisma świętego, gdy udzielił odpowiedzi na pytanie zadane Mu przez eksperta w dziedzinie Prawa:

„»Nauczycielu, które z przykazań Prawa Mojżeszowego jest najważniejsze?«. A Jezus tak mu odpowiedział: »Będziesz miłował PANA – Boga twego – całym swoim sercem, całą swoją duszą i ze wszystkich sił swojego umysłu. To jest najważniejsze przykazanie i dlatego jest pierwsze. A drugie podobne jest do niego i brzmi: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego«”.

Mt 22,36-39 (NPD)

Jezus najpierw cytuje Księgę Powtórzonego Prawa, co było częścią Shema, liturgicznej modlitwy recytowanej przez przywódców religijnych na początku i końcu każdego dnia: „PAN jest naszym Bogiem. Nasz PAN jest Bogiem jedynym” (Pwt 6,4 NPD). Następnie łączy przykazanie miłości Boga zawarte w Księdze Powtórzonego Prawa 6 z przykazaniem miłości bliźniego zaczerpniętym z Księgi Kapłańskiej (w. 19,185).

Jezus powiedział faryzeuszom, że największym i najważniejszym przykazaniem jest miłowanie Boga całą naszą istotą, a w drugiej kolejności miłowanie naszych bliźnich. Nie poprzestał na tym, ale zaskoczył ich bardzo głębokim stwierdzeniem: „Na tych dwóch przykazaniach opiera się zarówno całe Prawo, jak i Prorocy” (Mt 22,40 NPD). Innymi słowy, każde dobre nauczanie i dobre życie opiera się na wypełnianiu przykazania miłości Boga i bliźniego. Jezus oznajmił temu uczonemu w Piśmie – a także nam wszystkim – że Pismo święte zostało nam dane po to, by prowadzić nas ku głębszej relacji z jego Autorem oraz innymi ludźmi.

Faryzeusze i inni przywódcy religijni pozornie rozumieli doktrynalne i dydaktyczne cele świętych ksiąg. Niestety, nie pojęli związku między właściwą wiarą, właściwym zachowaniem i właściwymi relacjami międzyludzkimi. Z tego, co widzę, wielu ludzi dzisiaj także nie dostrzega tego związku.

Słowa Jezusa były ogromnie ważne, ale w tej kwestii Jezus nie powiedział nic nowego. Hebrajskie pisma często wspominają o związku między prawdą (wierzenia i przykazania) a relacjami. Król Dawid pisze w jednym z psalmów: „W Twej prawdzie zawsze postępuję, ponieważ nieustannie rozważam Twą łaskę” (Ps 26,3 NPD). Innym razem modli się: „Ukaż mi, proszę, swoją wolę, PANIE, abym w Twojej prawdzie zawsze postępował” (Ps 86,11 NPD). Starotestamentowi pisarze rozumieli prawdę w kontekście relacji. Oświadczenie Jezusa jedynie przedefiniowało w owej kwestii doktrynę i posłuszeństwo, przywracając jej właściwy kontekst, jakim jest relacja. Ówcześni przywódcy religijni zupełnie o tym zapomnieli. Jezus wyraził w ten sposób podstawowy cel Pisma świętego, jakim jest budowanie relacji.

Odpowiedź Jezusa udzielona faryzeuszom jest niezwykle ważna także dla nas i także dzisiaj, ponieważ ustanawia właściwy kontekst dla czytania i rozumienia Biblii. Zamiast pokazywać Biblię jako księgę, która naucza nas, jak żyć i w co wierzyć, Jezus ukazuje nam, że wszystko jest zakorzenione w przykazaniu miłości. Sprowadzając wszystkie doktrynalne i dydaktyczne aspekty Biblii do prostego dwuczłonowego nakazu: „Kochaj Boga i bliźniego”, PAN wszechświata ukazuje nam, że dwie poręcze wyznaczające drogę pobożnego życia (w co wierzyć i jak postępować) muszą być postrzegane w kontekście głębokiej relacji miłości z Nim i z innymi ludźmi.

Biblia objawia nam osobowego Boga, który „rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, tak jak rozmawiają przyjaciele” (Wj 33,11 NPD). Objawia Boga, który jest „Bogiem zazdrosnym” (Wj 34,14 NPD) o swoje relacje z człowiekiem. Od pierwszego zdania zapisanego przez Mojżesza w Księdze Rodzaju po ostatnie słowa Apokalipsy Pismo święte ukazuje nam kochającego Boga, który chce, byśmy Go poznali i cieszyli się wszystkimi korzyściami płynącymi z przyjaźni z Nim.