Słodko-gorzka. Uniwersytet Gray Springs. Tom 2 - Fields Ella - ebook

Słodko-gorzka. Uniwersytet Gray Springs. Tom 2 ebook

Fields Ella

4,5

Opis

Kiedy kogoś pokochasz, zapraszasz do siebie też jego demony.

Toby zawsze wydawał się trochę inny niż reszta jego kolegów. Bywały dni, kiedy wypowiadał zaledwie dwa słowa, innym razem nawijał jak katarynka. Działał w dwóch trybach i nigdy nie było wiadomo, kiedy zwolni, a kiedy przyspieszy. Jego mózgiem rządziły nieznane nikomu prawa.

Toby stanowił dla Pippy zagadkę. Zanim udało jej się ją rozwiązać, było już za późno. Pippa zakochała się w tym mrocznym, pełnym tajemnic futboliście. Wiedziała, że nie może go naprawić, ale pragnęła go tak bardzo… Każdego pojedynczego, uszkodzonego kawałeczka. Wiedziała, że walka o normalność będzie trudna, ale była gotowa zmierzyć się z ciemną stroną Toby’ego. Tylko czy na pewno wie, na co się pisze?

Nowa powieść niesamowitej Elli Fields rozgrywająca się w świecie znanym z serii Uniwersytet Gray Springs.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 427

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,5 (534 oceny)
346
126
46
12
4
Sortuj według:
MajAntek

Nie oderwiesz się od lektury

Dużo lepsza niż część pierwsza.
00
Binka87

Nie oderwiesz się od lektury

pełna emocji, poruszająca trudny temat , piekna historia, obie części mi się podobały ,polecam
00
kasiakasienka1986

Nie oderwiesz się od lektury

obie części są cudowne choć ta bardziej zapadła w moje serce
00
gosiawegrzyn

Całkiem niezła

Dużo lepsza od pierwszego tomu. Porusza ciekawe problemy. Dobrze się czyta, zachęcam do przeczytania.
00

Popularność




Dla najsilniejszego znanego mi człowieka.

Ciemność rodzi potwory niewidoczne gołym okiem.

Miłość potrafi rozproszyć tę ciemność i nagle się okazuje, że te potwory mają twarz.

Imię.

Cień.

I słabość.

A tam, gdzie jest słabość, tam jest i szansa na zwycięstwo.

Od autorki

Ta historia dość długo na mnie czekała.

Potrzebowałam po prostu odpowiednich bohaterów.

Gdy tylko Toby i Pippa pojawili się w Zakazanej, wiedziałam, że właśnie ich odnalazłam.

Ta świadomość przepełniła mnie ekscytacją, lecz także niemałą dozą strachu.

Bywało, że miałam ochotę się poddać albo napisać to wszystko zupełnie od nowa.

Podejrzewam, że tak właśnie się dzieje z pisarzami, którzy próbują opowiedzieć historię bliską ich sercu.

Stanów lękowych, depresji – żadnej choroby psychicznej – nie da się wtłoczyć w jedną, pasującą do wszystkiego kategorię.

To nie jest moja historia, jednak podczas jej pisania czerpałam ze znanych mi doświadczeń. I choć wiem, że temat ten dotyka tak wielu z nas, swoją opowieść oparłam na swoich doświadczeniach z JEDNĄ osobą, z której jestem niesamowicie dumna, podobnie zresztą jak z tej otwierającej oczy podróży, w którą zabrali mnie moi bohaterowie.

Prolog

Nie wiedziałam, która jest godzina, ale słońce zdążyło wzejść już parę godzin temu, a mój tata wciąż leżał w łóżku.

Mama mówiła, że czasem w weekendy, po całym długim tygodniu pracy, bywa naprawdę zmęczony. Był przedsiębiorcą budowlanym – zbudował nawet dom, w którym mieszkaliśmy – więc w sumie miało to sens. Tyle że według mnie nikt nie powinien przesypiać całych dni. W głowie mi się nie mieściło, że ktoś mógłby chcieć tracić w taki sposób czas.

Z drugiej jednak strony miałam tylko trzynaście lat i – jak mawiał mój brat – Drew, co ja tam wiedziałam.

– Pippa! Zabieraj ze stołu te swoje głupie malowidła. – Drew przesunął duży, różowy kuferek z kosmetykami na bok, mało nie zrzucając go przy tym na ziemię. – Mama ze sto razy ci powtarzała, żebyś ich tak nie zostawiała.

Pociągnąwszy nosem, wyprostowałam się i podeszłam do stołu, aby zamknąć kuferek.

– Pippo – zbeształa mnie delikatnie mama, wchodząc do jadalni i stawiając na stole miskę z owocami. – Wiesz, jaki jest tata, więc to po prostu zabierz. Proszę. – Wzięła się pod boki, a wyraz jej oczu sprawił, że się zgarbiłam.

– Okej.

Zawsze ta sama gadka. Tacie przeszkadzał bałagan. Coś sprawiało, że na jego widok wpadał w kiepski nastrój, przez co z kolei mama wyglądała tak, jakby ugryzła zgniłego pomidora.

Schowałam kuferek do szafy w swoim pokoju. Poranek spędziłam w towarzystwie książki z krzyżówkami i innymi grami słownymi. Trzy tego typu książki dostałam na Gwiazdkę, akurat ta okazała się jednak wyjątkowo wymagająca.

Po obiedzie zapukała mama i oznajmiła, że musi zawieźć Drew na trening hokeja. Jeśli nie wychodziła z domu na długo, pozwalała mi zostać samej. Podobało mi się, że mi ufa. Nie byłam jednak zadowolona, że tata spał, podczas gdy mógł ten czas spędzać ze mną.

Tęskniłam za nim. Tęskniłam, mimo że był na drugim końcu korytarza.

Z westchnieniem zamknęłam książkę i rzuciłam ją razem z ołówkiem na łóżko, po czym zeszłam na dół po coś do picia.

Delektując się chłodną wodą, obserwowałam przez okno w kuchni, jak stado ptaków zrywa się do lotu ze starego dębu. Odstawiłam szklankę do zlewu i napełniłam wodą drugą, zawahałam się jednak, kiedy stanęłam z nią przed drzwiami pokoju rodziców. Przygryzając wargę, przyjrzałam się wodzie w szklance, którą trzymałam w drżącej dłoni. Wydawała się taka zimna. Słyszałam, jak po drugiej stronie drzwi wentylator młóci powietrze, mimo że był środek zimy.

Pokręciłam głową i cicho zapukałam. Zero reakcji – co nie znaczy, że się jej spodziewałam. Powoli pchnęłam drzwi i zajrzałam do pokoju.

– Tato? – Ponownie odpowiedziała mi cisza.

Leżał z naciągniętą na głowę kołdrą obleczoną w kwiecistą pościel, ale nie chrapał, jakby to miało miejsce, gdyby rzeczywiście mocno spał.

– Tato? – powtórzyłam, tym razem ciut głośniej.

– Nie teraz, Pip. – Głos miał półprzytomny i zachrypnięty, ale na tyle głośny i wyraźny, że się wzdrygnęłam.

– Przyniosłam ci wodę.

– Powiedziałem: nie teraz. Cholera.

Patrzyłam, jak przekręca się twarzą do okna, przez które widać było malujące się w oddali góry.

Kiedy miałam gorsze dni, jego niechęć do rozmowy zdecydowanie sprawiała ból. Poczułam wyrzuty sumienia. Chyba nie umiałam być taka jak mama. Może i miałam prawie czternaście lat, ale moja cierpliwość była na wyczerpaniu.

Podeszłam do łóżka i postawiłam wodę na szafce nocnej. W drodze do drzwi moje stopy zatrzymały się na ręcznie tkanym dywaniku.

– Wiesz, mama zawiozła Drew na trening. Znowu.

Hokej był pasją Drew i taty. I wiedziałam, że tata ma problemy. Choć ich nie rozumiałam, zdawałam sobie sprawę z ich istnienia. Z kolei Drew nigdy o nich nie mówił. Mimo że wiedziałam, iż jest mu przykro za każdym razem, kiedy tata wpadał w ten swój nastrój albo nie chciał się budzić.

Tata coś wymamrotał i odwróciłam się, kiedy usłyszałam, jak łóżko skrzypi pod jego ciężarem.

– Jestem po prostu zmęczony, maleńka. To był długi tydzień. On rozumie.

Zacisnąwszy zęby, zaczerpnęłam powietrza przez nos, po czym powoli je wypuściłam przez uchylone usta. Nic to nie dało.

– Naprawdę? Wiesz, że sen napędza sen, prawda? – Owszem, sprawdziłam tę informację. – Może gdybyś wstał i coś zrobił, to udałoby ci się tak nie zasypiać.

Burknął coś, co zabrzmiało jak „Jezu Chryste”, a potem westchnął.

– Pip, chodź tutaj.

Ze ściągniętymi brwiami patrzyłam, jak z wysiłkiem siada. Kołdra opadła mu do pasa, odsłaniając T-shirt.

– Nie trzeba. Chciałam jedynie sprawdzić, jak się czujesz. – Z trudem przełknęłam ślinę i odwróciłam się, aby wyjść.

– Pippa, proszę, usiądź.

Zamknęłam oczy, policzyłam do trzech, a potem podeszłam do łóżka.

– Tak? – zapytałam, siląc się na lekki ton.

– Spójrz na mnie. – Tak zrobiłam. Miał czerwone obwódki wokół oczu i trzydniowy zarost. Tata był dużym facetem – wyglądał zdrowo, był silny, miał co najmniej metr osiemdziesiąt wzrostu. Może i więcej. Od zawsze wydawał mi się ogromny, z posturą godną króla, i niczego nie pragnęłam bardziej niż jego aprobaty, jego uśmiechu.

Kiedy jednak teraz na niego patrzyłam, nie wiedziałam, jak połączyć to, co widzę, ze wspomnieniami albo być może z takim obrazem ojca, który chciałam zobaczyć. Takim, którego twórcą był mój mechanizm obronny.

Tak naprawdę nie znosiłam patrzeć na niego, kiedy był w takim stanie.

– Tak? – zapytałam ochryple. Miałam ochotę kopnąć samą siebie za to, że zabrzmiało to tak bezbronnie.

Poklepał łóżko i kiwnął głową w stronę poduszki mamy.

Z wymuszonym uśmiechem usiadłam na łóżku i podłożyłam sobie pod plecy poduszkę.

– Przypominasz mi nie tylko swoją matkę, ale także mojego tatę – oświadczył.

Na myśl o dziadku Henrym skrzywiłam się. Dziadkowi z nosa wyrastały włosy, równie siwe jak krzaczaste brwi.

– Dziadek czasem nie pamięta, kim jesteśmy.

Tata zachichotał.

– Demencja. To nie jego wina. Ale dawno, dawno temu… – Dał mi prztyczka w nos, a ja starałam się nie otwierać oczu zbyt szeroko. – Był człowiekiem upartym i pewnym siebie.

– Tak? – zapytałam, dając się porwać życiu, które rozświetliło oczy mojego taty.

– Tak. – A potem w tych oczach pojawił się smutek. Przyglądał mi się przez długą chwilę. – Obiecaj mi coś.

Bałam się zamrugać ze strachu, by nie odwrócił ode mnie wzroku, skinęłam więc jedynie głową.

– Obiecaj mi, że bez względu na wszystko nigdy tego nie stracisz. – W jego oczach ponownie pojawił się uśmiech. – Będziesz dorastać, zmieniać się i uczyć. Ale obiecaj mi, że to, co masz tutaj… – wyciągnął rękę i palcem zastukał w tęczę pośrodku mojego niebieskiego T-shirtu – …pozostanie takie same.

Opuścił rękę, a ja w końcu zamrugałam.

Raz.

Dwa razy.

Trzy razy.

– Dlaczego to mówisz? – wychrypiałam. Klatkę piersiową przepełniała mi nadzieja, ale także dziwny niepokój.

Kiedy teraz na mnie patrzył, z jego twarzy nie dało się nic wyczytać.

– Dlatego że dopadnie cię życie. Płyń z jego nurtem, ale… nie pozwól, aby zmieniło to, kim jesteś.

Po tych słowach wrócił do pozycji leżącej, jeszcze przez chwilę mi się poprzyglądał, a potem znowu zasnął.

Tego samego wieczoru obudził mnie dźwięk opon na żwirowym podjeździe. Tym, którego tata nigdy w końcu nie wybetonował.

Przeszłam po łóżku na czworakach, odsunęłam zasłonkę i zmrużyłam zaspane oczy, próbując się skupić. Ale tego widoku nie dało się pomylić z niczym innym.

Tylne światła połyskiwały niczym czerwone znaki, kiedy furgonetka taty znikała w oddali.

1

Pippa

Ledwo udało mi się zdusić jęk, kiedy włożyłam do ust kolejną porcję lodów miętowych z kawałkami czekolady.

– Macie otwarte czy co? A może masz akurat przerwę?

Z lekkim zaskoczeniem odstawiłam na ladę mały kubek z lodami i przełknęłam. Kurde, zapiekło, ale z przyklejonym do twarzy uśmiechem wytarłam ręce w niebieski fartuch.

– Tak, nie. Mamy otwarte. – Miałam ochotę ugryźć się w język. – Co mogę podać?

– Truskawkowego milkshake’a na chudym mleku. – Brunetka opuściła wzrok na swój telefon, a ja zabrałam się do szykowania jej napoju. – I masz coś na brodzie.

Nie zamierzałam pozwolić, aby wprawiła mnie w zakłopotanie. Wzięłam od niej pieniądze, wydałam resztę i podałam koktajl, a dopiero potem starłam z brody lody.

I co z tego? Rozsądnie gospodarowałam swoim wolnym czasem. W lodziarni, w której pracowałam, w czwartki zazwyczaj zjawiało się sporo ludzi, jednak dziś wieczorem ta dziewczyna była dopiero naszym trzecim klientem.

Odgłos lekkich kroków sprawił, że schowałam swój kubeczek za stojakiem z serwetkami. To mój szef, Tim.

– Idź już do domu, Pippo. – W jego słowach pobrzmiewał lekki, niemiecki akcent.

Spojrzałam na zegar – ósma czterdzieści pięć – po czym wzruszyłam ramionami. Czegoś takiego nie trzeba mi było powtarzać dwa razy.

– Dzięki, do zobaczenia za tydzień. – Zdjęłam fartuch i poszłam na zaplecze po torebkę.

– Zapomniałaś lodów.

Ups. Zawróciłam w połowie drogi do drzwi i z nieśmiałym uśmiechem podeszłam do lady.

Tim też się uśmiechnął, aż uniosły mu się końce wąsów, i podał mi kubek z rozpuszczającymi się lodami. Trafił mi się naprawdę superpracodawca.

Podziękowałam mu i wkładając sobie do ust łyżeczkę lodów, pchnęłam tyłkiem drzwi.

Wieczór ziewał i mrugał, a lekki wietrzyk poruszał liśćmi na drzewach, sprawiając, że część lądowała na ziemi. Nastała jesień, przesłaniając sobą wspomnienia nieznośnego letniego gorąca. W Gray Springs wyjątkowo wcześnie zrobiło się chłodno, ale nie zamierzałam narzekać.

Pocące się cycki to nic fajnego. Kochałam zimę.

Telefon odezwał się z torebki, która wisiała mi w zgięciu ramienia. Zatrzymałam się na chodniku i ignorując kilka omijających mnie osób, przeniosłam spojrzenie z lodów na torebkę.

Telefon przestał dzwonić, więc wróciłam do jedzenia.

Kiedy znowu rozległo się dzwonienie, z głośnym jękiem wyrzuciłam resztkę lodów do pobliskiego kosza, po czym wyciągnęłam telefon.

Drew.

– Co? – zapytałam.

– Rany, co cię ugryzło?

– Jeśli już musisz wiedzieć, to porzuciłam coś bardzo ważnego, aby odebrać. Więc mów, o co chodzi – burknęłam.

– Taa, pewnie robiłaś coś sprośnego.

– Sam jesteś sprośny. I miałam na myśli jedzenie.

Drew zachichotał, a po chwili rozległ się dźwięk zamykanych drzwi.

– No dobra, eee, potrzebuję dwudziestu dolców.

Znowu się zatrzymałam. W takim tempie dziesięciominutowy spacer zajmie mi cały wieczór.

– Dwadzieścia dolców?

– Okej, w sumie to trzydzieści.

– Nie – syknęłam do telefonu. – Masz własne pieniądze.

– Mama w tym tygodniu wstrzymała mi kieszonkowe.

– Dlaczego? – Ruszyłam z miejsca, uśmiechając się do mijanej dziewczyny z tej samej grupy.

– Pip, proszę.

– Najpierw mi powiedz, co zmalowałeś.

Po chwili milczenia bąknął:

– Umówiłem się z Cindy, córką sąsiadów.

Znowu przystanęłam. Ale tym razem miałam ku temu powód.

– Z córką pastora? – Starałam się, aby w moim głosie słychać było niedowierzanie, a nie rozbawienie.

– Głośniej już nie możesz?

– Mogę, jeśli chcesz – fuknęłam. – Tyle że tutaj nikogo to nie obchodzi. – Odchrząknęłam, starając się przybrać odpowiedni ton starszej siostry. – Bardzo nieładnie. Naprawdę.

– Ej, to wcale nie jest tak. Naprawdę ją lubię. Ale mama się dowiedziała i uważa, że tylko sobie z nią pogrywam. Ona uważa Cindy za słodką i niewinną. Nie odzyskam kieszonkowego, dopóki nie dam jej spokoju. – Ponownie zniżył głos. – A ona nie jest wcale taka niewinna. – Pauza. – A słodka – owszem.

– Zbyt dużo informacji, dupku. – Z westchnieniem ruszyłam z miejsca. – Słuchaj, rozumiem cię, serio. Ale nic nie mogę zrobić. Pracuję tylko parę razy w tygodniu.

– Pippa, to tylko dwadzieścia dolarów. Daj spokój.

– Znajdź sobie pracę.

Jęknął.

– Mam szkołę i hokej. Mama mówi, że praca to już byłoby za dużo.

– Wobec tego poproś, aby ci odwiesiła kieszonkowe.

Oboje wiedzieliśmy, że tego nie zrobi. To znaczy w końcu zrobi, jasne. Nasza mama była stanowcza, ale miała miękkie serce i ostatecznie zawsze ustępowała. Lubiła jedynie, abyśmy wcześniej się trochę pomęczyli.

– Słuchaj, muszę kończyć. – Weszłam po prowadzących do akademika schodach i pchnęłam drzwi. – Wiesz, zawsze możesz poprosić tatę.

Wydał z siebie dźwięk pełen niedowierzania, a ja ze śmiechu omal się nie potknęłam na schodach.

– Przestań, Pip.

– Tak tylko mówię, wiem, że byłby uradowany, gdybyś się do niego odezwał.

Bo rzeczywiście tak by było. Choć przed laty zostawił nas w taki, a nie inny sposób, zawsze chętnie z nami rozmawiał.

– Taa, nie skorzystam. Dzięki za nic.

Rozłączył się, a ja z westchnieniem wrzuciłam telefon do torebki.

Przez chwilę stałam w holu, próbując zebrać myśli.

Tata nas kochał, nie wątpiłam w to ani przez chwilę. Ale miał swoje problemy i pozwalał, aby to one podejmowały decyzje za niego. To mi właśnie nie odpowiadało. Co jakiś czas rozmawialiśmy ze sobą, no i mieszkał niedaleko, ale prawie w ogóle się z nim nie widywałam. Nie żeby o to nie zabiegał.

Można powiedzieć, że żywiłam do niego urazę z powodu tego, że nas porzucił, jasne. Ale Drew bardzo rzadko rozmawiał z tatą. A kiedy już do tego dochodziło, jeszcze bardziej się w sobie zamykał. Potrafił ukrywać swoje uczucia, ale było je widać w jego zachowaniu. Wystarczyło być wyczulonym na detale.

Słyszałam, że po drugiej stronie drzwi moja współlokatorka, Daisy, słucha muzyki. Uśmiechnęłam się, byłam wdzięczna, że przynajmniej w tym tygodniu ani razu nie zastałam jej płaczącej w poduszkę czy wpatrującej się w ścianę.

Tak się dzieje, kiedy idziesz na studia i myślisz, że spotkasz tam swojego najlepszego przyjaciela z dzieciństwa, bratnią duszę i pierwszą miłość, tyle że okazuje się, iż w jego życiu nie ma już dla ciebie miejsca.

Kiedy zamknęły się za mną drzwi, Daisy wyłączyła muzykę.

– Co słychać? A jeśli powiesz, że boli cię serce, osobiście zadzwonię do Calluma i poproszę, aby znowu się z tobą umówił.

W zeszły weekend w końcu wybrała się na randkę, ale koleś nie zadzwonił jeszcze z propozycją powtórki.

– Nie ośmieliłabyś się – fuknęła.

– Czyżby? – zapytałam, wyjmując z komody piżamę i czyste majtki.

Zmrużyła brązowe oczy, a ja posłałam jej szeroki uśmiech. Pokręciła głową.

– Jak było w pracy?

– Nudno, ale smacznie.

W pokoju rozległ się śmiech Daisy, a mój uśmiech stał się jeszcze szerszy.

– Skończyłaś już ten esej?

– Nie. – Zdjęłam buty i skarpetki, a potem podeszłam do drzwi. – Trzeba go oddać w poniedziałek, a połowę mam już gotową.

Ziewnęła, odłożyła na nocną szafkę swój szkicownik, po czym ponownie położyła się na łóżku.

– Ja jeszcze nawet nie zaczęłam pisać.

Wcale mnie to nie dziwiło. Zamknęłam za sobą drzwi i szłam korytarzem. Panowała na nim cisza. Większość dziewczyn przestrzegała zasad dotyczących ciszy nocnej, zwłaszcza w dni powszednie. Mimo to w łazience zastałam kilka osób. Ignorując je, umyłam się pod słabym strumieniem wody lecącej z mocno wiekowego prysznica. Dziwne, ale choć studia w Gray Springs zaczęłam prawie miesiąc temu, nie brakowało mi domu. Jasne, tęskniłam za mamą. Czasem nawet za moim smarkatym bratem. Ale najbardziej brakowało mi porządnego prysznica. Takiego ze zdejmowaną słuchawką.

– Renee, daj już sobie spokój – usłyszałam, kiedy zakręciłam wodę i zdjęłam przewieszony przez drzwi kabiny ręcznik. – Wiesz, że on lubi sobie z tobą pogrywać.

– I co, powinnam patrzeć spokojnie na to, jak sobie poczyna? – odparował ktoś, zapewne Renee.

Kran przy umywalce odkręcono i zakręcono, a ja powoli się wycierałam, nie chcąc słuchać, ale… no dobra, chciałam słuchać. To ich wina, że rozmawiały właśnie tutaj.

– Z iloma się przespał od waszego rozstania?

– Podobno – prychnęła Renee. – To jednak coś innego.

Jej koleżanka przez chwilę milczała, a ja ostrożnie owinęłam się ręcznikiem.

– Jak to? Najpewniej dla niego to kolejna dziewczyna.

– Taka, jaką byłaś ty?

– Eee, auć. Mówiłam ci, że z nim nie spałam.

Rozległy się kroki.

– Nie, jedynie ssałaś mu fiuta, co?

– Mówiłaś, że już go przebolałaś. Poza tym byłam pijana w trzy dupy. – Przygryzłam wargę, aby się nie roześmiać. – No a sama wiesz, jaki z Calluma jest manipulator.

Callum? Facet, z którym Daisy umówiła się w zeszły weekend. Och, atmosfera się zagęszcza.

– Nigdy nie mówiłam, że go przebolałam. Wybaczyłam ci, bo nie miałaś złych intencji, poza tym musiałam dzielić z tobą pokój. Może i go lubisz, ale on zrobił to tylko po to, aby się na mnie odegrać.

Tłumiąc parsknięcie, podeszłam cicho do drzwi, próbując coś dojrzeć przez szparę. Niestety mignęły mi jedynie ich włosy. Jedna z dziewczyn była farbowaną blondynką. Druga to ruda. Kiedy zastanawiałam się, która jest która, blondynka zaszczebiotała:

– Potrafisz być prawdziwą suką. Jakby to był jedyny powód, dla którego Callum chciał się ze mną spotkać.

Ruda zaśmiała się gorzko i podeszła do drzwi.

– No cóż, nic z tego ostatecznie nie miałaś, prawda?

Blondynka burknęła coś, co zabrzmiało jak „wstrętna zołza”, po czym obie wyszły z łazienki.

W końcu byłam wolna. Choć musiałam przyznać, że ich rozmowa była całkiem interesująca.

Ubrałam się i umyłam zęby, zastanawiając się, czy powinnam opowiedzieć o wszystkim Daisy.

Miałam jednak w pamięci ten cały bajzel związany z Quinnem, więc uznałam, że tego nie zrobię. W końcu na jej twarzy znowu gościł uśmiech. A co tam, Callum może i był łajzą, ale będę go miała na oku. Najważniejsze, że Daisy zrobiła krok w odpowiednią stronę.

Po tym wszystkim, przez co przeszła, naprawdę mnie to cieszyło.

2

Toby

Lubiłem myśleć o sobie, że jestem wyluzowanym facetem.

No dobra, wcale taki nie byłem. Ale przecież powiedziałem, że lubiłem się za takiego uważać, no bo fajnie by było. Ale pewne rzeczy – okej, całe ich mnóstwo – działały mi cholernie na nerwy.

Na przykład fakt, że w zeszły weekend Packersi spuścili łomot Bearsom. Kurwa. Nieźle mi to namieszało w głowie. Złóżcie to na karb mojej zbyt wielkiej miłości do tej gry, tak czy inaczej, stało się tak i już.

I nadal to przeżywałem.

Kiedy więc tata rzekł do mnie: „Wyluzuj. Może porozmawiam z trenerem, wyjaśnię parę spraw”, mało nie eksplodowałem.

Wyluzuj. A nie byłem już wyluzowany? Nie przepracowałem tego. Jeszcze. Ale mój ojciec, facet, który znał mnie najlepiej, chyba miał ciut racji.

Ale i tak zgrzytnąłem zębami i zacisnąłem rękę na telefonie, kiedy wsunąłem go między ramię a ucho.

– Nie dasz rady naprawić wszystkiego, tato. Sam się w to wpakowałem i chcę to załatwić tak, jak należy.

Jego westchnienie było długie i znaczące.

– Toby.

– Tato – odparowałem. Burrowsowi, mojemu koledze z drużyny, pokazałem środkowy palec, po czym przerzuciłem sobie torbę przez ramię i wyszedłem z szatni.

– Tyle że możesz wszystko jeszcze pogorszyć.

– Trochę zaufania. Staram się zachowywać w sposób dorosły. – Z bocznej kieszeni torby wyjąłem kluczyki do samochodu. – Sam wiesz, co zrobić.

– Powiedział, że to już pewne?

– Nic jeszcze nie powiedział. I to mnie właśnie gryzie.

Podczas zeszłorocznych play-offów wdałem się w awanturę. Po wszystkim trener nie był pewny, czy utrzymam swoje miejsce w drużynie, i wiedziałem, że jestem na okresie próbnym. Wcale mi się to nie podobało, ale – choć niechętnie – akceptowałem to.

W tego typu kwestiach Gray Springs miało surową politykę. Jedno potknięcie i wylatujesz. Zapomnij o stypendium. I o potencjalnej karierze.

Już to wszystko słyszałem od taty zaraz po tym, kiedy to się stało. Tak, wiedziałem, że to już nie szkoła średnia. Tak, wiedziałem, że teraz należy to brać na poważnie. Tyle że naprawdę nie byłem się w stanie pohamować.

Umiałem wpaść w złość. Jak każdy, umiałem wpaść w naprawdę cholerną złość. Ale czasami, cóż, brała nade mną górę i wszystko niszczyłem.

– Cóż, wobec tego przeczekaj to.

– Tak robię. – Idąc przez salę gimnastyczną, starałem się nie przewracać oczami. – Więcej nie możemy zrobić ani ty, ani ja.

– Ja mógłbym…

– Tato – syknąłem. – Rozumiem, próbujesz jedynie pomóc. Ale, do cholery, nie możesz wyciągać mnie z tarapatów za każdym razem, kiedy w nie wpadnę.

Milczał, kiedy wyszedłem na późnopopołudniowe słońce.

– Dobrze grałeś w meczach przedsezonowych i w zeszły weekend.

Wiedziałem, że ma rację. O ile tylko nie musiał pracować, tata starał się zjawiać na wszystkich moich meczach.

– To prawda. – Wyprostowałem się z dumą, nabierając nieco większej pewności siebie.

– No dobrze. Miejmy nadzieję, że w takim razie trener uzna, że drużyna poniosłaby stratę. – Westchnął z rozdrażnieniem. – Powiedziałbym, abyś zadzwonił do mnie, jeśli będziesz czegoś potrzebował, ale wiem, że tego nie zrobisz.

Gówno prawda. Dzwoniłem do taty pewnie częściej, niż jakikolwiek inny chłopak na tym kampusie dzwonił do rodziców. To znaczy nie licząc Quinna. On akurat był prawdziwym maminsynkiem. Nie wyśmiewałem się jednak z niego. Gdyby mama nie odeszła, możliwe, że sam robiłbym tak samo.

– Zrobię. Ale nie w tej kwestii.

– Zrozumiałem. – Zaśmiał się. – Nie pakuj się w kłopoty.

Rozłączyłem się z uśmiechem i wrzuciłem telefon i torbę do samochodu.

– Ej, Hawthorne! – Za mną rozległ się dudniący głos Paula. Podbiegł do mnie, kiedy wsiadałem do swojego dodge’a. – Wpadniesz dziś na imprezę?

– Imprezę bractwa? – Zmarszczyłem nos i przekręciłem kluczyk w stacyjce. – Nie wiem. A ty?

– Aha. Powinieneś przyjść. Burrows stawia piwo.

Przez chwilę zastanawiałem się. Do bractwa należało paru chłopaków z drużyny, więc nie powinno być tak zupełnie do bani.

– Może.

Kiedy wykonałem ruch, aby zamknąć drzwi, Paul zastukał w dach.

– Co się dzieje? Rozumiem, że zostajesz w drużynie?

– Na razie tak. W sumie trener nic nie powiedział, po prostu pozwolił mi grać.

– Uparty z niego dupek.

Owszem, ale to się sprawdzało. Wygraliśmy już oba mecze: przedsezonowy i otwierający sezon. Paul uniósł koszulkę i podrapał się po brzuchu.

– No co? – zapytałem, chcąc już stąd odjechać. Głodny byłem.

– Będziesz się jeszcze chciał spotkać z tą Wendy?

Wendy? Wytężyłem pamięć… och.

– Ta, z którą się umówiłem na początku roku?

Wzruszył ramionami.

– Tak pomyślałem, że się upewnię.

– Ze mną nie musisz sobie zawracać głowy szyframi, stary. – Ze śmiechem zamknąłem drzwi i opuściłem korbką szybę. Stare auto, klasa sama w sobie, ale czasem trzeba się było napracować. – Baw się dobrze, ale uważaj na tyłek; laska lubi zostawać w szpilkach.

Paul wyszczerzył się i pokazał mi środkowy palec, po czym oddalił się w stronę swojej furgonetki.

Śmiałem się jeszcze, kiedy zaparkowałem na podjeździe przed domem w pobliżu kampusu, w którym mieszkałem. Należał do mojego wujka, który swego czasu wykładał w Gray Springs historię. Po jego śmierci dom przypadł w udziale mojemu tacie, a on postanowił go zatrzymać. Przynajmniej do czasu, aż skończę studia.

Na pierwszym roku mieszkałem tu sam, ale w tym zaproponowałem Quinnowi, przyjacielowi i koledze z drużyny, żeby się do mnie wprowadził. Nie podobał mi się pomysł sprzątania po kimś, ale jeszcze mniejszą ochotę miałem na to, aby mieć za towarzystwo wyłącznie swoje myśli. W porównaniu z innymi kumplami Quinn wydawał się najbezpieczniejszą opcją i jak na razie wszystko dobrze się układało.

Zaniosłem sportowe rzeczy do swojego pokoju, a potem zbiegłem do kuchni, wciąż uśmiechałem się jeszcze po rozmowie z Paulem. W sumie nie było to wcale aż takie zabawne. I nie miałem nic przeciwko związaniu się z kimś na poważnie. Ja po prostu… martwiłem się. Na okrągło. I wątpiłem, aby jakakolwiek dziewczyna potrafiła sobie z tym poradzić.

Tak czy inaczej, nie poznałem jeszcze takiej, która spodobałaby mi się na tyle, abym chciał ją obciążać swoimi problemami. Tak pewnie było najlepiej.

Położyłem na blacie paczkę makaronu i napełniłem garnek wodą.

Ogień płonął, mimo że nie było wcale tak zimno. Piwo lało się strumieniami. Pojawiały się kolejne grupki dziewczyn.

A ja nudziłem się jak mops.

– Ten koleś wyglądał jak cholerny zając, kiedy ją posuwał, tak jakby był prawiczkiem – zarechotał Burrows, rozlewając przy tym piwo.

– Pierdolisz. Serio? – zapytał Paul, nachylając się na krześle.

Burrows wyrzucił przed siebie ręce, rozlewając jeszcze więcej piwa.

– Stary, przysięgam. Zaraz ci pokażę.

Postawił kubek na trawie i zaczął wykonywać biodrami pchnięcia jak jakiś idiota, którym zresztą był. Po kilkunastu pchnięciach wydał zduszony dźwięk, po czym jęknął wysokim głosem:

– O kurczę. To nie miało być tak szybko.

Wszyscy się zaśmiali, łącznie ze mną.

– U ciebie pewnie było tak samo podczas pierwszego bzykanka – odezwał się Quinn, siedzący po drugiej stronie ogniska.

– Owszem – przyznał Burrows. – Chyba nawet nie wytrzymałem tyle. – Wzruszył ramionami i nachylił się, by sprawdzić, czy w kubku miał jeszcze choć trochę piwa. – Różnica jest taka... – wyprostował się – że Gregson jest znany z uganiania się za cipkami. Koleś powinien być wytrzymały i mieć choć odrobinę finezji.

– A tak w ogóle to czemu na nich patrzyłeś? – zapytał Quinn, unosząc brew.

Burrows zawahał się, po czym wzruszył ramieniem.

– To było jak wypadek samochodowy, stary. Nie potrafiłem odwrócić wzroku. No i hej, darmowe porno to darmowe porno.

– Jesteś popierdolony – zaśmiałem się.

Wymierzył we mnie palec i ruszył w moją stronę, wtedy jednak za nim pojawił się Ray, obejmował dwie dziewczyny. Jedna wyglądała na cholernie wkurzoną i próbowała go odepchnąć, druga zaś wydawała się jedynie skonsternowana.

– Ray, gdzie ty je, u licha, wyhaczyłeś? – zapytałem, bo obie miały takie miny, jakby miejsce, w którym się znajdowały, napawało je bezbrzeżnym zdumieniem.

– Po prostu tu przyszły – odparł Ray. – Mój szczęśliwy wieczór.

Paul prychnął.

– Jasne. Co to za jedne?

– Dwie laski z pierwszego roku – odparł niewyraźnie Ray. – Tak mi się przynajmniej wydaje. Wcześniej ich nie widziałem.

Brunetka w końcu mu się wyrwała, a ja nie potrafiłem oderwać od niej wzroku.

Paul zapytał je o imiona, ale nie usłyszałem odpowiedzi. Zbyt byłem zajęty podziwianiem długich nóg, podkreślonych sukienką krągłości i błysku szaleństwa w zielonych oczach.

Kim była ta dziewczyna? Co więcej, dlaczego, u licha, do tej pory się na nią nie natknąłem? Na pewno bym ją zapamiętał.

Tata mawiał, że bywają w życiu takie chwile, które po prostu walą cię w głowę. Czasem to wszechświat próbuje ci coś w ten sposób powiedzieć. A czasem jesteś po prostu łamagą, która na coś wpadła. Może też, ale tylko może, spływa na ciebie olśnienie.

Olśnienie to według niego taka sytuacja, kiedy się czuje to. W towarzystwie gęsiej skórki albo przeskakujących po ciele iskier.

Zaufaj temu czemuś, bo ono chce ci coś przekazać – tak mówił tata.

Do tej pory miałem okazję doświadczyć tego tylko na boisku, no i raz, kiedy jadąc autostradą, bez powodu zwolniłem, a potem wjechawszy na górę, zobaczyłem wypadek i udało mi się w porę zahamować.

W tym momencie nie miałem pojęcia, co mówią mi te doznania. A przecież je, kurwa, czułem. Dziwnie bulgotało mi w brzuchu. Jakbym wypił butelkę wody gazowanej, która nadal strzela bąbelkami. Ręce, którymi ściskałem piwo, były lekko spocone, no i zadrżałem, jakby poruszający liśćmi wiatr był lodowato zimny, a nie jedynie chłodnawy.

Uczucia te przybrały jeszcze na sile, kiedy jej zielone oczy w końcu na mnie spoczęły. Lekko się zaświeciły i choć było ciemno, dostrzegłem, że klatka piersiowa dziewczyny szybko się unosi.

– Łapska przy sobie, Henderson. Do tej blondynki startuje Welsh.

Na dźwięk głosu Eda zielone oczy odkleiły się ode mnie.

– Że co? – Paul odwrócił się na pięcie. – Welsh! Gdzie jesteś, ty sukinsynu?

Nie wiedziałem, co muszę zrobić, aby do tego doprowadzić, wiedziałem jednak, że te oczy ponownie muszą zatrzymać się na mnie.

– W środku. Z Renee – odezwał się Quinn.

W tym momencie blondynka zrobiła krok w przód.

– Quinn?

– Hej, Dais – odparł z lekkim zażenowaniem.

Co takiego…? Trybiki w mojej głowie zaczęły się obracać jak szalone.

– Och, super. Idziemy, Daisy – odezwała się brunetka, ponownie przyciągając do siebie moje spojrzenie. Pociągnęła Daisy za rękę, ta jednak stała jak wrośnięta w ziemię.

– Wy się znacie? – zapytałem, doskonale wiedząc, że najpewniej tak.

– Znali się – wyjaśniła brunetka. – On się teraz spotyka z jej dawną najlepszą przyjaciółką. – Daisy spiorunowała ją wzrokiem, ta jednak się nie ugięła. – Sorki, ale taka jest prawda.

Chęć kontynuowania rozmowy i moje wścibstwo kazały mi rzucić:

– No co ty. – Zerknąłem na Quinna i zagwizdałem. – Dałeś kosza takiej ślicznej dziewczynie, Burnell?

– Przymknij się, Toby. Gówno wiesz. – Zacisnął usta, ale zdradziły go oczy. To ona. Choć miał dziewczynę, zawsze wyglądał tak, jakby czegoś mu brakowało.

Uwielbiałem porządne łamigłówki. Śmiejąc się, przeniosłem spojrzenie z powrotem na dziewczyny.

– Och, chyba jednak trochę wiem. Mają panie ochotę do nas dołączyć?

– Nie, chyba powinnyśmy już iść – odparła Daisy, ale ja skupiałem się na jej koleżance.

– Jak masz na imię? – wyrzuciłem z siebie.

– Nie twoja sprawa.

Uśmiechnąłem się znacząco. Ton jej głosu mówił jedno, ale oczy – zupełnie coś innego.

Chwyciła Daisy za rękę i pociągnęła ją w stronę wyjścia. Obserwowałem jej kołyszące się lekko biodra, ignorując pragnienie, które buzowało mi w żyłach i szumiało w uszach. Pragnienie pójścia za nią. Chciałem dowiedzieć się, dlaczego to uczucie się rozpłynęło w chwili, kiedy ona zniknęła z pola widzenia.

Ja pierdolę. Rozparłem się wygodniej na krześle.

Może potrzebowałem porządnego bzykanka. Minął już tydzień. Co nie znaczy, że nie byłem w stanie wytrzymać i dłużej, tyle że nieprzyzwyczajony byłem do tych pulsujących we mnie uczuć.

– Wygląda mi na złośnicę – orzekł Burrows, zajmując miejsce obok mnie.

– No – odparłem z roztargnieniem; moje spojrzenie przyklejone było do miejsca, w którym widziałem ją po raz ostatni.

Mój umysł działał nie do końca tak, jak należy, a ja to wiedziałem. Musiałem jednak przyznać, że coś takiego było dziwne nawet jak na mnie. Prawdopodobnie miałem po prostu ochotę dobrać się do tego, co ta dziewczyna ma pod sukienką, jednak coś mi mówiło, że tym razem to będzie za mało.

– Zwijam się stąd. – Quinn wstał i potarł twarz, po czym ruszył szybkim krokiem w stronę drzwi.

– Zaczekaj, idę z tobą! – I szybko wstałem z krzesła.

– Ale z was cioty! – zawołał za nami Ed.

3

Pippa

Trawa była szorstka i zimna. Poruszałam rękami i nogami tak, jakbym leżała na śniegu i robiła orła. Poczułam łaskotanie i przez głowę przemknęła mi myśl o tych wszystkich robakach ukrywających się głęboko w ziemi, zbyt byłam zmęczona, aby się ruszyć.

– Co za przygoda – mruknęła leżąca obok mnie Daisy.

Upiłyśmy się w naszym pokoju w akademiku i jakimś cudem wylądowałyśmy właśnie tutaj. Cóż, formalnie rzecz biorąc, najpierw trafiłyśmy na jakąś imprezę.

– No.

Pod opuszczonymi powiekami zatańczyły mi świdrujące niebieskie oczy. Uniosłam powieki i błękit zniknął, został zastąpiony wspomnieniem schodzącego na dół Calluma w towarzystwie Renee. Może rzeczywiście był z niego kawał łobuza.

– Nie jest ci przykro z powodu Calluma?

Nie sądziłam, aby po jednej randce żywiła do tego faceta jakieś uczucia, ale musiało ją to zaboleć.

Minęła chwila, nim usłyszałam odpowiedź:

– Chyba jestem zbyt pijana, żeby się tym przejmować.

Księżyc zasłoniły chmury, a ja poczułam się potwornie niemrawo. Zastanawiałam się, co konkretnie doprowadziło do podjęcia przez nas decyzji o przyjściu tutaj, no i jak dotrzemy do domu.

– Może powinnyśmy się tu przespać.

– Mnie to pasi – zgodziła się Daisy.

– A mnie nie – rozległ się nad nami głęboki głos.

Quinn. Ekstra. Po prostu ekstra. Od teraz koniec z wódką.

– Co ty robisz na niebie? – zapytała nonszalancko Daisy.

– Chodźcie, odprowadzę was do domu.

Słysząc te słowa, usiadłam.

– A właśnie że nie. – Cholera, za szybko. Wszystko wirowało.

– Hawthorne? – zawołał Quinn. – Idziesz?

Kiedy w końcu przestało mi się kręcić w głowie, podniosłam wzrok i ponownie zderzyłam się z tym błękitem. Z tym Tobym.

Zamrugałam. Możliwe, że będzie mi potrzebny nowy mózg, a już na pewno nigdy więcej nie tknę wódki.

A tak w ogóle to czyim ona była pomysłem?

Och, no tak. Moim.

Toby wyciągnął rękę, a ja się skrzywiłam.

– O nie. Sama potrafię wstać, dziękuję bardzo.

No i tak zrobiłam, tyle że świat znowu zawirował, a głupie nogi zdradziły mnie i się zachwiałam. Na mojej talii wylądowały dłonie, które mnie podtrzymały. I nazwijcie mnie pijaną, szaloną albo zwyczajnie głupią, lecz przysięgam, że moje serce zamarło na dwie pełne sekundy, a dopiero potem powróciło do szybkiego staccato.

– Nie ma za co. – Policzek owiały mi jego ciepłe, wypowiedziane szeptem słowa.

Twarz mi płonęła. Mimo to nie potrafiłam się powstrzymać i uniosłam głowę.

Był naprawdę wysoki, a mocno zarysowaną, kwadratową szczękę porastał jednodniowy zarost. Usta miał cienkie, zęby zaś oślepiająco białe. Krzywiąc się, spojrzałam mu w oczy, gotowa go od siebie odepchnąć. Tak się jednak nie stało. Ściągnął brwi, ciemnobrązowe i gęste jak jego włosy, przyglądając mi się jak myśliwy zaskoczony swoją zdobyczą.

Na pierwszy rzut oka nie określiłoby się go mianem „seksownego”.

Był za to piękny. Wręcz olśniewający. Czułam takie oszołomienie, że miałam problem z zaczerpnięciem tchu.

– Jak masz na imię?

Zamrugałam i zapytałam piskliwie:

– A czy to ważne?

Zachichotał.

– I to jak.

Przełknąwszy ślinę, cofnęłam się, oderwałam spojrzenie od jego twarzy i wzięłam pod rękę Daisy, odciągając ją od tego dupka, czyli jej byłego chłopaka.

Ku mojemu zdziwieniu postanowili nas odprowadzić. Jakie to szarmanckie z ich strony, pomyślałam drwiąco. Ale nie przeszkadzało mi to na tyle, aby zaprotestować. Nogi miałam jak z plasteliny i marzyłam o wtuleniu się w poduszkę.

Wwiercające się w moje plecy spojrzenie Toby’ego sprawiało, że palce mnie świerzbiły. Czułam pokusę. Cholernie dużą, ale byłam zbyt zmęczona na seks. Poza tym nie należałam do amatorek przygód na jedną noc. Wiedziałam jednak, że dla niego skłonna byłabym nagiąć swoje zasady. Dlatego obejrzałam się przez ramię.

– Klucze – rzuciła Daisy.

Zorientowałam się, że stoimy pod akademikiem.

– Co „klucze”?

– Nie wiem, co z nimi zrobiłam, kiedy wróciłyśmy założyć buty.

Cholera. Próbowałam cofnąć się myślami o kilka godzin.

Piłyśmy.

Śmiałyśmy się.

Brałyśmy udział w konkursie na gapienie się.

A potem wyszłyśmy z pokoju, by po chwili wrócić po buty i swetry.

Nieźle się dzisiaj załatwiłyśmy.

– Jest późno – odezwał się Toby i zerknął do środka przez szybę w drzwiach. – Do środka pewnie wejdziecie, ale nie do swojego pokoju. Słyszałem, że czasem ktoś kima na sofach w świetlicy, kiedy dochodzi do czegoś takiego.

Żołądek fiknął mi koziołka. Nie ma mowy. Nie położyłabym się na tych starych sofach, na których aż roiło się do zarazków. Nie byłam świętoszką, jednak w kwestii higieny miałam raczej surowe zasady.

– Nie mogą tak zrobić – stwierdził Quinn.

Choć uważałam go za dupka, byłam mu wdzięczna, że dostrzegł absurdalność tego pomysłu.

– No to chodźmy – rzucił Toby i wzruszył ramionami.

– Co? – zapytaliśmy jednym głosem Quinn i ja.

– Mogą się przespać u nas tę jedną noc. Przynajmniej wiemy, kto się spuszczał na nasze sofy.

Żołądek znowu mi fiknął koziołka. I coś w nim zabulgotało. Dzisiejsze picie okazało się fatalnym pomysłem.

– Nie będę spała na waszej obspermionej sofie. – Oburzona takim pomysłem, wzięłam się pod boki, po czym lekko zachwiałam. Quinn chwycił mnie za ramię, a ja obdarzyłam go pełnym wdzięczności uśmiechem, po czym przypomniałam sobie, że jest łamaczem serc.

– Cholera. – I westchnął.

– No – przytaknęła Daisy i weszła po schodach, aby zajrzeć do środka. – Chodź, do świtu zostało tylko kilka godzin. Jakoś przeżyjemy.

Coś tam burknęłam, wiedząc, że nie mamy wielkiego wyboru, no i zaczęłam wchodzić po schodach.

– Zaczekajcie – rzucił Quinn.

Odwróciłyśmy się, a on przeczesał ręką jasne włosy.

– Chodźcie do nas. On żartował. Sofy są czyste, przez te swoje obsesje nie pozwoli, aby spadł na nie choćby okruszek. – Wskazał kciukiem na Toby’ego, który opierał się o ścianę. Słysząc słowa Quinna, sapnął i spuścił głowę.

Stopy poniosły mnie w jego stronę. Kiedy tak na niego patrzyłam, ubranego w dżinsy i biały T-shirt, z wyrazem lekkiego skrępowania na twarzy, zaczęłam go postrzegać w zupełnie nowym, interesującym świetle.

– Masz fioła na punkcie porządku, co?

Uniósł głowę, oderwał się od ściany i zrobił krok w moją stronę.

– Ja to nazywam higieną. Ładem.

Spojrzałam mu w oczy. Na jego ustach błąkał się lekki uśmiech.

– Pippa – odezwała się Daisy. – Co robimy?

– Pippa? – zapytał Toby, nie odrywając wzroku od mojej twarzy. Cholera, Daisy. – A niech mnie, niesamowicie by się to mówiło z twarzą między tymi twoimi cudnymi nogami.

W tej samej chwili zacisnęłam uda, a gorąco rozprzestrzeniło się z brzucha na całe moje ciało. Poczułam, że robi mi się ciepło w policzki. Znowu.

Quinn się zaśmiał i coś powiedział, ale zagłuszył to szum w moich uszach. Klepnął kolegę w plecy, po czym on i Daisy zaczęli iść.

Kiedy minął w końcu szok wywołany jego słowami, warknęłam:

– A więc masz fioła na punkcie porządku i jesteś sprośny.

Pasma ciemnych włosów opadły mu na czoło, kiedy przeczesał je leniwie dłonią. I prowokująco. Jakby wiedział, że wyobrażam sobie, iż dotyka ich moja dłoń.

– Liczę, że zrobi się jeszcze sprośniej.

Mówił poważnie. Starając się odgrywać obojętność, prychnęłam, ale on i tak zrobił krok w moją stronę. Cofnęłam się i próbowałam go wyminąć, lecz mnie zablokował.

– Pippa. – Zacmokał. – Tylko mi nie mów, że nie jesteś fanką sprośności w najlepszym możliwym wydaniu. Złamiesz mi serce.

Zaświtało mi, że my co prawda nie znałyśmy tego faceta, ale Quinn owszem. I choć złamał jej serce na milion różnych sposobów, było oczywiste, że Daisy nadal ufa mu na tyle, aby pójść z nim do domu.

Tyle że ta biedna dziewczyna nadal myślała beznadziejnym sercem. Na tę myśl przyspieszyłam, doganiając po chwili Quinna i Daisy.

Opuściliśmy teren kampusu, przeszliśmy na drugą stronę ulicy i znaleźliśmy się pod białym domem z dwoma samochodami na podjeździe.

Quinn i Daisy weszli do środka, a nim zdążyłam pójść w ich ślady, Toby chwycił mnie za rękę.

– Nie musisz spać na sofie. Możesz zająć moje łóżko.

Przygryzłam wnętrze policzka.

– Sofa w zupełności wystarczy.

Kiedy próbowałam wejść do domu, jego dłoń zacisnęła się mocniej na mojej. Poczułam dziwne drżenie w brzuchu, ale je zignorowałam.

– Nie miałem na myśli tego. – Jego spojrzenie złagodniało. – Ty i Daisy możecie spać w moim łóżku. Jest o wiele wygodniejsze niż sofa.

Nie wiedziałam, co powiedzieć, bo w sumie było to bardzo miłe, więc bąknęłam:

– Eee… nie trzeba. Naprawdę, sofa będzie okej.

Uwolniłam rękę, a kiedy weszłam do środka, przekonałam się, że Daisy śpi już na narożniku w ciemnym salonie.

Zrobiłam to samo, co ona, wtulając się w miękkie poduszki i pluszowe obicie. Na schodach rozległy się kroki. Zacisnęłam mocno powieki, besztając się w myślach za lekkie ukłucie rozczarowania w sercu.

4

Toby

Dalsza część dostępna w wersji pełnej

Spis treści:

Okładka
Karta tytułowa
Od autorki
Prolog
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40

TYTUŁ ORYGINAŁU:

Bittersweet Always

Redaktor prowadząca: Marta Budnik

Wydawczyni: Milena Buszkiewicz

Redakcja: Aleksandra Zok-Smoła

Korekta: Katarzyna Kusojć

Projekt okładki: designpartners.pl

Zdjęcie na okładce: © 4 PM production / Shutterstock.com

Wyklejka: © njawko / Shutterstock.com

Copyright © 2018. Suddenly Forbidden by Ella Fields.

Copyright © 2021 for the Polish edition by Wydawnictwo Kobiece Łukasz Kierus

Copyright © for the Polish translation by Monika Wiśniewska, 2021

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2021

ISBN 978-83-66815-51-3

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: [email protected]

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek