Słodki kłamca - Katarzyna Bester - ebook + książka

Słodki kłamca ebook

Katarzyna Bester

4,2

25 osób interesuje się tą książką

Opis

Mówią, że kłamstwo ma krótkie nogi.

W tym przypadku – uwodzicielski wzrok i przyciągający magnetyzm.

Świat Stelli legł w gruzach, kiedy zastała byłego już chłopaka między nogami innej kobiety. Teraz z pomocą przyjaciółki Victorii próbuje uporządkować sobie życie od nowa. Gdy tylko postanawia zrobić przerwę od facetów, los stawia na jej drodze przeszkodę. Podwójną.

Robert jest seksownym właścicielem sieci kawiarni słynącej z najlepszej szarlotki w mieście. Z kolei Adam, jej nowy sąsiad, niezwykle pomocnym i kuszącym przystojniakiem. Każdy z nich może okazać się kolejnym kłamcą.

Mimo obaw i natury romantyczki w Stelli budzi się ogromne pożądanie. Szukanie miłości w świecie pełnym niedomówień jest trudnym wyzwaniem. I zaskakująco podniecającym.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 237

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




ROZDZIAŁ 1

Do dużego pudła wrzucam ostatnią rzecz, jaką znalazłam w służbowej szafce – maść na obolałe mięśnie – i ruszam ku drzwiom szatni, niosąc pod pachą wszystko, co będzie mi przypominać to miejsce i ostatnie trzy lata mojego życia. Każda z tych rzeczy będzie mi też przypominać jego i to, jaką byłam idiotką, bo nie zauważałam znaków zwiastujących wydarzenia, które miały nastąpić. I nastąpiły. Szkoda, że nie doszło do tego kilka miesięcy wcześniej, może dzisiaj miałabym już nową pracę, nowe mieszkanie i trochę mniej podeptane serce.

Przechodząc przez całe piętro pełne pomieszczeń, nie spotykam nikogo na swojej drodze. Wszystkie drzwi są zamknięte i dobiegają zza nich rozmowy lub dźwięki muzyki. Żegna mnie szeroki korytarz i pusty fotel w recepcji. Przed wejściem do budynku odwracam się i patrzę w górę, na granatowo-srebrny szyld szkoły tańca. Będzie mi brakować tego miejsca. Naprawdę lubiłam tu pracować, zanim stało się to wszystko, co teraz zmusza mnie do szukania nowej drogi w życiu. Życiu bez Gabriela.

– Halo! Śpiąca królewno! Pobudka! – Z zamyślenia wyrywa mnie wrzask Victorii. Moja najlepsza przyjaciółka stoi przy otwartym bagażniku swojego hyundaia i wyciąga ręce w stronę pudełka, które kurczowo trzymam. – Pakujemy to i zjeżdżamy. Pora poszukać ci nowego mieszkania.

Victoria zawsze potrafiła zmotywować mnie do zmian w życiu. Zawsze też trzymała mnie za rękę i ocierała łzy, gdy te zmiany okazywały się totalną pomyłką. Ostatnio pocieszała mnie, gdy pomyłką okazał się mój kilkuletni związek. Ja płakałam, ona podawała chusteczki i starała się obrzydzić mi wspomnienie niegdyś ukochanego faceta, klnąc przy tym siarczyście. Mój świat legł w gruzach niespełna miesiąc temu, gdy odkryłam, że Gabriel sypia z Niną, koleżanką ode mnie z pracy. Dziś oczywiście nie jestem już jej koleżanką. Nie jestem też dziewczyną Gabriela. I zwolniłam się z pracy, żeby każdego cholernego dnia twarz Niny nie przypominała mi o porażce.

– Bardziej niż nowego mieszkania potrzebuję nowej pracy – burczę do Victorii, wsiadając do auta i zatrzaskując za sobą drzwi. Jeszcze raz z bólem w sercu spoglądam na wejście do szkoły tańca, w której pracowałam. Do dziś.

– Stello, jesteś świetną nauczycielką. Na pewno szybko znajdziesz nową pracę – mówi Victoria, przekręcając kluczyk w stacyjce. – I najlepiej by było, gdyby poza tobą pracowali tam sami heteroseksualni mężczyźni. Dzięki temu szybko zapomnisz o tym dupku i żaden z nowych współpracowników nie odbije ci faceta.

– To nie było śmieszne! – Spoglądam na nią z wyrzutem. – Zresztą nie w głowie mi teraz faceci. Straciłam trzy lata dla jednego i nie mam ochoty wpakować się w związek z kolejnym oszustem.

– Nie wszyscy mężczyźni to oszuści, kochanie. Rozumiem, że nadal jesteś zła, ale otwórz się na nowe znajomości. Nie chcę, żebyś była sama do końca życia, bo jakiś idiota nie potrafił utrzymać swojego małego fiuta w spodniach.

– Skąd wiesz, że jego fiut jest mały? – pytam, uśmiechając się pod nosem. Jej zboczona pogadanka zawsze poprawia mi nastrój. Przyjaciółka przewraca oczami, włączając się do ruchu, po czym odpowiada:

– Jakoś nie przypominam sobie, żebyś zachwalała wasze łóżkowe wybryki. Zakładam zatem, że raczej nie był ogierem z wielkim sprzętem, który śniłby się po nocach spragnionej kobiecie. Może to i dobrze, że teraz ktoś inny musi się z nim męczyć. Z nim i z jego małą fujarką.

Patrzę, jak szczerzy do mnie zęby, i nie potrafię dłużej się powstrzymać. Obie wybuchamy gromkim śmiechem. Ma rację, penis Gabriela nie śnił mi się nocami, ale przynajmniej miałam jakiegoś penisa wyłącznie dla siebie. Do czasu, aż musiałam dzielić się nim z Niną. I zupełnie nie byłam tego świadoma.

Patrząc przez okno na budynki, które mijałam codziennie przez trzy lata, żegnam się w myślach z tym miejscem. Jestem gotowa na nowe.

Dzwonek telefonu wyrywa mnie ze snu. Otwieram oczy i rozglądam się po pokoju. Dopiero po chwili dociera do mnie, że jestem w mieszkaniu Victorii. Ciężka głowa przypomina mi natomiast o butelce wina, którą obaliłyśmy przed snem. Na dobry początek mojego nowego życia. Życia, które chwilowo polega na spaniu w salonie przyjaciółki, wertowaniu ogłoszeń o pracę, szukaniu nowego mieszkania i użalaniu się nad sobą. Czasami jeszcze zdarza mi się dostać SMS-a od kogoś ze znajomych, kogo nie poinformowałam o swojej aktualnej sytuacji matrymonialnej. Treść takiej wiadomości to zwykle coś w stylu: „Dopiero dowiaduję się o rozstaniu Twoim i Gabriela. Szkoda. Byliście taką świetną parą. Co się stało?”. Sama chciałabym wiedzieć! Do dziś nie mam pojęcia, co mogło się stać, że ten cudowny, uprzejmy i opiekuńczy chłopak pewnego dnia postanowił posunąć moją koleżankę z pracy. I na dodatek tak mu się to spodobało, że kontynuował ten proceder przez kolejne osiem miesięcy. Szkoda tylko, kurwa, że zapomniał mnie o tym poinformować! Gdybym ich nie przyłapała na gorącym uczynku, pewnie nadal bylibyśmy „świetną parą”. Na wspomnienie tego popołudnia, gdy weszłam do jego biura, żeby powiedzieć mu, że kupiłam bilety na film, którego premierę tak bardzo chciał zobaczyć, aż mnie ściska w żołądku. Z uśmiechem na ustach, wymachując biletami, z rozmachem otworzyłam drzwi, żeby zobaczyć tyłek Gabriela pomiędzy udami leżącej na biurku Niny. Niech to szlag!

– Halo? – odbieram zaspanym głosem.

– Kochanie! Wszystko w porządku? – Najsłodszy i najbardziej troskliwy głos świata rozbrzmiewa w słuchawce i sprawia, że od razu robi mi się ciepło na sercu, a widmo Gabriela pieprzącego Ninę na biurku powoli się rozmywa.

– Tak, ciociu – odpowiadam, siląc się na wyluzowany ton głosu. Ciocia Rita przez wiele lat była dla mnie jak matka, więc nie obrażam się za tę nadopiekuńczość i telefony o ósmej rano. – Szukam nowej pracy i od wczoraj mieszkam u Victorii. Już nie płaczę i nie opycham się lodami – dodaję, bo wiem, że o to właśnie pyta.

Pierwsze tygodnie po rozstaniu z Gabrielem spędziłam z łyżką w jednej dłoni i z pudełkiem lodów waniliowych w drugiej. Kiedy w sklepie blisko mojego dawnego mieszkania zabrakło waniliowych, Victoria wkładała mi do ręki czekoladowe. Po „spożywczej” fazie rozpaczy postanowiłam w końcu wziąć się w garść i stawić czoło sytuacji. I oto jestem: w piżamie na czyjejś kanapie, z ciocią na linii. Rewelacja!

– Wiesz, że u nas zawsze masz swoje miejsce. W każdej chwili możesz wrócić na stare śmieci.

– Wiem. Dziękuję. Jesteś kochana. Wujek też. Ale mam już trzydzieści lat i muszę sama sobie radzić. Mam dziś spotkanie ze starym znajomym. W szkole tańca, gdzie pracuje, szukają nauczyciela. Może uda mi się tam załapać.

Staram się uspokoić ciocię, ale chyba też siebie. Szczerze mówiąc, ogromnie liczę na tę pracę, bo Alan uczy w jednej z najbardziej prestiżowych szkół w mieście. Gdyby mnie tam zatrudnili, mogłabym samodzielnie wynająć mieszkanie o lepszym standardzie niż to, które przez ostatnie trzy lata dzieliłam ze studentką medycyny.

– Na pewno będą tobą zachwyceni! – Ciocia wydaje się usatysfakcjonowana tym, co usłyszała. Zawsze widziała we mnie samo dobro, a ja nie wyprowadzałam jej z błędu. Nigdy nie brała pod uwagę mojej porażki, a tymczasem czuję, że zawiodłam nie tylko siebie, ale też ją. Kibicowała mi i Gabrielowi, podpytując o zaręczyny. Cieszyła się moimi sukcesami w pracy. Teraz nie mogę pochwalić się niczym, z czego mogłaby być dumna. To boli. Mam nadzieję, że dzisiejsze spotkanie przybliży mnie choć o krok do lepszej przyszłości zawodowej. Na tę emocjonalno-seksualną chyba na razie nie mam ochoty.

Kończę rozmowę, obiecując, że dam znać, jak poszło spotkanie z Alanem. Biorę szybki prysznic i postanawiam udać się na zakupy, żeby uzupełnić zapasy w lodówce Victorii. Moja przyjaciółka pracuje jako fotograf i często jada na mieście lub w drodze między jedną a drugą sesją. To dlatego w jej aucie zawsze można znaleźć puste opakowania po żarciu na wynos oraz niezidentyfikowane plamy. To ślady nie tylko po jedzeniu. Wiem, że Vic lubi uprawiać seks w samochodzie. Nigdy nie pytam o szczegóły i nie krytykuję, ale zwykle staram się nie dotykać tych śladów.

Jest ciepło, a na ulicy panuje spory ruch. Wszyscy gdzieś się spieszą, zagubieni w myślach lub zapatrzeni w ekrany telefonów. Włożyłam czerwoną sukienkę, która świetnie wygląda z moimi ciemnymi włosami i całkiem zgrabnymi nogami. Victoria kazała mi dobrze wyglądać, co ma poprawić moje samopoczucie. Przyglądam się sobie w witrynie cukierni i stwierdzam, że Vic chyba miała rację.

Nagle zauważam, że nie tylko ja patrzę na moje nogi, kusząco wyglądające spod czerwonej tkaniny i kończące się w jasnych klapkach. Z wnętrza cukierni uśmiecha się do mnie ciemnooki blondyn, powoli przeżuwając kawałek szarlotki. Nieco zawstydzona odwzajemniam uśmiech i już mam zamiar ruszyć dalej, gdy nieznajomy ruchem głowy zaprasza mnie do swojego stolika. Biorę głęboki wdech. Właściwie dlaczego nie skorzystać z tego zaproszenia? Wypuszczam powietrze i wchodzę do środka.

– Zjesz ze mną ciastko? – pyta, gdy niepewnie podchodzę do jego stolika. Blondas nie przestaje się uśmiechać. Jest przystojny, ma urocze dołeczki w policzkach i cień zarostu, co czyni go jeszcze smaczniejszym kąskiem. Ciacho. No cóż, w końcu jestem w cukierni.

– Nie wiem, czy mam ochotę na ciastko. – Udaję, że się zastanawiam. Na pewno mam ochotę na niego, ale nie chcę, żeby było to widać, więc błądzę wzrokiem po pomieszczeniu.

– To może chociaż kawa? – Nie daje za wygraną.

Cholera. Nawet nie powąchałam dzisiaj kawy. Dawka kofeiny dobrze mi zrobi. A przy okazji pogapię się na te jego dołeczki.

– Przekonałeś mnie. – Uśmiecham się szeroko.

Przystojniak wstaje i odsuwa dla mnie krzesło. Jest wysoki, a biała koszula opina jego muskularne ramiona. Niezły początek dnia. Ciekawe, ilu takich spotkam, zanim dotrę do sklepu spożywczego. Blondas wciąż się uśmiecha, trzymając dla mnie krzesło. Zanim robię krok w jego stronę, podaje mi rękę i lekko nachyla się w moim kierunku. Przedstawia się:

– Robert.

– Stella. – Podaję mu dłoń, którą on unosi do ust i delikatnie całuje. Czuję lekkie mrowienie między nogami. Czyli moja wagina nie obumarła w ciągu tych kilku tygodni i właśnie postanowiła dać znak życia. Siadam przy stoliku, biorąc do ręki menu, ale mój towarzysz zabiera mi je i mówi:

– Polecam kawę z przyprawą korzenną. Koniecznie musisz spróbować. Zaufaj mi.

– Gdy ostatnio zaufałam facetowi, nie skończyło się to dla mnie dobrze – stwierdzam, a przy tym wymownie unoszę brwi i krzywię usta.

– Chcę usłyszeć o tym draniu – mówi przystojniak i lekko mruży oczy, a po chwili zamawia u kelnerki kawę, nie pytając mnie o zdanie. No dobra, zaryzykuję.

– Kim jest ten padalec, przez którego masz złe mniemanie o mężczyznach? – pyta Robert, wracając do swojej szarlotki i wbijając we mnie czekoladowy wzrok. Mam wrażenie, że próbuje czytać mi w myślach. Przewierca mnie wzrokiem, trafiając w miejsce położone o wiele niżej niż moje oczy. Zaciskam uda pod stołem. O, tak, wagina zdecydowanie się przebudziła! Biorę głęboki wdech i głośno wypuszczam powietrze. Postanawiam być szczera, bo nie mam nic do stracenia:

– Moim byłym chłopakiem, który przez osiem miesięcy bzykał moją koleżankę z pracy.

– I ty…? – Wskazuje na mnie palcem, patrząc pytająco, a ja doskonale wiem, o co mu chodzi.

– Tak. Nawet się nie domyślałam. Przyłapałam ich, kiedy robili to w jego biurze. – Spuszczam wzrok na swoje dłonie. Przed oczami znowu mam pośladki Gabriela podskakujące w rytm głośnego wzdychania Niny. Potrząsam głową, żeby wrócić do rzeczywistości.

– Przykro mi. – Przystojniak robi minę, jakby wdepnął w psią kupę na chodniku. Przeżuwa swoją szarlotkę, a ja obserwuję jego mocno zarysowaną szczękę z lekkim zarostem. Chętnie wgryzłabym się w niego, jak on wgryza się w ten kawałek ciasta.

– Niepotrzebnie. Już sobie z tym poradziłam – kłamię, gdy przy stoliku pojawia się kelnerka z moją kawą. Nachyla się i z lekkim uśmiechem spogląda na mnie, po czym nieco dłużej zatrzymuje wzrok na twarzy Roberta. On, nie podnosząc na nią wzroku, odzywa się szybko:

– Dziękuję, Sandro.

Zaraz, zaraz. Skąd zna jej imię, skoro nie miała plakietki? Robię zdziwione oczy i patrzę na mojego nowego znajomego. O, nie! To ten typ. Koleś znający imiona wszystkich dziewczyn pracujących w klubach, hotelach, barach, cukierniach, kawiarniach i restauracjach, w których się pojawia. Imiona dziewczyn, z którymi zapewne łączy go wspomnienie jednej nocy lub szybkiego numerku w pomieszczeniu dla personelu albo w windzie. W sumie czego się spodziewałam, gdy wchodziłam do cukierni wabiona uśmiechem przystojnego blondyna z dołeczkami w policzkach? Trudno. Przynajmniej napiję się kawy w towarzystwie człowieka, a nie telewizora.

– Skąd wiesz, że nazywa się Sandra? – Skoro już ustaliłam, z kim mam do czynienia, nie muszę bawić się w uprzejmości.

Uśmiecha się przebiegle i kilkakrotnie porusza brwiami w górę i w dół. Wygląda na niezwykle dumnego. Patrzy na mnie przez chwilę tym swoim przenikliwym czekoladowym wzrokiem, po czym odzywa się niemal szeptem:

– Jesteś zazdrosna?

– Nawet cię nie znam. – Słowa płyną z moich ust, zanim zdążę pomyśleć nad odpowiedzią. Czuję, że się lekko rumienię, ale brnę dalej: – To twoja sprawa, co robisz z Sandrą.

Przygląda mi się przez chwilę, oblizuje wargi i szybko wyjaśnia:

– Znam jej imię, bo ją zatrudniłem. Zresztą staram się pamiętać imiona wszystkich swoich pracowników.

– Nie rozumiem. – Spoglądam na niego, marszcząc czoło, kiedy nagle dociera do mnie, z kim rozmawiam. – To twój lokal! Jesteś tu szefem.

– Właśnie! – Uśmiech staje się jeszcze szerszy, a dołeczki głębsze. – Ale lubię też być szefem w innych okolicznościach – dodaje, puszczając do mnie oko. Postanawiam udawać, że tego nie słyszałam.

– Czy twoja praca polega na objadaniu się słodyczami i piciu kawy z nieznajomymi? – droczę się.

– Niezupełnie. Ale lubię mieć pod kontrolą jakość naszych wypieków i poznawać piękne kobiety. – Spogląda na mnie znacząco, a ja czuję, że rumienię się trochę mocniej. Czerwona sukienka jeszcze to podkreśli. Cholera! W dodatku jestem pewna, że chciał zasugerować, iż nie tylko smak ciastek lubi mieć pod kontrolą. Wyobrażam sobie, że kontroluje wszystko, co się wokół niego dzieje. Wokół niego, nad nim i pod nim. Obudź się, Stello!

– To ile kobiet już dziś poznałeś? – pytam, udając, że nie jestem tym zainteresowana. Tymczasem próbuję kawy. Miał rację. Jest rewelacyjna.

– Coś czuję, że poprzestanę dziś na naszej znajomości. Co ty na to, abyśmy ją kontynuowali? – proponuje, podpierając się łokciami o stół i pochylając w moją stronę.

Mogę z tobą kontynuować, co tylko chcesz, przystojniaku.

– Kawa jest niezła, więc możemy wypić razem kolejną któregoś dnia. O ile nie będziesz zbyt zajęty sprawdzaniem jakości wypieków. – Staram się, by brzmiało to raczej obojętnie, ale nie jestem pewna, czy mi wyszło.

Kolejne spotkanie z Panem Ciacho? Bardzo chętnie. Mam dość siedzenia w czterech ścianach i wspominania Gabriela. Może pora poszukać nowych wrażeń? Victoria będzie ze mnie dumna. Po piętnastu minutach rozmowy o pogodzie, ulubionych słodyczach i smaku kawy wymieniamy z Robertem numery telefonów i zadowolona wychodzę z cukierni. Mam w planach przygotowanie obiadu i przejrzenie ogłoszeń mieszkaniowych, zanim będę musiała się zbierać na spotkanie z Alanem.

W restauracji panuje spory ruch, więc chwilę rozglądam się po lokalu, zanim mój wzrok trafia na znajomą twarz. Blond czupryna w lekkim nieładzie, lśniące oczy i kolczyk w uchu. Alan jak zwykle promienieje i roztacza wokół siebie czar. Aktualnie czaruje kelnerkę nieco zbyt nisko pochylającą się nad stolikiem, przy którym siedzi mój przyjaciel. Kiedy podchodzę, wstaje i mocno mnie obejmuje. Kątem oka widzę grymas na twarzy słodkiej blondynki, która jeszcze sekundę temu prawie wpychała swoje piersi w jego twarz.

– No proszę, jesteś jeszcze ładniejsza niż podczas naszego ostatniego spotkania. Kiedy to było? – niemal krzyczy, uwalniając mnie ze swoich objęć. Przygląda się mojej figurze, bezczelnie zagląda w dekolt małej czarnej i pokazuje białe zęby w niegrzecznym uśmiechu.

– Na sylwestra. Nic się nie zmieniłeś! – Kręcę głową i śmieję się od ucha do ucha.

Alan i ja poznaliśmy się w mojej pierwszej pracy, gdy byłam zaraz po studiach. Oboje uczyliśmy w osiedlowej szkole tańca, obsługiwaliśmy recepcję i roznosiliśmy ulotki, żeby firma wzbudziła większe zainteresowanie. Zaprzyjaźniliśmy się, ale nigdy nie posunęliśmy się o krok dalej. Alan to typ faceta, który każdej nocy lubi mieć w łóżku inną kobietę. Zero zobowiązań, zero zaangażowania uczuciowego. Ja natomiast szukam czegoś więcej: emocji, przywiązania, relacji. Ustaliliśmy to na początku naszej znajomości, dlatego świetnie się dogadujemy. Jedno nie oczekuje od drugiego tego, czego nie może dostać. Bardzo chciałabym z nim znów pracować, bo jest idealnym współpracownikiem, zawsze wesołym, pomocnym, kreatywnym i pełnym pasji. Alan, podobnie jak ja, kocha taniec i doskonale odnajduje się w roli nauczyciela. Przy okazji po godzinach bzykając kursantki.

Kelnerka przyjmuje nasze zamówienie i rusza w stronę kuchni, nieco zdegustowana moją obecnością. Kiedy się oddala, pytam Alana:

– Zdążyłeś wziąć jej numer?

– Jeszcze nie, ale może nie będzie mi potrzebny, jeśli dziś zdążę ją obsłużyć. – Puszcza do mnie oko i od razu przechodzi do rzeczy: – Opowiedz mi o tym facecie, który zmusił cię do szukania nowej pracy. To ten, z którym byłaś na imprezie sylwestrowej?

– Ten sam, z którym byłam na wszystkich imprezach w ciągu ostatnich trzech lat. – Przewracam oczami. – Miesiącami zdradzał mnie z Niną, z którą pracowałam. Poznałeś ją, kiedy szliśmy razem na zakupy przed świętami. Pamiętasz? Pomagałeś mi wybrać prezent dla Gabriela. Wpadłeś po mnie do pracy, a ona stała wtedy w recepcji. Taka wysoka szczupła blondynka. Kojarzysz?

– Pewnie! – prycha i robi obrażoną minę. – Nie chciała mi dać swojego numeru. Bezczelna dziewucha.

– Była wtedy zajęta obrabianiem fiuta Gabriela, więc raczej nie miałaby czasu zająć się twoim – mówię i pocieszająco głaszczę go po dłoni.

– Jej strata.

Oboje wybuchamy śmiechem. Po chwili zjawia się kelnerka z naszym zamówieniem. Alan puszcza do niej oko, a ja kręcę głową i śmieję się pod nosem.

– Polecę cię w mojej obecnej firmie. Wiem, że jesteś świetna, i dobrze byłoby znowu mieć cię na pokładzie. Liczą się z moim zdaniem, dlatego jestem niemal pewien, że dostaniesz zaproszenie na rozmowę – mówi Alan, wpychając sobie do ust porcję makaronu.

Podczas kolacji dowiaduję się, że szkoła, w której pracuje, zwiększa liczbę zajęć, dlatego szukają kolejnego nauczyciela. Aktualnie pracuje tam sześć osób, część z nich prowadzi zajęcia dla dzieci, inni pracują tylko z dorosłymi. Sama wolałabym uczyć dorosłych, ale w obecnej sytuacji nie będę wybrzydzać. Budynek mieści się w bezpiecznej dzielnicy, a właściciel rzadko zjawia się na miejscu, pieczę nad interesem powierzając personelowi. Brzmi świetnie! Jestem podniecona perspektywą pracy w tym miejscu i w towarzystwie zaufanego przyjaciela.

Kiedy kończymy rozmowę na tematy zawodowe, chcę się dowiedzieć, co u niego słychać.

– Jak się miewa twoja mama? Kiedy ostatnio o niej opowiadałeś, miała kłopoty ze stawami – mówię z autentyczną troską, bo mama Alana to przemiła kobieta. Mieszkał z nią dość długo, gdy siostra wyjechała z kraju. Tata zmarł wiele lat temu, więc na głowie Alana pozostała opieka nad starszą panią z reumatyzmem. Playboy Alan okazał się przykładnym synem i nawet nie sprowadzał do mieszkania matki swoich towarzyszek na jedną noc.

– Wyobraź sobie, że wyniosła się do swojej siostry i zostawiła mi mieszkanie! – Udaje oburzenie, ale się uśmiecha. – Mieszkają w swoim domu rodzinnym i zapisały się do jakiegoś klubu seniora. Ciotka nie ma męża i dzieci, więc nawzajem umilają sobie czas. Tam jest cieplejszy klimat, dlatego mamie nieco mniej dokuczają stawy. Obie są zadowolone ze swojego towarzystwa, a ja mam teraz całe mieszkanie dla siebie.

– To świetnie. Mama zadowolona, a ty nie musisz się puszczać w ulicznych zakamarkach.

Śmiejemy się długo i szczerze, a po kolacji łapie dla mnie taksówkę.

– Obiecuję, że dam znać, jak tylko sytuacja w firmie się wyklaruje. Osobiście zadzwonię zaprosić cię na rozmowę kwalifikacyjną – mówi, otwierając mi drzwi taksówki.

– Mam nadzieję, że nie będę musiała pokazywać swojego biustu podczas tej rozmowy. – Unoszę brwi i uśmiecham się wymownie. Alan drapie się po brodzie, jakby się nad czymś zastanawiał, po czym odparowuje:

– Wystarczy, że włożysz bluzkę z głębokim dekoltem.

Taksówkarz spogląda na mnie szerokimi ze zdumienia oczami, a ja podaję mu adres mieszkania Victorii i żegnam się z Alanem, lekko całując go w policzek. Kiedy odwracam się na siedzeniu taksówki, widzę, jak podchodzi do niego kelnerka, która obsługiwała nas podczas kolacji. Nie ma już na sobie służbowego stroju i patrzy na mojego przyjaciela wygłodniałym wzrokiem. Już wiem, jak Alan spędzi dzisiejszą noc.

Wysiadam z samochodu i ruszam w stronę drzwi. Wbijam podany przez Victorię kod do domofonu i kieruję się wprost do windy. To był dobry dzień. Metalowe drzwi zasuwają się, ale nagle między nimi ląduje szczupła dłoń z paznokciami pomalowanymi na niebiesko. Drzwi się rozsuwają i do windy wkracza moja przyjaciółka. Ma nieco rozmazaną szminkę i rozpięte trzy guziki bluzki, przez co widać rąbek jej koronkowego stanika. Szeroko uśmiecha się na mój widok i staje tuż obok.

– Jak ci minął dzień? – pyta lekkim tonem.

– Chyba nie tak dobrze jak tobie. – Rozbawionym wzrokiem spoglądam na jej rozpiętą bluzkę. – Musisz poćwiczyć malowanie ust, bo szminka wychodzi ci poza kontur warg.

Patrzy na swoją twarz w lustrze windy i wzrusza ramionami. Kiedy docieramy do mieszkania, zaczyna swoją opowieść:

– Miałam dzisiaj sesję dla pewnej firmy produkującej męskie ciuchy. Kochana! Modele byli tacy seksowni, że miałam wilgotne majtki już po pierwszych kilku kadrach. Zdjęcia boskie! Ekipa ogarnięta, więc szybko się uwinęliśmy.

– Skoro poszło ci tak szybko, to gdzie byłaś do tej pory?

– Miałam prywatną sesję z jednym z modeli. Z pieprzonym młodym bogiem! – Śmieje się przebiegle i puszcza do mnie oko. – Chcesz znać szczegóły?

– Nie! – odpowiadam szybko, chociaż wiem, że i tak mi wszystko opowie. I wcale się nie mylę, bo Victoria nalewa nam wina i rozpoczyna relację.

– Musisz go zerżnąć! – Mówi to tak swobodnie i z taką oczywistością, jakby odpowiadała na pytanie o kolor firanek. Jej mina jest śmiertelnie poważna.

– Kogo? – Marszczę czoło i wpatruję się w nią ze zdziwieniem. Podchodzi do zmywarki i wkłada do niej talerze po kolacji.

– Ciasteczkowego Potwora – prycha, jakbym zadała jej pytanie, na które odpowiedź jest jedna i oczywista. Ma na myśli Roberta, faceta z cukierni. – Jak tylko wsadzi swoje ciastko do twojego piekarnika, przestaniesz się zadręczać tym, co zrobił ci ten mały zdradliwy kutas.

Moja przyjaciółka zawsze używa barwnych określeń, aby uzmysłowić mi, o kim mowa. Nigdy też nie lubiła Gabriela, więc „kutas” to i tak dość pieszczotliwe określenie. Poza tym Victoria uważa, że najlepszym sposobem, aby zapomnieć o mężczyźnie, jest seks z innym mężczyzną. Powtarza mi tę regułę kilka razy dziennie, żebym przypadkiem nie zapomniała o uzdrawiającej mocy puszczania się z nieznajomymi. Opowiedziałam jej o swojej dzisiejszej przygodzie w cukierni, więc od razu podchwyciła wątek, uznając spotkanie Pana Ciacho za znak od Boga.

– Jutro mam sesję zdjęciową z mężczyznami, którzy wyglądają jak rzeźbieni w marmurze przez jakiegoś pieprzonego geniusza, koniecznie musisz jechać ze mną. To nie muzeum, można dotykać eksponatów. – Rzuca mi jednoznaczne spojrzenie. – Myślę, że nie zaszkodzi ci kilka nowych znajomości. I nie będziesz siedzieć w domu, czekając na księcia z bajki.

– Myślisz, że spotkam tego księcia na planie twojej sesji? – szydzę.

– Nigdy nie wiesz, dopóki nie spróbujesz. Nie mówię, że twój książę zaparkował rumaka przed budynkiem, w którym jutro pracuję, ale na pewno znajdziesz tam kogoś, kto chętnie usunie pajęczyny z twojej szpary. Słyszałaś, że nieużywany organ zarasta?

– Jesteś okropna! – Chowam twarz w dłoniach. – Mój celibat trwa dopiero pięć tygodni, więc chyba jeszcze nie zdążyłam wyhodować pajęczyny.

– Masz ten wibrator, który kupiłam ci na urodziny? – pyta takim tonem, jakby chciała wiedzieć, czy odrobiłam lekcje i spakowałam plecak do szkoły.

– Mam, ale do tej pory nie był mi potrzebny.

– To kup baterie, bo coś czuję, że może ci się przydać. Chyba że zajmiesz się Ciasteczkowym Potworem albo którymś z moich modeli.

Kiedy przyjaciółka idzie pod prysznic, zastanawiam się, czy przypadkiem nie ma racji. Biorę telefon i zapisuję przy jutrzejszej dacie w kalendarzu: „Kupić baterie do wibratora”. Patrzę na tych kilka słów i po chwili zaczynam się śmiać sama do siebie. Jeszcze parę tygodni temu w moim kalendarzu były inne zdania: „Odebrać z pralni garnitur Gabriela”, „Kino z Gabrielem”, „Rocznica ślubu rodziców Gabriela”. Kurwa, ten facet zupełnie mnie zdominował. A ja byłam taka głupia, że bezgranicznie mu ufałam, spełniałam jego zachcianki i opiekowałam się nim. Czuję frustrację. Ponownie sięgam po telefon i dopisuję w kalendarzu jeszcze jedno zadanie: „Umówić się z Panem Ciacho”.

ROZDZIAŁ 2

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści:
Okładka
Karta tytułowa
ROZDZIAŁ 1
ROZDZIAŁ 2
ROZDZIAŁ 3
ROZDZIAŁ 4
ROZDZIAŁ 5
ROZDZIAŁ 6
ROZDZIAŁ 7
ROZDZIAŁ 8
ROZDZIAŁ 9
ROZDZIAŁ 10
ROZDZIAŁ 11
ROZDZIAŁ 12

Redaktor prowadząca: Ewelina Sokalska

Redakcja: Monika Kardasz

Korekta: Bożena Sęk

Projekt okładki: Łukasz Werpachowski

Zdjęcie na okładce: © kiuikson (Shutterstock.com)

Copyright © 2020 by Katarzyna Bester

Copyright © 2020 for the Polish edition

by Wydawnictwo Kobiece Łukasz Kierus

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2020

ISBN 978-83-66436-99-2

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: [email protected]

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek