Skrawki - Agnieszka Piórkowska - ebook

Skrawki ebook

Agnieszka Piórkowska

5,0
8,23 zł

lub
Opis

Książka stanowi zbiór krótkich tekstów, jak chwile i emocje, które mieszczą się w haiku, w wierszach i pomiędzy słowami

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 31




Agnieszka Piórkowska

Skrawki

© Agnieszka Piórkowska, 2016

Na co dzień pracuję, rozmawiam, obserwuję, spaceruję, podróżuję. Od kilku lat prowadzę poetyckiego bloga, który stał się miejscem spotkań i spontanicznych dyskusji inspirowanych tekstami.

ISBN 978-83-8104-427-1

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

wszystkim tym, którzy nigdy nie przestali we mnie wierzyć

haiku na początek

jestem teraz, tu

utrwalając na kliszy

metafory chwil

ważny skrawek

Nie obawiaj się kochać. Kimkolwiek jesteś. Jakikolwiek/jakakolwiek nie jesteś. Z kimkolwiek nie spacerujesz pod rękę. Nie obawiaj się kochać. W ostatecznym rozrachunku ważne jest tylko to, czy masz dobre serce. Gdy runą katedry wszelkiej nienawiści, pozostanie tylko to, co ma sens. Miłość, przyjaźń, jazz.

Nie wypełniona Tobą przestrzeń jest uboższa o te kilka słów, emocji, feerii barw. Nie obawiaj się kochać.

przerywając

nad nami czyste

niebo nieobecności

czy wiesz co czuję

skrawki myśli

Patrzyłam na słowa wyłaniające się spod moich myśli. Surowe kanty ich brzmienia, rozumienia. Wieloznaczności, którymi się stają. Metafory, które je sobie wybierają na współtowarzysza podróży. Patrzyłam długo i cierpliwie. Leśne dukty, zamglone miasto, dziwny niepokój, gdy czuję cię blisko. To, jak jesteś, gdy nie ma mnie daleko. Kształty, znaczenia, interpretacje. Przestrzenie moich dni, znikające gwiazdy naszych nocy. Twoja niepewność i podróże do odległych zakątków samotności. Jesteśmy jak płatki śniegu wirujące na wietrze w rytm ulotnych melodii serca.

mapa mojego świata w kilku prostych kreskach (14)

Jest wczesny wieczór. Głębię wyznacza rytm ataktyczny. Wsiadasz do żółtego tramwaju numer 28 i wtedy widzę cię ostatni raz. Emanujesz spokojem i tym wyrazistym przekonaniem, że należy oczekiwać nieoczekiwanego. Oddalasz się coraz bardziej, ku wzniesieniom, na których zaległo to miasto. Zawsze było w twoich snach. Każda wąska uliczka i każdy cień dający schronienie w upalny dzień. Rzeczywistość przerastająca wyobrażenie. Pozostał tylko jeden niedokonany aspekt tego marzenia. Wspólny spacer po Alfamie, gdzie fado wiruje rozgrzanymi cząstkami saudade.

Wyobrażam sobie, że siedzisz przy jednym z tych maciupkich stolików, gdzieś w zagubionych zakamarkach stromych ulic miasta. Popijasz kawę, zapisujesz olśnienia. Jak uśmiechasz się i mrużysz oczy. Jak bardzo szczęśliwa ta chwila zapisuje się w rytmie twojego serca. Kiedy się budzę jest kilka minut po czwartej. Czuję, że też nie śpisz. Nie czekasz na mój telefon.

wiadomość

Rozmazałam się wzdłuż linii horyzontu odcieniem chabru. Znajdź mnie tuż przed świtem.

wspominając

Lekko przypalony karmel, zapach cytryny i cynamonu rozpełza się po kątach. Ślizgam się wspomnieniem po gładkich falach, którymi wybrukowano plac Rossio. Wpadam wprost do ulubionej kawiarni, gdzie zdarzało mi się przesiadywać rozgrzanymi popołudniami. A potem znów na przełaj, pośród aromatów Alfamy, rozpisując się prostymi liniami po falach uśmiechu.

ludzie, których pochłania płomień lęku

Niepokój. Rozpala się powoli, płomieniem prześlizgując się łagodnie. Drżenie rąk. Pająk. Ciemność. Dorosłość. Związek. Odpowiedzialność wypalona jak piętno. Miłość i bliskość. Samotność dnia, oziębłość nocy. Strach. Przed nie byciem. Matką. Ojcem. Siostrą. Dziadkiem. Przed nie istnieniem. Tu, teraz, za tydzień. Przed sobą. Tym znakiem zapytania po każdym: kiedy, dlaczego, jak, gdzie, z kim. Przed byle jak i byle gdzie, z byle kim. I po każdym wykrzyczanym: odejdź. Nieskończoność możliwości udawania, że jest jakieś kiedyś, jakieś lepsze ja, nieznane my.

Ludzie, których pochłania płomień lęku, wykwitają z uporczywą nadzieją, że to ostatni już raz.

mapa mojego świata w kilku prostych kreskach (15)

Śniłam o tobie. Dość niedokładnie i enigmatycznie. Pamiętam jedynie kolor nieba i splendor gwiazd rozlany aż po horyzont. I twoje wiersze unoszące się przenikliwie. Trafiające w serce, celnie. Chyba już nie rozpoznałabym Cię wśród tylu innych twarzy. Jedyne, co doskonale pamiętam to kształt twoich ust i rytm słów wypełniających przestrzeń. Uwierz mi, nie chciałam się obudzić, nie w tych ramionach. Nie o czwartej nad ranem. Nie chciałam.

Marznę. Tęsknię