Skórzany lejek. The Leather Funnel - Arthur Conan Doyle - ebook
lub
Opis

„Skórzany lejek” to krótka, raczej upiorna opowieść, która koncentruje się na wizji snu, która nawiązuje do czasów, w tym przypadku do XVII wieku, kiedy ludzi torturowano przy pomocy najbardziej wyszukanych metod. Jak można się spodziewać, jest to bardzo dobrze napisana i interesująca opowieść – jakby gotycka wersja niesławnego historycznego przypadku markiza de Brinvillliersa. Historia opowiadała o gościu, który odwiedził dom angielskiego kolekcjonera niezwykłych przedmiotów. W pokoju, w którym miał spędzić noc, znajdowała się biblioteka wypełniona zatęchłymi książkami oraz kominek z żarem połyskującym w mroku. Anglik poprosił swojego gościa o udział w eksperymencie po uprzednim wyjaśnieniu, że wyznaje pogląd, że sny mogą być bardzo odkrywcze i nie należy ich lekceważyć. Następnie pokazał gościowi średniowieczny, skórzany lejek, a dwaj mężczyźni spekulowali na temat jego użycia i pochodzenia, badając uważnie czubek lejka, który wydawał się być pocięty. A co było dalej czytelnik dowie się po lekturze opowiadania. Zachęcamy!

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 39


 

Arthur Conan Doyle

 

Skórzany lejek

The Leather Funnel

 

 

Książka w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej.

A dual Polish-English language edition.

  

Przekład anonimowy

 

 

Armoryka

Sandomierz

 

 

Projekt okładki: Juliusz Susak

 

Na okładce: Amédée Forestier  (1854-1930), Ilustracja opowiadania Arthura Conan Doyle'a The Leather Funnel, (1903).),

licencjapublic domain, źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:The_Leather_Funnel_by_Amédée_Forestier_2.jpg

 

Tekstpolski według edycji z roku 1947.

Zachowano oryginalną pisownię.

Tekst angielski z roku 1902.

Zachowano oryginalną pisownię.

 

© Wydawnictwo Armoryka

 

Wydawnictwo Armoryka

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

http://www.armoryka.pl/

 

ISBN 978-83-7950-587-6

 

 

 

Skórzany lejek

 

Mój przyjaciel Emil Dacre mieszkał w Paryżu na avenue de Wagram. Piękny jego dom, otoczony szmaragdowym gazonem i zaopatrzony wysoką furtką, musiał być daleko starszy niż cała ulica. Gęsty mech rósł obficie na dachu, a rdza znaczyła czerwonawymi plamami mury. Był to dom dziwnie zbudowany. Na froncie świecił pięcioma wielkimi oknami, a do tyłu zmniejszył się w jeden, jedyny pokój. Tam właśnie umieścił Dacre swoją szczególną bibliotekę i wszystkie te przedmioty niezwykłe i fantastyczne, których posiadał całą kolekcję.

 

Dacre, człowiek bogaty, w upodobaniach swych fantastyk, oddawał większą część swojego życia i majątku na skupowanie rozmaitych rzeczy, mających związek z talmudem, magią i całym światem tajemniczych wierzeń! Natura pociągała go w te ciemnie przerażające, o których człowiek tak mało posiada wiadomości. Mówiono nawet, że poszukiwania jego przekroczyły już granice nakreślone człowiekowi... On sam robił wrażenie na pół uczonego, na pół dyletanta. Jeden z jego przyjaciół i zwolenników zapewniał mnie uroczyście, że ściany tego zakątka były świadkami najokropniejszych dziwactw czarnej mszy... Z jednego spojrzenia można było osądzić, że interesowanie się Dacre’a kwestiami psychologicznymi było więcej natury intelektualnej niż moralnej. Jego twardych rysów nie powlekał wyraz ascetyzmu, ale o wielkiej sile umysłowej świadczyła nadzwyczaj rozrośnięta czaszka przeświecająca wśród puszystych włosów, jak przyświeca ośnieżony wierzchołek pomiędzy bukietem sosen! Wielkie oczy świeciły niepowszednią inteligencją i nieustającą ciekawością życia... były to oczy człowieka zmysłowego i egoisty... Dziś już nie żyje. Nie chcę więc zagłębiać się w rozbiór jego charakteru, lecz pragnę opisać dziwne i dotąd niewytłumaczone zdarzenie, które upamiętniło wizytę moją u niego na początku wiosny roku 1882.

 

Poznałem Dacre’a w Anglii podczas poszukiwań moich w sekcji asyryjskiej w British Museum. On znowu biedził się nad odczytywaniem tabliczek babilońskich. Przypadek zapoznał nas ze sobą, a wkrótce obojętna znajomość zamieniła się w stosunek przyjazny; obiecałem mu też w końcu, że odwiedzę go w Paryżu. W dniu, kiedy postanowiłem dotrzymać obietnicy, mieszkałem w Fontainebleau, a że pociągi wieczorne były bardzo niewygodne, Dacre zaproponował mi nocleg w swoim domu.

 

– Nie mam wprawdzie innego łóżka – mówił pokazując szeroką otomanę – ale mam nadzieję, że tutaj będzie panu dość wygodnie.

 

Szczególnym był ten pokój sypialny o wysokich ścianach, cały ugarnirowany ogromnymi tomami! Jednak dla takiego szperacza, jak ja mogło to być najmilsze mieszkanie, bo ze wszystkich perfum jest mi najprzyjemniejszy zapach starych książek! Zapewniłem też Dacre’a, że ofiarował mi właśnie schronienie najbardziej pożądane.

 

– Może nocleg w tym pokoju stoi w sprzeczności z prawami gościnności – mówił dalej, obrzucając wzrokiem obszerne półki – urządzenie jego powierzchowne nie przedstawia się imponująco, a jednak także ono jest drogie! Wydałem przeszło ćwierć miliona, aby zgromadzić rzeczy, które tu pana otaczają. Szpargały, broń, cacka, rzeźby, dywany, miedzioryty... Każdą rzecz ma swoją historię i to taką, którą warto opowiedzieć!

 

Usiadł w kącie obok kominka, a ja umieściłem się naprzeciw niego. Dokoła nas rozlewała się ta szczególna woń ubiegłych wieków, drażniąca ciekawość i tajemnicza, a jedynym jaśniejszym punktem w otulonym zmrokiem pokoju był złocisty krąg na suficie, który znaczyła lampa stojąca na stole. Uwagę moją zwrócił jakiś szczególny lejek, bardzo szeroki zrobiony z czarnego drzewa i ujęty przy brzegu wytartą miedzią. Był on z rodzaju zwyczajnych lejków, używanych do przelewania wina, a jednak wyróżniał się czymś nieuchwytnym...

 

– Oto rzecz ciekawa! – zauważyłem. – Czy także ma swoją historię?

 

– Badałem go szczegółowo... – rzekł Dacre. – No! Weź pan ten lejek i przypatrz mu się.

 

Wziąłem lejek do ręki i przekonałem się, że to, co uważałem za drzewo, było skórą, tylko bardzo zniszczoną zębem czasu. Był mniej więcej wielkości litra i ujęty dwiema miedzianymi obrączkami przy węższym i szerszym końcu.

 

– I cóż pan myślisz? – zapytał mój przyjaciel.

 

– Myślę – rzekłem – że należał do jakiegoś karczmarza dawnych czasów. Widziałem w Anglii dzbanki skórzane z XVII wieku... Miały ten sam kolor i taką samą twardość!

 

– Mój lejek pochodzi z tej samej epoki. Tylko, jeśli moje przypuszczenia są prawdziwe, to niezwykłym był ten karczmarz, który używał tego lejka... I na co on go używał. Czy nie widzi pan nic szczególnego przy końcu rurki?

 

Przybliżyłem się do lampy i przypatrzywszy się bacznie trzymanemu w ręku przedmiotowi zauważyłem, że w odległości jakichś sześciu centymetrów nad obrączką miedzianą znajdują się pewne, nieregularne wyżłobienia, jakby zrobione ostrym narzędziem.

 

– Ktoś chciał widocznie odciąć rurkę...

 

– Czy można to na pewno twierdzić, że chciał odciąć... To wygląda jakby było podarte... zadraśnięte czymś... Jakiś dziwny instrument, który pozostawia takie ślady na skórze! Nieprawdaż?

 

I