Wydawca ebooka: WAB Wydawca audiobooka: Biblioteka Akustyczna Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 10 godz. 21 min Lektor: Maciej Orłowski

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Audiobooka posłuchasz na:

tablecie MP3
smartfonie MP3
komputerze MP3
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 10 godz. 21 min Lektor: Maciej Orłowski

Opis ebooka Skandalistki. Historie kobiet niepokornych - Elizabeth Kerri Mahon

 

 

Panteon najbłyskotliwszych kobiet.

Frida Kahlo, Joanna d’Arc, Mata Hari, Kleopatra, Maria Skłodowska-Curie, Josephine Baker, Isadora Duncan, Zelda Fitzgerald, Anna Boleyn i dwadzieścia sześć innych – nadawały kierunek historii, tworzyły dobra kultury, nauki i sztuki, naruszały zastaną hierarchię wartości. Elizabeth Mahon przedstawia kobiety odważne i zdecydowane, twórcze i inteligentne, trzeźwo myślące i bezwzględne. Opisuje nie tylko działalność publiczną, ale też osobiste losy bohaterek.

Wszystkie daleko wykraczały poza normy i stereotypy, wszystkie z determinacją broniły własnych przekonań, pragnień, wizji. Nonkonformistki – kiedyś szokowały, z dzisiejszej perspektywy wiemy, że ich poczynania były przejawem walki z traktowaniem płci pięknej jako podpory dla męskiego świata. Postaci te przeważnie budzą nasz podziw, ale nawet jeśli w ich życiorysach pojawia się coś, co wywołuje niesmak, nie przestają nas fascynować. Ponieważ wpłynęły na rzeczywistość, która nie uległaby zmianie, gdyby nie one.

 

Elizabeth Kerri Mahon z werwą i humorem przedstawia panteon najbardziej błyskotliwych kobiet w historii, wypełniając każdą opowieść fascynującymi szczegółami.

Carlyn Beccia, autorka The Raucous Royals

Kto z nas nie woli czytać o sprytnych, energicznych i śmiałych kobietach zamiast o bezbarwnych, cnotliwych posągach życia domowego, o których historia chętnie pamięta, ale które nas nudzą? Brawo dla Elizabeth Mahon za wskrzeszenie wielu dziarskich, pięknych i niekiedy zapomnianych kobiet, które postarały się o to, by mieć tak interesujące życie!

Jo Manning, autorka My Lady Scandalous

Lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce poznać prawdziwe historie kryjące się za mitami.

Christina Croft, autorka Most Beautiful Princess

Opinie o ebooku Skandalistki. Historie kobiet niepokornych - Elizabeth Kerri Mahon

Fragment ebooka Skandalistki. Historie kobiet niepokornych - Elizabeth Kerri Mahon

Eli­za­beth Ker­ri Ma­hon

Skan­da­list­ki

Hi­sto­rie ko­biet nie­po­kor­nych

Prze­ło­ży­ła Ju­lia Skó­rzyń­ska-Ślu­sa­rek

Ty­tuł ory­gi­na­łu: Scan­da­lo­us Wo­men. The Li­ves and Lo­ves of Hi­sto­ry’s Most No­to­rio­us Wo­men

Co­py­ri­ght © 2011 by Eli­za­beth K. Ma­hon

All ri­ghts re­se­rved in­c­lu­ding the ri­ght of re­pro­duc­tion in who­le or in part in any form.

This edi­tion pu­bli­shed by ar­ran­ge­ment with Pe­ri­gee, a mem­ber of Pen­gu­in Gro­up (USA) Inc.

Co­py­ri­ght © for the Po­lish edi­tion by Gru­pa Wy­daw­ni­cza Fok­sal, MMXIII

Co­py­ri­ght © for the Po­lish trans­la­tion by Gru­pa Wy­daw­ni­cza Fok­sal, MMXIII

Wy­da­nie I

War­sza­wa

Pa­mię­ci mo­ich ro­dzi­ców, Vic­to­ra i Ro­slyn Ma­ho­nów

Podziękowania

Ol­brzy­mia licz­ba osób ode­gra­ła waż­ną rolę w pro­ce­sie prze­kształ­ca­nia Skan­da­li­stek z blo­gu w książ­kę i je­stem im wszyst­kim win­na pu­blicz­ne po­dzię­ko­wa­nia za po­moc oraz wspar­cie. Za­cznę od mo­jej wspa­nia­łej agent­ki, Erin Car­tw­ri­ght-Niu­ma­ty – za­wsze uwa­ża­ła, że znaj­dzie­my od­po­wied­ni pro­jekt, nad któ­rym bę­dzie­my mo­gły wspól­nie pra­co­wać. Dzię­ku­ję, że we mnie wie­rzy­łaś. Mo­jej re­dak­tor­ce, Je­anet­te Shaw, dzię­ku­ję za cier­pli­wość oka­zy­wa­ną mi w cza­sie, gdy oswa­ja­łam się z prze­kształ­ca­niem tego tek­stu, i za jej wni­kli­we uwa­gi, dzię­ki któ­rym stał się on znacz­nie lep­szy.

Po­dzię­ko­wa­nia kie­ru­ję rów­nież do:

– Le­an­ny Re­nee Hie­ber, Hope Tarr, Liz Ma­ve­rick, Ka­tri­ny Tip­ton, Sta­cey Ag­dern, Me­gan Framp­ton i Kwa­ny Jack­son – za nie­ustan­ne po­wta­rza­nie mi: „Z tego po­win­na po­wstać książ­ka!”. Lu­dzie! Dzię­ki, że mę­czy­li­ście mnie o to aż do mo­men­tu, gdy usia­dłam przed kom­pu­te­rem, aby stwo­rzyć za­rys tej pra­cy;

– Mar­ley Har­buck Gib­son – za po­dzie­le­nie się ze mną swo­imi do­świad­cze­nia­mi z li­te­ra­tu­rą fak­tu;

– mo­ich współ­to­wa­rzy­szy z no­wo­jor­skie­go od­dzia­łu Ro­man­ce Wri­ters of Ame­ri­ca – za wspar­cie;

– Sue Ritt-Ni­chol i Na­ta­lie Noel – za by­cie naj­lep­szy­mi przy­ja­ciół­ka­mi na świe­cie.

Wresz­cie chcia­łam zło­żyć szcze­gól­ne po­dzię­ko­wa­nia tym z czy­tel­ni­ków Skan­da­li­stek, któ­rzy śle­dzi­li mój blog od mo­men­tu jego po­wsta­nia trzy lata temu. Gdy za­czy­na­łam go pi­sać, nie wie­dzia­łam, jaka jest dro­ga przede mną, i nie spo­dzie­wa­łam się, że za po­śred­nic­twem blo­ga po­znam tak wie­lu wspa­nia­łych lu­dzi. Ich ko­men­ta­rze, e-ma­ile i su­ge­stie były dla mnie wiel­kim do­bro­dziej­stwem. Ta książ­ka jest wła­śnie dla nich.

Wprowadzenie

Po­słusz­ne ko­bie­ty rzad­ko two­rzą hi­sto­rię.

Lau­rel That­cher Ulrich

Skan­da­list­ki to książ­ka o hi­sto­rii ko­biet. Więk­szość pro­gra­mów te­le­wi­zyj­nych i pu­bli­ka­cji z ga­tun­ku „Wy­da­rzy­ło się wczo­raj” sku­pia się na do­świad­cze­niach tyl­ko jed­nej czę­ści bo­ha­te­rów – męż­czyzn. Obec­ność ko­biet ogra­ni­cza się do nie­licz­nych, po­wszech­nie zna­nych przy­kła­dów – są nimi świę­te, a przy­najm­niej do świę­to­ści aspi­ru­ją­ce, przy­zwo­ite i po­kor­ne dziew­czę­ta. W Skan­da­list­kach przy­ję­łam inny punkt wi­dze­nia i po­sta­wi­łam so­bie za cel przy­wró­ce­nie ko­bie­tom na­leż­ne­go im miej­sca w hi­sto­rii.

W cią­gu pię­ciu ty­się­cy lat zna­nych nam z prze­ka­zów hi­sto­rycz­nych, od sta­ro­żyt­no­ści aż po cza­sy współ­cze­sne, ko­bie­ty wy­wo­ły­wa­ły woj­ny, kwe­stio­no­wa­ły za­sa­dy, pro­wo­ko­wa­ły dra­ma­ty i rzu­ca­ły męż­czyzn na ko­la­na. Wo­jow­ni­cze kró­lo­we, agent­ki, po­dróż­nicz­ki, pi­rat­ki – jed­ne cie­szą­ce się do­brą, inne złą sła­wą – przy­cią­ga­ły spoj­rze­nia, sia­ły za­męt i od­wra­ca­ły bieg wy­da­rzeń. Po­cho­dzi­ły z róż­nych śro­do­wisk: od kró­lew­skich do­mów Egip­tu, An­glii, Fran­cji i Ro­sji aż po dziel­ni­ce nę­dzy Sa­int Lo­uis czy Bal­ti­mo­re. Nie­któ­re z nich – na przy­kład Jane Dig­by czy lady He­ster Stan­ho­pe – wy­szły poza ramy wy­god­nej eg­zy­sten­cji, po­rzu­ca­jąc swo­je domy i do­tych­cza­so­we przy­zwy­cza­je­nia, i wy­ru­szy­ły w po­szu­ki­wa­niu cze­goś no­we­go. Z ko­lei dla ta­kich ko­biet jak Jo­se­phi­ne Ba­ker, Lola Mon­tez czy Bil­lie Ho­li­day cel sta­no­wi­ło wła­śnie kom­for­to­we ży­cie, na­zna­czo­ne sła­wą i bo­gac­twem. Nie­za­leż­nie jed­nak od tego, ja­kie były ich hi­sto­rie – czy bę­dzie­my mó­wić o Bu­dy­ce, któ­ra za­mie­ni­ła Lon­di­nium w zglisz­cza w ge­ście ze­msty na Rzy­mia­nach za bru­tal­ne zgwał­ce­nie có­rek, czy też o Jo­se­phi­ne Ba­ker, tań­czą­cej w spód­nicz­ce z ba­na­nów w Fo­lies Ber­gère i pod­bi­ja­ją­cej Pa­ryż w burz­li­wych la­tach dwu­dzie­stych – żad­na z tych ko­biet nie po­zwo­li­ła, by oby­cza­je pa­nu­ją­ce w jej cza­sach po­wstrzy­ma­ły ją przed zre­ali­zo­wa­niem wła­snych za­mie­rzeń. Nie­któ­re z nich, tak jak Émi­lie du Châte­let, zwal­cza­ły szo­wi­ni­stycz­ne po­sta­wy mę­skie­go es­ta­bli­sh­men­tu, wzbra­nia­ją­ce­go im do­stę­pu do świa­ta na­uki. I cho­ciaż czę­sto trium­fo­wa­ły, to jed­nak bio­gra­fie Ze­ldy Fit­zge­rald czy Ca­mil­le Clau­del przy­po­mi­na­ją, że nie­jed­no­krot­nie ceną, któ­rą przy­szło ko­bie­tom za­pła­cić za ży­cie w cie­niu do­mi­nu­ją­cych męż­czyzn, było prze­rwa­nie dzia­łal­no­ści twór­czej i po­grą­że­nie się w sza­leń­stwie. Nie wszyst­kie z opi­sa­nych tu­taj pań za­słu­gu­ją na uzna­nie. Nie­któ­re, jak Rose O’Neal Gre­en­how, ro­bi­ły rze­czy dys­ku­syj­ne, cho­ciaż w słusz­nej – ich zda­niem – spra­wie.

Hi­sto­rie trzy­dzie­stu pię­ciu wy­bra­nych nie­wiast sta­no­wią za­le­d­wie za­ką­skę, przed­smak. Każ­de­go roku ko­lej­ne ko­bie­ce ist­nie­nia wy­ła­nia­ją się z mro­ku dzie­jów, mar­gi­ne­sów hi­sto­rii i za­ku­rzo­nych ksią­żek. Na ich tle ko­bie­ty przed­sta­wio­ne w tej książ­ce są wy­jąt­ko­we przy­najm­niej z jed­ne­go wzglę­du: wszyst­kie wy­wo­ły­wa­ły po­ru­sze­nie i skan­dal, na­ru­sza­ły sta­tus quo. Nie­któ­re z bo­ha­te­rek po­tra­fi­ły sto­so­wać ma­new­ry tak­tycz­ne, żeby osią­gnąć swo­je cele, inne wo­la­ły ude­rzać bez­po­śred­nio, z siłą ta­ra­na, ale każ­da z nich w ten czy inny spo­sób rzu­ca­ła wy­zwa­nie przy­ję­tym nor­mom za­cho­wa­nia, wy­sta­wia­jąc się na drwi­ny, gniew i wście­kłość oto­cze­nia. Były wol­ne i nie­ustra­szo­ne w wy­ra­ża­niu swo­je­go punk­tu wi­dze­nia. Nie­za­leż­nie od tego, czy cho­dzi­ło o wal­kę ze znie­wo­le­niem lub pi­jań­stwem, czy też o wol­ność re­li­gij­ną, nie bały się roz­pę­tać bu­rzy, je­że­li było to ko­niecz­ne dla spra­wy. Część z nich ro­bi­ła rze­czy, któ­re bu­rzy­ły ist­nie­ją­cy po­rzą­dek świa­ta i skut­ko­wa­ły re­al­ny­mi zmia­na­mi. Część sku­pi­ła się na dzia­łal­no­ści ar­ty­stycz­nej i po­zo­sta­wi­ła nam w spu­ściź­nie wspa­nia­łą sztu­kę. Nie­któ­rym z opi­sa­nych ko­biet moż­na za­rzu­cić dzia­ła­nie z ego­istycz­nych po­bu­dek, in­nym – iry­tu­ją­cy nie­kie­dy upór. Nie­mniej każ­da z nich jest na swój spo­sób fa­scy­nu­ją­ca.

Waleczne przywódczynie

Kleopatra 69 p.n.e. – 30 p.n.e.

Nie więd­nie z wie­kiem, a przy­zwy­cza­je­nie

Nie może zwal­czyć jej róż­no­rod­no­ści

Tak nie­skoń­czo­nej. Gdy inne ko­bie­ty

Ga­szą pra­gnie­nie, któ­re za­spo­ko­ją,

Ona głód bu­dzi, gdy naj­bar­dziej syci.1

Wil­liam Szek­spir, An­to­niusz i Kle­opa­tra

Ży­cie Kle­opa­try – wy­peł­nio­ne dra­ma­ta­mi, ro­man­sa­mi, mor­der­stwa­mi, przy­stoj­ny­mi męż­czy­zna­mi i sek­sem oraz wszech­ogar­nia­ją­cy­mi am­bi­cja­mi – to go­to­wy sce­na­riusz na ope­rę my­dla­ną. Fa­scy­na­cja ży­ciem tej naj­sław­niej­szej i naj­bar­dziej ta­jem­ni­czej ko­bie­ty w dzie­jach nie mija, cho­ciaż od jej śmier­ci upły­nę­ło już po­nad dwa ty­sią­ce lat. Współ­cze­śni Kle­opa­trze wi­dzie­li w niej cy­nicz­ną uwo­dzi­ciel­kę, któ­ra zde­pra­wo­wa­ła za­rów­no Ju­liu­sza Ce­za­ra, jak i Mar­ka An­to­niu­sza. Le­gen­da kró­lo­wej Egip­tu przez wie­ki sta­no­wi­ła źró­dło in­spi­ra­cji dla re­ży­se­rów, po­etów i dra­ma­tur­gów, pró­bu­ją­cych uchwy­cić fe­no­men jej oso­bo­wo­ści. Ostat­nia z fa­ra­onów, in­te­li­gent­na, cha­ry­zma­tycz­na i za­cię­ta przed­sta­wi­ciel­ka rodu Pto­le­me­uszów, oka­za­ła się wy­bit­nym i da­le­ko­wzrocz­nym po­li­ty­kiem i do­ło­ży­ła wszel­kich sta­rań, aby Egipt za­cho­wał nie­pod­le­głość.

W mo­men­cie na­ro­dzin Kle­opa­try, w 69 roku przed na­szą erą, dy­na­stia Pto­le­me­uszy po­grą­żo­na była w nie­pra­wo­ściach, co prze­ja­wia­ło się mię­dzy in­ny­mi w zgub­nej skłon­no­ści do we­wnątrz­ro­dzin­nych mor­derstw. Schył­ko­wi kró­le­stwa fa­ra­onów to­wa­rzy­szy­ły na­ro­dzi­ny im­pe­rium rzym­skie­go, stop­nio­wo roz­cią­ga­ją­ce­go swo­je wpły­wy na Eu­ro­pę i Bli­ski Wschód i co­raz gło­śniej pu­ka­ją­ce­go do bram Egip­tu. Oj­ciec Kle­opa­try, Pto­le­me­usz XII Au­le­tes, mógł kie­dyś li­czyć na wspar­cie Rzy­mian w dzia­ła­niach na rzecz od­zy­ska­nia tro­nu za­gar­nię­te­go przez jego cór­kę Be­re­ni­kę. Ma­jąc wo­bec nich dług wdzięcz­no­ści, mu­siał umie­jęt­nie ba­lan­so­wać mię­dzy trzy­ma­niem im­pe­rium w ry­zach a dą­że­niem do za­cho­wa­nia nie­za­leż­no­ści Egip­tu.

Po­cząt­ko­wo nic nie wska­zy­wa­ło na to, że Kle­opa­tra zo­sta­nie kró­lo­wą. Była dru­ga (po swo­jej sio­strze Be­re­ni­ce) w ko­lej­no­ści do tro­nu. Mimo to, dzię­ki am­bit­ne­mu pro­gra­mo­wi na­ucza­nia, opra­co­wa­ne­mu przez sta­ro­żyt­nych Gre­ków, ode­bra­ła edu­ka­cję god­ną fa­ra­onów. Po­bie­ra­ła na­uki z dzie­dzi­ny re­to­ry­ki, fi­lo­zo­fii, me­dy­cy­ny, ry­sun­ku, mu­zy­ki, ma­te­ma­ty­ki, sztu­ki oraz peł­nej chwa­ły hi­sto­rii swo­je­go przod­ka Pto­le­me­usza I. Zna­ła dzie­więć ję­zy­ków, w tym egip­ski, któ­re­go na­uczy­ła się jako pierw­sza – i je­dy­na – z dy­na­stii Pto­le­me­uszów. Gdy Be­re­ni­ka zo­sta­ła stra­co­na za prze­ję­cie tro­nu ich ta­tu­sia, Kle­opa­tra za­ję­ła po­wsta­łą lukę w ko­lej­ce do wła­dzy.

Po śmier­ci ojca osiem­na­sto­let­nia Kle­opa­tra i jej dzie­się­cio­let­ni brat-mąż, Pto­le­me­usz XIII, odzie­dzi­czy­li tron. Mie­li rzą­dzić wspól­nie, lecz Kle­opa­tra w krót­kim cza­sie udo­wod­ni­ła, kto re­al­nie spra­wu­je wła­dzę. Po­tra­fi­ła prze­kształ­cić ban­kru­tu­ją­ce kró­le­stwo w naj­bo­gat­sze pań­stwo śród­ziem­no­mor­skie. Ubo­gim roz­da­ła zbo­że, zrów­no­wa­ży­ła bu­dżet i zle­ci­ła pra­ce pro­jek­to­we nad no­wy­mi bu­dyn­ka­mi. Zgro­ma­dzi­ła wiel­ką for­tu­nę – gdy po śmier­ci kró­lo­wej Rzym prze­jął bo­gac­twa Egip­tu, sto­py pro­cen­to­we w im­pe­rium spa­dły o dwie trze­cie. Prze­cze­sy­wa­ła za­gra­nicz­ne bi­blio­te­ki w po­szu­ki­wa­niu dzieł, któ­re mo­gły­by wzbo­ga­cić Bi­blio­te­kę Alek­san­dryj­ską. Nie­ustan­nie pra­co­wa­ła też nad swo­im wi­ze­run­kiem – chcia­ła być po­strze­ga­na jako po­tęż­na wład­czy­ni, fa­ra­on, bó­stwo. Oso­bi­ście kie­ro­wa­ła uro­czy­sto­ścia­mi na cześć Izis – naj­waż­niej­szej egip­skiej bo­gi­ni tam­tych cza­sów – dzię­ki cze­mu za­skar­bi­ła so­bie wzglę­dy ludu.

Do­rad­cy jej bra­ta dą­żą­cy do roz­to­cze­nia kon­tro­li nad dzia­ła­nia­mi kró­la-dziec­ka zmu­si­li Kle­opa­trę do ab­dy­ka­cji. Lata do­świad­czeń z ro­dzin­ny­mi in­try­ga­mi na­uczy­ły ją jed­nak od­por­no­ści. Zbie­gła do Sy­rii, gdzie utwo­rzy­ła nie­wiel­ką ar­mię, skła­da­ją­cą się z arab­skich wo­jow­ni­ków. Na­stęp­nie pod­ję­ła pró­bę wtar­gnię­cia do Egip­tu, lecz zo­sta­ła po­ko­na­na przez woj­ska bra­ta. W tej sy­tu­acji tyl­ko je­den czło­wiek mógł po­móc kró­lo­wej od­zy­skać tron – był nim Ju­liusz Ce­zar. Ten pięć­dzie­się­cio­dwu­let­ni do­wód­ca woj­sko­wy za­an­ga­żo­wał się w tym cza­sie w woj­nę do­mo­wą, wy­stę­pu­jąc prze­ciw­ko kon­su­lo­wi rzym­skie­mu Pom­pe­ju­szo­wi. Za mło­du Kle­opa­tra była świad­kiem tego, jak po­tę­ga Rzy­mu po­mo­gła jej ojcu wró­cić na tron. Szczę­śli­wie dla niej Ce­zar – w po­go­ni za Pom­pe­ju­szem – do­tarł wła­śnie do Egip­tu. Dużo mniej po­myśl­na oka­za­ła się ta oko­licz­ność dla bra­ta Kle­opa­try. Jego do­rad­cy zle­ci­li za­bój­stwo Pom­pe­ju­sza, bo są­dzi­li, że za­gra­ża on sto­sun­kom Egip­tu z Ce­za­rem.

Wbrew ich ocze­ki­wa­niom wia­do­mość o śmier­ci Pom­pe­ju­sza roz­wście­czy­ła Ce­za­ra, któ­ry za­mie­rzał poj­mać go ży­we­go. Sy­tu­ację tę wy­ko­rzy­sta­ła Kle­opa­tra. Po­nie­waż wie­dzia­ła, że wódz ma opi­nię ko­bie­cia­rza, ka­za­ła za­wi­nąć się w dy­wan i do­star­czyć na po­kład jego stat­ku. Gdy dy­wan roz­wi­nię­to, wy­pa­dła z nie­go ni­czym za­gu­bio­ny ko­ciak. Męż­czy­zna, ocza­ro­wa­ny tym ge­stem, po­sta­no­wił jej po­móc. Kle­opa­tra zo­sta­ła jego ko­chan­ką. Ich re­la­cja łą­czy­ła w so­bie fa­scy­na­cję in­te­lek­tu­al­ną i cie­le­sną. Kle­opa­tra przy­cią­ga­ła Ce­za­ra in­te­li­gen­cją, po­czu­ciem hu­mo­ru i ko­bie­cym wdzię­kiem. Wspie­ra­na przez rzym­skie woj­ska, po­ko­na­ła swo­je­go bra­ta. Jego los do­peł­nił się w od­mę­tach Nilu, kie­dy mło­dy wład­ca ucie­kał przed stron­ni­ka­mi Ce­za­ra. Na­stęp­nie, na ży­cze­nie Ce­za­ra, Kle­opa­tra zo­sta­ła za­ślu­bio­na ze swo­im naj­młod­szym bra­tem Pto­le­me­uszem XIV, któ­re­go ze wzglę­du na wiek – miał wów­czas za­le­d­wie dwa­na­ście lat – ła­two moż­na było zi­gno­ro­wać.

Gdy Ce­zar po­wró­cił do Rzy­mu, oka­za­ło się, że jego ko­chan­ka spo­dzie­wa się dziec­ka. Wkrót­ce uro­dził się ich syn Pto­le­me­usz Ce­zar (lud Alek­san­drii zwał go Ce­za­rio­nem na cześć ojca). Po na­ro­dzi­nach dziec­ka Ce­zar po­rzu­cił pla­ny za­ję­cia Egip­tu i po­parł Kle­opa­trę jako au­to­no­micz­ną wład­czy­nię. W roku 46 przed na­szą erą Kle­opa­tra wraz z sy­nem opu­ści­li Egipt, aby to­wa­rzy­szyć dyk­ta­to­ro­wi.

Pod­czas po­by­tu w Rzy­mie Ce­zar nadał swo­jej ko­chan­ce wie­le ty­tu­łów i ob­sy­py­wał ją pre­zen­ta­mi, wśród któ­rych zna­la­zła się zło­ta rzeź­ba przed­sta­wia­ją­ca Kle­opa­trę, wznie­sio­na w świą­ty­ni We­nus bę­dą­cej pa­tron­ką re­pu­bli­ki rzym­skiej. Po raz pierw­szy dzie­ło przed­sta­wia­ją­ce ży­we­go czło­wie­ka zdo­bi­ło bu­dow­lę sa­kral­ną – Kle­opa­tra sta­ła się ucie­le­śnie­niem bo­gi­ni. Rzy­mia­nie jed­nak oba­wia­li się jej. Była po­tęż­na i nie­za­leż­na, co za­prze­cza­ło rzym­skim stan­dar­dom ko­bie­co­ści. Ce­zar nie uznał pu­blicz­nie Ce­za­rio­na za syna, i cho­ciaż Kle­opa­tra do koń­ca na to li­czy­ła, nie uczy­nił go swo­im na­stęp­cą – za­miast nie­go wy­brał Okta­wia­na Au­gu­sta, wnu­ka swo­jej sio­stry.

Kle­opa­tra, a wraz z nią Egipt, stra­ci­ła opar­cie w Rzy­mie, gdy w 44 roku przed na­szą erą, pod­czas id mar­co­wych, Ce­zar zo­stał za­mor­do­wa­ny przez gru­pę spi­skow­ców (wśród któ­rych znaj­do­wał się jego bli­ski przy­ja­ciel – Bru­tus), oba­wia­ją­cych się, że dyk­ta­tor mia­nu­je się kró­lem. W tro­sce o swo­je bez­pie­czeń­stwo Kle­opa­tra po­wró­ci­ła do oj­czy­zny. Po śmier­ci dru­gie­go bra­ta-męża usta­no­wi­ła Ce­za­rio­na współ­wład­cą – Pto­le­me­uszem XV. Przez cały czas śle­dzi­ła prze­bieg wal­ki o wła­dzę w Rzy­mie. Gdy Ma­rek An­to­niusz po­ko­nał za­bój­ców Ce­za­ra, to na nim Kle­opa­tra sku­pi­ła uwa­gę. Chcąc jak naj­sku­tecz­niej mu się przy­po­do­bać, naj­pierw okre­śli­ła swój cel. An­to­niusz, ge­nial­ny ge­ne­rał uwiel­bia­ny przez swo­je od­dzia­ły, był ba­lan­go­wi­czem i miał sła­bość do sil­nych ko­biet. Dwo­jąc się i tro­jąc, wład­czy­ni do­pro­wa­dzi­ła do spo­tka­nia z An­to­niu­szem w Tar­sie. Kur­ty­na po­szła w górę.

Kró­lo­wa przy­by­ła na spo­tka­nie ło­dzią ze zło­co­ną rufą i ło­po­czą­cy­mi na wie­trze pur­pu­ro­wy­mi ża­gla­mi. Prze­bra­na za Afro­dy­tę, spo­czy­wa­ła w cie­niu zło­te­go bal­da­chi­mu, oto­czo­na wa­chlu­ją­cy­mi ją chłop­ca­mi w stro­jach ku­pi­dy­nów oraz naj­pięk­niej­szy­mi służ­ka­mi. Tego sa­me­go dnia na cześć rzym­skie­go wo­dza wy­da­no wie­czo­rem ban­kiet, pod­czas któ­re­go go­ściom spo­czy­wa­ją­cym na bo­ga­to zdo­bio­nych so­fach ser­wo­wa­no naj­lep­sze wina i po­tra­wy na ta­ler­zach wy­sa­dza­nych klej­no­ta­mi. Uczta trwa­ła przez czte­ry dni i czte­ry noce. Kle­opa­tra nie ża­ło­wa­ła pie­nię­dzy: fa­jer­wer­ki, ko­bier­ce z płat­ków róż, dro­gie pre­zen­ty, eks­tra­wa­ganc­kie menu. Cała po­tę­ga Egip­tu mia­ła zna­leźć od­zwier­cie­dle­nie w tym przed­sta­wie­niu. Po­tę­ga, u któ­rej szczy­tu mógł sta­nąć An­to­niusz – jako part­ner Kle­opa­try. Plan wy­pa­lił z siłą tor­pe­dy – An­to­niusz zo­stał uwie­dzio­ny, do­kład­nie tak jak jego po­przed­nik, Ju­liusz Ce­zar. Już wkrót­ce para wio­dła la vida loca. We­dług Plu­tar­cha kró­lo­wa za­spo­ka­ja­ła wszyst­kie za­chcian­ki An­to­niu­sza – nie­za­leż­nie od tego, czy cho­dzi­ło o po­lo­wa­nia, o ha­zard czy o hu­lan­ki. Prze­ko­ma­rza­ła się z nim, bie­sia­do­wa­ła, ale nig­dy nie spusz­cza­ła go z oczu. Dą­ży­ła do tego, aby stać się mu nie­zbęd­ną. Wy­two­rzo­na mię­dzy nimi więź mia­ła chro­nić Kle­opa­trę i jej kraj. Byli z An­to­niu­szem do­bra­ną parą – oby­dwo­je łak­nę­li ży­cia. Bar­dziej niż po­żą­da­nie po­łą­czy­ły ich jed­nak wiel­kie am­bi­cje. Wład­czy­ni Egip­tu po­trze­bo­wa­ła sil­ne­go męż­czy­zny, aby utrzy­mać swo­je kró­le­stwo. An­to­niusz z ko­lei ocze­ki­wał wspar­cia kró­lo­wej – jej ma­jąt­ku oraz ar­mii – w dą­że­niach do zdo­by­cia Par­tii (kra­iny sta­no­wią­cej dziś część Ira­nu). W za­mian ofe­ro­wał wład­czy­ni ochro­nę i po­moc w po­zby­ciu się sio­stry Ar­si­noe (ostat­niej z ro­dzeń­stwa), któ­ra od cza­su, gdy Kle­opa­tra za­sia­dła na tro­nie, była jej solą w oku.

Oby­dwo­je ma­rzy­li o wiel­kim im­pe­rium roz­cią­ga­ją­cym się od Wscho­du po Za­chód. Wal­ki o wła­dzę w Rzy­mie zmu­si­ły jed­nak An­to­niu­sza do opusz­cze­nia Kle­opa­try i po­wro­tu do domu. Po śmier­ci swo­jej pierw­szej żony An­to­niusz zde­cy­do­wał się na za­ślu­bi­ny z Okta­wią, sio­strą Okta­wia­na, aby wzmoc­nić za­war­ty z nim so­jusz. W tym sa­mym cza­sie Kle­opa­tra uro­dzi­ła bliź­nię­ta – Alek­san­dra He­lio­sa i Kle­opa­trę Se­le­ne. Do­pie­ro trzy lata póź­niej mia­ła po­now­nie uj­rzeć ojca swo­ich dzie­ci.

Po­nie­waż An­to­niusz za­mie­rzał wresz­cie zdo­być Par­tię, po­sta­no­wił za­aran­żo­wać spo­tka­nie z Kle­opa­trą w An­tio­chii. Mu­siał jed­nak nie­co ostu­dzić swój za­pał, gdyż kró­lo­wa, w re­wan­żu za trzy lata sa­mot­no­ści, do­pie­ro po wie­lu ty­go­dniach zgo­dzi­ła się z nim zo­ba­czyć. Ogień na­mięt­no­ści roz­go­rzał na nowo, by tym ra­zem szyb­ko prze­kształ­cić się w głęb­szą, emo­cjo­nal­ną więź rów­nych so­bie part­ne­rów. Żad­ne z nich nie było przed­tem tak bli­sko z kim­kol­wiek. Po kil­ku dniach spę­dzo­nych w al­ko­wie Kle­opa­try An­to­niusz od­dał jej te­ry­to­rium, w któ­re­go skład wcho­dzi­ły dzi­siej­sze te­re­ny Li­ba­nu, Sy­rii, Jor­da­nii i po­łu­dnio­wej Tur­cji. W za­mian otrzy­mał po­moc kró­lo­wej. An­to­niusz jed­nak, osła­bio­ny wy­staw­nym ży­ciem, prze­grał z Par­ta­mi. Oca­la­łych z bi­twy – głod­nych i zzięb­nię­tych – ura­to­wa­ła Kle­opa­tra, któ­ra nad­cią­gnę­ła z po­sił­ka­mi wkrót­ce po na­ro­dzi­nach ko­lej­ne­go syna – Pto­le­me­usza Fi­la­del­fo­sa.

An­to­niusz po­sta­no­wił po­rzu­cić Okta­wię i oże­nić się z Kle­opa­trą. Pod­czas ce­re­mo­nii za­ślu­bin no­wo­żeń­cy byli prze­bra­ni za bo­gów – Afro­dy­tę i Dio­ni­zo­sa. Wódz mia­no­wał ich syna Alek­san­dra – kró­lem Ar­me­nii, cór­kę Kle­opa­trę – kró­lo­wą Kre­ty, a ma­łe­go Pto­le­me­usza – wład­cą Sy­rii.

W tym sa­mym cza­sie w Rzy­mie Okta­wian udał się do se­na­tu, aby wy­po­wie­dzieć woj­nę Egip­to­wi i Kle­opa­trze. Roz­po­czął pro­pa­gan­dę, w któ­rej przed­sta­wiał kró­lo­wą Egip­tu jako re­al­ne za­gro­że­nie dla po­tę­gi Rzy­mu i ma­ni­pu­la­tor­kę trak­tu­ją­cą za­śle­pio­ne­go An­to­niu­sza ni­czym za­baw­kę.2 Ten wi­ze­ru­nek wład­czy­ni miał obo­wią­zy­wać aż do roku 1820. Roz­szy­fro­wa­ne wów­czas hie­ro­gli­fy do­star­czy­ły nam in­nej wer­sji tej hi­sto­rii.

W ob­li­czu za­gro­że­nia, za­miast wy­ko­rzy­stać woj­sko­we atu­ty An­to­niu­sza, Kle­opa­tra zde­cy­do­wa­ła się prze­pro­wa­dzić bi­twę mor­ską. Był to ol­brzy­mi błąd. Pod­czas gdy flo­ta egip­ska od­da­la­ła się od brze­gów, Okta­wian roz­gro­mił nie­licz­ne – po­zo­sta­łe w Gre­cji – od­dzia­ły wojsk lą­do­wych, ob­le­ga­jąc je przez czte­ry mie­sią­ce w Ak­cjum. W star­ciu na mo­rzu duże i mało zwrot­ne okrę­ty Mar­ka An­to­niu­sza nie sta­no­wi­ły wy­zwa­nia dla flo­ty Okta­wia­na, skła­da­ją­cej się z mniej­szych i lżej­szych stat­ków. W sa­mym środ­ku bi­twy Kle­opa­tra po­sta­no­wi­ła ra­to­wać swo­je okrę­ty. We­dług wcze­śniej­szej umo­wy z An­to­niu­szem mia­ła się wy­co­fać i od­pły­nąć, za­bie­ra­jąc ze sobą egip­skie skar­by ukry­te w ła­dow­niach. Tak też się sta­ło – An­to­niusz do­łą­czył do niej i po­zo­sta­wił woj­ska na pa­stwę wro­ga. Po­ko­na­ny i pe­łen żalu, po­wró­cił do Egip­tu, zde­cy­do­wa­ny ode­brać so­bie ży­cie. Za­mie­rzał prze­bić się mie­czem, ale spar­ta­czył spra­wę i zdo­łał się tyl­ko zra­nić. Zna­lazł go nie­wol­nik i ka­zał prze­nieść do mau­zo­leum, gdzie ukry­wa­ła się Kle­opa­tra z dwo­ma służ­ka­mi. An­to­niusz zmarł w ra­mio­nach ko­chan­ki.

Gdy Okta­wian do­tarł do Egip­tu, Kle­opa­tra pró­bo­wa­ła prze­cią­gnąć go na swo­ją stro­nę do­kład­nie tak, jak to uczy­ni­ła z Ce­za­rem i An­to­niu­szem. Plu­tarch twier­dził, że cho­ciaż mia­ła już trzy­dzie­ści dzie­więć lat, „wdzięk jej i pew­ność uro­dy nie wy­ga­sły w niej cał­kiem, lecz na­wet w tej sy­tu­acji prze­bły­ski­wa­ły gdzieś z wnę­trza”3. Kró­lo­wa była na­wet skłon­na ab­dy­ko­wać na rzecz swo­ich dzie­ci, Okta­wian oka­zał się jed­nak cał­ko­wi­cie nie­czu­ły na jej wdzię­ki. Gdy do­wie­dzia­ła się, że ce­sarz pla­nu­je ją upo­ko­rzyć i świę­to­wać swój triumf, pro­wa­dząc ją jako jeń­ca w mar­szu zwy­cię­stwa w Rzy­mie, po­sta­no­wi­ła nie dać się po­ni­żyć. Wo­la­ła umrzeć od uką­sze­nia żmii prze­my­co­nej w ko­szy­ku z fi­ga­mi – prze­bra­na za bo­gi­nię Izis, aby pod­kre­ślić swo­ją nie­śmier­tel­ność – i tym sa­mym prze­chy­trzyć Rzym. Tak przy­najm­niej ze­zna­wał Okta­wian. Plu­tarch na­to­miast nie do koń­ca da­wał wia­rę tej wer­sji hi­sto­rii. Na cie­le Kle­opa­try nie zna­le­zio­no śla­dów uką­szeń, a w po­miesz­cze­niu nie było żmii. Kró­lo­wa Egip­tu zna­ła pod­sta­wy che­mii i spo­rzą­dze­nie od­po­wied­nie­go kok­taj­lu z tru­ci­zny, któ­ry miał wspo­móc jej odej­ście z tego świa­ta, z pew­no­ścią nie sta­no­wi­ło dla niej wy­zwa­nia. Zmar­ła tak, jak żyła – jako dum­na i nie­za­leż­na wład­czy­ni.

Po sa­mo­bój­stwie Kle­opa­try Okta­wian ska­zał Ce­za­rio­na na śmierć, dzię­ki cze­mu po­zbył się ko­lej­ne­go za­gro­że­nia dla wła­dzy ce­sar­skiej. W koń­cu na­stą­pi­ło to, prze­ciw­ko cze­mu Kle­opa­tra wal­czy­ła przez całe ży­cie – Egipt stał się jed­ną z wie­lu pro­win­cji im­pe­rium rzym­skie­go. Cór­ka Kle­opa­try i An­to­niu­sza, Kle­opa­tra Se­le­ne, po­ślu­bi­ła wład­cę Nu­mi­dii, Jubę II. Los po­zo­sta­łych dzie­ci, Alek­san­dra He­lio­sa i Pto­lo­me­usza Fi­la­del­fo­sa, jest nie­zna­ny.

Kle­opa­tra sta­no­wi­ła ostat­nie za­gro­że­nie dla po­tę­gi Ce­sar­stwa Rzym­skie­go. Była wy­bit­ną i bo­ha­ter­ską pa­triot­ką, cho­ciaż dziś po­strze­ga się ją przede wszyst­kim jako uwo­dzi­ciel­kę ze Wscho­du, przez któ­rą dwóch z naj­wy­bit­niej­szych mę­żów Rzy­mu za­po­mnia­ło o obo­wiąz­kach wzglę­dem oj­czy­zny. Jej le­gen­da wciąż żyje w utwo­rach pi­sa­rzy – od Szek­spi­ra po Sha­wa – za­in­spi­ro­wa­nych hi­sto­rią tej nie­zwy­kłej ko­bie­ty, a tak­że w nie­zli­czo­nych fil­mach po­świę­co­nych wład­czy­ni. Kle­opa­tra sta­ła się po­sta­cią po­nad­cza­so­wą.

Budyka ?–60 n.e.

Przy­czy­ną tych wszyst­kich nie­szczęść była ko­bie­ta, co przy­nio­sło im [Rzy­mia­nom] naj­więk­szy wstyd.

Dion Ka­sjusz

Bu­dy­ka była żoną, mat­ką, po­dzi­wia­ną kró­lo­wą i przy­wód­czy­nią naj­bar­dziej krwa­we­go bun­tu prze­ciw Rzy­mia­nom w bry­tyj­skiej hi­sto­rii. Le­gen­da tej pierw­szej z wiel­kich bo­ha­te­rek Bry­ta­nii w peł­ni ko­re­spon­du­je z nada­nym jej imie­niem, ozna­cza­ją­cym w ję­zy­ku cel­tyc­kim „zwy­cię­stwo”. Nie­wie­le wia­do­mo o ży­ciu Bu­dy­ki, za­nim sta­nę­ła Rzy­mia­nom ko­ścią w gar­dle. Naj­praw­do­po­dob­niej mia­ła kró­lew­skie po­cho­dze­nie. Hi­sto­ryk Dion Ka­sjusz opi­su­je ją jako wy­so­ką i prze­ra­ża­ją­cą ko­bie­tę. Wspa­nia­łe, zło­ta­wo­brą­zo­we wło­sy spły­wa­ły jej na bio­dra, na szyi no­si­ła zło­tą ko­lię, a ubie­ra­ła się w wie­lo­ko­lo­ro­wą tu­ni­kę. Była ni­czym Xena, wo­jow­ni­cza księż­nicz­ka4. Cho­ciaż Dion Ka­sjusz (po­dob­nie jak Ta­cyt) nie uczest­ni­czył w przed­sta­wio­nych przez sie­bie wy­da­rze­niach, mu­si­my zdać się na jego sło­wa. Hi­sto­rię Bu­dy­ki spi­sa­no dużo póź­niej, a sam au­tor miał na celu przed­sta­wie­nie rzym­skiej wer­sji wy­da­rzeń. Nie­za­leż­nie od tego Bu­dy­ka, na­wet je­że­li nie była ama­zon­ką, tak jak opi­sy­wał ją Ka­sjusz, mu­sia­ła być zja­wi­sko­wa.

Przez po­nad sto lat Rzy­mia­nie wi­dzie­li w Bry­ta­nii wy­łącz­nie źró­dło cyny i wspa­nia­łych ostryg. Jed­nak w 43 roku na­szej ery po­sta­no­wi­li w koń­cu prze­pro­wa­dzić sze­ro­ko za­kro­jo­ną in­wa­zję na wy­spę. Pa­nu­ją­ce­go wów­czas ce­sa­rza Klau­diu­sza po­strze­ga­no – ze wzglę­du na fi­zycz­ne ułom­no­ści – jako śli­nią­ce­go się i kuś­ty­ka­ją­ce­go głup­ca. Aby zmie­nić ten wi­ze­ru­nek, ce­sarz po­trze­bo­wał dzia­łań pro­mo­cyj­nych, nad­szedł czas, aby osta­tecz­nie pod­po­rząd­ko­wać Bry­ta­nię – mo­zai­kę mniej­szych i więk­szych kró­lestw – cy­wi­li­za­cyj­nym wpły­wom Rzy­mu. Gdy Rzy­mia­nie do­tar­li na wy­spę, zo­sta­li przy­ję­ci życz­li­wie przez miesz­kań­ców, któ­rzy nie zda­wa­li so­bie spra­wy z tego, co to może ozna­czać w dłuż­szej per­spek­ty­wie. Sam ce­sarz zło­żył uro­czy­stą wi­zy­tę w Ca­mu­lo­du­num (dzi­siej­szym Col­che­ste­rze), po­łą­czo­ną ze wspa­nia­ły­mi uro­czy­sto­ścia­mi, po­pro­wa­dzo­ny­mi z rzym­ską pom­pą, aby za­im­po­no­wać miej­sco­wej lud­no­ści. Więk­szość ple­mion za­miesz­ku­ją­cych po­łu­dnie wy­spy, w tym Ice­no­wie, zde­cy­do­wa­ła się nie sta­wiać na­jeźdź­cy opo­ru i wkrót­ce ich kró­le­stwa sta­ły się za­leż­ne od Rzy­mian.

W roku 60 na­szej ery, po dwu­dzie­stu la­tach rzą­dów, zmarł Pra­su­ta­gus, król Ice­nów za­miesz­ku­ją­cych wschod­nią An­glię5. W te­sta­men­cie kró­lew­skie zie­mie po­dzie­lo­no mię­dzy Ce­sar­stwo Rzym­skie i dwie cór­ki zmar­łe­go wład­cy. Re­gent­ką mia­ła zo­stać wdo­wa po kró­lu, Bu­dy­ka.

Pra­su­ta­gus był jed­nym z pierw­szych so­jusz­ni­ków Rzy­mu. Po­nie­waż jed­nak nie po­sia­dał mę­skie­go po­tom­ka, Rzy­mia­nie uzna­li do­tych­cza­so­we usta­le­nia za nie­waż­ne. We­dług rzym­skie­go pra­wa dzie­dzi­cze­nie od­by­wa­ło się je­dy­nie w li­nii mę­skiej. Dla Rzy­mian pa­no­wa­nie Bu­dy­ki świad­czy­ło wy­łącz­nie o bar­ba­rzyń­skich zwy­cza­jach Ice­nów. W ple­mio­nach cel­tyc­kich zaś ko­bie­ty mo­gły rzą­dzić, wy­cho­dzić za mąż, za kogo chcia­ły, i po­sia­dać zie­mię. Mia­ły bar­dzo dużą swo­bo­dę w po­rów­na­niu z Rzy­mian­ka­mi, któ­rych ży­cie pod­le­ga­ło ści­słej kon­tro­li ze stro­ny męż­czyzn.

Rzy­mia­nie po­trak­to­wa­li zie­mie Ice­nów w spo­sób, jaki Ta­cyt pod­su­mo­wał na­stę­pu­ją­co: „Pań­stwo – set­ni­cy, dom – nie­wol­ni­cy jak­by zdo­bycz pu­sto­szy­li”6.

Gdy Bu­dy­ka prze­ciw­sta­wi­ła się dzia­ła­niom Rzy­mian, zo­sta­ła przez nich pu­blicz­nie wy­chło­sta­na. Po­nad­to po­zwo­lo­no nie­wol­ni­kom bru­tal­nie zgwał­cić jej cór­ki. Jej przy­kład miał sta­no­wić ostrze­że­nie dla in­nych ple­mion cel­tyc­kich. Bu­dy­ka nie była jed­nak wła­ści­wą ko­bie­tą do tej roli. We­zwa­ła Ice­nów i są­sia­du­ją­ce z nimi ple­mio­na, w tym Try­no­wa­tów, do bun­tu prze­ciw Ce­sar­stwu. Na jej ko­rzyść prze­ma­wia­ło to, że nie tyl­ko Ice­no­wie mie­li peł­ną księ­gę skarg i za­ża­leń do­ty­czą­cych rzym­skich dzia­łań. Rzy­mia­nie za rzą­dów pro­ku­ra­to­ra fi­nan­so­we­go Ka­tu­sa De­cja­nu­sa za­czę­li trak­to­wać Bry­tów jak nie­wol­ni­czą siłę ro­bo­czą. Z miej­sco­wy­mi ob­cho­dzo­no się bru­tal­nie, nie­kie­dy znę­ca­no się nad nimi. Rzym­scy we­te­ra­ni wo­jen­ni przej­mo­wa­li na wła­sność zie­mię, wy­pę­dza­jąc z niej pra­wo­wi­tych wła­ści­cie­li. Nie dość, że świą­ty­nia ku czci ce­sa­rza Klau­diu­sza w Ca­mu­lo­du­num po­wsta­ła dzię­ki dar­mo­wej pra­cy Try­no­wa­tów, to jesz­cze opo­dat­ko­wa­no ich w związ­ku z kosz­ta­mi bu­do­wy.

Po­cząt­ko­wo po­wstań­com sprzy­ja­ło szczę­ście. Woj­sko­wy na­miest­nik Bry­ta­nii, Swe­to­niusz, prze­by­wał na wy­spie Mona (dzi­siej­sze An­gle­sey), gdzie do­wo­dził rze­zią dru­idów prze­pro­wa­dzo­ną przez rzym­skie woj­ska. Pod­czas jego nie­obec­no­ści Bu­dy­ka zgro­ma­dzi­ła ar­mię skła­da­ją­cą się z po­nad stu dwu­dzie­stu ty­się­cy lu­dzi – za­rów­no męż­czyzn (w tym du­chow­nych), jak i ko­biet. Z jed­nej stro­ny wład­czy­ni mu­sia­ła mieć nad­zwy­czaj­ną cha­ry­zmę, sko­ro tak wie­lu Bry­tów zde­cy­do­wa­ło się za nią pójść. Z dru­giej zaś – wie­lu mo­gło się utoż­sa­mić z hi­sto­rią jej ży­cia. Bu­dy­ka czer­pa­ła siłę po­trzeb­ną przy­wód­cy z wy­peł­nia­ją­ce­go ją słusz­ne­go gnie­wu – czu­ła bo­wiem, że spra­wie­dli­wość jest po jej stro­nie.

Ple­mio­na Cel­tów zaj­mo­wa­ły się głów­nie przy­go­to­wa­nia­mi do woj­ny i były go­to­we spu­ścić Rzy­mia­nom la­nie. Ich pierw­szy przy­sta­nek sta­no­wi­ło Ca­mu­lo­du­num, któ­re – za­ata­ko­wa­ne znie­nac­ka – ska­pi­tu­lo­wa­ło. Jesz­cze przed wy­pra­wą Bu­dy­ka od­pra­wi­ła mo­dły ku czci An­dra­ste, bo­gi­ni zwy­cię­stwa, i wy­pu­ści­ła w tłum za­ją­ca, aby z kie­run­ku, w któ­rym zwie­rzę po­bie­gnie, od­czy­tać wy­nik ofen­sy­wy. Prze­po­wied­nia oka­za­ła się traf­na. Miesz­kań­cy Ca­mu­lo­du­num nie przy­go­to­wa­li się na atak i mia­sto po­zo­sta­wa­ło nie­ufor­ty­fi­ko­wa­ne. Ar­mia Bu­dy­ki do­szczęt­nie je splą­dro­wa­ła, a na­stęp­nie zrów­na­ła z zie­mią i pod­pa­li­ła. Naj­bliż­szy le­gion rzym­ski, zło­żo­ny z dwóch ty­się­cy żoł­nie­rzy, znaj­do­wał się w Lin­coln. Od­dział po­spie­szył na spo­tka­nie z bun­tow­ni­ka­mi, ale wpadł w pu­łap­kę za­sta­wio­ną przez Bry­tów i zo­stał wy­cię­ty w pień.

Ośmie­lo­na ła­twym zwy­cię­stwem Bu­dy­ka ru­szy­ła na Lon­di­nium, sta­no­wią­ce głów­ny rzym­ski ośro­dek han­dlo­wy w Bry­ta­nii. Na wieść o tym, że nad­cią­ga przy­wód­czy­ni Ice­nów, Ka­tus De­cja­nus zbiegł do Ga­lii. W tym sa­mym cza­sie Swe­to­niusz do­tarł do Lon­di­nium z jed­nym od­dzia­łem ka­wa­le­rii. Po­cząt­ko­wo zi­gno­ro­wał do­nie­sie­nia o po­wsta­niu, uwa­żał bo­wiem, że Bry­to­wie mu­szą być w kiep­skiej sy­tu­acji, sko­ro po­zwa­la­ją na to, aby ko­bie­ta wy­da­wa­ła im roz­ka­zy. Osza­co­waw­szy jed­nak siły prze­ciw­ni­ka, zdał so­bie spra­wę, że nie dys­po­nu­je wy­star­cza­ją­cym za­ple­czem woj­sko­wym, aby ode­przeć atak, i zde­cy­do­wał się opu­ścić mia­sto, na­ka­zu­jąc lud­no­ści uczy­nić to samo. Po spa­le­niu Lon­di­nium Bu­dy­ka wraz ze swo­ją kom­pa­nią ru­szy­ła do Ve­ru­la­mium7. Jego miesz­kań­cy zdą­ży­li uciec, lecz mia­sto zo­sta­ło do­szczęt­nie złu­pio­ne.

Nie było to ostat­nie sło­wo cel­tyc­kiej kró­lo­wej – po­sta­no­wi­ła bo­wiem ru­szyć na pół­noc w po­go­ni za rzym­ską ar­mią, a po dro­dze splą­dro­wa­ła jesz­cze kil­ka osad. Nie jest pew­ne, gdzie od­by­ła się de­cy­du­ją­ca bi­twa mię­dzy Bu­dy­ką i Rzy­mia­na­mi, ale naj­praw­do­po­dob­niej było to w West Mi­dlands8. Wia­do­mo za to, że Swe­to­niusz na miej­sce star­cia ob­rał oto­czo­ny la­sem te­ren, na któ­rym mógł zo­stać za­ata­ko­wa­ny je­dy­nie od przo­du. Zdzie­siąt­ko­wa­ni Rzy­mia­nie mu­sie­li po­le­gać na stra­te­gii i na swo­ich wy­so­kich kwa­li­fi­ka­cjach wo­jen­nych.

Za­nim do­szło do bi­twy, Bu­dy­ka, z dwie­ma cór­ka­mi przed sobą, je­cha­ła na wo­zie wzdłuż pierw­szych sze­re­gów ar­mii, mó­wiąc lu­dziom, że mogą „[...] zwy­cię­żyć w tym boju lub po­lec. Ta­kie jest po­sta­no­wie­nie ko­bie­ty – mę­żo­wie niech żyją i będą nie­wol­ni­ka­mi”9. Pew­ni zwy­cię­stwa Bry­to­wie za­bra­li ze sobą całe ro­dzi­ny i roz­lo­ko­wa­li je w wo­zach na obrze­żach pola wal­ki. Po­ma­lo­wa­ni od stóp do głów na nie­bie­sko, w sza­le i za­mę­cie, wy­krzy­ku­jąc naj­gor­sze obe­lgi, na­tar­li na Rzy­mian, sto­ją­cych w zwar­tym szy­ku, uzbro­jo­nych w oszcze­py i tar­cze. Mu­siał to być prze­ra­ża­ją­cy wi­dok, Rzy­mia­nie jed­nak nie ustą­pi­li, ale pu­ści­li broń w ruch. Pierw­sza fala Bry­tów zo­sta­ła za­trzy­ma­na. Nie mo­gli być wy­zwa­niem dla – bar­dziej do­świad­czo­nych w boju – le­gio­ni­stów rzym­skich, któ­rzy sto­su­jąc szyk kli­no­wy, zdo­ła­li za­pę­dzić ich w kozi róg. Gdy po­wstań­cy pró­bo­wa­li sal­wo­wać się uciecz­ką, wpa­da­li w pu­łap­kę stwo­rzo­ną z ich wła­snych wo­zów usta­wio­nych do­ko­ła. Kie­dy kurz po wal­ce opadł, na polu bi­twy po­zo­sta­li nie­zli­cze­ni za­bi­ci Bry­to­wie i rap­tem czte­ry­stu Rzy­mian. Tak za­koń­czy­ła się ostat­nia z wiel­kich re­be­lii prze­ciw­ko Ce­sar­stwu Rzym­skie­mu. Przyj­mu­je się, że Bu­dy­ka i jej cór­ki za­ży­ły tru­ci­znę, aby nie wpaść w ręce wro­ga.

Roz­pę­ta­nie po­wsta­nia prze­ciw­ko naj­więk­szej ist­nie­ją­cej wów­czas świa­to­wej po­tę­dze wy­ma­ga­ło od przy­wód­czy­ni Ice­nów nie­zwy­kłej od­wa­gi.  Aprze­cież zwy­cię­stwo było tak bli­sko. Ne­ron, ów­cze­sny ce­sarz, był go­tów wy­co­fać woj­ska z Bry­ta­nii.

Nie­ste­ty Bu­dy­ka nie mia­ła pla­nu wy­kra­cza­ją­ce­go poza spra­wie­nie la­nia Rzy­mia­nom. Gdy­by po­tra­fi­ła le­piej wy­ko­rzy­stać wcze­śniej­sze zwy­cię­stwa, zdo­by­wa­jąc szer­sze po­par­cie dla swo­ich dzia­łań, być może Rzym mu­siał­by w koń­cu zre­zy­gno­wać z Bry­ta­nii.

Bu­dy­ka, wie­ki po tym, jak zo­sta­ła po­ko­na­na, zy­ska­ła sła­wę jako he­ro­icz­na i od­da­na oj­czyź­nie kró­lo­wa, któ­ra po­świę­ci­ła ży­cie, bro­niąc kra­ju przed bez­względ­ną, obcą po­tę­gą. Szcze­gól­nie upodo­ba­li ją so­bie wik­to­ria­nie, uwiel­bia­ją­cy ide­ali­zo­wać le­gen­dy o sta­ro­żyt­nej Bry­ta­nii, ta­kie jak hi­sto­ria Bu­dy­ki czy kró­la Ar­tu­ra. Dzi­siaj po­mnik przy­wód­czy­ni Cel­tów, bę­dą­cej sym­bo­lem po­tę­gi im­pe­rium bry­tyj­skie­go i pa­trio­ty­zmu, stoi nad brze­giem Ta­mi­zy, nie­da­le­ko pa­ła­cu west­min­ster­skie­go. Po­mnik ten jest hoł­dem zło­żo­nym ko­bie­cie, któ­ra sta­ła się le­gen­dą.

Eleonora Akwitańska 1122–1204

Ko­bie­ta nie­zrów­na­na.

Ry­szard z De­vi­zes

Ele­ono­ra Akwi­tań­ska, jed­na z naj­słyn­niej­szych kró­lo­wych w śre­dnio­wiecz­nej Eu­ro­pie, jest za­ra­zem jed­ną z ko­biet cie­szą­cych się naj­gor­szą sła­wą w hi­sto­rii. Za­ślu­bio­na ko­lej­no z dwo­ma mo­nar­cha­mi, uro­dzi­ła dwóch kró­lew­skich na­stęp­ców i dała po­czą­tek dy­na­stii, któ­ra wła­da­ła An­glią przez 330 lat. O jej ży­ciu krą­ży­ły skan­da­licz­ne po­gło­ski – rze­ko­mo je­cha­ła na kru­cja­tę z od­kry­tą pier­sią, spa­ła z wła­snym stry­jem i za­mor­do­wa­ła ko­chan­kę swo­je­go męża. Wo­jow­ni­cza na­tu­ra kró­lo­wej ka­za­ła jej wspie­rać sy­nów w bun­cie prze­ciw ich ojcu. Ele­ono­ra peł­ni­ła rów­nież funk­cję re­gent­ki, gdy Ry­szard Lwie Ser­ce prze­by­wał na wy­pra­wie krzy­żo­wej.

Uro­dzi­ła się w 1122 roku w ro­dzi­nie, któ­rej hi­sto­ria ob­fi­to­wa­ła w ro­man­se i dra­ma­ty. Dzia­dek Ele­ono­ry, uwa­ża­ny za jed­ne­go z pierw­szych tru­ba­du­rów, był eks­tra­wa­ganc­ką po­sta­cią i nig­dy nie stro­nił od przy­gód mi­ło­snych ani skan­da­li. Po­rzu­cił dwie żony i dwu­krot­nie zo­stał ob­ję­ty eks­ko­mu­ni­ką. Upro­wa­dził za­męż­ną ko­bie­tę o imie­niu Dan­ge­reu­se, któ­rą uczy­nił swo­ją ko­chan­ką. Obo­jęt­ność na opi­nie in­nych i ro­bie­nie tego, na co ma się ocho­tę, jego wnucz­ka mia­ła po pro­stu we krwi.

W wie­ku ośmiu lat, po śmier­ci bra­ta, Ele­ono­ra zo­sta­ła dzie­dzicz­ką Księ­stwa Akwi­ta­nii. Był to ład­ny ka­wa­łek zie­mi, rów­ny mniej wię­cej jed­nej czwar­tej te­ry­to­rium dzi­siej­szej Fran­cji, dla­te­go ten, kto zo­stał­by mę­żem spad­ko­bier­czy­ni, cie­szył­by się nie­by­wa­łą wła­dzą.

Oj­ciec Ele­ono­ry – dum­ny z peł­nej ży­cia, pięk­nej oraz in­te­li­gent­nej cór­ki – za­dbał o jej wy­kształ­ce­nie. Po­dró­żo­wa­ła z nim po ca­łym księ­stwie, ob­ser­wu­jąc, jak umie­jęt­nie ra­dzi so­bie z pod­da­ny­mi. Gdy mia­ła pięt­na­ście lat, jej oj­ciec zmarł na sku­tek za­tru­cia po­kar­mo­we­go w trak­cie piel­grzym­ki do Hisz­pa­nii. W po­zo­sta­wio­nym te­sta­men­cie ksią­żę zle­cił ku­ra­te­lę nad cór­ką kró­lo­wi Fran­cji Lu­dwi­ko­wi VI. Chciał w ten spo­sób uchro­nić Ele­ono­rę przed za­lot­ni­ka­mi go­to­wy­mi ją po­rwać. Lu­dwik VI, zwa­ny Gru­bym, sko­ry po­ło­żyć rękę na księ­stwie Akwi­ta­nii, szyb­ko wy­dał Ele­ono­rę za mąż za swo­je­go syna, zna­ne­go póź­niej jako Lu­dwik VII Młod­szy. Był jed­nak pe­wien ha­czyk. Akwi­ta­nia mia­ła po­zo­stać nie­za­leż­na od Fran­cji aż do mo­men­tu, kie­dy so­jusz uświę­cą na­ro­dzi­ny syna Ele­ono­ry i Lu­dwi­ka – przy­szłe­go kró­la Fran­cji i za­ra­zem księ­cia Akwi­ta­nii.

Pan­na mło­da była odzia­na w szkar­łat, któ­ry – bio­rąc pod uwa­gę póź­niej­szą re­pu­ta­cję kró­lo­wej – oka­zał się ko­lo­rem jak naj­bar­dziej od­po­wied­nim. Przy­szły mąż nie zro­bił na niej naj­lep­sze­go wra­że­nia. Był spo­koj­ny i po­boż­ny, zu­peł­nie nie­po­dob­ny do jej wo­jow­ni­cze­go ojca oraz dziad­ka. Szyb­ko sta­ło się ja­sne, że zu­peł­nie nie zna się na ko­bie­tach. „My­śla­łam, że po­ślu­bi­łam kró­la – skar­ży­ła się Ele­ono­ra. – A nie­raz wy­da­je mi się, że je­stem żoną mni­cha”. W prze­ci­wień­stwie do niej Lu­dwik wy­da­wał się za­chwy­co­ny tym, co przy­pa­dło mu w udzia­le. Jego nowa na­rze­czo­na była nie­zwy­kle dys­tyn­go­wa­na, a po­nad­to ob­da­rzo­na uro­dą i in­te­li­gen­cją. Z pew­no­ścią też mia­ła szer­sze ho­ry­zon­ty my­ślo­we niż on. Za­nim jed­nak Ele­ono­ra zdo­ła­ła od­na­leźć się w ży­ciu mał­żeń­skim, kil­ka dni po ślu­bie zmarł jej teść i zo­sta­ła kró­lo­wą.

Pa­ryż ją zszo­ko­wał. W po­rów­na­niu z Po­itiers wy­da­wał się za­ścian­ko­wy, a pa­łac kró­lew­ski po­zo­sta­wiał wie­le do ży­cze­nia. Ele­ono­ra za­ka­sa­ła więc rę­ka­wy i prze­pro­wa­dzi­ła ak­cję „Re­mont ge­ne­ral­ny – wer­sja śre­dnio­wiecz­na”. Po­zby­ła się za­tę­chłych ar­ra­sów i wy­peł­ni­ła kom­na­ty świa­tłem, ko­lo­rem i won­no­ścia­mi. To była szczyp­ta sty­lu z Po­itiers. Lek­ce­wa­żąc kon­we­nan­se, po­sta­no­wi­ła roz­bu­dzić ży­cie dwor­skie, upo­wszech­nia­jąc zwy­czaj po­obied­nich za­baw, na któ­rych tru­ba­du­rzy śpie­wa­li spro­śne pio­sen­ki. Zde­cy­do­wa­na ucy­wi­li­zo­wać pa­ła­co­we oby­cza­je, wpro­wa­dzi­ła ta­kie in­no­wa­cje jak uży­wa­nie ob­ru­sów i ser­we­tek, a tak­że na­ka­za­ła służ­bie myć ręce przed po­da­wa­niem po­sił­ków.

Ele­ono­ra, prze­ku­pu­ją­ca dwo­rzan i hoł­du­ją­ca po­łu­dnio­wej swo­bo­dzie oby­cza­jów, była po­strze­ga­na przez oto­cze­nie jako obca. Te­ścio­wa na­zy­wa­ła swo­ją sy­no­wą ka­pry­śni­cą ma­ją­cą zły wpływ na in­nych, w za­mian za co wład­czy­ni ode­sła­ła ją do wło­ści, sta­no­wią­cych opra­wę wdo­wią10 sta­rej kró­lo­wej. Za­cho­wa­nie Ele­ono­ry sta­ło się przed­mio­tem kry­ty­ki ze stro­ny star­szy­zny władz ko­ściel­nych, nie­ustan­nie upo­mi­na­ją­cych kró­lo­wą, aby spę­dza­ła wię­cej cza­su na mo­dłach, a mniej na przy­śpiew­kach. Mimo to Lu­dwik był pe­łen po­dzi­wu dla swo­jej żony. Czę­sto kon­sul­to­wał się z nią w spra­wach pań­stwo­wych, nad czym ubo­le­wa­li mi­ni­stro­wie. Aby jej za­im­po­no­wać, zde­cy­do­wał się na­wet na­je­chać na Szam­pa­nię. Pod­czas in­wa­zji spa­lo­no ko­ściół pe­łen wier­nych. Żeby od­ku­pić winę, w 1147 roku Lu­dwik po­sta­no­wił wy­ru­szyć na dru­gą wy­pra­wę krzy­żo­wą. Ele­ono­ra ogło­si­ła, że uda­je się z nim w to­wa­rzy­stwie trzy­stu ko­biet i ich słu­żek (moż­na so­bie wy­obra­zić, ile pa­nie mia­ły ba­ga­ży...), aby do­glą­dać ran­nych. Do­rad­cy Lu­dwi­ka byli prze­ciw­ni temu po­my­sło­wi do­pó­ty, do­pó­ki kró­lo­wa nie osło­dzi­ła swo­jej de­cy­zji: za­pro­po­no­wa­ła im wspar­cie ze stro­ny ty­sięcz­ne­go od­dzia­łu z Akwi­ta­nii.

Kru­cja­ta nie oka­za­ła się jed­nak przy­go­dą, ja­kiej ży­czy­ła so­bie Ele­ono­ra. Po­dróż była cięż­ka, po­go­da zła, a kró­lo­wa w pew­nym mo­men­cie zo­sta­ła zmu­szo­na do wy­mia­ny klej­no­tów na po­ży­wie­nie. Lu­dwik nie miał bla­de­go po­ję­cia, jak do­wo­dzić woj­skiem. W dro­dze do An­tio­chii, pod górą Kad­mos, do­szło do ka­ta­stro­fy, gdy Ele­ono­ra i jej wa­sa­le, nie słu­cha­jąc roz­ka­zów, ru­szy­li przo­dem, aby zna­leźć do­god­niej­sze miej­sce na po­stój. Gdy król ze swo­imi to­wa­rzy­sza­mi do­tar­li do obo­zo­wi­ska, wpa­dli w za­sadz­kę za­sta­wio­ną przez Tur­ków. Stra­ty w lu­dziach były ogrom­ne, a Lu­dwik oca­lał wy­łącz­nie dla­te­go, że wro­go­wie go nie roz­po­zna­li. Winą za to zda­rze­nie ob­cią­żo­no Ele­ono­rę, gdyż ro­ze­szły się po­gło­ski, że to przez jej licz­ne ba­ga­że tyły wojsk mu­sia­ły zwol­nić. Kró­lo­wa mia­ła już tak zszar­ga­ną re­pu­ta­cję, że ła­two było uczy­nić z niej ko­zła ofiar­ne­go.

Spra­wy przy­bra­ły jesz­cze gor­szy ob­rót w An­tio­chii, gdzie od­dział kró­lew­ski zo­stał po­wi­ta­ny przez przy­stoj­ne­go stry­ja Ele­ono­ry, star­sze­go od niej rap­tem o sie­dem lat. W bo­ga­tym pa­ła­cu ksią­żę Raj­mund uczto­wał ze swo­ją pięk­ną bra­ta­ni­cą, roz­ma­wia­jąc z nią w jej oj­czy­stym ję­zy­ku11. Za­trzę­sło się od plo­tek o ro­man­sie, któ­re wznie­ci­ły za­zdrość w kró­lew­skim mał­żon­ku, i któ­re Ele­ono­ra jesz­cze pod­sy­ca­ła, wy­raź­nie pre­fe­ru­jąc to­wa­rzy­stwo stry­ja. Mał­żon­ko­wie już od dłuż­sze­go cza­su od­da­la­li się od sie­bie, a wspól­na kru­cja­ta tyl­ko uwy­pu­kli­ła ist­nie­ją­ce mię­dzy nimi róż­ni­ce. Gdy Raj­mund na­ma­wiał Lu­dwi­ka, aby za­miast ru­szać na Je­ro­zo­li­mę, po­mógł mu obro­nić An­tio­chię przed ata­kiem mu­zuł­mań­skich Tur­ków, Ele­ono­ra sta­nę­ła po stro­nie stry­ja. Lu­dwik od­mó­wił, kró­lo­wa zaś nie tyl­ko oświad­czy­ła, że zo­sta­je na miej­scu, lecz tak­że za­żą­da­ła roz­wo­du. Mo­nar­cha w koń­cu po­ka­zał cha­rak­ter i zmu­sił żonę, aby z nim po­je­cha­ła. Atak na Je­ro­zo­li­mę za­koń­czył się fia­skiem, a Ele­ono­ra nie mo­gła się po­wstrzy­mać, żeby nie pod­su­mo­wać tego krót­kim: „A nie mó­wi­łam!”. W dro­dze po­wrot­nej do Eu­ro­py król i kró­lo­wa po­dró­żo­wa­li na osob­nych stat­kach. Za­trzy­maw­szy się w Rzy­mie na krót­ką te­ra­pię mał­żeń­ską, dzię­ki sta­ra­niom pa­pie­ża Eu­ge­niu­sza III po­róż­nio­na para wy­lą­do­wa­ła w jed­nym łóż­ku. Dzię­ki temu dzie­więć mie­się­cy póź­niej na świat przy­szła kró­lew­ska cór­ka Ali­cja, ale na ura­to­wa­nie związ­ku było już za póź­no.

Do­rad­cy kró­la prze­ko­na­li go, aby po­zwo­lił mał­żon­ce odejść, mimo że per­spek­ty­wa utra­ty Akwi­ta­nii spra­wia­ła mu dużą przy­krość. Lu­dwik mu­siał przede wszyst­kim my­śleć o przy­szło­ści dy­na­stii. Po pięt­na­stu la­tach, któ­re mi­nę­ły od ślu­bu, do­cze­kał się dwóch có­rek, nie miał jed­nak mę­skie­go po­tom­ka. Ele­ono­ra twier­dzi­ła oczy­wi­ście, że to nie jej wina – je­że­li kró­lo­wi za­le­ża­ło na synu, wi­nien był się z nią prze­spać raz na ja­kiś czas. Zwią­zek kró­lew­skiej pary zo­stał roz­wią­za­ny 11 mar­ca 1152 roku. Ofi­cjal­nym po­wo­dem było zbyt bli­skie po­kre­wień­stwo mię­dzy mał­żon­ka­mi. Wy­łącz­ną opie­kę nad cór­ka­mi po­wie­rzo­no Lu­dwi­ko­wi.

W wie­ku dwu­dzie­stu dzie­wię­ciu lat Ele­ono­ra nadal sta­no­wi­ła świet­ną par­tię, do tego stop­nia, że już w dro­dze po­wrot­nej do Po­ite­irs pró­bo­wa­ło ją po­rwać dwóch ry­ce­rzy, któ­rzy chcie­li ją po­ślu­bić. Ale kró­lo­wa mia­ła wła­sne­go kan­dy­da­ta na męża nu­mer dwa, wy­bra­ne­go jesz­cze za­nim roz­wio­dła się z Lu­dwi­kiem. Szczę­ścia­rzem tym oka­zał się Hen­ryk Fit­zem­press – hra­bia An­de­ga­we­nii, ksią­żę Nor­man­dii i dzie­dzic tro­nu an­giel­skie­go. Co praw­da był o je­de­na­ście lat młod­szy, ale za to ze swo­im iście zwie­rzę­cym ma­gne­ty­zmem sta­no­wił prze­ci­wień­stwo Lu­dwi­ka, któ­ry spo­so­bem by­cia przy­po­mi­nał mni­cha.

Ele­ono­ra i Hen­ryk byli do­bra­ną parą. Po­cho­dzi­li z po­dob­nych śro­do­wisk. Oby­dwo­je ce­cho­wa­li się sil­ną wolą i wy­bit­ną in­te­li­gen­cją. Po­nad­to bar­dzo się wza­jem­nie po­cią­ga­li. Jego od­wa­ga i wy­czu­cie po­li­tycz­ne świet­nie współ­gra­ły z jej wład­czy­mi am­bi­cja­mi. Ele­ono­ra za­pew­ne czu­ła się szczę­śli­wa. Po la­tach spę­dzo­nych u boku świę­te­go mo­gła w koń­cu za­znać roz­ko­szy w ra­mio­nach praw­dzi­we­go męż­czy­zny. Hen­ryk mu­siał skon­fron­to­wać się z wolą swo­je­go ojca, któ­ry był prze­ciw­ny temu związ­ko­wi, z am­bi­cja­mi wła­sne­go bra­ta, rów­nież za­mie­rza­ją­ce­go po­ślu­bić Ele­ono­rę, oraz z gnie­wem jej by­łe­go mał­żon­ka. Mimo to sześć ty­go­dni po tym, jak unie­waż­nie­nie po­przed­nie­go związ­ku Ele­ono­ry sta­ło się fak­tem, Hen­ryk sta­nął z nią na ślub­nym ko­bier­cu.

Ele­ono­ra za­ry­zy­ko­wa­ła i wy­gra­ła. Dwa lata po ślu­bie Hen­ryk An­de­ga­weń­ski zo­stał kró­lem An­glii12, a jego mał­żon­ka – wład­czy­nią kró­le­stwa roz­cią­ga­ją­ce­go się od Pi­re­ne­jów aż po góry Che­viot. Po­cząt­ko­wo para wio­dła szczę­śli­wy ży­wot, za­pew­nia­jąc sta­łe do­sta­wy ksią­żąt i księż­ni­czek (w su­mie ośmior­ga). Wkrót­ce jed­nak mał­żon­ko­wie za­czę­li od­da­lać się od sie­bie. Ele­ono­ra chcia­ła ćwi­czyć umysł w am­bit­niej­szych za­da­niach niż zaj­mo­wa­nie się dzieć­mi czy do­glą­da­nie dam dwo­ru. Hen­ryk na­to­miast nie był za­in­te­re­so­wa­ny dzie­le­niem się wła­dzą z ko­bie­tą. Pod­czas swo­jej nie­obec­no­ści na dwo­rze po­zwa­lał kró­lo­wej peł­nić funk­cję re­gent­ki, ale ozna­cza­ło to nie­wie­le poza skła­da­niem pod­pi­sów pod de­cy­zja­mi mi­ni­strów, któ­rzy spra­wo­wa­li re­al­ną wła­dzę. Hen­ryk nie stro­nił od to­wa­rzy­stwa in­nych pań, zwłasz­cza Ro­za­mun­dy Clif­ford – pięk­nej i znacz­nie młod­szej od kró­lo­wej. Ele­ono­ra nie ocze­ki­wa­ła od męża bez­względ­nej wier­no­ści. Dzia­ła­ło jej jed­nak na ner­wy, że Hen­ryk za­czął się afi­szo­wać ze swo­ją ko­chan­ką i za­pew­nił jej ży­cie god­ne mo­nar­chi­ni w kom­na­tach sa­mej Ele­ono­ry, w kró­lew­skiej sie­dzi­bie w Wo­od­stock. Cze­goś ta­kie­go nie za­mie­rza­ła to­le­ro­wać. Ist­nie­ją róż­ne wer­sje tego, jak skoń­czy­ła się ta hi­sto­ria – nie­któ­rzy twier­dzą, że kró­lo­wa pró­bo­wa­ła otruć ry­wal­kę, inni – że za­szty­le­to­wać. Praw­da jest taka, że Hen­ryk w koń­cu znu­dził się Ro­za­mun­dą, któ­ra spę­dzi­ła resz­tę ży­cia w klasz­to­rze.

Po­nie­waż Ele­ono­ra chcia­ła zno­wu grać pierw­sze skrzyp­ce, na­mó­wi­ła męża, by ze­zwo­lił jej na po­wrót do Po­itiers, żeby mo­gła zdy­scy­pli­no­wać nie­sfor­nych akwi­tań­skich ba­ro­nów. Na miej­scu kró­lo­wa czu­ła się jak ryba w wo­dzie. Przez pięć lat po­zo­sta­wa­ła z dala od nad­zo­ru mał­żon­ka. I cho­ciaż Hen­ryk był for­mal­nie wład­cą Akwi­ta­nii, jego żona za­dba­ła o to, aby ba­ro­no­wie wie­dzie­li, że wier­ność win­ni są wy­łącz­nie jej oraz jej uko­cha­ne­mu sy­no­wi Ry­szar­do­wi, któ­ry miał odzie­dzi­czyć po niej wła­dzę. Kró­lo­wa znio­sła re­pre­syj­ne prze­pi­syw­pro­wa­dzo­ne przez Hen­ry­ka i ścią­gnę­ła z po­wro­tem wa­sa­li wy­gna­nych na jego ży­cze­nie. Urzą­dza­ła uczty, tur­nie­je i za­ba­wy, aby jak naj­bar­dziej przy­po­do­bać się lu­do­wi. Stwo­rzy­ła rów­nież – we­dług swo­ich upodo­bań – dwór, na któ­rym mile wi­dzia­ni byli mło­dzi ry­ce­rze i tru­ba­du­rzy wy­chwa­la­ją­cy kró­lo­wą. Za spra­wą Ele­ono­ry i jej cór­ki, Ma­rii z Szam­pa­nii, na dwo­rze po­ja­wi­ły się „sądy mi­ło­ści”, w któ­rych pra­wa rzą­dzą­ce świa­tem, gdzie męż­czyź­ni uwa­ża­li ko­bie­ty za swo­ją wła­sność, nie obo­wią­zy­wa­ły. W „są­dach mi­ło­ści” to pa­nie mia­ły prze­wa­gę i mo­gły sta­no­wić o tym, jak chcą być trak­to­wa­ne przez męż­czyzn.

W roku 1173 Ele­ono­ra po­śred­ni­czy­ła w za­war­ciu so­ju­szu mię­dzy swo­imi trze­ma naj­star­szy­mi sy­na­mi – Hen­ry­kiem, Ry­szar­dem i God­fry­dem – oraz by­łym mę­żem prze­ciw­ko kró­lo­wi An­glii. Tak za­ska­ku­ją­ce­go aktu agre­sji Hen­ryk II nie prze­wi­dział. Był wście­kły, że jego sy­no­wie ośmie­li­li się zbun­to­wać prze­ciw­ko nie­mu i że Ele­ono­ra ich po­par­ła. Plan bun­tow­ni­ków uda­rem­nio­no, a kró­lew­scy sy­no­wie schro­ni­li się we Fran­cji. Kró­lo­wa mia­ła mniej szczę­ścia od nich: aresz­to­wa­no ją, gdy pró­bo­wa­ła zbiec, prze­bra­na za męż­czy­znę, i ode­sła­no do An­glii, gdzie spę­dzi­ła na­stęp­ne pięt­na­ście lat, wię­zio­na w róż­nych re­zy­den­cjach kró­lew­skich roz­sia­nych po ca­łym kra­ju. Wy­pusz­cza­no ją na wol­ność rzad­ko, przy ta­kich oka­zjach jak świę­ta Bo­że­go Na­ro­dze­nia czy spo­tka­nie z Ry­szar­dem (bę­dą­cym wów­czas księ­ciem Akwi­ta­nii). Od cza­su do cza­su po­zwa­la­no ro­dzi­nie skła­dać jej wi­zy­ty, ale król nig­dy nie dał Ele­ono­rze za­po­mnieć o tym, że jest jego więź­niem.

Gdy Hen­ryk zmarł w 1189 roku, Ele­ono­ra w koń­cu uzy­ska­ła peł­ną nie­za­leż­ność. Pod­czas gdy nowo ko­ro­no­wa­ny wład­ca An­glii, Ry­szard, prze­by­wał na trze­ciej wy­pra­wie krzy­żo­wej, Ele­ono­ra spra­wo­wa­ła rzą­dy w jego imie­niu. Jeź­dzi­ła od mia­sta do mia­sta, od zam­ku do zam­ku, or­ga­ni­zu­jąc sądy kró­lew­skie. Więź­niów wy­pusz­cza­ła na wol­ność, a w za­mian ocze­ki­wa­ła ak­tów lo­jal­no­ści wo­bec Ry­szar­da. Rów­no­cze­śnie pil­no­wa­ła, aby jej dru­gi syn Jan pod­czas nie­obec­no­ści bra­ta nie za­gar­nął tro­nu. Gdy ksią­żę Au­strii wziął w nie­wo­lę Ry­szar­da po­wra­ca­ją­ce­go z kru­cja­ty, Ele­ono­ra zgro­ma­dzi­ła pie­nią­dze na jego wy­ku­pie­nie. Na­stęp­nie od­by­ła dłu­gą po­dróż do Au­strii, aby przy­wieźć syna z po­wro­tem – nie lada osią­gnię­cie dla ko­bie­ty z sie­dem­dzie­siąt­ką na kar­ku. W dro­dze po­wrot­nej uda­ło jej się do­pro­wa­dzić do po­jed­na­nia zwa­śnio­nych bra­ci.

W roku 1202, po śmier­ci Ry­szar­da i wstą­pie­niu na tron Jana, Ele­ono­ra po­sta­no­wi­ła przejść na eme­ry­tu­rę. Za­miesz­ka­ła w opac­twie Fon­te­vrault, gdzie spę­dza­ła czas, szu­ka­jąc jak naj­ko­rzyst­niej­szych par­tii dla swo­ich bli­skich. Nie było jej jed­nak dane za­znać spo­ko­ju. Prze­ży­ła ob­lę­że­nie – któ­rym do­wo­dził jej wła­sny wnuk Ar­tur, po­zo­sta­ją­cy z Ja­nem w kon­flik­cie o an­giel­ski tron – w zam­ku w Mi­ra­be­au. Oświad­czy­ła wte­dy ata­ku­ją­cym, że prę­dzej za­prze­da du­szę dia­błu, niż się pod­da.

Zmar­ła w opac­twie w wie­ku osiem­dzie­się­ciu dwóch lat, co sta­no­wi­ło god­ne uko­ro­no­wa­nie jej wy­jąt­ko­we­go ży­cia. Prze­ży­ła więk­szość swo­ich dzie­ci. Zo­sta­ła po­cho­wa­na w Fon­te­rvault obok Hen­ry­ka.

Po­mi­mo że Ele­ono­ra mu­sia­ła nie­usta­ją­co dzia­łać w cie­niu męż­czyzn kon­tro­lu­ją­cych tron, zdo­ła­ła sku­pić w swo­im ręku nie­spo­ty­ka­ną wła­dzę i wpły­wy. Współ­cze­śni jej kro­ni­ka­rze, nie­chęt­nie od­no­szą­cy się do wi­zji ko­bie­ty obej­mu­ją­cej przy­wódz­two w kra­ju, opi­sy­wa­li głów­nie ro­man­se z jej udzia­łem. Co po­nie­któ­rzy oskar­ża­li ją o za­war­cie pak­tu z dia­błem. Współ­cze­śni hi­sto­ry­cy, któ­rzy ana­li­zu­jąc wpły­wy Ele­ono­ry, prze­bi­li się przez tę otocz­kę, da­rzą ją uzna­niem, na ja­kie za­słu­gu­je.

Ele­ono­ra Akwi­tań­ska, wy­kra­cza­ją­ca da­le­ko poza kon­we­nan­se okre­śla­ją­ce to, jak ko­bie­ta może i po­win­na się za­cho­wy­wać, w każ­dej epo­ce hi­sto­rycz­nej zo­sta­ła­by uzna­na za po­stać wy­jąt­ko­wą. Wbrew ten­den­cjom cha­rak­te­ry­stycz­nym dla jej cza­sów, ode­gra­ła ona bar­dzo istot­ną rolę w wy­da­rze­niach po­li­tycz­nych. Dzia­ła­nia dy­plo­ma­tycz­ne i prze­my­śla­ne mał­żeń­stwa kró­lo­wej przy­czy­ni­ły się do stwo­rze­nia mo­car­stwa, któ­re po­zo­sta­wi­ła w spad­ku po­tom­nym. Od­waż­na i nie­za­leż­na, na za­wsze po­zo­sta­ła jed­ną z naj­bar­dziej po­dzi­wia­nych ko­biet w dzie­jach ludz­ko­ści.

Joanna d’Arc 1412–1431

Na­wet małe dzie­ci po­wta­rza­ją mię­dzy sobą, że lu­dzi wie­sza­ją czę­sto za to, że mó­wią praw­dę.

Jo­an­na d’Arc w trak­cie swo­je­go pro­ce­su

Była zwy­kłą dziew­czy­ną z pro­win­cji. Żyła w ma­łej (za­miesz­ka­nej rap­tem przez dwie­ście osób) mie­ści­nie Do­mrémy, we Fran­cji. Jed­nak w cią­gu za­le­d­wie kil­ku lat jej imię obie­gło cały śre­dnio­wiecz­ny świat. Dzia­ła­nia Jo­an­ny d’Arc od­wró­ci­ły bieg wy­da­rzeń w woj­nie stu­let­niej mię­dzy An­glią i Fran­cją – cał­kiem nie­złe osią­gnię­cie jak na anal­fa­bet­kę, któ­rej ka­rie­ra pu­blicz­na nie trwa­ła dłu­żej niż dwa lata.

Jo­an­na uro­dzi­ła się oko­ło 6 stycz­nia 1412 roku. Wbrew po­wszech­ne­mu wy­obra­że­niu nie była bied­ną, bosą wie­śniacz­ką. Jej ro­dzi­na, do­brze pro­spe­ru­ją­cy rol­ni­cy, po­sia­da­ła dwu­pię­tro­wy dom kry­ty da­chów­ką, któ­ry stoi do dzi­siaj. Oj­ciec dziew­czy­ny, Ja­kub, zaj­mo­wał się ścią­ga­niem po­dat­ków i był od­po­wie­dzial­ny za obro­nę mia­sta. Cie­szył się sza­cun­kiem miesz­kań­ców. Przed ukoń­cze­niem dwu­na­stu lat Jo­an­na wio­dła zwy­czaj­ne ży­cie: po­ma­ga­ła mat­ce w pra­cach do­mo­wych, cho­dzi­ła do ko­ścio­ła i pa­sa­ła owce. W przy­szło­ści mo­gła spo­dzie­wać się wy­łącz­nie mał­żeń­stwa lub klasz­to­ru. Ale Bóg i hi­sto­ria mie­li dla niej plan B.

Naj­pierw jako na­sto­lat­ka Jo­an­na za­czę­ła sły­szeć gło­sy, na­le­żą­ce jej zda­niem do świę­te­go Mi­cha­ła, świę­tej Ka­ta­rzy­ny i świę­tej Mał­go­rza­ty. W dzi­siej­szych cza­sach oso­ba utrzy­mu­ją­ca, że ma kon­takt z za­świa­ta­mi, zo­sta­ła­by nie­chyb­nie skie­ro­wa­na do przy­chod­ni zdro­wia psy­chicz­ne­go, zdia­gno­zo­wa­na w kie­run­ku schi­zo­fre­nii i na­szpry­co­wa­na psy­cho­tro­pa­mi. W śre­dnio­wie­czu jed­nak ni­ko­go nie umiesz­cza­no w po­ko­ju bez kla­mek, zwłasz­cza gdy sły­szał gło­sy po­cho­dzą­ce od Boga. Bóg zaś na­ka­zał Jo­an­nie do­ko­nać cze­goś nad­zwy­czaj­ne­go. Mia­ła po­kie­ro­wać ar­mią prze­ciw­ko An­gli­kom i do­pro­wa­dzić do ko­ro­na­cji del­fi­na13 na kró­la Fran­cji. Po­cząt­ko­wo dziew­czy­na nie chcia­ła tego słu­chać. Ona – na­sto­lat­ka bez żad­nych zna­jo­mo­ści – mo­gła je­dy­nie po­ma­rzyć o tym, aby spo­tkać del­fi­na, nie mó­wiąc już o do­wo­dze­niu ar­mią. Była tak onie­śmie­lo­na po­wie­rzo­nym jej za­da­niem, że po­cząt­ko­wo nie po­wie­dzia­ła o nim ni­ko­mu, na­wet swo­je­mu spo­wied­ni­ko­wi.

Fran­cu­zi i An­gli­cy wal­czy­li o ko­ro­nę Fran­cji bez mała od wie­ku. Dzię­ki za­sto­so­wa­niu łu­ków ar­mia an­giel­ska wciąż po­su­wa­ła się na­przód, zaj­mu­jąc co­raz więk­szą część fran­cu­skie­go te­ry­to­rium. W roku 1415 król An­glii Hen­ryk V od­niósł wiel­kie zwy­cię­stwo w bi­twie pod Azin­co­urt. Dzię­ki temu otrzy­mał rękę fran­cu­skiej księż­nicz­ki, a w przy­szło­ści miał zdo­być rów­nież ko­ro­nę, o któ­rą za­bie­gał.

W roku 1422 za­rów­no król Fran­cji Ka­rol VI, jak i Hen­ryk V zmar­li. Po­zo­sta­wi­li po so­bie po­dzie­lo­ne kró­le­stwo: po­ło­wa miesz­kań­ców uwa­ża­ła, że pra­wo­wi­tym wład­cą jest Hen­ryk VI (wów­czas jesz­cze dziec­ko), syn Hen­ry­ka V, pod­czas gdy dru­ga po­ło­wa opo­wia­da­ła się za del­fi­nem. Ro­dzin­ne mia­stecz­ko Jo­an­ny zna­la­zło się w sa­mym środ­ku wo­jen­ne­go ty­gla. Do­mrémy było lo­jal­ne wo­bec fran­cu­skie­go kró­la i jego so­jusz­ni­ków, ale te­re­ny wo­kół zdo­mi­no­wa­li stron­ni­cy księ­cia Bur­gun­dii, któ­ry skrzyk­nął się z An­gli­ka­mi. Sy­tu­acja nie na­le­ża­ła do ła­twych, Jo­an­na jed­nak nie mo­gła od­mó­wić speł­nie­nia roz­ka­zów bo­skich, a gło­sy wska­zy­wa­ły jej dal­szą dro­gę. Mu­sia­ła tyl­ko do­stać się ja­kimś spo­so­bem do del­fi­na.

Nie po­in­for­mo­waw­szy ro­dzi­ców, opu­ści­ła dom i na­mó­wi­ła swo­je­go wuja, aby jej to­wa­rzy­szył w dro­dze na spo­tka­nie z po­tęż­nym moż­no­wład­cą Ro­ber­tem de Bau­dri­co­ur­tem, któ­re­mu za­mie­rza­ła po­wie­dzieć o swo­im wi­dze­niu, chcia­ła go też po­pro­sić o po­moc w za­aran­żo­wa­niu spo­tka­nia z dzie­dzi­cem fran­cu­skie­go tro­nu. Gdy roz­mo­wa w koń­cu do­szła do skut­ku, Jo­an­na wspo­mnia­ła rów­nież o prze­po­wied­ni mó­wią­cej, że Fran­cja zo­sta­nie zgu­bio­na przez ko­bie­tę14, a na­stęp­nie oca­lo­na przez dzie­wi­cę z Lo­ta­ryn­gii. Roz­draż­nio­ny tą prze­mo­wą Bau­dri­co­urt ode­słał dziew­czy­nę do domu i na­ka­zał wu­jo­wi spra­wić jej tę­gie la­nie. Ona jed­nak nie dała się znie­chę­cić i po­ja­wi­ła się u ary­sto­kra­ty jesz­cze dwa razy. Jej upór i szcze­rość wy­war­ły wra­że­nie na ry­cer­zach, któ­rzy po­pro­si­li o po­zwo­le­nie, aby jej to­wa­rzy­szyć. Bau­dri­co­urt dał w koń­cu za wy­gra­ną i zgo­dził się ją wes­przeć.

Jo­an­na uda­ła się do Chi­non, eskor­to­wa­na przez sze­ściu lu­dzi. Za­nim wy­ru­szy­li w dro­gę, pod­ję­ła ra­dy­kal­ną de­cy­zję o ścię­ciu wło­sów i przy­wdzia­niu mę­skie­go ubio­ru. Była w koń­cu wo­jow­ni­kiem po­sła­nym przez Boga i mu­sia­ła od­po­wied­nio wy­glą­dać. Po­dróż przez Fran­cję trwa­ła je­de­na­ście dni. Cu­dem uda­ło się prze­je­chać przez an­giel­skie te­ry­to­rium.

Jo­an­na po­dyk­to­wa­ła list do del­fi­na z proś­bą o spo­tka­nie. Jed­nak to, co za­sta­ła w Chi­non, nie na­pa­wa­ło opty­mi­zmem. Ka­rol był nie­uf­ny, za­mknię­ty w so­bie i bra­ko­wa­ło mu zde­cy­do­wa­nia. Nie ska­kał pod su­fit z ra­do­ści na myśl o tym, że ma zo­stać kró­lem. Jego ojcu nie wy­szło to na do­bre. Mo­nar­cha bo­wiem pod ko­niec ży­cia sfik­so­wał i do śmier­ci utrzy­my­wał, że jest zro­bio­ny ze szkła. Mat­ka rów­nież była da­le­ka od ide­ału. Wy­par­ła się wła­sne­go syna, bo uwa­ża­ła, że po­cho­dzi on z nie­pra­we­go łoża. W cza­sie pry­wat­nej roz­mo­wy Jo­an­na wy­ja­wi­ła del­fi­no­wi se­kret, któ­re­go nie znał nikt oprócz Boga (i bo­skie­go spo­wied­ni­ka). Nikt nie wie do­kład­nie, ja­kie ar­gu­men­ty pa­dły pod­czas roz­mo­wy, ale oka­za­ły się wy­star­cza­ją­ce, aby prze­ko­nać Ka­ro­la. Uwie­rzył Jo­an­nie, ale dla pew­no­ści ode­słał ją jesz­cze do Po­itiers, gdzie roz­ma­ici wy­so­cy ran­gą du­chow­ni wsz­czę­li śledz­two – mu­sie­li usta­lić, czy aby na pew­no dziew­czy­na nie zo­sta­ła przy­sła­na przez An­gli­ków lub wręcz przez sa­me­go dia­bła. Do na­szych cza­sów prze­trwa­ły je­dy­nie wnio­ski wy­cią­gnię­te ze spraw­dzia­nu, jaki Jo­an­na mu­sia­ła przejść. Pew­ne jest jed­nak, że za­li­czy­ła go ce­lu­ją­co, sko­ro księ­ża przy­zna­li jej swój znak ja­ko­ści. Ka­rol po­sta­no­wił mia­no­wać ją do­wód­cą woj­sko­wym. Po­mysł ten spo­tkał się ze wście­kło­ścią i po­tę­pie­niem ze stro­ny dwo­rzan i kró­lew­skich ge­ne­ra­łów.

Aby móc sa­mo­dziel­nie prze­wo­dzić ar­mii, Jo­an­na d’Arc po­trze­bo­wa­ła bły­ska­wicz­ne­go kur­su tak­ty­ki wo­jen­nej. Nauk udzie­lał jej ksią­żę d’Ale­nçon, a że uczen­ni­ca chło­nę­ła wie­dzę jak gąb­ka, w cią­gu kil­ku mie­się­cy wie­dzia­ła tyle co wo­jak z dwu­dzie­sto­let­nim sta­żem. Po­słu­gi­wa­ła się mie­czem, któ­ry – we­dług tego, co mó­wi­ła – od­na­la­zła dzię­ki wska­zów­kom po­cho­dzą­cym od świę­tych, w schow­ku za oł­ta­rzem w ko­ście­le Świę­tej Ka­ta­rzy­ny we Fier­bo­is. Na polu bi­twy to­wa­rzy­szył jej ol­brzy­mi pro­po­rzec z wi­ze­run­kiem Chry­stu­sa oto­czo­ne­go przez anio­ły i na­pi­sem „De par le Roi du Ciel” (W imię Kró­la Nie­bie­skie­go). W roz­po­wszech­nia­nych wów­czas roz­pra­wach teo­lo­gicz­nych przed­sta­wia­no Jo­an­nę jako tę, któ­ra kon­ty­nu­owa­ła tra­dy­cję bi­blij­nych bo­ha­te­rek, ta­kich jak Ju­dy­ta, De­bo­ra czy Es­te­ra – było to coś w ro­dza­ju „Good Ho­use­ke­eping Seal of Ap­pro­val”15.

Dziew­czy­na oka­za­ła się zdol­nym przy­wód­cą woj­sko­wym. Po­tra­fi­ła przy­wo­łać do po­rząd­ku od­dział zło­żo­ny z czte­rech ty­się­cy lu­dzi, gdy ci za­nad­to klę­li, i dać im wspar­cie, gdy oka­zy­wa­li strach. Cho­ciaż była mło­dą ko­bie­tą, po­dob­nie jak jej to­wa­rzy­sze spa­ła, gdzie po­pa­dło, i nie ocze­ki­wa­ła spe­cjal­ne­go trak­to­wa­nia. Ry­ce­rze mo­dli­li się co­dzien­nie, a w dro­dze śpie­wa­li hym­ny dzięk­czyn­ne. Jo­an­na zmu­si­ła ich rów­nież – pod karą wy­da­le­nia z sze­re­gów – do po­rzu­ce­nia „to­wa­rzy­szek po­dró­ży”. Ko­bie­ty, któ­re krę­ci­ły się wo­kół na­mio­tów ry­cer­skich, mu­sia­ły li­czyć się z tym, że Jo­an­na bę­dzie im pra­wić ka­za­nia. Za­har­to­wa­ni w boju i do­świad­cze­ni żoł­nie­rze z po­cząt­ku nie­zbyt chęt­nie od­no­si­li się do tego, że mają przyj­mo­wać roz­ka­zy z ust sie­dem­na­sto­lat­ki. Gdy pró­bo­wa­li się sprze­ci­wiać, a czy­ni­li to czę­sto, roz­wście­czo­na do­wód­czy­ni za­kli­na­ła ich na Boga, aby jej po­słu­cha­li. Fak­tycz­nie trud­no było dys­ku­to­wać z ar­gu­men­tem, że sam Wszech­mo­gą­cy tak chce.

Żoł­nie­rze po­zo­sta­wa­li ze swo­ją przy­wód­czy­nią w bli­skich kon­tak­tach, ale nie sta­no­wi­ła ona dla nich przed­mio­tu po­żą­da­nia. Czu­li wo­bec niej sza­cu­nek po­łą­czo­ny z lę­kiem.

Pierw­sze wy­zwa­nie, z ja­kim zmie­rzy­ła się Jo­an­na, sta­no­wił Or­le­an, od sied­miu mie­się­cy ob­le­ga­ny przez An­gli­ków. Mia­sto było ostat­nim ba­stio­nem za­my­ka­ją­cym wro­go­wi dro­gę na po­łu­dnie Fran­cji. Sta­ło się oczy­wi­ste, że sy­tu­acja musi się roz­strzy­gnąć. Dla Fran­cu­zów fia­sko ozna­cza­ło, że trze­ba zwi­jać na­mio­ty i że­gnać się z do­tych­cza­so­wym ży­ciem, bo an­giel­ska her­ba­ta i ba­becz­ki już cze­ka­ły za ro­giem.

Dla Ka­ro­la wy­sła­nie Jo­an­ny d’Arc do Or­le­anu wy­da­wa­ło się spra­wą ja­sną jak słoń­ce – je­że­li woj­ska od­nio­sły­by klę­skę, zo­sta­ła­by ob­cią­żo­na od­po­wie­dzial­no­ścią, a w przy­pad­ku zwy­cię­stwa to on był­by no­szo­ny na rę­kach.

W Or­le­anie cze­kał na Jo­an­nę wi­wa­tu­ją­cy tłum. Lu­dzie pra­gnę­li do­tknąć bo­ha­ter­ki lub choć­by jej ko­nia. Ona jed­nak nie za­mie­rza­ła po­świę­cać im zbyt wie­le cza­su. Chcia­ła jak naj­szyb­ciej wziąć się do ro­bo­ty. Po­dyk­to­wa­ła list do An­gli­ków: „Zo­sta­łam po­sła­na przez Boga, aby prze­pę­dzić Was z Fran­cji. Do­pad­nie­my Was, gdzie­kol­wiek się schro­ni­cie”. List przy­tro­czo­no do strza­ły i prze­sła­no za li­nię an­giel­skich oko­pów. An­gli­cy wy­buch­nę­li śmie­chem na myśl o tym, że mie­li­by zło­żyć broń przed tą dziew­czy­ną. Ale ten się śmie­je, kto się śmie­je ostat­ni... Wy­star­czy­ło rap­tem kil­ka za­cie­kłych sztur­mów pod do­wódz­twem Jo­an­ny, żeby ucie­kli jak nie­pysz­ni.

Pod­czas de­cy­du­ją­ce­go star­cia Jo­an­na zo­sta­ła ra­nio­na strza­łą w ra­mię, gdy wspi­na­ła się po dra­bi­nie. Mimo to nie za­nie­cha­ła dal­szej wal­ki. Cho­ciaż jej woj­ska były wy­czer­pa­ne, a ka­pi­tan za­le­cał od­wrót, dziew­czy­na na­ka­za­ła kon­ty­nu­ować atak. Na­stęp­ne­go dnia Fran­cu­zi zdo­by­li oba brze­gi rze­ki. Zmu­si­li An­gli­ków do wy­co­fa­nia się. Jo­an­na mia­ła na kon­cie pierw­sze praw­dzi­we zwy­cię­stwo. W Or­le­anie roz­dzwo­ni­ły się dzwo­ny, za­pa­no­wa­ła eu­fo­ria. Gdy bo­ha­ter­ka szy­ko­wa­ła się do opusz­cze­nia mia­sta, zo­sta­ła ob­da­ro­wa­na przez miesz­kań­ców pre­zen­ta­mi, któ­rych jed­nak nie przy­ję­ła, bo nie przy­pi­sy­wa­ła so­bie za­sług w od­nie­sio­nych zwy­cię­stwach. Cze­ka­ły ją ko­lej­ne suk­ce­sy – w czerw­cu zdo­by­to Jar­ge­au, Meung, Pa­tay i Be­au­gen­cy. Co­raz wię­cej lu­dzi zgła­sza­ło się, by wal­czyć u jej boku.

Pod­czas gdy stron­ni­cy Jo­an­ny d’Arc po­strze­ga­li jej czy­ny jako cud, ów­cze­sny es­ta­bli­sh­ment upa­try­wał w niej za­gro­że­nie. Jej prze­ko­na­nie o tym, że otrzy­mu­je roz­ka­zy bez­po­śred­nio od Boga (bez po­mo­cy księ­dza), za­gra­ża­ło po­zy­cji Ko­ścio­ła. Wzmac­nia­nie w lu­dziach idei na­ro­do­wej i pod­sy­ca­nie w kró­lu dumy z oj­czy­zny pod­ko­py­wa­ło z ko­lei po­zy­cję moż­no­wład­ców – ta­kich jak ksią­żę Bur­gun­dii. Po­nad­to jej osten­ta­cyj­ne wy­kra­cza­nie poza gra­ni­ce tego, co dla ko­bie­ty do­pusz­czal­ne, mo­gło zda­niem nie­któ­rych ozna­czać tyl­ko jed­no: była cza­row­ni­cą.

Na­stęp­ny cel Jo­an­ny wią­zał się z osa­dze­niem del­fi­na na tro­nie w Re­ims, gdzie zgod­nie z tra­dy­cją od­by­wa­ły się ko­ro­na­cje fran­cu­skich kró­lów. Jo­an­na wie­rzy­ła, że je­śli Ka­rol zo­sta­nie wład­cą, wróg osłab­nie. Cho­ciaż nie mia­ła do­świad­cze­nia i od­po­wied­nie­go wy­kształ­ce­nia, to in­tu­icyj­nie wy­czu­wa­ła, jak duże zna­cze­nie ma moc sym­bo­lu i po­li­tycz­nej pro­pa­gan­dy.

Re­ims le­ża­ło w sa­mym ser­cu Bur­gun­dii. Na do­wód­czy­ni nie ro­bi­ło to naj­mniej­sze­go wra­że­nia, w prze­ci­wień­stwie do del­fi­na, któ­ry drżał na samą myśl o cze­ka­ją­cej ich wy­pra­wie. Zdo­ła­li prze­bić się do mia­sta, gdzie 17 lip­ca 1429 roku Ka­rol zo­stał ko­ro­no­wa­ny na wład­cę Fran­cji. Oj­ciec Jo­an­ny, Ja­kub, prze­był dłu­gą dro­gę, aby wziąć udział w trium­fie swo­jej cór­ki. Król wy­na­gro­dził oby­dwoj­gu pod­ję­ty trud, zwal­nia­jąc ich ro­dzin­ną osa­dę z obo­wiąz­ku po­dat­ko­we­go.

Ko­ro­na­cja oka­za­ła się punk­tem zwrot­nym w ka­rie­rze Jo­an­ny. Dziew­czy­na wie­rzy­ła, że Fran­cja nie może zo­stać zjed­no­czo­na bez Pa­ry­ża, któ­ry nadal znaj­do­wał się pod kon­tro­lą księ­cia Bur­gun­dii. Chcia­ła, aby Ka­rol wal­czył aż do zdo­by­cia mia­sta. Po tym jak ob­jął tron, Jo­an­na prze­sta­ła jed­nak być mu nie­zbęd­na, a jego do­rad­cy z pew­no­ścią nie uwa­ża­li dal­sze­go pro­wa­dze­nia woj­ny za ko­niecz­ne. Wo­le­li ra­czej po­ro­zu­mieć się z księ­ciem Bur­gun­dii. Nie­któ­rym oso­bom z oto­cze­nia kró­la, ta­kim jak Geo­r­ges de la Trémo­il­le, po­sia­da­ją­cy ogrom­ną wła­dzę, nie po­do­ba­ły się wpływ, jaki Jo­an­na wy­wie­ra­ła na kró­la, i jej po­pu­lar­ność wśród ludu.

Do­pie­ro gdy wy­sił­ki dy­plo­ma­tycz­ne, któ­rych ce­lem było po­ro­zu­mie­nie z Bur­gund­czy­ka­mi, spa­li­ły na pa­new­ce, Ka­rol zwró­cił się do Jo­an­ny. Dziew­czy­na nie mo­gła się już do­cze­kać kró­lew­skie­go „tak” dla dal­szej woj­ny. Mi­nę­ły ty­go­dnie, nim za­pa­dła de­cy­zja. Bur­gund­czy­cy wy­ko­rzy­sta­li ten czas, aby uzbro­ić Pa­ryż. Gdy w koń­cu do­szło do star­cia, Jo­an­na zo­sta­ła ran­na, jej pa­zia za­bi­to, a cho­rą­giew zwa­lo­no na zie­mię. Po dwóch dniach król za­nie­chał ob­lę­że­nia. Pierw­sza po­raż­ka oka­za­ła się dla mło­dej ko­bie­ty dru­zgo­cą­ca. W na­dziei, że Jo­an­na wy­ko­rzy­sta sy­tu­ację i odej­dzie, król po­sta­no­wił nadać jej ro­dzi­nie ty­tuł szla­chec­ki. Dla bra­ci d’Arc i ich po­tom­ków szla­chec­two ozna­cza­ło licz­ne przy­wi­le­je. Dla Jo­an­ny zaś je­dy­ną ko­rzy­ścią było to, że nie po­trze­bo­wa­ła już po­zwo­le­nia kró­lew­skie­go, aby da­lej wal­czyć.

Tym­cza­sem Bur­gund­czy­cy za­ję­li Com­pi­ègne. Do­wód­czy­ni, sto­ją­ca na cze­le rap­tem trzy­stu­oso­bo­we­go od­dzia­łu, po­sta­no­wi­ła ich za­sko­czyć pod osło­ną nocy. Po­cząt­ko­wo wy­da­wa­ło się, że plan wy­pa­li. Jej żoł­nie­rzom uda­ło się po­myśl­nie prze­pro­wa­dzić kil­ka ata­ków. Bur­gund­czy­cy zdo­ła­li jed­nak we­zwać po­sił­ki, a Jo­an­na zna­la­zła się w sy­tu­acji bez wyj­ścia, po tym jak rząd­ca mia­sta na­ka­zał za­mknię­cie bram. Je­cha­ła bo­wiem na ty­łach od­dzia­łu i nie zdą­ży­ła się schro­nić w mu­rach miej­skich, za­nim za­trza­śnię­to wro­ta. Zo­sta­ła na ze­wnątrz, bez szans na uciecz­kę. Był 23 maja 1430 roku, a ona mia­ła przed sobą je­dy­nie rok ży­cia.

Zgod­nie ze śre­dnio­wiecz­nym zwy­cza­jem waż­nych jeń­ców wo­jen­nych moż­na było uwol­nić po za­pła­ce­niu oku­pu. Za gło­wę Jo­an­ny wy­zna­czo­no rów­no­war­tość dzi­siej­szych dzie­się­ciu ty­się­cy euro. Lu­dzie bła­ga­li Ka­ro­la, aby za­pła­cił, ale bez­sku­tecz­nie. W To­urs wszy­scy miesz­kań­cy wy­le­gli boso na uli­ce, gdzie wzno­si­li po­kut­ne pie­śni. W Or­le­anie, miej­scu pierw­sze­go zwy­cię­stwa Jo­an­ny, od­pra­wia­no zbio­ro­we mo­dły w in­ten­cji jej oca­le­nia. Ka­rol po­zo­sta­wał nie­wzru­szo­ny. Chciał za­po­mnieć o tym, że kie­dy­kol­wiek po­trze­bo­wał po­mo­cy tej dziew­czy­ny. Nie było mowy o ja­kiej­kol­wiek wdzięcz­no­ści! Głów­ny mi­ni­ster kró­la był za­chwy­co­ny ta­kim ob­ro­tem spraw.

Gdy sta­ło się ja­sne, że król nie za­mie­rza za­pła­cić, Bur­gund­czy­cy prze­ka­za­li Jo­an­nę An­gli­kom, któ­rzy ska­ka­li pod su­fit z ra­do­ści, że los się do nich uśmiech­nął. Ży­cie z an­giel­ski­mi straż­ni­ka­mi nie na­le­ża­ło do ła­twych. Przez czte­ry mie­sią­ce po­zba­wia­no Jo­an­nę snu, pod­da­wa­no bru­tal­nym na­ci­skom i wy­dzie­la­no jej gło­do­we ra­cje żyw­no­ścio­we. Bez prze­rwy ją prze­słu­chi­wa­no. Drzwi do celi więź­niar­ki pil­no­wa­ło sta­le dwóch straż­ni­ków, a trzech prze­by­wa­ło w środ­ku. Aby ją do­dat­ko­wo upo­ko­rzyć, do po­miesz­cze­nia wsta­wio­no me­ta­lo­wą klat­kę. Ko­bie­ta mia­ła sku­te nogi i była przy­wią­za­na łań­cu­chem do łóż­ka. W oba­wie przed gwał­tem Jo­an­na za­trzy­ma­ła mę­skie prze­bra­nie – w tej jed­nej kwe­stii straż­ni­cy jej ule­gli. W koń­cu zo­sta­ła ode­sła­na do Ro­uen16 na pro­ces, któ­ry roz­po­czął się kil­ka dni po jej dzie­więt­na­stych uro­dzi­nach. Sta­nę­ła przed są­dem ko­ściel­nym pod dwu­na­sto­ma za­rzu­ta­mi do­ty­czą­cy­mi he­re­zji, czar­nej ma­gii i bał­wo­chwal­stwa. An­gli­cy dą­ży­li do tego, by pod­wa­żyć wia­ry­god­ność oskar­żo­nej, ale nie chcie­li ro­bić z niej mę­czen­ni­cy. Dla­te­go gdy­by Jo­an­na zo­sta­ła uzna­na za win­ną, karą dla niej mo­gła być wy­łącz­nie eg­ze­ku­cja. Oskar­żo­na nie mia­ła pra­wa do obroń­cy. Ni­ko­go z jej ro­dzi­ny ani przy­ja­ciół nie po­wo­ła­no na świad­ka w spra­wie. Prze­słu­chi­wa­no ją przez wie­le dni, wciąż w tych sa­mych kwe­stiach. Po­cząt­ko­wo ra­dzi­ła so­bie do­brze, od­po­wia­da­ła na py­ta­nia zwięź­le, czy­stym gło­sem. Na każ­dy sta­wia­ny za­rzut re­ago­wa­ła z pa­sją, mó­wiąc, że za jej czy­ny może ją są­dzić tyl­ko Bóg.

Po­nie­waż nie moż­na było udo­wod­nić Jo­an­nie he­re­zji ani upra­wia­nia czar­nej ma­gii, sku­pio­no się na in­nym za­rzu­cie: no­sze­nie przez ko­bie­tę mę­skie­go ubio­ru na­ru­sza­ło na­ka­zy bi­blij­ne. Du­chow­ni mie­li na tym punk­cie ob­se­sję i po­czu­li się za­ata­ko­wa­ni, kie­dy Jo­an­na stwier­dzi­ła, że to Bóg na­ka­zał jej no­sić mę­ski strój.

Do­pie­ro gdy Pier­re Cau­chon, bi­skup Be­au­va­is, wska­zał jej stos, na któ­rym mia­ła spło­nąć, Jo­an­na się zła­ma­ła. Pod­pi­sa­ła de­kla­ra­cję po­twier­dza­ją­cą, że nie jest praw­dą, ja­ko­by sły­sza­ła gło­sy świę­tych. Ko­ściół miał póź­niej twier­dzić, że to krót­kie oświad­cze­nie było w rze­czy­wi­sto­ści znacz­nie dłuż­sze i za­wie­ra­ło całą li­stę prze­wi­nień, do któ­rych oskar­żo­na mia­ła się rze­ko­mo przy­znać.

Gdy skie­ro­wa­no ją z po­wro­tem do celi, Jo­an­na zda­ła so­bie spra­wę, że ustęp­stwo wo­bec żą­dań du­chow­nych nie za­pew­ni­ło jej żad­nej opie­ki Ko­ścio­ła. Ozna­cza­ło je­dy­nie za­mia­nę sto­su na do­ży­wo­cie w an­giel­skim wię­zie­niu. W tej sy­tu­acji po­sta­no­wi­ła po­ka­zać, że od­wo­łu­je ze­zna­nia po­przez po­now­ne na­ło­że­nie mę­skie­go stro­ju. Nie­któ­rzy hi­sto­ry­cy uwa­ża­ją, że dziew­czy­na wpa­dła w pu­łap­kę; że suk­nia, któ­rą zgo­dzi­ła się przy­wdziać, zo­sta­ła ce­lo­wo skra­dzio­na. Jo­an­na do­brze wie­dzia­ła, że po­peł­nia prze­stęp­stwo ka­ra­ne śmier­cią. Od tego mo­men­tu sta­ła się he­re­tycz­ką re­cy­dy­wist­ką.

Ko­ściół uznał ją za win­ną. Po­zwo­lo­no jej przy­jąć na osob­no­ści ko­mu­nię, po czym ka­za­no iść boso na ry­nek w Ro­uen, gdzie zo­sta­ła pu­blicz­nie eks­ko­mu­ni­ko­wa­na. Był 30 maja 1431 roku. Na wi­dok sto­su Jo­an­na prze­sta­ła pa­no­wać nad emo­cja­mi i wy­bu­chła pła­czem. Jej ostat­nim ży­cze­niem było, aby w chwi­li śmier­ci trzy­ma­no przed nią kru­cy­fiks. „Je­ste­śmy zgu­bie­ni, spa­li­li­śmy świę­tą” – po­wie­dział An­glik, John Tres­sart, przy­glą­da­ją­cy się eg­ze­ku­cji. Pro­chy Jo­an­ny wrzu­co­no do Se­kwa­ny, aby nie sta­ły się przed­mio­tem kul­tu.

Śmierć dziew­czy­ny nie przy­nio­sła ocze­ki­wa­ne­go przez An­gli­ków re­zul­ta­tu. Tak jak prze­po­wie­dzia­ła Jo­an­na, dzię­ki jej sta­ra­niom an­giel­skie pa­no­wa­nie nad Fran­cją zo­sta­ło de­fi­ni­tyw­nie prze­rwa­ne, cho­ciaż do cza­sów Hen­ry­ka VIII An­glia wciąż jesz­cze dys­po­no­wa­ła czę­ścią fran­cu­skie­go te­ry­to­rium. Po­mi­mo sła­bych po­cząt­ków Ka­rol VII umoc­nił swo­ją wła­dzę. Losy Jo­an­ny szyb­ko ob­ro­sły le­gen­dą. Twier­dzo­no mię­dzy in­ny­mi, że pło­mie­nie nie stra­wi­ły jej ser­ca. W roku 1455, dwa­dzie­ścia lat po jej śmier­ci, Ka­rol VII na­ka­zał prze­pro­wa­dze­nie ko­lej­ne­go po­stę­po­wa­nia są­do­we­go. Tym ra­zem do­pusz­czo­no do ze­znań rów­nież świad­ków obro­ny, wśród nich mat­kę stra­co­nej dziew­czy­ny. Pro­ces za­koń­czo­no rok póź­niej. Do­wód­czy­nię wojsk fran­cu­skich uzna­no za bo­ha­ter­kę na­ro­do­wą i sym­bol Fran­cji. W roku 1920, pra­wie pięć­set lat po śmier­ci, Jo­an­na zo­sta­ła ogło­szo­na świę­tą przez Ko­ściół rzym­sko­ka­to­lic­ki. Ten sam Ko­ściół, któ­re­go przed­sta­wi­cie­le uzna­li ją nie­gdyś za win­ną i ska­za­li na śmierć.

Kim była Jo­an­na – wa­riat­ką czy świę­tą? A może po pro­stu zbun­to­wa­ną na­sto­lat­ką, któ­ra zna­la­zła spo­sób, aby uciec przed ma­ło­mia­stecz­ko­wym ży­ciem? Każ­da książ­ka o tej dziew­czy­nie uka­zu­je ją w in­nym świe­tle. W cza­sie swo­je­go krót­kie­go ży­cia Jo­an­na opu­ści­ła ro­dzin­ne mia­stecz­ko, aby do­wo­dzić ar­mią, do­pro­wa­dzi­ła do ko­ro­na­cji kró­la, a w koń­cu zy­ska­ła sła­wę w ca­łej Eu­ro­pie. Tej nie­sa­mo­wi­tej hi­sto­rii nie mo­gli się oprzeć naj­więk­si świa­to­wi ar­ty­ści.