Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Jeden różowy arkusik papieru bez podpisu – i Sherlock Holmes wie już, że nadciąga sprawa, która pachnie koronami i niezłym kłopotem. Nocny gość w masce chowa twarz przed całą Europą, a jego problem ma jedno imię: Irena Adler. Dawna primadonna trzyma fotografię, która mogłaby zachwiać tronem – i nie zamierza jej oddać za żadną cenę.
Holmes wkłada więc kolejne ze swoich słynnych przebrań i rusza po to, czego nikt dotąd nie zdołał jej wydrzeć. Tyle że tym razem mógł trafić na kogoś, kto myśli równie szybko jak on.
Błyskotliwe opowiadanie otwierające klasyczny cykl o Sherlocku Holmesie – krótkie, sprytne i z zakończeniem, które na zawsze zmieni sposób, w jaki detektyw mówi o kobietach.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 41
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Przygody Sherlocka Holmesa
Skandal wBohemii
Arthur Conan Doyle
Niedawno ożeniłem się iz tego powodu wostatnich czasach przestałem widywać się zmoim starym przyjacielem, Sherlockiem Holmesem. Domowe moje szczęście iprywatne interesy wypełniały mi całkowicie czas, jak to się zawsze zdarza, kiedy ktoś przechodzi zwrotny punkt wżyciu izakłada własne domowe ognisko. Sherlock Holmes, przeciwnie, trwał wswym zamiłowaniu do cygańskiego życia iróżnych awantur, unikając towarzyskich stosunków.
Mieszkał wciąż jeszcze na dawnym miejscu, przy Baker Street, io ile nie miał zawodowego zajęcia, zagrzebywał się wswoich książkach, przechodząc od kokainy do ambicji, usypiając sztucznie swe nerwy za pomocą pierwszego ztych środków ibudząc je znów drugim do energicznej akcji.
Pracował też wciąż nad swoim studium przeróżnych zbrodni itypów zbrodniarzy, poświęcając ustawicznie swe pierwszorzędne zdolności, wrodzony dar bystrej obserwacji iniezmordowaną energię na zdobycie kluczy do różnych tajemnic, októrych odkrycie daremnie kusiła się policja.
Od czasu do czasu echa jego niestrudzonej działalności wpadały iw moje zacisze – poza tym jednak, wowym czasie nie wiedziałem onim nic więcej nad to, oczym dowiadywali się wszyscy czytelnicy gazet.
Pewnego wieczoru – było to 20 marca 1898 r. – wypadło mi wpowrocie zkonsultacji (zajmowałem się bowiem znowu zawodową prywatną praktyką) przechodzić przez Baker Street. Kiedy zbliżyłem się do drzwi tak dobrze znanego mi domu, ogarnęła mnie nieprzeparta chęć odwiedzić Holmesa idowiedzieć się, jakiej znów tajemniczej czy zagmatwanej historii oddaje wtej chwili swoje siły. Jego mieszkanie rzęsiście było oświetlone, ana szybach okna dostrzegłem kilka razy cień jego wysokiej, chudej postaci. Zgłową opuszczoną na piersi, założywszy ręce ztyłu, przebiegał pokoje szybkim, nerwowym krokiem wzamyśleniu głębokim.
Zbyt dobrze znałem przyzwyczajenia inastroje jego, by od razu nie domyślić się, że mózg jego zaciekle nad czymś wtej chwili pracował. Widocznie wyrwał się zwypoczynku, jaki sztucznymi sposobami dał swoim nerwom, iśledził znowu jakąś zagadkę.
Pociągnąłem za dzwonek iza moment znalazłem się znów wtym samym pokoju, który znim niegdyś dzieliłem.
Sposobu, wjaki przyjął mnie Sherlock, nie można właściwie nazwać zbyt serdecznym, ajednak poznałem od razu, że ucieszył się zmego przybycia. Rzadko zresztą okazywał on swe uczucia. Przemówił do mnie zaledwie parę słów, ale uścisnął silnie mą dłoń iz przyjaznym uśmiechem zmusił mnie, bym zasiadł wnajwygodniejszym fotelu. Potem postawił obok mnie pudełko zcygarami iwskazał stojącą wrogu pokoju szafkę, wktórej zawsze było parę butelek dobrego wina iparę flakonów wykwintnych likierów, astanąwszy wreszcie przed ogniem, który się na kominku palił, począł mi się badawczo przyglądać.
– Małżeństwo ci służy, Watsonie – rzekł po chwili – zdaje mi się, że musiałeś zyskać na wadze, tak zsiedem ipół funta, odkąd cię widziałem.
– Przybyło mi siedem funtów – odparłem.
– Istotnie? Zdawało mi się, że trochę więcej, tylko odrobinę zresztą. Ipraktykujesz znów, jak uważam? Nie wspominałeś mi wcale, że masz zamiar znowu wejść wjarzmo.
– Skądże wiesz otym?
– Patrzę na ciebie iwyciągam wnioski. Wiem także, iż niedawno chodziłeś po mieście podczas wielkiej słoty iże masz bardzo niedbałą ileniwą służącą.
– Mój kochany Holmesie – rzekłem – przestań już, proszę cię. Gdybyś tak żył oparę stuleci przedtem, spalono by cię na stosie. Istotnie zeszłego czwartku odbyłem wycieczkę na wieś podczas okropnej słoty iwróciłem do domu cały zmoczony izabłocony. Nie wyobrażam sobie jednak, jakim sposobem możesz otym wiedzieć, bo natychmiast zmieniłem ubranie. Aco do naszej służącej, to jest ona istotnie bardzo niedbała, moja żona wymówiła jej już nawet służbę, ale skąd, ulicha, możesz otym wiedzieć?
Sherlock zaśmiał się cicho izatarł zzadowoleniem swe nerwowe iwąskie ręce.
– Przecież to takie proste! – rzekł. – Widzę doskonale, że na wewnętrznej stronie twego lewego trzewika, która właśnie wystawiona jest ku światłu wtej chwili, skóra jest sześć razy wjednym miejscu, nad podeszwą, nacięta. Mógł to zrobić tylko ktoś, kto bardzo nieuważnie zeskrobywał błoto jakimś ostrym narzędziem zbrzegów podeszwy. Istąd mój podwójny wniosek: że się musiałeś bardzo zabłocić, wychodząc wniepogodę, iże masz obecnie wsłużbie szczególnie niedbały, niezręczny ikrajowy okaz londyńskiej pokojówki. Co zaś do twojej praktyki, to doprawdy musiałbym mieć bardzo słabą głowę, gdybym wjegomości pachnącym jodoformem, mającym plamkę od lapisu na wskazującym palcu prawej ręki, którego kieszeń na piersiach wyraźnie wskazuje na ukryty tam stetoskop, nie poznał od razu praktykującego lekarza!
Uśmiechnąłem się, słysząc tę zdumiewającą szybkość iswobodę wnioskowania.
– Skoro słyszę, jak rozumujesz – rzekłem – wydaje mi się to bardzo proste isądzę, że ija potrafiłbym to czynić. Ajednak dowody twej bystrej obserwacji wprawiają mnie zawsze wzdumienie, kiedy je tak rozwijasz przede mną. Aprzecież mam wzrok równie dobry jak ty!
– Tak! – rzekł, zapalając papierosa, po czym siadł na fotelu. – Widzisz dobrze, ale nie obserwujesz. Różnica jasna. Widziałeś np. wiele razy zapewne schody kamienne, które prowadzą od progu domu aż do tego pokoju?
– No tak! Bardzo wiele razy!
– Na przykład? Powiedz cyfrą.
– No, myślę, że widziałem je kilkaset razy zpewnością!
– Zatem będziesz mi mógł zapewne powiedzieć, ile też na nich jest stopni?
– Ile stopni? Nie mam pojęcia ile!
– Widzisz więc, że patrzyłeś na nie, ale nie obserwowałeś ich. Aja wiem zupełnie dokładnie, że jest siedemnaście tych stopni, bo patrząc, policzyłem je – uczyniłem na nich obserwację. Ale à propos. Wiem, że interesowały cię zawsze moje różne kryminalistyczne awantury izdarzenia – opisałeś nawet niektóre znich – więc przypuszczam, że prawdopodobnie zajmie cię ito! – z
