Silna - Natalia Fiedorczuk, Anna Cieplak - ebook
BESTSELLER

26 osób interesuje się tą książką

Opis

Zbiór opowiadań „Silna” to feministyczny głos w polskiej literaturze. Sześć autorek, sześć kobiet - pisze dla dziewczyn, kobiet, dziewuch. To mocne i inspirujące historie, których wspólną cechą są silne postaci bohaterek, które poznajemy w przeróżnych, czasem zaskakujących, sytuacjach życiowych.

W „Silnej” nie zabraknie opowiadań zaangażowanych społecznie, o toksycznych relacjach, dotykających kwestii LGBT+. W zbiorze znajdziemy też kryminał policyjny z wątkiem paranormalnym, duchy, baśń o sile, którą trzeba znaleźć w samym sobie, a także walkę kobiet przeciw panującemu systemowi, przywołującą klimat powieści Margaret Atwood.

Każde kolejne opowiadanie zabierze Cię w nową podróż emocjonalnym rollercoasterem, na którego końcu czeka potężna dawka wiary w siebie. Tylko Ty decydujesz, co oznacza dla Ciebie siła. Ogromnie polecam! - Marta Lis (@PannaFox)

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 202

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




© Copyright for text by Anna Cieplak, 2021 © Copyright for text by Natalia Fiedorczuk-Cieślak, 2021 © Copyright for text by Aneta Jadowska, 2021 © Copyright for text by Katarzyna Berenika Miszczuk, 2021 © Copyright for text by Agnieszka Płoszaj, 2021 © Copyright for text by Dominika Słowik, 2021
© Copyright by Wydawnictwo Zielona Sowa, Warszawa 2021 All right reserved.
Redakcja: Anna Kubalska
Korekta: Katarzyna Sarna/MODESTIA, Beata Wójcik
Projekt okładki i stron tytułowych: Magdalena Jackowska
Skład i DTP: www.pagegraph.pl
Wydanie I
Wszystkie prawa zastrzeżone. Przedruk lub kopiowanie całości lub fragmentów książki możliwe jest tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.
ISBN 978-83-8240-037-3
Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o. 00-807 Warszawa, Al. Jerozolimskie 94 tel. 22 379 85 50, fax 22 379 85 51 e-mail:[email protected]
Konwersja:eLitera s.c.

ANNA CIEPLAK

MIŁA JUŻ BYŁAM

Parząca woda

W kolejce pod prysznic zastanawiam się, czy Kuba się na mnie obraził, że nie piszę do niego już ponad dobę i nie pytam, jak się czuje. Przed moim wyjazdem w góry powiedział to słynne zdanie, które słyszy się, kiedy ktoś cię z kimś zdradza: „Po prostu chyba się w tobie nie zakochałem”. No to zajebiście, bo akurat mieliśmy razem zamieszkać w akademiku, a jeśli jemu się odwidziało, to zostanę na lodzie.

Z drugiej strony nie powiedział wprost, że zrywamy. Mam takich znajomych, którzy nic do siebie nie czują, a jednak są razem. Jak ludzie bez węchu, którzy trzymają na parapecie ładny kwiatek, lubią go, ale nie kręci im się w głowie od jego woni. A jednak się go nie pozbywają.

Tylko że Kuba nie jest taki. Ma jasno sprecyzowane zdanie na każdy temat. On zawsze wie, czy coś jest, czy nie. Dlatego podejrzanie późno się zorientował, że mnie nie kocha, skoro jesteśmy razem już ponad rok. Stwierdził to akurat dzień przed moim wyjazdem na obóz wędrowny. Dlatego teraz tak się denerwuję, zastanawiam, jestem rozkojarzona, zamiast zająć się własną drużyną.

Dobrze, że chociaż nie powiedział mi tego przed maturą, pewnie bym się wtedy rozpadła.

Nie piszę do niego nie dlatego, że jestem zła czy wkurzona – ja prawie nigdy nie czuję takich emocji i jest to pewien problem – po prostu nie mam zasięgu. Od doby nie schodziliśmy w stronę Wetliny czy Ustrzyk Górnych, a od schroniska w górę naprawdę nic mi nie łapie. Dlatego wciąż drapię skórki przy paznokciach. Nie mogę się opanować.

– Wchodzisz? – Z zamyślenia wyrywa mnie głos wysokiej brunetki.

Dzisiaj śpimy w bacówce pod Małą Rawką, jutro przejdziemy z namiotami trochę niżej. Do schroniska w Wetlinie.

– Tak, tak, przepraszam.

Jestem ostatnia w kolejce z naszej grupy. Puściłam moje dziewczyny przodem. One pewnie już siedzą pod namiotami i jedzą zupki chińskie, bo za piętnaście minut mamy zbiórkę. Tylko ochlapię się na szybko, bo pewnie znowu nie poleci zbyt dużo wody albo nie będzie ciepłej. O, może zrobię sobie jakąś wróżbę. Jak trafię na ciepłą wodę, to Kuba ode mnie nie odejdzie, a jak na zimną – odejdzie.

Pod prysznicem okazuje się, że woda parzy. Takiej odpowiedzi nie przewidziałam.

Iskierka

Dziewczyny nazywają mnie „drużką”. Kiedy byłam w ich wieku, mówiłam do Danusi: „druhno”. Nie wiem, czy chodzi o to, że jestem mniej poważna, czy że jestem miła, ale ta „drużka” nawet mi się podoba. Poza tym, że kojarzy się z wiadomą funkcją, to jeszcze i z leśną drogą. A ja lubię chodzić takimi zarośniętymi ścieżkami. Są ciekawsze niż główne szlaki.

Wysyłam iskierkę do Magdy. To piętnastolatka z ośrodka wychowawczego, która trafiła do drużyny tylko na obóz wędrowny dzięki interwencji babki z MOPS-u, bo z jakiegoś powodu nie chcieli jej zabrać na kolonie z ośrodka. Zmiana środowiska ma jej dobrze zrobić. Na razie sama nie wiem. Znamy się dopiero sześć dni, ciężko mi ją jeszcze wyczuć, ale chyba polubiła się z dziewczynami.

Magda zaczyna:

– Dzisiaj najbardziej podobało mi się, że podrywałam druha Mariusza.

Reszta dziewczyn zaczyna chichotać. Nie sądzę, żeby Mariusz reagował na takie zaczepki, boby wyleciał z ZHP. W tym przejściowym wieku dziewczyny podkochują się w nieco starszych chłopakach, ale bez przesady. Mariusz chyba nie oszalał. Poza tym ma dwadzieścia lat i woli budować ze swoją drużyną szałasy, niż zagadywać nastolatki z problemami.

Odpowiadam, wyciszając ich chichot:

– A podobał ci się jakiś widok?

Młoda przewraca oczami i wybucha śmiechem. Chyba zapowiada się zbiorcza głupawka.

– Tak, druha Mariusza.

Moja drużyna ponownie wybucha śmiechem, a ja przekazuję głos kolejnej dziewczynie, kończąc temat.

– Mnie się najbardziej podobało podejście z Małej na Wielką Rawkę, bo było dla mnie zaskakujące po tym pierwszym stromym odcinku. To dziwne, że na coś, co jest małe, podchodzi się ciężko i długo, a na coś, co jest wielkie, lekko i szybko.

Reszta dziewczyn kiwa głowami. Okej, czyli wracamy do orientacji terenowej. Sama w tej chwili wolę myśleć o mapach, kierunkach i krajobrazie niż o moim chłopaku. Czy jakimkolwiek innym chłopaku, w tym Mariuszu, z którym muszę później pogadać o tej młodej. Jestem przeczulona na punkcie zaczepiania nastolatek, i to nawet nie przez #metoo. Pamiętam jeszcze mnóstwo z okresu dorastania i czasem przechodzą mnie dreszcze na samą myśl, że nie potrafiłam się lepiej bronić.

Na przykład te zaczepki sąsiada z naszego bloku. Byłam na tyle speszona, że nie wiedziałam, jak zareagować, by nie wyszło, że jestem nieuprzejma. W ogóle uprzejmość to takie denerwujące słowo. Mariusz to na pewno nie ten poziom, znamy się, ale lepiej dmuchać na zimne. Może chodzi o coś innego.

Ognisko

Siedzimy w piątkę przy ognisku. Drużyny już śpią albo dobrze przed nami udają, że śpią. Przez moment kusiło mnie, żeby stanąć bliżej bacówki z telefonem i poszukać zasięgu, napisać coś do Kuby. Podobno łapie w jednym miejscu przy ławce.

Kiedy jesteś druhną, masz inne priorytety. Zasięg jest ostatnim z nich. Poza tym daję dobry przykład, że nie trzeba się wiecznie wgapiać w ekran.

Teraz wolno mi trochę zluzować, bo przy reszcie opiekunów mogę już zachowywać się normalnie. Niekoniecznie jak osoba dorosła, którą trochę jestem, a trochę nie. Dobrze, że mam drużynę, na której tle czuję się odpowiedzialna i sprawcza.

Nasza piątka zna się już kilka lat i nie musimy przed sobą udawać, szczególnie że powinnam sprawdzić pogodę na jutro, a bez sieci tego nie zrobię. Zwykle wszyscy sprawdzamy prognozę. Obawiam się wchodzenia na szlak, gdy krążą burze. Naczytałam się tych historii o dzieciach, które podczas wyjazdu lub wycieczki ginęły w dramatycznych okolicznościach. Pamiętam dziewczynki, które utonęły w Kazimierzu nad Wisłą, trzymając się za ręce, czy wycieczkę nad morze dla najlepszych uczennic. Został po nich zbiorowy grób. Za każdym razem mam gęsią skórkę i nie potrafię się opanować. Nie panikuję, ale trochę sobie wkręcam.

Sprawozdanie pogodowe zaczyna Patrycja:

– Podobno jutro ma padać. Ale bez burz. Myślę, że możemy z nimi iść z Małej Rawki do Wetliny. Spora część drogi jest lasem. Niech ubiorą się w kurtki przeciwdeszczowe i nastawią na złe warunki. Później trochę damy im odpocząć w schronisku.

– A jak w ogóle nastroje w waszych drużynach? – pyta Monika od najmłodszej grupy. Tam jedynym dramatem może być tęsknota za rodzicami.

Monika to dziewczyna Patrycji. Trochę im zazdroszczę, że dzielą zainteresowania i mogą spędzić ten czas razem. Nie mają za kim tęsknić. Tak jak ja za Kubą, chociaż chyba mnie zostawił.

– Moi są zbyt zmęczeni, żeby narzekać – podsumowuje drużynę chłopaków Mariusz.

To dobry moment, żeby poruszyć temat Magdy. Lepiej przy wszystkich i wprost.

– Jedna dziewczyna z mojej drużyny twierdzi, że cię podrywa. Albo ty ją. Nie pamiętam. Ta nowa, Magda.

– Daj spokój, raz ją zapytałem, czy nie potrzebuje pomocy przy przepakowaniu plecaka, bo ewidentnie nie ma pojęcia, jak to robić, żeby jej nie ciążyło. Sama widziałaś, że się wlecze. Mnie to nie przeszkadza, ale po co ma się męczyć.

– I co ona na to?

– Spłoszyła się, jakbym miał jej zrobić coś groźnego.

– Serio? Ona jest raczej taka hop do przodu. No to może powiedziałeś to w jakiś szczególny sposób?

– Iga, pewnie ta Magda się popisuje przed resztą dziewczyn. Jest nowa, więc chce się wybić – wtrąca się Monika. – Zejdź już z Mariusza. Przecież wiesz, że nigdy nie odzywa się „na wujka” do dziewczyn.

To akurat prawda. Kiwam głową i odpowiadam:

– Przepraszam, musiałam dopytać, żeby się upewnić. To mój obowiązek.

Znowu przepraszam, choć nie muszę. Przecież po prostu pytałam. Ciąży nade mną klątwa bycia miłą. Gdy już się do kogoś o cokolwiek przyczepię, to długo to odreagowuję. Samo wypowiedzenie uwagi wymaga ode mnie wielkiego wysiłku. Nawet wśród bliskich znajomych. Przychodzi mi to łatwiej, gdy mam się odezwać w sprawie innych, a takie sytuacje jak molestowanie harcerek przerażają mnie na tyle, że muszę się odezwać. Wiem, że Mariusz to mój kumpel, ale niejeden kolega może być przecież inny dla mnie, a inny dla reszty.

Odchodzę w stronę łąki. Na niebie widać gwiazdy, którym nie da się zrobić zdjęcia moim smartfonem. Ta rozdzielczość jest nie do ogarnięcia dla takiego kalkulatora jak mój telefon. Poza tym po co mi zdjęcie. Przecież podziwiam to teraz nad sobą.

Kładę się na trawie. Chyba nie miałabym komu wysłać zdjęcia nieba. Przecież nie Kubie. On nie jest miłośnikiem natury jak ja. Obrazy tego typu nie robią na nim wrażenia. Jemu wystarczą czytanie i gry.

W zasadzie można powiedzieć, że to mój pierwszy wyjazd od roku, na którym czuję się swobodnie, bo nie ma jego narzekania, że musi gdzieś iść albo że tracimy czas, chodząc po górach, jeżdżąc na rowerze albo spotykając się ze znajomymi.

Od kilku miesięcy wiecznie kręcimy się wokół jego potrzeb. Stawałam na rzęsach, żeby się nie denerwował przed maturą, bo wybrał więcej przedmiotów niż ja. Przepytywałam go z różnych tematów, a on potrafił pouczać mnie, że nie mam racji, nawet gdy sprawdzałam jego odpowiedzi z książką. Po co więc prosił o pomoc? Żeby mnie upokorzyć, że wiem mniej niż on? Kuba chciał się dostać na prawo, więc spędzałam z nim godziny, przerabiając te wszystkie nudne tematy i daty z historii i WOS-u. Ja to raczej geografia, biologia. Zamierzałam iść na psychologię lub farmację. Do matury uczyłam się sama, a Kuba raz powiedział nawet, że to „takie prościutkie nauki przyrodnicze”. Chciałam mu odparować, żeby w takim razie streścił mi przebieg mejozy i mitozy, ale opanowałam się w odpowiedniej chwili i zrobiłam to, co zawsze. Uśmiechnęłam się w duchu do siebie. Robiłam upside-down face emoji, bo wiedziałam, że nie ma racji, ale go nie poprawiłam. Wolałam się nie kłócić. Po co mi to? Przecież Kuba, kiedy się nie wymądrzał, był całkiem w porządku. Nie chciałam go stracić.

Sięgam po telefon i piszę do niego kilka zdań. Jednak przejdę się do tej ławki, gdzie jest zasięg. Boję się, że pomyśli, że mi nie zależy, i wtedy już na pewno odejdzie.

Drażni mnie, że znowu jego słowa są ważniejsze niż moje. Nawet w sprawie naszego związku. Tak jakbym nie brała do końca udziału w żadnych decyzjach, bo jestem zależna od jego stanowiska. Mogę się do niego dostosować lub odejść. Nie ma tutaj środka.

A gdzie w tym wszystkim jestem ja? Przecież mogę się bać odrzucenia. Czego innego się bać? Burzy w górach?

Pod górę

Zgodnie z odczytem na mapie zostało nam około piętnastu minut do zadaszenia w drodze do Wetliny. Jesteśmy już za Małą Rawką i ten odcinek ciągnie się połoninami. Nerwowo patrzę na niebo, czując, że zaraz zacznie się burza. Miało jej nie być. No właśnie, miało.

Zakładam, że zdążymy schronić się przed oberwaniem chmury pod zadaszeniem. Niestety deszcz zaczyna padać już teraz. Idę na końcu grupy. Ci, którzy zamykają, są zawsze na przegranej pozycji, bo nawet przy dobrych warunkach atmosferycznych, gdy już dogonią resztę, i tak nie zdążą odpocząć. Poza tym na końcu zwykle snują się marudy. Osoby, które mają problemy z chodzeniem, bierzemy na początek, żeby nadawały tempo. Mam do tych z końca cierpliwość, ale dzisiaj już lekko podnosi mi się ciśnienie, kiedy chłopcy zaczynają narzekać, że na tym wyjeździe jest za dużo łażenia.

– Ale przecież o to chodzi w obozie wędrownym.

– Ja jestem w harcerstwie, bo tata mi kazał.

– A ja, bo chcę mieć nowy stopień – dodaje Oskar ze łzami w oczach i faktycznie wygląda, że dzisiaj będzie z nim ciężko.

Przed nami według mapy jeszcze półtorej godziny drogi do Wetliny. Z grupą dwie, w błocie po ulewie – trzy.

Przy pierwszym grzmocie chłopcy podskakują w miejscu i przyśpieszają kroku, jakby burza przywróciła im energię. Zaczyna padać coraz intensywniej. Jeszcze pięć minut do zadaszenia. Grunt to zachować spokój. Nagle na środku drogi staje Magda. Zamiera bez ruchu. Podchodzę do niej i łapię za ramię.

– Co się dzieje? Magda?

Dziewczyna stoi sztywno i uczepia się nagle mojej dłoni, wbijając przy okazji w nią paznokcie. Auaaa. Wcześniej nie zwróciłam uwagi, że ma je tak ostro zakończone. Wzdrygam się lekko i ciągnę ją za sobą. Ona niemal nie porusza nogami. Zaczyna płakać, że chce zwrotu pieniędzy za buty, bo dostała nowe od wujka. Powtarza to w kółko. Dopiero pod daszkiem, do którego docieramy ostatnie, przebudza się. Jakby wcześniej coś ją zmroziło i przemawiała do mnie w obcym języku. Cały czas trzymam się blisko niej.

Burza ustaje i idziemy dalej. Ona bez słowa, ale obok mnie. Schodzimy przemoczeni, ale zadowoleni, że udało się dopłynąć po błocie do schroniska. Dolna trasa okazała się trudniejsza niż ta na górze. Mam ochotę zawinąć się w koc i nie rozmawiać już dzisiaj z nikim. Muszę zachowywać się jednak odwrotnie.

Zasięg

Na dole wraca mi zasięg i odbieram dwie wiadomości od Kuby. Dobrze przeczuwałam, że nadciągają złe wieści. Pierwsza to zwykłe: „Co u ciebie?”. Druga to bełkot, z którego nic nie rozumiem. Mój chłopak pisze, że w związku z tym, że go olewam, musimy się rozstać, i że w normalnym związku coś takiego by nie przeszło. Następnie dodaje, abym się zastanowiła, czy wszystko ze mną dobrze, skoro nie potrafię zadbać o relację i chodzę sobie po górach, nie zastanawiając się, co u niego. Przecieram oczy ze zdumienia. To naprawdę napisał Kuba? Ten sam Kuba, który potrafił cały dzień tylko grać i się wkurzać, że przechodzę mu przed ekranem?

Dość. Muszę na moment odejść od reszty, żeby do niego zadzwonić i wyjaśnić sprawę. Nie będę się bawić w SMS-y. Próbuję pięć razy. Nie odbiera. Wysyła mi tylko wiadomość: „Nie dzwoń do mnie”. Oczywiście, łatwiej tak napisać.

Nie wiem, czy jestem zła, czy raczej zdezorientowana. Odchylam głowę i patrzę na gwiazdy. Tutaj na dole widać je gorzej, bo od miasta bije więcej światła. Siadam zrezygnowana na ziemi i chowam głowę w kolana. Płaczę trochę ze zmęczenia, trochę z niemocy. Czemu wini mnie za własny smutek i nasze rozstanie? Bo się za bardzo starałam? Bo wcześniej zwracałam na niego za dużo uwagi?

Czuję na ramieniu dłoń z ostro zakończonymi paznokciami. Magda.

– Drużko Igo, przepraszam za dzisiaj. Wystraszyłam się tej burzy. Nie chciałam tak się odzywać, ale samo wyszło. Czasami, jak się denerwuję, to nie wiem, co mówię.

Kiwam głową. Bardzo zazdroszczę nastolatce takiej umiejętności. Chętnie sama bym się kiedyś na kogoś lub coś zdenerwowała, ale nie wiem, jak uruchomić w sobie wkurzenie.

– Nie przejmuj się. Każdy się czegoś boi i wtedy zachowuje się trochę inaczej. Ja się boję pająków. Dzisiaj przed wyjściem na szlak jeden wlazł mi do buta. Strąciłam go dłonią, chociaż byłam przerażona. Widzisz, nie boję się odpowiedzialności za całą grupę, a wystraszyłam się pająka – mówię to lekko łamiącym się głosem, jakbym wciąż jeszcze była pogrążona we własnych myślach. Pewnie też trochę widać moje świeże łzy. Pociągam nosem, żeby wyglądało na katar, wyciągam z kieszeni chusteczkę.

– Jest pani smutna.

– A ty uważna. Czemu nie pojechałaś na kolonie z resztą grupy z ośrodka?

Wiem, że nie powinnam o to pytać, ale coś nie daje mi spokoju.

– Nie mogę powiedzieć.

– Rozumiem. Dobrze, że jesteś tutaj z nami. Pomożesz mi jutro przy porannej zbiórce?

– Pewno.

Magda zaczyna drapać się po dłoniach. Biedna dziewczyna. Musi mieć z tymi tipsami piekło pod namiotem.

– Nie przeszkadzają ci te pazury?

– A pani nie przeszkadza to, że się ciągle uśmiecha?

– Uśmiechem nie zadrapię się po twarzy.

– Ja też się kiedyś tak uśmiechałam, ale uśmiech przyciąga czasami niewłaściwe osoby.

Podchody

Jutro wracamy i to ostatnia okazja, żeby wszyscy uczestnicy zapamiętali nasz wyjazd. Planujemy dla nich z Mariuszem wieczorne podchody z zadaniami i testem wiedzy z naszych wędrówek. Plączemy się po lesie i układamy strzałki z uschniętych gałązek. Reszta została jeszcze w bazie i dopiero na nasz znak wyruszą.

Powoli zachodzi słońce, więc to dobry moment, żeby zacząć. Wyprawa ma być w bezpiecznym terenie, więc zgodziłam się, żeby częściowo zabawa odbyła się po zmroku.

Nie myślę o Kubie. Albo inaczej, myślę, ale nie przyznaję się do tego przed sobą. Szczególnie że wysłałam mu wiadomość, a on odpisał, że to z powodu mojego narcyzmu nie jesteśmy w stanie się dogadać. Znowu przetarłam oczy ze zdumienia. Nie mam pojęcia, o co mu chodzi i czego się znowu nasłuchał od youtuberów. Ale dobra, zostawiłam to i skupiam się na podchodach.

Mariusz mnie zagaduje:

– Wiesz co, Magda dziwnie się dzisiaj zachowywała. Podeszła do mnie i mocno się przytuliła, ale nie tak dziecięco. Poczułem się trochę osaczony i wiesz, pogłaskałem ją po głowie, żeby jej nie odrzucić, ale miałem wrażenie, że jest w jej geście coś niepokojącego. Nie wiem, jak to wytłumaczyć.

– Może chodzi o to dzisiejsze zluzowanie? Może poczuła wreszcie więź z resztą? Może poczuła się bezpiecznie?

– Sam nie wiem. Pogadasz z nią? Mam złe przeczucia, jeśli chodzi o tę dziewczynę. Raz się miota, wścieka na wszystko i wyzywa wszystkich dookoła, a kiedy indziej tak dziwnie się przymila.

– Spróbuję – odpowiadam spokojnie, po czym dodaję, już trochę podkręcona: – Ale może to są sprawy dla psychologa, a nie dla opiekunów na obozie wędrownym. Ja jeszcze nawet nie zaczęłam studiów. Nie wiem, czy się przede mną otworzy i czy uda mi się jej pomóc.

– Sorry, nie chcę cię obciążać. Nie o to mi chodziło – kończy rozmowę Mariusz.

Kiedy drużyny wchodzą do lasu i wykonują zadania, czuję jakiś rodzaj spokoju. Dzieciaki niedługo wrócą do domów. Lepszych, gorszych, wiadomo, różnie bywa. Ale gdy tak biegają beztrosko po lesie, jakby nie miały teraz żadnych problemów, czuję się spełniona, bo widzę, że choć na chwilę zapominają, skąd przychodzą.

To dobry moment dla mnie, żeby poukładać sobie w głowie, czego chcę i co daje mi radość. Z chaosu wyłania się jakaś dróżka.

Paznokcie

Odwracam głowę w stronę Magdy, a ona z figlarnym uśmiechem siada obok mnie, po czym wskazuje brodą na swoje dłonie.

– Drużko, pożyczysz nożyczki do paznokci? Złamały mi się przy grze dwa i pomyślałam, że zetnę resztę.

– A koniecznie teraz? – Wgapiam się w ogień i nieszczególnie chce mi się ruszyć do namiotu.

– Jeśli nie teraz, to nigdy.

Jakby ten gest miał ukryte znaczenie. Dopiero teraz to do mnie dociera.

– Daj mi jeszcze pięć minut przy ognisku i chętnie cię wesprę w pożegnaniu z pazurami. – Śmieję się.

– Dobrze, muszę też pani coś powiedzieć.

– Słucham.

– Ale nie tutaj. Spotkajmy się przy pani namiocie za dziesięć minut.

Krótka historia

Dziwnie się czuję, patrząc, jak Magda nieporadnie trzyma nożyczki w dłoniach. Tak jakby robiła to pierwszy raz od dawna i nie miała w szkole zajęć plastycznych. Wygląda jak dziecko, a nie pewna siebie nastolatka.

– Po obozie wracasz do ośrodka czy do kogoś z rodziny? – pytam.

– Chyba do ciotki. Mieszka niedaleko i łaskawie mnie weźmie na miesiąc. Zobaczymy, co będzie po powrocie. Jeszcze się może rozmyślić.

– Mam nadzieję, że się nie rozmyśli.

Młoda wzrusza ramionami.

– Mnie to już obojętne. Podoba mi się tutaj. Mogłabym z wami pojechać też za rok?

Uśmiecham się.

– Myślę, że da się z tym coś zrobić. Chciałaś mi coś powiedzieć.

Przełyka ślinę, jakby nie była pewna i postanowiła się jednak wycofać.

– Tak... Pytała pani, dlaczego nie chciałam jechać z resztą z ośrodka... Przed wakacjami zgłosiłam dyrektorowi, że jeden z opiekunów nie obchodzi się z dziewczynami tak, jak powinien. Wyzywa nas, prowokuje, traktuje jak idiotki. Gdy tylko go widzę, to wiem, że zaraz coś złego się wydarzy. Im bardziej mu się stawiam, bo wzbiera we mnie wkurw, tym bardziej on pozwala sobie na więcej. Ale to ja jestem dziewczyną z ośrodka, a on ma władzę.

– Myślisz, że dyrektor coś z tym zrobi?

– Nie. Dyrektor powiedział, że to takie żarty i że dziewczyny w naszym wieku przesadzają. A poza tym, że ten wychowawca jest najdłużej ze wszystkich i nigdy wcześniej nikt czegoś takiego nie zgłaszał. Powiedziałam, że nie pojadę z nimi na kolonie, bo mam załatwiony inny obóz. Ten mi dogadała kuratorka, której powiedziałam o tym wychowawcy.

– Rozumiem, bardzo dobrze, że to zgłosiłaś. A kuratorka coś z tym zrobiła?

Magda wzrusza ramionami.

– Nie da się, jeśli dyrektor nie chce. Powiedziałam temu facetowi, że jak mnie jeszcze raz zaczepi albo będzie traktował jak gówno, to wydrapię mu oczy. Nie chcę tam wracać. Wolałabym, żeby mnie przenieśli. Dziewczyny i chłopaki z ośrodka są teraz na rotacyjnych turnusach aż do końca lipca, więc na razie nie muszę patrzeć na tego wychowawcę. Jak wróci w sierpniu, to stamtąd ucieknę.

Zalewa mnie fala gorąca. Mam ochotę wstać, natychmiast pojechać do dyrektora i nie zostawić na nim suchej nitki. Niestety wiem, że taka rozmowa zwykle wymaga nie tylko stanowczości, ale też wielu dróg urzędowych i wyjaśnień, a do tego trzeba się przygotować.

Ostatni raz tak miałyśmy, kiedy jacyś rodzice przyczepili się, że Baśka i Patrycja to para i złożyli skargę w głównej siedzibie ZHP. Wszyscy stanęliśmy po stronie dziewczyn, ale zajęło to kilka miesięcy. Nim sprawa się wyjaśniła, żyliśmy w ogromnym napięciu. Ale da się. Tylko trzeba się nastawić na długi proces i wiele zwrotów akcji.

– Jesteś dzielna. Za co wylądowałaś w ośrodku?

Milczy.

– Przepraszam, nie musisz odpowiadać. Zabrzmiało, jakbym ci nie wierzyła. A zupełnie nie o to mi chodzi. Wierzę ci.

– Pobiłam się ze starszą dziewczyną z mojej szkoły. Później nie chodziłam na lekcje, bo się jej bałam, później źle się czułam, trochę kłamałam, że jestem chora. A może byłam chora, miałam depresję czy coś. Nie wiem. Nie jestem dla nich wiarygodna. Nikt w ośrodku taki dla nich nie jest. Poza tym mam opinię dziewczyny, która się klei do chłopaków. Cokolwiek to oznacza. Ja po prostu potrzebuję, żeby ktoś mnie przytulał. To też pretekst dla tego wychowawcy, żeby mnie wyzywał od łatwej.

Klepię ją po ramieniu i próbuję wymyślić jakąkolwiek odpowiedź, która byłaby adekwatna do ciężaru problemu. Deklaracja przychodzi mi sama. Znowu się wplątałam, trudno. To zbyt poważne, żeby się zasłaniać brakiem wiedzy psychologicznej i własnymi sprawami.

– Ogarniemy to.

Telefon

Po wyjściu z autokaru żegnamy się szybko, bo po podróży każdy jest głodny i żądny prysznica. Mówię do Magdy na boku:

– Daj mi swój numer.

Przekazuję ją wychowawczyni z ośrodka i też wymieniamy się numerami. Tamta mruga porozumiewawczo.

Podchodzi do mnie Mariusz:

– Idziesz na piwo?

– Czemu nie. A reszta?

Kolega się czerwieni.

– Dziewczyny już poszły, nie zdążyłem zapytać.

Siadamy z Mariuszem pod pierwszym z brzegu parasolem w ogródku piwnym i wypijamy po dużym kuflu w niecałe dziesięć minut. Jest strasznie gorąco i chyba obydwoje mamy przed sobą ciężki powrót do domu, dlatego tak łatwo wchodzi.

– I co? Udało ci się porozmawiać z Magdą?

– Miałeś rację. Nie jest dobrze. Pójdę do tego ośrodka, mam kontakt do babki, która ją dzisiaj odbierała.

– Jeśli chcesz, to mogę iść z tobą. We dwójkę raźniej. Sama mówiłaś, że bierzesz na siebie za dużo.

Ma rację. Szczególnie czymś takim chętnie się podzielę.

– Tam faktycznie chodzi o przemoc.

– Możemy zgłosić to policji. Albo powiedzieć w ośrodku, że tak zrobimy. Wtedy szybciej zareagują.

Kiwam głową. Jeszcze nie wiem, od czego zacząć. Najlepiej byłoby się naradzić w Ośrodku Pomocy Społecznej. Mamy z nimi dobry kontakt jako harcówka.

– Bierzemy jeszcze po jednym piwie?

Na zegarze jest czternasta. Jeśli wypiję kolejne piwo, dotrę do Kuby w ciężkim stanie. Z drugiej strony, może jak zobaczy mnie taką, to powie wreszcie coś sensownego albo mnie będzie łatwiej znieść jego odrzucenie. Kiwam głową na tak. Niech będzie. Mariusz podchodzi do baru, zamawia piwo, a potem siada obok mnie. Patrzymy w tym samym kierunku, nie odzywamy się do siebie zawieszeni w swoich sprawach.

– Iga, słuchaj, to zabrzmi trochę głupio, bo długo się znamy, ale czy myślisz, że ty i ja... wiesz, że mogłoby coś między nami być?

Momentalnie sztywnieję i zaczynam się zastanawiać, co takiego w ogóle się teraz dzieje. Czy Mariusz faktycznie chce mi pomóc z młodą? Może za szybko się zrobił? O co chodzi?

– Mam chłopaka.

– Ale z tego, co mówiłaś, to się rozstajecie.

– Wcale tak nie powiedziałam.

Wstaję od stołu. Piwo zrobiło swoje. W połączeniu ze zmęczeniem i za małą ilością snu spowodowało, że czuję się teraz jak patyczak, który nie może się poruszyć, tylko kiwa się na liściu do przodu i do tyłu. W takim stanie nie porozmawiam z Kubą.

– Mogę się u ciebie przespać? – pytam.

– Jasne. Nie wystrasz się tylko bałaganu. Ledwo zwiozłem rzeczy z akademika, a już wyjeżdżaliśmy na obóz.

Zaspałam

Wchodzimy do mieszkania i automatycznie zdejmuję z siebie brudne ubrania. Sięgam po telefon. Kuba do mnie nie dzwonił, więc najwyraźniej na mnie nie czeka, nie niecierpliwi się. Mogłabym uprać sobie chociaż koszulkę, żeby nie przyjść do niego pachnąca potem i lasem. Jak ją teraz wypiorę, to szybko wyschnie. Proszę Mariusza o jego podkoszulek. Wręcza mi dumnie T-shirt z metalowym zespołem.

Kładę się na kanapie. Zasypiam. Zupełnie nic mi się nie śni. Pewnie chrapię, ale jest mi to obojętne. Przy Mariuszu czuję się na tyle swobodnie, że nie przeszkadza mi to. Po przebudzeniu odkrywam, że jest dwudziesta trzecia. Wstaję i nerwowo szukam swoich ubrań i wyjścia. Widzę, że Mariusz położył się na karimacie pod łóżkiem. Przyglądam mu się z bliska i dostrzegam, że ma w sobie coś przyjemnego. Aż mi głupio, że zauważyłam to dopiero teraz. Nie jest mi jednak głupio, że odrzuciłam jego wyznanie. On jest na tyle otwarty, że nie mam spiny jak z Kubą, któremu się ciągle coś należy. Wstaję i wychodzę z mieszkania. Zostawiam karteczkę: „Dzięki, jutro się odezwę w sprawie Magdy”.

Kieruję się w stronę domu Kuby. Jego rodzice o tej porze pewnie już śpią. Piszę do niego, żeby otworzył drzwi, nie chcę ich budzić dzwonkiem. Wpuszcza mnie do środka, tak jakby nic wcześniej się nie wydarzyło. Nie padamy sobie w ramiona, nie całujemy się. Wchodzimy do jego pokoju i Kuba mówi, że zaraz skończy grać, a ja w tym czasie mogę sobie coś poczytać.

– To nie porozmawiamy?

– A o czym?

– No, o nas. Od kilku dni dajesz mi do zrozumienia, że masz mnie dość, i chcę wiedzieć, o co ci chodzi. Praktycznie ze mną zerwałeś.

– Iga, myślisz tylko o sobie.

Unoszę brwi. Zalewa mnie fala irytacji wcześniej blokowana, bo przez ostatni tydzień żyłam głównie problemami całej grupy dzieciaków, a nie własnymi.

– Wytłumacz mi! Jak to myślę tylko o sobie?

– Masz ostatnio ciągle same swoje sprawy. Jak nie wyjazdy, to rozkminy nad studiami. Albo nagle pojawia się twoja przyjaciółka z problemami, do której natychmiast lecisz. Jak zawsze z tymi twoimi harcerkami. A pamiętasz, jak było fajnie, jeszcze przed maturą, kiedy miałaś dla mnie więcej czasu? Leżeliśmy razem w domu, ja sobie grałem, a ty przychodziłaś się uczyć.

Pamiętam ten czas. Dzisiaj wydaje mi się męczący. Czułam się wiecznie nieprzygotowana, bo ciężko mi było się u Kuby skupić. Ale kiedy on się uczył, musiałam chodzić na palcach, bo, jak twierdził, ma nadwrażliwość słuchową. Nie dało się nawet odkaszlnąć więcej niż dwa razy, żeby się nie czepiał.

Tak samo było z seksem. Kiedy ja go chciałam – on nie miał ochoty. Ale kiedy on zbliżał się do mnie, ja powinnam mieć ochotę.

Ustaliliśmy kiedyś, że jeśli on chce seksu, to zdejmuje gumkę z moich włosów. Jeśli się zgadzam, to zostawiam rozpuszczone, jeśli nie, to spinam włosy. Proste, a nie trzeba się przy tym nagadać.

Teraz Kuba zdejmuje gumkę z moich włosów.

Dzisiaj zupełnie nie mam na to ochoty.

Teraz czuję się podwójnie pobudzona, ale do rozmowy. Wzbiera we mnie rozdrażnienie jego obojętnością na to, co czuję po tylu dniach SMS-owych, messengerowych i DM-owych atakach.

– Słuchaj, Kuba, zupełnie nie tego bym teraz chciała. Porozmawiajmy.

– Okej, jak chcesz. Może chociaż zrobisz mi loda?

Mówi to tak znudzonym głosem, że moje rozdrażnienie przechodzi we wkurzenie. Wstaję i podnoszę głos, chociaż śpią jego rodzice. Mam to gdzieś.

– Nie dotknę cię w ogóle. Powiedz, o co ci chodzi i czego ode mnie właściwie chcesz. Masz kogoś? Co ci nagle nie pasuje? Dlaczego wypisujesz mi takie rzeczy? Zrywasz ze mną?

– Oj, to nie tak. Ja po prostu jestem wciąż zestresowany maturą. Wiesz, jaki to był dla mnie wysiłek. Zdawać tyle przedmiotów. Zresztą wciąż nie wiem, czy dostałem się na studia.

Przecież przez ostatnie dni pisał do mnie zupełnie o czymś innym. Przecież ja nie mam niczego wspólnego z jego maturą. Zdawałam własną.

– Ja też. Ja mam dokładnie taką samą sytuację.

– Iga, umówmy się, ty zdawałaś dwa przedmioty dodatkowe. Ja cztery. To duża różnica.

– To moja nauka się nie liczy?

– Oczywiście, że się liczy, ale to ode mnie będzie zależało, czy idziemy na studia do Warszawy. Jak ja się nie dostanę, to przecież będzie ciężko finansowo. Sama się tam nie utrzymasz, a ja mam większe szanse na stypendium. Poza tym moi rodzice zapłacą za akademik.

Zagotowało się we mnie.

Jeszcze przed zakończeniem roku szkolnego wychowawczyni wzięła mnie na bok i powiedziała, o które stypendia mogę się starać na studiach, bo wiedziała, jaką mam sytuację materialną. Byłam jej za to w tej chwili szalenie wdzięczna, bo mogłabym mu teraz ze złością wymienić wszystkie zapomogi, na które mam szansę. W tym stypendium za aktywność w harcerstwie i organizowanie tych wszystkich zbiórek i wyjazdów dla dzieciaków. Robiłam to bezinteresownie, ale okazało się, że i to może pomóc.

Jednak, myśląc też o Magdzie, która w wieku piętnastu lat potrafiła postawić się wychowawcy, po prostu mówię:

– Nie. Nie