Wydawca: Wydawnictwo Świętego Wojciecha Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 2016

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 74 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Siedem ostatnich słów Jezusa - James Martin SJ

Autor przedstawia portret Jezusa opierając się na Jego ostatnich słowach na krzyżu i ukazuje, jak głęboko Jezus rozumie nasze niedole, co to znaczy być w pełni człowiekiem i dlaczego możemy zawierzyć Chrystusowi całkowicie, całym umysłem, sercem i duszą.

Każde rozważanie dotyczy jednego z siedmiu słów wypowiedzianych na krzyżu:

„Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”

„Zaprawdę, powiadam ci, jeszcze dziś będziesz ze mną w raju”

„Niewiasto, oto twój syn; oto twoja matka”

„Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił”

„Pragnę”

„Wykonało się”

“Ojcze, w ręce Twoje oddaję ducha mojego”

Z właściwym mu ciepłem i mądrością ojciec James Martin wyjaśnia, dlaczego ukrzyżowanie i śmierć Jezusa na krzyżu są ważną nauką w Ewangeliach. Publikacja pomoże przygotować się do głębszego przeżycia Wielkiego Postu.

Opinie o ebooku Siedem ostatnich słów Jezusa - James Martin SJ

Cytaty z ebooka Siedem ostatnich słów Jezusa - James Martin SJ

spowiednika: „Czuję w duszy (…) straszliwy ból z powodu utraty – Boga, który mnie nie chce – Boga, który nie jest Bogiem – Boga, który naprawdę nie istnieje” [36] . Kiedy krótko po śmierci błogosławionej

Fragment ebooka Siedem ostatnich słów Jezusa - James Martin SJ

1Je­zus ro­zu­mie trud wy­ba­cza­nia

Oj­cze, prze­bacz im, bo nie wie­dzą, co czynią.

Łk 23,26-37

Kie­dy Go wy­pro­wa­dzi­li, za­trzyma­li nie­ja­kie­go Szymo­na z Cyre­ny wra­ca­ją­ce­go z pola i wło­żyli na nie­go krzyż, żeby go niósł za Je­zusem. A szedł za Nim wiel­ki tłum ludu, a zwłasz­cza ko­biet, któ­re pła­ka­ły i za­wo­dzi­ły nad Nim.

Je­zus ob­ró­cił się do nich i po­wie­dział:

– Nie płacz­cie nade Mną, płacz­cie ra­czej nad sobą i nad swo­imi dzieć­mi, bo nad­cho­dzą dni, kie­dy będą mó­wić: Szczę­śli­we nie­płod­ne, któ­re nie ro­dzi­ły, i pier­si, któ­re nie kar­mi­ły. Wte­dy za­czną „mó­wić do gór: Pad­nij­cie na nas! I pa­gór­kom: Przy­kryj­cie nas!”. Bo je­śli tak po­stę­pują z drze­wem zie­lo­nym, to co się sta­nie z uschłym?

Pro­wa­dzi­li też jesz­cze dwóch zło­czyń­ców, aby ich stra­cić ra­zem z Nim. Przy­szli na miej­sce zwa­ne Czasz­ką. Tam ukrzyżo­wa­li Je­zusa i zło­czyń­ców, jed­ne­go po pra­wej, a drugie­go po le­wej stro­nie.

A Je­zus mó­wił: – Oj­cze, prze­bacz im, bo nie wie­dzą, co czynią.

I „dzie­ląc się jego sza­ta­mi, rzuci­li losy”.

Lud stał, przy­pa­trując się, prze­ło­że­ni zaś na­śmie­wa­li się z Nie­go:

– In­nych wy­ba­wiał, niech te­raz sie­bie wy­ba­wi, je­śli jest wy­bra­nym przez Boga Me­sja­szem.

Żoł­nie­rze, któ­rzy po­da­wa­li Mu ocet, szydzi­li tak­że z Nie­go:

– Je­śliś jest kró­lem żydow­skim, wy­baw sam sie­bie.

W na­szym nie­kie­dy mrocz­nym świe­cie czę­sto zda­rza­ją się chwi­le świa­tło­ści, któ­re nie tyl­ko oświe­tla­ją na­szą dro­gę, ale przy­po­mi­na­ją, że Bóg jest z nami.

Nie­któ­re z tych chwil zda­rza­ją się czę­sto; pew­nie o nich słysza­łeś, czyta­łeś albo na­wet do­świad­czyłeś ich oso­bi­ście. Mó­wię o mo­men­tach ra­dykal­ne­go prze­ba­cze­nia: o tych nie­praw­do­po­dob­nych hi­sto­riach, o ja­kich mówi się w ga­ze­tach, w te­le­wi­zji czy in­ter­ne­cie, o męż­czyznach i ko­bie­tach, któ­rzy prze­ba­cza­ją oso­bom od­po­wie­dzial­nym za strasz­li­we zbrod­nie po­peł­nio­ne na nich lub, czę­ściej, na człon­kach ich ro­dzin.

Pe­wien współ­brat opo­wie­dział mi kie­dyś po­rusza­ją­cą hi­sto­rię swo­jej ro­dzi­ny. Jed­nej nocy jego oj­ciec zo­stał wy­rwa­ny z głę­bo­kie­go snu i usłyszał, że jego szes­na­sto­let­ni syn zgi­nął w wy­pad­ku sa­mo­cho­do­wym spo­wo­do­wa­nym przez pro­wa­dzą­ce­go po­jazd pi­ja­ne­go ko­le­gę o imie­niu Ken­ny. Pod­czas pro­ce­su oj­ciec wsta­wiał się za Ken­nym, by sę­dzia wy­mie­rzył mu naj­mniej­szą moż­li­wą karę, po­nie­waż chło­pak nie za­mie­rzał prze­cież za­bić swo­je­go ko­le­gi.

Po wszyst­kim mój współ­brat spytał ojca, jak mógł tak po­stą­pić. Oj­ciec od­po­wie­dział: „Po pro­stu zro­bi­łem to, co wy­da­wa­ło mi się słusz­ne”. Po­wie­dział też, że nie po­strze­gał Ken­ny’ego tyl­ko przez pryzmat tego strasz­ne­go czynu. Oj­ciec mo­je­go współ­bra­ta nadal utrzymu­je kon­takt z Ken­nym, któ­ry sam zo­stał oj­cem. Przez dwa­dzie­ścia lat sam Ken­ny re­gular­nie pi­sał do ojca chłop­ca, któ­re­go śmierć spo­wo­do­wał.

Pi­smo „Ame­ri­ca”, któ­re­go je­stem re­dak­to­rem, opubli­ko­wa­ło ostat­nio przej­mu­ją­cą hi­sto­rię ko­bie­ty o imie­niu Je­an­ne – jak się oka­za­ło, praw­nicz­ki – któ­ra prze­ba­czyła mor­der­cy swo­jej sio­stry i jej męża oraz nie­na­ro­dzo­ne­go dziec­ka[11]. Mor­der­ca ten nie miał żad­nych skrupułów i nie przy­znał się do winy.

Mamy tutaj do czynie­nia nie z przy­pad­ko­wym, a umyśl­nym spo­wo­do­wa­niem śmier­ci, a tak­że – po­wta­rzam – bra­kiem ja­kich­kol­wiek skrupułów. Pod­kre­ślam ten fakt, po­nie­waż wie­lu lu­dzi uwa­ża, że nie spo­sób wy­ba­czyć ko­muś, kto nie ża­łuje.

Ale Je­an­ne była w sta­nie wy­ba­czyć mor­der­cy swo­jej sio­stry. Przy­zna­ła, że w tam­tym okre­sie zda­nie: „Któ­ry gła­dzisz grze­chy świa­ta”, wy­po­wia­da­ne przez ka­to­li­ków pod­czas Eu­cha­rystii, po­ruszyło ją do głę­bi. Je­an­ne stwier­dzi­ła, że nie była pew­na, czy kie­dykol­wiek w peł­ni zro­zu­mie zna­cze­nie tych słów, z pew­no­ścią nie cho­dzi jed­nak o to, by wziąć grzech da­nej oso­by i go za­trzymać; że nie­za­leż­nie od czynów tej oso­by, na­wet je­śli po­kutuje, po­win­na ona po­nieść wiecz­ną karę. Przy­po­mi­na­ją mi się sło­wa sio­stry He­len Pre­je­an CSJ, au­tor­ki Dead Man Wal­king, któ­ra czę­sto opo­wia­da o więź­niach ska­za­nych na śmierć: „Czło­wiek jest wart wię­cej ani­że­li naj­gor­szy czyn jego życia”.

Kil­ka lat póź­niej Je­an­ne zda­ła so­bie spra­wę, że nig­dy nie po­wie­dzia­ła mor­der­cy swo­jej sio­stry, że mu prze­ba­czyła. Więc na­pi­sa­ła do nie­go.

W od­po­wie­dzi Je­an­ne otrzyma­ła list pe­łen wy­znań i skruchy. Męż­czyzna na­pi­sał: „Ma pani ra­cję, je­stem wi­nien za­bój­stwa pani sio­stry (…) i jej męża. (…) Chciał­bym przy tej oka­zji zło­żyć pani naj­szczer­sze kon­do­len­cje i prze­pro­sić”.

Prze­ba­cze­nie wy­zwo­li­ło w nim szcze­rość i skruchę.

Z pew­no­ścią słysza­łeś już tego typu hi­sto­rie. Z pew­no­ścią spo­tyka­łeś się rów­nież z bar­dziej ty­po­wymi sy­tua­cja­mi, kie­dy na sali są­do­wej ofia­ry mają moż­li­wość wy­po­wie­dze­nia kil­ku słów do swo­ich opraw­ców i nie wy­ba­cza­ją im. Z pew­no­ścią wi­dzia­łeś na­gra­nia, na któ­rych człon­ko­wie po­krzyw­dzo­nych ro­dzin krzyczą: „Chcę, że­byś cier­piał tak samo jak ja!”, „Mam na­dzie­ję, że zgni­jesz w wię­zie­niu”, „Mam na­dzie­ję, że bę­dziesz się sma­żyć w pie­kle”. To zro­zu­mia­łe za­cho­wa­nia. Każ­dej ofie­rze zbrod­ni – szcze­gól­nie zbrod­ni po­peł­nio­nej z okrucień­stwem – oraz jej krew­nym i przy­ja­cio­łom na­le­ży wy­ba­czyć złość. Pew­nie czuł­bym się po­dob­nie. To ludz­kie.

Ale po­wo­dem, dla któ­re­go tak sil­nie re­aguje­my na prze­ciw­ne za­cho­wa­nia, kie­dy na­stę­puje ra­dykal­ne wy­ba­cze­nie, jest to, że są one Boże. To dla­te­go nas wzrusza­ją. Ta­kie chwi­le prze­ma­wia­ją do naj­skryt­szych czę­ści nas sa­mych, któ­re in­stynk­tow­nie re­agują na to, co Boże. Po­strze­ga­my te chwi­le jako pięk­ne, po­nie­waż ta­kie­go życia pra­gnie dla nas Bóg. To ro­dzaj we­zwa­nia.

Mo­żesz po­wie­dzieć: „Pięk­ne sło­wa, oj­cze, ale jest oj­ciec ode­rwa­ny od rze­czywi­sto­ści. Co oj­ciec może o tym wie­dzieć?”.

Za­pew­niam cię, że na­wet w za­ko­nach i wśród ka­pła­nów obec­ne są złość, go­rycz i zła wola. Nie­trud­no jed­nak zro­zu­mieć, skąd bio­rą się ta­kie przy­pusz­cze­nia. Sam nie­kie­dy je­stem po­dejrz­li­wy wo­bec po­dob­nych sen­tymen­tów. Kie­dyś po­wie­dzia­łem jed­ne­mu be­ne­dyk­tyno­wi: „Cóż, w klasz­to­rze jest pew­nie ła­twiej niż we wspól­no­cie je­zui­tów”.

Za­kon­nik wy­buch­nął śmie­chem i opo­wie­dział mi za­baw­ną hi­sto­rię. Pe­wien star­szy mnich z jego wspól­no­ty zwykł oka­zywać po­iryto­wa­nie współ­brać­mi w nie­zwykle wy­ra­fi­no­wa­ny spo­sób. Jak za­pew­ne wiesz, więk­szość wspól­not za­kon­nych kil­ka razy w cią­gu dnia od­śpie­wuje psal­my w ka­pli­cy. Cóż, kie­dy ten star­szy mnich był na ko­goś zły, za każ­dym ra­zem, gdy wy­brzmie­wa­ło sło­wo „wróg” (jak w „Ra­tuj mnie, Boże mój, przed mo­imi wro­ga­mi”), pod­no­sił wzrok znad bre­wia­rza i wpa­trywał się we współ­bra­ta, któ­ry go zde­ner­wo­wał[12].

Z bar­dziej oso­bi­ste­go do­świad­cze­nia: kie­dyś prze­bywa­łem we wspól­no­cie z je­zui­tą, któ­ry przez dzie­sięć lat mniej lub bar­dziej uni­kał roz­mo­wy ze mną. Gar­dził mną i da­wał to po so­bie po­znać nie­mal za każ­dym ra­zem, gdy mie­li­śmy ze sobą do czynie­nia – czy to sam na sam, czy w gru­pie. Kie­dyś spyta­łem, czy czymś go ura­zi­łem, a on nie od­po­wie­dział. Nig­dy nie do­wie­dzia­łem się, co wzbu­dza­ło jego nie­na­wiść, a on nig­dy nie zmie­nił swo­je­go na­sta­wie­nia. Zroz­pa­czo­ny po­pro­si­łem star­sze­go je­zui­tę, słyną­ce­go z po­boż­no­ści, o po­ra­dę.

Je­dyne, co moż­na zro­bić, po­wie­dział, to prze­ba­czyć.

Je­dyne, co moż­na zro­bić, to prze­ba­czyć. Po­nie­waż tyl­ko prze­ba­cze­nie jest spo­so­bem na wy­zwo­le­nie obu stron. Jed­ną oso­bę oswa­ba­dza z wię­zie­nia ura­zy i umniej­sza­nia czło­wie­czeń­stwa bliź­nie­go. W pe­wien spo­sób wy­zwa­la rów­nież tę drugą oso­bę. Jak od­krył oj­ciec mo­je­go współ­bra­ta. Jak od­krył Ken­ny, pi­ja­ny kie­row­ca. Jak od­kryła Je­an­ne, praw­nicz­ka. I jak od­krył za­bój­ca jej sio­stry. Mo­że­my nie zda­wać so­bie spra­wy, w jaki spo­sób prze­ba­cze­nie wy­zwo­li drugą oso­bę; mo­że­my na­wet nig­dy tego nie zo­ba­czyć, co nie zmie­nia fak­tu, że tak się sta­nie.

Te­raz pew­nie myślisz o ja­kiejś sy­tua­cji z wła­sne­go do­świad­cze­nia i mó­wisz so­bie: „Nie po­tra­fię wy­ba­czyć. To nie­moż­li­we”. Może zdra­dził cię współ­mał­żo­nek, może przy­ja­ciel, a może oszukał cię wspól­nik. Być może uwa­żasz, że „ten grzech jest zbyt wiel­ki”. Prze­myśl so­bie te dwie hi­sto­rie o prze­ba­cze­niu, któ­re wła­śnie prze­czyta­łeś.

A na­stęp­nie spójrz, co czyni Je­zus na krzyżu. Mało kto miał więk­sze pra­wo do ura­zy niż Je­zus. Mało kto miał więk­sze pra­wo do wy­bu­chu zło­ści. Do po­czucia nie­spra­wie­dli­wo­ści. A jed­nak, choć żoł­nie­rze rzym­scy nie wy­ra­ża­ją przed Je­zusem skruchy, On nie tyl­ko im wy­ba­cza, mało tego, mo­dli się za nich. Za­uważ, Je­zus mówi: „Oj­cze, prze­bacz im”. Mo­dli się za nich.

Roz­waż te­raz te sło­wa: „nie wie­dzą, co czynią”. To po­moc­ne spo­strze­że­nie. Więk­szość ba­da­czy uwa­ża, że to sfor­mu­ło­wa­nie pa­da­ją­ce z ust Je­zusa na krzyżu praw­do­po­dob­nie ozna­cza: „nie wie­dzą, że czynią to Sy­no­wi Bo­że­mu”[13]. A jed­nak to właś-nie te sło­wa sta­no­wi­ły dla mnie ogrom­ną po­moc w kwe­stii współ­bra­ta, któ­ry ze mną nie roz­ma­wiał. Wy­da­wa­ło się, że nie wie, co czyni. Rze­czywi­ście, lu­dzie, któ­rzy grze­szą, nie­kie­dy nie myślą ja­sno. Spo­strze­że­nie to może ci po­móc na two­jej dro­dze ku prze­ba­cze­niu. To ten sam od­ruch, któ­ry spra­wia, że ła­two wy­ba­czasz nie­grzecz­ne czy na­wet okrut­ne za­cho­wa­nie oso­bie cho­rej psy­chicz­nie.

Za­rów­no oj­ciec mo­je­go ko­le­gi, jak i Je­an­ne po­strze­ga­li lu­dzi, któ­rzy zgrze­szyli prze­ciw­ko nim, nie tyl­ko przez pryzmat po­je­dyn­cze­go czynu, ale jako isto­ty ludz­kie. Je­zus zro­bił to samo.

Je­zus za­wsze do­strzega. Do­strze­ga coś wię­cej niż inni. Do­strze­ga w lu­dziach ich praw­dzi­we je­ste­stwo. Kie­dy po raz pierw­szy spo­tyka Pio­tra, do­strze­ga nie tyl­ko bied­ne­go ryba­ka z wio­ski nad brze­giem Je­zio­ra Ga­li­lej­skie­go, lecz tak­że po­ten­cjal­ne­go przy­wód­cę Ko­ścio­ła[14]. Kie­dy po­zna­je Za­che­usza, zwierzch­ni­ka cel­ni­ków z Je­rycha, do­strze­ga w nim nie tyl­ko naj­więk­sze­go grzesz­ni­ka w oko­li­cy – za ja­kie­go mu­sie­li go uwa­żać ów­cze­śni Żydzi – lecz tak­że ko­goś, kto szuka od­kupie­nia[15]. Kie­dy spo­tyka ko­bie­tę przy­ła­pa­ną na cu­dzo­łó­stwie, do­strze­ga nie tyl­ko jej grzech, lecz tak­że oso­bę, któ­ra po­trze­bu­je prze­ba­cze­nia i uzdro­wie­nia[16].

To samo Je­zus czyni na krzyżu. Nie do­strze­ga tyl­ko opraw­ców. Do­strze­ga lu­dzi, któ­rzy po­dej­mu­ją fa­tal­ne de­cyzje; być może są do nich przy­mu­sza­ni. Do­strze­ga ich, a więc ich ko­cha i dla­te­go jest w sta­nie im prze­ba­czyć. Prze­ba­cze­nie jest da­rem, któ­ry ofia­ro­wujesz bliź­nie­mu i so­bie. Je­zus to wie. Mówi nam o tym w Ewan­ge­lii wie­lo­krot­nie; mało tego, uka­zuje nam to. Na­ucza nas na­wet na krzyżu.

Pora na naj­trud­niej­sze pyta­nie: Jak to zro­bić? Być może chcesz prze­ba­czyć, ale czujesz się do tego nie­zdol­ny. Pra­gniesz po­zbyć się ura­zy, ale szcze­rze nie czujesz w so­bie ta­kiej mocy.

Samo pra­gnie­nie to do­bry po­czą­tek, po­nie­waż praw­dzi­we prze­ba­cze­nie jest da­rem od Boga. To ła­ska. Po­nad­to, pa­ra­fra­zując sło­wa św. Igna­ce­go Loy­o­li, za­ło­życie­la za­ko­nu je­zui­tów, na­wet je­śli nie pra­gniesz prze­ba­cze­nia, na­wet je­śli tyl­ko prag-niesz tego pra­gnie­nia, to wy­star­czy. Bóg so­bie z tym po­ra­dzi.

Mo­żesz so­bie myśleć: „Nie mogę tego zro­bić”.

I bę­dziesz mieć ra­cję.

Nie mo­żesz.

Ale Bóg może.

[11] Je­an­ne Bi­shop, Lord, Have Mer­cy, „Ame­ri­ca”, kwie­cień 2015.

[12] „Ra­tuj mnie, Boże mój, przed mo­imi wro­ga­mi, / weź mnie w obro­nę przed tymi, któ­rzy prze­ciw mnie po­wsta­ją! / Ra­tuj mnie przed zło­czyń­ca­mi, / wy­baw mnie od lu­dzi żąd­nych krwi!” (Ps 59,1-2).

[13] We­dług Ray­mon­da Brow­na „Ów akt prze­ba­cze­nia do­tyczył Rzymian, któ­rzy fi­zycz­nie przy­bi­li Je­zusa do krzyża, ale nie zda­wa­li so­bie spra­wy, że tę znie­wa­gę czynią wo­bec Syna Bo­że­go” (De­ath of the Mes­siah, t. 2, s. 973).

[14] Łk 5,1-11.

[15] Łk 19,1-10.

[16] J 8,1-11.

Ty­tuł orygi­na­łu: Se­ven Last Words. An In­vi­ta­tion to a De­eper Friend­ship with Je­sus

Prze­kład: Anna Waw­rzyniak-Kę­dzio­rek

Cyta­ty bi­blij­ne za: Pi­smo Świę­te Sta­re­go i No­we­go Te­sta­men­tu (Bi­blia Po­znań­ska), t. I-IV, Po­znań 2009.

Pro­jekt okład­ki: Li­dia Żurad

Lay­o­ut i ła­ma­nie: Krzysz­tof Krzywa­nia

Zdję­cie na s. 23 i 139: Sce­ny męki Pań­skiej: Ukrzyżo­wa­nie, ka­te­dra po­znań­ska, pen­tap­tyk daw­ne­go oł­ta­rza głów­ne­go, ma­lo­wał Mistrz Pa­sji z Góry Ślą­skiej (1512), fot. Adam Bu­jak

Co­pyri­ght © 2016 by Ja­mes Mar­tin, SJ

© for the Po­lish edi­tion by Świę­ty Woj­ciech Dom Me­dial­ny Sp. z o.o., Po­znań 2016

ISBN 978-83-7516-987-4

Wy­daw­ca:

Świę­ty Woj­ciech Dom Me­dial­ny Sp. z o.o.

Wy­daw­nic­two

ul. Char­to­wo 5, 61-245 Po­znań

tel. 61 659 37 13

wy­daw­nic­two@swie­tywoj­ciech.pl

Za­mó­wie­nia:

Dział Sprze­da­ży i Lo­gi­styki

ul. Char­to­wo 5, 61-245 Po­znań

tel. 61 659 37 57 (-58, -59), faks 61 659 37 51

sprze­daz@swie­tywoj­ciech.pl • sklep@mo­jek­siaz­ki.pl

www.swie­tywoj­ciech.pl • www.mo­jek­siaz­ki.pl

Kon­wer­sja do e-wy­da­nia: Wy­daw­nic­two Świę­ty Woj­ciech