Wydawca: Amber Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2017

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 237 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Sex God - M.S. Force

Lauren i Garrett przyjaźnią się od dzieciństwa. I choć nigdy nie chcieli się do tego przyznać, już dawno ich przyjaźń zmieniła się w coś więcej.
Ale ich drogi się rozeszły. Aż do teraz, gdy połączyła ich jedna noc… i okazała się kompletną porażką!
Lauren nigdy nie była zbyt pewna siebie, jeśli chodzi o seks, w czym utwierdzał ją jej były mąż.
Garrett zawsze był zbyt pewny siebie, w czym utwierdzały go niezliczone przelotne przygody i kobiety, wśród których słynie jako bóg seksu.
Czy razem mają szansę udowodnić sobie swoją wartość i spełnić swoje skrywane pragnienia? To pokaże układ, który zawierają. Czy stanie się początkiem wspólnej przyszłości? Czy przeszłość nie przestanie ich ścigać?

Opinie o ebooku Sex God - M.S. Force

Fragment ebooka Sex God - M.S. Force

Korekta

Renata Kuk

Hanna Lachowska

Zdjęcie na okładce

© Halay Alex/Shutterstock

Tytuł oryginału

Sex God

Copyright

Sex God © 2017 HTJB, Inc

All rights reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana

ani przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu

bez zgody właściciela praw autorskich.

For the Polish edition

Copyright © 2017 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-6510-0

Warszawa 2017. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-954 Warszawa, ul. Królowej Marysieńki 58

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

Rozdział 1

Garrett

Wyszłam za mąż za pierwszego faceta, z którym miałam orgazm – mówi rzeczowo Lauren. – I wszyscy wiemy, jak to się skończyło.

Skrzydełko kurczaka, które miałem właśnie wepchnąć do ust, pozostaje zawieszone w powietrzu.

– Wayne Peterson był pierwszym facetem, z którym miałaś orgazm?

– Nie osądzaj mnie.

Zlizuje sos barbecue ze skrzydełka, a potem gryzie je ze smakiem. Jestem oczarowany tym, jak zajada je, bez śladu sosu na ustach, podczas gdy ja czuję się, jakbym cały się w nim wykąpał.

– Nawet nie wiedziałam, co to orgazm, dopóki nie doszłam z Wayne’em.

Zafascynowany pochylam się bliżej.

– Jak on to zrobił?

– Językiem – mówi, również się pochylając, żeby nikt nie słyszał. W Marfie, w Teksasie, ktoś zawsze podsłuchuje. – I nie wiedziałam, że ludzie to robią, dopóki Wayne mi tego nie pokazał.

Śmieję się. Jest tak cholernie urocza, kiedy o tym opowiada.

– Miałem czternaście lat, kiedy podejrzałem, jak Tommy pochyla się przy Debbie w pokoju rodzinnym w piwnicy. Nie miałem w ogóle pojęcia, co robią, aż zobaczyłem jego wyciągnięty język i wilgotną od śluzu twarz. Piszczała i ciągnęła go za włosy. Pomyślałem wtedy, że to najbardziej obrzydliwa rzecz, jaką w życiu widziałem.

Lauren parska śmiechem.

– O mój Boże! Wiedział, że ich widziałeś?

– Nie.

Mój brat, trzy lata starszy ode mnie, z pewnością by mnie zabił już tylko dlatego, że widziałem włosy łonowe i cycki jego ukochanej Debbie. Teraz są małżeństwem już od prawie dziesięciu lat i mieszkają w Kalifornii, a to oznacza, że cała odpowiedzialność za interesy mojego ojca, za naszą matkę i młodsze rodzeństwo spada na mnie, podczas gdy on pławi się w luksusie na Zachodnim Wybrzeżu. To dość bolesny temat, o którym staram się za dużo nie myśleć.

– No cóż. O wiele wcześniej niż ja odkryłeś te rzeczy.

Ponieważ ona nigdy nie rozmawia o swoim byłym mężu, który ją pobił, zanim wyjechał z miasteczka, gdzieś w nieznane, wykorzystuję tę okazję, żeby powęszyć trochę głębiej.

– Więc było dobrze, zanim popsuło się między wami?

– Eee, nie. Nigdy nie było dobrze. Myślę, że szczytowałam z nim najwyżej trzy razy. Zawsze był dupkiem, a sześć miesięcy po moim wielkim błędzie, jakim było poślubienie go, okazał się brutalnym dupkiem.

Na samą myśl o olbrzymim Waynie Petersonie, który podnosi rękę na drobną Lauren, ogarnia mnie furia.

– Mam nadzieję, że wiesz, że w tym miasteczku jest dużo facetów, którzy chętnie spędziliby pięć minut sam na sam z tym sukinsynem.

Pociąga łyk piwa i patrzy na mnie ciepło.

– Bardzo miło z twojej strony, że to mówisz.

– Ale taka jest prawda. Jeśli jeszcze kiedykolwiek mój wzrok napotka tego dupka, to pokażę mu, jakie to uczucie, gdy ktoś spuści ci lanie.

Naprawdę mógłbym to zrobić. Może i wykonuję na co dzień papierkową robotę, ale działam też jak szaleniec. To jeden ze sposobów, w jaki radzę sobie ze stresem związanym z prowadzeniem życia, jakiego nigdy nie chciałem.

– A tak w ogóle to jak to się stało, że zeszliśmy na ten temat? – pyta Lauren po długiej ciszy.

Cisza z Lauren nigdy nie jest krępująca. Żadne z nas nie czuje potrzeby wypełniania pustki bezsensowną gadką. Nasza przyjaźń jest jak dobrze naoliwiona maszyna, z wyjątkiem sypialni, w której to wszystko rozpadło się, gdy pewnego razu próbowaliśmy przejść z tlącego się flirtu i pożądania na wyższy poziom.

Jak pisze się k-a-t-a-s-t-r-o-f-a?

Aż do tej nocy sześć miesięcy temu nie miałem pojęcia, że porażka w łóżku jest w ogóle możliwa. Nie lubię się przechwalać, ale zawsze określano mnie „bogiem” w sprawach łóżkowych. Dopóki nie poszedłem do łóżka z Lauren, zawsze dostawałem najwyższe noty za swoje umiejętności. Ale nagle okazuje się, że możesz tak spieprzyć sprawę, że nie jesteś pewien, czy kiedykolwiek będziesz w stanie spojrzeć na kobietę, której pragnąłeś od lat, powtarzając sobie, że jesteście „tylko” przyjaciółmi po całej tej katastrofie.

– Nie mam pojęcia, skąd wziął się ten temat – odpowiadam, strząsając z siebie nieprzyjemne wspomnienia.

– Rozmawialiśmy o orgazmach – przypomina Lauren.

Słowo „orgazm” przywołuje na myśl ten fatalny raz, który boleśnie ostudził nasze tlące się wzajemne pragnienie. Tamtej nocy nie było żadnych orgazmów.

– To ty rozmawiasz o orgazmach. Ja jem skrzydełka.

Dzięki Bogu ocaliliśmy naszą przyjaźń, która tak wiele dla nas znaczy, nie wspominając o paczce naszych wspólnych znajomych.

Jej najlepsza przyjaciółka, Honey, zeszła się z moim przyjacielem, Blakiem, w zeszłym roku i bardzo chcieliby, żeby nam wyszło. Nie dojdzie do tego, ale nie ma nic złego w piwie i skrzydełkach w poniedziałki, na których zawsze się spotykamy. Mógłbym żyć tylko dla tych poniedziałków…

Lauren rozśmiesza mój komentarz o skrzydełkach. Uwielbiam dźwięk jej śmiechu. Jest w nim coś pierwotnego, seksownego i sprośnego. Uwielbiam w niej wszystko. Kocham kręcone blond włosy, które na innej kobiecie wyglądałyby jak nieuczesane, ale jej pasują idealnie. Uwielbiam jej duże piwne oczy i jej szczerość, która za każdym razem, gdy Lauren chce skłamać, wywołuje u niej płacz. Podoba mi się, że spędza na siłowni tyle czasu co ja, a jej bicepsy tylko to potwierdzają. Uwielbiam kolczyki, które ozdabiają jej lewe ucho i motyle wytatuowane na bliznach po wewnętrznej stronie nadgarstków, o których nigdy nie rozmawiamy.

Lauren kocha motyle. Zdobią cały jej dom i kwiaciarnię, której jest właścicielką. Są niczym jej znak markowy tak jak jasne kolory, które otaczają ją i miejsca, w których się znajduje. Dziś wieczorem ma na sobie marszczoną pomarańczową koszulkę i białe szorty. Nie to, żebym nie zwrócił uwagi na jej niesamowite nogi i tyłek…

Uwielbiam też sposób, w jaki patrzy na mnie. Robi to tak, jakbym był właśnie tym facetem, którego by wybrała, gdyby mogła wybierać spośród wszystkich mężczyzn na świecie. Gdybym szukał kobiety na zawsze, to Lauren byłaby na samym szczycie listy kandydatek. Ale ostatnią rzeczą, której chcę po latach niekończącej się odpowiedzialności, jest poważny związek lub cokolwiek innego, co zatrzymałoby mnie w Marfie. Lauren ma tu dom i prowadzi kwiaciarnię. Związanie się z nią w relacji poważniejszej niż przyjaźń zdecydowanie zmusiłoby mnie do pozostania w Marfie. I właśnie tu mam najwięcej wątpliwości, gdy chodzi o Lauren.

– Czasami myślę, że problem leży we mnie – mówi łagodnie. – Jakby coś ze mną było nie tak.

Te słowa oszałamiają mnie jeszcze bardziej, niż gdy mówiła o tym, że Wayne pieprzony Peterson był pierwszym facetem, z którym miała orgazm.

– Co masz na myśli?

Wygląda, jakby przegrała ważną bitwę. Chcę sięgnąć ponad stołem i ją pocieszyć, przytulając, ale najwyraźniej nie jestem w stanie ruszyć się z miejsca.

– Kiedy dziewczynie przydarza się kilka katastrofalnych epizodów w łóżku, to zaczyna myśleć, że to z nią jest coś nie tak.

– To niedorzeczne. To nie przez ciebie. Wybierasz po prostu złych facetów.

Patrzy na mnie sceptycznym wzrokiem.

– Łącznie z tobą?

Wbija mnie w krzesło pierwsze między nami wspomnienie tej okropnej nocy, w której wszystko, co mogło pójść źle, poszło źle.

– Tamta noc się nie liczy i to była bardziej moja wina.

Na mój komentarz odpowiada wymijająco machnięciem ręki.

– Mówisz tak, bo jesteś dobrym przyjacielem i chcesz, żebym czuła się lepiej.

– Nie dlatego to powiedziałem. I to była moja wina.

– Dlaczego tak myślisz? – pyta, wyglądając na uroczo zmieszaną.

Bardzo dużo o tym myślałem przez miesiące, które nastąpiły po tej nocy i doszedłem do pewnych wniosków.

– Przede wszystkim byłem przerażony, że możemy zrujnować naszą przyjaźń, i to namieszało mi w głowie. Po drugie, źle się do tego zabraliśmy.

– Można się do tego źle zabrać? – pyta, unosząc brwi zdziwiona.

– Jasne, że tak. Nie było gry wstępnej. Ja się pospieszyłem. Byliśmy nadzy w pięć minut po naszym pierwszym pocałunku. To nie jest sposób, w jaki powinni robić to ludzie, którzy mają za sobą tyle wspólnej historii co my.

Prawda jest taka, że od tak dawna chciałem ją nagą leżącą w moim łóżku, że gdy nadarzyła się okazja, to zachowałem się jak nastolatek pod wpływem hormonów, a nie jak doświadczony mężczyzna, którym jestem. Żałuję tego bardzo już od tamtej chwili, a nawet bardziej, gdy wiem, że Lauren wini za to siebie.

– To nie powinno zdarzyć się w ten sposób. Zasługujesz na o wiele więcej, niż ja ci dałem. Myślę, że jesteś…

– Jaka? – pyta jeszcze raz tym słodkim, seksownym głosem. – Jaka jestem?

– Jesteś wszystkim – szepczę z chrypką.

– Oprócz bycia dopasowaną do ciebie w łóżku – przypomina mi z tą szczerością, której zawsze mogę od niej oczekiwać. Rozmawiamy o wszystkim. Patrz punkt pierwszy – orgazmy.

Odchrząkuję i postanawiam zagłębić się w to, co męczy mnie od tych sześciu długich, koszmarnych miesięcy, odkąd ta fatalna noc z Lauren zaważyła na moich seksualnych osiągnięciach.

– Naprawdę uważam, że powinniśmy spróbować jeszcze raz.

Właściwie to nie myślałem o tym, dopóki nie usłyszałem, że Lauren myśli, że to w niej tkwi problem. Pod żadnym pozorem nie mogę pozwolić, żeby tak myślała, tym bardziej że to nieprawda. Zanim zakończę wszystkie sprawy i opuszczę to zapomniane przez Boga miasteczko, muszę udowodnić jej, że jest inaczej, nawet jeśli to ostatnia rzecz, jaką miałbym zrobić.

Zanim skończę zdanie, ona już potrząsa przecząco głową.

– Nie zniosę ponownie takiego upokorzenia.

– Uważam, że doświadczyliśmy takiego samego upokorzenia, no i ostatecznie to sprawa tylko między nami, Lauren.

– A może jesteśmy lepsi jako przyjaciele?

– Nie mogę tego zaakceptować po jednej nieudanej próbie.

– Garrett… – Błagający ton jej głosu sprawia, że czuję się jak dupek, który zmusza ją do mówienia o tym. – Mieliśmy duże szczęście, że udało nam się z tego otrząsnąć i pozbierać. – Pokazuje na talerz ze skrzydełkami i butelki z piwem na stole.

Zapominając o tym, gdzie jesteśmy, i że prawdopodobnie przygląda nam się połowa miasteczka, sięgam przez stół po jej dłoń. Muszę jej dotknąć. Przez większość mojego życia była w nim najjaśniejszym światłem. Dlaczego? Nie potrafię powiedzieć dokładnie. Poza jedną nocą, w której próbowaliśmy sięgnąć po więcej, zawsze byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Wiem tylko, że nie mogę zostawić jej z takimi myślami, zwłaszcza że też przyczyniłem się do klęski.

– Daj mi jeden tydzień na udowodnienie, że to nie w tobie tkwi problem. Proszę tylko o to.

– Ale co, jeśli naprawdę lepsi z nas przyjaciele niż…

– Kochankowie?

Wzdryga się i marszczy malutki nosek.

– To takie okropne słowo.

– To jakbyś to nazwała? – pytam ze śmiechem.

– Przyjaciele, którzy się pieprzą?

– Pasuje mi. Chcę jeszcze jednej szansy, Lauren. Pozwól mi pokazać sobie, do czego może dojść, gdy będziemy smakować chwilę, a nie łakomie ją pochłaniać.

Lauren bierze głęboki drżący oddech i oblewa się czerwonym rumieńcem, na który mój kutas się budzi.

– Jak miałby wyglądać ten tak zwany tydzień, podczas którego będziesz udowadniał, że to nie ze mną jest coś nie tak? – Czy jej głos jest bardziej zachrypnięty niż zazwyczaj, czy to tylko moje marzenie?

Myślałem o tym, co poszło źle tamtej nocy z każdej możliwej perspektywy i zdałem sobie sprawę, że tym, czego wtedy zabrakło, jest dłuższe, powolne uwodzenie. I to właśnie zrobimy teraz, jeśli Lauren da mi szansę.

– Będziesz musiała zaufać mi nawet w najdrobniejszych rzeczach. Nie chcę, żebyś o cokolwiek się martwiła. Zostaw to mnie.

– Pod jednym warunkiem.

– Mów.

– Bez względu na to, co się stanie, obiecaj, że nadal będziemy przyjaciółmi. – Ponownie wskazuje na skrzydełka i piwo, które służą za metaforę naszej przyjaźni.

– Masz moje słowo. A ja twoje? – Chcę, żeby wiedziała, że ta przyjaźń jest dla mnie równie ważna jak dla niej. – Bez względu na to, co się stanie, nadal jesteśmy przyjaciółmi?

– Oczywiście.

– Czy to znaczy „tak”?

Przytakuje.

– Jestem skłonna spróbować znowu, jeśli jesteś pewien, że to nie będzie kolejna katastrofa.

Nie jestem pewien niczego oprócz tego, że chcę kolejnej szansy.

– Jutro wieczorem. Przyjadę po ciebie o siódmej. Chcę, żebyś założyła najbardziej seksowną sukienkę, jaką masz i nic pod nią. Och, i szpilki. Mają być superwysokie. Zrobisz to?

Otwiera szeroko buzię ze zdziwienia. Nie mogę się doczekać, aż te pełne usta obejmą mojego kutasa. Nie doszliśmy do tego za pierwszym razem, ale na pewno zrobimy to teraz.

– Lauren?

– Uhm, tak, okej.

Wołam o rachunek, rzucam na stół pięćdziesiąt dolarów i podnoszę się do wyjścia. Opuszczamy bar osobno, ale następnym razem przyjdziemy tu jako para. Prawie wybucham śmiechem na tę grę słowną. Pochylam się i całuję ją w rumiany policzek.

– Do jutra.

Gdy ją zostawiam, zastanawiam się, jak długo siedziała tak z szeroko otwartymi ustami, słuchając moich śmiałych poleceń. Nie mogę się doczekać jutrzejszej nocy.

Muszę się do czegoś przyznać. Cholernie nienawidzę Marfy. Z pewnością przyjemnie się tu dorastało, ale nigdy nie planowałem utknąć pośrodku zadupia w zachodnim Teksasie w dorosłym życiu. Mamy trzy godziny drogi do El Paso na zachodzie, pięć godzin do San Antonio, sześć do Austin i osiem do Houston na wschodzie, a siedem i pół do Dallas na północy. W skrócie, Marfa jest niczym innym jak szeroką pustynią.

Studiowałem w Teksasie, osiem godzin drogi od Marfy pomiędzy Austin a Houston i spędziłem wiele szalonych weekendów w obu tych miastach. Pod koniec mojego ostatniego roku czekały na mnie oferty pracy w kilku większych miastach, gdy nagle stało się coś, czego nikt nie mógłby podejrzewać. Mój ojciec zmarł nagle w pracy.

Był tak bardzo dumny z tego, że poszedłem w jego ślady i zostałem księgowym. Chwalił się moją wysoką średnią swoim kolegom. Codziennie konsultowaliśmy się w sprawie ofert pracy, które dostawałem i zawężaliśmy je do firm naftowych oraz korporacji Fortune 500 z siedzibami na całym świecie. Plan był taki, żeby zacząć „w pobliżu”, to znaczy gdzieś w Teksasie, a potem przenieść się do jakiegoś wspaniałego miejsca. Tata zawsze kierował mnie w stronę korporacji, które wolał od lukratywnego przemysłu paliwowego.

Aż pewnej nocy nie wrócił do domu i mama poszła go szukać. Znalazła go pochylonego nad biurkiem. Jego ciało było już zimne i sztywne. Sekcja wykazała, że nie żył już od trzech godzin.

I tak szybko moje plany uległy zmianie, a wszystkie moje decyzje zostały mi odebrane razem z ojcem, którego podziwiałem. Zrobiłem to, czego ode mnie oczekiwano – i rozpaczliwie potrzebowano – wróciłem do domu, żeby prowadzić firmę ojca. Tę samą, która utrzymywała moją mamę i trójkę młodszego rodzeństwa, które za kilka lat wybierało się na studia.

To właśnie jeden z wielu powodów, dla którego czuję żal do mojego brata, który z radością zrzucił całą odpowiedzialność za rodzinę na starego poczciwego Garretta, żeby razem ze swoją żoną wspaniale bawić się w Kalifornii. Albo przynajmniej takie mam wrażenie, oglądając zdjęcia, które nieustannie publikuje na Facebooku. Każde z tych zdjęć sprawiało, że miałem ochotę rozerwać mu twarz przez pierwsze lata po śmierci naszego ojca. Potem zdecydowałem się odpuścić zgorzknienie, które zżerało mnie od środka. Tonny nie był winny śmierci naszego ojca ani temu, że miałem najlepsze kwalifikacje do przejęcia rodzinnego biznesu. Przynajmniej tak sobie mówię, więc nie zamorduję go podczas jednej z jego nielicznych wizyt.

Sześć lat później zrobiłem zaocznie magisterskie studia menedżerskie i potroiłem dochody niewielkiej firmy mojego ojca. Jestem głównym księgowym większości firm w naszym miasteczku. Odkąd zmarł mój ojciec, mam cały czas ten sam plan – pomóc moim młodszym siostrom podczas studiów, zapewnić mamie pieniądze na emeryturze, sprzedać firmę jakiemuś przedsiębiorstwu i w końcu zrealizować plany, które zostały odłożone na sześć długich lat.

W poprzednim roku razem z siedmiorgiem pracowników uzyskaliśmy milion dolarów czystego dochodu. Takie pieniądze zapewnią czesne dla moich sióstr i pozwolą mamie na królewską emeryturę. W tym tygodniu dostałem telefon od rekrutera, z którym pracuję od roku, żeby badać możliwości, jakie czekają na mnie teraz, gdy wypełniłem obowiązki względem rodziny. Rekturer umówił mnie na rozmowę w ogromnej firmie w Austin na ten weekend i powiedział, że bardzo mnie tam chcą. Z całą pewnością to wspaniałe uczucie, gdy ktoś zabiega o ciebie.

Opuściłbym Marfę na zawsze, gdyby nie jeden mały, dręczący szczegół – Lauren Davies, która także prowadzi firmę w Marfie i nie korzysta z usług Garrett McKinley, CPA.

Mam pewne teorie dlaczego, teorie, które potwierdziły się tej feralnej nocy w jej łóżku. Lauren przyznaje, że chemia, która zawsze była między nami, powstrzymała ją od zatrudnienia mnie do prowadzenia jej księgowości. Okazuje się, że intuicja jej nie myliła, bo za pierwszym razem, gdy zdecydowaliśmy się wykonać to doświadczenie chemiczne, jeśli można tak powiedzieć, doprowadziliśmy do katastrofy olbrzymich rozmiarów. Wzdrygam się na myśl o moim pierwszym w życiu niepowodzeniu seksualnym.

Uff. Nie mogę znieść tego wspomnienia. Z wyjątkiem… Jeden promieniejący obraz wyróżnia się na tle tego wszystkiego, co wolałbym zapomnieć – spektakularne, nagie cało Lauren, którego widok jest tak głęboko osadzony w moich myślach, że nigdy go nie zapomnę.

Siedzę w swoim gabinecie w olbrzymim budynku, do którego przeniosłem firmę trzy lata po śmierci ojca, a wizje nagiej Lauren tańczą niczym kolorowe landrynki w moim oszołomionym umyśle, szczególnie po rozmowie o orgazmach ostatniej nocy. Na myśl o tym, że doprowadzę ją do orgazmu, sztywnieję w gabinecie, w środku pracy.

Gdybym miał matematycznie oszacować cechy Lauren, to równanie wyglądałoby tak:

1. Gładka, delikatnie opalona skóra.

2. Duże, pełne piersi z lekko brązowymi sutkami idealnymi do ssania.

3. Płaski, mocny brzuch.

4. Długie, seksowne nogi.

5. Gładka cipka (albo tak jak lubię o niej myśleć – lukier na pysznym kawałku ciasta)

6. Idealny tyłek, który mam ochotę chwycić i robić sprośne rzeczy.

7. Urocze piwne oczy.

8. Kręcone blond włosy, za które mam ochotę ją ciągnąć, gdy będę ją pieprzył od tyłu.

9. Usta stworzone do grzechu. Mam już w głowie kilka konkretnych grzechów, jeśli chodzi o jej soczyste wargi.

Oblizuję usta, spisując każdy spektakularny szczegół jej zdumiewającego ciała. Oczywiście zawsze wiedziałem, że jest cholernie gorąca. Widziałem ją we wszystkim, począwszy od bikini, przez suknię balową, a skończywszy na najkrótszej ze spódniczek i najwyższych szpilkach. Ale widok jej nagiego ciała był jak objawienie. Dosłownie i w przenośni. Nigdy nie mam pewności co do odpowiedniego użycia tych dwóch słów, więc pozwólcie, że podsumuję: Lauren Davies jest niezłą laską – dosłownie i w przenośni.

Dziś wieczorem udowodnię jej, że jej seksualnie niepowodzenia z mężczyznami nie mają z nią nic wspólnego, a wszystko to jest ich winą. Gdy już przekonam ją do tego, wyjeżdżam stąd.

Rozdział 2

Garrett

W tym momencie możecie się zastanawiać, jak wygląda życie seksualne faceta, który nie chce zapuszczać korzeni w małym miasteczku, w którym utknął, wykluczając oczywiście katastrofalny epizod z przyjaciółką. Słowo klucz: turystki. Przyjeżdżają z całego świata, żeby zobaczyć słynne światła Marfy i instalacje artystyczne i dać się pochłonąć artystycznym wibracjom w naszym pustynnym miasteczku. Można łatwo je znaleźć w barach i restauracjach i nie muszą się zbyt wysilać, żeby nakłonić mnie do pójścia z nimi do pokoju hotelowego na niezobowiązujący seks.

Odkąd wróciłem do domu po studiach, cały czas „udoskonalałem swoje rzemiosło”, jeśli można tak powiedzieć. Całe piękno takiej schadzki tkwi w tym, że nie znają nikogo z moich znajomych, a więc nie rozmawiają o tym i nie szerzą plotek, które mogłyby dotrzeć do osób mogących poczuć wstręt na wieść o moich „turystycznych” zainteresowaniach. Żegnają się ze mną z uśmiechem na twarzy i miłymi wspomnieniami z krótkiej wizyty w Marfie. Nie podaję im swojego nazwiska ani numeru telefonu. Nie ma więc szansy, żebyśmy spotkali się ponownie. Może wydawać się to płytkie, ale pozwalało mi pozostać przy zdrowych zmysłach, podczas gdy tyle z mojego życia wymyka się mojej kontroli.

W miasteczku uważa się mnie za pewnego rodzaju zakonnika, który skupiony jest wyłącznie na prowadzeniu swojego lukratywnego interesu, pomagając jednocześnie mamie i odgrywając rolę ojca zastępczego dla swoich trzech młodszych sióstr. Podoba mi się taka reputacja. Cieszę się, że moi przyjaciele myślą, że obchodzę się bez seksu. Sam śmieję się na tę myśl. Pasuje mi to, że nikt nie wie o turystkach, dzięki którym naprawdę nie stałem się mnichem w oczekiwaniu i nadziei na coś lepszego niż moje życie w Marfie.

Lauren razem z naszą zżytą paczką przyjaciół jest jasnym punktem w moim życiu od czasu mojego powrotu do miasteczka. Mija już parę lat od nocnej kłótni Lauren z Wayne’em, która przerodziła się w coś ostrzejszego. Nigdy nie zapomnę, jak Honey zadzwoniła do mnie z wiadomością, że Lauren jest w szpitalu, pobita dotkliwie przez męża. Chciałem zabić Wayne’a własnymi rękoma, ale ponieważ tyle osób jest zależnych ode mnie, powstrzymałem to pragnienie i skupiłem całą swoją uwagę na Lauren. Spędzałem z nią codziennie cztery godziny przez cały tydzień jej pobytu w szpitalu, a gdy ją wypisali, spędziłem czternaście nocy na jej sofie, żeby nie była sama.

Jej najbliższe przyjaciółki, Honey, Julie i Scarlett, oferowały, że z nią zostaną, ale Lauren chciała mnie. Prawdopodobnie dlatego, że wiedziała, że jeśli zjawi się Wayne, to zatłukę go gołymi rękoma. Nadal liczę na to, że będę miał kiedyś okazję udzielić mu lekcji na temat tego, co dzieje się z facetami, którzy traktują kobiety tak, jak on potraktował Lauren.

Od tamtego wypadku zrobiła się bardzo krucha, co zrozumiałe. To z tego powodu nigdy nie naciskałem na coś więcej niż bliska przyjaźń, która zawsze była między nami. Wyczekiwałem właściwego momentu, pieprzyłem turystki, spotykałem się z przyjaciółmi, chodziłem na siłownię przez siedem dni w tygodniu, skupiłem się na rozwoju mojej firmy i dbaniu o rodzinę – zawsze mając obrany za ostateczny cel wyjazd stąd, gdy tylko moja najmłodsza siostra skończy liceum. A to stanie się za trzy tygodnie. Odliczam już dni. Rozmawiałem nawet z agentem nieruchomości o wystawieniu mojego domu na sprzedaż w dniu, gdy moja siostra, Sierra, skończy szkołę. Moja „malutka” siostrzyczka planuje dołączyć jesienią do naszej drugiej siostry, Loli, na uniwersytecie w Austin. Opłaciłem czesne im obu, a do tego będą dostawały ode mnie co miesiąc kieszonkowe na swoje ulubione rzeczy, takie jak błyszczyki, lakiery do paznokci czy szpilki.

A więc tak w skrócie wygląda moje życie – praca, rodzina, siłownia, turystki i przyjaciele. Nic nazbyt ekscytującego ani odbiegającego od rutyny aż do sytuacji sprzed sześciu miesięcy, kiedy zwykłe wyjście na piwo i skrzydełka z Lauren przybrało zupełnie nieoczekiwany obrót. Głównie dlatego, że miała na sobie koronkową żółtą sukienkę w kwiaty, która odkrywała jej bujny dekolt. Z jakiegoś też powodu jej kręcone włosy ułożyły się jak nigdy i zrobiła makijaż, który przemieniał jej oczy nie do poznania.

Ale nie tylko jej wygląd był inny tamtej nocy. Flirtowała ze mną, a w jej spojrzeniu było coś o wiele bardziej skomplikowanego niż przyjaźń. Dotykała mnie za każdym razem, gdy miała okazję. To zachowanie przywiodło mi na myśl stare czasy, zanim straciła rozum i wyszła za pieprzonego Wayne’a Petersona. A tak przy okazji to obwiniam się o to, że pozwoliłem, żeby to małżeństwo doszło do skutku, ale o tym opowiem wam później.

W każdym razie z chwilą, gdy weszła do baru, w którym zazwyczaj się spotykamy, wiedziałem, że dzisiejszej nocy ma ochotę trochę zaszaleć i dlatego ją rozpieszczałem. Pozwoliłem jej wypić trochę więcej niż zazwyczaj z myślą, że odwiozę ją do domu. Graliśmy w bilard, tańczyliśmy i generalnie mieliśmy ostrą jazdę.

Z obecnej perspektywy widzę, że czułem wtedy tak cholerną ulgę na widok iskierki w jej oczach, że uległem czarowi, jaki roztaczała wokół nas. Pomyślałem, że nareszcie… W końcu dostaniemy naszą szansę. Jak na faceta, który szczyci się tym, że rozumie kobiety, to, o Boże, czy zrozumiałem ją źle tamtego wieczoru?