Sergey Brin i Larry Page o sobie. Chłopcy od Google'a - George Beahm - ebook
Opis

Pobudzające do myślenia, inspirujące i zawierające cenne wskazówki wypowiedzi założycieli internetowego giganta Google zostały wreszcie zebrane w jednej książce! Larry Page i Serge Brin dzielą się z czytelnikami swoim doświadczeniem i spostrzeżeniami na temat interesów, zarządzania, przedsiębiorczości, technologii, innowacji i życia. Znakomita pozycja dla wszystkich, którzy pragną nadać swojej karierze zawodowej nowy, satysfakcjonujący kierunek.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 76

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


George Beahm

Chłopcy od Google’a

Sergey Brin i Larry Page o sobie

Przełożył Jacek Konieczny

Tytuł oryginału: Google Boys. Larry Page and Sergey Brin in their own words

Copyright ©2013 by George Beahm

Through arrangement with the Mendel Media Group LLC of New York

Copyright © for the Polish translation by Jacek Konieczny

Copyright © for the Polish edition by Grupa Wydawnicza Foksal, MMXV

Wydanie I

Warszawa

Dla Sary i Davida

Wstęp

Google porządkuje całą wiedzę ludzkości

Największy kryzys, z którym będziemy musieli się zmierzyć (…), to organizacja i dostępność ludzkiej wiedzy. Dysponujemy olbrzymią „biblioteką”, ale nie jest ona nawet ułożona alfabetycznie. „Fiszki” tego katalogu leżą rozsypane na podłodze, co więcej, nigdy nie były uporządkowane. Nawet jeśli poszukiwane przez nas odpowiedzi kryją się gdzieś w tej stercie, nie starczyłoby nam życia na zlokalizowanie dwóch informacji, zestawienie ich ze sobą i wydedukowanie z nich trzeciej, tak pilnie przez nas poszukiwanej.

Nazwijmy to zjawisko kryzysem Bibliotekarza.

Potrzebny nam jest „specjalista”, który nie byłby specjalistą, ale kimś, kto syntetyzuje. Potrzebna nam jest nowa nauka, która byłaby perfekcyjną sekretarką dla wszystkich innych nauk.

Mało prawdopodobne, aby którekolwiek z tych życzeń spełniło się w najbliższym czasie; zanim to nastąpi, mamy do pokonania masę przeszkód.

– ROBERT A. HEINLEIN, WHERE TO?, W:EXPANDED UNIVERSE: THE NEW WORLDS OF ROBERT A. HEINLEIN, 1950

¶ Piętnaście lat temu firma o dziwnej nazwie „Google” wystartowała z ofertą publiczną. Akcje wyceniono na 85 dolarów. W tamtych czasach nikt nie potrafił jeszcze zarabiać na wyszukiwaniu informacji. Nie sprawdzały się ówczesne modele wzorowane na gazetowych reklamach. Dziś akcje Google’a są wyceniane na 876 dolarów1, a jego głównym źródłem dochodu jest internetowa wyszukiwarka, której użytkownicy zadają sto miliardów zapytań w miesiącu. Dochody, generowane głównie za pomocą usługi reklamowej o nazwie AdWords, wyniosły w 2012 roku rekordowe pięćdziesiąt miliardów dolarów. Jak ujął to dziennik „USA Today”, wyszukiwarka Google’a, posiadająca „80 procent udziałów w rynku”, jest „wszechobecna w życiu milionów Amerykanów”.

Google ma dobre widoki na przyszłość, a jako firma dysponuje wystarczającą ilością gotówki, aby inwestować w długofalowe, spekulacyjne projekty, które współzałożyciel firmy – Larry Page – nazywa „lotami na Księżyc”. Należą do nich między innymi Google Glass (przenośny komputer mający postać okularów), automatyczne samochody i Calico, projekt badawczy szukający sposobów przedłużenia życia ludzkiego.

Ogłoszono nawet start niezwykle ambitnego projektu Vigle, który miał doprowadzić do utworzenia kolonii na Marsie (potencjalnych uczestników proszono o przesłanie trzydziestosekundowego filmu z uzasadnieniem, dlaczego to właśnie oni powinni zostać wybrani na członków załogi). Utworzono strony internetowe, na których niezwykle drobiazgowo opisano wszystkie aspekty projektu: od selekcji uczestników do wyglądu samej kolonii na Marsie. Zanim okazało się, że nie był to rzeczywisty projekt, ale wyrafinowane oszustwo, jeden z autorów piszących o Google’u dał się nabrać. Założyciele Google’a, Larry Page i Sergey Brin, uwielbiają tego rodzaju dowcipy i urządzają je co roku 1 kwietnia. Przypominają w tym zamiłowaniu inną znaną postać ze świata komputerowego. Stephen „Woz” Wozniak, współzałożyciel Apple’a, stworzył kiedyś niewielkie urządzenie elektroniczne, które zakłócało sygnał telewizyjny. Ofiary wyginały się, próbując ustawić antenę w odpowiedniej pozycji, tymczasem „Woz” za pomocą swojego instrumentu kręcił nimi tak, że w końcu przypominali precle.

Niezależnie od wspólnego upodobania do figli, dominującej pozycji wyszukiwarki Google i miliardów dolarów zysków u początków firmy nie stało typowe dla założycieli dotcomów marzenie o tym, aby stworzyć produkt, zdobyć fundusze od inwestorów, doprowadzić do oferty publicznej i przejść młodo na emeryturę. Twórcy Google’a zaczynali od znacznie skromniejszych planów: podjęli próbę stworzenia lepszych algorytmów na potrzeby swojej przeglądarki o nazwie BackRub, która dopiero później przekształciła się w Google’a. W tamtym czasie byli parą wygłodniałych studentów Uniwersytetu Stanforda – wygłodniałych nie sukcesu finansowego, ale informacji.

Od tego czasu minęło piętnaście lat, a Page i Brin zdobyli pozycję niezwykle szanowanych postaci w branży informatycznej. Nie siedzą godzinami pochyleni nad klawiaturą, wklepując kolejne linijki kodu komputerowego; robią to za nich utalentowani, inteligentni pracownicy. Page i Brin kierują obecnie wielomiliardowym przedsiębiorstwem, które zajmuje dominującą pozycję w branży zaawansowanych technologii. Google bez wątpienia zostanie z nami na długo.

Co więcej, Page i Brin – w odróżnieniu od ikon tej branży: Steve’a Jobsa i Billa Gatesa – do minimum ograniczyli kontakty z mediami. Nie z powodu nieśmiałości; public relations i marketing uważają po prostu za czynnik wspomagający działalność ich przedsiębiorstwa, a zatem za sprawę drugorzędnej wagi. Już w pierwszych latach istnienia firmy poinformowali dział PR, że na wywiady, występy w mediach i konferencje prasowe zamierzają przeznaczać osiem godzin rocznie. Dlatego też, kiedy Larry Page i Sergey Brin znajdują czas, aby coś powiedzieć, ludzie słuchają. Uważnie.

Książka ta zawiera autorski wybór wypowiedzi z wywiadów, z „listów założycieli” publikowanych co roku w internecie oraz wpisów na blogach, wystąpień publicznych i komunikatów prasowych. Wyłania się z nich „słowny portret” obu mężczyzn. Kto wie, czy biznesowy model, według którego stworzyli Google’a, nie będzie wzorcem dla firm w przyszłości.

Książka jest przeznaczona dla osób związanych z przedsiębiorczością na wszystkich jej poziomach. Wypowiedzi założycieli Google’a wydają się intrygujące, inspirujące, prowokacyjne i wizjonerskie. Zawarte w nich idee można wykorzystać jako narzędzia do ponownego przemyślenia własnego biznesu, inspirację dla nowych pomysłów albo okazję do wejścia na niezbadane wcześniej ścieżki myślenia.

A gdybyście potrzebowali jakichś dodatkowych informacji, zawsze możecie je sobie wygooglować.

Tak się składa, że coraz więcej bibliotekarzy uwielbia Google’a. Wykonują znakomitą robotę, pomagając ludziom nie tylko w korzystaniu z katalogów książek, ale też w wyszukiwaniu odpowiedzi w internecie. Znajdowanie informacji wciąż wymaga odpowiednich umiejętności. Różnica polega na tym, że obecnie można zrobić znacznie więcej. Google jest narzędziem w równym stopniu dla bibliotekarzy co dla wszystkich innych, którzy chcą z niego skorzystać.

– SERGEY BRIN, „Playboy”, wrzesień 2004

Cytaty

Hamburger za 331 450 dolarów2

¶ W sumie możliwe są trzy scenariusze. Pierwszy: wszyscy zostaniemy wegetarianami. Nie sądzę, aby to było wykonalne. Drugi: będziemy ignorować problemy, co doprowadzi do dalszych zniszczeń środowiska. Trzeci: zrobimy coś już teraz.

Na razie wiemy, że jest to teoretycznie możliwe; wierzę, że na kolejnych etapach będziemy dokonywać skokowych postępów.

Niektórzy uważają, że jest to pomysł rodem z science fiction – coś nierealnego, dziwacznego. Według mnie to akurat dobry znak. Jeżeli przynajmniej niektórzy nie uważają waszych poczynań za science fiction, prawdopodobnie jesteście niewystarczająco innowacyjni.

– Sergey Brin, Cultured Beef

•••

70/20/10

¶ Nie bez powodu mówimy o modelu 70/20/10, ponieważ 70 procent naszych zasobów wydajemy na podstawową działalność, a 10 procent na inne, niezwiązane z nią projekty, na przykład energetyczne. [Pozostałe 20 procent zasila projekty częściowo powiązane z główną działalnością]. Ustalenie tego progu nawet na poziomie 10 procent wymaga sporego wysiłku. Niektórzy uważają, że marnujemy pieniądze czy coś w tym guście. Tyle że właśnie z tych projektów pochodzą wszystkie nasze nowości.

– Larry Page, CNNMoney, 1 maja 2008

•••

Środowisko akademickie jako inkubator

¶ Interesuje mnie kilka zagadnień o wysoce spekulacyjnym charakterze, a Stanford to znakomite miejsce, aby nad nimi pracować. […] Przedsiębiorstwo raczej nie będzie odpowiednim miejscem dla projektów, które mogą się w ogóle nie powieść.

– Larry Page, Academy of Achievement, 28 października 2000

•••

„Nadzór dorosłych”3

¶ Wyrośliśmy z okresu młodzieńczego buntu. Bo wiecie, kiedy mieliśmy kilkanaście, dwadzieścia kilka lat, nie chcieliśmy mieć nad głową rodziców. Teraz zbliżamy się do trzydziestki, a nasza wyszukiwarka naprawdę przysłuża się światu. Codziennie obsługujemy ponad sto milionów wyszukań. To coś naprawdę ważnego dla ludzi. Jesteśmy sporym przedsiębiorstwem – zatrudniamy dwieście osób. To duża odpowiedzialność, więc jeśli ktoś może nam pomóc swoim doświadczeniem, to super.

– Sergey Brin, Charlie Rose, PBS, lipiec 2011

•••

Reklamy (w 1999)

¶ Obecnie