Wydawca: Instytut Wydawniczy Erica Kategoria: Nauka i nowe technologie Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 339 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Serce nie do pary - Waldemar Smaszcz

Ksiądz Jan Twardowski sam siebie nazywał „starszym panem z odrąbaną młodością”. Przez długie lata pozostawał poetą bez biografii. Zarówno do czytelników, jak i krytyków docierały wyłącznie wiersze, co sprzyjało skupieniu się na ich poetyckim wymiarze. Zważywszy jednak, że liryka z reguły ma charakter autobiograficzny, brak informacji tej natury sprzyjał różnorodnym domysłom.

Waldema Smaszcz przez blisko dwadzieścia trzy lata pozostawał w bliskich relacjach z księdzem-poetą. Po latach odwiedził wszystkie miejsca związane z ks. Twardowskim, zwłaszcza z jego dzieciństwa, młodości i lat wojny. To, jak i ich osobiste rozmowy, pomogło naszkicować pełen obraz życia i twórczości ulubionego księdza-poety.

Serce nie do pary jest pierwszą książką poświęconą ks. Twardowskiemu i jego wierszom opartą zarówno na bliskich z nim spotkaniach, jak i wnikliwym odczytaniu jego twórczości.

Waldemar Smaszcz – historyk literatury, krytyk, eseista. Ukończył polonistykę na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, gdzie studiował pod kierunkiem prof. K. Górskiego i prof. A. Hutnikiewicza. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi. Jan Paweł II przyznał mu za twórczość literacką Insygnia Najczcigodniejszego Krzyża Pro Ecclesia et Pontifice. Z ks. Janem Twardowskim łączyła go ponad dwudziestoletnia najpierw znajomość, a potem przyjaźń.   

Opinie o ebooku Serce nie do pary - Waldemar Smaszcz

Fragment ebooka Serce nie do pary - Waldemar Smaszcz

Redakcja: ROBERT WIKTOROWICZ
Korekta: AGNIESZKA PIETRZAK, DOROTA RING
Projekt okładki, opracowanie typograficzne oraz skład: TOMASZ KĘDZIERSKI + ALEKSANDRA NAŁĘCZ-JAWECKA – to/studio
Zdjęcie na okładce: Copyright © PAP / Andrzej Rybczyński
Copyright © by Waldemar Smaszcz, 2013 Copyright © by Instytut Wydawniczy ERICA, 2013
ISBN: 978-83-64185-21-2
Instytut Wydawniczy ERICA e-mail: wydawnictwoerica@wp.plwww.wydawnictwoerica.pl Oficjalny sklep www.tetraerica.pl
Konwersja: eLitera s.c.

IX

...wszystko darowane

*****

W przełomowym roku, 1989, w Wydawnictwie Archidiecezji Warszawskiej ukazał się zbiór Sumienie ruszyło, w następnym roku wznowiony w poszerzonej wersji. To była ze wszech miar wyjątkowa książka poetycka ks. Twardowskiego, gdyż zawierała kilka utworów – jak na tego autora – nad wyraz aktualnych, nawiązujących do dokonującego się w Polsce przełomu.

Nie one wprawdzie nadawały ton całości, ale już sama ich obecność świadczyła, jak bardzo poruszył poetę rozpad systemu totalitarnego. Nawet jednak w takich wierszach – co ujawnia choćby utwór tytułowy – potrafił autor zachować odrębność. Jeszcze bardziej widać to w niezwykle poruszającym liryku maryjnym Bez kaplicy, przywołującym bodaj najbardziej nacechowane słowo naszej dwudziestowiecznej martyrologii – Katyń. Dzięki odwołaniu do Matki Boskiej poeta ukazał najgłębszy wymiar tragedii, nie epatując przy tym wstrząsającymi obrazami czy nadużywanymi w podobnych okolicznościach epitetami:

Jest taka Matka Boska

co nie ma kaplicy

na jednym miejscu pozostać nie umie

przeszła przez Katyń

chodzi po rozpaczy

spotyka niewierzących

nie płacze

rozumie

– Bez kaplicy

Wszystkie wizerunki Matki Boskiej mają swoje sanktuaria, od których biorą nazwę. Autor zaś pisze o takim, „co nie ma kaplicy”. I nie jest to efektowny koncept mający na celu zaskoczenie czytelników. Ks. Twardowski – jak podkreślałem – był poetą na wskroś ewangelicznym. A Dobra Nowina mówi nie tyle o Maryi czczonej przez wyznawców Chrystusa, ile ukazuje Ją jako aktywną uczestniczkę Bożych zamysłów – przede wszystkim pątniczkę właśnie. Od razu po Zwiastowaniu „Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta” (Ł 1, 39), by odwiedzić swoją krewną Elżbietę i „pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu” (Ł 1, 56). Swego Boskiego Syna urodziła w drodze, kiedy udała się do Betlejem z powodu spisu ludności. Potem musiała uciekać przed Herodem aż do Egiptu. Pielgrzymowała z dwunastoletnim Jezusem do świątyni w Jerozolimie. Stąd zdanie: „na jednym miejscu pozostać nie umie” brzmi jak najbardziej prawdziwie. Przemierzając różne drogi swojego ludu, którego Matką została pod krzyżem, „przeszła przez Katyń”. I nawet Ją, Matkę Ukrzyżowanego, poraziła ta straszliwa zbrodnia, o czym świadczy wstrząsająca puenta.

*****

Po roku 1989, kiedy o wszystkim zaczął decydować rynek wydawniczy, ks. Jan Twardowski okazał się jednym z nielicznych polskich autorów, którzy nie musieli szukać wydawcy. Na początku lat dziewięćdziesiątych nawiązał współpracę z powstałym wówczas białostockim wydawnictwem Łuk, które w grudniu 1992 roku wydało obszerny, pięknie opracowany graficznie tom Wiersze, obejmujący utwory z lat 1944–1992. Była to najpełniejsza wówczas prezentacja dorobku księdza-poety. Edycja uzyskała nagrodę Warszawskiego Klubu Księgarzy jako „Książka Stycznia 1993”. Sześciokrotnie wznawiana i uzupełniana o nowe utwory, była dostępna niemal przez całe dziesięciolecie.

Autor, zapraszany przez wiele ośrodków, odwiedził w ciągu kilku lat niemałą część kraju – od Lublina, Krakowa i Katowic po Poznań, Bydgoszcz i Suwałki, niezmiennie zdumiony, że tyle osób przychodzi na te spotkania. Zawsze też cierpliwie, niekiedy nawet przez całe godziny, podpisywał książki. A publiczność tłumnie wypełniała sale; na przykład wieczór na zamku w Lublinie zgromadził ponad tysiąc osób!

*****

W roku 1993 Szkoła Podstawowa nr 2 w Białymstoku wystąpiła o nadanie imienia ks. Jana Twardowskiego. Poeta długo się wzbraniał, zaskoczony tą propozycją. „Żyjący nie nadają się na patronów...” – powtarzał. W końcu, po błogosławieństwie ks. prymasa kardynała Józefa Glempa, jakie otrzymała inicjatywa szkolnych polonistek, ustąpił. Charakterystyczny był tytuł relacji z uroczystości, zamieszczonej w miejscowej gazecie: Wbrew sobie – z myślą o was. To cytat z wystąpienia dyrektora szkoły, który w trakcie uroczystości zwrócił się do dzieci: „Ksiądz Jan podjął decyzję wbrew sobie, z myślą o was”.

Obecnie poeta jest patronem kilkudziesięciu szkół i wciąż nowe placówki obierają go za swojego patrona. Już nie tylko szkoły podstawowe i gimnazja czy szkolne ośrodki wychowawcze, ale i licea, jak Liceum Ogólnokształcące Stowarzyszenia Oświatowców Polskich w Płocku, bodaj najbardziej żywy ośrodek pamięci księdza-poety dzięki pani dyrektor Alicji Kaliszuk.

*****

Rosnąca popularność musiała wpłynąć na życie ks. Twardowskiego, chociaż on sam robił wszystko, aby zachować jak najwięcej ze swojej prywatności. Na spotkania jeździł wyłącznie w pierwsze dni tygodnia, gdyż potem – jak zawsze – przygotowywał niedzielne kazania. Z reguły nie uczestniczył w oficjalnych uroczystościach, za to zawsze miał czas dla wszystkich, którzy przychodzili do zakrystii w kościele ss. Wizytek, gdzie miał specjalny stolik i krzesła. Aby uchronić się „przed absolutną powagą”, opublikował zbiór anegdot zatytułowany Niecodziennik, z którego chętnie korzystał na spotkaniach z czytelnikami.

Od razu okazało się, że żarty – paradoksalnie – to o wiele poważniejsza sprawa niż liryka, potrafią wywołać różnorodne reakcje. Dowcipna anegdota o pojedynku jezuitów z bernardynami na wiersze wzbudziła protest pewnego zakonnika. Na szczęście autor otrzymał wcześniej wiadomość, że Jan Paweł II nie tylko z uśmiechem przeczytał Niecodziennik, ale dodał, że nie jest źle z Kościołem w Polsce, skoro potrafi zdobyć się na takie żarty.

Jan Paweł II niejednokrotnie podkreślał, że czyta poezje ks. Jana Twardowskiego. Poznali się – jak wspominałem – jeszcze w latach czterdziestych, a później, wprawdzie niezbyt często, spotykali się przy różnych sposobnościach. Na zjeździe pisarzy związanych z Kościołem, jaki miał miejsce w Częstochowie po uwolnieniu ks. prymasa Stefana Wyszyńskiego (odbyli wtedy wspólną podróż samochodem), na spotkaniach księży profesorów wykładających w seminariach duchownych język polski. Kiedyś kardynał Wojtyła udzielał ślubu w kościele Sióstr Wizytek, a ksiądz rektor mu asystował.

Nie zmieniło się to nawet po wyborze na Stolicę Piotrową. Pozostały wprawdzie jedynie krótkie, ale jakże serdeczne spotkania w czasie papieskich wizyt w kraju i kilka równie serdecznych listów. Ojciec Święty zapewniał niezmiennie, że czyta „po dziesięć stron dziennie”...

Na dwudziestolecie pontyfikatu ks. Twardowski napisał specjalny, króciutki liryk, jak najdalszy od okolicznościowego patosu, co ujawnia już sam tytuł – Na 20 Urodziny Ojca Świętego:

Szczęśliwy Dzień Urodzin

anioł by tylko zgadł

jak śnieg święty uśmiechnięty

co w polskich Tatrach spadł

Przemija wiek jak burza

wciąż w rękach boży świat

a On – taki młody

skończył 20 lat

Dostojny adresat, wyraźnie poruszony, napisał do autora w tonie niezwykle osobistym, nie kryjąc, jak ważne dla niego okazały się te słowa (list z 1 grudnia 1998 roku):

Drogi Księże

Serdecznie dziękuję za życzliwą myśl „na dwudzieste urodziny” i za Kubek z jednym uchem. Rzeczywiście, jak burza przemija ten wiek, ale nie tylko w tym sensie, że się kończy nagle. Burzliwe były lata, w których przyszło żyć naszemu pokoleniu. Opatrzność Boża pozwoliła nam jednak doświadczyć, że nawet przez najciemniejsze chmury przeziera słońce, a wraz z końcem burzy lepiej widzi się piękno nieba. Może tu właśnie tkwi tajemnica tej młodości, która – choć opiera się na lasce – przybiera kształt lat dwudziestu, albo tego chłopca z buzią otwartą, co wie, że „choćby się cały Kościół zawalił, Bogu się mówi – tak”.

Dziękuję Bogu za łaskę tych lat i tej młodości. Niech ona nas nie opuszcza. Niech Duch Święty przynosi Księdzu wiele natchnień do głoszenia Ewangelii gorącym sercem i poetyckim słowem. Z serca błogosławię

Jan Paweł II

*****

Autor, zdumiony tym, co dzieje się wokół jego wierszy, przyjmował to wszystko z niedowierzaniem, ale i z ogromną prostotą. Podczas uroczystości wręczenia Nagrody Literackiej im. Włodzimierza Pietrzaka za rok 1994, przyznawanej przez Katolickie Stowarzyszenie Civitas Christiana, powiedział:

Jak się zachować, co czynić, kiedy się otrzyma nagrodę. Po prostu trzeba się cieszyć i nic więcej.

Nagroda spada jak manna z nieba, kryje się w niej uśmiech Pana Boga i uśmiech życzliwych ludzi. Co prawda, bywa ktoś niezauważony, lepszy od tego, kogo nagrodzono, ale tak się zdarzyło, że właśnie do mnie przypłynęła złota rybka nagrody, za którą serdecznie dziękuję.

Jestem staruszkiem otoczonym pleśnią i grzybami, ale jako autor patrzę na siebie jak na czternastoletniego nastolatka. Przecież dopiero od roku 1980 wydawane są w różnych wydawnictwach moje wiersze w dużych nakładach.

Przedtem drukowałem tylko raz na rok trochę wierszy w „Tygodniku Powszechnym” i wydałem zaledwie dwie książki raz na piętnaście lat.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że wieloletnie pozostawanie poza środowiskiem literackim, a nawet oficjalną literaturą, pozwoliło na głębsze widzenie wielu spraw, a samodzielne zmaganie się ze słowem jako środkiem wyrazu doprowadziło do wypracowania własnego języka poetyckiego, niezależnego od zmieniających się szkół i nurtów artystycznych.

*****

Po licznych edycjach wierszy przyszedł czas – jak wyżej wspomniałem – na różnorodne dowody uznania. W 1995 roku poeta otrzymał Ogólnopolską Nagrodę Literacką im. Franciszka Karpińskiego przyznawaną przez Białostocki Oddział Civitas Christiana oraz Nagrodę Fundacji im. Władysława i Nelli Turzańskich z Toronto. W roku następnym Nagrodę Literacką im. Władysława St. Reymonta ufundowaną przez Związek Rzemiosła Polskiego, nagrodę grudziądzkiego Klubu Inteligencji Katolickiej im. ks. Janusza St. Pasierba, wreszcie dzieci odznaczyły go Orderem Uśmiechu. W 1997 został laureatem Nagrody Ministra Kultury i Sztuki...

W roku 1999 Senat Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego nadał ks. Janowi Twardowskiemu tytuł doktora honoris causa. Wzruszony poeta, zwracając się do „Magnificencji Księdza Rektora, Wysokiego Senatu, Ekscelencji Księży Biskupów i zgromadzonych gości”, powiedział z uśmiechem:

W tak dostojnym birecie na głowie, w uroczystej todze, na oczach wybitnych profesorów wybitnej uczelni, zaczynam od słów Fredry: „znowu ta bestyja, co mi język w trąbkę zwija”. Oczywiście tą bestyją jest onieśmielenie wobec niezwykłej sytuacji, w jakiej się znalazłem. Ten, kto pisze wiersze, czuje się czasem ubogim krewnym przy spotkaniu z ludźmi nauki. Tymczasem właśnie oni okazali tyle życzliwości wierszom, a więc Bóg zapłać!

Pisanie wierszy jest sprawą wstydliwą czasem, czasem słabością. Nieraz się w szkole palcami wytyka takich, co piszą wiersze. A dlaczego pisze się wiersze? Dlatego, że temu, kto je pisze, wydaje się, że ma coś bardzo ważnego, osobistego do powiedzenia. Tak bardzo ważnego, że trzeba ocalić i zapisać.

Następnie w tonacji jak najbardziej osobistej mówił o swojej drodze do kapłaństwa, o tym, że jest „księdzem szczęśliwym, więc i wiersze [...] nie mogą być nieszczęśliwe”.

Rok 2000 przywitał wierszem Na Boże Narodzenie wyrażającym zdumienie tym wszystkim, czego doświadczył w swoim długim życiu:

Gdyby ktoś powiedział przed wojną,

że Wrocław będzie polskim miastem,

Polak zostanie papieżem,

Komuniści postawią pomnik Prymasowi,

nikt by w to nie uwierzył.

[...]

– Na Boże Narodzenie

*****

Kolejne lata przynosiły jednak coraz mniej nowych wierszy, ale ks. Twardowski wciąż był obecny w naszym życiu, nie tylko literackim. Powstało kilka książek rozmów, a także wspomniana tu niewielka autobiografia, dyktowana Jadwidze Marlewskiej, o jakże wymownym tytule: Łaską zdumiony. Moje szczęśliwe wspomnienia.

Z powstałych wówczas utworów przynajmniej kilka wzbogaciło jakże bogaty kanon twórczości księdza-poety, choćby to prawdziwe arcydzieło liryczne, Dobranoc:

Noc od dnia ważniejsza

choćby się zdawało

że właśnie jest inaczej

kolejne złudzenie

a przecież nocą można odłożyć swe ciało

i sprawdzić czy Bóg jest

skoro jest milczenie

[...]

nocą człowiek człowieka z miłości poczyna

dzień krzykliwy zagłusza

gdy czas mknie jak zając

noc wciąż czarna bo jasna

kochajmy. Dobranoc

– Dobranoc

W ostatnich latach życia, kiedy ks. Twardowski niemal nie opuszczał już mieszkania, na prośbę zaprzyjaźnionego z nim wydawcy, pana Krzysztofa Tura, podjął niemały wysiłek przygotowania antologii poetyckiej. Miałem przyjemność współpracować z Księdzem przy tym przedsięwzięciu, wybierając wiersze wskazanych przez niego autorów, które następnie czytaliśmy głośno, i ostatecznie ksiądz decydował o zamieszczeniu poszczególnych utworów w antologii.

Tom Bóg czyta wiersze (Białystok 2005), zawierający utwory od Bogurodzicy po poetów poległych w Powstaniu Warszawskim oraz komentarze ks. Jana Twardowskiego, okazał się niejako jego poetyckim testamentem.

Anna Kamieńska napisała kiedyś: „trzeba się wsłuchać w słowa konających / a wszystko stanie w ogniu błyskawicy...”. Na taką właśnie uwagę zasługuje ta ostatnia praca księdza-poety, który jeszcze w przeddzień śmierci podpisał przygotowywany wcześniej krótki tekst jako swoiste przesłanie do czytelników. A przy tym stanowi ona niejako dopełnienie jego własnej twórczości, zawartej w bliźniaczym tomie, zatytułowanym Wiersze największej nadziei.

Antologia Bóg czyta wiersze to w istocie najważniejsze przewartościowanie przemian naszej poezji od czasu, gdy powstały podręczniki historii literatury polskiej. Brzmi to może ryzykownie, ale tak właśnie jest. W ujęciu pierwszych twórców wielkich syntez historycznoliterackich progiem rozwoju poezji był przełom średniowiecza i renesansu, gdy człowiek wybrał ziemię jako najważniejsze miejsce realizacji swoich dążeń. Od tego momentu – według pozytywistycznych historyków literatury i ich następców – w naszej poezji na plan pierwszy wysunęła się liryka świecka, a nurt religijny, który zapoczątkował dzieje naszego słowa poetyckiego, coraz bardziej tracił na znaczeniu, by od oświecenia niemal już nie uczestniczyć w przemianach artystycznych.

Gdyby tak było, jak wytłumaczyć fenomen twórczości samego ks. Twardowskiego? Żadne zjawisko kulturowe nie pojawia się w pustce, co do tego nie może być żadnych wątpliwości. W przypadku księdza-poety, nie nowatora przecież, a twórczego kontynuatora najlepszych tradycji liryki polskiej, jest to tym bardziej oczywiste, że nierzadko przywołuje on z imienia swoich antenatów, zarówno w wierszach, jak i w wypowiedziach dyskursywnych. Przede wszystkim poetów baroku, ale nie dworskiego, lecz metafizycznego:

Chciałem zawsze pisać wiersze o samej wierze – mówił w cytowanym wystąpieniu podczas uroczystości na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim – o samym dramacie nadziei i wiary. Dlatego powracam do tego, co działo się w naszej poezji w okresie baroku – gdy tworzyła się poezja intelektualna, oparta na paradoksie, który potrafi połączyć światło i mrok, gorycz i słodycz, suchość i świeżość, cierpienie i radość, smutek i humor.

Zbiór ten, w myśl przekonania autora, że „nie ma dwóch światów / jest jeden / niebo chodzi po ziemi / ziemia chodzi po niebie”, przywraca zatraconą przez badaczy literatury jedność poezji polskiej. Widać to już na przykładzie Jana Kochanowskiego, który w Trenie XVIII, z pokorą znaną ze średniowiecznych wyznań, modlił się: „My, nieposłuszne, Panie, dzieci Twoje” i dziękował za karzącą rękę, która przypomniała człowiekowi, że jest przede wszystkim Bożym dziełem.

Spośród poetów baroku w antologii znaleźli się między innymi ks. Jakub Wujek z pieśnią Rozmyślajmy dziś, Kasper Miaskowski z Elegią pokutną do Pana i Boga w Trójcy Jedynego, Jan Żabczyc, autor Symfonii anielskich – pierwszego zbioru kolęd – czy ks. Wawrzyniec Stanisław Benik i jego najpowszechniej znane nabożeństwo pasyjne, Gorzkie żale.

Jakże inaczej też prezentuje się poezja osiemnastego wieku, uzupełniona o utwory z Pieśni nabożnych Franciszka Karpińskiego czy o takich autorów, jak Konstancja Benisławska i Józef Morelowski. Nawet, wydawałoby się, najpełniej opisany przez badaczy romantyzm zyskuje inny wymiar, gdy obok poezji Juliusza Słowackiego znajduje się niemały zestaw utworów ks. Karola Antoniewicza, autora niezmiennie popularnych pieśni kościelnych, jak Chwalcie łąki umajone, W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie, Biedny, kto Ciebie nie zna od powicia. Jest też Włodzimierz Wolski z pieśnią z Halki śpiewaną do dziś w naszych świątyniach, Ojcze z niebios, Boże, Panie!, i uroczym lirykiem Słyszysz, słyszysz? A bodaj najpiękniejszym komentarzem opatrzył poeta czuły liryk Marii Konopnickiej Kubek.

Podobnie zaskakująco wygląda prezentacja poezji przełomu wieków, bardzo surowo ocenionej przez autora: „Poeci rozgadali się i wciąż opowiadali, jakimi są poetami. [...] Gadulstwo jest zawsze brodzeniem po płytkiej wodzie, a prawdziwy wiersz, podobnie jak modlitwa, to zatrzymanie się przy źródle”.

Ks. Twardowski zakończył swój wybór wzruszającymi lirykami młodszego kolegi z Gimnazjum im. Tadeusza Czackiego, rozstrzelanego w ulicznej egzekucji w roku 1943, Andrzeja Trzebińskiego: O niebieskim, pachnącym groszku oraz Tak najprościej, z najprostszą, ale dławiącą gardło puentą: „stoisz mi w oczach jak łzy”.

*****

Ostatnim słowem księdza-poety okazał się króciutki, wspominany już tu liryk-modlitwa podyktowany w dniu śmierci, 18 stycznia 2006 roku:

Zamiast śmierci

racz z uśmiechem

przyjąć Panie

pod Twe stopy

życie moje

jak różaniec

Obraz złożonego pod stopami ukrzyżowanego Chrystusa różańca, do którego poeta porównał swoje życie, ma źródło w dawnym zwyczaju zawieszania na gwoździu tkwiącym w stopach Zbawiciela różańców znalezionych w naszych świątyniach. Ksiądz mógł zapamiętać ów obraz z sanktuarium w Skępem, gdzie za ołtarzem z cudowną figurką Maryi wisi ogromny krucyfiks z kilkudziesięcioma bodaj różańcami zwisającymi pod stopami Ukrzyżowanego.

To niewątpliwie najpiękniejszy z możliwych obraz życia ludzkiego, tworzącego – jak różaniec właśnie – zamknięte koło pod stopami ukrzyżowanego Chrystusa. Przypomina się tu jeden z najznakomitszych liryków ks. Twardowskiego, który możemy zestawić z lirykami lozańskimi, W jarzębinach:

Krew płynie z Twojego boku

wakacje a taki blady

i właśnie dlatego wierzę

żeś wszechmogący słaby

że w jarzębinach wisisz

dzwońce Cię podziobały

właśnie dlatego kocham

że jesteś wielki mały

rozeszły się całkiem drogi

zgubiło się i odkryło

pozostał człowiek i Pan Bóg

mój grzech moja miłość

– W jarzębinach

Nie tylko więc narodzony jako człowiecze niemowlę Zbawiciel jest słaby, bezradny i „prosi o miłość”. Taki Bóg pozostał wśród nas: „wszechmogący”, który wszakże „gdy kocha najsłabszym być umie”, dlatego „nie wszystko może”. Potrafi – odwołajmy się do wiersza zatytułowanego krótko zaimkiem On – zatrzymać się pod oknem i zapukać, ponowić pukanie; a gdy wreszcie usłyszy: „Kto?”, odpowiedzieć: „Twój Bóg zakochany / z miłością niewzajemną”.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki