Sen Henny. Imperium Magów. Część II - Artur Wells - ebook
Opis


„Sen Henny. Imperium Magów” Artura Wellsa to kontynuacja pierwszego tomu powieści, wydanego pod tym samym tytułem.

Henna, kontynent zamieszkiwany przez różne rasy, po raz kolejny stanęła przed obliczem zmierzenia się z okrucieństwem wojny. I choć, jak czytamy w Epilogu, „zawsze był on areną niezliczonych wojen, intryg i romansów, które zmieniały bieg jego historii – nie sposób bowiem było zapanować nad emocjami i pragnieniami tak różnych ras, które go zamieszkiwały” – to ta wojna może okazać się na tyle zgubna, iż doprowadzi do całkowitego uśmiercenia niektórych ras. A to dlatego, że na arenę międzynarodową wkracza niejaki Mores, który chce zawładnąć całą krainą, by zaprowadzić na niej, jak to sam nazywa „porządek”. Naprzeciw jego zamiarom stają między innymi hrabia i zarazem Czarny Rycerz imieniem Teo, książę Elfów – Teorwen, czarodziej Teondall oraz dwie piękne wojowniczki – Izabela i Lea. Ale to nie jedyne postaci, które będą chciały stawić czoła okrutnemu Imperatorowi.

Poza działaniami wojennymi poznamy również realia miłości, jaka rozkwita na polach walki. Dowiemy się, jak wiele wyrzeczeń potrzeba, aby być dzielnym wojownikiem, jak wiele krwi musi zostać przelanej, aby ludzie, i nie tylko oni, zrozumieli, że pokój na świecie jest wartością bezcenną i nie warto próbować go burzyć.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 516

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Artur Wells
Sen Henny. Imperium Magów. 
Część II

Wersja Demonstracyjna

Wydawnictwo Psychoskok

Artur Wells „Sen Henny. Imperium Magów. Część II”

Copyright © by Artur Wells, 2016

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2016

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie

 może być reprodukowana, powielana i udostępniana w 

jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Skład: Jacek Antoniewski

Projekt okładki: Magdalena Tołłoczko

Korekta: Karolina Cieślak i Marianna Umerle

Ilustracje na okładce: © Magdalena Tołłoczko

ISBN: 978‒83‒7900‒688‒5

Wydawnictwo Psychoskok sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706

http://www.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]

 Dla Danusi, która zawsze była i będzie

dla mnie największą inspiracją.

Kontynent Henny zawsze był areną niezliczonych wojen, intryg i romansów, które zmieniały bieg jego historii. Nie sposób było zapanować nad emocjami i pragnieniami tak różnych ras, które go zamieszkiwały.

Istnieje legenda, która opowiada o tym, że w początkach jego dziejów istniał władca, który zjednoczył wszystkie te ziemie i potrafił zjednać sobie miłość i szacunek wszystkich jego narodów. Legenda nie mówi o tym, kim był, ani kiedy odszedł, ani też jaki był powód jego odejścia. Może był Elfem? Może Czarodziejem? Może jego wybranka była śmiertelnym człowiekiem, a on nie mógł pogodzić się z jej stratą? Legenda tego nie wyjaśnia. Może po to, byśmy mogli rozwinąć wodze naszej wyobraźni, kiedy w chłodny wieczór przysłuchujemy się słowom pieśni granej przez barda.

Historia kończy się zapewnieniem, że nadejdzie dzień, gdy władza znowu skupi się w rękach jednego króla, który doprowadzi do zgody narodów i zapewni dobrobyt tej krainie. Byli tacy, którym wydawało się, że to oni wypełnią to proroctwo. Wszyscy jak dotąd się mylili…

Postacie poszczególnych krain

Kaprycja ze stolicą w Kaporze:

• Król Han

• Królewna Sofia

• Kreostaal – Pierwszy Mag Kaprycji

• Karter – kapitan Gwardii Królewskiej Kapory

• Lord Erdon – arystokrata z Kaprycji

• Hrabia Petrus – arystokrata z Kaprycji, jeden z przywódców ruchu oporu

• Lady Helena Petrus – żona hrabiego Petrusa

• Zorandaal – Czarodziej, były Pierwszy Mag Kaprycji

• Izabela – córka Zorandaala

• Kleofas – Przewodnik z Kapory

• Stephanson – przywódca Strażników Dróg

• Lord Karion – arystokrata z Kaprycji, zausznik Maga Kreostaala

Cison:

• Teo, nazwany w Zakonie: Teocrasmus – hrabia Cison

• Telina – siostra Teo

• Lea – wojowniczka

• Lord Arystotel Tumuz – arystokrata

• Gawnor – generał, głównodowodzący armii Cison

• Lewal – porucznik armii Cison

• Stowen – kapitan armii Cison

• Lord Camolly – arystokrata 

Ziemie Czarnego Zakonu:

• Lord Herakliusz – Wielki Mistrz Zakonu

• Kart – uczony, Czarny Rycerz, przyjaciel Teo

• Barret – Czarny Rycerz, przyjaciel Teo

Morawia:

• Mores – Czarodziej, władca Morawii

• Herodius – młody Mag z niższej kasty Czarodziejów

Góry Wysokiej Magii:

• Maal – ojciec Teondaala, Istota Czystej Magii

• Teondaal – Czarodziej, syn Maala, brat Zorandaala

• Arendell – ostatnia księżniczka poprzedniej dynastii Kaprycji

• Graaf – sąsiad Maala, Istota Czystej Magii

• Beniamin – Istota Czystej Magii wędrująca z Gwardellą po Górach

• Gerundaal – jeden z najpotężniejszych Magów pochodzących z Gór Wysokiej Magii 

Kraina Kwiatów – Elfy:

• Teorwen – książę Elfów, delegat do Rady Królewskiej Kaprycji ze strony Elfów

• Gwarandell – król Elfów

• Stendewel – czarodziej Elfów, przewodniczący delegacji w królestwie Stadiozy

• Gerwinel – przewodniczący delegacji Elfów w Kaporze, stolicy Kaprycji

• Fernwel – młody Elf, również należący do delegacji Elfów w Kaprycji

• Kapryniel – elfi mag, dowódca strażników Granicy Doliny Kwiatów

Zakon Wojowników Cienia:

• Lord Gregory – Wielki Mistrz Wojowników Cienia

• Marbel – jeden z dowódców Zakonu w Kaporze, stolicy Kaprycji

• Bert – jeden z dowódców Zakonu w królestwie Gretty

Postacie historyczne:

• Król Bękart – legendarny władca, człowiek, który zjednoczył narody Henny w walce z czarodziejami

• Edmuntaal – władca Czarodziei, który omal nie doprowadził do zniewolenia całego kontynentu

• Gwardella – elfia księżniczka, która opuściła Dolinę Kwiatów dla jej ludzkiego partnera

• Król Maras – pierwszy człowiek przemieniony na Czarnego Rycerza

1. Lord Gregory

– Co takiego?! Jak śmiesz oznajmiać mi, że dziewczyna uciekła?! – Przywódca Wojowników Cienia był wściekły. – Przecież to był jedyny warunek, pod jakim obiecałem wam moją pomoc! Trzasnął opancerzoną rękawicą w stół. Ten rozpadł się z hukiem.

Kreostaal, Pierwszy Mag królestwa Kaprycji, obecnie pełniący obowiązki władcy tej krainy, podniósł się i powiedział spokojnie:

– To twoi ludzie pomogli jej w ucieczce. Izabela była zamknięta w lochu w podziemiach zamku. Pilnowało jej czterech Wojowników Cienia. Dwóch przebywało wewnątrz i dwóch na zewnątrz jej celi. Cały korytarz i wejście do jej lochu było zabezpieczone zaklęciami ochronnymi. Co jeszcze mogliśmy zrobić? Poza tym pomagasz nam nie z własnej chęci, tylko dlatego, że tak każe ci król Mores, któremu jesteś winien wierność.

Gregory nie odpowiedział. Jego oczy miotały błyskawice, a dłonie wciąż miał zaciśnięte w pięści.

Czarodziej gestem ręki przesunął rozbity stół pod ścianę. Wstał z fotela i zbliżył się do rycerza.

– Izabela dołączyła do oddziału buntowników. Wiemy, dokąd spieszą. Ich tropem ruszyło dziesięć tysięcy Gwardzistów i trzech Czarodziejów. Złapiemy ich.

– Pamiętaj, że włos nie może spaść jej z głowy – powiedział groźnie lord. – Kto był osobiście odpowiedzialny za pilnowanie więźniów?

– Kapitan Karter. To doświadczony dowódca. Wysłałem go na poszukiwanie zbiega.

– Uratowałeś mu w ten sposób życie. Przekaż mu – wycedził zimno wojownik – że jeśli jej nie odnajdzie, albo jeśli stanie jej się jakaś krzywda, to osobiście odetnę mu głowę. I to nie od razu – dorzucił. – Muszę mieć Izabelę tutaj żywą i całą. Ty też odpowiadasz przede mną za wynik tego pościgu i zapewniam, że rozliczę cię z tego. Obiecuję – dodał.

Ogień płonący w kominku zabarwił gabinet czerwienią. Czarodziej wyprostował się i wypowiedział słowo mocy. Zapłonęły rozstawione świece, a w powietrzu pojawiły się przez moment iskry ognia. Twarz maga w tym oświetleniu również przybrała karminową barwę.

– Nie odpowiadam przed nikim! – powiedział podniesionym głosem. – Jestem władcą tej krainy i Pierwszym Magiem. Zgodziłem się na dołączenie Kaprycji do Imperium Morawii, ale nie odpowiadam przed nikim za wyjątkiem samego Moresa. A już na pewno nie przed tobą!

Lord Gregory skrzywił się i spojrzał prosto w rozgniewane oczy Czarodzieja. W jego źrenicach również pojawiły się niebezpieczne błyski. Przez moment wydawało się, że zaatakuje, ale powstrzymał się jednak.

Przez dłuższą chwilę panowała cisza przesycona groźbą. Pierwszy przerwał ją Kreostaal. Powoli zajął miejsce w fotelu.

– Uspokój się – powiedział. – Nie powinniśmy zaczynać naszej współpracy od waśni. Co się stało, to się nie odstanie. Kapitan Karter powinien być już blisko zbiegów. Oddział rebeliantów liczy ponad tysiąc żołnierzy. To nie jest igła w stogu siana. Odnajdziemy dziewczynę.

Przywódca Zakonu Cienia uczynił krok w stronę Maga.

– Pamiętaj, że to dzięki moim ludziom opanowałeś zamek i przejąłeś władzę.

– Nie przeceniaj swojej mocy. Bez moich Magów twoi wojownicy nie byliby w stanie nic uczynić. Poza tym prawie cała Królewska Gwardia przeszła wcześniej na moją stronę. Powtarzam. Zgodziłeś się mi pomóc, bo tak nakazał ci król Mores. I nadal będziesz mi pomagał.

Gregory odwrócił się i wyszedł z komnaty, trzaskając drzwiami.

* * *

Przywódca Wojowników Cienia w Kaporze, Marbel, oczekiwał wizyty swego lorda. Wiedział, że sprzeciwiając się przywódcy i uwalniając wojowniczkę Izabelę naraził się na jego zemstę. Zasadniczym pytaniem było to, czy ktoś z jego ludzi zdradził mistrzowi tożsamość wojowników, którzy przyczynili się do uwolnienia dziewczyny. Był pewien swych najbliższych towarzyszy, jednak wielu innych było wiernych przede wszystkim lordowi Gregory. Zakon Cienia nigdy nie był jednorodny. Trudno było w nim o prawdziwą lojalność, gdy służyło się tym, którzy płacili więcej. Miał jednak nadzieję, że nikt nie zdradził, a spotkanie będzie miało na celu jedynie omówienie ostatnich zdarzeń.

Siedział teraz w swoim mieszkaniu i czekał. Wiedział, że prędzej czy później lord przywódca pojawi się w jego lokum. Po pewnym czasie rzeczywiście usłyszał pukanie do drzwi. Wstał i otworzył je. Lord Gregory wszedł pewnym krokiem do pomieszczenia. Wraz z nim wpłynął delikatny zapach końskiego potu i ogniska, oznaki tego, że Wojownik przybywa prosto z drogi.

– Witaj Marbelu.

– Witaj lordzie. Dobrze cię widzieć po tak długim czasie.

Gregory zajął miejsce w fotelu pod ścianą. Marbel usiadł na przeciw. Uważnie obserwował swego przywódcę, próbując odczytać cokolwiek z jego nieprzeniknionego oblicza. W pomieszczeniu było niewiele mebli. Dwa skórzane fotele, kilka krzeseł, stół i dębowa, solidna szafa. Powietrze przesycone było zapachem dymu, dochodzącego z rozpalonego w sąsiednim pokoju kominka. Ciepło dochodziło aż dotąd, stąd lord zrzucił swój czarny płaszcz na jedno z krzeseł.

– Ktoś dopomógł Izabeli w ucieczce. Powiedz mi, kto to zrobił. Dowodzisz Zakonem w Kaporze, musisz więc to wiedzieć.

Marbel był przyzwyczajony do bezpośredniości zwierzchnika. 

Wzruszył ramionami.

– Wiem, że uczestniczyli w tej akcji Wojownicy Cienia. Dowiedziałem się też, że prowadził ich Czarodziej Teondaal, brat Zorandaala, którego zabił niedawno Pierwszy Mag. To dzięki jego umiejętnościom udało się im przełamać ochronne zaklęcia strzegące lochu. Niestety nie wiem jeszcze, którzy z naszych ludzi brali udział w tym przedsięwzięciu. Pracuję nad tym. Wiesz przecież, że nasze relacje w zakonie są dosyć luźne. Wykonujemy zlecenia, ale jeśli ktoś postanowi zrobić coś na własną rękę, to na ogół nie musi nam się z tego spowiadać.

– Tym razem te osoby wystąpiły przeciwko moim wyraźnym rozkazom. Nakazałem aresztować Izabelę i pilnować jej do czasu mojego przyjazdu. Pilnować, a nie uwalniać! – Gregory podniósł głos. – To nie jest jakaś tam akcja poza Zakonem, to jest wystąpienie przeciwko Zakonowi, a tego nie możemy zaakceptować. 

Zamordowani zostali nasi bracia. Kto to był?

– Nie wiem – powtórzył Wojownik.

– Nie rozczarowuj mnie. – Głos lorda był zimny jak stal. – Nie wierzę w to.

Marbel zesztywniał. Poczuł, jak pod uważnym spojrzeniem zwierzchnika zaczyna gromadzić mu się pot na plecach.

– W drodze tutaj spotkałem się z kilkoma przyjaciółmi – kontynuował lord. Zasugerowali mi, że jeden z naszych przywódców – tu, w Kaporze – pozostawał z Izabelą w bardzo bliskich relacjach. Podobno też zawdzięcza jej życie. Tak sobie myślę, że nawet jeśli to nie on osobiście brał udział w tej napaści, to przecież powinien doskonale orientować się, kto w niej uczestniczył. Posiadam nawet głębokie podejrzenie, że to on mógł stać za całym tym zajściem.

Młody wojownik nie czekał dłużej. Zerwał się i wyskoczył przez otwarte okno. Gregory był jednak szybszy. Złapał go w powietrzu i razem z nim poleciał na ulicę znajdującą się piętro niżej. Marbel próbował uwolnić się od uścisku, ale lord był dla niego za silny. Został podniesiony i przyciśnięty do ściany budynku.

– Kto ci pomagał? – wydyszał Gregory. Jego ucisk miażdżył wojownikowi żebra. – To byłeś ty. Prawda? Przyznaj się! I tak już nic nie wyrwie cię z moich rąk. Jeśli powiesz mi, dlaczego to zrobiłeś, i wyznasz, dokąd zmierzają uciekinierzy, to może cię nie zabiję, a jeśli nawet, to zrobię to szybko i bezboleśnie.

W tej właśnie chwili trzy ostre, stalowe gwiazdy pofrunęły w kierunku lorda. Ten puścił Wojownika i wypowiedział słowo mocy. Metal rozbłysnął płomieniem i stopiony spłynął na ziemię, nie docierając do rycerza. Wypowiedział kolejne słowo i świat wokół wypełnił się blaskiem. Ujrzał w nim trzech Wojowników Cienia, którzy ruszyli na niego z wyciągniętymi mieczami. Marbel dołączył do nich z nożem, do tej pory ukrytym w rękawie. 

Zdarzenia rozegrały się błyskawicznie.

Czterech asasynów uderzyło równocześnie z czterech różnych kierunków. W dłoni Gregory’ego pojawił się natychmiast długi miecz, wypchnięty z pochwy, którą cały czas miał na plecach. Z nieprawdopodobną prędkością sparował wszystkie ciosy napastników i sam odpowiedział atakiem. Wydawało się, że uderza on we wszystkich kierunkach równocześnie, tak prędkie były jego ruchy. Walczył niezwykle finezyjnie, z gracją i lekkością skomplikowanych złożeń – tak, jakby wykonywał jakiś prastary taniec śmierci. Poruszał się tak szybko, że wojownicy, pomimo swego mistrzostwa w fechtunku, nie byli w stanie nawet go drasnąć. Z jego dłoni wytrysnął nagle strumień magicznej energii, odrzucając Marbela na ścianę. Ten osunął się bezradnie na ziemię. Orężem w drugiej ręce mistrz wytrącił broń jednemu z napastników i niemalże tym samym płynnym ruchem odciął mu głowę. Tryskająca gorąca krew zalała mu twarz. Lord przytrzymał zwłoki, odgradzając się nimi od stojących naprzeciw niego, dwóch pozostałych wojowników. Ku ich przerażeniu zatopił głęboko zęby w przeciętej szyi i napił się krwi. Twarz lorda wykrzywił grymas wściekłości. Jego czarne oczy rzucały błyskawice, nabrzmiały mu żyły na karku i ze zdwojoną energią rzucił się na przeciwników. W kilku kolejnych złożeniach pozbawił ich życia. Na placu boju pozostał półprzytomny Marbel. W ostatnim desperackim zrywie podniósł się on i rzucił na Mistrza, chcąc samym impetem wytrącić go z równowagi i wykorzystać ten moment na zadanie ciosu. Gregory usunął się jednak płynnie z jego drogi. Uderzeniem opancerzonej dłoni wybił mu nóż z ręki. Drugim ciosem pozbawił go przytomności.

* * *

– Miałem jednak rację, że to ty uwolniłeś dziewczynę.

Wojownik obudził się. Zauważył, że jest przykuty do ściany jakiegoś brudnego lochu, zapewne w podziemiach królewskiego zamku. Gdy spróbował poruszyć się, szorstka powierzchnia muru, na którym wisiał, rozorała mu skórę na plecach. Skrzywił się z bólu. Jego ciało przechodziły dreszcze, gdyż chłód panujący w tym miejscu był przejmujący. Kątem oka dostrzegł szczura, czającego się w rogu celi. W powietrzu unosił się obrzydliwy zapach dawno niemytych ciał więźniów zamkniętych w pobliskich komorach. Naprzeciwko niego na drewnianym stołku siedział lord Gregory.

– To byłeś ty – powtórzył przywódca. Głos miał dziwnie spokojny. – Mam rację?

Marbel czuł potworny ból głowy – najwyraźniej efekt uderzenia, które pozbawiło go przytomności. Z powodu bólu jego myśli nie były jeszcze klarowne. Bardzo powoli wracała mu ostrość widzenia.

– Tak, to byłem ja – przyznał. Podjął jeszcze jedną próbę wyprostowania się, podnosząc się odrobinę na stopach, które ledwie dosięgały posadzki. Skrzywił się z bólu, gdy z kolejnego rozcięcia na plecach popłynęła krew.

– Zdradziłeś ją – powiedział, krzywiąc się z bólu. – Po tylu latach wiernej służby zdradziłeś ją. Nie zasłużyła sobie na taki los.

Gregory wpatrywał się w niego przez dłuższą chwilę.

– Nie wiesz, jaki los dla niej przeznaczyłem – powiedział wreszcie. Zamyślił się przez chwilę, po czym kontynuował cichym, głębokim głosem:

– Nic już nie mogło uratować jej ojca. Zorandaal musiał zginąć. Po tylu latach, ten symbol Kapory, Mag, który praktycznie założył to miasto, oddał w końcu swe życie na jego ołtarzu, płacąc przy okazji cenę za przewinienia swojej przeszłości. Musiało tak się stać, aby mógł zapanować w tym królestwie nowy porządek. Nic na to nie można już było poradzić. Ona jednak nie musiała i nie miała umrzeć. Musiałem wydać rozkaz aresztowania jej, gdyż inaczej zginęłaby, walcząc w obronie swego ojca lub mszcząc jego śmierć. Lord przerwał. Spojrzał uważnie na więźnia.

– Myślałeś, że ratujesz jej życie, a przecież teraz jest ona bardziej narażona na śmierć, niż byłaby w tym lochu. Mores zdobywa kontynent Henny, konsekwentnie podbijając kolejne królestwa. Nic i nikt nie powstrzyma go przed przejęciem władzy nad całym tym światem. Możesz mi wierzyć. Spędziłem wiele czasu w Morawii i widziałem, jaką mocą on rozporządza. Dołączenie do jego sił było jedyną rozsądną decyzją. Młody Teondaal to klasyczny marzyciel stąpający po chmurach swych wybujałych ambicji. Jego plan zawładnięcia tronem Kaprycji był nierealny od samego początku. On również powinien był zginąć. Ktoś jednak uprzedził go i zdążył on uciec, uwalniając po drodze Izabelę. Czy to również byłeś ty?

– Tak – skłamał Wojownik Cienia. – Uratowałem Izabelę i Teondaala. Za kilka dni będą bezpieczni pod osłoną Czarnej Armii.

– Czarny Zakon – warknął lord. Na jego twarzy pojawił się grymas wściekłości i nienawiść. – Już niedługo nie pozostanie przy życiu nikt z tej rasy. Nie są oni godni, by stąpać po ziemiach Henny.

Przez chwilę się uspokajał. Po czym skierował palec na wiszącego na łańcuchach Wojownika.

– Wysyłając Izabelę do Czarnego Kraju, skazałeś ją prawdopodobnie na śmierć. Przez to, co uczyniłeś, w tym królestwie rozwinie się wkrótce krwawa wojna domowa, w której zginą tysiące ludzi. Teondaal, Teocrasmus, Izabela. To są potencjalni liderzy buntu. Dołączą do nich Czarni Rycerze i wielu lordów, którym nie podobają się rządy Czarodzieja. Mogliśmy tego wszystkiego uniknąć. Lubię ten kraj, lecz teraz widzę wyraźnie, jak czarne chmury wznoszą się nad jego ludem. Poza tym jest to również na rękę Moresowi. Dostarczy mu to pretekstu do tego, aby przybyć tu ze swą armią i rozprawi się z nieprzyjaciółmi, kiedy jeszcze są nieprzygotowani do stawienia skutecznego oporu, przy okazji wprowadzając terror i niszcząc te ziemie. Posłuży to zastraszeniu pozostałych królestw, gotowych mu się przeciwstawić. Wojna, która przetoczy się przez ten kraj, spowoduje śmierć i cierpienie wielu ludzi, którzy nie musieliby zginąć, gdyby Kaprycja wraz ze wszystkimi jej lordami przeszła pokojowo pod kontrolę Imperium.

– Lordowie i tak by się zbuntowali. Nikt nie zaakceptuje władzy Magów – zaprotestował więzień.

Mistrz Wojowników Cienia uśmiechnął się tylko w odpowiedzi.

– Może nie powinienem tego mówić, jednak jednej rzeczy nie rozumiem – odezwał się Marbel. – Widziałem, jak walczyłeś. Posługiwałeś się magią i piłeś krew wroga. Zrozumiałem więc, że sam jesteś Zimnym Wojownikiem, a przy tym również Czarodziejem. Wiedząc to, mogę zrozumieć twój sojusz z Magami, ale skąd nienawiść do Czarnego Zakonu?

Przywódca wstał bez słowa i skierował się do drzwi. Zanim jednak wyszedł, powiedział jeszcze:

– Ta wiedza może cię kosztować życie. Zastanawiam się, dlaczego jeszcze żyjesz. Może dlatego, że byliśmy kiedyś przyjaciółmi, choć nie powinno to mieć dla mnie w tej chwili większego znaczenia. Zdradziłeś mnie. Za to, co uczyniłeś, powinienem kazać cię rozerwać końmi, a i to jeszcze byłoby mało.

Odwrócił się w stronę Wojownika i podniósł dłoń. Powiedział jedno słowo i łańcuchy opadły z rąk Marbela. Ten upadł ciężko na ziemię, jednak ból wyciągniętych nadmiernie ramion skończył się.

– Sam odnajdę Izabelę – powiedział lord. – Osobiście zabiję też Teondaala i Teocrasmusa. Możesz mi zaufać. Jeśli zechcę kogoś odnaleźć, to nigdzie nie zdoła on się przede mną ukryć.

– Co zamierzasz zrobić z Izabelą, gdy ją schwytasz? – spytał Marbel.

Gregory odwrócił się do Wojownika.

– To będzie zależeć od niej.

2. Buntownicy

Był wczesny poranek. Słońce nie zdążyło jeszcze ogrzać niewielkiego wzgórza, na szczycie którego leżał ukryty w wysokiej trawie książę Teorwen. Ptaki budziły się właśnie ze snu, witając nowy dzień głośnymi trelami. Dwa jeże wysunęły głowy ze swej nory, lecz natychmiast cofnęły się przestraszone widokiem Elfa. W dole – wąską, polną drogą –przejeżdżał właśnie oddział Gwardzistów. W zasadzie to Teorwen nie musiał się niczego obawiać, gdyż nikt go oficjalnie nie poszukiwał, jednakże poselstwo Elfów zostało poproszone o natychmiastowe opuszczenie królestwa Kaprycji, a on się do tego polecenia nie dostosował. Spotkanie z Gwardią Królewską mogłoby spowodować zadanie pytań, na które nie chciałby w tej chwili odpowiadać. Między innymi była nią kwestia, co zawiera jego spory bagaż, który leżał obok niego.

– Ciekawe, dokąd oni zdążają? – usłyszał nagle głos dobiegający z lewej strony. Drgnął, a sztylet ukryty w rękawie wskoczył do jego prawej dłoni. Jednakże zaraz się uspokoił, rozpoznając rozmówcę.

– Myślę, że do pobliskiego lorda z wezwaniem na zamek – odpowiedział. – Nie wszyscy arystokraci tego królestwa dowiedzieli się już o zmianach, które zaszły w królestwie Kaprycji.

– Takie wieści roznoszą się na ogół lotem błyskawicy – stwierdził głos. – Podobno wielu lordów zabarykadowało się w swych zamkach lub wręcz wyruszyło w pole, gromadząc siły, by przeciwstawić się władzy Czarodziejów. Wygląda na to, że lada dzień wybuchnie wojna domowa.

Oddział oddalił się już znacznie, więc młody książę podniósł się i począł się rozglądać za swoim nowym towarzyszem podróży. – Fernwel – powiedział zaskoczony. – Co ty tu robisz? Powinieneś razem z delegacją udawać się właśnie do Doliny Kwiatów. Sprzeciwiłeś się wyraźnemu poleceniu przewodniczącego Gerwinela.

– Podobnie jak i ty. – Młody Elf podniósł się z trawy. Uśmiechnął się na widok kompana.

– Tak, to prawda – zgodził się Teorwen. – Ale ja jestem księciem naszego ludu i nie podlegam jego władzy. Miałem prawo pójść swoją drogą. Jednakże ty narażasz się na spore kłopoty.

Młodzieniec wzruszył ramionami.

– Trudno. Byłeś zbyt przekonujący, kiedy tłumaczyłeś powody, dla których pozostajesz w Kaprycji. Przekonałeś młodzika i pozostałem z tobą. Przez jakiś czas jechałem w pewnej odległości za tobą, obawiając się, że każesz mi wracać do Doliny Kwiatów razem z resztą naszej delegacji. Teraz już na to za późno. – Uśmiechnął się szeroko.

Książę Krainy Kwiatów podszedł i podał elfiemu magowi swą dłoń. Ten uścisnął ją mocno.

– Dziękuję – powiedział krótko Teorwen.

– To ja się cieszę, że mogę iść z tobą. Teraz musimy pomyśleć, dokąd skierować nasze kroki, aby zrealizować twoje plany. Widzę, że plecak wypełniony masz naszym magicznym orężem.

– Skąd wiesz? – zdziwił się książę.

– Przecież jestem Czarodziejem, a zawartość twojego bagażu emanuje tak silną magiczną aurą, że kłuje to po oczach Maga z odległości mili.

– Nie martw się – uspokoił szybko Teorwena. – Ludzcy Czarodzieje nie dostrzegają wyraźnie naszych czarów. Poza tym przykryłem nas właśnie zaklęciem, które powoduje, że wtapiamy się w otoczenie, niewidoczni dla ciekawskich, nawet czarodziejskich oczu.

Starszy z Elfów spojrzał na Fernwela z uznaniem. – Rzeczywiście. Zapomniałem, że jesteś Magiem. – Nie gniewam się. Wiem, że w Kaporze nie utrzymywaliśmy dotąd zbyt bliskich relacji, ale mam nadzieję, że teraz to się zapewne zmieni. Zawsze cię podziwiałem, książę, a twoja postawa wobec kryzysu, jaki pojawił się na Hennie, bardzo mi zaimponowała.

Posilili się skromnym posiłkiem i po krótkim czasie ruszyli w dalszą drogę. Poruszali się w ciszy, zatopieni we własnych myślach. Wreszcie młodszy z Elfów nie wytrzymał.

– Czy masz jakiś określony cel swojej wędrówki, czy też liczysz na łut szczęścia, że natrafimy na jakieś wskazówki, które pokażą nam, gdzie mogą znajdować się zbuntowani lordowie?

Książę uśmiechnął się.

– Idziemy do zamku lorda Erdon. Był on pierwszym, który zachęcał mnie do interwencji na królewskim dworze w sprawie Morawii. Wierzę, że jest jednym z przywódców buntu.

– Przed wieczorem jutrzejszego dnia powinniśmy wejść na jego ziemie – dodał.

Znowu umilkli. Teorwen nie miał obecnie ochoty na konwersację, mając w głowie burzę myśli i obaw. Fernwel za to nie miał żadnych wątpliwości ani trosk. Podjął decyzję, a teraz całkowicie zdał się na swego księcia. Taką już miał naturę. Lubił przygody, a przekonawszy się, że w krainie Elfów raczej nie znajdzie ich zbyt wiele, poprosił o przydzielenie do delegacji w ludzkim królestwie. Był Magiem, więc nie otrzymał tak łatwo pozwolenia na opuszczenie Krainy Kwiatów, ale jego upór doprowadził go w końcu do realizacji tego marzenia. Żyjąc w Kaporze, był zafascynowany tempem życia ludzi, ich intrygami i polityką. Wojnami, najazdami, ale też miłością i tragedią związaną z rozstaniami. Życie ludzkie było wszak tak bardzo krótkie i kruche. Jak każdy Elf był też artystą, do tego bardzo wrażliwym. Pisał wiersze i poematy. Dlatego też z rozrzewnieniem obserwował uczucie rozwijające się pomiędzy księciem Teorwenem i ludzką królewną. Zwłaszcza, od kiedy dotarła do niego informacja, że Sofia pochodzi z linii księżniczki Elfów – Gwardelli. Wtedy historia tej miłości stała się jeszcze bardziej romantyczna i tragiczna zarazem. Nie wahał się też ani chwili, kiedy młody książę sprzeciwił się Gerwinelowi, odłączając się od elfiej delegacji, i sam uczynił to samo. Początkowo rzeczywiście trzymał się trochę z dala w obawie, aby Teorwen nie nakazał mu powrotu do karawany delegacji Elfów zdążającej do swego kraju. Teraz było już na to za późno. Poczuł, jak dreszcz emocji przenika jego ciało w oczekiwaniu nadchodzących zdarzeń i przygód.

* * *

Zgodnie z przewidywaniami odnaleźli pana na Erdonie, w jego zamku. Razem z nim zgromadzonych było również około setki lordów spośród szlachty i arystokratów – wszyscy radzili o przyszłości Kaprycji i kontynentu. Wszyscy również gorąco powitali Elfów, z radością przyjmując ich dary w postaci zaklętego oręża, który może przełamywać osobistą ochronę Czarodziejów, oraz obietnicy magicznej osłony przed grupami poszukiwawczymi magów Kreostaala. Z tego powodu na zamku zapanowała atmosfera entuzjazmu i podekscytowania.

Zbuntowani lordowie zgromadzeni byli w głównej sali jadalnej. Gorąco radzili o tym, w którym zakątku kraju powinni założyć główny obóz. Miał on się stać miejscem zbornym dla wszystkich tych, którzy zamierzali sprzeciwić się nowej władzy. Było oczywistym to, że lord Erdon jest na liście podejrzanych, i nie mogą zbyt długo przebywać na jego ziemiach.

– Ale co się stanie, gdy opuścimy te ziemie? Kreostaal z pewnością przyśle tu wojska i zniszczy zamek naszego gospodarza – odezwał się jeden z obecnych.

– Wydaje mi się, ze mam rozwiązanie tego problemu – powiedział starszy lord z sąsiedniego hrabstwa Petrus, jeden z przywódców buntu. – Musimy i tak utrzymywać sieć stałej łączności w całym kraju. Proponuję, aby pan na Erdonie wrócił do Kapory i udawał lojalność. W ten sposób ochroni swoje ziemie, a my będziemy posiadali pewny kontakt w stolicy.

Lord Erdon nie był przekonany do pomysłu.

– Wątpię, czy ktokolwiek uwierzy w moją przemianę. Myślę, że zaraz po przybyciu mogę zostać aresztowany.

– Nie sądzę – odezwał się Teorwel. – Sytuacja jest niezwykle delikatna. Uwięzienie arystokraty bez sądu ani udowodnienia mu winy nastawiłoby przeciwko nowym porządkom wielu lordów, którzy wahają się na razie, po czyjej mają stanąć stronie. Kreostaal nie zdecyduje się jeszcze na taki ruch. Jest on doświadczonym politykiem i wie, że jego pozycja jest jeszcze zbyt krucha. Myślę, że powrót do Kapory jest na razie bezpieczny. W sytuacji, gdy warunki się zmienią i pojawi się niebezpieczeństwo, lord Erdon opuści stolicę i dołączy do nas.

– Też się z tym zgadzam – powiedział hrabia. – Oczywiście agenci będą stale obserwować pańskie poczynania, ale tu pomocni mogą się stać Przewodnicy. Myślę, że powinni być lojalni wobec uwięzionego króla Hana i Sofii. Za ich pośrednictwem możemy bezpiecznie przekazywać sobie wiadomości.

– Przewodnicy to potężne bractwo – zgodził się jeden z obecnych. – Jednakże nie jestem przekonany, czy możemy im do końca zaufać. Mają, co prawda, swoją wewnętrzną etykę pracy, jednak ich działalność polega na sprzedaży informacji tym, którzy więcej zapłacą.

– Musimy jednak komuś zaufać. Dziś użycie siatki informacyjnej Przewodników wydaje się być najlepszym rozwiązaniem. Do tej pory zawsze przedkładali oni wierność prawowitym władcom ponad swe doraźne korzyści. Nie sądzę, aby tym razem stało się inaczej.

– Zatem zgoda – odezwał się lord Erdon. – Ruszam z samego rana. Wy zaś udajcie się na północ, na ziemie Opuszczonych Grodów. Tam będzie miejsce zborne i tam musimy kierować wszystkie nasze siły, aż urośniemy na tyle, że będziemy w stanie wyruszyć przeciwko Gwardzistom Kreostaala i wydać mu bitwę. Na razie powinniśmy nękać jego żołnierzy, gdzie tylko możemy – tak, aby obawiali się oni poruszać swobodnie po Kaprycji. W ten sposób ograniczymy ich możliwości prześladowania tych z nas, którzy nie zdążą schronić się na północy. Hrabia Petrus przejmie przywództwo nad naszymi siłami.

Nagle otworzyły się drzwi i wszedł pokryty kurzem żołnierz. 

Skłonił się obecnym.

– Co się stało? – spytał gospodarz.

– Duży oddział Gwardzistów pojawił się o dzień drogi stąd. 

Wygląda na to, że kierują się oni w naszą stronę.

Na sali zapanował gwar. 

Koniec Wersji Demonstracyjnej

Dziękujemy za skorzystanie z oferty naszego wydawnictwa i życzymy miło spędzonych chwil przy kolejnych naszych publikacjach.

Wydawnictwo Psychoskok