Wydawca: Zwierciadło Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2017

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 380 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Seksownik, czyli mądrze i pikantnie - Katarzyna Miller, Beata Pawłowicz

Stuprocentowa satysfakcja z życia seksualnego. Czy to możliwe? Oczywiście, że tak!

Katarzyna Miller, znana i lubiana psycholożka oraz psychoterapeutka, w rozmowach z dziennikarką Beatą Pawłowicz porusza wiele tematów związanych z intymną sferą życia człowieka, która, mimo, że stanowi coraz mniejsze tabu, nadal zbyt często postrzegana jest poprzez pryzmat niszczących ją stereotypów.

Erotyczne gadżety, brak i nadmiar libido, intymne słownictwo, pornografia, wirtualny seks to tylko kilka spośród wątków poruszonych w tych niezwykle ciekawych i inspirujących rozmowach.

Seksownik daje możliwość innego, pozbawionego zahamować spojrzenia na ludzką seksualność, a przez to - szansę na zrozumienie siebie, swoich pragnień i osiągnięcie radości oraz satysfakcji z udanego życia seksualnego.

Katarzyna Miller – psycholożka, psychoterapeutka, filozofka i poetka z ponad trzydziestoletnią praktyką terapeutyczną w zakresie terapii indywidualnej, małżeńskiej i grupowej. Na stałe związana ze magazynem „Zwierciadło". Wykładowczyni na podyplomowych Gender Studies na Uniwersytecie Warszawskim oraz na licznych warsztatach rozwojowych dla kobiet. Autorka i współautorka wielu książek, m.in. Nie bój się życia, Królowe życia i król, W życiu jak w kinie, Chcę być kochana tak jak chcę. Rozmowy terapeutyczne(Wydawnictwo Zwierciadło).

Beata Pawłowicz – dziennikarka związana z magazynem „Zwierciadło”. Autorka i współautorka książek:Dekalog szczęścia, Po szczęście do pracy, Życie w micie (Wydawnictwo Zwierciadło).

Opinie o ebooku Seksownik, czyli mądrze i pikantnie - Katarzyna Miller, Beata Pawłowicz

Fragment ebooka Seksownik, czyli mądrze i pikantnie - Katarzyna Miller, Beata Pawłowicz

Redakcja i korekty: Melanż
Okładka i projekt typograficzny: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN
Ilustracja na okładce: MIROSŁAWA SZAWIŃSKA
Łamanie i skład: Novimedia Sp. z o.o.
Redaktor prowadzący: MAGDALENA CHORĘBAŁA
Dyrektor produkcji: ROBERT JEŻEWSKI
© Copyright by Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o., Warszawa 2017 Text © copyright by Katarzyna Miller, Beata Pawłowicz, 2017
Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.
ISBN 978-83-65456-54-0
Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o. ul. Postępu 14, 02-676 Warszawa tel. (22) 312 37 12 Dział handlowy:handlowy@grupazwierciadlo.pl
Konwersja:eLitera s.c.

Wielkie kochanice

Kleopatra, Katarzyna Wielka, madame de Pompadour, madame Récamier... Potrafiły zauroczyć mężczyzn, ale były nie tylko kochankami. Kobiety, którym udało się przebić do podręczników historii, były wybitnymi znawczyniami ludzkiej duszy. Czego możemy się od nich nauczyć?

Beata: Zacznijmy od Kleopatry. Była jedną z najlepiej wykształconych kobiet swoich czasów. Miła w obejściu, wręcz ujmująca. Ale, jak pisze Plutarch, urodziwa nie była.

Kasia: Kobieta, dla której mężczyźni tracą głowę, nie musi się wszystkim podobać. Ale powinna emanować czymś szczególnym. Uroda dla mądrych ludzi nie jest kwestią rysów twarzy czy młodości, ale tego, co promieniuje z wnętrza człowieka. Jak kobieta ma błysk w oku, żywe ruchy, jest ciekawa świata, ma coś do zrobienia w życiu, to jest ujmująca. I o wielu znanych kobietach mówiono, że ujmowały wiedzą, wdziękiem.

Beata: Madame Récamier na portrecie pędzla Davida ma małe oczy i długi nos...

Kasia: I dlatego nie ma się co przejmować, jeśli nie wyglądamy jak modelka. Zez, trochę krzywy nos czy nogi – to nawet może być nasz feblik, czyli coś, co bierze. Wielkie kochanice były przede wszystkim żywymi osobami. Traktowały siebie jak bohaterki swojego życia. Przeżywały prawdziwe emocje, znały swoje potrzeby i miały plany. Zdobywały mężczyzn nie tylko seksualnością, lecz także umiejętnością rozmowy o tym, co ich interesowało. Tajemnica tkwiła w tym, że wnosiły w relacje z mężczyznami dokładnie to, czego oni potrzebowali, marzenie o idealnej kobiecie, czyli kochance-przyjacielu.

Beata: Kleopatra z Juliuszem Cezarem grała w kości, jeździła na polowania. Z Markiem Aureliuszem chodziła w nocy po mieście przebrana za służącą, piła i bawiła się.

Kasia: Przy kobiecie, która w pełni jest człowiekiem, bo ma rozwinięty nie tylko kobiecy, ale i męski aspekt osobowości, mężczyzna nie musi być nadmiernie męski. Może stawać się ludzki. Rozwijać wrażliwość, czułość, opiekuńczość. A Kleopatra, podobnie jak inne kochanice, musiała dysponować na równi intuicją i rozumem. Przeżywać prawdziwe uczucia, ale też nad nimi panować. Trzeba tu wspomnieć o królowej Elżbiecie, która właśnie panując nad emocjami, stworzyła kwitnące państwo. Umiała siebie powściągać, choć jej ojciec Henryk VIII był seksoholikiem i mordercą. I to ona wydźwignęła swój kraj.

Beata: Czyli panowania nad emocjami warto się uczyć.

Kasia: Wielkie kobiety wiedzą, czego chcą i jak to osiągnąć. Potrafią opanować to, co się nazywa kobiecą emocjonalnością i co zwykle przeszkadza nam zrealizować plany. Pracując z kobietami, często podkreślam: Macie cudowny dostęp do uczuć. Ale więcej myślcie! Zastanawiajcie się, jak osiągnąć cel. Korzystajcie z doświadczeń. Myślcie o tym, co czujecie i dlaczego właśnie to, zamiast ślepo ulegać emocjom. Zastanówcie się też: kim jest ten mężczyzna? A nie tylko: czego ja od niego chcę? Zakochanie sprawia, że nie widzimy człowieka, tylko nasze wyobrażenie o nim. Ale mądre kobiety, nawet kiedy są zakochane, widzą, jaki naprawdę jest ten, którego kochają. Tymczasem my pozwalamy, by sterowały nami uczucia: kiedy mężczyzna przynosi kwiaty, jesteśmy szczęśliwe. Spóźnia się – martwimy się. Uśmiecha się – żyjemy! Odwraca – znikamy. Takie kobiety nazywa się kobiecymi, ale one rezygnują z wpływu na swoje życie. A mężczyźni i tak tracą głowę dla tych, które im imponują. Dla kochanic.

Beata: Plutarch pisał, że Kleopatra potrafiła pochlebstwami uwieść każdego. Czy była wielką manipulantką?

Kasia: Często mówię kobietom: „Wasi mężczyźni potrzebują zachwytu, tak jak i wy. Chcą, żeby mówić im miłe, ale prawdziwe rzeczy”. W sztuce „Apollo z Bellac” narrator poucza bohaterkę, że każdy mężczyzna uwierzy w to, że jest piękny. Ja myślę, że uwierzy w to, że się podoba. A mądra kobieta potrafi dostrzec jego mocne strony. Zrozumieć też, czego on się boi, czego pragnie. Dlatego on czuje się w jej towarzystwie luksusowo.

Beata: Ale czy to uczciwe?

Kasia: A czemu ma być nieuczciwe wspieranie tego, co w mężczyźnie dobre? Każdy coś takiego ma. Kiedy słyszę: „Mój mąż akurat nie”, mówię: „To niemożliwe, gdyby miał tylko wady, nie byłabyś z nim”. No, ale kiedy kobieta odkryje, że jednak jej mąż ma jakieś zalety, to znów dziwi się: „To ja jeszcze mam pracować i nad tym, żeby on czuł się dobrze!?”. No tak! Bo po pierwsze: ktoś musi zacząć. A po drugie: jak on będzie się czuł dobrze, to ty też, bo najprawdopodobniej będzie dla ciebie milszy.

Beata: Wielkie kochanice potrafiły osiągać swoje cele, panując nad emocjami. Czy tylko dzięki temu były niezwykłe?

Kasia: Miały poczucie wpływu na swoje życie. Potrafiły poczekać na to, czego chciały. Postarać się. Dostrzec związek między swoimi działaniami a tym, czy uda im się zdobyć to, czego pragną. Wiedziały, że niekoniecznie musi im się udać, ale że warto zrobić to, co możliwe, żeby się udało. Tymczasem wiele kobiet myśli, że one nic nie mogą, że wszystko zależy od mężczyzny. Jeśli on nie kocha, to koniec. Kochanice wiedziały, że warto zrobić coś, żeby jednak pokochał. Potrafiły planować: „Najpierw poznam go, zaciekawię i już będę trochę bliżej celu”. Były cierpliwe i skupione na realizacji swoich zamierzeń, gdy tymczasem wiele kobiet tego nie potrafi – od dziecka jesteśmy uczone godzić się na to, co los nam przyniesie.

Beata: Kobiety, które walczą o miłość, są przedstawiane jako czarne charaktery. Bo o miłość się nie walczy. Ona przychodzi, mówiąc metaforycznie: jak tchnienie anioła.

Kasia: Nie anioła, tylko mężczyzny. Bo jak on pokocha, to jest miłość. Jak nie, to nie ma. Tak czuje większość kobiet. A to, że kobiecie nie wolno starać się o kogoś, to patriarchalny mit. Sposób na ogłupienie, zrobienie z kobiet biernych istot, które same nie podejmują żadnych działań, pozwalają mężczyznom się wybrać. Wielkie kochanice nie dały się ogłupić. Wiedziały, że mają wpływ na to, kiedy i jaką miłość przeżyją, że mogą wybrać mężczyznę. Madame de Pompadour zdobyła Ludwika XIV, a Kleopatra nie tylko uwiodła Cezara, ale i Marka Aureliusza.

Beata: No właśnie! Uwiodły. My o ich sile ducha, a tymczasem o Kleopatrze mówili, że w swoich strojach i klejnotach wyglądała jak bogini.

Kasia: To nie była dziewczyna z ulicy, którą mężczyzna dostrzega, bo ona jest śliczna. Kiedy spotkała Cezara, była królową Egiptu. Olśniewała. Umiała wykorzystywać swoje atuty. Ale w tym nie ma nic złego. Przeciwnie, takie zachowanie podpowiada nam rozum.

Beata: Rozum rozumem, ale piszą, że Kleopatra była też królową oralnej miłości.

Kasia: Dla mężczyzn to ma ogromne znaczenie. I nie chodzi tylko o szczególną technikę seksualną. Dla nich ich penis, kogut, tygrys to oni sami. Dlatego ważne jest, jak kobieta go traktuje. Czy go kocha? Czy może się brzydzi? Czy chce brać do ust? Jeśli tak, to mężczyzna czuje, że ona go naprawdę chce. Seks z taką kobietą to dla niego niezwykłe przeżycie. Ale nie tylko. Związek z kobietą, która go przyjmuje, docenia i która dzięki niemu jest szczęśliwa, staje się dla mężczyzny sensem życia.

Beata: Katarzynę Wielką po śmierci Aleksandra Łanskoja pocieszało dwóch kochanków.

Kasia: Katarzyna była seksoholiczką. Wybierała kochanków spośród gwardzistów, kierując się wypukłością ich rozporka. Czasem jednego, czasem kilku na jedną noc. Była chyba jedyną znaną kobietą w historii, która korzystała z władzy dla uciech seksualnych. Jawnie czyniła rozpustę. Oczywiście, nieustająca pogoń za seksem to ucieczka. Ale jest coś imponującego w tym, że w czasach, kiedy kobiety nie miały żadnych praw, ona je sobie dała. Zaakceptowała swoją rozbuchaną seksualność. Od niej też możemy się jednak czegoś nauczyć, tego, że mamy prawo do bycia jawnie istotą seksualną. A nas nadal przeraża to, że inni mogliby o naszej seksualności wiedzieć i mówić. Nie bójmy się, seksualność jest zaletą kobiety.

Beata: Katarzyna poznała Łanskoja, mając 50 lat. A madame de Pompadour była już żoną i matką, kiedy na balu maskowym poznała Króla Słońce.

Kasia: Kobieca seksualność rozwija się w nieskończoność, a więc im kobieta starsza, tym bardziej jest otwarta na seks i silniej go przeżywa. Wie już też, że z mężczyzną ma się dobrze czuć. Nie fantazjuje o tym, że on ma być wysoki i niebieskooki. Zdradzone kobiety często dziwią się, jak ich mąż mógł odejść do kobiety starszej i brzydszej niż one. Nie ma czemu się dziwić. On po prostu spotkał interesującą, fascynującą towarzyszkę, partnerkę.

Beata: Czyli podejście do życia też było ich tajemnicą. Słynne: „Żyjemy hucznie i wesoło, a po nas choćby potop...” przypisuje się madame de Pompadour.

Kasia: Nie chodzi o hedonizm, tylko o to, by to, co teraz się dzieje, było najważniejsze. Mistrzostwo życia polega właśnie na tym: jak idę na bal, to po to, by się bawić. Jak się kocham, to tylko to się liczy. A jak rozmawiam, to po mistrzowsku. Francuzi nazywają to „esprit”, ten błysk, celność riposty. Damy, które tak jak madame de Pompadour czy Récamier prowadziły w Paryżu salony, były erudytkami. Bywali u nich Wolter, Diderot, Monteskiusz, Chateaubriand. Miały ambicje, by kształcić się i rozwijać. I sięgać po władzę! Stawały się przecież kochankami władców, żeby rządzić. Mieć wpływ na los swój i swojej rodziny, zdobyć majątek, pozycję. Od wielkich kochanic powinnyśmy się nauczyć, że mamy rządzić swoim życiem, kierować się ambicją, sięgać po to, czego pragniemy, także po władzę.

Beata: No właśnie, ambicja! My się jej boimy. Słyszymy, że nasza ambicja jest zła, krzywdzi dzieci, rozbija rodzinę.

Kasia: Mówimy tak, gdy komuś zazdrościmy tego, do czego dzięki ambicji doszedł. Nasze życie spełnia się właśnie wtedy, gdy zdobywamy to, na czym nam zależy. Dziś naszym największym problemem jest to, że nie sięgamy po władzę polityczną. Bo nam wmówiono, że tylko te, których nikt nie kocha, pchają się do góry. I tak „ambitna” ma się łączyć z „nieatrakcyjna, samotna”.

Beata: Ale skoro ambicja nam nie szkodzi, to czemu wiele ambitnych kobiet jest samotnych?

Kasia: Jak się kobieta zajmie pracą, to na bok idzie seks. Rodzice coraz chętniej wspierają ambicje intelektualne córek, ale wciąż nie wspierają ich rozwoju seksualnego. I dlatego kobiety nadal mają kłopot z równowagą. Nieświadomie zakładają, że albo kariera, albo seksualność. Skąd mogą wiedzieć, że nie muszą wybierać. Tylko po cichutku mówi się, że Curie-Skłodowska miała kochanka, a gdy Piotr zginął pod kołami dorożki, znalazła nowego partnera. Była seksualną kobietą. W szkołach nie uczy się nas, że Konopnicka pisała świńskie wierszyki. Mamy pseudowyzwolenie, bo nadal obowiązuje podział na żony i ladacznice, tyle że w wersji: albo naukowczyni, albo kochanka. A trzeba być kobietą całą gębą. Istotą intelektualną, kreatywną i seksualną. Wielkie kochanice takie były. Żyły intensywnie na każdym poziomie.

Czego mężczyzna chce od kobiety?

Znajomy mężczyzna mówi, że pragnie tylko, żeby jego partnerka była i go akceptowała. Kobiety jednak nie potrafią po prostu być. Wolą dawać i jednocześnie pouczać, jak się im odwdzięczać. Czy tak jest naprawdę? Trzeba pisać o tym, jak powinnyśmy kochać swoich mężczyzn? – Trzeba, i to bardzo.

Beata: Jesteśmy przekonane, że co jak co, ale kochać swoich mężczyzn to my potrafimy.

Kasia: Na początek westchnę ciężko jako doświadczona terapeutka małżeńska. Przede wszystkim nie umiemy bawić się, czerpać satysfakcji z miłości. Nikt nas tego nie nauczył. A jeśli ktoś, tak jak kiedyś Michalina Wisłocka, proponuje nam obrzucanie się poduszkami w łóżku, dziwimy się: „Jak to, dorośli mają się zachowywać jak dzieci?!”. Oczywiście, że tak. W każdym z nas jest dziecko i im częściej może się powygłupiać, ujawnić swoje marzenia, tym lepiej dorosłemu. Kiedy w relacji intymnej spotkają się nasze dziecięce aspekty, możemy całkiem skupić się na przyjemności i zabawie.

Beata: Ale w tym, żeby w łóżku skupić się na zabawie, często przeszkadzają nam nasze realnie istniejące dzieci.

Kasia: Kiedy stajemy naprzeciw siebie i w oczach zapala się nam: „Pragnę cię”, dzieciom mówimy: „Idźcie do cioci” albo „Idźcie do swojego pokoju”. Nie martwimy się, że coś usłyszą. Dobrze, żeby wiedziały, że rodzice się kochają. Można zrobić kartkę: „Proszę nie przeszkadzać”, bo seks to rzecz ważna, a nawet święta dla pary. Szanujmy nasze pożądanie. A my co? W sypialni pilnujemy tylko, co wypada, a czego nie. Na dodatek, o zgrozo, mówimy czasem do niego „tatusiu”, a on do nas „mamusiu”. A jak nazywamy jego penisa? Ptaszek, Wacuś, siusiak, Jaś, bo Jaś i Małgosia. Już nawet „chuj”, choć wulgarny, byłby lepszy, bo jest przynajmniej męski. A dla mężczyzny to nader ważne, żeby w naszych oczach jego członek był męski. Ja lubię: tygrys. To piękny zwierz. Nie można go oswoić. Robi, co chce. Jak jest głodny, to głodny, i już. Ciekawe, ile kobiet kocha penisa swojego mężczyzny, jak go nazywa, czy utożsamia go z nim, czy oddziela?

Beata: Zapytajmy czytelniczki, może do nas napiszą.

Kasia: Byłoby cudnie! Prosimy... Stosunek kobiety do penisa wpływa na jakość związku. Bo tak jak kobieta potrzebuje zachwytu mężczyzny nad swoją waginą, tak mężczyzna potrzebuje zachwytu kobiety nad swoim penisem. On jest jego integralną częścią, i to do zadań specjalnych. Zajmując się nim, kobieta zajmuje się mężczyzną, bo on często utożsamia się ze swoim penisem. Kobiety z waginą utożsamiają się niestety rzadziej, częściej z piersiami czy z brzuchem. Mężczyzna odczuwa seks przede wszystkim genitalnie, jeśli więc kobieta kocha jego członek, traktuje jako coś, co do niej pasuje, a seks jako zespolenie – to mężczyzna czuje się kochany.

Beata: Ale to chyba nie znaczy, że jest tylko jeden sposób na okazywanie mężczyźnie miłości?

Kasia: Masz na myśli tzw. robienie laski? Nie stworzyliśmy jeszcze innych, fajnych określeń na opisanie czynności, o której można powiedzieć: kochanie jego członka, a nawet kochanie jego samego. Kobietom jest trudno o równowagę między wstydem i bezwstydem. Pytają: „Co to znaczy, że mam go kusić? Czy zakładać ciuchy erotyczne?”. Dla jednego mężczyzny tak, dla innego nie. Ale tak naprawdę kusić to znaczy samej mieć ochotę. Jeśli ona jest w kontakcie ze swoją seksualnością, nie musi przybierać wyzywających póz. Przeżyli razem superseks w lesie? Wystarczy, że następnym razem powie: „Mam ochotę na spacer do lasu”. Mężczyzna potrzebuje poczuć się przez kobietę przyjęty. Dla niego to jedna z najważniejszych rzeczy w życiu– być w kobiecie, w tym bezpiecznym i ekscytującym miejscu.

Beata: Czyli znów mówimy o seksie.

Kasia: Na terapii par mężowie często pytają żony: „Dlaczego mnie odpychasz? Czemu mówisz, że mężczyźni chcą tylko tego?”. Staram się wtedy pokazać kobietom, ile tracą, odrzucając męskie pożądanie. W nim jest wiele uczuć, których mężczyźni inaczej nie umieją okazać. Kobiety słuchają mnie, a potem mówią: „To co, ja mam się zmuszać?”. Nie, pogadaj z przyjaciółką, z psychoterapeutką, dlaczego nie chcesz seksu. Kobieta, która czuje się obrażona męską seksualnością, zwykle jest zagubiona w swojej kobiecości. Nie akceptując jej, nie czuje się istotą seksualną. Może dlatego, że jej matka uznawała seks za coś brudnego. Nie sypiała z jej ojcem, a kiedy w filmie były „sceny”, zasłaniała córce oczy? Jeśli tak, to trzeba o tym otwarcie powiedzieć mężowi. Wtedy można przez jakiś czas tylko pieścić się, bez seksu. Nauczyć się też sprawiać sobie inne przyjemności. On zabierze ją do kina, ona pójdzie z nim na mecz, on jej coś pysznego ugotuje, ona pomasuje mu stopy.

Beata: Właśnie, my nie wiemy, co sprawia przyjemność naszym mężczyznom. Ja dopiero po 14 latach małżeństwa dowiedziałam się, że mój mąż interesuje się boksem.

Kasia: Tego wieczoru, kiedy Gołota miał się bić z Adamkiem, byliśmy zaproszeni na przyjęcie. „Ja nie pójdę” – powiedział mój partner. „Ale tam wszyscy będą oglądać walkę” – stwierdziłam. „Skoro tak, to idę”. Szanujmy upodobania swoje i partnera, dajmy sobie i jemu prawo do przyjemności. Jeśli chce grać w piłkę, niech gra. Oczywiście nie kosztem bycia mężem czy ojcem. Ale gdy pozwolimy mu być sobą, zaakceptujemy to, że on nie ogląda naszych seriali, i nie będziemy śmiać się z jego zainteresowań samochodami, poczuje się kochany. To, co nas różni, będzie nas do siebie przyciągać.

Beata: Zapytałam znajomego 38-latka, kiedy czuje się kochany. Odpowiedział, że dla niego najważniejsza jest czułość, to, że ona całuje go na dzień dobry, przytula.

Kasia: 20-latek, który ma wzwód jak skała i jedyne, o czym marzy, to seks, może nie zdawać sobie sprawy, że jego pragnienie fizycznej bliskości z kobietą to także pragnienie czułości. Ale im mężczyzna starszy, tym lepiej o tym wie. Niestety i tu pojawiają się problemy. Kobieta chce być przytulana, ale wścieka się, że on to robi tylko, kiedy idą do łóżka. Złości się, że gdy sama go przytula, on odbiera to jako zaproszenie do seksu. Ja postawiłabym ważne pytanie: ile twój mężczyzna ma w waszym związku czułości? Jeżeli mało, przytulanie wywoła w nim łańcuch emocji i reakcji, na końcu których jest wzwód. Jeśli wiele, częściej będzie bezinteresownie czuły. Seks nie jest już wtedy jedyną drogą do bliskości.

Beata: Przyjaciel mówi, że chce od kobiety tylko tyle, żeby była i akceptowała go. Ale właśnie to okazuje się nieosiągalne.

Kasia: Moja kuzynka wyrzeka, że jej mąż wciąż coś robi w domu, nawet schody sam zrobił. Ja jej na to, że takiego mężczyznę ozłociłabym. Donosiłabym mu jedzenie i mówiła: „Cudnie to robisz, kochany”. W międzyczasie zaciągnęłabym go do łóżka, wychwaliła i wycałowała. Ale jeśli ktoś potrzebuje pretekstu, by mieć pretensje, to go znajdzie. Nasze matki miały o wszystko pretensje, więc i my mamy. Jeśli w dzieciństwie nie dostałyśmy bezwarunkowej miłości i nadal jej pragniemy, wciąż rozliczamy za to partnera. Mówię swoim klientkom: mamy złe nawyki, ale mamy też rozum. Używajmy go więc nie tylko w pracy, lecz także i w domu. Ale tu zamieniamy się w dzidzie, które marzą, by mężczyzna odgadywał i spełniał ich oczekiwania, lub ksantypy.

Beata: Na wakacjach widziałam, jak młoda kobieta przyniosła swojemu mężczyźnie słoik z robakami. Nakopała ich, żeby miał jak wędkować. Jakoś mnie to zasmuciło.

Kasia: Bo czy ona lubi szukać w ziemi robaków? Ja nie lubię. Każdy musi mieć swój świat, inaczej stajemy się dla partnera nudni. Ale są kobiety, które zaprzedają mężczyźnie duszę. Mówią: „Wszystko mu dałam i dlaczego on mnie nie kocha?”. Na co panowie odpowiadają: „Ale ja nic od ciebie nie chciałem. Tylko żebyś była ze mną szczęśliwa”. Bo oni chcą od kobiet właśnie tego, żeby były z nimi szczęśliwe. To cała tajemnica. Nie można być dla partnera mamuśką, bo przestanie nas pożądać. Żadnych takich: „Najedz się, ubierz ciepło, usiądź sobie wygodnie”. To ty masz usiąść wygodnie, a on niech postoi. Jeśli kobieta wciąż daje, a nie umie brać, mężczyzna przestaje czuć się ważny. Nie może uszczęśliwić swojej kobiety, nie może poczuć się przy niej prawdziwym mężczyzną.

Beata: Jak okazywać miłość komuś, kto nam jej nie okazuje?

Kasia: Jeśli chcesz nauczyć go, by okazywał więcej uczuć, sama to rób. Tak jak lubisz. Bo mężczyźni bardziej się wstydzą niż my. Potrafią dużo, kiedy zaleją ich hormony. Ale potem, gdy ona już jest jego i wciąż narzeka, czują się bezradni. Są nauczeni, że mają coś robić. No to on fuknie: „Co ty taka chodzisz zła?!” i wydaje mu się, że już coś zrobił, powiedział, że widzi coś niedobrego. Ona – obrażona – nie odpowie mu, bo uważa, że powinien się domyślić: „Kiedyś zabierał mnie na romantyczne spacery, to i teraz powinien”. Ale on nie będzie tego robił sam z siebie. On już sobie ciebie wychodził. To nie znaczy, że masz ze spacerów zrezygnować. W miły i otwarty sposób powiedz mu, że ci na nich zależy. Uciesz się, gdy na ten spacer pójdziecie. Całuj go, przytulaj, głaszcz i chwal. Ale nie udawaj. Kobieta daje mężczyźnie poczucie ugruntowania w ziemi, w świecie. I to jest prawda, że oni wszystko robią dla nas. Tylko my tego nie umiemy odczytać.

Beata: A gdybyśmy umiały, to czego mężczyzna oczekuje od kobiety? Miłości, domu?

Kasia: Chce być kochany, ważny i niezbędny. Kiedyś był ważny z samego faktu bycia mężczyzną. Teraz złości się, że kobieta staje się ważniejsza niż on. A tak nie może być. Obie płcie muszą być równie ważne. Moja wersja jest taka: ty masz tron wyższy, a ja szerszy. Ty jesteś chudy i wysoki, a ja niska i gruba. Takie trony są na naszą miarę. Kiedy sobie to uzmysłowiłam, przestałam walczyć z nim o władzę i zaczęłam go naprawdę kochać. Weszłam kiedyś do sali, w której było pełno gości, a ponieważ mój mężczyzna przyszedł pierwszy, rozejrzałam się za nim. I nagle, tak jakby ktoś włączył reflektor, zobaczyłam go, tam gdzie stał, było jaśniej. Poczułam: to tego właśnie człowieka kocham. Po co mi pretensje, że kładzie na stole kluczyki od samochodu? Czy to takie istotne? On jest ważny. Jest mój. Mój osobisty.

Biedna kobieta

Rękawiczki za łokieć, pończochy i papieros w długiej lufce nie są jej niezbędne.Wystarczy, że spojrzy – jak Marlena Dietrich – i już przyciąga uwagę każdego mężczyzny. Kim jest ta, która igra uczuciami i prowadzi mężczyzn do zguby? Czy mamy jej zazdrościć, czy współczuć?

Beata: Grana przez Ritę Hayworth bohaterka filmu „Gilda” (1946 r.) miała długie rękawiczki i suknie bez pleców. Czy kobiety fatalne nie zniknęły razem z tamtą epoką i modą?

Kasia: Uwodzicielki zawsze będą, nawet bez tych wszystkich rekwizytów. Oczywiście, chodzi tu o inne uwodzenie niż to, które mamy na myśli, gdy mówimy do naszego misia: „Ja cię dziś uwiodę i będzie nam przez całą noc bosko”. Femme fatale manipuluje, czyli osiąga zamierzony cel, nie patrząc na innych. Kiedy my mówimy: „Jesteś boski”, to znaczy, że on nam się podoba. I zaboli nas, jeśli usłyszymy: „Ale ty mi się nie podobasz”. Gdy femme fatale komplementuje mężczyznę, to znaczy tylko, że zanęca, wabi. I dlatego gdy usłyszy: „Ale ja jeszcze nie wiem, czy ty też jesteś cudowna”, patrząc mu w oczy, odpowie: „To znaczy, że jeszcze nic o mnie nie wiesz”. A potem odwróci się i odejdzie, wzbudzając w nim szaloną ciekawość, co ona takiego niezwykłego w sobie ma. Nic więc dziwnego, że pobiegnie za nią, by się dowiedzieć.

Beata: To chyba każda kobieta ma w sobie coś z femme fatale. Nie zawsze przecież mówimy całą prawdę.

Kasia: Czasami bawimy się rolą uwodzicielki. Ale zdrowej kobiecie robienie tego bez przerwy po prostu by się znudziło. Tymczasem dla femme fatale istotą życia jest to, żeby mężczyznom niezmiennie na niej zależało.

Każdej kobiecie zwykle jest przyjemnie, gdy mężczyzna okazuje jej wprost: „Ty mi się podobasz, ciebie pragnę”. Ona nie musi na te sygnały odpowiadać. Wystarczy, że są, by czuła się ważna. Kilka razy w życiu zdarzyło mi się być taką kobietą i najbardziej podobało mi się to, że jak jeden zaczynał za mną łazić, to od razu pojawiał się drugi i trzeci.

Beata: Czy to znaczy, że atrakcyjność kobiety wynika z męskiego pożądania?

Kasia: Miałam w liceum nietuzinkowych kolegów. Perliński, ładny brunet, postanowił wpłynąć na mechanizm powstawania popularności. Chciał zobaczyć, co się stanie, jeśli razem z kumplem zaczną kręcić się wokół koleżanki, która do tej pory nie wzbudzała zainteresowania kolegów. Zaczęli więc adorować Ewę, która była chuda i patykowata. Zdecydowanie różniła się od tych koleżanek, wokół których chłopcy latali. Ale jak Perliński z kumplem zaczęli na dużej przerwie ją obstawiać, to wzbudzili zainteresowanie reszty chłopaków. Ci byli zaciekawieni, co tamci w niej zobaczyli, i też zaczęli wokół niej krążyć. A Ewa zaczęła rozkwitać, pięknieć i przyciągać kolejnych adoratorów już własnym blaskiem.

Beata: A więc to przekonanie o własnej atrakcyjności czyni z kobiety obiekt westchnień?

Kasia: Właśnie. W czasach socjalizmu organizowano wyjazdy mężczyzn na budowy w głąb Rosji. Razem z nimi jechało zawsze kilka kobiet, m.in. kucharek. Kiedy wracały, były całkiem odmienione. Tam dostały tyle męskich wyrazów uznania, że ich poczucie wartości wzrastało. W męskiej naturze leży bowiem, żeby za babą latać.

Beata: Skoro kucharka z budowy może być femme fatale...

Kasia: Te kucharki nie wracały jako femme fatale, ale jako kobiety pewne swej atrakcyjności. W każdym środowisku spotkamy za to kobiety, które słyną z tego, że są chłodnymi pięknościami. Znałam pewną sekretarkę, bardzo ładną, która wciąż się malowała, czesała, pudrowała. Jej dyrektor się nią chełpił. Poznałam też jej męża, ciepłego faceta, który się jeszcze nie rozeznał, że nie ma żony, bo ta wciąż jest zajęta sobą. I jej córeczkę, która tak jakby nie miała mamy. Bo gdy próbowała przyciągnąć jej uwagę, słyszała: „Przynieś mi lusterko”. Dla takich kobiet ważne jest tylko jedno: „Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie”.

Dlatego tak naprawdę femme fatale nie będzie miał żaden mężczyzna i to ich doprowadza do wrzenia. A ponieważ zazwyczaj chce ją mieć kilku, każdy z nich, patrząc na konkurentów, myśli: „Ona jest wyjątkowa”. Do głosu dochodzi męska rywalizacja: „Jeśli ja ją złapię, okażę się lepszy” i w rezultacie wszyscy macho zaczynają gonić króliczka.

Beata: Ale to nie jest króliczek...

Kasia: To jest lisica! Ona potrafi rozgrywać męską rywalizację. Dlatego z jednego kabrioletu przesiada się do drugiego, a każdy z zainteresowanych nią mężczyzn myśli: „Będę musiał się bardzo postarać, aby tamtego przebić”. Ona nauczyła się, że ma władzę nad nimi, jeśli im nie ulega. A jej urok, jej seksualność są ważniejsze od wszystkiego innego. Dlatego mężczyźni myślą, że jest szalenie zmysłowa. Tymczasem ona seksu nie lubi, boi się. Ale też wie, że on daje jej władzę przez niezaspokojenie, a nie poprzez bliskość, wspólne szczęście.

Beata: Jacy mężczyźni dają się na ten sztuczny miód złapać?

Kasia: To jest kobieta, która nauczyła się odczytywać cudze pragnienia. Lecz nie po to, by je szanować, ale by rządzić. Nie była kochana i nie umie kochać. Umie za to wysyłać sygnały: „Tu u mnie czeka cię coś niezwykłego”. Ale im bardziej się mężczyzna do niej zbliża, tym bardziej ona się odsuwa. A to nęci. Dla neurotyka, który nie lubi siebie samego, to szalenie pociągające. To też oferta dla cynika, który uznał, że wszystkie kobiety są złe. Ona kłamie. On o tym wie, ale to kupuje, bo przy niej będzie zawsze wolny. Nie będą razem, jej obietnice nigdy się nie spełnią, a jednocześnie ożywiają go, podniecają. Toczą więc ze sobą grę niespełnionej miłości. Wystarczy sięgnąć do klasyki kryminału z lat 40., na przykład do „Żegnaj, laleczko” Raymonda Chandlera, żeby zobaczyć, jak to wygląda.

Beata: Chociaż trafiają jej się neurotycy i cynicy, to kobiety i tak zazdroszczą jej powodzenia.

Kasia: Myślą: „Ona ma wszystko, a ja nawet nie mam jednego faceta”. Dla femme fatale zazdrość kobiet jest tak ważna jak podziw i pożądanie mężczyzn. Najprawdopodobniej matka jej nie kochała i rywalizowała z nią o ojca. Kiedy więc teraz femme fatale wygrywa z innymi kobietami, czuje taką samą satysfakcję jak wtedy, gdy wygrywała z matką. Ojciec traktował ją jak swoją małą kobietkę, to jej dawał biżuterię, to nią, a nie jej matką się zachwycał. W ten sposób używał jej do rozgrywek z żoną. Erotyczność tej relacji była bardzo ważna, choć seksu nie musiało być. Ale to właśnie za swoją atrakcyjność jako dziewczynka była podziwiana. I dlatego to dla niej najważniejsze – budzić podziw i pożądanie.

Beata: Czyli w dzieciństwie femme fatale była psychicznie molestowana?

Kasia: Kobiety fatalne nie były nigdy kochane. Zawsze tylko używane. I jedynie wtedy ważne. Więc stale muszą w mężczyznach podsycać podziw. Używać siebie.

Beata: Czy w takiej sytuacji to one trzymają w ręku wszystkie sznurki?

Kasia: W książce Aldousa Huxleya „Kontrapunkt” mężczyzna dostrzega, że kiedy odsłania się przed swoją ukochaną i zapewnia o miłości, ona odchodzi. Kiedy się od niej odwraca, ona zaprasza go z powrotem. Zaczął więc eksperymentować. Mówił: „Kochanie, jesteś jedyna, nie mogę żyć bez ciebie...”. Na co ona: „Przepraszam cię, ale się spieszę”. Ale kiedy już się od niego odwróciła, a on nagle stwierdzał: „Właściwie masz rację, idź już”, wtedy wracała: „Może jednak napiję się z tobą herbaty...”. On dostrzegł, że ona nie wie, czego chce, że musi zgarniać dowody, że jest ważna, że ktoś ją widzi, że jest od nich uzależniona. A więc znajduje się w takiej samej niewoli jak mężczyźni, którymi manipuluje.

Beata: Powiedziałaś, że femme fatale nie lubi seksu. Czy to znaczy, że z nikim nie sypia?

Kasia: Jak stwierdziła kiedyś pewna kobieta: „Zawsze wiem, jak się ułożyć w łóżku, żeby dobrze wyglądać”. Żeby móc pamiętać o wyglądaniu, nie można przeżywać. Takie kobiety wiedzą, czego pragnie facet, i dają mu tego troszkę mniej, ale obiecują troszkę więcej. Ponieważ same nie podlegają falom naturalnych emocji, mogą na zimno manipulować kochankiem. Są wyszkolone w ars amandi, więc jeśli mężczyzna nie potrzebuje w łóżku bliskości, będzie zachwycony. Kadzidełka, świece, bielizna, w sumie świetne przedstawienie. No i co z tego, że ona nie przeżywa orgazmu ani nawet zmysłowej przyjemności, jeśli on o tym nie wie?

Ale jak femme fatale się do kogoś nieopatrznie przywiąże, to bardzo go zrani. Jest bowiem przekonana, że miłość rani, więc lepiej, żeby zraniła kogoś innego.

Beata: Ona daje im trochę w kość. Chyba każda z nas czasem chętnie by to zrobiła.

Kasia: Lepiej, by mężczyźni uczyli się kochać kobiety, które potrafią odwzajemnić miłość, i żeby mieli dzieci, które będą czuły się kochane. Z rewanżem trzeba uważać. Miałam w terapii mężczyznę, który został zmanipulowany i porzucony, a potem już tylko się mścił. Uwodził mężatki i doprowadzał do tego, by ich mężowie się dowiedzieli. Chodziło mu o to, żeby cierpieli tak samo jak on. Zrobił to 27 razy, nim się połapał, że marnuje życie.

Często spotykam mężczyzn, którzy są nieszczęśliwi, bo dali się uwieść i wykorzystać. Pragną kobiety, o której umieją powiedzieć tylko tyle, że jej nie rozumieją. Próbuję im wyjaśnić, że to nie jest niezwykła istota, ale ktoś, kto za sprawą obietnic bez pokrycia trzyma ich mocno i nie puści.

Beata: Czy można zawczasu rozpoznać manipulatorkę?

Kasia: Jeśli kobieta zawsze wygląda dobrze, to ty się, chłopie, przestrasz. Bo ona tak bardzo zwraca uwagę na siebie, że na nic więcej, a już na pewno na ciebie, nie będzie miała czasu. Jeśli nie masz wpływu na związek, nie wiesz, co od ciebie zależy, a co nie, jeśli nie rozumiesz tej kobiety, to się zastanów, czy chcesz tak żyć? Pragnąć, ale nie mieć. Głód bliskości łatwo pomylić z miłością. Pragniemy coraz bardziej, bo coraz bardziej brak nam tego, czego nie dostajemy. W każdym człowieku, który chociaż trochę siebie lubi, jest część, która mówi: „Chcę być kochany i szanowany”, i do niej warto się odwołać, jeśli czujemy, że ktoś nami igra.

Beata: Jak historie femme fatale się kończą?

Kasia: „Ulubieńcy Ameryki” z Catherine Zeta-Jones i Julią Roberts to właśnie opowieść o tym, jak zimna piękność traci miłość, gdy jej mąż poznaje zwykłą, miłą dziewczynę. Mężczyźni nie chcą latać bez końca za kobietą, której nie można zdobyć. Wielu mówi też, że co innego pragnąć, a co innego być. I być wolą z kimś, kto umie kochać. A więc na koniec femme fatale zostaje sama, często w biedzie.

Beata: Co możemy poradzić kobietom, które czują się femme fatale?

Kasia: Masz poczucie władzy, ale nie masz poczucia szczęścia. Masz poczucie ważności, ale nie wartości. Kobiety ci zazdroszczą, ale masz w środku niekochane dziecko, którego używasz jako przynęty. Do czego? Musisz uwodzić. To jest nałóg. Można się z niego wyzwolić i uczyć bliskości. Więc choć dostajesz wiele głasków od mężczyzn, zastanów się, na jak długo to starcza i co się w twoim życiu naprawdę dzieje.

Figle-migle

Kim jest mężczyzna, który potrafi w łóżku rozbawić swoją kochankę, a kim ten zawsze na serio? Co nam obojgu może dać żartowanie z seksu i gdzie jest tego granica? Czy poniżej męskiego pępka?

Beata: Nie wszyscy mężczyźni lubią zabawy w łóżku. Kupiłam kiedyś pewnemu blondynowi bokserki w niebieskie kangurki i on się na mnie obraził...

Kasia: Jeśli ktoś się czuje obrażony byle czym, to wiadomo, że będą z nim kłopoty: sztywny, skrępowany, zabijający w innych każdy przejaw spontanicznej radości życia. Przebieranki to pikantna zabawa. Przecież to cudowne móc przebrać swojego chłopa za babę i go uwieść. Albo ubrać go do seksu tylko w muszkę czy zamienić w Hindusa: zawiązać turban, oczy przedłużyć czarną kredką, a do pępka przykleić diament. Co tam kogo kręci i co komu wyda się zabawne. Rzecz w tym, że jak ludzie się lubią i potrafią razem bawić, to lepiej radzą sobie z życiem, kiedy trzeba być bardzo na serio. Mają też z tego bycia razem o wiele więcej radości. Także erotycznej. Seks może przecież wyrosnąć z zabawy. Droczymy się ze sobą, przekomarzamy, przebieramy i w pewnym momencie mamy taki wspaniały luz, że już nic – tylko zacząć się kochać. Niech żyje zabawa dla zabawy, która się przeradza w erotyczny zachwyt nad sobą i partnerem.

Beata: I niech żyją weseli kochankowie?

Kasia: Dziecko wewnętrzne – to pojęcie na szczęście jest coraz bardziej znane – jest zadowolone z życia, gdy ma okazję do zabawy. Wtedy nie brak mu energii, również seksualnej, a to znaczy, że jest po prostu szczęśliwe. Cały świat jest wówczas pełen seksualnych arcydzieł. Bo na przykład ogórek, pomidor czy dynia są właśnie takimi arcydziełami. Wszystko, co jemy, na co patrzymy, jest dowodem na seksualność świata.

Beata: I jest też pretekstem do śmiechu i żartowania.

Kasia: Właśnie. Do seksu tak jak do życia w ogóle podchodźmy i na poważnie, i na czule, i na słodko, i na wesoło. Seks traktowany tylko poważnie szybko by się nam znudził. Rutyna zjadłaby namiętność. Dlatego ważne, żebyśmy kochali się zależnie od nastroju, od pogody... W seksie może być też sporo lęku, więc to, że można pochichotać, bardzo pomaga. Gdybyśmy jednak kochali się tylko na śmiesznie, to znaczyłoby, że bagatelizujemy i seks, i siebie. Ale wszystko jest w jak najlepszym porządku, gdy rechoczemy w łóżku raz na jakiś czas. Oczywiście spontanicznie, a nie według harmonogramu – co piąty akt ma być na wesoło.

Beata: To w takim razie poproszę o jakąś podpowiedź dla tych, którzy przerazili się teraz, że wpadną w rutynę. Od czego zacząć naukę śmiania się w łóżku?

Kasia: Możemy śmiać się z żartów erotycznych, na przykład takich: „Wstaje chłop z łóżka w nocy i łazi, i łazi, aż żona się budzi: – A co ty tak łazisz? – Bo mnie taka chuć wzięła. – No to chodź! – No to chodzę...”. Można też pisać, a potem recytować sobie limeryki. Oto jeden z tych, które sama napisałam: „Pewna panna z miasta Łodzi/ Udawała, że nie wie, o co chodzi/ Pewien pan jej powiedział/ bowiem sporo już wiedział/ I teraz ona z nim chodzi”.

W łóżku możemy też śmiać się wprost z tego, co robimy. Na przykład tak. On może powiedzieć do kochanki: „Niech no ja cię pocałuję w te twoje fałdeczki. Pierwsza, druga, trzecia...”. Człowiek, który lubi swoje ciało, akceptuje to, jak wygląda, może ze swojej cielesności zrobić taki sam ubaw, jak z każdej innej rzeczy. Dzięki śmiechowi, humorowi można pokonać swoje kompleksy, zahamowania czy wstyd. Obśmiać swoje niedoskonałości to tyle, co przestać się nimi zajmować. Świetnym pomysłem jest wygłoszenie w sypialni „Ody do sadełka” albo do „Cudnej krzywej nóżki”.

Beata: Jest jednak pewien element męskiego ciała, z którego nawet życzliwy śmiech będzie źle przyjęty. Mężczyźni traktują ów element wyjątkowo serio, zwłaszcza gdy nie jest zbyt okazały.

Kasia: Nie warto kłamać i mówić, że jest imponujący. Lepiej powiedzieć: „Mój ty figlarny, zwrotny maluszku. Ty jesteś jak te cudowne, małe wyścigowe samochody– wszędzie się dostaniesz. W małym siła”. A tak na poważnie warto mężczyźnie uzmysłowić, że najważniejsze to się dopasować: mała cipeczka, to i mały figlarz. W książce „Ojciec chrzestny” jest kobieta, w której wszyscy toną, aż w końcu znajduje się mężczyzna, który ma giganta i któremu też było źle, dopóki nie spotkał odpowiedniej kobiety. Są jednak żarty, które nadwyrężają poczucie humoru kochanka. Bo jeśli ona śmieje się: „Pensję też masz małą”, to nie dziwota, że mu nie staje.

Beata: „Jak długo kobiety będą udawały orgazm? Tak długo, jak mężczyźni będą udawali grę wstępną... ”. Czy opowiedzenie takiego kawału w łóżku to dobry pomysł?

Kasia: Ja bym go w łóżku nie mówiła. Zwłaszcza jeśli to ma być aluzja, żeby on mi dawał więcej pieszczot i czułości. Jeśli tak jest, to trzeba mu to wprost powiedzieć: „Mój kochany, żebym ja się naprawdę podnieciła i ciebie przyjmowała z rozkoszą i z chęcią, potrzebuję więcej podchodów!”. Jeśli ujmiemy to w ten sposób, to mężczyzna zrozumie, że warto się potrudzić, bo jemu samemu to się opłaci. Ale jeśli chcemy opowiedzieć jakiś żart à propos sytuacji tego mężczyzny, to lepiej, gdy jest on jednym z wielu dowcipów. Wtedy może pomóc mu się zrelaksować, zdystansować do problemów. Wspominam bal, na którym całą noc opowiadaliśmy sobie dowcipy. Przez kilka następnych dni po tym całonocnym śmiechu czułam się jak nowo narodzona.

Beata: Moja przyjaciółka stwierdziła, że jest z mężczyzną, który nigdy jej nie rozśmieszył. Ja nie mogłabym z kimś takim być.

Kasia: Ja też lubię i cenię mężczyzn, którzy potrafią w łóżku pożartować, powiedzieć coś lekkiego, bo wtedy od razu znika napięcie. Ci, którzy potrafią śmiać się z samych siebie, nie utknęli w jednej wizji świata, są bardziej empatyczni. Wiedzą, że na każdą rzecz można spojrzeć z wielu punktów widzenia. Są lepiej wyposażeni emocjonalnie i intelektualnie, bo poczucie humoru wymaga inteligencji i umiejętności przeżywania emocji. Śmiać się z siebie to być zdrowym emocjonalnie. A jak jeszcze facet się przed kochanką przyzna: „Ja też jestem przejęty, bo chciałbym dobrze wypaść”, to otwiera całe pole do bliskości z nią.

Beata: Ci, którzy potrafią się wygłupiać, wydają się lepszymi kochankami.

Kasia: Wspólny śmiech w łóżku to wspaniała gra wstępna. Bo jak się już nachichramy, to całe ciało mamy miękkie, wszystkie mięśnie rozluźnione. I nic już nam więcej poza seksem do szczęścia nie potrzeba. Oczywiście jak afrodyzjak działa tylko śmiech ciepły, życzliwy, radosny, pchający nas ku sobie, a nie ten złośliwy, piętnujący przywary. Ale ludzie z poczuciem humoru są bardziej otwarci na świat, a więc też poszukujący. Można więc zakładać, że w łóżku będą mieli do zaproponowania więcej niż pompatyczne mruki.

Beata: A co z facetami, którzy opowiadają tylko seksistowskie kawały?

Kasia: