Seks z nieznajomą - Natalie Anderson - ebook
Opis

Miało być jak zawsze. Po trudnej misji i męczącej podróży James zamierzał wziąć prysznic i zapaść w długi sen.  Kiedy wreszcie dotarł do domu, znalazł w swoim łóżku śpiącą kobietę. Nie zna jej, ale coś mu mówi, że jeśli pozwoli jej zostać, nie pożałuje…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 154

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Natalie Anderson

Seks z nieznajomą

Tłumaczenie: Katarzyna Ciążyńska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Nowy Jork to miasto, które nigdy nie śpi. James Wolfe także nie spał – przynajmniej w samolotach, pociągach i samochodach. Z powodu długiego lotu, potwornych opóźnień i korków w porze, gdy w innych miastach ulice są puste, nie spał już ponad czterdzieści godzin i prawie oszalał. Jeszcze tylko kilka minut i padnie na łóżko. Swoje własne, nie motelową pryczę ani łóżko w hotelu czy materac w namiocie. Nie mógł się już doczekać. Najchętniej rozgoniłby samochody na boki, by taksówka swobodnie mknęła naprzód.

– Pan z podróży?

Zważywszy, że taksówkarz wiózł go z lotniska, odpowiedź była oczywista. Mimo to James się uśmiechnął. Mężczyzna go rozpoznał. James nie chciał być nieuprzejmy. Stał się rozpoznawalny, co było dość niewygodne. Kiwnął głową i próbował coś powiedzieć, lecz słowa nie układały się w logiczną całość.

– Nie może pan o tym mówić, co? – James przytaknął. – Wygląda pan na wykończonego.

Wreszcie samochód dotarł na miejsce. James miał tylko jedną niewielką torbę. Podziękował taksówkarzowi, który po chwili odmówił przyjęcia pieniędzy.

– Jeśli pan wie, kim jestem, wie pan też, że mnie na to stać. – James ostatkiem sił sklecił zdanie, wyjmując z portfela banknoty. – Jest już późno, a pan jeszcze pracuje, należy się panu zapłata.

Taksówkarz niechętnie kiwnął głową.

– Polecam się na przyszłość. – Wziął pieniądze i podał Jamesowi wizytówkę. – Dzięki. Jest pan…

James uśmiechnął się szerzej i wysiadł, nie słysząc dalszego ciągu. Nie chciał być bohaterem. W tej chwili był tylko bardzo zmęczonym człowiekiem.

Machnął ręką ochroniarzowi i wsiadł do windy. Miał wrażenie, że jego zmęczenie rośnie wraz z kolejnymi numerami pięter. Kiedy wszedł do mieszkania i tuż za drzwiami rzucił torbę na podłogę, poczuł ogromną ulgę. Nie zapalił światła, bo półmrok koił zmęczone oczy. Zresztą i tak nie miał na co patrzeć, w mieszkaniu trwał remont. James minął pusty hol, zrzucił po drodze buty i zdjął spodnie. Powoli wspiął się po schodach z nadzieją, że sypialnia i łazienka są już wyremontowane i wyposażone.

Chwilę później stał w nogach łóżka, przecierając oczy. Nie, wzrok go nie mylił. Łóżko było w porządku. Duże, nowe, szerokie z miękką białą pościelą. Pod stopami czuł gruby puszysty dywan. Był pewien, że gdyby sprawdził, łazienka okazałaby się równie lśniąca i doskonała. Jednak teraz patrzył na coś zupełnie innego, równie pięknego i doskonałego. Na środku ogromnego łóżka spała skulona kobieta.

James nie zasłonił okna. Ramię i twarz kobiety oblewały światła wielkiego miasta. Na poduszce leżały jej długie jasne włosy. Złotowłosa piękność w jego łóżku.

Zasnął i śni.

Rozejrzał się dokoła. Nie widział torebki ani żadnych ubrań. Niczego poza tą zbyt ładną nieznajomą w jego łóżku.

Na pewno śni. Och, do diabła. Jest wykończony i za długo nie uprawiał seksu, dlatego jego umysł produkuje idiotyczne zwidy. Zamrugał powiekami, ale kobieta nie znikła. Kiedy odchrząknął, ani drgnęła. Stwierdził, że musi się odezwać.

– Kochanie, obudź się.

Nie obudziła się, ale między jej brwiami pokazała się ledwie widoczna zmarszczka.

No, zjawa zareagowała. Zareagowało też jego ciało. Cóż, była zachwycająca.

– Pora już iść, kotku. – Sam się zdziwił, że szepcze. To może niech ona śpi, a on po cichutku położy się obok. Wystarczy mu kilka godzin snu, a potem będzie mógł gadać bez ustanku i… robić inne rzeczy.

Tymczasem kobieta gwałtownie uniosła powieki. Na widok Jamesa natychmiast oprzytomniała i usiadła, przyciskając do piersi kołdrę. Rozchyliła wargi, jakby chciała krzyknąć, a jednak milczała.

James głośno wciągnął powietrze, skupiony na jej pełnych wargach. Wyobrażał sobie, że są pomalowane błyszczykiem. O smaku czereśni czy wanilii? Lubił wanilię. Tak, za długo trzymał się z dala od kobiet.

– Kim pani jest? – spytał ostrzej, niż zamierzał.

Patrzyła na niego ogromnymi niebieskimi oczami. Jasne potargane włosy otaczały twarz w kształcie serca. Była zaróżowiona, na pewno ciepła. Piękna kusicielka.

– Kim pani jest? – powtórzył niemal błagalnie.

– Czego pan chce? – spytała zachrypłym głosem.

– No… – Dobry Boże, to musi być sen. Koszmarny erotyczny sen. Czy ona spełni każde jego życzenie? Pytała go tak zmysłowym głosem. – Kotku, w tej chwili nie mogę…

Gapiła się na niego długą chwilę. Gdy znów się odezwała, wydawała się mniej spięta.

– Pan jest James.

Zna go? To jego imię wyszeptała? Czysta fantazja.

– Tak, i bardzo mi przykro, kochanie. Jesteś śliczna… i na pewno świetna… ale dziś w nocy do niczego nie dojdzie.

Nie poruszyła się, tylko wlepiała w niego wzrok. Jej policzki mocniej poczerwieniały.

– George kazał mi tu przyjść. – Znów ściągnęła brwi.

Co? Po co mu brat w tym cudnym śnie?

– George panią przysłał? – spytał skonfundowany. Miłe mrowienie zamieniło się w kompres z lodu. Czy George jej zapłacił?

Nie, to jakaś bzdura. George nic podobnego by nie zrobił. Od miesięcy powtarzał, żeby James „wrócił do gry”, ale nigdy nie podesłałby mu dziewczyny do towarzystwa. Jednak zmęczenie nie pozwalało Jamesowi znaleźć innego rozwiązania zagadki. Chciał się wreszcie położyć. Zamknął oczy, myśląc, że jak je znów otworzy, kobieta zniknie.

Nie zniknęła.

– Myśli pan, że na pana czekam? – spytała, unosząc głowę.

A nie? Przecież to jakiś pokręcony sen, prawda? James otworzył usta, zamknął je i przełknął. Jasny szlag.

Caitlin Moore przekrzywiła głowę i patrzyła na Jamesa. Nigdy nie widziała tak ciemnobrązowych oczu. Oczu, w których kobieta może zatonąć. O wiele ciemniejszych niż oczy jego brata bliźniaka – w oczach i włosach George’a więcej było złotego połysku. Ale główna różnica między braćmi była bardziej oczywista.

Od linii włosów przez kość policzkową Jamesa biegła blizna. Caitlin znała jej pochodzenie. Trudno byłoby znaleźć kogoś, kto nie widziałby słynnego już zdjęcia Jamesa z dzieckiem na rękach, biegnącego przez wioskę, gdzie pojawiło się osuwisko. Z rany na skroni płynęła krew. Był bohaterem. Dobrym i dzielnym człowiekiem, który wziął ją za…?

Celowo nie patrzyła na bliznę. Nie spuściła też wzroku na jego gołe nogi ani na opalone ręce. Mimo to była świadoma jego tężyzny. Z powodu atletycznej sylwetki i zarostu wyglądał jak znużony żołnierz.

– Kim pani jest i co George pani powiedział? – spytał.

James Wolfe był lekarzem. Bohaterem, który ratował ludzi w krajach dotkniętych klęskami naturalnymi. Znała zdumiewające historie na jego temat. Natomiast on nie miał pojęcia, kim ona jest i skąd się tu wzięła. Nie wiedział o koszmarze, jaki zostawiła za sobą w Londynie. Nie czytał tabloidów ani plotkarskich portali. A jednak nawet tak szlachetny człowiek odruchowo ją ocenił. Czyż to nie typowe? Czy naprawdę wierzył, że jest prostytutką? Że pojawiła się tam dla jego przyjemności?

Caitlin westchnęła. Powietrze paliło jej płuca. Była już i tak dość rozgorączkowana – ze złości, rzecz jasna.

– Myśli pan, że jestem tu dla pańskiej przyjemności? – Odrzuciła kołdrę i zapaliła nocną lampkę. Pozostała jednak w łóżku.

James nie odpowiedział. Zamarł, patrząc na nią dużymi oczami bez dna. W końcu wydusił:

– Ma pani na sobie mój T-shirt.

No i co, czy z tego powodu uznał ją za swoją własność?

Przy zapalonym świetle Caitlin zauważyła, że jego policzki mocniej poczerwieniały. Dosłownie emanował napięciem, stał tak sztywno, że wydawał się wyższy. Kiedy dojrzała w jego oczach zainteresowanie, z przerażeniem poczuła, że robi jej się gorąco. Wciągnęła powietrze, jakby to mogło ją ochłodzić. Nie podziałało.

Czyżby mu się spodobała?

Nie, poprawiła się w duchu. Nie chodzi o nią. Co to jest, że gdy tylko facet zobaczy kawałek nagiego kobiecego ciała, zaraz myśli o seksie?

Swoją drogą, w tym momencie można by ją oskarżyć dokładnie o to samo. Fragmenty ciała, które był łaskaw odsłonić, silnie na nią oddziaływały. Oczywiście nie powinien o tym wiedzieć. Zwłaszcza że tak nieładnie ją ocenił.

– Niech pan się cieszy, że nie wzięłam pańskich bokserek – odparła chłodno.

– Moich…? – urwał. – To co ma pani jeszcze na sobie?

Wyglądał, jakby wpadł w panikę. Caitlin nie mogła się powstrzymać i jeszcze zwiększyła napięcie.

– Tylko pański T-shirt. – Wzruszyła ramionami i spojrzała w kierunku łazienki. – Moje ubrania się suszą.

James nie spuszczał z niej wzroku, jego oczy błyszczały.

– Tylko mój T-shirt?

– Ma ich pan sporo, więc jeden pożyczyłam. – W garderobie było około dwudziestu. Wszystkie porządnie wyprasowane i w tym samym kolorze.

James najwyraźniej nie mógł się pozbierać. Czy ten facet myśli tylko o jednym? Na pewno nie. Chociaż była prawie naga, pomimo dziwaczności sytuacji, ani przez chwilę nie poczuła się zagrożona. Czuła, że może z niego żartować.

– Kto by pomyślał, że James Wolfe, bohater przez duże B, lubi, jak w łóżku czeka na niego kobieta wątpliwej reputacji? Jako nagroda po kolejnej udanej misji… – W głowie jej się to nie mieściło.

Patrzył na nią osłupiałym i szklistym wzrokiem.

– Więc pani nie jest tu dla… – urwał zmieszany.

– Nie, pański brat nie zapłacił mi za to, żebym się z panem zabawiła. – Caitlin słodko się uśmiechnęła. – Nie sądzi pan, że gdybym była profesjonalistką, czekałabym na pana w bardziej seksownym wdzianku?

James zacisnął wargi i spojrzał na nią. Przywykła do takich spojrzeń ze strony dziennikarskich hien, ale teraz zrobiło jej się przykro.

– Ja…

– Przepraszam – warknęła. – Chce pan powiedzieć „przepraszam”.

– Jestem zmęczony. Pomyliłem się. Tak, przepraszam, ale nie może pani tu zostać.

Okej, może była trochę winna, biorąc pod uwagę, że do Jamesa należała jedna trzecia apartamentu. Niestety Caitlin nie było stać na przeprowadzkę. A jedyne ubrania, jakie miała, wisiały mokre w łazience. Jasna cholera.

Najgorsze, że potrzebowała lokum nie tylko z powodu problemów finansowych. Potrzebowała kryjówki.

– Cóż, pański brat przez miesiąc pozwolił mi tu zostać.

– Miesiąc? Nie. Nie, nie.

Tak, już zrozumiała, że miesiąc nie wchodzi w rachubę, musiała jednak coś wymyślić, by zyskać na czasie.

– W każdym razie dziś w nocy nigdzie się nie wybieram.

– Musi pani stąd wyjść.

– Proszę posłuchać. – Porzuciła dumę. – Jakoś się dogadamy. Będę spać na podłodze.

– Nie ma mowy.

– Niech pan teraz nie udaje dżentelmena. Już pana widziałam bez maski, prawda? Widziałam faceta, który wcale się nie dziwi, zastając w domu prostytutkę.

– Nie będzie pani spała na podłodze.

– Dobra. – Zmieniła taktykę. – Będziemy spać w jednym łóżku. – Zerknęła na szeroki materac. – Jest duże.

– Nie dość duże. – Sprawiał wrażenie, jakby doznał wstrząsu psychicznego.

Pewnie miał rację, ale ona nie miała dokąd pójść.

– Jest wystarczająco duże – odparła ze stoickim spokojem. – Mnie wystarczy trochę miejsca na samym brzegu. Odgrodzę się poduszkami, a pan zajmie resztę. Może być?

– Nie.

– Jezu, teraz będzie pan udawał świętoszka?

– Nigdy nie płacę za seks. Nie sypiam też z kobietami, które nie mają na to ochoty.

Caitlin zabrakło słów. Co niby miała powiedzieć? Jej ciało szeptało słowa, którym powinna natychmiast zaprzeczyć: „Ależ ja mam ochotę”.

Nie, James to prawdziwe ciacho, ale też dupek. Wziął ją za prostytutkę. Potrząsnęła głową.

Zmęczony do nieprzytomności James chciał już zakończyć tę rozmowę. Zamierzał spać co najmniej przez dwadzieścia cztery godziny. Przez minione trzy tygodnie sypiał po trzy godziny na dobę, a to było przed piekłem pozbawionych snu czterdziestu ośmiu godzin podróży.

– Niech pani posłucha, jestem w stanie nad sobą zapanować i nie rzucę się na panią – niemal wybełkotał.

Czuł się fatalnie. Wszystko go bolało, ale najgorsze było tlące się pożądanie. Nie życzył sobie, by ta kobieta została w jego łóżku. Kobieta z oszałamiającymi nogami, boskim ciałem i błyszczącymi oczami.

Pożądał jej, a nie powinien. Zdecydowanie nie miała na nic ochoty.

Nie widział dobrego rozwiązania tej sytuacji, dopóki był tak niewyspany i otumaniony. Zamknął oczy, a ona wciąż mówiła. Coś na temat poduszek i miejsca. Irytująca, seksowna jak diabli istota.

– Padam z nóg – James przerwał jej, unosząc ręce. – Chcę spać. Porozmawiamy jutro.

Padł twarzą na łóżko i zanurzył się w nicości.

Caitlin patrzyła na mężczyznę, który leżał obok niej na brzuchu. W jednej chwili zasnął, zajmował jakieś dwie trzecie łóżka.

Powinna była wiedzieć, że to zbyt piękne, by było prawdziwe. Gdy kilka godzin temu weszła do tego apartamentu, odczuwała ekscytację. Część mieszkania nie nadawała się do użytku, ale gdy weszła na górę, trafiła do nieba. Znalazła piękny biały pokój ze szklaną ścianą i niewiarygodnym widokiem na Manhattan. Stała w oknie i patrzyła na zachwycające konstrukcje z betonu, żelaza i szkła, przeplatane zielenią parków i skrawkami błękitu nieba. Czuła się wolna. Czuła się dobrze i pewnie. Czuła się bezpiecznie.

A teraz? Marudny niedźwiedź wrócił do gawry.

Obrzuciła go wrogim spojrzeniem. Z ciemnymi włosami, długimi rzęsami i nieogolony był wręcz za przystojny. Blizna go nie szpeciła, świadczyła o odwadze, poświęceniu, determinacji. Długie nogi i ręce były niewątpliwie silne, ale nie takie jak u nałogowych wyciskaczy sztangi. Szybko przykryła go kołdrą. Nie będzie się na niego gapić. Co to za człowiek, który automatycznie zakłada, że kobieta, która śpi w jego łóżku, tylko czeka na seks? Arogant, który zbyt łatwo zdobył zbyt wiele kobiet.

Wzięła się w garść i spróbowała rozważyć wszystkie możliwości. Nie znalazła rozwiązania. Co teraz? Po koszmarach, jakie zafundowały jej media, była potwornie zmęczona. Po upiornym locie z Londynu, po godzinnej bitwie z liniami lotniczymi o zagubiony bagaż, po samotnym zmaganiu się z problemami…

Była cholernie zmęczona.

Spojrzała na mężczyznę pogrążonego we śnie. Może powinna pójść w jego ślady.

Położyła między nimi dwie poduszki, wśliznęła się pod kołdrę po drugiej stronie łóżka i odwróciła się do Jamesa plecami.

Tylko na tę jedną noc.

Tytuł oryginału: Whose Bed Is It Anyway?

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2013

Redaktor serii: Ewa Godycka

Opracowanie redakcyjne: Grażyna Ordęga

Korekta: Małgorzata Narewska

© 2013 by Natalie Anderson

© for the Polish edition by Harlequin Polska sp. z o.o., Warszawa 2014, 2016

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-1957-0

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.