Seks w samolocie - Aśka Wiśniewska - ebook
Opis

Helena, chociaż przekroczyła magiczną 50, to wciąż pełna uroku kobieta, która robi wrażenie na mężczyznach. Jest przedsiębiorczą i kreatywną właścicielką dobrze prosperujących butików dla puszystych w kraju i za granicą. Interesuje się ezoteryką, głównie zaś tarotem.

Kiedy postanawia otworzyć butiki w Paryżu, na wzgórzach Montmartre i Polach Elizejskich, w stolicy Francji poznaje tajemniczego Michaela. Kobieta nie bardzo rozumie, dlaczego ten przystojny Francuz tak bardzo jej pomaga. Postanawia odwiedzić wróżkę Edith, aby poznać swoją przyszłość i otrzymuje od niej ciekawą, a jednocześnie dziwną przepowiednię.

Niedługo potem kobieta dowiaduje się o tajemniczym starszym mężczyźnie, odwiedzającym grób jej matki, który za każdym razem zostawia bukiet czerwonych róż. Helena nie wie, kim jest ten mężczyzna. Po powrocie do kraju postanawia odwiedzić cmentarz...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 129

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Trzeba czuć się wolnym,

aby wyrazić pełną gamę swoich uczuć.

Zaczarowany kielich życia lśni aż po brzegi.

 

Książkę dedykuję mojemu Tacie.

DOBRY POCZĄTEK

Mroźny lutowy poranek. Helena obudziła się i spojrzała na zegar, który wskazywał godzinę dziesiątą. „Cholera jasna! Za pół godziny mam spotkanie z notariuszem! Nie ma szans, żebym zdążyła!” – pomyślała zdenerwowana, po czym zerwała się z łóżka, szybko się ubrała i wybiegła z mieszkania. Po drodze zapięła futerko, a na głowę włożyła wełnianą czapkę. Gdy dobiegła na parking, myślała już tylko o tym, żeby jej alfa ruszyła. „No! Udało się” – Helena nie kryła zadowolenia. Za parę dni wyjeżdżała na krótki urlop, a jeszcze tyle rzeczy musiała przygotować. „Anka zastąpi mnie we wszystkim, Kinga weźmie na siebie sprawy bankowe. Dwa butiki czekają na otwarcie i to już wkrótce. Czy aby dam radę?” – myślała, wchodząc do dużego wieżowca. „O wszystkim pamiętałam, nie mam jeszcze tylko księgowej. Wiem jedno, nie może być taka jak Jej Wysokość Klementyna wzruszająca na wszystko ramionami lub ta nieudacznica Kasia, która w rozmowie ciągle odbijała piłeczkę pingpongową złośliwości. Chroń mnie, Boże, od takich cholernych bab!” – pomyślała ze złością Helena, przyciskając guzik w windzie, którą wjechała na dziesiąte piętro. „Mam nadzieję, że na drzwiach będzie wizytówka, powinna być, w końcu to kancelaria notarialna. A jak nie, zapukam dwa razy – jak listonosz”.

Po wejściu do kancelarii Helena zdjęła futerko i czapkę. Ludzie w poczekalni popatrzyli na nią jak na zjawę i zaczęli się uśmiechać. „O co im chodzi?” – zastanowiła się przez chwilę i jednocześnie sięgnęła po lusterko.

– Pani Heleno, może zaproponuję pani filiżankę kawy? – zapytał notariusz.

– Chętnie, nie odmówię – odpowiedziała i zerknęła w lusterko.

Nie mogła uwierzyć własnym oczom. Wiedziała, że jest roztrzepana, ale żeby aż tak? Pod czapką były schowane… wałki do włosów!

– Nie ma nic bardziej komicznego niż elegancko ubrana kobieta w wałkach na głowie, która załatwia sprawy w poważnej kancelarii. Przepraszam. – Helena próbowała się usprawiedliwić, jednocześnie szamocząc się z kolorowymi wałkami.

– Pani Heleno, gdy pani przychodzi do naszej kancelarii, zawsze coś się dzieje – powiedziała z uśmiechem jedna z ładniejszych pracownic.

W tym czasie notariusz podpisał stosowne dokumenty. Helena pożegnała się i wyszła z biura, nie zdając sobie sprawy, że to nie koniec jej problemów. Dzień zaczął się cholernie pechowo. Kobieta cały czas myślała o czekającym ją castingu na księgową, a jednocześnie była już na krótkim urlopie w swoim ulubionym kurorcie. „Każdą kandydatkę prześwietlę na wylot” – pomyślała. „Zresztą od czego mam tarota? Jak wyciągnie kartę XV z władcą piekła, sprawa będzie jasna – trzeba się z nią szybko pożegnać. Ktoś taki nie może być osobą karaną, a przecież nikt się nie przyzna, że w przeszłości miał do czynienia z prawem. Dzisiaj nie ma sprawiedliwości ani uczciwości na tym świecie. Żadnej!” Helena pomyślała o Klementynie. „Ona wciąż pracuje jak gdyby nigdy nic, a przecież jest oszustką. Ma dwa wyroki w zawieszeniu i niczym się nie przejmuje! Jej życie przypomina dymiący wulkan. Przysyła mi co prawda jakieś nędzne grosze i myśli, że wszystko jest OK. A ja więcej płacę za wizytę u fryzjera!” – oburzyła się w duchu. „Klementyna należy do osób wyjątkowo bezmyślnych… Cóż, gdy się mieszka w miejscowości, w której diabeł mówi dobranoc, to wszystko jest możliwe” – stwierdziła Helena i zatrzymała się na światłach. Pomyślała też o Andżeli. „Trzeba ją odesłać do wszystkich diabłów, to leń patentowany! Za co mam jej płacić?!” – oburzyła się w duchu kobieta. „Allan tak mnie prosił, żebym ją przyjęła. Cóż, własnemu synowi nigdy nie potrafię odmówić, a teraz mogę mieć przez to kłopoty” – przeszło przez myśl Helenie. „Gdy będę wybierała księgową, może znajdę też kandydatkę na miejsce Andżeli” – w tej chwili pogrążona w rozmyślaniach kobieta usłyszała dźwięk klaksonu za swoim samochodem. W lusterku zobaczyła zdenerwowaną minę jednego z kierowców, więc z czarującym uśmiechem odjechała. „O Boże, przecież muszę jeszcze wstąpić do galerii, obiecałam Kacperkowi klocki lego” – przypomniała sobie w tym momencie. „Kacperek to uroczy mężczyzna. Ma dopiero trzy i pół roku, ale już wie, czego chce. Nie mogę go zawieść, zwłaszcza że wczoraj wyznawał mi miłość… ja mu zresztą też”. W galerii Helena wybrała wspaniałe klocki, zajrzała też do salonu optycznego, gdzie znalazła piękne słoneczne okulary. Przymierzyła je i spojrzała w lustro.

– Pięknie pani wygląda w tych okularach, są zaprojektowane jakby specjalnie dla pani – powiedział młody sprzedawca, który wyraźnie nie mógł oderwać od niej oczu.

– Dziękuję, mnie też się podobają. Proszę je zapakować.

Był to model Aviator lustrzanki. „Moje wymarzone” – pomyślała zadowolona z zakupów, wyszła z salonu, skierowała się w stronę parkingu i ruszyła w stronę domu. Kiedy wjeżdżała na pas szybkiego ruchu, zwróciła uwagę na samochód jadący przed nią. Nie był z Wrocławia. „Cholera, muszę na niego uważać” – ledwie zdążyła o tym pomyśleć, gdy nagle samochód się zatrzymał. Na hamowanie nie starczyło czasu. Alfa Heleny przedstawiała obraz nędzy i rozpaczy, cały przód był zgnieciony. Na szczęście jej nic się nie stało. Wysiadła z auta i podeszła do sprawcy zderzenia.

– I co pan narobił?! – krzyknęła na starszego mężczyznę, który też zdążył już wysiąść ze swojego samochodu.

– Może jakoś się dogadamy? – zaproponował nieśmiało.

„Nie dość, że nie potrafi się poruszać po dużym mieście, to jeszcze chyba ma nierówno pod sufitem!” – pomyślała zdenerwowana.

– Nie mam zamiaru się z panem dogadywać! Wzywam policję, koniec, kropka! – zawołała z wściekłością i wyciągnęła z torebki telefon.

– Może jednak? – nalegał mężczyzna.

– Nie ma takiej możliwości! Skoro nie wie pan, jak się jeździ w dużym mieście, trzeba było zostawić samochód na obrzeżach i wsiąść w autobus! Przez pana mam rozwalony samochód, a jest mi naprawdę potrzebny do pracy! Co mam teraz zrobić? No co?! – krzyczała Helena, zbierając jednocześnie porozrzucane na chodniku wałki do włosów.

Mężczyzna popatrzył na kobietę z wyraźnym rozbawieniem.

– W tych wałkach musi pani wyglądać naprawdę seksownie – dodał z uśmiechem.

– Nie pański interes! – syknęła z wściekłością kobieta.

W tej chwili nadjechał radiowóz. Wysiadł z niego przystojny policjant, który podszedł na miejsce stłuczki i zaczął zadawać pytania o przyczynę kolizji.

– Pas szybkiego ruchu służy do szybkiej jazdy, prawda? – zapytała Helena nerwowym głosem.

– No tak – odpowiedział policjant.

– A ten pan – kobieta spojrzała znacząco na starszego mężczyznę – potraktował go jak pastwisko! Tak być nie może! Spieszę się na ważne zebranie, za parę dni chciałam wyjechać na krótki urlop, a teraz co? Samochód skasowany i urlop pewnie diabli wzięli! Po prostu nie wiem, co mam robić! – wybuchnęła i zaczęła szukać w torebce papierosów.

Po zakończeniu formalności na miejscu stłuczki i odholowaniu auta Helena w końcu była wolna. „Co za dzień. Niech to szlag trafi!” – pomyślała i ruszyła przed siebie. Mimo mroźnej pogody zdecydowała się na spacer. Może nie sentymentalny, bo na żadne sentymenty nie miała ochoty. Postanowiła odwiedzić grób Jarka. Gdy dotarła na cmentarz i stanęła nad mogiłą, nieoczekiwanie zaczęła płakać. „Przepraszam za moje łzy, ale dzisiejszy dzień nie należy do najłatwiejszych… Nie wiem nawet, kiedy moja alfa będzie sprawna” – pomyślała w duchu Helena. Położyła na grobie herbacianą różę, zapaliła znicz i wolnym krokiem zaczęła oddalać się w stronę bramy wyjściowej.

Nawet nie zauważyła, że na dworze zrobiło się już całkiem ciemno. W drodze do domu minęła galerię sztuki, na wystawie której zobaczyła obraz przedstawiający pięknego anioła. Nie namyślając się długo, weszła do środka, aby po chwili wyjść z obrazem pod pachą. „Co mnie jeszcze dzisiaj spotka?” – pomyślała i w tej chwili potknęła się o figurkę małego krasnala. „Wyrósł spod ziemi czy jak? Wiem, mieszkam w mieście krasnali, ale to nie znaczy, że mogą się znienacka pojawiać pod nogami, przecież mogłam się przewrócić!” Zaczęła się zastanawiać nad imieniem anioła z obrazu. „Już wiem, to Hekamiah – dodaje odwagi i wytrwałości w działaniu. Teraz obie będą mi bardzo potrzebne” – pomyślała kobieta i weszła do bramy domu.

Po klatce schodowej roznosił się apetyczny zapach. „To pewnie Anka przygotowuje kolację” – przeszło przez myśl Helenie. Jak się okazało, miała rację.

– Heleno, gdzie byłaś tak długo? Nie mogliśmy się do ciebie dodzwonić! – zawołała na jej widok Anka.

– Jak to: nie mogliście?! Miałyśmy gościa? Kogo to diabli przynieśli w taką pogodę? – zapytała zaskoczona Helena.

– Nasz gość jeszcze tu jest – powiedziała Anka i zniknęła w kuchni.

Helena weszła do salonu i spojrzała na mężczyznę siedzącego na sofie.

– Co ty tutaj robisz, Tomku? – zapytała.

– Heleno, to twój były mąż i ojciec twojego syna, jakbyś zapomniała – zganiła ją Anka z kuchni.

– No tak, przepraszam, to nie miało tak zabrzmieć. – Helena uśmiechnęła się przepraszająco. – A skoro już tu jesteś, pomożesz mi powiesić na ścianie tego pięknego anioła?

– Oczywiście, ale zastanawiam się, dlaczego jesteś taka zdenerwowana. Czy coś się stało?! – dopytywał Tomek.

– Tak, miałam wypadek, nie z mojej winy. Najgorzej, gdy na zakupy wybierają się niedzielni kierowcy, wtedy kraksa murowana… Pas szybkiego ruchu traktują jak wiejską dróżkę! – zawołała Helena. – Moja alfa rozbita, jutro mam umówione spotkania z kandydatkami na księgową, no i z mojego wyjazdu chyba nic nie będzie. – Kobieta nie potrafiła ukryć zdenerwowania.

W tym czasie Anna przyniosła z kuchni zapiekane cannelloni nadziewane mięsem mielonym i zaprosiła wszystkich do stołu. Helena, nim usiadła, podeszła jeszcze na chwilę do stylowego stolika, karciaka, na którym zobaczyła kartę VII – Rydwan w odwróconej pozycji.

„Wszystko jasne, stąd ten wypadek!” – pomyślała zdumiona swoim odkryciem.

– Ta twoja zapiekanka to niebo w gębie – powiedział Tomek, patrząc na przyjaciółkę byłej żony.

– Dziękuję, Tomku, ale przecież to nic nadzwyczajnego – odpowiedziała zadowolona Anna. – A na deser są „uśmiechnięte” pączki.

– Wspaniale – zawołała Helena i zniknęła w kuchni, by po chwili wrócić z aromatyczną herbatą. – Zaraz podam cukier – powiedziała, nie mogąc powstrzymać śmiechu.

Anna i Tomek spojrzeli na sobie zdziwieni. Nie mieli pojęcia, co tak bardzo rozbawiło Helenę.

– Co może być śmiesznego w cukierniczce? – spytała Anka.

– Może, gdy zamiast kryształków cukru jest w niej cukier puder.

– Cukier puder? – zawołali ze zdziwieniem.

– No tak. Kinga słodzi herbatę cukrem pudrem – wyjaśniła Helena.

– Coo?! O zgrozo, przecież taka herbata staje się mętna! – Anka skrzywiła się z niesmakiem.

Wieczór upłynął w miłej atmosferze.

– Heleno, mogę zostawić ci swój samochód – zaproponował przed wyjściem Tomek, wkładając gustowny kożuszek.

– Dziękuję, ale muszę sobie jakoś poradzić.

– W takim razie ja pożyczę ci samochód – powiedziała zdecydowanym głosem Ania. – Pojedziesz na ten urlop.

– Aniu, jesteś wspaniała…

– Anka, ubieraj się szybciej, to cię podwiozę – zaproponował Tomek i po chwili razem wyszli z mieszkania.

– Uważajcie, jest bardzo ślisko! – krzyknęła jeszcze za nimi Helena.

Podeszła do okna i pomachała im na pożegnanie. Spojrzała na księżyc. W pamięci miała jeszcze bezsenne noce i te cholerne prochy. Kiedy zamykała okno, mrugnęła porozumiewawczo w stronę srebrnego globu. „Teraz tylko relaksujący prysznic, później może papieros i kładę się do łóżka. Dzisiejszy dzień był wyczerpujący”. Helena zerknęła na ekran telefonu. „Dwa nieodebrane połączenia, w tym jedno od mecenasa? Na pewno coś ze sprawą spadkową! Co ta idiotka z tym swoim, pożal się Boże, adwokatem, znowu wymyślili?! Pewnie złożą apelację” – przemknęło jej przez myśl. „A niech robią, co chcą, i tak nic nie wskórają. Spadek to spadek – przecież się należy”. Drugie połączenie było z numeru zastrzeżonego. To nikt inny tylko Aleks. „Mieliśmy się spotkać w Warszawie na romantycznej randce, ale cóż, randka będzie musiała poczekać. Miało być miło, a wyszło jak zwykle” – westchnęła w duchu Helena i zniknęła w łazience. Kąpiel trochę ją orzeźwiła. Mimo późnej pory postanowiła zadzwonić do Aleksa. Wiedziała, że jeszcze nie śpi. Nie myliła się, po chwili usłyszała w słuchawce aksamitny męski głos, który znała od tylu lat.

– Aleks, dziękuję za te piękne różowe tulipany. Czy w ten sposób, poprzez mowę kwiatów, chcesz zapytać, czy z tobą zostanę? A jak myślisz? No pewnie, głuptasie. Już nie mogę się doczekać naszego spotkania – powiedziała namiętnym głosem. – Ale jutro mam ciężki dzień, więc mówię ci już dobranoc.

– Heleno, poczekaj momencik – przerwał jej Aleks. – Co się stało?

– Nic.

– To skąd u ciebie taki smutny głos?

– Aleks, prześladował mnie dzisiaj wyjątkowy pech.

– Jak to? – dopytywał się mężczyzna.

– No tak to, miałam stłuczkę. Alfa jest rozbita, a ja, jak wiesz, za parę dni wybieram się na krótki urlop.

– Jedziesz na urlop sama? – przerwał jej Aleks.

– Tak, Ania pożyczy mi swój samochód.

– Jestem zazdrosny – powiedział.

– Zawsze możesz przyjechać do Karpacza.

– Przecież wiesz, że chętnie wybrałbym się tam z tobą, ale czas mi nie pozwala – usprawiedliwiał się mężczyzna.

– Trudno, obiecuję ci, że do Warszawy na randkę z tobą przyjadę później. Zadowolony? – zapytała Helena ze śmiechem w głosie.

– Bardzo, już nie mogę się doczekać – odpowiedział właściciel aksamitnego głosu. – Na pewno będzie wspaniale, mam już dla ciebie niespodziankę, Helenko…

– Wiesz, że nie lubię niespodzianek, źle mi się kojarzą – odpowiedziała Helena i pożegnała się z mężczyzną.

„Niespodzianka, niespodzianka, ciekawe jaka?” – z tymi myślami położyła się do łóżka. Nie wiedziała nawet, w którym momencie zasnęła kamiennym snem.

Następnego dnia obudziło ją mocne pukanie do drzwi. „Ojej, jak późno! To pewnie Anka” – pomyślała i zerwała się z łóżka. Nie myliła się.

– Aneczko, biegnę pod prysznic, gdybyś zaparzyła kawę, byłabym wdzięczna – powiedziała Helena i pomknęła do łazienki.

– Oczywiście – odpowiedziała przyjaciółka.

Po chwili obie kobiety piły kawę, omawiając przy tym dzisiejszy casting.

– Ciekawe, ile przyjdzie kandydatek. – zastanawiała się Helena i zapaliła papierosa. –Tym bardziej, że mam trochę zastrzeżeń do Kingi.

– Dlaczego? – zapytała Ania.

– Jest taka zapatrzona w siebie. Zauważyłam, że Kacperkiem też nie zajmuje się tak, jak należy. A to jej ciągłe przeglądanie się w lustrze doprowadza mnie do szału. Jeszcze się zastanowię nad powierzoną jej funkcją – powiedziała Helena z namysłem.

– Może to jej przesadne dbanie o swój wygląd to jakaś choroba? Czekaj, czytałam kiedyś o czymś takim! Objawy identyczne z twoim opisem…

– A jak się ta choroba nazywa? – zapytała zaniepokojona Helena.

– Już wiem, dysmorfobia.

– Cholera jasna! To co ja mam zrobić? – Helena westchnęła i zapaliła kolejnego papierosa.

– Trzeba będzie Kingę poobserwować, może ty jesteś przewrażliwiona? – zastanawiała się Anna.

– No nie wiem… Nie wiem. Obyś miała rację – odpowiedziała przygnębiona Helena. – Jeszcze tylko zadzwonię do mecenasa, dobrze?

– OK. Mamy dużo czasu – odparła ze spokojem Anka. Spojrzała przy tym na okrągły stolik stojący koło okna. – Heleno, rozkładałaś dziś karty?

– Dzisiaj nie, wczoraj późnym wieczorem. Wyciągnęłam Dziesiątkę – Koło Fortuny, Jedenastkę – Sprawiedliwość, Szóstkę Buław, Ósemkę Denarów, Ósemkę Buław. To dobre karty, wróżą powodzenie finansowe. Wieczorem znów zabawię się w tarocistkę. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

– Sama też jestem ciekawa, co powiedzą karty. Gorzej, jeśli nie będą chciały gadać – powiedziała z uśmiechem Anka.

– Dobrze, ale przed wyjściem muszę jeszcze porozmawiać z moim adwokatem. Dowiem się, co słychać w sprawie spadku. – Po tych słowach Helena sięgnęła po telefon i wybrała numer kancelarii.

Gdy skończyła rozmawiać, przez sekundę w pokoju panowała cisza jak makiem zasiał. Po chwili Helena zaczęła rzucać przekleństwa.

– Niech tę całą Monikę diabli wezmą, i to jak najszybciej, razem z jej adwokatem! Tak do towarzystwa! – wykrzykiwała nerwowo. – Dobrali się, cholera! A ten jej adwokat wmawiał mojemu ojcu, że przyjaźnili się z Jarkiem. Masz pojęcie! Nawet na pogrzebie nie był, taki z niego przyjaciel!

– I co teraz będzie? – zapytała ze strachem w głosie Anka.

– Nic nie będzie, złożyli apelację – odpowiedziała Helena i zapaliła papierosa.

– Przecież ty lubisz atmosferę panującą w sądzie – próbowała zażartować Anka.

– Oczywiście, lubię, ale ta sprawa ciągnie się za długo. Po takim czasie nawet najlepszej atmosfery ma się serdecznie dosyć! Jestem już tym wszystkim zmęczona. Najchętniej jeszcze dziś spakowałabym manatki i wyjechałabym jak najdalej stąd! Myślałam, że sąd mi przyzna laptopa, który należał do Jarka, ale oczywiście go nie dostałam – powiedziała Helena z goryczą. – Dla mnie ma wartość sentymentalną, jednak sędzia najwyraźniej nie wie, co to znaczy. Coś tam nawijał o jakichś twardych dyskach, a ja nie mam żadnych pamiątek po Jarku…

– Heleno, pomyśl, że Jarek patrzy na ciebie z krainy, w której teraz jest, i jest dumny z takiej siostry – szepnęła Anka.

– Wiesz, nigdy nie myślałam o tym w taki sposób. Może poproszę go o pomoc, gdy będę kupowała nowy samochód? – Helena uśmiechnęła się lekko. – W końcu Jarek znał się na samochodach jak nikt inny.

– No widzisz, to będzie prezent od twojego brata – powiedziała Ania.

– Dzisiaj, gdy będziemy wracać do domu, wstąpimy na cmentarz do Jarka. Co ty na to?

– Przecież byłaś tam wczoraj – powiedziała ze zdziwieniem Anka.

– Tak, ale