Wydawca: Videograf Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2013

Seks w królewskich alkowach ebook

Elwira Watała

2.15384615384615 (26)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 581 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Seks w królewskich alkowach - Elwira Watała

Książka prezentuje spojrzenie na historię poprzez pryzmat erotycznego życia władców. Autorka przedstawia w niej plejadę erotomanów, impotentów, homoseksualistów oraz ich żon: niekiedy nieszczęśliwych i neurotycznych, często nimfomanek i ladacznic. Tworzy barwny obraz królewskich alków, które były miejscami rozszalałych namiętności, a nierzadko druzgocących porażek. Stara się pokazać władców jako ludzi, z ich słabościami, perwersjami, wewnętrznymi dramatami. Pokazuje rozrywki, jakim oddawano się na królewskich dworach, a także obyczajowość tamtych czasów.

Opinie o ebooku Seks w królewskich alkowach - Elwira Watała

Fragment ebooka Seks w królewskich alkowach - Elwira Watała

Redakcja:

Jerzy Syjud

Na okładce wykorzystano fragment obrazu Jean-Léona Gérôme’a, Le Gynécée

Korekta:

Zespół

Wydanie I, Chorzów 2013

Wydawca: Wydawnictwa Videograf SA

41­-500 Chorzów, Aleja Harcerska 3c

tel. 32-348-31-33, 32-348-31-35

fax 32-348-31-25

office@videograf.pl,

www.videograf.pl

Dystrybucja wersji drukowanej: DICTUM Sp. zo.o.

01-942 Warszawa, ul. Kabaretowa 21

tel. 22-663-98-13

fax 22-663-98-12

dystrybucja@dictum.pl,

www.dictum.pl

Tekst opracowano na podstawie wydania Oficyny Wydawniczej RYTM, 2009

Tekst © Elwira Watała

© Wydawnictwa Videograf SA, Chorzów 2013

ISBN 978-83-7835-239-6

Dawniej ludzkość dążyła do szczęścia, obecnie dąży do orgazmu.

(student leninowskiej biblioteki w Moskwie)

Wstęp

Wyświechtany, wyliniały, wytarty doszczętnie do matowej szarości temat seksu musi nabrać innego blasku w historycznym spojrzeniu na miłość fizyczną królów poprzez królewską alkowę. Takie miałam założenie, Drogi Czytelniku, podczas pisania tej książki. W miarę pisania, wywlekania na światło dzienne bulwersujących faktów intymnego życia królów, ukazywanych nie w koronie, lecz w domowych szlafrokach, stawało się dla mnie jasne, że materiał nie da się ułożyć w chronologiczne ramy narracji. Musi ulec pewnej typologizacji. Stąd też się wzięły nieco dziwne rozdziały, na przykład „Noce poślubne królów” czy „Miłość młodzieniaszków”. Tego, co nieobjęte, nie można ująć w ramach czterystustronicowej książki. Stąd wybiórczość w wyborze bohaterów. W osobnym rozdziale przedstawiam życie erotyczne XVI-wiecznego dworu papieskiego Aleksandra VI. Starałam się niczego nie przerysowywać, nie przejaskrawiać, nie przejawiać tendencyjności, braku obiektywizmu, nie pozwalać sobie na literacką fikcję. Wszystkie fakty ujęte w książce są prawdziwe i sprawdzone. Zdaję sobie sprawę, iż seria „Skandale Historii” obraca się w różnych wariacjach wokół dwóch tematów: seksu i okrucieństwa. Są to tematy-ocean i chyba nigdy nie zostaną wyczerpane. Spojrzenie na te zagadnienia z historycznej perspektywy pomoże lepiej zrozumieć nasze dzisiejsze czasy z ich brutalnością i wszechobecną seksualnością. Będę wdzięczna Czytelnikom za wszelkie komentarze dotyczące tej książki w Internecie bądź listownie.

Elwira Watała, Gliwice, sierpień 2009 r.

I. Zaglądając do królewskiej alkowy

Podglądając przez dziurkę od klucza

A któż nie lubi podglądać historii przez dziurkę od klucza?

(Marian Brandys)

Więc podglądajmy! Chociaż to wstyd, nawet jeśli czynią to sąsiedzi w komunałce, a cóż dopiero, kiedy parają się tym monarchowie! Niby są to wielcy ludzie, zaangażowani w poważne sprawy: wojny, intrygi, zdrady, spiski, wyroki śmierci, a okazuje się, że są zajęci tak prozaiczną i zarazem niegodziwą sprawą – podglądaniem przez dziurkę od klucza. Lecz oni podglądali, z honorem majestatu się nie licząc, niemal jak czynią to pospolici plotkarze, czy też wścibskie kumoszki. Filip II, król macedoński i ojciec Aleksandra Wielkiego, podglądał lewym okiem przez dziurkę od klucza, jak jego żona Olimpias kopulowała z wężem. Za swoją wścibskość został ukarany: oślepł na lewe oko. Olimpias, ta dumna Molosska, wiecznie seksualnie nienasycona, bardzo lubiła żmije. Udając się na tajemnicze misteria, gdzie tańczyła przy świetle ognisk, bosa i z rozpuszczonymi włosami, zawsze oplątywała się tymi gadami, jak inne hetery różami. Taki był kult w Macedonii, że węże kochano, czczono i nawet matki karmiły je swym mlekiem. Mogło być tak: prawą pierś kobiety niemowlę ssie, lewą wąż. Nikogo to nie dziwiło i nie bulwersowało, lecz żeby z wężem kopulować? No nie, tego Filip II pojąć nie mógł. On nie wiedział, że jego żona kopulowała z samym bogiem Zeusem, niepoprawnym erotomanem i zoofilem, który lubił uprawiać seks pod różnymi postaciami. A to w byka się przemieni, a to w łabędzia, a to nawet w złoty deszcz. W wyniku tej kopulacji z Zeusem ukrytym pod postacią węża urodził się Aleksander Macedoński. Kiedy podrósł, dowiedział się od matki o swym boskim pochodzeniu. Wówczas ojca kochać przestał i niezbyt rozpaczał, kiedy ten zginął z ręki swego zazdrosnego homoseksualnego kochanka. Matkę uwielbiał nieustannie, niezależnie od dokonanych przez nią licznych morderstw, dumny z tego, że była kochanką samego boga Zeusa.

Przez dziurkę od klucza lubił zaglądać do pokojów dam dworu swej matki, Katarzyny Medycejskiej, francusko-polski król Henryk III. Kiedy był młody i jeszcze nieomotany homoseksualnymi namiętnościami, ani zdeprawowany przez rozpustną siostrę Margot, pewnego razu zajrzał przez dziurkę od klucza do pokoju damy pałacowej i oniemiał z wrażenia. Nie mógł zrozumieć, czym właściwie zajmują się przebywające tam damy: jedna leży na drugiej, ręka jednej błądzi pod spódnicą drugiej i całują się namiętnie, niczym kochankowie. Lecz szczególnie się przeląkł, dziewięcioletni Henryk III, kiedy jedna z pań wyjęła jakiś groźny przedmiot i zaczęła go wtykać między uda drugiej pani. Skąd mógł wiedzieć, cnotliwy Henryk, że to sztuczny penis? Jego sroga mama, Katarzyna Medycejska, która rozpustę na swym dworze tolerowała, nawet faworyzowała, a jej „lotny szwadron” składający się z pięćdziesięciu, ma się rozumieć, nagich amazonek, zadowalał erotyczne zmysły mężczyzn, swe dzieci wychowywała cnotliwie, w niewiedzy o seksie. Henryk III „Kamasutry” nie czytał, gdzie bez specjalnej pruderii ta scena jest opisana i obrazek doklejony, z takim oto podpisem: „Kochliwe samotne dziewczęta zabawiają się swą joni. Doświadczona w miłosnych sprawach kochanka zręcznie manipuluje w pochwie partnerki dobrze naoliwionym sztucznym penisem”.

Gdy Henryk III został francuskim królem po śmierci swego brata, Karola IX, zabronił damom uprawiania lesbijskiej miłości. Homoseksualną, proszę bardzo, „skolko ugodno”, lecz lesbijską, broń Boże, fuj, jak to psuje obyczaje i estetykę!

No tak, podglądanie przez dziurkę od klucza to wielce niebezpieczne zajęcie. Coraz to nowe przykłady tego dostarcza nam historia. Lady Coventry, żyjąca w XI wieku w Anglii, skłoniła swego męża, władcę Coventry, aby zmniejszył podatek nałożony na poddanych. Jeśli tak się stanie, ona nago przejedzie konno po rynku. Zaapelowała do mieszkańców, aby w czasie tej osobliwej przejażdżki pochowali się w domach i jej nie podglądali. Dla ludzi przecież stara się, biedaczka. Mieszkańcy jej posłuchali. Zamknęli okiennice i siedzą jak strusie w swych mieszkaniach, nie wyglądają na rynek, gdzie królowa striptiz urządza, paradując na białym koniu naga, z rozpuszczonymi włosami. Lecz jeden szewc nie dostosował się do prośby władczyni, przez otwór w okiennicy zaczął podglądać królową. Skończyło się to marnie. Bogowie go ukarali i natychmiast stracił wzrok.

Znamy, Drogi Czytelniku, przypadek śmierci króla, który swemu podwładnemu rozkazał podglądać, jak jego małżonka rozbiera się do snu. Cyges, takie było imię tego poddanego, długo nie chciał się zgodzić na ten haniebny czyn, lecz król nalegał, chciał pochwalić się ciałem swej żony. Królowa, niczego się nie domyślając, zaczęła rozbierać się do snu, gdy nagle zobaczyła w lustrze odbicie ukrywającego się za kotarą mężczyzny. Poznała go i wszystkiego się domyśliła. Na drugi dzień wzywa go i mówi: „Widziałeś moje nagie ciało, ciało królowej, którą w ten sposób zhańbiłeś. Wiem, że do tego niegodnego czynu nakłonił cię mój mąż. Wybieraj, albo ty zabijesz mojego męża, albo ja każę zabić ciebie”. Co pozostawało Cygesowi zrobić? Własna koszula, jak to się mówi, zawsze bliżej ciała. Nocą, gdy mąż przyszedł do swej małżonki na pieszczoty a jeszcze coś innego z żoną czynić, zabił go sztyletem. Królowa wyszła za niego za mąż i uczyniła królem. Był to jedyny przypadek w historii, gdy podglądanie się opłaciło.

Podglądanie gołych niewiast przez dziurkę od klucza czy jakąś szczelinę było szczególnie rozwinięte w XVI wieku we Francji, podczas epidemii syfilisu, którym neapolitanki zaraziły wojsko króla Karola VIII. Ponieważ żołnierze bali się sypiać z niewiastami, a ich chuć wymagała podniet, zaczęli nagminnie podglądać nagie niewiasty, uprawiając przy tym masturbację. „Niedługo wyginie cały lud” – ubolewali biskupi, zaniepokojeni tą masową masturbacją.

W dziurkę od klucza spoglądał rosyjski car Piotr III, obserwując, co w swych pokojach wyczynia ze swymi kochankami, których miała w bród, jego ciotka, rosyjska caryca Elżbieta Piotrowna. Była to caryca o demokratycznych seksualnych poglądach. Tak pisał o niej w pamiętniku arystokrata jej czasów: „Najpierw ją Aleksiej Razumowski posuwał, potem poruchał Iwan Szuwałow, a potem zaczęła ruchać gawiedź: lokaje, paziowie, palacze w piecach, woźnice”. Oni swych mord z kątów nie wysuwali. Skromnie w swych zakątkach leżeli w myśl powiedzenia: „Skończyłeś pracę – śpij spokojnie”.

* * *

Podglądanie przez dziurkę od klucza było rozpowszechnione we Francji, zarówno w Luwrze za czasów Katarzyny Medycejskiej, jak i w Wersalu, szczególnie podczas rządów Ludwika XIV Króla Słońce. Katarzyna Medycejska, niekochana żona Henryka II, przedziurawiła podłogę swego pokoju, żeby przez szczelinkę obserwować, co wyczynia staruszka, Diana de Poitiers, kochanka męża. Zobaczyła i oniemiała z wrażenia. Leżeli na podłodze, na dywanie, a Diana ssała w grubiański sposób, nie licząc się z majestatem, penisa Jego Królewskiej Mości. Katarzyna rozpaczała i żaliła się biskupowi: „Jak można? Pan Bóg kazał w jednej pozycji spółkowanie uprawiać, a ta ladacznica zastosowała dwadzieścia sześć pozycji Aretyna”. „Skąd to pani wie?” – zapytał biskup. Katarzyna nie powoływała się na wiadomości zdobyte dzięki dziurce w suficie, zbyła pytanie milczeniem, natomiast na temat erotycznych pozycji odpowiedziała: „Mój ojcze, wystarczy zobaczyć porcelanowy serwis mojego teścia, Franciszka I”.

Franciszek I był erotomanem. Pornograficzny serwis był mu potrzebny do podniecania swych zmysłów. I dziś pewnie niejeden staruszek w pieleszach swej kawalerki bawi się swym penisikiem przed otwartą stroną „Playboya”.

Na nic nie przydało się to podglądanie przez Katarzynę Medycejską wyczynów Diany i zastosowanie podobnych praktyk w małżeńskim łożu: mąż w dalszym ciągu lekceważył małżeńską sypialnię. Dziwnie to brzmi, lecz z pomocą Katarzynie przyszła sama Diana. W porywie patriotyzmu, świadoma, że Francja już dziesięć lat bez dziedzica marnieje, przyszła do Katarzyny i powiedziała: „Moja miła, nauczę cię, jak należy z mężem w łóżku postępować, żeby Francja dziedzica wreszcie miała. Po co ty, moja miła, z radości skaczesz jak kózka, kiedy twój mąż z rzadka odwiedza twoją sypialnię? Zachowujesz się, jak gdybyś oczekiwała od niego Bóg wie jakiej nieziemskiej rozkoszy seksualnej. Zapominasz, moja miła, że to, co wypada kurtyzanie, nie przystoi żonie. Twój entuzjazm łóżkowy krępuje twego męża, paraliżuje mu członki, on nie jest w stanie odbyć z tobą owocnego stosunku. Zmień definitywnie taktykę. Leż w łóżku pokornie i raczej obojętnie, bez specjalnych oczekiwań rozkoszy przyjmij kopulację. Pamiętaj, że od rozkoszy jestem ja, ty zaś od prokreacji”. Katarzyna Medycejska wzięła sobie do serca uwagi Diany. Odtąd w łożu leżała z mężem raczej indyferentnie, no i… Sypnęły się dzieci. Dziesięcioro urodzi Katarzyna swemu mężowi, a wśród nich aż trzech francuskich królów: Franciszka II, Karola IX, Henryka III. Nauka Diany nie poszła w las. A poza wszystkim, Drogi Czytelniku, muszę ci powiedzieć, że seksualne życie Katarzyny Medycejskiej mocno interesowało historyków i biografów. Z wielką pasją pisała o erotycznych scenach tej królowej, na przykład, francuska powieściopisarka Victoria Holt. Bez skrupułów i zbędnej pruderii, nie szczędząc fantazji, przedstawiła swym czytelnikom noc poślubną Henryka II i Katarzyny Medycejskiej: „Chłopiec i dziewczyna leżeli w rozkosznej pościeli. Oboje byli bliscy omdlenia ze strachu. Dworacy rozebrali ich i uroczyście zaprowadzili do małżeńskiego łoża. Ona ma oczy mokre od łez, on cały jest spocony ze strachu. Ona zauważyła, że on cały drży”. Początek zupełnie realistyczny jak na podlotków, których wrzucono do małżeńskiego łoża i kazano zajmować się dorosłym seksem. A dalej: „Henryk leżał na plecach, wlepiwszy wzrok w sufit. Katarzyna dotknęła ustami jego ucha, potem wsunęła tam swój języczek. On cicho westchnął. Ona zaczęła językiem lizać mu szyję, dotarła do twardego, płaskiego brzucha, liznęła. Odsunąwszy kołdrę, powoli poprowadziła ręką po wewnętrznej części jego biodra od kolan, delikatnie połaskotała jego genitalia. Ujęła dłonią jego gorący, pulsujący członek. On zadrżał jak zraniony ptak. Delikatnie naciągnęła główkę penisa, potem gwałtownie puściła, tak że uderzył o brzuch Henryka”. „Zabolało, biedaczku?” – to my, Drogi Czytelniku, zwracamy się do Henryka II. A państwa pytamy: No i co, pobudziła was trochę ta erotyczna scena w ujęciu Victorii Holt? Zdumiewające, jaką doświadczoną kochanką okazała się ta czternastoletnia Katarzyna Medycejska, wychowana w srogim rygorze klasztoru. I skąd to się wzięła erotyczna wiedza podlotka w ascetycznym, pruderyjnym szesnastym wieku, po trzech latach klasztornego wychowania? Może ta rozpusta tkwiła w genach Katarzyny Medycejskiej? Ciekawe, dlaczego po takich wyrafinowanych pieszczotach genitaliów Henryk II nie chciał uczęszczać do sypialni żony i przez długie dziesięć lat Katarzyna nie zachodziła w ciążę? Aha, już wiemy dlaczego. Nam, Drogi Czytelniku, Victoria Holt elokwentnie to wyjaśniła: „Diana bardziej wyrafinowane miłosne sztuczki stosowała”. „Nareszcie Diana poczuła, że najmniejszy jej ruch wywołuje pożądaną reakcję u Henryka II i oto już on tryska gorącym strumieniem. Stanąwszy na czworakach, Diana nachyliła się nad biodrami Henryka i schwyciła ręką jego drżące jestestwo. Gorąca sperma buchnęła jej w twarz. Diana z namaszczeniem roztarta ją po swej twarzy”. Cudownie! Nareszcie wiemy, dlaczego staruszka Diana Poitiers, mając swoje sześćdziesiąt pięć lat, wyglądała na trzydziestoletnią niewiastę. Cały szkopuł, jak się okazuje, zawarty jest w spermie Henryka II, którą, jak śmietaną, mazała Diana swą twarz.

I czego się głowią biografowie i dworacy królewskich domów, nie potrafiąc odpowiedzieć na pytanie: w czym tkwiła przyczyna młodości Diany? Okazuje się, że „szkatuła” otwierała się prosto: istota rzeczy tkwi w odmładzającej właściwości spermy Henryka II. Bez fałszywej skromności wyjaśniła nam to Victoria Holt. No i po co, dworacy, wasze zaglądanie przez dziurkę od klucza do kąpiącej się Diany, wasze przyglądanie się, czy nie dolewa do wanny mistycznych napoi, zastanawianie się, czy nie zawarła paktu z diabłem, skoro tak młodo wygląda, że Henryk II wolał ją od jej wnuczek.

Lecz nas inne pytanie nurtuje: dlaczego po takich wyrafinowanych seksualnych sztuczkach w wydaniu Diany Henryk II, sprawiając wrażenie seksualnie nieusatysfakcjonowanego, udał się do prostytutek? Victoria Holt, nie szczędząc swej fantazji, tak tę scenę opisała: „Ona [prostytutka – E.W.] posmarowała jego członka jakimś olejkiem i odwróciła się do niego tyłkiem. Henryk II nie od razu zrozumiał, czego od niego chce. On po raz pierwszy uprawiał analny seks”. Fuj, ty! Zupełnie zakołowały króla kobitki: żona, Diana i prostytutki, swym wyrafinowanym seksem, i to tak bardzo, że na śmierć zapomniał, jak normalnie się dzieci robi. „Gdybym wiedziała, że od tego rodzą się dzieci” – szlochała bohaterka Maupassanta, folwarczna dziewka, gdy gospodarz zafundował jej brzuch.

Po tych wszystkich scenach łóżkowych w wydaniu Victorii Holt mnie, Drogi Czytelniku, niektórzy czytelnicy ganią w Internecie, oburzeni nadmiarem erotyki w moich utworach! Nie, zdecydowanie pod tym względem palmę pierwszeństwa oddaję Victorii Holt, tyle że jej monografie mało mają wspólnego z historyczną prawdą. Morały Diany, sztorcującej Katarzynę za zbyt wielkie jej zaangażowanie we własną przyjemność seksualną, miały podstawy, jeśli wziąć pod uwagę mentalność owych czasów. Życie seksualne mężatki ograniczało się do jednego partnera – własnego męża, co więcej, nie wolno jej było czerpać seksualnej satysfakcji w małżeńskim łożu. To było wysoce naganne. Żona, w przeciwieństwie do męża, nie mogła korzystać z płatnych usług erotycznych, ani utrzymywać homoseksualnych stosunków. Seksualne życie kobiet podlegało stałej kontroli. To spowodowało podział życia seksualnego mężczyzn na małżeńskie i pozamałżeńskie. Proces płodzenia potomstwa oddzielony został od popędu płciowego. Zupełnie odmienna była jakość seksualna tych układów. Łoże małżeńskie winno być aseksualne w odróżnieniu od łoża kochanki czy metresy, w którym gloryfikowano wyrafinowaną seksualność. Umiarkowanie seksualne w małżeńskim łożu stało się kryterium cnotliwości kobiety, naczelnym ideałem, do którego dążono. Od małżonek oczekiwano wstrzemięźliwości płciowej, która stanowiła jedną z podstawowych cech kobiecych. Właśnie taki stosunek do seksu ukształtował wizerunek dobrej żony. Żona winna była stłumić w sobie seksualność. Nie było dobrze widziane na dworze, jeśli żonę widziano w wydekoltowanych sukniach, czy jeśli stosowała upiększającą kosmetykę. Wszystkie żony królów trzymały się tych schematów. Bezbarwnymi kurkami domowymi były dwie żony Franciszka I, Katarzyna Medycejska, żona Henryka II, żona Ludwika XIV, Hiszpanka Maria Teresa i żona Ludwika XV, Polka Maria Leszczyńska. Jak anegdota brzmią słowa Henryka II, wypowiedziane wówczas, gdy jego kochanka, Diana Poitiers, pozwoliła mu na współżycie z żoną: „Katarzynko, obiecuję tobie, jak tylko urodzisz wystarczającą liczbę dzieci, ja na zawsze wyjdę z małżeńskiego łoża”. Co za wspaniałe pocieszenie dla młodej żony, no nie?

* * *

Młody Ludwik XIV bardzo wcześnie rozpoczął życie seksualne. Dobrą erotyczną szkołę przeszedł na dworze swej mamy, Anny Austriaczki, która pewnego razu odkryła, że jej syn przez wydrążoną w ścianie szparę podgląda, jak w sąsiednim pokoju rozbierają się damy dworu. Jedna z nich, podstarzała, czterdziestoletnia rozpustnica, pozbawiła dwunastoletniego (według innej wersji czternastoletniego) Ludwika XIV dziewictwa, za co została szczodrze wynagrodzona przez Annę Austriaczkę. Królowa myślała tak: niechaj mój syn straci dziewictwo z porządną i czystą, choć już w podeszłym wieku, damą, niż z jakąś podejrzaną aktoreczką Teatru Narodowego; tamto towarzystwo nagminnie było zarażone syfilisem. Ludwik XIV tak zasmakował w tej rozkoszy ofiarowanej przez podstarzałą damę, że odtąd nie dawał pałacowym damom swej matki spokoju. Łapał je na korytarzu i ciągnął do jakiegoś kąta, i tam na krześle uprawiał miłość. Zaprzestał tego, kiedy jego guwerner go przestrzegł: „Nie wypada, Wasza Wysokość. W krzesłach są szczeliny, a nuż jakaś przyszczypie Wasze dostojne przyrodzenie”. Ludwik się uspokoił. Groźba przymusowej kastracji nie zapowiadała świetlanej przyszłości Królowi Słońce z jego hasłem: „Państwo to ja”. Nie ustrzegł się jednak choroby wenerycznej. Długo, żmudnie i cierpliwie leczono króla kwasem mrówkowym. Rtęciowe preparaty pojawiły się znacznie później, za Karola X, a penicylina… O niej można było wtedy tylko pomarzyć. Została wynaleziona dopiero w XX wieku.

Lauzun, dworak Ludwika XIV, był na tyle zuchwały, że nie przewiercił dziurki do sypialni markizy Montespan, swej i królewskiej kochanki. Po prostu wlazł pod łóżko, na którym metresa zaliczała „szybki numerek” z królem, spełniony między mazurem a kadrylem. Leżał tam cicho jak trusia. Wystarczyło przecież najmniejsze kaszlnięcie albo kichnięcie, aby jego głowa stoczyła się z katowskiego pnia. Później, tańcząc ze swoją i królewską kochanką, powtórzył wszystkie jej słowa, jakie o nim wypowiedziała do króla, i to dość niepochlebne. Markiza się dziwiła: w jaki sposób to podsłuchał, skoro jej sypialnia była szczelnie zamknięta na klucz?

Podejrzewamy, Drogi Czytelniku (klarownych wiadomości na ten temat brak), że pierwsza noc poślubna Króla Słońce, Ludwika XIV, była bardzo nudna. Jego wybranka, Hiszpanka Maria Teresa, była osóbką mało apetyczną zewnętrznie i wewnętrznie. Choć była w młodym wieku, zęby miała doszczętnie zepsute, ponieważ jadała niezliczone ilości czekolady, którą częstowała nieślubne dzieci króla. Języków nie znała, filozofię jeszcze mniej, bo intelektualistką nie była. Żyła sobie cicha jak myszka w Wersalu, nie dla niej przecież, tylko dla królewskiej metresy zbudowanego, i odeszła z życia niezauważalnie, prowokując męża do prozaicznego i żałosnego stwierdzenia: „Za życia moja małżonka ani razu w niczym mi nie przeszkodziła”.

Prawnuk Ludwika XIV, Ludwik XV, zanim stał się światowej sławy erotomanem, był bardzo cnotliwy, a we wczesnej młodości nawet naiwny i absolutnie nieobeznany w seksie. Pewnego razu w wersalskim parku zobaczył, jak dwaj młodzieńcy baraszkowali w krzakach. Zapytał swego guwernera: „Co oni tam robią, że tak szczelnie przywarli do siebie tyłkami?” Guwerner, silnie czerwieniąc się, odpowiedział: „Biorą twierdzę”. Ludwik XV zrozumiał, że jest to jakaś gra, a wersalscy dworacy zaczęli od tej pory homoseksualną miłość nazywać „braniem twierdzy”.

Wielce udana była noc poślubna króla z Marią Leszczyńską, córką Stanisława Leszczyńskiego, podupadłego ekskróla polskiego i króla Lotaryngii. Ludwik XV, nasłuchawszy się o szpetocie i ograniczoności umysłowej swej narzeczonej, oczekiwał najgorszego. Lecz rzeczywistość przewyższyła jego oczekiwania. Narzeczona, która była starsza od króla prawie o dziewięć lat (według innej wersji o pięć), była jędrna, zdrowa, ze szkarłatnym rumieńcem na policzkach. Król Ludwik XV zakochał się w niej i przez całe dziesięć lat żony nie zdradzał. Kiedy napłodził jej dziewięcioro dzieci, spróbował seksu z metresą. Natychmiast poczuł smak do wyrafinowanego seksu. Przestała go zadowalać postna i jednostajna pozycja w łóżku jego żony, która zdawała się mówić: „Bierz mnie, a ja będę leżała trupem z zamkniętymi oczami”. Wypowiedział jej łoże, wymawiając sakramentalne zdanie: „Więcej, Pani, już nie przychodzę do twej sypialni”. Słowa swego prawie dotrzymał.

Noce poślubne królów

Jako tako, Drogi Czytelniku, możemy zrozumieć podglądanie przez dziurkę od klucza przez wścibskość i ciekawość, ale jak zrozumieć publiczne podglądanie kopulacji nowo poślubionych małżonków, odbywające się w majestacie prawa, w asyście całej rzeszy dworaków?

Przez szczelinę w kotarach spogląda uważnie ośmiu honorowych obywateli paryskich, ośmiu szanowanych burżujów, jak francuski król, Karol VIII, będzie deflorował swoją małżonkę, Annę Bretońską. Kazano im uważnie patrzeć, a potem własnoręcznym podpisem w pałacowej księdze potwierdzić, że takiego a takiego dnia, o takiej a takiej godzinie, miał miejsce płciowy stosunek czternastoletniego Karola VIII z piętnastoletnią Anną Bretońską. Teraz, Europo, możesz bezradnie machać rękoma i wrzeszczeć o porwaniu narzeczonej austriackiego cesarza Maksymiliana przez Karola VIII, a raczej przez jego przedsiębiorczą siostrę, Annę Beaujeu. Lecz nie w Annie Bretońskiej tu rzecz, która była całkiem pospolitą niewiastą o przeciętnej urodzie i dużej tuszy, lecz w bogatej Bretanii. Maksymilian Bawarski już uzurpował sobie prawo do Anny Bretońskiej, pardon, do Bretanii i nawet małżeństwo per procura pośpiesznie zostało zawarte. Kto nie wie, co oznacza ten dziwny zwyczaj, tego informujemy, iż leniwi królowie, którym nie chciało się jechać na spotkanie swej narzeczonej, posyłali do niej swych przedstawicieli. Taki wydelegowany kawaler kładł się z narzeczoną króla w ich pierwszą noc poślubną. Naturalnie, że dotknąć ciała niewiasty mu nie pozwolą. Porządnie go wymyją, skarpety czyste włożą, nogawkę (jedną) spodni podwiną, obok w nocnej koszuli narzeczoną króla położą. Wolno mu będzie końcem palców nóg w czystej skarpecie dotknąć nóżki narzeczonej króla. W obecności świadków, naturalnie, którzy zapiszą ten historyczny akt do protokołu. Koniec, kropka. Małżeństwo króla per procura zostało zawarte. Z takich usług przedstawicieli królów w małżeńskim łożu skorzystało, Drogi Czytelniku, wielu monarchów, w ich liczbie i Ludwik XV, i Napoleon Bonaparte, z drugą żoną, Austriaczką, Marią Luizą, i dziesiątki innych.

Wracając do Maksymiliana. On, ubiegając apetyty Francji na żyzne i dorodne ziemie Bretanii, pośpiesznie dokonał aktu per procura z Anną Bretońską. Zaklepał, jak to się mówi, swoje małżeństwo, przypieczętował je, czeka sposobności, aby zabrać narzeczoną z Bretanii. Nagle mu donoszą, że na Annę Bretońską, pardon, na Bretanię, ma apetyt Francja. Tam na razie rządzi mądra kobieta, Anna Beaujeu, siostra podlotka Karola VIII, o której jej ojciec, Ludwik XI, mówił: „Byłby z niej wspaniały król, gdyby urodziła się chłopcem”. Umysł miała nie od parady, a także rozwinięty patriotyzm, wyrażający się w pragnieniu powiększenia terytorium Francji. Bretania jest Francji na gwałt potrzebna! Annie Bretońskiej oświadczono: „Ty, moja miła, zostaniesz żoną mojego brata, Karola VIII”. Anna Bretońska zalała się łzami, przecież ona w pewnym sensie już jest zamężna, przecież per procura małżeństwo zostało dokonane z przedstawicielem Maksymiliana. On jest jej mężem. „Jakie per procura, o czym gadasz, głupia?” – oburzyła się Anna Beaujeu. „Czy Maksymilian ciebie zdeflorował? Nie, bo ja tego w aktach królewskich nie widzę. Nie masz więc żadnego małżeństwa z Maksymilianem. Kładź się, moja miła, do łóżka, urządzimy poważną konsumpcję małżeństwa. A świadkami twej nocy poślubnej będzie czterech poczciwych burżujów. Zza kotary będą oglądać twoją deflorację, żeby w razie różnych nieporozumień, wojny i innych kataklizmów zagrażających Francji ze strony Maksymiliana można było mu nosa utrzeć, małżeństwo przecież było skonsumowane. Jasne?” Anna Bretońska, choć bardzo jej się nie spodobał Karol VIII, brzydki, o długim nosie i żółtej jak po żółtaczce cerze, otarła łzy i położyła się posłusznie w małżeńskim łóżku. Leżą oboje bardzo skrępowani tą sytuacją; zrobieniem widowiska z małżeńskiej kopulacji. W kącie sypialni, zza kotary, osiem par oczu opasłych burżujów uważnie spogląda. Każdy ołówek w ręku trzyma, żeby zapisać dokładnie, o której godzinie, minucie i sekundzie małżeństwo królewskiej pary zostało skonsumowane. Od masturbacji z trudem się wstrzymują, tak ich ten widok rozpalił. Lecz w łożu królewskim cicho! „Powstań chuju w takiej ekstremalnie stresowej sytuacji masowej oglądalności” – wykrzyknęlibyśmy słowami studenta leninowskiej biblioteki, gdybyśmy byli, Drogi Czytelniku, wulgarni. Lecz obecnie klimat dla wulgaryzmów jest niesprzyjający, i u Kuby Wojewódzkiego już „dupy” ostrożnie i oględnie lecą, bez dawnego beztroskiego zawadiactwa. Zaczyna nas razić prostackość wysławiania się. Proponujemy zatem zamienić wulgarne zaproszenie przez chłopca dziewczyny na pieprzenie się eufemizmem bardziej dworskim, hinduskim: Niech mój lingam wejdzie do twojej joni.

Lingam Karola VIII w warunkach masowej oglądalności długo nie chciał wchodzić do joni Anny Bretońskiej, narażając na szwank posiadanie przez Francję ziem Bretanii. Wreszcie zniecierpliwiona Anna Beaujeu wkroczyła do akcji i nakrzyczała na ociągających się z kopulacją małżonków: „Oszaleliście, czy co? Szybko do roboty. Francja nie ma zamiaru Bretanii się pozbawiać!”. Na niektóre słabe i wstydliwe istoty okrzyk działa jak dobry katalizator. „Robota” poszła żwawiej i Karol VIII, zapominając o podglądaczach, nawet zasmakował w parzeniu się. Bo przecież pryszczaci i pokryci młodzieńczym trądzikiem faceci, gdy zrzucą powłokę wstydliwości, gotowi są zapłodnić cały świat. W każdym razie ta noc poślubna w obecności świadków, która by najpewniej odstraszyła innego młodzieńca, na Karola VIII wpłynęła pozytywnie. On to zajęcie bardzo polubił i wszedł do historii jako król erotoman, który, ruszając na wojnę, zawsze zabierał ze sobą orszak prostytutek i flecistek. Na postojach król ciągnął prostytutki w paprocie, a flecistki mu przygrywały ponad krzakami tkliwe melodie, umilając seks, na który tak skąpa była jego żona, Anna Bretońska.

Wracając do naszego wątku, należy stwierdzić, iż małżeństwo Karola VIII zostało skonsumowane w obecności świadków, zapisane do protokołu pałacowego. Niech teraz bezsilny Maksymilian macha sobie do woli rękoma. Istotnie, od takiej nieprzyjemnej wiadomości Maksymilianowi szczęka z wrażenia opadła. Wściekły, że zabrano mu narzeczoną, lekceważąc małżeństwo zawarte per procura, Maksymilian poczyna szykować wojnę z Francją. Aż tu nagle mu donoszą, że Francja mu z powrotem zwraca „nienaruszoną” jego córkę Małgorzatę. Jak tobie się to podoba, Drogi Czytelniku? Pięć lat trzymano na francuskim dworze córkę Maksymiliana jako narzeczoną Karola VIII, a teraz jak niepotrzebny mebel mu ją zwracają „nienaruszoną”, widzicie ich. W starożytności za taką „nienaruszoną” córkę Klaudię, którą zwrócił matce Fulwii, żonie Marka Antoniusza, po dwóch latach małżeństwa Oktawian August, Fulwia wojnę cesarzowi wydała, wszystkie karty swemu mężowi, Markowi Antoniuszowi, mieszając, on bowiem nie zamierzał kłócić się z cesarzem. Szczególnie rozzłościła Fulwię zapiska na glinianej tabliczce: „Zwracam tobie córkę nienaruszoną”. Dwa lata Klaudia była prawowitą małżonką Oktawiana Augusta i oto, kanalia-impotent zwraca ją matce, wzgardziwszy cnotą i dziewictwem jej córki. Naturalnie, że Fulwia, wściekła od obrazy i poniżenia córki, wszczęła rebelię przeciwko cesarzowi. Niestety, przegrała. Straciła wszystko, łącznie z mężem, Markiem Antoniuszem. Niewiasty drogie, nieraz trzeba obrazę głęboko schować i nie obnosić się z nią, pałając zemstą.

* * *

Nie należy oczekiwać przyjemnej i udanej nocy poślubnej od męża impotenta. Defloracja małżonki nie odbędzie się nawet wtedy, gdyby żona patrzyła na takiego męża ze złośliwym jadowitym uśmieszkiem.

* * *

Maria Franciszka, księżniczka de Savoie-Nemours (1646–1683), żona króla Portugalii Alfonsa VI, domagała się w 1666 roku rozwodu z powodu impotencji męża. Po uzyskaniu kościelnego rozwodu ponownie wyszła za mąż za swego szwagra, króla Piotra II, któremu przypadło szczęście zdeflorowania żony, która przy pierwszym mężu była przez kilka lat dziewicą.

Impotentem był francuski król Ludwik XVIII. Jego żona uprawiała lesbijstwo, dzięki czemu małżeństwo było oceniane jako zgodne.

Zrezygnowany i utwierdzony w swej całkowitej impotencji Ludwik XVIII zabawiał się niewinnymi, perwersyjnymi igraszkami: między pośladki prostytutek wsypywał tabakę i wtykając głęboko między nie swój gruby i pryszczaty nos, wciągał ten nęcący aromat, głośno kichając.

Na zdrowie, królu! Każdemu swoje: jednemu jędrne pieprzenie, drugiemu głośne kichanie.

* * *

Herodot uważał, że przyczyną masowej impotencji Scytów było ich konne życie. Prawie nie schodzili z siodła, nawet potrzeby fizjologiczne w nim załatwiając. Od nieustannego tarcia o siodło ich jądra uległy atrofii. Scytowie, mimo swej wojowniczości, mieli bardzo małe genitalia.

* * *

Gdy genitalia mężczyzn są zbyt małe, łatwo wtedy ulegają najrozmaitszym perwersjom. Taką tezę stara się udowodnić markiz de Sade: „On wypuszczał krew ze swej małżonki, nacinając jej ciało lancetem. Wypnij się pani – rzekł twardo hrabia do żony. I długo adorował to, co pragnął ujrzeć, żądając, aby przyjmowała najrozmaitsze pozycje. Rozwierał i ścieśniał, końcem palca albo językiem popieścił okolicę zagłębienia. Wkrótce rozpalony okrucieństwem chwycił kawałek ciała, ścisnął go i naciął. Po utworzeniu się ranki natychmiast przywarł do niej ustami. Klęcząc pomiędzy jego udami, dwóch młodzieńców pobudzało go ustami. Właśnie wtedy spostrzegłem, że ten olbrzym, ten swego rodzaju potwór, którego sam wygląd przerażał, z ledwością był mężczyzną. Przy tak masywnym i potężnym cielsku ów osobnik dysponował najmizerniejszym, najbardziej niepokaźnym kutasikiem. Jeśli użyć odpowiedniego porównania, to coś takiego można zobaczyć u trzyletniego chłopca” (markiz de Sade, „Justyna, czyli nieszczęścia cnoty”).

Freud: „Można zachorować na nerwicę z powodu braku normalnego zaspokojenia seksualnego”.

* * *

Krafft-Ebing: „Przy mężu impotencie rozdrażniona żona, pozbawiona normalnych stosunków płciowych, może łatwo wpaść w masturbację”.

* * *

Na starożytnym Wschodzie impotencję uważano za chorobę psychiczną. Leczono ją magicznymi obrzędami.

* * *

Impotentem był Franciszek III Gonzaga, książę Mantui, pierwszy mąż Katarzyny Habsburżanki. Małżeństwo trwało trzy miesiące, zanim w 1550 roku mąż utonął w jeziorze podczas polowania na kaczki. Polski król Zygmunt August, którego trzecią żoną była właśnie Katarzyna Habsburżanka, przekonał się w noc poślubną, że austriaccy posłowie nie skłamali: była dziewicą.

* * *

Zardzewiałą machinę z portek wyciąga, lecz to, co wydobyte, wcale nie cieszy ani jego, ani jego małżonki.

Entuzjazmu żony ten żałosny widok nie wzbudza. Wręcz odwrotnie, w jej oczach zapala się drwina i iskrzy się gotowość do awantury. Znajduje się w takim stanie psychicznym, że niebawem da mu w pysk, a potem użyje całego asortymentu środków rozhisteryzowanej kobiety: płaczu, bicia po twarzy, tłuczenia wazonów, będzie szlochać nieszczęśliwym basem, latać motylkiem z pokoju do pokoju, a on nie będzie w stanie porządnym pieprzeniem jej uspokoić. Ciężka dola impotenta!

Tak mniej więcej przebiegało życie Maksymiliana I Habsburga i Karoliny, władców Meksyku.

Do dnia dzisiejszego nikt z biografów i historyków zajmujących się życiem papieża Aleksandra VI i jego córki Lukrecji, nigdy nam nie wyjaśnił, czy istotnie pierwszy mąż Lukrecji był impotentem i zmarnował nie tylko noc poślubną, lecz i całe ich trzyletnie pożycie. Przyczyną domagania się przez Lukrecję rozwodu ze swym pierwszym mężem była jego niezdolność fizyczna do współżycia. W dokumencie własnoręcznie napisanym przez Lukrecję o unieważnieniu jej małżeństwa czytamy, jak to ona przed Panem Bogiem o tym przysięga. Lecz czy można dawać wiarę słowom Lukrecji, która absolutnie nie była samodzielna w niczym, ani w swym zamążpójściu, ani w innych sprawach. Była przecież całkowicie uzależniona, a nawet zniewolona przez despotycznego ojca. W sądzie, z pianą na ustach, mąż udowadniał, że to nieprawda, że on jest zupełnie fizycznie zdrowym mężczyzną, a nawet niezły był z niego ogierek, skoro zapłodnił swoją pierwszą żonę, lecz ona, biedaczka, zmarła podczas porodu. Na ten argument papież miał swój kontrargument: żonę mógł zapłodnić paź. Sprawa nabrała szerokiego rozgłosu, cały Rzym był zajęty rozstrzyganiem ważnego dylematu: została Lukrecja zdeflorowana w noc poślubną, czy nie? Czy w ogóle jest zdeflorowana, skoro oświadczyła pod przysięgą i na piśmie, że z mężem nie spała? W związku z tym przypomina się nam, Drogi Czytelniku, inna biedaczka, królowa angielska, Katarzyna Aragońska, żona Henryka VIII, który żeby móc ożenić się z ukochaną Anną Boleyn (główkę jej później odciachał), przed sądem udowadniał, że nie chce żyć w kazirodczym związku, ponieważ Katarzyna Aragońska była żoną jego brata Artura. (Dopiero teraz się połapał?). Katarzyna Aragońska ze łzami w oczach i Bogiem na ustach udowadniała, że pozostając dwa lata w małżeńskim związku z Arturem, zachowała dziewictwo: „Osiem razy w ciągu dwóch lat mój Arturek przychodził posiąść mnie i za każdym razem nie mógł, ja pozostawałam dziewicą” – twierdziła przed sądem. „No, wynieśli brudną bieliznę, aby ją obejrzała cała Europa” – ubolewała jej matka, hiszpańska królowa Izabela.

O tym, jak Sforza Giovanni, pan na Pesaro, pierwszy mąż Lukrecji, rozpaczliwie bronił się, gdy papież zaproponował sprawdzenie jego męskości publicznie, żeby przespał się z prostytutką, dowiesz się, Drogi Czytelniku, w specjalnym rozdziale niniejszej książki, tu wspomnijmy tylko, że nic nie wskórał w walce z papieżem Aleksandrem VI, zgodził się i na rozwód, i na miano impotenta.

Przejdźmy do nocy poślubnej Ludwika XIII, syna Henryka i Marii Medycejskiej. Ten niezdecydowany król prawie do końca życia nie mógł określić swej seksualnej orientacji, zdecydować, kogo woli, kobiety czy mężczyzn. W końcu przeobraził się w istotę pośredniej płci: nie mógł sypiać z kobietą i z trudem to czynił z mężczyzną. Jego mama, kiedy zauważyła homoseksualne ciągoty syna, nie przeszkadzała w rozwinięciu naturalnego seksualnego pociągu syna do mężczyzn, oczywiście pod warunkiem, że miał on do czynienia ze sługami, lecz, broń Boże, aby to czynił z arystokratami. I gdy tylko mama dowiadywała się, że syn na kolejnego młodego dworaka z psim oddaniem spogląda i oczami go pieści, momentalnie wkraczała i takiego dworaka z pałacu wyrzucano. Według naszych źródeł, Drogi Czytelniku, przez cztery lata Ludwik XIII nie mógł zdeflorować swej małżonki, a w noc poślubną udawał, że wszystko jest okay! Pieszczoty męża, niestety, gwarancji zajścia w ciążę nie dawały. I biedna królowa, bojąc się kompromitacji, przez cztery lata udawała, że u nich w łóżku z mężem wszystko w porządku i niby to nie Ludwik XIII całymi nocami, zamiast zapładniać żonę, leniwie żuje biszkopty, siedząc przy małym stoliczku. Nie wiadomo dokładnie, kto jest prawdziwym ojcem Ludwika XIV i jego brata homoseksualisty, Filipa Orleańskiego. Czy Mazarini, czy Richelieu, czy jednak Ludwik XIII, który wreszcie przezwyciężywszy wrodzoną nieśmiałość, przystąpił do dzieciorodnego aktu.

A co to za dziwna istotka, karlica, zaplątała się w spódnicach Marii Medycejskiej, drugiej żony Henryka IV, i nie chce stamtąd wyleźć, swe lesbijskie prawa eksponując, utrudniając królowi skonsumowanie swej pierwszej nocy poślubnej? Aha, to Leonora Galigai, mleczna siostra Marii, jej koleżanka, która później za uprawianie czarów zostanie na stosie spalona. Tak upiornie, Drogi Czytelniku, Henryk Mann, brat Tomasza Manna, przedstawia nam w swej powieści „Młode lata Henryka IV” jego noc poślubną. Inne źródła biograficzne tak drastycznie tej nocy nie przedstawiają, lecz również nic w niej radosnego i wesołego nie spostrzegli. Victoria Holt, zajrzawszy do alkowy Henryka IV w jego noc poślubną, była przerażona ponurą atmosferą, jaka w niej panowała. Niby nie na seks z żoną idzie Henryk IV, lecz na katorgę: „Henryk IV, oblany aromatycznymi esencjami, w jedwabnym szlafroku i miękkich pantoflach, szedł do małżeńskiej sypialni. Na przedzie lokaje niosą srebrne kandelabry, oświetlając drogę, z boku armia kawalerów towarzyszy królowi. Miny u wszystkich poważne i ponure, wygląda na to, że nie na radosny seks król idzie, na deflorowanie małżonki, tylko na ciężką i niebezpieczną robotę. Kroczy naprzód król i myśli: «Wiele od tej nocy poślubnej nie ma co oczekiwać. Lecz trzeba począć następcę tronu, delfina z rodu Medyceuszy»”. Ciężko wzdycha i wchodzi do małżeńskiej sypialni. Przypomina szpital z obłożnie chorym pacjentem. Królowa zemdlona i sina, niczym trup w łóżku leży, służki ją gorącymi ręcznikami cucą. Krocząc tak bohatersko, aby wypełnić powinność dziecioróbstwa, Henryk IV mógł wszakże oczekiwać niejakiego zrozumienia od świeżo poślubionej żony, korpulentnej i brudnawej Włoszki, spodziewać się choć odrobiny gotowości seksualnej, a ona? Niczym krowa leży na małżeńskim łożu w głębokim omdleniu. Pod wpływem gorących ręczników od stanu omdlenia przechodzi w stan drżenia. Drży jak osika na wietrze, usta ma sine, zęby o siebie głośno trzaskają, ręce zimne w konwulsyjnych drgawkach, całe ciało dygocze jak podczas silnej burzy na statku… W tym trzęsawisku Henryk IV nie ma żadnej możliwości trafienia orężem w cel. Potem zamarła w nekrofilskiej pozycji, masz ci los, bierz, królu, nieboszczkę ! Z odrazą brał Henryk IV swoją mało apetyczną Marię Medycejską, woląc ładne, ulegle kochanki, wyuczone seksualnej rozpusty. Prokreacja królewska przypominała ciężką robotę.

Zupełnie tak jak w rosyjskiej anegdotce. Stary generał zwraca się do młodego ordynansa: „Iwan, seks to przyjemność czy robota?” „To zależy z kim, towarzyszu generale, jeśli z waszą żoną, to robota, jeśli z waszą córką, to przyjemność”.

Współżycie Henryka IV z Marią Medycejską było tak nieudane, iż mimo licznego potomstwa dochodziło między nimi do rękoczynów, o czym dowiesz się, Drogi Czytelniku, w osobnym rozdziale tej książki.

* * *

Osiemnastoletnia Katarzyna Habsburżanka, trzecia żona polskiego króla Zygmunta Augusta, podczas nocy poślubnej ze swym drugim mężem dostała ataku epilepsji na tle nerwowym: bała się defloracji. Jej pierwszy mąż, zanim utonął w jeziorze podczas polowania na kaczki, przez cztery miesiące z powodu swej impotencji nie mógł zdeflorować żony. Zygmunt August był przerażony. Jego pierwsza i trzecia żony były rodzonymi siostrami. Cóż to, i obie epileptyczki? Jak tu dzieci płodzić, gdy zamiast okrzyków rozkoszy obie podczas stosunku ulegały konwulsyjnym epileptycznym drgawkom.

* * *

Pierre de Brantôme: Wielu mężów podczas pierwszej nocy poślubnej dowiaduje się, czy ich żony są dziewicami, czy nie. Bo wiele kobiet w różny sposób udawało dziewictwo. Najgorsza i najokrutniejsza metoda to zaszywanie na żywo nićmi pochwy kobiety.

„A co ja, cerowana suknia czy co, i że niby bólu nie odczuwam, jeśli ty mnie już po raz trzeci zaszywasz, żeby korzystnie sprzedać?” (Stendhal, „Fałszywa ciotka”).

* * *

Do kitu była noc poślubna Kamila Borghese z Pauliną, siostrą Napoleona Bonapartego. Ta niepoprawna nimfomanka tak nacierała na swego drugiego męża w ich pierwszą noc poślubną, że przerażony Kamil, którego zdolności seksualne były poniżej przeciętnej, z płaczem wyskoczył z małżeńskiego łóżka i w kalesonach uciekł do parku. Całą noc tam przesiedział na ławce, dygocąc z zimna i rozpaczy. Naturalnie, że ich małżeństwo nie było udane. Dominowała w nim kobieta, a nie mężczyzna. A przecie, jak powiedział Demokryt: „Pozwolić owładnąć się kobiecie to dla mężczyzny największa hańba”. Nie tylko hańba, dodajmy. Strach tak paraliżuje członka, że z biegiem czasu taki zaciukany mąż staje się impotentem. Brantôme o tym zjawisku tak napisał, nie owijając rzeczy w bawełnę: „Niepodobna, żeby kura mówiła, a kogut milczał, żeby kokosza głośniej od koguta piała. Kobieta u mężczyzny powinna budzić ufność, a nie strach”.

* * *

Gaston Orleański, brat Ludwika XIII, syn Marii Medycejskiej i Henryka IV, leży w małżeńskim łożu w swoją noc poślubną i mroczne myśli rozsadzają mu mózg. Jest żonaty z brzydką Montpensier, która ma garbate plecy, długi jak na kobietę nos, malutkie i złe oczka. Oboje milczą, świadomi swej niezgodności małżeńskiej. Gaston, oddając się ponurym rozmyślaniom, zupełnie zapomniał, kto leży obok niego. Nagle zaszlochał, jak małe dziecko. Jego okrutny brat Ludwik XIII, matka, a przede wszystkim kardynał Richelieu specjalnie ożenili go z tą pokraką, za karę za jego spiski przeciwko bratu. Innym spiskowcom odcięto głowy, a jego, ich przywódcę, skarcono przez ożenek ze szpetną kobietą, do której Gaston czuje wstręt. Ożenili go nie tylko za karę, także z powodu jej bogactwa. Lecz Gaston zdaje sobie sprawę, czego od niego oczekują dworacy. Otarł łzy, odwrócił się do młodej żony i ciężko wzdychając, rzekł: „No cóż, zacznijmy płodzić dzieci, innego wyjścia nie ma”. Wypocił córkę.

Kompletnie nieudana była noc poślubna Cezara, księcia Valentino, syna papieża Aleksandra VI. Długo szukał sobie narzeczonej. Żadna porządna europejska niewiasta nie chciała wychodzić za niego za mąż, nasłuchawszy się o jego wyczynach erotycznych, zabójstwach, ekscesach, okrucieństwie. Wreszcie jedna księżniczka zgodziła się na to, nie bez usilnej namowy Ludwika XII, króla francuskiego. Lecz francuski dwór, gdzie Cezar brał ślub, nie był mu przyjazny. Podły łotr aptekarz zamiast mocnych afrodyzjaków na wzmocnienie potencji Cezara wtrynił mu tabletki na przeczyszczenie. Zamiast pieścić żonę i deflorować ją, Cezar ciągle biegał do toalety. Nie przeszkodziło to Ludwikowi XII wysłać pocieszającą wiadomość do Aleksandra VI: „Wasz syn w noc poślubną z żoną osiem razy udowodnił swoją męskość”.

Lord Byron, wielki poeta i deprawator, mający homoseksualne skłonności, w noc poślubną usiadł na łóżku i oznajmił: „O Boże, trafiłem do piekła!”.

Noc poślubna Napoleona Bonapartego i Józefiny została doszczętnie zepsuta przez pieska Józefiny. Rozpalony namiętnością generał (cesarzem stanie się później, wielkim również) w rozkosznym wschodnim szlafroku i w bamboszach o zagiętych noskach a la pantofelki perskiego szacha, szybkim krokiem ruszył, trzymając kandelabr z sześciu świecami, do sypialni Józefiny, żeby skonsumować swą noc poślubną, spodziewając się tam nie lada rozkoszy. I co? Kto zepsuł noc poślubną małemu wzrostem, przyszłemu wielkiemu człowiekowi? Parszywy piesek, maskotka Józefiny, tak mały, że tylko w mufce go nosić. Piesek był rozpieszczany niepomiernie przez swoją panią, sypiał zwykle w jej nogach i teraz, gdy intruz mężczyzna, gorączkowo zrzucając z siebie szlafrok, lewą nogą miał zamiar zrzucić pieska na podłogę, Józefina ugodowo powiedziała do męża: „Och, Napoleonie, Zizi nie będzie nam przeszkadzać, niech sobie leży w moich nogach, jak jest przyzwyczajona”. Napoleon nachmurzył się z niezadowoleniem, lecz nie protestował: miałby wojować z pieskiem? Pies leży sobie, skowycząc cicho, bo był zazdrosny o swoją panią. Lecz gdy uzurpator, mężczyzna-brutal, zaczął znęcać się nad jego panią, tarmosić ją tak, że łóżko kołysało się jak statek podczas burzy, piesek nie wytrzymał. Wystąpił dzielnie w obronie swej pani. Chwycił ostrymi zębami za łydkę Napoleona, który zawył z bólu i silnym kopniakiem zrzucił pieska na ziemię. Pozostałą część nocy Józefina, zamiast rozkoszować się radościami seksu swej nocy poślubnej, musiała przykładać kompresy do nogi Napoleona. Noc poślubna została w drzazgi zepsuta, co zresztą nie wykluczyło innych udanych nocy, kiedy Napoleon z korsykańską, szaleńczą namiętnością brał Józefinę niczym partańską kobyłę, co jej odpowiadało, bo lubiła w łóżku przemoc. Niektóre kobiety to bardzo lubią. Nasz seksuolog, Kazimierz Imieliński, tak na ten temat napisał: „Niektóre kobiety lubią być zdobywane w sposób szturmowy, prawie że brutalny” (K. Imieliński, „Miłość i seks”).

* * *

Angielski król, Jakub II, miał ogromne problemy ze swoją nocą poślubną i późniejszym niezbyt udanym seksualnym pożyciem z drugą żoną, Marią Modeńską. W 1673 roku Jakub, czterdziestoletni wdowiec, ożenił się z Marią Modeńską, niedojrzałą dziewczyną. Dziewczyna wychowywała się w srogim klasztorze, gdzie preferowano cielesną czystość, a kochać można było wyłącznie Boga.

Maria Modeńska była posłuszną wychowanką. Swego grzesznego ciała, zgodnie z regułą, prawie nie myła, biczowała się i nosiła włosiennicę. Wyrosła z niej nader cnotliwa niewiasta, która nie chciała wyjść za mąż i uważała swe ciało za grzeszne. Maria śmiertelnie przestraszyła się nocy poślubnej i współżycia płciowego, kiedy jej oznajmiono, że wyjdzie za Jakuba II, angielskiego następcę tronu. Wybuchnęła płaczem. Mama przez cały tydzień uświadamiała ją w erotycznej wiedzy. Maria nie chciała wierzyć, że tak paskudną drogą, z organu służącego do wydalania moczu, powstają dzieci. Na serio była przekonana, że dzieci przynosi bocian. Kiedy szykowano ją do ślubu, dostała histerii i poczęła przekonywać, że chce zachować czystość. Matka uciekła się do wykrętów. Obiecała córce, że porozmawia z księdzem (córka była katoliczką), żeby Jakub II przez jakiś czas po ślubie nie ruszał dziewictwa swej żony. Tylko na takich warunkach Maria Modeńska zgodziła się wyjść za mąż. Jakub II, na szczęście, był dżentelmenem i dobrym człowiekiem. Żony, nie idąc za złym przykładem Ludwika XI, nie zgwałcił. Postępował prawidłowo: stopniowo przyzwyczajał żonę do małżeńskiego aktu, a gdy już nabrała do niego absolutnego zaufania, pieścił ją z niezwykłą tkliwością i delikatnością. Jak wiadomo, Maria Modeńska urodziła Jakubowi II dzieci, wśród nich był niedoszły król Jakub III, mąż naszej Klementyny Sobieskiej, wnuczki Jana Sobieskiego i Marysieńki, córki Jakuba Sobieskiego, ich syna. Dokładnie dziewięć miesięcy po nocy poślubnej Jakuba II i Marii Modeńskiej urodził się im syn, Jakub III. Mama Marii triumfowała, przywołując znane przysłowie: „Nie tak straszny jest diabeł, jakim go malują”.

* * *

Pełna łez i smutku była noc poślubna syna Ludwika XIV, Wielkiego Delfina, który wcześnie owdowiawszy, ożenił się po raz drugi. W noc poślubną nie może zapomnieć o swej pierwszej żonie, którą bardzo kochał. Drugą jego żoną, sekretnie poślubioną, była Maria Emilia de Joly de Choin, nader szpetna istotka. Oto jak ją opisuje Aleksander Dumas: „Wystające do przodu czoło, obwisłe policzki, szeroki nos, bardzo zepsute zęby, a szyja zbyt długa z oznakami początkującej tarczycy”. Nie była to Afrodyta, prawda, lecz była mądra i dobra. Podczas nocy poślubnej, zobaczywszy, że jej małżonek odwrócił się do ściany i płacze gorzkimi łzami, opłakując utratę pierwszej żony, nie wpadła w złość i rozpacz. Przytomnie pogłaskała męża po plecach i przyjaźnie powiedziała: „Wcale nie dziwię się, mój małżonku, że opłakujesz swoją pierwszą żonę, była przecież taka dobra i miła i tak ciebie kochała. Ja zrobię wszystko, żeby zasłużyć na twoją miłość i zaufanie”. Rozczulony delfin, szlochając, obrócił się do małżonki i tak oto w niewinnych objęciach minęła im ich noc poślubna, niczym noc brata z siostrą. Konsumpcja małżeństwa nastąpiła nazajutrz, gdy delfin przyzwyczaił się do żony, przecież z taką delikatnością i taktem podzieliła jego ból i rozpacz. Potem bardzo w tej drugiej żonie się zakochał, o pierwszej zupełnie zapominając. W taki to sposób, Drogi Czytelniku, cierpliwość i wyrozumiałość żony podczas nocy poślubnej odegrała swoją pozytywną rolę i uczyniła małżeństwo szczęśliwym i zgodnym.

Doniesienia policyjnego komisarza z sierpnia 1743 roku: „Niemcy mówią, że wielki książę pruski jest wielkim rozpustnikiem. Ma potajemny gabinet, z którego może obserwować wszystko, co dzieje się podczas miłosnych randek z jego poddanymi. Dziurka, przez którą spogląda, jest przykryta cnotliwym obrazem”.

* * *

Nie dawały spokoju polskie panie naszemu kochanemu królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu, ciągle go szpiegując i podglądając przez dziurkę od klucza wszystko, co działo się w jego apartamentach. Pewnego razu król, zakochany w pani Lubomirskiej, poprosił swoją siostrę, Panią Krakowską, żeby urządziła bal w swym pałacu na Krakowskim Przedmieściu. Król uważał, że go tam wścibskie panie nie wyśledzą. Miał zamiar spędzić z panią Lubomirską kilka przyjemnych chwil w pokoju specjalnie urządzonym na piętrze. Przez dwa tygodnie pracowali w pałacu Pani Krakowskiej rzemieślnicy, którzy montowali schody, którymi niepostrzeżenie można było z sali balowej udać się do tego przytulnego pokoju, wyposażonego w miękkie łoże. Na balu w pewnej chwili król spojrzał dłużej na panią Lubomirską i szybko wyszedł z sali. Był to znak, który Lubomirska zrozumiała. Za parę minut i ona wyślizgnęła się z sali balowej. Zauważyły to panie siedzące przy ścianach, których z powodu ich brzydoty, czy też wieku, nikt nie zapraszał do tańca. Jedna za drugą poczęły się wymykać z sali balowej w ślad za Lubomirską. Dotarły do drzwi, za którymi znajdowali się król i jego wybranka. Na drugi dzień gazety obwieściły, że u króla Stanisława Augusta Poniatowskiego pojawiła się nowa kochanka. Król był wściekły, mało tego, że jako erotoman nic pozytywnego ani przyjemnego dla siebie z tej randki nie miał, to jeszcze słyszał przez drzwi taką oto gadkę wścibskich pań, zaglądających bezceremonialnie do pokoju przez dziurkę od klucza: „Patrz uważnie, czy on już włożył w nią kuśkę, czy jeszcze nie”.

Noc poślubna Napoleona III była jednym wielkim rozczarowaniem. Ludwik Napoleon Bonaparte, syn Hortensji, pasierbicy Napoleona Wielkiego, długo i żmudnie dobijał się do ręki Eugenii de Montijo, która zdecydowanie powiedziała cesarzowi, że nie odda mu się jako kochanka, tylko wyłącznie jako żona. Gdy pewnego razu stała na balkonie, Napoleon III, stojący na dole, zapytał ją: „Pani, jak można do ciebie się dobrać?”. Odpowiedziała: „Tylko przez ołtarz, Sire”. No i wreszcie w 1853 roku wesele i noc poślubna, splugawiona przez wybryk kochanki Napoleona III, madame Howard. Wściekła, że kochanek ją rzuca dla jakiejś tam Eugenii, zajęła pałac cesarza. Napoleon z młodą żoną musiał noc poślubną spędzać w innym zaniku, nieprzystosowanym do nocowania. Na chybcika wstawiono tam żelazne łóżko, a po kilku godzinach Napoleon III zrozumiał, że on, człowiek o erotomańskich skłonnościach, ożenił się z nader mało temperamentną osobą. Eugenia była moralna i zimna jak głaz. Cesarz musiał pieścić absolutnie obojętną na seks kobietę. Co prawda, Eugenia wykazywała chęć poznania tajemnic rozpusty, lecz czyniła to tak nieudolnie, z tak wielkim namaszczeniem, że lekki seks przeobraził się w ciężką powinność, co może zdenerwować każdego mężczyznę. Po swej nocy poślubnej cesarz wyszedł z zamkowej komnaty ponury jak chmura gradowa i wzdychał ciężko: dużo radości sypianie z żoną mu nie dostarczy. Eugenia nie kochała Napoleona III, kochała się w kawalerze d’Alcanises. W przeddzień swego ślubu powiedziała do swej koleżanki, markizy Bedmar: „Gdyby d’Alcanises po mnie przybył, uciekłabym z nim”. No i co może czuć małżonek, gdy zimna żona w noc poślubną widzi w nim innego mężczyznę?

Różnica wieku między Napoleonem III a Eugenią de Montijo wynosiła 18 lat. „Staruszek” Napoleon III, obyty z rozpustą, wolałby mieć w małżeńskim łożu doświadczoną w seksie niewiastę, a nie taką, którą trzeba uczyć alfabetu i tłumaczyć, w jaki sposób płodzi się dzieci.

I tak, Drogi Czytelniku, będzie przez całe życie Napoleona III. Jeden z trudem urodzony syn po kilkuletnim bezpłodnym małżeństwie i celibat na wszystkie inne dni. Gdy taka niezgoda w łóżku przez cały czas trwania małżeństwa, poczynając od nocy poślubnej, to jakim prawem Eugenia miała pretensje do męża, że ma kochanki?

Znane było jej powiedzonko, adresowane do męża: „Niedługo cała Francja będzie zapchana waszymi bękartami”.

* * *

Nic się nie zmieniło na przestrzeni tysiącleci, jeśli chodzi o podglądanie przez dziurkę od klucza. Po prostu ta gałąź seksu została obecnie dobrze zorganizowana i skomercjalizowana. Turyści i miejscowi zboczeńcy mogą swój wzrok i rozporek nasładzać oglądaniem nagich kobiet w specjalnych automatach. Oto, jak o tym pisze laureatka Nagrody Nobla E. Minek: „Eryka dostaje osobisty przydział na kabinę de lux. Podnosi z podłogi zupełnie zaskorupiałą od spermy papierową chusteczkę i podtyka sobie pod nos. Wdycha głęboko zapach tego, co ktoś inny wyprodukował w toku ciężkiej pracy. Eryka się przygląda. Obiekt jej żądzy oglądania wsadza rękę między uda i składając usta w małe «o», pokazuje, jak wielką mu to sprawia przyjemność. Rozsiada się wygodnie i mocno rozkłada nogi, teraz można z żabiej perspektywy zajrzeć kobiecie do środka. Ręka zręcznie bawi się włosami łonowymi. Po lewej i prawej stronie rozlegają się radosne jęki i stękania. Niektórzy wolą oceniać kobiety od przodu, inni z kolei od tyłu. Lewą dłonią kobieta przejeżdża po piersiach. Szpiczastymi sztucznymi paznokciami odciąga brodawkę sutkową jak gumę, a potem puszcza. Brodawka odstaje od ciała jak jakieś obce ciało” (E. Jelinek, „Pianistka”). A tymczasem mężczyźni spuszczają się w papierowe chusteczki, które niedbale wyrzucą na podłogę i które podniesie następna zboczona, inteligentna dziwka typu Eryki, nie pozwalając, aby to paskudztwo usunęła sprzątaczka.

Mistrzu Sokratesie, czyż nie pomyliłeś się, nazywając to ELIKSIREM ŻYCIA?

Alkowy młodzieniaszków

Ona chce bawić się lalkami, a jej każą bawić się jego członkiem.

(Helmut Andics)

No tak, tej alkowy nie zaliczysz do szczęśliwych! Wrzucono do niej młodych, niedoświadczonych podlotków, efektem tego jest homerycki śmiech ze łzami zmieszany. Śmieją się dworacy, płaczą małżonkowie. Nieładnie, niemoralnie, seksualnie niedojrzałych podlotków-małżonków wrzucać do małżeńskiego łoża i kazać im zajmować się dorosłą miłością płciową. No i te małolaty, nie objuczone zachodnim „Playboyem”, Internetem i pornograficznymi czasopismami, absolutnie nie wiedzą, co ze sobą w łóżku począć. On swój penisek miętosi, nie wiedząc, czy wolno mu wetknąć go do jej brzuszka, czy nie? Coś nie bardzo jasno dworacy im wyjaśnili rolę młodych niedorozwiniętych fizycznie małżonków. Lęk paraliżuje im usta i członki. Z rzadka rozlega się cichy płacz z tej alkowy, a tak panuje w niej grobowe milczenie.

A co na to chrześcijaństwo? Jak reagowało? Zabraniało, naturalnie, lecz jakoś niepewnie. Zgadzało się na wspólne poleżenie w małżeńskim łożu, lecz broń Boże, consumatum. Co to, to nie. Zabraniano stosunku płciowego. Tylko rączkę czy nóżkę wolno było dotknąć, nic więcej, dopóki… „Żeniaczka nie urosła” – jak to wyraził laureat Nagrody Nobla Michał Szołochow. Urosła „żeniaczka”, teraz można. Damy i kawalerowie, co wieczór rojem otaczające małżeńskie łoże, odchodzą w cień, pozostawiając małżonkom intymne tête-à-tête za zasłoną. Seks grupowy wówczas w modzie nie był, nie XXI to wiek przecież, intymność małżeńską kopulacja lubi. Lecz i wtedy jej nie przestrzegano i nieraz królowie musieli pieprzyć się przy ludziach, a królowe rodzić.

Leży i miętosi swego członka, nie wiedząc, jak przystąpić do rzeczy. Oboje mają zerową wiedzę o seksie, o stosunkach małżeńskich w łóżku. Mama zawczasu jej nie wyjaśniła, w czym istota rzeczy, jego zaś tatuś przez wrodzoną wstydliwość polecił kamerdynerowi tę edukację seksualną synowi wpoić, a ten tak zawile to wytłumaczył, że dwunastoletni chłopiec nie wie, że dzieci nie rodzą się w kapuście. Ośmioletnią Elżbietę Tyrolską wydano za mąż za zaledwie o cztery lata od niej starszego Albrechta Habsburga. Pośpiech ślubu małolatów był wywołany tym, że tyrolski książę Reinhard II, obawiając się groźnego sąsiedztwa króla czeskiego, czyhającego na jego ziemie, postarał się przez małżeństwo swej córki znaleźć sobie możnego sprzymierzeńca w postaci króla Rudolfa Habsburga, który wydał swego syna za jego córkę. Nikogo nie interesowało, jak ten „polityczny towar” da sobie radę w małżeńskim łożu. Tak więc Elżbieta i Albrecht zostali mężem i żoną, gdy ona jeszcze lalkami się nie nabawiła, a on ołowianymi żołnierzykami.

Dorosłe igry ich nie pasjonują, do wczesnego seksu nawet przez ciekawość pociągu nie mają, ona jeszcze miesiączki nie miała, on na prześcieradłach śladów polucji jeszcze nie zostawiał. Oto niewinne, czyste dzieci leżą obok siebie i nawet pocałunkiem nie są skalane., Aniołeczki istne” – szeptali tkliwie dworacy. Ale aniołeczki rosły i Elżbieta Tyrolska tak zasmakowała w seksie, że 12 dzieci swemu Albrechtowi urodziła. Jak on imiona ich wszystkich zapamiętał, głowimy się. A może wcale nie pamiętał. Może tak jak Henryk III swych kochanków po prostu numerował. „Numer trzeci do mnie! Numer piąty pójdziesz na wojnę”. W każdym razie, Drogi Czytelniku, Elżbieta Tyrolska stała się matką rekordzistką w rodzie Habsburgów, a może i na świecie, tego nie wiemy. Dobrze, że u tych małolatów wszystko pomyślnie się skończyło. Nie zwariowali i w depresję nie wpadli, a spokojnie poczekali swej dorosłości. Gorzej bywało w innych królewskich rodzinach, do których wrzucano młodzieniaszków.

Mamy sporo przykładów zaręczyn małych dzieci. Henryk Plantagenet i Eleonora. Henryk Młody został w wieku trzech lat zaręczony w 1158 roku z Małgorzatą, córką Ludwika VII i jego drugiej żony Konstancji. Małgorzata była wtedy… sześciomiesięcznym niemowlęciem. Większość takich układów małżeńskich była zawierana, aby stanowić rękojmię pokoju. Zwyczaj ten przetrwał poza czasy średniowiecza.

Nie sądzimy, Drogi Czytelniku, iż przyszli małżonkowie, którzy wychowywali się razem i stawali się przyjaciółmi, towarzyszami młodzieńczych zabaw, później zostawali zgodnymi w seksualnym pożyciu małżonkami. Nie, tak nie było, to była prawidłowość naruszona tylko przez jednego króla, Ludwika IX francuskiego. Co zaś się tyczy współżycia Marii Stuart, która wychowywała się od dziecinnych lat w Luwrze przy dworze Katarzyny Medycejskiej, a towarzyszem jej dziecięcych zabaw był jej pierwszy mąż, Franciszek II, syn Katarzyny, to było to małżeństwo nader niezgodne. Franciszek II, który będąc chłopcem, bawił się z Marią Stuart, nie był w stanie jej później zdeflorować.

I tak oto Maria Stuart, absolutna dziewica po roku małżeństwa, została francuską królową. Zamyśliła się. Stanowisko, które objęła, obowiązywało monarchinię do rodzenia dzieci. A jak tu urodzisz, jeśli jeszcze swego dziewictwa nie straciłaś? Postanowiła wpłynąć na zmysły męża, pobudzić go do bardziej aktywnych działań płciowych. Powiozła niedołężnego małżonka do Lasku Bulońskiego, aby tam przyglądać się kopulacji danieli. Pamiętasz, Drogi Czytelniku, wyczyny papieża Aleksandra VI, który lubił ze swoją córką Lukrecją oglądać kopulację mulic z ogierami? Podobno silnie na zmysły działa. Lecz cherlawy Franciszek II słabo reagował na erotyczne widowisko. Nie zdawał sobie sprawy ze zjawiska opisywanego nieraz przez znanych pisarzy, jak to zwierzęta pozytywnie wpływają na człowieka. Zobacz, Drogi Czytelniku, co o tym ma do powiedzenia zamerykanizowany nasz pisarz Jerzy Kosiński: „Największą miłością Makar darzył białą olbrzymią królicę o różowych oczach. Co pewien czas zabierał ją do chaty i trzymał przez kilka dni w swej izbie. Za każdym razem, gdy ją odnosił do klatki, coś było w niej wyraźnie nie w porządku. Często krwawiła spod ogona, nie chciała jeść i sprawiała wrażenie chorej”. Wreszcie gwałconą przez siebie królicę Makar kazał zastrzelić. Albo taki passus: „Weszła Ewka owinięta prześcieradłem. Makar podszedł do kozła i brzozową witką zaczął go gładzić po podbrzuszu. Następnie kilkoma lekkimi uderzeniami witki zmusił bestię, by stanęła przednimi nogami na niskiej półce. Ewka zrzuciła prześcieradło, ujrzałem, że jest naga. Wsunęła się pod capa, przywierając do niego jak do mężczyzny. Makar co pewien czas odpychał ją na boki jeszcze bardziej podniecał kozła. Po chwili znów zaczynała spółkować ze zwierzęciem, obejmując je namiętnie i poruszając energicznie biodrami” (J. Kosiński, „Malowany ptak”).

No, nie, zoofilii nasi królowie nie uprawiali. Ani jednego takiego zboczeńca wśród nich nie było. Zdecydowanie odrzucamy twierdzenie uczonej pisarki D. Ackerman, która powtarza niesprawdzone plotki, że Katarzyna Wielka, caryca rosyjska, uprawiała miłość z ogierami. Nie było tego. Lecz królowie czerpali z energii zwierząt podnietę dla swych wątłych ciał, to prawda. Jeśli kto myśli, że zwierzęta niewinnie seks uprawiają, ten się myli. One również mają swoje perwersje. I u nich istnieje, na przykład, masturbacja. „Przy kopulacji z kobyłą źrebak oczu nie zamyka, lecz gdy w samotności oddaje się masturbacji, huśtając się z naprężonym członkiem, podczas wytrysku nasienia zamyka oczy” (J. Ackerman). Wstydzi się zwierzątko lubieżnych czynów i nienaturalnego samogwałtu? Natura jego protestuje przeciwko zboczeniom? W takim razie zwierzątko ma moralną duszę.

Kobyły masturbują się, trąc o różne przedmioty. Kozły biorą swe penisy do pysków i w ten sposób osiągają orgazm. Samiczka tchórza, która podczas cieczki nie widzi samca, czekając, może zachorować, jeśli nie osiągnie orgazmu, trąc o kamień. Gdy to osiągnie, natychmiast zdrowieje! Jelenie, jeśli nie mają w pobliżu samiczki, trą się o drzewa. Nawet wielbłąd to czyni. „Słonie naciskają swój organ płciowy za pomocą tylnych nóg”. Rosse obserwował, jak jeden słoń brał trąbę drugiego do ust i łaskotał nią podniebienie, osiągając erekcję” (Hewlock Ellis). A hieny, kanalie, zupełnie się rozpuściły. Liżą jedna drugiej organy płciowe i nie wstydzą się tego. Małpki nie tylko jedna drugiej wszy iskają, lecz liżą sobie z upodobaniem genitalia.

Niestety, obserwowanie seksu uprawianego przez zwierzęta nie wpłynęło na zmysły Franciszka II. Ociekając gnojem wypływającym z uszu i wrzeszcząc od dzikiego bólu, zmarł wkrótce. Nie wiadomo, czy zdeflorował Marię Stuart, chyba nie.

Nie najlepiej było z nocą poślubną i defloracją małżonki Ludwika XVI, Marii Antoniny, najmłodszej z szesnaściorga dzieci królowej austriackiej Marii Teresy „Teściowej Europy”. Otoczony rojem dworaków, prowadzony wielce uroczyście przez swego dziada, Ludwika XV, na konsumpcję swego małżeństwa z Marią Antoniną, Ludwik XVI myśli wielce abstrakcyjnie o tym, dlaczego niesprawiedliwa natura, czy też sam Pan Bóg, tak niegodziwie skonstruowali członek. Czemu on nie może być ogórkiem, szlachetną jarzyną, która sama sobie jest panem, ma bowiem męski i żeński organ na jednej i tej samej łodyżce? Nie musi mordować się z żoną, tak jak on, której nie jest w stanie dziewictwa pozbawić. Cztery lata królowa-dziewica jak idiotka po swym Trianon, niczym rozhisteryzowana pastuszka, biegała. Przecież dobrze wiemy, jak seksualna wstrzemięźliwość wpływa na psychikę. Zdajemy sobie sprawę, dlaczego stare panny stają się megierami, ryczą basem z wściekłości i omal z nożem na sąsiadkę się rzucają. Chuć niewyżyta, spermą nieoroszona z nich wyziera. Upychają ją wewnątrz jaźni, wyłazi podła w postaci inwazji słów obelżywych, grożeniem palcem niebu i światu, histeriami i ulewą łez. Tragiczny to widok takiego nieszczęścia i takiej namiętności neurotycznej z powodu małego kawałka męskiego mięsa. Naturo, nie jesteś wielka, jeśli umyśliłaś sobie taką nicość! A co mają robić te biedne niewyżyte histeryczki, których mężów oręża nie działają? Oddają się masturbacji, to zostało udowodnione naukowo. Posłuchajmy, co znakomity Seksopatolog Krafft-Ebing na ten temat powiedział: „Przy impotencji męża, gdy żona jest narażona na rozdrażnienie, w niej może silnie rozwinąć się masturbacja”. Pisaliśmy już o tym. Dotyczy to wszystkich czasów, współczesnych również. Henry Miller, który skromnie powiedział, że niczego nie może zaoferować ludzkości oprócz swego geniuszu, opisał taką współczesną scenę masturbacji: „Postanowiłem zajrzeć przez dziurkę od klucza i zobaczyć na własne oczy co i jak. No i proszę, panienka stoi przed lustrem, głaszcząc i pieszcząc swego kosmaczka. Rozmawia z nim jak z ukochaną osobą. Ten rodzaj specyficznej masturbacji wymagał specjalnego półmroku. Musiało być ciemno jak dla nietoperza, a przy tym jasno, żeby można było widzieć sutki i gołą cipę” (H. Miller, „Zwrotnik Koziorożca”).

A co, masturbacja to panaceum na wszystkie dolegliwości seksualne? Wcale nie. Po pierwsze, szkodliwa, w każdym razie tak wpajano do początku wieku XIX. Temu, który się nią zajmuje, mózg usycha, niby idiotą może się stać. Wielki erotyczny pisarz, Henry Miller, nie miał zamiaru owijać w bawełnę tego problemu. Wprost napisał: „Masturbują się dziewki niepokalane kolbą kukurydzy”, a starożytny Owidiusz tak nam poetycko radzi: „Wyjdź, kobieto, do ogrodu i przysposób każdy nadający się do tego owoc – marchewkę, ogórek czy nawet nieduży seler”. Co prawda, obecnie, gdy sex shopy swój renesans przeżywają, żaden owoc nie jest potrzebny. Zastąpiły go sztuczne fallusy-wibratory. Wprawdzie student leninowskiej biblioteki twierdzi, że od czasu, jak penisowi pojawił się konkurent-wibrator, wpadł on w popłoch: nie może rozmiarami z nim się równać. Niestety, postęp w tej dziedzinie nie jest pocieszający dla mężczyzn: coraz doskonalsze okazy prezentują producenci sztucznej rozpusty. Dwa lata temu byłem świadkiem, jak w jednym z takich moskiewskich sklepów klienci, przeważnie kobiety w starszym wieku, wybierały sobie partnera do seksu. „Niech pani pomaca” – zachęcała miła ekspedientka jedną staruszkę, podając jej sztucznego penisa. – Od żywego pani nie odróżni, nawet żyłki są jak naturalne, nawet naczynia krwionośne widoczne. A materiał? Istne cudo lateksu”. Staruszka rzeczowo zapytała, na jak długi czas eksploatacji starczy nabyty wibrator i czy przewidziana jest gwarancyjna naprawa w razie zepsucia się instrumentu? „Co to, starucha maszynkę do mięsa kupuje”? – oburzył się inny klient, nabywający gumową lalkę z rozdziawioną gębą. Zapewne wiedział, czemu jej usta są półotwarte na kształt litery „O”. No cóż, edukuje się seksualnie lud byłego Kraju Rad, gdzie jeszcze stosunkowo niedawno młodzieniec nie wiedział, do jakiej części ciała można całować komsomołkę. Niektórzy zwolennicy moralności są oburzeni tak szybko rozwijającą się demoralizacją społeczeństwa rosyjskiego, skróceniem wieku fizycznych stosunków dziewcząt i chłopców, także lawinowo narastającą prostytucją.

Obecnie nasza Duma postanowiła przywrócić, choć w minimalnym stopniu, dawne socjalistyczne dogmaty moralności i w środkach masowego przekazu przeforsować hasło, iż prostytucja jest złem. I oto na pierwszym kanale rosyjskiej TV pod przewodnictwem Andrzeja Małachowa, dziennikarza ogólnie lubianego, o popularności nie mniejszej niż Jerry’ego Springera, pokazują w programie „A niech sobie mówią” szesnastoletnią dziewczynę, która w wieku czternastu lat zaczęła uprawiać prostytucję. Strażniczki moralności, przeważnie wiekowe panie, chórem zaczęły ubolewać nad biedną, zbłąkaną owieczką z jawnym zamiarem nawrócenia jej na słuszną drogę cnoty. Już nawet jedna aktywistka proponuje dziewczynie zarobek jako księgowej, gotowa jest wysłać dziewczynę na bezpłatne dwuletnie kursy. Andrzej Małachow pyta dziewczynę: „Pójdziesz?”. Dziewczyna przecząco kiwa głową: „Dlaczego nie?” – indaguje dziennikarz. I wówczas szesnastolatka podniosła swe niebieskie jak niebo w pogodny dzień oczy i powiedziała radośnie: „Och, ja tak lubię się pieprzyć. Odczuwam przyjemność i jeszcze forsę mi za to płacą”. Wśród ogólnej konsternacji i grobowej ciszy sali rozległ się starczy, piskliwy głosik: „A co na to twoja mama?”. Dziewczyna podniosła na dewotkę swe zamglone oczy i odpowiedziała: „Mamie kupiłam mieszkanie w Moskwie, ona co tydzień czesze się u fryzjera i po raz pierwszy w życiu kawioru spróbowała”. Dewotka umilkła. Ona nigdy nie próbowała czarnego astrachańskiego kawioru. Rozległ się czyjś doniosły bas: „A gdzie twoja moralność?”. Dziewczyna momentalnie ripostowała: „A poszła sobie z facetem pieprzyć się do lasu za zielone”. Andrzej Małachow był zmieszany – temat jawnie wyśliznął się spod jego kontroli (student leninowskiej biblioteki w Moskwie).

Czasami rodzice udzielają praktycznych lekcji swym dzieciom-młodzieniaszkom, mówiąc, jak należy zachowywać się w łóżku w noc poślubną. Brantôme przytacza przykład takiej poglądowej lekcji, udzielonej przez jednego z ojców. „– Widzę, że nic z waszego seksu! – groźnie zakrzyczał ojciec, po czym wziął syna za rękę, synową za drugą, zaprowadził ich do sypialni i powiedział: – Nie ma innego wyjścia, muszę pokazać wam, jak to się robi. – Położył synową do łóżka, rozkazawszy jej szeroko rozłożyć nogi, i powiedział do syna: – Patrz dobrze, bo powtarzać nie będę. – Włożył członek do pochwy dziewczyny silnym pchnięciem, pouczając syna: – Widzisz, jak ja to czynię – dentro, fuero, dentro [wewnątrz, na zewnątrz, wewnątrz] i kilka razy tak powtarzając, odsuwał i przysuwał do siebie synową. A potem jego mowa stała się bełkotliwa i niezrozumiała – den… Wreszcie wykrzyknął: – A fuero posyłam do wszystkich diabłów! – po czym już bez żadnych komentarzy, na milcząco, grzmocił niewiastę, zapomniawszy o synu”.

Nigdy idea politycznych małżeństw nie występowała tak jaskrawie, jak w przypadku małżeństw nieletnich małżonków. A było takich małżeństw mnóstwo. Na różnych dworach, nawet w Wersalu w epoce Ludwika XIV. Księżniczka Sabaudzka i jej dwunastoletni małżonek, wnuk Ludwika XIV. Ją, co prawda, odesłano po sześcioletnim pobycie w Wersalu do ojca, do Hiszpanii, lecz zanim się to stało, jako narzeczeństwo, poleżeli sobie w małżeńskim łóżku, nóżkami się dotykając.

Przedstawienia urządzane na królewskich dworach podczas ceremonii rozbierania małolatów do snu to istny cyrk. Najpierw armia dam dworu i kawalerów odprowadzała małżonków do małżeńskiej sypialni, z ukłonem nocne koszule podając, potem układają małolatów obok siebie, potem pilnują, żeby do niczego intymnego, broń Boże, nie doszło, żeby krocza obcego nie dotknęli, potem hajda, wstawaj „mężu” i idź do swej samotnej sypialni, musisz poczekać z dorosłym seksem, dopóki „żeniaczka” tobie nie urośnie. Co za fałsz, co za hipokryzja, Drogi Czytelniku! Zadziwiające, jak nie zachwiała się moralność takich małżonków, których co wieczór kładą do wspólnego łóżka, żeby po chwili ich z hukiem z tego łóżka wykurzyć. Przecież ten podlotek-król może nerwicy się nabawić, co udowodnił nie tylko Freud, także inni seksopatolodzy. Szczególnie dobitny pod tym względem przykład dał francuski król, Ludwik IX Święty. Przecież to jego zmuszono do zawarcia małżeństwa w podlotkowym wieku czternastu lat, a potem zmuszano do udawania z żoną dorosłej miłości.