Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 276 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Seks na kredyt, czyli jak dostać gratis - Hanna Bakuła

Satyryczne felietony mojej przyjaciółki Hanny Bakuły to rezultat obserwacji erotycznych obyczajów nowobogackiej Polski. Jej pełen słodkiej trucizny język obnaża naszą żałosną dekadencję. ISTNY SATIRICON BAKULLINIEGO. Kora Głównym obiektem jadowitej napaści Hanny Bakuły jest typowy polski mężczyzna końca tysiąclecia: lekko spasiony, średnio rozgarnięty seksualny nieborak. Ponieważ jestem zapasionym, mało rozgarniętym seksualnym nieborakiem czytam (na domiar złego świetnie napisane) felietony Bakuły z wściekłością i życzę jej najgorzej. Życzę jej na przykład, żeby choć na krótko zakochała się zwierzęco w jakimś mało bystrym spaślaku, a potem, kiedy on odejdzie, żeby długo i boleśnie łkała na widok jego zostawionych na środku pokoju kapci w kratkę - Jerzy Pilch

Bezlitośnie ukazana fizyczność seksu śmieszy i przeraża. Rodzi się myśl o głębokiej, szlachetnej, bezcielesnej miłości. Ta idea przyświeca zapewne Bakule. Ale niewyraźnie - Jerzy Bralczyk

Opinie o ebooku Seks na kredyt, czyli jak dostać gratis - Hanna Bakuła

Cytaty z ebooka Seks na kredyt, czyli jak dostać gratis - Hanna Bakuła

Zastanawia mnie jednak, dlaczego skoro tak uwielbiają się kochać i jest to dla nich sens życia – trochę się tego nie nauczą. Jak ktoś lubi grać w tenisa i chce rzeczywiście być dobry, bierze instruktora. Może by założyć szkółki, w których pełni dziecinnego zapału, acz niezbyt doświadczeni sportowcy uczyliby się techniki, zamiast chaotycznie wymachiwać rakietą. Dobrymi chęciami wybrukowane jest piekło, a dla kobiety piekłem jest tępy kochanek. Niby się stara, robi to, co mu się wydaje słuszne, nie odbiera jednak żadnych bodźców czy sugestii partnerki. Przeważnie jest to osoba, której wyobraźnię ukształtowały „świerszczyki” i zniszczone kopie filmów szwedzkich o sprytnym listonoszu i wyuzdanej pani z pinczerkiem lub grupie wesołych tragarzy, którzy przynieśli szafę, a w domu tylko pokojówka Mulatka.
Sposób, w jaki jeździmy, doskonale oddaje naszą naturę. Z moich obserwacji wynika, że to prawda. Roztargniony kierowca jest w łóżku roztargnionym kochankiem. Brutal jest brutalem, ambitny jest ambitny, histeryk jest histerykiem, a wszystkim paniom życzę spokojnych, płynnie jeżdżących, pewnych siebie kierowców. Niestety jest ich mało. Przeważają rozkojarzeni, hamujący gwałtownie na każdych światłach i ruszający z piskiem opon, żeby się popisać. No i są gaduły, które jadą sześćdziesiąt kilometrów na godzinę i opowiadają o swoich sukcesach – duma babuni, z którą do teraz mieszkają. Z takimi do łóżka nie idziemy. Można wysiąść na stacji benzynowej i wsiąść do kogoś innego, zanim zanudzi nas na śmierć.
Partner seksualny jest jak samochód i ma swoją instrukcję obsługi, z którą należy się zapoznać, zanim wyruszy się w podróż, szczególnie dłuższą. Dobra marka i chęci nie wystarczą, kiedy się nie wie, gdzie wlew paliwa i co znaczy migająca lampka kontrolna. Chyba że zdamy się na pracownika stacji benzynowej.
Jego miejsce u nas zajmie inteligentny, acz muskularny, łagodny, wykształcony, bogaty z domu blondyn z kompletnym uzębieniem. Znawca literatury erotycznej. Spokojny towarzysz spacerów po plażach Lazurowego Wybrzeża, muzeach Paryża i Rzymu, niepotrafiący strzelać.

Fragment ebooka Seks na kredyt, czyli jak dostać gratis - Hanna Bakuła

Wydanie polskie: Burda Publishing Polska Sp. z o.o. Spółka Komandytowa ul. Marynarska 15, 02-674 Warszawa Dział handlowy: tel. 22 360 38 41–42 Sprzedaż wysyłkowa: tel. 22 360 37 77

Tekst i rysunki: Hanna Bakuła

Redakcja: Joanna Grześkowiak-Stepowicz Korekta: erte Okładka: Maciej Szymanowicz / www.maszynowicz.com Redaktor prowadzący: Małgorzata Zemsta Redaktor techniczny: Mariusz Teler Skład i łamanie: Hanna Szeliga-Czajkowska Copyright for text and drawings © 2014 Hanna Bakuła

Copyright for Polish edition © 2014 Burda Publishing Polska Sp. z o.o. Spółka Komandytowa. All rights reserved.

Rysunek na okładce: Hanna Bakuła Zdjęcie na okładce: Dariusz Zieliński

ISBN 978-83-7778-831-8

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach do przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

www.burdaksiazki.pl

W nowoczesnej gwarze „obleśny” znaczy zaniedbany, brudny, nieatrakcyjny, ale również to, co słowo to znaczyło w dawnych czasach – czyli podstarzały viagruszek albo dzidzia-piernik, jego damski odpowiednik. Mają oni wiele wspólnego z erotomanami teoretykami, którzy tematy związane z seksem uważają za przejaw jurnej młodości. Ale są gorsi, bo ślinią się na widok właściwie każdej młodszej osoby płci przeciwnej.

Zajmę się facetami, bo są bardziej groteskowi. Głowa im się urywa na widok długonogich anorektyczek na obcasach, zaglądają w każdy, nawet ubogi dekolt. Łypią z nadzieją, bo a nuż laseczka nie nosi majtek. Wtedy sapią i plują jak lama, bo dla niewyżytego viagruszka liczy się data produkcji, nie marka „autka” z prowincji.

Uwielbiają komentować młode dziewczyny, patrząc zwycięsko dookoła, ponieważ wiadomo, co by z nimi zrobili, gdyby nie obecność żony, która ma w nosie te mlaskania półimpotenta, bo go zna jak zły szeląg. Znajomi zerkają ze współczuciem, tym bardziej że obleśnik, wypiwszy swoje, zaczyna się zalecać do córek kolegów, lasek młodszych o czterdzieści lat, które przyszły ze swoimi chłopakami. Mój kumpel nawet obawiał się, że śliczna dwudziestolatka się w nim zakocha, i prosił mnie o radę. Powtórzyłam mu, że zapytała mnie, co to za obleśny dziadzia, bo się kleił.

Obleśność jest silniejsza niż pozory dobrego wychowania i normy moralne. Nadzieją i argumentem oblesiów był słynny aktor, który ożenił się z młodszą o sześćdziesiąt lat dziennikarką. Hurra! Nasza laseczka jeszcze się nie urodziła, ale od czego przedszkola, niech nam rosną narzeczone, a na razie zajmiemy się ich nieletnimi mamusiami i posapiemy trochę na ich widok w mini, a nuż się coś odsłoni. Komentowanie każdego, nawet najmarniejszego obiektu seksualnego, i oglądanie się za każdą wysoką laską to choroba moich kolegów, którzy się popisują przed innymi viagruszkami swoją jurnością. Niekoniecznie mają czym, bo przypominają morsy w okresie godowym, a jak są szczupli – to szakale na rykowisku. Przebrani cudacznie w młodzieżowe stroiki demonstrują niemodną opaleniznę, bo jest dla nich symbolem atrakcyjności z czasów prehistorycznych, gdy w elastycznych slipach kupionych w sklepie z zagranicznymi gadżetami szli, wciągając brzuch, posmarowani ropą naftową przyśpieszającą opalanie. W tamtych czasach również reagowanie na kobiety było obowiązkowe. Miło było sobie gwizdnąć, gdy przechodziły, albo głośno skomentować ich „cyce jak donice”. Nogi były ważne, ale cyce ważniejsze. Wiem coś o tym, bo miałam i jako nastolatka byłam w kurortach przedmiotem ślinienia się oblesiów, kolegów rodziców.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Stan wojenny przeżyłam w Nowym Jorku, więc ominęły mnie kartki na słodycze, ale po powrocie ktoś mi dał wyrób czekoladopodobny, który miał smak kleju stolarskiego z sacharyną, a wyglądał jak jasna psia kupa w kształcie batonika. Widzę różnicę między markowymi wyrobami, nie tylko czekoladowymi, a podróbami, włącznie z ludzkimi. Każdy trochę udaje i kłamie, bo chciałby być samcem lub samicą alfa z prawdziwej czekolady.

Według badań mężczyźni najczęściej ścigają się o długość penisa, potencję, siłę fizyczną, powodzenie u kobiet, pozycję w społeczności i pieniądze.

Intelekt na ostatnim miejscu, nawet u panów z wyższym wykształceniem, bo mało się przydaje na współczesnym boisku seksualnym. Tabliczka mnożenia i kalkulator w telefonie, drogę znajdzie GPS, gazeta na iPadzie, muzyka na iPhonie, w komputerze obsługa konta, gosposia wie, gdzie majtki, więc rozum niepotrzebny, bo co tu gadać, kiedy można podać laseczkom wyjętym z BUT-Hali wino za 1000 euro, z paragonem. Prokreacja murowana, ustawi się kolejka, butelkę można wykorzystać wiele razy.

Nie ma najnowszych badań dotyczących tego, co ważne dla kobiet, ale z moich obserwacji wynika, że młode laski uważają za istotne: miłość, pieniądze, dzieci, pieniądze, urodę, pieniądze, figurę, pieniądze, włosy, pieniądze, młody wygląd, pieniądze, powodzenie u mężczyzn, pieniądze, wyposażenie domu, pieniądze i bycie najbogatszą samicą alfa w lokalnym stadzie. Myślę, że raczej nie chodzi nam o liczbę przeczytanych książek ani o bycie Mistrzyniami Mowy Polskiej, bo już każda wie, że nikt tak nie odstrasza facetów jak inteligentna kobieta, i nikt tak nie nudzi kobiet jak inteligentny mężczyzna. Wolimy podróby intelektualnopodobne. Coś jest w zamiłowaniu mężczyzn do kiczu i tandety i w zamiłowaniu kobiet do złudzeń. To taki teatrzyk, w którym aktorki mają wszystko dosztukowane, podolepiane, ponaciągane i chodzą na szczudłach, więc wyglądają jak prawdziwa czekolada, a aktorzy są ich przeciwieństwem, czyli wyglądają jak batony czekoladopodobne – łysi, z nadwagą, niekompletnie uzębieni, czerwoni od nadciśnienia, niscy, dupiaści i zadowoleni z siebie jak wioskowe głupki.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

To damski odpowiednik mizoginizmu, określenie oficjalne nowego zjawiska społecznego. Wraz z feminizmem, którym pogardzają obie płcie, nieświadome, że znaczy to po prostu uznanie równych praw kobiet i mężczyzn pod każdym względem, pojawiły się próby twierdzenia, że kobiety są lepsze, też pod każdym względem. Trochę to niebezpieczne, bo faceci zaczną się na serio bać kobiet i będziemy musiały liczyć na in vitro.

Ja po przeczytaniu tego, co piszę o różnych odmianach mężczyzn, mogę być uznana za mizoandrystkę, którą absolutnie nie jestem. Mam męskich przyjaciół, lubię inteligentnych miłych i zadbanych samców, nawet alfa, bo mnie wzruszają ich starania, żeby obsikać jak największy obszar podwórka. Mam cudownych kolegów, których czasami wolę od koleżanek. O ile się zakochuję, szybko mi przechodzi i to nie z mojej winy. Jako portrecistka mam nadwzroczność, jako malarka jestem wrażliwsza od przeciętnych lasek, jako dziennikarka mam analityczny zmysł obserwacji. Tego nikt nie wytrzyma. W tym, że mój krytycyzm jest słuszny, utwierdza mnie brak mojego męskiego odpowiednika, który zająłby się tępieniem damskich wad, bo mamy ich sporo. Sporo, ale nie tak widocznych jak wady facetów.

Przez siedemnaście lat byłam stałą felietonistką „Playboya” i cały czas szukano dla mnie partnera, który pisałby z męskiego punktu widzenia o tym, o czym pisałam ja. Nici. Było paru, ale nie mieli mojej detektywistycznej pasji i umiejętności trafiania w sedno. Raczej marudzili. Redakcja zmieniała ich jak rękawiczki, w końcu dała spokój i pisałam solo, bez przeciwwagi, choć w oryginalnym „Playboyu” były rubryki Ona i On. Teraz piszę książki na własny rachunek, licząc na jakieś polemiki z prawdziwymi mężczyznami. Ciekawe, że na moich wieczorach autorskich jest ich coraz więcej, w różnym wieku, choć zdarza się, że w połowie imprezy najstarsi wychodzą oburzeni. Również tym, że kobiety tak świetnie się bawią. Na ulicy podchodzą do mnie mężczyźni i gratulują, często pytają, dlaczego ich nie lubię. Lubię, kocham, ale potrafię przejrzeć na wylot. Widzę też wady kobiet, ale przede wszystkim zalety, dlatego szkoda mi ich dla dziadzio-dzidź, viagruszków, gruboszyjców, agentów Tomków, kłamczuchów, łowców posagów i leni, typu mężczyzna bluszcz. Szkoda mi ich dla wnuczków babuni, syneczków mamusi i pijaków, bo tak nazywa się u nas alkoholików i zaniedbane wraki bez pomysłu na życie.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Słowo to pochodzi od domowych pantofli, czyli kapci. Jest symbolem zdominowanego przez żonę faceta, który łazi po domu w dresie i papuciach, tracąc resztki męskości. Jest ofiarą sprytnej laski, która od pierwszej chwili kontroluje go i ubezwłasnowolnia. Mówi mu, co ma robić, gdzie siedzieć, co zamawiać w restauracji i jak się ubierać. Jest to zjawisko u nas częste, natomiast niedopuszczalne w cywilizowanej Europie. Moja francuska koleżanka twierdzi, że gdyby kazała mężowi coś zrobić „polskim tonem”, wyszedłby na zawsze. Zakochany w ślicznej szkolnej koleżance, która udaje lalkę Barbie, chłopczyna żeni się na komendę i bez pytania o zgodę zostaje ojcem. Maszeruje na obiady do teściowej, robi zakupy, za co bywa chwalony. Współżyje tylko za łaskawym przyzwoleniem i zachowuje się jak stary sługa z Pana Tadeusza albo jak ciotka rezydentka. Żyje pod presją kar i nagród, w tym tej najsłodszej – podkołdernego zbliżenia, które wygląda tak, jakby ptactwo wodne wpadło w rozwieszone pranie. Rano wyprężony z dumy paraduje na golasa, bo się naoglądał szwedzkich „świerszczyków”, i robi kawę, która okazuje się za mocna, za zimna, za ciepła, a w ogóle miał zrobić herbatę. Facet zamiast wylać kawę na głowę jędzy i wyjść do zakochanej w nim laski z działu transportu, przeprasza. A nigdy nie należy przepraszać, bo to strata punktów. Tak mnie uczyła mądra hrabina.

Po zakończeniu wczesnego etapu związku pantoflarz jest gotowy do dalszych ustępstw. Jego historyjki są poprawiane przy gościach, żona posuwa się nawet do opowiadania o jego wpadkach i kłopotach fizjologicznych, okraszanych odpowiednimi odgłosami, a on z miną psa przewodnika spokojnie słucha w pozycji „siad”. Na bale chodzą we dwoje, bo ona lubi romantyczne sytuacje i poznawanie nowych ludzi.

Pantoflarz rwie się do tańca w ramach przebłagania bóstwa. Bóstwo nie ma ochoty do czasu pojawienia się pierwszego zamiejscowego tancerza. Mąż dojada sałatkę, glamiąc nieatrakcyjnie, a tu nagle prosi go do tańca śliczna dziewczyna z firmy, znana z widzenia. Okazuje się, że on fantastycznie tańczy, bo umie, i opowiada świetne historyjki. Pantofel zakwita jak laska Mojżesza. Trwaj chwilo! Żona wywijająca lokami, rzucająca głową jak koń w cyrku i oblizująca wargi jak lama (zwierzę), nagle zauważa, że uciekła jej figura woskowa, i postanawia działać, stosując tak zwanego odbijanego. Uprowadza pantofla do stołu i robi awanturę, w domu drugą, okraszoną czkawką, bo się upija. Przerażony winowajca ląduje na kanapie i zaczynają się ciche dni.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Są kobiety, sama do nich należę, którymi w ogóle nie interesują się normalni faceci, tylko świry. Ja wolę półświry i tak starczy. Normalny facet jest zrównoważony psychicznie. Jego sadyzm i masochizm są zbalansowane. Nie jest histerycznym opowiadaczem dowcipów ani nudnym miłośnikiem historyjek ze świata zwierząt. Nie ćwiczy za dużo, nie uprawia medytacji, żeby móc wytrzymać na świecie, chętnie się śmieje, chętnie pracuje, lubi się bawić i nie dzwoni co dzień do mamusi. Nie śpi z psami, nie całuje ich w brzuszek, nie jest egocentrykiem, nie jest narcyzem i nie jest pracoholikiem ani alkoholikiem. Najważniejsze jednak, że nie jest Otellem. Otello, wielki, czarny Maur (sprawdzić w necie) wymyślony przez Szekspira, udusił swoją ukochaną blond Desdemonę z niesłusznej zazdrości. Jest symbolem podejrzliwego idioty, który potrafi zepsuć życie swoje i każdej kobiety, choć zdarzają się i chorobliwie zazdrosne laski. Jest na to rada – uciekać i nie dać się wciągnąć w czyjąś paranoję.

Do zazdrośników mam wielkie szczęście od czasów prehistorycznych. Mój pierwszy chłopak żegnał się ze mną i zostawał na podwórku, myśląc, że zaraz sfrunę w ramiona konkurencji. W końcu się doczekał. Moi narzeczeni śledzili mnie do tego stopnia, że wsiadali do pociągu, którym jechałam do Sopotu, żeby zobaczyć, kto tam na mnie czeka. Czekała koleżanka, też do czasu. Stali schowani pod moim domem, żeby zobaczyć, kto i o której wychodzi, sprawdzali moje SMS-y i maile. Pojawiali się nagle w wiejskim domu mamy pod Warszawą, dzwoniąc moment wcześniej, że są w Berlinie. Myśleli, że wygrzewam się tam w towarzystwie występnego, młodego kulturysty. Zaczajali się na klatkach schodowych, zaglądali do torebki, sprawdzali kieszenie, chowali się w zsypie, żeby nagle wyskoczyć. W nocy, gdy nie chciałam otworzyć, wyważali łomem moje drzwi. Wiedzieli, że jak zwykle oddaję się orgiom z kolegami z klasy. Nie pomagała wzywana milicja, a nawet rącza policja nowej generacji. Sąsiedzi dzwonili na komórkę, że dręczyciel krąży koło domu i żebym nie wracała, bo wszyscy znali moją historię, którą zakończyłam zupełnie niedawno. Do teraz się rozglądam, wracając do domu.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.