Wydawca: HarperCollins Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2015

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 158 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Seks, miłość i sekrety - Andrea Laurence

Jedenaście lat temu Rose i Xander byli parą. Dla obojga była to pierwsza miłość, uczucie, o którym się nie zapomina. Gdy Xander wyjeżdżał do Waszyngtonu robić karierę, chciał zabrać Rose z sobą. Odmówiła. Teraz Xander, już kongresmen, odwiedza ją, by podarować jej egzemplarz swojej książki. Oboje wiedzą, że ich namiętność nie wygasła. Spotykają się ukradkiem, zawsze w nocy. Ale gdy Xander proponuje Rose wyjazd do Waszyngtonu, ona waha się, tak samo jak przed laty...

Opinie o ebooku Seks, miłość i sekrety - Andrea Laurence

Fragment ebooka Seks, miłość i sekrety - Andrea Laurence

Andrea Laurence

Seks, miłość i sekrety

Tłumaczenie: Adela Drakowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Truskawki. Główną wiadomością w dzienniku telewizyjnym są truskawki. Żadnych morderstw, napadów rabunkowych czy politycznych skandali.

Na Boga, Xander, nie jesteś w Waszyngtonie!

Przez trzy minione wieczory Xander Langston siedział przyklejony do telewizora, nerwowo oczekując na wybuch skandalu. Przyjechał do Cornwall, aby zażegnać nieprzyjemną sytuację, ale do tej pory lokalne media żyły sukcesami tutejszej drużyny bejsbolowej oraz nadchodzącym Festiwalem Truskawki.

Wyłączył stary telewizor w salonie. Zamówi nowy z płaskim ekranem do drewnianego domku i głównego domu, gdy tylko zasiądzie do laptopa. Nie miał czasu jechać do Canton, by kupić go w galerii.

Jeśli największe emocje w mieście budzi Festiwal Truskawki, życie nie jest takie złe. Brak wiadomości to dobra wiadomość, zwłaszcza że jego pierwsza książka pojawi się na półkach księgarskich w przyszłym tygodniu oraz nadchodzi rok wyborczy.

Krytycy lubili podkreślać, że został wybrany po raz pierwszy tylko dlatego, że jego poprzednik i mentor, powszechnie lubiany długoletni kongresmen Walt Kimball, namaścił go na następcę. Xander odniósł miażdżące zwycięstwo nad przeciwnikiem. W wieku dwudziestu pięciu lat został jednym z najmłodszych kongresmenów w Izbie Reprezentantów.

Tej jesieni rozpocznie kolejną kampanię wyborczą. Xander dbał o swoją nieposzlakowaną opinię. Brał czynny udział w głosowaniach, unikał nierozważnych wypowiedzi oraz, naturalnie, skandali. To ostatnie przychodziło mu z łatwością; nie będąc żonaty, nie obawiał się ujawnienia jakichś romansów, a nie zadawał się z prostytutkami. Nigdy nie usiłowano go przekupić, a nawet jeśli, zawsze odrzucał podejrzane propozycje.

Ale, by tak rzec, każdy ma w szafie jakiś szkielet. Dlatego właśnie przyjechał do Connecticut na plantację choinek swoich przybranych rodziców, nazywaną „Ogrodem Edenów”, i oglądał tę beznadziejną telewizję, zamiast pracować na Kapitolu.

Westchnąwszy, wstał z kanapy i podszedł do okna. Słońce już schowało się za pofałdowanymi wzgórzami, ale farmę nadal oblewało światło. Jak okiem sięgnąć jodły i jodły, w rozmaitych ozdobnych odmianach.

Oszałamiający widok, od dawna nieoglądany, zrobił na nim wrażenie. Ze swojego biura w Longworth House widział budynek Kapitolu oraz morze turystów i autokarów na Independence Avenue. Ludzie podróżowali setki kilometrów, by zobaczyć to, czego on na co dzień nie zauważał. Był zbyt zapracowany, by podziwiać klasyczną architekturę czy rozmyślać nad historycznym znaczeniem tego miejsca. Na ogół zresztą korzystał z podziemnych tuneli prowadzących do Kapitolu.

Miał luksusowo urządzony dom w mieście, w mieszkalnej dzielnicy Capitol Hill, położony zaledwie kilka przecznic od biura, ale dopiero tu, w otoczeniu starych mebli i hektarów drzew, czuł się u siebie. W tym domu dorastał. Od czasu gdy go opuścił i udał się do Georgetown, gdzie rozpoczął błyskawiczną karierę polityczną, nigdzie nie znajdował takiego spokoju. W otoczeniu pięknej natury wreszcie oddychał.

Wiedział jednak, że spokój nie potrwa długo. Prawdziwym szkieletem w szafie Xandera był Tommy Wilder, którego szczątki w ostatnie Boże Narodzenie zostały odkopane przez ekipę budowlaną pracującą na terenie należącym kiedyś do farmy. Jeszcze nie zidentyfikowano ciała, ale wkrótce to nastąpi. Brody, jego przyrodni brat – geniusz komputerowy i jeden z czterech „chłopaków Edenów” – tydzień temu przysłał mu mejla z wiadomością, że policja zleciła wykonanie podobizny twarzy zmarłego, ale jeszcze nie pokazano jej publicznie. Xander był wdzięczny bratu za te informacje.

Gdy podobizna ukaże się w telewizji, ludzie zaczną węszyć. Początkowo, gdy odnaleziono ciało, nikt nie podejrzewał, że może mieć ono coś wspólnego z przybranymi rodzicami Xandera, Kenem i Molly Edenami. Ale gdy Tommy zostanie zidentyfikowany i okaże się, że pozostawał pod ich opieką, wybuchnie skandal. Rodzice nie poradzą sobie z dziennikarzami i policją. Ken dochodził do siebie po zawale serca, a Molly na pewno załamie się z rozpaczy. Potrzebowali na farmie kogoś, kto udźwignie te problemy. A Xander w takich sprawach wydawał się niezastąpiony.

Od najmłodszych lat był niezwykle komunikatywny. Potrafił każdego przekonać. Matka mawiała, że jest urodzonym politykiem. Kobiety twierdziły, że ma dużo wdzięku, jego wyborcy zaś pokładali w nim zaufanie. Wykorzysta wszystkie swe atuty, by odeprzeć atak prasy i ochronić rodzinę.

Przebywał w Cornwall już od dwóch dni, ale dotąd nic się nie wydarzyło. Może powinien skorzystać z chwilowego spokoju i załatwić wreszcie sprawę, z którą nosił się od dawna? Ze stolika podniósł książkę w twardej okładce i przez chwilę podziwiał swoje dzieło.

– „Obudzić wiarę”, Xander Langston – przeczytał głośno.

Nigdy nie planował napisania książki, szczególnie wspomnień. Nie uważał, by jego życie było wyjątkowo fascynujące, ale wydawnictwo, które złożyło mu taką propozycję, wyraziło odmienną opinię. Był młodym i obiecującym kongresmanem, który tragicznie stracił rodziców i trafił do rodziny zastępczej. Doprawdy, materiał na bestseller.

Pisanie książki zajęło mu rok. Dzielił czas pomiędzy oficjalnymi obowiązkami a pracą charytatywną w waszyngtońskim Stowarzyszeniu Rodzin Zastępczych. Świadomość, że część dochodów przeznaczy na szlachetny cel, motywowała go do dalszej pracy, gdy utkwił w środku siódmego rozdziału. Nie bez znaczenia była również pokaźna zaliczka, którą musiałby zwrócić, gdyby zmienił zdanie.

Książka ukaże się w przyszłym tygodniu, a za dwa tygodnie w Waszyngtonie odbędzie się gala charytatywna na rzecz Stowarzyszenia, połączona z promocją. Miał nadzieję, że powód jego przyjazdu do domu nie zniweczy tych planów.

Podczas pobytu w Cornwall chciał ofiarować egzemplarz autorski pewnej osobie. Oczywiście obdarował już przybranych rodziców, braci i siostrę, ale przywiózł również egzemplarz dla Rose Pierce, swojej szkolnej miłości. W książce poświęcił jej wiele miejsca. Uważał młodzieńcze uczucie do Rose za jedną z najlepszych rzeczy, jaka mu się przytrafiła.

Zerknął na zegarek. Po siódmej. Jego przybrany brat, Wade, który mieszkał w Cornwall, powiedział mu, że Rose nadal pracuje wieczorami w jadłodajni „U Daisy” przy wjeździe na autostradę.

Zawiezie jej książkę, a przy okazji zje coś dobrego. Dawniej często odwiedzał tę knajpkę, Rose wtedy dorabiała w niej po szkole. Wiele godzin spędził przy barze, popijając mleczne koktajle i zagadując swą dziewczynę.

Wsiadł do czarnego lexusa. Ze względu na stare wspomnienia poprosi dziś o koktajl. Kiedy pił go po raz ostatni? Może latem tego roku, gdy wyjechał do Georgetown? Sierpniowy upał oraz tęsknota serca przyciągały go wtedy do restauracji prawie codziennie. Wypijał morze koktajli, łapiąc ostatnie chwile z Rose.

Potem jego życie nabrało zawrotnego tempa. Lata mijały niczym minuty. Do Cornwall zaglądał z rzadka i na krótko. Ostatnio bardziej gustował w wytrawnym chardonnay do posiłku niż w czekoladowych napojach. Knajpka „U Daisy” ze swoimi koktajlami stała się odległym wspomnieniem dzieciństwa. Ale nie Rose…

Pamiętał, jak jej dotykał, jakby to było zaledwie wczoraj. Dla obojga była to pierwsza miłość: namiętne, wszechogarniające i dramatyczne uczucie, o którym się nie zapomina. Oczywiście, chciał ją zabrać z sobą. Prosił, nawet błagał, ale odmówiła. Zapisała się do pobliskiego college’u, by móc opiekować się ciężko chorą matką.

Usiłował zrozumieć jej decyzję. Wyjechał i starał się o niej nie myśleć. Unikał jej, gdy przyjeżdżał do miasta. Nawet wykręcił się ze szkolnego spotkania absolwentów. Ale cóż, nie przestał się zastanawiać, co u niej słychać.

Dziś nadrobi stracony czas. Praca nad książką wysunęła wspomnienia o Rose na pierwszy plan. Musi ją zobaczyć. Nic temu nie przeszkodzi, nawet odnalezienie ciała Tommy’ego Wildera.

Zatrzymał się na wyżwirowanym parkingu przed restauracją. W czwartkowy wieczór, sądząc po liczbie samochodów, w środku nie było tłoczno. Przez okna dostrzegł dwóch starszych panów pijących przy barze kawę oraz jedną rodzinę w narożnym boksie. Nie zauważył Rose. Może jest w kuchni?

Wybrał miejsce w pobliżu wejścia. Zrobiło mu się gorąco. Żałował, że nie włożył lekkich bawełnianych spodni i koszulki polo zamiast tej z długimi rękawami. Zdjął granatową marynarkę od Armaniego i powiesił na wieszaku, potem usiadł na obitej czerwonym materiałem ławce i położył obok książkę.

Ceny niewiele się zmieniły. Nadal widniał w karcie jego ulubiony cheeseburger z bekonem, sosem barbecue i chrupiącymi krążkami cebuli. Murowany atak serca, ale co tam. W Waszyngtonie tak się nie odżywiał. Często bywał w eleganckich restauracjach – omawianie kwestii prawnych i zawieranie politycznych porozumień było w trakcie posiłków standardem.

– Coś do picia?

Podniósł wzrok i zatracił się w ogromnych brązowych oczach, które wypełniały jego młodzieńcze fantazje. Rosalyn Pierce, jego pierwsza miłość, stała przed nim we własnej osobie.

– Xander? – Otworzyła usta, ale zaniepokojona szybko je zacisnęła w cienką linię.

Istniała naprawdę. Jego wymarzona Rose, która siadywała mu na kolanach i skubała wargami jego ucho.

– Rose… – Poczuł niespodziewaną suchość w ustach. – Cieszę się, że nadal tu pracujesz. – Głos uwiązł mu w gardle, gdy zdał sobie sprawę, że zabrzmiało to tak, jakby przez ostatnią dekadę niczego w życiu nie dokonała. – Przepraszam, źle się wyraziłem.

Uśmiechnęła się słabo.

– Nie ma sprawy. Gwoli ścisłości miałam tu pięcioletnią przerwę, ale wróciłam.

Milion myśli przelatywało przez głowę Xandera, on zaś usilnie starał się je uporządkować. Serce waliło mu, jakby uczestniczył w debacie telewizyjnej na żywo i właśnie dostał podchwytliwe pytanie. Na szczęście dobrze się spisywał pod presją.

Rose była tak piękna, jak ją pamiętał, a może nawet bardziej. W szkole średniej dopiero zaczynała rozkwitać. Teraz nabrała kobiecej figury. Krótki bawełniany uniform służbowy opinał jej kształty w zachwycający sposób. Długie i proste włosy miała związane w gładki ogonek, przerzucony do przodu. Koniuszek sięgał do piersi, przyciągając wzrok do dekoltu. Zauważył plastikowy identyfikator. Rosalyn P.

Czyżby nikomu nie udało się skraść jej serca? Przelotnie zerknął na serdeczny palec; nie było tam obrączki. Nie do pomyślenia! Taka kobieta już dawno temu powinna wyjść za mąż za kogoś, kto by ją wielbił i szanował. Niekiedy żałował, że to nie on jest tym mężczyzną. Powinien był o nią walczyć, błagać, by go poślubiła, nie przyjmować odmowy. Ale czy mógł żądać, by zostawiła chorą matkę?

Pragnął się dowiedzieć, jak potoczyło się jej życie, odkąd widział ją po raz ostatni. Gdy wyjechał do Georgetown, Rose podjęła studia na Uniwersytecie Stanowym Western Connecticut. Uczelnia posiadała szpital kliniczny, w którym leczono matkę. Rose kochała dzieci i zawsze chciała uczyć. Co się stało? Dlaczego powróciła do kelnerowania, mając taki potencjał?

– Cieszę się, że nadal tu pracujesz, ponieważ łatwiej mi było cię znaleźć – usprawiedliwił się. – Masz trochę czasu, żeby pogadać?

Rozejrzała się, zagryzając wargi. Co też kłębi się za jej zmarszczonym czołem? Dlaczego się zawahała? Przecież rozstali się w zgodzie. Zresztą to ona z nim zerwała.

– Może za chwilę, kiedy tamta rodzina skończy. Jestem tu dziś sama. Co ci tymczasem podać?

Opuścił wzrok na menu, choć wiedział, co zamówi.

– Najpierw mrożoną herbatę z cytryną. Potem teksański burger z frytkami i twój fantastyczny czekoladowy koktajl.

Rose uśmiechnęła się. Pamiętała, co zamówił, gdy był tu po raz ostatni, choć minęło już jedenaście lat.

– A więc to samo co zawsze. – Podniosła na niego wzrok, jej twarz nagle złagodniała. – Niektóre rzeczy się nie zmieniają, prawda?

Pokręcił głową, patrząc jej w oczy. Uroda Rose ani trochę nie przyblakła. Jego ciało zareagowało, zesztywniał, głęboko wciągnął powietrze przesycone znajomym zapachem perfum. Czy magia, której ulegli pod rozgwieżdżonym letnim niebem, dziś również by ich zaczarowała?

– Na pewno. I cieszę się z tego.

Rose musiała trzymać nerwy na wodzy. Ból pomagał jej się skupić, chociaż uśmiechanie się z pewną dozą ciepła przychodziło jej z trudem. Najważniejsze, że nie spanikowała, stając po raz pierwszy od wielu lat twarzą w twarz z Xanderem.

Co dziwniejsze, przez ostatnie pięć lat często fantazjowała, że Xander ot tak, wchodzi z uśmiechem do restauracji. Tak jak dziś. A potem bierze ją na ręce i unosi gdzieś w dal, jak w jakimś filmie.

Tak czy owak była zdenerwowana. Martwiła się, że powie lub zrobi coś niewłaściwego i jej sekret wyjdzie na jaw. Oczy Xandera płonęły żywym zainteresowaniem i jawnym dla niej podziwem. Ciało Rose przeszył elektryzujący dreszcz. Poczuła ciepło na policzkach i tam, gdzie ogień od dawna nie był podsycany.

Czas nie osłabił jej reakcji na Xandera. Jak mogłoby być inaczej, skoro wyprzystojniał? Wiek wyostrzył mu rysy, ale nadal miał takie same oczy i uroczy uśmiech. Łatwo było dać się ponieść chwili. Niestety nie miał zamiaru wziąć jej na ręce, wynieść z restauracji i poślubić. Przyszedł się z nią zobaczyć, tylko tyle. Może z ciekawości, jak teraz wygląda? Może nawet chętnie by się z nią przespał i szybko o tym zapomniał.

O nie! Nie popełni drugi raz tego samego błędu.

Zanotowała zamówienie i pobiegła do kuchni, byle szybciej się od niego oderwać. Nie było wcale łatwiej niż przed laty, choć teraz łączyło ich jedynie zamówienie.

Minęło jedenaście lat, odkąd ostatni raz go widziała. Jedenaście lat! A jednak jego widok wzbudził w niej zdradliwe podniecenie, jakby znów byli w szkole. Widywała go od czasu do czasu w telewizji, zwłaszcza w sezonie wyborczym, ale kamery nie oddawały mu sprawiedliwości. Jasnobrązowe włosy, zachwycające orzechowe oczy, twarde mięśnie ukryte pod doskonale skrojonymi ubraniami – na żywo trudno było im się oprzeć. Nigdy nie potrafiła odmówić Xanderowi. Miał w sobie tyle wdzięku. A gdy się przy czymś uparł, potrafił być niezwykle przekonujący.

Z niezrozumiałego dla niej powodu Xander jej pragnął. Początkowo nawet nie chciała się z nim spotykać. Dzieliło ich zbyt wiele. On był przystojny, popularny i lubiany. Pełnił funkcję przewodniczącego klasy, grał w reprezentacji bejsbolowej. Miał w sobie to coś, co nazywano „potencjałem przywódczym”. Dostał stypendium i w Georgetown rysowała się przed nim świetlana przyszłość. Rose nie miała żadnego z tych atrybutów. A jednak gdy zdecydował, że powinni się spotykać, nie zdołała mu się oprzeć.

Podsunęła kartkę z zamówieniem kucharzowi, a sama zajęła się wkładaniem lodów do maszyny. Byle nie myśleć za dużo o Xanderze. Przyjechał i wyjedzie…

Zwykle wpadał do Cornwall na kilka dni w Boże Narodzenie. Dlaczego przyjechał teraz, w środku lata? Dlaczego wpadł do restauracji? Nigdy tego nie robił. Nie dostawała od niego telefonów, listów ani zaproszeń na facebooku. Była przekonana, że o niej zapomniał. Och, niechże już wyjeżdża, zanim znów pogrąży ją w bólu.

A jednocześnie… Boże, jak dobrze go widzieć. Czuła się niczym narkomanka, która dostała zbyt małą dawkę ulubionej używki. Sam widok Xandera rozbudził w niej pragnienia. Jeśli nie zachowa ostrożności, przyjdzie jej borykać się z bardziej bolesnymi symptomami odstawienia niż kiedykolwiek przedtem.

Nałożyła bitą śmietanę i znieruchomiała na chwilę przed udekorowaniem koktajlu wisienką. Xander nie jadł wiśni. Zawsze ją jej oddawał.

Dlaczego ciągle rozpamiętuje takie drobiazgi? Do diabła, Xander nigdy nie przestanie być częścią jej życia.

Z wahaniem włożyła wiśnię z powrotem do słoika. Nalała herbatę, ukroiła cytrynę i ruszyła z tacą do stolika. Po drodze zerknęła na pozostałych klientów. Rodzina już wyszła. Dwóch starszych panów siedziało nad kawą, ale za wcześnie na dolewkę. Jeszcze nie zjedli ciastek.

Nie miała wymówki, aby dłużej zwlekać.

Xander przeglądał pozostawioną przez kogoś gazetę. Nie zauważył, że się zbliża.

– Proszę, herbata i koktajl. Za dziesięć minut przyniosę resztę.

– Dziękuję. – Popatrzył na koktajl z rozbawioną miną. – Nie ma wisienki?

A więc zapamiętał.

– Sądziłam, że ich nie lubisz.

– Lubię, ale wiedziałem, że ty lubisz je bardziej.

Drobiazg, całkiem banalny, ale wystarczył, by ugięły się pod nią kolana. Właśnie takie drobiazgi ją rozbrajały. Opiekuńczość i brak egoizmu były dla niej ważniejsze niż uroda lub perspektywa świetlanej przyszłości. Oparła ramię o krawędź boksu, by odzyskać równowagę.

– Przynieść ci?

– Wolałbym, żebyś ze mną porozmawiała.

Rose usiadła i próbowała nerwowo się nie kręcić, ale nie mogła powstrzymać się przed wygładzaniem sukienki i strzepywaniem z niej niewidzialnych pyłków.

– A więc… – zaczęła – co u ciebie?

Wzruszył ramionami.

– Jestem zapracowany. Prawie przestałem biegać, odkąd się wyprowadziłem. Szkoła była straszna. Studia prawnicze jeszcze gorsze. – Wypił spory łyk koktajlu i uśmiechnął się. – Wspaniały. Robiłaś najlepsze na świecie koktajle czekoladowe. Zacząłem pracować dla kongresmana Kimballa i, zanim zdążyłem się zorientować, zająłem jego miejsce. Ale to mało ciekawe. A co u ciebie?

Rose uniosła brwi.

– Zapewniam cię, że wszystko, co robiłeś w ostatnich latach, jest bardziej ekscytujące niż moje życie.

– Co z twoimi studiami? Chciałaś zostać nauczycielką.

– Ukończyłam jeden semestr i musiałam przerwać. Życie się skomplikowało. Już nie wróciłam na studia. Mama zmarła tamtej wiosny, a ja ciężko to przeżyłam. Dwa lata mieszkałam w Danbury, a potem wróciłam do domu, kiedy ojciec… popadł w kłopoty. Musiałam pomóc mu prowadzić warsztat. Gdy mój brat Craig go przejął, a właściciel „U Daisy” zaproponował mi powrót do pracy na korzystnych warunkach, nie mogłam odrzucić tej propozycji. A więc tu jestem.

– Wyszłaś za mąż? Byłem pewien, że do tej pory ktoś cię porwał.

– Och, nie. Niewiele się dzieje na miłosnym froncie, ale to nic nowego. Byłeś jedynym mężczyzną w całym mieście, który zauważył, że istnieję. Kiedy wyjechałeś, znów stałam się niewidzialna.

To nie była prawda. Był pewien mężczyzna w mieście, który ją zauważał. Codziennie patrzył na nią przy kuchennym stole takimi samymi orzechowymi oczami, jakie wpatrywały się w nią teraz. Ale nie zamierzała wspominać o nim Xanderowi.

– Ty niewidzialna? Tutejsi faceci muszą być ślepi, jeśli nie dostrzegają takiej wspaniałej kobiety.

Potrafił prawić słodkie słówka. Odepchnęła tę myśl, by uniknąć jeszcze większego cierpienia. Mimo jego nalegań wiedziała, że wyjazd z nim, zakończyłby się porażką. Miał przed sobą przyszłość, gdzie nie było dla niej miejsca. Musiała zostać z matką i rozpocząć życie bez Xandera. Gdy tydzień po jego wyjeździe odkryła, że jest w ciąży, nie zmieniła zdania. Ot, nastawiła się na większe trudy.

– Ładnie powiedziane – odparła – ale żadna dziewczyna nie powinna wierzyć złotoustemu politykowi.

– Jestem również pisarzem – odrzekł z uśmiechem, kładąc na stole książkę. – Przyniosłem ją dla ciebie.

Rose wzięła książkę do ręki. Ze lśniącej okładki patrzył na nią szeroko uśmiechnięty, przystojny Xander.

– „Obudzić wiarę” – przeczytała. – Wspaniale, Xander. Gratulacje!

– Opisałem swoje dzieciństwo i drogę, która zaprowadziła mnie do Waszyngtonu. Również pracę na rzecz Stowarzyszenia Rodzin Zastępczych.

Rose przerzuciła kilka stron. Nagle zatrzymała się, natrafiając w tekście na swoje imię.

– O, jest też o mnie? – Serce zabiło jej mocniej.

– Nie mogłem napisać historii mojego życia, nie wspominając o tobie. Odegrałaś w nim niepoślednią rolę.

Patrzył na nią tymi orzechowymi oczami tak intensywnie, aż ścisnęło ją w piersi. Nie mogła wydobyć z siebie głosu.

– Podpisałem ją dla ciebie – dodał – dlatego tu przyjechałem. Chciałem osobiście ci ją wręczyć.

– Dziękuję – wykrztusiła. – Nie mogę się doczekać…

– Aż zjesz ze mną kolację – dokończył, szeroko otwierając oczy, jakby sam był zaskoczony swoimi słowami.

Niespodziewana propozycja zbiła ją z tropu.

– Nie mogę. Muszę być w pracy.

Xander zmarszczył brwi.

– Pracujesz codziennie?

– Nie – przyznała – ale będę wolna dopiero w niedzielę. Pewnie do tego czasu wyjedziesz z Cornwall.

Uśmiechnął się szeroko, a Rose szybko zdała sobie sprawę, że jej alibi może okazać się nieskuteczne.

– Traf chciał, że zostaję w mieście na jakiś czas. Przynajmniej na kilka tygodni.

– Aha. – Znając Xandera, będzie zapraszał ją na kolację codziennie, aż dopnie celu. Nie miała siły tak długo się opierać.

– A więc zabieram cię na kolację w niedzielę wieczorem.

Nie, nie, nie. Widziała problemy już na kilometr do przodu. W końcu się potknie i powie coś niewłaściwego. Wspomni o szkole albo o Małej Lidze, albo o ojcu… Albo całkiem straci głowę i pomyśli, że nie zaszkodzi znów się z nim przespać. A wtedy on wyjedzie i ona znowu zostanie z bolącym sercem. Historia nie może się powtórzyć. Jej serce drugi raz by tego nie zniosło.

Poczuła zapach jego wody kolońskiej. Był to ciepły korzenny zapach, który przypominał jej gorące letnie noce.

– Okej – zgodziła się, zanim ugryzła się w język.

– Doskonale. Gdzie teraz mieszkasz? Przyjadę po ciebie.

– Przyjedź po mnie tutaj – odparła odrobinę za szybko, musiała więc udzielić mu kilku słów wyjaśnienia. – Mieszkam dwie miejscowości dalej. – Zabrzmiało to wystarczająco wiarygodnie, choć przecież z innych powodów nie chciała widzieć Xandera u siebie.

– Zgoda, chociaż nie nadużyłabyś mojej uprzejmości.

Rose zerknęła na zegarek. Musiała sprawdzić jedzenie, dolać klientom kawy, a przede wszystkim oderwać się na chwilę od Xandera, by znów zacząć jasno myśleć.

– Pójdę już po twojego burgera. – Wysunęła się z boksu z książką w ręce, uśmiechnęła się i znikła w kuchni. Dopiero tam, w ukryciu, uderzyła głową w lodówkę i jęknęła.

– Zamówienie gotowe – zawołał kucharz, przesuwając talerz po blacie. – Uważaj na głowę, bo zapomnisz, komu zanieść!

Mało prawdopodobne. Nie mogła również zapomnieć, że jest idiotką. Igra z ogniem. Ojej! Ta myśl podniecała ją i jednocześnie przerażała. Zerknęła na książkę, którą trzymała, i zobaczyła przystojną twarz na okładce. Dla uspokojenia głęboko wciągnęła powietrze, ale to nie pomogło. Nic nie pomoże.

Umówiła się na randkę z Xanderem Langstonem.

Tytuł oryginału: Heir to Scandal

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2014

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska

© 2014 by Andrea Laurence

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o. Warszawa 2015

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-1592-3

GR – 1087

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o. | www.legimi.com