Sekret księcia - Geneva Lee - ebook
lub
Opis

Druga część bestsellerowej trylogii ROYALS, która urzeknie każdą kobietę

Alexander nigdy nie obiecywał Clarze, że będzie jej księciem na białym koniu, a ona zostanie jego księżniczką z bajki. Okazał się księciem z mrocznymi sekretami i z ciemnym sercem, które być może nigdy nie będzie potrafiło nikogo pokochać.

Clara ma złamane serce i próbuje zapomnieć o tym, co łączyło ją z niepokornym księciem. Rozdzieliły ich sekrety, które przed nią ukrywał. Jednak Aleksander nie podda się bez walki.

Kiedy Clara rzuci się w wir pracy i będzie starała się żyć swoim życiem, książę wróci po kolejną szansę. Czy dwoje tak różnych ludzi pochodzących z innych światów, będzie potrafiło zbudować prawdziwy związek?

Gorąca, erotyczna seria, która szybko Cię zdominuje!

__

"Nasz niegrzeczny książę w końcu wie, czego chce! Uwielbiam takie historie".

– "Niegrzeczne książki", Agata Wołosik-Wysocka

"Kurcze, to było… intensywne. Podobała mi się każda pojedyncza sekunda spędzona z tą historią!"

– inkvotary.com

___

O autorce

Geneva Lee – bestsellerową autorka według „The New York Times” i „USA Today”. Woli puścić wodze fantazji niż uczestniczyć w szarej rzeczywistości, dlatego każdą wolną chwilę poświęca pisaniu książek. Szczególnie lubi wyobrażać sobie zdarzenia z udziałem potężnych, niebezpiecznych i seksownych mężczyzn. Temperament Genevy oddaje jej twórczość, więc jeśli chcesz ją poznać, przeczytaj jej romans. Mieszka w Kansas z rodziną.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 350

Popularność


iłość ‌nie ‌zawsze pokona wszystko, ‌ale mnie pokonała.

Alexander ‌miał ‌świat u ‌swoich stóp i ‌mnie klęczącą przed ‌nim, dopóki sekrety nas ‌nie ‌rozdzieliły. ‌Powinnam trzymać ‌się ‌od ‌niego z ‌daleka. ‌Powinnam uciec. Ale jestem ‌od niego uzależniona… ‌Od przyjemności i ‌bólu.

Ostrzegał mnie ‌przed ‌swoją ‌mroczną ‌stroną, przed swoją przeszłością. ‌Ale ja też ‌mam mroczną stronę. Razem ‌pokonamy nasze demony… Jeśli ‌nie zniszczymy siebie nawzajem.

Zapierająca ‌dech w piersiachkontynuacja ‌Kochanki księcia– ‌sagi ‌o ‌Clarze i Alexandrze.

LindseyTwoja ‌wulgarność ‌mnie ‌inspiruje

Rozdział 1

Na ‌Portobello Road dało się ‌słyszeć poranny ‌szum. Sprzedawcy rozstawiali ‌rozklekotane stoły, a sklepikarze zamiatali ‌schody. Wokół ‌mnie ‌znajoma, ‌przytulna ‌okolica ‌budziła się ‌do ‌życia, zaczynała nowy ‌dzień. Ale ja ‌utknęłam ‌w koszmarze. Świat wciąż ‌się ‌kręcił, ale nie ‌potrafiłam przywyknąć do ‌codziennych ‌przyziemnych ‌rytuałów, ‌tak samo jak nie ‌umiałam ogarnąć ‌tego, co się ‌stało. Doskwierał mi ucisk ‌w piersi wywołany ‌złamanym sercem. Przybyłam tu ‌wczoraj, oczekując tylko ‌jednego: zakończenia. ‌I je ‌dostałam. A przynajmniej tak ‌mi ‌się ‌wydawało. Jednak z każdym ‌krokiem oddalającym ‌mnie ‌od Alexandra oddychanie ‌stawało się coraz trudniejsze. ‌Moje ‌płuca były ciężkie ‌jak ołów ‌i nie mogłam wdychać ciepłego letniego powietrza. Kolana mi zmiękły tak, że utrzymanie ciężaru ciała stało się trudnością.

Nie mogłam być sekretem Alexandra. Stanowczo się na to nie zgadzałam. Ale wymazanie go z mojego życia było jak wycięcie sobie serca i zostawienie go za sobą. Życie bez Alexandra wydawało się niemożliwe. A życie z nim w kłamstwie było zbyt niebezpieczne. Czy nie powinnam była wybrać łatwego zerwania, zamiast pozwolić na to, by systematycznie niszczyły mnie sekrety, kłamstwa i plotki? Zrobiłam to, co musiałam, jednak nie pocieszało mnie to.

Poza tym opuściłam go. To, co mi oferował, nie było życiem – a przynajmniej nie prawdziwym. Czy on tego nie dostrzegał? To wszystko udowadniało mi tylko, że czuł do mnie coś równie głębokiego. A zamiast pokazać mu, że go kocham, odeszłam. Jak miałabym zrobić cokolwiek innego, skoro nie doczekałam się z jego strony żadnej słownej deklaracji? Oczekiwano od niego, że weźmie ślub ze względów politycznych, że będzie rządzić swoim krajem.

Żadne z nas nie spodziewało się, że się zakochamy.

A teraz oboje siebie niszczymy.

Świadomość tego uderzyła we mnie tak mocno, aż się zachwiałam, przez co wpadłam na stary ceglany front sklepu. Jak przeżyję bez Alexandra?

Tępy ból, który przeszywał moje ciało, przeszedł w potężny smutek. Uścisk w gardle po chwili zmienił się w gniewny szloch, a łzy niekontrolowanie spływały mi po twarzy. Nie wytarłam ich, nawet gdy dowód mojego smutku zebrał się na rzęsach i rozmazał mi wzrok.

To nie miało znaczenia. Już nic go nie miało.

Odważyłam się pokochać Alexandra pomimo ryzyka. Ostrzegał mnie. Ja sama siebie ostrzegałam. Nie trafiłam do jego łóżka na oślep. Myślałam, że będzie nas łączyć jedynie przelotne uczucie. Zachowałam się bezmyślnie, a książę wdarł się do mojego serca.

Oddałam mu ciało, a on zabrał moją duszę.

A potem stał przede mną, czując ten sam ból – widziałam go w jego pięknych niebieskich oczach. Każda cząstka mojego ciała tęskniła za nim, pragnęła ukoić cierpienie, które czułam w jego ramionach. Rozumiałam, że on potrzebuje pocieszenia, i wiedziałam, że byłam jedyną osobą, która mogła zapewnić mu spokój. Wycofałam się, mimo że łzy płynęły po mojej twarzy strumieniami.

– Claro, nie możesz odejść. Wróć ze mną – nakazał, ale to żądanie zabarwiła niepewność, pytanie czające się na jego idealnych ustach. Alexander nie był nieśmiałym człowiekiem. Brał to, co chciał, bez oporów. Po części dlatego, że był księciem Anglii, a częściowo z tego powodu, że emanował prawdziwym, niemal pierwotnym autorytetem. Jego decyzji się nie kwestionowało i on sam niczego nie kwestionował. Ale teraz stał przede mną, robiąc jedyną rzecz, której nie potrafiłam sobie wyobrazić.

Zamrugałam, chcąc pozbyć się łez rozmazujących mi wzrok, by móc na niego patrzeć. Jego intensywne spojrzenie, rozpalone niczym ogień, sprawiło, że oddech ugrzązł mi w gardle. Niemal czarne włosy wciąż miał zmierzwione po tym, jak wsuwałam w nie palce, gdy pieprzył mnie ostro jeszcze kilka godzin temu. Czy jego idealnie wykrojone, pełne usta znajdowały się na mnie tak niedawno? Odnosiłam wrażenie, jakbym czuła na sobie ich miękki, lecz stanowczy dotyk wieki temu; gdy znajdowały się między moimi nogami i zostawiały tam pocałunki, które obiecywały znacznie więcej przyjemności. Jednak mój oddech nie został skradziony przez jego piękną niczym u boga twarz czy odrobinę wrażliwości skrytą za apodyktycznym zachowaniem.

Stał przede mną w sandałach i znoszonych dżinsach wiszących nisko na biodrach, ale w swojej pośpiesznej próbie odnalezienia mnie nie włożył koszulki. Ciało, które ukrywał przede mną tak długo – a które dla mnie było do tego stopnia piękne, że nie potrafiłam tego opisać – teraz było dobrze widoczne, łącznie z bliznami pochodzącymi z jego przeszłości. Ukrywał się ze wstydu, dopóki nie zmusiłam go, by się przede mną obnażył tamtej nocy, kiedy straciliśmy kontrolę. A teraz stał przede mną, żądając czegoś więcej. Pomimo jego tonu znałam prawdę. Był równie bezbronny jak ja, wykrwawiał się przede mną i ryzykował wszystko, by mnie odzyskać.

Kochałam go za to jeszcze bardziej. To niczego nie zmieniało. Nie mogłam na to pozwolić.

– Nie mogę, Alexandrze. – Moje słowa były puste, nijakie jak obietnica bez pokrycia. Za każdym razem, gdy mu odmawiałam, łamałam się trochę bardziej, moje serce pękało na miliony kawałków wraz z każdą odmową i nie mogłam sobie wyobrazić, że kiedyś się uleczę.

– Nie akceptuję tego. – Podszedł do mnie tak szybko, że zakręciło mi się w głowie. Gdy znajdował się tak blisko, myślenie stało się trudniejsze, bo moje ciało zdradziło mnie, ciągnęło do niego, chociaż próbowałam walczyć z tymi instynktami. Otoczył mnie ciasno ramionami w talii i brutalnie przyciągnął do siebie. Moje sutki stwardniały pod koszulą, kiedy otarł się o mnie swoją nagą piersią, a moja cipka zapulsowała. Miałam wrażenie, jakby wciąż był we mnie. Moje ciało poddało się bez słowa, bo desperacko pragnęłam, by mnie wziął. Alexander był moim narkotykiem, a ja nie miałam siły, by sobie go odmówić. Pragnęłam go – jego niestrudzonego języka, grubego penisa, a przede wszystkim wyzwolenia, jakie niosło poddanie mu się.

– Jesteś moja, Claro. Nie możesz z tym walczyć. Należysz do mnie.

Mimo tego zapewniania, mimo że moje uda zaciskały się na myśl, jak to jest być jego, nie mogłam zignorować prawdy.

– Ale ty nie należysz do mnie.

– Cholera, właśnie, że należę – warknął. – Trzymasz moje jaja w garści, Claro. Ciągle myślę o tym, by być w tobie. Z całych sił staram się powstrzymać od przerzucenia cię przez ramię i zaniesienia do domu, gdzie pieprzyłbym cię, aż będziesz zbyt obolała, by odejść. Chcę cię pieprzyć, aż zrozumiesz, że nie dam ci odejść… Nie bez walki.

Pokręciłam głową, wyrywając się z jego uścisku. Mój smutek zmienił się w rozpalony gniew.

– Powiedz mi, że nie będę twoim sekretem. Powiedz, że jestem czymś więcej niż tylko laską, z którą zaliczasz dobry seks, Alexandrze. Powiedz, że niezależnie od tego, co się stanie, co myśli twój ojciec albo czego się od ciebie oczekuje w kwestii tronu, należysz do mnie.

Alexander brutalnie wsunął mi rękę we włosy, zaciskając mocno szczęki.

– To wszystko jest o wiele bardziej skomplikowane.

– To bardzo proste – prychnęłam, zakładając ręce na piersi, jakbym chciała postawić między nami barierę. Wciąż miałam problem z kontrolowaniem własnego ciała. – Tylko ty wszystko komplikujesz.

– Powiedziałem ci, że ludzie pochodzący z królewskiego rodu są popieprzeni. – Wypowiedział te słowa jakby z obrzydzeniem. – A ja jestem najbardziej popieprzony z nich wszystkich.

– To ty wybierasz, kim będziesz. – Moje słowa zabrzmiały ostro, ale nie potrafiłam ukryć prośby w głosie. – Nie widzisz, że masz wybór?

Zaśmiał się, jednak na jego twarzy nie dostrzegłam ani cienia rozbawienia.

– A nie widzisz, że go nie mam?

Spięłam się, wiedząc, co musi usłyszeć – z czym musiał się zmierzyć. Wiedziałam też, że wypowiedzenie tych słów zaboli bardziej niż wcześniej, szczególnie że moje zranione serce wciąż krwawiło.

– Kocham cię, Alexandrze.

Ogień w jego oczach przygasł i Alexander się odsunął. Spodziewałam się takiej reakcji, mimo to ból był taki sam. Proszenie go, aby odpowiedział mi tym samym, to zbyt wiele. Cholera, proszenie go, by odwzajemniał moje uczucia, to zbyt wiele. Wiedziałam, że to czuł i byłam tego równie pewna, co własnych uczuć. Ale patrzenie, jak mnie odrzuca, świadczyło o tym, że to nigdy nie wystarczy.

– Nie mogę, Claro – powiedział nie smutnym, lecz chłodnym tonem.

Moje usta zadrżały, a oczy zapiekły.

– I nie będziesz mógł.

Przyglądał mi się przez długą chwilę. Mięsień na jego szyi drgnął, zanim odpowiedział:

– I nie będę.

– W takim razie nie mogę z tobą wrócić. – Nie walczyłam ze łzami, które się pojawiły. Oboje dostrzegaliśmy prawdę. Teraz nie było innego wyboru. Musieliśmy ruszyć dalej.

Ta myśl mnie otępiła, zamarłam w miejscu jak zaklęta. Kiedy Alexander objął mnie w talii i powoli do siebie przyciągnął, nie opierałam się. Nie mogłam znaleźć w sobie wystarczająco dużo siły. Ból wyzwolił we mnie pustkę. Wydawało mi się, że ta przepaść będzie się ciągnąć dniami, miesiącami, latami i wypełni moje życie zapomnieniem. Ledwie zarejestrowałam to, że Alexander odgarnął luźny kosmyk z mojej twarzy i założył mi go za ucho.

– Nie sposób cię kontrolować – wymamrotał, a tym razem w jego słowach rozbrzmiał smutek.

– Więc przestań próbować – wyszeptałam.

Na jego ustach pojawił się lekki uśmiech, ale zniknął po chwili.

– Już za tobą tęsknię.

Zacisnęłam powieki, przez które przesiąkały gorące łzy. Nie ma sensu udawać, że wszystko będzie okej. Nie będzie. Moje życie to nie bajka, nie zakończy się szczęśliwie. Zrozumiałam to w chwili, gdy jego usta nakryły moje.

Nasze wargi miażdżyły się w pocałunku, zdradzając potrzebę, która nami targała. Tak wiele rzeczy nigdy nie zostanie wypowiedzianych. Otworzyłam usta i pozwoliłam jego językowi zawładnąć moim – pozwoliłam mu się zdominować po raz ostatni. Jego pocałunek rozgrzał moją krew, aż cała zaczęłam płonąć. Namiętność mieszała się ze strachem i mimo że się go trzymałam, ogień pożądania powoli mnie pochłaniał, jakbym się znalazła w prawdziwych płomieniach. Sapnęłam i ścisnęłam jego ramiona, wbijając mu palce w ciało, przerażona, że musiałam pozwolić mu odejść. Przerażona tym, co czekało na mnie po drugiej stronie tego pocałunku. Ale on mnie nie puścił, nawet gdy odsunęliśmy się od siebie, by zaczerpnąć powietrza.

Rozumieliśmy, co się stanie, gdy odpuścimy.

Alexander musnął moje czoło ustami, a ja zamknęłam oczy, szukając w sobie ostatniej porcji siły, która pozwoli mi jeszcze raz na wszystko spojrzeć. Czułam ją w sobie, ale co najsmutniejsze, ta siła tkwiła we mnie dzięki niemu. Dzięki nam. Odnalazłam ją w tym, co nas łączyło. Co mi dał.

Dał mi siłę, by odejść.

Spuścił głowę, gdy się od niego odsunęłam, a kiedy ją w końcu uniósł, powiedział tylko dwa słowa:

– Żegnaj, Claro.

Uniósł rękę i po chwili smukły rolls-royce zaparkował obok nas. Alexander otworzył drzwi i gestem zaprosił mnie do środka. Nie odmówiłam mu. Miałam już dosyć walki, wszystkie siły mnie opuściły.

Bez słowa usiadłam na tylnym siedzeniu, a on uśmiechnął się do mnie w milczeniu – ten uśmiech bardzo się różnił od zarozumiałego grymasu, w którym się zakochałam – i zamknął za mną drzwi.

Norris nic nie mówił. Bez żadnych instrukcji rozumiał, czego od niego oczekiwano. Ruszył, a Alexander udał się w kierunku domu, który mógł być nasz. Nie zawahał się. Szedł prosto w jego stronę, jakby nie miał innego wyboru. Bo nie było innego wyboru i jasno to wyraził. Płakałam więc z powodu złamanego serca i mojego rozbitego mężczyzny idącego ku przyszłości, której nigdy nie będziemy dzielić, jako że odszedł z mojego życia.

Drzwi zamknęły się za mną z miękkim kliknięciem. Poranne światło przeciskało się przez szparę w zaciągniętych zasłonach, ale ja dopiero wracałam do łóżka. Stawienie czoła dzisiejszemu dniu mnie przerastało.Musiałam się zatracić w nieświadomości, ale nawet sen nie będzie dla mnie ucieczką. Alexander pojawi się w moich snach.

Coś poruszyło się na sofie, gdy ją mijałam. Zaspana Belle usiadła i potarła oczy. Sądząc po skołtunionych włosach i spodniach do jogi, zasnęła w oczekiwaniu na mnie. Otworzyła usta, lecz szybko je zamknęła, kiedy zobaczyła moją twarz. Nie musiałam patrzeć w lustro, by wiedzieć, że miałam zaczerwienione oczy i ciekło mi z nosa.

– Poszłaś się z nim zobaczyć. – To nie było pytanie, lecz stwierdzenie faktu. W jej głosie nie słyszałam oskarżenia. Sama popełniła w miłości wiele błędów i to pewnie dlatego od razu rzuciła się do akcji. W ciągu kilku sekund otuliła mnie kocem wciąż ciepłym od jej ciała.

Usiadłam otępiona z powodu szoku, a ona otwierała i zamykała kuchenne szafki. Znalazła kawę, zerknęła na mnie, a potem wrzuciła torebkę z powrotem do szafki.

– Pieprzyć to. Potrzebujemy czegoś mocniejszego.

Nie było nawet dziewiątej rano, ale nie kłóciłam się z nią. Nie miałam na to siły. Nalała mi kieliszek białego wina i wyciągnęła go w moją stronę. Wzięłam go i zaczęłam sączyć trunek w milczeniu.

Czułam, że Belle ledwo powstrzymuje swoją ciekawość. Chciała wiedzieć, co się stało, a jak znałam swoją przyjaciółkę, musiała się bardzo starać, by nie zadać mi dręczących ją pytań. To właśnie dlatego była moją najlepszą przyjaciółką. Wszyscy inni, łącznie z moją matką, nie mogliby się powstrzymać. Belle wiedziała, czego potrzebowałam: czasu. Czasu, by przetrawić to, co się stało, by przywyknąć do myśli, że Alexandra nie ma już w moim życiu – i nigdy nie będzie jego częścią. W tej chwili… wydawało mi się to niemożliwe. Nie potrafiłam ogarnąć umysłem, jakim cudem świat się jeszcze kręci.

Belle poprowadziła mnie do łazienki i zaczęła napełniać wannę wodą. Nie protestowałam. Obserwowałam to, dopóki nie wyjęła mi kieliszka spomiędzy palców. Wtedy moim ciałem wstrząsnął szloch. Co jeszcze zostanie mi odebrane? To była bardzo irracjonalna myśl, ale miałam to gdzieś. Nic już nie miało dla mnie sensu. Po co z tym walczyć? Moje życie – które kilka tygodni temu dopiero się tak naprawdę zaczęło – teraz się skończyło. Jutro będę musiała zacząć od nowa. Jutro będę musiała stawić czoło rzeczywistości bez Alexandra.

– Dzisiaj możesz płakać – powiedziała miękko Belle, jakby czytała mi w myślach.

„Dzisiaj będę płakać” – zgodziłam się z nią w milczeniu. Wejdę do wanny z ciepłą wodą i pozwolę płynąć łzom tak długo, aż poczuję się obnażona i odnowiona. Aż zmyję z siebie cały ból. Jednak zatapiając się w wodzie, wiedziałam, że nigdy nie pozbędę się wspomnień związanych z Alexandrem. Czułam go w swojej krwi. Jego dotyk wypalił się na mojej skórze. Należałam do niego, nawet jeśli już nigdy z nim nie będę.

– Jutro będzie łatwiej. – Belle przysiadła na brzegu wanny. Nie naciskała na rozmowę. Zamiast tego milczała.

Belle myliła się co do jutra. Jutro nie będzie łatwiej. Już wcześniej miałam złamane serce, ale nie w ten sposób. Utrata Alexandra zniszczyła coś znajdującego się bardzo głęboko we mnie – roztrzaskała moją duszę. Nigdy wcześniej nie oddałam się nikomu tak jak jemu. I nigdy więcej tego nie zrobię. To nie było możliwe. Miłość równie piękna i brutalna jak nasza nie przytrafiała się dwa razy w życiu. Człowiek może być w stanie przetrwać jej stratę raz, ale nasz instynkt przetrwania nigdy nie pozwoliłby nam na takie cierpienie po raz drugi.

– Jestem tu, jeśli będziesz gotowa, żeby pogadać. – Belle wyszła z pomieszczenia, ale wiedziałam, że będzie w pobliżu, że nie odejdzie. Dała mi przestrzeń.

Na razie byłam sama i w pełni pozwoliłam swojemu smutkowi się uwolnić. W pełni go poczułam. Rozdzierał mnie, miażdżył mi serce tak, że nic z niego nie zostało, poza tępym bólem w piersi, który utrudniał oddychanie. Ale nawet w tym momencie niczego bym nie zmieniła. Jedyną niemożliwą rzeczą było wyobrażenie sobie tego, że Alexander już nigdy nie będzie częścią mojego życia. Będę żyć wspomnieniami. Będę się posilać tą pamięcią, bo zanim się pojawił, głodowałam, nie wiedząc o tym. Podjęłam właściwą decyzję. Gdybym zwlekała jeszcze chwilę, mogłabym tego nie przeżyć, kiedy później sam by mnie zostawił. Dziś nie chodziło o to, czego chciało moje serce, lecz o przetrwanie. Miałam go przez ulotną chwilę. Czas, który spędziliśmy razem, był zbyt krótki, ale wiedziałam, że tyle wystarczyło.

Rozdział 2

Przeszłam szybko obok mężczyzny, który przytrzymał dla mnie drzwi, i podziękowałam mu szczerze. Gdy zauważyłam, że chciał ze mną porozmawiać, przyspieszyłam. Nie wyglądał na dziennikarza, ale nauczyłam się w bolesny sposób, by nie ufać obcym, którzy interesują się moim życiem. Poza tym nie miałam czasu tego ranka. Belle – moja dobra, lecz wścibska przyjaciółka – zatrzymała mnie dwadzieścia minut w mieszkaniu, które dzieliłyśmy. A teraz miałam mniej niż pół godziny, by przygotować się na spotkanie z jednym z naszych najważniejszych klientów.

W Peters & Clarkwell panował jeszcze względny spokój o tak wczesnej godzinie we wtorkowy poranek, ale to nie mogło potrwać długo. Odkąd oficjalnie zaczęliśmy kampanię Isaaca Blue, atmosfera w firmie zmieniła się ze spokojnej w szalenie napiętą. Uwielbiałam szybkie tempo. Wielu moich kolegów nienawidziło takiego pośpiechu, ale ja się nim żywiłam. Natłok pracy odciągał moją uwagę od problemów w życiu osobistym, więc nie miałam czasu myśleć o Alexandrze. Od dwóch i pół miesiąca niemal tu mieszkałam. Pierwsza przychodziłam i ostatnia wychodziłam. Przestawałam pracować dopiero, gdy powieki mi się kleiły. Alexander nawiedzał moje myśli tylko podczas snu. Na sny nie miałam jednak wpływu.

Tori pomachała do mnie ze swojego stanowiska, czym byłam trochę zaskoczona. Żywiołowa rudowłosa naprawdę miała swoje życie – nawiasem mówiąc, naciskała na mnie, bym stała się jego częścią – i nigdy nie przyszła do pracy wcześniej ode mnie. Zatrzymałam się przy jej biurku, przygotowując się na rutynowe zaproszenia na wyjście do knajpy czy na drinka.

– Wcześnie przyszłaś.

Zmusiłam się do uśmiechu. Lubiłam Tori, może kiedyś się zaprzyjaźnimy. Ale teraz byłam w stanie myśleć tylko o pracy. Słowo „zabawa” nie znajdowało się w moim słowniku. Parę razy w ciągu tego lata próbowałam wychodzić na kolację z Belle i kilkorgiem przyjaciół, ale to tylko przypominało mi o nieobecności Alexandra. Teraz zmądrzałam.

Tori skrzywiła się i szczelniej zakryła połyskujący top płaszczem.

Rozmazany eyeliner i imprezowy strój w pracy?

– Ciężki poranek? – zapytałam.

„A może ciężka noc?” – dodałam w myślach.

Pochyliła się i ściszyła głos, chociaż o tej godzinie nikogo poza nami w biurze nie było.

– Widać, że nie spałam? Byłam w Brimstone i o czwartej nad ranem przypomniałam sobie, że nie wykonałam obliczeń potrzebnych do kampanii Blue.

Zaśmiałam się słabo, mając nadzieję, że wyglądałam, jakbym jej współczuła. W myślach gorączkowo analizowałam to niewinne wyznanie, a uczucia i myśli kołatały się w moim mózgu szybciej, niż mogłabym je przetrawić. Już wcześniej byłam w tym klubie, jednak zaskoczyło mnie ukłucie zazdrości, gdy koleżanka o nim wspomniała. Czy on też tam był tej nocy? Czy ona była blisko niego i nawet o tym nie wiedziała? Nie chodziło tylko o to. Słowo „brimstone” znaczy dla mnie o wiele więcej, niż Tori sobie wyobrażała. To nie jest określenie, którego używa się często. Właśnie dlatego wybrałam je jako moje słowo bezpieczeństwa. Gdy je wymawiałam, Alexander odpuszczał, jeśli za bardzo się ze mną zapędził – kiedy wymagał ode mnie więcej, niż mogłabym mu dać.

Użyłam tego słowa tylko raz i już więcej tego nie zrobię.

Tori odchrząknęła uprzejmie, a ja pokręciłam głową, próbując pozbyć się z głowy bolesnych wspomnień.

– Przepraszam – wymamrotałam. – Też muszę dokończyć kilka rzeczy przed przyjazdem Isaaca. Nie wiem, w co ręce włożyć.

– Doskonale cię rozumiem – odparła współczująco. – Powinnyśmy zjeść razem lunch, gdy już wszystko ogarniemy.

Zawahałam się, szukając jakiejś wymówki.

– Mam teraz bardzo trudny tydzień. Muszę napisać setkę sprawozdań, by nadążyć za zespołem marketingowym Isaaca.

Tori skwitowała moją wymówkę wzruszeniem ramion.

– To może innym razem.

– Koniecznie – odparłam. „Może” było jedynym, co aktualnie mogłam obiecać ludziom. Spojrzałam w stronę biurowego zegarka i dotarło do mnie, że podczas rozmowy z Tori zmarnowałam pięć cennych minut.

Włożyłam torbę do szuflady biurka i wyciągnęłam teczkę dotyczącą kampanii Blue Foundation potrzebną na dzisiejsze spotkanie.

– Jesteś gotowa? – zapytał Bennett. Uśmiechnął się przyjaźnie jak zwykle, ale wyglądał na zmęczonego.

Zamarłam i przyjrzałam się szefowi. Cienie pod jego oczami stały się wyraźniejsze, a brązowe kręcone włosy wyglądały, jakby ich nie czesał.

– Co ci jest?

– Wyglądam aż tak źle? – Opadł na krzesło obok mnie i pociągnął za krawat. – Dlaczego dzieci mają wakacje, kiedy ich rodzice muszą pracować?

– To okrutne – zgodziłam się. Bennett wychowywał sześcioletnie bliźniaczki, co byłoby trudne, nawet jeśli jego żona nie zmarłaby niespodziewanie w zeszłym roku. Nie mogłam sobie wyobrazić, jak bardzo musiał być przytłoczony, chociaż starał się tego nie okazywać. – A może ja się nimi zajmę w piątek wieczorem?

– Nie śmiałbym cię prosić, żebyś przestała tak harować! – powiedział z udawanym przerażeniem, wytrzeszczając oczy.

– Kampania Blue Foundation już dobiega końca – odparłam lekkim tonem, ignorując jego wyraźny sarkazm. Nie dodałam, że zaraz zacznie się nasz kolejny duży projekt, bo rozpaczliwie próbowałam zapełnić każdą wolną chwilę jakimiś zajęciami, by nie myśleć o tym, że Alexandra nie ma w moim życiu.

– Może masz rację. – Bennett rozmasował skronie, wzdychając ciężko. – Czy to by było żałosne, gdybyś popilnowała ich, kiedy ja będę spać?

Przyjrzałam się jego zmizerniałej twarzy i uniosłam brew.

– Myślę, że powinnam nalegać, abyś się trochę przespał.

– Ratujesz mi życie, Claro. – Zamilkł, a potem zaczął szukać czegoś w papierach w torbie. – Ktoś tu dzwonił i pytał o ciebie. Wydawało mi się, że zapisałem jego numer telefonu.

Kolory w pokoju nagle wyblakły. Tylko jedna osoba mogła tu dzwonić i pytać o mnie. Jedyna, która nie skontaktowałaby się ze mną bezpośrednio. Jedyna, która nie kontaktowała się ze mną w ogóle w ciągu ostatnich miesięcy.

– Hej, chyba nie ubiegasz się o inną pracę, co? – zapytał Bennett, przyglądając się mojej przerażonej twarzy.

Pokręciłam głową i zmusiłam się do odpowiedzi:

– Nie.

– To dobrze, bo wyglądasz na trochę spanikowaną. – Nagle coś zrozumiał. Widziałam to na jego twarzy. – To chyba nie był on, Claro.

Nie byłam pewna, czy czułam się przez to lepiej, czy gorzej. Właściwie chyba nic nie czułam. Odepchnęłam od siebie wszystkie pytania, które chciałam zadać Bennettowi. Czy ten człowiek pytał o mnie, używając mojego imienia? Czy naprawdę zostawił numer? Bo Alexander nie był osobą, która miała w zwyczaju dzwonić.

– To pewnie tylko dziennikarz.

Ale nie mogłam się pozbyć niepokojącego uczucia.

– Chcesz się napić herbaty, zanim wejdziemy? – zapytał, wstając.

– Poproszę o kawę. Skończyłam sprawdzać sprawozdanie. – Ruszyłam się, by otworzyć folder w komputerze. Od dawna każdą chwilę poświęcałam przygotowaniom do tego spotkania. Postanowiłam, że nie dam się rozproszyć.

– Czasami na chwilę zapominam, że jesteś Amerykanką. A potem prosisz o kawę – droczył się Bennett.

Pogroziłam mu palcem i wróciłam do pracy.

– Nie jestem jedyną osobą w tym biurze, która pije kawę, i nie jestem Amerykanką.

– Jesteś bardziej amerykańska, niż chcesz się do tego przyznać, ale może jeśli będę cię karmił ciasteczkami i poił herbatą, to pogodzisz się z tym, że jesteś też Brytyjką.

– Nie ma, kurde, mowy – odpowiedziałam z kiepskim brytyjskim akcentem.

Śmiech Bennetta ucichł, gdy odszedł w stronę pokoju socjalnego. Dobrze go widzieć takiego rozbawionego. Mógł sobie żartować z tego, że za dużo pracowałam, ale sama martwiłam się tym, jaki ostatnio był zestresowany. Jego dziewczynki nie miały nikogo poza nim.

Na szczęście wszystko wyglądało dobrze, jeśli chodzi o prezentację Blue Foundation. Z odrobiną szczęścia Bennett wróci z moją kawą wystarczająco szybko, bym mogła się trochę napić, zanim trzeba będzie zejść na dół do sali konferencyjnej. Rozbudziłam telefon, by sprawdzić czas, i wtedy zauważyłam, że przegapiłam telefon od matki.

„Atakują mnie ze wszystkich stron”.

Madeline Bishop nie rozumiała aluzji. Od wielu tygodni nie odbierałam od niej telefonów. Prawda była taka, że nie potrafiłam strawić jej wyjątkowej bezpośredniości. Nadal uważała, że ja i Alexander jesteśmy ze sobą. Gdy się dowie, że się rozstaliśmy, nie będzie mieć problemu z tym, by wytknąć mi, co poszło nie tak i jak powinnam to naprawić. Mówi się, że ciekawość jest zła, ale nadopiekuńczość okazuje się jeszcze gorsza. Według mojej mamy wszystko da się naprawić. Nie miałam serca mówić jej, że w przypadku naszego związku jest inaczej.

Powiedziałam Alexandrowi, że nie będę jego sekretem, ale teraz nie chciałam nikomu wyznać prawdy dotyczącej naszej relacji. Może wcale nie byłam taka silna, za jaką się uważałam. I za jaką on mnie uważał.

Bennett wrócił do mojego biurka i podał mi parujący kubek.

– Jesteś gotowa wszystkich zachwycić?

Upiłam łyk kawy. Udawanie, że wszystko w porządku, stało się moją drugą naturą, ale udawanie, że byłam pozbierana, to zupełnie inna para kaloszy. Mogłam być z nim szczera, lecz zamiast tego przykleiłam uśmiech do twarzy i powiedziałam:

– Prowadź, szefie.

Mimowolnie podziwiałam transformację naszego klienta. Odkąd kilka miesięcy temu poznałam tego znanego aktora, zmienił się z problematycznej gwiazdy filmowej w rozważnego lidera biorącego coraz większą odpowiedzialność podczas swojej kampanii. Byłam przekonana, że jego blond rzeczniczka prasowa Sophia King, która nie mogła go odstąpić ani na krok, miała coś z tym wspólnego. Pojawiły się spekulacje dotyczące związku Isaaca Blue z tą kobietą, lecz dzisiaj, gdy zauważyłam, jak opiekuńczo kładzie rękę w dole jej pleców podczas spotkania, moje podejrzenia tylko się potwierdziły. Szybko jednak ją odsunął, żeby nikt tego nie zobaczył, ale ona zerknęła na niego. Emanowała z nich intensywna aura, którą mogli dzielić tylko kochankowie.

Poczułam ucisk w piersi, ból szarpał moje serce. Już nigdy nie wymienię z nikim takiego spojrzenia. Tęskniłam za dotykiem Alexandra, chciałam, by znowu dotknął mnie tak opiekuńczo. Sophia przyłapała mnie na gapieniu się na nich, więc zawstydzona szybko odwróciłam wzrok.

– Dziękuję za waszą pracę – powiedział Isaac, wyciągając rękę do Bennetta. – The Blue Foundation ma zapewniony dobry start dzięki Peters & Clarkwell.

Bennett uścisnął jego dłoń, ale pokręcił głową.

– To jej powinieneś dziękować.

Pomimo wysiłku, jaki włożyłam w przygotowanie tej kampanii, skrzywiłam się na myśl o przyjęciu słów uznania. Chciałam się wspinać po szczeblach kariery w tej firmie, ale jednocześnie wolałabym to zrobić, gdy tabloidy w końcu przestaną się interesować moim życiem osobistym. Isaac odwrócił się, by mi podziękować, ale gdy na mnie spojrzał, zamarł. Większość kobiet zabiłaby, żeby tylko zwrócił na nie uwagę – miał przycięte brązowe włosy, dołeczki w policzkach i umięśnione ciało. Jednak ja nie byłam jak inne kobiety. Isaac był piekielnie seksowny, ale to nie Alexander.

Aktor, pewnie wprawiony przez lata wcielania się w role, szybko się otrząsnął i wyciągnął do mnie rękę.

– Dziękuję, panno…?

– Bishop – powiedziałam, podejmując jego grę. Nie miałam wątpliwości, że mnie rozpoznał. Anonimowość nie szła w parze z byciem twarzą na okładce magazynu „People”. Wymieniliśmy uprzejmości i nawet po tym niezręcznym początku dałam się oczarować Isaacowi.

Sophia stanęła w drzwiach i przepędziła swojego klienta i kochanka wraz z resztą grupy. Gdy już się wynieśli z sali konferencyjnej, oparła rękę o framugę drzwi, nie pozwalając mi opuścić pomieszczenia.

– Czy mogę w czymś pomóc? – zapytałam.

– To ciekawe – zaczęła. – Brzmisz jak Amerykanka, ale zachowujesz się jak Brytyjka. Jesteś, kurwa, zbyt uprzejma, Claro.

Przynajmniej nie owijała w bawełnę.

– Potrafię być niemiła. Pewnie tak bardzo jak ty.

Zaśmiała się i założyła szczupłe ramiona na idealnie dopasowanej marynarce.

– Wątpię. Nie chciałam cię obrazić, ale widziałam, że się gapisz.

– Isaac właśnie tak działa na kobiety – odparłam lekkim tonem.

– To prawda. Ale nie udawajmy, że chodzi mi o niego. Jak mniemam, bardziej niż ktokolwiek inny rozumiesz, czym są dyskrecja i prywatność w związku. – Przesunęła się tak, że już nie blokowała drzwi, jednak żadna z nas się nie ruszyła, by wyjść.

– Chyba tak – przyznałam. – Niczego nie powiem.

– To nie jest sekret, ale też tego nie rozgłaszamy – wyznała. – Jednak nie zatrzymałam cię z powodu mojego związku z Isaakiem. Myślę, że przydałby ci się ktoś po twojej stronie, Claro.

Wyciągnęła z torebki marki Birkin wizytówkę w kolorze kości słoniowej i podała mi ją.

– Czego dokładnie chcesz? – zapytałam, gdy ciekawość wygrała.

– Zajmuję się odkręcaniem problemów.

Prychnęłam.

– Myślę, że na to już trochę za późno.

Sophia spojrzała w stronę korytarza, gdzie zniknął Isaac. Kiedy znowu się na mnie skupiła, jej wzrok płonął.

– Nigdy nie jest za późno. – Pokręciła głową.

Jej słowa odbijały się echem w mojej głowie, gdy wkładałam wizytówkę do swojego biurka. Najwyraźniej Sophia King była skuteczna w tym, co robiła, ale ja nie szukałam kogoś, kto naprawi moją sytuację. To nie wchodziło w grę. Przez parę ostatnich miesięcy wygrzebywałam się z rozpaczy. To była ciężka walka, i ciągle trwała. Jedynym wyjściem było żyć dalej. Wzięłam głęboki oddech i powoli podeszłam do biurka Tori. Poczekałam, aż skończy rozmawiać przez telefon.

– A może za tydzień? – zapytałam, gdy już była wolna… i zanim zmieniłam zdanie. – Całe lato byłam zawalona pracą. Czas się z tego wygrzebać.

– Znakomicie! – Tori klasnęła w ręce. – Trzymam cię za słowo.

– I słusznie robisz – powiedziałam i uśmiechnęłam się szczerze.

Małe kroki.

Odłożyłam torebkę na granitowy blat i przejrzałam pocztę, tłumiąc w sobie falę rozczarowania, gdy okazało się, że to tylko rachunki i ulotki. „To by było na tyle, jeśli chodzi o małe kroki” – odezwał się drwiący głos w mojej głowie.

Belle weszła do pokoju w długiej do ziemi turkusowej sukience, która idealnie leżała na jej eleganckiej figurze. Powachlowała się, odgarniając z szyi kilka spoconych blond kosmyków. Jej ciotka wynajęła nam swoje mieszkanie, ale mimo że podobały mi się przedwojenna architektura i niski czynsz, brakowało w nim współczesnych udogodnień takich jak klimatyzacja.

– Zróbmy sobie wakacje – zasugerowała Belle. – Lećmy na Majorkę lub Seszele.

– Myślę, że tam będzie nawet goręcej, a poza tym pracuję.

– Ale upał na plaży to coś innego. – Przyjaciółka westchnęła i wzięła z zamrażarki kostkę lodu. – Kiszenie się z tymi wszystkimi ludźmi w mieście jest żałosne. Nie możesz wziąć kilku dni wolnego lub zrobić sobie długiego weekendu?

– Czy to wszystko? – zapytałam, unosząc listy w jej stronę.

– Z tego, co mi wiadomo, to tak. – Przyglądała się mojej twarzy przez chwilę. – Jak poszło spotkanie?

– Fantastycznie – odpowiedziałam, mając nadzieję, że nie zapyta o szczegóły. Wciąż nie wiedziałam, co zrobić z ofertą Sophii King.

– Ciężko pracowałaś na tę kampanię. Powinnyśmy to oblać – stwierdziła. – Napijmy się piwa.

– Idę pobiegać. – Ćwiczenia były moją wymówką, kiedy praca nie pochłaniała mojego czasu.

– Gówno prawda – odparła Belle. – Unikasz mnie.

– Wcale cię nie unikam. – Westchnęłam i zaczęłam się zastanawiać, jak jej to wytłumaczyć, nie nawiązując jednocześnie do bolesnego tematu, jakim był Alexander. – Po prostu nie mam ochoty na wyjście.

– Nigdy nie masz na to ochoty – powiedziała oskarżycielskim tonem. – Kocham cię, skarbie, ale nie możesz wiecznie unikać życia. Kiedy w końcu ruszysz dalej?

– Idę pobiegać. Nie rozmyślaj nad tym za dużo. – Wzięłam torebkę i minęłam ją, zanim udało jej się wyciągnąć ze mnie więcej informacji.

Belle nie wyszła ze swojego pokoju, gdy piętnaście minut później opuściłam swój gotowa do biegania. Związałam włosy i wyszłam z mieszkania. Pomimo wieczornej duchoty powietrze przyjemnie owiewało moją spoconą skórę, gdy przyspieszyłam. Bieganie oczyszczało moje myśli, aż miałam pustkę w głowie – było to prawie równie dobre, co zajmowanie się pracą.

Potruchtałam do przejścia na rogu i poczekałam na zmianę światła. Na widok smukłego czarnego rollsa stojącego po drugiej stronie ulicy moje serce podskoczyło. Wciągnęłam głęboko oddech, podeszłam bliżej i z rozczarowaniem zauważyłam, że to nie był samochód Alexandra.

„Weź się w garść” – zganił mnie mój wewnętrzny krytyk.

Tym razem musiałam go słuchać. Rzuciłam się sprintem, pracowałam ramionami, krew płynęła szybko w moim ciele, gdy zmuszałam się do prędkości, dzięki której o wszystkim zapomnę. Uciekałam od swoich problemów. Wiedziałam o tym. Ale jaki pozostał mi wybór, skoro nie miałam do kogo uciec?

Ta myśl zniknęła z mojej głowy, gdy fizyczne potrzeby wzięły górę nad myślami. Pół godziny później umysł miałam czysty i wróciłam do budynku, w którym mieszkałam. Zupełnie odpłynęłam po biegu. Gdyby tylko to uczucie mogło trwać wiecznie...

– Claro! – zawołała ciocia Jane z korytarza.

– Cześć – wydyszałam.

– Chodź, napijesz się wody. Wyglądasz, jakbyś przebiegła maraton.

Tak się właśnie czułam, ale pokręciłam głową, pomimo suchego gardła.

– Jestem cała spocona. Muszę wziąć prysznic. Ale dziękuję.

– Nonsens. – Jane wyszła na korytarz i gestem wskazała na swoje mieszkanie. – Do środka, ale już.

Nie było sensu kłócić się z Jane, gdy się tak zachowywała, więc z ociąganiem ruszyłam do jej mieszkania. Ciocia Belle wyglądała jak wróżka, a nie jak kobieta w jej wieku. Wizerunku dopełniały sterczące krótkie włosy i smukła, drobna figura. Gabaryty nadrabiała jednak duchem. Uniosłam ręce w poddańczym geście i podążyłam za nią do środka.

Z wdzięcznością wypiłam wodę, którą mi podała.

– Dzięki – powiedziałam.

– To, co robisz, nie wygląda tylko na trening – zauważyła Jane. – Sprawiasz wrażenie, jakbyś od czegoś uciekała.

Wzruszyłam ramionami, ale unikałam jej wzroku. Nie chciałam widzieć swojego odbicia w jej przeszywających oczach.

– Po prostu ruszyłam dalej.

– Dlaczego?

Spodziewałam się wszystkiego, ale nie tego, że zacznie kwestionować moją decyzję. To nie była typowa rada dla kogoś, kto dopiero przeżył rozstanie. Doskonale o tym wiedziałam, bo słyszałam już wszystko. Próbowałam znaleźć w głowie jakąś sensowną odpowiedź, ale koniec końców popatrzyłam na nią pustym wzrokiem.

– Jesteś w nim zakochana, Claro – powiedziała Jane i ująwszy moją dłoń, poklepała ją lekko. – To oczywiste, moja droga. A więc dlaczego z nim nie jesteś?

Zamknęłam oczy, zbierając w sobie siły, zanim odpowiedziałam:

– Czasami miłość nie wystarcza.

– A czy cokolwiek wystarcza? – obruszyła się. – Claro, każdy związek kiedyś się kończy. Niektóre trwają całe życie, inne nie.

– Wiem – wyszeptałam.

– A czy twój związek z Alexandrem dobiegł końca? – naciskała.

Odwróciłam się od niej i wyjrzałam przez okno. Rolls nadal stał zaparkowany na rogu, a moje serce znowu drgnęło. To chyba odpowiedź na jej pytanie.

– Wciąż go kocham – przyznałam. – Ale nie możemy być razem. Nasz czas dobiegł końca.

– Musisz być tego pewna. Zmuszanie miłości, by się skończyła, czasu, by minął, nie oznacza, że to rzeczywiście zniknie. Nie, gdy zakończenie jest niewłaściwe. Zniszczenie swojego związku prowadzi tylko do żalu – stwierdziła. – Żal zatruwa życie, a nie ma większego żalu niż ten z powodu opuszczenia ukochanego.

Sądząc po tonie jej głosu, uznałam, że musi mówić z własnego doświadczenia. Ale nie poprosiłam jej, by się tym ze mną podzieliła. Nie byłam taka stara jak ciocia Jane, ale miałam kilka trudnych lekcji o miłości. Przyjemnie wierzyło się w to, że czas leczy rany, ale to kłamstwo. Czas nigdy w pełni nie wymaże udręki złamanego serca. Ona zawsze tam będzie, szczypiąc cię, niezależnie od tego, jak głęboko pochowasz przeszłość.

– Obawiam się, że nie mam wyboru – powiedziałam. – A poza tym on mnie nie chce.

Przyznanie się do tego na głos bolało. Nikomu nie mówiłam – nawet Belle – że Alexander od ośmiu tygodni nie odezwał się do mnie ani słowem. Próbował się ze mną skontaktować tylko raz, tuż po tym, jak zostawiłam go w Notting Hill… A potem nic. Nawet gdyby Jane się nie myliła, nie miałoby to znaczenia. Alexander ruszył dalej ze swoim życiem.

– A skąd to wiesz?

– Po prostu wiem.

Belle zadbała o to, by trzymać paparazzich z dala od naszego mieszkania, jednak czasem wyglądałam przez okno i dostrzegałam ich za rogiem. Miałam też dowody w postaci zdjęć – Alexandra widziano w klubach i barach. Na fotografiach rozpoznałam kilkoro jego przyjaciół, w tym Jonathana Thompsona – znali się ze szkoły. A poza tym Jonathan był największym błędem Belle. Jeśli Alexander spędzał z nim czas, to mogłam sobie tylko wyobrażać, czego brukowce nie pisały na jego temat. Z tego, co wiedziałam, nikt jeszcze nie przyłapał Alexandra z inną kobietą, ale to tylko kwestia czasu. Tymczasem paparazzi wciąż się mną interesowali i spekulowali na mój temat. „Nie wiemy, gdzie jest Clara” – tak brzmiały nagłówki gazet.

Jane wydęła wargi, przyglądając się przez chwilę mojej twarzy.

– Poczekaj tutaj.

W jej słowach usłyszałam złowieszczą nutę. Stałam w kuchni porażona strachem. Żar gniewu rozgrzał mnie, gdy starsza pani wróciła ze stosem kopert. Poznałam kremowy papier, zanim zauważyłam grubą woskową czerwoną pieczęć, która sprawiła, że moje serce zabiło szybciej.

– Skąd to masz? – zapytałam, gdy podała mi listy od Alexandra.

– Pomyślałyśmy, że lepiej będzie ci je dać po jakimś czasie – oznajmiła Jane miękkim głosem.

– My? – powtórzyłam. – Masz na myśli Belle?

Jane zmrużyła oczy karcąco.

– Nie bądź dla niej zbyt surowa. Sądziła, że w ten sposób ci pomoże.

Prychnęłam i przycisnęłam do piersi stos kopert. Jak moja najlepsza przyjaciółka mogła trzymać coś takiego w tajemnicy przede mną? Belle naciskała, bym ruszyła dalej. A teraz odnosiłam wrażenie, że sabotowała każdą szansę na bycie razem, którą ja i Alexander mieliśmy.

– To zabawne, bo jeszcze nigdy nikt mnie tak nie zranił.

Jednak nawet po wypowiedzeniu tych słów wiedziałam, że kłamałam.

Mężczyzna, który napisał te listy, wyrządził mi krzywdę. Dlaczego tak rozpaczliwie chciałam je przeczytać?

Rozdział 3

Postanowiłam nie brać prysznica i zamiast tego zamknęłam się w swoim pokoju. Ręce mi drżały, gdy liczyłam koperty. Było ich tuzin. Nawet nie wiedziałam, od której zacząć… Ale czy to miało jakieś znaczenie? Przesunęłam palcem po moim imieniu napisanym ręką Alexandra. Dotykał tego papieru i na tę myśl wypełniła mnie tak intensywna tęsknota, że nie mogłam złapać oddechu.

Złamałam pierwszą czerwoną pieczęć i wyciągnęłam list z datą wskazującą na koniec lipca. Minęło tylko kilka tygodni, odkąd go wysłał… Tygodni, które były dla mnie niczym wieczność. Nie wiedziałam, co znajdę w tych listach. Odetchnęłam powoli i przeczytałam:

Claro,

jak to możliwe, że minęło tylko kilka dni, odkąd dotykałem cię po raz ostatni. Moje noce już nie są przepełnione koszmarami, zamiast tego śnię o tobie – o twoim ciele przyciśniętym do mnie, o twoim smaku na moim języku, gdy lizałem twoją cipkę, o twoich ustach otaczających mojego fiuta. Sen staje się dla mnie niebem. Dzień jest koszmarem, bo gdy się budzę, ciebie już nie ma.

X

Narosła we mnie nieznajoma fala pożądania, jednak szybko zmieniła się w bolesny ucisk w piersi. Jak to możliwe, że mnie podniecał i jednocześnie doprowadzał do płaczu?

Mój X. Musnęłam ustami jego podpis. Przychodził do mnie w snach, ale zawsze mnie w nich zostawiał – czasami dla innej kobiety, czasami zupełnie bez powodu. Budziłam się po takich koszmarach i leżałam z otwartymi oczami, wiedząc, że strach i rozpacz, które czułam, nie znikną wraz ze wschodem słońca. Czy gdyby moje sny były takie jak sny Alexandra, to czułabym się tak jak on? Czy walczyłabym, by nie zasnąć, gdyby Alexander kochał się ze mną we śnie? Nie wiedziałam. Nawet fantazjowanie o jego dotyku wydawało się niebezpieczne.

Głód we mnie narastał i w końcu nie mogłam się już powstrzymać – zaczęłam rozrywać kopertę za kopertą, odkrywając dziwną mieszankę emocji na stronach listów. Wiele z nich brzmiało brutalnie seksownie, jak sam Alexander. Nie miałam problemu z wyobrażeniem sobie tego, co opisywał. Alexander klęczący przede mną, moje dłonie zaciśnięte na jego jedwabistych czarnych włosach, gdy pieprzył mnie ustami. Albo to, jak biorę do ust jego twardego penisa, liżę go i ssę, aż spuszcza mi się na język.

Krew zapulsowała w mojej cipce, więc wsunęłam rękę do spodenek. Poczułam ulgę, gdy środkowym palcem przycisnęłam rozgrzany pączek. Nie potrafiłam sobie przypomnieć, kiedy po raz ostatni robiłam sobie dobrze. To musiało być, jeszcze zanim po raz pierwszy przespałam się z Alexandrem. Nie miałam na to ochoty, gdy byliśmy razem. On mnie zaspokajał. Po nim w ogóle nie miałam na nic ochoty. Tylko on potrafił doprowadzić mnie do orgazmu. A teraz robiły to jego słowa.

Wzięłam kolejny list i zaczęłam go czytać, palcem masując cipkę. Oczy wypełniły mi się łzami, które spływały po policzkach, kiedy z rozkoszy wyginałam plecy w łuk. Spijałam jego słowa, pozwalając im obmyć mnie falami szalonej przyjemności.

Mała,

nie mogę spać. Zniknęłaś z moich snów, tak samo jak z mojego życia. Piszę do ciebie z naszego domu w Notting Hill. To ciekawe, że nawet te parę miesięcy później wciąż nie mogę odpuścić. To było ostatnie miejsce, w którym cię wypełniłem. Ostatnie, w którym całowałem twoje usta. Ostatnie, w którym krzyczałaś moje imię.

Wiem, że nie czytasz tych listów. Gdyby tak było, już byś do mnie przyszła. Jak długo jeszcze będziesz z tym walczyć, Claro?

Należysz do mnie. Tylko ty. Na zawsze.

X

Wydyszałam jego imię, gdy doszłam, a świat zawalił się wokół, łamiąc mnie przy tym. Moje ciało zadrżało od orgazmu i opadłam na poduszki. Przycisnęłam list do piersi. Jak miałam się po tym pozbierać? W każdym liście obnażał przede mną swoją duszę, prawdę ukrytą w jego fantazjach. Moje ciało pragnęło obietnicy jego słów.

Dopełnienia.

Spełnienia.

Bezpieczeństwa.

Pomimo podniecenia nie mogłam zignorować pewnego braku w jego listach. Nie znalazłam żadnych bezpośrednich wyznań. Powiedział mi na setki sposobów, że coś do mnie czuł, ale nie mówił tego, co musiałam usłyszeć.

Wciąż byłam jego sekretem i wciąż oddzielała nas ściana, która z każdym dniem wznosiła się wyżej i wyżej.

Rozległo się pukanie do drzwi, a ja pośpiesznie próbowałam schować listy. Dopiero wtedy dotarło do mnie, co chciałam zrobić.

„On nie może być twoim grzesznym sekretem, Claro”.

Zostawiłam listy na łóżku i podeszłam do drzwi, by je otworzyć. Belle wcisnęła się do pokoju, lecz odwróciła się w moją stronę, gdy tylko ujrzała listy.

– Clara… – zaczęła, ale ja uniosłam ostrzegawczo palec.

– Po twoim dramatycznym wejściu wnioskuję, że Jane ci powiedziała. – Otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale pokręciłam głową. – Nie interesuje mnie twoja opinia w kwestii tych listów.

Belle osłupiała, lecz po chwili się otrząsnęła.

– I tak jej wysłuchasz!

– Jak mogłaś mi to zrobić? – zapytałam.

– Jak mogłam co zrobić? – krzyknęła płaczliwie. – Jak mogłam chronić moją najlepszą przyjaciółkę przed nieustającą krzywdą?

– Przez ostatnie dwa miesiące myślałam, że on o mnie zapomniał. – Mój gniew gotował się we mnie powoli i w każdej chwili mógł wybuchnąć.

– Nie powiedziałaś mi, co się między wami stało. Co miałam sobie pomyśleć?

– To nieprawda… – zaczęłam.

Tym razem to ona powstrzymała mnie, unosząc wypielęgnowany palec.

– Powiedziałaś mi niewiele, ale doszło do czegoś więcej. Wiem, że tak jest. On cię zniszczył… Widziałam to. I nie mogłam pozwolić, by znowu to zrobił.

– Nie masz pojęcia, co między nami zaszło!

– Więc mi powiedz! – błagała. – Powiedz mi, jak to możliwe, że jednocześnie kochasz i się go boisz. Powiedz mi, dlaczego uciekłaś! Bo nie mogę tego zrozumieć. Musiał ci coś zrobić. Patrzyłam, jak stajesz się wrakiem człowieka, i nie podoba mi się to.

– Nie jestem wrakiem! – Jej oskarżenie zabolało.

– Niech mnie szlag... Chodzisz do pracy. Przynosisz pracę do domu. Biegasz, dopóki nie padniesz ze zmęczenia. Idziesz spać. I następnego dnia to samo. Powiedz mi, kiedy ostatni raz jadłaś posiłek, nie musząc sobie o tym przypominać alarmem?

Nie odpowiedziałam, ale ona wcale nie potrzebowała odpowiedzi. I tak już ją znała.

– Jak możesz mnie winić? – zapytałam, czując, jak gorące łzy spływają mi po twarzy. – Ty tego nie łapiesz. Jedyna osoba, dzięki której wreszcie poczułam, że żyję, tak naprawdę mnie niszczy. Kiedy z nim jestem, przytłacza mnie. Kiedy go nie ma, jestem zagubiona. A więc powiedz mi, Belle, co mam robić, bo najwyraźniej znasz wszystkie odpowiedzi!

Nic nie odpowiedziała. Zamiast tego zrobiła w moją stronę niepewny krok i zamarła na chwilę, a potem otoczyła mnie ramionami. Wtedy pękłam. Trzymała mnie, a ja płakałam, już nie potrzebując informacji. Nie powiedziałam jej, co się stało z Alexandrem po całym tym dramacie z jego rodziną, że mnie nie akceptowali. Ona wiedziała, że chodziło o coś innego. Znała mnie na tyle dobrze, by wiedzieć, że posiadł mnie w pełni – moje ciało, umysł i duszę.

– Chciałam cię chronić – wyszeptała i tym razem usłyszałam w jej tonie przeprosiny.

– Dlaczego wszyscy to powtarzają tuż przed tym, jak wbijają mi nóż w serce? – wychrypiałam.

– Och, Claro. – Belle pogładziła mnie kojąco po włosach. – Myślałam, że będzie łatwiej, jeśli nie dowiesz się, że…

Odsunęłam się od niej i otarłam łzy z oczu.

– Czego się nie dowiem?

– Że on cię kocha – wyznała cicho.

– Nigdy tego nie powiedział – odparłam łamiącym się głosem, z pękającym sercem.

– Claro – powiedziała ostrożnie – pisał do ciebie codziennie, odkąd go zostawiłaś. Pamięć większości mężczyzn trwa, dopóki nie zetrą kobiecej szminki ze swojego fiuta. Wierz mi.

– Ale to nie wystarcza. – Moje słowa były tylko słabym przypomnieniem. Nie mogłam na to pozwolić, prawda?

Myśli kłębiły się w mojej głowie bez ładu i składu. Belle trzymała to wszystko w tajemnicy przede mną, ale teraz to ona popychała mnie do tego, bym zmierzyła się z jedyną rzeczą, od której chciałam uciec. To kolejny znak wskazujący na to, jak bardzo popieprzony był nasz związek – zmienił nawet uczucia Belle.

– Nie mogę ocenić za ciebie. – Przyjaciółka objęła mnie w talii. – Ale gdy będziesz decydować, pamiętaj, że musisz zacząć żyć. Nie tylko dla mnie i nie dla niego. Dla siebie. Tęsknię za tobą i kocham cię, i nie jestem jedyną osobą, która się martwi.

Spuściłam głowę i oparłam ją na jej ramieniu.

– Myślałam, że jeśli przez jakiś czas poudaję, to wszystko będzie dobrze.

– Życie tak nie działa, szczególnie jeśli chodzi o miłość. – Odsunęła się ode mnie i okręciła pierścionek na palcu. – W sumie znam odpowiedź, ale muszę zapytać: chcesz wyskoczyć na piwo?

Spojrzałam na stos listów leżących na łóżku. Za kilka godzin wciąż tu będą. Alexander ciągle gdzieś tam będzie. W ciągu ostatnich tygodni zawaliłam się pracą i ćwiczeniami, żebym nie musiała żyć bez niego. Może nie wiedziałam, czego chcę, bo nie zmierzyłam się jeszcze z takim życiem. Nie żyłam tak naprawdę.

Uśmiechnęłam się lekko.

– A mogę się najpierw umyć?

– Tak! – Jej oczy rozbłysnęły. – Nigdzie z tobą nie pójdę, dopóki będziesz tak śmierdzieć! Ale trzymam cię za słowo, Claro Bishop. Masz trzydzieści minut, potem po ciebie przyjdę.

– Pośpieszę się – obiecałam. Ciężar, który niosłam na ramionach, nawet o tym nie wiedząc, nagle zelżał. Niewykluczone, że to była tylko możliwość i nic więcej. Może jutro żaden list nie nadejdzie. Może starania zranią mnie jeszcze bardziej.

Ale nagle nie mogłam się doczekać, by zacząć żyć.

Pobliski pub był pełen ludzi. Gdy tylko dotarłyśmy do drzwi, Belle złapała mnie za rękę i pociągnęła do dwóch stołków, które właśnie się zwolniły. Zajęłyśmy szybko miejsca, zanim zbliżyła się do nich grupa ludzi. Jedna z dziewczyn obrzuciła nas morderczym spojrzeniem, ale Belle uniosła brew i uśmiechnęła się dumnie.

– Ale z ciebie drapieżnik – zawołałam, przekrzykując hałasy.

Przyjaciółka puściła do mnie oko i pomachała do barmana.

– Biorę to, co chcę.

– To mi przypomina Alexandra – przyznałam, stukając palcami o blat. On też brał to, co chciał. Chociaż w ciągu ostatnich miesięcy wykazał się zaskakującą powściągliwością. Z kolei ja zawsze się wahałam. Czy potrafiłabym wziąć to, co chciałam?

Oczywiście, musiałam tylko wymyślić, na co miałabym ochotę.

– Nie-e. – Belle pokiwała palcem karcąco i podała mi drinka. – Nie myślimy. A przynajmniej nie przez kilka następnych godzin. Żądam, byś się dobrze bawiła.

Wolałam jej nie mówić, że to również przypominało mi o Alexandrze. Zamiast tego uniosłam szklankę i stuknęłyśmy się drinkami, a następnie powoli upiłam łyk. Alkohol palił mnie w przełyku. Zakaszlałam zaskoczona jego intensywnością.

– Co to jest?

– Bourbon. – Belle uśmiechnęła się demonicznie znad swojej szklanki.

– I?

– O co ci chodzi? – zapytała. – To tylko bourbon. Wiem, że jedynym sposobem na to, byś odpuściła, jest duża ilość alkoholu.

– We mnie czy w drinku? – Powoli sączyłam bursztynowy trunek.

– W jednym i w drugim. – Dokończyła swoją porcję i skrzywiła się, a potem z hukiem odstawiła szklankę na blat. – Cholera!

Postanowiłam pójść w jej ślady, ale ledwo udało mi się wypić zawartość szklanki. Pokręciłam głową, czując ogień w ustach.

– Która z nas będzie dzisiaj tą odpowiedzialną?

Puściła do mnie oko.

– Jeśli będziemy mieć szczęcie, to żadna!

Patrzyłam, jak zamawia dwa shoty, i zastanawiałam się, czy jutro będę musiała wziąć wolne w pracy. W tempie, jakie ona dyktowała, chyba tak.

– Nie jestem pewna, czy Philip będzie zadowolony, jeśli pozwolę ci się narąbać w pubie.

– Chlanie w pubach jest wieloletnią angielską tradycją, z której można być dumnym – przypomniała mi i podała kolejnego drinka. – A Philip bardzo sobie ceni tradycję. Do dna!

Uniosłam wolną rękę, biorąc łyk.

– Spieszymy się gdzieś?

– Chcę zatańczyć, a z moich obliczeń wynika, że musisz skończyć to i wypić jeszcze jednego, zanim staniesz się wystarczająco podatna na wpływy.

– To skandal! – Położyłam dłoń na piersi, czując narastający w gardle śmiech. – Chcesz mnie upić?

– Właśnie to zamierzam zrobić – potwierdziła, wskazując na kolejnego shota. – Chcę zatańczyć.

– To mi nie wygląda na tańczący tłum – wytknęłam i opróżniłam kieliszek. Bourbon już zaczął działać, rozluźnił moje kończyny i rozgrzał brzuch.

– Ale nie tutaj – powiedziała z naciskiem. – Musimy iść do klubu.

Na myśl o pójściu do klubu zakręciło mi się w głowie i złapałam ją za nadgarstek.

– Wszędzie, byle nie do Brimstone.

Belle uniosła brew i spojrzała na mnie wyczekująco.

– Mam złe wspomnienia – dodałam. I na tym skończyłam. Belle na pewno pamiętała, że byłam tam tylko raz, i to z Alexandrem.

– I właśnie dlatego powinnyśmy tam pójść. Pieprzyć go! Idziemy się zabawić. Mam gdzieś, kim on jest, klub do niego nie należy, a poza tym wyglądasz dzisiaj zachwycająco.

Zmrużyłam oczy, kręcąc głową. Powinnam była się domyślić, że chodziło o coś więcej niż wypicie piwa, gdy rzuciła na moje łóżko skąpą czerwoną kieckę.

– Czy to dlatego nalegałaś, żebym się wyszykowała?

– Nie dopuszczę do tego, byś odzyskała swoje życie, mając na sobie adidasy i sportowe spodnie.

Znałam Belle na tyle dobrze, by wiedzieć, że to nie był jedyny powód.

– Zgoda, jeśli nie będziesz próbowała mnie z kimś umówić.

– Nigdy nie wiadomo, kiedy pojawi się ten jedyny – powiedziała i wzruszyła ramionami, a w jej oczach dostrzegłam znaczący błysk.

Pomyślałam o dniu, w którym poznałam Alexandra, o niespodziewanym pocałunku, do którego doszło, gdy oboje ukrywaliśmy się w trakcie spotkania w Klubie Oxfordu i Cambridge, o niezaprzeczalnej więzi, jaka połączyła nas od pierwszej chwili, gdy poszliśmy razem do łóżka. Uniosłam kieliszek i stuknęłyśmy się.

– Wypiję za to.

Oczekiwany strach się nie pojawił. Może to przez znaczną ilość alkoholu, która płynęła w moich żyłach – to wszystko wina Belle – a może chodziło o coś więcej: o głód, który mnie męczył, odkąd przeczytałam listy od Alexandra. Nie przyszłam tu, by się z nim zobaczyć. To nie tak. Idąc do Brimstone, chciałam się zmierzyć sama ze sobą. Ten klub miał dla mnie wyjątkowe znaczenie. To miejsce, w którym Alexander po raz pierwszy mnie ostrzegł. Widziałam wtedy mrok w jego oczach. To miejsce zbliżyło nas do siebie. Nie bez powodu wybrałam nazwę tego klubu na moje słowo bezpieczeństwa. Teraz bycie tutaj wydawało mi się niebezpieczne, ale po wielu tygodniach tęsknoty za nim pragnęłam ryzyka.

Kolejka ludzi pełnych nadziei na wejście ustawiła się przed budynkiem. Z zewnątrz trudno było zgadnąć, że to najpopularniejszy klub w Londynie. Wzięłam Belle pod ramię i minęłam kolejkę ścigana licznymi złowrogimi spojrzeniami. Wyglądałyśmy dzisiaj seksownie – ja miałam na sobie krótką czerwoną sukienkę, a Belle połyskującą srebrną na cienkich ramiączkach – ale to nie dzięki temu mogłyśmy wejść do środka.

– Może powinnyśmy iść gdzieś indziej. – Belle przyjrzała się kolejce.

– Ale ja chcę iść tutaj. – Spojrzałam przed siebie i ściągnąwszy barki, zbliżyłam się do ochroniarza.

– Jeszcze godzinę temu nie chciałaś tu przychodzić – przypomniała mi.

– To było, zanim wypiłam trzy podwójne drinki. – W tej chwili czułam się tak, jakbym mogła stawić czoła wszystkiemu. Może dzisiaj będę mieć szczęście i wpadnę na Pepper Lockwood, przyjaciółkę Alexandra z dzieciństwa i moją potencjalną rywalkę. Na tę myśl skrzywiłam usta.

– No właśnie – rzuciła Belle, wyrywając mnie z zamyślenia. – Jesteś pijana.

– A czyja to wina?

– Ja tylko chciałam, żebyś się rozluźniła, ale nie jestem pewna, czy…

– Ale ja jestem – przerwałam jej. Zatrzymałyśmy się na początku kolejki. Za nami ludzie zaczęli jęczeć i przeklinać.

– Proszę pani? – Ochroniarz założył ręce na piersi, napinając i tak ciasną koszulkę. Przekrzywił głowę w stronę końca kolejki. Belle pociągnęła mnie za ramię, a ktoś za nami zaczął gwizdać.

Przyjrzałam się twarzy mężczyzny, unosząc brew. To na pewno on otwierał mi kiedyś drzwi, gdy przyszłam się zobaczyć z Alexandrem na jego oficjalne zaproszenie.

– Przypuszczam, że mnie nie pamiętasz. Wyglądam inaczej niż kiedyś.

Sugestywnie wygładziłam sukienkę dłońmi i zagryzłam wargę dla dodatkowego efektu. Przyglądał mi się przez chwilę, a potem powoli zapytał:

– Jest pani gościem Pana X?

– Można tak powiedzieć. – Powachlowałam rzęsami, czekając, aż w końcu mnie sobie przypomni.

Wytrzeszczył oczy i wyciągnął rękę w stronę aksamitnego sznura rozciągniętego przed wejściem do klubu.

– Oczywiście. Przepraszam. Każdy z gości Pana X…

– Założyłam… – wymruczałam i przeszłam obok niego, kręcąc biodrami z nowo odnalezioną pewnością siebie. Zatrzymałam się na chwilę. – …że jest tu dzisiaj, zgadza się?

– Chyba nie, pani…

– Clara – oświeciłam go. – Tylko tym razem nie zapomnij.

– Nie zapomnę – obiecał. Przesunął wzrokiem jeszcze raz po moim ciele, a potem westchnął i odwrócił się w stronę kolejki.

Belle złapała mnie za ramię i odwróciła w swoją stronę, patrząc na mnie jak na kosmitkę.

– Co to, do cholery, miało znaczyć?

– Byłam tu już wcześniej – przypomniałam jej.

Dalej się na mnie gapiła, ale teraz dostrzegałam na jej ustach lekki uśmiech.

– Nigdy wcześniej tego nie wykorzystywałaś.

– Ale czego? – zapytałam niewinnie.

– Nie udawaj. Skorzystałaś z tego, że znasz Alexandra. A może powinnam powiedzieć: Pana X?

Wzruszyłam ramionami.

– A dlaczego miałabym tego nie robić? Przekopali mi życie i wszystko trafiło na okładki magazynów. Przynajmniej dzięki temu ominę kolejkę...

– Nie wiem, co myśleć o tej nowej Clarze Bishop – głośno zastanawiała się Belle. – Skąd ona się wzięła?

– Pewnie dzięki połowie butelki bourbona.

– No to chodźmy po kolejnego drinka, zanim zniknie. – Belle zaśmiała się i pociągnęła mnie w stronę baru. – Chyba zaczynam ją lubić.

Ja też. Od dłuższego czasu nie czułam się tak pewna siebie, ale dzisiaj wiedziałam, że jestem seksowna i silna, i nie bałam się tego pokazać. Może to tylko odwaga spowodowana alkoholem, lecz prawda pochodziła z głębi mojego serca. Przez ostatnie dziesięć tygodni wierzyłam, że mylę się w kwestii wszystkiego, co zaszło między mną a Alexandrem. Sądziłam, że to wszystko było kłamstwem. Ale różnica nie wynikała z tego, że przeczytałam jego listy. Chodziło o to, że poznałam prawdę. On mnie pragnął. To, co się stało między nami, było prawdziwe i wciąż może być. Nie byłam już tą głupią dziewczyną, która zakochała się w takim facecie jak Daniel. A on nigdy o mnie nie dbał. Chociaż nie wiedziałam, czy mój gust co do facetów się polepszył.

Oczywiście uczucia Alexandra wciąż podlegały wątpliwościom. Może to bourbon rozgrzewający mi krew, a może to przez ten niebezpośredni przekaz w jego listach, ale nie wątpiłam w to, że mu na mnie zależało.

Jednak to nie świadczyło, że możemy się dogadać. Po prostu oznaczało, że nie byłam wariatką. A przynajmniej taką miałam nadzieję.

Belle podała mi shota. Zaśmiałam się, gdy zobaczyłam, że włosy ma uklepane, a cień do powiek rozmazany. Pewnie sama nie wyglądałam lepiej.

– Za nową Clarę! – wzniosła toast, przekrzykując klubową muzykę. Pokiwałam głową i wypiłam alkohol.

Belle złapała mój kieliszek i odstawiła go na blat z trzaskiem, a potem wzięła mnie za rękę i pociągnęła na parkiet.

Nazwa Brimstone miała związek z piekłem i było tu równie gorąco. Na parkiecie tłoczyli się spoceni ludzie poruszający się w rytm muzyki. Co chwilę ktoś na mnie wpadał, ale miałam to gdzieś. Belle i ja tańczyłyśmy blisko siebie, przyciągając uwagę więcej niż kilku mężczyzn. Kiedy jakiś przystojny blondyn przycisnął się do mnie i poruszył biodrami przy moich plecach, otarłam się o niego tyłkiem, zatracona w muzyce, która skaziła moją krew i przejęła kontrolę nad moim ciałem. Belle trzymała się blisko, otaczając mnie opiekuńczo za szyję. Wiem, że w ten sposób chciała dać mi znać, że jest przy mnie, gdybym potrzebowała uciec od tego faceta, ale ja wcale o tym nie myślałam. Chciałam tylko tańczyć. Chciałam się zatracić w pulsującej fali muzyki.

Chciałam być wolna.

„Jak długo będzie to jeszcze trwać?”. Odepchnęłam od siebie tę myśl, bo nie chciałam, by popsuła mi nastrój. Teraz liczyła się tylko ta chwila i była ona prawie idealna.

Brakowało tylko jednego.

Odwróciłam się od Belle i spojrzałam w oczy nieznajomemu, z którym tańczyłam. Pomachałam mu ręką, cofając się tak, żebyśmy mogły z Belle zniknąć w tłumie. Facet uniósł ręce i zrobił smutną minę, ale ja pokręciłam głową. Nie wyglądał źle, lecz nie mogłam udawać, że inny mężczyzna wypełni pustkę we mnie. Nagle ktoś złapał go i pociągnął w tył.

Belle zacisnęła palce na moim ramieniu, gdy Alexander popchnął faceta w tłum. Zanim rozpętała się bójka, pojawił się ubrany w garnitur mężczyzna i zaprowadził faceta, z którym tańczyłam, w stronę baru. Nieznajomy oglądał się przez ramię, ale nie opierał.

Gdyby nie palce Belle wbijające mi się w ramię, pomyślałabym, że śnię. Wyrwałam się z jej uścisku, ale nie ruszyłam w jego stronę. Alexander i ja staliśmy naprzeciwko siebie, na odległość zaledwie oddechu, i patrzyliśmy sobie w oczy. Jego wzrok przeszywał mnie, rozgrzewał moją i tak gorącą krew. Wokół nas nieznajomi dalej tańczyli, a muzyka dudniła, jednak ja skupiałam się tylko na nim.

Rozejrzałam się, przerywając kontakt wzrokowy na kilka cennych sekund, by oczyścić głowę. Belle uniosła brwi, a ja uśmiechnęłam się do niej pocieszająco. Gdy się odwróciłam, on wciąż tam stał. Nie był snem. Składał się z ciała i kości. Krwi i ciepła. Chronił mnie, ale też zadręczał.

Mój pięknie niedoskonały X.

Zamarłam w miejscu. Wystarczyło, że podniósłby mnie i przerzucił sobie przez ramię. Nie opierałabym się.

Ale on ani drgnął. Zamiast tego wyciągnął rękę – to drobny gest, lecz bardzo wymowny. Dawał mi wybór. Mogłabym zaakceptować jego dłoń i opuścić to miejsce wraz z nim. Albo odwrócić się i odejść. Jednak patrząc w jego oczy, widząc jego wyciągniętą rękę i wyczekiwanie, zrozumiałam coś.

Nigdy tak naprawdę nie miałam wyboru.

Rozdział 4

Alexander rzucił się na mnie, gdy tylko zamknęły się za nami drzwi. Nawet nie miałam czasu przyjrzeć się znajomemu otoczeniu, bo on już wsunął mi ręce pod sukienkę i zmiażdżył usta w pocałunku. Byłam już wcześniej w tym pokoju, walczyłam z pociągiem do niego. Przyszłam, by uzyskać wyjaśnienie, i odkryłam coś mrocznego, czającego się za jego seksowną, ponurą fasadą. Wtedy mnie zafascynował. Wciąż tak na mnie działał, ale teraz kręciło mi się w głowie od bourbona i nagłej zmiany otoczenia.

I od niego. O Boże, zdecydowanie od niego.

Wsunęłam mu palce we włosy, gdy przycisnął mnie do ściany. Nie opierałam się, kiedy złapał za moje majtki i ściągnął je. Moja kobiecość zareagowała, nabrzmiała dzięki jego dominacji, jakby wiedziała, co zaraz się stanie. Wszystko, co wiązało się z Alexandrem – jego zapach, jednodniowy zarost na szczęce, silny uścisk palców wbijających się w moje biodra – sprawiało, że robiłam się mokra, jakby moje ciało się nawilżało w przygotowaniu na jego penisa.

Ale mimo że moje ciało reagowało ochotą, cichy głosik w głowie próbował mnie kontrolować, przypomnieć mi o ryzyku, jakie chciałam podjąć. Alexander był jak ogień – emanował żarem. Jego dotyk palił, ogrzewał moje ciało tak, że podniecenie stawało się nie do wytrzymania. Pozwoliłabym mu wziąć się wszędzie. O każdej porze. Ale zabawy z ogniem kończą się oparzeniami, a ja już wcześniej się sparzyłam Alexandrem.

Nie myślałam jasno. Nie potrafiłam, gdy on był obok. Ale i tak przez mój otępiały umysł przebijało się jedno pytanie: dlaczego tu był? Jednak jego usta całowały mnie, przesuwały się wzdłuż szyi, a potem Alexander żarłocznie wbił mi zęby w ramię i już nic mnie nie obchodziło. Byłam tutaj z nim i po raz pierwszy od kilku miesięcy czułam się kompletna. Żywa.

Moja skóra odpowiadała, wrażliwa na jego coraz bardziej niewinny dotyk: ręka pieszcząca mnie po ramieniu sprawiała, że wilgoć zbierała mi się w majtkach, muśnięcie ust na policzku wywoływało mój jęk. Dograliśmy się jak nigdy, ale nasza więź wydawała się przeładowana. Minęło zbyt wiele czasu, odkąd po raz ostatni się dotykaliśmy, i żadna niepewność czy strach nie mogły mnie powstrzymać. Przyciągały mnie do niego czysty instynkt i pierwotne pożądanie. W tej chwili nie mogłam mu odmówić.

Bo nie mogłam odmówić samej sobie.

– Pamiętasz ostatni raz, gdy tu byliśmy, mała? – Jego zachrypnięty głos doprowadził do tego, że przez moje ciało przetoczył się dreszcz oczekiwania. – Chciałem przycisnąć cię wtedy do ściany i pieprzyć, dopóki nie zaczniesz błagać, bym przestał.

Jęknęłam, gdy wsunął mi rękę do majtek. Pragnęłam, by zerżnął mnie w tej chwili; pieprzył mnie, póki jeszcze nie zmieniłam zdania; pieprzył, aż nie będę pamiętać, jak się błaga; rżnął tak mocno, że zapomnę o moich oporach.

Alexander przesunął palcami po fałdkach, a moja cipka zacisnęła się niekontrolowanie, boleśnie pragnąc dotyku.