Sekret Amishy - Sejal Badani - ebook

10 osób właśnie czyta

Opis

Jej ród skrywa sekret: tragiczną, piękną miłość.

Nowa powieść autorki bestsellera Ślad po złamanych skrzydłach to dramatyczne dzieje niesłabnącej miłości, mocy uzdrawiania i niezwyciężonej siły marzeń.

Jaya, dziennikarka z Nowego Jorku po raz trzeci doznaje poronienia. Jej małżeństwo – tak niedawno zawarte – już chyli się ku upadkowi. Aby uśmierzyć głębokie cierpienie, udaje się do Indii, gdzie mierzy się z historią własnej rodziny.

Odurzona widokami, chłonie zapachy, dźwięki i miejscową kulturę. Tymczasem Ravi – dawny służący jej babci, człowiek godny najwyższego zaufania – ujawnia sekrety sięgające czasów brytyjskiej okupacji. To dzięki niemu Jaya poznaje frapujące, romantyczne, lecz często też ściskające za serce dzieje rzutkiej protoplastki. Dowiaduje się o jej odwadze, finezji, walce, sekretnej miłości i wreszcie o tragicznym końcu niestrudzonej pionierki.

Jaya odkrywa pozostawione jej dziedzictwo oraz siłę, o którą – do tej pory – siebie nie podejrzewała.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 431

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł oryginału THE STORYTELLER’S SECRET

WydawcaUrszula Ruzik-Kulińska

Redaktor prowadzącySylwia Ciuła

RedakcjaKatarzyna Bielawska-Drzewek

KorektaJadwiga Piller

Copyright © 2018 by Sejal Badani Copyright © for the Polish translation by Maciejka Mazan, 2019

This edition is made possible under a license arrangement originating with Amazon Publishing, www.apub.com, in collaboration with Graal, Sp. z o.o.

Wydawnictwo Świat Książki 02-103 Warszawa, ul. Hankiewicza 2

Warszawa 2019

Księgarnia internetowa: swiatksiazki.pl

Skład i łamanie Akces, Warszawa

Dystrybucja Firma Księgarska Olesiejuk sp. z o.o. 05-850 Ożarów Mazowiecki, ul. Poznańska 91 e-mail: hurt@olesiejuk.pl, tel.22 733 50 10www.olesiejuk.pl

ISBN 978-83-813-9458-1

Skład wersji elektronicznej pan@drewnianyrower.com

Dla Benee Knauer. Jestem Ci dozgonnie wdzięczna za przyjaźń, przewodnictwo, wsparcie i nieustającą wiarę w tę opowieść. Jesteś naprawdę wyjątkowa. Dziękuję, najdroższa przyjaciółko.

PROLOG

LATO 2000

Dwadzieścia procent kobiet doświadcza poronienia. Z tych dwudziestu procent, aż osiemdziesiąt procent traci dziecko w pierwszych dwunastu tygodniach ciąży. Jeśli ciężarna przekroczyła trzydziestkę, jest obciążona, co najmniej, dwunastoprocentowym ryzykiem poronienia. Ryzyko zwiększa się z każdym rokiem.

Te i inne dane statystyczne potrafię wyrecytować z pamięci. Odkąd zaczęliśmy próbować, nieustannie sprawdzam je w sieci. Od pięciu lat. Niezliczone godziny w bibliotece i w internecie w poszukiwaniu nowych badań albo informacji o leku, który zwiększa szanse na donoszenie ciąży i urodzenie zdrowego dziecka. Ale efekt jest zawsze ten sam. Na każde urodzone dziecko przypada kilka innych, które nie dotrwają do porodu. Na każdą kobietę, która kołysze płaczące dziecko, przypada inna, która płacze, bo nie może go kołysać. Na każdą parę, której uda się powiększyć rodzinę, przypada inna, która nigdy nie pozna smaku rodzicielstwa.

Wpatruję się w zdjęcie USG, ściskam je kurczowo, obracam do góry nogami. Nauczyłam się na pamięć czarno-białych smug, które otaczają jedyną fotografię mojego dziecka, jaką będę miała. Dodaję jego portretowi niewidocznych kolorów i wyobrażam sobie, że płyn, w którym się unosiło, był czysty i przejrzysty jak woda w wannie. Jestem przekonana, że zgrzyt kół pociągu, którym codziennie dojeżdżam do pracy, brzmiał dla mojego dziecka jak muzyka, kołysząca je do snu. A strach, który przeszywał każdą komórkę mojego ciała, nie docierał do macicy. Moje dziecko żyje w świecie radości i szczęścia, pewne swojej przyszłości.

– Jaya. – Drzwi gabinetu uchylają się odrobinę i praktykantka Elizabeth zagląda do środka. – Dzwoni Patrick. – Spogląda z zaskoczeniem na mój telefon, na którym migają dwie lampki. – Usiłowałam go przełączyć, ale nie podnosisz słuchawki.

– Przepraszam, pracowałam nad artykułem. – Elizabeth spogląda na pusty ekran, ale nic nie mówi. W rzeczywistości nie słyszałam dzwonienia telefonu ani jej pukania. – Już odbieram. – Odczekuję, aż Elizabeth zamknie drzwi i podnoszę słuchawkę. – Patrick?

– Cześć, skarbie.

Znam jego głos jak własny. Jesteśmy parą od studiów, małżeństwem od ośmiu lat, więc wychwytuję każdą zmianę jego tonu i wiem, co oznacza. Te szybkie słowa na powitanie świadczą, że Patrick wpatruje się w ekran, przytrzymując słuchawkę ramieniem. Jest późne popołudnie, więc pewnie pije piątą kawę. Na studiach prawniczych postanowił ją odstawić i udało mu się, ale kiedy został wspólnikiem w największej nowojorskiej kancelarii, zwiększył dzienną dawkę do sześciu, ośmiu filiżanek.

– Masz ochotę na chińszczyznę? – W tle słyszę klikanie klawiszy i szelest papierów. – Albo możemy iść w hamburgery z frytkami. Jak zwykle – dodaje przekornie.

Byłby to czwarty raz w tym tygodniu, bo przez te czternaście tygodni ciąży mam ochotę tylko na hamburgery. Poprzednim razem jadłam wyłącznie włoskie dania, a jeszcze wcześniej nieustanne mdłości zupełnie odebrały mi apetyt.

– Patrick… – Zaciskam palce na zdjęciu. Drugą ręką wgniatam sobie boleśnie słuchawkę w ucho. – Ja… – Milknę, nie wiem, jak to powiedzieć.

Klikanie cichnie, oddycha głęboko.

– Jaya? – W jego głosie słyszę rozpacz, od której zaciska mi się gardło. On już wie, rozumie bez słów. – Dzwoniłaś do doktora?

– Jeszcze nie – szepczę.

– Kiedy zaczęłaś krwawić? – Patrick zmienia ton na taki, jakim mówi na sali sądowej, a mój głos słabnie z każdą chwilą i staje się niedosłyszalny. To nasz taniec, którego nauczyliśmy się z konieczności, nie z wyboru. Przy każdym kroku ja upadam, a on jest silniejszy.

Nie sądziłam, że taka się stanę, ale już wiem, że życie rzadko upływa zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Patrick jest wyjątkiem. W jego życiu wszystko funkcjonuje zgodnie z planem. Urodzony prawnik, rozkwita w starciu z groźnymi sędziami i nieprzekonanymi ławnikami. Za sprawą klasycznej urody, głębokiego głosu i przenikliwej inteligencji wygrał tyle spraw, że został najmłodszym wspólnikiem w dziejach kancelarii. I dokładnie tak to sobie zaplanował, odbierając dyplom prawnika.

Ja natomiast wybrałam dziennikarstwo. Dzięki miłości do słowa pisanego, wspartej obsesją na punkcie faktów i liczb, doskonale nadaję się do tego zawodu. Choć matka spytała mnie z rozczarowaniem, dlaczego dziennikarstwo, a nie medycyna.

– Dwie godziny temu – przyznaję.

Czekam na jego reakcję, żeby zobaczyć, jaką rolę przyjmie tym razem: prawnika, mężczyzny czy ojca w żałobie.

– Spotkamy się u lekarza – mówi sucho.

Nadal jest prawnikiem. W tym trybie będzie mógł zatracić się w medycznych szczegółach poronienia i znaleźć w sobie akceptację tej sytuacji, której ja nie odnajdę. Zazdroszczę mu tej siły, chciałabym ją mieć, ale to niemożliwe.

– Do zobaczenia. – Przerywam połączenie, zanim któreś z nas coś jeszcze powie. Zdjęcie wkładam do kieszeni spodni, nie potrafię się z nim rozstać.

Przesuwam dłonią po brzuchu i czekam na znak, że nie dzieje się nic złego. Że nie ma potrzeby pędzić do lekarki i martwić się o to, co powie. Wmawiam sobie, że dziecko jest bezpieczne w moim łonie. Stoję i czekam. Nic, żadnej wskazówki, więc wsuwam krzesło pod biurko i wyłączam komputer. Wciskam wyłącznik światła i wychodzę.

*

Usiłuję oprzytomnieć po znieczuleniu. Gwałtownie mrugam. Powoli skupiam wzrok na Patricku, rozmawiającym w kącie z lekarką.

– Niech leży w łóżku przynajmniej tydzień – mówi ona. – Nie wolno jej podnosić nic ciężkiego ani się wysilać.

– Kiedy możemy znowu spróbować? – pytam, przezwyciężając osłabienie. Oboje odwracają się, zaskoczeni, że nie śpię. – Za ile miesięcy?

Zerkają na siebie, co znaczy, że już o tym rozmawiali.

– Kochanie, skupmy się na razie na twoim zdrowiu. – Patrick podchodzi i głaszcze mnie po głowie.

– Proszę… ile? – wydobywam z siebie połamane słowa jak kawałki zbitego szkła.

Przed tą i poprzednią ciążą czekaliśmy pół roku. Patrick chciał dłużej, ale ja się niecierpliwiłam, rozpaczliwie pragnąc dziecka do kochania. Każda ciąża wymaga miesięcy przygotowań do in vitro: zastrzyków, leków, szczegółowego śledzenia cyklu. Każde poronienie było porażką, z którą musiałam się pogodzić i której nie potrafiłam zrozumieć.

– W trakcie łyżeczkowania doszło do przebicia ściany macicy. – Lekarka zerka w kartę, po czym spogląda na mnie. – To się rzadko zdarza, ale jednak.

Ogłusza mnie szok. Odruchowo spoglądam na Patricka, który wpatruje się w jakąś plamę na ścianie. Ściska mi dłoń – jedyna oznaka cierpienia. Moja ręka leży bezwładnie w jego uścisku.

– Udało się zaszyć? – Rozpacz chwyta mnie za gardło, wydusza z płuc powietrze.

– Tak. – I jakby chodziło o projekt naukowy, lekarka krótkimi, pozbawionymi emocji słowami opisuje moją przyszłość. – To było małe draśnięcie. Powinna pani dojść do zdrowia bez komplikacji.

– Co to dla mnie oznacza?

– Że musi pani zaczekać co najmniej rok – oznajmia lekarka z bezwzględnością, której nie mogę zaakceptować. – Będziemy sprawdzać, czy wszystko się zagoiło, ale taki właśnie okres zaleca się w większości przypadków.

– Muszą być jakieś inne możliwości. – Desperacja zaciska się wokół mnie jak pętla, aż drętwieje mi całe ciało. Po trzech poronieniach i ogromnej fali emocji bezskutecznie szukam jakiegoś koła ratunkowego. – Czy są jakieś leki, które przyspieszą powrót do zdrowia?

– Jaya… – Patrick przeczesuje dłonią włosy. Wzdycha głęboko i dodaje: – Porozmawiamy później, dobrze?

Nie czekając na moją odpowiedź, szepcze coś do lekarki. Ta kiwa głową i wychodzi. Odprowadzam ją wzrokiem, mnąc w palcach szpitalne prześcieradło. Tylko to zdradza moją rozpacz.

– Jak się czujesz? – Patrick przysiada na brzegu łóżka.

Ostry ból przeszywa mi brzuch i miednicę. Po każdym poronieniu lekarze podają dziesiątki powodów, dlaczego moje ciało nie chce donosić ciąży, ale nikt nie znajduje żadnego rozwiązania problemu.

– To miał być prosty zabieg… – Obliczam, ile zajmie kolejna runda przygotowań do in vitro, zanim nastąpi transfer. Z desperacji decyduję się na zmianę postępowania. – Trzeba zasięgnąć opinii innego lekarza. Może nie musimy czekać całego roku.

– Kochanie… – Patrick czeka, aż spojrzę mu w oczy i dopiero wtedy dodaje: – Powinniśmy najpierw skupić się na twoim zdrowiu. O resztę będziemy się martwić później.

– Popytam o innych lekarzy i znajdę najlepszego. – Prawie go nie słyszę, pochłonięta planami. To mi pomaga oderwać się od myśli o rzeczywistości. – Tata powinien kogoś znać.

– Nie chcę, żebyśmy zwracali się do kolejnego doktora – mówi powoli Patrick.

– Dlaczego? – Zaniepokojona brakiem odpowiedzi, siadam na łóżku.

– Bo nie wiem, czy nadal tego chcę.

JAYA  

1

Gdy miałam pięć lat, poprosiłam mamę o psa. Rasa ani wielkość nie miały dla mnie znaczenia. Chciałam mieć kogoś do kochania i przytulania. Mama zrobiła mi niespodziankę i trzy dni później czekał na mnie szczeniak. Był cudowny. Zabierałam go wszędzie, spał ze mną co noc. Parę miesięcy później uciekł z podwórka i zaginął. Siedziałam na łóżku i płakałam godzinami, a mama stała w progu mojego pokoju i patrzyła na mnie bez słowa. W końcu usnęłam, wyczerpana rozpaczą. Następnego ranka zauważyłam, że mama przykryła mnie w nocy kocem i wyłączyła światło. Nigdy nie wspomniała ani słowem o mojej stracie.

*

Patrzę na wodę, która rozbija się o kamienie. W oddali wyje syrena; statek sunie przez rzekę Hudson. Otulam się mocniej kurtką. Kilogramy, których mi przybyło w ciąży, stopniały. Zabrały mi upragnione ciepło. Lodowaty podmuch przedziera się przez wełnę i wywołuje dreszcze.

Zdejmuję ciemne okulary i unoszę twarz ku słońcu, które przeziera zza chmur. Dopiero październik, ale temperatura już wyraźnie spadła. To ostrzeżenie, że wkrótce nadejdzie zima. Nie boję się chłodu i śniegu. Dzięki nim będę mogła ukryć pod warstwami ubrań ciało, schować je przed światem. Nie zawsze byłam taka, rzadko wybierałam samotność, ale też nigdy nie wyobrażałam sobie, że moje życie będzie tak wyglądać.

Wsuwam dłonie pod uda i opieram się plecami o ławkę. Siedzę, słucham samochodowych klaksonów i syren statków, które uwalniają mnie od wiecznie brzmiącego w mojej głowie echa smutku.

– Przepraszam za spóźnienie.

Nie odwracam się.

– Wszystko w porządku – mówię, choć oboje wiemy, że kłamię. Nic nie jest w porządku i nie wiem, czy kiedykolwiek będzie. – Jak w pracy?

– Wszystko w porządku.

Staliśmy się ludźmi, którzy powtarzają po sobie słowa? Patrick siada obok. Ciemne włosy falują mu na wietrze. Opatulił się szalikiem, który kupiłam w zimie dwa lata temu. Kupowanie mu rzeczy przychodziło mi naturalnie. Znam jego ulubioną markę butów, deseń krawatów, jaki lubi i najbardziej twarzowy krój marynarki. Pomiędzy fazą zalotów a małżeństwem poznajemy się nawzajem, ale nawet najdłuższy wspólnie spędzony czas nie uczy, jak radzić sobie z rozpaczą.

– Dobrze. – Znowu spoglądam na rzekę i zastanawiam się, czy znajdę odpowiedzi w jej głębi. – To dobrze.

Patrick przykrywa moją dłoń swoją i nasze palce odruchowo się splatają. Nieufnie zerkam na niego. Zabieg miałam trzy miesiące temu. Od tego czasu prawie ze sobą nie rozmawiamy.

– Pamiętasz ten pierwszy dzień na trzecim roku studiów? – Patrick nie czeka na moją odpowiedź. – Weszłaś do klasy w koku, z którego sterczał ołówek. Miałaś na sobie podarte dżinsy i bluzę z napisem: Jeśli pierwszy raz się nie udał, skoki ze spadochronem nie są dla ciebie.

– Uwielbiałam tę starą szmatę. – Wyrzuciłam bluzę, gdy po studiach zamieszkaliśmy razem. W rękawie zrobiła się dziura, która stopniowo powiększyła się aż do ramienia. – Nie byłeś wielkim fanem spadochroniarstwa.

– Jakże niesłusznie pozwoliłem ci wybrać miejsce naszej drugiej randki. – Patrick mocniej ściska moje palce. Nie potrafię się powstrzymać, odwzajemniam uścisk, chłonę ciepło jego ciała. – Gdybym tylko wiedział…

– Odmówiłbyś? – Zaskoczona, spoglądam mu w oczy i czekam na odpowiedź. Widziałam, że był tego dnia zdenerwowany, ale włożył skafander i wyskoczył z samolotu bez słowa protestu.

– A poszłabyś wtedy na trzecią randkę?

– Uwielbiałam te skoki – przyznaję. Po raz pierwszy skoczyłam na pierwszym roku studiów, to był zakład. Dla takiej grzecznej dziewczynki jak ja to dobry sposób na przełamanie codziennej rutyny. Skoki stały się moim narkotykiem, naturalnym odlotem. – Byłoby kiepsko, gdybyś odmówił.

– Wobec tego cieszę się, że nie odmówiłem. – Kiwam głową, rozumiejąc czego nie powiedział, wiem że nie żałuje tych wszystkich wspólnych lat. – Od lat nie skakałaś – przypomina.

Rzeczywiście. Nie skakałam, odkąd zaczęliśmy starać się o dziecko. Po pierwszym poronieniu Patrick prosił, a potem błagał o rozmowę, ale nie byłam na to gotowa. Skupiłam się na ponownym zajściu w ciążę – pewna, że to lek na wszelkie zło, które przyniosło pierwsze poronienie. Ale każda kolejna klęska coraz bardziej odsuwała nas od siebie.

– Powinnaś znowu zacząć – stwierdza Patrick. – Tak bardzo to kochałaś.

– Czasami miłość to za mało, prawda? – Oboje wiemy, że nie mówię o spadochroniarstwie. Patrick puszcza moją dłoń i choć tak bardzo chcę go zatrzymać, pozwalam mu się odsunąć. – Znalazłeś mieszkanie?

Rozstawaliśmy się etapami. Po zabiegu Patrick zaczął sypiać w pokoju gościnnym. W weekendy wybierał się z kumplami na wycieczki albo odwiedzał rodzinę na Florydzie. Spytałam w końcu, czy to separacja. Gdy odpowiedział, że szuka mieszkania, znowu coś we mnie pękło, coś już nadwątlonego, ale nie odezwałam się ani słowem.

– Tak. – Jego odpowiedź jest ledwie słyszalna. – Dwie ulice od ciebie. Jedna sypialnia. Będę wynajmował je przez pół roku, zanim znajdę coś na stałe.

Chcę wierzyć, że Patrick został tak blisko z mojego powodu, ale logika podpowiada, że to z wygody. Z obecnego mieszkania możemy chodzić piechotą do pracy i do wszystkich naszych ulubionych knajpek. Ciekawe, czy spotkam go w osiedlowej restauracji, albo zobaczę w niedzielny poranek czytającego gazetę w kawiarni, w której można dostać bajgle prosto z pieca, a właściciel wie, które lubimy. Patrick lekko przypieczone i z dużą ilością sera, a ja…

– Jaya? – Po jego tonie poznaję, że powtórzył moje imię co najmniej raz.

– Przepraszam. – Pocieram skroń, żeby wrócić do rzeczywistości. – Na chwilę odpłynęłam. – Odwracam się, nie chcę zdradzać mojej tajemnicy, że te odloty zdarzają się coraz częściej. – Co mówiłeś?

– Powiedziałaś rodzicom? – Patrick waha się przez chwilę. – O nas.

– Tak. – Rozcieram napięty kark i dopiero po chwili odwracam się do niego. – Dzwoniłam do nich w zeszłym tygodniu. – Przed nami powoli przepływa statek, a ja odtwarzam w pamięci tę rozmowę. – Tata spytał, jak sobie radzę, mama milczała.

– Jaya… – zaczyna Patrick, ale przerywam mu gestem.

– Jadę do nich na weekend. Wszystko im wyjaśnię.

– Mam pojechać z tobą? – Spogląda mi prosto w oczy. – Pomóc im zrozumieć.

Patrick jest synem, którego mój ojciec się nie doczekał. Matka, choć była przyjazna i wydawała się zadowolona z naszego związku, traktowała go z dystansem – jak wszystkich.

– To bez znaczenia. – Mimo że Patrick stara się mi ulżyć, oboje wiemy, że to nie zmieni postawy matki. – I tak nie będzie chciała o tym rozmawiać.

Patrick zaciska usta i wiem, że powstrzymuje jakieś słowa. Przepaść między nami pojawiła się, gdy zaczęliśmy starać się o dziecko. Po latach leczenia i zabiegów in vitro on zaczął się odsuwać, a ja niecierpliwić. Każda dyskusja dotyczyła tego, jakie kolejne kroki powinniśmy podjąć, aby doprowadzić do poczęcia. Kiedy w końcu po raz pierwszy nam się udało, miałam wrażenie, że te miesiące rozłamu nigdy nie miały miejsca. Świętowaliśmy razem i marzyliśmy o nowym członku rodziny. Gdy dwanaście tygodni później doszło do poronienia, ja się rozsypałam, a on się odsunął. Moja rozpacz pożarła wszystko, nie zostawiła miejsca na nasze małżeństwo i na niego. Tak się rozpoczął cykl, który przeprowadził nas przez dwa kolejne poronienia.

Patrick wstaje i mocniej otula się szalikiem, odgradza się ode mnie.

– Pod koniec weekendu wpadnę po resztę rzeczy.

– Będę w domu. – Choć Patrick nadal ma klucz, traktuję go już jak nieproszonego gościa.

– To do zobaczenia.

Chcę go poprosić, żeby został, ale słowa ulatują. Robi mi się sucho w ustach i wypowiedzenie zdania staje się niemożliwe. W oczach mam palące łzy, ale nie spływają po policzkach. Odprowadzam Patricka wzrokiem, aż znika. Wówczas odwracam się i patrzę na rzekę. Gdy zapada ciemność, wzywają mnie światła miasta i ruszam w długą drogę do domu.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Podziękowania

Mark Gottlieb – jestem ci dozgonnie wdzięczna za dzień, w którym nawiązaliśmy współpracę. Jesteś bezcenny i czuję się dzieckiem szczęścia, mogąc z tobą pracować. Mam nadzieję na trwającą całe życie przyjaźń i wiele wspólnych książek.

Danielle Marshall – dzięki tobie wydawanie książki za każdym razem jest radosnym wydarzeniem. Za twoją sprawą uwierzyłam w tę historię. Dziękuję za twoje słowa mądrości i zachęty.

Gabe i Author Team – dziękuję za to, co robicie, w tym za wasze zakulisowe starania, które wszystko scalają w tak bezszwowy sposób. Bardzo to doceniam.

Dennelle Catlett – serdecznie ci dziękuję za cały twój wysiłek, by książki trafiały do czytelników. Jestem ci głęboko wdzięczna.

Tanya Farrell – nie mogę się doczekać współpracy z tobą. Dziękuję z góry za wszystko, co zrobisz.

Sarahlou C. – Dziękuję, przyjaciółko, za twoje subtelne zrozumienie i za to, że zawsze służysz mi pomocą, bez względu na wszystko. Jesteś głosem spokoju i rozsądku, gdy najbardziej tego potrzebuję. Kocham cię jak siostrę – ale o tych szalonych wakacjach nadal nie ma mowy :-).

Tiffany Y. Martin – twoja przenikliwość i pomysły są bezcenne. Za każdym razem sprawiasz, że opowieść staje się lepsza. Dziękuję, że praca z tobą jest zawsze czystą przyjemnością.

Nicole Pomeroy, Sara Addicott, Jane Steele i Nicole Brugger-Dethmers – dziękuję wam za wysiłek, pomysły i poprawki, dzięki którym ta książka mogła zabłysnąć. Za waszą sprawą stała się o wiele lepsza.

Do czytelników – dziękuję, że czytacie tę historię. Nie mam słów, by wyrazić moją najgłębszą wdzięczność.