SEaNS ŻYCIA. Opowiadania z treścią - Agnieszka Dydycz - ebook

SEaNS ŻYCIA. Opowiadania z treścią ebook

Agnieszka Dydycz

3,9

Opis

Ludzie są na tyle szczęśliwi, na ile sobie pozwolą, powiedział kiedyś Abraham Lincoln.

A Ty? Na ile sobie dzisiaj pozwolisz?

Poznaj siedem barwnych opowieści i ich bohaterów – czasem odważnych, czasem mniej, ale zawsze dzielnych. Tutaj nikt nie czeka, aż ktoś spełni jego marzenia, nikt nie udaje Śpiącej Królewny, ani jej wybawiciela, Księcia, tylko sam szuka swojego szczęśliwego zakończenia. Wytrwale, dzień po dniu, i nie zawsze według sztywnego scenariusza. Bo życie… lubi nas od czasu do czasu zaskoczyć, prawda?

Dlatego warto poznać swój „SEaNS ŻYCIA”. Aktualny, prawdziwy i niepowtarzalny. Posłuchaj, wzrusz się i uśmiechnij, a potem się odważ. Wstań z fotela, rozejrzyj się dookoła i zacznij żyć w swojej własnej bajce. Szczęśliwe zakończenie czeka także na ciebie!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 75

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,9 (13 ocen)
5
3
4
1
0

Popularność




Agnieszka Dydycz

SEaNS ŻYCIA

Opowiadania z treścią

Warszawa 2020

Ludzie są na tyle szczęśliwi, na ile sobie pozwolą.

Abraham Lincoln

Opowiadanie I

Seans życia

Ulicą idzie para.

Ona i on, i właściwie nie idą, tylko biegną chodnikiem. Wyraźnie dokądś się, bo raz po raz jedno z nich zeskakuje na jezdnię, żeby wyminąć zbyt powolnego pieszego lub dziecko na rowerze. Byle jak najszybciej do przodu, byle nie zwalniać...

– Łucja, pospiesz się – woła on, zawsze jeden krok przed nią.

– Biegnę, przecież widzisz, że biegnę, Piotrusiu – odpowiada zdyszana ona, jednocześnie patrząc czujnie pod nogi.

Dzisiaj po raz pierwszy założyła swoje nowe i drogie buty w kolorze indygo i za nic w świecie nie chciałaby wejść w psią kupę, szczególnie że sprint na obcasach to wymagająca dyscyplina sportowa. Łucja jest więc już nieco zmęczona i mocno zestresowana. Najbardziej chyba nieustannym poganianiem i zrzędzeniem męża.

– Ruchy, Łucja, ruchy! Gdybyś się nie grzebała, wyjechalibyśmy wcześniej! Ale nie, ty zawsze masz czas, a potem wszystko na ostatnią chwilę – Piotr wbija jej kolejną szpilę.

– Mogliśmy wziąć taksówkę. Albo przynajmniej zaparkować gdzieś bliżej, nie musielibyśmy teraz gnać taki kawał – nie pozostaje mu dłużna.

Już w momencie, w którym wypowiadała ostatni wyraz, Łucja uświadomiła sobie, że nie powinna była się odzywać. Jej słowo przeciwko jego słowu zawsze uruchamiało lawinę wzajemnych pretensji, które trudno było potem zatrzymać. Jednak coś ją podkusiło i... poszło! A może była to po prostu zwykła ludzka reakcja na zmęczenie i zdenerwowanie? Ciekawe, że przez chwilę nawet jej ulżyło, lecz tylko do kolejnej odpowiedzi Piotra.

– Nie gadaj, tylko biegnij, nikt nie będzie na nas czekał – rzucił, jakby

w ogóle nie dotarły do niego jej utyskiwania. – Muszę tam być. Muszę! To moja ostatnia szansa, przecież wiesz!

Oczywiście, że wiedziała.

Przez ostanie trzy lata przeżyła co najmniej pięć podobnych ostatnich szans Piotra, ale tym razem wyjątkowo się z nim zgadzała – ta naprawdę będzie ostatnia. Lata lecą, mody się zmieniają, a starych zastępują młodzi. Bardziej odważni i jeszcze bardziej bezczelni, którzy o wiele skuteczniej potrafią przekonywać potencjalnych sponsorów i dbać o swoje interesy. Na każdym kolejnym festiwalu filmowym pojawiał się nowy, obiecujący przedstawiciel młodego pokolenia, a Piotr... Cóż, on niestety nie był już ani młody, ani obiecujący od co najmniej dziesięciu lat. Trzeba mu przyznać, że nadziei jeszcze nie stracił i ciągle próbował walczyć, ale co z tego. Nawet, gdy zgłaszano jego filmy do konkursów, zawsze wygrywał ktoś inny. Jednak teraz miało być inaczej, bo dzisiaj to on miał zostać wyróżniony. Nareszcie! Co prawda, nie wiedział tego na pewno, ale wróble na dachu ćwierkały... Producent też miał swoje kontakty, więc Piotr już niemal widział tę scenę triumfu, ten idealny wymarzony kadr w swoim zawodowym życiorysie.

Oklaski, wiwaty, uśmiechy i przymilanie się, poklepywanie po plecach...Brawo, zasłużyłeś sobie, chłopie! Jesteś wielki, rewelacja, stary! Super sprawa, gratulacje! Świetna robota, mistrzu. Zawsze w ciebie wierzyłem, może teraz razem coś zrobimy?

O, taki komentarz byłby dla niego najlepszą nagrodą za te wszystkie lata żebrania o kasę na kolejne projekty. Wizja zwycięstwa i smak spodziewanego triumfu wyraźnie dodały Piotrowi mocy, więc znowu przyspieszył.

Łucja goniła za nim resztkami sił i to dosłownie, nie w przenośni.

Nagle na jej drodze pojawił się starszy mężczyzna. Wyrósł przed nią niespodziewanie, niczym spod ziemi. Postawny, ze starannie ułożoną grzywą białych włosów, w eleganckim garniturze i lekko niebieskiej koszuli z krawatem w kolorze ciepłego bordo. Zatrzymał ją subtelnym gestem ręki, a ona odruchowo stanęła. Jej mąż zauważył to kątem oka, więc natychmiast zrobił półobrót, gotów do interwencji.

– Łucja, nie zatrzymuj się, bo... – zaczął ponaglająco, ale nie skończył.

– Dobry wieczór, państwu – przerwał mu starszy pan, kłaniając się najpierw jej, a potem jemu. – Czy chcieliby państwo otrzymać ode mnie wzór na szczęście?

Zniecierpliwiony Piotr omiótł go niechętnym wzrokiem, po czym bez wahania odepchnął od siebie. Niezbyt mocno, jednak na tyle stanowczo, że mężczyzna stracił na moment równowagę. Zachwiał się i oparł o ścianę budynku.

Piotr w ogóle się tym nie przejął. Złapał Łucję mocno za rękę i zdecydowanym ruchem pociągnął za sobą, a odchodząc, rzucił jeszcze za siebie za siebie z wyraźnym przekąsem:

– Odczep się pan! I nie przeszkadzaj, bo ja właśnie gonię swoje szczęście!

Łucji zrobiło się i przykro, i głupio jednocześnie. Starszy pan mocno ją zaintrygował, a poza tym nie lubiła, gdy Piotr zachowywał się jak cham. Nawet jeśli myślał, że staje w jej obronie! Sama potrafiła o siebie zadbać, a poza tym nie stało się nic takiego, co mogłoby usprawiedliwić agresywne zachowanie jej męża.

Odwróciła się i posłała starszemu mężczyźnie przepraszający uśmiech.

– Bardzo pana przepraszam! – krzyknęła i pomachała do niego ręką. – Naprawdę nie mamy czasu, spieszymy się, ale kiedyś chętnie z panem porozmawiam!

Mężczyzna wyprostował się, poprawił krawat i wygładził poły garnituru. Odwzajemnił uśmiech i również pomachał jej ręką i tyle Łucja go widziała. Zresztą i tak cała jej uwaga znowu była skupiona na wysokich obcasach, które co chwilę utykały w szczelinach pomiędzy płytami chodnika. Dobrze, że dobiegali już do przejścia dla pieszych. Ostatniego przed placem Teatralnym i znajomym gmachem Opery – celem ich szalonej gonitwy.

Niestety, znowu mieli pecha... Zaświeciło się czerwone światło i musieli zatrzymać się na skraju chodnika. Samochody ruszyły z szumem, Piotr przebierał nerwowo nogami, ale Łucja była wdzięczna losowi za tę nieoczekiwaną przerwę w biegu. Nareszcie mogła złapać oddech.

Ostatni etap, pomyślała odruchowo, spoglądając na zegarek.

Zdążymy, pomyślał w tym samym momencie Piotr, byle tylko zapaliło się to cholerne zielone światło!

I wtedy...

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.