Scooby-Doo! I Wampir - James Gelsey - ebook + książka

Scooby-Doo! I Wampir ebook

James Gelsey

4,2
9,99 zł

lub
Opis

W eleganckim hotelu Brickstone ma się odbyć wielka aukcja cennych przedmiotów. W czasie wieczoru poprzedzającego aukcję charytatywną w hotelu trwają gorączkowe przygotowania do imprezy, w których uczestniczą członkowie Tajemniczej Spółki. Tak się składa, że tego wieczoru przypadło święto Halloween. Wszędzie pełno jest roześmianych przebierańców. Ale oto jeden z halloweenowych wampirów kradnie zabytkowy medalion pochodzący z Transylwanii, ojczyzny Draculi. O zgrozo! To chyba nie jest żart! Organizatorzy aukcji są przerażeni zniknięciem cennego klejnotu. Czy Scooby-Doo i jego przyjaciele zdołają zdemaskować fałszywego przebierańca?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 31

Popularność




Rozdział 1

– Dawajcie ciacha albo napędzę wam stracha! – warczał Scooby, siedząc na tylnym siedzeniu Wehikułu Tajemnic ipodstawiając pod nos siedzącym zprzodu przyjaciołom papierową torbę zsupermarketu.

– Wybacz, Scooby, ale nas na to nie nabierzesz – odparł Fred.

– Auuuuuuuuuu! – żałośnie zawył Scooby.

– Nie przejmuj się, stary – pocieszał go Kudłaty. – Zdążymy się jeszcze dziś zabawić w„dawaj ciacha”. Mamy przed sobą cały halloweenowy wieczór.

– Tak, imnóstwo czasu, by napełnić słodyczami tę wielką torbę – dodała Velma.

– Jeśli sądzisz, że torba Scooby’ego jest wielka, to spójrz na moją – powiedział Kudłaty, wyciągając spod siedzenia wielki zielony worek ozdobiony halloweenową dynią. – To dopiero jest prawdziwa ciachowo-strachowa torba.

– To mi przypomina raczej worek na śpiwór – zauważyła Daphne.

– Nazywaj sobie moją torbę, jak chcesz – burknął Kudłaty. – Dla mnie najważniejsze jest to, że dużo może się do niej zmieścić.

Fred zatrzymał Wehikuł Tajemnic na parkingu przed jakimś wysokim budynkiem.

– Jesteśmy na miejscu – oznajmił. – Oto hotel Brickstone.

– Na szczęście nie spóźniliśmy się – dodała Velma.

– Na co się nie spóźniliśmy? – zainteresował się Kudłaty.

– Na „dawaj ciacha albo napędzę ci stracha”? – zgadywał Scooby, radośnie machając ogonem.

– Nie, Scooby, nie przyjechaliśmy tutaj, żeby się bawić – odparła Daphne. – Nie pamiętacie? Obiecaliśmy pomóc wodbywającej się tu dziś wieczorem aukcji charytatywnej.

– Aaa, no tak – przyznał Kudłaty. – Ale potem przejdziemy się ze Scoobym po hotelu izabawimy się w„dawaj ciacha”.

– Musicie tylko pamiętać, że to jest bardzo elegancki hotel – ostrzegła ich Daphne – inie możecie tu rozrabiać.

– Rozrabiać? My? No wiesz! – obruszył się Kudłaty. – Wtakim eleganckim hotelu?

– Wiem, wiem. Wy zawsze jesteście grzeczni – zażartowała Daphne.

Daphne, aza nią Velma iFred przeszli przez obrotowe drzwi izniknęli wewnątrz hotelu.

– Jesteś gotowy na kręciołka? – zapytał Scooby’ego Kudłaty.

Scooby kiwnął głową iobaj weszli pomiędzy obracające się skrzydła drzwi. Nagle Scooby potknął się iz impetem wpadł na przeszklone skrzydło znajdujące się przed nim, co sprawiło, że drzwi natychmiast zaczęły obracać się dwa razy szybciej. Kudłatemu udało się wyskoczyć spomiędzy pędzących szklanych ścianek do wnętrza hotelowego holu, lecz Scooby znalazł się wpułapce. Drzwi obracały się szybciej iszybciej.

– Kudłaty! Na pomoc! – wołał Scooby, wirując niczym wszklanym bączku.

Jakiś młody człowiek, ubrany wkowbojski strój, podszedł do drzwi iprzez chwilę przyglądał się kręcącemu się wkółko Scooby’emu. We właściwym momencie błyskawicznie wetknął rękę między skrzydła obrotowych drzwi iwyciągnął Scooby’ego.

– Dzięki! – Kud­łaty zwrócił się z wdzięcznością do nieznajomego, po czym poklepał Scoo­by’ego po głowie.

– Żyjesz, piesku? – zapytał ztroską wgłosie.

– Amówiliście, że nie będziecie sprawiać kłopotów – powiedziała Daphne, zwyrzutem patrząc na Scooby’ego.

Scooby pokornie zwiesił głowę iburknął zawstydzony:

– Przepraszam.

– No już dobrze – Daphne podrapała Scooby’ego za uszami. – Wiem, że trudno jest przejść przez takie obrotowe drzwi na dwóch nogach, aco dopiero na czterech – dodała pojednawczo. – Ateraz chodźmy wreszcie na tę aukcję, bo jeszcze sobie pomyślą, że nie dotrzymaliśmy obietnicy.

– Tylko tym razem naprawdę postarajcie się nie wpakować wżadne tarapaty – powiedziała Velma znaciskiem.

Rozdział 2

Piątka przyjaciół ruszyła długim holem, lecz gdy uszli kilka kroków, zatrzymał ich młody człowiek ubrany wstrój kowboja.

– Przepraszam, czy mogę wam wczymś pomóc? – zapytał zuprzejmym uśmiechem.

Do skórzanej kowbojskiej kamizelki miał przypiętą mosiężną tabliczkę zwygrawerowanym imieniem: Benny.

– Poproszono nas opomoc wodbywającej się tu dzisiaj aukcji charytatywnej – wyjaśnił Fred. – Aaa, to pan uratował Scooby’ego! – dodał zuznaniem.

Scooby podszedł do Benny’ego izamaszyście polizał go po twarzy.

– Dzięki! – warknął przyjacielsko.

– Nie