Scooby-Doo! I Szaman - James Gelsey - ebook

Scooby-Doo! I Szaman ebook

James Gelsey

4,8
9,99 zł

lub
Opis

Na Hawajach rewolucja w obyczajach! Zamiast wylegiwać się na plaży i serfować na spienionych falach oceanu, członkowie Tajemniczej Spółki zwiedzają laboratorium doktora Goodbine’a. Ten zacny geolog poświęcił życie studiowaniu minerałów wyplutych przez wielki wulkan Kumbaya wznoszą nad bajeczną wyspą. Pasjonuje się skamieniałą lawą równie mocno, jak Kudłaty i Scooby hawajską przyjęciem luau. Ale czy do smakowitego przyjęcia w ogóle dojdzie? Pojawienie się w laboratorium równie legendarnego, jak nieprzewidywalnego Wielkiego Szamana mocno zaburzy plany kulinarne naszych bohaterów. I postawi do pionu całą Tajemniczą Spółkę. Czy uda się rozwiązać szamańską zagadkę?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 33

Popularność




Rozdział 1

– Kto się spóźni na hawajską ucztę luau, temu wiatr po kiszkach będzie hulał! – zawołał Kudłaty, wybiegając za Scoobym zhotelu. Tradycyjne na­szyjniki zkwiatów, zwane lei, powiewały im wokół szyi, gdy pędzili przez parking wstronę najbliższych straganów zhawajskimi smakołykami.

–Kudłaty, Scooby! – rozległ się nagle za ich plecami głos Velmy. – Wracajcie!

Kudłaty iScooby odwrócili się itruchcikiem, lecz bez entuzjazmu, podbiegli do stojących pod drzwiami hotelu Velmy, Daphne iFreda.

–Dajcie spokój, chłopaki – powiedział Fred – do wieczora nie ma mowy oobżeraniu się.

–Do wieczora? – jęknął Kudłaty. – To co będziemy robić wtym miasteczku przez cały dzień? Wdodatku nie ma tu mojej ulubionej pizzerii ani baru zhamburgerami.

Fred, Daphne iVelma pokręcili głowami zdezaprobatą.

–Słuchaj, Kudłaty – zaczęła Daphne – mój wujek nie po to zaprosił nas na Hawaje, żebyśmy przesiadywali wpizzerii albo wbarze.

–Daphne ma rację – dorzuciła Velma. – Powinniśmy jak najlepiej wykorzystać ten czas, poznając polinezyjską kulturę ipodziwiając piękno wulkanicznego krajobrazu.

–Oczywiście najpierw musimy spełnić życzenie wuja ispotkać się zHoracymGoodbinem – dodała Daphne.

Kudłaty iScooby spojrzeli po sobie.

–Nie będzie wyżerki? – zapytał Scooby.

–Nie będzie – westchnął Kudłaty.

–Nie martwcie się, chłopaki – próbowała ich pocieszyć Daphne. – Pojedziemy na fantastyczną iekscytującą wycieczkę.

–Uwierz mi, Daphne – burknął Kudłaty – nie ma nic bardziej ekscytującego na świecie niż leżenie wcieniu rozłożystej palmy isączenie przez słomkę koktajlu kokosowego. No, może oprócz pochłaniania chrupiących pyszności, świeżo podpieczonych na grillu – rozmarzył się znowu.

–Doprawdy? – zapytał Fred. – Aco powiecie na to?

Fred wyciągnął rękę nad prawym ramieniem Kudłatego. Kudłaty iScooby odwrócili się ipopatrzyli we wskazanym kierunku. Przed nimi stał rząd zaparkowanych pojazdów.

–Chodzi ci oten bordowy samochód? – zdziwił się Kudłaty.

–A może otego niebieskiego jeepa? – zgadywał Scooby.

–Przecież nie przyjechaliśmy tutaj, żeby oglądać auta – jęknęła załamana Velma. – Spójrzcie wyżej, ponad samochodami. Widzicie coś interesującego?

Kudłaty iScooby wlepili wzrok wprzestrzeń za parkingiem.

– No nie wiem – bąknął Kudłaty. – Widzę tam tylko palmy.

–No ijakąś górę – dodał Scooby.

–To nie jest zwykła góra – obruszył się Fred. – To szczyt Kumbaya.

–Miejsce, gdzie Horacy Goodbine prowadzi swoje laboratorium – dorzuciła Daphne.

–No ijest to... wulkan – przypomniała Velma.

Kudłaty iScooby wytrzeszczyli oczy ze zdumienia.

–Wu-wu-wulkan? – zająknął się Scooby.

–Prawdziwy? – przeraził się Kudłaty. – Zlawą rozlewającą się jak gorący sos do pizzy – tak piekący podniebienie, że trzeba zjeść górę lodów, aby ochłodzić sobie usta?

–Coś wtym stylu – skinęła głową Daphne.

–Super – Scooby’emu pociekła zpyska ślina na myśl opizzy.

–Super? – ofuknął go Kudłaty. – Zmienisz zdanie, gdy wulkan wybuchnie, arozżarzona lawa zamieni cię wkawałki psiej karmy.

–Wyluzuj, Kudłaty – uspokoiła go Velma. – Wulkan Kumbaya nie wybucha od setek lat.

Rozmowę przerwał im nagle klakson samochodu. Grupa przyjaciół dostrzegła wyjeżdżający zza hotelu minibus, pomalowany wbrązową kratkę izwieńczony wielkim pióropuszem sztucznych liści.

–Mniam, ananas – oblizał się Scooby.

–Czyż ta wyspa nie jest urocza? – Kudłaty błyskawicznie odzyskał dobry humor. – Nawet samochody przypominają jedzenie. Chciałbym spotkać tego, kto to wymyślił.

–Zaraz będziesz miał okazję – rzucił Fred – bo właśnie do tego samochodu wsiadamy.

Ananasowy minibus zatrzymał się przed nimi, az jego okna wychyliła się kobieca głowa.

–Aloha, przyjaciele! – nieznajoma powitała ich hawajskim pozdrowieniem. – Wskakujcie do środka.

–Nie zmusicie mnie, żebym wsiadł do olbrzymiego ananasa na kółkach ipojechał na wycieczkę wpobliże tego niebezpiecznego wul­kanu – zaczął znów marudzić Kudłaty.

–Nie wiedziałam, czy jedliście już śniadanie – kobieta zminibusu nie zwracała uwagi na narzekania Kudłatego – więc przywiozłam wam trochę orzechowych ciasteczek domowej roboty. Może się poczęstujecie?

Kudłatemu zaświeciły się oczy. Przepchnął się między przyjaciółmi ipierwszy wskoczył do samochodu.

–No to na co czekamy? – zapytał. – Jedzmy! To znaczy, chciałem powiedzieć: jedźmy!