Scooby-Doo! I Człowiek Śniegu - Opracowanie zbiorowe - ebook

Scooby-Doo! I Człowiek Śniegu ebook

0,0
9,99 zł

lub
Opis

Brr! Ubierz się ciepło – oto najmroźniejsza przygoda Tajemniczej Spółki! A zaczęło się całkiem przytulnie: Scooby i Kudłaty lecieli do Paryża zamknięci w skrzyni ze scoobychrupkami. Kto mógł przypuścić, że – o rety! – skrzynia z przyjaciółmi zostanie zrzucona nad Himalajami... Dla Freda, Daphne, Velmy i ich przyjaciela Dela Chillmana rozpoczyna się emocjonująca wyprawa w najwyższe góry świata. Czy uda im się rozwiązać himalajską zagadkę i uratować Scooby'ego i Kudłatego przed intrygami, mrozem i Człowiekiem Śniegu, kryptonim Yeti?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 39




Centymetr po centymetrze dwaj mężczyźni wspinali się po stromym, zaśnieżonym urwisku. Byli na Mount Evereście – wierzchołku świata. Dla bezpieczeństwa obaj związali się jedną liną.

Jako pierwszy szedł wytrawny przewodnik górski imieniem Pemba.

Spojrzał w dół na drugiego wspinacza i zawołał:

– Nie możemy teraz zrezygnować, profesorze! To już bardzo blisko!

Poniżej profesor Robinson Jeffries, przywierając do niemal pionowej ściany, oddychał z trudem.

– Jasna sprawa – odpowiedział, dysząc ciężko. – Muszę tylko… złapać oddech.

W czasie gdy profesor Jeffries zbierał siły, Pemba wspiął się nieco wyżej. Dotarł do szczytu skalistej grani i to, co dostrzegł, sprawiło, że jego źrenice zaczęły się gwałtownie rozszerzać.

Na grani zobaczył wielką kamienną płytę z wyrytymi symbolami.

– A oto i jest! – krzyknął w dół do profesora. – Tak jak obiecywałem!

Profesor Jeffries poczuł nagle nowy przypływ energii. Po chwili znalazł się u boku Pemby i tak jak przewodnik patrzył z zachwytem.

– A zatem legenda okazała się prawdą! – zawołał podekscytowany. Śmiejąc się ze szczęścia, kontynuował: – Wreszcie mi się udało! W drogę, Pemba! Zaginione królestwo Shangri-La jest na wyciągnięcie ręki!

Profesor rozpoczął już wspinaczkę, ale Pemba zaparł się obiema nogami.

– Przykro mi, profesorze, ale nie wolno nam iść dalej. To jest zakazane królestwo!

Profesor Jeffries zachichotał nerwowo.

– Zakazane? Przez kogo? Poza nami dwoma nikogo tu nie ma!

– Myli się pan! Nie jesteśmy sami! – zawołał Pemba, wskazując na olbrzymie ślady na śniegu. W tym momencie wzmógł się wiatr. Płatki śniegu zawirowały wokół wspinaczy. – W ogóle nie powinno nas tu być! – ciągnął drżącym ze strachu głosem Pemba. – On już się zbliża!

Profesor Jeffries wyciągnął nóż i przeciął łączącą ich linę.

– Wobec tego idę sam – zdecydował.

Wycie wiatru się nasiliło, a śnieg padał teraz gęsto grubymi płatami. Pemba z powodu zamieci nie widział już swojego towarzysza.

– Profesorze! – wołał. – Profesorze!

Nagle zamilkł. Z tumanów oślepiającego śniegu wyłoniła się monstrualnych rozmiarów włochata postać. Potwór, rycząc przeraźliwie, powoli zbliżał się do przerażonego przewodnika. Pemba się cofał. Gdy stanął na oblodzonej krawędzi, pośliznął się i zaczął zsuwać się z wąskiej grani. Działając jak automat, sięgnął za pas po swój czekan i z całej siły wbił go w zbocze góry. Ostrze siekiery utkwiło mocno w skale. Pemba wisiał bezradnie, bojąc się spojrzeć w dół uskoku, od którego dna dzieliły go – bagatela – trzy kilometry.

Rozległ się jeszcze jeden potężny ryk. Pemba, spojrzawszy w górę, zobaczył, jak potwór praktycznie bez wysiłku wspina się po stromym stoku. Po chwili zniknął mu z oczu!

Pemba westchnął głęboko. „Widziałem go” – pomyślał zupełnie oszołomiony. – „Przerażający, mrożący krew w żyłach Człowiek Śniegu!”

Kudłaty i jego dog niemiecki, a zarazem największy kumpel Scooby-Doo zabawiali się na całego.

– To naprawdę kapitalny pomysł, Scooby – odezwał się Kudłaty z ustami wypchanymi smakowitą pizzą. – Zawsze chciałem polecieć liniami „Jesz-ile-chcesz”.

Scooby-Doo wpakował sobie do ust trzy kawałki pizzy na raz.

– No, no, ja też! – zgodził się ochoczo.

– Ale, ale, coś mi tu nie gra. Czy my nie powinniśmy już lądować w Paryżu? – zaniepokoił się Kudłaty. On i Scooby lecieli do Paryża, by spotkać się na wakacjach z resztą Tajemniczej Spółki. Obaj uparli się, żeby polecieć tymi specjalnymi liniami, które karmią według zasady „jesz, ile chcesz”. Nawet nie zauważyli, że wszyscy pasażerowie już dawno opuścili pokład samolotu.

Scooby wyjrzał przez okno. Doznał szoku nawidok tego, co zobaczył. Pokryte śniegiem szczyty górskie zupełnie nie wyglądały na Paryż!

W kokpicie samolotu obok pilota zasiadał Alphonse LeFleur. Był on francusko-kanadyjskim traperem, a w jego wzroku czaiła się nieopisana dzikość. Uśmiechnął się od ucha do ucha, gdy przelatywali nad szczytami gór.

– To mi się podoba! Mount Everest – siedziba Człowieka Śniegu. A ja jestem Alphonse LeFleur, największy żyjący łowca potworów! Przybywam tutaj w poszukiwaniu najważniejszej nagrody świata!

– Więc czego użyjesz jako przynęty? – spytał zaciekawiony pilot.

– Mam taką przynętę, której nie oprze się żaden potwór – odparł zagadkowo Alphonse LeFleur. W tym momencie na panelu kontrolnym pilota zapaliło się światełko. – Czego tam? – warknął poirytowany nieco LeFleur. – Czego oni mogą znowu chcieć? – mruknął, wstając z fotela.

Poszedł do kabiny, w której siedzieli Scooby-Doo i Kudłaty. Ledwie było ich widać zza stosów pustych pudełek po pizzy, sięgających już sufitu. Alphonse LeFleur zdobył się na uśmiech.

– Dzień dobry, moi przyjaciele! – pozdrowił ich łowca potworów. – Wielkie dzięki, że wybraliście linie Magiczny Świat Podróży. Wkrótce będziemy lądować.

– Nie ma pan pojęcia, jak się cieszymy! – odpowiedział Kudłaty. – Mój żołądek już domaga się lądowania przekąsek.

– Nie ma problemu – oznajmił LeFleur. – Mamy jeszcze mnóstwo pyszności, które czekają na was w salonce. Panowie pozwolą za mną.

Scooby i Kudłaty skwapliwie ruszyli za nim w kierunku wielkiej skrzyni, stojącej w tylnej części samolotu wśród sprzętu turystycznego. Gdy Scooby-Doo zauważył w skrzyni pudełko scoobychrupek, natychmiast do niej zanurkował. Kudłaty był tuż za nim.

Gdy