Wydawca: Novae Res Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2016

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 390 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Say it. - Paula Bartosiak

Long Beach w Kalifornii to idealne miejsce dla bogatych lekkoduchów, a Bleast High jest typową szkołą plastikowych panienek i przystojnych lowelasów.

Kiedy Natt pod wpływem zabiegów siostry przeistacza się w atrakcyjną młodą kobietę, nie podejrzewa nawet, co szykuje dla niej los. Wkrótce oprócz ubrań i kosmetyków starszej siostry przejmuje również jej chłopaka, Jaysona, a przypadkowo poznany Dylan staje się jej najbliższym przyjacielem. Kiedy związek z Jaysonem wydaje się nie mieć szans na przetrwanie, okazuje się, że wszystkie te kłopoty są niczym wobec dramatu, który dotknął Dylana. Natt musi sobie poradzić nie tylko z własnym toksycznym związkiem, ale i pomóc swojemu najlepszemu przyjacielowi przetrwać piekło. Szybko uświadamia sobie jednak, że nie na wszystko mamy wpływ, a szczęście i ból potrafi dzielić jedna sekunda.

Ta książka jest najlepsza! Czytałam non stop. Gratuluję tak dobrej wyobraźni, bo były momenty, że aż płakałam. Co za emocje… Jeszcze w żadnej książce się tak nie zakochałam, a od tej nie mogłam się oderwać.
~nattikka3012

Genialna! Wiele razy się wzruszyłam podczas czytania. Naprawdę dziękuję za stworzenie tej powieści. Bardzo mnie wciągnęła.
~olkafasolka2002

Całość przeczytałam prawie jednym tchem. Gratuluję!
~IwonaGajek

Opowieść cudowna. Nie opiera się głównie na miłości, ale także na głębokiej przyjaźni. Nawet nie wiem co napisać, bo po prostu brak mi słów. Dziękuję za to opowiadanie.
~darkhill_4ever

Fabuła wciąga tak jak i sami bohaterowie. Jak się zacznie czytać to nie chce się kończyć (przynamniej tak było w moim przypadku) :)
~Persefona666

Genialna jest ta historia i po prostu nie można się od niej oderwać. Kocham ją!!!
~thisisme1996

Ta książka chyba jako jedyna doprowadziła mnie do łez. Gratuluję, bo to bardzo trudne, co tylko pokazuje, jak dobra musi być.
~Rossignol98

Matko! Za każdym razem, gdy czytam rozdział, czuję się jak w centrum akcji. Jesteś niesamowita!
~blue96rosse

Musi być druga część, bo nie mam co po nocach czytać. To jest najlepsza książka jaką kiedykolwiek czytałam, a czytam dużo. Mega talent.
~jolunia77

Opowieść jest wspaniała! Dziękuję za ,,Say It.”. Ta książka była i wciąż jest moją odskocznią od problemów. Całkiem podobnych. Masz talent!
~ClireRouse

Książka jest świetna. Genialnie mi się ją czyta i z pewnością będę do niej wracać.
~Nika1912

Opinie o ebooku Say it. - Paula Bartosiak

Fragment ebooka Say it. - Paula Bartosiak

Prolog*

Gdyby ktoś powiedział mi, że się przewrócę, usiadłabym. A teraz? Teraz biegnę przed siebie i tracę dech. Czuję, jak serce wyrywa się z piersi, a oddech staje się płytki, ale nadal biegnę. Nie przestaję. Uciekam. Chcę uciec od wszystkiego i od wszystkich.

Zatrzymuję się na chwilę. Dookoła widzę drzewa kołyszące się na boki. Mówią do mnie. Z trudem nabieram powietrza pachnącego sosną. Kręcę się dookoła jak niezrównoważona. Śmieję się. Raz jeszcze spoglądam na cudownie zielone drzewa, których obraz chwilami zamazuje mi się przed oczami. To moja ucieczka. Ucieczka od rzeczywistości. To świat nie do końca mi znany, ale dużo bliższy niż szara codzienność. Tutaj jestem sobą, ale nie tą osobą, którą wszyscy widzą. I też nie tą, którą zdążyłeś poznać i zinterpretować jej wnętrze. Jestem kimś, kogo jeszcze nie odkryłeś. Tym kimś, kogo jeszcze nie odkrył nikt. Kimś, kogo noszę głęboko w sercu, a jednocześnie nie potrafię wydobyć na światło dzienne.

Kolejny raz pchnięta przez wypadki losu, upadam. Przygwożdżona ciężarem własnych myśli, nienawiści do świata…

Teraz widzę, że w biegu po szczęście potknęłam się o własne nogi.

Rozdział 1.*

Dzień jak co dzień, kolejny do teczki „bezsensowna egzystencja”. Dwie siostry w jednym pokoju. Różne niczym ogień i woda, a jednak podobne jak dwie krople.

– Litry alkoholu, które w siebie wlewasz, wypaliły ci już ostatnie szare komórki! – dogryzałam siostrzyczce pindrzącej się od trzech godzin. Rzygałam już od codziennego widoku jej świecidełek, na wpół gołego tyłka i całej reszty.

– Odczep się! Okej? – burknęła. – Moje szare komórki są na swoim miejscu. Za to twoje mogłyby zaprowadzić cię do garderoby, bo zaraz wychodzimy. – Wskazała ręką w stronę szafy.

Olałam to, co powiedziała Grace, i z powrotem włożyłam słuchawki do uszu. Leżąc na miękkim łóżku, machałam nogami w rytm muzyki, kiedy nagle poczułam ostre szarpnięcie.

– Czy ty w ogóle zamierzasz się szykować?! – Zobaczyłam nad sobą twarz rozzłoszczonej siostrzyczki. Nie potrafiłam dłużej powstrzymać śmiechu. – I co się głupio cieszysz? Pewnie jak zwykle przesiedzisz całą imprezę gdzieś w kącie – podsumowała złośliwie.

– Nie przesadzaj… Ja tam bawię się nie najgorzej. – Wzruszyłam ramionami, unosząc się lekko na łokciach.

– Nie rozumiem, jak możesz się bawić nie-naj-go-rzej bez kropli alkoholu, tańca i w ogóle… – Zmarszczyła brwi. Ja z kolei nie pojmowałam, jak można się bawić w tak dużym upojeniu alkoholowym, do jakiego doprowadzała się Grace.

– Nie musisz rozumieć. Tylko powiedz, po co zabierasz mnie na te wszystkie imprezy, skoro tak bardzo nie pasuję do twojego wizerunku.

– Jak to po co?! Ej, przecież jesteś moją jedyną, najukochańszą siostrą! – Grace uśmiechnęła się chyba najszerzej jak tylko potrafiła. – To nic, że jesteś nudną cnotką. – Machnęła ręką w powietrzu. – Zrobię z Ciebie zajebistą laskę! Już nie będziesz dziewczyną zdradzaną przez facetów, tylko tą, z którą oni zdradzają swoje kobiety! – Siostra chwyciła mnie za nadgarstek i siłą zaciągnęła do lustra.

– Nie musiałaś mi przypominać…

– Oj, weź przestań! Robb to już przeszłość. Gdybym miała tak rozpaczać po każdym rozstaniu z chłopakiem, to chyba już dawno siedziałabym w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.

– Tak czy inaczej, już dawno powinnaś się tam znaleźć – rzuciłam i wyrwałam się z jej szponów.

Wróciłam na łóżko. Już po niespełna kilku sekundach rozszczebiotana Grace była tuż obok mnie. Perorowała zawzięcie:

– No proszę, przestań, bo psujesz mi humor. – Spojrzała błagalnie, klękając przy moich kolanach.

– Dobra, sorry. Zrób ze mnie kogo tam sobie chcesz, tylko nie Tokio Hotel – poddałam się, bo tak czy inaczej nie wywinęłabym się od kolejnej nudnej imprezy u boku mojej szalonej siostrzyczki.

– Nie, nie… – Ujrzałam na jej twarzy szatański uśmieszek, sugerujący coś w stylu „już ja mam plan”. – To coś znacznie lepszego! Raczej w stylu Marilyn Monroe. – Przeczesała delikatnie moje skołtunione włosy. Najbardziej bałam się tego, co nastąpi za chwilę. Grace wzięła do ręki kurewsko czerwoną szminkę i dokładnie obrysowała kształt moich ust. – Gotowe! – krzyknęła spontanicznie.

Teraz bałam się spojrzeć w lustro, a uwierzcie, że miałam ku temu powody. Nigdy nie przywiązywałam wagi do makijażu, bo uważałam, że go nie potrzebuję. Nigdy nawet nie trzymałam w ręku tuszu do rzęs i z trudem odróżniałam róż od cienia do powiek.

Podeszłam nieśmiało do lustrzanej tafli, by ujrzeć swoje odbicie.

– Voilà! – Grace wykonała teatralny gest ręką.

– Jest naprawdę nieźle! – rzuciłam z zadowoleniem. Grace trochę się zdziwiła. Była pewna, że znowu będę marudzić. Ja jednak stwierdziłam, że to, co zrobiła z moimi ustami, było naprawdę ciekawe. W tamtej chwili wydawało mi się, że taki makijaż mi pasuje.

– Skoro jesteś taka zadowolona z makijażu, to może ubierzmy cię od razu? – zapytała z nadzieją.

– Czemu nie? – Wzruszyłam ramionami. Poddałam jej się całkowicie. Nie miałam nic do stracenia.

Wcisnęła mnie w dżinsowe spodenki z wysokim stanem i biały bralet. Grace jest co najmniej o pół rozmiaru szczuplejsza ode mnie, więc jej ubrania nieco mnie opinają. Zrobiło się mniej przyjemnie, kiedy zaczęła obwieszać mnie biżuterią. Z makijażem i taką liczbą błyskotek czułam się o jakieś pięć kilogramów cięższa.

– Fajnie podkreśla twoje cycki – mówiła, dotykając ich co chwilę.

– Przestań mnie macać! – Moje dłonie automatycznie powędrowały na biust. – Do tej części mojego ciała nikt nie ma dostępu. Nawet ty! – oburzyłam się.

– Weź nie przesadzaj, cnotko. Masz z tym natychmiast skończyć! – Tupnęła ze złością. To zabrzmiało co najmniej jak groźba.

– Takie ciuszki to nie mój styl. Wolę raczej luźne sweterki i długie dżinsy – rzuciłam z lekką rezygnacją, po czym opadłam na łóżko.

– Bo jesteś nienormalna! Masz ładne nogi i cycki, które powinnaś pokazywać. Pochwal się tym, co masz!

– Niech ci będzie, ale daj mi chociaż coś do narzucenia na ten niby-gorsecik, bo zamarznę – postawiłam ultimatum, co spotkało się z natychmiastową reakcją Grace.

– Nie zastanawiałaś się nigdy, dlaczego dziewczyny idą na imprezy bez okrycia wierzchniego, a chłopcy zawsze w kurtkach? – Uniosła lekko jedną brew, a na jej usta wkradł się zawadiacki uśmieszek.

– Co za różnica? Daj mi bluzę – wkurzyłam się. Miałam już dość wysłuchiwania jej mądrości.

– Nie zastanawiałaś się nigdy?! – Szarpnęła mnie za podbródek. Była tak blisko mojej twarzy, że aż się przestraszyłam. Piorunowała mnie spojrzeniem. Przez moje ciało przeszedł dość nieprzyjemny dreszcz. Ponownie wybuchła: – Bo to pretekst, głupia! Kiedy jest ci zimno, facet daje ci swoją kurtkę, a potem przychodzi do ciebie, bo jej zapomniał. Umawiacie się na kolejną randkę i tak to się kręci. – Wzruszyła ramionami. Ależ twórcza opowieść…

– Weź daj sobie spokój. Chodźmy już – urwałam, bo wolałam dłużej nie dyskutować. I tak nic bym nie wskórała.

Grace, zadowolona z siebie, zgarnęła z blatu stolika do torebki wszystkie kosmetyki, zawiesiła ją na ramię i wyszła jeszcze przede mną.

– Pospiesz się – syknęła z niecierpliwością i pociągnęła mnie za sobą tak mocno, że mało brakowało, a bym się przewróciła. – Teraz już ci odpuszczę, ale następnym razem idziesz w szpilkach – zakomunikowała, patrząc pogardliwym wzrokiem na moje trampki.

Dojechałyśmy na plażę. Był tam już spory tłum. Jedyne, co mi się podobało, to klimat. Na środku wielkie ognisko, dookoła niego ławki. Nad nami pełno kolorowych latarni. Wszystko to dawało niesamowity klimat. Można powiedzieć, że trochę romantyczny… Inspirujący. Na każdej imprezie u boku mojej siostry siadałam sobie na takiej ławeczce i – wpatrując się w ognisko – rozmyślałam na różne tematy, jakby nie było świata dookoła mnie. Mogłam tak siedzieć przez całą noc i nigdy by mi się nie znudziło.

Na plaży byli już wszyscy znajomi Grace, z którymi się umówiła.

– O! Mała! Przyprowadziłaś nową koleżankę? – zapytała jakaś rudowłosa dziewucha.

– To moja siostra, idiotko. – Grace się zaśmiała, całując rudą w policzek. W ten sam sposób przywitała się z każdym, zaś swojemu chłopakowi Jaysonowi rzuciła się na szyję. On jednak zachował się dziwnie, bo jakby nie zwrócił na nią uwagi.

– To jest twoja siostra? To Natalie?! – zapytał z wielkim zdziwieniem wypisanym na twarzy, nie odrywając ode mnie wzroku. Nie ukrywam, że poczułam się skrępowana.

– Widzisz? Trochę szminki, inne ciuchy i wszyscy od razu cię zauważają. – Grace zaśmiała się, obejmując mnie ramieniem.

– Idziesz z nami potańczyć? – Jayson rzucił propozycję, ciągnięty już przez Grace w stronę tłumu.

– Nie, dzięki. Posiedzę tu trochę i ochłonę. – Musiałam odmówić. Prawda jest taka, że bardzo chciałam zatańczyć, ale poza występami w przedszkolu nigdy tego nie robiłam publicznie i dlatego bałam się kompromitacji.

Już po chwili nie widziałam żadnej ze znajomych twarzy. Wszyscy zniknęli jak małe igiełki w stogu siana. Nie przeszkadzało mi to w zupełności. Miałam wrażenie, że cała ta impreza minie jak mgnienie oka, że kiedy je otworzę, będę już w domu rozpoczynała kolejny nudny dzień.

Siedząc zamyślona na ławce, nagle poczułam, jak deska pode mną ugina się pod wpływem ciężaru. Zobaczyłam obok siebie Jaysona z dwoma kieliszkami mocnego alkoholu, którego zapach czułam z odległości metra.

– Skoro nie chcesz tańczyć, to może chociaż wypijesz? – Podsunął mi kieliszek pod sam nos.

– No co ty… Ja nie… – jęknęłam zakłopotana.

– No tak… Ty nie pijesz – westchnął. W tamtej chwili pomyślał pewnie, że jestem nudną cnotką, bo tak właśnie mówiła o mnie siostra. To prawda! Byłam pieprzoną, szarą myszką, która nie ma swojego zdania, która boi się wszystkiego i wszystkich. Nigdy nie lubiłam ani ryzyka, ani nowych rzeczy. Wolałam żyć zamknięta jak w szklanej kuli. Odgradzałam się wysokim płotem, wpuszczając do swojego świata jedynie nieliczne osoby. Nie ufałam nikomu.

– W sumie… czemu nie? – W jednej krótkiej chwili wyrwałam mu kieliszek z dłoni i przechyliłam, wypijając zawartość jednym tchem. Wzdrygnęłam się po tym okropieństwie i wierzchem dłoni wytarłam usta.

Jayson spojrzał na mnie z tryumfalnym uśmieszkiem, a ja zaczęłam się mu uważnie przyglądać. Pierwszy raz miałam odwagę to zrobić. Do tej pory ilekroć pojawiał się w zasięgu mojego wzroku, ja po prostu uciekałam. Czułam, jak czerwienię się pod wpływem jego czekoladowych tęczówek, w których widziałam jedynie pustkę.

– Twoje usta… – powiedział cicho, niemal szeptem, a pomimo głośnej muzyki i tak usłyszałam dokładnie to, co mówi. Złapał delikatnie mój podbródek i przysunął swoją twarz do mojej. Poczułam nagłe ukłucie w boku. Czułam się oszołomiona, a przecież wypiłam jedynie jeden kieliszek wódki. Teraz już nie słyszałam kompletnie nic. Pod wpływem impulsu i strachu, który mnie ogarnął, odskoczyłam od chłopaka na drugi koniec ławki. – Ej, spokojnie, nie bój się! Chciałem powiedzieć, że twoje usta… – zmarszczył brwi – rozmazałaś je.

Serce waliło mi jak oszalałe. Chciałam zapaść się pod ziemię albo uciec jak najdalej. Miałam wrażenie, że zaraz spadnę z ławki. Jeszcze nigdy nie czułam się tak okropnie zażenowana.

– Myślałaś, że chcę cię pocałować? – zadrwił, śmiejąc się głośno, a kilka osób stojących niedaleko zmierzyło mnie wzrokiem. – Nie jestem szaleńcem! – Znowu się zaśmiał. Wstał i odszedł. Po chwili zniknął w tłumie.

Ale ja… Naprawdę myślałam, że chce mnie pocałować. Naiwna idiotka ze mnie! Przecież to chłopak mojej siostry!

Dopóki nie odeszłam od ogniska, jeszcze kilka osób dziwnie na mnie spoglądało. Pomimo głośnej muzyki, wszyscy na pewno słyszeli naszą rozmowę i jej finał. Było mi głupio. Aby uniknąć natrętnych spojrzeń, wstałam i podeszłam do bambusowego baru umiejscowionego między dwoma wysokimi palmami.

– Poproszę bananowego shota. – Nazwę drinka przeczytałam na podświetlonym menu. Postanowiłam zaszaleć, skoro i tak już wypiłam setkę. Tej nocy nie miałam nic do stracenia.

Po chwili zamówiłam jeszcze jednego drinka. I kolejnego… Skończyło się na pięciu, sześciu… Ewentualnie dziesięciu. Nie wiem, bo mniej więcej w połowie upijania się straciłam rachubę. Zaszumiało mi w głowie. Obraz stawał się coraz bardziej rozmazany, ale jeszcze kontaktowałam ze światem. Wydawało mi się, że wszystko jest jak wcześniej, a jedyny problem, jaki mam, to ten z utrzymaniem równowagi. Mogę śmiało stwierdzić, że pierwszy raz się wtedy upiłam.

W mojej głowie narodziła się myśl, że przecież nie mogę przesiedzieć całej imprezy na krześle przy barze, że trzeba zacząć tańczyć! Powoli sunęłam w stronę tłumu. Po chwili zaczepili mnie jacyś zadymieni ludzie, których absolutnie nigdy nie widziałam.

– Palisz? – zapytał jeden z nich, wyciągając rękę w moją stronę.

– Nie – odpowiedziałam, chwytając papierosa, którego podawał mi nieznajomy brunet. Nie umiałam palić, bo nigdy tego nie robiłam, więc zaciągnęłam się za mocno. Efekt był natychmiastowy. Od razu zaczęłam się dusić.

– Spokojnie. – Poklepał mnie po plecach.

Obawiałam się, że połączenie alkoholu i papierosów nie jest niczym dobrym, ale wtedy nie miało to najmniejszego znaczenia. Wbiłam się w końcu w grupę tańczących i zaczęłam kołysać się we wszystkie strony. Machałam rękami jak opętana. Wkrótce jednak znowu znalazłam się przy ognisku. Poczułam, że powoli odzyskuję władzę w nogach i procenty powoli ze mnie uchodzą.

Nie wiedziałam, czy mam mroczki przed oczami, czy wgryza się we mnie dym. Przetarłam oczy, by wyostrzyć obraz. Po drugiej stronie ogniska ujrzałam dziewczynę obmacującą się z jakimś chłopakiem. Dopiero po chwili się zorientowałam, że to Grace. Jednak chłopak, z którym tak namiętnie wymieniała ślinę, to nie był Jayson. Zdecydowanie nie on. Pomimo że wypiłam trochę za dużo, byłam niemal pewna, że to nie on.

– Co ona odpierdala?! – warknęłam pod nosem, nie zważając na to, że w niewielkiej odległości siedzi sporo osób, które mogą usłyszeć moje naganne słownictwo.

Kolejną osobą, która przykuła mój wzrok, była dziewczyna siedząca kilka metrów dalej. Płakała. Po takiej ilości procentów przyszedł czas rozmyślań, więc zaczęłam snuć w głowie różne historie na temat powodów jej załamania. Nawet się nie obejrzałam, a już siedziałam obok i wpatrywałam się w słone kropelki okalające jej policzki.

– Stało się coś złego? – zapytałam, opierając twarz na dłoni. – Ech, dzisiaj jest pojebany dzień – westchnęłam, nie czekając nawet na jej reakcję. – Ja właśnie dziś zrobiłam z siebie kretynkę przed kilkudziesięcioma osobami i upiłam się jak debilka, a do tego pierwszy raz zapaliłam papierosa – trajkotałam jak najęta, bez zahamowań. Mówiłam wszystko, co mi ślina na język przyniosła, nie zwracając uwagi na to, że blondyna nie ma najmniejszej ochoty mnie słuchać.

– Mój chłopak właśnie stoi kilka metrów ode mnie i niemal pieprzy się z tą suką. – Kiwnęła głową w stronę „tańczącej” pary, zaciskając pięści na swojej sukience.

– O, kurwa! – parsknęłam, zakrywając usta dłonią. Dlaczego ona skinęła w stronę mojej siostry i tego typa?! No tak, teraz już wiedziałam, że to na pewno nie był Jayson.

– Możesz mi powiedzieć, w czym ona jest lepsza ode mnie? – Spojrzała błagalnie. Zupełnie tak, jak by oczekiwała, iż sprawię, że świat będzie lepszy. – Dlaczego ta dziwka mi to robi? – Jej wzrok wciąż wyrażał smutek i ból.

– Co ci robi? Przestań! – Uśmiechnęłam się, układając dłoń na jej plecach. – Ona jedynie wyświadcza ci przysługę. Wolałabyś za rok dowiedzieć się, że koleś jest frajerem? A może za dwa czy po ślubie? – Wzruszyłam ramionami. O tak, obudziła się we mnie wielce doświadczona ciocia Dobra Rada.

– Ale ja zawsze zakochuję się w takich dupkach – jęknęła, przecierając policzek.

– To przyłącz się do mojej religii. Ja praktykuję niezakochinizm. Nie zakochuję się w nikim i unikam takich nieprzyjemności. – Wyszczerzyłam się jak głupia. Miałam nadzieję, że zdołam jakoś naprawić to, co właśnie zniszczyła moja siostra.

Dziewczyna tylko uśmiechnęła się blado, rzucając krótkie „dzięki”. Po chwili wstała i odeszła. To wszystko dało mi do myślenia, choć jeszcze nie miałam trzeźwego umysłu. Stwierdziłam, że miłość jest przereklamowana. Byłam zakochana jedynie raz, choć teraz nie sądzę, aby to uczucie można było nazwać miłością. W innym wypadku nie zapomniałabym tak szybko o chłopaku, którego rzekomo kochałam, prawda? Zdecydowanie, to nie mogła być miłość.

– Lepiej wrócę do domu zanim się zakocham. – Zaśmiałam się sama do siebie i, na lekko kołyszących się nogach, opuściłam plażę.

– Wracasz sama do domu? – Usłyszałam za sobą głos lekko zdyszanego chłopaka. To był Jayson.

Serce znowu zaczęło dudnić w mojej piersi. Rozbolał mnie brzuch. Chyba z nerwów. Nie chciałam go spotkać, będąc w takim stanie. Nie chciałam spotkać nikogo.

– A ty nie jesteś z Grace? – Zmarszczyłam brwi, zatrzymując się na moment.

– Nie odpowiada się pytaniem na pytanie. – Na jego twarzy pojawił się zawadiacki uśmieszek, który starałam się zignorować.

– Tak. Wracam sama do domu. Chcę trochę ochłonąć. A ty co?

– A ja nie mogę znaleźć Grace…

– No tak… Pewnie teraz pieprzy się ze swoim nowym przyjacielem – prychnęłam, wbijając wzrok w przejeżdżające samochody. W głowie mi się nie mieściło, jak można być tak próżnym i zachowywać się jak zwykła dziwka.

– Co? – Uniósł jedną brew. Miał nadzieję, że usłyszy ode mnie prawdę. Mylił się. Nie chciałam jej bronić, ale to moja siostra. Nie zamierzałam ani się wtrącać, ani robić jej pod górkę.

– Nic, nic. – Pospiesznie kombinowałam, jak odkręcić to, co powiedziałam, ale chyba i tak mi nie uwierzył.

– No mów, skoro już zaczęłaś. Może masz jakieś informacje, które mnie zainteresują, hę?

– Trochę wypiłam i źle się czuję. – Zaczęłam odwracać kota ogonem. Dla uwiarygodnienia moich słów wykrzywiłam usta, układając dłoń na czole.

– Może cię odprowadzę? – zaproponował, na co jedynie wzruszyłam ramionami. Udawałam chłodną, choć w środku się gotowałam. Starałam się nie wyrażać żadnych uczuć. Właściwie to sama nie wiedziałam, co czuję. W jego obecności ogarniał mnie dziwny lęk. Nie chciałam się zbłaźnić tak, jak to stało się kilka godzin wcześniej.

Droga minęła bardzo szybko. Nie rozmawialiśmy zbyt wiele, bo trochę plątał mi się język. Mimo to trasę z plaży do domu przebyliśmy w błyskawicznym tempie. Ani się obejrzałam, a już staliśmy przy bramie wjazdowej. Teraz byłam zupełnie trzeźwa, a obraz nareszcie się wyostrzył. W końcu mogłam dokładnie przyjrzeć się jego brązowym tęczówkom i delikatnemu zarostowi. Zapadła dość niezręczna cisza.

– Tam przy ognisku… Myślałaś, że chcę cię pocałować?

Byłam pewna, że zacznie drążyć ten temat, który – nie ukrywam – był dla mnie wstydliwy. W końcu zrobiłam z siebie idiotkę jak nigdy! Nie wiedziałam, co mam mu powiedzieć. Na mojej twarzy pojawił się wielki rumieniec.

– Miałaś rację. Miałem na to ogromną ochotę – powiedział lekko zachrypniętym głosem, zbliżając się do mojej twarz, po czym delikatnie zetknął nasze usta. Stałam jak oniemiała. Nie wiedziałam czy mam się na niego rzucić, czy uciec, gdzie pieprz rośnie. Poszłam za ciosem i wpiłam się w jego wargi. Były cudowne. Miękkie i soczyste. Z Robbym nigdy tego nie poczułam. Nigdy nie było iskrzenia i ani odrobiny magii. Teraz, dzięki pocałunkowi, który trwał zaledwie dwie sekundy, czułam, że rosną mi skrzydła.

– O! Tutaj jesteście! Szukałam was na imprezie, a wy tutaj! – Zaczęła się śmiać. Ona to już na pewno nie była trzeźwa. Ja z kolei bałam się, że widziała całe to zajście. Zaraz, zaraz. Nie mogła widzieć. Przecież nic się nie stało!

– Pomogę ci wejść – zaproponowałam i chwyciłam ją w pasie. Przeprowadziłam siostrę przez bramę. W połowie drogi odwróciłam się, a on cały czas stał w tym samym miejscu, opierając się o płot. Wydawało mi się, że ma najsłodszy uśmiech na świecie. Z trudem wprowadziłam Grace do mieszkania i zatrzasnęłam drzwi.

Po krótkim prysznicu rzuciłam się na łóżko. Tej nocy długo nie mogłam zasnąć…

Rozdział 2.*

Leżałam w łóżku, przewracając się z jednego boku na drugi. Nie mogłam zapomnieć o zdarzeniu, które miało miejsce kilka godzin wcześniej. Cały wieczór przewijał mi się w głowie jak urywki filmu. Czułam się okropnie. Bolał mnie brzuch, głowa i nawet tabletki przeciwbólowe nic nie pomagały. Cały czas czułam na swoich ustach pocałunek Jaysona. Nieumyślnie uśmiechałam się na myśl o tym, po czym natychmiast ganiłam się za to, co wyprawiam. Czułam się podle wobec siostry.

– Ty też nie śpisz? – Grace stała w progu w samej piżamie.

– Wytrzeźwiałaś? – Zignorowałam jej pytanie. Siostra weszła do pokoju i położyła się obok mnie.

– Wiem co robiliście. Widziałam was. – Spojrzała głęboko w moje oczy. Dosłownie przeszyła mnie wzrokiem.

– Co? Co ty bredzisz? Chyba jednak nie wytrzeźwiałaś – zaśmiałam się sztucznie. Nigdy nie umiałam kłamać.

– Uważaj na niego. – Spojrzała na mnie nieco smutniejszym wzrokiem. – Jayson jest megaprzystojny, megapociągający i cholernie seksowny. Może mieć każdą dziewczynę i zapewne chce każdą mieć. Dlatego nie rób sobie nadziei. On nawet nie zwróci na ciebie uwagi. – Wykrzywiła usta, spoglądając na mnie z pogardą. Zignorowałam ją.

– Kochasz go? – zapytałam z lekkim zakłopotaniem.

– Bardzo. – Spojrzała na mnie, śmiejąc się jak wariatka, ale miałam wrażenie, że po chwili jej oczy zaszły łzami.

– Nie rozumiem cię… – Pokręciłam głową, a ta spojrzała na mnie pytająco. – Nie patrz tak. Też widziałam, co robisz. Zdajesz sobie sprawę z tego, że rozwaliłaś dzisiaj czyjś związek? – zapytałam z wyrzutem.

– Co? O czym ty, do cholery, mówisz? – Wyczułam w jej głosie niemałe zdziwienie.

– W czasie kiedy ty lizałaś się z jakimś typem przy ognisku, ja siedziałam obok z jego załamaną dziewczyną. – Grace odpowiedziała śmiechem.

– Nie sądzisz, że wyświadczyłam jej przysługę?

Poczułam się dziwnie. Przecież to były moje słowa.

– Właściwie to przyszłam tu z prośbą. – Zawahała się na chwilę, po czym wstała z łóżka. – Odpierdol się od Jaysona. Tylko tyle – rzuciła oschle, wzruszając ramionami. Nawet się nie starała przebierać w słowach.

– Spokojnie. – Uniosłam ręce do góry. – Nie mam z nim nic wspólnego. Odprowadził mnie tylko, bo wracałam sama. Nie mogłam cię znaleźć… – zaczęłam się tłumaczyć, a przecież tłumaczy się tylko winny, prawda?

Grace nie jest głupia. Nie uwierzyła mi. Odwróciła się i wyszła bez słowa. Teraz czułam się jeszcze gorzej. Czułam się, jakbym zdradziła własną siostrę!

Minęła cała noc, a ja nie zmrużyłam oka. Podjęłam jednak jedną ważną decyzję: ja i Jayson nie istniejemy. Nie ma nas. Zero. Nie ma i nie będzie żadnych nas. Musiałam wybić go sobie z głowy. Nieprawdopodobne jest to, jak Jayson potrafił jednym pocałunkiem owinąć mnie sobie wokół palca. To było okropne. Zadawałam sobie jednak pytanie, czy on w ogóle coś do mnie czuje. To niemożliwe. Wcześniej nawet nie zwracał na mnie uwagi. To idiotyczne…

Nadal źle się czułam, ale w końcu – o dziwo – zasnęłam. Byłam naprawdę zmęczona i dosłownie wycieńczona. Nie wiem ile czasu spałam, ale kiedy się obudziłam, była trzynasta. Wstałam i pospiesznie się ubrałam. Nie była to jednak obcisła koszulka i szorty, ale luźna koszula i legginsy. Pomimo bólu w nogach jakoś dotarłam do łazienki, gdzie zmyłam z twarzy pozostałości po szmince.

Z dołu dobiegały jakieś odgłosy. Kiedy u progu schodów zobaczyłam Jaysona siedzącego na kanapie, przez moment stałam jak wryta, a po chwili poczułam, że moje policzki oblewa rumieniec. Chłopak bez żadnego skrępowania, z uśmiechem na ustach śledził każdy mój ruch.

– Cześć – syknęłam przez zaciśnięte zęby, ale nie usłyszałam odpowiedzi. Może to i lepiej?

Grace krzątała się po kuchni, nie zwracając na mnie uwagi. Czułam, że nie ma zbyt dobrego humoru.

– Co z tą kawą, kochanie? – Usłyszałam jego melodyjny a jednocześnie męski głos.

– Chyba już się skończyła – odpowiedziała Grace, wieszając ciężar swojego ciała na drzwiczkach od szafki kuchennej. – Skoczę do sklepu.

– Zaczekam na ciebie – zawołał ochoczo, włączając telewizor.

Próbowałam zrobić sobie jakieś śniadanie, ale nie wychodziło mi to za cholerę, bo bezwiednie wsłuchiwałam się w ich rozmowę. Obudziłam się z letargu dopiero, kiedy usłyszałam głośne trzaśnięcie drzwiami. To musiało oznaczać, że Grace właśnie opuściła mieszkanie. Nigdy nie umiała cicho zamykać drzwi.

Robiąc kanapkę z dżemem, nagle poczułam ciepły oddech na mojej szyi. Odwróciłam się powoli, przełykając kęs chleba. Któż to mógł być? Żadna zagadka…

Jayson przyparł mnie do kuchennego blatu. Byliśmy tak blisko… Wciskałam się w szafkę, czując ból w plecach. Nie mogłam się wydostać, bo chłopak oparł dłonie o blat z obu stron. Nie dałam rady wykrztusić z siebie ani słowa.

– To co? Może wrócimy do tego, na czym skończyliśmy wczoraj? – zapytał z bezczelnym uśmieszkiem.

Miałam ochotę dosłownie przyssać się do jego ust. Niestety nie mogłam ulec tej pokusie. Przypomniały mi się słowa siostry z rozmowy dzisiejszej nocy. Cały czas miałam w głowie: „Odpierdol się od Jaysona! Tylko tyle”.

– Może lepiej nie wracajmy. – Odepchnęłam jeden z jego nadgarstków, tym samym wydostając się z klatki.

Odwrócił się, jak zwykle ze stoickim spokojem. Oparł o blat i z założonymi rękami kontynuował:

– Wolałem cię w szortach – zaczął ni z tego, ni z owego, oblizując wargi.

Pomyślałam, że najrozsądniejszym wyjściem z tej sytuacji będzie go zignorować. Tak też zrobiłam. Rozłożyłam się na krześle i kontynuowałam jedzenie śniadania. Nie wiem czy chłopak się wkurzył, czy nie, ale jak gdyby nigdy nic wrócił na swoje poprzednie miejsce. Rozwalił się na kanapie. Zachowywał się jakby był u siebie. Może i dobrze, bo Grace, która właśnie wróciła, nie podejrzewała nawet, że w ogóle rozmawialiśmy.

Po chwili siostra odebrała telefon.

– Jasne, o osiemnastej. Tylko nie płacz! Przyniosę coś dobrego. Trzymaj się, kochana! – Szybko się rozłączyła. – Przepraszam skarbie, ale nie możemy spędzić razem dzisiejszego wieczora. Ally ma jakieś spiny z rodzicami. Obiecałam, że wpadnę do niej – powiedziała współczującym głosem. Stanęła za kanapą i pocałowała chłopaka prosto w jego soczyste usta, do góry nogami.

– Coraz bardziej lubię te twoje pocałunki – zaśmiał się. – Uwielbiam szalone dziewczyny – rzucił, poruszając brwiami. W tym momencie spojrzał na mnie, jakby chciał mi dokuczyć tym tekstem. Insynuował mi, jak bardzo jestem nudna. Olałam to. Pozornie. W głębi duszy jednak myślałam o tym przez długi czas.

Nagle jakiś impuls kazał mi wstać. Wystrzeliłam na górę jak torpeda. Stanęłam przed lustrem. Dopiero wtedy dostrzegłam, jak okropną robię minę, kiedy jestem zła. Ale na co byłam zła? Na kogo? Na Grace? Jaysona? A może na siebie?

– Koniec z tym! – krzyknęłam, rzucając poduszką o łóżko. – Koniec z nudną, Natt! Koniec z pieprzoną cnotką! – W furii zaczęłam zrywać dziecinne plakaty ze ścian. W pokoju zrobiło się nieco przejrzyściej. Chciałam coś zmienić. Postanowiłam narodzić się na nowo.

Bez zastanowienia wparowałam do pokoju Grace migdalącej się na kanapie z Jaysonem. Chwyciłam kosmetyki, które wpadły mi w ręce. W łazience strzeliłam sobie makijaż. O dziwo wcale nie wyszedł źle. Biorąc pod uwagę to, że nigdy się nie malowałam, było super. Wpadłam do garderoby. Zaczęłam w szale wyrzucać ubrania z wnętrza szafy. Nie zastanawiając się zbyt długo, chwyciłam dość obcisłą, krótką sukienkę. Ubrałam ją, po czym stanęłam przed lustrem.

– Tak nie może być. – Oparłam się o nie, a do oczu napłynęły mi łzy. – Co ja wyprawiam? Wyglądam jak dziwka… – wydukałam bezwiednie, bo taka była pierwsza myśl. Usłyszałam nagle śmiejących się Jaysona i Grace. Nie wiem dlaczego, ale złość powróciła. Stwierdziłam nagle, że nie wyglądam tak źle. Starłam jednak szminkę z ust i narzuciłam na siebie szary sweterek, aby trochę zneutralizować nowy look. Owszem, chciałam coś zmienić, ale nie zależało mi na zrobieniu z siebie pierwszej lepszej.

– Wychodzę!

Miło, że chociaż mnie poinformowała. Grace jak zwykle trzasnęła drzwiami. Za żadną cholerę nie dało się jej tego oduczyć.

– Wspaniale. Kolejny samotny wieczór – powiedziałam sama do siebie. Nie! Wcale nie byłam samotna. No, może troszkę. Tak właśnie się czułam. Też chciałam, żeby ktoś był obok mnie, przytulił, powiedział coś miłego, pocałował, powygłupiał się.

Zagrzałam popcorn, włożyłam płytę do odtwarzacza i usiadłam wygodnie na kanapie. Włączyłam kolejny romantyczny wyciskacz łez.

– Zamierzasz oglądać tę romantyczną historię zamiast ją przeżyć? – Wystraszyłam się, bo przecież byłam w domu sama.

– Jak tutaj wszedłeś? – zapytałam chłopaka opartego o ścianę w przejściu z przedpokoju do salonu.

– Drzwi były otwarte. – Uśmiechnął się. – Byłaś tak zafascynowana filmem, że nawet nie słyszałaś, jak pukam?

– Uwierz, że gdybym usłyszała, to też bym nie otworzyła – odpyskowałam.

– Ale z ciebie wredota – pokręcił głową w wielkim uśmiechu odsłaniającym rząd białych ząbków.

– Co tutaj robisz? Grace wyszła. – Wstałam z kanapy i stanęłam niemalże na środku pokoju.

– Przecież wiem – zaśmiał się, po czym powoli podszedł do mnie. – Inaczej nie byłoby mnie tutaj. – Chwycił mnie w pasie i jedną ręką przycisnął do siebie. – Zmieniłaś się. Dla mnie? – Zaczerwieniłam się. Chyba po części miał rację. Może nie dla niego, ale przynajmniej ze względu na niego. Może nawet dzięki niemu?

– Chciałbyś! – Odepchnęłam chłopaka od siebie.

– Nie zauważyłem wcześniej, żebyś była taka waleczna. Czyli zmieniło się coś więcej niż tylko twój wygląd. – Cały czas śledził każdy mój ruch. Przeszywał mnie wzrokiem. – Mam cholerną ochotę pieprzyć cię na tej kanapie. – Oblizał usta i uśmiechnął się dziko. Trzeba przyznać, że był bezpośredni.

– Zabawne – uśmiechnęłam się ironicznie. Nikt nigdy wcześniej nie rzucił do mnie takim tekstem. Naprawdę nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Troszkę zeszłam z tematu. – Możemy pogadać? – Wskazałam ręką kanapę. Jayson usiadł na niej jak posłuszny piesek.

– Słucham – odparł i rozłożył się na sofie tak, jak rano.

– O co ci chodzi, co? Jesteś z moją siostrą od miesiąca i dopiero teraz mnie zauważyłeś? – Spojrzałam z wyrzutem. – Nie wiem, co kombinujesz, ale czuję, że to nic dobrego.

– Nie wiesz, że najlepsze zostawia się na koniec? – zaśmiał się.

– To niby miał być komplement?

Pokiwał twierdząco głową.

– W takim razie coś ci nie wyszło. Nie pozwolę nikomu bawić się moimi uczuciami, a poza tym powiedziałeś rano, że lubisz szalone dziewczyny. Ja taka nie jestem…

– Ha! – parsknął głośno. – Jak to nie? Piłaś na imprezie alkohol, paliłaś papierosy, tańczyłaś przy ognisku, a potem pocałowałaś mnie na oczach swojej siostry!

– Ja pocałowałam ciebie?! – oburzyłam się.

– No jasne. Ja tylko trochę ci pomogłem. – Znowu cwaniacko poruszał brwiami. Widziałem jaka jesteś na mnie napalona. Gdyby nie Grace, pewnie doszłoby do czegoś więcej. Wiesz, o czym mówię? – upewnił się.

– Jesteś nienormalny – parsknęłam. – Jayson, jesteś z moją siostrą, nie zapominaj o tym. Między nami nigdy nic nie było i nie będzie. – Głupkowaty uśmiech nie schodził mu z twarzy. To zaczęło być trochę irytujące. On po prostu dobrze się bawił! Nagle wyjął papierosa i odpalił go w mieszkaniu. Nawet nie zauważyłam, kiedy znaleźliśmy się przy drzwiach frontowych.

– I tak będziesz moja. – Powoli wypuścił dym z ust prosto w stronę mojej twarzy. Wyszczerzył się i puścił oczko, po czym zniknął za drzwiami.

Co to miało do cholery jasnej znaczyć?! Co on sobie wyobrażał? To, że czasami mi się śnił, dość często o nim myślałam, a czasem nawet miałam jakieś fantazje, to jeszcze nie znaczy, że się zakochałam, prawda?! Drażniło mnie to, że Jayson był tak pewny siebie. Chwilami bałam się, że nad sobą nie zapanuje, a ja nie będę umiała (a może: chciała) go powstrzymać. Że coś się stanie. Coś złego… Najlepszym wyjściem byłoby w ogóle go nie widywać. Ale jak to zrobić?

Rozdział 3.*

– O! Jakoś inaczej wyglądasz – zauważyła Grace.

No tak. Zmiana stylu. Dziś też ubrałam się inaczej niż zwykle. Dżinsowe szorty i biała bokserka robiły swoje. Powoli zaczynałam się przyzwyczajać do nowej Natalie.

– Ładnie – dodała i zniknęła gdzieś za drzwiami salonu. Miałam wrażenie, że cała złość ulotniła się z niej jak mgła.

Założyłam adidasy, wzięłam plecak i wyszłam z domu. Wcale nie miałam ochoty iść do szkoły, ale nie zamierzałam zmieniać się aż do tego stopnia, żeby zacząć wagarować.

Miałam wrażenie, że wszyscy patrzą na mnie jakoś inaczej. To znaczy… że w ogóle na mnie patrzą. Nigdy zbytnio nie zwracano na mnie uwagi i – szczerze mówiąc – nie przeszkadzało mi to. Teraz czułam się skrępowana i zawstydzona. Przemknęłam więc szybko korytarzem i weszłam do klasy.

– Cześć, Natalie. – Rose, moja najlepsza kumpela, podeszła do mnie. – Co Ci się stało? – zapytała zdziwiona, mierząc mnie wzrokiem.

– Coś nie tak? – zapytałam, spoglądając sama na siebie.

– Nie, no wszystko okej, tylko… wyglądasz zupełnie inaczej niż przed weekendem. – Wzruszyła ramionami. – No i nie odbierasz ode mnie telefonów – dodała, robiąc obrażoną minę.

– Przepraszam – westchnęłam głęboko, spuszczając wzrok. – Miałam ciężki weekend. – Wzruszyłam ramionami.

– Opowiesz mi?

– Nie ma o czym opowiadać. Chodźmy lepiej na plażę.

Rose tylko pokiwała głową i pierwsza udała się w stronę wyjścia z budynku.

– To nie fair, że musimy siedzieć w szkole, kiedy jest taka ładna pogoda. – Wyciągnęła ręce i zaczęła radośnie obracać się wokół własnej osi, wystawiając twarz do słońca. Była taka radosna… Ja nie potrafiłam taka być. Jak widać, nie wszystko się zmieniło.

Doszłyśmy do plaży. Wybrałyśmy piękne, zaciszne miejsce – to, które uwielbiałyśmy. Rzuciłyśmy plecaki na ziemię i usiadłyśmy obok nich. Wciąż byłam zamyślona, nie wiedząc nawet, co dzieje się wokół.

– Jeśli ty nie chcesz mówić, to – zawahała się – ja ci coś opowiem. W sobotę przeżyłam swój pierwszy raz! – Uśmiechnęła się, po czym schowała twarz w dłoniach.

– Poważnie?! – zapytałam zdziwiona, na co blondynka tylko pokiwała głową. – No i? – dopytywałam zaciekawiona.

– I było super! Nick jest taki romantyczny. – Jej wzrok był teraz maślany jak słodka bułeczka. – Zaprosił mnie do siebie wieczorem, kiedy jego rodzice wyszli do znajomych. Kupił dla mnie kwiaty, odpalił świeczki. Zaczęliśmy się całować, a potem… Samo jakoś tak wyszło. Nie mam pojęcia, czy planował akurat taki ruch, ale cieszę się, że przeżyłam to właśnie z nim. Było wspaniale! – opowiadała, a ja słuchałam z zainteresowaniem. Bardzo jej zazdrościłam. Zazdrościłam jej tego, że znalazła fajnego chłopaka, który zaskakuje ją, przytula, całuje, pociesza, a przede wszystkim kocha. Teraz byłam jeszcze bardziej załamana niż wcześniej, ale starałam się nie dać tego po sobie poznać.

– To wspaniale. – Przytuliłam ją mocno. – Teraz już jesteś kobietą. No wiesz… Tak w stu procentach – powiedziałam z wymuszonym rozbawieniem, puszczając do niej oczko.

– Ty też niedługo będziesz. – Pogłaskała mnie po plecach. Znowu trochę posmutniałam.

– Może nie jest mi to pisane – westchnęłam. – Ale nie szkodzi. – Znów wymusiłam uśmiech.

– Kochana, je będę lecieć. Umówiłam się z Nickiem. – Skrzywiła się trochę, gdyż wiedziała, że zadaje mi ból. Pocałowała mnie w policzek i poszła w stronę ulicy.

– Nic nie szkodzi – westchnęłam sama do siebie.

Po chwili wzięłam plecak i ruszyłam przed siebie. Nie zamierzałam jednak iść jeszcze do domu. Wiedziałam, co mnie tam czeka. Opcje były dwie: albo pustka, albo Grace migdaląca się z Jaysonem (lub innym chłopakiem). Nie chciałam tego oglądać, więc pokierowałam swe kroki w głąb plaży. Urządziłam sobie spacer brzegiem morza. Zdjęłam buty i włożyłam je do plecaka. Uwielbiałam dźwięk fal, które właśnie rozbijały się o moje bose stopy. Idąc tak, rozmyślałam na temat ostatnich wydarzeń, które stanowczo mnie przerastały. Przyszła mi do głowy pewna myśl, której realizacja rozwiązałaby wszystkie sprawy. Pomyślałam, że jedynym wyjściem jest wyprowadzka. Gdybym wyprowadziła się do rodziców, wszystko samo by się ułożyło. Jedyną przeszkodą była szkoła, ale przecież nie ma większych problemów z przeniesieniem się do innej, prawda?

– Ej! Zaczekaj! – Usłyszałam za sobą głos. Odwróciłam się mechanicznie. – To przypadkiem nie twoje? – Kilka metrów ode mnie stał przystojny brunet i machał czymś w górze. W odpowiedzi na moją zdziwioną minę podbiegł do mnie i wręczył telefon.

– Skąd go masz?! – zapytałam lekko uniesionym tonem.

– Wystarczyłoby zwykłe „dziękuję” – odparł i uśmiechnął się lekko.

– Przepraszam… – jęknęłam. – To znaczy, dziękuję – powiedziałam, biorąc komórkę z jego dłoni.

– Chyba ją upuściłaś. Na szczęście na piasek, nie do wody – zaśmiał się delikatnie, ale zaraz spuścił wzrok.

– Całe szczęście. Nie wiem jak kontaktowałabym się ze światem. Jeszcze raz wielkie dzięki. – Zaczęłam powoli odchodzić. Brunet trochę posmutniał. Nic dziwnego. Wyświadcza mi przysługę, a ja traktuję go tak oschle. Nie zasłużył, ale co miałam poradzić na to, że poznajemy się akurat w tak beznadziejnym momencie mojego życia?! – Może chcesz mi towarzyszyć? – Ponownie podeszłam do chłopaka, który chwilę wcześniej wbijał wzrok w ocean.

– Nie chcę ci przeszkadzać. Byłaś zamyślona. – Podrapał się ręką po karku.

– Nie przeszkadzasz, tylko… Po prostu dziś nie jest zbyt dobry dzień. – Krzywiłam usta, szukając odpowiednich słów.

– Więc pewnie i tak nie zdołam poprawić ci humoru. – Wzruszył ramionami. Już nie był tak wesoły jak na początku.

– Zaraz się okaże. – Uśmiechnęłam się. Przez chwilę miałam wrażenie, że ma gorsze problemy niż ja.

– Mam na imię Dylan – powiedział i podał mi dłoń.

– A ja Natalie. – Patrzył mi w oczy, przez co mój wzrok automatycznie powędrował w dół. Zapanowała chwilowa niezręczna cisza. – Jestem dość nieśmiała – jęknęłam, pesząc się.

– Ja też. – Chłopak uśmiechnął się szeroko. Po chwili szliśmy razem brzegiem oceanu, jednak nie wymienialiśmy wielu słów. – Wiesz… Może będzie lepiej, jeśli dasz mi swój numer? – Spojrzał na mnie. Teraz staliśmy przodem do siebie, dość blisko. Po chwili wydobyłam długopis z plecaka. Zamiast kartki podał mi swoją dłoń. Była ciepła i miękka. Chwyciłam ją delikatnie i zapisałam swój numer. Powoli nawet przestałam się krępować jego obecnością, która stała się tak naturalna, jakbyśmy się od dawna znali. Nadal staliśmy jedynie parę centymetrów od siebie.

– Zadzwonię w jakimś lepszym momencie – powiedział z powagą i nutą smutku w głosie.

– Jeszcze raz dziękuję za telefon. – Lekko uniosłam się na palcach, powoli zbliżyłam się do niego i lekko pocałowałam w policzek. Teraz to on zarumienił się i spuścił wzrok. Troszkę mnie to rozbawiło. Fajnie było wiedzieć, że są ludzie równie nieśmiali jak ja. Od tej pory śmiało mogłam przestać nazywać siebie dziwaczką. – Do zobaczenia! – Pomachałam mu ręką na pożegnanie. Chłopak jeszcze przez chwilę wpatrywał się w swoją dłoń pomazaną długopisem, aż w końcu odszedł w drugą stronę. Szliśmy w dwa różne krańce plaży.

To było naprawdę miłe spotkanie. Miły człowiek – miłe spotkanie, to proste i oczywiste. Zastanawiało mnie jedno: czy Dylan był nieszczęśliwym człowiekiem? Jego zachowanie było troszkę niepokojące. Nie zaprzątając sobie dłużej tym głowy, poszłam w stronę domu.

Wracałam przez miasto. Na ulicach było pełno ludzi. Część wracała ze szkoły, część szła po zakupy. Przechodziłam właśnie przez mój ulubiony park, kiedy nagle mignął mi przed oczami widok pewnej pary. Stali wtuleni w siebie niczym najbardziej zakochane gołąbki na świecie. Chłopak z dziewczyną namiętnie się całowali, jakby na pożegnanie. Po chwili oderwali się od siebie. O cholera! To był Jayson z jakąś laską! Dostrzegłam to w momencie, kiedy właśnie ich mijałam. Chłopak zauważył mnie. Niestety… Pospiesznie pożegnał się z blond lafiryndą i pobiegł za mną. Przez chwilę trzymał się w pewnej odległości, po czym obiegł mnie dookoła i zatarasował drogę tak, że nie mogłam przejść.

– To może zostać między nami, prawda? – zapytał.

– Chyba kpisz!? – wybuchłam. – Jesteś skończonym dupkiem! – krzyknęłam, ominęłam go i ruszyłam dalej.

– Oj, przestań Natalie. – Uśmiechnął się słodko. Usilnie chciał mnie w ten sposób przekonać do siebie.

– Żartujesz sobie? Zdradzasz Grace, a ja mam cię jeszcze kryć?! Nie mam powodów ku temu. W sumie to nawet cię nie lubię – powiedziałam oschłym tonem.

– Czyżby? – Uniósł jedną brew.

– Dokładnie tak. – Usiłowałam być przekonująca.

– Myślisz, że twoja siostrzyczka jest taka święta?! – Próbował się bronić.

– To po jaką cholerę jesteście ze sobą?! Boże, jaki ten świat jest chory – warknęłam, przyspieszając kroku. Szłam ciągle przed siebie, a on za mną.

– Bo jest dobra…

– Okej, nie chcę wiedzieć, co masz na myśli. Odpieprz się ode mnie – rzuciłam, wchodząc do autobusu.

– Mam nadzieję, że wiesz, co robisz. – Usłyszałam przez zamykające się drzwi pojazdu.

Pojechałam prosto do domu. Byłam trochę roztrzęsiona. Z jednej strony miałam ochotę otworzyć jej oczy, mimo że mogłaby mi nie uwierzyć. Jednak z drugiej strony oboje są dorośli i wiedzą, co robią. Po co miałabym wtrącać się w ich życie? To, co zobaczyłam i usłyszałam, pomogło mi. Teraz łatwiej było mi wybić sobie tego kretyna z głowy.

***

– Alice dzwoniła i prosiła, żebyś podrzuciła jej do pracy notatnik, który zostawiła tu kilka dni temu. Coś tam z niego pilnie potrzebuje. – Usłyszałam już od progu. No tak. Moja najstarsza siostrzyczka, dumna pani doktor, miała dość duże problemy z koncentracją. Za każdym razem czegoś zapominała. Czy to kluczy, czy portfela, czy notesu… Jak nie to, to coś innego.

– Jasne – odpowiedziałam zniesmaczona. Cały dzień dzisiaj łaziłam, a teraz jeszcze miałam biec do szpitala z jakimś głupim notesem. Byłam zła na siebie, Jaysona, na Grace, a teraz jeszcze na Alice za to, że jest taką sklerotyczką.

Chwyciłam notes, włożyłam do torby i wyszłam z mieszkania. Szłam dość powoli, spacerkiem. Po około godzinie dotarłam do celu. Weszłam na pogotowie, gdzie Alice akurat miała dyżur. Zobaczyłam też kilku innych lekarzy, jakieś pielęgniarki i ratowników. Wieźli na łóżku pacjenta. Jedna z pielęgniarek podtrzymywała kroplówkę. Byłam przerażona tym okropnym widokiem. Nie ogarniałam, co się dzieje, więc automatycznie pobiegłam za nimi. Na łóżku leżał Dylan! Był cały mokry, blady. Z przemoczonych ubrań spływała woda. Chłopak był ledwo przytomny.

– Dylan?! – wyrwało mi się.

– O, Natalie – mówił ledwo żywy. – Dobrze, że jesteś, bo chyba… zmył mi się twój numer. – Podniósł dłoń z uśmiechem na ustach, po czym nagle stracił przytomność. Byłam przerażona. Nie wiedziałam, czy mam biec za nimi, czy zostać na korytarzu. Cały personel wjechał na oddział intensywnej terapii. Po chwili z niewielkiego tłumu wyłoniła się moja siostra, biegnąca w moją stronę.

– Natalie, trafiłaś akurat w nie najlepszy moment. Mamy intensywnego pacjenta, więc teraz nie mogę – powiedziała, po czym wzięła pospiesznie notes z moich rąk i zniknęła gdzieś w korytarzu. Nie zdążyłam nawet o nic zapytać.

Cały czas siedziałam przerażona na korytarzu. Nie miałam sumienia wyjść ze szpitala i olać wszystkiego. Wolałam jednak wiedzieć, co się dzieje. To było dziwne. Widzieliśmy się, a właściwie poznaliśmy się dwie godziny temu, a teraz całkiem przypadkiem przychodzę do szpitala, a on tu jest! Może to jakiś znak? Uśmiechnęłam się do siebie. Z sali jednak w dalszym ciągu nikt nie wychodził. Wciąż nerwowo bawiłam się kluczami od mieszkania. Nagle w przejściu ujrzałam biegających lekarzy, w tym także moją siostrę. W nerwach poderwałam się z miejsca. Czułam w kieszeni ciągle wibrujący telefon, ale teraz miałam to gdzieś. Podbiegłam do lekarza:

– Czy mogę do niego wejść?!

– Jesteś z rodziny?

– Nie, ale…

– Więc nie mogę cię wpuścić – wszedł mi w słowo.

– Ale ja muszę tam wejść! – krzyknęłam, przepychając go lekko na bok. Wbiegłam na salę i poczułam okropny szpitalny zapach. Nienawidziłam go, odkąd moja babcia zmarła w szpitalu, niemalże na moich oczach. Tak właśnie śmierdziało w sali, w której leżała. Teraz też ten okropny zapach przyprawił mnie o mdłości, ale nie dałam się i twardo szłam do przodu. Na środku pustej sali stały dwa łóżka. Na jednym z nich leżał Dylan. Podłączyli biedaka do miliona kroplówek, a pod nosem umieścili dziwną rurkę. Spał. Wciąż był nieprzytomny. Ciągle miałam w uszach jego słowa: „Dobrze, że jesteś, bo chyba… zmył mi się twój numer”, a przed oczami uśmiech, który nie zszedł mu z ust, dopóki nie zemdlał. Jak mógł myśleć o numerze w takiej chwili?

Chwyciłam krzesło stojące pod ścianą i postawiłam obok szpitalnego łóżka. Usiadłam powoli, by przypadkiem go nie obudzić. Dylan potrzebował snu, byłam tego pewna.

Przez dobre pół godziny patrzyłam jak jego klatka piersiowa powoli unosi się i opada. Usta miał lekko rozchylone, a powieki drżały co kilka minut.

– Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze… – szepnęłam, delikatnie łapiąc dłoń chłopaka. Miałam wrażenie, że jego mięśnie delikatnie się spięły, ale tak tylko mi się wydawało, bo bardzo tego chciałam i wmówiłam sobie jakąś bzdurę.

Nie mogłam sobie odpuścić. Cały czas miałam wyrzuty sumienia. Gdybym wtedy nalegała, aby poszedł ze mną na ten pieprzony spacer, a nie po prostu pożegnała się tak szybko, może nic by się nie stało.

– Nie świruj, przecież mieliśmy się jeszcze spotkać – jęknęłam, uśmiechając się delikatnie, kiedy łza popłynęła mi z oka. Czułam się bezsilna.

– Obiecuję, że tak będzie. – Usłyszałam ciche słowa. Prawie szept. Otworzyłam szeroko oczy, wycierając z twarzy łzę. Obudził się!

– Podsłuchiwałeś! – zaśmiałam się. – Nieładnie! – Pogroziłam mu palcem.

– Fajnie, że jesteś. – Uśmiechnął się szeroko, wspierając na łokciach. Poczułam wielką ulgę, jakby olbrzymi głaz spadł mi z serca.

– Nie ukrywam, że trochę zaczęłam się martwić, kiedy tak sobie tutaj smacznie spałeś. – Wytknęłam język.

– Nie śpię już od jakiejś godziny. – Zaśmiał się delikatnie, poruszając zabawnie brwiami.

– No to świetnie. – Skrzywiłam się. Siedziałam tak blisko, dotykałam jego dłoni, prawie płakałam, do tego mówiłam jakieś bzdury, a on wszystko słyszał i czuł. Niezły przypał. – Co się w ogóle stało? – zapytałam, urywając temat.

– Szedłem brzegiem, nagle po prostu zrobiło mi się słabo i prawdopodobnie wpadłem do wody. – Wzruszył ramionami. – Nic takiego, wszystko będzie dobrze.

– Całe szczęście – westchnęłam i wstałam z krzesła. Teraz z czystym sumieniem mogłam wrócić do domu.

– Zaczekaj! – krzyknął. – Co będzie z tym numerem? Wiesz… chyba trochę się rozmazał. – Ponownie uniósł dłoń do góry, prezentując dowód.

– Zapiszę ci na kartce – odparłam i zaśmiałam się, po czym zrobiłam tak, jak obiecałam. Zostawiłam kartkę na stoliku obok i skierowałam się w stronę wyjścia.

– Natalie? Co ty tu robisz? – zapytała zdziwiona Alice, mijająca mnie w przejściu.

– Nic. Idę do domu – jęknęłam, krzywiąc usta.

– To… wy się znacie? – zapytała nagle. Po minie Dylana poznałam, że sam zdziwił się tym faktem. – Zaczekaj na mnie w korytarzu, okej? – poprosiła.

Pokiwałam tylko głową i wyszłam z sali.

Usiadłam na krześle w oczekiwaniu na to, co ma mi do powiedzenia siostra. Miałam nadzieję, że nie chce, abym znowu jej coś załatwiła, albo nie zacznie mi matkować. Przyszła dopiero po pięciu długich minutach, kiedy zaczęłam już z nudów czytać bzdurne ulotki medyczne.

– Wiesz, co robisz? – zapytała surowym tonem.

– O co ci chodzi? – oburzyłam się. Miałam rację. Chodziło o coś w stylu matkowania. Czasem lubiła się w to bawić. Może dlatego, że nie mogła mieć własnych dzieci.

– Kim jest dla ciebie ten chłopak? – Kiwnęła głową w stronę jego sali.

– Jejku, znajomy! Nawet nie wiedziałam, że leży w szpitalu! Z resztą co cię to obchodzi? To chyba moja sprawa z kim się kumpluję, a z kim nie?! – wybuchłam. Nienawidziłam takiej kontroli.

– Natt, zrozum…

– To ty zrozum! Jestem pełnoletnia i będę robiła to, co mi się podoba! – krzyknęłam i odwróciłam się na pięcie.

Nie wysłuchałam jej do końca. Z rozgniewaną miną wyszłam ze szpitala. Na dworze już powoli robiło się szaro. Powlokłam się w stronę domu. Droga zajęła mi prawie dwie godziny. Złapałam za klamkę, ale drzwi były zamknięte, więc powędrowałam ręką do kieszeni. Była pusta!

– Cholera! – warknęłam. Zgubiłam klucze. Nie trzeba było bawić się nimi w szpitalu! Sięgnęłam ręką do kieszeni spodni, by wydobyć z niej telefon. No świetnie! Rozładował się. To dzięki Grace, która wydzwaniała do mnie dziesiątki razy, a teraz, kiedy naprawdę tego potrzebuję, nawet nie mogę do niej oddzwonić.

Rozdział 4.*

Zrezygnowana siedziałam na werandzie. Wyciągnęłam nogi przed siebie i oparta o poręcz, zamknęłam oczy. Nie miałam już siły wracać do szpitala, by poszukać zguby, więc postanowiłam poczekać na siostrę, choć nie miałam pojęcia, gdzie jest i o której wróci. Po godzinie czekania nagle usłyszałam warkot samochodu, który zatrzymał się przed domem. Ucieszona wstałam ze schodów. Miałam nadzieję, że Grace wreszcie przypomniała sobie o powrocie do domu, ale grubo się myliłam. Z samochodu wysiadł nikt inny, jak sam Jayson Pieprzony Styles.