Satyry i epigramaty - Aleksander Fredro - ebook

Satyry i epigramaty ebook

Aleksander Fredro

0,0
8,49 zł

lub
Opis

Satyry i epigramaty” autorstwa Aleksandra Fredry to zbiór prawie czterdziestu wspaniałych, zabawnych oraz mądrych utworów poetyckich tego wybitnego autora.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 31




Wydawnictwo Avia Artis

2020

ISBN: 978-83-65922-95-3
Ta książka elektroniczna została przygotowana dzięki StreetLib Write (http://write.streetlib.com).

Do lenistwa

O lenistwo! Bóstwo moje! Dla ciebie lutnię nastroję, Lecz by twych uszów nie dręczyć, Cicho struny będą brzęczyć, Cicho będę śpiewać, Ale głośno ziewać. O jak słodko zamknąć oczy, I na czasy i na ludzi A jeżeli nas przebudzi Zgiełk żałosny lub ochoczy, Drzemiąc zawsze, drzemiąc miło Jakby nam się ciągle śniło, Przez mgłę tylko w świat poglądać I prócz łóżka nic nie żądać. Zapamiętałe szaleńce, Których łudzą sławy wieńce, Którą durzą wszystkie chęci, By po zgonie żyć w pamięci; Jakąż korzyść stąd odnoszą, Że ich imie wieki noszą?

Czy inaczéj nikną w grobie, W sutéj marmurów ozdobie, Jak ten, co bez znoju W lubym żył spokoju, Od prac się odsuwał, Więcéj spał, niż czuwał I którego wierzch mogiły Gęste pokrzywy okryły?! Szaleńce zapamiętałe! Znoście trudy, Niech was wielbią płoche ludy, Niech śpiewają waszą chwałę, Ja wam wcale nie zazdroszczę, Pogrobowych praw nie roszczę, Nie dwa wieki, lecz dwa lata Czy mieć będę cześć u świata, Myśli mojéj dziś nie troszczę; Nie chcę laurem skroni zdobić... Dla mnie szczęściem nic nie robić. Ciszéj zuchwalcze, wstępując w podwoje, Gdzie spoczynek zaległ święty, Gdzie ruch pełza, trud wyklęty. Złóż przed progiem miecz i zbroję, Rozpuść lutni dźwięczne stroje, Krok po kroku czołgaj z cicha, A pierś zwolna niech oddycha. Tu Bóstwo leży w pachnącym obłoku Po sto lat na jednym boku, Przy niem Plotka zezowata Wianki splata i rozplata, Daléj obżarstwo głaszcząc się po brzuchu Z ostatnim kęsem usypia na puchu;

A nudów wkoło gromady ospałe Ziewają hymny lenistwu na chwałę. Nie ujrzysz u nóg ołtarzy Żadnéj strupieszałej twarzy, Jaką wędzą gabinety; Ni wpół żyjące szkielety, Dzielne niegdyś Marsa syny Nie kwęczą strojne w wawrzyny; Lecz jak z jednego zawodu Potężnego ujrzysz rodu Kapłanów tysiące, Nozdrza sapiące, Pyski nadęte, Tłuszczem wytarte, Oczy przymknięte, A gęby otwarte. Chwała Bóstwo! Chwała tobie! Ciebie widać w ich osobie! Niech w szaleństwie, niech w zapale Inni krwawe Bogi głoszą, Ja z mnichami ciebie chwalę, Służyć tobie jest rozkoszą. Ręka czasu wszystko zmienia Do zatraty, do zniszczenia; Wszystko jedną pędzi drogą, Lecz ołtarze twojéj chwały Razem z światem będą trwały,

Z światem tylko zginąć mogą.

Do dukata

Ty, co z wschodu do zachodu

Władasz berłem wieków wieki, Cny potomku, cnego rodu, Wielki mocą twéj opieki, O Dukacie! błagam ciebie, Poetów wspieraj w potrzebie, Przełam dotąd sprzeczne losy, A twą świetność, twe pochwały Szerzyć będą na świat cały Uczniów Feba wieszcze głosy. Pochwały! — Szalone myśli, Możnaż ciebie chwalić Panie? Czém ty jesteś, kto określi, Już wsławionym dość zostanie. Ziemia twoje pęta wzięła Czci twą władzę, wielbi dzieła; Twe zaszczyty wiecznie trwałe, Niepotrzebne już pomniki; Lecz my prawe hołdowniki Śpiewać będziem twoją chwałę.

Wojownika wielkość sroga Wkoło siebie gromy ciska, Kędy stąpi jego noga, Krew, popioły, śmierć, zwaliska. Lecz niech cofnie się twa ręka, A w téj chwili los go nęka. Z twojém światłem przewodniczém Nikną przemysł, władza, roty, Wczoraj z tobą straszne groty,

Dziś bez ciebie już są niczém. Twoją wolą krew tokami Niepodległe broczy kraje, Ale rzeknij: pokój z wami! Kat w postaci ojca staje. Ty ujarzmiasz czcze przesądy, Zwalasz trony, zmieniasz rządy; Z rąk Temidy wziąłeś szale W prawodawczém świetnem kole, Masz twe miejsce, masz twą wolę, Wszędzie ołtarz twojéj chwale. Twą opieką zmieniasz Panie, Los człowieka przeznaczony, Ten przy tobie w szczycie stanie, Kto się czołgać jest stworzony. Rozum dajesz, kryjesz wady, Cnemi czynisz podłe rady; Blask twój cnotę gdy odzieje, Czołem przed nią ludy biją, Blask twój chmury niech zakryją, Samą cnotę świat wyśmieje. Ogień Feba teraz w tobie, Kiedy dźwięk twój doda weny, Na co trzeba w każdéj dobie Ody lecą, lecą treny. Ach a ciebie, kiedy niema, Lutnia brzęczy, Muza niema; O Dukacie! u nóg tronu, W