Wydawca: Wydawnictwo CIS Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2016

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 231 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Rzeka genów - Richard Dawkins

Darwinowski obraz życia

 

Skąd wzięło się na Ziemi życie? Skąd jego różnorodność i bogactwo? Jak mogą potoczyć się przyszłe ewolucyjne losy naszej planety? Co to jest „bomba replikacyjna” i do czego prowadzi jej eksplozja?

Talent literacki i popularyzatorski autora Rzeki genów (oraz między innymi Samolubnego genu Boga urojonego) sprawia, że po tę książkę może (i powinien) sięgnąć każdy, kogo ciekawi fenomen powstania i rozwoju życia, tajemnica genów i ewolucji czy wreszcie przyszłe losy naszego gatunku.

W ten czy inny sposób wszystkie moje książki poświęcone są tej samej historii o niemal nieograniczonym potencjale, jaki niesie w sobie darwinowska zasada doboru naturalnego, o ile tylko raz uruchomiony proces samoreplikacji ma szansę rozwijać się na przestrzeni dostatecznie długiego czasu. Rzeka genów jest dla mnie dalszym ciągiem misji, której się podjąłem. Doprowadzam tu całą opowieść do pozaziemskiej kulminacji, łącznie z rozważaniami na temat zaszczepienia fenomenu samoreplikacji wśród miriadów atomów w przestrzeni kosmicznej.

 

Richard Dawkins, fragment Wstępu

Opinie o ebooku Rzeka genów - Richard Dawkins

Fragment ebooka Rzeka genów - Richard Dawkins

Co­py­ri­ght © 1996, 2007 by Ri­chard Daw­kins

All ri­ghts re­se­rved

Ty­tuł ory­gi­na­łu: Ri­ver out of Eden. The Dar­wi­nian View of Life

Co­py­ri­ght © 2014 for this edi­tion and for Po­lish trans­la­tion by Wy­daw­nic­two CiS

Prze­kład: Ma­rek Jan­nasz

Re­dak­cja na­uko­wa i przy­pi­sy: Mar­cin Rysz­kie­wicz

Re­dak­cja: Mał­go­rza­ta Ta­cza­now­ska

Opra­co­wa­nie re­dak­cyj­ne: Ja­kub Sa­nin

Pro­jekt okład­ki i opra­co­wa­nie gra­ficz­ne: Stu­dio Gon­zo & Co.

Na okład­ce wy­ko­rzy­sta­no frag­ment ob­ra­zu Jana Breu­ghe­la Star­sze­go Raj

Wy­da­nie I (e-book)

Wy­daw­nic­two CiS

Ad­res re­dak­cji

02-526 War­sza­wa Opo­czyń­ska 2A/5

http://www.cis.pl

e-mail: cis@cis.pl

War­sza­wa — Sta­re Grosz­ki 2014

ISBN 978-83-61710-51

Skład wer­sji elek­tro­nicz­nej: Mi­chał Na­ko­necz­ny / Vir­tu­alo Sp. z o.o.

Pa­mię­ci Hen­ry’ego Co­ly­eara Daw­kin­sa (1921–1992) pro­fe­so­ra St. John’s Col­le­ge w Oxfor­dzie, mi­strza w sztu­ce czy­nie­nia rze­czy trud­nych pro­sty­mi

A z Ede­nu wy­pły­wa­ła rze­ka, aby na­wad­niać ogród

Księ­ga Ro­dza­ju 2,10

WSTĘP

Na­tu­ra — tak na­zy­wa­mymi­liar­dy mi­liar­dów mi­liar­dówczą­stek to­czą­cych mię­dzy sobą nig­dy nie koń­czą­cą się gręw bi­liar­dy bi­liar­dów bi­liar­dów.

— Piet Hein

Piet Hein przed­sta­wia tu kla­sycz­ny ob­raz świa­ta wi­dzia­ny oczy­ma fi­zy­ka. Kie­dy jed­nak w wy­ni­ku bi­liar­dów przy­pad­ko­wych zde­rzeń ato­mów po­wsta­je na­gle coś, co po­sia­da zu­peł­nie nową, nie­po­wta­rzal­ną wła­ści­wość, wia­do­mo, że we Wszech­świe­cie wy­da­rzy­ło się coś do­nio­słe­go. Taką wła­ści­wo­ścią jest zdol­ność do sa­mo­re­pli­ka­cji. Ozna­cza to, że owo „coś” po­tra­fi, wy­ko­rzy­stu­jąc ze­wnętrz­ną ma­te­rię, stwo­rzyć ko­pię sie­bie sa­me­go. Po­ja­wia­nie się przy­pad­ko­wych błę­dów w re­pli­ka­cji spra­wia zaś, że nie wszyst­kie ko­pie są iden­tycz­ne. Na­stęp­stwem tego nie­po­wta­rzal­ne­go wy­da­rze­nia, gdzie­kol­wiek we Wszech­świe­cie mia­ło­by ono miej­sce, mu­sia­ło być po­ja­wie­nie się dar­wi­now­skiej za­sa­dy do­bo­ru na­tu­ral­ne­go i jej nie­unik­nio­nej kon­se­kwen­cji, któ­ra na na­szej pla­ne­cie osią­gnę­ła ba­ro­ko­we bo­gac­two form i na­zy­wa się ży­ciem. Nie zna­my dru­gie­go ta­kie­go fe­no­me­nu, gdy tak wie­le fak­tów da się wy­ja­śnić przy przy­ję­ciu tak ma­łej licz­by za­ło­żeń wstęp­nych. Teo­ria Dar­wi­na oka­zu­je się nad­zwy­czaj sku­tecz­na nie tyl­ko w ob­ja­śnia­niu świa­ta. Cha­rak­te­ry­zu­ją­ce ją oszczęd­ność i la­ko­nicz­ność do­da­ją jej uro­ku oraz po­etyc­kie­go pięk­na przy­ćmie­wa­ją­ce­go na­wet naj­sil­niej prze­ma­wia­ją­ce do wy­obraź­ni mity o po­cho­dze­niu ży­cia, ja­kie stwo­rzył czło­wiek. Jed­nym z ce­lów przy­świe­ca­ją­cych mi przy pi­sa­niu tej książ­ki było od­da­nie na­leż­nej spra­wie­dli­wo­ści dzie­łu Dar­wi­na, któ­re — umoż­li­wia­jąc nam no­wo­cze­sne ro­zu­mie­nie fe­no­me­nu ży­cia — po­zo­sta­je nie­ustan­nym źró­dłem in­spi­ra­cji. W hi­po­te­zie mi­to­chon­drial­nej Ewy wię­cej jest po­ezji niż w opo­wie­ści o jej bi­blij­nej imien­nicz­ce.

Tą ce­chą ży­cia, któ­ra, we­dle słów Da­vi­da Hume’a, naj­bar­dziej „za­chwy­ca wszyst­kich, co kie­dy­kol­wiek się nad tym za­sta­na­wia­li”, jest pre­cy­zyj­na per­fek­cja me­cha­ni­zmu słu­żą­ce­go do re­ali­za­cji okre­ślo­ne­go celu, me­cha­ni­zmu, o któ­rym Ka­rol Dar­win mó­wił jako o ze­spo­le „or­ga­nów o nie­sły­cha­nej zło­żo­no­ści i do­sko­na­ło­ści”. Dru­gą za­chwy­ca­ją­cą nas ce­chą ziem­skie­go ży­cia jest jego nie­sły­cha­ne zróż­ni­co­wa­nie mie­rzo­ne dzie­siąt­ka­mi mi­lio­nów ga­tun­ków, z któ­rych każ­dy ozna­cza ist­nie­nie osob­ne­go, nie­po­wta­rzal­ne­go spo­so­bu ży­cia. Ko­lej­nym moim ce­lem jest więc prze­ko­na­nie czy­tel­ni­ków, że od­mien­ne „spo­so­by ży­cia” nie są ni­czym in­nym jak róż­ny­mi „me­to­da­mi prze­ka­zy­wa­nia kodu ge­ne­tycz­ne­go na­stęp­nym po­ko­le­niom”. Rze­ka, o któ­rej mówi ty­tuł, to rze­ka DNA pły­ną­ca przez całe epo­ki geo­lo­gicz­ne­go cza­su, a stro­me brze­gi od­dzie­la­ją­ce jej po­szcze­gól­ne od­no­gi oka­za­ły się nie­zwy­kle przy­dat­ną me­ta­fo­rą do opi­su nie­od­wra­cal­ne­go wy­od­ręb­nia­nia się kom­bi­na­cji ge­nów spe­cy­ficz­nych dla po­szcze­gól­nych ga­tun­ków.

W ten czy inny spo­sób wszyst­kie moje książ­ki po­świę­co­ne są tej sa­mej hi­sto­rii o nie­mal nie­ogra­ni­czo­nym po­ten­cja­le, jaki nie­sie w so­bie dar­wi­now­ska za­sa­da do­bo­ru na­tu­ral­ne­go, o ile tyl­ko raz uru­cho­mio­ny pro­ces sa­mo­re­pli­ka­cji ma szan­sę roz­wi­jać się na prze­strze­ni do­sta­tecz­nie dłu­gie­go cza­su. Rze­ka ge­nów jest dla mnie dal­szym cią­giem mi­sji, któ­rej się pod­ją­łem. Do­pro­wa­dzam tu całą opo­wieść do po­za­ziem­skiej kul­mi­na­cji, łącz­nie z roz­wa­ża­nia­mi na te­mat za­szcze­pie­nia fe­no­me­nu sa­mo­re­pli­ka­cji wśród mi­ria­dów ato­mów w prze­strze­ni ko­smicz­nej.

W trak­cie pi­sa­nia tej pra­cy ko­rzy­sta­łem ze wspar­cia, za­chęt, rad i kon­struk­tyw­nych uwag wie­lu życz­li­wych mi lu­dzi: Mi­cha­ela Bir­ket­ta, Joh­na Brock­ma­na, Ste­ve’a Da­vie­sa, Da­nie­la Den­net­ta, Joh­na Kreb­sa, Sary Lip­pin­cott, Jer­ry’ego Lyon­sa, a zwłasz­cza mo­jej żony, Lal­li Ward. Nie­któ­re frag­men­ty książ­ki to prze­re­da­go­wa­ne na jej po­trze­by ar­ty­ku­ły, któ­re uka­za­ły się już wcze­śniej. Roz­wa­ża­nia z Roz­dzia­łu 1. na te­mat ko­dów cy­fro­we­go i ana­lo­go­we­go zo­sta­ły opar­te na moim ar­ty­ku­le opu­bli­ko­wa­nym w ma­ga­zy­nie „The Spec­ta­tor” z 11 czerw­ca 1994 roku. Za­war­ta w Roz­dzia­le 3. re­la­cja z ba­dań Dana Nils­so­na i Su­san­ne Pel­ger nad ewo­lu­cją oka po­cho­dzi czę­ścio­wo z ar­ty­ku­łu News and Views, któ­ry opu­bli­ko­wa­łem w „Na­tu­re” 21 kwiet­nia 1994 roku. Pra­gnę po­dzię­ko­wać wy­daw­com obu wy­mie­nio­nych pism za udo­stęp­nie­nie ar­ty­ku­łów do tej pra­cy. Chciał­bym wresz­cie wy­ra­zić moją wdzięcz­ność Joh­no­wi Brock­ma­no­wi i An­tho­ny’emu Che­etha­mo­wi za za­pro­sze­nie mnie do udzia­łu w tak uni­kal­nym przed­się­wzię­ciu wy­daw­ni­czym jak se­ria SCIEN­CE MA­STERS.

Oxford, 1994

Rozdział pierwszyCYFROWA RZEKA

Każ­dy lud i na­ród ma swo­ich mi­tycz­nych przod­ków, o któ­rych mó­wią le­gen­dar­ne opo­wie­ści. Cześć im od­da­wa­na czę­sto przy­bie­ra for­mę zor­ga­ni­zo­wa­ne­go kul­tu. Lu­dzie pro­szą swo­ich an­te­na­tów o wspar­cie, a na­wet mo­dlą się do nich. I moż­na by po­wie­dzieć, że do­brze wie­dzą, co ro­bią, bo to wła­śnie u przod­ków — jak wkrót­ce się prze­ko­na­my — a nie u nad­przy­ro­dzo­nych bóstw na­le­ży szu­kać klu­cza do zro­zu­mie­nia ta­jem­ni­cy ży­cia. Zna­ko­mi­ta więk­szość przy­cho­dzą­cych na świat stwo­rzeń gi­nie, za­nim osią­gnie doj­rza­łość. Z tej mniej­szo­ści, któ­ra żyje do­sta­tecz­nie dłu­go by się roz­mno­żyć, jesz­cze mniej­sza część do­cho­wu­je się po­tom­stwa, któ­re ma wła­sne po­tom­stwo, i tak przez ty­sią­ce po­ko­leń. Ową zni­ko­mą mniej­szość mniej­szo­ści, tę praw­dzi­wą pra­sz­czu­rzą eli­tę — i tyl­ko ją — przy­szłe po­ko­le­nia będą mo­gły na­zwać swo­imi przod­ka­mi. Przod­ko­wie sta­no­wią rzad­kość, pod­czas gdy po­tom­ko­wie to coś po­spo­li­te­go.

Każ­de zwie­rzę i ro­śli­na, bak­te­ria czy grzyb — wszyst­kie ży­ją­ce stwo­rze­nia: te, co tyl­ko peł­za­ją, i ci, któ­rzy czy­ta­ją tę książ­kę — mogą po­szczy­cić się dłu­gim sze­re­giem przod­ków, z któ­rych ani jed­ne­mu nie przy­da­rzy­ło się zgi­nąć przed osią­gnię­ciem doj­rza­ło­ści. Wszy­scy osią­gnę­li lata spraw­ne, zdo­ła­li zna­leźć so­bie przy­najm­niej jed­ne­go part­ne­ra płci prze­ciw­nej i wy­dać z nim na świat po­tom­stwo[1*]. Ża­den z na­szych przod­ków nie zo­stał uni­ce­stwio­ny przez wro­ga, cho­ro­bę wy­wo­ła­ną wi­ru­sem czy przez nie­uważ­ny krok na skra­ju prze­pa­ści, nim nie spło­dził przy­najm­niej jed­ne­go po­tom­ka. Ty­siąc­om współ­cze­snych na­szym przod­kom ta sztu­ka się nie uda­ła — wy­star­czy­ło, że nie speł­ni­li choć­by jed­ne­go z wy­mie­nio­nych wa­run­ków. Tym­cza­sem każ­dy z na­szych an­te­na­tów speł­nił je wszyst­kie, co do jed­ne­go. Stwier­dze­nia te są oczy­wi­ste, nie­mal­że try­wial­ne, a prze­cież tak wie­le z nich wy­ni­ka. Nio­są w so­bie nie­ocze­ki­wa­ne i za­dzi­wia­ją­ce kon­se­kwen­cje, wnio­ski z nich wie­le wy­ja­śnia­ją, lecz tak­że dają dużo do my­śle­nia. O tym wła­śnie bę­dzie opo­wia­dać moja książ­ka.

Po­nie­waż wszyst­kie żywe isto­ty dzie­dzi­czą geny po wła­snych przod­kach, a nie po ich mniej szczę­śli­wych ró­wie­śni­kach, wszyst­kie or­ga­ni­zmy wy­ka­zu­ją ten­den­cję do po­sia­da­nia „szczę­śli­wych” ge­nów za­pew­nia­ją­cych pro­kre­acyj­ny suk­ces, któ­re na­da­ją im ce­chy po­trzeb­ne do tego, żeby zo­stać przod­kiem, czy­li zdol­ność do prze­ży­cia i re­pro­duk­cji. Dla­te­go wła­śnie żywe isto­ty dzie­dzi­czą te geny, któ­re za­pew­nia­ją po­wsta­nie do­brze za­pro­jek­to­wa­nej ma­szy­ny w po­sta­ci or­ga­ni­zmu funk­cjo­nu­ją­ce­go tak, jak­by dą­żył do osią­gnię­cia je­dy­ne­go, wy­ma­rzo­ne­go celu — sta­nia się przod­kiem. Dla­te­go wła­śnie pta­ki tak do­brze la­ta­ją, ryby pły­wa­ją, mał­py ska­czą, a wi­ru­sy roz­prze­strze­nia­ją się; i dla­te­go wła­śnie my ko­cha­my ży­cie, ko­cha­my się ko­chać i ko­cha­my dzie­ci. Dzie­je się tak z tego po­wo­du, że każ­dy z nas, bez żad­ne­go wy­jąt­ku, odzie­dzi­czył geny prze­ka­zy­wa­ne w nie­prze­rwa­nej li­nii przod­ków, któ­rym się uda­ło. Świat stop­nio­wo za­peł­nia­ją or­ga­ni­zmy po­sia­da­ją­ce to wszyst­ko, co pre­de­sty­nu­je je do by­cia przod­ka­mi. Tak moż­na by w jed­nym zda­niu stre­ścić prze­sła­nie dar­wi­ni­zmu. Dar­win po­wie­dział oczy­wi­ście o wie­le wię­cej, a jesz­cze wię­cej są w sta­nie do­dać współ­cze­śni ucze­ni. I to jest po­wód, dla któ­re­go ta książ­ka nie koń­czy się już w tym miej­scu.