Rozstanie - Stylo Fantome - ebook
Opis

Wszystko zdaje się być grą, dopóki komuś nie dzieje się krzywda, a to, co Jameson Kane zrobił Tatum O’Shea przekracza granice tego, co wybaczalne. Tate pragnie, żeby zniknął na zawsze z jej życia, a on szybko uczy się, że stare powiedzenie: „Nie doceniasz tego, co masz, dopóki tego nie stracisz” jednak ma sens.

 

Jameson nigdy nie był dobry w przestrzeganiu zasad, a gdy postanawia walczyć o odkupienie, zrobi wszystko, by dopiąć swego. Proponuje ostatnią grę, która – jeśli Tate się na nią zgodzi – zakończy wszystkie inne. Nie wątpi w swoją wygraną, ale Tate ostrzega go, że nie ma szans; tym razem nie przegra. Nie wie jednak, że Jameson gotów jest na wszystko. Jeśli będzie trzeba, złoży u jej stóp cały świat. A nawet odsłoni swoją duszę.

 

Nie wziął jednak pod uwagę, że to wszystko się skończy.

 

Teraz Jameson może jedynie modlić się, by wyrządzone przez niego zło nie odcisnęło na Tate swojego piętna. Czasami trudno powiedzieć, kto tak naprawdę jest złem wcielonym…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 319

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Wszystko wydaje się grą, dopóki komuś nie dzieje się krzywda, lecz tego, co Jameson Kane zrobił Tatum O’Shea, nie można wybaczyć. Ona pragnie, żeby na zawsze zniknął z jej życia, z kolei on szybko się uczy, że stare powiedzenie: „Nie doceniasz tego, co masz, dopóki tego nie stracisz”, jednak ma sens.

Jameson nigdy nie był dobry w przestrzeganiu zasad, a gdy postanawia walczyć o odkupienie, nie cofnie się przed niczym, by dopiąć swego. Proponuje ostatnią grę, która – jeśli Tate się na nią zgodzi – zakończy pozostałe. Nie wątpi w wygraną, ale dziewczyna ostrzega go, że nie ma z nią szans; tym razem nie przegra. Nie wie natomiast, iż mężczyzna chce osiągnąć cel za wszelką cenę. Jeśli będzie trzeba, złoży u jej stóp cały świat. A nawet odsłoni duszę.

Nie wziął pod uwagę tylko jednego – że to wszystko się skończy.

Teraz Jameson może się jedynie modlić, by wyrządzone przez niego zło nie odcisnęło na Tate piętna. Czasami trudno powiedzieć, kto tak naprawdę jest złem wcielonym.

Tytuł oryginału

Separation

Copyright © by Stylo Fantôme, 2014

All rights reserved

Wydawnictwo NieZwykłe

Oświęcim 2019

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Redakcja:

Angelika Oleszczuk

Korekta:

D.B. Foryś

Magdalena Zięba-Stępnik

Redakcja techniczna:

Mateusz Bartel

Projekt okładki:

Paulina Klimek

www.wydawnictwoniezwykle.pl

Dystrybucja: ATENEUM www.ateneum.net.pl

Numer ISBN: 978-83-8178-064-3

Skład wersji elektronicznej: Kamil Raczyński

konwersja.virtualo.pl

OD AUTORKI

Nie tylko piszę, ale i bardzo dużo czytam. Jest mnóstwo

aspektów, które cenię w przypadku self-publishingu czy bycia niezależnym autorem, ale jest również wiele rzeczy,

które mi się nie podobają. Nie mam na myśli braku szacunku, lecz jedynie osobiste preferencje.

Żadna historia nie jest kompletna, żadna nie jest

w pełni opowiedziana, ale dam z siebie wszystko.

Dziękuję, że ze mną jesteście.

DEDYKACJA

Dla blogerów piszących o książkach

Chcę również zadedykować tę książkę wszystkim WSPANIAŁYM osobom, które dane mi było poznać. Kiedy rozesłałam pierwszą wersję powieści, miałam może jednego czy dwóch fanów, kilka znajomości tu i ówdzie – nigdy jednak nie sądziłam, że na mojej drodze stanie grono ludzi, których będę mogła nazwać w przyszłości przyjaciółmi. I choć pisząc Poniżenie nie miałam pojęcia o Waszym istnieniu, pragnę zadedykować tę książkę zarówno Wam, jak i osobom, które pomogły mi w promocji:

Rebece – która trzymała mnie w ryzach; bez Ciebie byłabym zgubiona,

Jolene – mojej przybranej siostrze,

Ange, Beatriz, Betsy, Letty – WSZYSTKIM dziewczynom z „Cover To Cover” – dawno się tyle nie śmiałam. Jesteście niesamowite, to szczęście Was znać.

Caryn – rozpoczynającej karierę autorce i blogerce; sądzę, że tworzymy zgrany zespół,

Shannon – dziękuję za wspólną, szaloną jazdę!

***

Lecz przede wszystkim pragnę zadedykować tę książkę najbliższej przyjaciółce – Sue M. Zauważyłaś najdrobniejsze szczegóły, które uciekły mojej uwadze, a znacznie wpływały na odbiór powieści. Bez Ciebie Poniżenie nie byłoby tą samą książką.

Cząstka Jamesona Kane’a będzie już zawsze należeć do Ciebie.

Dziękuję, bez Ciebie nie dałabym rady.

Dla wszystkich Pań z naszego wyjątkowego zespołu. Nie tylko pomagacie mi dalej pisać, lecz także sprawiacie, że się śmieję, odpędzacie smutki, wspieracie mnie i siebie nawzajem. Dzięki Wam ten świat jest lepszy. Dziękuję.

Sue – dziękuję Ci za zapewnienie, że ta książka wcale nie nadaje się do wyrzucenia.

~Sanders~

Ludzie często myśleli, że „Sanders” to jego nazwisko. Było jednak inaczej. Na nazwisko miał Dashkevich, a nieco egzotycznie brzmiące imię Sanders przyjął po jakimś dawno zapomnianym krewnym. Nigdy nie wyprowadził nikogo z błędu – pozwalał wszystkim myśleć to, co chcieli. Zawsze wychodziło mu to na dobre.

Gdy jako trzynastolatek umierał z głodu, wałęsając się po ulicach Londynu, znalazł go pan Jameson. Sanders próbował go okraść, lecz był beznadziejnym kieszonkowcem. Mężczyzna chwycił chłopaka za kołnierz, a następnie przyparł do ściany, dziwnie na niego patrząc. Zamiast się wściec, zaproponował, iż kupi mu obiad.

Po posiłku Jameson poinformował Sandersa, że jeśli codziennie o ustalonej porze będzie czekał w tym samym miejscu, to dostanie jedzenie. Chłopak nie spóźnił się ani razu. Po dwóch tygodniach zaczęli rozmawiać. Jameson zapytał go, dlaczego żyje na ulicy.

– Uciekłem z domu – tylko tyle mu powiedział.

Mężczyzna pokiwał głową.

– Wiem, jak się czujesz.

– Ty też uciekłeś?

– W pewnym sensie. W domu zrobiłem komuś coś bardzo złego.

– I poczułeś się przez to źle? – dopytywał. – Dlatego uciekłeś?

– Nie. Nie czułem się z tym źle. Dlatego uciekłem.

Nadal spotykali się w porze obiadowej. Jameson zlecił mu załatwienie pewnej dziwnej sprawy, a potem mu za to zapłacił. Śmiał się i mówił: „Teraz jesteś moim asystentem, więc musimy ustalić wysokość twojej pensji”. Opłacił Sandersowi pokój w hotelu, a także kupił nowe ubrania.

Chłopak nie potrafił go rozgryźć. Kim był ten facet? Czego chciał? Przez jakiś czas uważał, że chodzi o seks. Czekał na dźwięk otwierających się drzwi do sypialni, w których pojawi się cień. W jego starym domu właśnie tak to wyglądało. Ale nie z tym człowiekiem. Szybko zrozumiał, że tu w ogóle nie chodzi o seks. Owszem, Jameson był bardzo rozrywkowy i wychodził z założenia, iż wszystko jest dla ludzi, lecz nie był gejem. Uwielbiał kobiety.

– Idealna kobieta, Sanders. Tego mi w życiu potrzeba – idealnej kobiety. Nie wiem, czy uda mi się taką znaleźć – wybełkotał pewnej nocy, kompletnie pijany.

– Nigdy pan takiej nie spotkał?

Jameson długo oraz intensywnie zastanawiał się nad odpowiedzią.

– Możliwe, że spotkałem. Wtedy jednak o tym nie wiedziałem. I nie była do końca idealna.

– Jak dawno pan ją poznał?

– Nie tak dawno.

Sanders również nie był gejem, ale nie interesował go seks. Nigdy tego nie robił. A przynajmniej nie z własnej woli. I nie z dziewczyną. Zawsze był zbyt zajęty ochroną swojej tajemnicy. A gdy pojawił się Jameson, Sandersa pochłonął zachwyt i szok wywołany nowym życiem. Uganianie się za dziewczynami nie znajdowało się zatem w kręgu jego zainteresowań.

Opowiedział Jamesonowi o rodzinie ciotki, mieszkającej w południowej części Londynu – rodzinie, w której się wychowywał. Sanders pochodził z Białorusi, ale kiedy miał pięć lat, rodzice przeprowadzili się do Anglii. Jakiś czas później ich deportowano, natomiast jego udało się zostawić w domu siostry ze strony matki. Od tamtego czasu nie miał kontaktu z rodzicami. Mąż ciotki był Anglikiem i nie należał do sympatycznych osób. Sanders nie chciał mówić Jamesonowi o wszystkich aspektach swojego dotychczasowego życia.

Więc skąd Jameson miał wiedzieć?

Chciał zrobić dla Sandersa coś miłego. Chciał, żeby jego rodzina zobaczyła, jak dobrze radzi sobie ich siostrzeniec. Chciał, żeby chłopak mógł się trochę popisać. Jego rodzina zarządzała niewielkim zajazdem, a Jameson zaskoczył go, wynajmując w nim dwa pokoje.

Wtedy w Sandersie coś pękło. Kiedy w pokoju zjawił się wujek, próbując go poniżyć i powiedzieć mu, że nigdy nie stanie się kimś ważnym, Sandersowi puściły nerwy – po raz pierwszy w życiu. Był o wiele mniejszy od wujka, ale kontrolę nad nim przejął gniew. Nie zdawał sobie sprawy z tego, co zrobił, dopóki nie zatrzymał go Jameson. Wtedy dotarło do niego, że przez cały czas uderzał głową mężczyzny o kaloryfer.

W tym momencie jego życie by się skończyło. Deportowaliby go na Białoruś, a w najgorszym wypadku resztę życia spędziłby w więzieniu. Siedział, cały we krwi, i płakał. Jameson uklęknął obok, po czym mocno go przytulił. Powiedział, że wszystko będzie dobrze, że wszystkim się zajmie. Chłopak się uspokoił, a mężczyzna dotrzymał słowa. Sprawił, że ciało w magiczny sposób zniknęło, natomiast pokój został doprowadzony do porządku. Przekupił ciotkę Sandersa, która w ogóle nie przejęła się tym, iż nigdy więcej nie zobaczy męża. Widocznie dla nikogo nie był dobrym człowiekiem.

Ani razu nie wrócili do tego, co zaszło tamtej nocy. Jameson nie zadawał żadnych pytań, tylko zabrał Sandersa z powrotem do Ameryki, gdzie opłacił najlepsze prywatne szkoły. Okazało się, że chłopak jest bardzo zdolny. Mówił płynnie po angielsku, rosyjsku, białorusku, polsku oraz niemiecku. Problemu nie sprawiały mu też francuski i hiszpański. Nauczył się grać na pianinie, a także został mistrzem gry w szachy, dlatego ostatecznie zaprzestał treningów. Był świetnym strzelcem. Nauczył się również, jak przebudowywać silniki.

Podczas edukacji dowiedzieli się, że choruje na łagodną odmianę zespołu Aspergera. To wyjaśniało jego stany zawieszenia, niechęć do rozmów czy nieznaczną nerwicę natręctw.

Jameson jednak nigdy nie kwestionował jego wyborów, dzięki czemu Sanders mógł robić, co tylko zechce. Gdy skończył osiemnaście lat, opiekun zaproponował, że opłaci mu college, ale chłopak odmówił. Chciał zostać z Jamesonem. Chciał zacząć pracować. Chciał trwać przy Jamesonie i stać się jego prawdziwym asystentem.

Ich relacja nigdy nie była do końca normalna. Jameson czuł się lepiej, jeśli mógł traktować ludzi tak, jakby dla niego pracowali. A Sandersowi to odpowiadało. W ich przypadku taki układ się sprawdzał. Nie rozmawiali zbyt często, a kiedy już to robili, nie wdawali się w długie konwersacje. Mimo to łączyła ich więź, której nikt nie rozumiał. Sanders kochał Jamesona. Wcześniej nie zdawał sobie sprawy, że można kochać kogoś tak, jak on kochał Jamesona Kane’a.

Dlatego nie potrafił znieść nieszczęścia Jamesona. Mężczyzna nie był tego świadom, ale Sanders to widział. Wszystkie te kobiety, rozpusta, jednonocne przygody… Miał pewność, że Jamesonowi czegoś w życiu brakowało.

Dziewczyny pojawiały się i znikały. Jedne zostawały dłużej, inne krócej. Większość z nich ignorowała Sandersa. On z kolei ignorował je wszystkie, chociaż jedną z nich, śpiewaczkę operową z Rio, prawie polubił. Zanim jednak mu się to udało, odeszła. I tak nie nadążała za Jamesonem. Tak naprawdę żadna nie była dla niego odpowiednia.

Wtedy pojawiła się Petrushka Ivanovic. Jakże Sanders jej nienawidził! Nikt inny nie zalazł mu do tego stopnia za skórę. Często kłócili się po rosyjsku – żeby Jameson nie rozumiał. Nazywała Sandersa bezużytecznym, brudnym imigrantem, żerującym na Jamesonie. On natomiast określał ją mianem nijakiej, fałszywej suki, która jest po prostu kolejną laską do zaliczenia. Minęło dużo czasu, zanim zniknęła, ale gdy ten dzień wreszcie nadszedł, Sanders był wręcz zachwycony.

Niedługo po tym poznał Tatum O’Shea. Jameson wspomniał o niej parę razy, najczęściej po wielu drinkach. Stało się dla niego oczywiste, że to ona była powodem, dla którego Jameson wiele lat temu uciekł, i tą „nie do końca idealną” kobietą. Nie mogli znać się dobrze – w końcu po raz ostatni mieli ze sobą styczność siedem lat temu. Trochę czasu upłynęło, nim Jameson o wszystkim opowiedział.

Sanders nie do końca wiedział, co sądzić o Tatum. Spodziewał się następnej słodkiej idiotki. Kolejnej kobiety, która będzie myślała, że usidli Jamesona, lecz ostatecznie jej się to nie uda. Albo że okaże się jedną z tych, które pragną Jamesona ze względu na jego status i pieniądze.

Ale Tatum taka nie była. Brała wszystko, co Jameson jej dawał, oraz żywiła się tym. Prosiła o to. Chciała coraz więcej. Wydawała się nieświadoma tego, iż Jameson ma więcej pieniędzy niż sam Bóg. Przez jakiś czas ich relacja opierała się na samej fizyczności, a jej to odpowiadało.

Niezwykła dziewczyna.

Totalnie ignorowała dziwne, niezręczne wręcz zachowania Sandersa. Nie lubił rozmawiać, natomiast ona uwielbiała, więc po prostu do niego mówiła. Zwracała na niego uwagę, zagadywała, pytała o jego samopoczucie, życie. Czasami naprawdę potrafiła do niego dotrzeć.

Dotykała go – nikt wcześniej tego nie robił. Sanders nienawidził cudzego dotyku i na początku bardzo mu to przeszkadzało. Ale Tatum nie odpuszczała. Trzymała go za rękę, przytulała, a nawet próbowała łaskotać. Miał wrażenie, iż robi to właśnie dlatego, że on nie lubi dotyku. Zachowywała się tak naturalnie. Tak samo jak Jameson. Aż pewnego dnia pocałowała go. Nie traktowała tego poważnie, ten incydent stanowił dla niej żart, ale w nim coś pękło. Sanders miał dwadzieścia lat, a nigdy się nie całował. Nastąpiło to dopiero teraz – kiedy pojawiła się osoba, która wyszła z inicjatywą. Wykorzystał okazję i odwzajemnił pieszczotę.

Tatum nie interesowała Sandersa, nie w ten sposób. Miał świadomość, że jest bardzo, bardzoseksowną kobietą. Nie wstydziła się własnego ciała czy swojej seksualności. Bezwstydnie flirtowała ze wszystkim, co się ruszało. Nie potrafił w pełni oprzeć się jej urokowi, wszak był heteroseksualny. Mimo to nie patrzył na nią w ten sposób. Była dla niego kimś innym. Kimś wyjątkowym.

Już podczas pierwszego spotkania wiedział, że dla Jamesona też jest kimś szczególnym. Kimś równie wyjątkowym. Inni tego nie widzieli, ale Sanders bez problemu dostrzegał. Sprawiała, że Jameson był szczęśliwy. Sprawiała, że Sandersbył szczęśliwy. Bardzo się do niej przywiązał.

Gdy relacje między Tatum a Jamesonem stały się bardziej napięte, zbliżyła się do Sandersa. To wzmocniło ich więź. Przychodziła do niego późno w nocy, grała z nim w szachy, rozmawiała. Nie naciskała na odpowiedzi. Cierpliwie czekała, aż słowa same przyjdą. I tak się stało. Nie zadawała pytań, nie oceniała tego, co mówił. Czuł, że trochę ją kocha. Nie miało to nic wspólnego z romantyzmem czy pociągiem seksualnym. Nie wiedział, jak to wyjaśnić. Po prostu ją kochał.

Za Jamesona Kane’a gotów był zabić.

Za Tatum O’Shea oddałby życie.

Kiedy związek Jamesona z Tatum się zakończył – a zakończył się bardzo źle – Sanders był załamany. Jameson nie miał racji. Po raz pierwszy poprosił Sandersa o zrobienie czegoś, co uważał za niewłaściwe. Wręcz obrzydliwe. Nienawidził kłamać.

Wszystko poszło w cholerę. Myślał, że Jameson przyzna się do błędu, że zrozumie, iż nie miał racji, a potem przeprosi. Ale nie zrobił tego. Sanders był w szoku. Naprawdę szanował Jamesona. Poczuł się tak, jakby to jego ojciec zaprzedał duszę diabłu.

Sanders musiał go uratować.

Czasami odnosił wrażenie, że sam musiał wszystko naprawiać.

~Ciąg dalszy~

Głośny łomot wyrwał go z otumanienia. W pomieszczeniu panowała ciemność. Zmrużył oczy i wbił wzrok w sufit. Co to za miejsce, do chuja? Chwilę zajęło mu zorientowanie się, że jest w bibliotece. Zaczął sobie co nieco przypominać. Odpłynął na skórzanej sofie stojącej pod ścianą. Nie pamiętał, kiedy ostatnio z niej korzystał, a tym bardziej na niej spał. Wtedy w jego głowie pojawiła się myśl, że trochę ponad miesiąc temu znalazł dla niej świetne zastosowanie.

Tatum.

Jęknął, po czym usiadł. Łomot nie ustawał, przez co musiał złapać się za głowę. Nie potrafił określić, ile wypił, ale na pewno dużo. Spojrzał na barek, który okazał się szeroko otwarty oraz kompletnie pusty.

Jeszcze więcej łomotania.

– Sanders! – ryknął Jameson, pocierając twarz. Nie usłyszawszy odpowiedzi, wlepił wzrok w sufit. – Sanders! Otwórz te cholerne drzwi!

Nadal cisza, regularnie przerywana głośnym pukaniem.

Warknął i wstał, kierując kroki w stronę drzwi. Usłyszał dziwne trzeszczenie. Zanim zdał sobie sprawę, co się dzieje, coś wbiło mu się w piętę. Syknął, a następnie podniósł nogę. W jego skórze utkwił kawałek szkła. Wyrwał go i przyjrzał mu się uważnie. Gdy po chwili skierował wzrok na podłogę, totalnie zgłupiał.

Szkło leżało wszędzie. Nie, nie szkło. Kryształ. Potłuczony kryształ ścielący posadzkę, a dokładnie większą jej część, od barku po ścianę na drugim końcu pomieszczenia. Widział fragmenty potłuczonych kieliszków, szklanek oraz karafek. Do Jamesona powoli powracały wydarzenia minionej nocy. Zaczął tłuc wszystko, co szklane, po tym, jak Sanders odszedł.

Po tym, jak ona odeszła.

Ktoś nie przestawał dobijać się do drzwi, ale było już przynajmniej wiadomo, dlaczego Sanders ich nie otwierał – bo go tu nie było. Jameson chwycił więc za klamkę, szarpiąc za nią gwałtownie.

– Czego? – burknął.

Naprzeciwko niego stał policjant, co zaskoczyło Jamesona. Nie pokazał tego jednak po sobie. Nie spuścił wzroku. Policjant był młody i wysoki. Wyższy od Jamesona. Tyczkowaty oraz zdenerwowany, jakby to był jego pierwszy dzień na obozie sportowym. Jameson uniósł brwi, przenosząc wzrok z funkcjonariusza na radiowóz i z powrotem.

– Eee… czy to rezydencja pana… – policjant zajrzał do notesu – …Jamesona Kane’a? Albo Sandersa Dash… Dashke…

– Tak – przerwał mu Jameson.

– A pan to…

– Jameson. To mój dom. Czego pan chce? – zapytał oschle.

Policjant przełknął nerwowo ślinę.

– Ech, chciałem pana poinformować, że odnaleźliśmy pański samochód – odpowiedział.

Brwi Jamesona wystrzeliły w górę.

– Mój samochód? – Nie miał pojęcia, o co chodzi.

Funkcjonariusz znowu spojrzał na notes, który trzymał w ręce.

– Eee, bentley zarejestrowany na pana Jamesona Kane’a oraz Sandersa Dashke… uch, właśnie tak. Numery rejestracyjne WX… C1… – zaczął się zacinać.

Jameson uniósł rękę.

– Dobra, znam numer rejestracyjny własnego samochodu. Co z nim? – dopytywał.

Teraz to policjant wyglądał na zaskoczonego.

– Hmm, dostaliśmy zawiadomienie o kradzieży – wyjaśnił.

– Kradzieży?

– Tak. Pan… pan Sanders zgłosił wczoraj kradzież auta. W tej chwili jest tu holowane. A ja chciałem po prostu zadać kilka pytań – powiedział policjant.

– Sanders zgłosił kradzież naszego samochodu? – upewnił się Jameson.

Ktoś ukradł bentleya? Nie miał pojęcia o jego zniknięciu, a nawet gdyby o tym wiedział, uznałby, że wziął go Sanders. Głównie on nim jeździł; należał bardziej do niego niż Jamesona.

Kto chciałby ukraść bentleya? Po tym, jak Sanders złożył „wypowiedzenie”, Jameson wyprosił wszystkich z domu. Wszedł do salonu i zaczął wrzeszczeć, żeby się wynosili. Petrushka Ivanovic, jego była, nalegała, by pozwolił jej zostać, ale on niemal dosłownie wyrzucił ją na dwór, po czym zatrzasnął drzwi.

Zamknął się w bibliotece, gdzie zaczął pić, przeklinając Tate oraz Sandersa. Później potłukł kryształowe naczynia. Czy to możliwe, że jeden z jego niezadowolonych gości ukradł samochód? Większość z nich posiadała własne fortuny, więc z pewnością stać ich było na bentleya.

– Tak, wczoraj wieczorem – kontynuował policjant. – Znaleźliśmy go niedługo po zgłoszeniu, nieznacznie uszkodzonego. Zrobiliśmy zdjęcia, ale zapewne będzie pan chciał zgłosić to ubezpieczycielowi.

Nagle na teren posesji wjechała ciężarówka. Jameson patrzył, zszokowany, jak pod werandę zostaje podprowadzony jego samochód. Drzwi od strony pasażera były porysowane, jakby kierowca o coś zahaczył. Brakowało też prawego lusterka.

– Co się stało, do cholery? Czy znaleźliście osobę, która go ukradła? – zapytał ostro Jameson, wychodząc na werandę. Policjant przekartkował notes.

– Tak. Właściwie dzięki temu znaleźliśmy samochód. Funkcjonariusz przyjmujący zgłoszenie zauważył go na poboczu. Wtedy wezwał posiłki – mężczyzna odczytał sporządzone notatki.

– Aresztowaliście złodzieja?

– Jeszcze nie. Z tego, co zrozumiałem, to była kobieta. Znaleziono ją nieprzytomną na basenie w klubie sportowym Beacon Hill.

Tatum.

– Nieprzytomną? – powtórzył cicho Jameson.

Policjant znowu przewertował notes.

– Eee, w tym stanie została odnaleziona, a przynajmniej tak wynika ze słów funkcjonariusza, który był na miejscu. Sprawdźmy… okej. Z raportu wynika, że w chwili przybycia na miejsce karetki pogotowia, miała silne drgawki. Obecny tam mężczyzna powiedział, że wcześniej wymiotowała…

Jameson przestał słuchać. Odwrócił się, po czym bez słowa wszedł do domu. Poszedł prosto do kuchni, otworzył szafkę obok lodówki i wyciągnął z niej butelkę Jacka Danielsa. Pił, dopóki nie musiał zaczerpnąć powietrza. Wiedział, że policjant podążył za nim, bo słyszał za sobą kroki. Pociągnął jeszcze łyk trunku, a potem oparł się o blat.

– Czy wszystko z nią w porządku?

– Zna pan…

– Czy nic jej nie jest?

– Hmm… – Funkcjonariusz chrząknął, a Jameson usłyszał szelest kartek. – Nie… nie wiem. Z ostatniej otrzymanej przeze mnie informacji wynika, że kiedy została zabrana do szpitala, wciąż miała drgawki, a do tego nieregularny, bardzo słaby oddech oraz ledwo wyczuwalny puls. Nic więcej nie wiem, panie Kane.

Pan Kane. Ktoś powinien uzmysłowić mu, że tak naprawdę nazywam się Demon.

– Wyjdź – wyszeptał Jameson, wpatrując się w granitowy blat.

– Słucham?

– Powiedziałem: wyjdź. Wynoś się z mojego domu – warknął, odwracając się.

– Muszę wypełnić niezbędne dokumenty, a pan… – Policjant wyglądał na zszokowanego. Głos mu się załamał.

Jameson ruszył przed siebie, mijając stojącego w przejściu funkcjonariusza.

– Samochód należy do Sandersa, więc z nim się kontaktujcie – burknął.

– Ale pan… proszę pana! Zdaje pan sobie sprawę, że jest ranny? – krzyknął, pędząc za Jamesonem i wskazując na krwawe ślady, jakie za sobą zostawiał.

– Tak – warknął.

W otwartych drzwiach stał potężny mężczyzna w kombinezonie. W ręku trzymał kartkę.

– Hej! Kto zapłaci za robotę? Muszę się z tego rozliczyć – mówił z twardym bostońskim akcentem. Jameson warknął raz jeszcze, a następnie podszedł do stolika naprzeciwko drzwi. Gwałtownie otworzył szufladę i wyciągnął z niej plik banknotów. Obaj, policjant oraz kierowca ciężarówki, patrzyli na niego, oniemiali.

– To dla pana, tylko proszę zniknąć z mojej posesji w ciągu pięciu minut – powiedział Jameson i wyprowadził ich na werandę, rzucając na podłogę studolarowe banknoty.

– Oj, to żaden problem, koleś – powiedział kierowca ciężarówki, pochylając się, żeby zebrać pieniądze. Musiało tam być z osiemset dolarów. Może był wielki, ale bardzo sprawnie odstawił bentleya, a chwilę później odjechał swoją ciężarówką. Zajęło mu to mniej niż wyznaczone pięć minut.

– Mimo wszystko musimy… – zaczął policjant. Jameson zmroził go spojrzeniem i zawrócił w stronę drzwi.

– Dzwońcie do Sandersa. On zgłosił kradzież, nie ja. Niech on ogarnie ten bajzel – warknął, zatrzaskując drzwi.