Różowy koral. Baśniowa opowieść - Maria Birkenmajer - ebook
lub
Opis

Przepiękna baśń o dziejach i losie cudownego różowego korala, opowiedziana znakomitym językiem zapomnianego już nieco pisarza Józefa Birkenmajera. Warto ją jednak przypomnieć i przeczytać naszym dzieciom, które nie tylko poznają wiele cudownych tajemnic morskich głębin i ludzkiego serca, ale także będą mogły nauczyć się wrażliwości, miłości i współczucia. A oto jak się zaczyna owa opowieść: „Ze wszystkich stworzeń, zamieszkujących tonie zatoki majonezyjskiej, największą dostojnością i starożytnością rodu szczycił się Różowy Koral. Że miał do tego słuszne prawo, że nie rościł sobie bezpodstawnych pretensji, świadczyło jego drzewo genealogiczne, sięgające samego dna morskiego, a wystrzelające wierzchołkami smukłymi, koronkowymi, jak wieża gotycka, i kamiennymi, jak ona — bo już były obumarłe... Jedyny wierzchołek, w którym nie zamarło jeszcze życie, był mieszkaniem ostatniego z dynastii, co gnieździł się tu jak orzeł-samotnik na skale wyniosłej, jak stary książę-despota w zamczysku hardym. Miał już lat kilka, a mimo to był wciąż bezpotomny. Czy to była kara losu za to, że ród jego w babilońskiej zarozumiałości piął się ku granicom powierzchni morza? A może ród ów sławny wyczerpał się wydaniem tylu tak zacnych potomków? Nie wiadomo, kto na to zdołałby odpowiedzieć, bo nawet delfin wszędobylski, który znał całą historię morza, nie umiał rozwiązać tej zagadki i tylko, pluskając ogonem powątpiewająco, zawyrokował: - Takiej zagadki nie rozwiązaliby nawet moi przyjaciele — ludzie! Nad zagadnieniem tym snadź głowił się i Koral samotny, niby mędrzec na pustyni. Z dumań tych urodziło się wiele przypuszczeń — ale nie narodził się potomek...” A co było dalej, czytelnik się dowie po przeczytaniu całego utworu...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 29


Józef Birkenmajer

Różowy koral

___________

baśniowa opowieść

Armoryka Sandomierz

Projekt okładki: Juliusz Susak 

Na okładce: Juliusz Susak, Fantazja (2010),

źródło: Archiwum Wydawnictwa Armoryka ______________________ 

Tekst wg edycji z roku 1935. Zachowano oryginalną pisownię

Copyright © 2019 by Wydawnictwo „Armoryka”

Wydawnictwo ARMORYKA

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

e-mail:[email protected]

http://www.armoryka.pl/

Różowy koral

Ze wszystkich stworzeń, zamieszkujących tonie zatoki majonezyjskiej, największą dostojnością i starożytnością rodu szczycił się Różowy Koral.

Że miał do tego słuszne prawo, że nie rościł sobie bezpodstawnych pretensyj, świadczyło jego drzewo genealogiczne, sięgające samego dna morskiego, a wystrzelające wierzchołkami smukłemi, koronkowemi, jak wieża gotycka, i kamiennemi, jak ona — bo już były obumarłe... Jedyny wierzchołek, w którym nie zamarło jeszcze życie, był mieszkaniem ostatniego z dynastji, co gnieździł się tu jak orzeł-samotnik na skale wyniosłej, jak stary książę-despota w zamczysku hardem. Miał już lat kilka, a mimo to był wciąż bezpotomny. Czy to była kara losu za to, że ród jego w babilońskiej zarozumiałości piął się ku granicom powierzchni morza? A może ród ów sławny wyczerpał się wydaniem tylu tak zacnych potomków? Niewiadomo, kto na to zdołałby odpowiedzieć, bo nawet delfin wszędobylski, który znał całą historję morza, nie umiał rozwiązać tej zagadki i tylko, pluskając ogonem powątpiewająco, zawyrokował:

— Takiej zagadki nie rozwiązaliby nawet moi przyjaciele — ludzie!

Nad zagadnieniem tem snadź głowił się i Koral samotny, niby mędrzec na pustyni. Z dumań tych urodziło się wiele przypuszczeń — ale nie narodził się potomek. Hardy Koral Różowy był bezpotomny — na nim kończyła się świetność dynastji.

Opasła i smrodliwa foka, która raz tu przypadkiem zawitała niby kumoszka wiejska do eleganckiego miasta, dowiedziawszy się o bezdzietności korala (sama miała już dwunaste dziecko), dalejże mu doradzać ożenek.

— Jeżeli mi złożysz faktorne, to ci wynajdę żonę, godną ciebie połowicę.

Koral zamknął macki i skulił się w sobie na znak wielkiej pogardy i obrazy, bo wziął to za przymówkę do faktu, że korale są jednopłciowe i rozmnażają się przez podział. Jakąż ingorancją, jak małą znajomością przyrody odznaczał się ten przybłęda z barbarzyńskiej północy — istne cielę morskie!

W każdym razie nie danem już było szlachetnemu rodowi Różowych Korali podzielić losu ich podlejszych krewniaków — białych korali-madrepor, które ongi ośmieliły się wyjrzeć ponad powierzchnię morską po to, by nigdy się już pod nią nie schować; tych było ogromnie dużo, a rosły prędko, jak grzyby po deszczu, i też, jako grzyby-lisice, tworzyły wianek, sabatowy kręgom czarownic podobny, albo też kraalom buszmenów. W takiej to postaci zastygło i zakrzepło żywe i ruchliwe niegdyś zbiorowisko korali — jak zastyga podkowa, przez kowala na gorąco wygięta i do wody wrzucona, lub jak tężeje zwinięta w półkrąg gąsienica, gdy zmieniać się zaczyna w poczwarkę. Taki biały cmentarz kamienny w języku mórz zowie się atollem. Atollem była i wyspa Majonezja (nazwę tę dopiero niedawno nadali jej ludzie) — zdobiąca z dawien dawna powierzchnię morza Fjołkowego, niby diadem lub naszyjnik — szkoda, że z tak lichego gatunku korali...

Na wyspę tę, co jedyną była stanicą na rozległych szlakach morskich, zalatywały albatrosy o krótkiej szyi a skrzydłach długich, podobne do krępych a przygarbionych wieśniaków w długiej siermiędze, i siały — ot tak niechcący — ziarenka z dalekich przyniesione lądów. Powschodziły wszędy żółtawe mchy i zielone trawy, więdły i znów wschodziły, narastając warstwą po warstwie, podobnie jak malarz farbę nakłada na farbę, by tworzyć obrazy; na tem tle wspięły się zadzierzyście szare charsty nadbrzeżne, solą usztywnione, to rumienił się nieśmiały kwiatuszek, gdzieniegdzie zaś rozwiły się gibkie krzewiny i pnącze, powystrzygane w różne kształty prątków i liści, — ba nawet w kilku miejscach sposobem niewiadomym wystrzeliły smukłe a rozłożyste drzewa palmowe.

Stały tutaj