Rozeznawanie woli Bożej - Timothy M. Gallagher OMV - ebook

Rozeznawanie woli Bożej ebook

Timothy M. Gallagher OMV

0,0

Opis

Każdy chrześcijanin ma misję. Jaka jest Twoja?

Czy nadszedł czas, by zmienić pracę?

Czy powinienem się ożenić? Czy powinnam wyjść za mąż?

Czy mam powołanie do kapłaństwa, do życia zakonnego?

Prędzej czy później wielu z nas musi zmierzyć się z tego typu pytaniami. Tym, którzy szukając na nie odpowiedzi, zastanawiają się również, jakiej decyzji oczekuje od nich Bóg, Ojciec Gallagher proponuje wiele praktycznych wskazówek dotyczących rozeznawania woli Bożej. Swoje rady opiera na ciągle aktualnej metodzie św. Ignacego Loyoli zawartej w Ćwiczeniach duchowych, a także na licznych świadectwach osób pragnących swoim życiem odpowiadać na Boże wezwania.

Autor prowadzi nas przez kolejne etapy ignacjańskiego rozeznawania, zachęcając przy tym do trwania w ciszy, uczestnictwa w Eucharystii, lektury Biblii i korzystania z kierownictwa duchowego. Uczy też, jak osiągnąć pewność wyboru, i tłumaczy, co robić, gdy tej pewności się nie ma.

Timothy M. Gallagher OMV (frtimothygallagher.org) - rekolekcjonista, znawca duchowości ignacjańskiej, wykładowca. Tytuł doktora uzyskał na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Jest autorem kilku bestsellerów, w tym przygotowywanych do wydania w języku polskim książek Rozeznawanie duchów i Modlitwa rachunku sumienia

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 186

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0

Popularność




Timothy M. Gallagher OMV

ROZEZNAWANIE WOLI BOŻEJ

Św. Ignacy uczy jak podejmować lepsze decyzje

Przekład

Marek Chojnacki

Wydawnictwo WAM

Kraków

Tytuł oryginału

Discerning the Will of God

An Ignatian Guide to Christian Decision Making

Copyright © by Father Timothy M. Gallagher, OMV

Published by arrangement with The Crossroad Publishing Company

© Wydawnictwo WAM, 2015

Redakcja: Katarzyna Stokłosa

Korekta: Dariusz Godoś

NIHIL OBSTAT

Przełożony Prowincji Polski Południowej Towarzystwa Jezusowego

ks. Jakub Kołacz SJ, prowincjał, Kraków, 2 lutego 2015 r., l. dz. 21/2015.

Przygotowanie ebooka

Piotr Druciarek

ISBN 978-83-277-0418-4

WYDAWNICTWO WAM

ul. Kopernika 26 • 31-501 Kraków

tel. 12 62 93 200 • faks 12 42 95 003

e-mail: [email protected]

www.wydawnictwowam.pl

DZIAŁ HANDLOWY

tel. 12 62 93 254-255 • faks 12 62 93 496

e-mail: [email protected]

KSIĘGARNIA WYSYŁKOWA

tel. 12 62 93 260, 12 62 93 446-447

faks 12 62 93 261

e.wydawnictwowam.pl

Wstęp

W obliczu ważnych decyzji życiowych

Gdy przechodziłem przez kościół, towarzyszył mi jedynie przytłumiony odgłos ruchu ulicznego. Poranne słońce przeświecało mgliście przez okienne witraże. Byłem sam; otaczała mnie cisza kościelnego wnętrza.

Doszedłszy do końca środkowej nawy, przystanąłem na chwilę przed ołtarzem. Wówczas poczułem płynące z głębi serca słowa: „Nie odejdziemy stąd”.

Kościół i plebania były stare i pilnie wymagały remontu. Moja wspólnota, zarządzająca tymi dwoma budynkami, musiała albo zdecydować się na ich odnowienie, albo przenieść się w inne miejsce. Od tej decyzji wiele zależało. Remont byłby wielkim wyzwaniem dla niewielkiej liczby osób, dysponujących nader skromnymi funduszami. Wymagałby dokonania zmian w życiu kilku księży, co pośrednio wpłynęłoby na sytuację ludzi, którym służyli. Przeprowadzka oznaczałaby porzucenie od dawna sprawowanych posług duszpasterskich. Byłem prowincjałem, decyzja należała więc do mnie.

Badałem sprawę przez rok; odbyłem wiele spotkań, zbierałem informacje, radziłem się kompetentnych osób. Miałem rozeznanie w sytuacji. Na modlitwie pytałem: „Panie, jaka jest Twoja wola? Czego od nas oczekujesz? Czy chcesz, żebyśmy zostali? A może powinniśmy się przenieść? Zaradź mojemu niezdecydowaniu. Pomóż mi znaleźć rozwiązanie”. Mijały kolejne miesiące. Należało rozstrzygnąć sprawę, a ja wciąż nie mogłem się zdecydować.

W tamtej chwili przed ołtarzem odpowiedź po prostu popłynęła z serca: „Nie odejdziemy stąd”. Poczułem, że Bóg chce, byśmy zostali, chce, byśmy podjęli wyzwanie remontu, chce koniecznych zmian, chce nowego życia, które przyniesie ze sobą remont, i chce, żebym natychmiast go rozpoczął. Przez kilka minut stałem przed ołtarzem głęboko poruszony.

Gdy dziś wspominam ten moment, w moim sercu rodzi się wiele pytań. Przez rok szukałem woli Bożej. Dlaczego tak długo nie mogłem jej poznać? Czy nie dość się starałem? Czy za mało się modliłem? Czy szukałem woli Boga w niewłaściwy sposób? Czy Bóg mi odpowiadał, a ja tego nie zauważałem? Czy Bóg chciał, bym szukał odpowiedzi przez cały rok? A jeśli tak, to dlaczego?

Co miałem sądzić o tamtej chwili przed ołtarzem? Czy rzeczywiście był to głos Boga? Czy właśnie w tym momencie dostąpiłem łaski odpowiedzi? Czy mogłem ją z ufnością przyjąć? Czy wprowadzając zmiany dotyczące życia wielu ludzi, mogłem być pewien, że rzeczywiście czynię wolę Bożą? Czy też może słowa: „Nie odejdziemy stąd” pochodziły nie tyle od Boga, ile raczej wyniknęły z moich własnych potrzeb? Może wzięły się z mojej miłości do kościoła, w którym przez tyle lat posługiwałem? A może ich źródłem było rosnące napięcie i konieczność podjęcia działania?

Podobne pytania dostrzegam codziennie w życiu wielu ludzi, w kontekście ich własnej sytuacji życiowej.

Pewien człowiek jest niezadowolony z wykonywanej pracy i myśli o założeniu własnej firmy. Wie, że wiąże się to z ryzykiem dla niego samego, dla jego żony i dzieci. Kocha Boga i chce czynić Jego wolę. Pyta: „Czy chcesz, Panie, bym uczynił ten krok? Czy też chcesz, bym pozostał w mojej obecnej pracy?”. Jak ma znaleźć odpowiedź?

Pewna kobieta ze względów finansowych chce zmienić miejsce zamieszkania. Jej nastoletnia córka entuzjastycznie nalega, by przeniosły się w miejsce, gdzie mieszka już kilku jej przyjaciół. Kobieta rozumie pragnienia córki, ma jednak wątpliwości co do okolicy, w której miałyby zamieszkać, i co do szkoły, do której miałoby chodzić jej dziecko. Także ta kobieta kocha Boga i chce czynić Jego wolę. Także ona pyta: „Panie, czy chcesz, bym zgodziła się na prośbę córki?”.

Młody mężczyzna, odnoszący sukcesy w życiu zawodowym, powraca do Kościoła i dojrzewa na modlitwie. Po raz pierwszy w jego sercu pojawia się myśl o kapłaństwie. Myśl ta zarazem pociąga go i niepokoi. Dotąd zawsze zakładał, że ożeni się i będzie mieć dzieci. Co więcej, z kobietą, z którą się spotyka, rozmawiał już o małżeństwie. Teraz nie wie, co robić. Także on pragnie czynić wolę Bożą, lecz nie wie, jak ją poznać.

Podobna sytuacja zdarzyła się w życiu pewnej młodej kobiety. Zafascynowała się życiem zakonnym i poważnie myśli o wstąpieniu do zgromadzenia. Spotkała jednak mężczyznę, który najwyraźniej chce ją poślubić, ale szanuje jej pragnienie życia zakonnego i czeka na jej decyzję. Dziewczyna po raz pierwszy nie wie, co ma robić. Czy myliła się co do swego powołania do życia zakonnego? Czy to możliwe, by Bóg jednak powoływał ją do życia w małżeństwie? Mijają miesiące, a ona nadal jest niezdecydowana. Jak ma odnaleźć wolę Bożą?

Książka, którą macie w rękach, dotyczy takich właśnie pytań i dylematów. Powracały one wciąż w moim życiu, w ciągu trzydziestu lat praktyki rekolekcyjnej i sprawowania posługi kierownika duchowego: to pytania o rozeznawanie woli Bożej. Próbuję w niej odpowiedzieć na pytanie, jak rozpoznać wolę Bożą w sytuacjach, w których osoba wierząca, kochająca Boga i pragnąca czynić Jego wolę musi dokonać wyboru pomiędzy opcjami, które same w sobie są dobre. Rozstrzygnięcia tego rodzaju dotyczą na przykład:

• wyboru drogi życiowej

• wyboru miejsca pracy

• wyboru zawodu lub przedmiotu studiów

• decyzji co do tego, czy wraz z rodziną powinniśmy się przeprowadzić, czy też pozostać na miejscu

• decyzji co do poślubienia tej czy innej osoby lub niepoślubienia nikogo

• zaangażowania się w jakąś posługę

• wyboru pomiędzy małżeństwem a kapłaństwem

• wyboru pomiędzy małżeństwem a życiem zakonnym itd.

Jak możemy w takich sytuacjach rozpoznać wolę Boga? Jak możemy uzyskać pewność, dzięki której będziemy mogli całym sercem podążyć wybraną drogą, ufając, że czynimy w ten sposób wolę Bożą? Przez wiele lat pomagając innym w rozeznawaniu, często słyszałem to pytanie. Najbardziej ze wszystkich pytań budzi ono w ludziach pragnienie usłyszenia jasnego wyjaśnienia tego, czym właściwie jest rozeznawanie woli Bożej. Niniejsza książka stanowi próbę odpowiedzi na to pragnienie.

W naszych dociekaniach będziemy kierować się naukami świętego Ignacego Loyoli. Jego Ćwiczenia duchowe dotyczą przede wszystkim sytuacji w rodzaju tych, które przed chwilą opisałem. Z niezrównanym mistrzostwem i zmysłem praktycznym święty Ignacy wskazuje metodę „szukania i [znajdowania] woli Bożej”1 – rozeznawania woli Boga w rozstrzygnięciach, w których musimy wybrać jedną z kilku dobrych opcji.

Jestem głęboko wdzięczny świętemu Ignacemu za to, że pokazał mi, jak rozeznawać wolę Bożą. Jego nauka daje mi jasność w chwilach takich jak ta, którą przeżyłem owego ranka w wymagającym remontu kościele, i w wielu innych podobnych momentach. Przygotowuje mnie do szukania woli Bożej w sytuacjach, w których mam przed sobą kilka dobrych opcji i muszę wybrać jedną z nich. Podczas rekolekcji i pełniąc posługę kierownika duchowego przekonałem się, że wskazania świętego Ignacego rozpraszają wątpliwości i wyzwalają energię niezbędną do służenia ludziom, którzy miłują Boga. Jego nauka jest darem, z którego mogą korzystać w Kościele wszyscy, niezależnie od drogi życiowej i powołania: kapłani, zakonnicy i zakonnice, osoby świeckie, samotne i żyjące w małżeństwie. W książce tej chcę dać jasny, konkretny i użyteczny wykład nauki Ignacego o rozeznawaniu, adresowany do osób, które muszą dokonywać wyborów, i do ich kierowników duchowych2.

W swych wcześniejszych pracach na temat rozeznawania omówiłem reguły Ignacego o rozeznawaniu duchów3. Tę książkę poświęcam pokrewnej, lecz odrębnej nauce Ignacego o rozeznawaniu woli Bożej. Reguły o rozeznawaniu duchów odpowiadają na pytanie, jak powinniśmy rozumieć duchowe poruszenia naszych serc (pocieszenia i strapienia) oraz towarzyszące im myśli (pochodzące od dobrych i złych duchów). Natomiast nauka o rozeznawaniu woli Bożej odpowiada na pytanie, skąd mamy wiedzieć, czego Bóg od nas oczekuje w wyborze, którego musimy dokonać. Jak się przekonamy w rozdziale szóstym, oba te pytania pokrywają się pod pewnym istotnym względem, lecz nie są ze sobą tożsame4. Pełne omówienie ignacjańskiej nauki o rozeznawaniu wymagało zatem odrębnych wyjaśnień, zawartych w niniejszej książce.

Książka ta ma charakter praktyczny. Nauka Ignacego wyrasta z doświadczenia – jego własnego oraz tych, którym służył. Jej wykład jest zatem najbardziej przejrzysty i pomocny wówczas, gdy umieszczamy go w jego pierwotnym kontekście: w kontekście duchowych doświadczeń osób szukających woli Boga. Dlatego w jej prezentacji posługuję się przede wszystkim doświadczeniami osób, które szukały woli Bożej i ją odnalazły.

Niektóre z tych doświadczeń odnalazłem w źródłach pisanych. Większość z nich zaczerpnąłem jednak z rozmów z osobami, które podzieliły się ze mną swoim doświadczeniem szukania woli Bożej, pozwalając mi na przytoczenie ich świadectw w tej książce5. Cytując ich słowa, starałem się zachować odpowiednią dyskrecję. Dlatego przytaczam je bez podawania imion (pisząc na przykład „pewien mężczyzna” lub „pewna kobieta”) albo zmieniając imiona bohaterów moich opowieści. Z tego samego powodu zmieniałem pewne mniej istotne szczegóły ich historii. W każdym jednak przypadku wiernie oddaję opisane przez nich doświadczenia duchowe. Każda z historii przedstawionych w tej książce – nie wyłączając tych, o których wspomniałem przed chwilą – zdarzyła się naprawdę.

Ich bohaterowie podążają różnymi drogami życiowymi. Niektórzy z nich to zakonnicy i zakonnice; inni to księża. Jest też wśród nich wiele osób świeckich – samotnych lub żyjących w małżeństwie. Wszystkim wspólna jest miłość Boga i pragnienie czynienia Jego woli. Jestem im bardzo wdzięczny: bez ich świadectw ta książka nie mogłaby powstać. Dzięki ich historiom nasze rozważania o rozeznawaniu zakorzenione są w żywym doświadczeniu, z całą jego złożonością i bogactwem.

Mam też powody do osobistej wdzięczności wobec nich. Przystępując do pisania, wiedziałem wprawdzie, że będę musiał jednocześnie odnosić się do pism ignacjańskich i uwzględniać osobiste świadectwa różnych osób; nie przewidziałem jednak żywych powiązań pomiędzy tymi dwoma źródłami. Często rozważając jakiś aspekt nauki Ignacego, napotykałem przykład stawianej w nim tezy w konkretnym doświadczeniu. Ta uderzająca zbieżność nauki z doświadczeniem była dla mnie mocnym przeżyciem. Od nowa odkrywałem, że słowa świętego Ignacego o rozeznawaniu wyrażają po prostu to, co się dzieje, gdy ktoś, kto kocha Boga, szuka „woli Bożej” w sytuacjach w rodzaju tych, które opisywałem. Poznanie reguł rozeznawania Ignacego umożliwia osobom, które znajdą się w podobnej sytuacji, oraz ich przewodnikom coraz jaśniejsze zrozumienie własnych doświadczeń, dzięki czemu coraz lepiej będą odnajdywać „wolę Bożą”, której szukają.

Książka ta przedstawia naukę świętego Ignacego o rozeznawaniu zawartą w Ćwiczeniach duchowych. W pierwszej części omawiam przygotowanie do rozeznawania woli Bożej, odpowiadając na pytanie, dlaczego ważne jest, by ją czynić, opisując dyspozycję serca, która najbardziej sprzyja szukaniu jej, oraz wskazując środki duchowe służące do uzyskania tej dyspozycji. W drugiej części analizuję samo rozeznawanie, wskazując trzy różne sposoby odpowiedzi Boga na zadawane przez nas pytania. W trzeciej części rozważam owoce rozeznawania, opisując towarzyszący mu rozwój duchowy i radość życia wolą Bożą.

Niekiedy podczas rozmów z bohaterami moich opowieści zdarzało nam się razem doświadczać głębokiego poruszenia. Najczęściej miało to miejsce na końcu wywiadu, gdy wspominając dzieje poszukiwań, a niekiedy także zmagań moich rozmówców, przeżywaliśmy wspólnie działanie opatrznościowej miłości Boga, który prowadzi nas przez kolejne etapy procesu rozeznawania. Pracę nad tą książką i refleksję nad rozeznawaniem woli Bożej rozpocząłem od głębokiej czci i podziwu dla tajemnicy nieskończonej kreatywności, z jaką Bóg działa w ludzkich sercach. Kontynuowałem ją z wdzięcznością dla nauk świętego Ignacego, będących darem Ducha Świętego dla Kościoła, który ludziom szukającym Boga wskazuje drogę rozeznawania. Spróbujmy zatem pochylić się nad tym darem.

Tekst świętego Ignacego Loyoli

Trzy pory, w których można dokonać wyboru rozsądnego i dobrego

Pora pierwsza jest […] wtedy, gdy Bóg, Pan nasz, tak porusza i pociąga wolę, iż […] dusza pobożna nie wątpiąc ani też nie mogąc powątpiewać, idzie za tym, co jej ukazano. Tak właśnie postąpili święci Paweł i Mateusz, idąc za Chrystusem, Panem naszym.

Pora druga jest wtedy, gdy otrzymuje się [wystarczająco] dużo jasności i poznania na skutek doznawania pocieszeń i strapień i dzięki doświadczeniu w dziedzinie rozeznania różnych duchów.

Pora trzecia […] to pora spokojna. Rozważa się [w niej] najpierw, po co człowiek się narodził, a mianowicie, aby chwalił Boga, Pana naszego, i aby zbawił duszę swoją; otóż tego pragnąc, wybiera się jakiś rodzaj życia lub stan w ramach Kościoła, jako środek do tego celu, aby przez to doznawać pomocy w służbie Pana swego i [dla] zbawienia duszy. Powiedziałem „pora spokojna” – to znaczy wtedy, gdy różne duchy nie miotają duszą, tak że może ona posługiwać się swoimi władzami naturalnymi swobodnie i spokojnie (Ćd 175-177)6.

Część I

Przygotowanie

Rozdział pierwszy

Pytanie

Jakiego wyboru chce Bóg?

Tu, gdzie drogą płonącą zdążając, pragniemy

Miłości twarz ogarnąć sercem w jasnej wizji,

Dojrzewa wola nasza, dążąc do decyzji

Którą pierwsze z przykazań na tron wyniesiemy.

Jessica Powers, List pożegnalny7

Robert wiedział, że musi podjąć decyzję. Skończył studia i uczył w college’u. „Tamtego roku – opowiada – uświadomiłem sobie, że muszę zdecydować o swoim powołaniu”. Jak sam tłumaczy:

W mojej rodzinie kapłaństwo otaczano zawsze miłością i szacunkiem. Mój wujek był księdzem. Był wspaniałym człowiekiem, w moich oczach stanowił uosobienie mądrości. W młodości służąc mu do Mszy, czułem się wyróżniony. Pamiętam, jak w latach szkolnych, patrząc na kapłanów, myślałem sobie: „Pięknie byłoby być jednym z nich”. Nie poświęcałem jednak tej myśli szczególnej uwagi.

W college’u codziennie uczestniczyłem we Mszy świętej. Wtedy zaczęła kiełkować we mnie myśl o powołaniu. Cały rok co dzień chodziłem na Mszę; modliłem się też przed Najświętszym Sakramentem. Wówczas po raz pierwszy przeżyłem głębokie poruszenie serca; poczułem, jak Bóg pociąga mnie ku sobie. Wieczorem spędzałem godzinę przed Najświętszym Sakramentem, pogrążony w pokoju i ciszy. Mówiłem sobie wtedy: „Chcę tego, cokolwiek by to oznaczało. Jeśli mam zostać księdzem, zostanę nim”.

Moje serce było jednak rozdarte, gdyż od szkoły średniej bardzo lubiłem też imprezować – dużo piłem, brałem narkotyki. Potem sytuacja się poprawiła, wciąż jednak czasem musiałem się ze sobą zmagać. Zastanawiałem się też, czy wytrwałbym w celibacie.

Wówczas w życiu Roberta zdarzyło się coś nowego:

Na drugim roku studiów w college’u zacząłem się spotykać z Helen. Nauczyła mnie, co to znaczy kochać. Zakochaliśmy się w sobie. Otworzyła mi oczy na wieczność. Dostrzegałem nieograniczone możliwości spędzenia z nią reszty życia. Jak to bywa z zakochanymi, którzy marzą o poświęceniu, oddałbym za nią życie. Czasem dołączała do mnie podczas wieczornej modlitwy. Mówiłem wtedy: „Panie, moja miłość do Ciebie i do Helen są tym samym”.

Byliśmy bardzo blisko siebie, a mimo to zachowywaliśmy czystość. Na trzecim roku zaczęliśmy mówić o małżeństwie. Wtedy zacząłem się bać. Myślałem, że gdyby dowiedziała się o moich wybrykach – o imprezach, alkoholu i innych rzeczach – zrezygnowałaby ze mnie pomimo naszej bliskości.

Jednocześnie gdy spotykałem się z Helen, dojrzewała we mnie myśl o kapłaństwie – stawała się realna i namacalna. Wiele osób pytało mnie, czy myślałem o tym, by zostać księdzem.

Pewnego dnia poszedłem na lunch z księdzem, który był naszym duszpasterzem akademickim. Ten człowiek naprawdę mi się podobał. Był bardzo rzeczowy i wydawał się szczęśliwy. Powiedział mi, że według niego byłbym dobrym księdzem i że powinienem zastanowić się nad obraniem drogi kapłaństwa. Po raz pierwszy zdałem sobie sprawę z realności tej perspektywy i zacząłem się bać. Powiedziałem Helen, że powinniśmy zostać przyjaciółmi. To była trudna rozmowa. Wiedziała, że myślę o kapłaństwie.

Mimo to Robert nadal się wahał:

Skończyłem studia i zacząłem pracować jako nauczyciel. Kiedyś jeden z moich przyjaciół powiedział mi, że powinienem się na coś zdecydować; moje wahanie między małżeństwem a kapłaństwem trwało już dwa lub trzy lata. Powiedziałem sobie wówczas: „Tak, on ma rację. Muszę to teraz rozstrzygnąć”.

Co miał zrobić Robert? Czy „głębokie poruszenia serca” i uczucie, że „Bóg pociąga go ku sobie”, gdy myślał o kapłaństwie, stanowiły wystarczający dowód na to, że Bóg wzywa go na tę drogę? Czy głęboka i czysta miłość, której doświadczał w stosunku do Helen, i „nieograniczone możliwości spędzenia z nią reszty życia”, które dostrzegał w jej obecności, oznaczały, że Bóg powołuje go do małżeństwa? Jaka jest wola Boża wobec Roberta? Jak Robert może rozeznać, dokonując wyboru?

Monica prowadziła intensywne życie wiary. Po sześciu latach pustki z dala od Boga wróciła do Kościoła. Była praktykującą katoliczką, przyjmowała sakramenty, miała kierownika duchowego i codziennie się modliła. Tak opisuje konieczność decyzji, do której skłoniła ją sytuacja rodzinna:

Ktoś zadzwonił, informując mnie, że mój ojciec jest śmiertelnie chory. Pojechałam do niego. Zastałam go w szpitalu; uświadomiłam sobie, że przybyłam w samą porę. Przez dwa tygodnie regularnie go odwiedzałam. Było przy nim wielu członków mojej rodziny. Zaczęłam rozmawiać z siostrami o tym, co powinnyśmy zrobić: czy mamy zabrać ojca do domu, czy też raczej powinnyśmy umieścić go w domu opieki? Nie wiedziałam, czego Bóg ode mnie oczekuje.

Tego typu pytania stają przed nami w różnych okolicznościach. Monica, podobnie jak Robert, kocha Boga i chce czynić Jego wolę. Jaka jest wola Boga w tej sytuacji? Jak Monica ma się upewnić, czego Bóg się po niej spodziewa?

Brian opisuje jeszcze inną sytuację, w której należało podjąć właściwą decyzję. Na początku małżeństwa głęboka wiara jego żony Lizy przybliżyła go do Boga. Jak wspomina:

Przeżyliśmy już kilka lat w małżeństwie; urodziło się nam trzecie dziecko. Od wielu lat pracowałem w bankowości, lecz coraz silniej pociągał mnie wybór innego zajęcia, w którym mógłbym bardziej bezpośrednio służyć ludziom. W miarę jak pogłębiało się moje życie wiary, coraz bardziej nurtowała mnie myśl o zostaniu lekarzem. Rozmawialiśmy o tym z Lizą. Oboje doszliśmy do wniosku, że mógłbym się na to zdecydować, lecz oznaczałoby to poważne poświęcenia ze strony Lizy w okresie moich studiów medycznych. Przez kilka miesięcy rozmawialiśmy o tym, modląc się o właściwe rozwiązanie.

Także w tym przypadku napotykamy te same pytania. Oto jeszcze jeden dowód na to, że ludzie kochający Pana Boga i szukający Jego woli będą też szukać sposobu jej rozpoznania.

W sytuacjach, w których musimy dokonać wyboru pomiędzy dobrem i złem – zdecydować, czy w interesach zachować się uczciwie, czy nieuczciwie, czy dochować wierności przysiędze małżeńskiej, przyrzeczeniom kapłańskim lub ślubom zakonnym, czy też nie, czy mówić prawdę, czy kłamać – wola Boża jest oczywista: Bóg nigdy nie chce, byśmy wybrali zło lub sprzeniewierzyli się nieodwołalnym zobowiązaniom, które przyjęliśmy, wstępując na drogę naszego powołania8. To samo można powiedzieć o wyborach związanych z obowiązkami przypisanymi do obranej przez nas drogi życiowej – o sytuacji rodziców, którzy muszą wybrać pomiędzy zapewnieniem właściwej opieki swoim dzieciom a dodatkowymi, nieobowiązkowymi zajęciami, pasterza, który musi wybrać pomiędzy potrzebami swojej parafii a innymi posługami wiążącymi się z jego częstą nieobecnością itd. Bóg, wzywając nas do określonego stanu, nakłada na nas również związane z nim obowiązki.

Robert, Monica i Brian stoją jednak przed wyborami innego rodzaju. Robert musi wybrać jedną z dwóch dobrych opcji; musi dokonać wyboru pomiędzy małżeństwem a kapłaństwem. Jego wybór dotyczy właśnie wyboru stanu: może swobodnie wybierać pomiędzy jednym a drugim. Monica i Brian także stoją przed dylematami, których nie da się rozstrzygnąć za pomocą wspomnianych wyżej kryteriów: czy Bóg chce, by Monica zajęła się swoim ojcem, zapewniając mu opiekę w domu, czy też umieszczając go w zakładzie odpowiednio przygotowanym do sprawowania takiej opieki? Czy Bóg chce, by Brian nadal pracował w bankowości, czy też może życzy sobie, by zaczął studiować medycynę?

Oto pytanie, z którym święty Ignacy zmaga się w Ćwiczeniachduchowych i z którym także my zmierzymy się w niniejszej książce: „W jaki sposób ludzie, którzy kochają Boga i chcą czynić Jego wolę, stając w obliczu wyboru pomiędzy kilkoma dobrymi opcjami i mogąc swobodnie pomiędzy nimi wybierać, mają rozpoznać wolę Bożą?”9. Pierwszym krokiem Ignacego jest wskazanie fundamentu, na którym należy oprzeć odpowiedź. Fundament ten omówimy w kolejnym rozdziale.

Rozdział drugi

Fundament

Nieskończona miłość Boga i nasza odpowiedź na nią

Bóg stworzył mnie, bym wykonał dla Niego przeznaczoną mi służbę. Wyznaczył dla mnie pewną pracę – nie dla kogo innego. […] Mam swoje miejsce w Bożym planie, w Jego porządku stworzenia, które nikomu innemu nie jest dane. […] Bóg zna mnie i woła po imieniu.

Kard. John Henry Newman, O krok bliżej... medytacje10

„My miłujemy, ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował”

„My miłujemy, ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował” (1 J 4, 19)11. Ten biblijny wers stanowi fundament wszelkiego szukania woli Bożej. Gdy ludzkie serce odkrywa, że ten świat nie jest pusty, że życie nie jest bezsensowne, że od początku świata Bóg je umiłował, że samo jego istnienie jest darem Bożej miłości, wówczas budzi się w nim radość i pragnienie odpowiedzi. Wtedy ludzka wola zaczyna pragnąć komunii z wolą Boga, która jest wzajemną miłością – miłością, dla której zostaliśmy stworzeni i tylko w niej, jak mówi święty Augustyn, mogą spocząć nasze niespokojne serca.

Michael tak opisuje moment, w którym odkrył dla siebie tę fundamentalną prawdę:

Mogę właściwie wskazać moment, w którym moje rozbite na kawałki życie po raz pierwszy złożyło się w jedną całość. Byłem na drugim roku studiów w college’u; miotałem się na różne strony, starając się nie podejmować ostatecznych decyzji, nękany pytaniami zwłaszcza o Boga. W dniu moich dziewiętnastych urodzin poszedłem do lasu za miastem i uroczyście oznajmiłem Bogu: „Nie ruszę się z tego lasu, póki tego nie zrobisz”.

Co miałem na myśli? Chciałem, by Bóg upewnił mnie o swoim istnieniu, by wskazał mi, jak mam Go poznać. Chciałem, by do mnie przemówił.

Pozostałem w lesie cały dzień, aż do wieczora. Byłem głodny i spragniony; robiło się coraz zimniej. Trochę się bałem, ale byłem uparty. Zamierzałem zostać w lesie, dopóki nie uzyskam odpowiedzi.

Odpowiedź nadeszła około wpół do dziewiątej wieczorem. Nagle pojąłem zagadkę Boga. Nabrałem pewności, że Bóg rzeczywiście istnieje i że Kościół rzeczywiście jest instytucją, która mówi o Nim prawdę. Nie miałem co do tego wątpliwości. Pan przemówił też do mojego serca. Powiedział mi, że mnie kocha, że wybacza mi grzechy i że uleczy moje rany. Odnalazłem spokój. Wszystko to było darem Boga. Byłem zrozpaczony, więc Bóg zmiłował się nade mną i dał mi wszystko naraz.

To był fundament. Powołanie, które potem odnalazłem, wynikało z mojej więzi z Panem powstałej w lesie tamtego wieczoru. To był klucz do wszystkiego. Więź ta trwała odtąd nieprzerwanie12.

Tak, to jest właśnie fundament: Bóg mnie kocha, wybacza mi grzechy, uleczy moje rany. Niepokój mija. Ten „dar Boga” budzi w sercu pragnienie odpowiedzi; serce, które wie, że zostało tak umiłowane, pragnie odtąd żyć w więzi z Bogiem. I – jak mówi Michael – wszelkie rozeznanie wypływa właśnie z tej więzi z Panem.

Jack odszedł od wiary; przez siedemnaście lat był niepraktykujący. Tak wspomina doświadczenie, które odmieniło jego życie:

Pewnego wieczoru […], pracując późno w nocy, zaszedłem do [kolegi], szukając w jego księgozbiorze technicznym adresu słynnego rządowego przedsiębiorstwa TVA, zarządzającego hydroelektrowniami w stanie Tennessee. Chciałem zgłębić tajniki amerykańskiej inżynierii lądowej. Zamiast poszukiwanego adresu na jego półce znalazłem książkę o socjologii katolickiej pod tytułem Podstawy państwa chrześcijańskiego. Był w niej fragment, który zmienił moje życie i który wciąż wywiera na nie głęboki wpływ. Zawierał on tezę, że człowiek ma w sobie pewną naturę, którą musi odkryć. Z natury tej wynikają pewne przysługujące mu prawa (prawo do dobrego imienia, do prywatnej własności, do wykształcenia, do małżeństwa itd.) oraz pewne obowiązki, które winien uznać (sprowadzające się do przestrzegania tych samych praw w stosunku do innych, ulepionych z tej samej gliny). Wstrząsnęło mną słowo „odkryć”. Przeczyło ono obiegowemu wyobrażaniu o „stwarzaniu siebie”. Uświadomiło mi, że istnieje wiele „danych”, o które nie muszę już walczyć, takich jak moja tożsamość, godność, pochodzenie, dary i przeznaczenie – rzeczy już danych mi przez coś lub Kogoś innego, których nie zawdzięczam sobie. Zrozumiałem też, że moim zadaniem jest odnaleźć i odkryć owe ukryte we mnie „dane”, rozpakować je jak prezenty, przyswoić sobie ich bogactwo […] i podzielić się nimi z innymi […]. Cóż to za odkrycie!13.

Także Jack odkrył fundament – daną nam przez Boga prawdę o tym, kim jesteśmy, o naszej godności, początkach, osobistych darach i przeznaczeniu14. Jego serce wezbrało entuzjazmem; zaczął szukać: „Zrozumiałem […], że moim zadaniem jest odnaleźć i odkryć owe ukryte we mnie «dane», rozpakować je jak prezenty, przyswoić sobie ich bogactwo […] i podzielić się nimi z innymi”. Zasadniczym motywem i motorem tych poszukiwań była fascynacja odkryciem Kogoś, kto obdarzył go tą godnością i przeznaczeniem.

Catherine ukończyła studia i zaczęła pracować. Miała chłopaka, a jednocześnie zastanawiała się nad wyborem życia zakonnego. Mijały miesiące, a ona nadal szukała woli Bożej. Pewnego dnia wracała z pracy do domu samochodem. Oto jak opisuje, co zdarzyło się owego wieczoru:

Obecność Jezusa namacalnie wypełniła wnętrze mojego forda escorta. Boję się opisać to doświadczenie, wiedząc, że moje słowa nie zdołają oddać tego, co się stało. Czułam, jakbym była w jednym pomieszczeniu z kimś, kogo kocham, lecz kogo nie mogę zobaczyć. Mimo to czułam na sobie jego spojrzenie. Nic nie mówił – tylko na mnie patrzył. […] A jego spojrzenie: czułam się tak, jakby patrzył na mnie facet nie z pożądaniem, lecz chcąc, bym została jego dziewczyną. […] To szokujące, gdy Bóg tak na nas patrzy; czułam radość i poruszenie, a zarazem zawstydzenie, gdyż wiedziałam, że Jego spojrzenie jest całkowicie niezasłużone. Ku swemu zaskoczeniu poczułam się tak jak wtedy, gdy po raz pierwszy się zakochałam, tyle że to przeżycie było sto razy silniejsze.

Potem zaczęła się bardzo bezpośrednia rozmowa.

Ja powtarzałam wciąż: „Czego chcesz? Czego chcesz?”.

Jego odpowiedź dałoby się wyrazić słowami: „Możesz robić, cokolwiek zechcesz. Możesz wyjść za mąż, możesz wybrać sobie zawód; chciałbym jednak, byś wybrała mnie”.

Moja dusza rozpłynęła się w radości.

Zadał pytanie i czekał na odpowiedź. Nie zmuszał mnie, nie naciskał. Stanowczo, lecz łagodnie mnie przekonywał. Nigdy jeszcze nie czułam się tak wolna; zarazem jednak odmowa wydała mi się niemożliwa. Zjechałam na parking. Siedząc w samochodzie, powiedziałam w końcu: „Panie, cokolwiek zechcesz”. Wówczas wydało mi się, że obecność, która mnie otaczała, przeniknęła mnie, skupiając się w moim sercu15.

Ten opis wykracza poza kategorie zwykłych doświadczeń; stoimy na świętej ziemi. Mimo to także w słowach Catherine odnajdujemy znane nam już fundamentalne prawdy. Także tu występuje świadomość daru miłości i więzi z Bogiem; także tu napotykamy pragnienie odpowiedzi na tę delikatną, łagodną i nieskończoną miłość, przepełniającą ludzkie serce; Catherine pyta: „Czego chcesz? Czego chcesz?”. Dziewczyna doświadcza głębokiego szacunku Boga dla ludzkiej wolności: „Nigdy jeszcze nie czułam się tak wolna”. Jej serce otwiera się, odpowiadając miłością na Miłość, którą odczuwa: „Panie, cokolwiek zechcesz”. Jej zdumiewająca bogactwem łaski opowieść zawiera wszystkie głębokie prawdy, tworzące fundament naszej odpowiedzi. Ci, którzy budują swoje życie na tym fundamencie, tęsknią za komunią ich własnej woli z wolą Boga – chcą czynić wolę Bożą.

Tego fundamentalnego odkrycia – choć w nieco innych okolicznościach – dokonuje także Christopher:

Dorastałem, nie wiedząc nic o chrześcijaństwie, z daleka od wiary. Gdy miałem dziewiętnaście lat, wstąpiłem do wojska. Nie miałem pojęcia o wielu sprawach, zwłaszcza o Bogu i religii. W wojsku poznałem pewnego księdza, który zrobił na mnie wrażenie. Widziałem, jak żyje i jak się modli; przykład jego życia miał na mnie potężny wpływ. Chciałem mieć to, co on miał. Po raz pierwszy zacząłem uświadamiać sobie, że religia to poważna sprawa. Ów ksiądz dał mi różaniec i powiedział, że mam się na nim modlić. Nie chciałem: myślałem, że modlitwa różańcowa dawno wyszła z mody, kojarzyła mi się z moją babcią. Wtedy któryś z moich kolegów powiedział: Gdy masz służbę w nocy i nie masz nic innego do roboty, czemu miałbyś się nie pomodlić? Zacząłem się więc modlić na różańcu. Ksiądz wyjaśnił mi, jak mam to robić, więc modliłem się, i to codziennie.

Po jakimś czasie podczas modlitwy różańcowej przeżyłem coś, co mną wstrząsnęło. Czułem, jakby nachodziły na mnie fale – wiedziałem, że czuję obecność Boga. Teraz wiedziałem, że Bóg istnieje, ponieważ mnie dotknął. I pomyślałem sobie: skoro Bóg istnieje, to chcę być księdzem16. Tak to wtedy rozumiałem, co dowodzi, jak niewiele wiedziałem, gdy zacząłem zwracać się ku Bogu. Powiedziałem o moich zamiarach znajomemu księdzu, on zaś odrzekł: „Spokojnie, spokojnie. Uspokój się. Rozeznawanie powołania wymaga czasu”.

Mniej więcej rok później wraz z innymi żołnierzami spędziliśmy wieczór z grupą przyjezdnych studentek. Gdy wszedłem, dostrzegłem tylko jedną z nich. Natychmiast ją zauważyłem; nie mogłem oderwać od niej wzroku. Zrozumiałem, że chcę siedzieć obok niej. Gdy wracaliśmy z restauracji, powiedziałem kolegom, że właśnie spotkałem swoją przyszłą żonę.

Wtedy dla Christophera nastał czas wewnętrznych zmagań:

Nie wiedziałem, co robić. Sądziłem, że zdradzam swoje postanowienie pójścia za Bogiem w kapłaństwie; myślałem, że może idę za głosem ciała. Zwierzyłem się księdzu, który poradził mi przemodlić sprawę. Bałem się tego. Myślałem, że Bóg powie mi: „Chcę, byś należał wyłącznie do mnie. Nie chcę, byś ożenił się z tą kobietą”. Nie chciałem więc pytać Go o zdanie w tej kwestii.

W końcu zaczęły targać mną tak silne wątpliwości, że musiałem coś z tym zrobić i zacząłem się modlić. Ku mojemu zaskoczeniu modląc się, poczułem – były to uczucia, nie słowa – że jestem dzieckiem w ramionach matki. Czułem, że jestem bezpieczny. Uczucie to ogarniało mnie zwłaszcza wówczas, gdy zaczynałem się modlić. Ogarniał mnie spokój, czułem, że wszystko jest dobrze, że mogę kontynuować tę znajomość. Miałem poczucie, że Bogu się to podoba.

Mimo dzielącej nas odległości zacząłem znowu spotykać się z moją wybranką. Moje serce przepełniała miłość; byłem szczęśliwy, że tak się stało. Im więcej się modliłem, tym bardziej byłem szczęśliwy.

Z perspektywy czasu Christopher komentuje te przeżycia następująco:

Moje doświadczenie Boga, którego spotykałem na modlitwie, przeczyło moim wyobrażeniom o Bogu. Myślałem, że Bóg jest wymagający i zazdrosny. Sądziłem, że powołanie jest jak dowódca w wojsku; nie bierze pod uwagę naszych życzeń, lecz rozkazuje: „Zrób to i to!”. Przekonałem się jednak, że Bóg nie przypomina mojego dowódcy; stwarzając mnie, chciał, bym był szczęśliwy. Przeznaczył mnie do szczęścia. Dowiedziałem się tego z modlitwy.

Raz jeszcze odnajdujemy tu fundament wyboru: odkrycie wiary, pełne radości spotkanie z Bogiem, nieprzerwana więź z Nim i pragnienie odpowiedzenia na Jego wezwanie. Wzrastając w poznaniu Boga, Christopher, podobnie jak Catherine, doznaje radości swobodnego odpowiadania Bogu – radości czynienia Jego woli.

„Jest moją radością, mój Boże, czynić Twoją wolę!”

„Jest moją radością, mój Boże, czynić Twoją wolę!” (Ps 40, 9). Te słowa psalmu wyrażają głębokie pragnienie serca Jezusa: pragnienie czynienia woli Ojca, o którym wie, że Go kocha (J 5, 20; Hbr 10, 5-10). Wyrażają one też najgłębsze pragnienie każdego ludzkiego serca, wyrastające ze wspomnianych już, fundamentalnych prawd. Michael, doświadczając wieczorem w lesie tego fundamentu, wszedł na drogę rozeznawania woli Bożej. Jack, odkrywając pochodzący od Boga dar swego pochodzenia, tożsamości i przeznaczenia, doznał radości serca i zaczął szukać woli Boga. Gdy Catherine pojęła głębię pełnej szacunku, nieskończonej miłości, którą Bóg ją obdarza, jej serce zawołało: „Panie, cokolwiek zechcesz”. Christopher zaś, doświadczywszy prawdy o Bogu, także doznał wyzwolenia, mogąc odtąd pełnić Jego wolę.

Zaczątek świadomości tej prawdy, wskazującej drogę, którą mamy podążać, znajdujemy w świadectwie Petera:

Już w bardzo młodym wieku ogarnęło mnie wprawdzie niejasne, lecz bardzo silne przeświadczenie, że prawda o Bogu musi być dużo prostsza od tego, czego mnie uczono, a zarazem o wiele bardziej złożona i tajemnicza. Pamiętam, jak zaskoczyłem mojego ojca tym przekonaniem (które z pewnością zawdzięczałem nie tyle własnej inteligencji, ile łasce Bożej, gdyż miałem wtedy chyba dopiero osiem lat), mówiąc: „Tato, czyż wszystko, czego dowiadujemy się w kościele i z Biblii, nie sprowadza się do jednej rzeczy? Przecież ważne jest tylko jedno!”. „Ależ nie – odpowiedział ojciec – wcale tak nie jest. Wiele rzeczy jest ważnych. O co ci chodzi?” „Chodzi mi o to – odparłem – że Bóg zawsze chce od nas jedynie tego, byśmy pytali Go, co mamy robić, a potem to robili. To wystarczy, prawda? Zamiast radzić się siebie, pytajmy Boga”. „Wiesz, rzeczywiście masz rację” – odparł zaskoczony ojciec.

Prawdę tę pojął Peter głębiej w czasie studiów:

Kiedyś latem, na plaży […] czytałem świętego Jana od Krzyża. Niewiele z tego rozumiałem, ale wiedziałem z niepodważalną pewnością, że to, o czym pisze, jest rzeczywiste, że jest to coś równie masywnego i konkretnego jak łańcuch górski. Czułem, jakbym właśnie wyszedł z małej, wygodnej jaskini, w której spędziłem całe moje dotychczasowe życie, i odkrył, że naokoło rozpościera się ogromny świat, którego istnienia dotąd nie przeczuwałem. Jego ogrom tworzyły świętość, dobroć, czystość serca i posłuszeństwo pierwszemu i największemu przykazaniu, nakazującemu chcieć tego, czego chce Bóg, przykazaniu, którego absolutność odkryłem niegdyś w wieku ośmiu lat17.

Z ogromną jasnością Peter dostrzegł „absolutność” tego, co stanowi fundament życia wiary: woli czynienia woli Boga. Prostotę i głębię całego procesu rozeznawania streścił on w jednym stwierdzeniu: Bóg chce od nas jedynie tego, byśmy pytali Go, co mamy robić, a potem to właśnie robili. Na tym fundamencie wznieść można solidny gmach życia wiary.

Steven i Laura opowiadają o drodze rozeznania, która doprowadziła ich do małżeństwa. Na pytanie, w jakiej mierze decyzja o jego zawarciu wypływała ze świadomego rozeznania woli Bożej w ich życiu, Steven odpowiada: „Całkowicie. Inaczej byśmy się nie zdecydowali”. Laura przytakuje, wyjaśniając:

Pod koniec lat osiemdziesiątych byliśmy studentami; nie posługiwaliśmy się wówczas jeszcze tym językiem. W tym okresie, mówiąc o małżeństwie, nie odwoływalibyśmy się do takich pojęć jak powołanie czy rozeznawanie; mówilibyśmy raczej o „posłannictwie” i „pragnieniu”, o tym, że „chodzi o coś ważnego”. Najprawdopodobniej wspomnielibyśmy też o „posłudze”. Zostaliśmy niewątpliwie wezwani do posługi. Wiedzieliśmy, że to małżeństwo jest od Boga.

Przygotowując się do ślubu, wybraliśmy na liturgię sakramentu małżeństwa czytanie z Ewangelii świętego Łukasza (Łk 5, 1-11), o tym, jak Jezus kazał Piotrowi zarzucić sieci. Myśląc o naszym małżeństwie, czuliśmy wyraźnie, że Jezus wezwał nas i posłał do świata jako parę małżonków.

Oto niezwykle wymowny i piękny obraz małżeństwa: mężczyzna i kobieta wezwani i posłani przez Jezusa. Steven i Laura świadomie przyjęli małżeństwo jako odpowiedź na wolę Bożą w ich życiu. Mówiąc słowami Petera, chcieli czynić to, czego chce Bóg, odkrywając „absolutność” pierwszego przykazania.

Patricia opisuje jeden z kroków, które doprowadziły ją do małżeństwa z Anthonym:

Przeszłam przez długi i trudny proces rozeznawania, pytając Boga, czy to jest właściwa osoba. Nikt nigdy nie mówił mi o różnych powołaniach: do małżeństwa, do życia zakonnego i do kapłaństwa. Zawsze jednak czułam, że Bóg chce, bym wyszła za mąż i miała dzieci. Pewnego dnia, jadąc samochodem, spytałam Pana: „Czy Anthony jest tym, którego Ty chcesz, abym poślubiła?”. Poczułam, że Bóg mówi: „Tak”. Ta chwila była jednym z kroków składających się na proces podejmowania decyzji.

Proces rozeznawania, przez który przeszła Patricia, powodowany był jednym pragnieniem: pragnieniem czynienia woli Bożej. Skłoniło ją ono do podjęcia trudu rozeznawania: pytała Boga, czy Anthony jest „właściwą osobą”, to znaczy czy jest on tym, którego zgodnie z wolą Bożą ma poślubić. Otworzyła swoje serce na małżeństwo i dzieci, gdyż czuła, że taka jest wola Boga wobec niej. Pytanie, które zadała w samochodzie, wyraża to samo poszukiwanie woli Bożej: „Czy Anthony jest tym, którego chcesz, abym poślubiła?”.

Jeremy opowiada o decyzji, przed którą stanął w swoim życiu zawodowym:

Dobrze wywiązywałem się ze swych obowiązków, lecz po pięciu latach wskutek różnych sporów w firmie zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem nie powinienem poszukać sobie innej pracy. Porozmawiałem o tym z żoną, która okazała mi ogromne wsparcie. Przez następne trzy lata myśleliśmy o tej sprawie i powierzaliśmy ją Bogu na modlitwie, obserwując zarazem rozwój sytuacji w firmie. Chcieliśmy być pewni, że uczyniliśmy to, czego Bóg od nas oczekuje. Nie szukaliśmy jedynie tego, co dla nas wygodne; chcieliśmy zrobić to, czego chce Bóg. Codziennie przez wszystkie te lata modliłem się: „Panie, pomóż mi rozeznać i zrobić to, czego Ty chcesz”.

Dzięki rozwojowi wydarzeń, modlitwie, rozmowom z żoną i z moim kierownikiem duchowym zacząłem wyraźnie dostrzegać, że Bóg chce, bym poszukał sobie nowej pracy. Gdy wyraźnie to zrozumiałem, ogarnęło mnie głębokie poczucie radości i pokoju. Myślałem o tym, w jaki sposób Bóg wezwał Abrahama, by wraz z rodziną opuścił kraj swego zamieszkania (Rdz 12). Czułem, że przydarza mi się coś podobnego: wiedziałem, że dla mnie i mojej rodziny to krok w nieznane, wiedziałem jednak dokładnie, czego Bóg się po nas spodziewa.

Dokonując tego wyboru, Jeremy z żoną konsekwentnie szukał tylko jednego – woli Bożej: „chcieliśmy zrobić to, czego chce Bóg”. Jeremy wyrażał to pragnienie w codziennej modlitwie serca: „Panie, pomóż mi rozeznać i zrobić to, czego Ty chcesz”. Pojąwszy wyraźnie wolę Boga, Jeremy doznał radości i był gotowy bez wahania odpowiedzieć na Jego wezwanie.

Peter, Steven, Laura, Patricia i Jeremy odnaleźli fundament, na którym można budować rozeznanie: doświadczyli miłości Boga i zapragnęli odpowiedzieć na nią komunią własnej woli z wolą Pana – nade wszystko chcieli czynić wolę Bożą. Każde rozeznanie musi opierać się na tym fundamencie.

W jednej ze swych słynnych medytacji John Henry Newman pisze: „Bóg stworzył mnie, bym wykonał dla Niego przeznaczoną mi służbę. Wyznaczył dla mnie pewną pracę, dla mnie – nie dla kogo innego. Mam swoją misję”18