Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Róże od milionera ebook

Emma Darcy

5 (1)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Róże od milionera - Emma Darcy

Milioner Jordan Powell zawsze otaczał się pięknymi kobietami. Wszystkie liczne kochanki na zakończenie romansu dostawały bukiety róż, które zamawiał w hodowli Ivy Thornton. Dlatego, kiedy Ivy poznaje Jordana, wie, czego się spodziewać. Mimo to nie potrafi mu się oprzeć i spędzają namiętną noc. Ivy postanawia, że będzie to jedyna taka noc. Nie chce czekać, aż Jordan złamie jej serce i przyśle pożegnalny bukiet. Jednak on nie przywykł do tego, by to kobieta kończyła znajomość…

Opinie o ebooku Róże od milionera - Emma Darcy

Fragment ebooka Róże od milionera - Emma Darcy

Emma Darcy

Róże od milionera

Tłumaczenie: Joanna

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Nasz etatowy casanowa chce się pozbyć swojej kolejnej zdobyczy – stwierdziła Heather Gale, odwracając się od komputera i uśmiechając znacząco do Ivy. – Właśnie zamówił pudełko imbirowych cukierków i trzy tuziny herbacianych róż dla ostatniej kochanki. To jego pożegnalny prezent, możesz mi wierzyć na słowo. Właśnie usunął jej numer telefonu z komórki.

Ivy Thornton przewróciła oczami, nie komentując zainteresowania menadżer sprzedaży miłosnymi historiami Jordana Powella. Ivy spotkała go tylko raz, przy okazji ostatniej wystawy dzieł malarskich swojej matki. To było dwa lata temu, wkrótce po tym, jak zmarł jej ojciec. Musiała sama zająć się hodowlą róż i nauczyć się radzić sobie bez jego pomocy i wsparcia.

Ku niezadowoleniu matki ubrała się wtedy w zwykłe dżinsy i podkoszulek, lekceważąc normy wyglądu przyjęte na tego rodzaju okazje. Z niezrozumiałego powodu Jordan Powell chciał wówczas, aby mu ją przedstawiono. Nie ułatwiło to zadania jej matce, zrozpaczonej faktem, że córka nie włożyła żadnego wysiłku w to, aby wyglądać tak, jak tego po niej oczekiwano.

Jordan był bardzo szarmancki, a w jego oczach dostrzegła wyraźne zainteresowanie. Prawdopodobnie tylko dlatego, że nie bardzo pasowała do zebranego towarzystwa. Ich spotkanie trwało zaledwie kilka sekund. Zachwycająca modelka wzięła go pod ramię i odeszła z nim w przeciwnym kierunku, zazdrosna, że choć przez chwilę uwagę Jordana mogła przyciągnąć inna kobieta.

Dla Ivy było zupełnie zrozumiałe, że chciała go zatrzymać tylko dla siebie.

Jordan nie tylko był milionerem, ale też niezwykle pociągającym mężczyzną. Przystojny i wysportowany, z czarującym głosem i nienagannymi manierami oraz pięknymi ustami, w kąciku których dostrzegła rozbawienie, gdy z nią rozmawiał. Nie miała wątpliwości, że z takim bogactwem i wyglądem cały świat istniał wyłącznie dla jego rozrywki.

– Na jak długo tym razem starczyło mu zainteresowania dla kolejnej piękności? – spytała Ivy, wiedząc, że Heather prowadzi regularny kalendarz miłosnych przygód Jordana Powella. Był najlepszym i najwięcej zamawiającym prywatnym klientem jej hodowli.

Heather wróciła do komputera, aby sprawdzić historię zamówień.

– Spójrzmy... miesiąc temu zamówił tuzin bladoróżowych, co w jego języku róż oznacza, że chciał wyłącznie dobrej zabawy bez zobowiązań. Prawdopodobnie wtedy nie zrozumiała jego intencji i dlatego ostatecznie musi z nią zerwać. A jeszcze miesiąc wcześniej były to te wysokie, krwiście czerwone, co oznacza dla niego stan największego seksualnego zainteresowania.

– Nie wiesz tego na pewno – zaprotestowała Ivy sucho.

– W kwiatach, które wysyła, zawsze jest jakaś logika. Najpierw są to jasnoczerwone róże, prawie jeszcze w pączkach, z pudełkiem czekoladek. Wyraźny sygnał, że chce ją uwieść.

– Nie sądzę, żeby musiał uwodzić kogokolwiek – wymruczała Ivy przekonana, że większość kobiet chętnie padnie mu do stóp przy drobnej tylko zachęcie z jego strony.

Heather jednak potrafiła udowodnić swoje dedukcyjne odkrycia.

– Może i nie, ale niektóre kobiety mogą udawać niedostępne przez jakiś czas. Właśnie wtedy wysyła białe róże, sygnalizując, że rozpaliła go do białości. Ta ostatnia w ogóle nie dostała białych róż.

– A więc łatwa zdobycz – podsumowała Ivy.

– Od razu przeszli do rzeczy – zgodziła się Heather. – I to było prawie... trzy miesiące temu. Nie wytrzymał z nią długo.

– Czy kiedykolwiek był z jakąś dłużej niż kilka miesięcy?

– Według moich notatek sześć to jak do tej pory najdłużej i zdarzyło się tylko raz. Pozostałe związki wahały się od dwóch do czterech miesięcy.

Ivy siedziała przy biurku, starając się skupić na pracy, ale nie mogła przestać myśleć o ostatnim telefonie od matki. Wkrótce odbędzie się kolejna wystawa jej obrazów w galerii. Przy okazji matka podejmie kolejną próbę przekonania jej, by sprzedała hodowlę i przeniosła się do Sydney, gdzie mogłaby poznać interesujących ludzi. A potem będą gorące sugestie odnośnie do wspólnych zakupów, aby wreszcie mogła poczuć się dumna z wyglądu swojej córki.

Problem polegał na tym, że matka żyła w zupełnie innym świecie. Zresztą tak było, od kiedy sięgała pamięcią. Rodzice nie rozwiedli się, ale mieszkali oddzielnie, a Ivy wychowywała się na farmie, gdzie zdecydowała się pozostać razem z ojcem. Nie pociągało jej artystyczne życie matki, wypełnione niekończącymi się przyjęciami i pustymi rozmowami.

Kochała swoją hodowlę. Było jej tu dobrze. Kochała też ojca, który wszystkiego ją nauczył. Czuła się spełniona. Jej życie miało sens. Brakowało jej jedynie mężczyzny, którego mogłaby kochać i który także kochałby ją. Myślała, że... wydawało jej się... ale Ben nie potrafił dać jej wsparcia, gdy tego najbardziej potrzebowała.

– Hej, a może spotkasz naszego casanowę na wystawie swojej matki! – wykrzyknęła nagle Heather. – Teraz jest już wolny – dodała, patrząc na nią i znacząco unosząc brwi.

– Bardzo wątpię, żeby ktoś taki jak on chodził na wystawy z własnej woli – stwierdziła sucho Ivy, sceptycznie odnosząc się do przypuszczeń Heather.

– Nigdy nie wiadomo – zauważyła optymistycznie. – Jeśli rozpuścisz swoje przepiękne włosy i zrobisz mocniejszy makijaż, jestem pewna, że zwróci na ciebie uwagę – ciągnęła niezrażona.

– A nawet jeśli – zauważyła Ivy bez przekonania – myślisz, że ktoś taki jak Jordan Powell zainteresowałby się prostą dziewczyną z prowincji, która hoduje róże? I że chciałabym być kolejnym nazwiskiem na liście jego miłostek?

Heather nie dała się zbić z tropu. Przyglądała jej się uważnie i oceniająco, z lekko przebiegłym uśmiechem. Dla Ivy była kimś więcej niż zwykłą asystentką. Obie w podobnym wieku, błyskawicznie się zaprzyjaźniły, a Ivy była świadkiem na jej ślubie z Grahamem Gale, który nadzorował szklarnie. Wspaniale się z nią pracowało, a jej pomysły marketingowe znacznie przyczyniły się do rozwoju firmy. Ivy dziękowała swojej szczęśliwej gwieździe, że zesłała jej Heather, gdy potrzebowała pomocy.

Bardzo przeżyła wiadomość o nieuleczalnej chorobie ojca i w ogóle nie była przygotowana na jego śmierć. Ból straty, nagła pustka w życiu... Gdyby nie Heather, nie byłaby w stanie sobie ze wszystkim poradzić i prawdopodobnie straciłaby ukochaną hodowlę ojca.

– Odnoszę wrażenie, że Jordan Powell jest teraz otwarty na nowe doświadczenia, a i dla ciebie byłoby to wskazane.

Ivy zaśmiała się rozbawiona.

– Nawet jeśli udałoby mi się zwrócić jego uwagę, nie sądzę, aby odpowiadała mi rola jego kolejnego „doświadczenia”. Dobrze wiem, jak się to kończy.

– Dokładnie! Wiesz o nim więcej niż on o tobie i na tym polega twoja przewaga. Nie złamie ci serca, bo zdajesz sobie sprawę, że nie możesz liczyć przy nim na wieczną miłość. Już trzy lata nie byłaś na wakacjach, a ostatnie dwa spędziłaś w celibacie. Zbyt długo już tak wegetujesz. Jestem pewna, że mogłabyś przeżyć z Powellem fantastyczną przygodę. Świetna zabawa, dobry seks, może nawet krótkie, szalone wakacje, abyś mogła oderwać się od wszystkiego. Zrozumiesz, że warto się skusić, jeśli tylko spojrzysz na to z innej perspektywy.

– Budujesz zamki na lodzie, Heather. Nie bardzo wierzę w to, bym zainteresowała Powella, nawet jeśli pojawi się na wystawie. Jeśli chodzi o całą resztę – wzruszyła ramionami – ostatnio nawet zastanawiałam się nad krótkimi wakacjami. Przez jakiś czas mogę bez problemu powierzyć ci zarządzanie firmą. Przeglądałam już ogłoszenia w niedzielnym dodatku do gazety i...

– Właśnie! – wykrzyknęła nagle Heather z triumfem w głosie, zrywając się na równe nogi. – Masz jeszcze ten niedzielny dodatek?

– Leży na stoliku pod oknem, koło ekspresu do kawy.

– Jest tam coś, co będzie dla ciebie idealne.

Po kilku minutach rozłożyła przed Ivy niedzielny magazyn „Life” na stronach poświęconych modnym stylizacjom.

– Mówiłam o wakacjach, a nie o ubraniach – przypomniała Ivy.

Heather postukała palcem w zdjęcie z modelką ubraną w czarną dopasowaną marynarkę z szerokim pasem, pomarańczową minispódnicę i eleganckie sandały na niebotycznie wysokim obcasie, zapinane na zielono-pomarańczowe paseczki wokół kostki. – Jeśli tak się ubierzesz na wystawę twojej matki, każdy cię zauważy.

– Oczywiście! Szczególnie w tej pomarańczowej spódnicy przy moich rudych włosach! Oszalałaś?

– Jestem pewna, że te spódnice są też w innych kolorach. Mógłby być zielony zamiast pomarańczowego. Pasowałby ci do oczu i tych superbutów. Będziesz wyglądać wspaniale, Ivy. Jesteś wysoka i szczupła. Rzucisz wszystkich na kolana. Spójrz na te wiszące kolczyki. Będą idealnie pasować. Do tego czarna torebka...

– To wszystko na pewno kosztuje fortunę... – wymruczała Ivy, przyglądając się modelce z coraz większym zainteresowaniem. To prawda, że wyglądałaby bardzo korzystnie, ale poza tą okazją nie miałaby gdzie nosić takich ubrań. Jej farma znajdowała się prawie sto kilometrów od Sydney i tutaj nikt się tak nie ubierał.

– Przecież możesz sobie na to pozwolić – nalegała Heather. – Tego roku sprzedaż w walentynki wzrosła czterokrotnie. Nawet jeśli to miałoby być na ten jeden raz, to czy nie warto? Sama mówiłaś, że twojej matce bardzo zależało, żebyś ubrała się odpowiednio na jej wystawę.

– Oczywiście, żebym pasowała do towarzystwa, a nie odstawała od niego – zauważyła z grymasem.

– Pokaż jej, co potrafisz. Pokaż też Jordanowi, o ile się tam zjawi.

Ivy zaśmiała się. W obu przypadkach było to niezwykle kuszące.

Sacha Thornton zaniemówiłaby z wrażenia, gdyby zobaczyła córkę w takiej modnej stylizacji. A jeśli chodziło o Jordana... nie miała żadnej gwarancji, że będzie na wystawie, ale... byłoby zabawnie uwieść najbardziej seksownego mężczyznę w Australii. Choćby dla zaspokojenia kobiecej próżności.

– W porządku. Sprawdź, gdzie mogę kupić coś takiego – zgodziła się ostatecznie. Dlaczego nie? Ten jeden jedyny raz. Naprawdę mogła sobie na to pozwolić.

– Nareszcie! – wykrzyknęła Heather zachwycona.

Ivy nie mogła powstrzymać wybuchu szczerego śmiechu. Skoro już zdecydowała się włożyć to modne przebranie, powinna jak najszybciej zacząć trenować chodzenie na niebotycznych obcasach. Wernisaż jest w piątek. Zostały jej tylko cztery dni, by się odpowiednio przygotować.

ROZDZIAŁ DRUGI

Jordan Powell siedział przy stole w jadalni, przeglądając raporty sprzedaży w porannej prasie i czekając, aż Margaret poda mu śniadanie. Nawet w najlepszej restauracji nie potrafili przyrządzić tak chrupkiego bekonu i doskonale ugotowanych jajek po wiedeńsku. Przynajmniej jak na jego gust. Margaret Partridge była prawdziwym skarbem. Świetna gospodyni i doskonała kucharka. Jordan doceniał także jej bezpośrednią szczerość. Miał prawdziwe szczęście, że zgodziła się pracować dla niego, i nie zamierzał jej stracić. A już na pewno Margaret była dla niego o wiele ważniejsza niż aktualna kochanka Corinne Adler.

Gdy dobiegł go zapach świetnie usmażonego bekonu, podniósł głowę i z uśmiechem spojrzał na Margaret. Wyraz jej twarzy pozostał jednak surowy. Jordan odłożył gazetę.

– Jeśli jeszcze raz zaprosisz tę Corinne do domu, ja się wynoszę, ostrzegam cię – rzuciła, stawiając przed nim talerz. – Nie pozwolę, aby takie nic traktowało mnie w ten sposób.

Jordan podniósł do góry dłoń w geście pojednania.

– To się już nie powtórzy, Margaret. Skończyłem z Corinne i przepraszam cię za jej zachowanie. Skąd miałem wiedzieć, że okaże się wredną wiedźmą? Była taka słodka...

– Oczywiście, dla ciebie – zakpiła Margaret. – Wiesz, że nie przeszkadzają mi twoje romanse. Uważam, że to bardziej w porządku, niż wziąć ślub, a potem zdradzać. Możesz przyprowadzać tu tyle kobiet, ile chcesz, ale nie pozwolę, by traktowano mnie bez szacunku.

– Upewnię się co do tego przy następnej okazji – obiecał solennie. – Przykro mi. Najwyraźniej źle ją oceniłem.

– Może powinieneś je oceniać na podstawie czegoś więcej niż tylko długich nóg i gładkiej buzi – parsknęła Margaret.

– Masz na myśli, że powinienem je poznawać bardziej dogłębnie? – spytał niewinnym tonem.

– Nie tylko w łóżku, ale również poza nim – odparowała Margaret.

Jordan westchnął, kręcąc głową.

– Czy to było naprawdę potrzebne, Margaret? Przecież ja zawsze traktuję cię z szacunkiem. Czy zrywając z Corinne, nie pokazałem ci właśnie, jak bardzo jesteś dla mnie ważna?

– To była mądra decyzja – podsumowała z satysfakcją. – I właśnie dlatego nie przypaliłam twojego śniadania – uśmiechnęła się wreszcie z triumfem. – Smacznego!

Jordan odprowadzał ją rozbawionym wzrokiem. Margaret była wysoką i szczupłą kobietą po pięćdziesiątce, zupełnie niezainteresowaną podkreślaniem w jakikolwiek sposób swojej kobiecości. Nie uznawała makijażu i ubierała się zawsze w prostą granatową sukienkę, białą koszulę i czarne buty na płaskim obcasie. Taki strój uważała za właściwy do swojej funkcji. Niefarbowane, szarosiwe włosy związywała zawsze w ciasny kok. Mimo tak nieatrakcyjnego wyglądu emanowała pozytywną energią i bystrością umysłu. Jej brązowe, inteligentne oczy patrzyły ciekawie, a cięty język nader często atakował go celnym uwagami.

Jordan polubił ją od pierwszego spotkania. Gdy przeprowadzał z nią rozmowę o pracę, powiedziała mu, że jest rozwiedziona i nie zamierza ponownie wychodzić za mąż. A skoro miała już gotować, prać i prowadzić dom dla mężczyzny, to wolała to robić za pieniądze. Jej dzieci były dorosłe i niezależne, a Margaret ceniła sobie swoją pozycję w luksusowym domu milionera, w którym pełno było udogodnień dla żmudnych obowiązków. W krótkim czasie potrafiła udowodnić, że trudno by mu było znaleźć kogoś lepszego od niej.

Jordan doceniał Margaret, a w szczególności jej talenty kulinarne. Oczywiście zawsze spotykał mnóstwo kobiet zabiegających o jego uwagę i nie wahał się sprawdzić, jakie są słodkie, ale na dłuższą metę żadna z nich nie wygrywała z posiłkami przygotowywanymi przez Margaret.

Mógł bardzo łatwo zastąpić Corinne inną kobietą. A jeśli chodziło o to, aby znalazł sobie kogoś więcej niż tylko partnerkę do seksu... nie, nie zamierzał ponownie do tego wracać. Już prawie został uwikłany w małżeństwo z wyjątkowo sprytną Biancą, która chciała być dla niego idealną żoną. Była tak doskonale oddana i gotowa spełnić każde jego żądanie, że prawie uwierzył w jej szczere uczucie. Do czasu, gdy przekonał się, jakie były prawdziwe motywy.

Od samego początku wiedziała, że majątek jej ojca rozpada się niczym domek z kart. Próbowała ukryć przed Jordanem rzeczywistą sytuację, ale gdy prawda wyszła na jaw, stało się jasne, że był jedynie kołem ratunkowym. Nie dziwił się już jej zaangażowaniu w związek... jego miliony miały jej pozwolić na dalsze prowadzenie życia, do jakiego przywykła.

Gdyby Margaret już wtedy dla niego pracowała, prawdopodobnie przejrzałaby ją. Niewiele potrafiło umknąć jej uwadze. Prawdę mówiąc, od kiedy taki klejnot zarządzał jego domem, nie widział powodu, dla którego miałby szukać sobie żony, szczególnie że nigdy nie brakowało mu partnerek do niezobowiązującego seksu.

Niewiele małżeństw potrafiło przetrwać, szczególnie w jego otoczeniu, a nie było nic bardziej przykrego niż ogromne straty finansowe łączące się z rozwodem. Doświadczył już tego rodzaju problemów przy okazji kolejnych małżeństw swojej siostry. Oliwia już trzykrotnie ślepo zaufała łowcom fortun najgorszego gatunku i za każdym razem przykre doświadczenie niczego jej nie nauczyło. Nie potrafił tego zrozumieć. Gdy sparzyła się po raz pierwszy, za drugim razem powinna być mądrzejsza, a tymczasem jej kolejne lekcje życiowego doświadczenia kosztowały go grube miliony!

Przynajmniej ich rodzice mieli na tyle rozsądku, by pozostać małżeństwem. Ale oni należeli do innego pokolenia. Ojciec był bardzo dyskretny, jeśli chodziło o kolejne kochanki, co pozwalało matce zachować dumę i pozycję żony jednego z najbogatszych mężczyzn w Australii i prowadzić łatwy i przyjemny tryb życia. Poza tym matka zawsze umiała zapewnić sobie męskie towarzystwo, szczególnie gdy ojciec nie mógł wyjść z nią do opery albo na wernisaż. Studenci, którzy kochali sztukę tak samo jak ona, chodzili z nią wszędzie w zamian za darmowe bilety.

Rodzice potrafili utrzymać więzy przez ponad trzydzieści lat. Jordan wątpił, czy znalazłaby się kobieta, która zainteresowałaby go na tyle, aby chciał z nią spędzić więcej niż kilka tygodni. Za każdym razem kończyło się tak samo, bo jedyne, co je interesowało, to one same.

Chcę... Potrzebuję... Spójrz na mnie... Porozmawiaj ze mną... Umrę, jeśli na mnie nie spojrzysz...

Właśnie kończył śniadanie, gdy zadzwonił telefon. Wyjął komórkę z kieszeni, mając nadzieję, że to nie Corinne. Nie miał już z nią o czym rozmawiać. Gdyby nalegała, żeby jeszcze raz rozważył decyzję o ich rozstaniu, to byłoby to szczególnie przykre. Zachowała się niewybaczalnie w stosunku do Margaret i nie miał zamiaru tego tolerować.

Odetchnął z ulgą, gdy rozpoznał numer matki.

– Dzień dobry, mamo. Co mogę dla ciebie zrobić? – spytał uprzejmie.

– Możesz poświęcić mi piątkowy wieczór i pójść ze mną na wernisaż – odpowiedziała tonem królowej. Było zadziwiające, jak wiele potrafiła osiągnąć, zwracając się do ludzi właśnie w ten sposób. Oczywiście, fortuna, która za nią stała, też miała w tym swój udział. Nonie Powell była znana ze swojej dobroczynności i potrafiła to odpowiednio wykorzystać.

Jordan jednak nie przepadał za rolą jej chłopca do towarzystwa.

– Nie możesz poprosić Murraya? – spytał, zastanawiając się, czy ulubiony faworyt nie wypadł właśnie z łask.

– Biedny chłopiec, pośliznął się i złamał obojczyk.

„Biedny chłopiec” miał już sześćdziesiąt lat.

– Przykro mi to słyszeć. Co to za wernisaż? W jakiej galerii?

– To u naszego drogiego Henry’ego, w Paddington. Wystawia najnowsze prace Sachy Thornton. Na jej poprzedniej wystawie kupiłeś dwa obrazy, więc pomyślałam, że i tym razem byłbyś zainteresowany.

Pamiętał. Żywe, ładne kolory. Łąka we Włoszech i wazon z nagietkami. Te obrazy rozjaśniły ściany w jednym z jego biur sprzedaży nieruchomości. Pamiętał także piękne rude włosy córki Sachy. Miała na sobie zwykłe dżinsy. Świetna sylwetka, ale to właśnie z powodu jej włosów poprosił, aby mu ją przedstawiono.

Wybrał złe miejsce i zły moment. Melanie Tindell nie spuszczała z niego wzroku i pilnowała, by przypadkiem nie zainteresował się inną kobietą. Myśl o ponownym spotkaniu z córką Sachy była mu bardzo miła. Miała piękną, bladą skórę i, co dziwne przy jej karnacji, żadnych piegów. Zielone oczy zachęcały, aby zbadać je bardziej dogłębnie... Przy odrobinie wysiłku mogła wyglądać zachwycająco. Zastanowiło go, dlaczego o to nie dbała. Większość kobiet starałaby się wykorzystać naturalne atuty.

Próbował sobie przypomnieć jej imię... Ivy.

Ivy trucicielka?

Wyczuwał wyraźne napięcie między nią a jej matką.

To wszystko było coraz bardziej interesujące.

– Wernisaż zaczyna się o szóstej – ciągnęła matka. – Henry obiecał mi dobrego szampana i smaczne przekąski. Jeśli będziesz u siebie po piątej, mogę poprosić mojego szofera, żeby po ciebie pojechał.

Jego dom w Balmoral znajdował się po drodze z Palm Beach, gdzie mieszkała matka.

– Świetnie – zgodził się, wiedząc, że będzie musiał zaimprowizować jakiś transport, o ile spotkanie z Ivy warte będzie kontynuowania po wernisażu.

– Dziękuję ci, Jordan.

– Cała przyjemność po mojej stronie, mamo.

Uśmiechnął się i schował telefon do kieszeni. Nie miał problemu z tym, aby sprawić przyjemność matce, szczególnie jeśli przy okazji i on mógł liczyć na przyjemny wieczór.