Royal. Tom 1. Królestwo ze szkła - Valentina Fast - ebook
Opis

Pierwszy tom nowej serii dla nastolatek Royal. Siedemnastoletnia Tatiana prowadzi spokojne życie w Królestwie Viterry – idealnym państwie z przyszłości, zamkniętym pod szklaną kopułą. Choć marzy o pracy złotnika, ciotka zgłasza ją do eliminacji Wyboru żony dla księcia Viterry. Tatiana trafia do pałacu, gdzie wraz z innymi konkurentkami będzie współzawodniczyć o koronę. Na rywalki czeka jednak aż czterech przystojnych chłopaków i dodatkowa zagadka – który z nich jest księciem?

Wykwintne życie na królewskim dworze, piękne stroje, występy w telewizji, ale także twarde reguły gry i zakulisowe intrygi wśród zawodniczek – to wszystko stanie się udziałem głównej bohaterki. Tatiana zmagać się będzie także z własnym sercem, które głuche na głos rozsądku zaczyna mocniej bić na widok jednego z poznanych chłopców...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 264

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


CZĘŚĆ PIERWSZA

PROLOG

Oto moja historia. Historia strachu, zwątpienia, szalonych zwrotów akcji i nieprzyjemnych zaskoczeń, historia zdrady i gorzkich rozczarowań. Mówiąc krótko: historia największego kłamstwa, które bezlitośnie obróciło mój mały świat w ruinę.

Może zacznę od początku: od jedynej „prawdy”, za którą kiedyś mogłabym ręczyć głową. „Prawdy”, o której moja ciotka nie przestawała mówić i na której zbudowane było całe nasze ówczesne życie.

Po drugiej wojnie światowej świat się zmienił. Rządził nim strach; strach przed głodem, biedą i uciskiem. Jednak nic nie mogło się równać z bezgranicznym przerażeniem, jakie budziła myśl o trzeciej wojnie światowej, która żałosną garstkę ocalonych zmiotłaby niczym potężny orkan. Zagrożenie atakiem atomowym wyczuwało się na każdym kroku. Każdy tęsknił za spokojem, za jakimś bezpiecznym miejscem z dala od tego wszystkiego.

I właśnie wtedy znany i bardzo szanowany naukowiec doktor Siergiejewicz Kozłow wpadł na pomysł, który miał wszystko zmienić: chciał stworzyć państwo, w którym ludzie żyliby w pokoju i harmonii. Państwo, którego mieszkańcy, zamiast eksploatować Ziemię i zużywać jej zasoby, korzystaliby jedynie z energii z odnawialnych źródeł. Przez wiele kolejnych lat pomysł dojrzewał i rozwijał się, aż Kozłow, przy wsparciu bardzo wpływowych znajomych biznesmenów, Arvida Eddisona i Nicolasa Duponta, zaczął wcielać go w życie. Opinia publiczna miała wiedzieć jak najmniej na temat tego niesamowitego projektu, by uniknąć niepotrzebnej – i bardzo szkodliwej – histerii. Krąg wtajemniczonych obejmował więc przede wszystkim potężne i wpływowe organizacje, które działały w sposób tajny, nie rzucając się w oczy, i bardzo sprawnie pociągały zakulisowo za sznurki. Dzięki nim utopijny projekt został wsparty miliardami.

I tak już w 1960 roku można było ruszyć z budową „Nowego Świata”. Gdzieś pośród bezkresu niezamieszkanej rosyjskiej tundry ogrodzono teren wielkości, bez mała, Austrii. Dziesiątki inżynierów, architektów i naukowców oraz setki pracowników przystąpiło z zapałem do budowy gigantycznej szklanej kopuły. Jej wzniesienie, tak samo jak wzniesienie wszystkich ukrytych pod nią miast i wiosek, zajęło ponad dwadzieścia lat. Oczywiście stanowiło to dla wszystkich próbę cierpliwości, lecz bez wątpienia bardzo opłacalną – przynajmniej dla nich, wybranych. Ustalono bowiem zasadę, że wszyscy zaangażowani w budowę otrzymają prawo zamieszkania pod kopułą, wliczając tysiące sponsorów, którzy zapłacili za swoje miejsca. Moi przodkowie mieli ogromne szczęście, bo należeli do tych szczęśliwców.

W 1990 roku, po całej serii politycznych intryg, ustalono, że państwo pod szklaną kopułą będzie monarchią i wybrano dla niego nazwę: Królestwo Viterry. Doktor Iwan Siergiejewicz Kozłow otrzymał koronę, a jego przyjaciele, Arvid Eddison i Nicolas Dupont, zostali mianowani doradcami.

Ledwie kilkadziesiąt lat później rozpętano trzecią wojnę światową. Cała ziemia została skażona radioaktywnym promieniowaniem i wystarczyło kilka tygodni, by wszyscy zginęli. Spełniły się więc najczarniejsze obawy – poza mieszkańcami Viterry ludzkość uległa zagładzie.

Mimo to – a może właśnie na skutek tych przerażających wydarzeń – Viterra była ostoją wolności i bezpieczeństwa. Idealnym miejscem do życia. Przestępczość nie istniała, a każdy mieszkaniec naszego Królestwa cieszył się pokojem.

Viterra była tworem doskonałym.

Bardzo długo naprawdę w to wierzyłam...

Rozdział 1

RODZINY SIĘ NIE WYBIERA

– Taniu? – Czyjś wysoki głos wypełnił niewielki dom.

Zamaszystym ruchem wrzuciłam gąbkę z powrotem do wiadra z wodą i zerwałam się na równe nogi.

– Idę! Biegnę!

Ruszyłam do drzwi wejściowych, skacząc radośnie po miejscach, w których podłoga już wyschła, i w biegu wytarłam mokre dłonie w lniane spodnie. W korytarzu stała moja starsza siostra z uśmiechem na ustach i szeroko rozłożonymi ramionami. Kiedy mnie objęła, poczułam ogromną radość.

– Siostrzyczko! Ależ się za tobą stęskniłam! – zawołała i teatralnym gestem mnie objęła, a potem zaczęła kołysać.

– Weź się nie wygłupiaj, Katia! Przecież byłam u was trzy dni temu. Poza tym zawsze możesz do mnie zadzwonić.

Ona jednak jeszcze mocniej przycisnęła mnie do piersi.

– Trzy dni to mnóstwo czasu! A ja chcę wiedzieć, co u ciebie i jak się czujesz. No i chyba pamiętasz, że nie lubię rozmów przez telefon. Są dla mnie za mało osobiste.

Mówiąc to, chwyciła mnie za ramiona i popatrzyła mi uważnie w oczy.

– Jak ty w ogóle wyglądasz, kochana? Znowu tyrałaś? – Zrobiła smutną minę i dotknęła moich upstrzonych plamami lnianych spodni, a potem szarej koszulki.

Zawstydzona spuściłam wzrok.

– Akurat szorowałam podłogę – mruknęłam cicho.

Siostra nabrała głęboko powietrza, jak zawsze, kiedy coś jej się nie podobało. Potem delikatnie przesunęła moje długie blond włosy z pleców na ramiona i ze zmarszczonymi brwiami spostrzegła, jakie są splątane.

– Ciotka Danielle znowu kazała ci sprzątać? Przecież to... – zaczęła ze złością, ale szybko uniosłam dłoń, żeby ją udobruchać.

– Katiu, daj spokój! Sama przecież wiesz, jak to wygląda – poprosiłam. – Pewnego dnia będę mogła się stąd wyprowadzić. Kiedyś... – Przełknęłam ciężko ślinę, zanim byłam w stanie mówić dalej: – Jak już znajdę męża.

Za każdym razem na samą myśl o tym dostawałam mdłości. Nie widziałam siebie w roli żony i nie czułam się jeszcze gotowa, by wprowadzić do swojego życia jakiegoś mężczyznę. Nie byłam taka jak inne dziewczyny, które marzyły tylko o dobrej partii i zamążpójściu.

Katia pokręciła głową, minęła mnie i weszła do kuchni, gdzie przerwałam zmywanie, lecz na szczęście podłoga zdążyła już wyschnąć. Usiadła na krześle przy stole i westchnęła tak ciężko, jakby to ona, a nie ja, musiała sprzątać dom.

– No racja, ciotka Danielle i jej zasady... że dziewczyna ma prawo wyprowadzić się z domu dopiero, gdy znajdzie mężczyznę, który będzie chciał się z nią ożenić. Idiotyczne, co? – Wskazała na krzesło naprzeciwko siebie.

– Nie mogę, jeszcze nie skończyłam – odpowiedziałam zawstydzona i zaczęłam masować obolałe palce.

Katia zaniosła się śmiechem.

– Chyba żartujesz! Myślisz, że ktokolwiek zauważy, że czegoś nie domyłaś? Poza tym kiedy ostatnio sprzątałaś podłogę? Przedwczoraj?

– Jakoś tak. – Skinęłam głową.

– No właśnie! Chodź, odłożymy wszystko na miejsce i trochę porozmawiamy.

Uśmiechnęłam się słabo.

– Zostań tu, ja się tym zajmę.

Niezależnie od wszystkiego poczułam wdzięczność, kiedy podniosłam wiadro z brudną wodą i wyszłam na dwór. W ogrodzie wylałam jego zawartość na trawnik, po czym zostawiłam je razem z gąbką na słońcu, żeby wyschły.

Kiedy wróciłam do środka, Katia stała przy kuchence i gotowała wodę. Zafascynowana przyglądałam się, jak umieszcza zaparzacze wypełnione aromatycznymi ziołami w dwóch dużych filiżankach i zalewa je wrzątkiem. Słodka woń natychmiast wypełniła małą kuchnię.

Po chwili wyjęła sitka i wyrzuciła zioła do kosza na śmieci. Od razu widać, że długo tu mieszkała; jej ruchy były bardzo precyzyjne i nie musiała niczego szukać.

Postawiła obie filiżanki na stole i uśmiechnęła się do mnie ze współczuciem.

– Nie możesz pozwalać, żeby zrzucała na ciebie tyle obowiązków. Bardzo mi się nie podoba, że tak ciężko pracujesz. Jejku, spójrz tylko, jak strasznie schudłaś. – Z zatroskaną miną stanęła za mną i zaczęła mi masować kark.

– Nie umiem się sprzeciwić. Zawsze wie, jak wzbudzić we mnie takie wyrzuty sumienia, że czuję się winna i nie potrafię odmówić – wyjaśniłam i jęknęłam, bo mocno mnie uciskała.

– Bardzo bym chciała, żeby w końcu pozwoliła nam wziąć cię do siebie.

Westchnęłam cicho na myśl o tym pięknym, choć niemożliwym do spełnienia marzeniu.

– Nigdy się na to nie zgodzi. A wyprowadzka bez jej zgody byłaby bardzo niewłaściwa. Mogłaby zaszkodzić mojemu dobremu imieniu. – Zdenerwowana przewróciłam oczyma. – Pewnie się obawia, że wtedy już nigdy nie wyjdę za mąż. A ja uważam, że to głupota tak wcześnie się deklarować. To, że ktoś skończył szesnaście lat i może wziąć ślub, nie oznacza jeszcze, że musi to zrobić!

– Ech... – Moja starsza siostra westchnęła ciężko. – To chyba tylko wymówka, żeby wykorzystywać cię jako prywatną sprzątaczkę. Kiedy tylko się wyprowadzisz, przekonasz się, że to tutaj nie ma nic wspólnego z prawdziwym życiem. – Coraz mocniej uciskała mój kark. – Ale jakoś damy radę ją przekonać, zobaczysz!

Westchnęłam głęboko i stłumiłam bolesny jęk, bo nie chciałam, żeby przerywała.

– Ta kobieta to wcielenie hipokryzji, a ty niczym sobie nie zasłużyłaś, żeby tak dla niej harować.

– W takim razie pomóż mi znaleźć męża. – Zaśmiałam się... i natychmiast tego pożałowałam.

Katia momentalnie cofnęła dłonie, przysunęła sobie krzesło i usiadła obok. Popijając ziołową herbatę, spoglądała na mnie tak przenikliwie, że poczułam się nieswojo.

Opuściłam głowę, wbiłam wzrok w blat stołu i udając, że nie widzę, jak na mnie patrzy, uniosłam filiżankę.

– Taniu... – zaczęła powoli.

– O nie, mowy nie ma. Kuzyn Markusa jest okropny! – wyrzuciłam z siebie i odwróciłam się, żeby nie widzieć jej błagalnych spojrzeń, którymi potrafiła skłonić mnie do zmiany zdania.

– Ale ma niesamowitą osobowość. Powinnaś dać mu szansę.

Energicznie potrząsnęłam głową.

– Chyba kolejną szansę, co? A tak poważnie: sama się śmiałaś, kiedy mi powiedział, że moje oczy przypominają mu rzęsę wodną. Jak ktoś ma takie skojarzenia, to sorry, ale coś jest z nim chyba nie tak! – przypomniałam jej, na co ona prychnęła śmiechem.

– Ojejku, był zdenerwowany, chciał powiedzieć ci jakiś komplement, ale trochę mu nie wyszło! – Wciąż rozbawiona machnęła ręką.

Udałam, że się śmieję.

– Serio? A to, że przed kilkoma tygodniami, kiedy spotkałam go na targu, w czasie naszej rozmowy bez przerwy zaglądał mi w dekolt? Znów był zdenerwowany czy po prostu jest idiotą?

– Ale... – zaczęła, chichocząc, jednak jej przerwałam.

– Nie ma żadnego ale! Nie jestem przecież głupia i nie wyjdę za mąż za pierwszego lepszego faceta! To już chyba wolałabym spędzić resztę życia tutaj, u ciotki! – I żeby podkreślić swoją determinację, spojrzałam na nią rozeźlona. Ku mojemu zaskoczeniu Katia zaczęła się śmiać.

– Już w porządku, masz rację. Może rzeczywiście nie jest najlepszą partią.

Zamilkła, bo w korytarzu rozległy się jakieś hałasy, a chwilę później ktoś zatrzasnął drzwi wejściowe.

– Tania! – Ciotka Danielle z wrzaskiem przebiegła korytarz i ciężko dysząc, wpadła do kuchni. – O! Moja kochana Katerina! Cudownie cię widzieć. Co słychać u Markusa? – wysapała i ciężko opadła na jedno z krzeseł przy stole, przyciskając dłoń do piersi, bo nie mogła złapać oddechu.

– A dziękuję, u nas wszystko dobrze. Mam nadzieję, że u was też? Gdzie się podziewa wujek Victor? – odpowiedziała Katia z uprzejmym uśmiechem.

Ciotka zacisnęła usta.

– W sklepie. Pracuje jeszcze.

– No ładnie – odparła moja siostra i cmoknęła niezadowolona. Doskonale wiedziałam, co ma na myśli: choć mojej ciotce i jej mężowi nie brakowało pieniędzy, wujek Victor zawsze zbyt dużo pracował, a jego żona zawsze zbyt wiele wydawała.

– Tatiana? – Ciotka Danielle po raz pierwszy od powrotu spojrzała na mnie uważnie.

Momentalnie poczułam się nieswojo i zdenerwowana przygryzłam dolną wargę.

– Tak?

– Pięknie umyłaś podłogę, naprawdę pięknie. Może idź teraz się trochę odśwież, a ja przygotuję kolację, dobrze? Dzisiaj jest wyjątkowy dzień – zaszczebiotała w zadziwiająco dobrym – jak na nią – humorze i wstała od stołu.

Wymieniłyśmy z siostrą zaskoczone spojrzenia i obie zmarszczyłyśmy brwi. W końcu wzruszyłam ramionami i powoli podniosłam się z krzesła.

– Czekaj, pomogę ci! – Katia zerwała się na równe nogi i zanim ciotka Danielle zdążyła zaprotestować, pociągnęła mnie za sobą.

W milczeniu weszłyśmy po schodach na pierwsze piętro i skręciłyśmy do łazienki. Siostra od razu kazała mi wejść do wanny i odkręciła wodę. Ja wprawdzie zupełnie inaczej rozumiałam pojęcie „odświeżyć się”, jednak nie miałam nic przeciwko ciepłej kąpieli.

Zadowolona z takiego obrotu sprawy przysiadłam na brzegu wanny i zaczęłam się rozbierać. Katia wykorzystała ten czas na przejrzenie zawartości przepastnych szafek, aż w końcu uśmiechnęła się tryumfalnie i wróciła do mnie z flakonem w kolorze bzu – jednym z niezliczonych dodatków do kąpieli, które zgromadziła ciotka Danielle. Oby potem nie było z tego kłopotów! Szybko odsunęłam od siebie nieprzyjemną myśl i skupiłam się na obserwowaniu, jak pachnący olejek miesza się z wodą, tworząc grubą warstwę cudownej piany.

Kiedy wanna się napełniła, weszłam do wody i z rozkosznym westchnieniem zanurzyłam się w morzu przyjemnie strzelających bąbelków.

Ciepło sprawiło, że poczułam przyjemne łaskotanie na skórze i zamknęłam oczy, by nacieszyć się ciszą dzieloną z ukochaną siostrą. Katia schyliła się nade mną i zaczęła myć mi włosy. Tak samo jak dawniej, kiedy byłyśmy dziećmi, pomyślałam wzruszona.

– Dziwnie się zachowywała, co? – powiedziałam w końcu. – Jak myślisz, o co jej chodzi? Dlaczego nagle jest dla mnie taka miła?

– Hm... nie mam pojęcia. Ale jeśli mam być szczera, to nie spodziewałabym się niczego dobrego – odparła Katia w zamyśleniu. Patrzyła na mnie ze zmarszczonym czołem, przez co wyglądała niemalże staro. A przecież miała dopiero dwadzieścia pięć lat! Czyli tylko osiem więcej ode mnie.

– Tak myślisz? Może ma po prostu lepszy dzień i jakoś tak jej wyszło? – mruknęłam z nadzieją.

Katia zaśmiała się nieprzyjemnie.

– Ona miałaby mieć lepszy dzień? To chyba pierwszy raz w życiu. Nie mówiąc w ogóle o dobrym dniu, bo to też się nigdy nie zdarzyło.

Nie wiedziałam, co jej odpowiedzieć, więc przez dłuższą chwilę obie milczałyśmy. W końcu siostra zajęła się spłukiwaniem moich włosów, a kiedy skończyła, podała mi ręcznik. Wyszłam z wanny i się wytarłam.

– No dobrze, w takim razie dajmy się zaskoczyć. Albo przestraszyć. – Raz jeszcze spróbowałam poruszyć temat dziwnego zachowania ciotki, tym razem siląc się na obojętność i usiadłam przed lustrem. Zupełnie jak za przedszkolnych czasów Katia zaczęła osuszać mi włosy, a potem je zaplatać.

– Mogę się założyć, że jej dobry humor nie bierze się z niczego dobrego – zwróciła się do mojego odbicia w lustrze, a ja tylko wydęłam w zamyśleniu dolną wargę. Dzisiaj zupełnie nie miałam ochoty na dyskusje. Oczywiście doskonale rozumiałam jej obawy, tym bardziej że moja siostra miała wcześniej znacznie gorsze doświadczenia z ciotką Danielle niż ja teraz. Wiedziałam, że dawniej nasza opiekunka była dużo bardziej surowa. Katia nie mogła znieść myśli, że wciąż muszę tu mieszkać, choć od dawna była gotowa sprowadzić mnie do siebie. Ja jednak nie chciałam wywoływać konfliktów – również dlatego, że znałam punkt widzenia ciotki Danielle i nie zamierzałam się z nią spierać.

Razem przeszłyśmy do mojego pokoju naprzeciwko łazienki. Wrzuciłam brudne rzeczy do kosza na pranie, a Katia otworzyła szafę, żeby wybrać mi świeże ubranie: bieliznę i jasnożółtą suknię z długimi rękawami. Krojem przypominała jej własną w soczyście pomarańczowym kolorze, która doskonale pasowała do jej ciemnobrązowych, krótko obciętych włosów. W naszym wyglądzie było tyle różnic, że czasem się zastanawiałam, jak to możliwe, że wydawałyśmy się sobie tak bardzo podobne.

Ubrałam się i przejrzałam w lustrze. Miałam zapadnięte policzki. Blond włosy o barwie miodu sprawiały, że moja skóra wydawała się jeszcze bledsza, ale za to bardzo lubiłam swoje błękitne oczy i nos.

Spróbowałam się uśmiechnąć, lecz nie bardzo mi się udało. Mój uśmiech był nieszczery i zmęczony – i jakby nieco smutny.

Zanim siostra, która akurat zamyślona wyglądała przez okno, zorientowała się, co się ze mną dzieje, odwróciłam szybko głowę i odchrząknęłam.

– No dobrze, w takim razie chodźmy na dół, zanim ciotce popsuje się humor – powiedziałam i westchnęłam głęboko.

Katia potaknęła.

Zamierzałam włożyć moje ulubione buty, lecz znieruchomiałam, słysząc zdecydowanie i pełne niezadowolenia cmoknięcie.

– Chyba żartujesz!

– Niby dlaczego? – Uniosłam wzrok i spojrzałam na nią błagalnie. – Mogłabyś pozwolić mi chociaż na odrobinę przyjemności, skoro już każesz mi biegać w tej żółtej kiecce.

Wiedziałam, że ustąpiłaby, gdybym dostatecznie długo ją prosiła. Straciłam jednak swoją szansę, bo Katia odwróciła się gwałtownie i sięgnęła po inną parę.

– Nie możesz ciągle nosić tych samych butów. Poza tym te twoje wyglądają na męskie.

Zrobiłam urażoną minę, ale bez słowa sprzeciwu wsunęłam stopy w znacznie elegantsze czółenka, które postawiła przede mną na podłodze.

– I tak nikt tego nie zobaczy – burknęłam niezadowolona i ruszyłam za nią schodami na parter.

Kiedy weszłyśmy do kuchni, otoczył mnie aromat pieczonego kurczaka i ziemniaków. Ale nie była to jedyna niespodzianka, jaka na mnie czekała.

– No proszę, co ja widzę? Moje dwie najukochańsze siostrzenice! I do tego tak pięknie wystrojone – przywitał nas wujek Victor, wstając z krzesła.

– Twoje jedyne siostrzenice! Ja też się za tobą stęskniłam, najukochańszy wujku. – Katia się roześmiała i objęła go na powitanie.

Wujek Victor miał włosy blond jak ciotka Danielle, tak jasne, że wyglądały prawie na białe, a jego obfite kształty świadczyły o zamiłowaniu do dobrego jedzenia. Miłość tę dzielił z żoną, co odbijało się także na rozmiarze jej bioder. On miał jednak zupełnie inną naturę, był miły, ujmujący i kochałam go tak bardzo, że nie potrafiłabym tego nawet opisać.

Już jako dzieci zastanawiałyśmy się z Katią, jak to możliwe, że ciotka Danielle go usidliła. Tak bardzo się różnili! Jedna z sąsiadek opowiedziała nam wówczas, że nasza matka, siostra wujka Victora, była równie kochaną i ciepłą osobą jak on. A potem nasza mama i nasz tata zachorowali i umarli.

Usiedliśmy razem przy stole, a ciotka Danielle przyniosła posiłek. Zrobiłam się bardzo podejrzliwa, bo dotychczas podawanie do stołu zawsze należało do mnie.

Katia miała rację: coś tutaj było nie tak i nie wróżyło to nic dobrego!

Zaskoczone milczałyśmy i przyglądałyśmy się, jak ciotka krząta się przy kuchence. Chwilę później obie rozdziawiłyśmy z wrażenia buzie, bo ciotka Danielle zaczęła nucić jakąś radosną melodię! Udawała przy tym, że nie widzi naszej reakcji, i zajęła się nakładaniem jedzenia.

W końcu Katia zakaszlała cicho.

– Cóż to za okazja, ciociu, bo wydajesz się nadzwyczaj zadowolona?

Dopiero wtedy spojrzała na nas, a w jej brązowych oczach pojawił się zuchwały błysk. „Co za przerażający widok!” – przemknęło mi przez głowę.

– Może najpierw zjedzcie, bo zaraz wszystko wystygnie – poleciła z udawaną troską i zajęła się dzieleniem mięsa.

Wujkowi Victorowi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać, za to Katia i ja wahałyśmy się przez chwilę. Dopiero kolejne karcące spojrzenie ciotki Danielle sprawiło, że też sobie nałożyłyśmy.

Jedno trzeba było jej oddać: umiała gotować, nawet jeśli robiła to bardzo rzadko. Mimo to miałam tak ściśnięty żołądek, że nie mogłam niczego przełknąć. Grzebałam widelcem na talerzu, a Katia przyglądała mi się uważnie. Z największym trudem udało mi się powstrzymać przed pokazaniem jej języka. Tajemniczość ciotki również jej działała na nerwy, nie miałam najmniejszych wątpliwości. Miała chyba nadzieję, że uda jej się mnie sprowokować. Tyle że akurat dziś nie miałam najmniejszej ochoty na kłótnię. Gdyby ciotka poczuła, że nie jest już w centrum zainteresowania i nie wyczekujemy, co zaraz powie, straciłaby panowanie nad sobą. Dlatego wolałam nie reagować i siedzieć ze wzrokiem wbitym w talerz.

W końcu ciotka Danielle odłożyła sztućce i spojrzała w naszą stronę.

– No dobrze. Widzę, że nie możecie wytrzymać z ciekawości – zaczęła i zwróciła się bezpośrednio do mnie. – Tatiano, jesteś już w odpowiednim wieku, by wyjść za mąż. Oczywiście nie za byle kogo! – podkreśliła spiesznie i nabrała głęboko powietrza. Zbyt głęboko!

W kuchni zapanowała pełna napięcia cisza. Obie z siostrą wpatrywałyśmy się w nią przerażone, a ona sięgnęła po wodę, upiła łyk i ze spokojem odstawiła szklankę na stół.

– Wyjdziesz za mąż za księcia! – wykrzyknęła radośnie.

Katia i ja spojrzałyśmy na nią zmieszane.

– Och, już nie udawajcie, że wcześniej o tym nie słyszałyście. – Potrząsnęła głową i zachichotała podekscytowana.

Zadrżałam. Biedna kobieta, postradała zmysły. Zupełnie jej odbiło!

Katia kaszlnęła znacząco.

– Mówisz poważnie? – Lecz nie tylko ona nie wierzyła w to, co usłyszała. Również wujek Victor siedział z otwartymi ustami, nie mając pojęcia, jak to skomentować.

– No dobrze, nie będę was dłużej trzymać w niepewności. – Teatralnie zawiesiła głos i nabrała głęboko powietrza. – Dziś, kiedy byłam na rynku, pojawili się niespodziewanie doradcy króla i rozdawali ulotki z królewskim obwieszczeniem. Gdy się dowiedziałam, o co chodzi, musiałam natychmiast wrócić.

– Czyżby? – przerwała jej Katia i uniosła brwi.

– A żebyś wiedziała! To może zgadniecie, kto szuka żony? – zapytała i nie mogąc powstrzymać śmiechu, klasnęła w dłonie.

Z wrażenia zapomniałam zamknąć buzię i szumiało mi w uszach. Kątem oka dostrzegłam, że wujek zezuje w moją stronę.

Otrząsnęłam się i wzięłam w garść.

– Ty chyba żartujesz! Naprawdę myślisz, że książę, którego tak nawiasem mówiąc nikt nigdy nie widział, będzie chciał poślubić akurat mnie? Komuś się chyba coś pomyliło! Wujku, powiedz, proszę, że ciotka Danielle tylko mnie nabiera! – poprosiłam roztrzęsiona i zamilkłam, spoglądając to na niego, to na nią.

– Tatiano... – zaczęła ciotka, lecz przerwałam jej wzburzona, unosząc gwałtownie ręce.

– Nie! Nie wiem, co to za pomysł, ciociu, ale nie licz, że wezmę w tym udział! – Zerwałam się gwałtownie z krzesła.

– Może najpierw wysłuchaj do końca, co mam do powiedzenia, dobrze? To nasza szansa. Musisz tam tylko pójść i dobrze się zaprezentować. Zobaczysz, że będą zachwyceni! – wyjaśniła ciotka bardziej energicznym tonem.

– Słucham? Co wam strzeliło do głowy?! – Z niedowierzaniem wpatrywałam się w wujka.

– Nam? Jakim nam, ja nie mam z tym nic wspólnego, więc mnie w to, proszę, nie mieszaj. Poza tym dopiero co wróciłem z pracy – dodał szybko i nałożył sobie kolejną porcję kurczaka, chowając głowę w ramiona tak bardzo, jak to możliwe.

Poczułam ogromne rozczarowanie, bo miałam nadzieję, że przyjdzie mi z pomocą.

– Przecież to nic strasznego! Zrobisz po prostu to, co musisz, i zostaniesz księżną, to wszystko. A potem królową. Ależ to będzie cudowne! Wszystkie dziewczyny będą ci zazdrościć! – Ciotka Danielle całkowicie ignorowała mój sprzeciw, a kiedy próbowałam protestować, zbywała mnie pobłażliwym śmiechem, choć kącik jej ust podejrzanie drżał.

– No pewnie, to przecież dziecinnie łatwe! – prychnęłam rozeźlona. – Czy ty w ogóle słyszysz, ciociu, co mówisz? Książę i księżna... chyba umrę ze śmiechu! Jak to sobie wyobrażasz? – dokończyłam z wściekłością, splatając nerwowo palce.

Ciotka Danielle przewróciła teatralnie oczyma.

– Ano tak, że będziesz robiła, co do ciebie należy, i zgadniesz, który z czwórki młodzieńców jest księciem – wyjaśniła z chłodnym spokojem, lecz nie dałam się zwieść.

Nabrałam ze świstem powietrza i wydęłam policzki.

– To już w ogóle nie mieści się w głowie! Czyli miałabym jeszcze zgadywać, który to książę? Co to w ogóle za bzdura?

Z wysiłkiem sięgnęłam do wspomnień, jednak nie znalazłam w pamięci niczego na temat Wyboru Księżnej, który miałby wyglądać równie idiotycznie jak ten. Oczywiście wiedziałam, że tożsamość następcy tronu – krótko po tym, jak przyszedł na świat – została ukryta przed mieszkańcami i miała pozostać tajemnicą do czasu, kiedy książę osiągnie odpowiedni wiek, by się ożenić. To miało mu zapewnić życie i dorastanie z dala od tego całego zgiełku, który wiązałby się z jego osobą. Ostatnim razem taka sytuacja miała miejsce jeszcze przed moim urodzeniem, więc siłą rzeczy się tym nie interesowałam. Poza tym nigdy by mi do głowy nie przyszło, że ktoś mógłby chcieć mnie wysłać na królewski dwór!

Ciotka Danielle przerwała moje rozmyślania i niewzruszona machnęła lekceważąco dłonią.

– Przestań się tym tak strasznie przejmować. W tym całym Wyborze chodzi przecież o miłość i tak dalej. Zresztą, jakie to ma znaczenie? Najważniejsze, żebyś zgadła.

– Miłość i tak dalej? Przecież dla ciebie, ciociu, to nie ma najmniejszego znaczenia, prawda? Tobie zależy tylko na tym, by się pochwalić przed koleżankami. Pod warunkiem że w ogóle udałoby mi się zakwalifikować!

– Ależ oczywiście, że ci się uda! To niesamowita okazja, pomyśl tylko! Nie licz, że się powtórzy. Przecież każda młoda dziewczyna chciałaby zostać księżną!

Prychnęłam gniewnie.

– Nie każda. Ja nie.

Przerażona ciotka wytrzeszczyła oczy.

– Chyba nie mówisz poważnie! A jak myślisz, po co cię przez te wszystkie lata tak starannie uczyłam? Myślisz, że dla zabawy?

– Wydawało mi się, że chciałaś, bym zdobyła wykształcenie. Najwyraźniej jednak chodziło ci tylko o zrobienie ze mnie laleczki w swoim teatrzyku! – odpowiedziałam drżącym z wściekłości głosem.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki