Rothschildowie. Patriarcha rodu i jego potomkowie - Ludmila Krawczenko - ebook

Rothschildowie. Patriarcha rodu i jego potomkowie ebook

Ludmila Krawczenko

0,0
21,25 zł

lub
Opis

Historia najpotężniejszej niemieckiej rodziny bankierów żydowskiego pochodzenia, która od dwóch stuleci nie traci wpływu na losy świata jednocześnie pomnażając w ciszy swój majątek. Niezwykłe losy ludzi, którzy swoje bogactwo zawdzięczają przestrzeganiu własnych zasad, silnym więzom rodzinnym i wytrwałości.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 123




Ludmiła Krawczenko

ROTHSCHILDOWIE. 

Patriarcha rodziny - Mayer

Wśród wielu przekazywanych informacji o Żydach, w prasie wiedeńskiej ukazało się następujące ogłoszenie: ’dla dzieci barona Rotszylda poszukiwany jest nauczyciel gry na fortepianie, ze znajomością języków angielskiego i francuskiego. Zgłoszenia przyjmuje sekretarz barona Rotszylda’
Następnego dnia w pałacu zjawił się niepozorny, z chasydzka ubrany Żyd galicyjski:
,,- Ja w sprawie ogłoszenia.
Sekretarz spojrzał ze zdziwieniem.
- Przepraszam Pana bardzo, a czy zna pan angielski i francuski?
- Nie, nie znam.
- A czy umie Pan udzielać lekcji gry na fortepianie?
- Nie, nie umiem.
- To po co Pan tu przyszedł?
- Przyszedłem powiadomić pana barona Rotszylda, żeby na mnie nie liczył.”
Takich i podobnych historii o jednej z najpotężniejszych rodzin bankierów jest wiele i nie służą one jedynie dla rozrywki. Przekazują głęboką mądrość o ludziach, którzy dokonali wiele osiągnięć, nie tylko wzbogacili się i przetrwali zawieruchy wojen, ale do końca pozostali sobą. Pozostanie autentycznym było zawsze ważne dla rodziny Rothschildów i choć pan baron nie mógł liczyć na biednego Żyda, na panu baronie zawsze było można polegać. Z tego też powodu  podczas II wojny światowej lider światowego syjonizmu, Chaim Weizmann mieszkał w hotelu "Dorchester" w Londynie. Tam też osiedlili się Lord Rothschild z rodziną, natomiast wszyscy jego służący zostali wcieleni do armii. Pewnego razu, w czasie ataku bombowego w schronie hotelowym, Weizmann miał okazję obserwować jak Lord na próżno przez kilka godzin próbował uspokoić swoje dzieci. W końcu Weizmann zapytał Rothschilda, dlaczego ich nie wysłał do Stanów Zjednoczonych, tak jak to zrobiła większość bogatych. 
,,Dlaczego? - Rothschild zapytał, zaciskając w pięści smoczek dziecięcy.  – Dlaczego? Ponieważ to Rothschildowie! Wystarczy wysłać te dzieci za ocean, żeby cały świat pomyślał, że całe siedem milionów Żydów to zdrajcy!”. Rodzina miała głębokie przywiązanie do własnego narodu oraz pochodzenia. Najcenniejsze były korzenie, jeśli zostaną podcięte, to cały organizm obumiera. Jak to możliwe, że przez dwa stulecia nic nie zmieniło się w świadomości następnych pokoleń? Mayer - założyciel rodu, podobnie jak Abraham i Mojżesz, którzy wytyczyli filary wiary żydowskiej, wpoił swoim synom podstawy moralności, dzięki którym mogli podwajać majątek i przetrwać. W skrócie można by to ująć w następujące zasady:
1. Zawsze podążaj ku doskonałości,
2. Milczenie jest złotem,
3. Największą wartość ma to, czego nie widać,
4. Interes rodziny ponad wszystko,
5. Miłuj praktycyzm nawet jeśli jesteś bogaty,
6. Chroń swoją prywatność, nawet kosztem ambicji społecznych,
7. Pamiętaj, że jesteś tylko Żydem z frankfurckiego getta i bądź nim, byś w ogóle wiedział, kim jesteś,
8. W biznesie partnerów wybieraj świadomie,
9. Twoje największe bogactwo to dzieci,
10. Reaguj na zmiany, wtedy pokonasz przeszkody nie do pokonania.
Ten ogólny dekalog można ułożyć na podstawie obserwacji losów rodziny. Wszystko zaczyna się od marzeń i wydawałoby się całkowitego braku praktycyzmu Mayera Amschela Rothschilda, będącego skromnym, bogobojnym (ale bez przesady) Żydem z ubogiej ulicy getta we Frankfurcie nad Menem.
W tym samym miejscu dwa wieki temu żył Mayer Rothschild,  niezamożny Żyd z żółtą gwiazdą na płaszczu. Prowadził  swój mały sklep, następnie ożenił się z Gutele Schnapper i wychował pięciu synów, którym udało się  osiągnąć  sławę i zamożność.  Byli  to bardzo  przebiegli zdobywcy, wykazując większy spryt niż wielu dawnych  cesarzy. Właśnie z ich rodzinnego domu saga oraz nazwisko zapadły w pamięć. 
Historia rodziny długo jeszcze nie będzie wskazywała na to, co się wydarzy w Aix w 1818 roku. Rothschildowie budowali swoja potęgę powoli, wytrwale i w skryciu, dlatego nikt w Europie nie mógł pojąć, jak to się stało, że ogromne finanse spoczęły w rękach ludzi, z którymi długo w ogóle się nie liczono. Taki był właśnie Mayer Amschel Rothschild - człowiek z marzeniami do których dążył a następnie je osiągał.

CZĘŚĆ   I.   MAYER

                   Niewybaczalnym zaniedbaniem byłoby zacząć opowieść o żywych Rothschildach, nie wspominając o ich przodkach, a przede wszystkim o głównym założycielu dynastii -  Mayerze.
Ojciec Mayera handlował żelazem i dorabiał na wymianie pieniędzy. Mieszkał w miejskim getcie ale jego marzenia wykraczały daleko poza ten teren.  Był  zdolny,  jego rodzice wysłali go więc, by studiował  w jesziwie (żydowska szkoła religijna – tłum.) w Norymberdze z nadzieją, że stanie się rabinem i wsławi rodzinę. Był dobrym uczniem, ale uczył się bez większego zapału. Kiedy jego rodzice zmarli, nikt nie mógł płacić za jego naukę. Na szczęście krewni pomogli młodemu studentowi zdobyć miejsce ucznia w żydowskim  domu handlowym  Oppenheimer w Hanowerze.  Inny młody człowiek na jego miejscu wolałby pozostać na stałe w tym mieście. Hanower wyróżniał się tolerancją dla Żydów, Mayerowi wiodło się tam całkiem dobrze a w przyszłości mógł liczyć na powodzenie, wystarczyło  tylko by został w pracy u Oppenheimera. Z czasem istniała szansa by awansował na stanowisko starszego referenta i mógł zostać partnerem właściciela. Zamiast tego wszystkiego Mayer wrócił do domu we Frankfurcie nad Menem.  Jak się potem okaże dokonał najgorszego wyboru ze wszystkich możliwych... lecz zapewnił sobie tym nieśmiertelność.
            Niemniej jednak, gdy wracał do Frankfurtu nie czuł radości,  doświadczył potem wielu upokorzeń, najwyraźniej nie było mu pisane od razu szczęście. Przekraczając rzekę Men musiał zapłacić specjalne cło dla Żydów. Pierwsze co zobaczył to kwartał, w którym się urodził  dwadzieścia lat temu, gdyż getto znajdowało się po drugiej stronie rzeki. W drodze do domu Mayer nie był w stanie uniknąć konfliktu z grupą nastolatków, ich ulubioną rozrywką było krzyczeć "Żydzie, znaj swoje miejsce" - po czym wspomniany "Żyd", musiał ustąpić, zdjąć czapkę i się ukłonić. Zabawiając miejscowych chłopców w ten sposób Mayer dotarł do kordonu żołnierzy, co wieczór ustawiającego się koło ulicy Żydowskiej (Judenstrasse – tłum. z niem.).
Wnętrze getta również nie sprawiało dobrego wrażenia: kramy były zasłonięte  starą, używaną odzieżą  i wszelkiego rodzaju sprzętami domowymi. Ten ponury obraz wynikał z zakazu nałożonego na Żydów, odmawiającego im prawa do uprawiania rolnictwa, rzemiosła a nawet sprzedaży towarów takich jak jedwab, broń lub świeże owoce. Młode żydówki były gnębione przez nie-Żydów poważnymi zakazami. Jeden z dekretów władz miasta ograniczał prawo Żydów do życia i zakładania rodziny - nie więcej niż pięćset rodzin mogło żyć w getcie i nie więcej niż dwanaście małżeństw rocznie mogło być zawierane.
            Kiedy Mayer w końcu dotarł do swojego "kwartału" i jego stary przyjaciel zawołał do niego: "Cześć, Rothschild", nie doznał żadnej ulgi a wręcz przeciwnie, to tylko przypomniało mu, że nawet nie ma własnego nazwiska. To był przywilej, który jego "plemieniu" odmówiono, więc chcąc się odróżnić Żydzi  tworzyli „przezwiska” zawierające charakterystyczne cechy domów, gdzie mieszkali ich przodkowie. W przypadku Mayera jego krewni żyli w domu z czerwonym dachem ("rot" - po niemiecku "czerwony"), w bezpiecznej i zamożnej  dzielnicy żydowskiej. To „imię” pozostało długo, chociaż rodzina zubożała i przeniosła się do biednej i niebezpiecznej części dzielnicy przy ulicy Naczyniowej.
Właśnie tam Mayer udał się u kresu swojej podróży. Minął przygnębiające, brudne podwórza i podszedł do kramu, gdzie jego bracia Mosze i Kalman handlowali starymi ubraniami. Na tym kończy się historia młodego Rothschilda i  rozpoczyna on swoją drogę na  szczyt.

Mayer z getta

                   Na ulicy Naczyniowej, w domu gdzie mogłoby się wydawać nigdy nie zaglądało słońce, Mayer Amschel zaczął pracę, która rozciągnęła się na lata. Nasuwa się pytanie: czy był  świadom, że poświęca stosunkowo dostatnią egzystencję w kantorze w Hanowerze dla tej parszywej dziury w getcie? Czy miał przeczucie jakie doświadczenia czekają na niego w jego rodzinnym, zawsze pogrążonym w drzemce mieście?  We Frankfurcie urzędował młody książę z Hesji, który był najbogatszym księciem i to właśnie on stał się inspiracją dla marzeń Mayera..
Z logicznego punktu widzenia ogromna odległość dzieliła Mayera i młodego księcia - Żyd był tylko jednym z trzech braci przetrząsającym śmieci w starych skrzyniach w poszukiwaniu pereł lub tanich starych monet. Lata spędzone w jesziwie nie poszły jednak na marne.  Będąc  rabinem, w sercu wyrażał pierwotną tęsknotę swojego plemienia do poezji i wiedzy. Kupował denary i talary (często wyblakłe od czasów rosyjskich) a także bawarskie, rzymskie monety. Wszyskie nabytki oglądał, badał, pisał do nich adnotacje, ale nigdy nie sprzedawał. Początkowo wyglądało to na dość beznadziejne  zajęcie.
            Ludzie potrzebowali prawdziwych pieniędzy a nie przestarzałych, wycofanych z obiegu monet. Miejscowi mieszczanie czyli Niemcy byli obojętni na takie drobiazgi. By móc pozbyć się starożytnych monet należało udać się do zamku we Frankfurcie. Mayer podjął takie ryzyko i postanowił wrócić do Hanoweru, do swojego byłego "pracodawcy" Generala von Eshtorfa, który był dobrze przyjmowany na dworze księcia Williama z Hanau. Generał pamiętał Rothschilda a jego dworzanie przeglądali strony katalogów ozdobionych kaligraficznym pismem. Najpierw zachwycali się, po czym zaczęli kupować te "rupiecie". 
            Zainspirowany tym Mayer zaczął wysyłać swoje misternie pomalowane katalogi panującym okolicznych ziem. Pewnego razu został przyjęty nawet przez samego Księcia Williama. Jego Wysokość kupił od Mayera garść rzadkich monet i medali. To była pierwsza transakcja zawarta  między Rothschildem a  głową państwa. 
            Mayer wrócił na ulicę Żydowską z poczuciem triumfu, ale nadal był biedny. Myślał o ślubie, jednak chcąc utrzymać rodzinę z pieniędzy zebranych z rzadkich i przypadkowych transakcji z panującymi było praktycznie niemożliwe. Postanowił zatem utworzyć w jednym z domów na ulicy Naczyniowej, można by dziś rzec, kantor wymiany walut a w rzeczywistości był to bank, w którym wymieniano wiele banknotów, będących w obiegu w różnych państwach niemieckich.
Mayer miał już źródło utrzymania, wobec tego stał się atrakcyjnym kandydatem na męża. Od tej pory często można było go zobaczyć w domu drobnej i uroczej siedemnastoletniej dziewczyny Gutele Schnapper, której ojciec posiadał sklep w przeciętnej części ulicy Żydowskiej.  Posag mógł być całkiem przyzwoity a Gutele była delikatną i życzliwą dziewczyną potrafiącą gotować wspaniałe steki. Czegóż więcej mógł chcieć młody, sympatyczny, żydowski chłopiec? Mogło mu zależeć jedynie na prowadzeniu korzystnych interesów. Jednak przychody z kas walutowych Mayer nie inwestował w rozbudowę biznesu, lecz kontynuował lokaty w "numizmatyczny" biznes. 
            W ten sposób Mayer kupił kilka kolekcji po okazyjnych cenach. Udało mu się nawiązać znajomość z księciem Karolem Augustem Weimarskim, jak również znaleźć innych, wpływowych "klientów", którzy kupowali jego monety po niskich cenach. Kontynuował swoją pracę i za wszelką cenę nie chciał powtarzać losów swoich braci. Wystosował list do księcia Williama z Hesji z prośbą o udzielenie mu oficjalnego wsparcia a w zamian zaoferował wszystkie środki jakie posiadał. W odpowiedzi książę oficjalnie uczynił go przedstawicielem handlowym w dniu 21 września 1769 r.
Był to honorowy  tytuł, ale nie aż tak wyjątkowy, gdyż potwierdzał tylko publicznie, że jego właściciel miał pozwolenie dworu na prowadzenie  działalności. Nie nakładało to na księcia żadnych zobowiązań  i nie dawało żadnych szczególnych korzyści Mayerowi. Nowy "właściciel" z ulicy Naczyniowej zrobił jednak to, co zamierzał zrobić dużo wcześniej - sprzedał swoją ćwierć domu  braciom. Jeśli przedtem ojciec Gutele  bardzo niechętnie traktował małżeństwo jego córki z Mayerem, teraz poddał się i pozwolił jej wyjść za niego. Nowy tytuł pozwolił także Mayerowi pozbyć się pewnych niedogodności, które zazwyczaj przeszkadzały Żydom. Mianowicie mógł przemieszczać się swobodnie z jednego  Księstwa do drugiego.
           Książę, który udzielił  Mayerowi te uprawnienia i odegrał kluczową rolę w losach rodziny Rothschildów, był niezwykłym człowiekiem. William mimo skromnego posiadania ziem był bardzo bogaty i większość europejskich monarchów zostali dłużnikami skromnego władcy Hesji. To dla Mayera było najważniejsze. 
Prawą ręką księcia był Karol Buderus, z którym Rothschild  nawiązał szczególnie bliskie kontakty handlowe. Buderusowi  podobały  się   starożytne monety Rothschilda, które otrzymywał od niego w prezencie z racji każdego święta a takich okazji w ciągu roku było wiele. Dzięki Buderusowi kantor  Mayera otrzymał  prawo jego lordowskiej mości do przeprowadzenia transakcji finansowych w Londynie. W ten sposób Rothschild w końcu przedarł się do sfery  państwowego sektora bankowego.  Zysk Mayera w tym przypadku nie był tak wielki jak mogłoby się wydawać, ale pozwolił na to, żeby Mayer wraz z Gutele spakowali swoje proste gospodarstwo domowe i przenieśli się do nowego domu, większego i porządniejszego, tym razem z zielonym dachem.
            Jak nigdy dotąd Mayer był pochłonięty pracą. Chcąc utrzymać dom i wyżywić rodzinę, która stale się powiększała (na świat przyszło dwunastu, choć udało się przeżyć tylko dziesięciu potomkom) postawił kolejną ladę.  Handlował też monetami, wydawał weksle i sprzedawał używaną odzież. Mayer nadążał wszędzie, choć pot nieraz zalewał mu twarz, to przez brodę świecił zagadkowy uśmiech.  Miał wszelkie powody, aby cieszyć się stanem swoich spraw. Na półkach pojawiła się bawełna a następnie różne wina i tytoń, więc równocześnie wzrosła atrakcyjność sklepu. Na parterze znajdowała się kuchnia, w której bezprecedensowym luksusem było palenisko - pompa do dostarczania wody do domu. Rothschildowie należeli do kilku błogosławionych rodzin, które nie musiały nosić wody ze studni. 
Czysta kuchnia oczywiście była posiadłością Gutele – gospodyni domu, jak i podobnie schludny, mały pokój na drugim piętrze (później nazywany zielonym pokojem ze względu na wyblakłe tapety a także dlatego, że Gutele nie chciała przenieść się z tego domu, nawet gdy jej synowie zdobyli władzę i majątki). W sobotę wieczorem, po tradycyjnej modlitwie w synagodze, Mayer zapraszał do swego domu lokalnego rabina. Siadali pochyleni przy zielonym stole i debatowali do późnych godzin nocnych o podstawowych zasadach życia. W dni powszednie, po ukończeniu prac związanych z monetami, rachunkami, bawełną i wekslami, Mayer często siedział z Talmudem w rękach i recytował najmądrzejsze wiersze z książki a cała jego rodzina z otwartymi ustami słuchała poezji hebrajskiej.
           Dom Mayera miał dwie piwnice. Pierwsza - dostępna dla wszystkich, gdzie przechowywane były zapasy i księgi nie stanowiące dużej wartości.  Druga - o której nikt nie wiedział, tworzyła magazyn dokumentów i umów związanych z Księciem Williamem. Zaczynał się początek tradycji Rothschildów, gdzie najważniejsze jest to, co niewidoczne.

Pięć strzał

           Mayer Rothschild miał trzy mocne punkty oparcia, dzięki którym podbił kontynent. Pierwszym wsparciem dla Mayera stała się jego klientela, którą wybierał ostrożnie. Pracował tylko z najszlachetniejszymi rodzinami Niemiec, bez względu na zysk unikał zwykłych mieszczan takich jak on.
           Drugą stała się skuteczna taktyka niskiej stawki. Rothschild przyciągnął Landgrafa niskimi cenami (wykorzystał tę samą politykę, którą książę William stosował w jego relacjach z dworem cesarskim w Wiedniu). To pozwoliło Mayerowi na ścisłą współpracę z Buderusem.
Trzecim i zarazem najważniejszym stało się wsparcie synów Mayera. Mayer marzył o stworzeniu dynastii, więc wychowywał dzieci tradycyjne, ale synowie szybko ujawnili własne cechy charakteru. Byli zdolni zarobić więcej i szybciej niż ojciec, pełni energii zaczęli odnosić swoje sukcesy. Mayer bojąc się o przyszłość dzieci wprowadził ścisłą zasadę, która stała się regułą i tradycją rodzinną: każdy ma swoje talenty - ale sukces jest zawsze wspólny. Bracia uzupełniali się wzajemnie i przekazywano to z pokolenia na pokolenie. Pierwszym był Amschel, przyszły minister finansów Niemieckiej Konfederacji. Dalej był Salomon, który w swej karierze osiągnął tak wysoką pozycję w Wiedniu, że nawet książę William mógł o niej tylko marzyć. Nathan, następny w kolejności, zdobył większą władzę niż jakikolwiek inny człowiek w Anglii.
Czwarty syn, Kalman, zdołał osiągnąć to samo na półwyspie Apenińskim. Wreszcie Jakub (James), który osiągnął równie wysoką pozycję we Francji w okresie Republiki i Imperium.
Pierwszy udany plan zrealizowany przez rodzinę oparty był na oryginalnej, niestandardowej procedurze 2+2. Z jednej strony Rothschild kupował w Anglii, w Manchesterze tkaniny tj. realizował przepływy pieniężne pochodzące z Niemiec do Anglii. Z drugiej strony, Jego Wysokość Książę, który zasłynął jako handlarz, otrzymywał pieniądze z Anglii w postaci weksli. Mayer Rothschild miał myślenie wielowymiarowe. Szybko zdał sobie sprawę, że rozliczając się z producentami tekstyliów może płacić wekslami księcia. Wówczas zniżki z weksli trafią do jego kieszeni, pod warunkiem, że książę dawałby te upusty Mayerowi. Książę otrzymał prośbę Mayera o udzielenie mu zgody na zorganizowanie takiego pośrednictwa, przy czym Rothschild podkreślił swoją gotowość do ograniczenia minimalnej prowizji. 
            Dwór nie śpieszył z odpowiedzią, po czym w 1789 roku weksle w wysokości 800 funtów dotarły do kantoru Mayera. To była pierwsza transakcja, która okazała się naprawdę skuteczną i opłacalną. Europa przeżywała wewnętrzne kryzysy, upadały dawne układy polityczne, a w ich miejsce w niezauważalny sposób, kształtowała się nowa, realna władza finansowa.
Swoją pierwszą, poważną i