Wydawca: Krytyka Polityczna Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2018

Rosja – wielkie zmyślenie. Od wolności Gorbaczowa do wojny Putina ebook

Arkadij Ostrowski  

5 (1)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 540 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Rosja – wielkie zmyślenie. Od wolności Gorbaczowa do wojny Putina - Arkadij Ostrowski

Rosja to kraj idei, a media odgrywają w nim wyjątkowo istotną rolę. W 1918 roku Iwan Pawłow, wielki rosyjski fizjolog znany ze swojej pracy nad odruchami warunkowymi, wygłosił wykład w zmagającym się z głodem Piotrogrodzie. Twierdził, że zadanie każdego umysłu polega na dokładnym zrozumieniu rzeczywistości. Ale w Rosji, jak zauważył, „interesują nas przede wszystkim słowa i nie zwracamy szczególnej uwagi na rzeczywistość”. To dlatego Rosją w XX wieku rządzili literaci (Lenin wpisał taki właśnie zawód w rubryce paszport) i poeci (Stalin za młodu pisał przecież wiersze). O Maksymie Gorkim w latach 30. mówiło się, że to drugi człowiek w Związku Radzieckim po Stalinie – plotkę tę z radością powtarzała sobie rosyjska diaspora w Paryżu. Najbardziej ponury dowód na szacunek wobec słowa pisanego zaś tkwił w eufemizmie na wyrok śmierci podczas wielkiego terroru stalinowskiego – „dziesięć lat bez prawa do korespondencji”.
Arkadij Ostrowski biorąc kredo Pawłowa poważnie napisał historię najnowszą Związku Radzieckiego i Rosji z perspektywy literatów, inteligentów i tych, którzy przejęli ich rolę po upadku ZSRR – ludzi mediów i magnatów medialnych. Opisuje fantastyczne wolty, wielkie kryzysy i sposób, w jaki rosyjska mediokracja doprowadziła do stworzenia i ukoronowania Władimira Putina.

Opinie o ebooku Rosja – wielkie zmyślenie. Od wolności Gorbaczowa do wojny Putina - Arkadij Ostrowski

Fragment ebooka Rosja – wielkie zmyślenie. Od wolności Gorbaczowa do wojny Putina - Arkadij Ostrowski

Arkadij ‌Ostrowski, Rosja – ‌wielkie zmyślenie. Od wolności ‌Gorbaczowa do wojny ‌Putina

Tytuł oryginału: The Invention ‌of Russia. The ‌Journey ‌from Gorbachev’s Freedom ‌to ‌Putin’s ‌War

Copyright ‌© by ‌Arkady ‌Ostrovsky, 2015

Copyright © ‌for this edition by ‌Wydawnictwo Krytyki Politycznej, ‌2018

All rights reserved

Wydanie ‌pierwsze

ISBN 978-83-65853-54-7

Książka ‌ukazuje się dzięki ‌wsparciu Charles ‌Stewart ‌Mott Foundation

Wydawnictwo Krytyki ‌Politycznej

Seria Historyczna [31]

Warszawa 2018

Skład ‌wersji ‌elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

Dla Becky

KSIĄŻĘTA ‌I ARYSTOKRACI

Aleksandr ‌Bowin – bon vivantrosyjskiego ‌dziennikarstwa, ‌autor przemówień Leonida ‌Breżniewa ‌(rządzącego ZSRR ‌w latach 1964–1982), ekspert w dziedzinie ‌stosunków ‌międzynarodowych.

Aleksandr Jakowlew – ‌radziecki mąż stanu, członek ‌Biura Politycznego KC ‌KPZR (Politbiura), ‌sojusznik ‌Michaiła Gorbaczowa, ideolog pierestrojki ‌i głasnosti.

Jegor Jakowlew (nazywany w książce Jegorem) – dziennikarz i redaktor naczelny gazety „Moskowskije nowosti”, orędownik pierestrojki i przez krótki czas prezes poradzieckiej telewizji.

Otto Łacis – ekonomista, dziennikarz, pisarz, felietonista „Izwiestij” i redaktor naczelny czasopisma „Kommunist”.

SYNOWIE I CÓRKI

PRASA DRUKOWANA

Natalija Gieworkian – córka agenta KGB, dziennikarka „Moskowskich nowostiej”, autorka głośnego wywiadu z Władimirem Putinem.

Władimir Jakowlew – syn Jegora Jakowlewa, założyciel i redaktor naczelny „Kommiersanta”, wychodzącego od grudnia 1989 roku pierwszego w ZSRR, a potem w Rosji dziennika promującego kapitalizm.

Wieronika Kucyłło – reporterka „Kommiersanta”. Zasłynęła relacją z oblężenia we wrześniu i październiku 1993 roku Białego Domu, czyli siedziby rządu Federacji Rosyjskiej.

Siergiej Parchomienko – liberalny dziennikarz i redaktor naczelny czasopisma „Itogi”.

Maksim Sokołow – erudyta, sceptyk, główny felietonista „Kommiersanta”.

Aleksandr Timofiejewski – eseista, autor recenzji publikowanych na łamach „Kommiersanta”.

TELEWIZJA

Oleg Dobrodiejew – syn dokumentalisty, kierownik działu wiadomości NTW, później dyrektor generalny telewizji publicznej Rossija.

Siergiej Dorenko – popularny prezenter telewizyjny i najemnik nazywany telewizyjnym zabójcą.

Konstantin Ernst – jeden z czołowych rosyjskich producentów telewizyjnych i filmowych, prezes 1 Kanału.

Jewgienij Kisielow – prezenter telewizyjny, twarz NTW, pierwszego dużego prywatnego kanału telewizyjnego w Rosji.

Aleksandr Niewzorow – kaskader i nieszablonowy dziennikarz telewizyjny.

Leonid Parfionow – dziennikarz telewizyjny i prezenter programu „Namiedni”, który przyniósł mu sławę.

REFORMATORZY

Anatolij Czubajs – ekonomista, autor rosyjskiej prywatyzacji i późniejszy szef administracji prezydenta Borisa Jelcyna.

Jegor Gajdar – wywodzący się z inteligenckiej rodziny polityk, premier w latach 1991–1992 i autor rosyjskich reform gospodarczych.

Boris Niemcow – gubernator Niżnego Nowogrodu, wicepremier przewidywany w pewnym momencie na następcę Jelcyna.

NACJONALIŚCI I KOMUNIŚCI

Wiktor Anpiłow – lider niemającej znaczenia Rosyjskiej Komunistycznej Partii Robotniczej.

Aleksandr Borodaj – syn prawosławnego filozofa nacjonalistycznego Jurija Borodaja, specjalista od PR; pomagał Kremlowi podczas aneksji Krymu i wojny na Ukrainie.

OLIGARCHOWIE

Boris Bieriezowski – naczelny kombinator i manipulator rosyjskiej polityki, szef 1 Kanału.

Władimir Gusinski – założyciel i właściciel holdingu Media Most, do którego należała stacja telewizyjna NTW.

INDYWIDUALISTA

Igor Małaszenko – ideolog, założyciel i pierwszy prezes stacji telewizyjnej NTW.

Prolog MILCZĄCA PROCESJA

27 lutego 2015 roku wprowadzałem poprawki do końcowej wersji tej książki, kiedy dowiedziałem się, że do Borisa Niemcowa, liberalnego polityka, przez niektórych typowanego na przyszłego prezydenta Rosji, oddano w pobliżu Kremla cztery strzały. Został trafiony w plecy. To najbardziej brzemienne w skutki zabójstwo polityczne w historii poradzieckiej Rosji wydawało mi się wręcz nierealne. Dobrze znałem Niemcowa i nie traktowałem go wyłącznie jak kontaktu służbowego. Spośród wszystkich rosyjskich polityków, których poznałem, tylko jego uważałem za swojego przyjaciela. Był charyzmatyczny, uczciwy, bezpretensjonalny, pełen życia i determinacji. A teraz jego przykryte czarną folią ciało leżało na mokrym asfalcie, na tle wznoszących się ku niebu kopuł soboru Wasyla Błogosławionego. Morderstwo jak z filmu. Zabójcy Niemcowa wykazali się ogromną zuchwałością i nie przypuszczali, że zostaną aresztowani. Wkrótce ich jednak zatrzymano. Jeden ze sprawców okazał się oficerem w służbie Ramzana Kadyrowa, czeczeńskiego dyktatora i byłego bojownika namaszczonego przez rosyjskiego prezydenta Władimira Putina. Czeczen przysiągł Rosjaninowi lojalność, pomógł dokonać aneksji Krymu i natychmiast zaczął bronić podejrzanego o zabójstwo, określając go mianem „prawdziwego patrioty”.

Zabójstwo Niemcowa symbolicznie podkreśliło pierwszą rocznicę aneksji Krymu przez Federację Rosyjską i wybuchu „wojny hybrydowej” przeciw Ukrainie. Przemoc rozbudzona przez Rosję poza jej granicami pojawiła się nagle w kraju. Podsycana przez Kreml wojna na Ukrainie wyniszczyła nie tylko tę byłą republikę radziecką, która miała czelność podjąć próbę wyrwania się spod moskiewskiej kontroli, ale nadwyrężała też Rosję – poczucie przyzwoitości i kręgosłup moralny jej obywateli. Sprawiła, że nienawiść, ksenofobia i agresja stały się normą, a życzliwość – przestępstwem. Przede wszystkim jednak doszło do zabójstwa uczciwego człowieka. Niemcow usiłował zapobiec wojnie, co zapewniało mu w mediach państwowych miano zdrajcy i pachołka Amerykanów, telewizja go demonizowała, a na fasadach budynków wieszano nienawistne plakaty z jego podobizną i podpisem: „Piąta Kolumna: Obcy wśród Nas”.

Sześć dni przed śmiercią tego polityka przyglądałem się, jak tysiące ludzi, część z nich opłacona, maszerowały przez ścisłe centrum Moskwy, niosąc transparenty wymierzone w Ukrainę, Zachód i rosyjskich liberałów. Muskularne oprychy reprezentujące Kadyrowa trzymały tablice z hasłami w rodzaju: „Putin i Kadyrow zapobiegną Majdanowi w Rosji”, i zdjęcia Niemcowa przedstawianego jako „Twórca Majdanu” („majdan” to po ukraińsku plac; synonimem zamieszek antypaństwowych uczynił go Majdan Nezałeżnosti, czyli plac Niepodległości w Kijowie, epicentrum ukraińskich rewolucji: pomarańczowej w 2004 –2005 roku, a potem w 2013–2014 roku).

Urodziłem się i wychowałem w Związku Radzieckim, pracowałem w Rosji, ale jeszcze nigdy nie widziałem takiego natężenia histerii. To były obrazy rodem ze starych fotografii albo filmów dokumentalnych o Niemczech lat 30. XX wieku. Jak mówił Niemcow w wywiadzie zarejestrowanym zaledwie kilka godzin przed śmiercią: „Rosja szybko zmienia się w kraj faszystowski. Funkcjonuje już u nas propaganda wzorowana na tej z Trzeciej Rzeszy. Mamy też zalążki bojówek i oddziałów szturmowych stworzonych na wzór SA”1.

Andriej Sacharow, wielki rosyjski humanista i fizyk jądrowy, powiedział kiedyś, że państwo, które w obrębie swoich granic łamie prawa człowieka, stwarza zagrożenie dla międzynarodowego bezpieczeństwa. Sacharow walczył o prawa człowieka właśnie dlatego, że wiedział, do czego może doprowadzić użycie wynalezionej przez niego bomby termojądrowej. Dzisiejsza Rosja nie ma swojego Sacharowa, ma za to propagandystów mówiących o użyciu broni jądrowej z beztroską nie do pomyślenia w czasach ZSRR. „Rosja może zmienić Amerykę w stertę napromieniowanego pyłu” – chwalił się Dmitrij Kisielow, prezenter głównego kanału telewizyjnego Rossija. Po śmierci Stalina władzę pozostającą w rękach radzieckich przywódców przejęło Politbiuro. Obecnie jednak według dziennikarza decyzję o użyciu broni jądrowej „podejmie osobiście Putin, który cieszy się pełnym poparciem narodu rosyjskiego”. W dokumencie poświęconym „odzyskaniu Krymu” Putin przyznał, że jest gotów zdecydować się na taki krok, gdyby siły NATO usiłowały ingerować w działania na Półwyspie Krymskim. Obecna sytuacja wydaje się bardziej niebezpieczna niż ta z okresu zimnej wojny. ZSRR i Stany Zjednoczone zakończyły II wojnę światową jako zwycięzcy i w konsekwencji żaden z tych dwóch krajów nie zmagał się z kompleksem niższości. Dzisiejszych przywódców Rosji uformowała natomiast porażka poniesiona w okresie zimnej wojny, a jednocześnie walczą oni z poczuciem odrzucenia przez Zachód, mimo że posiadają bajeczne bogactwa.

Połączenie zawiści i wrogości wobec innych państw zatriumfowało w Rosji trzydzieści lat po zakończeniu zimnej wojny przez Michaiła Gorbaczowa, który otworzył Związek Radziecki na świat i ogłosił wyższość wartości humanistycznych nad interesami państwa. Wycofanie sił radzieckich z Europy Wschodniej, przedstawiane dziś w oficjalnych podręcznikach rosyjskich jako fatalny błąd, zostało przyjęte z aprobatą nie tylko przez Zachód, ale też przez Rosjan. Upadek komunizmu pozwolił liczyć na to, że Rosja stanie się wreszcie normalnym krajem i dołączy do reszty cywilizowanego świata. Pamiętam tę wyjątkową nadzieję, którą odczuwałem w tamtym okresie jako student reżyserii teatralnej w Moskwie.

Nieudana próba przejęcia władzy przez komunistów w sierpniu 1991 roku, tak zwany pucz moskiewski lub pucz Janajewa, jawiła się jako ostatni paroksyzm reżimu, a jej udaremnienie stało się świętem wolności. W Boże Narodzenie 1991 roku patrzyłem, jak z kopuł Kremla zdejmowano radziecką flagę, i słuchałem Gorbaczowa żegnającego ZSRR:

Los zdecydował, że kiedy przejąłem stery tego kraju, nie ulegało już wątpliwości, że dzieje się z nim coś złego [...]. Mieliśmy wszystkiego pod dostatkiem: ziemi, ropy, gazu oraz innych bogactw naturalnych. Nie brakowało nam też inteligencji i talentu. Żyliśmy jednak w zdecydowanie gorszych warunkach niż mieszkańcy krajów uprzemysłowionych [...], dusiliśmy się, zakuci w kajdany biurokracji. Wszystkie nieskuteczne i nieprzemyślane reformy [...] nie udawały się. Ten kraj stał w miejscu, a my nie mogliśmy dłużej tak żyć. Musieliśmy dokonać radykalnej zmiany.

Gorbaczow nie zdołał uratować Związku Radzieckiego, ale złożył hołd temu, co udało się osiągnąć:

Wolne wybory stały się rzeczywistością. Wolność prasy, wolność wyznania, system wielopartyjny – one również stały się rzeczywistością. Prawa człowieka uważa się teraz za nadrzędną zasadę i absolutny priorytet [...]. Żyjemy w nowej rzeczywistości. Udało się położyć kres zimnej wojnie i wyścigowi zbrojeń [...]. Otworzyliśmy się na resztę świata, porzuciliśmy praktykę ingerowania w wewnętrzne sprawy innych państw i interwencji wojskowych poza naszymi granicami. W odpowiedzi obdarzono nas zaufaniem, solidarnością i szacunkiem. Za te zdobycze demokracji zapłaciliśmy bolesną historią i tragicznymi doświadczeniami – dlatego tym bardziej nie należy ich teraz porzucać. Pod żadnym pozorem, niezależnie od okoliczności.2

Rok po upadku Związku Radzieckiego wyjechałem do Cambridge na studia doktoranckie. Byłem wdzięczny Gorbaczowowi, że dał mi możliwość podróżowania, studiowania i pisania. Dziesięć lat później wróciłem do Moskwy jako dziennikarz. Pracowałem najpierw w „Financial Timesie”, a później w „The Economist” – jako zagraniczny korespondent we własnej ojczyźnie. W tamtym okresie prezydentem Rosji zdążył już zostać były agent KGB, który pierwszy rok urzędowania na Kremlu uczcił przywróceniem radzieckiego hymnu i zaczął dążyć do odtworzenia porządku z czasów zimnej wojny. W tym procesie „odbudowy” Rosja stanęła na kolejnym rozstaju. Tradycyjny nacjonalizm w kostiumie neostalinowskim stał się najpotężniejszą siłą w społeczeństwie i dziś zagraża zarówno Rosjanom, jak i sąsiednim narodom.

W jaki sposób Rosja przeszła drogę od 1991 do 2015 roku? Czy nastąpiła w tym czasie kontrrewolucja? Kiedy do niej doszło i dlaczego to przegapiłem? W ciągu ostatniego ćwierćwiecza rozmaici myśliciele wielokrotnie usiłowali wskazać moment, w którym mój kraj zboczył w niewłaściwym kierunku. Postrzegali historię jako taśmę, którą można przewijać w przód i w tył, żeby zidentyfikować punkt, w którym wszystko się załamało. Ale choć historii nie dało się cofnąć, z pewnością nie była też z góry określona. Nie sposób wskazać po upadku Związku Radzieckiego pojedynczego wydarzenia, które przesądziło o kształcie dzisiejszej Rosji. Choć obwinianie Putina o obecny stan rzeczy może wydawać się kuszące, świadczyłoby o niezrozumieniu problemu. Prezydent jest zarówno przyczyną dolegliwości, z którymi zmaga się kraj, jak i ich konsekwencją.

W tej pracy szukałem odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób Rosja znalazła się w obecnym położeniu. W tym celu postanowiłem prześledzić historię tego kraju, sposób jej przedstawiania i dominujące na przestrzeni ostatnich dwudziestu pięciu lat idee. Starałem się w ten sposób zwrócić uwagę na punkty zwrotne w historii Rosji. Głównymi postaciami mojej książki nie są politycy ani ekonomiści, ale ci, którzy generowali „ładunek znaczeniowy” tego kraju, budowali jego narrację, produkowali ją, kształtowali i rozpowszechniali, prowadząc go tym samym od wolności ku wojnie. Do takich osób zaliczają się ideolodzy, dziennikarze, wydawcy, szefowie stacji telewizyjnych, czyli ludzie odpowiedzialni za przekaz i media.

Od czasów pierestrojki Gorbaczowa media stały się czymś więcej niż tyko biernym przekaźnikiem idei i planów opracowywanych i kształtowanych gdzie indziej. Były ich  ź r ó d ł e m.  I to media w ogromnej mierze odpowiadają zarówno za wyzwolenie Rosji od autorytaryzmu, jak i jej zwrot ku takiemu typowi ustroju. Ta praca nie jest jednak monografią rosyjskich mediów; to raczej historia kraju przez nie wykreowanego. Rosja to kraj idei, a media odgrywają w nim wyjątkowo istotną rolę. W 1918 roku Iwan Pawłow, wielki rosyjski fizjolog, znany może najbardziej z badań nad odruchami warunkowymi, wygłosił wykład w zmagającym się z głodem Piotrogrodzie. Stwierdził wówczas, że zadanie każdego umysłu polega na dokładnym zrozumieniu rzeczywistości. Ale w Rosji, jak zauważył, „interesują nas przede wszystkim słowa i nie zwracamy szczególnej uwagi na rzeczywistość”3. Oskarżał inteligencję, „umysł kraju”, o doprowadzenie w Rosji do rewolucji bolszewickiej.

Tak jak każda utopia, komunizm lekceważył rzeczywistość, a jako pseudoreligia chętnie operował słowami i obrazami. Nie przypadkiem Włodzimierz Lenin, przywódca bolszewików, który poświęcił kraj dla idei komunizmu, określał się mianem „literata”. Bolszewicy zaczęli od zagwarantowania sobie monopolu na słowo drukowane. Słów używano do ukrywania faktów i konstruowania alternatywnej rzeczywistości: kłamstwa i represje stały się dwoma głównymi, wzajemnie się wspierającymi filarami systemu radzieckiego. Represje były uzasadniane przez słowa, a słowa – narzucane przez represje. Umysł radził sobie z brakiem spójności między napływającymi sygnałami a prawdziwym życiem poprzez rozwój „dwójmyślenia” – mechanizmu opisanego przez George’a Orwella w powieści Rok 1984. System, który zrodził się dzięki słowu, załamał się między innymi także za jego sprawą: ZSRR rozpadł się nie dlatego, że zabrakło pieniędzy (w takim wypadku mógłby się upodobnić do Korei Północnej), ale dlatego, że zabrakło słów.

Aleksandr Sołżenicyn, który całe życie zmagał się z systemem radzieckim, wiedział, że istnieje tylko jeden sposób, by go pokonać. „Żyj bez kłamstwa” – napisał w dniu aresztowania. Paradoks polegał na tym, że przez długi czas w Rosji media mogły zajmować się tylko półprawdami, a kiedy przez niewielki otwór zaczęła sączyć się rzeczywistość w postaci nadawanych na żywo programów telewizyjnych i nieocenzurowanych publikacji, Związek Radziecki się załamał. Kto kontrolował media, kontrolował kraj. „Żeby przejąć Kreml, trzeba przejąć telewizję” – powiedział kiedyś Aleksandr Jakowlew, naczelny ideolog i pomysłodawca pierestrojki4. I nie była to metafora, skoro najbardziej gwałtowne i krwawe walki w okresie prowadzącym do rozpadu Związku Radzieckiego, a także te z czasów już po jego upadku, toczyły się właśnie o wieże telewizyjne. W latach 90. XX wieku telewizja i największe gazety znajdowały się w rękach prozachodnich liberałów, którzy zamierzali uformować nową rzeczywistość przy użyciu mediów. Ostatecznie jednak wykorzystali media do tego, by się wzbogacić i umocnić swoją władzę.

Za sprawą telewizji Putin – nieznany agent KGB – został prezydentem Rosji w ciągu zaledwie kilku miesięcy od momentu zaistnienia w świadomości społeczeństwa. Pierwszym jego krokiem po objęciu władzy na Kremlu było wzmocnienie kontroli nad telewizją, do dziś pozostającą głównym narzędziem jego władzy, magiczną różdżką, która zastępuje rzeczywistość sztucznie wykreowanym obrazem. Jak powiedział kiedyś jego przyjaciel Silvio Berlusconi: „To, czego nie ma w telewizji, nie istnieje”. Putin poszedł o krok dalej: to, co nie istnieje, może stać się realne dzięki potędze telewizji. Z przykładami tej niezwykłej mocy mieliśmy do czynienia w przypadku aneksji Krymu i wojny na Ukrainie. Akurat byłem na Krymie, kiedy pod pretekstem obrony miejscowej ludności rosyjskiej przed ukraińskimi faszystami pojawiły się tak zwane zielone ludziki. W Sewastopolu ogromny tłum machał flagami i tańczył w rytm starych radzieckich pieśni, świętując wyzwolenie, tyle że „wrogów” nigdzie nie było. „Widzieliśmy ich w telewizji” – wyjaśnił jeden z mężczyzn uczestniczących w tym zgromadzeniu.

Przekaz i rzeczywistość zamieniły się miejscami: słowa i obrazy nie pokazywały już faktów, to rzeczywistość była konstruowana w taki sposób, by potwierdzać napływające komunikaty, a mówiąc prościej – by wykreować właściwy obraz. „Ty zapewnij obrazy, ja zapewnię wojnę” – miał powiedzieć amerykański magnat prasowy William Randolph Hearst swojemu korespondentowi na Kubie w 1897 roku, a Rosja doprowadziła tę maksymę do skrajności. Telewizją posługiwano się jako główną bronią w „wojnie hybrydowej” Putina przeciwko Ukrainie. Dzięki temu medium skonstruowano narrację, którą następnie odegrano w rzeczywistości, a to z kolei tysiące ludzi przypłaciły życiem. Dziennik telewizyjny przekształcił się w serial wojenny. Ci, którzy prowadzą rosyjskie bitwy informacyjne, nie są szalonymi nacjonalistami ślepo realizującymi ideę dążenia do dominacji nad światem, nie są też bezbronnymi pionkami w rękach despoty. To obyci, inteligentni ludzie, erudyci, którzy rozpoczęli swoje kariery w czasach pierestrojki Gorbaczowa, doskonale prosperowali w latach 90. za rządów Jelcyna, a teraz odgrywają rolę demiurgów, twórców rzeczywistości. Spektakl, który wystawiają, ma służyć umocnieniu władzy i powiększeniu majątku Putina oraz wiernych mu elit, do których i oni już należą. Dążąc do realizacji tego celu, rozbudzili w społeczeństwie najniższe instynkty i skazili kraj agresją, nienawiścią i szowinizmem, które ostatecznie doprowadziły do morderstwa Niemcowa. Niedługo przed śmiercią rozdawał ulotki promujące organizowany przez niego antywojenny wiec. Ta manifestacja przekształciła się jednak w jego kondukt pogrzebowy: dwa dni po zabójstwie ruszyłem pośród dziesiątek tysięcy innych mieszkańców Moskwy wraz z żoną i dziewięcioletnim synem do miejsca, w którym zginął mój przyjaciel. Ta procesja odbyła się w ciszy.

CZĘŚĆ 1NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO

ROZDZIAŁ 1RADZIECKA ARYSTOKRACJA: OJCOWIE I SYNOWIE

OSTATNIA WIECZERZA

Pięć minut przed siódmą wieczorem 25 grudnia 1991 roku Michaił Gorbaczow przemierzył szybkim krokiem jeden z kremlowskich korytarzy i wkroczył do wyłożonego boazerią pomieszczenia, w którym roiło się od fotografów, techników i operatorów. Mieli zarejestrować ostatnie przemówienie prezydenta ZSRR. Gorbaczow usiadł przy biurku, odłożył kartki i zerknął na zegarek: „O, mamy jeszcze mnóstwo czasu” – zwrócił się do operatorów, zbyt oszołomionych historycznym znaczeniem tej chwili, by docenić ironię kryjącą się w tych słowach. ZSRR pozostało już niewiele czasu, podobnie zresztą jak prezydenturze Gorbaczowa.

Kiedy czekali na wybicie odpowiedniej godziny, do biurka podszedł zdecydowanym krokiem postawny, siwy mężczyzna. Pochylił się nad Gorbaczowem i powiedział: „Nie podpisuj tego od razu. Najpierw powiedz: «Zamierzam podpisać dekret, na mocy którego zrzeknę się swoich obowiązków». Kamera pokaże zbliżenie podpisu, a potem damy szerszy plan i zaczniesz przemówienie”5. Był to Jegor Jakowlew, dyrektor Telewizji Radzieckiej i były redaktor naczelny dziennika „Moskowskije nowosti”, tuby pierestrojki. Przekonał Gorbaczowa, by ostatnie dni przywódcy ZSRR podczas pełnienia urzędu zostały zarejestrowana przez radzieckie i amerykańskie ekipy telewizyjne i by na podstawie zebranych w ten sposób materiałów powstał film dokumentalny Uchod (Ustąpienie).

Obaj mężczyźni ostatnią godzinę istnienia Związku Radzieckiego spędzili w prezydenckim gabinecie, gdzie wspominali wspólną przeszłość. Teraz jednak Gorbaczow spojrzał na dziennikarza tak, jakby widział go po raz pierwszy w życiu, zaczął przeglądać papiery i oznajmił: „Podpiszę od razu, a potem przejdziemy do innych spraw”. Odwrócił się do rzecznika prasowego i poprosił o pióro, które następnie wypróbował na czystej kartce. „Miększe byłoby lepsze”6 – dodał. Dyrektor CNN, który przyleciał do Moskwy, żeby osobiście przeprowadzić wywiad z Gorbaczowem w ostatnim dniu jego prezydentury, podał mu swoje pióro. Prezydent je przyjął, a następnie podpisał nim dokument – w ten sposób zrzekł się władzy. Nikt w pomieszczeniu nie zwrócił uwagi na ten niemal symboliczny gest.

Wybiła godzina dziewiętnasta i Gorbaczow rozpoczął przemówienie: z początku jego głos wydawał się łagodny i niepewny, niemal drżący, stopniowo jednak stawał się coraz bardziej opanowany. Jak wspominał jeden ze świadków tych wydarzeń, kiedy prezydent już zamilkł, Jegor Jakowlew podszedł do niego szybkim krokiem, wyraźnie niezadowolony z intonacji. Zasugerował, żeby przemówienie nagrać. Gorbaczow spojrzał na niego ze zdziwieniem, propozycja wydała mu się nie tylko nietaktowna, ale i absurdalna: historyczne wydarzenie to nie zainscenizowany występ, nie da się go powtórzyć, tak jak nie da się ocalić imperium ani cofnąć czasu. Powiewająca nad Kremlem flaga ZSRR została po raz pierwszy opuszczona, wkrótce zaś zastąpiono ją rosyjską trójkolorową. Kraj, który powstał po rewolucji bolszewickiej w 1917 roku, przestał istnieć. Po kilku minutach Gorbaczow podał Borisowi Jelcynowi walizkę z kodami atomowymi.

W ostatnich dniach rządów Gorbaczowowi towarzyszyli przede wszystkim dziennikarze zagraniczni; rosyjskie media po prostu straciły nim zainteresowanie. Co ciekawe, film o dymisji prezydenta ZSRR nakręciła, z niewielką pomocą telewizji radzieckiej, ekipa stacji ABC, a narratorem był amerykański producent Rick Kaplan. Wynikało to po części z różnego podejścia dziennikarzy rosyjskich i zachodnich do Gorbaczowa i „historycznych” wydarzeń medialnych. Szkoła radziecka nie pozwalała na samodzielne kwalifikowanie wydarzeń jako ważnych i istotnych, o tym bowiem zawsze decydowała partia. W mediach zachodnich, dla których to, co osobiste, było ważniejsze od tego, co ideologiczne, Gorbaczow stał się postacią o światowym potencjale medialnym, dlatego traktowano jego dymisję jak przełom, a nawet tragedię. Rosyjska opinia publiczna postrzegała to wydarzenie w zupełnie inny sposób.

Kilka godzin później, w opustoszałym i pogrążonym w ciemności Kremlu, Gorbaczow w towarzystwie pięciu innych osób zasiadł do stołu w Sali Orzechowej, by zjeść prosty posiłek przypominający ostatnią wieczerzę. Wśród zgromadzonych znajdował się Jakowlew. Rola, jaką odegrał w procesie rozwiązania Związku Radzieckiego, okazała się niemal równie istotna jak rola Gorbaczowa. To on był duchowym przywódcą pierestrojki: jeden z najwyższych rangą urzędników Politbiura, oficjalnie zajmował się propagandą i ideologią, i to on odpowiadał za ich likwidację. Zainicjował też głasnost’, czyli politykę jawności – najskuteczniejszy element reform Gorbaczowa. Otworzyła ona i zliberalizowała media poprzez zniesienie ograniczeń ideologicznych. W ten sposób został zburzony jeden z filarów systemu radzieckiego.

Aleksandra Jakowlewa łączyły z Gorbaczowem złożone i pełne napięcia relacje. Pomysłodawca pierestrojki znajdował się przy Gorbaczowie w najtrudniejszych momentach, na przykład był mediatorem podczas ośmiogodzinnego spotkania z Jelcynem, podczas którego ostatni (i jedyny) prezydent ZSRR przekazał władzę pierwszemu prezydentowi Rosji. Jakowlew wspominał pewny krok Jelcyna, przemierzającego długie korytarze Kremla, „jakby poruszał się po placu apelowym”, i ocenił: „To był marsz zwycięzcy”. Jednocześnie zwrócił uwagę na słabość Gorbaczowa: kiedy Jakowlew wszedł do gabinetu, zastał go leżącego na kanapie.

Miał łzy w oczach. „Widzisz, Sasza, tak to właśnie jest”. Tak brzmiały słowa tego człowieka w jednej z najtrudniejszych chwil jego życia. Próbowałem go pocieszyć. Ale mnie też ogarnęło ogromne wzruszenie [...]. Dusiło mnie poczucie, że dzieje się coś niesprawiedliwego. Ten, który wprowadził radykalne reformy, od którego jeszcze wczoraj zależały losy miliardów ludzi na całym świecie, stał się nagle bezradną ofiarą kapryśnej historii.7

Ironia tamtej chwili polegała na tym, że to właśnie Gorbaczow z Jakowlewem wprawili historię w ruch.

W „ostatniej wieczerzy” Gorbaczowa oprócz Aleksandra Jakowlewa uczestniczył człowiek noszący takie samo nazwisko, choć mimo tego zbiegu okoliczności Aleksandra i Jegora rzadko ze sobą mylono. Starszy Jakowlew był zawsze Aleksandrem Nikołajewiczem, a młodszy – po prostu Jegorem. Częściowo wynikało to z legendy, jaka towarzyszyła temu drugiemu: nie był tylko redaktorem naczelnym dziennika „Moskowskije nowosti”, ale po prostu „naczelnym”. W Rosji krążyły i nadal krążą plotki o opiece, jaką roztaczał nad autorami, o jego niezwykłym uroku osobistym, któremu nie potrafili się oprzeć ani mężczyźni, ani kobiety. Wiele mówiło się o jego miłostkach, despotyzmie i dyktatorskich zapędach, wreszcie – o niezwykłej błyskotliwości. Dwaj Jakowlewowie nie byli ze sobą spokrewnieni, ale łączyła ich jak najbardziej realna więź. Jegor postrzegał Aleksandra jako „wujka Saszę”, patrona i ojca, który pozwolił mu przesuwać granice pierestrojki i chronił go, kiedy młodszy Jakowlew je przekraczał. Choć dzieliło ich zaledwie sześć lat, należeli do różnych pokoleń i mieli zupełnie inne doświadczenia z okresu II wojny światowej (Aleksandr urodził się w 1923 roku i walczył na froncie). Za to daty ich śmierci okazały się zaskakująco bliskie: Jegor odszedł 18 września, a Aleksandr 18 października 2005 roku. Gorbaczow przemawiał na pogrzebie Jegora z nietypową dla polityka szczerością:

Zaliczałem go do grona najbliższych przyjaciół. Zawsze mogłem na nim polegać. Był mi bliski duchem, podejściem do życia i do ludzi [...]. Pamiętamy, jaką rolę odegrał jego dziennik „Moskowskije nowosti” [...]. Jegor we wszystkim, co robił, dawał innym dobry przykład.

System radziecki, niczym łuk, opierał się na dwóch filarach, które wzajemnie się umacniały: na przemocy i ideologii. Śmierć Stalina 5 marca 1953 roku położyła kres masowemu terrorowi i represjom. Przemoc, administrowana przez służby bezpieczeństwa na usługach partii komunistycznej, stała się rzadsza i skierowana głównie przeciwko dysydentom. Nikita Chruszczow, następca Stalina, zdecydował się na zmianę priorytetów. Zamiast eskalować przemoc skupił się na ideologii i obiecał, że do 1980 roku zbuduje prawdziwy komunizm. Pisarze i ideolodzy mieli stać się ważniejsi od przedstawicieli służb bezpieczeństwa. W 1957 roku I sekretarz Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego zwrócił się do radzieckich pisarzy następującymi słowami:

Tak jak żołnierz nie może walczyć bez amunicji, tak partia nie może prowadzić wojny bez druku. Druk to nasza główna broń ideologiczna i nie wolno dopuścić, by wpadła w niepowołane ręce. Kontrolę nad tą bronią muszą sprawować ludzie, którzy użyją jej, by zniszczyć wrogów klasy pracującej.8

Do 1980 roku ideologia zdążyła całkowicie skostnieć. Uleciało z niej życie. Gospodarka ledwo funkcjonowała, a wielka utopia komunizmu ostatecznie się załamała. Jak napisał Aleksandr Bowin, jeden z czołowych dziennikarzy czasów pierestrojki i autor przemówień Leonida Breżniewa (który w 1964 roku zastąpił Chruszczowa): „Tylko kłamstwa, produkt końcowy ideologów, uzasadniały skuteczność przemocy (rzeczywistej lub potencjalnej), na której opierał się system”9. Kiedy ideologia i propaganda zaczęły się kruszyć, runął cały porządek, grzebiąc tych, którzy próbowali go reformować. O załamaniu nie przesądziły (a przynajmniej nie bezpośrednio) kryzys gospodarczy, rewolucja w centrum czy walka o niepodległość tocząca się na peryferiach imperium – zadecydowało o nim odejście od kłamstw. Bez nich Związek Radziecki nie miał legitymacji w oczach elit i zwykłych ludzi. Rządzący nie widzieli już powodu, by bronić systemu, który ograniczał ich możliwości bogacenia się i zapewnienia sobie dobrobytu.

Paradoks polegał na tym, że rozmontowanie propagandy nie było efektem jakiegoś spontanicznego, przypadkowego procesu. Jak napisał w swoich wspomnieniach Otto Łacis, wybitny dziennikarz zajmujący się ekonomią, przyjaciel Jegora Jakowlewa i jeden ze stałych współpracowników „Moskowskich nowostiej”, było to „precyzyjnie zaplanowane samobójstwo”10. Ostateczny cios zadali nie dysydenci, choć ich pisma z pewnością osłabiły system, lecz ludzie zarządzający ideologią i mający dostęp do środków masowego przekazu. Gorbaczow niósł sztandar pierestrojki, ale to Aleksandr Jakowlew z grupą podobnie myślących dziennikarzy i redaktorów, między innymi Jegorem Jakowlewem i Ottonem Łacisem, tworzyli hasła na te sztandary. Oto, jak te działania relacjonował Jegor:

To był absolutnie wyjątkowy okres w historii rosyjskiej, a może również światowej prasy. Przekaz, który konstruowaliśmy, miał zlikwidować państwo. A jednocześnie wszystkie gazety były w pełni finansowane przez państwo.11

Dlaczego ludzie, którzy korzystali z najwygodniejszego życia w ZSRR, postanowili „popełnić samobójstwo”? Aleksandr Jakowlew pisał we wspomnieniach:

Często zadawałem sobie pytanie: dlaczego musiałeś to wszystko robić? Byłeś członkiem Politbiura, sekretarzem Komitetu Centralnego, miałeś ogromną władzę. Wszędzie wisiały twoje portrety, ludzie nosili je nawet na ulicach i placach podczas oficjalnych uroczystości i państwowych świąt. Czego jeszcze, do diabła, potrzebowałeś? Dręczyło mnie jednak coś innego. Przez wiele lat zdradzałem sam siebie. Miałem wątpliwości, starałem się na różne sposoby uzasadniać to, co działo się wokół mnie – tylko po to, żeby stłumić wyrzuty sumienia. My wszyscy, zwłaszcza nomenklatura, wiedliśmy podwójne, a nawet potrójne życie. Ta amoralna postawa stawała się stopniowo naszym sposobem na życie i została uznana za nową moralność, hipokryzja zastąpiła zaś myślenie.12

Tych ludzi nie sposób uznać za heretyków. Wielu z nich było wiernymi wyznawcami religii komunistycznej, studiowali jej święte teksty, czcili jej bogów i uczestniczyli w rytuałach. Ich entuzjazm dla pierestrojki wynikał nie tyle z braku wiary, ile raczej z pragnienia oczyszczenia i obmycia komunizmu z ortodoksyjnej biurokracji. Aleksandr Jakowlew nazwał pierestrojkę reformacją – nie tylko w dosłownym tłumaczeniu, ale i historycznym sensie tego pojęcia. Środowisko Jakowlewa, podobnie jak szesnastowieczni protestanci w Europie, powstało przeciw kapłanom, którzy zajęli miejsce między wiernymi a Bogiem i wypaczyli jego naukę. Walczyło ze zdemoralizowaną nomenklaturą, machając pismami Lenina i sztandarami z hasłem „Więcej socjalizmu”. Wierzyło w ideę sprawiedliwości i równości, miało nadzieję, że zdoła uczynić system bardziej ludzkim i etycznym. Gdyby ci ludzie pragnęli czegokolwiek więcej, z pewnością podzieliliby losy wielu radzieckich dysydentów, których wykluczano z gry, zmuszano do emigracji, zamykano w więzieniach albo szpitalach psychiatrycznych.

Pod względem stylistycznym reformatorzy funkcjonowali w obrębie ścisłych zasad języka radzieckiego. Wyjście poza obowiązujący kanon czy podjęcie próby pisania innym językiem uznawano za zbrodnię większą niż krytyka systemu w ramach radzieckich wzorów. Krytyk literacki i pisarz Andriej Siniawski, sądzony i skazany za antyradziecką propagandę (1966), twierdził, że w jego przypadku gest odrzucenia radzieckiej reguły został przeprowadzony głównie na gruncie stylistycznym. W przypadku pokolenia reformatorów komunizmu zarzuty wobec systemu miały charakter raczej etyczny niż stylistyczny.

Aleksandr Jakowlew pisał: „My, reformatorzy z 1985 roku, usiłowaliśmy zburzyć «kościół bolszewicki» w imię prawdziwej religii i prawdziwego Jezusa, nie zdając sobie przy tym sprawy, że nasza religia opiera się na kłamstwie, a nasz Jezus to oszust”13. Jakowlew poszedł dalej niż ktokolwiek z jego plemienia: ewolucja, która się w nim dokonała – od radzieckiego aparatczyka do liberalnego wolnomyśli­ciela – była jedną z najbardziej radykalnych przemian pośród wysokich rangą urzędników, włącznie z Gorbaczowem. „Znienawidziłem Lenina i Stalina, tych potworów, którzy w okrutny sposób mnie oszukali i zmiażdżyli moje romantyczne, pełne nadziei wyobrażenie o świecie”14. W kraju, który nigdy do końca nie odpokutował zbrodni przeciw własnemu narodowi, Jakowlew wyruszył we własną podróż ku odkupieniu i udało mu się dotrzeć do celu.

Komuniści burzyli i dewastowali kościoły, ale zapożyczyli od religii jej podejście do słowa pisanego. W każdej szkole średniej i na każdym uniwersytecie studiowano teksty Lenina i Marksa: określały one stosunek do historii i kształtowały światopogląd. Bitwy na stronach radzieckich gazet prowadzono przy użyciu cytatów ze świętych tekstów. Od początku bolszewickich rządów, od 1917 roku, słowa zostały znacjonalizowane i strzegła ich partia. Nic nie mogło zostać wydrukowane bez jej pozwolenia, a pierwsze „czarne listy” i spisy zakazanych książek sporządziła Nadieżda Krupska, żona Lenina. Znalazły się na nich nawet Biblia i wiele utworów dla dzieci. W latach 30. ubiegłego stulecia osądzono i skazano na zesłanie bibliotekarza, który wydał dzieła filozoficzne nawet nie zakazane, ale po prostu niewpisujące się w marksistowską wizję świata. Biblioteki miały specjalne zamknięte działy i trzeba było przedstawić odpowiednie pozwolenie, żeby czytać znajdujące się tam książki. Niektóre prace opatrywano nawet pieczęcią „nie wydawać”. Prenumeraty czasopism literackich oraz gazet ściśle regulowało państwo.

Strach przed słowem pisanym głęboko zakorzenił się w systemie. W czasach stalinowskich, ale też później, tajnej policji odpowiadającej za aresztowania i egzekucje zakazano wydawania rodzinom zamordowanych jakichkolwiek dokumentów. Krewnych można było co najwyżej ustnie poinformować (okłamać), że ich matki, mężowie, ojcowie, synowie i córki zostali skazani, jak to eufemistycznie określano, na „dziesięć lat pozbawienia wolności bez prawa do korespondencji”; w rzeczywistości już nie żyli. W połowie i pod koniec lat 40., kiedy takie wyroki miały się już rzekomo skończyć, krewni zaczęli znowu dopytywać o bliskich. Informowano ich wtedy (również ustnie), że więźniowie zmarli podczas odbywania kary. Tę praktykę stosowano również po śmierci Stalina; dopiero w 1989 roku, trzy lata po wprowadzeniu pierestrojki, KGB udostępniło prawdziwe daty śmierci i informacje dotyczące egzekucji, a rodzinom wydano dokumenty oraz akty zgonu15. Listy tych, którzy nie zostali straceni, tylko trafili do gułagów, zostały ocenzurowane. Słowo równało się życiu; jego brak – śmierci.

Słowa, podobnie jak ludzi, trzymano za żelazną kurtyną. Wydanie książki na Zachodzie, bez zgody władz, uznawano za przestępstwo nie mniej poważne od nielegalnego przekroczenia granicy. W 1958 roku Boris Pasternak został wyrzucony ze Związku Pisarzy ZSRR i podle oszkalowany w związku z wydaniem Doktora Żywago we Włoszech. Poeta Josif Brodski, wydalony ze Związku Radzieckiego w 1972 roku, zwracał uwagę na magiczny potencjał słów w kwestii przekraczania granic: ponieważ nie mógł zobaczyć rodziców przed ich śmiercią, napisał o nich po angielsku – w języku, którego nie znali – ponieważ była to „ich jedyna szansa, aby zobaczyć mnie i Amerykę. Dla mnie to jedyna możliwość, by ujrzeć ich i nasz pokój”16.

W latach 80. najważniejsze bitwy ideologiczne toczyły się w prasie drukowanej, nie w telewizji ani w radiu. Na czele radzieckiej reformacji stali ludzie pióra. Jegor Jakowlew studiował historię i archiwistykę, był też biografem Lenina, co zapewniało mu przewagę podczas „debat teologicznych” poświęconych czystości nauczania. Otto Łacis pracował jako redaktor czasopisma „Kommunist”. Aleksandr Bowin pisał przemówienia dla Breżniewa, a przykłady można by mnożyć: wszyscy oni należeli do pokolenia szestidiesiatników. Nazywano ich ludźmi lat 60., bo właśnie w tym okresie stali się najbardziej aktywni, byli niemal rówieśnikami Gorbaczowa (rocznik 1931), urodzili się na początku lat 30. Skonstruowali narrację pierestrojki i dawali wyraz wartościom swojego pokolenia. Na Zachodzie Gorbaczowa postrzega się często jak wizjonera, historyczną postać, która samodzielnie doprowadziła do reform i liberalizacji w Związku Radzieckim. Tak naprawdę był on jednak przedstawicielem pewnego pokolenia, które ukształtowało jego wrażliwość i wybory. Szestidiesiatnicy pamiętali z dzieciństwa stalinowskie represje; kiedy byli nastolatkami, kształtowała ich II wojna światowa oraz zwycięstwo legitymizujące radzieckie rządy. Większość z nich kończyła studia w roku śmierci Stalina, w przełomowym dla kraju momencie; kariery zawodowe rozpoczynali zaś w czasie, gdy Chruszczow wygłosił swój słynny tajny referat podczas XX Zjazdu Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego w lutym 1956 roku – otwarcie potępił stalinowskie represje i kult jednostki. Zapoczątkowana przez niego odwilż dodała szestidiesiatnikom odwagi i zachęciła ich do robienia karier bez obaw, że będą musieli przyjąć role katów lub ofiar.

Przynależność do szestidiesiatników wiązała się nie tylko z wiekiem, ale też z pochodzeniem i wartościami wyniesionymi z domów. Większość przedstawicieli tego pokolenia odebrała gruntowne wykształcenie i reprezentowała podobnie myślącą, liberalną inteligencję o poglądach prozachodnich, a z pewnością antystalinowskich. Wzajemnie sobie pomagali i się wspierali. Niektórzy z najbardziej aktywnych szestidiesiatników wywodzili się z rodzin starych bolszewickich rewolucjonistów, spośród których wielu zginęło podczas stalinowskich czystek. Teraz ich głównym celem było przywrócenie socjalistycznej sprawiedliwości i oczyszczenie nazwisk przodków. W pierwszych latach pierestrojki młodzi dziennikarze, którym zależało na odnalezieniu własnych korzeni, zwrócili się do szestidiesiatników, by podzielili się doświadczeniem. Kilka lat później, tak jak to często bywa między ojcami a synami, młodzi odrzucili starszych i ich wyśmiali.

ODBLASK OGNIA

Na każdym z nas leży odblask historii. Jedni jakby goreją od jej potężnego groźnego żaru, inni noszą na sobie tylko ledwo dostrzegalne jego odbicie, ale wszyscy jesteśmy naznaczeni jej piętnem. Historia jest jak olbrzymie ognisko, do którego każdy z nas dorzuca swoje polano.17

Tekturowa teczka z aktami Jegora Jakowlewa, zdjęcie paszportowe; poważny mężczyzna w ciemnym garniturze i okularach z grubymi oprawkami. „Jakowlew, Jegor Władimirowicz, urodzony w 1930 roku, członek Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego od 1953 roku. W 1954 roku ukończył Moskiewski Instytut Historyczno-Archiwalny, pisze artykuły poświęcone propagandzie partyjnej, rozwojowi radzieckiego państwa i etyce komunistycznej; szczególnie interesuje go postać Lenina”. Standardowe podsumowanie: „Politycznie świadomy, moralnie stabilny i ideologicznie poprawny”18.

Jegor Jakowlew, rówieśnik Gorbaczowa, nie był ani najbardziej utalentowanym, ani najinteligentniejszym przedstawicielem swojego pokolenia. Należał jednak do jego najbarwniejszych i najbardziej aktywnych postaci, jednocześnie uosabiając charakterystyczne cechy szestidiesiatników. Pozostał aktywnym graczem w rosyjskim życiu politycznym znacznie dłużej niż większość funkcjonujących w tych realiach jednostek. Właśnie dlatego jego postać wydaje się tak interesująca w kontekście badań dotyczących pokolenia, które usiłowało wprowadzić w ZSRR szeroko zakrojone reformy, a w efekcie doprowadziło do upadku imperium. Dlaczego i w jaki sposób ten „ideologicznie poprawny” dziennikarz, żarliwy członek KPZR, zaczął nagle dążyć do osłabienia systemu? Skoro ZSRR był monolitem, reżimem totalitarnym, to w jaki sposób Jegor i jemu podobni zdołali nadwątlić jego strukturę? I co dało szestidiesiatnikom siłę oraz determinację niezbędne do tego, by dostać się na szczyt? Odpowiedzi na niektóre z tych pytań można wyczytać z oficjalnych „ankiet” i formularzy, które wypełniali na różnych etapach kariery, kiedy zaczynali nową pracę, awansowali, odbywali podróże zagraniczne albo byli przenoszeni na niższe stanowiska. Pierwsze pytanie dotyczyło „ojców”.

Pierwsza „autobiografia” Jegora datowana jest na lipiec 1949 roku, kiedy miał rozpocząć studia w państwowym Moskiewskim Instytucie Historyczno-Archiwalnym. Niebieski, niewyraźny atrament na starej pożółkłej kartce: „Ojciec: Jakowlew Władimir Iwanowicz, należał do ruchu rewolucyjnego od 1911 roku, członek Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego od 1 stycznia 1919 roku. Przez pierwsze lata po rewolucji pracował w CzK na Ukrainie”19.

CzK (lub Czeka) to akronim nazwy Wszechrosyjska Komisja Nadzwyczajna do Walki z Kontrrewolucją, Spekulacją i Nadużyciami Władzy. Powstała, by zapobiegać spekulacji, wkrótce jednak przekształciła się w tajną policję, która miała przeciwdziałać kontrrewolucyjnym akcjom i dokonywać egzekucji „wrogów klasowych”. Ojciec Jegora stał na jej czele w Odessie, zajętej przez bolszewików w kwietniu 1919 roku. Iwan Bunin, jeden z najwybitniejszych rosyjskich pisarzy, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury i zaciekły antybolszewik, który po rewolucji październikowej uciekł z Piotrogrodu i via Odessa wyemigrował do Francji, określił to piękne czarnomorskie miasto mianem „opustoszałego portu, martwego, wypalonego miasta”. Oto, jak opisywał tamtejszą siedzibę Czeka: „A naprzeciw pomnika czerezwyczajka, po mokrym asfalcie wodnistą krwią płyną odbicia czerwonych flag, obwisłych od deszczu i szczególnie ohydnych”20. I jeszcze: „We dnie i w nocy żyjemy w orgii śmierci. I wszystko w imię «świetlanej przyszłości», która jakoby powinna zrodzić się właśnie z tej diabelskiej ciemności. I powstał już na ziemi cały legion specjalistów, budowniczych ludzkiego dobrobytu”21.

W wyobraźni Jegor umieszczał jednak ojca, którego ledwo pamiętał, w kontekście nakreślonym przez Isaaka Babla, pisarza rodem z Odessy, który z radością powitał rewolucję i odmalował w swojej prozie barwne portrety odeskich bandytów, którzy nosili „obcisłe malinowe kamizelki, a ich barki opinały rude surduty”22. Jegor wierzył, że to jego ojciec pokonał największego miejscowego bandytę – Miszkę „Japończyka”, który stał się pierwowzorem stworzonej przez Babla postaci Beni Krzyka, „króla” odeskich gangsterów. Nie wiadomo, czy stary Jakowlew rzeczywiście zatrzymał Miszkę „Japończyka”, wiemy natomiast, że wyraził zgodę na egzekucję własnego ojca.

Według Grigorija Biesiedowskiego, byłego radzieckiego dyplomaty, który zbiegł do Paryża w 1928 roku, rodzic Jegora był postacią „dziwną i ponurą”, cechującą się niezwykłym okrucieństwem. W ciągu trzech miesięcy spędzonych na czele miejscowej Czeka nakazał egzekucję pięciu tysięcy osób, w tym własnego ojca, aktywnego członka ultranacjonalistycznej, monarchistycznej i antysemickiej organizacji o nazwie Związek Narodu Rosyjskiego. Po tej egzekucji żona zamordowanego ponoć popełniła samobójstwo. Jegor opisywał dziadka jako agresywnego pijaka, który od czasu do czasu groził rodzinie nożem. Kiedy został zatrzymany za działalność kontrrewolucyjną, syn czekista zdecydował, że ojciec będzie sądzony zgodnie z kodeksem rewolucyjnym. Czy było to postępowanie nieludzkie? Możliwe. Jegor zwracał jednak uwagę, że w równie nieludzkich okolicznościach zginęła siostra jego ojca, pobita na śmierć metalowymi prętami przez Kozaków, którzy znaleźli przy niej literaturę rewolucyjną. Brutalność tamtego okresu, jak pisał Jegor w krótkiej książce opublikowanej w 1964 roku, nie wynikała z bezzasadnego okrucieństwa, tylko z „czystości rewolucji i jej ideałów” oraz z nietierpienija (nietolerancji lub niecierpliwości), „najbardziej godnej podziwu cechy prawdziwego rewolucjonisty”23. Książka ta przyjęła postać wyobrażonej rozmowy z ojcem. Zatytułował ją Ja idu s toboj (Idę z tobą). Prawdopodobnie zainspirowała go powieść Odblask ognia Jurija Trifonowa (jednego z najgłośniejszych i najbardziej utalentowanych pisarzy radzieckich po II wojnie światowej), oparta na faktach opowieść o życiu ojca Trifonowa, starego bolszewika, uczestnika rewolucji październikowej i wojny domowej. Ludzie z pokolenia Jakowlewa wychowywali się w odblasku roznieconego przez ich ojców ognia, który miał pochłonąć dawną Rosję, ostatecznie jednak strawił również ich. Historia ZSRR była tożsama z ich historią rodzinną, i właśnie jako taką ją postrzegali.

Władimir Jakowlew zmarł w 1935 roku (rzekomo na raka), dwa lata przed apogeum stalinowskich czystek obejmujących elity władzy, partii i wojska. Jego syn miał wtedy pięć lat. Krążyły pogłoski, że ojciec został otruty, a w ciągu kilku lat zniknęła większość jego kolegów. Jegor pamiętał przyjaciela rodziny, który odwiedził jego matkę w 1937 roku i opowiadał o ludziach wywożonych z domów w środku nocy. Odpowiedziała wtedy w charakterystyczny dla tamtego okresu, spokojny sposób: „Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą”24. Taka metafora miała wymiar materialny: od końca lat 20. do początku lat 30. stary Jakowlew nadzorował wycinkę drzew (po narodzinach Jegora przebywał w Wołogdzie i Archangielsku). Prace te wykonywali niemal wyłącznie więźniowie gułagów, a część uzyskanego w ten sposób drewna eksportowano do Wielkiej Brytanii. Do brytyjskich tartaków trafiały zatem bale ze znakami i słowami wyrytymi przez więźniów: często tylko w ten sposób mogli porozumieć się ze światem. „To drewno zostało okupione cierpieniem” – brzmiał jeden z napisów.

Ojciec Jegora poznał przyszłą żonę podczas jednej z podróży do Anglii, dokąd jeździł w interesach. W 1929 roku, w okresie, w którym rozpoczęła się przymusowa kolektywizacja rolnictwa, kobieta wróciła do ZSRR już w ciąży. Jako członkowie radzieckiej nomenklatury małżonkowie dostali dom w spokojnej części stolicy, na przeciwległym w stosunku do Kremla brzegu rzeki Moskwy. Matka nie chciała zamieszkać w luksusowym apartamentowcu na nabrzeżu, gdzie żyli przedstawiciele bolszewickich elit, a znaczna część lokatorów została później aresztowana (Trifonow poświęcił ich losom powieść Dom nad rzeką Moskwą25). Czystki osiągnęły taką skalę, że nikt, kto mieszkał w Moskwie, Leningradzie i innych radzieckich miastach i miasteczkach w latach 30., nie mógł udawać, że o nich nie wiedział. Pokazowe procesy wrogów ludu miały charakter publiczny, nie brakowało też opowieści tych, którzy wrócili z obozów pracy. Jednak oglądanie aresztowań albo słuchanie o nich było czymś innym niż uświadomienie sobie ogromu stojącego za nimi zła. Wymagało to niezwykłej samodzielności w myśleniu, a do tej dorosło niewielu. Nie należał do nich Jegor, który dorastał w kulcie ojca, nieustannie patrząc, jak większość dzieci nomenklatury, na wiszący na ścianie portret Stalina. Kiedy w 1949 roku szkolny przyjaciel Jegora przeklął Stalina i oskarżył jego zwolenników o hipokryzję, młody Jakowlew wyrzucił chłopaka z domu.

Nigdy nie słyszałem, by ktokolwiek mówił o Nim [Stalinie26] w taki sposób. Nazwał hipokrytami wszystkich, którzy mówili o swojej miłości do Stalina, obrzucał go najgorszymi wyzwiskami. Nie mogłem w to uwierzyć. Przemawiał przy tym spokojnie i stanowczo, jakbyśmy rozmawiali w szkole o astronomii. Najpierw zacząłem się z nim kłócić, ale potem krzyknąłem: „Wynoś się! Wynoś się, kanalio!”. Wołał coś, schodząc po schodach, a ja rzuciłem za nim jakąś obelgę.27

Równie ostre słowa Jegor usłyszał ponownie w 1956 roku, trzy lata po śmierci Stalina – ale tym razem wypowiedział je Chruszczow.

Śmierć Stalina w 1953 roku okazała się przełomem równie istotnym, co dojście tyrana do władzy pod koniec lat 20.; wyznaczyła kres jed­nego państwa i początek drugiego. Jednak nie od razu stało się to jasne. W pierwszych dniach społeczeństwo wpadło w osłupienie, wydawało się odrętwiałe i zastygłe, jakby wstrzymywało oddech. Wydarzenie to przyjęto z mieszanką niedowierzania, strachu i żalu, bo w przeciwieństwie do ludzi bogowie przecież nie umierają. Ten kult zawładnął nawet najtęższymi umysłami. Andriej Sacharow, jeden z najbardziej uznanych fizyków i humanistów, napisał w tamtym okresie do swojej żony: „Duże wrażenie zrobiła na mnie ta śmierć wielkiego męża stanu. Rozmyślam o jego człowieczeństwie”28. Sacharow cytował ten list w swoich wspomnieniach i nie potrafił wytłumaczyć własnej reakcji.

Chruszczow zaczął rozprawiać się z tym urokiem jeszcze przed wygłoszeniem „tajnego referatu”. Niski, okrągły, prawie łysy i z odstającymi uszami, budził raczej rozbawienie niż strach. Tradycyjna ukraińska koszula bez kołnierzyka, w której lubił czasami chodzić, była przeciwieństwem zapiętej pod szyję kurtki mundurowej Stalina. „Naprawdę go lubię” – pisał z entuzjazmem Sacharow. „W końcu jest zupełnie inny od Stalina”29. Ten szalony, słabo wykształcony, kapryśny nowy przywódca, współodpowiedzialny za stalinowski terror i również mający krew na rękach, wykazywał ludzkie cechy. Podobnie jak bohater rodem z baśni, który zabija smoka i otwiera bramę zamku, Chruszczow zaraz po objęciu stanowiska I sekretarza otworzył Kreml dla publiczności. Strach paraliżujący cały kraj podczas rządów stalinowskich zaczął stopniowo słabnąć. Ludzie nadal się bali i woleli nie wykonywać gwałtownych ruchów, ale kołnierzyk wokół ich szyi niespodziewanie się rozluźnił30.

Jegor Jakowlew, który wstąpił do KPZR tuż przed śmiercią Stalina, był niskim rangą urzędnikiem. Kilka miesięcy później zorganizował w centrum Moskwy patrole uliczne, które miały pomagać milicji w zatrzymywaniu pijaków i prostytutek. „Po raz pierwszy szliśmy moskiewskimi ulicami jak panowie, świadomi swojej siły”31 – wspominał uczucie towarzyszące nocnym spacerom po głównych ulicach Moskwy. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej na tych samych ulicach rządzili funkcjonariusze bezpieki, którzy wyciągali ludzi z mieszkań. Handel powrócił na plac Czerwony. Dziewiętnastowieczny dom towarowy znajdujący się naprzeciw Kremla, w latach 30. przejęty na potrzeby urzędów państwowych, w zaledwie trzy tygodnie po śmierci Stalina przekształcił się w główny dom towarowy w kraju: GUM (Gławnyj uniwiersalnyj magazin). Jegor swoją pierwszą posadę dziennikarską dostał w wydawanej właśnie przez GUM niskonakładowej gazecie „Za obrazcowuju torgowluju” (czyli „O wzorowy handel”).

Najważniejszym doświadczeniem i momentem przełomowym stał się dla pokolenia Jegora tajny referat Chruszczowa potępiający kult jednostki i ujawniający skalę czystek przeprowadzonych w obrębie partii. To przemówienie można porównać do wybuchu bomby. „Wszystko zdawało się nierealne, nawet to, że przebywałem wtedy na Kremlu [...]. Wszystko [czym żyłem] zostało wysadzone w powietrze i roztrzaskało się w drobny mak – jak szrapnel podczas bitwy”32 – wspominał Jakowlew. Referat został wygłoszony podczas nieplanowanej w oficjalnym rozkładzie tajnej sesji, ostatniego dnia XX Zjazdu. Chruszczow przemawiał blisko cztery godziny, a treści wystąpienia nie opublikowano w gazetach ani nie ujawniono w radiu czy telewizji. Podczas najważniejszych wydarzeń na Kremlu, przesądzających o losach milionów ludzi, media pozostawały „wygaszone”. Tak jak w czasie wojny wzmacniano szyby gazetami, tak w radzieckim systemie politycznym rola prasy polegała na blokowaniu informacji i umocnieniu fasady państwa (treść referatu wydrukowano w kilkuset egzemplarzach, przeznaczonych wyłącznie do użytku wewnętrznego i oznaczonych jako „ściśle tajne”; tekst po raz pierwszy ukazał się publicznie kilka tygodni później, po angielsku w „New York Timesie”, ale do Rosji dotarł dopiero w 1989 roku). Zamiast wykorzystywać media, partia sięgała po najbardziej staroświecką i bezpośrednią metodę przekazywania informacji: ustnie, przez posłańców. Wynikało to między innymi z tego, że słowo mówione ma na odbiorcę większy wpływ niż słowo pisane (przecież do kościoła chodzi się, żeby słuchać Biblii, a nie po to, by ją czytać).

Jegor był jednym z tych posłańców, a jego zadanie polegało na odczytywaniu tekstu referatu Chruszczowa wysokim rangą członkom partii. Nie podobało mu się to, co czytał. Pamiętał, że rodziły się w nim opór i niechęć. Kiedy tamtego dnia wrócił do domu i zobaczył, że jego żona zdjęła portret Stalina, z niedowierzaniem dotknął wystającego ze ściany gwoździa. Choć w pierwszym odruchu rozzłościł się i zażądał, żeby z powrotem powiesiła obraz, wkrótce sam go zdjął, tym razem już na dobre. Na ścianie pozostał tylko wizerunek Feliksa Dzierżyńskiego, który założyciel Czeka dał jego ojcu.

Pierwsza reakcja Jegora wcale nie była odosobniona, wielu członków partii czuło się podobnie. Gorbaczow zwracał uwagę, że o ile ci, którzy osobiście doświadczyli stalinowskich represji, przyjęli referat Chruszczowa z entuzjazmem, o tyle wielu innych nie chciało uwierzyć w to, co usłyszeli, albo wolało nie przywoływać tych faktów, nawet gdyby miały okazać się prawdziwe. „Komu przyniesie to korzyść?” – pytał Wiaczesław Mołotow, jeden z najbliższych ludzi zmarłego dyktatora. „Co nam to da? Po co rozdrapywać przeszłość?”33 Związek Radziecki mógł przecież pójść w ślady Chin po śmierci Mao Zedonga (1976). Zwolennicy Stalina skierowaliby gospodarkę kraju na inne tory, a wzbudzający przez lata paniczny strach były szef NKWD Ławrientij Beria, szykujący się po 5 marca 1953 roku do roli następcy Stalina, odegrałby rolę analogiczną do Deng Xiaopinga w Chinach. Dlaczego więc Chruszczow zdecydował się na ten krok i wygłosił referat? Po części wynikało to z instynktu samozachowawczego.

Chruszczowa, podobnie jak większość nomenklatury partyjnej, wyczerpały ciągłe napięcie, strach i oczekiwanie na kolejną wielką czystkę, którą dyktator zapewne planował. Główny powód miał jednak charakter emocjonalny, nie racjonalny: nowy I sekretarz skrytykował Stalina dlatego, że mógł i chciał to zrobić. Jak napisał biograf Chruszczowa William Taubman, była to po części próba odzyskania tożsamości porządnego człowieka przez wypowiedzenie prawdy. „Po latach wspominał, że wieczorem w przededniu swojego wystąpienia słyszał «głosy umarłych towarzyszy»”34.

Tajny referat wywołał wiele istotnych konsekwencji. Po pierwsze, sprawił, że ustąpił strach przed egzekucjami, zwłaszcza wśród elit. Po straceniu Berii (ponoć 23 grudnia 1953 roku), skądinąd w iście stalinowskim stylu (został oskarżony o szpiegostwo na rzecz Wielkiej Brytanii i zastrzelony), Chruszczow rzeczywiście zrezygnował ze stosowania przemocy wobec wrogów politycznych. Chrzest bojowy ta nowa forma sprawowania rządów przeszła rok po wygłoszeniu referatu, w 1957 roku, kiedy grupa twardogłowych stalinistów, w tym Wiaczesław Mołotow, Łazar Kaganowicz i Gieorgij Malenkow, obawiających się, że Chruszczow podkopuje fundamenty reżimu, podjęła próbę odsunięcia I sekretarza od władzy. Media i tym razem milczały. Kluczową rolę w udaremnieniu zamachu stanu odegrał minister obrony narodowej marszałek Gieorgij Żukow, który przyszedł Chruszczowowi z pomocą. Spiskowców określono mianem „grupy antypartyjnej”, a zarzuty, które im postawiono, jeszcze kilka lat wcześniej oznaczałyby niechybną karę śmierci. Tym razem jednak nikogo nie stracono ani nawet nie wtrącono do więzienia.

Nowa polityka uratowała również Chruszczowa, bo kiedy w 1964 roku został obalony, następcy go oszczędzili. W 1991 roku Michaił Gorbaczow darował z kolei życie uczestnikom nieudanego zamachu stanu, a Jelcyn szybko wypuścił z więzienia tych, którzy usiłowali w 1993 roku dokonać puczu moskiewskiego. Zresztą jednym z głównych powodów, dla których nie powiódł się zamach stanu z 1957 roku, była właśnie radykalna zmiana nastrojów pośród elit. Jak pisał Aleksandr Jakowlew, nowe pokolenie, które popierało Chruszczowa w 1957, a następnie odwróciło się od niego w 1964 roku, chciało uniknąć powrotu stalinowskiego terroru. Pragnęło spokojnego, bezpiecznego i wygodnego życia. Głównym celem przedstawicieli tego pokolenia było zachowanie władzy aż do śmierci i uwolnienie się od strachu, że zostaną wyeliminowani podczas czystek. Ten stan rzeczy dotyczył nie tylko najwyższych rangą polityków, ale także szerzej rozumianej wierchuszki. Członków klasy rządzącej, którzy wypadli z łask, spychano na boczny tor, „zsyłano” do odległych placówek albo skazywano na areszt domowy, nie decydowano się jednak na ich dosłownie rozumianą eliminację. W latach 60. porządek ten pozwolił na rozwój i przetrwanie nowych elit partyjnych, które mogły realizować własne cele. Ich przedstawiciele cieszyli się nie tyle ze śmierci Stalina jako takiej, ile raczej z własnej młodości, siły i nadziei, a przede wszystkim z tego, że nadal żyją. Chruszczow otworzył Kreml, dosłownie i w przenośni: stał się on dostępny dla nowego pokolenia.

Aleksandr Bowin, dziennikarz i jeden z młodych komunistycznych reformatorów działających na Kremlu, pisał we wspomnieniach: „Zaczęła powstawać masa krytyczna, masa, która ćwierć wieku później zdmuchnęła najpotężniejszy reżim totalitarny XX wieku”35. Następowała niewidzialna wymiana pokoleń, motor większości istotnych zmian społecznych w Rosji: po władzę nad krajem sięgnęło nowe pokolenie. Wzmocnione wydarzeniami na XX Zjeździe KPZR, nie starało się zburzyć istniejącego systemu – dążyło raczej do wniknięcia w niego, przechwycenia jego sterów i zwrócenia się przeciw starym stalinistom, którzy wypaczyli istotę socjalizmu.

Krytyka Stalina nie podważyła wiary pokolenia szestidiesiatników w ideały socjalizmu. Wręcz przeciwnie – tylko ją wzmocniła. Stalinizm traktowano nie tyle jako ostateczny przejaw radzieckiego systemu politycznego, ile raczej jako jego wypaczenie. Pokolenie Jegora Jakowlewa postawiło sobie za cel odnowę i przywrócenie zasad oraz idei z czasów Lenina: naprawienie zbioru dowodów, nie zaś odrzucanie samej teorii. Oto, jak opisywał to zjawisko Jegor:

Znieważylibyśmy pamięć tych, którzy stali się niewinnymi ofiarami stalinowskich represji, gdybyśmy mieli zrównać kult jednostki z państwem radzieckim [...]. Nie, kult jednostki nigdy nie był częścią porządku socjalistycznego, wykształcił się niezależnie od niego [...]. Znaczenie rewolucji polegało nie tylko na tym, że robotnicy wzięli władzę w swoje ręce, ale też na tym, że powstał porządek, który musiał nieuchronnie odrzucić wszystko, co obce.36

W normalnym procesie wymiany pokoleń, nieprzerywanym wojnami domowymi, rewolucjami i czystkami, synowie odrzucają zwykle doświadczenia ojców; jednak przedwczesna śmierć starych bolszewików z rąk Stalina sprawiła, że ich dzieci czuły obowiązek oczyszczenia nazwisk rodzicieli i kontynuowania wyznaczonego przez nich kierunku. Pokolenie Jegora zmagało się z Hamletowskim dylematem: z jednej strony chęć odkupienia i zrealizowania nakazów ojca, z drugiej zaś próba pogodzenia własnych działań z moralnością. Hamlet, sztuka zakazana w czasach Stalina, powrócił na radzieckie sceny po śmierci wodza, kiedy przedstawiciele nowego pokolenia ukończyli uniwersytety i rozpoczęli aktywne życie. Pierwszy Hamlet wystawiony po śmierci Stalina był pełen życia, siły i determinacji. Dzieci ojców-rewolucjonistów, którzy rozpoczęli socjalistyczny eksperyment, stały się radzieckimi książętami i patrycjuszami, a sił dodawało im poczucie uprzywilejowania i odpowiedzialności za własny kraj. Tworzyli radziecką arystokrację. Nie usiłowali uciekać przed rzeczywistością ZSRR ani fizycznie, ani mentalnie, i nigdy nie brali pod uwagę emigracji. Czuli, że są u siebie, we własnym kraju, i chcieli go zmieniać zgodnie ze swoimi potrzebami i poglądami. „Gdybym tylko znajdował się na szczycie” – ta myśl przyświecała Jegorowi i jego rówieśnikom, zdeterminowanym, pełnym sił i nieustanie szukającym celów, którym mogliby poświęcić energię.

PRYWATNE MYŚLI

Zakończenie stalinowskiego terroru zapewniło też przestrzeń dla indywidualnych myśli i działań, a rosyjscy artyści, pisarze i dziennikarze szybko i chętnie to wykorzystali. Ich prace ukształtowały świadomość ludzi, którzy trzydzieści lat później wprowadzili pierestrojkę. Słowo „odwilż” – będące jednocześnie tytułem powieści Ilji Erenburga – stało się też nazwą całego okresu w kulturze rosyjskiej i doskonale oddawało wrażenie przebijania się przez warstwę lodu do nowego życia. Jedną z największych radości lat po śmierci Stalina było wielkie odkrycie, że wyczerpany kolektywizacją, rozbity wojną, torturowany w gułagach naród zdołał zachować pewne zdrowe instynkty i wolę życia. Choć system radziecki nadal nie dopuszczał prywatnej własności ziemi i dóbr, pozostawiał miejsce na prywatność, intymne myśli i uczucia. Główny projekt urbanizacyjny Chruszczowa, polegający na budowie w całym kraju pięciopiętrowych bloków, zmienił przestrzeń życiową milionów ludzi. Wyprowadzili się z komunałek, w których na dziesięć rodzin przypadała jedna kuchnia i jedna łazienka, i przenieśli do mieszkań ciasnych i źle zaprojektowanych, ale zapewniających prywatność i przestrzeń pozwalającą swobodnie mówić i myśleć.

Znaczenia tej zmiany – przejścia od komunalnego do prywatnego – nie da się przecenić. W nowych indywidualnych mieszkaniach stanęły prywatne magnetofony i prywatne telewizory, wraz z nimi nadeszli zaś artyści, poeci i bardowie, którzy wpisali się w intelektualną przestrzeń epoki. Ich dzieła powstawały właśnie na potrzeby intymnej grupy odbiorców, nie zaś po to, by wybrzmiewać w wielkich salach, w przestrzeni publicznej. W teatrach i literaturze pielęgnowano zwyczajne uczucia. Pod tym względem wyróżniał się miesięcznik „Nowyj mir”, którego redaktorem naczelnym był poeta Aleksandr Twardowski. „W tamtych latach wszyscy – to znaczy wszyscy z mojego środowiska – czciliśmy «Nowyj mir»” – wspominał Jegor37. „Prawda” trafiała do świadomości mas, natomiast „Nowyj mir” trafiał do świadomości jednostek.

System radziecki znacjonalizował nie tylko prywatną własność i ziemię, ale i człowieka oraz jego indywidualną świadomość. Dobra materialne odbierano siłą, natomiast świadomość – przy użyciu ideologii i mediów. Paternalistyczne państwo miało dbać nie tylko o utrzymanie swoich obywateli, ale także o ich moralność. Celem mediów była standaryzacja umysłów poprzez traktowanie czytelników jak jednego, zbiorowego ciała – karmiono ich tym samym zestawem (dez)informacji, by myśleli jak zbiorowość. W latach 60. „Nowyj mir”, wychodzący w nakładzie stu trzydziestu tysięcy egzemplarzy, przeciwstawił się zasadzie zbiorowej świadomości i zaapelował do świadomości indywidualnej, przywracając prawa jednostce. Po XX Zjeździe KPZR pragnienie takiego osobistego podejścia przyjęło masowy charakter.

Aleksandr Twardowski pochodził ze wsi. Jego ojciec, brat i siostry zostali uznani za kułaków i „skolektywizowani”. Chłopskie pochodzenie ukształtowało przyszłego redaktora naczelnego; ojciec był synem żołnierza i kupił swoją ziemię za pieniądze, które zarobił jako kowal: „Od najmłodszych lat ojciec przekazywał nam miłość do tej złej i nieżyczliwej, ale naszej ziemi, naszego «majątku», jak żartobliwie nazywał swoje gospodarstwo”38. Charles P. Snow, angielski pisarz i eseista, który poznał Twardowskiego w Londynie, opisywał go jako „uczciwego człowieka, który twardo stąpał po ziemi, był wyjątkowo subtelny w emocjach, a zarazem silny i prosty w intelekcie”39. Mianowany redaktorem naczelnym przez Komitet Centralny, zdobył w Rosji sławę jako autor cyklu wierszy, których centralną postacią był szeregowy Wasyl Tiorkin, ludowy bohater i patriota kochający życie, kierujący się poczuciem obowiązku i koleżeństwa, nigdy nietracący determinacji i przeciwstawiający się śmierci rozumem i odwagą. Wiersze utkane ze scenek z życia Tiorkina czytało się jak komiks, łatwo zapamiętywało i opowiadało innym. Miały charakterystyczną melodię, jakby zostały napisane specjalnie po to, by recytować je podczas krótkich przerw w okopach.

Pośród oparów i trzasków jazgocącej propagandy, która zawsze towarzyszyła przeprowadzanym przez nas bombardowaniom, Twardowski zdołał napisać coś ponadczasowego, odważnego i nieskazitelnego. Pomógł mu w tym wyjątkowy zmysł proporcji, a być może wrażliwość i takt, nierzadkie pośród chłopów [...]. Choć nie mógł przekazać całej prawdy o wojnie, zawsze zatrzymywał się dosłownie milimetr od fałszu i nigdy nie przekroczył tej cienkiej granicy. Efekt okazał się cudem40

– pisał Aleksandr Sołżenicyn, który czytał wiersze o Tiorkinie w czasie wojny.

Twardowski po raz pierwszy usłyszał o Sołżenicynie w grudniu 1961 roku, kiedy ten nauczyciel z prowincjonalnego miasta Riazań przesłał do gazety „Nowyj mir” swoje opowiadanie Jeden dzień Iwana Denisowicza. Żeby je wydrukować, Twardowski poszedł prosto do Chruszczowa, którego głęboko poruszyła historia ciężko pracującego chłopa ze stalinowskiego gułagu, a ponieważ I sekretarz dostrzegł w niej uzasadnienie swego ataku na Stalina, zezwolił na druk. „Ten fakt – napisał Twardowski w swoim dzienniku – wydaje się mieć ogromne znaczenie nie tylko dla mojego życia codziennego, które moim zdaniem wywróci nogami; sądzę, że wywrze istotny wpływ na cały bieg życia literackiego”41. W przeciwieństwie do Sołżenicyna nie postrzegał Jednego dnia... jako opowieści o charakterze wywrotowym, traktował go jak prozę głęboko terapeutyczną, która mogła zmyć krew z rąk radzieckiego społeczeństwa.

Opowiadanie ukazało się w listopadzie 1962 roku i odegrało rolę nie mniej istotną od tajnego referatu Chruszczowa. Jego wyjątkowość nie wynikała z opisu gułagu, ale z doboru bohatera. Iwan Denisowicz nie był wynalazcą, artystą ani komunistą, lecz prostym rosyjskim chłopem: pracowitym, sumiennym i samodzielnym człowiekiem, ulepionym z tej samej gliny, co Tiorkin Twardowskiego. Obydwa te dzieła łączył wspólny temat: wola przetrwania, potęga życia i jego odporność na wszelkie przeciwności. Czy to w gułagu, czy w okopach w czasie wojny, życie w ujęciu biologicznym i artystycznym ma swoje prawa, których nie zdoła zdeptać nawet polityka. Zarówno Tiorkin, jak i Iwan Denisowicz byli strażnikami najlepszych cech, największych zalet rosyjskiego chłopa, niezależnie od tego, jak bardzo chciał je wymazać system. Sołżenicyn został zaproszony na Kreml na przyjęcie, a Chruszczow wzniósł za gościa toast, nazywając go Iwanem Denisowiczem. I chociaż sam uwolnił tysiące Iwanów Denisowiczów z gułagów, nie był gotów na to, by oddać w ich ręce władzę gospodarczą. Dopuszczał indywidualne myślenie, nie pozwalał jednak na indywidualne działania, własność prywatną i wolność gospodarczą. Jak pisał Aleksandr Jakowlew, Chruszczow nie śmiał naruszać ekonomicznych fundamentów socjalizmu. Otto Łacis, jeden z najbardziej szanowanych dziennikarzy ekonomicznych i orędowników pierestrojki, wspominał drakońskie kary nakładane w latach 50. i 60. na prywatnych właścicieli. Jego ojciec, stary bolszewik, został wyrzucony z KPZR za to, że własnymi rękoma i za własne pieniądze zbudował wiejską rezydencję, która nie spełniała surowych ograniczeń narzuconych przez partię. Nie wolno było posiadać prywatnych domów o powierzchni ponad sześćdziesięciu metrów kwadratowych, niezależnie od liczby mieszkających w nich osób, a prawo określało nawet dopuszczalną wysokość sufitów w piwnicach i zakazywało kominków w wiejskich daczach. „Władza dosłownie kazała ludziom pochylać karki: piwnice, w których można się w pełni wyprostować, zostały zabronione”42.