Rosja – kraj, w którym przyszłości nie przewidzisz - Magnuszewski Michał - ebook

Rosja – kraj, w którym przyszłości nie przewidzisz ebook

Magnuszewski Michał

0,0
27,00 zł

lub
Opis

Czy Rosja jest taka, jak kreują ją media, telewizja, stosunki dyplomatyczne i wizja jaką jesteśmy karmieni z różnych współczesnych wydarzeń? A może są dwie Rosje, jedna oficjalna, Państwowa z dwugłowym orłem w godle, a druga – to Rosja prostych ludzi, którzy – tak jak każdy człowiek ukryty w swoim Państwie – chcą żyć, śmiać się, kochać i czasem po prostu spotkać się ze znajomi i napić. A czy My zdajemy sobie z tego sprawę, że żyjąc tak blisko Wielkiej Rosji, mało o niej wiemy, a może po prostu nie chcemy za dużo wiedzieć.
Książka ta opowiada o perypetiach młodego człowieka, który o Rosji wiedział tyle, ile… Właśnie, ile? Przeczytajcie i przeżyjcie pięć miesięcy na południu Rosji oraz, podróżując po Kaukazie i odwiedzając Moskwę oraz San Petersburg, jadąc tam kilkanaście godzin najbardziej popularnym i dostępnym środkiem transportu „plackartem”. Co takiego może wydarzyć się każdego dnia? Czy życie tutaj jest proste i nudne, a może niebezpieczne, a może ekscytujące? Zapraszam do lektury.
Michał Magnuszewski

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 109

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Michał Magnuszewski

Rosja — tutaj przyszłości nie przewidzisz

Projekt okładki

Michał Bobrowski

Korekta

Katarzyna Olędzka

© Copyright by Michał Magnuszewski

ISBN 978-83-957628-1-9

Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora.

Kontakt:

www.rozpisani.pl

[email protected]

Przedsłowie

Tak jak pokazują wydarzenia współczesne i historyczne, Rosja to kraj, dzięki któremu nie można się nudzić. Kiedy byłem dzieckiem (urodziłem się w 1985 roku) i słyszałem rozmowy dorosłych o Rosji, zawsze myślałem, że to straszny kraj. Bałem się nawet o nim myśleć. Słabo znałem mapę świata, nie pamiętam zbyt dobrze wydarzeń sprzed 1990 roku, więc może dlatego, gdy podrosłem, nie bałem się jechać do Rosji i po niej podróżować. Gdybym urodził się kilka lat wcześniej, mogłoby się okazać, że nigdy bym się tam nie wybrał przez pełen bagaż doświadczeń, a jednak — stało się inaczej.

I co się stało? Pojechałem i co...? Zobaczyłem ten kraj z innej perspektywy. Był inny niż moja wizja z lat młodzieńczych. Rosja zawsze kojarzyła mi się z polityką. O matko! A tymczasem tu ludzie o politykę na goworim, a jak goworim, to zdanie jest jedno: wszyscy liczą się z głową państwa, niezależnie kto nią jest, ona ma zawsze rację. Zupełnie przeciwnie do nas, Polaków. Większość z nas żyje polityką — uwielbiamy debaty polityczne i ciągłe krytykowanie partii rządzących. A tu niespodzianka! W Rosji w politykę lepiej się nie mieszać. Rosjanie nie rozumieją, dlaczego cały świat ma do nich pretensję, że są agresorami i zrobili tyle złego, przecież nigdy nikogo nie atakowali. Oni tylko pomagali, wyzwalali. Jak nie Polaków po wojnie, to swoich towarzyszy, którzy zostali w innych krajach byłego Związku Radzieckiego. Co z tego, że już nie z paszportami obywateli Federacji Rosyjskiej, tylko republik, które zamieszkują. Zawsze uważa się, że ten, który jest wyzwalany, to Ruskij. I tu mała anegdotka. Kiedy pojawiliśmy się w Rosji, był to akurat czas po ataku Rosji na Gruzję. Oczywiście pytano nas, co o tym myślimy? Nie kryjąc oburzenia, powiedziałem, że Rosjanie dopuścili się napaści na inny kraj. Na mój nieprzemyślany komentarz nagle zareagowała Victoria — młoda, ładna, o międzynarodowym imieniu, bardzo sympatyczna i miła diewuszka. Widziałem, że gdy mnie słuchała, nagle zmieniła się jej fizjonomia — miła, uśmiechnięta dziewczyna stała się zła i skrzywiona. Powiedziała mi tak: „Misza, szto ty goworisz, tam ze byli naszi rebiata” (Michale, co ty mówisz, tam byli nasi). Postanowiłem nie kontynuować rozmowy. Udałem, że mam coś do pracy i wyszedłem z pomieszczenia, w którym przebywaliśmy. Jedno jest pewne, na terytorium byłego ZSRR wszędzie znajdą się „nasi” i ten argument może być użyty wielokrotnie. Trudno nie zgodzić się z nim, ale co narobili, to narobili. Czyżby to były tylko skutki uboczne tej pomocy? I dzisiaj, w czasie konfliktu Rosji z Ukrainą i zagarnięciem Krymu, przypominają mi się te słowa. Teraz też pomagamy, pomagamy swoim obywatelom... Ale o polityke chwatit.

Okazało się, że Rosja nie jest pełna stereotypów i obrazków, jakimi raczy się wciąż Europę — nie są one do końca prawdziwe. Kraj ten się zmienia, choć pozostaje wciąż hermetyczny. Jednak ta hermetyczność ma na celu trzymanie Rosji w szyku. Pozwolę sobie na małą dygresję związaną z moim zawodem. Jestem leśnikiem, a w lasach modnym słowem jest „bioróżnorodność”, czyli, mówiąc słowami zwyczajnego człowieka, pewne zróżnicowanie, bałagan, a może nawet rozgardiasz. Wydaje mi się, że gdyby zbadać bioróżnorodność tego państwa takimi wskaźnikami jakimi bada się las, byłyby one przekroczone w każdym wymiarze. Rosji nie można porównywać do krajów Europy. Jest ona niepowtarzalna i niepowtarzalnie „skonstruowana”, bo kontrasty to nierozłączna jej część. Rosja nie byłaby Rosją, gdyby te różnice nie przeplatały się z pierwiastkiem rzeczywistości. Jednym słowem, w tym kraju żyją ludzie weseli, ciepli, mili, gościnni, uczynni, z ambicjami i lubiący się napić, ale w chwili rozmowy o ojczyźnie z Rosjan wychodzi patriotyzm przez wielkie P. W tym patriotyzmie są jednak zbyt silni, zajadli, uznają tylko swoje argumenty i nie dopuszczają racji innych, przez co w chwili krytycznej lubią dać po mordzie. Jest to dość ciekawe zjawisko, gdyż Federacja Rosyjska składa się dziś z różnych narodowości i tę różnorodność widać na każdym kroku. Ci nie-Słowianie nie czują się tak Rosjanami jak czują się nimi sami Rosjanie. Czasem dało się od nich usłyszeć smutne słowo na matuszkę Rossije, czego nigdy nie dało się słyszeć od braci Słowian. Na końcu trzeba dodać, że Rosja to również kraj pięknych kobiet, na których mężczyzna nie jest w stanie nie patrzeć. Jednak z Rosjankami trzeba ostrożnie, bo bez maszyny (samochodu), choć na rowerze (mimo że zdrowiej) nie masz szans dojechać do ich serca. Ruble też rozmiękczają twarde kajdany trzymające gorące serca twardych Rosjanek. Jednak co ja mogę powiedzieć w tej kwestii jako obserwator... Mimo możliwości zostałem jednak patriotą z sercem otwartym dla Bożenki, mojej ówczesnej narzeczonej, a teraz żony.

Jednak trochę wstępu

Zawsze chciałem pisać, ale nigdy nie miałem do tego zapału, bo było więcej ciekawszych rzeczy do roboty. Jednak do spisywania wspomnień trochę widzianych w krzywym zwierciadle, a trochę przemyślanych zainspirował mnie podczas wyjazdu Łukasz, mój przyjaciel i kompan rosyjskich przygód. To on każdego wieczora wyjmował swój kajet oraz długopis i sporządzał krótkie sprawozdanie z każdego dnia. Nie myśląc długo, również zacząłem spisywać przeżyte historie, notować spostrzeżenia, obserwacje. Czasem, kiedy czytałem mojemu kompanowi to, co napisałem, wywoływałem u niego salwę śmiechu. Pomyślałem wówczas, że to musi być ciekawe. I to był kolejny krok, który poprowadził mnie w kierunku upublicznienia tych zapisków. Moje opowieści nie są tradycyjną podróżą przez Rosję, w których zawarte są historyczne wydarzenia. Jest to opis codziennego życia i perypetii z nim związanych z punktu widzenia młodego człowieka, w dodatku studenta, którego spojrzenie na ten kraj było dość świeże. W tym, co napisałem, brakuje ładu i składu, ale taka jest Rosja — rządzi się swoimi prawami i nie można jej wpisać w określony schemat.

Jest to kraj widziany moimi oczami i doświadczony przeżyciami podczas moich studiów na jednym z rosyjskich uniwersytetów. Następnie opisałem to, co leżało mi na duszy, bez korekty rzeczywistości, ale z komentarzem roztropności. Przedstawiam to wszystko poniżej, a nuż może ktoś wybierze się tam dzięki mojemu przekazowi. Jak to mówią Rosjanie: życzę Wam, drodzy Czytelnicy, wsjego dobrogo i sczasliwa! Może się nie zanudzicie...

Michał Magnuszewski

Dla moich synków Leosia i Frania, by poznali tatusiowe przygody i zawsze spotykali na swojej drodze dobrych ludzi.

Wasz tatuś

Rosja — kraj, w którym nie przewidzisz jutra, a jedyne czego jest się pewnym, to chwila teraźniejsza

„Rozumem Rosji nie pojąć

I naszą skalą nie zmierzyć

Rosja to inny wymiar

Rosję należy przeżyć”

Naśladowanie z Tintczewa

Pewnego dnia mój serdeczny przyjaciel podsunął mi pewien pomysł. Plan, który mógłby wydać się niejednemu dziwny lub też ktoś mógłby pomyśleć, że powstał przy niezdrowych zmysłach. Chodziło o wyjazd na studia do Rosji. Sytuacja klarowała się świetliście. Należało jedynie złożyć dokumenty do pewnego biura, a fakt, że byliśmy studentami, bardzo nam pomagał, gdyż należał nam się grant z Unii oraz przyjęcie przez partnerską uczelnię. Początkowo uważałem to za świetną myśl, ale z czasem rozum wziął górę nad młodzieńczą pasją. Zacząłem rozmyślać o mojej narzeczonej, naszej półrocznej rozłące i różnych innych sprawach, które były przeciw mojemu wyjazdowi. I tak to trwało...

Dokumenty na wyjazd złożyłem w ostatniej godzinie ostatniego dnia rekrutacji. Oczywiście samo złożenie papierów nie przesądzało o tym, że zakwalifikuję się na tę „wycieczkę”, ale było to już i tak niezłym posunięciem przy tak wielu wątpliwościach i rozterkach wynikających z kierowania się rozsądkiem. Jednak chciałbym zauważyć, że przy tego rodzaju ideach, rozsądek i realne myślenie warto zostawić w domu.

Po jakimś czasie, a dokładnie po pół roku oczekiwań — w lipcu w czasie malowania domu moich rodziców — gdy już zdążyłem zapomnieć o sytuacji, przyszedł na moją skrzynkę pocztową e-mail w języku rosyjskim. Zapraszano mnie do kraju z dwoma orłami w godle. Po jakimś czasie ktoś z biura współpracy z zagranicą na mojej uczelni zadzwonił i potwierdził informację o moim wyjeździe. Co prawda, mój przyszły kompan podróży Łukasz był w Szwecji, a wyprawa do Rosji miała się rozpocząć w lutym. Pomyślałem więc, że to szmat czasu i zdążę się jeszcze zastanowić. Jednak nie wiedziałem, w jakim jestem błędzie i jak ten czas szybko minie, by postawić mnie przed faktem dokonanym i przed samolotem linii Aerofłot, na którego pokładzie dają naprawdę świetne żarcie oraz niesamowicie ostrą musztardę. Nasza polska musztarda o nazwie „Rosyjska” nie umywa się ostrością do musztardy, która jest w Rosji. Ale do rzeczy! Wyjazd ten naprawdę zmienił moje nastawienie do tego kraju i trochę ukierunkował moją niedaleką przyszłość. Niektóre wydarzenia wspominam humorystycznie, ale w Rosji właśnie tak trzeba — nie przejmować się zbytnio i niekiedy paradoksalną rzeczywistość brać tak paradoksalnie, jaką jest sama.

Ja i mój wyjazd

W końcu nadszedł ten dzień: 1 lutego 2009 roku. Chciany czy też nie, ale nadszedł. W dniu tym miałem opuścić Warszawę oraz moją narzeczoną Bożenkę i ruszyć na podbój tego jakże hermetycznego państwa jakim jest Rosja. Jeszcze parę miesięcy temu budziłem się w nocy z zimnym potem na czole, a w moich myślach było tylko jedno: że to na szczęście jeszcze nie teraz, a moja ukochana śpi koło mnie i cichutko oddycha. Początkowo bardzo cieszyłem się na wieść o dostaniu się na europejski wyjazd Erasmus Mundus. Jednak w miarę upływu czasu coraz więcej o tym myślałem i z dnia na dzień coraz bardziej się wahałem. Na szczęście namowy moich bliskich spowodowały, że odważyłem się wyjechać. Przed wyjazdem miałem do załatwienia sporo spraw — wszystkie formalności związane z dostaniem wizy, musiałem odwiedzić kilkukrotnie Wydział Konsularny Federacji Rosyjskiej w Warszawie, co już było przedsmakiem wyjazdu, założyć konto bankowe, które miało działać w Rosji, oraz zaliczyć sesję na uczelni. Czas poprzedzający wyjazd był bardzo gorący, ale udało się i po wszystkich zaliczeniach oraz rozliczeniach nadszedł ten dzień. Nie znając wyników egzaminów, wyleciałem do Stawropola i już po przylocie sprawdzałem wyniki sesji. Posunięcie było odważne, ale zawsze miałem plan B, którego na szczęście nie musiałem wprowadzać w życie.

Pamiętam, że tuż po przyjeździe do Stawropola i zakwaterowaniu w akademiku poczułem strach i zacząłem myśleć, czy to odwaga, czy też głupota mnie tu przywiodła.

Na pokładzie boeinga linii lotniczych Aerofłot zostaliśmy przywitani ciepłym dobryj wieczer przez panie stewardessy, które wskazały nam nasze miejsca. W czasie lotu było normalno, przygoda zaczęła się natomiast po zejściu z pokładu. Z Warszawy wylatywaliśmy o 20.00, lecieliśmy dwie godziny, co przy przesunięciu czasu w Moskwie o dwie godziny spowodowało, że byliśmy na lotnisku o północy. Była to zmiana czasu, która musiała wywołać w nas szok lub jakiegoś rodzaju otumanienie, bo wszystko odbywało się jak we mgle.

Kiedy wyszliśmy z samolotu, pomyliliśmy bramki i szukaliśmy wyjścia wokół aeroportu. Błąkaliśmy się, aż w końcu zaczepiliśmy panią, która wskazała nam drogę. Niestety okazała się ona być niewłaściwą. Może stało się tak, ponieważ Łukasz, mój kompan podróży, zapytał o drogę po angielsku, a nie jak przystało po rosyjsku. Później okazało się, że większość Rosjan słabo mówi po angielsku, a tłumaczą to brakiem w ich języku czasownika „to be”, co utrudnia naukę.

W czasie naszych perypetii pomyślałem, że jednak nie był to dobry pomysł, aby wylatywać o takiej porze, bo tu był środek nocy. Jednak było już za późno. Uniesieni jurnością i męstwem nie słuchaliśmy komentarzy w samolocie i na lotnisku, nie wyszliśmy więc za tłumem, tylko skręciliśmy w drugi korytarz i w ten sposób rozpoczęliśmy nocną podróż po lotnisku Szeremietiewo. Zanim znaleźliśmy bramki i wyszliśmy z lotniska, minęło dobre pół godziny. Gdy już przed nami znalazła się bramka odprawy, rozpoczęła się na dobre nasza rosyjska przygoda...

Moskwa — nasze pierwsze spotkanie

Lot na lotnisko Moskwa-Szeremietiewo i pierwsze emocje

Jedyne, co zapamiętałem z lotniska, to to, że w końcu znaleźliśmy bramki, gdzie mogliśmy się odmeldować. Jednak przeprawa przez lotnisko i kontrola paszportowa nie przeszły gładko — pech chciał, że byłem w posiadaniu starego paszportu i starego zdjęcia, być może którego wzoru Rosjanie nie znali, więc został on sprawdzony dogłębnie. Pani w okienku zadawała mi pytania: czy pierwszy raz jestem w Rosji, czy jestem obywatelem Polski. Następnie mój paszport został przejęty przez milicjanta, który zaczął mi zadawać inne pytania, między innymi jak mam na imię i nazwisko, gdzie został wydany paszport i w jakim województwie. Po kilkunastu minutach stresu zostały mi wbite pieczątki do karteczki registrancji innostrańców (rejestracji obcokrajowców), paszportu oraz na wizie. Od tego momentu mogliśmy wkroczyć do Rosji. Jednak jeszcze nie był to koniec naszej lotniskowej przygody. Minęło parę sekund i okazało się, że nie ma naszych bagaży. Na szczęście pod wpływem adrenaliny znaleźliśmy biuro firmy Aerofłot, w którym pracowały, jak się po czasie dowiedzieliśmy, bardzo miłe panie — to właśnie wtedy miałem okazję wykazać się znajomością języka rosyjskiego, kiedy opisałem im naszą sytuację. Na szczęście kobiety wydały nam druki do wypełnienia i posłały z nami dziewczynę z biura, żebyśmy się nie poterali (zgubili). Odzyskaliśmy bagaże, więc teraz pozostało nam tylko czekać do rana na autobus Aerofłot, który miał nas zawieźć na pierwszy terminal, byśmy kontynuowali naszą podróż na stawropolską uczelnię. Pocieszałem się tylko myślą, że jeśli coś się źle zaczyna, to może się dobrze zakończyć...

Lotnisko Moskwa-Szeremietiewo — czekamy na transfer

Szeremietiewo-I

W