Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Romans w Amsterdamie - Lynne Graham

 

Holenderski milioner Angelo van Zaal chce adoptować małą bratanicę. O opiekę nad dziewczynką ubiega się też jej ciotka, piękna Angielka Flora Bennet. Angelo nie ma o niej dobrego zdania. Zna z prasy skandaliczną historię jej romansu z byłym szefem. Niestety, wbrew wszystkiemu, Flora robi na nim ogromne wrażenie, co komplikuje jego plany…

Opinie o ebooku Romans w Amsterdamie - Lynne Graham

Fragment ebooka Romans w Amsterdamie - Lynne Graham

Lynne Graham

Romans w Amsterdamie

Tłumaczenie: Janusz Maćczak

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Angelo van Zaal przyjrzał się uważnie dziewięciomiesięcznemu dziecku, które przyniosła mu pielęgniarka. Złotowłosa dziewczynka o wielkich fiołkowych oczach uśmiechnęła się do niego z niewinną ufnością. Tylko ciemny siniec i zadrapanie na policzku świadczyły o tym, że cudem ocalała w dziecięcym foteliku z wypadku samochodowego, w którym zginęli jej rodzice. Na myśl o tym Angelowi ścisnęło się serce.

– Podobno nie jest pan krewnym Mariski – zagadnęła stojąca obok niego lekarka.

– Jej ojciec Willem był moim przyrodnim bratem, ale traktowałem go jak rodzonego. Dlatego chcę adoptować Mariskę – wyjaśnił Angelo z precyzją, z jakiej słynął w świecie biznesu. – Jeszcze przed jej narodzinami robiłem wszystko, co w mojej mocy, by wesprzeć Willema i jego żonę Julie. Żałuję tylko, że to nie wystarczyło – dodał z cierpkim grymasem, bo wiedział, że personel medyczny szybko odkryje, w jakim stanie byli przed wypadkiem rodzice dziewczynki. Dobrze przynajmniej, że ta wstrętna prawda nie przeciekła do prasy.

Lekarka zerknęła na Angela van Zaala i uznała, że jest nadzwyczaj przystojnym mężczyzną. Ten oszałamiająco bogaty potentat przemysłu stalowego udzielał się hojnie w dziedzinie filantropii, zarazem jednak w interesach odznaczał się twardą bezwzględnością. Według tabloidów, w czasie wolnym od pracy zabawiał się z licznymi modelkami z całego świata. Kruczoczarne włosy i śniadą cerę odziedziczył po matce Hiszpance, natomiast po holenderskim ojcu miał jasnoniebieskie oczy o intensywnym wyrazie. Wysoki i harmonijnie zbudowany, przyciągał spojrzenia pielęgniarek i pacjentek, gdy wraz z lekarką szedł szpitalnym korytarzem do oddziału dziecięcego. O ile wiedziała, wciąż jeszcze był kawalerem.

– Do szpitala kilkakrotnie dzwoniła Flora Bennett, dowiadując się o stan zdrowia Mariski – oznajmiła. – Rozumiem, że to starsza siostra Julie.

Z pamięci Angela wypłynął obraz szmaragdowych oczu, białej cery i pełnych warg Flory. Ta wysoka, rudowłosa, energiczna kobieta posiadała zmysłowy urok, który przyciągał nieostrożnych i niedoświadczonych mężczyzn. Nie po raz pierwszy z irytacją odepchnął od siebie tę myśl i sprecyzował:

– Przyrodnia siostra. Miały wspólnego ojca.

Mógłby powiedzieć o wiele więcej, lecz nie chciał zdradzić się ze swą wrogością wobec tej drugiej gałęzi rodziny Mariski. Polecił sprawdzić Julie Bennett i jej powiązania, kiedy zaszła w ciążę i Willem zdecydował się ją poślubić. Jego poważne zastrzeżenia wobec tej Angielki niestety okazały się prorocze.

Angelo był przekonany, że gdyby nie nałogi Julie, Willem nadal by żył. A z tego, czego dowiedział się wówczas o jej starszej siostrze, wnosił, że jej również nie można ufać. Kilka lat temu w swoim miejscu pracy usiłowała poprzez wstrętną manipulację wzbogacić się i awansować. Wprawdzie urodą i osobowością przewyższała swą dość pospolitą przyrodnią siostrę, lecz okazała się naciągaczką, dlatego Angelo zamierzał uczynić wszystko, by uchronić Mariskę przed jej wpływem. Na szczęście dziewczynka odziedziczyła fundusz powierniczy swego ojca, zanim zdołał go roztrwonić, więc w przyszłości będzie bogata.

Angelo zacisnął usta. Trzymając Mariskę w ramionach, pomyślał, że skoro nie zdołał uratować Willema przed jego demonami, musi przynajmniej uchronić jego córkę przed podzieleniem losu lekkomyślnych rodziców, zwłaszcza że przyznano mu prawo do tymczasowej opieki nad nią.

Lekarka odchrząknęła.

– Czy zamierza się pan ożenić? – spytała, nie potrafiąc zapanować nad ciekawością, i natychmiast oblała się rumieńcem.

Angelo był zbyt wytrawnym graczem, by zdradzić napięcie, które go ogarnęło.

– To możliwe – odrzekł. – W związku z dzieckiem muszę przemyśleć jeszcze wiele kwestii.

Lekarka skonstatowała z aprobatą, że jest świadomy tego, że mógłby nie podołać samotnemu wychowaniu dziewczynki. Wydał jej się nieco chłodny, ale rozsądny i godny zaufania. Wielu mężczyzn na jego miejscu po prostu pozbyłoby się problemu. On jednak tak nie postąpił i sprawiał wrażenie odpowiedniego opiekuna dla bezbronnego dziecka.

Flora siedziała sztywno w taksówce wiozącej ją z lotniska Schipol. Całą podróż do Amsterdamu zorganizowano bez jej udziału i chociaż dzięki temu przebiegła sprawniej, Flora nie tylko nie była za to wdzięczna, ale czuła się spięta i zdenerwowana.

Była wysoką, smukłą pięknością, lecz sama nigdy tak o sobie nie myślała. Od dzieciństwa wzrastała w przekonaniu, że jest za duża i niezdarna, zwłaszcza że matka często jej to wytykała.

Długie do ramion kasztanowe włosy miała związane czarną wstążką, a jej jasnozielone oczy były zaczerwienione od płaczu po stracie siostry.

Skrzywiła się na myśl, że niebawem będzie musiała podziękować Angelowi za zorganizowanie jej wyjazdu do Amsterdamu na podwójny pogrzeb. Nie znosiła tego opanowanego, powściągliwego mężczyzny posiadającego majątek, władzę i rozległe wpływy, którego słowo było rozkazem dla rodziny i pracowników. Flora nie lubiła, by nią komenderowano. Obecnie, prowadząc pensjonat, musiała jednak do tego przywyknąć. Nauczyła się hamować złość i ignorować arogancję kapryśnych gości.

Przypomniała sobie z goryczą, że Angelo nie raczył nawet osobiście zatelefonować do niej z wiadomością o tragicznej śmierci jej siostry i swojego przyrodniego brata w wypadku samochodowym, tylko zlecił to prawnikowi. Zachował się z charakterystycznym dla siebie chłodem i rezerwą.

Lecz musiała w duchu przyznać, że jej niechęć do Angela wynika przede wszystkim z faktu, że już od pierwszego wejrzenia zadurzyła się w nim jak egzaltowana nastolatka. Nawet teraz zaczerwieniła się na to wspomnienie, choć od ich pierwszego spotkania minęło półtora roku i wiedziała, że mężczyzna taki jak on nie zwróciłby na nią uwagi.

Był bez wątpienia oszałamiająco przystojny i na myśl, że wkrótce go zobaczy, mimo woli czuła dreszcz rozkosznego oczekiwania. Jednocześnie zirytowało ją, że po swych niefortunnych doświadczeniach z mężczyznami nadal ulega tej bezsensownej zmysłowej reakcji. Świadomość, że pociąga ją człowiek, którego nawet nie lubi, zszokowała i rozgniewała Florę. Za nic w świecie nie zdradziłaby się przed Angelem, że ma do niego słabość.

Nie zamierzała też pozwolić mu na uzyskanie wyłącznej opieki nad jej siostrzenicą. Była zdecydowana walczyć o prawo zabrania Mariski ze sobą z powrotem do Anglii i wychowania jako swojej córki. Na jakiej podstawie Angelo z góry założył, że będzie najodpowiedniejszym opiekunem dla małej dziewczynki?

Miała przecież wygodny dom z ogrodem w angielskim miasteczku Charlbury St Helens i posiadała kwalifikacje do opieki nad dziećmi, mogła zatem zapewnić siostrzenicy doskonałe warunki, a przede wszystkim otoczyć ją troską i serdeczną czułością. Obecnie prowadziła świetnie prosperujący pensjonat, lecz w razie potrzeby może zawiesić jego działalność do czasu, aż Mariska osiągnie wiek szkolny. Finansowo mogłaby sobie na to pozwolić, bo miała na koncie w banku okrągłą sumkę. Choć wolałaby nie pamiętać, skąd pochodzą te pieniądze i w jaki sposób je zdobyła.

Odsunęła od siebie te kłopotliwe wspomnienia z okresu, gdy mieszkała i pracowała w mieście, zanim odziedziczyła dom po ciotecznej babce, i natychmiast ponownie ogarnął ją bolesny żal po stracie siostry. Rzadko widywała Julie, odkąd ta przeniosła się do Holandii. Jedynie raz odwiedziła ją i Willema w Amsterdamie i wyczuła, że oboje wolą być gośćmi niż gospodarzami.

Flora dorastała jako jedyne dziecko rodziców, którzy nie byli ze sobą szczęśliwi. Pamiętała z dzieciństwa ich kłótnie. Ojciec był niepoprawnym kobieciarzem i matka, szlochając, powtarzała często małej Florze, że opuściłaby go, gdyby tylko mogła sobie na to pozwolić finansowo. Dlatego zadbała o staranne wykształcenie córki, tak aby ta w przyszłości znalazła dobrze płatną pracę i nie musiała materialnie uzależnić się od męża.

Rodzice Flory rozwiedli się, kiedy studiowała na uniwersytecie. Dopiero wtedy odkryła wstrząśnięta, że ojciec od dawna miał drugą rodzinę mieszkającą w odległości zaledwie kilku przecznic. Niemal tuż po ślubie nawiązał romans z przyszłą matką Julie, Sarah. Ożenił się z nią zaraz po rozwodzie i wywołał rodzinny skandal, nalegając, by obydwie jego córki poznały się nawzajem. Nawet gdy to drugie małżeństwo też się rozpadło z powodu niewierności męża, Flora i Julie utrzymały ze sobą kontakt. Po śmierci Sarah Julie rozpoczęła naukę w college’u i wprowadziła się do mieszkania Flory w Londynie. W ciągu następnych dwóch lat, gdy w zawodowym i osobistym życiu Flory zapanował zamęt, siostry bardzo się do siebie zbliżyły.

W oczach Flory znów zakręciły się łzy, gdy przypomniała sobie Julie – drobną, pełną życia, gadatliwą blondynkę. Kilka miesięcy po poznaniu Willema, przystojnego młodego Holendra, który przed studiami zrobił sobie rok przerwy i pracował w Londynie, Julie porzuciła college i zamieszkała z nim na barce w Amsterdamie, ignorując ostrzeżenia starszej siostry. Po kilku tygodniach oznajmiła, że jest w ciąży, i oboje dość pospiesznie zawarli związek małżeński.

Angelo opłacił ślub i niewielkie przyjęcie weselne w Londynie. Tamtego dnia Flora go poznała, lecz chłodna rezerwa szwagra nie zrobiła na niej najlepszego wrażenia.

– Angelo uważa mnie za zbyt pospolitą i nie dość wykształconą – oznajmiła Julie. – Willem czuje przed nim wielki respekt, bo nigdy nie udało mu się spełnić oczekiwań starszego brata.

Angelo nawet nie próbował udawać aprobaty dla tego związku.

– Są zbyt młodzi i niedojrzali, by zostać rodzicami. To katastrofa – orzekł tuż po ceremonii ślubnej, spoglądając na Florę lodowatym wzrokiem.

– Trochę już za późno na takie stwierdzenie – odparła Flora, z natury bardziej optymistyczna. – Na szczęście szczerze się kochają i będą mieli fundusz powierniczy Willema.

Śniada twarz Angela stężała.

– Willem jeszcze przez trzy lata nie będzie mógł dysponować tym funduszem.

Flora zbladła. Żałowała, że nie trzymała języka za zębami. Z pogardliwej miny Angela wywnioskowała, że według niego wtrąca się w nie swoje sprawy.

– Przecież Julie spodziewa się dziecka – rzekła z zakłopotaniem. – Jak sądzę, oboje mają nadzieję, że w tej sytuacji będą mogli skorzystać z tych pieniędzy...

– To byłoby szaleństwo. Nigdy na to nie pozwolę – oświadczył apodyktycznym tonem. – Oboje będą musieli zarobić na życie, choć twoja siostra najwyraźniej liczyła na coś innego.

Flora żachnęła się na tę insynuację, że Julie poślubiła Willema z pobudek materialnych.

– Oczywiście, że chętnie podejmie pracę.

– Przy jej braku kwalifikacji może wykonywać tylko najprostsze fizyczne roboty – zauważył sucho. – A Willem musi ukończyć studia handlowe, by mieć szansę na dobrze płatną posadę.

Ostatecznie fundusz powierniczy pozostał nietknięty, lecz wskutek tego spełniły się najgorsze obawy Flory: Willem porzucił studia, by poszukać zatrudnienia, gdy zaawansowana ciąża nie pozwalała już Julie pracować. Flora obwiniała Angela o to, że względy finansowe postawił ponad dobro rodziny.

Taksówkarz zaczekał, aż Flora zamelduje się w hotelu, a potem zawiózł ją do domu pogrzebowego. W drodze opadły ją obawy przed zbliżającym się spotkaniem z Angelem. Natychmiast dostrzegła go pośród tłumu żałobników i serce zabiło jej mocniej. Zaczerwieniła się zawstydzona i odwróciła wzrok.

Angelo podszedł do niej i z nienaganną uprzejmością złożył konwencjonalne kondolencje, a potem oprowadził ją po sali, by poznała kilku krewnych Willema. Jego bliskość sprawiła, że Florze zaparło dech w piersi. Znienawidziła go za władzę, jaką zdobył nad jej zmysłami, odkąd go poznała. Zarazem musiała użyć całej siły woli, by oprzeć się jego męskiemu urokowi. Żaden mężczyzna – nawet ten, którego niegdyś zamierzała poślubić – nie wywarł na niej równie potężnego wrażenia.

W istocie, seks nigdy jej nie fascynował i wobec mężczyzn zachowywała zawsze trzeźwą rezerwę. Niegdyś mocno ucierpiała wskutek brutalnego napastowania w miejscu pracy. A odkrycie w sobie silnego pociągu do Angela van Zaala, którego nawet nie darzyła sympatią, uczyniło ją jeszcze bardziej ostrożną i niechętną wobec sfery erotycznej.

– Jak się czuje Mariska? – zagadnęła go.

– Dzieci są odporne – odrzekł. – Dziś rano przy śniadaniu była wesoła i uśmiechnięta.

– Zdążyłeś ją dzisiaj tak wcześnie zobaczyć w szpitalu? – spytała zdziwiona, że znalazł na to czas w drodze na pogrzeb.

Angelo obrzucił ją spokojnym taksującym spojrzeniem. Poczuła zmysłowy dreszcz, zarumieniła się i wbiła wzrok w węzeł jego jedwabnego krawata.

– Mariska nie przebywa już w szpitalu – oznajmił. – Wczoraj oddano ją pod moją opiekę.

– Bardzo szybko to załatwiłeś – stwierdziła zaskoczona Flora. – Kto się nią teraz zajmuje?

– Jej niania. Mariska ją zna, Anke opiekowała się nią już od kilku miesięcy.

– Willema i Julie stać było na zatrudnianie niani? – spytała Flora ze zdziwieniem, znała bowiem finansowe problemy siostry i szwagra.

– Ja pokrywałem koszty – rzucił krótko Angelo, wyraźnie ucinając dalszą rozmowę na ten temat.

– To bardzo szlachetne z twojej strony. Podobnie jak opłacenie mojej podróży. Jednak to nie było konieczne. Nie zostanę długo w Amsterdamie i chciałbym spędzić cały ten czas z moją siostrzenicą.

– Naturalnie. Po ceremonii pogrzebowej zapraszam wszystkich do siebie na kawę i tam ją zobaczysz.

Flora z ulgą skinęła głową. Ujęło ją, że wbrew jej obawom Angelo nie stara się utrudnić kontaktu z Mariską.

– Powinnam wspomnieć o jeszcze jednej kwestii... – Zawahała się, lecz po chwili podjęła, chcąc postawić sprawę jasno: – Mam jutro spotkanie z adwokatem, a potem z przedstawicielem opieki społecznej. Zamierzam wystąpić o adopcję Mariski.

Wydało jej się, że przez moment dostrzegła w jego oczach twardy, zimny błysk. Musiało to być złudzenie, bo po prostu skinął głową i odrzekł:

– Oczywiście, masz do tego prawo.

Podczas krótkiej, wzruszającej ceremonii pogrzebowej Flora popłakała się na myśl o przedwczesnej tragicznej śmierci tych dwojga młodych ludzi. Oprócz Mariski nie miała żadnych innych żyjących krewnych. Czuła się samotna, zwłaszcza że jej najlepsza przyjaciółka Jemima niedawno powróciła do męża do Hiszpanii.

Po pogrzebie ciotka i wuj Willema podwieźli ją do domu Angela – imponującej zabytkowej rezydencji. Julie opisała ją kiedyś Florze tylko trochę przesadnie jako wręcz pałac. Wnętrze tej budowli, która od wielu pokoleń należała do rodziny van Zaal, utrzymane było w tradycyjnym stylu: wypolerowane parkiety, lśniące stare meble, a na ścianach wspaniałe malowidła.

W eleganckim salonie gosposia o imieniu Therese podała gościom kawę.

Rozmawiając o interesach z partnerami biznesowymi, Angelo zerkał ukradkiem na Florę. Jej oczy nadal błyszczały od łez i wyraźnie targały nią gwałtowne mroczne emocje. Zawsze unikał kobiet takich jak ona. Ostatnio widział ją rok temu. Obecnie miała dłuższe włosy; wyobraził sobie, jak wyglądałyby rozrzucone na poduszce, i nieoczekiwanie poczuł podniecenie. Zirytowało go, że widok Flory Bennett budzi w nim takie nieproszone erotyczne fantazje.

Coś w niej nieodparcie go pociągało i, podobnie jak przy ich pierwszym spotkaniu, musiał użyć całej siły woli, by stłumić nagły przypływ pożądania. Nade wszystko cenił opanowanie i trzeźwy rozsądek, a od siebie wymagał zawsze o wiele więcej niż od innych. Ostatecznie nikt lepiej od niego nie wiedział, czym grozi romans z niewłaściwą kobietą, toteż nie zamierzał podejmować tego ryzyka.

Flora oderwała wzrok od świetnego obrazu przedstawiającego grupę rumianolicych członków jego rodziny. Pomyślała, że Angelo ze swymi wyrazistymi urodziwymi rysami przypominałby przy nich wspaniałego mrocznego anioła zemsty. Odwróciła się i napotkała jego płonące spojrzenie. Przebiegł ją gorący zmysłowy prąd o niemal bolesnej intensywności. Z pełną furii determinacją stłumiła tę fizyczną reakcję, zacisnęła usta i podeszła o niego.

Angelo skinieniem głowy przywołał gospodynię i zwrócił się do Flory:

– Teraz Therese zaprowadzi cię na piętro do Mariski.

Florze przedstawiono czarnowłosą nianię Anke, lecz ona wpatrywała się tylko w siostrzenicę. Mariska siedziała w dziecięcym foteliku i bawiła się zabawkami. Była uderzająco podobna do Julie. Flora ze łzami w oczach uklękła obok dziewczynki, głęboko żałując, że jest dla niej niemal obcą osobą.

Mariska przyjrzała jej się wielkimi błękitnymi oczami i zaśmiała się, gdy ciotka połaskotała ją w pulchną rączkę. Po chwili dziewczynka już radośnie bawiła się z Florą, którą to trochę pocieszyło po smutnych i przygnębiających wydarzeniach minionego tygodnia. Kiedy Mariska zrobiła się senna, Flora spojrzała na zegarek i zdziwiła się, jak szybko upłynął czas z siostrzenicą. Zeszła po schodach i zobaczyła Angela w holu. Jego krótko ostrzyżone czarne włosy lśniły w świetle lamp. Miał profil greckiego boga. I niewątpliwie takież ciało, przemknęła jej przez głowę niesforna myśl.

– Czy mogłabym jutro po południu zwiedzić barkę, na której mieszkali Willem i Julie? – spytała z napięciem.

– Tak. Obecnie ekipa sprzątaczy porządkuje ją przed zwróceniem właścicielowi – odrzekł. – Może znajdziesz jakieś rzeczy siostry, które zechcesz zabrać.

Flora pomyślała ze ściśniętym sercem, że zapewne nie ma ich tam zbyt wiele. Zmusiła się do uśmiechu przez łzy, pożegnała się i wyszła.

Obserwując ją przez okno, Angelo pomyślał, że zachował się okropnie. Flora dopiero co pochowała siostrę i szwagra i znalazła się w obcym mieście, a mimo to pozwolił, by wróciła spędzić samotnie wieczór w hotelu. Mocno zacisnął szczęki. Spostrzegł, że Flora ma wspaniałe nogi. Wyobraził sobie, jak by je pieścił, i zalała go gwałtowna fala pożądania. Z sykiem wypuścił powietrze z płuc. Wiedział, że nie mógłby sobie ufać, gdyby zaprosił ją na kolację, toteż zrezygnował z tego pomysłu.

W pokoju hotelowym Florę opadło znużenie po stresujących przeżyciach. Zrzuciła pantofle, położyła się na łóżku i niemal natychmiast zasnęła. Obudził ją cichy dzwonek telefonu.

– Mówi Angelo – odezwał się w słuchawce głęboki głos. – Jadłaś już kolację? Jeśli nie, z przyjemnością zaproszę cię do restauracji.

Florę przebiegł rozkoszny dreszcz. Jednak nie mogła przyjąć tej propozycji.

– Dziękuję, ale już jadłam – skłamała bez wahania. – Niemniej to uprzejme z twojej strony.

– Wcale nie zamierzałem być uprzejmy – odparł ostro.

– Och... – wymamrotała i zamilkła z pustką w głowie.

Angelo przerwał ciszę, rzucając chłodne „Dobranoc”, i rozłączył się.

Wiedziała, że jej nie lubi, więc czemu, u licha, wystąpił z tym zaproszeniem? Czyżby jej współczuł? Poczuła irytację, bo nigdy nie szukała u mężczyzn pociechy.

Zamówiła do pokoju przekąskę i wzięła szybki prysznic. Zjadła, siedząc po turecku na łóżku. Była z siebie dumna, że odmówiła Angelowi, chociaż, prawdę mówiąc, uczyniła to raczej z powodu paniki i zaskoczenia. Poza tym oprócz żakietu, w którym była na pogrzebie, nie miałaby co na siebie włożyć. Nie potrafiła sobie wyobrazić siebie w eleganckiej restauracji z Angelem. Julie pokazała jej kiedyś w ilustrowanym magazynie zdjęcia kilku jego przyjaciółek – pięknych, wytwornie ubranych kobiet, równie jak on wyrafinowanych i chłodnych.

Mimo to nie potrafiła przestać o nim myśleć i dopiero późno w nocy zdołała ponownie usnąć.

ROZDZIAŁ DRUGI