Wydawca: Videograf Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 232 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Roman Polański. Gorzkie szczęście - Jan Kochańczyk

Nowe, uaktualnione wydanie książki o wybitnym artyście światowego kina, którego życie mogłoby posłużyć za kanwę scenariusza filmowego. Autor opisuje losy Romana Polańskiego od traumatycznego dzieciństwa w czasie wojny, poprzez edukację artystyczną w peerelowskiej Polsce, pierwsze sukcesy na Zachodzie, pełen dramatyzmu okres amerykański, po wydarzenia ostatnich miesięcy związane z aferą obyczajową. Równolegle przedstawia punkty zwrotne w karierze reżysera i okoliczności powstania jego najważniejszych dzieł. Burzliwe życie twórcy Pianisty i wielu kultowych filmów naznaczyły ucieczki przed niezwykle groźnymi sytuacjami, wielkie miłości i wielkie zdrady, pasmo sukcesów i nagród, a równocześnie ciągnące się za artystą zmory przeszłości.

Opinie o ebooku Roman Polański. Gorzkie szczęście - Jan Kochańczyk

Fragment ebooka Roman Polański. Gorzkie szczęście - Jan Kochańczyk

Redakcja

Anna Seweryn-Sakiewicz

Redakcja techniczna, skład, łamanie oraz opracowanie wersji elektronicznej

Grzegorz Bociek

Korekta

Urszula Bańcerek

Zdjęcie na okładce

© EdStock/iStock

Fotografie i ilustracje wykorzystane w książce

© Wikimedia Commons: Aldrik, Georges Biard, Paweł Cieśla, Zadi Diaz, Lepicier, MDCarchives, Rita Molnár,Muu-karhu,nicogenin, Capetan Nikolios, Cezary Piwowarski, Proffesor Bob, Tomasz Przechlewski, José Antonio Redondo, Franz Richter, Tony Shek, Gage Skidmore, Sławek, Starlight, Olivier Strecker, Olivia Wieters, zff2012, Zil

Wydanie I, Chorzów 2014

Wydawca: Wydawnictwa Videograf SA

41-500 Chorzów, Aleja Harcerska 3c

tel. 32-348-31-33, 32-348-31-35

fax 32-348-31-25

office@videograf.pl

www.videograf.pl

Dystrybucja wersji drukowanej: DICTUM Sp. zo.o.

01-942 Warszawa, ul. Kabaretowa 21

tel. 22-663-98-13, fax 22-663-98-12

dystrybucja@dictum.pl

www.dictum.pl

tekst © by Jan Kochańczyk

© Wydawnictwa Videograf SA, Chorzów 2013

ISBN 978-83-7835-278-5

Od autora

Obszerne fragmenty tej pracy ukazały się po raz pierwszy w książce Ścigany Roman Polański Andrzeja Bątkiewicza (BZiW Bronisław Spadek, Katowice 2006).

W roku 2012 ukazała się wersja elektroniczna: Roman Polański i jego sztuka przetrwania (Wydawnictwo e-bookowo).

Obecne wydanie książki o twórcy Pianisty i Wenus w futrze opisuje losy Romana Polańskiego do połowy roku 2013.

Część pierwsza. Życie i sztuka

Kraków i dziecko wojny

Koszmarne dziecięce przeżycia kształtowały człowieka i artystę.

Od grudnia 1939 roku rodzina przyszłego sławnego reżysera musiała nosić białe opaski z nadrukowaną niebieską gwiazdą. Potem chłopca rozłączono z rodziną. Nauczono go ukrywać się na widok każdego niemieckiego munduru. Wkrótce matka zniknęła. Nikt jeszcze nie zdawał sobie sprawy z grozy słowa „Oświęcim”. W połowie 1941 roku było już jednak jasne, co oznacza słowo „getto”. Wtedy nawet sześcioletnie dzieci wiedziały dobrze, co to jest „łapanka” i nie dziwiły się, że najbliżsi krewni czy znajomi nagle przestają istnieć.

Roman, wychowany w żydowskiej, ateistycznej rodzinie, nie wyglądał na Żyda. Żeby chronić chłopca, rodzice oddali go do polskiej rodziny Wilków, zamieszkałej poza gettem, na „przechowanie”. Roman często wracał stamtąd do getta. Od reszty miasta w niektórych miejscach oddzielały dzielnicę żydowską tylko druty kolczaste. „Jak pamiętam, odstępy między drutami wynosiły mniej więcej 20–25 centymetrów w pionie, a w poziomie były gęstsze, 8–10 centymetrów. Ale my byliśmy mali! Rozpychaliśmy druty i czołgaliśmy się pod tym najniżej położonym. Wcześniej rozgrzebywaliśmy pod nimi ziemię, żeby otwór był większy” – opowiadał po latach Polański. Chłopiec wracał do getta, bo byli tam jego rodzice, przyjaciele, całe jego życie. Niepokoił się o bliskich, bo w wieku 8–9 lat wiedział już dobrze, co znaczy słowo „wywózka”. Jego ojcu i przyjaciołom przez cały czas pierwszych okupacyjnych miesięcy groziła wywózka do obozu koncentracyjnego.

Pewnego razu znowu udało mu się dostać do getta. „Był gorący, słoneczny dzień, na ulicach nie widziałem żywej duszy – pisze w swoich wspomnieniach Roman Polański. – Cała okolica opustoszała. Tylko dwóch uzbrojonych esesmanów przechadzało się spokojnie w oddali po drugiej stronie drutów kolczastych. Dookoła panowała złowieszcza cisza. Przez śmierdzący korytarz wpadłem do naszego pokoju. W domu nie było nikogo”.

* * *

Sześciolatek błąkał się po ulicach Krakowa, potem ukrywał na wsi. Zanim dowiedział się, że matka zginęła w Oświęcimiu, a ojciec zdołał się cudem uratować w Mauthausen, dzieciak poznał już tajemnice walki o byt, podstępne pułapki świata, ogrom ludzkiego piekła. Niewiele czasu trzeba było, aby opanować strategię przetrwania w misternie skonstruowanej, ale nie zawsze precyzyjnej machinie zła.

Niedawno Roman Polański powiedział w jednym z wywiadów: „Trzeba się przyzwyczaić, że to, co się wydaje z betonu, może się rozlecieć w parę sekund. Życie, które prowadzimy, takie pewne, takie stabilne, jest tylko złudzeniem. W każdej chwili może się rozlecieć”. Mówił to człowiek blisko osiemdziesięcioletni, który wszelako poznał dobrze te prawdy już jako siedmiolatek. Wstrząsające przeżycia dziecięcych lat pozostawiły niezatarte piętno na twórczości i burzliwej drodze życiowej przyszłego czołowego artysty XX wieku. Porażenie złem tego świata w jego całej brutalnej bezwzględności wpłynęło zarówno na fascynację siłą tego zła, jak i próbę szukania sposobów walki z zagrożeniami.

Jak przetrwać?

Wiedział o tym sześciolatek: zasada numer 1 – nieufność. Pułapki mogą być wszędzie. Świat to śmiertelnie niebezpieczna machina. Zasada numer 2 – walka z zagrożeniami wtedy, kiedy są szanse zwycięstwa. Zasada numer 3 – ucieczka, kiedy wyniki walki są niepewne.

Sytuacje są zmienne. Ścigający może zamieniać się w ściganego.

Brzmi znajomo? Ależ tak! Takimi regułami kieruje się świat filmów Polańskiego. Gorzej… Wygląda na to, że do tych reguł dostosowały się rzeczywiste koleje losu samego reżysera. Nieustanne ucieczki przed niezwykle groźnymi sytuacjami i udana pogoń za fantastycznymi sukcesami. Wielkie miłości i wielkie zdrady. Koleje losu na miarę tragedii antycznej. Nagrody, odznaczenia i… upadek. Skrajne oceny jego postaci. Święty czy grzesznik… Tragiczne dziecko szczęścia… Ścigający i ścigany. Gnany nieustannie przez wszechobecny, zakodowany dawno temu w podświadomości STRACH…

Dziecko wychowane w skrajnie nieprzyjaznym środowisku, jak pisze mistrzyni psychoanalizy, Karen Horney, wytwarza w sobie różne mechanizmy obronne: „Jawnie brutalne traktowanie, upokorzenia, drwiący stosunek, zaniedbania – wszystko to atakuje dziecko o szczególnie wyczulonej wrażliwości. Ludzie, którzy wytrzymywali wieloletni pobyt w obozie koncentracyjnym, twierdzą, że mogli to przeżyć jedynie dzięki zduszeniu w sobie wszelkich «miększych» uczuć, a zwłaszcza litości dla innych i dla samego siebie. Dziecko, które doświadczało opisanego traktowania, musiało przebyć proces swoistego «stwardnienia», aby móc w ogóle to wszystko wytrzymać” (Nerwica a rozwój człowieka, PIW, Warszawa 1980).

Tragiczne przeżycia dzieciństwa na pewno przyczyniły się do takiego „stwardnienia” charakteru przyszłego autora Chinatown, a jednocześnie do ukształtowania specyficznych cech jego filmów. Bohaterowie tych obrazów znajdują się w sytuacjach permanentnego zagrożenia, szukają dróg przetrwania, stosując rozmaite strategie, od ekspansywnego sadyzmu do uległego masochizmu. Dobro jest trudne do zdefiniowania, za to zło jaśnieje wszystkimi barwami tęczy. Tym bardziej że Polański nie szuka łatwych pociech. Łatwo by było na przykład wytłumaczyć potworności Holocaustu tezą, że w pewnym momencie pojawili się źli Niemcy, którzy mordowali dobrych Żydów. Jednak Polański na własnej skórze przekonał się, że są dobrzy i źli Polacy, Żydzi i Niemcy. Dobrym Niemcem był na przykład ten, który uratował żydowskiego pianistę, Władysława Szpilmana…

Wielka myślicielka niemiecka żydowskiego pochodzenia, Hannah Arendt, autorka między innymi sławnych szkicówŹródła totalitaryzmui Dola ludzka, zauważyła, że spotyka się wielu Niemców, którzy po drugiej wojnie światowej wstydzili się, że są Niemcami. „Zawsze kusiło mnie, żeby odpowiedzieć, że wstydzą się być człowiekiem”. Holocaust jest winą całej rasy ludzkiej i wystawia świadectwo możliwości całego gatunkuHomo sapiens.

Arendt zauważyła, że sam Hitler znał 30–40 „wspaniałych Żydów” i zrobił z nich swoich wiernych współpracowników. Stwierdzenia takie bynajmniej nie zjednały Arendt popularności w szerokich kręgach czytelniczych. Łatwiej jest żyć ze świadomością, że świat składa się z dobrze sklasyfikowanych przedstawicieli dobra i zła. Nie jest to jednak, niestety, prawda. Wie o tym także Polański. Niełatwo żyć z taką świadomością, bo rzeczywistość dookoła wydaje się kompletnie nieobliczalna, zło czyha wszędzie i może zaatakować w każdej chwili, nawet z najbardziej nieoczekiwanej strony.

Między życiem a śmiercią

18 sierpnia 1933 roku w Paryżu urodził się chłopiec. Nazwano go: Raymond Liebling (pierwotne nazwisko ojca reżysera). Jego ojciec, Mojżesz, przyjechał do Paryża z rodzinnego Krakowa pod koniec lat dwudziestych minionego wieku, żeby zostać malarzem. Poznał tam Bulę Katz, mężatkę rosyjsko-żydowskiego pochodzenia, mającą córkę Annette. Pierwsze małżeństwa obojga akurat przeżywały kryzys. Po rozwodach Bula i Mojżesz wzięli ślub. Mieszkali we Francji z małym Raymondem i jego przyrodnią siostrą Annette. Nad Sekwaną jednak nie było w tamtym czasie sielanki. Potęgowały się importowane z Niemiec antyżydowskie nastroje. Rodzina zdecydowała się na ucieczkę przed tą narastającą niechęcią do Krakowa, rodzinnego miasta ojca przyszłego reżysera. Był rok 1936.

Czy niespełna trzyletnie dziecko jest w stanie odczuć atmosferę zagrożenia, dramatyzm tamtej pierwszej w jego krótkim życiu ucieczki, szukania spokojnego miejsca na ziemi? Chyba tak.

Matka Romana pochodziła z zamożnej rodziny. Jej krewni uważali, że popełniła mezalians, wychodząc za mąż za ubogiego artystę. W Krakowie zawsze jednak miała służącą, a jej dzieciom niczego nie brakowało. Mojżesz Liebling zajmował się handlem różnego rodzaju świecidełkami.

Roman był dzieckiem trudnym, zawziętym, skłonnym do dąsów i humorów. Z przedszkola wylali go już pierwszego dnia, bo bardzo brzydkimi przekleństwami obraził koleżankę. Sam obrażał się o byle co. Już w bardzo młodym wieku czuł pewną odmienność od innych. Nosił długie jasne włosy i dlatego niektórzy dorośli brali go za dziewczynkę. Rówieśnicy drwili z jego paryskiego akcentu i francuskiego sposobu wymawiania „r”. Akcent ten udało się wyeliminować dopiero, kiedy skończył sześć lat.

Raymond zwany był w rodzinie zdrobniale Remo. To niezwykłe w Polsce imię również było przyczyną drwin kolegów, dlatego w końcu Raymond zamienił się w Romana.

Chłopiec uwielbiał zabawy z babką Marią, drobną, siwą, ubraną na czarno, która z anielską cierpliwością odpowiadała na jego pytania. Siostra Annette często zabierała go do kina na filmy, z których niewiele rozumiał, ale które go fascynowały.

W roku 1939 w kraju narastało napięcie polityczne. Rodzina przeniosła się do mieszkania babki na Kazimierzu. W sierpniu 1939 roku wybuch wojny wydawał się nieuchronny. Matka spakowała walizki i wyjechała z dziećmi do bezpieczniejszej – jak się wydawało – Warszawy. Ojciec został w Krakowie, żeby pilnować dobytku. Babka nie chciała opuszczać Krakowa; uważała, że co ma być, to i tak się musi wydarzyć.

Stolica Polski we wrześniu 1939 roku była, jak się okazało, najmniej bezpiecznym miejscem na ziemi! Bomby, strzelanina, noce i dnie spędzane w schronach. „Wrzask niemowląt, zrzędzenie osób starszych, histeryczne krzyki kobiet kojarzyły mi się z piekłem” – pisał potem Polański w autobiografii. W schronie było duszno i parno. Krążyły pogłoski, że Niemcy lada chwila użyją gazów łzawiących. Warszawiacy mieli maski ochronne, nowo przybyli zaś musieli zadowalać się najczęściej tylko tamponami domowej roboty, co potęgowało strach i niepewność. W takich trudnych chwilach Annette zachęcała brata do snu, bo wtedy „czas płynie szybciej”… Miała rację. Matka okazała się bardzo zaradna, potrafiła zdobywać jedzenie dla rodziny.

Do Warszawy wkroczyli Niemcy. W tym samym mniej więcej czasie do okupowanej stolicy przybył ojciec Romana. Zabrał swoich bliskich z powrotem do Krakowa. Tam jednak zły los wymierzał swoje mordercze ciosy na oślep, zmuszając tysiące Polaków do dramatycznej walki o przetrwanie.

Bula Liebling pracowała jako sprzątaczka na Wawelu, siedzibie gubernatora generalnego Hansa Franka. Służba u gubernatora była może ową szansą na przeżycie matki Romana, bo Frank był właśnie jednym z tych Żydów, których Hitler uznał za godnych miana „prawdziwego Niemca”. Gubernator nie wywarł jednak pozytywnego wpływu na losy rodziny Lieblingów. W roku 1942 matkę Romana wywieziono do Oświęcimia, gdzie zginęła w komorze gazowej. Była wtedy w ciąży. Babka Maria prawdopodobnie popełniła wówczas samobójstwo. Obóz przeżyła siostra chłopca, Annette, która po wojnie zamieszkała ponownie w Paryżu.

W tym czasie Roman, „usynowiony” przez polską rodzinę Wilków, mieszkał poza gettem. Od czasu do czasu przekradał się przez mury do swoich. Łatwiej było wszelako dostać się do getta, niż wydostać stamtąd. Taka wizyta mogła zakończyć się wejściem w śmiertelną pułapkę. Pewnego dnia Roman i jego jeszcze młodszy kolega cudem wymknęli się z opresji. Ich życie zależało od polskiego strażnika i jego kilku szeptem wypowiedzianych słów: „Przechodź! Tylko powoli, nie biegiem!”.

Poza murami getta chłopiec kupował znaczki do swojej kolekcji. „Wydostanie się z getta to była dziecinna igraszka – mówił Roman Polański w jednym z wywiadów. – Zawsze można było przedostać się przez druty kolczaste, których było coraz więcej, bo jak zmniejszali powierzchnię getta, muru już nie dobudowywali. Stawiali tylko druty. Łatwo się było wydostać, tylko jak na zewnątrz przeżyć?”. To był problem.

Kolekcję znaczków pocztowych Roman wymienił w getcie na mały projektor filmowy z korbką do wyświetlania. Już wtedy ujawniło się jego zauroczenie sztuką ruchomych obrazów. Ponad murem getta oglądał kroniki filmowe wyświetlane przez Niemców na Rynku Podgórskim. Po opuszczeniu getta wiele godzin spędzał w salach kinowych. Kino stało się dla niego namiętnością, ucieczką od okrutnego świata. Na ekranie śpiewała i tańczyła przepiękna Marika Rökk, a poza kinem słychać było przeraźliwe krzyki i wycia ludzi siłą wyciąganych z domów. Z zabijanych ofiar płynęła najprawdziwsza krew.

W roku 1943, po likwidacji getta krakowskiego, Wilkowie przekazali podopiecznego dozorcy kamienicy, panu Putkowi, który wywiózł chłopca do wsi Wysoka, do rodziny ubogiego szewca Buchały. Na wsi Roman odkrył nowy świat. Pełnił wszystkie gospodarskie obowiązki. Pasł jałówkę (najchętniej na cudzej łące), karmił kury, króliki, pomagał podczas prac w polu. Buchałowa była kobietą bardzo dobrą i serdeczną. Opiekowała się chłopcem, choć Putkowie prawie nic jej nie płacili.

Jesienią 1944 roku Roman wrócił do Krakowa, do rodziny Putków. Wałęsał się po ulicach miasta; uwielbiał niebezpieczne zabawy, na przykład puszczanie fajerwerków z niemieckich pocisków.

Rosyjscy żołnierze wkroczyli do miasta. Byli dobrzy dla dzieci. Imponowali marszami, pochodami, portretami wodzów. Roman stał się zwolennikiem komunizmu, choć nie bardzo nawet wiedział, co to słowo znaczy. Ba, w wieku 12–13 lat nawet nie potrafił czytać ani pisać. Nie nauczył się tej sztuki u Buchałów.

Ojciec Romana do 1943 roku przetrwał w krakowskim getcie, potem wywieziono go do obozu w Mauthausen. Do Krakowa powrócił w 1945 roku. Wkrótce potem ożenił się z Wandą Zajączkowską i na jej życzenie zmienił nazwisko na Ryszard Polański.

Roman, który od najmłodszych lat miał poczucie odmienności od rówieśników, miał teraz dodatkowe kłopoty z określeniem własnej tożsamości. Raymond – Remo – Roman. Liebling – Wilk – Polański. Do różnych dokumentów wpisywał po wojnie słowa: „Wilk Roman, katolik”. I czuł, że Roman Wilk, katolik, to właśnie on! Czuł się Polakiem, jak prawie wszyscy jego rówieśnicy z żydowskiej dzielnicy Krakowa. Ciekawie mówił o tym w wywiadzie z roku 2003: „Chyba ludzie nie wiedzą, że większość społeczeństwa getta to byli Żydzi zupełnie zasymilowani (…). Pamiętam tylko jedną chasydzką rodzinę (…). Nazywali się Spira. Chłopak był w moim wieku i nosił pejsy. To byli właściwie jedyni Żydzi w getcie z pejsami. Naśmiewaliśmy się z nich (…). Jeden z moich kolegów zapytał nawet, jak się robi wodę święconą. Odpowiedziałem mu, że nie wiem i spytałem, po co mu święcona woda. «Bo chcielibyśmy ochrzcić Spirę» – powiedział”.

Wojna i hitlerowskie praktyki zmusiły wielu ludzi w różnych częściach świata do refleksji nad sprawami narodowej czy religijnej tożsamości. Kto jest Niemcem, kto Polakiem, kto Żydem, kto Rosjaninem, kto po prostu człowiekiem, obywatelem świata?

W roku 1945 ocalony cudem z Holocaustu chłopak jeszcze nie wiedział, że takie wybory koniecznie muszą być dokonywane. Ale być może właśnie wtedy zaczynał rozumieć, że tak czy owak każdy człowiek jest przede wszystkim obywatelem świata…

Aktor i kolarz

Koniec wojny wyznaczał nowy rozdział w życiu chłopca.

W roku 1945 spotkał w Krakowie stryja Stefana. Ten zmusił Romana do podjęcia nauki szkolnej. Egzamin wykazał kompletną ignorancję dwunastolatka. Szkoła była dla niego teraz prawdziwą torturą.

W lecie 1945 roku Roman wstąpił do harcerstwa. Tu drobny, ale sprawny i energiczny chłopak znalazł dla siebie więcej uznania wśród rówieśników i opiekunów.

Stosunki ze stryjem Stefanem nie układały się dobrze, Roman przeniósł się więc do ciotki Teofili i stryja Dawida. Miał tam towarzystwo. Z siedmioletnią córką stryja, Romą, mógł się bawić w teatr. Przebywała tam w owym czasie ocalona z Holocaustu, dobrze mu znana rodzina Horowitzów.

Jesienią 1945 roku wrócił do Krakowa ojciec Romana. Zatrudnił korepetytora, by syn nadrobił zaległości w nauce. Mimo tego edukacja nie była łatwa. Bardzo dobre oceny z rysunków, dobre stopnie z biologii i geologii oraz dostateczne noty z polskiego nie równoważyły fatalnych wyników z innych przedmiotów.

Kontakt z wielką sztuką zapewniło chłopcu kino. W drugiej połowie lat pięćdziesiątych pojawiły się takie arcydzieła filmowe jak Niepotrzebni mogą odejść Carola Reeda (1947) czy Hamlet Laurence’a Oliviera (1948). Ta adaptacja Szekspira zwróciła uwagę chłopca na genialne sztuki angielskiego mistrza w polskich przekładach. Ponura wizja świata twórcy Makbeta i Króla Lira była mu od tego czasu wyjątkowo bliska.

W szkolnej ławie Roman nie mógł zdobyć uznania kolegów czy nauczycieli, ale jednak stawał się z biegiem czasu postacią coraz bardziej znaną w Krakowie, a nawet poza granicami miasta! Rówieśnikom imponował jako zdolny kolarz, reprezentant Cracovii, który potrafił w ciągu paru godzin pokonać trasę z Krakowa do Zakopanego. Rowerowa pasja o mało nie przyczyniła się do śmierci Romana. Marzył o zawodowym sprzęcie. Krakowski bandyta Dziuba, wielokrotny morderca, kusząc chłopca propozycją okazyjnej sprzedaży roweru, zwabił go w ustronne miejsce i ogłuszył serią ciosów cegłą zawiniętą w gazetę. Roman cudem przeżył, zdołał nawet spowodować udany pościg za bandytą. Sprawa była głośna w całym Krakowie, tym bardziej że Roman stawał się powoli „osobą publiczną”!

Został dziecięcą gwiazdą słynnej krakowskiej Wesołej gromadki Marii Biliżanki. Na obozie harcerskim w bezpośrednim kontakcie z publicznością stwierdził, że potrafi sterować uczuciami innych i ma talent aktorski. W szkolnych przedstawieniach zdobywał podziw rówieśników i dorosłych. Trafił nawet na prawdziwą, profesjonalną scenę Teatru Młodego Widza (obecnie Teatr Bagatela). Zagrał tytułową rolę w Synu pułku, sztuce Walentina Katajewa. Rola ta przyniosła mu pierwszy ogólnopolski sukces – wyróżnienie za kreację aktorską na warszawskim Festiwalu Sztuk Radzieckich. Jednocześnie zdolny, ale leniwy młody aktor miał poważne trudności z systematyczną nauką szkolną. Podstawówkę udało mu się ukończyć, potem jednak nauka w liceum górniczo-hutniczym nie interesowała go zupełnie. Nie był w stanie chłonąć wiedzy o nowoczesnych metodach wydobywania węgla na górniczym przodku, niechętnie słuchał wykładów o tym, jak hartuje się stal. Dwója za dwóją, kłopoty z promocjami, fatalne opinie u nauczycieli. Polański wspomina ten okres jako czas frustracji i nieprzystosowania.

Jako przegrany już na starcie młody człowiek Roman trafił wreszcie do liceum plastycznego. Odziedziczył po ojcu talent malarski. Okazało się, że znalazł w końcu swoje miejsce na ziemi! Dyrektor liceum, Włodzimierz Hodys, docenił zdolności chłopca, skrócił mu nawet o rok czas nauki. Roman poczuł się jak w raju. Jego trudny charakter dał jednak znowu znać o sobie i przyczynił się do szybkiego wygnania z owej spokojnej przystani. Młody Polański stanął po stronie kolegi w jego konflikcie z dyrektorem Hodysem i musiał opuścić liceum. „Gdyby Hodys skazał mnie na śmierć, nie wywarłoby to na mnie większego wrażenia. Poczułem, że otwiera się przede mną otchłań” – pisał po latach Polański.

Świadectwo dojrzałości było przepustką do dorosłego życia. Roman zdawał sobie z tego sprawę. Po wielu poszukiwaniach znalazł wreszcie liceum plastyczne w Katowicach, które przyjęło go od półrocza jako wolnego słuchacza. Mieszkał u przyjaciół macochy w Bytomiu, uczył się, robił postępy. Złośliwy los znowu przygotował pułapkę. Szefem komisji maturalnej, zgodnie z tradycją katowickiego liceum, był zawsze ktoś spoza szkoły. W tej roli zasiadł przed Polańskim nie kto inny jak dyrektor Hodys z Krakowa! Nie szczędził chłopakowi upokorzeń, jednak ostatecznie złożył swój podpis na maturalnym świadectwie niesfornego ucznia.

Próby ucieczki

Co dalej? Teatralne i radiowe sukcesy mogły dawać satysfakcję młodemu człowiekowi, ale nie zapewniały mu widoków na przyszłość. Roman zdawał sobie sprawę z własnego talentu aktorskiego. Dwa razy zdawał do szkół teatralnych w Warszawie oraz Krakowie i dwa razy został odrzucony. Powód? Fizjonomia: niski wzrost, chłopięcy wygląd i niepozorność. Młodzieniec nie został też przyjęty na Uniwersytet Jagielloński i AWF. Szkoła cyrkowa w Julinku, o której myślał poważnie, nie zapewniała odroczenia służby wojskowej, a Polański nie miał najwyraźniej ochoty służyć w siłach zbrojnych. „Tylko cud mógł mnie uratować” – mówił Roman o swojej ówczesnej sytuacji. Można dodać – cud albo… ucieczka na Zachód!

Chłopak przygotowywał różne plany ucieczki, na przykład do NRD drogą wodną. Nie było wtedy muru berlińskiego, więc można było myśleć o dotarciu do zachodniej części miasta. Roman zaczął budować łódź podwodną, podobną do pnia drzewa. Pojawiło się jednak zbyt wiele problemów technicznych, by mógł zrealizować ten projekt. Sprzedał więc rower i kupił składany kajak, żeby dotrzeć nim na wyspę Bornholm. Całą zimę trenował na Wiśle, ale w końcu doszedł do wniosku, że plan ma bardzo nikłe szanse powodzenia.

Ścigany przez komisję poborową młodzieniec ukrywał się w Katowicach, mieszkał na waleta w różnych pokoikach hotelowych, włóczył się po peronach, studiował rozkłady jazdy. Szczególnie interesujący wydał mu się pociąg relacji Moskwa–Paryż. Miał zamiar ukryć się w jakimś ciasnym zakamarku i czmychnąć do Francji. Plan miał być realizowany przy pomocy dwóch kumpli. Młodzieńcy wsiedli do pociągu na stacji w Katowicach, wzięli litr wódki dla kurażu. W toalecie znaleźli odpowiednie miejsce pod sufitem, gdzie duży kawałek tektury zasłaniał instalację hydrauliczną. Płyty były mocno przykręcone. Po zdjęciu śrub urządzenie było tak mocno pokiereszowane, że służby graniczne musiałyby natychmiast zareagować. Ucieczka nie miała szans powodzenia. Trzej przyjaciele wrócili do Katowic, topiąc strapienia w wysokoprocentowym trunku.

Po kilku tygodniach okazało się, że ścigany Roman Polański niepotrzebnie bał się wojskowych urzędników. Jego papiery utonęły gdzieś w biurokratycznym bałaganie. Szczęście uśmiechnęło się do niego tym razem, a zaraz potem po raz drugi. Odezwał się telefon od Andrzeja Wajdy.

Wcześniejsze próby aktorskie w teatrze miały korzystny wpływ na filmową karierę Polańskiego. Reżyser Antoni Bohdziewicz, wykładowca łódzkiej Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, zachwycał się kiedyś rolą Romana w Synu pułku i polecił młodego kandydata na gwiazdę swoim studentom realizującym film Trzy opowieści. Roman zagrał „Małego” w Historii Jacka. Powstały w 1952 roku film jest typowym socrealistycznym „poematem pedagogicznym”. Reżyserowana przez Konrada Nałęckiego nowelka z udziałem Bogumiła Kobieli i Polańskiego przedstawia kłopoty pewnej brygady Służby Polsce. Junak Jacek nie chce się podporządkować wymaganiom kolektywu, lekceważy nałożone kary; kiedy jednak jego kumple od kieliszka zaczynają niszczyć wspólny dorobek brygady, Jacek staje zdecydowanie do walki z taką niegodziwością.

Jednym ze scenarzystów tego filmu o kułakach, sabotażystach i przodownikach pracy był młody Andrzej Wajda. Miał nawet wyreżyserować czwartą nowelkę, ale… zabrakło dla niego taśmy. Podczas prac nad Opowieściami Wajda zetknął się z Polańskim i obsadził go potem w swoim debiutanckim Pokoleniu. Decydujący w karierze przyszłego twórcy Pianisty okazał się właśnie telefon wykonany w imieniu Wajdy, proponujący występ w Pokoleniu.

Ten film stanowił przełom w historii powojennego kina w Polsce. W 1954 roku trudno było mówić prawdę o czasach okupacji, obraz Wajdy jest więc „socjalistyczny” w treści, jednak zadziwia nowatorską formą (sugestywne wizje plastyczne, nowatorski montaż, poetyka szczegółu); reżyser bardziej niż jego współcześni interesuje się psychiką bohaterów. Polański znalazł się w ekipie wśród przyszłych znakomitości kina, jak operator Jerzy Lipman, kompozytor Andrzej Markowski, asystent reżysera Kazimierz Kutz, aktorzy Tadeusz Łomnicki czy Zbigniew Cybulski. Miał z kim dyskutować o muzyce, malarstwie i sztuce filmowej. Mógł się popisywać wyzywającym strojem, fryzurami. Miał towarzystwo podczas koncertów muzyki jazzowej, która stała się swego rodzaju wyrazem buntu młodzieży w czasach siermiężnego socjalizmu.

Bliskie kontakty ze środowiskiem artystów skupionych wokół łódzkiej „filmówki” stały się jeszcze bliższe, kiedy w roku 1954 Roman został przyjęty do Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej na wydział reżyserii. Bardziej, co prawda, pociągało go aktorstwo, ale cóż było robić, skoro egzaminatorzy widzieli w tej roli wyłącznie amantów…

Słodkie życie w Łodzi

W Łodzi Roman Polański znalazł oazę artystycznego nieładu w kraju spokojnych robotników, chłopów i inteligencji pracującej. Co prawda, w połowie lat pięćdziesiątych polskich artystów obowiązywały surowe nakazy ideowe: mieli za zadanie pomagać ludziom pracy w budowie socjalizmu. Powinni kamerą i piórem wykuwać nową przyszłość, dawać dobry przykład masom. Niestety, filmowcy w owym czasie nie zawsze świecili dobrym przykładem…

Dyktator polskiego kina w latach pięćdziesiątych, Aleksander Ford (późniejszy twórca Krzyżaków), pysznił się wspaniałą willą pod Warszawą, pierwszy w Polsce jeździł luksusowym mercedesem, pachniał najlepszymi kapitalistycznymi wodami kolońskimi, palił wyłącznie papierosy Gauloises, pił francuskie koniaki, uwielbiał kawiarniany tryb życia. Ba! Z Paryża sprowadzał najmodniejsze garnitury, które wkładał, niczym król szwedzki, dwa, najwyżej trzy razy!

Legendarna pani profesor Wanda Jakubowska, autorka Ostatniego etapu – filmu, na którym płakał sam towarzysz Stalin – na studenckiej stołówce szokowała swych podopiecznych mocną głową. Zamawiała na przykład na śniadanie dwie setki czystej wódki. Kelner przynosił je na tacy, dama wypijała duszkiem – i to był jej cały posiłek. Ta dieta dobrze jej służyła, bo pani reżyser dożyła sędziwego wieku.

Wykładowca Andrzej Munk, który prowadził w Łodzi zajęcia z filmu dokumentalnego, słynął jako radosny bankieciarz i kawalarz.

Studenci także prowadzili mało budujące życie, a wśród tych najbardziej rozhukanych brylował Roman Polański. Rozpierała go energia. Jego kawały przeszły do legendy łódzkiej filmówki. Przy okazji kręcenia krótkometrażówkiRozbijemy zabawę(1957) Roman zorganizował dla przyjaciół ze szkoły wielki bal w parku, a jednocześnie umówił się z grupą chuliganów, że w odpowiednim momencie napadną na studentów. Kiedy doszło do awantury, młody reżyser ją sfilmował. Skończyło się naganą.

Polański błyszczał zarówno wśród artystycznej elity Łodzi, jak i w kręgach autentycznych chuliganów i przestępców. Przyzwyczajony od dzieciństwa do mocnych wrażeń, nie potrafił żyć zacnie i godnie, jak przystało na socjalistycznego artystę.

Wielkim przyjacielem Romana stał się playboy i awanturnik Wojciech Frykowski, syn bogatego przedstawiciela tak zwanej prywatnej inicjatywy (dziś nazywa się ich po prostu biznesmenami). Młodzieniec ten słynął z pijackich awantur w lokalach, bijatyk z kelnerami, szatniarzami i policjantami. Wielką sławę zdobyły orgie organizowane przez niego dla najbliższych kumpli, które nazywane były „frykowiskami”. Ubogi student-artysta i bogaty playboy bardzo przypadli sobie do gustu.

Zabawy, hulanki i awantury nie wypełniały, rzecz jasna, całego czasu kandydata na reżysera. Debiutem zawodowym stał się krótkometrażowyRowerz 1957 roku, inscenizujący autentyczne wydarzenia z życia Polańskiego: pamiętny napad bandyty Dziuby. Tytuły następnych krótkometrażówek mówią najlepiej, jakie tematy fascynowały studenta:Morderstwo(1957),Rozbijemy zabawę(1957),Gdy spadają anioły(1959)… Są tu już zalążki przyszłych filmowych fantazji Polańskiego. Pojawiają się miasta pełne chuliganów, złodziei okradających własnych przyjaciół, pijaczków i ludzi, którzy wykorzystują się nawzajem.

W 1957 roku Roman zyskał sobie jak najbardziej zasłużenie opinię „człowieka światowego”. W czasach politycznej odwilży uzyskał paszport i mógł wreszcie odwiedzić w Paryżu przyrodnią siostrę Annette, jej męża Mariana i córeczkę Evelyne. Obejrzał tam najmodniejsze filmy z Jamesem Deanem i Marlonem Brando. Wpadł do Cannes na festiwal filmowy, którego laureatem był między innymi Andrzej Wajda (Srebrną Palmę zdobył jegoKanał