Wydawca: Albatros Kategoria: Sensacja, thriller, horror Język: polski Rok wydania: 2015

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 70 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Rok Wilkołaka - Stephen King

Za każdym razem gdy nadchodzi pełnia, małe miasteczko Tarker Mills nawiedza groza. Nikt nie wie, kto jako następny trafi w ręce potwora.  Ale jedno jest pewne. Gdy na niebie płonie krągła tarcza księżyca, wszystkich mieszkańców Tarker Mills ogarnia paraliżujący strach. Bo wiatr niesie ze sobą skowyt, w którym słychać jakby ludzkie słowa. A wokół widać ślady bestii... Nikt nie wie, kto stanie się następną ofiarą – wszyscy wiedzą, że jej apetytu nie da się zaspokoić. Miesiąc po miesiącu, przez cały rok…

Opinie o ebooku Rok Wilkołaka - Stephen King

Fragment ebooka Rok Wilkołaka - Stephen King

O książce

TERROR ROZPOCZĄŁ SIĘ W STYCZNIU, PRZY PEŁNI KSIĘŻYCA…

Pierwszą ofiarą jest dróżnik, który słysząc drapanie w drzwi, lituje się nad „biednym zwierzakiem” szukającym schronienia przed zawieją.

W lutym pada na kobietę. Samotna, walcząca z nadwagą miłośniczka romansów Harlequina w walentynkową noc nie chce być sama i otwiera okno „wyśnionemu kochankowi”.

W marcu przychodzi kolej na włóczęgę.

W kwietniu…

W kwietniu Tarker’s Mills, odcięte od świata miasteczko, jest już sparaliżowane strachem. W nocy przy pełni księżyca słychać wycie przypominające krzyk człowieka i widać ślady bestii, która jeszcze się nie nasyciła.

Kto będzie następny?

WWW.STEPHENKING.COM

WWW.STEPHENKING.PL

Tego autora w Wydawnictwie Albatros

ROSE MADDERDOLORES CLAIBORNEGRA GERALDADESPERACJAREGULATORZYSKLEPIK Z MARZENIAMIBEZSENNOŚĆZIELONA MILAMARZENIA I KOSZMARYKOMÓRKA4 PO PÓŁNOCYCHUDSZYTOBASTIONOCZY SMOKAPO ZACHODZIE SŁOŃCACZTERY PORY ROKUUCIEKINIERCZARNA BEZGWIEZDNA NOCCUJOPODPALACZKAROK WILKOŁAKAMROCZNA POŁOWAWOREK KOŚCIDZIEWCZYNA, KTÓRA KOCHAŁA TOMA GORDONANOCNA ZMIANAŁOWCA SNÓWOSTATNI BASTION BARTA DAWESABLAZEPAN MERCEDES

Saga MROCZNA WIEŻA

ROLANDPOWOŁANIE TRÓJKIZIEMIE JAŁOWECZARNOKSIĘŻNIK I KRYSZTAŁWIATR PRZEZ DZIURKĘ OD KLUCZAWILKI Z CALLAPIEŚŃ SUSANNAHMROCZNA WIEŻA

Powieści graficzne MROCZNA WIEŻA

NARODZINY REWOLWEROWCADŁUGA DROGA DO DOMUZDRADAUPADEK GILEADBITWA O JERICHO HILLPOCZĄTEK PODRÓŻY

Wyłącznie jako audiobook i e-book

Stephen King, Joe HillW WYSOKIEJ TRAWIE

Stephen King, Stewart O’NanTWARZ W TŁUMIE

Tytuł oryginału: CYCLE OF THE WEREWOLF

Text © Stephen King 1983Illustrations © Berni Wrightson 1983All rights reservedPublished by arrangement with NAL SIGNET, a member Penguin Group (USA) Inc.

Polish edition copyright © Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz s.c. 2015

Polish translation copyright © Paulina Braiter 2004, 2015

Korekta: Jolanta Rososińska

Ilustracja na okładce: Dariusz Kocurek

Projekt graficzny okładki: Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz s.c.

ISBN 978-83-7985-150-8

WydawcaWYDAWNICTWO ALBATROS ANDZRZEJ KURYŁOWICZ S.C.Hlonda 2a/25, 02-972 Warszawawww.wydawnictwoalbatros.com

Niniejszy produkt jest objęty ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że publiczne udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych – jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

Przygotowanie wydania elektronicznego: Magdalena Wojtas, 88em

Pamięci Davisa Grubbai wszystkich głosów Glorii

W cuchnącej ciemności pod stodołą

uniósł kudłatą głowę. Jego żółte, tępe oczy rozbłysły.

– Czuję głód – szepnął.

Henry Ellender The Wolf

Trzydzieści dni ma wrzesień,

listopad, czerwiec i kwiecień,

a prócz lutego inne

o jeden dłuższe są.

Czy w deszczu, czy to w śniegu,

upale, chłodzie, przebóg,

w każdym miesiącu pełni

księżyca rośnie krąg.

Wierszyk dziecięcy

STYCZEŃLUTYMARZECKWIECIEŃMAJCZERWIECLIPIECSIERPIEŃWRZESIEŃPAŹDZIERNIKLISTOPADGRUDZIEŃ

Gdzieś w górze świeci księżyc, krągły, tłusty, pełny, lecz tu, w Tarker’s Mills, styczniowa zamieć przysłoniła niebo śniegiem. Wiatr pędzi z rykiem opuszczoną Center Avenue; pomarańczowe miejskie pługi już dawno zrezygnowały z nierównej walki.

Arnie Westrum, dróżnik w GS&WM, tkwi uwięziony w małej budce sygnałowo-narzędziowej piętnaście kilometrów za miastem; ponieważ niewielka benzynowa drezyna ugrzęzła w zaspach, Arnie przeczekuje śnieżycę, wytłuszczoną talią kart układając na stole pasjansa „Ostatni odpada” . Na zewnątrz wiatr się wzmaga, skowycząc przeszywająco. Westrum niespokojnie unosi głowę, po czym powraca wzrokiem do pasjansa. To w końcu tylko wiatr…

Ale wiatr nie drapie drzwi… Nie skomli, by go wpuścić…

Westrum wstaje – wysoki, nieco niezgrabny mężczyzna w wełnianej kurtce i kolejowym kombinezonie, z niedopałkiem camela w kąciku ust. Miękki pomarańczowy blask wiszącej na ścianie lampy naftowej oświetla jego pobrużdżoną, surową twarz.

Znów to drapanie. Czyjś pies, myśli Arnie. Zabłąkany, chce się dostać do środka. To wszystko… ale stoi niezdecydowany. Pozostawienie zwierzęcia na takim mrozie byłoby nieludzkie (nie żeby tu w środku było znacznie cieplej; mimo że akumulatorowy grzejnik pracuje pełną parą, w powietrzu po każdym oddechu widać biały obłok), lecz Arnie waha się, tuż pod sercem czuje zimny palec strachu. Ostatnio w Tarker’s Mills coś się popsuło; omeny zapowiadały nadejście zła. Arnie ma w żyłach walijską krew swego ojca i dręczą go złowróżbne przeczucia.

Nim zdąży zdecydować, co zrobi ze swym gościem, cichy skowyt narasta gwałtownie i przechodzi w warkot. Słychać łos­kot, coś niewiarygodnie ciężkiego uderza w drzwi… cofa się… i uderza ponownie. Drzwi wyginają się, drżą. Przez szczelinę wpada do środka obłoczek śniegu.

Arnie Westrum rozgląda się gorączkowo w poszukiwaniu czegoś, czym mógłby je podeprzeć. Nie ma jednak nawet czasu sięgnąć po lekkie krzesło, na którym siedział, bo warczący stwór ponownie z niewiarygodną siłą uderza w drzwi, tak że pękają z trzaskiem.

Przez chwilę jeszcze się trzymają, wygięte w pionie, a w szczelinie Arnie widzi gotowe do skoku napięte cielsko, otwarty pysk odsłaniający zęby i płonące żółte oczy największego wilka, jakiego w życiu oglądał.

A jego ryk brzmi zupełnie jak upiorne ludzkie słowa.

Drzwi jęczą i ustępują z trzaskiem. Za sekundę stwór znajdzie się w środku.

W kącie wśród innych narzędzi stoi oparty o ścianę kilof. Arnie rzuca się w jego stronę i chwyta go dokładnie w chwili, gdy wilk wciska się do budki i przykuca wpatrzony płomiennymi żółtymi oczami w zapędzonego w kąt mężczyznę. Ostre włochate trójkąty uszu przylegają do czaszki, spomiędzy szczęk wysuwa się długi język. Zza pleców stwora do środka przez pęknięte na pół drzwi wpada śnieg.

Potwór skacze z głośnym warknięciem i Arnie Westrum zamachuje się kilofem.

Jeden raz.

Przez dziurę w strzaskanych drzwiach słaby blask lampy pada na leżący na zewnątrz śnieg.

Wiatr skowycze i zawodzi.

I nagle rozlegają się krzyki.

Coś nieludzkiego przybyło do Tarker’s Mills. Niewidocznego niczym księżyc w pełni płonący wysoko na nocnym niebie, ponad warstwą chmur. To Wilkołak, i nie ma żadnej przyczyny, dla której zjawił się tu i teraz – równie bez powodu jak rak, psychopata o morderczych skłonnościach czy zabójcza trąba powietrzna. To jego czas, jego miejsce, tu, w małym miasteczku w stanie Maine, gdzie co tydzień urządza się kościelne podwieczorki, mali chłopcy i dziewczynki wciąż przynoszą nauczycielom jabłka, a lokalna cotygodniowa gazeta z namaszczeniem opisuje organizowane przez Klub Seniora pikniki. W przyszłym tygodniu w gazecie pojawią się wieści mroczniejszej natury.

Na dworze śnieg zaczyna zasypywać ślady. Zdaje się, że w skowycie wiatru słychać niezwykłą dziką radość. Dźwięk ów nie ma w sobie nic z Boga czy światła – to pozbawiony uczuć głos czarnej zimy, mrocznego lodu.

Rozpoczął się rok Wilkołaka.

STYCZEŃLUTYMARZECKWIECIEŃMAJCZERWIECLIPIECSIERPIEŃWRZESIEŃPAŹDZIERNIKLISTOPADGRUDZIEŃ

Miłość, myśli Stella Randolph, leżąca w wąskim, dziewiczym łóżku. Przez okno sypialni wpada zimna błękitna poświata walentynkowego księżyca w pełni.

Och miłość miłość miłość, miłość byłaby jak…

W tym roku Stella Randolph, która prowadzi pasmanterię w Tarker’s Mills, dostała dwadzieścia walentynek – od Paula Newmana, Roberta Redforda, Johna Travolty… a nawet Ace’a Frehleya z zespołu rockowego KISS. Stoją otwarte na biurku po drugiej stronie pokoju, skąpane w zimnym księżycowym blasku. Przysłała je sobie sama, tak jak każdego roku.

Miłość byłaby niczym pocałunek o świcie… albo ostatni pocałunek, ten prawdziwy, kończący romanse Harlequina. Miłość byłaby niczym róże o zmierzchu…

Ludzie w Tarker’s Mills wyśmiewają się z niej. O tak, mali chłopcy drwią i chichoczą, zasłaniając usta dłońmi.

A czasem, gdy czują się bezpieczni po drugiej stronie ulicy, a konstabl Neary nie kręci się akurat w pobliżu, śpiewają: „Gruba beka, beka sadła”. W ich słodkich wysokich sopranach pobrzmiewa szydercza nuta. Ona jednak wie, co to miłość i co to księżyc. Jej sklep coraz bardziej podupada, a sama Stella ma nadwagę, teraz jednak, tej nocy pełnej marzeń, gdy księżyc zalewa potokami gorzkiego błękitnego światła zaszronione szyby, wydaje się jej, że miłość wciąż jeszcze jest możliwa. Miłość i woń lata, gdy on nadejdzie…

Miłość byłaby niczym szorstki dotyk policzka mężczyzny, który pociera i drapie…

I nagle Stella słyszy drapanie do okna.

Dźwiga się na łokciach, kołdra zsuwa się z jej bujnego łona. Ciemny kształt przesłania blask księżyca – ciemna plama, bezkształtna, lecz wyraźnie męska postać. I Stella myśli: ja śnię… a w moim śnie pozwolę mu przyjść… pozwolę sobie samej dojść. Często używa się tego słowa jak czegoś nieprzyzwoitego, ono jednak jest czyste, przyzwoite i właściwe. Miłość jest niczym dojście na szczyt.

Stella podnosi się przekonana, że to sen, bo tam naprawdę jest mężczyzna, przycupnięty za oknem mężczyzna, którego zna, którego niemal co dzień mija na ulicach. To…

(miłość miłość przybywa, miłość przyszła)

Lecz gdy jej grube palce dotykają zimnej klamki okna, spostrzega nagle, że to nie mężczyzna, to zwierzę – potężny kud­łaty wilk z przednimi łapami opartymi o parapet, tylnymi zakopanymi aż po brzuch w zaspę; wilk, który przycupnął pod zachodnią ścianą jej domu, tu, na skraju miasta.

Ale dziś są walentynki i dziś będzie miłość, myśli Stella. Oczy oszukują ją nawet w marzeniach. To mężczyzna, ten mężczyzna, niezwykle grzesznie przystojny

(grzech, tak miłość będzie jak grzech)