Opis

• współczesna powieść obyczajowa, która w nietypowy sposób ukazuje życie, z pozoru szczęśliwej, rodziny.

• czytelnik śledzi losy bohaterów w ciągu siedmiu kolejnych lat, jednak w każdym roku jest świadkiem wydarzeń tylko przez jeden dzień - zawsze 24 grudnia.

• typowe problemy, zaskakujące zakończenie.

Młode małżeństwo z dwiema córeczkami spędza pierwszą Wigilię w nowym wymarzonym domu. Są szczęśliwi, dobrze im się powodzi, mają wielu przyjaciół. W sielankowe życie powoli i niepostrzeżenie wkrada się zaborcza teściowa. Syn nie potrafi wyzwolić się spod jej wpływu, powoli odsuwa się od żony i córek. Po kilku latach małżeństwo staje się fikcją.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 223

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Magda Parus

Rodzinnych ciepłych świąt

Projekt okładki: PRACOWNIA Agata Muszalska

Redaktor prowadzący: Redaktornia.com

Redakcja: Aleksandra Jakubowska

Redakcja techniczna: Zbigniew Katafiasz

Konwersja do formatu EPUB: Robert Fritzkowski

Korekta: Katarzyna Szajowska

Zdjęcie wykorzystane na okładce:

© Jason Stang/Corbis/Fotochannels

© by Magda Parus

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2011

ISBN 978-83-7758-180-3

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

Warszawa 2011

Wydanie I

KAMILA

Wielkanoc dwudziesta piąta, Niedziela

Przez niewielkie okno wpadają do kuchni promienie wiosennego słońca, zbyt nieśmiałe, żeby Kamila mogła obyć się bez sztucznego światła, kiedy układa wędliny na półmisku. Stara się nie myśleć o tym, że okno jest takie małe, że to właściwie lufcik pod sufitem, przez który da się zobaczyć jedynie górne piętra sąsiedniego bloku, a i to pod warunkiem, że stanie się blisko harmonijkowych kuchennych drzwi. Chciałaby mieć większą kuchnię, większe mieszkanie, ale w tym celu musiałaby wyjść przed laty za zaradnego człowieka.

W jej ruchach, kiedy szykuje wielkanocne śniadanie, trudno jednak dopatrzyć się oznak złości. Powinna była dawno przyzwyczaić się do tego lufcika… choć w święta zawsze odżywają w niej żale. A może chodzi o wczorajszą kłótnię z Heniem? Nie tyle zresztą kłótnię, ile ostrzejszą wymianę zdań. No dobrze, mało uprzejmą wymianę zdań, która tak czy owak popsuła jej humor.

Emocje emocjami, ale pracę trzeba wykonać. Kamila ściśle rozplanowała sobie zajęcia na ten ranek, a plan nie uwzględnia opóźnienia. Wyjmuje z lodówki sery.

– Pomóc ci w czymś, pyszczko? – Do kuchni zagląda Heniu.

– O, jak dobrze, że jesteś. – Kamila uśmiecha się, choć w gruncie rzeczy nadal czuje się na męża obrażona. Wydaje jej się jednak, że tę propozycję można uznać za przeprosiny, a w takim razie nie warto przecież psuć świątecznej atmosfery. – Zanieś to na stół. – Podaje mężowi półmisek z wędliną.

Później będzie musiała go przestawić, bo Heniu, jak to mężczyzna, zupełnie bez głowy umieści półmisek w jakimś dziwnym miejscu na nakrytym już do śniadania stole. Niemniej jednak, jak lubiła powtarzać mama, nie należy zniechęcać mężczyzny, kiedy z własnej woli gotów jest pomagać. Kamila układa plasterki żółtego sera w wachlarz i przyozdabia kompozycję wykrojonym z rzodkiewki kwiatkiem. Panowie lubią rzodkiewkę, więc się nie zmarnuje.

– Heniu?! – woła, wychylając się z kuchni. Z dużego pokoju dobiega głos z włączonego przed chwilą telewizora. – Obudź Adusia, bo nie zdąży się ubrać!

Z odległości dwóch kroków ocenia wygląd półmiska z serami. Minimalnie poprawia dekorację i znów odsuwa się o krok, żeby lepiej podziwiać swe dzieło. Zanosi półmisek na stół do pokoju, gdzie przy okazji przestawia wędliny.

– Cześć, mamo – mówi sennie Aduś, mijając się z nią w przedpokoju.

– Cześć, kotku. Jak się spało? – pyta Kamila, ale syn znika w łazience.

Wraca do kuchni, wzdychając z czułością. Obiera ze skorupek ugotowane na twardo jajka. Są jeszcze ciepłe, w środku pewnie gorące. Niedobrze, majonez się rozpuści. Kamila złości się na siebie w duchu, że nie ugotowała ich wczoraj wieczorem. Widocznie to wczorajsze drobne nieporozumienie z Heniem trochę ją rozstroiło; zwykle takie zaniedbania jej się nie przytrafiają.

Pociera dłonią czoło i uśmiecha się z wysiłkiem. W święta nie zamierza dopuszczać do siebie przykrych myśli. Połówki jajek ułoży na talerzu, a majonez poda osobno, w miseczce. Kiwa głową, zadowolona z rozwiązania, i od razu bierze się do dzieła.

Zanosi jajka i majonez na stół, bo w kuchni jest zbyt mało miejsca, za bardzo by jej przeszkadzały. Heniu ogląda wyścig samochodowy, tę całą Formułę 1. Kamila wzdycha w duchu. Nie cierpi ryku silników, nie widzi też nic ciekawego w oglądaniu tych nieszczęsnych maszyn jeżdżących w kółko po kilkadziesiąt razy, ale Heniu, niestety, rozsmakował się w tych relacjach, tak więc Kamili raczej nie uda się wytargować zmiany kanału na czas śniadania.

Przynosi z balkonu garnek z sałatką jarzynową i nakłada trochę do niewielkiej miski. Odnosi naczynie z powrotem, a Heniu uczynnie zrywa się, żeby otworzyć jej drzwi balkonowe. Kamila dziękuje mu uśmiechem.

Obiera poświęcone jajko i kroi je na cztery części. Robi to odruchowo, bo tak jest najwygodniej; reflektuje się dopiero, kiedy cztery ćwiartki leżą przed nią na desce, i szybko zjada zbędny kawałek. Aż krztusi się z pośpiechu. Kaszle odwrócona plecami do blatu.

Powinna była pomyśleć wcześniej i inaczej przekroić jajko. Tylko że Kamila nigdy o tym nie myśli i właśnie dlatego czwórce raz po raz udaje się ją zaskoczyć, wytrącić z równowagi. Obiecywała sobie tyle razy, że po prostu przestanie na to zwracać uwagę…

Przestaje wreszcie kaszleć i koncentruje się na poszukiwaniu talerzyka na święcone jajko. Dwa lata temu specjalnie w tym celu kupiła cacko w żółte kwiatki, ale jeszcze nie miała okazji go użyć, bo ostatnimi czasy każdą Niedzielę Wielkanocną spędzali u Renaty. I choć Kamila deklarowała, że sama chętnie przygotuje śniadanie, szwagierka zawsze uciekała się do argumentu, że u nich jest więcej miejsca. Oczywiście, Różańscy muszą na każdym kroku podkreślać swoją wyższość. Teraz jednak przekonali się wreszcie, że pieniądze nie dają szczęścia.

Talerzyk już od dawna nie rzucił się Kamili w oczy. Tak to jest, kiedy wpuszcza się do kuchni mężczyznę – niczego nie odłoży na miejsce, bo po co, skoro można upchnąć tam, gdzie najbliżej. Ach, tu się ukrył! Kamila szybko myje zakurzone naczynie.

Siadają do śniadania z niewielkim opóźnieniem, za dwadzieścia dziesiąta zamiast o wpół, ponieważ Aduś, jak to on, guzdrał się w łazience. Kamila wymownie unosi brwi, czego syn chyba nawet nie zauważa. Podaje Heniowi talerzyk ze święconym jajkiem, żeby jako pan domu obdzielił nim rodzinę.

Choć raz spędzają spokojną, kameralną, prawdziwie rodzinną Wielkanoc, ale Heniu tego oczywiście nie docenia. Kamila widzi, z jakim wysiłkiem mąż się uśmiecha, i poznaje po tym, że jej wczorajsze argumenty do niego nie trafiły.

Mimo że tydzień wcześniej wszystko uzgodnili, a Kamila nakupiła dla nich jedzenia na całe święta, poprzedniego wieczoru Heniu znowu zaczął się upierać, że powinni iść na śniadanie do Różańskich. Nagle się obudził! „Bo dla Renatki nie będzie to przecież żaden problem, pyszczko”. Mężczyznom naprawdę brakuje czasami wyczucia.

Kamila dzieli się jajkiem z mężem, uśmiechając się, jak sądzi, o wiele naturalniej niż on. Potem obejmuje Adusia, całuje go w oba policzki i życzy letniej sesji bardziej udanej od poprzedniej, dla wzmocnienia efektu grożąc synowi palcem.

Tak, mężczyznom niekiedy brakuje wyczucia, ale dzięki tej gruboskórności łatwiej im iść przez życie, bo wszystko po nich spływa, nawet to najgorsze. Kamila wzdycha w duchu i nakłada Adusiowi sałatki jarzynowej.

Jedzą, panowie z uwagą śledzą wyścig, a Kamila tylko sporadycznie zerka na ekran telewizora. Jak dla niej, cały czas pokazują tam to samo. Nie nalega jednak na zmianę kanału, bo widzi, jak zafascynowani są jej chłopcy. Przynajmniej maleje ryzyko, że znowu zostanie poruszona kwestia wizyty u Renaty.

– Ojej, Aduś, uważaj – mówi Kamila, kiedy synowi spada z łyżeczki na obrus nieco ćwikły. – Weź sobie miseczkę nad talerz i dopiero nakładaj.

Chłopak wzrusza ramionami. Oczywiście, co tam dla mężczyzny jakaś plama na obrusie. Nie on będzie ją spierał.

Po śniadaniu Kamila sprząta ze stołu i zmywa. Niektórzy mają w domach zmywarki, ale to wymaga większej kuchni i bardziej zaradnego męża, który zarobi na takie luksusy. Jak Grzesiu Leny.

Siostra dzwoniła wczoraj z życzeniami i przy okazji, jak to ona, ponarzekała na męża, chociaż za takiego mężczyznę powinna dziękować Bogu. Ale Lena nigdy nie umiała cieszyć się z tego, co zsyła jej los, mimo że dostawała więcej niż Kamila. Nie, Lenie zawsze było mało, zawsze doszukiwała się wad tam, gdzie każda rozsądna kobieta widziałaby jedynie powody do radości.

Kamila wyciera ręce w kuchenny ręcznik, który od razu wiesza z powrotem i wygładza. Omiata spojrzeniem kuchnię, nadmiernie zagraconą, ale przy tak skromnej przestrzeni inaczej się po prostu nie da. Lena nie ma takich problemów, ma za to zaradnego męża, podczas gdy Heniu nigdy by się nie zdobył na założenie firmy. Brakuje mu odwagi. Woli ciepłą posadkę, mimo że narzeka na szefa, przed którym ciągle musi się spowiadać. Ale może w tym właśnie rzecz – żeby sobie ponarzekać?

Kamila kręci głową i spogląda na kuchenny zegar. Dochodzi jedenasta, można powoli szykować się do kościoła. Nie powinna tak źle myśleć o mężu, zwłaszcza w Wielkanoc. Heniu ma swoje zalety, wiele kobiet trafia znacznie gorzej.

W przedpokoju dzwoni telefon. Kamila niechętnie rusza po słuchawkę, ale mąż ją wyprzedza, więc odwraca się, żeby ponownie zlustrować kuchnię, jednocześnie przysłuchując się rozmowie. Renatka, oczywiście. Przecież nie dałaby im spędzić spokojnie świąt. Heniu przechodzi ze słuchawką do dużego pokoju.

– Aduś, jesteś gotowy? – Kamila bez pukania otwiera drzwi pokoju syna. – Do kościoła idziemy. Oj, zmarzniesz w takiej cienkiej koszulce.

– Mamo… – marudzi chłopak. – A w ogóle to już tyle razy ci mówiłem: Adrian.

– Adrianem możesz sobie być dla kolegów – odpowiada jak zwykle Kamila. – Dla mnie zawsze będziesz moim Adusiem. – Głaszcze go po policzku.

To taki ich niewinny żarcik, Aduś uwielbia przekomarzać się z matką. Kochane dziecko, chociaż leniwe, niestety. Nawet teraz, na drugim roku studiów, nie przygotuje się na zajęcia ani nie nauczy do egzaminu, jeśli Kamila nie stanie nad nim i go nie przypilnuje. Zawsze tak było. Kamila jednak nie narzeka, bo kiedy słucha o problemach, jakie mają z dziećmi koleżanki z pracy, może tylko dziękować Bogu, że zesłał jej tak wspaniałego chłopaka.

– Bez dyskusji, włóż coś cieplejszego – mówi bardziej kategorycznym tonem.

– Pyszczko, a może później pójdziemy? – odzywa się zza jej pleców Heniu. – Renia dzwoniła, że jadą do szpitala…

– Niech jadą, co to ma do rzeczy? – Kamila surowo ściąga brwi. – Nie umawialiśmy się z nimi na dzisiaj.

Domyśla się, że Heniu przed chwilą obiecał siostrze, że do niej dołączą, ale nie zamierza ułatwiać mu sprawy. Rodzina powinna spędzać święta razem, w miłej atmosferze, a nie włóczyć się po szpitalach z powodu nieodpowiedzialnych młokosów.

– Powiedziałem, że też pojedziemy – wyjaśnia nieśmiało Heniu. – Pojadę – poprawia się od razu. – I Adrian, gdyby chciał. Co, synu? Chyba…

– Najpierw kościół, a potem jedźcie sobie, gdzie chcecie – oznajmia Kamila. – Renacie nic się nie stanie, jeśli godzinę na was poczeka.

– Potem to ja do kumpla chciałem iść – mamrocze Aduś.

– Chciałeś iść do kolegi? – oburza się Kamila, kładąc przy okazji nacisk na ostatnie słowo, bo nie lubi w domu młodzieżowego slangu. – W Niedzielę Wielkanocną? Aduś, kotku, lepiej zawsze pomyśl, zanim coś powiesz. Jeśli nie chcesz jechać z ojcem, to w porządku, nie będziesz się jednak dzisiaj włóczył po kolegach.

– Pyszczko… – zaczyna Heniu, ale Kamila unosi dłoń w uciszającym geście i mija męża, przechodząc do sypialni.

Sama także powinna przebrać się w coś cieplejszego, bo chociaż dzień wydaje się ładny, w kościele na pewno będzie panował chłód.

Kamila stoi przed szafą, gdzie ubrania wiszą w porządku od zimowych po całkiem letnie, i ponownie rozważa kwestię wyprawy Adusia do szpitala. Może powinna nalegać, żeby pojechał? Taki był zapatrzony w Przemka i ten jego motor, że wyjdzie mu to tylko na zdrowie, jeśli się teraz jeszcze trochę napatrzy.

Okazuje się jednak, że Heniu wybrał sobie ten dzień na bunt: oświadcza, że pojedzie do szpitala sam, i to teraz, zamiast iść z rodziną do kościoła.

– To ważna sprawa – dodaje odrobinę przepraszającym tonem, kiedy Kamila zaciska usta w wąską kreskę.

– A Bóg nie jest ważny?

– Pyszczko, przecież…

– Jedź, jeśli chcesz – przerywa mu chłodno Kamila. – Tylko żeby to kiedyś nie obróciło się przeciw tobie.

Żałuje, że nie wyszła za człowieka bardziej religijnego, chociaż złości ją głównie to, że Heniu porzuca w święta rodzinę. Renata ma własnego męża i mogłaby się obejść bez asysty brata. Chodzi raczej o próbę sił – szwagierka usiłuje dowieść, że ledwie pstryknie palcami, a Heniu już do niej pędzi, nie zważając na fakt, że zadaje ból własnej żonie.

Wielcy państwo, Renata i Mariusz. Uważają się za lepszych jedynie dlatego, że Mariusz świetnie zarabia. Załapał się kiedyś przypadkiem na posadę prezesa i jego kariera potoczyła się sama, nie potrzebował do tego wiedzy czy umiejętności, a dziś traktuje Henia jak swojego pracownika, komenderuje nim, poucza, natomiast Heniu, poczciwa dusza, słowa mu nie powie… I potem nie ma się co dziwić, że Kamila gniecie się w takiej małej kuchni.

Ale pieniądze szczęścia nie dają, teraz Różańscy się o tym przekonali. Ich Przemuś zawsze musiał dostać wszystko, co najlepsze, wszystko, czego sobie zażyczył – i teraz mają. Aduś też swego czasu przebąkiwał o motorze, ale nawet Heniu, któremu niekiedy przychodzą do głowy głupie pomysły, postawił sprawę jasno: za duży wydatek. Nieco mniej przypadło Kamili do gustu to, że zasugerował, by syn poszedł do pracy w wakacje i sam zarobił na swoją zachciankę. Dzięki Bogu, studia na tyle zaprzątały Adusia, że nie naszła go chęć udowodnienia czegoś ojcu.

Nie jest tak, że Kamila nie mogłaby podarować synowi motoru. Ma oszczędności – świętej pamięci rodzice zostawili co nieco, bo przecież z zarobków jej i Henia nie dałoby się nic odłożyć. Ale te pieniądze są na zapewnienie Adusiowi dobrego życiowego startu. Syn nic o nich nie wie. Kiedy zapragnie rozpocząć samodzielne życie, będzie miał niespodziankę, teraz jeszcze chłopakowi przewróciłoby się w głowie.

Oczywiście Kamila ani przez moment nie rozważała kupowania dla Adusia motoru. Wystarczyła jej świadomość, że byłoby ją na to stać. Renata niesłusznie zadzierała nosa, a Kamila może sobie teraz tylko pogratulować zdrowego rozsądku.

Kiedy wychodzą z kościoła, głaszcze syna po policzku. Aduś szarpie głową i prycha, ale Kamila wie, że chłopak lubi takie czułości. Oni dwoje przecież świetnie się dogadują.

Trochę wieje i nie jest tak ciepło, jak sugerowały to widok za oknem oraz wskazania domowego termometru. Mimo to Kamila namawia syna na krótki spacer – ot, wrócą do domu, odrobinę nadkładając drogi.

Po powrocie Kamila szybko robi kawę, bo w telewizji właśnie zaczął się przyjemny rodzinny film. Udaje jej się nakłonić Adusia do wspólnego oglądania, chociaż syn przez chwilę marudzi, że chciałby pobuszować w internecie.

Heniu pojawia się dopiero o wpół do czwartej, mimo że doskonale wiedział, iż Kamila zaplanowała obiad na czternastą trzydzieści. W wolne dni zawsze jedzą o wpół do trzeciej, nie zdoła więc wykręcić się argumentem, że zapomniał.

– Pyszczko, przepraszam, Renata bardzo źle to wszystko…

Kamila ucisza go uniesieniem dłoni.

– Nie chcę słuchać o takich rzeczach w święta. Umyj ręce i siadaj do stołu, zaraz podam obiad.

Mąż burczy coś pod nosem, ale Kamila udaje, że tego nie słyszy. Nie chce się kłócić w Wielkanoc. To są piękne, refleksyjne święta, w takim dniu po prostu nie wypada wymieniać przykrych uwag. Zresztą mężczyzna zawsze musi mieć ostatnie słowo, a mądra kobieta ustępuje w takiej sytuacji dla dobra rodziny.

Głosy płynące z telewizora łagodzą przykrą ciszę, choć jednocześnie Kamila ma nadzieję, że mąż dostrzega, jak mocno ją uraził.

– Bardzo dobre mięso, pyszczko – mówi przepraszająco Heniu.

Kamila dziękuje mu królewskim skinieniem głowy. Naturalnie, że mięso się udało, przecież jest doskonałą kucharką, ma to po matce. Miło jednak, kiedy ktoś potrafi docenić ów fakt.

– Jak Przemek? – pyta Aduś, niemrawo przeżuwając kęs schabowego.

– Kotku, nie mów z pełnymi ustami – napomina go Kamila, ubiegając męża, który właśnie zaczerpnął tchu, żeby udzielić odpowiedzi. – Popatrzcie, jak ta kobieta się ubrała. – Wskazuje widelcem ekran. – Jak można się tak pokazać w telewizji?

Na szczęście odwrócenie uwagi Adusia nigdy nie sprawiało trudności, a Heniu jest, mimo wszystko, na tyle bystry, że wie, kiedy nie powinien się odzywać.

– Dołożę ci jeszcze, co, kotku? – pyta Kamila i nie czekając na odpowiedź, nakłada synowi na talerz kolejnego schabowego i dwie łyżki purée z ziemniaków.

Chłopak jest taki chudy. Po ojcu, bo Heniu, choć nie sposób odmówić mu apetytu, uparcie zachowuje szczupłą sylwetkę. W zasadzie jest za drobny jak na mężczyznę i Kamila, ze swoimi dziesięcioma kilogramami nadwagi, wygląda przy nim zbyt matronowato. Gdyby wyszła za człowieka potężniej zbudowanego, wtedy ich syn nie przypominałby tyczki. Aduś przerósł ojca o głowę, co ogólnie Kamilę cieszy, ma jednak stanowczo zbyt mało ciała, a w dodatku się garbi. No, ale to jeszcze taki głupi wiek, z czasem na pewno zmężnieje. Żeby tylko dobrze się odżywiał.

Kamila z westchnieniem spogląda na półmisek z kotletami. Zjadła już schabowego i właśnie ze względu na tę nieszczęsną nadwagę nie powinna brać dokładki, ale przecież są święta. Nakłada sobie mięso na talerz. Zresztą, ona ma po prostu taką budowę. Nie przybiera na wadze, ale też nie chudnie – i dobrze, przynajmniej od lat nosi rzeczy w tym samym rozmiarze. Nie wyobraża sobie, żeby miała co sezon na nowo kompletować garderobę. I gdzie by to wszystko trzymała?

– Mamo, to ja bym poszedł do Tomka – mówi Aduś, wędrując za nią do kuchni ze swoim talerzem.

– Ach, to dlatego jesteś dziś taki skory do pomocy. – Kamila odbiera od syna brudne naczynie.

Chłopak wzrusza ramionami.

– Przecież i tak będziecie oglądać telewizję – bąka niewyraźnie, Kamila jednak nigdy nie miewa problemów ze zrozumieniem syna.

– Ale będziemy robić to wspólnie, jak rodzina – odpowiada surowo, lecz natychmiast mięknie. – Skoro tak bardzo ci zależy… Jego rodzicom nie będzie przeszkadzać takie najście?

Aduś znów wzrusza ramionami.

– Będziemy u niego w pokoju, a nie z jego… rodzicami.

Pewnie chciał powiedzieć „starymi”. Kamilę ogarnia złość, że syn czasami z takim lekceważeniem wypowiada się o dorosłych, ale od razu upomina się, że przecież właśnie z szacunku dla niej ostatecznie nie użył tego określenia. Syn ją poważa; jeśli tamci ludzie nie potrafią zasłużyć sobie na szacunek własnego dziecka i jego kolegów, to ich problem.

– Wróć na kolację – mówi więc tylko. – O siódmej – dodaje, w zasadzie niepotrzebnie, bo w dni wolne zawsze siadają do wieczornego posiłku o siódmej, jednak Aduś bywa taki rozkojarzony…

Dopiero kiedy syn, wystrojony i wyperfumowany, znika za drzwiami, Kamila pojmuje, że pozwoliła mu na to wyjście w znacznej mierze na złość mężowi. W Niedzielę Wielkanocną chciał ciągnąć dziecko do ponurego szpitala! Oczywiste, że chłopak woli poplotkować… o, pardon, pogadać po męsku z kolegą. Kamila uśmiecha się w przypływie dobrego humoru.

Liczy, że Heniowi nie zbierze się znowu na głupie dyskusje. Z programu telewizyjnego pamięta, że niedługo powinien się zacząć ciekawy film, o jasnych stronach życia, taki świąteczny. W Wielkanoc lubią puszczać w telewizji różne ponure produkcje, Kamila więc starannie czyta opisy, żeby nie trafić na coś przygnębiającego. Ma nadzieję, że wybrany film wciągnie ich na tyle, by Heniu zapomniał o Renacie.

– Poszedł do Tomka? – pyta Heniu, sadowiąc się na kanapie przed telewizorem. – Często go odwiedza.

– A co ci przeszkadza, że nasz syn jest lubiany? – denerwuje się natychmiast Kamila, ponieważ ciągle ma delikatne wyrzuty sumienia, że pozwoliła Adusiowi wyjść do kolegi w Niedzielę Wielkanocną.

– No nie, nie mówię, że mi przeszkadza…

– Film się zaczyna.

W święta nie powinna tak burczeć na Henia, to prawda, woli jednak ustawić go zawczasu, nim z niewinnych pogaduszek o Adusiu mąż przerzuci się na temat Przemka. Na szczęście Heniu posłusznie wlepia wzrok w ekran.

Seans kończy się akurat tak, że pora brać się za przygotowania do kolacji. Kamila spogląda na zegarek i zastanawia się, czy dzwonić do Adusia z przypomnieniem, o której godzinie ma wrócić. Ten chłopak jest taki roztrzepany! Postanawia dać mu szansę, w końcu to już nie takie dziecko. Musi się nauczyć odpowiedzialności.

Pięć po siódmej dzwoni jednak do syna, który, jak się okazuje, „kompletnie stracił poczucie czasu”. Rozłącza się z westchnieniem. Sam pomysł nauczenia mężczyzny odpowiedzialności wydaje się naiwną mrzonką. Dziewczynki to co innego, gdyby ci przeklęci lekarze…

Natychmiast urywa tę myśl i z werwą zaczyna robić herbatę, ponieważ tylko picia brakuje na stole. Nieważne, że trochę na to za wcześnie. A może zasiądą z Heniem do kolacji sami, żeby Aduś poczuł, jak nieładnie postąpił?

Ostatecznie Kamila uznaje, że święta nie są stosowną porą na podobne działania wychowawcze. Zresztą, Aduś w swoim rozkojarzeniu gotów byłby niczego nie zauważyć.

Zanim Aduś wreszcie się pojawił, herbata zdążyła wystygnąć, więc Kamila musi zaparzać nową. Siadają do stołu chwilę przed ósmą i dociekaniom Henia na temat tego, jak syn spędził popołudnie, rychło kładzie kres początek filmu. Komedia nastraja wszystkich pozytywnie. W dodatku nie ma w niej przerw na reklamy, brak więc okazji do podjęcia rozmowy, która mogłaby zejść na niewygodny temat.

Film naprawdę wciąga, tak że Kamila odrywa się od niego z trudem, żeby sprzątnąć ze stołu. No ale nie może przecież dopuścić, żeby jedzenie się zeschło. Na takie marnotrawstwo nigdy by nie pozwoliła, nawet gdyby lepiej im się powodziło i nie trzeba było starannie rozplanowywać wydatków z domowej kasy. Nie tak ją wychowano.

Spiesznie zmywa naczynia. Nie chce, żeby resztki jedzenia przywarły do talerzy i sztućców. Takich prac nie należy odkładać na później – tego także nauczyła ją matka. Kamila jest dobrą gospodynią i dlatego w jej małżeństwie tak wspaniale się układa. W ubiegłym roku świętowali srebrne gody! Kiedy patrzy na to, co dzieje się wokół, uważa, że ma pełne prawo do dumy.

Mężczyzna lubi mieć ugotowane i posprzątane, cała reszta to sprawy drugorzędne. Taka Lena tego nie rozumie, bo jako najmłodsze dziecko w rodzinie zawsze była rozpieszczana i dlatego wydaje jej się, że cały świat, z mężem włącznie, jest na jej usługi. Ale nie tędy droga.

Kamila opłukuje sztućce i kręci głową. W dzieciństwie zdarzało jej się zazdrościć Lenie, a może raczej czuła gorycz, że młodsza siostra tak łatwo wymiguje się od domowych prac, zostawiając wszystko na jej głowie. Dziś jednak cieszy się, że przypadła jej w udziale rola tej starszej, bardziej odpowiedzialnej i obciążonej większą liczbą obowiązków. Dobrze ją to przygotowało do życia. A Lena? Lena jest zbyt wygodna, żywi dzieci po stołówkach, do sprzątania najęła sobie panią. I potem narzeka na Grzesia, jakby biedak był czemuś winien. Mężczyźni mają swoje oczekiwania i jeśli kobieta im nie sprosta, niech się później nie dziwi, że w małżeństwie zaczynają się kłopoty.

Wyciera ręce w kuchenny ręcznik i wiesza go starannie, wygładzając zagięcia. Wraca do dużego pokoju.

– Co się działo? – pyta, siadając na kanapie.

– On jej powiedział, że musi się zastanowić, a ona pojechała do przyjaciółki – relacjonuje leniwie Aduś. – A herbaty byś, mamo, nie zrobiła?

– Ojej, dopiero co usiadłam. Trzeba było wołać wcześniej.

– No nie pomyślałem. – Aduś wzrusza ramionami, po czym zaczyna rechotać, bo na ekranie bohater wszedł właśnie na stojak z parasolami.

– Ja zrobię. – Heniu pośpiesznie wstaje, nim Kamila ma szansę zaprotestować.

Gryzie się w język i napomina, że mężczyzny nie należy zniechęcać, kiedy sam oferuje pomoc. Niezmiennie jednak irytuje ją, kiedy mąż rządzi się w kuchni. Na pewno przy nalewaniu wody ochlapie czajnik i nie pomyśli, żeby to wytrzeć, inaczej zostaną zacieki. I weźmie nie tę herbatę, co Aduś lubi, a potem za długo będzie ją zaparzał – ale Kamili w takiej chwili nie wolno udzielić mu rady, bo natychmiast by się obruszył.

Tak, w pewnych banalnych kwestiach Heniu bywa szalenie drażliwy, Kamila zaś wie, kiedy powinna ustąpić. Na tym polega jeden z sekretów zgodnego małżeństwa. To kolejna prawda, której Lena nigdy nie przyswoiła.

Spogląda w kierunku kuchni, wzdychając w duchu. Gdyby Bóg zesłał jej takiego mężczyznę jak Grzesiu, potrafiłaby docenić ów dar. Prędko jednak odgania od siebie tę myśl. Nie należy kusić losu. Kamila zresztą nigdy nie była z tych, co to wiecznie im mało, wiecznie narzekają, że innym powodzi się lepiej. Umie zadowolić się tym, co dostała od życia.

Ponownie skupia uwagę na filmie. Komedia autentycznie ją bawi, tak że Kamila od czasu do czasu nawet się uśmiecha. Później, na innym programie, będzie ciekawie się zapowiadający kryminał.

Heniu wraca z herbatą, a Kamila dziękuje mu miłym uśmiechem i paroma ciepłymi słowami, dokładnie tak, jak uczyła ją matka. Wzdycha, zadowolona z tego świątecznego wieczoru w rodzinnym gronie.

Poniedziałek

Przez niewielkie okno wpadają do kuchni promienie wiosennego słońca, zbyt nieśmiałe, żeby Kamila mogła obyć się bez sztucznego światła, kiedy układa wędliny na półmisku. Oddaje się temu zajęciu odrobinę nerwowo, bo nasłuchuje jednym uchem, czy Aduś już wstał. Nie lubi lanego poniedziałku z całą tą bezsensowną chlapaniną, ale cóż począć, tradycja.

Krytycznie przygląda się półmiskowi, po czym, zadowolona z efektu, zanosi go na stół w pokoju. Z Heniem rano opryskali się symbolicznie z przygotowanych wczoraj jajek na wodę, Aduś jednak bierze zwykle do tego celu pustą butelkę po płynie do naczyń albo napoju z odpowiednim zamknięciem, która gwarantuje większą siłę rażenia. Może w tym roku zapomniał? Kamila nie zauważyła, żeby cokolwiek zniknęło jej z kuchni, a zwraca na takie rzeczy uwagę.

Mogłaby zaskoczyć Adusia we śnie, ale trochę jej żal go budzić. Biedaczek tak się namęczy na studiach, niech chociaż w Wielkanoc sobie odpocznie. Sama poza tym nie wie, co gorsze: jeśli do walki dojdzie w kuchni, czeka ją ścieranie podłogi, gdyby natomiast oblała Adusia w łóżku, trzeba by zostawić pościel na wierzchu, żeby wyschła, a Kamila nie znosi takiego niechlujstwa, tym bardziej w święta.

Wzdycha, sprawnie zwijając plastry żółtego sera, by następnie ułożyć je na półmisku. To całe polewanie wodą jest takie infantylne, a zarazem wiąże się z nim tyle stresu. Jako dziecko także nie lubiła lanego poniedziałku. Włożyła ładną sukienkę, a Emil z Leną, przy okazji ataku na przybyłe z wizytą wujostwo, niby to przypadkiem oblewali ją tak, że musiała się przebrać. Poza tym dodawali do wody tanich perfum, więc każdą rzecz trzeba było prać, nawet jeśli Kamila miała ją na sobie zaledwie przez godzinę. Przy czym wcale nie było pewne, że po upraniu zapach zniknie.

– A kuku! – woła Aduś, pryskając wodą na kark. Kamila czuje, jak zimna strużka spływa na plecy.

Przestraszył ją tak, że najchętniej by na niego wrzasnęła, ale trudno krzyczeć na dziecko dlatego, że kultywuje świąteczny obyczaj. Zwłaszcza na chłopaka, wiadomo, że chłopcy później dorastają. Gdyby tak miała…

Wolałaby nie zalewać podłogi w kuchni jeszcze bardziej, cóż jednak począć, skoro to tradycja. Spiesznie sięga więc po jajko z wodą i z wysilonym uśmiechem opryskuje Adusia.

Raptem syna atakuje od tyłu Heniu, wyciskając mu na kark połowę zawartości plastikowego jajka. Kamila wydaje z siebie radosne piski, żeby nie psuć swoim mężczyznom zabawy. Doprawdy, duże dzieci.

– No, już starczy – mówi wreszcie, starając się, by zabrzmiało to żartobliwie. – Pokój, obwieszczam pokój! Dajcie mi skończyć przygotowywanie śniadania.

Wypycha ich z kuchni, ślizgając się na mokrej podłodze. Plecy swędzą ją w miejscu, gdzie lgnie do nich mokry materiał białej bluzki. Na szczęście jest cienki, powinien szybko wyschnąć. Kamila lubi tę bluzkę i ma dzisiaj chęć w niej pochodzić.

Przynosi z łazienki mop, żeby wytrzeć kafelki w kuchni i przedpokoju. Panowie, dzięki Bogu, poprzestali na wymianie pojedynczych ataków i zgodnie zasiedli w dużym pokoju przed telewizorem, Kamila może więc posprzątać po bitwie, a potem wrócić do przygotowań.

Śniadanie upływa w miłej atmosferze, bo na szczęście w Poniedziałek Wielkanocny odpuszczono sobie politykę. Oczywiście dziennikarze, jak to oni, wynaleźli jakąś przykrą informację, byleby nie dać ludziom spokojnie zjeść, ale Heniu wykazuje się zdrowym rozsądkiem i zmienia kanał. Teraz miła pani opowiada o tradycji zdobienia jajek na kaszubskiej wsi.

– Renata zapraszała, żebyśmy dziś wpadli do nich na kawę – odzywa się niespodziewanie Heniu.

– Chyba odmówiłeś? – Kamila spogląda na męża, unosząc brwi, po czym ucieka wzrokiem w stronę ekranu, by podziwiać kraszanki.

– Noo, nie… – zaczyna Heniu, ale milknie, kiedy żona znów kieruje nań spojrzenie.