Ring Girl - K.N. Haner - ebook
lub
Opis

Pasja, ukryte pragnienia i zakazany związek – gorąca powieść Królowej Dramatów!

Ring Girl to emocjonalny nokaut! Zaczynasz czytać i przepadasz. Nie odłożysz książki aż do ostatniej rundy, która powali Cię na kolana”! – Alicja Sinicka, autorka bestsellerowej książki "Winna"

„Tłum ludzi, światła, muzyka, walka. To był mój świat. Nasz świat”.

ONA – córka byłego Mistrza Świata w boksie

ON – pretendent do tytułu

Jedna Gala Mistrzów wywraca ich życie do góry nogami.

Czy odnajdą się w świecie, który oboje równie mocno kochają, co nienawidzą?

Czy tajemnice, które mają przed sobą, nie przeszkodzą im w drodze do szczęścia?

Pełna żaru, energetyczna powieść K.N. Haner uwiedzie nie tylko najwierniejsze czytelniczki i miłośniczki romansów.

__

O autorce

K. N. Haner to młoda i niezwykle utalentowana polska autorka erotyków, której nazwisko powoli staje się legendą. Każda jej kolejna książka zbiera coraz lepsze recenzje i bije nowe rekordy sprzedaży. W jej książkach nie brakuje bardzo pikantnych scen i zaskakujących zwrotów akcji. Nazywana Królową Dramatów oferuje czytelnikom relacje pełne skrajnych emocji, a każda jej książka trzyma w napięciu do samego końca. Urodziła się 21 października 1988 roku w Ciechanowie i do tej pory wydała 9 tytułów, a w planach ma już kolejne.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 288

Popularność


Runda 1

Słony pot spływał po moim tyłku, a obcisłe legginsy jeszcze bardziej przylegały do mokrego ciała. Przyśpieszyłam, by zdążyć przebiec na zielonym świetle, i obiecałam sobie, że tuż za rogiem zrobię przerwę. W słuchawkach cały czas słyszałam energetyczną muzykę, i to dodawało mi sił. Dobiegłam do wyznaczonego miejsca, ale czułam, że jeszcze dam radę. Byłam nauczona, by się nie poddawać własnym słabościom i ograniczeniom ciała. „Twarda z ciebie dziewucha, Eden”. Słowa ojca dźwięczały mi w głowie, a ja uśmiechnęłam się na myśl o nim, jednak już po chwili poczułam w sercu ogromną tęsknotę. Wiedziałam przecież, że nie pojadę do domu na Boże Narodzenie, bo ojciec znowu miał gorszy czas, a ja w takich chwilach nie lubiłam z nim przebywać. Gdy wpadał w swoje depresyjne stany, był nie do zniesienia. Marudził, czepiał się i pił. Mogłam zaakceptować wszystko, ale nie to ostatnie. Nie lubiłam się z nim kłócić, nie miałam prawa głosić mu kazań, a on nie miał prawa mnie bić. Zdarzyło mu się mnie uderzyć, a to oboje nas niszczyło i zadawało ogromny ból. Mnie ten fizyczny. Chodziło jednak głównie o to, co działo się wtedy w naszych umysłach. Doskonale pamiętałam wyraz twarzy ojca, kiedy uderzył mnie po raz pierwszy. Stało się to, gdy któregoś dnia przyjechałam bez uprzedzenia i zastałam go w domu wśród butelek po alkoholu. Zrobiłam mu awanturę, że nic go nie obchodzę, wykrzyczałam, że jest mięczakiem i tchórzem, a jemu zabrakło argumentów. Wtedy najlepszym argumentem stawała się jego platynowa pięść. Pięść byłego mistrza świata. Upadłej gwiazdy sportu. Pięść ojca, który nie potrafił mnie kochać tak, jak tego chciał.

Ojciec nigdy nie był cierpliwy, a jego przeszłość nie dawała mu spokoju. Starałam się go rozumieć, ale byliśmy do siebie zbyt podobni, bym mogła mu jakoś pomóc. Kochałam go najbardziej na świecie, bo miałam przecież tylko jego. Mama zmarła, gdy byłam mała, i nawet jej nie pamiętałam. Dręczyły mnie wyrzuty, że powinnam przy nim być, a nie studiować na drugim końcu kraju, ale… Uciekałam od niego i przyznawałam się do tego tylko przed samą sobą. Dobre chwile już nie wystarczały, by wynagrodzić mi te złe, w których moje serce rozpadało się na kawałki. Nie byłam dzieckiem, któremu lizak czy nowa lalka rekompensowały kolejną kłótnię. Nie czułam się też dorosła, bo nadal pozostawałam na utrzymaniu ojca. On opłacał studia, mieszkanie, moje imprezy, nowe kiecki i buty po pięćset dolarów. W tym też tkwił problem, bo traktowałam go trochę jak bankomat. Nie, nie trochę. Prawda była taka, że jedyne, czego nam nie brakowało, to pieniądze. W sumie to jemu nie brakowało, a ja korzystałam z tego bez skrupułów. Wyrzuty sumienia dopadały mnie w momencie, gdy wiedziałam, że mnie potrzebuje, a ja nie byłam na tyle silna, by wsiąść w samolot, lecieć do niego i starać się mu pomóc. Czasami dało się z nim pogadać, ale to zdarzało się bardzo rzadko, gdy pił, a ostatnio robił to codziennie.

Zatrzymałam się, gdy poczułam skurcz w prawej łydce. No dobra, koniec treningu na dziś – zaalarmowało mnie moje ciało, a ja nie miałam zamiaru się sprzeciwiać. Przeczekałam skurcz, upiłam kilka łyków wody i zerknęłam na zegarek, by sprawdzić, ile przebiegłam kilometrów i jakie mam tętno. Uśmiechnęłam się, bo kolejny raz pobiłam swój rekord. Każdy powód wydawał się dobry, by móc świętować, więc po powrocie do mieszkania wzięłam szybki prysznic i zadzwoniłam do kilku znajomych ze studiów z propozycją wyjścia na drinka. Był jednak piątkowy wieczór i wszyscy mieli już plany, w których mnie nie uwzględniono. Byłam singielką, a to wbrew pozorom wcale nie ułatwiało sprawy. Unikałam związków jak ognia, bo po prostu uważałam, że jestem na to za młoda. Jednorazowe przygody nie zdarzały mi się często, bo uważałam je za przereklamowane. Faceci, seks i poranek po seksie z obcym kolesiem, który na kacu nie wydawał się już taki fajny jak poprzedniego wieczoru. Nigdy nie zapomnę, jak ostatnim razem obudziłam się, bo coś lizało mnie po twarzy. Tym czymś okazał się buldog mojego kochasia, który miętosił w pysku moje stringi. Miałam dystans do takich spraw, ale powrót do domu przez pół Nowego Jorku bez majtek nie był już taki zabawny.

Rozejrzałam się po moim mieszkaniu i westchnęłam, bo zanosiło się na to, że ten piątkowy wieczór spędzę sama na kanapie. Może tego właśnie było mi trzeba? Jeśli nawet, to wcale nie byłam z tego powodu zadowolona. W geście desperacji już chciałam zamawiać pizzę, gdy moja komórka zaczęła dzwonić. Uśmiechnęłam się, widząc, że dzwonił jeden z moich ulubionych kumpli.

– Cześć, Carter! Dzwonisz, by wyciągnąć mnie dziś wieczorem na jakąś nieziemską imprezę? – zagaiłam wesoło.

Carter był… W sumie nawet nie wiem, kim dokładnie dla mnie był. Spaliśmy ze sobą raz… No dobra, dwa razy, ale z rzędu, więc traktowałam to jako jednorazowy wyskok. Potem udało nam się jakoś „dogadać” i teraz po prostu fajnie nam się razem spędzało czas. Z Carterem można było iść na imprezę, na kręgle i do kina. Potrafił doradzić, jaką kieckę powinnam włożyć, kiedyś pomógł mi pomalować ściany w salonie i zdarzyło mi się nawet poznać jego rodziców na jakimś rodzinnym spędzie z okazji setnych urodzin jego babci. Carter był… Był sobą.

– Eden! – krzyknął do słuchawki. – Wygrałem bilety na mistrzowską galę boksu i wiem, że jako baba nic nie zakumasz, ale musisz tam ze mną iść! – mówił, a ja zaczęłam się śmiać. Nikt z moich znajomych w Nowym Jorku nie miał pojęcia, że jestem córką byłego mistrza świata w tej dyscyplinie. Nikt tak naprawdę mnie nie znał.

– Kiedy ma się odbyć ta gala? – zapytałam, choć doskonale wiedziałam, że miało to być następnego dnia.

– No jutro! Bilety były wyprzedane od dawna, a ja wygrałem, podając kod, który miałem na puszce red bulla! – Carter ekscytował się jak małe dziecko.

– Miałeś nie pić tego świństwa!

– Oj, pieprzyć to, Eden! Idziemy tam jutro i nawet nie próbuj się wymigać.

– Dlaczego chcesz iść tam ze mną? – Skrzywiłam się, bo wiedziałam, że cały taki wieczór myślałabym o ojcu. – Zabierz jakiegoś kumpla, którego to interesuje – podpowiedziałam mu.

– Ale ja chcę zabrać ciebie. Potem możemy pójść na jakąś…

– Imprezę?

– Miałem na myśli kolację… – wyjaśnił, a ja uniosłam brwi.

– Kolację? – Zaśmiałam się. – Carter, oszalałeś? My i kolacja?

– Co w tym dziwnego? Przyjacielski wieczór: wspólne wyjście na galę boksu, kolacja, a potem, nie wiem…?

– Coś kombinujesz – wtrąciłam.

– Oj, Eden. Może byśmy negocjowali te zasady? Tak ostatnio o nas myślałem i…

– O nas? – burknęłam. – Nie ma żadnych nas, Carter, i proszę, nie komplikuj tego!

– Ale z ciebie zołza!

– A z ciebie typowy facet! Mówiłam ci, że ja nie chcę związku, a jeśli masz ciśnienie, to przecież nie miałbyś problemu z wyrwaniem jakiejś laski w klubie.

– Nie chcę jakiejś laski, Eden. Mogę wpaść i pogadamy? – zaproponował nagle.

– Nie… Ja już się kładę spać. – Próbowałam go zbyć. Nie miałam ochoty na takie rozmowy i… negocjacje.

– Przed chwilą byłaś gotowa iść na nieziemską imprezę. – Teraz to Carter się zaśmiał.

– Komplikujesz – westchnęłam.

O Boże! Naprawdę nie miałam ochoty na jakieś dziwne podchody.

– Otwórz drzwi – powiedział i w tym samym momencie usłyszałam pukanie.

– Kurwa! Żartujesz sobie ze mnie? – Zerwałam się z sofy i poszłam otworzyć. W drzwiach stał Carter z torbą jedzenia na wynos, szczęśliwą puszką red bulla i uśmiechem za milion dolarów. Szlag by go! W dodatku doskonale wiedziałam, jak skończy się ten wieczór, a gdy mój gość przekroczył próg mieszkania, od razu zapomniałam na chwilę o wszystkich swoich zasadach, które kiedyś nam narzuciłam. W tamtej chwili poczułam, że naprawdę go potrzebuję. Byłam przecież tylko człowiekiem i jak każdy pragnęłam być z kimś blisko. Carter nie był materiałem na męża. Nie był nawet materiałem na faceta, ale doskonale pamiętałam, że tamtej jednej nocy i jednego poranka było nam razem naprawdę dobrze. Czy to aż tak źle, że postanowiłam to powtórzyć?

– Pójdziesz ze mną jutro na tę galę? – zapytał sekundę przed tym, jak zaczął mnie całować. Objęłam go mocno, a Carter podniósł mnie i przeszedł do kuchni, by tam zostawić jedzenie.

– Odpowiem ci rano – wyszeptałam i spojrzałam w jego niebieskie oczy, które błyszczały z pożądania.

Oboje doskonale wiedzieliśmy, że zostanie u mnie do rana. Czy to coś zmieniało? Tego jeszcze nie wiedziałam, ale nie chciałam analizować sytuacji. Odłożyłam to na rano, tak samo jak decyzję o tym, czy pójdę z nim na tę galę, czy nie.

Runda 2

Poranki po seksie zazwyczaj wyglądają słabo, ale z Carterem nie było najgorzej. Nie krępowałam się przemknąć przy nim nago do łazienki czy chodzić po mieszkaniu w samej koszulce i majtkach. On też raczej nie miał problemu z tym, co się wydarzyło, i czuł się u mnie jak w domu. Właśnie kończył robić śniadanie, gdy ja sprawdzałam pocztę na swoim laptopie. Wyrzuciłam mnóstwo spamu, zerknęłam w plan zajęć na następny tydzień i już miałam zabierać się do jedzenia, gdy dostałam nową wiadomość od ojca. Ostatnio często kontaktowaliśmy się w taki sposób, bo rozmowy telefoniczne bywały niezręczne i męczące. Uśmiechnęłam się, bo e-mail zatytułowany był: ZAPROSZENIE.

Data: 6 grudnia 2016

Temat: ZAPROSZENIE

Nadawca: David McGregor

Odbiorca: Eden Turner

Eden,

wiem, że tego nie cierpisz, ale dostałem zaproszenie na Galę Mistrzów, a doskonale wiesz, że nie przylecę teraz do NY. Wiem też, że Ty też wiesz, że odbywa się ona właśnie dziś, i chciałbym, żebyś poszła tam i dobrze się bawiła. Zrób to dla mnie.

PS W załączniku plik z zaproszeniem. Uprzedziłem organizatora, że zjawisz się tam z osobą towarzyszącą. Uszczęśliw swoją obecnością jakiegoś kolesia, który i tak nie jest Ciebie wart.

PS2 Przyjedziesz na święta?

Skończyłam czytać e-mail i zerknęłam dyskretnie na Cartera, który właśnie kończył nakładać sobie śniadanie. Nie dość, że nie miałam ochoty iść z nim na galę, to wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie, bo ojciec oddał mi VIP-owskie miejsca właśnie na tę imprezę. Westchnęłam cicho i zamknęłam laptop, a następnie dołączyłam do mojego gościa.

– Czemu masz taką minę? Stało się coś? – zapytał Carter.

Nie byłam pewna, czy w ogóle powinnam mu o tym mówić, ale doskonale wiedziałam, że ogromnie się ucieszy z tego wyjścia. W dodatku uświadomiłam sobie, że chciałam mu sprawić przyjemność. Lubiłam go i wiedziałam, że zasługiwał na wszystko, co dobre.

– Myślę o tej wieczornej gali i…

– Eden, nawet nie próbuj się wymigać! – Carter przerwał mi i wstał, by podejść i usiąść na krześle obok mnie. – Przecież to tylko jedno wspólne wyjście.

– Tak samo jak jedna wspólna noc, jedno wspólne śniadanie i…

– Przestań! – Trącił mnie lekko. – Ja niczego nie oczekuję. Nie chcesz związku? Okej, ale nie odtrącaj mnie. Lubię cię, ty też mnie lubisz i przecież to nic złego, że będziemy spędzać miło czas.

– Co cię naszło, że nagle próbujesz opuścić strefę przyjaźni? – zapytałam, bo naprawdę mnie to zastanawiało. Od naszej pierwszej wspólnej nocy minął ponad rok, a przez ten czas Carter nie robił żadnych podchodów i nic nie wskazywało na to, że chciał czegoś więcej niż tylko „przyjaźni”. A może to ja czegoś nie dostrzegałam? Sama nie byłam pewna.

– Nie próbuję jej opuścić, bo nigdy w niej nie byliśmy, Eden. My się nie przyjaźnimy, nie jesteśmy nawet kumplami, bo przecież spaliśmy ze sobą, i to już trzy razy.

– Dwa! – przerwałam mu. – Tamtą noc traktuję jako jeden raz! – wyjaśniłam, a Carter zaczął się śmiać.

Nie podobał mi się kierunek, w jakim zmierzała nasza rozmowa. Chciałam wstać i uciec na chwilę do łazienki pod pretekstem wzięcia prysznica albo zrobienia czegokolwiek innego, by na chwilę pobyć sama, ale Carter szybko znalazł się zbyt blisko, a następnie objął mnie i przyciągnął w swoje ramiona.

– Możemy po prostu ze sobą sypiać, a oprócz tego robić wszystko, co do tej pory robiliśmy razem – zaproponował i już chciał mnie pocałować, ale zasłoniłam mu dłonią usta i gwałtownie wstałam.

– Carter, chyba czegoś nie rozumiesz! – burknęłam. – Ja nie chcę mieć przyjaciela do bzykania, a ty swoim zachowaniem odstraszasz mnie od siebie. Wczoraj złamałam dla ciebie swoje zasady, bo… bo coś mi odwaliło, ale to nie powinno się powtórzyć, ponieważ ja nie chcę się angażować i…

– A kto tu mówi o zaangażowaniu? To tylko seks. – Carter się skrzywił, bo chyba dopiero po chwili dotarło do niego, że mówiłam poważnie.

– Może dla ciebie, ale chyba zapomniałeś, że jestem kobietą, a my, KOBIETY, traktujemy to nieco inaczej.

– To znaczy jak? – zapytał, jakby naprawdę niczego nie rozumiał.

– Dla mnie seks z tobą to coś więcej niż tylko przyjemność. To bliskość, bo dajesz mi poczucie bezpieczeństwa, a… – Nagle urwałam w połowie zdania, bo przyłapałam się na tym, że mówiłam o nim w tak intymny sposób. Skąd w mojej głowie wzięły się nagle te dziwne myśli? Carter uśmiechnął się tajemniczo i znowu do mnie podszedł.

– Dla mnie to też jest coś więcej, Eden – odpowiedział i spojrzał mi w oczy. – Będę szczery, ale obiecaj, że nie uciekniesz przez to, co chcę ci powiedzieć – dodał, a mój żołądek zacisnął się w supeł.

Kurwa! No chyba nie miał zamiaru zafundować mi jakiegoś wyznania miłości? Ogarnęło mnie przerażenie, bo nie byłam na to gotowa. Nie chciałam związku. Nie oczekiwałam, że w ogóle dojdzie do takiej sytuacji. Tak naprawdę bałam się tego dziwnego uczucia, bo go nie rozumiałam. Miłość była dla mnie przereklamowana, a ludzie przez nią stawali się inni, bezmyślni, podejmowali nieodpowiednie decyzje, a potem kończyli ze złamanym sercem. Moje serce miało się całkiem dobrze i nie miałam zamiaru katować go miłosnymi rozterkami.

– Zastanów się milion razy, zanim powiesz mi coś, czego będziesz żałował – ostrzegłam go. Minę musiałam mieć naprawdę zabawną, bo Carter znowu zaczął się śmiać.

– Chcę ci tylko powiedzieć, że mi na tobie zależy bardziej niż na innych laskach, a ty zachowujesz się, jakbyś zaraz miała dostać zawału – wyjaśnił.

– Bo właśnie mam zawał! – pisnęłam i odsunęłam się od niego. Doskonale wiedziałam, do czego to prowadziło. – Nie. Nie! Nie! Carter, nie zależy ci na mnie. – Pogroziłam mu palcem. – Mnie też nie zależy, a seks więcej się nie powtórzy i… – Nagle poczułam za plecami kuchenną szafkę i dotarło do mnie, że moje pole manewru zdecydowanie się zmniejszyło. Carter wykorzystał chwilę mojej nieuwagi i już stał naprzeciwko mnie. Był blisko. Za blisko.

– Chciałbym cię znowu zerżnąć, Eden. Wiem, że ty też tego chcesz. – Chwycił moje dłonie i unieruchomił mi je za plecami, a następnie naparł na mnie.

Poczułam jego gorące ciało i zaczęłam się śmiać. To była reakcja obronna. Nie bałam się, że Carter może zrobić mi krzywdę, ale wolałam obrócić to w żart i nie pozwolić na to, by poniosły mnie emocje. Na szczęście Carter był tym typem faceta, który rozróżniał „nie” od „nie…” w takich sytuacjach, i dotarło do niego, że ja kompletnie nie miałam ochoty na taką relację. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że go zawiodłam, ale nie miałam zamiaru się obwiniać. Carter mógł mieć każdą inną laskę, bo natura hojnie go obdarzyła, i nie chodziło jedynie o dużego fiuta, bo to nie miało takiego znaczenia… No dobra, może dodawało mu to ze dwa nadprogramowe punkty, ale on i tak zgarniał pełną dziesiątkę za piękny uśmiech, oczy i ciało sportowca. I możliwe, że mieliśmy szansę tworzyć fajną parę, ale ja po prostu się bałam, że w końcu i tak coś się zepsuje, że zaczniemy się razem nudzić, zdradzać, zabraknie żaru, szacunku, a potem pozostanie tylko nienawiść i pustka. To był mój plan na najbliższe sto lat. Nie zakochać się. Nie angażować. Korzystać z życia i niczego nie żałować. Na razie wszystko szło po mojej myśli i nic nie wskazywało na to, że coś pójdzie nie tak. Nie miałam jednak pojęcia, że na pozór nic nieznaczące epizody z przeszłości mogą mieć tak ogromny wpływ na moją przyszłość, której byłam kompletnie nieświadoma.

Carter prawie popłakał się ze szczęścia, gdy w końcu zdecydowałam się iść z nim na galę boksu, a w dodatku przyznałam się, że dostałam w prezencie VIP-owskie wejściówki. Tak więc resztę dnia spędziliśmy na przygotowaniach do tego wieczoru. Chciałam się dobrze czuć, więc wybraliśmy się na zakupy, by mieć się w co ubrać, choć na pewno w szafie znalazłabym coś odpowiedniego na takie wyjście. Był grudzień, ale nawet mróz nie powstrzymał mnie przed włożeniem krótkiej kiecki z koronki i butów na obcasie. Moje ciało nadal było opalone po wakacjach na Bali, więc mogłam eksponować nogi i dekolt, a włosy związałam w wysoki kucyk. Lubiłam ich naturalny rudawy kolor, dlatego nigdy ich nie farbowałam. Ojciec za każdym razem powtarzał, że włosy i oczy mam po matce, a ja chyba podświadomie chciałam, by widział ją we mnie. Nie pamiętałam jej, ale oni bardzo się kochali, mimo że nigdy nie wzięli ślubu. Może gdyby mama nie zmarła tak wcześnie, to nasze życie wyglądałoby inaczej, ale tego nie mogłam wiedzieć. Po jej śmierci ojciec nie potrafił związać się na długo z żadną kobietą, dlatego w naszym życiu nie było już trzeciej osoby, z którą moglibyśmy stworzyć rodzinę. Ja nie miałam matki, a ojciec nie miał kogoś, z kim mógłby dzielić swoje troski i zmartwienia. Bywały chwile, że obojgu nam było ogromnie ciężko. Westchnęłam, bo uświadomiłam sobie, że nastała właśnie kolejna taka chwila. Potrzebowaliśmy z ojcem pomostu między sobą, kogoś, kto by nas do siebie zbliżał, łagodził konflikty i scalał rodzinę, bo sami nie potrafiliśmy już zrobić razem kroku naprzód.

– Ta kiecka jest świetna! – Głos Cartera wyrwał mnie z zamyślenia.

Moje puste spojrzenie wyostrzyło się i zerknęłam na odbicie w lustrze. Stałam w łazience i chwilę wcześniej skończyłam się malować, ale straciłam kontakt z rzeczywistością przez swoje dziwne rozważania. Potrząsnęłam głową i wymusiłam uśmiech. Coś znowu mnie dręczyło, ale jeszcze nie rozgryzłam, co to było.

– Cieszę się, że ci się podoba. Idziemy? – odpowiedziałam wesoło, by Carter nie zorientował się, że coś jest nie tak.

Był jednak tak podekscytowany wyjściem, że nawet gdybym płakała, toby nie zauważył. Chwilę potem zjeżdżaliśmy windą na parter kamienicy, by złapać taksówkę i jakimś cudem zdążyć na czas w godzinach szczytu. Przed wejściem do hali obiecałam sobie, że nic nie popsuje mi tego wieczoru. Chciałam odgonić złe myśli i dobrze się bawić, ale coś w środku podpowiadało mi, że może być ciężko. Może dlatego, że boks znaczył dla mnie więcej, niż potrafiłam przyznać?

Usiedliśmy w pierwszym rzędzie, ale na szczęście nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Ojciec już dawno wypiął się na życie w świetle fleszy, media raczej nie śledziły jego prywatnych problemów, a ja miałam święty spokój. Poza tym nie przypominałam siebie z dawnych lat, bo gdy ojciec zdobywał mistrzostwo za mistrzostwem, ja byłam dzieckiem, więc teraz mogłam czuć się anonimowa. Carter ekscytował się jak mały chłopiec, ale ja starałam się udawać niewzruszoną. A tak naprawdę wszystko we mnie buzowało, ponieważ to był mój świat. Kochałam tę atmosferę, bo w takim środowisku się wychowałam. Mimo że od wielu lat okłamywałam samą siebie, że nie chcę mieć z boksem nic wspólnego, to w takich chwilach miłość do tego wszystkiego ożywała we mnie ze zdwojoną siłą. Poznawałam twarze ludzi, z którymi kiedyś pracował ojciec. Właśnie przed oczami przemknął mi jego były zawodnik, a zaraz potem następny i kolejny. Teraz byli to dorośli mężczyźni, a nie nastolatki z talentem do bicia się po mordach. Tak ojciec nazywał swoich uczniów: „chłopcy z talentem do bicia”. Upiłam łyk coli, by opanować emocje, i zerknęłam na siedzenie obok, by dowiedzieć się, kto usiądzie razem z nami. Nie zdążyłam jednak przeczytać nazwiska, bo przede mną wyrosła nagle potężna sylwetka któregoś z zawodników. Podniosłam wzrok, a cień, jaki ciało mężczyzny rzucało na mnie, pozwolił mi dostrzec więcej szczegółów. Pierwsze, na co zwróciłam uwagę, to całe przedramię zabezpieczone specjalnym stabilizatorem. Zerknęłam wyżej, a wtedy Carter zaczął piszczeć jak napalona nastolatka.

– O ja pierdolę, przecież to „Dante” Johnson! – Aż stanął na baczność, a ja spojrzałam na niego i się skrzywiłam.

– Tak, to ja, a ty i twoja panna zajęliście moje miejsca – odpowiedział słynny „Dante” i zerknął na mnie. Na końcu języka miałam: „Cześć, Logan”, ale uświadomiłam sobie, że on nie mógł mnie pamiętać. Ojciec trenował go przecież z dziesięć lat temu, gdy ja byłam jeszcze dzieckiem, a on wschodzącą gwiazdą boksu.

– To nasze miejsca, twoje jest obok – odpowiedziałam i również wstałam. Miałam obcasy, ale poczułam się przy nim malutka. Logan wyrósł na prawdziwego faceta. Boksera z krwi i kości. Nie byłam pewna, w jakiej wadze startował, bo od dawna nie śledziłam rankingów. Nie wiedziałam też, że był kontuzjowany, i to chyba dość poważnie, bo stabilizator sięgał aż do ramienia.

– Nie wyglądasz na mojego byłego trenera – odpowiedział „Dante” i zmierzył mnie od stóp do głów. Następnie zerknął na siedzenia i wskazał, że na krześle, na którym chwilę wcześniej siedziałam, było napisane: „David McGregor”. Nie chciałam się zdradzać przed Carterem, który nie miał pojęcia, kim był mój ojciec, więc odpowiedziałam:

– Chyba rzeczywiście pomyliłam nasze miejsca, chodź, Carter. – Chwyciłam mojego towarzysza za dłoń, ale ten nie miał zamiaru odejść. Wpatrywał się w „Dantego” i chyba zabrakło mu języka w gębie, by poprosić o autograf.

– Ale w sumie jestem sam, więc może się zmieścimy – powiedział nagle „Dante” i poklepał Cartera po ramieniu. – Jesteście z mediów czy jak? – dodał i usiadł na swoim miejscu.

Zaskoczył mnie ten obrót sprawy, bo się nie spodziewałam, że „Dante” zjawi się sam na takiej imprezie. Od czasu do czasu śledziłam poczynania różnych bokserów i wiedziałam, że jego zawsze otaczał wianuszek kobiet, a oprócz tego od jakiegoś czasu słynny Logan „Dante” Johnson był zaręczony z jakąś modelką czy inną chudą zdzirą.

– Z mediów? Nie – wydukał Carter.

– Jesteśmy tu przypadkiem – dodałam i chciałam zająć to miejsce, gdzie wcześniej siedział Carter, by nie siedzieć bezpośrednio obok Logana, ale mój towarzysz nie zrozumiał moich intencji i usadził dupsko z powrotem na swoim krzesełku. Spojrzałam na Logana, on spojrzał na mnie, a potem na moje miejsce.

– Nie zmieścisz się? To może na kolana? – zaproponował i uśmiechnął się szeroko. Po sekundzie puścił do mnie oko. Prawie uwierzyłam, że nie żartował.

– Wcisnę tyłek. Dzięki! – odpowiedziałam i ostrożnie usiadłam pomiędzy dwoma mężczyznami. Moja sukienka była tak krótka, że pod pupą czułam plastik krzesełka zamiast materiału, ale zaczęło mi to przeszkadzać dopiero teraz.

Carter wpadł w jakiś trans, bo w ogóle nie zwracał na mnie uwagi, tylko rozglądał się, a gdy nagle zobaczył kolejnego zawodnika, wstał i ruszył za tłumem ludzi, by zdobyć autograf.

– Świetnie… – burknęłam pod nosem i zerknęłam na Logana. Nie wiem, czy lepiej było, że mnie w ogóle nie poznawał? W sumie jako dziecko rozmawiałam z nim może ze dwa razy. Miałam przecież dziewięć lat, gdy ojciec go trenował. Przychodziłam wtedy na ich treningi i z fascynacją przyglądałam się temu, co robili. Pamiętałam, że Logan był jednym z najzdolniejszych uczniów ojca, ale po aferze z dopingiem wszystko się popsuło. I wtedy w naszym życiu zapanował jeszcze większy chaos.

– Chyba nie bawisz się tutaj za dobrze, co? – zagadnął nagle Logan.

Poprawiłam się na krzesełku i znowu na niego spojrzałam.

– Sama nie wiem, a ty? Twoja kontuzja to coś poważnego? – zapytałam z ciekawości.

– Ja muszę tu być nawet mimo kontuzji, bo tego wymaga ode mnie mój kontrakt, ale ty chyba chciałaś sprawić radość swojemu facetowi, a on zostawił cię samą.

– To nie jest… – Urwałam w połowie zdania. Nie musiałam wyjaśniać, że Carter to nie mój facet. – Co to za kontuzja? – Zmieniłam temat, a Logan się uśmiechnął.

– Nic poważnego, ale dziękuję za troskę. – Mrugnął do mnie i tym razem to ja się uśmiechnęłam.

Tak naprawdę miałam z nim tyle wspólnych tematów. Wystarczyło zagadać o czymkolwiek: o ojcu, treningach, o jego karierze, ale nie chciałam tego robić. Nie chciałam mieszać teraźniejszości z przeszłością, od której tak usilnie próbowałam się odciąć.

– Pójdę poszukać mojego towarzysza, zanim wyprowadzą go za nieodpowiednie zachowanie. – Wskazałam ręką w stronę tłumu, który piszczał z radości na widok któregoś z zawodników. Wstałam gwałtownie, ale skrzyżowane w kostkach nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Chciałam zrobić krok i zamiast tego poczułam, że lecę prosto na twarz. Nawet nie zdążyłam krzyknąć, bo milisekundę później znalazłam się w ramionach Logana, a potem na jego kolanach.

– Miękkie lądowanie – stwierdził zadowolony, a ja oszołomiona tym, co się stało, dopiero po chwili poczułam pod pupą jego dłoń, która obciągała mi sukienkę, bym nie świeciła tyłkiem przed kilkoma tysiącami osób zgromadzonych w hali i milionami przed telewizorami.

– O cholera, muszę już iść! – pisnęłam, bo flesze już zaczęły błyskać.

– Uratowałem damę z opresji. Czy należy mi się za to jakaś nagroda? – zapytał Logan. Wyglądał, jakby w ogóle nie obchodziły go te tłumy wokół nas. Jakby miał gdzieś, że paparazzi jutro zrobią z nas kochanków z pierwszych stron gazet tylko dlatego, że siedziałam mu przypadkiem na kolanach.

– Nagroda? – Skrzywiłam się i w panice rozglądałam za kolejnym fotografem. – A możesz jeszcze sprawić, że szybko stąd znikniemy, a potem pomyślę o jakiejś nagrodzie? – zaproponowałam nagle. Nie wiem, co we mnie, a raczej co w nas wstąpiło, ale już po chwili wychodziliśmy z Loganem bocznym wyjściem hali. Ledwo nadążałam za nim na wysokich obcasach, ale nie myślałam o bólu czy odciskach, jakie rano będą zdobić moje stopy. Kolejny raz pozwoliłam sobie na odrobinę szaleństwa. Czy było w tym coś złego?

– Jedziemy do mnie czy do ciebie? – zapytał Logan, gdy oddaliliśmy się od hali o jedną przecznicę.

Zatrzymałam się gwałtownie i spojrzałam na niego niepewnie.

– Co? – Skrzywiłam się.

– Wyluzuj, żartowałem! – Logan zaczął się śmiać. – Pizza, hot dog, chińczyk? – proponował, a gdy ja nadal stałam jak wryta, podszedł i ujął delikatnie moją brodę. – Chciałaś się ulotnić z tej nudnej imprezy, więc spełniłem twoją prośbę, a teraz proponuję ci coś do jedzenia – wyjaśnił, a ja pokiwałam głową. – Przez resztę wieczoru masz zamiar milczeć? – Znowu się zaśmiał.

– Nie… Znaczy… Chyba powinnam iść do domu. – Spanikowałam i odwróciłam się, a następnie chciałam ruszyć przed siebie. Co ja, do cholery, wyprawiam? – zganiłam się w duchu. Zostawiłam tam Cartera, gadałam z kolesiem, który nie miał pojęcia, że jestem córką jego byłego trenera, a w dodatku naprawdę miałam na to ochotę. Chciałam zaszaleć, jakby mało mi było szaleństw z Carterem w nocy. Tyle że tym razem nie chodziło przecież o seks. Dlaczego miałam odmawiać sobie spędzenia wieczoru z facetem, który był... No dobra, musiałam przyznać, że Logan był cholernie przystojny, i w skali dziesiątkowej na pewno bił Cartera na głowę… Ale tylko dlatego, że był bokserem, a ja… No cóż, uświadomiłam sobie, że miałam słabość do bokserów, i nie chciałam się temu opierać.

– A czy twoje mieszkanie mieści się na Upper East Side? – zapytał znowu.

– Nie, a co? – Skrzywiłam się, a on wtedy chwycił mnie za rękę i jednym gestem zatrzymał taksówkę.

– Bo moje tak – wyjaśnił, nim zdążyłam usiąść na tylnym siedzeniu auta. Logan wsiadł za mną i wyglądał na bardzo zadowolonego.

– I co teraz?

Nie wierzyłam w to, co się działo.

– Ty mi lepiej powiedz, co z moją nagrodą?

– Jaką nagrodą? – Znowu się skrzywiłam.

– Obiecałaś mi nagrodę za uratowanie przed upadkiem i szybką ewakuację z hali. – Było ciemno, ale oczy Logana błyszczały z rozbawienia.

Doskonale wiedziałam, że on po prostu stroił sobie ze mnie żarty, więc też postanowiłam sobie z niego pożartować.

– Twoją nagrodę dam ci w twoim mieszkaniu – wypaliłam bezmyślnie, nie zważając na dwuznaczny sens tych słów. Zapomniałam, że dla facetów, a zwłaszcza sportowców, słowo jest świętością, a każdej obietnicy należy dotrzymać. Miałam jednak kilka godzin na obmyślenie nagrody, jaką mogłam dać Loganowi. Wachlarz możliwości był przecież ogromny, a zabawa w kotka i myszkę zapowiadała się naprawdę przyjemnie.

Runda 3

Całą drogę zastanawiałam się, o czym mam z nim rozmawiać. Tak naprawdę powinnam od razu powiedzieć Loganowi, kim jestem, a z drugiej strony taka gra dziwnie mnie nakręcała. Czułam nieznane mi dotąd podniecenie i ekscytację i choć doskonale wiedziałam, że to nie było w porządku, brnęłam w to dalej. W Nowym Jorku i tak nikt nie miał pojęcia, kto jest moim ojcem, i chciałam, by tak pozostało.

 – Wiem, że to głupio zabrzmi, ale czy ty w ogóle wiesz, kim ja jestem? – Głos Logana wyrwał mnie z zamyślenia.

Oderwałam spojrzenie od szyby taksówki i przeniosłam na niego. Zgrywanie naiwnej i nieco głupiutkiej laski wcale nie wychodziło mi najgorzej.

– Jesteś jakimś bokserem czy coś, nie? – Mój wzrok zatrzymał się na wysokości jego kurtki, gdzie odznaczał się potężny biceps. – W ogóle mówiłeś, że musisz być na gali, a przeze mnie…

– Nie martw się na zapas. Jakoś się wytłumaczę. – Logan uśmiechnął się szeroko i przysunął do mnie. – A co z twoim facetem? – zapytał, gdy był już naprawdę blisko mnie.

Cholera! Dotarło do mnie, że on może liczył na coś więcej. Tak naprawdę niewiele o nim wiedziałam, oprócz tego, co kiedyś czytałam na portalach plotkarskich i tych dotyczących boksu. Logan był gwiazdą sportu, oficjalnie miał narzeczoną, ale jakim był człowiekiem? Tego naprawdę byłam ciekawa.

– Nie martw się na zapas. Jakoś się wytłumaczę. – Uśmiechnęłam się zalotnie, a oczy Logana rozbłysły tajemniczym blaskiem. Zapadła cisza, ale nie z rodzaju tych krępujących. Patrzyliśmy na siebie, uśmiechaliśmy się i próbowaliśmy odczytać wzajemne intencje. Jakie były moje? Tego sama nie wiedziałam, a Logan… On też nie wyglądał na faceta, który zaliczał laski na jedną noc. A nawet jeśli jego intencje były właśnie takie, to czekało go ogromne rozczarowanie.

Mieszkanie Logana nie przypominało studenckiej kawalerki. Tak naprawdę trudno było nazwać to miejsce mieszkaniem, bo ponad sto metrów podzielonej na różne strefy przestrzeni wyglądało po prostu jak apartament. Pierwsze, na co zwróciłam uwagę, to ściana chwały, która przyozdobiona była medalami, pucharami, pamiątkami oraz zdjęciami. Bardzo chciałam od razu do niej podejść i wszystko obejrzeć, ale rola laski, która nie wiedziała o boksie zupełnie nic, zdecydowanie mi na to nie pozwalała. Musiałam udawać niezainteresowaną tymi sprawami, choć ogromnie korciło mnie podjęcie tego tematu. Rozejrzałam się więc po salonie, który przechodził w strefę jadalną, a dalej w kuchenną.

– Gotujesz? – zapytałam, by odgonić myśli od tematu boksu.

Logan znowu milczał i bacznie mnie obserwował. Miałam jedynie nadzieję, że nagle nie przypomniało mu się, że skądś mnie kojarzył. Byłam wręcz przekonana, że nie mógł mnie pamiętać.

– Zdarza mi się, ale rzadko, bo trener narzuca nam indywidualną dietę – odpowiedział i znalazł się tuż za mną. – Ale teraz możemy coś zjeść – dodał, a ja się odwróciłam i spojrzałam na niego.

– Robię dobry ryż z warzywami i jeśli się zgodzisz, by to była twoja nagroda, to chętnie nam to ugotuję. Może być? – zaproponowałam.

– Przez żołądek do serca? – Logan się zaśmiał. – No, niech będzie. Jeszcze żadna laska nie próbowała mnie wyrwać na ryż z warzywami.

– Myślisz, że próbuję cię poderwać? – Skrzywiłam się, bo zaskoczyły mnie jego słowa. Przecież to on zaprosił mnie do siebie.

– Szczerze? Sam nie wiem, co o tobie myśleć. – Logan oparł się biodrem o kuchenną szafkę i skrzyżował dłonie na piersiach. – Poszłaś na finałową galę boksu ze swoim facetem, który zostawił cię tam samą, mimo że masz na sobie kusą kieckę, która ledwo zasłania ci tyłek. Albo łączy was jakiś dziwny układ, albo to nie jest twój facet, tylko jakiś przyjaciel… Gej? – zasugerował, a ja zaczęłam się śmiać. Rzeczywiście mogło to tak wyglądać.

– To tylko kumpel. Nie mój facet, nie gej, po prostu kumpel – wyjaśniłam, by chociaż to nie ciążyło mi na sumieniu w tej dziwnej grze niedomówień.

Logan uniósł brew i zbliżył się do mnie.

– Więc masz ochotę po prostu się zabawić? – zapytał, ale brzmiało to jak propozycja. Jak dotąd moje wyobrażenie na temat Logana odbiegało od tego, jak zachowywał się naprawdę. Może rzeczywiście myślał, że jestem jedną z głupich lasek do zaliczenia.

– A ty? Masz na to ochotę? – odpowiedziałam i oblizałam usta. Byłam dość odważną dziewczyną, więc takie gierki nie robiły na mnie wrażenia. Żaden facet nie był w stanie mnie zniewolić, a przynajmniej tak mi się w tym momencie wydawało. Byłam odporna na urok mężczyzn, na ich zagrywki, seksowne ciała i zapach… Choć musiałam przyznać, że zapach Logana był jednym z tych wartych grzechu, ale to byłoby zbyt proste, gdybym poszła z nim na całość i nie zostawiła nic dla domysłów i pobudzenia fantazji.

– Pytasz faceta, czy ma ochotę na przygodę? – Logan zaśmiał się gardłowo i zbliżył się do mnie nagle. – To jak pytać dziecko, czy chce cukierka… – dodał i wplótł dłoń w moje włosy.

Uśmiechnęłam się, bo jego spojrzenie wślizgiwało się za dekolt mojej kusej kiecki. Takie gierki nie były w moim stylu, ale on miał w sobie coś takiego, co sprawiało, że chciałam prowokować, bo czułam, że nie poniosę żadnych konsekwencji.

– Rozumiem, że to będzie ta twoja nagroda. – Zrobiłam krok w przód i byłam z nim ciało przy ciele.

– Powiedz to na głos. Co będzie moją nagrodą? – zapytał, odwrócił mnie tyłem do siebie i niespodziewanie popchnął na kuchenny blat. Zdusiłam jęk, opadając na marmur, a Logan przywarł do mnie od tyłu.

– Ja będę twoją nagrodą – jęknęłam.

Moje sutki momentalnie stwardniały i choć nie rozumiałam swojej reakcji, to już zdążyłam zapomnieć o zdrowym rozsądku. Logan też nie panował nad sobą. Czułam na tyłku, że zrobił się twardy i gotowy, a to wywołało w moim ciele niepohamowane dreszcze. Byłam zaskoczona, bo żaden facet nie działał na mnie w taki sposób. Żaden, do momentu aż usta Logana znalazły się na płatku mojego ucha. Zamknęłam oczy i zacisnęłam dłonie na blacie szafki, a Logan szepnął mi do ucha:

– Słodko cię teraz przelecę.

Spojrzałam przed siebie i miałam ochotę krzyknąć „kurwa mać”. Nie spodziewałam się, że poczuję coś takiego. Pożądanie zaczęło buzować w całym moim ciele, ale w odpowiednim momencie uświadomiłam sobie, że to przecież tylko słabość. Głupia gra, która do niczego nie prowadziła. No dobra, może mogłaby doprowadzić nas oboje do orgazmu, ale czy warte to było tego wszystkiego? Co potem? To przecież i tak nie miało najmniejszego sensu.

– Logan, nie…

Chwyciłam go za dłoń, którą już wsuwał pod moją kieckę. Zastygł, ja również, bo zdałam sobie sprawę, że przecież nazwałam go po imieniu.

Do niego zapewne dotarło to samo, ale nie mieliśmy szansy tego wyjaśnić, bo nagle do mieszkania wpadła… jego narzeczona. Zaczęła wrzeszczeć, wyzywać mnie od szmat i dziwek, a jego od niewiernych sukinsynów. Nie wiem, czy kiedykolwiek w życiu byłam bardziej zażenowana. Spieprzałam stamtąd najszybciej, jak potrafiłam, i wychodząc, a tak naprawdę wybiegając z budynku, złamałam obcas prawej szpilki. Wpadłam do taksówki i dyszałam, jakbym właśnie przebiegła maraton. OMG! Co ja wyprawiam? Poklepałam się po rozpalonych policzkach, a następnie podałam kierowcy adres mojego mieszkania. Obiecałam sobie wtedy, że to koniec z boksem. Koniec ze wszystkim, co było z tym związane. Koniec nawet z oglądaniem głupich walk w telewizji, a o galach na żywo już kompletnie nie było mowy. Nie. Nie! NIE! Koniec.

Tylko dlaczego tamtej nocy śnił mi się słynny „Dante”? Dlaczego we śnie nie przerwała nam jego narzeczona? Dlaczego następnego dnia od samego rana nie mogłam pozbyć się go z głowy? Tego nie wiedziałam, ale nie zwiastowało to niczego dobrego dla mojego serca.

Rzadko w życiu zdarzało mi się mieć kaca. A kac moralny? Byłam przekonana, że coś takiego nie istnieje, ale okazało się inaczej. Tak! Miałam moralniaka i sama nie do końca wiedziałam dlaczego. Od rana czułam dziwny niepokój, bolał mnie żołądek, a do tego wszystkiego koło południa zaczął wydzwaniać do mnie Carter. Nie odebrałam, choć nie wiem dlaczego. Nie odpisałam też na jego wiadomość, czy wszystko w porządku, bo… Bo nie miałam ochoty kłamać. Nic nie było w porządku, bo chwilę wcześniej zobaczyłam na stronie plotkarskiego magazynu zdjęcia z wczorajszej gali. Zdjęcia moje i… Logana, na którego kolanach siedziałam. Nie zagłębiałam się w treść artykułu, bo wystarczył mi nagłówek: Co na to narzeczona „Dantego”? Wpatrywałam się w nasze zdjęcie i oprócz tego, że całkiem nieźle razem wyglądaliśmy, to w głowie dźwięczały mi krzyki tej laski z wczorajszego wieczoru. Jasna cholera, ale ona się na nas wydzierała. Nie dziwiłam się, bo gdybym przyłapała swojego faceta na zdradzie, to chyba zabiłabym i jego, i tę laskę, którą śmiał bzykać. I choć nic między nami przecież nie zaszło, to… Mogło. Jeszcze chwila i nie byłoby czego zbierać.

A jakby tego było mało, to po drugiej po południu zadzwonił do mnie mój ojciec. On też już wiedział, że jednak poszłam na tę pieprzoną galę.

– Cześć, tato – odebrałam niechętnie.

– Powiedz mi, że to jakiś fotomontaż – odezwał się.

Od razu wiedziałam, że był wściekły.

– Przecież ładnie razem wyglądamy – odpowiedziałam z ironią w głosie.

– Na ładną to ty ladacznicę wyszłaś, Eden! – wrzasnął na mnie. – Czy ty wiesz, że on ma narzeczoną?! Co cię naszło, by obmacywać się z nim publicznie?!

– Nie wiedziałam, że to Logan. Dopiero potem… – skłamałam, ale ojciec za dobrze mnie znał.

– Zabraniam ci się do niego zbliżać!

– Nie mam dziewięciu lat, tato, żebyś mi mówił, co mam robić!

– Doskonale wiesz, jaka relacja łączy mnie z jego rodziną, i nie chcę, żebyś się w to wtrącała.

– To, że jego rodzice nienawidzą cię za tę aferę z dopingiem, to nie mój problem, tato! Logan mnie nie poznał! Nie wie, że to byłam ja! – prawie krzyczałam. Nie sądziłam, że ojciec aż tak się zdenerwuje.

– I lepiej niech tak zostanie. Nie chcę, by miał satysfakcję, że zaliczył moją córkę! – odpowiedział, a ja zaczęłam się śmiać. – Ale nie zaliczył, prawda? – zapytał z nadzieją.

Ojciec nigdy się nie wtrącał w moje sprawy sercowe, ale temat seksu akurat nie był dla nas krępujący. On sam zostawiał mi prezerwatywy, prowadzał do ginekologa i uświadamiał w tych kwestiach.

– Nie spałam z nim, tato. To głupi plotkarski portal zrobił aferę z niczego – naciągnęłam prawdę. Przecież nie musiałam mu mówić, że coś mi odbiło i prawie wylądowałam z Loganem w łóżku. W sumie nie byłam pewna, czy trafilibyśmy do łóżka. A może zaliczylibyśmy wszystkie inne powierzchnie w jego apartamencie? Potrząsnęłam głową, by o tym nie myśleć.

– Grzeczna dziewczynka! – Ojciec się zaśmiał. – Ale co do tego, że masz się trzymać od niego z daleka, to nie żartowałem. Nie chcę, żebyś stała się celem w tym konflikcie, Eden, i tylko o to cię proszę. Trzymaj się od Logana z daleka.

– Nie musisz mnie o to prosić, tato. Doskonale wiem, że powinnam trzymać się od niego z daleka – westchnęłam, bo nagle ogarnęło mnie dziwne uczucie. Było mi źle z tym, że nie powinnam go już nigdy więcej spotkać. I nie wiem, czy chodziło o to, że naprawdę chciałam z nim zaszaleć choć ten jeden raz, czy o to, że pragnęłam go po prostu bliżej poznać i dowiedzieć się, czy jest takim człowiekiem, za jakiego go uważałam.

Runda 4

Przez kilka dni unikałam spotkania z Carterem. Na uczelni też się nie pojawiałam, bo afera ze zdjęciami z gali nieźle się rozbujała. Na szczęście żaden marny dziennikarz nie dotarł do informacji, kim byłam, a tym samym zostałam przypadkową laską na jedną noc. Nie obchodziło mnie to jakoś specjalnie, ale po pewnym czasie zaczęły mnie drażnić telefony od znajomych z pytaniem, czy naprawdę zaliczyłam „Dantego” Johnsona. Co ich to tak naprawdę obchodziło? Zaczęłam sobie uświadamiać, jak bardzo byłam samotna. Nie miałam nikogo, komu mogłam się zwierzyć, wyżalić, bo choć nie było to w moim stylu, to jak każda kobieta po prostu czasami tego potrzebowałam.

Był środowy wieczór, a ja właśnie wróciłam z basenu. Wrzuciłam śmierdzące chlorem ubrania do pralki i chciałam wrócić do mieszkania, które od pralni dzieliło kilka pięter. Od rana znowu rozmyślałam o Loganie, a w dodatku ojciec cały czas nalegał, bym przyjechała do niego na Wigilię. Niby nie miałam problemów, a czułam się, jakbym miała wielkiego doła albo dziwną przedświąteczną depresję. Wkurzały mnie melodie z dzwoneczkami w sklepach, mikołaje, renifery i wszechogarniający kicz. Boże Narodzenie nie było dla mnie czymś szczególnym, choć jako dziecko oczywiście zawsze czekałam na Świętego Mikołaja, zostawiałam mu talerz ciasteczek i mleko, by rano znaleźć pod choinką masę prezentów. Teraz jednak nie byłam już małą dziewczynką, tylko kobietą, której ewidentnie buzowały hormony. W dodatku chyba zbliżał mi się okres, a wtedy trudno mi było wytrzymać samej ze sobą. Wchodząc na górę, na klatce schodowej spotkałam sąsiadów, którzy właśnie wyjeżdżali na święta do Kanady. Zdarzało mi się pożyczać od nich podstawowe produkty, jak jajka czy cukier, bo nie byłam najlepszą gospodynią domową. Żywiłam się pizzą, chińszczyzną, a jak już chciałam coś ugotować, to było to najczęściej coś prostego i niewymagającego kilkugodzinnych zakupów, a i tak zawsze mi czegoś zabrakło. Przyjęłam drobny prezent w postaci czekoladowego mikołaja oraz jakiejś pierdoły na choinkę i zrobiło mi strasznie głupio, że ja nic dla nich nie miałam. Weszłam do mieszkania, zamknęłam za sobą drzwi i oparłam się o nie plecami.

– Cholerne święta… – westchnęłam sama do siebie. Spojrzałam na choinkowe lampki, które zawiesiłam na karniszu w salonie, i nagle… Zachciało mi się wyć. Wiedziałam, że ten wieczór spędzę na kanapie, oglądając świąteczną komedię romantyczną, która zdołuje mnie jeszcze bardziej, a na koniec z desperacji zjem przed samym snem wielką tabliczkę czekolady. W tym momencie było mi tak cholernie źle, że nawet myśl o tym, że nie miałam głupiego kota czy psa, wywoływała we mnie jeszcze większą falę rozpaczy. Ignorowałam telefon, który znowu zaczął dzwonić, a po godzinie zasnęłam pod kocem i jedyne, czego chciałam, to obudzić się już w nowym roku, by móc wyznaczyć sobie nowe cele, zacząć inny etap i łudzić się, że może kiedyś będę szczęśliwa, tak jak to sobie wymarzyłam.

Przerwa świąteczno-noworoczna na uczelni zaczęła się nieco wcześniej, bo w całym kampusie była awaria ogrzewania i rektor odwołał wszystkie zajęcia. Za kilka dni miała być Wigilia, a ja nadal nie podjęłam decyzji, czy lecieć do ojca na święta. Walizkę miałam prawie spakowaną, bilet zabukowany, ale brakowało mi odwagi, by zebrać się w sobie i jechać na lotnisko. Z jednej strony czułam się samotna, a z drugiej – ojciec nie był najlepszym kompanem do dzielenia z nim wolnego czasu. Doskonale wiedziałam, że zaraz byśmy się o coś pokłócili, a to byłby pretekst dla niego, by sięgnąć po alkohol, którego w naszym domu nigdy nie brakowało. Właśnie skończyłam rozmawiać z ojcem przez telefon i już prawie przekonał mnie, że tym razem święta będą wyglądać inaczej, bo ostatnio pił mniej albo w ogóle, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Byłam przekonana, że to kurier z prezentem, który sama sobie sprawiłam, więc poszłam otworzyć.

– Carter… – westchnęłam, bo nie jego się spodziewałam. A tak naprawdę mogłam się domyślić, że w końcu mnie odwiedzi, bo będzie chciał pogadać i wyjaśnić, co się stało tamtego wieczoru.

– Telefon ci się zepsuł, że nie oddzwaniasz, nie odpisujesz?

– Mózg mi się zepsuł. – Wywróciłam oczami i wpuściłam Cartera do środka. Dopiero wtedy zauważyłam, że w ręku trzymał małą ozdobną torebkę, a w środku zapewne był prezent… Dla mnie.

– Mózg? – Carter się zaśmiał i podszedł, a następnie delikatnie popukał mnie w czoło. – Wydaje mi się, że wszystko z nim w porządku. – Spojrzał na mnie i ucałował miejsce, które chwilę wcześniej popukał palcem.

– Jeśli chcesz mi złożyć życzenia, to od razu uprzedzam, że ja nic dla ciebie nie mam. Nie lubię świąt, a od kilku dni…

– Od kilku dni mnie unikasz. Co się dzieje, Eden? – Carter ujął moją twarz w dłonie, a ja wzruszyłam ramionami.

– Nie wiem, czy jechać na święta do domu – wymyśliłam na poczekaniu, choć to była po części prawda. To też mnie dręczyło, bo nadal nie wiedziałam, co zrobić.

– A dlaczego miałabyś tam nie jechać? – zapytał z niepewnością w głosie.

– Bo mam dziwne relacje z ojcem, a potrzebuję spokoju – odpowiedziałam szczerze. Miałam nadzieję, że ta rozmowa zaraz dobiegnie końca, bo nie miałam zamiaru zwierzać się Carterowi z moich problemów.

– Okej, więc może jedź na święta ze mną? – zaproponował nagle.

Musiałam mieć naprawdę niezłą minę, bo roześmiał się znowu i posłał mi ciepłe i pełne wyrozumiałości spojrzenie.

– Nie chcę robić kłopotu, ale dziękuję za…

– I wolisz spędzić święta sama? – zapytał, gdy przeszliśmy do kuchni. Spojrzał na stertę brudnych naczyń w zlewie, pudło po pizzy i opróżnioną do połowy wielką butlę pepsi.

– Sama nie wiem, co wolę, Carter. Mam gorsze dni.

– Masz moralniaka po tej nocy z „Dantem”? – wypalił nagle, a ja się skrzywiłam, ale nie dlatego, że zapytał. Po prostu nadal miałam tego dziwnego moralniaka.

– Nie, nie mam moralniaka – skłamałam, bo nie miałam zamiaru się tłumaczyć.

– Niezła afera z tego wyszła. Nie jest ci głupio, że on ma narzeczoną? – Carter drążył dalej, ale nie czułam, by mówił to z pogardą. Nie oceniał mnie i za to go lubiłam.

– Daj spokój. – Wywróciłam oczami i chciałam przejść do salonu, a wtedy Carter złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie.

– Jeśli nie masz dla mnie świątecznego prezentu, to sam go sobie sprawię – wyszeptał i odłożył swój prezent na blat stołu, a następnie musnął ustami płatek mojego ucha.

Zaśmiałam się, bo od razu wiedziałam, po co do mnie przyjechał.

– Serio, chcesz tego rodzaju znajomości? Przyjaciele do łóżka, a potem któreś z nas się zakocha i wszystko trafi szlag – powiedziałam i przytknęłam mu palec do ust, bo już chciał mnie pocałować.

– A co jest złego w miłości? – Powaga w jego głosie zapaliła czerwoną lampkę w mojej głowie.

– Wszystko. Miłość jest zła i odbiera ludziom rozum – wyjaśniłam, a Carter uśmiechnął się szeroko.

Zsunął dłonie na moją szyję i wymusił, bym spojrzała mu w oczy.

– Więc może dajmy sobie czas, a jeśli poczujesz, że to wszystko posuwa się za daleko, to po prostu to zakończymy? – Kolejna propozycja z jego strony znowu mnie zaskoczyła.

– Jeśli poczuję, że się zakochuję, to wtedy mam dać sobie spokój? – Skrzywiłam się nieco, ale Carter nie odpowiedział. Pocałował mnie gwałtownie, namiętnie i przyciągnął do siebie.

– Chcę rozpakować mój prezent. Mogę? – jęknął i ścisnął mocno moje pośladki.

Zaśmiałam się, bo w oczach tańczyły mu chochliki. Odpowiedziałam mu pocałunkiem, który oznaczał przyzwolenie. Po chwili wylądowaliśmy w mojej sypialni, a ja choć na chwilę mogłam zapomnieć o wszystkich absurdalnych zmartwieniach, które zaprzątały mi głowę. Nie miałam szczególnej ochoty na seks, ale Carter już na tyle zdążył poznać moje ciało, że doskonale wiedział, co sprawi mi przyjemność. Rozebrał mnie, potem siebie i całowaliśmy się tak długo, aż sama zaczęłam się o niego ocierać. Pożądanie budziło się we mnie powoli, ale przecież mieliśmy dość czasu, by zaliczyć wszystkie bazy gry wstępnej. Mogłam się odprężyć i zrelaksować, bo czułam się przy nim bezpiecznie. Byłam pewna, że Carter nie zrobi niczego, co mogłoby mi się nie spodobać. Wiedział, co robić, rozpalał mnie, pieszcząc ustami każdy skrawek mojego ciała, aż w końcu byłam gotowa na wszystko, czego chciał. I wziął to bez wahania. Jęknęłam, gdy wszedł we mnie od tyłu i od razu zaczął się poruszać. Dopiero wtedy dotarło do mnie, jaki był spragniony. Czułam, że to nie potrwa długo, że zaraz będzie po wszystkim, ale to był naprawdę świetny seks. Kilka chwil, kilkanaście pchnięć, a mój orgazm przyszedł w odpowiednim momencie.

– O Boże, Eden… Zwariuję kiedyś przez ciebie – jęknął Carter, gdy zaczęłam dochodzić, bo dla niego był to znak, że też może pozwolić sobie na spełnienie.

Uśmiechnęłam się szeroko i wcisnęłam twarz w poduszkę, by nie krzyknąć. Stan, do jakiego doprowadziła nas wspólna ekstaza, dodatkowo mnie podniecał. Było mi błogo, lekko, a zmęczenie ogarnęło moje ciało i sprawiło, że zrobiłam się senna.

– I co z tymi wspólnymi świętami? – zapytał Carter, gdy po wszystkim leżeliśmy przytuleni do siebie.

– Dostałeś swój prezent, więc misja wykonana – spojrzałam na niego, a Carter nie ukrywał rozczarowania. Naprawdę myślał, że pojadę z nim na święta? To było głupie i naiwne z jego strony.

– W takim razie nic tu po mnie – odpowiedział i nagle wstał.

Nie spodziewałam się, że wyjdzie, bo… Bo zawsze zostawał do rana. Akurat wtedy, gdy potrzebowałam, żeby został, bym mogła zasnąć w jego ramionach, on powiedział jedynie „wesołych świąt, Eden” – i wyszedł, a ja znowu zostałam zupełnie sama.

Runda 5

Mój życiowy problem polegał na tym, że nie potrafiłam przyznawać się do błędów. Mogłam przecież poprosić Cartera, by został, opowiedzieć mu, co mnie dręczyło, ale takie uzewnętrznianie się kojarzyło mi się ze słabością. Tym razem jednak naprawdę miałam prawdziwego doła. W jednej sekundzie podjęłam decyzję, że polecę na święta do ojca.

Zrobię mu niespodziankę.

Szybko sprawdziłam swoją rezerwację na lot, wydrukowałam bilet i dopakowałam walizkę. Byłam prawie gotowa do wyjazdu. Czułam dziwny niepokój przed tym spotkaniem, ale gdy w wigilijny poranek wysiadłam z taksówki pod moim rodzinnym domem w Waszyngtonie, ogarnął mnie spokój. Rozejrzałam się po okolicy, którą tak dobrze znałam, a na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Świąteczny nastrój wywołał przyjemne podekscytowanie w całym moim ciele.

Nie wiem, jakim cudem tata domyślił się, że przylecę, bo udekorował cały dom światełkami, a przed gankiem stał renifer owinięty w kolejne metry lampek. Wszystkie domy w okolicy były przyozdobione. Ruszyłam do drzwi, ale zanim zdążyłam zapukać, usłyszałam, że na podjazd wjechało auto. Odwróciłam się i już miałam zbiec, by uściskać ojca, ale… On nie był sam. W pierwszej chwili mnie nie zauważył, a ja przyglądałam się uważnie, jak wypakowywał z bagażnika torby, a pomagała mu w tym jakaś kobieta. I nagle mnie oświeciło. Zrozumiałam, co ojciec miał na myśli, mówiąc, że te święta będą inne.

– David, skarbie, weź jeszcze te torby! – powiedziała kobieta i spojrzała w stronę domu.

Wtedy pierwszy raz od dawna poczułam w sercu coś bardzo dziwnego. Jako dziecko byłam zazdrosna o pracę ojca, o jego zamiłowanie do boksu. Czułam się gorsza, bo nie byłam chłopcem, którego mógł trenować. A teraz, po tylu latach samotności, on znalazł sobie kogoś. Kobietę, która nazywała go skarbem, a mnie od razu wzięło na mdłości.

– Cześć, tato – odezwałam się, gdy moje i jej spojrzenia się spotkały.

Już nie miałam odwrotu.

Ojciec podniósł wzrok, a na mój widok aż uderzył głową w klapę bagażnika.

– Eden?! – pisnął, masując obolałe miejsce na czubku głowy. Nie wierzył, że to naprawdę ja.

Zbiegłam ze schodów i razem z tą kobietą podeszłyśmy do ojca.

– Czy nic ci nie jest? – zapytałam, ale cały czas gapiłam się na nią.

Ojciec za to wpatrywał się we mnie, jakby widział ducha.

– Nie, znaczy… Jestem zaskoczony. Byłem pewny, że nie przylecisz – odpowiedział, patrząc raz na mnie, raz na nią. Musiałam mieć naprawdę niezłą minę.

– A ta pani to towarzystwo tylko na Wigilię? Nie chciałeś być dziś sam? – W moim tonie można było wyczuć ironię.

– Nie. – Ojciec wyraźnie się zmieszał.

Nigdy go takiego nie widziałam. Ta kobieta zresztą też chyba nie czuła się zbyt komfortowo. W dodatku była bardzo młoda. Za młoda.

– Jestem Eden, ale to na pewno już wiesz. Ojciec ci o mnie opowiadał, prawda? – powiedziałam, wymuszając sztuczny uśmiech. Dobrze, może byłam nieco… nieuprzejma, ale nie spodziewałam się takich rewelacji.

– Bethany, tak, David sporo o tobie mówił. – Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie lekko.

– Chodźmy do środka, dziewczyny. Zaraz sobie pogadamy. – Ojciec odłożył torby, jednym ramieniem objął mnie, a drugim Bethany i ruszył w kierunku domu.

– Tak, wydaje mi się, że mamy do pogadania – bąknęłam pod nosem.

I od razu pożałowałam decyzji, że przyleciałam do domu na święta. Co mnie podkusiło? Przecież ja od dawna byłam samotna, więc co za różnica, że kolejne święta spędziłabym z dala od ojca. Gdybym wiedziała, że nie będziemy sami, na pewno bym nie przyleciała.

– Narzeczona?! – mówiłam podniesionym głosem, a wtedy pojawiały się w nim piskliwe tony.

Stałam w kuchni, z kubkiem gorącego kakao w dłoniach, i patrzyłam na ojca i moją młodą przyszłą macochę. Myślałam, że śnię.

– Eden, kotku, ja wiem, że jesteś zaskoczona, ale nie chciałem ci o tym mówić przez telefon. Dlatego…

– Dlatego tak mnie namawiałeś, bym przyleciała? Bo chciałeś mi przedstawić swoją narzeczoną?! – przerwałam mu w emocjach.