Wydawca: Nasza Księgarnia Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 81 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Rekreacje Mikołajka - René Goscinny

Mikołajek, Joachim, Euzebiusz, Maksencjusz, Alcest, Ananiasz… To imiona najpopularniejszych łobuziaków w historii literatury dziecięcej. Ich przygody bawią polskich czytelników już od pół wieku!

Przez lata książki ukazywały się w niezmienionej szacie graficznej – ten charakterystyczny kwadratowy format rozpoznawał każdy fan serii.

Na pięćdziesiątą rocznicę pierwszego polskiego wydania serii wreszcie pojawia się wersja elektroniczna.

Nowoczesna forma e-booka zawiera jednak te same przezabawne ilustracje i historie, które ciągle zdobywają nowych czytelników w różnym wieku, zachwycając kolejne pokolenia.

Opinie o ebooku Rekreacje Mikołajka - René Goscinny

Fragment ebooka Rekreacje Mikołajka - René Goscinny

Zajrzyj na strony:

www.nk.com.pl

Znajdź nas na Facebooku

www.facebook.com/WydawnictwoNaszaKsiegarnia

W SZKOLE ZDARZYŁO SIĘ COŚ STRASZNEGO: wylali Alcesta. Stało się to przed południem, na drugiej pauzie.

Bawiliśmy się wszyscy w „myśliwego”; wiecie, jak to się gra: ten, kto ma piłkę, jest myśliwym, stara się trafić piłką w drugiego – trafiony beczy i zostaje myśliwym. To jest bardzo fajne. Nie grali tylko: Gotfryd, który był nieobecny, Ananiasz, który zawsze powtarza sobie lekcje na pauzach, i Alcest, który zajadał swoją ostatnią przedpołudniową kanapkę. Alcest zawsze zostawia największą kanapkę – bułkę z dżemem – na drugą pauzę, bo druga pauza jest trochę dłuższa niż inne. Myśliwym był Euzebiusz, co nie zdarza się często: ponieważ jest bardzo silny, wszyscy uważają, żeby nie trafić w niego piłką, bo kiedy on poluje, wali okropnie mocno. Właśnie Euzebiusz wycelował w Kleofasa. Kleofas rzucił się na ziemię i rękami zasłonił głowę; piłka przeleciała nad nim i pac! – uderzyła w plecy Alcesta, który upuścił swoją bułkę na ziemię – upadła na tę stronę posmarowaną dżemem. Alcestowi to się nie podobało; zrobił się czerwony i zaczął krzyczeć; wtedy Rosół – nasz wychowawca – przybiegł, żeby zobaczyć, co się stało, ale nie spostrzegł bułki, nadepnął na nią, pośliznął się i o mało nie upadł. Rosół był zdziwiony, cały but miał oblepiony dżemem. A Alcest... to było straszne! Zaczął wymachiwać rękami i krzyknął:

– Psiakrew, cholera! Nie może pan uważać, gdzie pan stawia nogi! Ślepy pan czy co?!

Był wściekły, że nie wiem, ten Alcest; bo musicie wiedzieć, że z jego śniadaniami nie ma żartów, szczególnie z tymi kanapkami z drugiej pauzy.

Rosół też był niezadowolony.

– Spójrz mi w oczy – nakazał Alcestowi. – Coś powiedział?

– Powiedziałem, że psiakrew, cholera, nie ma pan prawa chodzić po moich kanapkach! – krzyknął Alcest.

Wtedy Rosół wziął Alcesta za ramię i wyprowadził z podwórza. Kiedy Rosół szedł, słychać było plask, plask, przez ten dżem, co miał na bucie.

A potem pan Mouchabière zadzwonił na koniec pauzy. Pan Mouchabière to jest nasz nowy wychowawca, nie mieliśmy dotąd czasu wymyślić dla niego jakiegoś śmiesznego przezwiska. Weszliśmy do klasy, a Alcesta ciągle jeszcze nie było. Nasza pani była zdziwiona.

– A gdzie jest Alcest? – zapytała.

Właśnie chcieliśmy jej wszyscy odpowiedzieć, kiedy drzwi się otworzyły i wszedł dyrektor z Alcestem i Rosołem.

– Wstać! – powiedziała pani.

– Siadać! – powiedział dyrektor.

Dyrektor nie miał zadowolonej miny; Rosół też nie, a gruby Alcest był zalany łzami i pociągał nosem.

– Moje dzieci – powiedział dyrektor – wasz kolega zachował się niezwykle ordynarnie w stosunku do Ros... do pana Dubon. Nie mogę znaleźć wytłumaczenia dla tego braku szacunku wobec zwierzchnika i osoby starszej. W związku z tym wasz kolega zostaje wydalony. Nie pomyślał on, och! na pewno nie pomyślał, o ogromnym bólu, jaki sprawi swoim rodzicom. A jeśli w przyszłości nie poprawi się – skończy w więzieniu. Taki jest los nieuków. Niech to posłuży za przykład dla was wszystkich!

I dyrektor kazał Alcestowi zabrać swoje rzeczy. Alcest zrobił to z bekiem, a potem wyszedł razem z dyrektorem i Rosołem.

Było nam strasznie smutno. Pani też.

– Spróbuję coś zrobić – przyrzekła nam.

Jednak nasza pani potrafi być bardzo fajna!

Kiedy wyszliśmy ze szkoły, zobaczyliśmy Alcesta; czekał na ulicy i jadł bułeczkę nadziewaną czekoladą. Miał bardzo smutną minę, kiedyśmy się do niego zbliżyli.

– Nie poszedłeś jeszcze do domu? – zapytałem go.

– A nie – odpowiedział Alcest. – Ale muszę iść, bo zaraz będzie obiad. Założę się, że jak powiem o tym tacie i mamie, nie dadzą mi deseru. Och, co za dzień, jak Boga kocham...

I Alcest poszedł, powłócząc nogami i żując wolno swoją bułkę. Miało się prawie wrażenie, że się zmuszał do jedzenia. Biedny Alcest, bardzośmy go żałowali.

A potem, po południu, zobaczyliśmy mamę Alcesta. Przyszła do szkoły, minę miała niezadowoloną i trzymała Alcesta za rękę. Weszli do gabinetu dyrektora. Rosół też.

Trochę później – byliśmy już w klasie – wszedł dyrektor z Alcestem, a Alcest uśmiechał się od ucha do ucha.

– Wstać! – powiedziała pani.

– Siadać! – powiedział dyrektor.

I dyrektor wytłumaczył nam, że postanowił dać Alcestowi jeszcze jedną szansę. Powiedział, że robi to ze względu na rodziców naszego kolegi, bo się zasmucili, że ich dziecko może zostać nieukiem i skończyć w więzieniu.

– Wasz kolega przeprosił pana Dubon, który był tak dobry, że dał się przeprosić – powiedział dyrektor. – Mam nadzieję, iż wasz kolega będzie wdzięczny za tę pobłażliwość i że po tej skutecznej lekcji, która posłuży mu za ostrzeżenie, będzie umiał w przyszłości naprawić dobrym zachowaniem to ciężkie przewinienie, którego dopuścił się dzisiaj. Czy tak?

– No! – odpowiedział Alcest.

Dyrektor spojrzał na niego, otworzył usta, westchnął i wyszedł.

Byliśmy okropnie zadowoleni, zaczęliśmy mówić wszyscy naraz, ale pani uderzyła linijką w stół i powiedziała:

– Spokój, proszę! Alcest, wróć na miejsce i bądź grzeczny. Kleofas, do tablicy!

Kiedy zadzwoniono na pauzę, zeszliśmy wszyscy, oprócz Kleofasa, który został ukarany, jak to dzieje się zawsze, kiedy odpowiada. Na podwórzu Alcest jadł kanapkę z serem, myśmy go wypytywali, jak to było w gabinecie dyrektora, i wtedy przyszedł Rosół.

– No, chłopcy – powiedział – zostawcie kolegę w spokoju. To, co się stało rano, już minęło. Idźcie się bawić!

I wziął Maksencjusza za ramię, a Maksencjusz potrącił Alcesta i kanapka z serem upadła na ziemię.

Wtedy Alcest spojrzał na Rosoła, zrobił się cały czerwony, zaczął wymachiwać rękami i krzyknął:

– Psiakrew, cholera! To nie do wiary! Znowu pan zaczyna! Naprawdę, pan jest niepoprawny!

DZISIAJ TATA ODPROWADZIŁ MNIE PO OBIEDZIE[1] do szkoły. Bardzo lubię chodzić z tatą, bo często daje mi pieniążki, żebym sobie coś kupił. I tym razem tak było. Przechodziliśmy właśnie koło sklepu z zabawkami i zobaczyłem za szybą nosy z tektury, które się zakłada, żeby rozśmieszyć innych chłopaków.

– Tato – powiedziałem – kup mi nos!

Tata powiedział, że nie, że nie muszę mieć nosa, ale pokazałem mu jeden taki wielki, cały czerwony, i zawołałem:

– Oj, tato! Kup mi ten, wygląda zupełnie jak nos stryjka Genia!

Stryjcio Genio to brat taty; jest gruby, opowiada kawały i ciągle się śmieje. Nie przychodzi często, bo jeździ i sprzedaje jakieś towary bardzo daleko – w Lyonie, w Clermont-Ferrand i w Saint-Etienne. Tata zaczął chichotać.

– To prawda – powiedział tata – zupełnie nos Genka, tyle że mniejszy. Założę go, gdy tylko się u nas znowu pokaże.

A potem weszliśmy do sklepu, kupiliśmy nos i ja go założyłem – trzyma się na gumce. Potem tata go założył, a potem sprzedawczyni i wszyscy przeglądaliśmy się w lustrze i chichotaliśmy okropnie. Mówcie, co chcecie, ale mój tata jest bardzo fajny!

Przed bramą szkoły tata powiedział mi:

– Tylko bądź grzeczny i uważaj, żebyś nie miał przykrości z powodu nosa Genka.

Przyrzekłem mu to i wszedłem do szkoły.

Na podwórzu stali chłopcy, więc założyłem nos, żeby im pokazać, i wszyscyśmy się bardzo śmiali.

– Zupełnie jak nos mojej ciotki Klary – powiedział Maksencjusz.

– Nie – sprzeciwiłem się – to jest nos mojego stryjka, tego, co jest sławnym podróżnikiem.

– Pożyczysz mi nos? – zapytał Euzebiusz.

– Nie – odpowiedziałem. – Jeśli chcesz mieć nos, to poproś swego taty, niech ci kupi!

Ciąg dalszy w wersji pełnej

[1] We Francji lekcje odbywają się rano i po południu.

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

REKREACJE MIKOŁAJKA

Tytuł oryginału francuskiego

LES RÉCRÉS DU PETIT NICOLAS

© 2013 IMAV éditions/Goscinny–Sempé

Pierwsze wydanie we Francji: 1961

Mikołajek, postaci, przygody i charakterystyczne elementy świata Mikołajka są dziełem René Goscinnego i Jean-Jacques’a Sempégo. Prawo do posiadania i korzystania z marek związanych ze światem Mikołajka zastrzeżone dla IMAV éditions. Le Petit Nicolas® jest zarejestrowanym znakiem słownym i graficznym. Wszelkie prawa do reprodukowania lub imitowania marki i wszelkich logotypów zakazane i zastrzeżone.

www.petitnicolas.com

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo „Nasza Księgarnia”, Warszawa 1964

Redaktor prowadzący Anna Garbal

Opieka redakcyjna Joanna Kończak

Redakcja Małgorzata Grudnik-Zwolińska

Korekta Roma Sachnowska

Korekta plików po konwersji Irmina Garlej

ISBN 978-83-10-12766-2

Plik wyprodukowany na podstawie RekreacjeMikołajka, Warszawa 2014

www.naszaksiegarnia.pl

Wydawnictwo NASZA KSIĘGARNIA Sp. z o.o.

02-868 Warszawa, ul. Sarabandy 24c

tel. 22 643 93 89, 22 331 91 49,

faks 22 643 70 28

e-mail: naszaksiegarnia@nk.com.pl

Plik ePub przygotowała firma eLib.pl

al. Szucha 8, 00-582 Warszawa

e-mail: kontakt@elib.pl

www.eLib.pl