Wydawca: Amber Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2013

Ramię w ramię: US Army i Wehrmacht przeciwko SS ebook

Stephen Harding

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 328 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Ramię w ramię: US Army i Wehrmacht przeciwko SS - Stephen Harding

Maj 1945. Hitler nie żyje. Trzecia Rzesza leży w gruzach. Żaden aliancki żołnierz nie chce być tym ostatnim, który zginie w walce z Niemcami. Ale kapitan Jack Lee i jego ludzie mają jeszcze jedną misję: muszą ocalić francuskich mężów stanu przetrzymywanych przez esesmanów w tyrolskim zamku.

Tak zaczyna się najbardziej nieprawdopodobna bitwa II wojny światowej. Niewielki oddział amerykańskich czołgistów walczy z fanatycznymi oddziałami Waffen‑SS w obronie zamku Itter i przetrzymywanych tam Francuzów. Wśród więźniów są politycy (w tym dwóch byłych nienawidzących się premierów), generałowie, ich żony i kochanki.

U boku Amerykanów stają żołnierze Wehrmachtu…

Oparta na oficjalnych amerykańskich, francuskich i niemieckich archiwaliach, pamiętnikach i relacjach uczestników wydarzeń to prawdziwa historia najbardziej niewyobrażalnego, bezprecedensowego sojuszu i wspólnej desperackiej walki wrogów w II wojnie światowej.

Opinie o ebooku Ramię w ramię: US Army i Wehrmacht przeciwko SS - Stephen Harding

Fragment ebooka Ramię w ramię: US Army i Wehrmacht przeciwko SS - Stephen Harding

Redakcja stylistyczna

Joanna Złotnicka

Korekta

Hanna Lachowska

Halina Lisińska

Projekt graficzny okładki

Małgorzata Cebo-Foniok

Zdjęcia na okładce

żołnierze: © Corbis/Fotochannels

© Bettmann/Corbis/Fotochannels

zamek: zbiory autora

Tytuł oryginału

The Last Battle

Copyright © 2013 by Stephen Harding

All rights reserved.

First published in the United States by Da Capo Press,

a member of the Perseus Book Group.

For the Polish edition

Copyright © 2013 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-4828-8

Warszawa 2013. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-952 Warszawa, ul. Wiertnicza 63

tel. 620 40 13, 620 81 62

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja:

Jak zawsze, Marii, z wyrazami miłości

Preludium

Rankiem 4 maja 1945 roku kapitan John C. „Jack” Lee siedział po turecku na wieży swojego czołgu M4 Sherman i porównywał wąskie uliczki, które widział przed sobą, z punktami orientacyjnymi zaznaczonymi na mapie. Krępy dwudziestosiedmiolatek z Norwich w stanie Nowy Jork przez ostatnie pięć miesięcy prowadził kompanię B, wchodzącą w skład 23 Batalionu Pancernego – a nierzadko prawie całą 12 Dywizję Pancerną – w szaleńczej szarży przez Francję do Niemiec. Teraz, w ostatnich dniach wojny w Europie, znalazł się w austriackim Tyrolu.

Jego czołg stał przy skrzyżowaniu ulic w Kufstein, niewielkim mieście na południowym brzegu bystrej rzeki Inn, prawie pięć kilometrów na południowy wschód od granicy niemieckiej. Zaledwie dzień wcześniej granicę przekroczyły wszystkie trzy kompanie 23 Batalionu, które na czele Grupy Operacyjnej „R” 12 Dywizji Pancernej wyprowadziły natarcie z przedmieść Monachium i kontynuowały ofensywę w kierunku południowym. Podczas ataku na Kufstein kompania dowodzona przez kapitana Lee była na szpicy i dopiero po rozbiciu silnie bronionej blokady drogowej mogła przystąpić do oczyszczania miasta z resztek obrońców. Teraz, gdy sytuacja została opanowana, a do miasta wkraczały pierwsze oddziały 36 Dywizji Piechoty, przejmującej kontrolę nad obszarem, Lee i jego żołnierze mogli sobie pozwolić na chwilę odpoczynku.

Zaledwie kilka kilometrów na południowy zachód od Kufstein inny oficer również studiował mapę, próbując przewidzieć, co nadchodzące godziny przyniosą jemu i jego ludziom. Pochodzący z Bawarii zasłużony major Wehrmachtu Josef „Sepp” Gangl wiedział, że amerykańska potęga zbliża się nieubłaganie, a jej nadejście zostanie zaanonsowane huraganowym ogniem artylerii, hukiem czołgowych dział i grzechotem broni maszynowej.

Gangl niespecjalnie przejmował się możliwością utraty życia. Przywykł do ciągłego zagrożenia, walcząc z Rosjanami na froncie wschodnim i z aliantami w Normandii. Martwił go jednak los ludzi, którymi dowodził, zwłaszcza że nie wszyscy byli żołnierzami, a wielu nawet nie było Niemcami. Zdawał sobie sprawę, że wojna jest już przegrana, i nie chciał szafować ludzkim życiem w obronie systemu, w który już od dawna nie wierzył, toteż kilka dni wcześniej ogłosił prywatne zawieszenie broni i nawiązał współpracę z austriackim antyhitlerowskim ruchem oporu. Przyświecał mu jeden cel – niedopuszczenie do śmierci jego ludzi w starciach z Amerykanami albo oddziałami niemieckimi, z których część wciąż pozostawała wierna Führerowi i Rzeszy.

Na szczycie skalistego wzniesienia górującego nad równiną, na której wkrótce miały się pojawić wojska amerykańskie, kilku Francuzów także zastanawiało się nad tym, jaką przyszłość zgotował im los. Wyglądając przez blanki zamku, który od wieków wznosił się na wzgórzu i aż do tego ranka był ich więzieniem, mieli świadomość, że dopiero co odzyskana wolność nie uchroni ich przed wściekłością fanatycznych żołnierzy jednostek SS ukrywających się w okolicznych lasach. Potrzebowali wybawienia, i to jak najprędzej. Gdyby pomoc nie nadeszła przed zachodem słońca, czekała ich niechybna śmierć w murach tyrolskiej twierdzy.

Wiosenne słońce przygrzewało rozleniwiająco, utrudniając wyczerpanemu Jackowi Lee skupienie się nad mapą. Był potwornie zmęczony i kurczowo trzymał się nadziei, że zdobycie Kufstein było ostatnim starciem zbrojnym kompanii B w tej wojnie. Spodziewał się, jak niemal wszyscy żołnierze walczący w Europie, że w każdej chwili może zostać ogłoszone zawieszenie broni. Pięć dni temu Adolf Hitler popełnił samobójstwo, a zorganizowany opór Niemców słabł z godziny na godzinę. Dla niektórych bardziej ambitnych młodych oficerów rychłe zakończenie działań wojennych nie stanowiło powodu do radości, Lee jednak wolał, aby żaden z jego podkomendnych nie został ostatnim amerykańskim żołnierzem poległym w Europie.

Kiedy tak zastanawiał się nad znaczeniem końca wojny dla siebie samego i swoich podwładnych, na drugim końcu drogi, przy której stał jego czołg, właśnie ruszała lawina wydarzeń mających rozwiać marzenia kompanii B o spokoju. Lee jeszcze nie wiedział, że wkrótce znajdzie się w ogniu niezwykłej bitwy, której areną będzie alpejski zamek, zaznaczony wprawdzie na jego mapie, lecz w tej chwili ukryty za zagięciem. Czekały go niespodziewane atrakcje: spotkanie z grupą walecznych francuskich dostojników, niepewny sojusz z nieprzyjacielem, zacięta walka z przeciwnościami losu oraz ostatnia i zapewne najbardziej niezwykła akcja bojowa II wojny światowej w Europie.

IGórska warownia

Twierdza, która miała wkrótce odegrać tak istotną rolę w życiu kapitana Lee, znajdowała się nieco ponad 22 kilometry od miejsca postoju czołgu młodego oficera. Zamek Itter, jak brzmiała jego niemiecka nazwa, posadowiony był na krawędzi grzbietu, górującego nad wejściem do doliny Brixental. Od reszty wzniesienia budowlę oddzielał jar, nad którym przerzucono krótki most. Na wschód od zamku rozciągała się wieś Itter, znajdująca się 700 metrów nad poziomem morza, u stóp szczytu Hohe Salve o wysokości 1826 metrów, w samym środku alpejskiej części Tyrolu.

Historia zamku Itter była długa, bogata i dość burzliwa. Okoliczne ziemie zostały zasiedlone jeszcze w epoce brązu (1800–1300 p.n.e.), a fakt, że dolinami rzek Inn i Brixental wiodły dość wygodne bezpośrednie drogi łączące Półwysep Apeniński ze środkową Europą, uczynił z Tyrolu miejsce wielu konfliktów zbrojnych. Region ten, podbity przez Rzymian w 15 roku p.n.e., był następnie najeżdżany przez Ostrogotów, różne plemiona germańskie i karolińskich Franków. W IX wieku Tyrol znalazł się pod kontrolą Bawarów, którzy w miejscu, gdzie później miał stanąć zamek Itter, wznieśli dwie solidne kamienne wieże z otaczającym je murem, oddane w roku 902 przez hrabiego Radolta we władanie rzymskokatolickiej diecezji w Ratyzbonie1.

Chcąc lepiej zabezpieczyć swoje tyrolskie posiadłości oraz skuteczniej ściągać podatki, ratyzboński biskup Totu2 rozkazał, aby wieże otoczone murem zastąpić potężniejszą twierdzą. Budowa pełnowymiarowego zamku była procesem nieśpiesznym i często wstrzymywanym, toteż do jej ostatecznego ukończenia minęło ponad sto lat. W 1239 roku bawarski hrabia palatyn3 Rapoto III von Ortenburg zajął twierdzę w rezultacie gwałtownego zatargu z Zygfrydem, ówczesnym biskupem Ratyzbony. Rok później sytuacja się odwróciła i Rapoto trafił do biskupiej niewoli. Aby odzyskać wolność, pokonany wielmoża musiał zrzec się wielu posiadłości w Bawarii i Tyrolu na rzecz ratyzbońskiej diecezji. Wśród nich znalazł się zamek Itter wraz z powstałą pod jego murami wsią. Nazwy zamku i wioski po raz pierwszy pojawiają się w źródłach historycznych z 1241 roku4.

Biskupi Ratyzbony byli w owym czasie nie tylko sługami bożymi i dostojnikami kościelnymi, ale również książętami Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Jako władcy świeccy, często wykazywali się nadmierną surowością i niepotrzebną brutalnością, dlatego zamek Itter niejednokrotnie bywał miejscem, z którego wyruszały karne ekspedycje przeciwko bezlitośnie ciemiężonym biskupim poddanym. W 1363 roku Tyrol przeszedł pod władanie Habsburgów, jednak zamek Itter i pobliska wieś pozostawały pod kontrolą diecezji ratyzbońskiej do roku 1380, kiedy to Konrad VI von Haimberg sprzedał je arcybiskupowi Salzburga Pilgrimowi II von Puchein za 26 tysięcy węgierskich guldenów.

Zamek Itter został splądrowany i zniszczony podczas powstania chłopskiego w latach 1515–15265, a w roku 1532 rozpoczęła się jego odbudowa. Pod koniec XVI wieku twierdza była siedzibą sądu kościelnego, zajmującego się tępieniem okolicznych czarownic. Według miejscowej legendy, ostatnia czarownica stracona w Tyrolu w 1590 roku spłonęła na stosie ustawionym pośrodku głównego zamkowego podwórca6. Mniej więcej w tym czasie, prawdopodobnie na rozkaz niestrudzonych pogromców czarownic, na murze nad wrotami prowadzącymi do sklepionego korytarza wejściowego zamku Itter został wyryty po niemiecku słynny cytat z Boskiej komedii Dantego: „Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie”.

Przez następne dwa i pół stulecia zamek kilkakrotnie przechodził z rąk do rąk, aby w 1782 roku stać się częścią osobistych włości Józefa II Habsburga, który dwa lata wcześniej, po śmierci matki cesarzowej Marii Teresy, został władcą Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Cesarz lubił swą tyrolską fortecę do tego stopnia, że gdy papież Pius VI podróżował po Austrii wkrótce po wstąpieniu Józefa na tron, władca poprosił go o poświęcenie ołtarza w małej, lecz przepięknej kaplicy zamkowej. Papież spełnił tę prośbę, widząc w tym szansę załagodzenia rozdźwięku między cesarzem a Kościołem, pozostawił też w zamku bogato zdobiony gotycki krucyfiks i inne cenne przedmioty kultu religijnego.

Mimo wielkiego upodobania do Itter cesarz Józef II, podobnie jak większość poprzednich właścicieli zamku, wolał mieszkać gdzie indziej. Pod koniec grudnia 1805 roku zastąpił go inny, znacznie potężniejszy, lecz także wciąż nieobecny gospodarz, Napoleon Bonaparte. Francuski cesarz nabył prawo własności do zamku w wyniku pokoju preszburskiego, zawartego po zadaniu Austrii dotkliwych klęsk pod Ulm w połowie października i pod Austerlitz na początku grudnia 1805 roku. Bonaparte pozostawał posiadaczem zamku zaledwie cztery lata, gdyż w roku 1809 podarował go swojemu wiernemu sojusznikowi, królowi Bawarii Maksymilianowi I7. Ten jednak nie chciał łożyć na utrzymanie nowej fortecy, kiedy więc w 1812 roku samorząd wsi Itter zaoferował mu za cały obiekt śmiesznie niską kwotę 15 guldenów, skwapliwie zaakceptował transakcję. Mieszkańcy wsi tak naprawdę wcale nie myśleli o remoncie zamku, widząc w nim jedynie źródło materiałów budowlanych. Przez kilka dziesięcioleci kamień z zamkowych murów i drewniane belki z jego wnętrza wykorzystywano do wznoszenia różnych budowli, między innymi wiejskiej gospody.

W 1815 roku, w wyniku ustaleń kongresu wiedeńskiego, Austria odzyskała Tyrol, ale zamku Itter nie wyremontowano. Pół wieku później, w roku 1878, obrotni radni wiejscy sprzedali warownię, będącą wówczas jedynie malowniczą ruiną, za imponującą kwotę 3000 guldenów monachijskiemu przedsiębiorcy Paulowi Spiessowi, który zamierzał urządzić w niej ekskluzywny hotel. Przyszły hotelarz przeprowadził gruntowną renowację, w wyniku której zamek otrzymał kilkupiętrową środkową część mieszkalną z pięćdziesięcioma pokojami gościnnymi, przylegającą do niej wyższą budowlę przypominającą wieżę obronną oraz boczne skrzydła, gdzie mieściły się kuchnie, kwatery służby i magazyny. Naprawił też mur otaczający fortecę, odbudował zdemolowaną bramę, obsadził zielenią jar i wybrukował wąską drogę łączącą zamek z wsią. Mimo iż Spiess zainwestował spore środki, pomysł z hotelem nie wypalił, dlatego w 1884 roku zniechęcony przedsiębiorca sprzedał posiadłość pięknej i słynnej wówczas w Europie niemieckiej pianistce i kompozytorce Sophie Menter.

Menter, urodzona w 1846 roku w Monachium, była córką wiolonczelisty i śpiewaczki, po których odziedziczyła uzdolnienia muzyczne. Pierwszy koncert dla publiczności zagrała, mając zaledwie 10 lat. Gdy skończyła 23 lata, została uczennicą Franciszka Liszta, który często nazywał ją swoją „pianistyczną córką” i uznał za najwybitniejszą żyjącą wirtuozkę fortepianu. W 1872 roku Sophie poślubiła czeskiego wiolonczelistę Davida Poppera, z którym koncertowała od kilku lat. Kupno zamku Itter8 było dla niej spełnieniem wieloletniego pragnienia posiadania okazałego domu, który umożliwiałby jej ucieczkę od trudów zawodowego życia, a jednocześnie służyłby jako salon dla innych muzyków. Dlatego kilka parterowych pokojów przekształciła w pomieszczenia do ćwiczeń i niewielkie salki koncertowe.

Menter, będąc właścicielką zamku Itter przez osiemnaście lat, przyjmowała w nim słynnych muzyków, takich jak Ryszard Wagner i Piotr Czajkowski. Również Liszt, jej przyjaciel i mentor, bywał częstym gościem. Każdą z jego wizyt obwieszczał uroczysty salut armatni, a nad drogą prowadzącą do zamku ustawiano ozdobione kwiatami łuki triumfalne. Przyjmował te wyrazy uwielbienia z zadowoleniem, ale pobyty u Menter poświęcał głównie komponowaniu. Podczas jednego z nich, w listopadzie 1885 roku, wstawał codziennie o czwartej nad ranem, pracował przez trzy godziny, następnie robił krótką przerwę, aby wziąć udział w mszy odprawianej w zamkowej kaplicy, a potem wracał do pracy, którą kończył dopiero po południu9. W listach do gospodyni gorąco dziękował za gościnę w jej „baśniowym” zamku i zapewniał, że spędzone tam chwile wyzwalały w nim „magiczne wspomnienia”10.

Po rozwodzie z Popperem w 1886 roku Sophie Menter nadal mieszkała w zamku, organizując w nim często występy publiczne, takie jak koncert dobroczynny w październiku 1891 roku, z którego dochód przekazała na rzecz towarzystwa śpiewaczego powstałego w targowym mieście Wörgl, leżącym 6 kilometrów na północny zachód od Itter. Nadal też starała się zapewniać swoim sławnym gościom twórczą atmosferę. Podczas dwutygodniowego pobytu w Itter we wrześniu 1892 roku Piotr Czajkowski napisał partyturę Ungarische Zigeunerweisen, opartego na melodiach cygańskich siedemnastominutowego utworu na fortepian i orkiestrę, którego pierwsze wykonanie odbyło się w lutym następnego roku w Petersburgu.

Niestety, koszty utrzymania starzejącej się fortecy zmusiły Menter do jej sprzedania w 1902 roku11. Kupcem był zamożny lekarz i przedsiębiorca z Berlina Eugen Mayr, który częściowo wyposażył zamek w oświetlenie elektryczne oraz założył instalację wodno-kanalizacyjną w kuchniach i najważniejszych pomieszczeniach mieszkalnych. Mayr wykorzystał historyczny obiekt jako majestatyczną oprawę swego ślubu z Marią Kunert w sierpniu 1904 roku, a następnie w ciągu kilku lat poświęcił małą fortunę, aby nadać zamkowi rys neogotycki. Po dodaniu zwieńczonych blankami murów obronnych i obfitym zastosowaniu stolarki we wnętrzach, a także zawieszeniu sporej liczby obrazów przedstawiających najbardziej porywające sceny z mitologii germańskiej zamek uzyskał iście baśniowy wygląd, bardzo popularny w pierwszych latach XX wieku. Dzięki temu państwo Mayr osiągnęli spory sukces finansowy, przekształcając swoją posiadłość w ekskluzywny hotel.

Po I wojnie światowej zamek-hotel Itter zyskiwał coraz większą renomę, rosła też liczba zatrzymujących się w nim dobrze sytuowanych gości. Wzrost zainteresowania narciarstwem zjazdowym sprawił, że senne tyrolskie wioski przeistoczyły się w popularne miejscowości wypoczynkowe, a wieś Itter, której przedsiębiorczy mieszkańcy nadali miano „perły Tyrolu”, nie stanowiła wyjątku. Zamek był zdecydowanie najodpowiedniejszym w okolicy miejscem zakwaterowania dla entuzjastów sportów zimowych i stopniowo zaczął przyciągać gości także poza sezonem. W 1925 roku kupił go wicegubernator Tyrolu z ramienia Pierwszej Republiki Austriackiej, doktor Franz Grüner, przede wszystkim jako miejsce eksponowania swojej imponującej kolekcji dzieł sztuki. Paradoksalnie, Édouard Daladier, podczas II wojny światowej jeden z VIP-ów więzionych w Itter, zatrzymał się w zamku w 1932 roku w trakcie wizyty w Wörgl, która miała na celu zapoznanie się z eksperymentem polegającym na emisji przez to miasto regionalnej waluty jako środka stymulującego lokalne ożywienie gospodarcze w warunkach światowego kryzysu12.

Kryzys ów stał się jednym z głównych czynników, które doprowadziły w Niemczech do przejęcia władzy przez Adolfa Hitlera, a w konsekwencji do anszlusu Austrii do Trzeciej Rzeszy w marcu 1938 roku. Ten smutny fakt miał istotny wpływ na dalsze losy Itter, gdyż bajkowy zamek-hotel stał się wkrótce miejscem o zdecydowanie bardziej złowieszczym charakterze.

Po anszlusie władze Trzeciej Rzeszy przystąpiły do likwidowania wszelkich śladów niezależności Austrii, czego pierwszym przejawem było przemianowanie zagarniętego kraju na niemiecką prowincję Ostmark13. Jej terytorium podzielono administracyjnie na siedem dystryktów. Itter i północny Tyrol należały teraz do Reichsgau Tirol-Vorarlberg.

W pierwszych miesiącach niemieckiej okupacji życie w zamku Itter biegło niemal niezmienionym torem, ponieważ nowe władze były zaabsorbowane włączaniem Austrii w strukturę Wielkich Niemiec. Jeden z aspektów tego procesu, polegający na poszerzeniu obszaru działania niemieckiej tajnej policji o tereny byłego państwa austriackiego oraz ulokowaniu tam systemu obozów koncentracyjnych, miał bezpośredni wpływ na losy zamku i jego przyszłych gości, jednak decyzje zapadały z dala od murów fortecy.

Większość Austriaków radośnie witała liczące 105 tysięcy żołnierzy oddziały niemieckiej 8 Armii pod dowództwem Generalobersta Fedora von Bocka14, które przekroczyły granicę 12 marca 1938 roku o 5.30, ale część mieszkańców nowo powstałej Marchii Wschodniej nie widziała się w roli obywateli Wielkich Niemiec. Wkrótce po anszlusie w całej Austrii zaczęły powstawać komórki ruchu oporu, a zwarty obszar Tyrolu, zamieszkiwany w większości przez katolików kultywujących historyczną tradycję regionalnej odrębności, szybko stał się ośrodkiem sprzeciwu wobec władz niemieckich i wprowadzanych przez nie restrykcyjnych uregulowań prawnych. Podobnie jak inne konspiracyjne grupy w Austrii, te z Tyrolu początkowo nie łączyły się w większe organizacje z powodu daleko posuniętej podejrzliwości – jak się zresztą okazało, w pełni uzasadnionej. Gestapo15 zajadle tropiło wszelkie przejawy opozycji wobec władz, przy wsparciu wielu proniemieckich Austriaków, którzy skwapliwie donosili na sąsiadów podejrzewanych o nie dość gorliwe wspieranie nowego porządku.

Mimo wysiłków Gestapo antyhitlerowskie podziemie przetrwało nie tylko w większych ośrodkach, jak Wiedeń, Salzburg czy Innsbruck, ale także w miastach i wsiach na całym terytorium byłej Austrii. Początkowo działalność członków ruchu oporu w Wörgl, tak jak w innych miejscowościach, ograniczała się do czekania na właściwy moment i żmudnego gromadzenia zasobów, jednak po kilku latach niemieckiej okupacji zdołali oni stworzyć organizację, która miała odegrać kluczową rolę w dziejach zamku Itter. Na ironię zakrawa fakt, że instytucją zapewniającą wsparcie w działalności antyhitlerowskiej całemu austriackiemu podziemiu, nie wyłączając jego komórki w Wörgl, była niemiecka armia.

Po anszlusie austriacka armia, zwana Bundesheer, została włączona w struktury niemieckich sił zbrojnych, czyli Wehrmachtu. Spotkało się to zresztą, z różnych przyczyn, z zadowoleniem przeważającej części austriackich wojskowych16. Co więcej, aneksja Austrii wydatnie zwiększyła liczbę poborowych. W latach 1938–1945 w szeregi niemieckich sił zbrojnych powołano około 1,3 miliona Austriaków. Austriaccy żołnierze służyli we wszystkich niemieckich formacjach wojskowych i walczyli na wszystkich frontach w Europie, przy czym ponad 240 tysięcy z nich poległo w walce lub zmarło w wyniku chorób i wypadków17.

Wielu Austriaków dobrowolnie, a nawet gorliwie służyło Trzeciej Rzeszy18, część jednak traktowała ten obowiązek jak zło konieczne, bo za próbę uniknięcia poboru lub dezercję groziły najsurowsze kary. Niemcy unikali wprawdzie wcielania do wojska Austriaków o ciągotach lewicowych czy nacjonalistycznych19, lecz mimo to wielu młodych ludzi, potajemnie nienawidzących narodowego socjalizmu, zostało „niemieckimi” żołnierzami. Podczas służby w Wehrmachcie nie tylko nauczyli się żołnierskiego rzemiosła, ale mieli okazję zastosowania go w praktyce na polu walki, co okazało się niezwykle przydatne w ostatnich miesiącach wojny dla austriackiego ruchu oporu i mieszkańców zamku Itter.

Według niektórych źródeł malowniczo położony zamek-hotel, będący zarazem galerią sztuki, został przekształcony w więzienie na rozkaz samego Reichsführera SS Heinricha Himmlera. W dniu 12 marca 1938 roku, tuż po wkroczeniu do Austrii oddziałów niemieckich, Himmler wylądował na lotnisku pod Wiedniem, by osobiście pokierować pacyfikacją tego kraju. Zadanie to, jego zdaniem, wymagało aresztowania każdego, kto przejawiałby choćby najmniejszy sprzeciw wobec nowego porządku. Ten niewysoki były hodowca drobiu natychmiast podporządkował sobie wszystkie formacje policyjne wraz z austriacką agendą SS, która od 1934 roku potajemnie podkopywała niepodległość państwa i kładła podwaliny pod przyszły anszlus20.

Mimo iż większość Austriaków witała wojska niemieckie kwiatami i wiwatami, natychmiast rozpoczęły się szeroko zakrojone aresztowania tych, którzy mogli okazać się niebezpieczni ze względu na wyznanie, pochodzenie czy poglądy polityczne. Potrzebne były miejsca odosobnienia dla ogromnej liczby aresztowanych, zanim zostaną przetransportowani do właściwych więzień i obozów koncentracyjnych w Niemczech21. Niewykluczone, że solidne mury zamku Itter oraz jego ustronna lokalizacja przyciągnęły uwagę znanego ze skrytości Reichsführera. Jednak dopiero na początku 1940 roku rząd niemiecki wydzierżawił zamek od doktora Franza Grünera, z zamiarem wykorzystania go do bliżej nieokreślonych celów oficjalnych.

Przez pierwsze dwa lata po podpisaniu umowy o dzierżawie rzeczywisty cel wykorzystania zamku pozostawał niejasny, choć istnieją domniemania, że przetrzymywano w nim i wstępnie przesłuchiwano ważnych więźniów przeznaczonych do wywiezienia do Niemiec. Natomiast pewne jest, że w początkach 1942 roku zamek stał się austriacką siedzibą Niemieckiego Związku Zwalczania Zagrożenia Tytoniowego22.

Mimo dziwnie złowieszczej nazwy organizacja ta, stworzona przez hitlerowców i utrzymywana z pieniędzy podatników, faktycznie miała na celu ograniczenie używania tytoniu w Trzeciej Rzeszy. Chociaż istnienie jakiejkolwiek rozbieżności poglądów między Adolfem Hitlerem a jego sługusami może wydawać się niezwykłe, Führer był znany z odrazy do palenia. Uważał, że osłabia ono duchowe siły narodu oraz niszczy zdrowie i obniża sprawność personelu wojskowego. Jego postawa była całkowicie niezgodna ze zdaniem większości. Mimo powszechnego zwyczaju palenia tytoniu wśród obywateli, a może właśnie z tej przyczyny, w Niemczech od połowy XIX wieku prowadzono badania nad wpływem tego nałogu na zdrowie. Działalność kontrolowanego przez nazistowskie władze Związku Zwalczania Zagrożenia Tytoniowego polegała głównie na drukowaniu broszur i artykułów na temat szkodliwości palenia, a przedstawicielstwo funkcjonujące w zamku Itter odpowiadało za ich rozpowszechnianie na terenie byłego państwa austriackiego.

Jakkolwiek zwalczanie palenia tytoniu mogło być ważne dla Hitlera, Himmler nie zrezygnował ze swych pierwotnych zamiarów wykorzystania zamku Itter do bardziej nikczemnych celów. Wskutek jego namowy 23 listopada 1942 roku Hitler rozkazał SS-Obergruppenführerowi Oswaldowi Pohlowi rozpocząć procedurę przejęcia zamku Itter z przeznaczeniem na „specjalne potrzeby SS”. Pohl, jako szef Głównego Urzędu Gospodarczo-Administracyjnego SS (SS-Wirtschafts-Verwaltungshauptamt), był naczelnym zarządcą systemu obozów koncentracyjnych23. Himmler zamierzał urządzić w zamku miejsce odosobnienia dla „honorowych więźniów”, czyli ważnych osobistości, które ze względu na sławę bądź wpływy miały być przetrzymywane w dość przyzwoitych warunkach.

W dniu 7 lutego 1943 roku podwładni Pohla oficjalnie zarekwirowali zamek i budynki gospodarcze, zrywając umowę dzierżawy, która zapewniała Grünerowi godziwe dochody przez ostatnie trzy lata. Placówka otrzymała urzędową nazwę „obóz ewakuacyjny” (Evakuierungslager) i została administracyjnie podporządkowana okręgowemu zarządowi obozów koncentracyjnych w Dachau24, znajdującego się około 140 kilometrów na północny zachód od Itter. Będąc jednym ze 197 rozsianych po południowych Niemczech i północnej Austrii podobozów KL Dachau, zamek Itter otrzymywał finansowanie, strażników i zaopatrzenie bezpośrednio z okrytej złą sławą placówki centralnej.

Natychmiast po rekwizycji rozpoczęło się przekształcanie ośrodka walki z nałogiem palenia w pilnie strzeżony obiekt dla specjalnych więźniów. Plan przebudowy powstawał prawdopodobnie pod nadzorem samego Alberta Speera, architekta i ministra do spraw uzbrojenia i amunicji25, a jego realizacją kierował SS-Untersturmführer Petz26. Przybył on do Itter 8 lutego z 27 więźniami – 12 z Dachau i 15 z Flossenburga27 – którzy przed aresztowaniem byli stolarzami, hydraulikami i innymi fachowcami28. Petz sprowadził też z Dachau około 10 funkcjonariuszy SS-Totenkopfverbände (SS-TV)29, z zadaniem pilnowania robotników podczas pracy. Po zakończeniu przebudowy ich miejsce zajęli etatowi strażnicy więzienni.

Pierwszym zadaniem Petza i jego niewolników było spakowanie pozostałości mebli i dzieł sztuki, co przebiegało pod czujnym okiem właściciela Itter. Trudno powiedzieć, jak Grüner odniósł się do konfiskaty zamku i zerwania lukratywnej umowy o dzierżawie, pozostającej w mocy przez ostatnie trzy lata, ale wiadomo, że podczas oficjalnego przekazania posiadłości miał wpiętą w klapę odznakę członkowską NSDAP. Następną czynnością było rozmontowanie stojącego w kaplicy zamkowej ołtarza poświęconego przez papieża Piusa VI. Ponadto z rozkazu Petza usunięto gotycki krucyfiks i wszelkie inne symbole chrześcijańskie. Mógł to być przejaw jego fanatycznej nadgorliwości albo też uczynił to, aby pozbawić duchowego wsparcia przyszłych więźniów. Wyposażenie kaplicy zostało zapakowane na ciężarówki i wywiezione do znajdującego się w Salzburgu magazynu, który należał do Grünera.

Po oczyszczeniu frontu robót więźniowie mogli przystąpić do właściwej przebudowy zamku. W obozach koncentracyjnych oficerowie SS zwykle nie zwracali się bezpośrednio do robotników, lecz przekazywali rozkazy przez więźnia funkcyjnego, zwanego kapo. Był to odpowiednik stosowanego w amerykańskim systemie penitencjarnym terminu „trusty”, czyli „więzień uprzywilejowany”. Kapo byli lepiej traktowani niż ci, którzy im podlegali, a wielu z nich wykazywało się okrucieństwem wobec innych więźniów, by przypodobać się swoim władcom z SS. Na szczęście dla robotników z zamku Itter ich kapo, niemiecki więzień polityczny Franz Fielder30, według wszelkich relacji okazał się porządnym człowiekiem, który robił, co mógł, aby uchronić współtowarzyszy przed skutkami częstych wybuchów gniewu Petza.

Nerwowość Petza mogła być spowodowana silnym naciskiem zarządu z Dachau na jak najszybsze ukończenie prac w zamku Itter. Esesman doskonale zdawał sobie sprawę, że jakiekolwiek opóźnienie może dla niego oznaczać natychmiastowy przydział w miejsce o wiele bardziej niebezpieczne od austriackiego Tyrolu, więc zapewne od samego początku znajdował się w stanie podwyższonego napięcia nerwowego. Nie tracąc czasu, kazał więźniom zabrać się do pracy, przy czym mieli zacząć od piwnic, a potem sukcesywnie przenosić się na wyższe kondygnacje.

Piwnice zamku Itter były bardzo rozległe oraz, czemu trudno się dziwić, chłodne i wilgotne. Nie stanowiło to wielkiego problemu, bo żadnego z pomieszczeń na tym poziomie nie zamierzano wykorzystywać jako przestrzeni mieszkalnej. W dwóch najmniej wilgotnych urządzono magazyny żywności – w jednym owoców, w drugim ziemniaków i innych warzyw – a w trzech pozostałych warsztaty: stolarski, hydrauliczny i elektryczny. Zreperowano kamienną klatkę schodową prowadzącą na parter i założono w niej poręcze, a solidne drzwi do piwnicy dodatkowo wzmocniono i wyposażono w skomplikowane podwójne zamki.

Dziesięć parterowych pokoi przeznaczono na kwatery dla esesmanów, z których sformowano stałą służbę więzienną. Wykorzystując drewno sprowadzone z magazynów SS w Bawarii, więźniowie rzemieślnicy wykonali część mieszkalną z sypialnią dla 35 wartowników, w której każdy miał osobną szafkę. Znalazła się tam również zbrojownia z mocnymi drzwiami zabezpieczonymi kilkoma zamkami, latryny z toaletami i prysznicami oraz kuchnia ze zlewami, paleniskami i spiżarnią. Wspaniała sala koncertowa Sophie Menter została podzielona na pół. W jednej części urządzono pokój dzienny dla szeregowych, a w drugiej kancelarię dla starszego podoficera oddziału służby wartowniczej.

Następnie robotnicy przystąpili do przebudowy dziewięciu pokoi na pierwszym piętrze31. Dwa z nich przeznaczono na biura przyszłego dowódcy stałego oddziału SS-TV i jego zastępcy, w trzecim urządzono niewielki salonik dla obu oficerów, w czwartym znalazła się latryna, a pozostałych pięć pokoi przekształcono w pierwsze z planowanych dziewiętnastu cel więziennych dla VIP-ów, którzy już wkrótce mieli zostać przewiezieni do zamku Itter.

Ze względu na to, że więźniami miały być prominentne osobistości, mogące się okazać ważne dla Trzeciej Rzeszy, cele te zdecydowanie przewyższały komfortem pomieszczenia, w których hitlerowcy przetrzymywali innych osadzonych. Na pierwszym piętrze znajdowały się cele o numerach 1 do 5, na drugim od 6 do 9, a na trzecim od 10 do 19. Przypominały one zwykłe pokoje gościnne, przy czym w każdej miało mieszkać najwyżej dwóch więźniów. Ich okna zaopatrzono w okiennice, a wzmocnione drzwi wyposażono w dwa zamykane od zewnątrz zamki. Na wypadek konieczności przetrzymywania niektórych więźniów w całkowitym odosobnieniu w połowie cel dla VIP-ów zainstalowano umywalki i toalety.

Jeszcze lepsze warunki zapewniał apartament na czwartym piętrze, w którym miał mieszkać wyznaczony na dowódcę całej placówki oficer SS wraz z żoną, gdyby takową posiadał. Jego lokatorzy mieli do dyspozycji wytwornie umeblowany salon, sypialnię, prywatną kuchnię i jadalnię. Dodatkowo apartament dowódcy wyposażono w linie telefoniczne, które pozwalały na bezpośrednie połączenie z dowództwem okręgu w Dachau, a także, w razie nagłego zapotrzebowania na wsparcie zbrojne, z dowódcą podoficerskiej szkoły wojsk górskich Wehrmachtu w pobliskim Wörgl32.

Po zakończeniu przeróbek w głównym budynku więźniowie-robotnicy przenieśli się do obiektu zwanego Schlosshof, czyli budynku bramnego znajdującego się około 15 metrów za bramą i oddzielonego od niej trójkątnym ogrodzonym dziedzińcem, który wykorzystywano jako podjazd. Schlosshof był zbudowany z tego samego kamienia co cały zamek, a przez jego środek prowadziło łukowate przejście, którym po schodach docierało się do otoczonego murami tarasu i głównego budynku. Poza przejściem w Schlosshofie mieściły się garaż, stajnia oraz magazyn sprzętu i materiałów ogrodniczych. Na ciasnym pierwszym piętrze budynku, gdzie nocowali robotnicy po wyczerpującej pracy, zorganizowano małą lecznicę, złożoną z poczekalni, pokoju badań, gabinetu zabiegowego dla wojskowego sanitariusza oraz skromnego gabinetu dentystycznego.

Ostatnim zadaniem wyznaczonym przymusowym robotnikom przez Petza była instalacja zabezpieczeń uniemożliwiających ucieczkę z zamku. Kompleks zamkowy otoczony był potężnym murem, podejść od zachodu, północy i wschodu broniły strome ściany wąwozów, a od południa osuszona fosa. Wystarczyło więc w strategicznych miejscach ustawić zasieki z drutu kolczastego i zamontować duże, skomplikowane zamki na frontowej bramie. Aby jeszcze skuteczniej zniechęcić więźniów do prób wydostania się na wolność, Petz rozkazał kilku esesmanom zainstalować reflektory na wewnętrznych obrzeżach murów. Ponadto strażnicy zbudowali trzy niewielkie, osłonięte z boków drewnianymi ściankami stanowiska dla karabinów maszynowych MG-42, górujące nad frontowym i głównym dziedzińcem.

Zasadniczą część przebudowy zamku Itter na więzienie dla VIP-ów zakończono 25 kwietnia 1943 roku, kiedy jednak naszedł wyznaczony dzień powrotu Petza z więźniami i ich strażnikami do Dachau, wciąż nie była gotowa instalacja elektryczna. Petz nie chciał opóźniać terminu opuszczenia Itter, bojąc się gniewu przełożonych, dlatego przed wyjazdem całej ekipy rozkazał więźniowi zajmującemu się elektryką dokończyć robotę. Wraz z nim w zamku zostało dwóch esesmanów33.

Nazwiska tych strażników nie zapisały się na kartach historii, ale znana jest tożsamość więźnia elektryka, któremu los przeznaczył ważną rolę w późniejszych wydarzeniach w zamku Itter. Był to 36-letni technik elektryk Zvonimir „Zvonko” Čučković34, katolik pochodzący z miasta Sisak w Chorwacji, który przed inwazją niemiecką na Jugosławię w kwietniu 1941 roku mieszkał w Belgradzie wraz z żoną Emą i synem, noszącym imię po ojcu35. Po kapitulacji ojczystego kraju Čučković przystał do antyhitlerowskiego podziemia i w grudniu 1941 roku został aresztowany przez Gestapo. Przebywał w więzieniach w Belgradzie, Grazu, Wiedniu i Salzburgu, a 26 września 1942 roku przewieziono go do Dachau.

Został wstępnie zakwalifikowany do likwidacji, ale gdy podczas przesłuchania po przybyciu do obozu wyjaśnił w płynnej niemczyźnie, choć z wyraźnym akcentem, że jest doświadczonym elektrykiem i może się do czegoś przydać, przydzielono go do ekipy technicznej, którą kierował Petz. Od listopada 1942 roku do lutego 1943 roku wykonywał różne prace w podobozie w Traunstein, około 80 kilometrów na południowy wschód od Monachium, a następnie ściągnięto go do Dachau i włączono do grupy remontowej utworzonej w związku z przebudową zamku Itter. Na miejscu, wraz z austriackim więźniem Karlem Horeisem, był odpowiedzialny za modernizację sieci elektrycznej obiektu oraz wykonywał szereg innych prac. Decyzja Petza o pozostawieniu Chorwata w Itter, mimo powrotu reszty robotników do Dachau, świadcząca o wysokiej ocenie fachowych umiejętności Čučkovića, w rezultacie uratowała mu życie.

Zamek Itter był już gotowy na przyjęcie przymusowych lokatorów, zarządowi obozów w Dachau pozostało tylko skompletowanie straży więziennej dla nowej placówki. Z jednostki SS-TV w Dachau odkomenderowano 14 mężczyzn36 i jedną członkinię kobiecej służby pomocniczej37 (oraz sześć psów rasy owczarek alzacki). Miała z nich powstać zamkowa jednostka strażnicza, nosząca oficjalną nazwę SS-Sonderkommando Itter38 (Oddział Specjalny SS Itter). Strażnikami byli przeważnie starsi wiekiem żołnierze o obniżonej sprawności fizycznej, nieposiadający doświadczenia bojowego. Większość z nich służyła wcześniej w większych obozach, dlatego z zadowoleniem przyjęli przeniesienie do stosunkowo komfortowego zamku. Można też przypuszczać, że część bardziej przewidujących strażników miała świadomość nieuchronnego zwycięstwa aliantów, co mogło oznaczać karę śmierci dla wszystkich, którzy byli związani z funkcjonowaniem obozów śmierci. Nic więc dziwnego, że cieszyła ich perspektywa spędzenia reszty wojny na pilnowaniu ważnych osobistości w alpejskiej twierdzy, z dala od koszmarów „ostatecznego rozwiązania”.

Jednak strażnicy srodze się pomylili, sądząc, że dotrwają do końca wojny w oazie spokoju, ich przełożonymi zostali bowiem dwaj oficerowie niebędący zwolennikami łagodnego traktowania podwładnych. Młodszy z nich, wyznaczony na zastępcę dowódcy SS-Untersturmführer Stefan Otto, należał do SD (Sicherheitsdienst), czyli służby bezpieczeństwa, będącej organem wywiadu i kontrwywiadu SS. Jego głównym zadaniem miało być gromadzenie użytecznych informacji pozyskiwanych od więźniów przebywających w zamku Itter, ale strażnicy mieli świadomość, że Otto będzie pilnie obserwował każdego z nich, doszukując się jakichkolwiek przejawów moralnego zepsucia lub ideologicznej niepoprawności. Każdy żołnierz, który trafił na jego czarną listę, mógł spodziewać się przeniesienia na front do jednostki liniowej, a nawet do karnej kompanii.

Co gorsza, z niewiadomych przyczyn zarząd obozów w Dachau powierzył dowództwo podobozu w Itter, będącego raczej ośrodkiem internowania ważnych osobistości niż więzieniem, brutalnemu, prostackiemu i nieudolnemu oficerowi znanemu w szeregach SS z tego, że był niemal tak samo okrutny dla swych podwładnych, jak dla nieszczęśników, którzy mieli pecha zostać jego więźniami.

Krótko mówiąc, SS-Hauptsturmführer Sebastian „Wastl” Wimmer był parszywym draniem. Urodził się w 1902 roku w małym bawarskim miasteczku Dingolfing, około 80 kilometrów na północny wschód od Monachium. W 1923 roku został posterunkowym policji w stolicy Bawarii. Z czasem awansował na sierżanta, w czym nie zaszkodziła mu, a może nawet pomogła, opinia sadysty, bijącego podejrzanych niemal na śmierć w celu wymuszenia zeznań. Ledwie piśmienny, niechlujny, ulegający pijackim napadom wściekłości Wimmer był idealnym kandydatem do SS. Dołączył do tej organizacji w marcu 1935 roku39, rezygnując miesiąc wcześniej z pracy w monachijskiej policji.

Nie wiadomo, czym się kierował, wstępując do SS. Teoretycznie mogła to być świadoma decyzja człowieka o określonych poglądach politycznych, żądnego chwały bojowej w elitarnej organizacji odzwierciedlającej jego ideały. Znając jednak charakter Wimmera, można raczej przypuszczać, że dostrzegł szansę wyrwania się z pozbawionej perspektyw pracy i uzyskania oficjalnego przyzwolenia na brutalne traktowanie tych, wobec których czuł się gorszy – intelektualistów, bogatych mieszczan, a także Żydów i wszystkich pozostałych pogardliwie zwanych przez hitlerowców „podludźmi”.

Bez względu na motywację, Wimmer wkrótce poznał i zaakceptował ciemną stronę Nowych Niemiec Adolfa Hitlera. Po wstępnym szkoleniu w Dachau świeżo upieczony oficer40 SS-Totenkopfverbände otrzymał przydział do obozowej jednostki wartowniczej w sile batalionu, noszącej nazwę SS-Wachsturmbann Oberbayern41. W 1935 roku obóz w Dachau istniał już od dwóch lat, nadal jednak był dość mały, a jego rozrost, zwieńczony zbudowaniem krematoriów, rozpoczął się dopiero w roku 1937. Mimo to przebywało w nim kilka tysięcy osadzonych, głównie Żydów i więźniów politycznych. Nie dokonywano jeszcze masowych egzekucji, ale Wimmer i inni strażnicy mogli praktycznie bezkarnie upokarzać i katować więźniów, a nawet ich mordować, jeżeli tylko potrafili przedstawić sensowne uzasadnienie.

Wimmer najwyraźniej dobrze sobie radził, bo we wrześniu 1937 roku awansował do stopnia SS-Obersturmführera. W tym samym miesiącu generalny inspektor obozów koncentracyjnych SS-Gruppenführer Theodor Eicke powiększył skład oddziału SS-Wachsturmbann Oberbayern do pięciu batalionów, tworząc SS-Totenkopfstandarte 1 „Ober-bayern”. Podobnie jak dwie inne jednostki odpowiadające liczebnością pułkom42, które Eicke sformował w 1937 roku z oddziałów wartowniczych obozów koncentracyjnych, „Oberbayern” od początku uznawano za formację wojskową. Pierwsze trzy Totenkopfstandarten nie miały jednak uczestniczyć w bezpośredniej walce z nieprzyjacielem. Ich zadaniem było, jak to górnolotnie określił Eicke, pełnienie „obowiązków policyjno-porządkowych” na zapleczu frontu. Biorąc pod uwagę, że Eicke był twórcą doktryny „bezwzględnej surowości” wobec więźniów obozów koncentracyjnych, dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, że faktyczne działania Totenkopfstandarten polegały na wyłapywaniu, brutalnym przesłuchiwaniu, a często fizycznej likwidacji nieprzyjacielskich działaczy politycznych i społecznych, Żydów oraz innych „elementów niepożądanych”.

Wimmer, tak jak cała Totenkopfstandarte „Oberbayern”, wdrażał się do nowych obowiązków podczas aneksji Kraju Sudeckiego w 1938 roku. Spór dotyczył przygranicznych regionów na zachodzie i północy Czechosłowacji, zamieszkanych głównie przez rdzennych Niemców. Dwa bataliony esesmanów wkroczyły na ten obszar przed regularnymi jednostkami Wehrmachtu z zadaniem zidentyfikowania i zatrzymania osób, które mogłyby stanowić zagrożenie dla niemieckich planów. Większość tych nieszczęśników trafiła do Dachau i innych obozów koncentracyjnych w Niemczech, ale kilku straciło życie już na etapie aresztowania, prowadzonego przez Wimmera i jego kamratów.

Haniebne metody Wimmera zademonstrowane w Kraju Sudeckim znalazły szerokie zastosowanie podczas niemieckiej inwazji na Polskę we wrześniu 1939 roku. Totenkopfstandarte „Oberbayern” działała na zapleczu frontu 10 Armii generała Walthera von Reichenaua w okolicach Kielc i na Górnym Śląsku. Wimmer i inni esesmani43 torturowali i zabili wielu Żydów, księży katolickich, pacjentów szpitali psychiatrycznych, polskich patriotów, a także żołnierzy próbujących uniknąć niewoli. Masowe zbrodnie miały miejsce w Ciepielowie, Nisku i Rawie Mazowieckiej44. Bestialstwo oddziałów Totenkopfstandarten było tak przerażające, że kilku wyższych oficerów Wehrmachtu złożyło skargę na ręce samego Himmlera. Została ona zignorowana, przez co Wimmer i jemu podobni popełniali kolejne zbrodnie aż do czasu wycofania z Polski wszystkich trzech pierwszych Totenkopfstandarten pod koniec 1939 roku45. Odwołanie tych jednostek nie oznaczało jednak, że Niemcy przestali popełniać w Polsce zbrodnie wojenne. Nowe oddziały „trupich główek” kontynuowały swoją makabryczną robotę przy wsparciu złowrogich Einsatzgruppen (specjalnych oddziałów operacyjnych), których działania polegały na systematycznym przeprowadzaniu masowych egzekucji w krótkich odstępach czasu46.

Wkrótce po powrocie z Polski trzy pierwsze Totenkopf-standarten zostały połączone i sformowano z nich 3 Dywizję SS „Totenkopf”47 pod dowództwem Theodora Eickego. Dywizja ta, wyposażona głównie w broń zdobytą w Czechosłowacji, wzięła udział w inwazji na Francję, Belgię i Holandię. Wimmer służył w tym czasie w jednym z wchodzących w jej skład pułków grenadierów pancernych (piechota zmotoryzowana). Mając na względzie profesję i fanatyzm większości żołnierzy tej dywizji, trudno się dziwić, że popełniła ona wiele zbrodni wojennych. Między innymi w maju 1940 roku we francuskiej miejscowości Le Paradis, gdzie zostało zamordowanych 97 jeńców brytyjskich z 2 Batalionu Pułku Royal Norfolk.

Skłonność do