Putin. Źródła imperialnej agresji - Andrzej Nowak - ebook

Putin. Źródła imperialnej agresji ebook

Andrzej Nowak

0,0
34,00 zł

lub
Opis

Składają się na ten zbiór teksty, jakie publikowałem między 2003 a 2014 rokiem. Najobszerniejszą część, skomponowaną z trzech bloków: „Geopolityka”, „Inteligencja” i „Historia”, tworzą artykuły naukowe, w jakich starałem się – długo jeszcze przed Majdanem, przed Smoleńskiem, przed Gruzją – analizować głębokie źródła odnawiającego się imperializmu w Rosji. Wszystko, prawie wszystko, było już wtedy widać jak na dłoni. Sukces Putina nie wziął się znikąd. Jego fenomen można próbować rozumieć, nie tylko na płaszczyźnie osobistych emocji, ambicji i urazów Putina, ale przede wszystkim jako część większej, historycznej całości, element dynamiki regionalnej i globalnej – potężniejszej od samego prezydenta Rosji. W tym przede wszystkim przydatna ma być ta część, poniekąd także będąca dowodem, że znajomość historii pozwala na lepsze zrozumienie teraźniejszości. I że owa „teraźniejszość” imperialnej agresji Putina nie zaczęła się dopiero na Krymie w roku 2014. Teksty zebrane w pozostałych dwóch blokach to publicystyczne komentarze z ostatnich trzech lat, a także wybór rozmów, drukowanych w pismach takich, jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta Polska” czy „Rzeczpospolita”. Starałem się z rozmaitych perspektyw nie tylko analizować, ale i oceniać zjawisko appeasementu, krótkowzrocznego „zaspokajania” agresora – zjawisko, którego najbardziej przygnębiającą dla mnie ilustracją stała się polityka polska od końca roku 2007.

Andrzej Nowak

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 523

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Copyright © by Andrzej Nowak & Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2014

Projekt okładki i stron tytułowych

Jacek Staszewski

Na okładce wykorzystano obraz Wiktora Wasniecowa Bogatyri (1898).

Redakcja, korekta, opracowanie indeksu

Katarzyna Sosnowska

ISBN 978-83-61967-73-6

Wydanie I

Warszawa 2014

Wydawnictwo Sic!

00-724 Warszawa

ul. Chełmska 27 lok. 23

tel./faks: 022 840 07 53

e-mail: [email protected]

http://www.wydawnictwo-sic.com.pl

Znajdziesz nas również na:

Uprzejmie informujemy, że tekstów niezamówionych nie odsyłamy i nie przechowujemy.

Plik ePub przygotowała firma eLib.pl

al. Szucha 8, 00-582 Warszawa

e-mail: [email protected]

www.eLib.pl

Pierścień Gygesa

„Przekażcie pozdrowienia swojemu prezydentowi! Okazał się bardzo silnym mężczyzną! Dziesięć kobiet zgwałcił! Nigdy bym się po nim tego nie spodziewał! Wszystkich nas zadziwił! Wszyscy mu zazdrościmy!” – te słowa Władimira Putina wydają mi się ważne. Prezydent Rosji skierował je 19 października 2006 roku do swojego rozmówcy, premiera Izraela, Jehudy Olmerta, nawiązując do aktualnej wówczas sprawy oskarżenia izraelskiego prezydenta, Mosze Kacawa, o napaść seksualną wobec swoich pracownic. Mikrofon nie był wyłączony, szczere słowa poszły w eter. Odnotowały je wszystkie agencje światowe (tu podaję je za Polską Agencją Prasową). I nic.

Władimir Putin miał już magiczny pierścień władzy na ręku – pierścień Gygesa (opisał jego moc Platon w II księdze swego Państwa). Czyni on jakby niewidzialnym i pozwala bezkarnie nie tylko mówić, ale i działać w zgodzie z wypowiedzianymi, najciemniejszymi pragnieniami złej natury: gwałcić, zabijać, podbijać, zabierać innym. Inni widzą to, owszem, ale udają, że nie widzą. Bo co mogą zrobić? Komuś, kto rządzi drugim arsenałem nuklearnym świata; komuś, kto dostarcza gazu do dziesiątków milionów europejskich mieszkań, ropy do dziesiątków milionów europejskich samochodów; kto pozwala zarabiać miliardy dolarów biznesowym partnerom jego politycznych planów – i kto potrafi bez litości zabijać swoich przeciwników?

To był dopiero siódmy rok władzy Putina nad Rosją. Owszem, już było 150 czy 200 tysięcy zabitych Czeczeńców, jak się wyraził prezydent Rosji, „wytropionych nawet w kiblu” – i uśmierconych dlatego, że przeszkadzali wizji imperialnej Rosji. Były już zamachy bombowe, w których zginęły setki „zwyczajnych” Rosjan: w Bujnaksku, Wołgodońsku, Moskwie – żeby utorować drogę do pierwszej prezydentury Władimirowi Putinowi. Już nie było za to w Rosji wolnych mediów elektronicznych (telewizji), jakie funkcjonowały jeszcze w czasach Jelcyna i pierwszych miesiącach po jego odejściu.

Dwa tygodnie przed wspomnianą na wstępie uwagą na temat przyjemności z gwałtu Władimir Putin miał urodziny. Tego właśnie dnia, 7 października 2006 roku, ktoś zastrzelił Annę Politkowską w windzie do jej mieszkania, w centrum Moskwy. To była najbardziej dociekliwa badaczka ciemnych interesów Putina i zbrodni rosyjskich służb specjalnych. W dodatku po rodzicach, Ukraińcach, nosiła nazwisko – skazę: Mazepa. Nazwisko – symbol zdrady dla każdego wyznawcy imperium. Ona pokazywała, że pierścień Gygesa, pierścień groźnej władzy, który obracał na palcu prezydent Rosji, na nią nie działa, że ona widzi zbrodnie, nie boi się nazywać ich po imieniu. No więc zginęła. Akurat w urodziny prezydenta. Przy innych okazjach zginęło pod jego rządami jeszcze ponad 300 dziennikarzy. Na pewno nie są zabijani na jego zlecenie. Ale ich śmierć pomaga nauczyć się innym, że moc pierścienia Gygesa nie może być zlekceważona, że pewnych rzeczy, zjawisk, tragedii – widzieć nie wolno. Nie wolno głośno mówić.

Przypomniała o tym wkrótce śmierć – od polonu – Aleksandra Litwinienki, potem opozycyjnego oligarchy Borysa Bieriezowskiego, który nie dość, że się powiesił w swoim londyńskim domu, to jeszcze potem, na wszelki wypadek, utopił się we własnej wannie. Później jeszcze zgnił w lochu zbyt dociekliwy prawnik, Siergiej Magnicki. Doszukiwał się w służbach Putina korupcji... Więc nie tylko musiał umrzeć, ale nawet pośmiertnie jeszcze wytoczono mu proces i skazano. Zrobiła to ta sama prokuratura, która zajęła się śledztwem w sprawie katastrofy smoleńskiej i której oddał premier Tusk kontrolę nad wszystkimi dowodami w tej sprawie. To ona prowadziła „śledztwa” w sprawach Politkowskiej, Litwinienki, Magnickiego... Ci sami ludzie, ten sam prokurator Czajka... Pierścień Gygesa uczynił niewidzialnym, także dla polskich mediów, związek między stopniem uczciwości w tamtych postępowaniach i wiarygodnością w sprawie smoleńskiej.

Śmierć Politkowskiej-Mazepy to był dopiero początek. Putin był wciąż „carem-reformatorem”. Już wkrótce, w lutym 2007 roku, na konferencji bezpieczeństwa w Monachium zapowiedział jednak z całą otwartością powrót do zimnej wojny z Zachodem, a w każdym razie z Ameryką, w odpowiedzi na plany budowy tarczy antyrakietowej w Polsce i Rumunii. Polska Donalda Tuska szybko z tych planów faktycznie zrezygnowała. Nowy prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama porzucił je całkowicie, wybierając na ogłoszenie tej pokojowej decyzji symboliczną dla nas datę: 17 września. Powstał tymczasem Nordstream, powstaje Southstream, dwa ogromne ramiona gazowych przewodów, oplatające Europę w przyjacielskim uścisku firmy Gazprom. Władimir Putin wahał się, którego z europejskich premierów wziąć na żołd w swoim przedsiębiorstwie: może Romano Prodi? Nie, jednak lepiej będzie wyglądał niemiecki kanclerz, Gerhard Schröder, jako opłacany (zdaje się tylko skromnym milionem euro rocznie) funkcjonariusz Gazpromu.

Francuskie stocznie budują wielkie okręty desantowo-śmigłowcowe potrzebne Rosji Putina wyłącznie do zastraszania krajów nad Morzem Czarnym (Gruzji, Ukrainy) i nad Bałtykiem (Polski, Litwy, Łotwy, Estonii). Niemiecka firma Rheinmetall, doświadczona we współpracy militarnej z Rosją od 1905 roku, pogłębiająca tę współpracę w czasach sowieckich, po Rapallo w roku 1922, znów ma wspaniały kontrakt: na budowę wyposażenia elektronicznego i „ekologiczną amunicję” dla największego w Eurazji poligonu artyleryjskiego – w Mulino, za okrągłe pół miliarda euro. Włosi z zaprzyjaźnionych firm premiera Berlusconiego nie tylko budują Southstream, ale mają także obietnicę udziału w kontraktach wojskowych dla Putina, chociażby na pojazdy bojowe nowej generacji.

Scytowie, piękny wiersz Aleksandra Błoka z roku 1918 zapowiadał ten moment w proroczym natchnieniu. Adresował swoją przestrogę w imieniu Rosji do Europy:

[...] Nie wińcie nas, gdy szkielet waszych ciał

Zachrzęści w ciężkich, czułych łapach...

[...]

O, przyjdźcie do nas! Od gróz wojny precz!

W spokojnych objęć naszych ciszę.

Dopóki czas – do pochwy stary miecz!

Będziemy braćmi, towarzysze!

Do nas należy wybór: możemy znaleźć „spokojnych objęć ciszę” albo ryzykować walkę, i tak – ostrzega nas „barbarzyńska lira” Błoka – daremną. Jest coraz więcej chętnych, by rzucić się w te objęcia. Cała reszta jest przecież taka słaba, zgniła, bez wyrazu. Może jest nawet jakiś ratunek w tym Podpułkowniku z Leningradu?

Widzę, z jakim entuzjazmem na głębokiej prawicy komentuje się rolę Putina jako ostatniego obrońcy krzyża, pogromcy muzułmańskiego zagrożenia dla chrześcijańskiej Europy (wzmianka z mowy Putina w Dumie z 4 lutego 2013 roku o tym, że Rosja nie potrzebuje żadnych mniejszości, wzbudziła prawdziwą falę entuzjazmu na internetowych forach europejskiej i amerykańskiej prawicy). Sam Władimir Władimirowicz jakby igrał z myślą o tym, by uczynić z konserwatyzmu nowe narzędzie globalnej ideologii dla swojego moskiewskiego imperium, na miejsce zużytego (przynajmniej częściowo) komunizmu. Przecież po to wyjeżdżał do środowisk francuskiej i niemieckiej pogańskiej „nowej prawicy” już w początku lat osiemdziesiątych młody syn generała-pułkownika GRU, Aleksander Dugin, później główny ideolog imperialnej rekonkwisty, twórca specyficznej mistyki totalitarnych służb z KGB i GRU, nazwanych przez niego „templariuszami proletariatu”. Dziś służby Putina opłacają hojnie dziesiątki organizacji skrajnej prawicy na zachodzie Europy. A sam prezydent coraz częściej używa w swoich oficjalnych wystąpieniach nawiązań do konserwatyzmu: cytuje już nie tylko Sołżenicyna i Lwa Gumilowa, ale także Mikołaja Bierdiajewa, mówi wprost, że tylko konserwatyzm może uratować świat. Oczywiście konserwatyzm przez niego definiowany i kontrolowany.

I tu, na prawicy, oślepia pierścień Gygesa na palcu władcy, który może wreszcie używać starych, wspaniałych narzędzi panowania, takich jak armia rzucona w bój, jak płatni zabójcy – „templariusze imperium” – skierowani do bohaterskiej akcji, żeby podtrzymać „święty porządek”. Są tacy miłośnicy „porządku” i w Polsce, są i na Zachodzie. Nie czytają Zygmunta Krasińskiego i jego analiz stosunku, jaki łączy Rosję imperialną z konserwatyzmem chrześcijańskim (przypominam te wspaniałe analizy w mej poprzedniej książce Strachy i Lachy. Przemiany polskiej pamięci). Szkoda. Szkoda też, że nie chcą czytać samego Putina, dokładnie, nie selektywnie. Także tego, który marzy o gwałceniu kobiet. I tego, który ogłasza, że relikwie (tak jest!) Lenina powinny spoczywać w mauzoleum, taka jest bowiem chrześcijańska tradycja, by relikwie świętych trzymać w świętych miejscach, jak na Górze Atos czy w Pieczerskiej Ławrze w Kijowie. Tak, Lenin jest świętym, który powinien spoczywać w swoim mauzoleum, sanktuarium rosyjskiego imperium. To powiedział prezydent Putin nie tak dawno, 10 grudnia 2012 roku, na spotkaniu ze swoimi zaufanymi pretorianami (wyselekcjonował takich 550, wśród nich słynnych uczonych, politologów, śpiewaków, a nawet popularnych futbolistów – jak Andriej Arszawin czy Aleksandr Kierżakow).

Oczywiście najważniejszym sanktuarium dla samego prezydenta Rosji pozostaje wielki gmach przy placu na Łubiance: stolica SŁUŻB. Tam, w cieniu Dzierżyńskiego, Jagody, Jeżowa, Berii, Sierowa i Andropowa, Władimir Putin składał na spotkaniu z kadrą oficerską KGB/FSB – w czerwcu 2000 roku, tuż po zwycięskich wyborach prezydenckich – uroczysty meldunek: „Towarzysze oficerowie, zadanie wykonane, przejęliśmy władzę”. Podobnie jak wypowiedź o Kacawie i kobietach, również ta, o wiele ważniejsza jeszcze, jest nagrana na żywo, na taśmie filmowej, powszechnie dostępna. Niech wiedzą. I niech udają, że nie widzą.

Niech wiedzą prawicowi wielbiciele Putina, że ten uznaje tylko autorytet Łubianki, że Lenin pozostaje jego świętym, którego można porównać do najświętszych męczenników prawosławia, że jego ideał moralności – to gwałcić, byle bezkarnie. Niech wiedzą miłośnicy Putina na lewicy (wielbią go za to, że jest anty-Ameryką), i ci, którzy nawet udają, że go nie czczą, ale oddają mu jednak korne pokłony – niech wiedzą, że on gardzi nimi. Traktuje ich jak Schrödera, jak Tuska (w roku 2008, 2009, 2010), jak Depardieu czy innych, polskich czy amerykańskich aktorów ostatniej akcji – traktuje ich jak pożytecznych błaznów na swoim dworze. I tylko tak.

Dla nich ta książka nie jest przeznaczona. Bo oni nie chcą wiedzieć, a w każdym razie będą do końca udawać, że nie wiedzą, że nie widzą. A jednak coraz trudniej jest zaciskać oczy, udawać, jak pewien dziennikarz „Gazety Wyborczej”, kiedy na pierwszą rocznicę katastrofy smoleńskiej pokazano jemu i jego kolegom z innych polskich redakcji wypucowany wrak prezydenckiego samolotu, poczuł się zmuszony zaprzeczyć oczywistemu świadectwu swoich własnych zmysłów – i powiedział: „no, może ten wrak nie jest umyty?”. Coraz trudniej jednak umyć wizerunek Putina, wizerunek polityki imperium, którą realizuje. Po agresji militarnej na Gruzję jeszcze trwało udawanie: może to Gruzja napadła na Moskwę, chciała ją podbić? Może wszystkiemu był wtedy winien prezydent Lech Kaczyński, który niepotrzebnie do Tbilisi poleciał? Trwało, a nawet dramatycznie nasiliło się to udawanie po katastrofie smoleńskiej: tu już „na pewno” zawinili polscy piloci, jeśli jakiś prezydent – to tylko polski, i oczywiście tradycyjna polska brawura i pijany generał... Udawanie trwa i teraz. Przecież nie ma żadnej agresji rosyjskiej na Ukrainę, jest tylko pokojowa operacja, Putin ratuje demokrację na Krymie, jest ostatnią deską ratunku przed „nacjonalistami i faszystami” z Majdanu...

A jednak udawać jest coraz trudniej. Dlatego właśnie pozwalam sobie przedłożyć uwadze innych Czytelników ten zbiór, żeby pomóc zerwać z udawaniem, żeby lepiej zrozumieć rzeczywistość, a nie odwracać od niej oczy.

Składają się na ten zbiór teksty, jakie publikowałem między 2003 a 2014 rokiem. Najobszerniejszą część, skomponowaną z trzech bloków: „Geopolityka”, „Inteligencja” i „Historia”, tworzą artykuły naukowe, w jakich starałem się – długo jeszcze przed Majdanem, przed Smoleńskiem, przed Gruzją – analizować głębokie źródła odnawiającego się imperializmu w Rosji. Wszystko, prawie wszystko, było już wtedy widać jak na dłoni. Sukces Putina nie wziął się znikąd. Wielu obserwowało wnikliwie jego przesłanki w ideowej, politycznej i społecznej sytuacji Rosji ostatniego ćwierćwiecza i całej jej historii. Mam nadzieję, że i zespół tekstów, jaki tutaj przywołuję ponownie, może takim obserwacjom służyć nadal. Fenomen Putina można próbować rozumieć, nie tylko na płaszczyźnie jego osobistych emocji, ambicji i urazów, ale przede wszystkim jako część większej, historycznej całości, element dynamiki regionalnej i globalnej – potężniejszej od samego prezydenta Rosji. W tym przede wszystkim przydatna ma być ta część, poniekąd także będąca dowodem, że znajomość historii – a ona jest dla mnie punktem wyjścia – może pozwalać na lepsze zrozumienie teraźniejszości. I że owa „teraźniejszość” imperialnej agresji Putina nie zaczęła się dopiero na Krymie w roku 2014.

Teksty zebrane w pozostałych dwóch blokach – to publicystyczne komentarze z lat 2012-2014 (wcześniejsze teksty publicystyczne, poświęcone tematyce Rosji Putina przedstawiłem we wspomnianym już tutaj tomie Strachy i Lachy), a także wybór siedmiu rozmów, drukowanych w pismach takich, jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta Polska” czy „Rzeczpospolita”. Starałem się z rozmaitych perspektyw nie tylko analizować, ale i oceniać zjawisko appeasementu, krótkowzrocznego „zaspokajania” agresora – zjawisko, którego najbardziej przygnębiającą dla mnie ilustracją stała się polityka polska od końca roku 2007. Może niektórych Czytelników ten publicystyczny, często surowy ton drugiej części niniejszego zbioru razić. Wydaje mi się jednak, że obok bardziej zdystansowanych analiz warto postawić właśnie „gorące” świadectwa czasu. To świadectwa moich osobistych nadziei, rozterek i rozczarowań, wynikających z przymierzania marzeń o „innej” Rosji do rzeczywistości ostatnich pięciu i pięciuset lat. To świadectwa indywidualnych obserwacji, czasem trafnych, czasem (z czasem?) może mylnych. Ktoś inny, z większego dystansu, je osądzi.

Wiem teraz tyle: nie można „zimno” pisać o agresji, o nienawiści, o strachu. Nie można tak pisać o polityce Władimira Putina, o jej głębiej schowanych „biesach” i rzeczywistych ofiarach. Operacji zdzierania pierścienia Gygesa z palca złej władzy nie da się przeprowadzić w znieczuleniu. Niezależnie od tego, czy dokonujemy jej w Moskwie, czy w Warszawie, czy gdziekolwiek indziej.

Kraków, 8 IV 2014

Geopolityka
Rosja i Europa, albo orientacje geopolityczne w myśli rosyjskiej (do 1917 roku)

„Obecny rozpad rosyjskiego imperium porównać można tylko z rozłamem pralądów: Gondwany i Pangei”[1] – to zdanie ze wstępu do antologii „geopolityki i geokultury” Rosji wyjątkowo plastycznie wprowadza w patos i szczególne znaczenie, jakie w myśli rosyjskiej zyskało i do dziś posiada zagadnienie przestrzeni. Fascynacja tym zagadnieniem wyznacza jedną z cech charakterystycznych tej myśli od czasów dawniejszych nawet niż pamiętny pierwszy List filozoficzny Piotra Czaadajewa, w którym (w 1836 roku) prowokacyjnie postawiona została teza, iż wielkość terytorialna Rosji jest jedyną przepustką do znaczenia tego kraju w historii ludzkości.

Istotnie: trudno na mapie świata nie zauważyć Rosji – pod warunkiem, że będzie to mapa polityczna. Dlaczego Rosja jest (stała się) największa? A może mogłaby być jeszcze większa? Przecież była: wystarczy przypomnieć sobie kształt terytorialny Imperium Rosyjskiego z roku 1913 albo skupionego wokół rosyjskiego „jądra” imperium sowieckiego. A może, odwrotnie, Rosja mogłaby „skurczyć się” jeszcze do XVI-wiecznych rozmiarów Moskowii: bez Syberii, bez dostępu do Kaukazu, mórz Czarnego i Kaspijskiego? Czy rozwój Rosji, dobro jej narodu, jej znaczenie wśród innych państw świata związane są nieuchronnie z ekspansją, a potem z walką o utrzymanie terytorialnej wielkości?

Refleksja nad przestrzenią, którą zajęło rosyjskie państwo – także nad tą, którą obecnie utraciło, i tą, do której objęcia w swej historii aspirowało – to przedmiot debat wykraczających daleko poza gabinety historyków czy geografów: debat, w których od faktów ważniejsze stają się ideologiczne interpretacje. Rozstrzygnięcia w sporach o znaczenie przestrzeni w historii Rosji zapadają przez odwołanie do pewnych punktów orientacyjnych, jakie pozwala rozpoznać tylko wybór określonych wartości. Dane geografii łączone są w owym wyborze z polityczną intencją i kulturowym, ideowym czy wręcz religijnym znaczeniem. Zachód i Wschód, ale także Północ; Europa i Azja, ale także Eurazja w węższym, obejmującym strefę dominacji Imperium Rosyjskiego – to oczywiście pojęcia nie tylko geograficzne, ale podstawowe kulturowo-historyczne układy odniesienia dla myśli Rosjan o miejscu ich kraju na mapie świata. Nie tylko wielkość terytorialna, ale właśnie owo położenie pomiędzy i na skraju jednocześnie dwóch wielkich „typów idealnych” ludzkiej cywilizacji, kultury politycznej i duchowej aktywności czyni w Rosji refleksję o geopolitycznych wektorach jej rozwoju szczególnie intensywną, pełną pasji – bo rozpiętą między tak silnymi biegunami: Azji i Europy, ale także pokusą swoistego izolacjonizmu czy raczej ekskluzywizmu, budowy własnej, „trzeciej drogi”.

W krótkim przeglądzie tej refleksji wskazać możemy naturalnie tylko jej najbardziej charakterystyczne przejawy, zarysowujące się w niej ogólniejsze tendencje, które określamy tutaj mianem „geopolitycznych orientacji” – w szczególności te, które odnoszą się do kluczowego w dziejach rosyjskiej myśli zagadnienia „Rosja i Europa”[2].

Wybór takich orientacji śledzić można już od momentu decyzji Włodzimierza Wielkiego o przyjęciu przez Ruś wiary chrześcijańskiej z bizantyjskiego źródła w 988 roku. Przypomnijmy, że nie było jedynie rzymskiej, łacińskiej alternatywy dla tego wyboru; w drugiej połowie X wieku całkiem realne wydawać się mogło pójście Rusi drogą jej najpotężniejszych sąsiadów na wschodzie: Chazarów, których władcy przyjęli judaizm; niewykluczony było także wybór islamu, przeżywającego szczyt swego rozkwitu w państwie Abbasydów i przyjętego także przez bezpośrednich wschodnich sąsiadów Rusi – Bułgarów kamskich (wszystkie te możliwości poważnie roztrząsa opisująca decyzję Włodzimierza Wielkiego Kronika Nestora). Wyobraźmy sobie na moment, biorąc w nawias reguły historycznej poprawności warsztatowej, Rosję w całej jej późniejszej wielkości jako państwo, w którym dominuje tradycja nie prawosławna, ale rzymsko-katolicka albo żydowska, albo islamska... Nie będziemy jednak prowadzili dłużej takich spekulacji, także i z tego powodu, by uniknąć tutaj sporu o to, czy wolno dzieje Rusi Kijowskiej włączać do (pra-)historii Rosji. W każdym razie decyzja Włodzimierza, w połączeniu z późniejszą o blisko siedemdziesiąt lat Wielką Schizmą, oddzielającą ostatecznie bizantyjskie prawosławie od rzymskiego katolicyzmu, pozostaje trwałym elementem tożsamości religijnej, kulturowo-cywilizacyjnej i geopolitycznej Rusi i jej państw „spadkowych” z Rosją na czele: oznacza ona w konsekwencji odseparowanie od większości Europy i drogi jej rozwoju w najbliższych siedmiuset latach, pierwszą podstawę późniejszego przeciwstawiania Rosji i Europy, Rosji i Zachodu.

Dzieje samej Rosji jako państwa zorganizowanego wokół Księstwa Moskiewskiego także niemal od samego początku, a więc od czasów najazdu mongolskiego, który stworzył warunki dla wysunięcia Moskwy na czołowe miejsce wśród księstw ruskich, stanowią pole do niezwykle pociągających dywagacji o ich geopolitycznych orientacjach. I tu nie mogąc się zatrzymać dłużej, wskażmy tylko na trzy podstawowe wyznaczniki owych orientacji, jakie wówczas nabierają mocy.

Po pierwsze, tworzy je sama okupacja mongolska i jej ostateczne przezwyciężenie przez Moskwę, która może wreszcie wystąpić w roli spadkobiercy wielkich zdobywców stepowych. Moskwa – Urus-ułus – ruska prowincja Złotej Ordy po rozpadzie tej ostatniej sama jest zdolna zainaugurować proces „zbierania” pozostałych ułusów eurazjatyckiego dziedzictwa Mongołów, rozpocząć marsz w odwrotnym kierunku w stosunku do tego, z którego rozwijały się dotąd imperia stepowe. Sama w pewnym sensie dołącza do ich szeregu.

W XIV-XVI wieku Moskwa jednak wysuwa w swej państwowej ideologii na czoło inny aspekt swej geopolitycznej orientacji: „zbieranie ziem ruskich”, nawiązanie do dziedzictwa Wielkiego Księstwa Kijowskiego, do którego drugim pretendentem i głównym rywalem stała się w owym czasie Litwa. To jest prowadząca Moskwę na zachód walka o ziemie litewsko-ruskie, walka ostatecznie nie z samą Litwą, ale po jej unii z polską Koroną – od 1569 roku – z Rzeczpospolitą. W ramach tej ideologii Moskwa nie dąży wcale do Europy, na Zachód, jej celem jest „tylko” uzyskanie tej granicy na zachodzie, jaką miało niegdyś państwo kijowskie.

Jest jednak trzeci jeszcze element dziedzictwa moskiewskiego w arsenale rosyjskiej geopolitycznej myśli: stanowi go idea przejęcia uniwersalnego znaczenia obrońcy światowego prawosławia, spadkobiercy upadłego w 1453 roku Bizancjum: jedynego prawowitego cesarstwa. Ideę Moskwy – „Trzeciego Rzymu”, sformułowaną na przełomie XV i XVI wieku przez pskowskiego mnicha Filoteusza, zaznaczamy tu jedynie jako przesłankę orientacji geopolitycznej, nie podejmując się pełniejszej analizy jej sensów[3].

Podsumujmy na razie ten pierwszy, wstępny jeszcze etap naszego krótkiego kursu rosyjskiej geopolityki. Oddzielona prawosławiem od Europy (z polskim sąsiadem jako jej forpocztą), Moskwa XVI wieku może tworzyć ideologię swego geopolitycznego rozwoju według trzech różnych wzorów, w trzech różnych kierunkach: 1. azjatyckim, wschodnim, nawiązującym do „spadku” po Mongołach; 2. środkowo-europejskim, związanym z dążeniem do „zebrania ziem ruskich” i przeciwstawiającym Moskwie najostrzej państwo polsko-litewskie jako politycznego rywala; wreszcie – 3. południowo-wschodnio-europejskim – przeciw Porcie Ottomańskiej, ku Bałkanom, dokąd prowadziła praktycznie tradycja Bizancjum i poczucie solidarności z prawosławnymi pobratymcami, poddanymi władzy niewiernych. Ten ostatni, bizantyjski kierunek miał jednak zarazem wymiar ponadregionalny, uniwersalistyczny: prawosławie wymagało opieki i wsparcia na całym świecie (na przykład również na terenie Rzeczypospolitej), a zarazem nawiązujący do Bizancjum (ale i do chanów Złotej Ordy) tytuł cara, przyjęty przez Iwana IV Groźnego, pozwalał aspirować władcom Rosji do roli równoważnej nie z jakimkolwiek państwem europejskim z osobna, ale z Europą jako całością, którą symbolizowało jeszcze Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego.

Wiek XVII, otwierający się dla Rosji traumatycznym przeżyciem Wielkiej Smuty, obcej – polskiej przede wszystkim interwencji na Kremlu, po okrzepnięciu nowej dynastii Romanowów staje się okresem najbardziej efektownej ekspansji terytorialnej w dziejach tego państwa. Za panowania dwóch tylko carów – Michała Fiodorowicza i Aleksego Michajłowicza – obszar Rosji powiększył się o blisko osiem milionów wiorst kwadratowych (terytorium równe niemal całej Europie). To oczywiście przede wszystkim wypełnianie swoistej pustki geopolitycznej, jaka wytworzyła się po upadku i rozbiciu post-mongolskich chanatów: od Kazania i Astrachania (zlikwidowanych jeszcze przez Iwana Groźnego) aż po wschodnią Syberię. Rosja staje się w tym czasie mocarstwem azjatyckim. Jednocześnie jednak odnotowuje wyraźny przełom na drugim z wymienionych przez nas wyżej kierunków swej geopolitycznej ekspansji: środkowo-europejskim. Po serii wojen udaje się wreszcie Rosji oderwać od Rzeczypospolitej wschodnią połowę Ukrainy z Kijowem; polsko-litewski rywal słabnie i ostatecznie traci strategiczną inicjatywę, czego symbolami stają się najpierw rozejm andruszowski w roku 1667, a potem traktat Grzymułtowskiego.

Czy jednak Rzeczpospolita jest traktowana w polityce rosyjskiej tylko jako przeszkoda na drodze do wykonania programu „zebrania ziem ruskich” pod moskiewskim berłem? Oczywiście w grę wchodzą coraz wyraźniej także motywy ekonomiczno-strategicznej natury. Rzeczpospolita – i Szwecja, drugi wielki rywal Rosji na odcinku zachodnim w XVII wieku – odgradzają państwo carów od Bałtyku, a szerzej – od wejścia w szerszy kontakt z Europą. Ale czy Rosja chciała ów kontakt poszerzać (poza oczywistym jego wymiarem handlowym)? Tradycyjna skłonność do izolacjonizmu wobec nieprawosławnej reszty świata, paradoksalnie zbieżna z uniwersalistycznym znaczeniem Moskwy w ramach ideologii „Trzeciego Rzymu”, znaczeniem Rosji – jedynego w świecie narodu-Bogonoścy, przeważała wciąż w państwie pierwszych Romanowów. Jej symbolem była w połowie XVII stulecia budowa Nowej Jerozolimy pod Moskwą przez reformatora rosyjskiego prawosławia, patriarchę Nikona. Skoro duchowe centrum świata przeniosło się na rosyjską ziemię, czy warto zabiegać o tę resztę, która nadrzędnego miejsca Moskwy w owej sakralnej, by tak rzec, geopolityce nie uznaje?

XVII-wieczna rywalizacja z Rzeczpospolitą i Szwecją, ale także z Turcją odsłaniała jednak nieubłaganie uwikłanie miejsca Rosji w realnym systemie całej polityki europejskiej. I władcy Rosji zaczęli stopniowo doceniać możliwości, jakie daje Rosji gra w owym systemie przeciwko jej bezpośrednim zachodnim sąsiadom. W punkcie wyjścia, za jaki dla nowożytnych stosunków międzynarodowych uznaje się koniec wojny trzydziestoletniej, formalna pozycja Rosji w owym systemie nie była jeszcze znaczna: w spisie państw dołączonym do kończących tę wojnę traktatów w Münster i Osnabrück państwo carów zajmuje przedostatnie, 49. miejsce, wyprzedzając jedynie Siedmiogród.

Radykalną zmianę przynosi także pod tym względem panowanie Piotra I. Ten car nie stawia sobie za cel dalszego „zbierania ziem ruskich”, ale zadanie bardziej ambitne: wejście Rosji do Europy. W wojnie północnej podporządkowuje faktycznie Rosji Rzeczpospolitą i zarazem pozbawia Szwecję dominującej pozycji nad Bałtykiem. W 1712 roku przenosi stolicę swego państwa do wznoszonego od kilku lat miasta nad Newą. To symbol nowej orientacji geopolitycznej Rosji. Przesunięcie na zachód, ale nie tylko – także na północ.

Warto bowiem pamiętać, że Piotr mógł iść także w drugim kierunku, obiecującym Rosji nie mniejsze korzyści ekonomiczne, strategiczne i bardziej zgodnym z jej tradycyjną, nawiązującą do dziedzictwa Bizancjum ideologią: mógł skoncentrować wysiłek strategiczny swego państwa na wyrąbaniu mu okna nie na Bałtyk, ale raczej na Morze Czarne, a dalej – przez „Carogród” – Śródziemne. Próbował osiągnąć sukces i w tym kierunku, ale z mniejszą konsekwencją i o wiele mniejszymi sukcesami niż na odcinku północnym. Nie pociągały go szczególnie miraże prawosławnej „rekonkwisty”.

Umiejscowienie stolicy w Petersburgu symbolizowało orientację nowej Rosji ku centrom nowej, nowoczesnej Europy – ku Londynowi, Amsterdamowi, Paryżowi. Piotr uznawał peryferyjne położenie Rosji względem nich. To była jeszcze jedna swoista rewolucja dokonana w czasie jego panowania. Przyjęcie roli peryferii traktował Piotr jednak jako środek efektywnego powrotu Rosji do roli centrum – w przyszłości, kiedy unowocześniona przy pomocy europejskich wzorów stanie się ona rzeczywistym liderem europejskiego (a więc światowego) systemu politycznego. W realiach XVIII wieku Rosja musiała podjąć rywalizację o miejsce między innymi mocarstwami Europy.

W tej rywalizacji rozstrzygnąć miało się zagadnienie bezpośrednich sąsiadów Rosji na zachodzie. Piotr do takiego rozstrzygnięcia jeszcze nie dążył. Jego celem było utrzymanie Rzeczypospolitej i Szwecji, w szczególności tej pierwszej, w stanie bezsiły i w miarę możliwości pełnej zależności od Rosji. Otwarty pozostać miał w ten sposób szeroki kanał kontaktów Rosji z nowoczesną Europą, ale zarazem w Petersburgu miał spoczywać klucz do jego zamknięcia i ewentualnego wykorzystania Rzeczypospolitej jako bufora lub bazy operacyjnej przeciw Prusom, Austrii czy Turcji. W wewnętrznej logice orientacji geopolitycznej wybranej przez Piotra – orientacji Rosji ku Europie – tkwiło nieuchronne założenie uprzedmiotowienia Rzeczpospolitej-Polski. Najwyższą i najbardziej ostateczną formą uprzedmiotowienia państwa na arenie międzynarodowej jest jednak jego likwidacja.

Następców Piotra miało niepokoić widmo odnowienia roli Rzeczypospolitej jako centralnego ogniwa „barrière de l’Est”, rozciągającej się od Szwecji do Turcji, a konstruowanej przez dyplomację francuską już nie przeciw Habsburgom (jak w wieku XVII), ale przeciw Rosji. Tu, a także w praktycznych trudnościach z pełnym podporządkowaniem chaotycznego życia politycznego Rzeczypospolitej interesom Petersburga, tkwiły przyczyny orientowania się Rosji ku antypolskiej współpracy z mocarstwami niemieckimi. Główna jednak przyczyna leżała chyba głębiej: w silnej pokusie, jaką dla wpływowych kół na petersburskim dworze stanowił widok bezsilnego sąsiada. Można mu było po prostu zabrać ziemię – czy to pod hasłami dokończenia odwiecznego procesu „zbierania ziem ruskich” lub opieki nad prawosławnymi ich mieszkańcami, czy to pod nowymi, bardziej „oświeconymi” hasłami wprowadzania porządku. Bufory w geopolitycznych tarciach także ulegają zużyciu.

W stronę takiego, fatalnego dla Rzeczypospolitej, rozwiązania problemu „barrière de l’Est” zmierzał wyraźnie tzw. system północny, który konstruował główny inspirator rosyjskiej polityki zagranicznej lat sześćdziesiątych XVIII wieku, kanclerz Nikita Iwanowicz Panin. W sojuszu z Prusami (i z Danią) Rosja miała kontrolować Rzeczpospolitą i Szwecję, a wraz z nimi całą północną i środkową Europę. Prusy w każdym razie były traktowane w ramach owego systemu jako najbardziej naturalny geopolityczny sojusznik Rosji[4].

System ten jednak nie zdominował bez reszty geopolitycznej wyobraźni rosyjskich mężów stanu wieku XVIII. Wśród nich największym okazała się kobieta – na dodatek Niemka: Katarzyna II. Często przez pryzmat dokonanych przez nią rozbiorów zdarza nam się przeoczyć fakt, że jej główne ambicje i geopolityczna orientacja kierowały ją w istocie nie ku Rzeczpospolitej, gdzie indziej też niż Piotra I. Ambicje te były w istocie jeszcze większe niż u jej wielkiego „dziada”: Katarzyna nie chciała dłużej znosić peryferyjnej pozycji, jaką mimo wszystko wytworzył zwrot Piotra ku nowoczesnej Europie. Układem odniesienia dla tych ambicji nie była bowiem tylko Europa, ale również Azja. Katarzyna, jeszcze przed wstąpieniem na rosyjski tron zrozumiała, że jej nowa, przybrana ojczyzna, zająć może w sposób naturalny (zdeterminowany już samą geografią) centralne miejsce w świecie – jeśli tylko wykorzysta swoje położenie swoistego pomostu między Europą i Azją. W swojej notatce sprzed marca 1761 roku tak pisała o zadaniach stających przed Imperium: „Połączyć Morze Czarne z Kaspijskim i te dwa z Północnym [Bałtyckim]; skierować handel Chin i Indii Wschodnich przez Tatarię [stepy Azji Środkowej] – to oznaczałoby podźwignięcie Rosji do większej potęgi niż wszystkich pozostałych państw Europy i Azji”[5].

Jeśli Rosja miała być nie peryferią, ale centrum Eurazji, to musiała główny wektor swej strategicznej ekspansji skierować z północy (ten „Piotrowy” kierunek łączył państwo rosyjskie, powtórzmy, z nowoczesną Europą, ale utrzymywał na marginesie Azji) na południe. Tu głównym rywalem – potencjalną ofiarą ambicji Rosji – okazywał się świat islamu, przede wszystkim Turcja (w pewnej mierze również Persja) i orbitujące wokół niej państewka muzułmańskie od Krymu, przez Zakaukazie, aż po Azję Środkową. Ideologia Oświecenia podpowiadała nowe uzasadnienie dla takiego właśnie kierunku ekspansji. Już nie miał go tworzyć prawosławny ekscepcjonalizm „Trzeciego Rzymu”, ale niesienie „świateł Rozumu” krainom „barbarzyńskim”[6].

Znakomitym świadectwem takiej interpretacji rosyjskiej ofensywy geopolitycznej w kierunku południowym jest korespondencja Katarzyny II i Woltera z okresu wojny z Turcją (z lat 1768-1774), w której Rosja wystąpić miała jako „zbrojne ramię” cywilizacji, które „pomści Grecję [antyczną], wygnawszy [z Europy południowej] wrogów sztuk i prześladowców kobiet” [czyli muzułmanów][7]. Katarzynie udało się wreszcie w zwycięskich wojnach z „barbarzyńcami” tureckimi i tatarskimi wyprowadzić Rosję na całe niemal północne wybrzeże Morza Czarnego. To miał być jednak tylko pierwszy etap większego projektu. Jego zwieńczeniem miała być odbudowa Cesarstwa Greckiego: swoistej sekundogenitury Romanowów, którą jako pierwszy objąć miał młodszy wnuk Katarzyny. Dla niego wybrała już z tą myślą znaczące imię: Konstanty. Geopolitycznie Rosja miała rozciągnąć w ten sposób swoje wpływy na cały obszar dawnego Bizancjum, Bałkany z zamieszkująca je ludnością prawosławno-słowiańską, wreszcie na wschodnią przynajmniej część basenu Morza Śródziemnego (wyspy na Adriatyku przypaść miały bezpośrednio Rosji)[8].

Katarzyna jednak nie chciała być służką idei Oświecenia tylko, ale służyła wielkości swego (przybranego) Imperium – z jego specyficzną, odrębną, nierozumianą i nieakceptowaną przez oświeconą Europę tożsamością prawosławną. Świadomie wybierała (zlekceważoną przez Piotra I) tradycję Bizancjum jako wyjątkowo ważny ideowy układ odniesienia dla geopolitycznych celów swego Imperium. Dla Woltera Bizancjum i jego tradycja jest siedliskiem jeszcze gorszego zabobonu i barbarzyństwa od współczesnej Turcji, dla Katarzyny i jej poddanych pozostaje ono natomiast świętym miastem. Osiągnięcie dominacji rosyjskiej nad nim oznaczałoby nie tylko i nie tyle triumf Europy i cywilizacji, ale przede wszystkim potwierdzenie pozycji Imperium jako „Drugiego Rzymu” – równoważącego Rzym pierwszy, czyli całą Europę.

W osnowie ideowej planów ekspansji Katarzyny II na Konstantynopol i jej „projektu greckiego” dopatrzyć się można sugestii, iż z chwilą, gdy Rosja „wróci” do swych greckich korzeni, będzie to oznaczało powrót nie do Bizancjum jedynie, ale i do Aten. Rosja będzie mogła więc czerpać bezpośrednio z samego źródła kultury i nie będzie już potrzebować pośrednictwa Zachodu (Europy) w tym zakresie. Od samego Woltera Katarzyna dowiaduje się jednak w odpowiedzi na tę sugestię, iż nie wszystkie sztuki i nauki wywodzą się z antycznej Hellady – inne pochodzą z krain starożytnego Wschodu: Egiptu, Fenicji, Indii[9]. W tym momencie dopatrzyć się można symbolicznego początku pokusy Rosji, by skupić pod swym „patronatem” nie tylko Konstantynopol („Drugi Rzym”) i Ateny, ale wszystkie źródła tego, co w światowym dorobku najwartościowsze, źródła ogólnoludzkiej kultury – te źródła, od których odcięła się bądź została odcięta Europa (Zachód)...

Czy Rosja będzie w Azji „pasem transmisyjnym” Europy, zachodniej cywilizacji, czy też będzie na Wschodzie poszukiwać swojej specyficznej tożsamości, własnego, odrębnego miejsca: wywyższonego także względem Europy? To pytanie będzie towarzyszyć refleksji geopolitycznej w Imperium Rosyjskim od czasów Katarzyny II.

Przekonanie, że cywilizacja jest jedna: Oświecenie – z centrum gdzieś w Paryżu czy Londynie, i że Rosja może odnaleźć spełniającą jej supermocarstwowe ambicje misję w szerzeniu owej cywilizacji (a wraz z nią swojego politycznego panowania bądź pośrednich wpływów) na obszarze największego kontynentu świata – miało w Rosji wciąż elokwentnych wyznawców. Ich znakomitym reprezentantem był hrabia Jan Potocki. Znany głównie jako autor Rękopisu znalezionego w Saragossie, hrabia Potocki stał się na przełomie XVIII i XIX wieku jednym z najgorliwszych sług Imperium Rosyjskiego i konstruktorem najbardziej ambitnego programu jego ekspansji w Azji Środkowej i Wschodniej. Jego „system azjatycki”, przedstawiony w listach do kolejnych ministrów spraw zagranicznych Imperium (księcia Adama Czartoryskiego i hrabiego Andrieja Budberga) oraz do samego Aleksandra I, wykładał szczegółowo cele i metody ostatecznego podboju Kaukazu (w tym aktualne do dziś rady, jak walczyć z „barbarzyńskim światkiem Czeczeńców”), dalej – opanowania handlu z Chinami, przełamania – przez zdobycie wpływów w Afganistanie – monopolu Brytyjczyków na stosunki z Indiami, w końcu przygotowania możliwości podporządkowania przez Rosję Chin i Indii, i Persji, i Turcji[10]. To jakby szczegółowe rozwinięcie wcześniejszej o ponad czterdzieści lat notatki Katarzyny II. A jednak „system azjatycki” Potockiego, a raczej jego „optymistyczna” interpretacja ideowa jako elementu harmonijnej współpracy mocarstw Zachodu w okiełznaniu sił chaosu – „Wschodu” – okazała się w pewnym sensie o czterdzieści lat spóźniona. Jedność „oświeconego” świata, w którą autor Rękopisu znalezionego w Saragossie wierzył, została już zakwestionowana. Rosja wchodziła właśnie w śmiertelne zapasy z imperium zachodnim – Napoleona – w Europie, w Azji natomiast (od cieśnin czarnomorskich poczynając) już od połowy XVIII wieku miała się zmagać coraz bardziej zażarcie z Wielką Brytanią. Trudniej było marzyć o bezkolizyjnym pełnieniu misji Oświecenia w „dzikich” krajach, kiedy w samej Rosji narastało poczucie zagrożenia jej ambicji (a nawet jej tożsamości) ze strony europejskich, zachodnich, najbardziej „oświeconych” mocarstw.

Przełomem stała się w tym względzie rewolucja francuska. Z punktu widzenia Katarzyny II Europa odsłoniła swą groźną, całkowicie obcą potrzebom Imperium Rosyjskiego twarz. W imię zabezpieczenia swych strategicznych, zachodnich rubieży przed owym nieoczekiwanym niebezpieczeństwem Rosja zlikwidowała ostatecznie Rzeczpospolitą, uznaną za gniazdo „jakobińskiej zarazy” na wschodzie kontynentu. Tak przynajmniej głosiła oficjalna propaganda rosyjska związana z drugim, a szczególnie trzecim rozbiorem Rzeczypospolitej.

Wyjściem z tego impasu w stosunkach Rosji z Europą, otwartych tak obiecująco wiek wcześniej przez Piotra I, byłoby usunięcie źródeł samej choroby na Zachodzie: odwojowanie czy też odnowa „dobrej” Europy – przez jej potężną uczennicę: Rosję. Taka była właśnie osnowa ideologiczna udziału Rosji w koalicjach antynapoleońskich lat 1805-1807 oraz 1813-1815. Rosja miała wyzwolić Europę od jarzma obcego jej, rewolucyjnego systemu, narzucanego narodom przez despotyzm napoleoński – tak głosił projekt odezwy przygotowanej przez ministra spraw zagranicznych Imperium, księcia Czartoryskiego, na okazję wypowiedzenia Francji wojny w 1805 roku[11].

Rosja jako siła wyzwolenia Europy spod jarzma, którego centrum stanowi zachodnie imperium zła – Aleksander I wybrał taką właśnie interpretację roli swojej i swojego państwa w wielkim starciu z Napoleonem. Rosja nie była w niej bynajmniej przeciwstawiona Europie, ale miała być jej duchową (i polityczną przy okazji) uzdrowicielką i przewodniczką. Z tą myślą Aleksander podjął decyzję o kontynuowaniu wojny z Napoleonem po wygnaniu jego Wielkiej Armii z granic Rosji. Napotkał jednak w swych wielkich projektach na podwójny opór: po pierwsze sama Europa, opinia społeczeństw i przywódców politycznych zachodniej części kontynentu (od Francji poczynając) odrzucała ze strachem i wstrętem myśl o tym, że Kozacy mają być jej odnowicielami. Moment dojścia armii Aleksandra nad Sekwanę jest jednocześnie początkiem pierwszej rzeczywiście wysokiej fali rusofobii na Zachodzie. Z drugiej strony, i ta nas bardziej tutaj interesuje, sprzeciw wobec podjętej przez Aleksandra nowej próby wciągnięcia Rosji do Europy podniósł się także wśród rosyjskich elit Imperium.

Po raz pierwszy uwidocznił się on już w 1806-1807 roku, między Austerlitz a Tylżą, kiedy Rosja po raz pierwszy niemal samotnie musiała zmierzyć się z potęgą Zachodu prowadzoną przez „korsykańskiego potwora”. Do myśli rosyjskiej, po wieku przerwy, wraca postawa nieufności, rosnącego dystansu wobec Europy. Pierwsze jej oznaki pojawiają się – to naturalne w reakcji na szok rewolucji francuskiej – na konserwatywnym biegunie tej myśli. Najostrzej sformułował ją anonimowy autor Rzutu oka na dekadencję Rosji w roku 1806. Rozwijał on wcześniej już przedstawioną przez księcia Michaiła Szczerbatowa (zm. 1790) krytykę zepsucia obyczajów w Rosji, które idącą z Zachodu falą hedonizmu „rozmiękczyło” twardy, męski charakter Rosjan. Autor nowego traktatu pisał o zagrożeniu nowym barbarzyństwem, które idzie na Rosję od opanowanej przez „filozofów” Europy. Krytykując grzech „małpowania Europy” przez Rosjan, stwierdzał z ubolewaniem – w języku francuskim! – „tout en admirant les autres, nous avons perdu l’estime pour nous mêmes, et nous avons fini par renoncer au sentiment le plus naturel et les plus sacre: á l’amour de la Patrie” (podziwiając obcych, zatraciliśmy szacunek dla siebie samych i doszliśmy do wyrzeczenia się najświętszego i najbardziej naturalnego z uczuć: miłości Ojczyzny)[12].

Tu już nie ma nadziei na uzdrowienie Europy, chodzi o odseparowanie Rosji od niej jako od źródła zarazy i zagrożenia. Urastający do rangi jednego z liderów tej części opinii admirał Aleksander Szyszkow wzywał wręcz, by od tej zarazy, której centrum jest Francja, a najdalej na wschód wysuniętym ogniskiem Polska (Księstwo Warszawskie), Rosja odgrodziła się ścianą. Zwycięski wódz z roku 1812, Michaił Kutuzow, także apelował do cara, by ograniczyć się do wygnania Napoleona z granic Rosji i zostawić Europę jej własnym chorobom[13]. Przywrócić granice rozbiorowe z 1795 roku, ewentualnie dokończyć dzieło „zbierania ziem ruskich” przez sięgnięcie jeszcze po zagarniętą przez Austrię Galicję Wschodnią i pilnować rosyjskiego interesu narodowego na tych naturalnych (historycznych) granicach, izolując się od reszty nieprzyjaznej Rosji Europy – oto geopolityczny program krytyków Aleksandrowskiej doktryny „wyzwalania”. Najwymowniejszy wśród nich i najbardziej wpływowy w kolejnych pokoleniach Rosjan okazał się nadworny historiograf cara, Mikołaj Karamzin. On najskuteczniej wprowadził w nowożytną myśl rosyjską postawę podważającą absolutną wartość europejskich wzorów. Zarazem utwierdził w niej przekonanie, że gwarancją wielkości Rosji jest utrzymanie jej stanu posiadania wywalczonego przede wszystkim kosztem likwidacji Polski jako geopolitycznej rywalki w Europie Wschodniej, wreszcie – że tę wielkość Rosja będzie mogła utrzymać nie w harmonii, ale tylko w ostrej rywalizacji z innymi mocarstwami europejskimi[14].

W pierwszej ćwierci XIX wieku rywalizacja Rosji z mocarstwami Europy Zachodniej istotnie zmienia swój charakter: z politycznego (strategicznego) jedynie – w stronę rywalizacji ideologicznej. Zawalił się bowiem model oświeceniowy, w ramach którego Rosja liczyć mogła na rolę uznanego przez mocarstwa europejskie partnera w szerzeniu „świateł” postępu w Azji, Europie Wschodniej i Południowo-Wschodniej. Ostatecznie, gdy w 1812 roku na Rosję runęła cała niemal potęga Europy, prowadzona przez uznającego swe imperium za wcielenie Oświecenia i postępu Napoleona, pojawił się nieuchronnie problem poszukiwania nowej podstawy imperialnej geopolityki – w miejsce wzorów wypracowywanych w wieku XVIII.

Nową podstawę tworzyło ożywione prądami preromantyzmu zainteresowanie słowiańskimi korzeniami rosyjskiej tożsamości. Do arsenału rosyjskiej geopolityki wejść ono mogło na obszarze penetrowanym już przez „projekt grecki” Katarzyny II – na terenie Bałkanów, zamieszkanych przez słowiańsko-prawosławną ludność prowincjach Imperium Ottomańskiego. W nieco dalszej perspektywie mogło zostać rozszerzone na szukające w swych elitach tożsamości narodowej ludy słowiańskie imperium Habsburgów także. Orientacja panslawistyczna i jej dynamika, rozbijająca rozbiorowy sojusz Rosji z dwoma mocarstwami niemieckimi (Austrią i Prusami), jest jako jeden z głównych wątków geopolityki rosyjskiej w XIX wieku tematem tak wielu studiów i opracowań, że jej obecność wystarczy tutaj bodaj tylko zasygnalizować[15].

Warto zwrócić natomiast uwagę na rzadziej dostrzeganą geopolityczną dwuznaczność tej orientacji w myśli rosyjskiej. Z jednej strony bowiem panslawizm oznaczał po prostu zakres pożądanej i określanej jako „naturalna” strefy wpływów czy dominacji Rosji w Europie Środkowo- i Południowo-Wschodniej i służyć miał jako sposób umocnienia pozycji Imperium Rosyjskiego vis-à-vis pozostałych mocarstw Europy, Zachodu. Z drugiej wszakże nakreślony przez słowiańskie pobratymstwo krąg mógł przekształcić się w wizję całkowicie odrębnego od Europy (Zachodu) „świata” – osobnego, reprezentującego inną niż przypisywana Europie hierarchię wartości. W tym drugim przypadku Rosja na czele Słowiańszczyzny miała stanowczo oddzielić się od Europy i przeciwstawić się jej.

Słowiańszczyzna nie była wszakże – trzeba i to od razu podkreślić – jedynym układem odniesienia dla antyeuropejskiej orientacji rosyjskiej geopolityki. Walka o dziedzictwo Bizancjum (z Konstantynopolem-Stambułem-Carogrodem jako jego symbolicznym i geopolitycznym centrum) mogła być interpretowana także jako walka Rosji o odbudowę Imperium Wschodniego, które zrównoważy (lub zastąpi) Zachód. Wreszcie swej odrębnej od Europy tożsamości kulturowej i oparcia dla swej geopolitycznej nad nią przewagi Rosja szukać mogła nie na czele wspólnoty Słowian i nie w kierunku wyznaczonym przez prawosławno-cesarską tradycję Bizancjum, ale na wielkich przestrzeniach dziedzictwa Dżyngis Chana: w Azji, w którą polityka rosyjska wchodziła w ciągu wieku XIX coraz śmielej: od kazachskich stepów po Afganistan, od Władywostoku po Mandżurię i Koreę.

Drogę ku tak czy inaczej interpretowanemu, radykalnemu rozwiązaniu geopolitycznego i „geokulturowego” dylematu relacji między Rosją a Europą wytyczała w myśli rosyjskiej reakcja najpierw na wydarzenia Wiosny Ludów, a następnie na wojnę krymską, wreszcie na powstania polskie, w szczególności 1863 roku.

Wydarzenia lat 1848-1849, które zbulwersowały życie polityczne i społeczne całej niemal Europy kontynentalnej, zdawały się zatrzymywać na progu imperium Romanowów. Raz jeszcze wracało w tej sytuacji na konserwatywnym (ale nie tylko, przejściowo także np. u Aleksandra Hercena) biegunie myśli rosyjskiej pytanie o stopień degeneracji Zachodu: czy jest to już proces nieodwracalny? Czy Rosja powinna próbować ratować jeszcze Europę, czy też raczej ratować siebie przed rozsiewanym przez nią „trupim jadem”? To ostatnie określenie już w 1841 roku uzupełniło metaforę Stiepana Szewyriowa, który przyglądając się ówczesnemu stanowi Starego Kontynentu, stwierdził na łamach pisma „Moskwitianin”, iż – „Zachód gnije”.

W 1849 roku refleksję wokół tego zagadnienia rozwinął w najbardziej efektowny sposób wielki rosyjski poeta, pracujący na usługach propagandy swego rządu, Fiodor Tiutczew. W dwóch tekstach: Rosja i Niemcy oraz Rosja i rewolucja przedstawił jakby dwa etapy antyzachodniej orientacji geopolitycznej Rosji: w pierwszym z nich wskazał partnerstwo ze zdrowym jeszcze elementem germańskim jako pewną możliwość prowadzenia polityki Imperium Rosyjskiego w Europie zagrożonej zgnilizną bijącą z Francji. W następnym tekście Tiutczew idzie dalej: tu już cała Europa, aż do granic Imperium, okazuje się skażona, co zdaje się podpowiadać Rosji postawę wyniosłego izolacjonizmu wobec całego zalanego rewolucją kontynentu. A jednak w napisanym równolegle wierszu Geografia Rosji Tiutczew ukazuje trwale obecną w wielu przejawach rosyjskiej refleksji geopolitycznej pokusę łatwego przejścia od izolacjonizmu do idei uniwersalistycznej, ukazującej w Rosji wybawicielkę „gnijącego świata”. Owa geografia Rosji, jaką kreśli Tiutczew, wymienia następujące symboliczne granice: od Nilu do Newy, od Łaby do Chin, od Wołgi do Eufratu, od Gangesu do Dunaju; wymienia także trzy stolice: Moskwę, Konstantynopol i „miasto Piotra”. W tym ostatnim przypadku nie chodzi jednak o Petersburg, ale o Rzym – powrót prawosławnego Imperatora do „miasta Piotra” zamknąłby ostatecznie wewnątrzchrześcijańską schizmę, w której Tiutczew upatrywał genezy wszelkiego, także politycznego i moralnego zepsucia[16]. Jak pytająca Woltera o źródła ludzkiej cywilizacji Katarzyna II, Tiutczew również zdaje się widzieć w Rosji spadkobierczynię tego wszystkiego, co najwartościowsze w dorobku nie Europy tylko, ale także starszych od niej kręgów kulturowych Środkowego, Dalekiego i Bliskiego Wschodu – w Azji i w Afryce.

Rosja na czele świata nieeuropejskiego, spychanego niesłusznie przez pyszną Europę na margines – wróci do Europy? Myślał już o tym przed Tiutczewem hrabia Siergiej Uwarow, w latach trzydziestych XIX wieku minister edukacji i twórca nowej ideologii Imperium, zawartej w pamiętnej formule: „prawosławie, samodzierżawie, narodnost’”. Zainspirowany już wcześniej przez nacjonalistyczną reakcję niemiecką na okupację ze strony napoleońskiej Francji i na dominację francuskiej kultury, Uwarow szukał sposobu potwierdzenia zasady pluralizmu kultur narodowych – i w ślad za Fryderykiem Schleglem znalazł ją w mądrości starożytnych Hindusów. To skłoniło go do sugestii, iż Rosja powinna stanąć na czele studiów azjatyckich, by odkryć przechowane przez wieki właśnie na Wschodzie źródła wielkiej kultury (bliższe przecież geograficznie Rosji niż jakiemukolwiek narodowi europejskiemu). Wiedza o Azji miała być inspiracją dla polityki narodowej Rosji, „ratującą nas od przedwczesnej zgrzybiałości i europejskiej zarazy” – pisał w 1819 roku (na 22 lata przed pamiętną frazą Stiepana Szewyriowa o „zgniłym Zachodzie”). Tak podbudowany, Uwarow mógł przeciwstawić się podtrzymywanej wciąż przez Zachód wizji jednej (jedynej) cywilizacji – europejskiej, z centrum w Paryżu (czy ewentualnie w Londynie) – i z Rosją w roli peryferii wyłącznie[17].

Poczucie odrzucenia Rosji przez Europę, zepchnięcia na margines nasiliło się naturalnie w czasie wojny krymskiej (1853-56) i odezwało histerycznym echem ponownie przy okazji nieśmiałej próby interwencji dyplomatycznej mocarstw zachodnich (Francji i Anglii) w sprawie polskiej w czasie powstania styczniowego. Zachód/Europa nienawidzi Rosji, czuje wobec niej zasadniczą obcość i wrogość – może powinniśmy to zaakceptować i uznać, że z Europą nic (albo niewiele) nas nie łączy? Tę myśl do rangi podstawy rosyjskiej orientacji w świecie podniósł w swym dziele, po raz pierwszy zaprezentowanym w 1869 roku, Mikołaj Danilewski. Jego głośna do dziś Rosja i Europa jest manifestem uderzającego w europejskie poczucie wyższości „pluralizmu cywilizacyjnego”: Danilewski wylicza łącznie 13 cywilizacji czy też – jak je sam nazywa – „typów kulturowo-historycznych”, relatywizując tym samym uroszczenia europocentrycznej myśli i polityki. Podstawą do odrębności Rosji jest u Danilewskiego jej słowiańska tradycja, która zarazem wyznacza u niego geopolityczne cele: odwojowanie ziem zamieszkanych przez Słowian: od Bałtyku po Adriatyk i czarnomorskie cieśniny z „Carogrodem” (w tym także z Węgrami, Rumunami i Grekami jako przymuszonymi przez geopolitykę dodatkowymi członkami nowego słowiańskiego związku)[18].

Drugi obok Danilewskiego „prorok” antyeuropejskiej orientacji Rosji w końcu XIX wieku, Konstantin Leontjew, gardził Słowiańszczyzną i podziwiał Azję, w niej szukając ratunku dla swej ojczyzny przed chorobą „europeizmu”. Wieloletni konsul rosyjski w Turcji, ale także redaktor „Warszawskogo dniewnika”, widział w Rosji państwo frontowe: państwo walki z liberalnym Zachodem, które będzie mogło w tych śmiertelnych zapasach uzyskać zwycięstwo tylko wtedy, gdy oprze się o Azję, o siłę jej konserwatywnego „bezruchu”. Symbolem geopolitycznym tego wyboru miało być, wedle Leontjewa, nawiązanie do tej cywilizacji, o której Danilewski zapomniał – do Bizancjum. Zajęcie przez Rosję cieśnin czarnomorskich i Konstantynopola nie miało być wstępem do jakiegoś „wyzwalania” czy „cywilizowania” poddanych „Wielkiego Turka”, ale – wręcz odwrotnie – to Rosja powinna zaczerpnąć ze zdobytych, azjatyckich terenów wzory utrwalenia konserwatywnych, antyeuropejskich obyczajów[19].

W realnym układzie sił głównym przeciwnikiem Rosji w Azji i zarazem głównym symbolem szerzenia w XIX-wiecznym świecie liberalnej cywilizacji była Anglia. Odniesienie nad nią ostatecznego zwycięstwa na terenie Azji właśnie było przedmiotem refleksji rosyjskich strategów już od XVII wieku i rozważanych serio przez Pawła I planów wyprawy rosyjskiej na Indie. Po dwukrotnie wznawianych zatargach o wpływy na przedpolu Indii – w Afganistanie (w końcu lat trzydziestych i w połowie lat osiemdziesiątych) oraz opanowaniu przez Rosję stepów Azji Środkowej aż po granice wschodniego Turkiestanu, myśl dokonania „strategicznego przełomu” w wielkiej azjatyckiej grze dwóch mocarstw przedstawił wreszcie w formie dojrzałej koncepcji geopolitycznej – już z początkiem XX wieku – pułkownik Andriej Sniesariow. W dwóch publikacjach: Północno-indyjski teatr [działań wojennych] oraz India jako główny czynnik w kwestii środkowo-azjatyckiej Sniesariow ukazał istotnie nowe rozumienie geopolitycznego dylematu Rosji. Tuż po klęsce w wojnie z Japonią uznał, że droga dalszej ekspansji Rosji na Dalekim Wschodzie jest zamknięta; na Zachodzie blokują Rosję germańskie państwa centralne (Niemcy i Austro-Węgry), a w końcu wrogość wszystkich mocarstw europejskich przeciw dalszym postępom Rosji w tym kierunku. Aby się dalej rozwijać w warunkach nowoczesnej gospodarki i handlu światowego, Rosja musi wyjść na otwarte, ciepłe morze. Tradycyjna droga rosyjskiej geopolityki, prowadząca ku cieśninom czarnomorskim i dziedzictwu Bizancjum – jest ślepym zaułkiem. Morze Śródziemne także jest faktycznie zamkniętym basenem. Najbliższe ciepłe, otwarte morze, do którego Rosja powinna konsekwentnie zmierzać, stanowi Ocean Indyjski. Chcąc zdobyć należne jej czołowe miejsce wśród mocarstw XX wieku, Rosja musi przenieść geopolityczny środek swej ciężkości na południe: ku Indiom. Tak to „projekt grecki” Katarzyny II pułkownik Sniesariow zastąpił sto lat później z okładem „projektem indyjskim”[20].

Tymczasem jednak początek XX wieku przez wielu liberalnych myślicieli tamtego czasu witany był jako prawdziwy „koniec historii”, czas ostatecznego triumfu cywilizacji postępu ekonomicznego, elektryczności i wszechogarniającej kolei żelaznej nad ideologiami konfliktu (w każdym razie cywilizacyjnego: cywilizacja była oczywiście tylko jedna – zachodnia). Teorie Danilewskiego i ponure proroctwa Leontjewa odchodziły szybko w zapomnienie. Chłodne kalkulacje Sniesariowa także nie znajdowały szerszego oddźwięku. Choć Rosja pozostawała mocarstwem geograficznie eurazjatyckim, jej tożsamość zdawało się wyrażać dążenie do tego tylko, by wreszcie dogonić Zachód. Przemiany polityczne początku XX wieku, z rewolucją lat 1905-07, także mimo wszystko zdawały się to dążenie potwierdzać: Rosja zyskiwała parlament, stawała się państwem wielopartyjnym, z silną i w większości legalnie się wyrażającą opinią publiczną. Polska, odgradzająca wcześniej krwawymi powstaniami Rosję od Europy, zdawała się skutecznie spacyfikowana. Co więcej, Rosja połączyła się układem sojuszniczym z Francją i załagodziła zarazem swe, dominujące cały wiek XIX, spory z Wielką Brytanią w Azji. Państwo carów znalazło się ostatecznie w jednym bloku polityczno-militarnym z dwoma krajami, które od XVII wieku wyznaczały standard europejskości.

Taka właśnie perspektywa okazała się przerażającym widmem dla geopolityków ambitnego, ale „zakleszczonego” w środku Europy imperium niemieckiego – II Rzeszy. Modernizująca się szybko, a jednocześnie oparta o swe azjatyckie przestrzenie Rosja mogła trwale zablokować możliwości dalszego umacniania pozycji zjednoczonych Niemiec jako lidera całej Europy. Spory między „młodszym” (w sensie siły) partnerem Rzeszy – Austro-Wegrami – a Rosją na terenie dawnego dziedzictwa Bizancjum, na obszarze Bałkanów, gdzie do głosu dochodziły także sentymenty słowiańskie – stały się okazją do konfliktu, który na wschodnich rubieżach Europy miał rozstrzygnąć odkładaną od XVIII wieku kwestię: kto kogo? Zawalił się w tym konflikcie system, któremu Rosja wierna była od czasów Piotra I, a już na pewno od Katarzyny II niemal nieprzerwanie: system sojuszu z mocarstwami niemieckimi, oparty na wspólnym zniewoleniu Polski.

Zawaliła się w tym konflikcie także stara Rosja – imperium Romanowów. Między 1917 a 1920 rokiem chwiał się w posadach cały tworzony przez nią w ciągu minionych pięciu wieków gmach eurazjatyckiej przestrzeni państwowej. Chwiał się, ale ostatecznie się nie rozpadł. Nowa Rosja – sowiecka – utrzymała główne jego filary: dostęp do Bałtyku, Ukrainę, Zakaukazie, wszystkie niemal posiadłości w Azji Środkowej i na Dalekim Wschodzie – aż po Koreę i Japonię. Ideologia, która zatriumfowała w nowym państwie, stała się natomiast tak skutecznym środkiem jego przeciwstawienia Europie/Zachodowi, a nawet – rzec można – reszcie świata, jakim nie dysponowała Rosja carska przynajmniej od czasów przedpiotrowej Moskwy. Przeciwstawienia, ale i – zarazem – uniwersalizacji jej znaczenia. Moskwa znów była miastem wybranym, stolicą oblężonej twierdzy, ale potencjalnie także modelem dla całego świata. Rosja już nie była peryferią. A przynajmniej tak mogło się zdawać przez najbliższych 70 lat.

[publikowane w tomie Odimperium do imperium. Spojrzenia na historię Europy Wschodniej, Kraków, ARCANA, 2004]

Ciąg dalszy w wersji pełnej

[1] I. Salimow, Politiczieskaja geomorfologija Rossiji, w: Impierija prostranstwa. Chriestomatija po gieopolitikie i gieokulturie Rossiji, red. D. N. Zamiatin i A. N. Zamiatin, Moskwa 2003, s. 17.

[2] Najlepszym wprowadzeniem w systematyczną historię koncepcji geopolitycznych w Rosji jest praca I. W. Alieksiejewej, Je. I. Zielieniewa, W. I. Jakunina, Gieopolitika w Rossiji. Mieżdu Wostokom i Zapadom. Koniec XVIII – naczało XX w., Sankt-Petersburg, 2001; w inspirujący sposób zarys realizacji części tych koncepcji w praktyce politycznej Rosji przedstawia natomiast J. P. LeDonne, The Russian Empire and the World. The Geopolitics of Expansionand Containment, Oxford 1997.

[3] Zob. podsumowanie aktualnego stanu badań tej tematyki przez M. Poe, Izobrietienije koncepciji „Moskwa – trietij Rim”, „Ab Imperio”, nr 2/2000, ss. 61-86.

[4] Zob. P. W. Stegnij, Razdieły Polszy i dipłomatija Jekatieriny II, Moskwa 2002, ss. 67-77. Moskiewski historyk stara się poprzez funkcję Rzeczypospolitej jako centralnego ogniwa we francuskich projektach antyrosyjskiej bariery na wschodzie uzasadnić politykę Petersburga prowadzącą ostatecznie do rozbiorów; por. także O. I. Jelisiejewa, Gieopoliticzeskije projekty G. A. Potiomkina, Moskwa 2000, ss. 11-19.

[5] Sobstwiennorucznyje zamietki wielikoj kniagini Jekatieriny Alieksiejewny, w: Bumagi impieratricy Jekatieriny II, chraniaszczijesia w Gosudarstwiennom achiwie MID, t. 1, Sankt-Petersburg 1871, s. 99.

[6] Zob. S. Kaspe, Impierija i modiernizacija. Obszczaja modiel’ i rossijskaja spiecifika, Moskwa 2001, ss. 113-115.

[7] Zob. A. Zorin, Kormia dwugławogo orła... Litieratura i gosudarstwiennaja idieołogija w Rossiji w posliedniej trieti XVIII – pierwoj trieti XIX wieka, Moskwa 2001, ss. 38-62.

[8] Zob. O. I. Jelisiejewa, dz. cyt., ss. 91-190.

[9] Zob. A. Zorin, dz. cyt., ss. 44-45.

[10] Zob. J. Potocki, Ecrits politiques, oprac. D. Triaire, Genewa 1987, ss. 135-136, 144-145, 185-191.

[11] Szerzej na ten temat: A. Nowak, Od imperium do imperium. Spojrzenia na Europę Wschodnią, Kraków 2004, s. 167-195.

[12] Coup d’oeil sur la decadence de la Russie en 1806, Biblioteka Czartoryskich w Krakowie, rkps 5215 IV (Pisma polityczne z archiwum księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, rok 1806).

[13] Zob. m.in. A. Zorin, dz. cyt., ss. 241-255.

[14] J. P. Piwowarow, Russkaja mysl’. Sistiema russkoj mysli i Russkaja Sistiema (opyt kriticzeskoj mietodołogiji), statja wtoraja,„Russkij Istoriczeskij Żurnał, t. I, lato 1998, nr 3, ss. 151-178.

[15] Por. m.in. W. Śliwowska, Rosja – Europa od końca XVIII w. do lat osiemdziesiątych XIX w., w: Dziesięć wieków Europy. Studia z dziejów kontynentu, red. J. Żarnowski, Warszawa 1983, ss. 321-364; M. Boro-Petrovich, The Emergence of Russian Panslavism, Nowy Jork 1956; D. Beauvois, U źródeł panslawizmu; polskie oświecenie i słowiańszczyzna (1795-1820), „Revue des Études Slaves”, t. 51 (Paryż 1978), fasc. 1-2, ss. 35-37.

[16] Zob. m.in. F. I. Tiutczew, Niezawierszennyj traktat „Rossija i Zapad”, publ. K. W. Pigariewa, w: Litieraturnoje nasliedstwo, t. 97, t. 1, Moskwa 1988, ss. 183-331; por. W. L. Cymburskij, Tjutczew kak gieopolitik, „Obszcziestwiennyje nauki i sowriemiennost’”, nr 6/1995.

[17] Zob. A. Zorin, dz. cyt., ss. 349-353.

[18] Zob. m.in. A. Nowak, Teoria walki cywilizacji Mikołaja Danilewskiego, [w:] tenże, Polacy, Rosjanie i biesy. Studia i szkice historyczne z XIX i XX wieku, Kraków 1998, ss. 45-68; B. P. Bałujew, Spory o sud’bach Rossiji. N. Ja. Danilewskij i jego kniga „Rossija i Jewropa”, Moskwa 1999; S. I. Bażow, Fiłosofija istorii N. Ja. Danilewskogo, Moskwa 1997; B. N. Michiejew, Sławianskij Nostradamus, Briest 1993, t. 1-2; W. N. Michiejew, A. N. Arinin, Samobytnyje idei N. Ja. Danilewskogo, Moskwa 1996; zob. także obszerny przegląd wielu innych studiów poświęconych Danilewskiemu – N. Martyniuk, Za ogradoj sławianofilstwa: Nikołaj Danilewski – szpenglerianiec..., kartezjaniec..., „Ab Imperio”, nr 1-2/2001, ss. 439-463.

[19] Zob. np. znakomity wybór publicystyki i eseistyki K. Leontjewa, Wostok, Rossija i Sławianstwo. Fiłosofskaja i politiczeskaja publicistika. Duchownaja proza (1872-1891), Moskwa 1996; por. także interesującą monografię W. I. Kosika, Konstantin Leontjew: razmyszlienija na sławianskuju tiemu, Moskwa 1997.

[20] Zob. Je. F. Morozow, A. Je. Sniesariow – wieliczajszij russkij gieopolitik, „Russkij Geiopoliticzeskij Sbornik”, nr 1 (Moskwa 1995), ss. 29-46; por. I. W. Alieksiejewa, Je. I. Zielieniew, W. I. Jakunin, Gieopolitika w Rossiji..., ss. 168-172.

Jak upadają i odradzają się imperia (wariacje na rosyjski temat)

Dostępne w wersji pełnej

Pokusy rosyjskiej geopolityki (po roku 1991)

Dostępne w wersji pełnej

Inteligencja
Inteligent polski w oczach rosyjskiego: uwagi Wasilija Rozanowa

Dostępne w wersji pełnej

Dymitr Fiłosofow: dyskusja z polską „mickiewiczologią” – czy z polskim kompleksem?

Dostępne w wersji pełnej

Inteligencje w strukturze imperium (asymilacyjna funkcja kontrelity centrum)
1. Propozycja nowego modelu

Dostępne w wersji pełnej

2. Próba zastosowania

Dostępne w wersji pełnej

Ocalić Rosję, zbawić świat (mesjanizm inteligencji postsowieckiej i jego historyczna narracja)

Dostępne w wersji pełnej

Liberalne imperium: rosyjskie idee (1907, 2007)

Dostępne w wersji pełnej

Historia
Rewanż na historii, albo o postsowieckim potencjale totalitarnym
1.

Dostępne w wersji pełnej

2.

Dostępne w wersji pełnej

3.

Dostępne w wersji pełnej

4.

Dostępne w wersji pełnej

Polsko-sowieckie wojny XX wieku: memento historiograficzne

Dostępne w wersji pełnej

Zamiast odpowiedzi „Oszczercom...” (Kliewietnikam)

Dostępne w wersji pełnej

Białe plamy, czarne plamy

Dostępne w wersji pełnej

Komentarze do współczesności (2012-2014)
Holokaust Polaków w ZSRR – 75. rocznica

Dostępne w wersji pełnej

Grabież – czyli archeologia Imperium

Dostępne w wersji pełnej

Sowieckie kłamstwo

Dostępne w wersji pełnej

Rosja i Polska: przed historycznym zakrętem

Dostępne w wersji pełnej

W walce z polską rusofobią (albo kilka słów o spółce z misiem)

Dostępne w wersji pełnej

O Polsce, Majdanie i Putinie – pytanie do Rafała Ziemkiewicza

Dostępne w wersji pełnej

Tragedia Europy Wschodniej, czyli szachy z Putinem

Dostępne w wersji pełnej

Jak się robi rozbiory

Dostępne w wersji pełnej

Siedem rozmów po katastrofie
„Nie wierzę w Putina, ale wierzę w Rosjan...”

Dostępne w wersji pełnej

Rozmowa inauguracyjna dla Portalu ARCANA

Dostępne w wersji pełnej

Żart Putina

Dostępne w wersji pełnej

Rosjanie też mają duszę

Dostępne w wersji pełnej

Na dworze oprawców

Dostępne w wersji pełnej

Czy mogliśmy pokonać Moskwę?

Dostępne w wersji pełnej

Jeśli Polska ma być bezpieczna, trzeba zmienić rząd

Dostępne w wersji pełnej

Indeks osób

Dostępne w wersji pełnej