Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Młodociana miłość – pierwsza, szalona i nieobliczalna.
Jedni mówią o niej, że jest niczym ugodzenie strzałą Amora, inni że to szaleństwo. Właśnie ona dosięgła Majkę, gdy pewnego dnia zobaczyła Radka na szkolnym korytarzu. To wtedy doszła do wniosku, że musi z nim być i zrobi wszystko, by osiągnąć swój cel. Zmusi szczęście, by było jej nawet, gdyby to szaleństwo miało trwać tylko przez chwilę. Postanawia porwać chłopaka.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 264
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
LIGAanikMo
PtaszekW KLATCE
Katowice 2026POPROSTUPISZ
LIGAanikMo
PtaszekW KLATCE SERIA: PIERWSZA MIŁOŚĆ
Katowice 2026POPROSTUPISZ
Autor: Monika Liga
Tytuł: Ptaszek w klatce
Redakcja:
Anna Ignatowska,
Angelika Kuszła poradniaredakcyjna.pl
Korekta techniczna:
Amelia Kuszła
Skład i wersje elektroniczne:
Mariusz Jurgiel motywprzewodni.pl
Oładka i opracowanie graficzne:
Mariusz Jurgiel motywprzewodni.pl
Copyright © Monika Liga 2026
Wydanie I
Katowice 2026
ISBN 978-83-66680-86-9
Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowa-nie całości lub części publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione bez wcześniejszej pisemnej zgody autora oraz wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz roz-powszechniania za pomocą nośników elektronicznych.
Wstęp
Drogi Czytelniku!
Choć przemyślenia młodej bohaterki, którą tu opisuję, mogą wydać się dramatyczne, większość z nich wydarzyła się na-prawdę. Przeżyłam takie zakochanie dwa razy – i właśnie tak się ono objawiało. Pierwszy raz w liceum, jak bohaterka tej historii. Do dzisiaj nie wiem, co było powodem i dlacze-go padło na tamtego chłopaka. Poznałam smak odrzuconej miłości i bycia niechcianą oraz takiego szaleństwa doznań, uczuć i emocji w umyśle, sercu i w ciele, że dziwię się, że to przeżyłam.
Drugi raz przydarzyło mi się to na studiach i wtedy „sie-kło mnie” jeszcze bardziej.
Do dziś nie zrozumiałam tego błysku, który nagle zmie-nia sposób myślenia i sprawia, że cały świat zaczyna krążyć wokół jednego człowieka. Nazywają to „strzałą Amora” – faktycznie, jest to bardzo celne porównanie. Trafia Cię i masz pozamiatane! Możesz próbować sobie tłumaczyć bezsens tego uczucia, ale mózg ma to gdzieś, i tak robi
5
swoje – wyłącza się za każdym razem, gdy ten człowiek jest w pobliżu.
Najgorzej jest niestety, gdy druga strona nie odwzajemni Twojej sympatii. Wtedy umiera się od środka i nic nie łago-dzi tego bólu. Zostaje jak cierń w sercu, czy raczej wrzód na dupie.
Bohaterka tej historii jest w wieku, w którym w głowie i w ciele dzieje się tak wiele, że otrzymanie strzału roman-tycznej miłości potrafi rozwalić świat w drobny pył.
Życzę Ci przyjemnie spędzonego czasu podczas czytania i tylko ostrzegam, że czeka tu na Ciebie duuuużo erotyki :)
Dodam również, że w rzeczywistości nikt nie został potraktowany w sposób, który tutaj przedstawiłam. Nie po- pieram tego, ale opisuję fantazje, mogąc dać im upust w fik-cji literackiej.
Udanej lektury!
Rozdział 1
Gdyby kózka nie skakała, to by miała święty spokój
Czy powinnam się wstydzić tego, że wpadłam w obsesję, a moje myśli skoncentrowały się wokół jednego człowieka? Nie wiem dlaczego padło akurat na niego, ale możliwe, że była to ta osławiona strzała Amora. A może po prostu ja-kiś hormonalny idiotyzm, który dosięgał kobiety w okresie dojrzewania?
Nie potrafiłam normalnie oddychać przy tym chłopa-ku. Tak, brzmi to melodramatycznie. Ale widząc go na ko-rytarzu szkolnym, miałam wrażenie, że się duszę! Moje serce wpadało w szalony galop, wnętrzności się skręcały, a w uszach szumiała krew. Wzrok koncentrował się wy-łącznie na jego twarzy, jakbym stała w tunelu, na końcu którego był Radek.
Wiem, jakie to głupie i bezpodstawne, a także drama-tyczne niczym wyznania histerycznej nastolatki. W sumie?
7
Byłam nastolatką i możliwe, że ten cały miszmasz w ciele i umyśle to wina mojej romantycznej części natury. Albo pieprzonych hormonów! I przeczytanych romansów…
Nieważny był powód, ale to, że opętały mnie myśli o tym chłopaku.
Naprawdę nie wiem, dlaczego padło akurat na niego. Pewnego dnia po prostu przykuł mój wzrok i przepadłam. Ot tak! Stał na szkolnym korytarzu i szukał czegoś w ple-caku. Przydługie włosy opadały mu na czoło, zakrywając twarz. Przyglądałam mu się z nudów i robiłam to mało dys-kretnie, wcale się z tym nie kryjąc. Bo niby po co miałabym to robić?
Podniósł głowę i spojrzał mi w oczy, przesyłając spojrze-niem wirus uzależnienia od siebie. Serio, to było jak poda-nie mi czegoś drogą wziewną albo poprzez wstrzyknięcie wątpliwego pochodzenia specyfiku do krwiobiegu. Pyk i się zaczęło!
Odwrócił wzrok, wracając do przerwanego zajęcia. Zna- lazł to, czego szukał, wyprostował się i niedbałym ruchem dłoni zaczesał włosy do tyłu. Ten gest zarejestrowałam jako coś obłędnie pięknego, czując, że mój umysł nie działa już poprawnie. Głowę wypełniło mi światło, które następnie zalało mnie całą, nie pozostawiając miejsca na rozsądek i normalne myśli. Przepadłam i utonęłam w tym doznaniu, wiedząc, że od tej chwili wszystko w moim życiu sfokusu-je się na nieznanym mi chłopaku. Od tamtego momentu czułam się, jakbym była chora. Odbierałam to fizycznie w każdym atomie ciała, choć cały ten zamęt miałam tylko
8
w głowie. Zdawałam sobie z tego sprawę, a mimo to nie umiałam nad tym zapanować i wyłączyć ślepego zachwytu oraz pragnienia podążania za nim spojrzeniem.
Dopóki chodziliśmy oboje do jednej szkoły, mogłam ob-serwować go podczas przerw między lekcjami. Wałęsałam się za nim niczym cień, robiąc to tak, by mnie nie zauważył i nie mógł dostrzec mojego zakochanego wzroku. Nie mia-łam śmiałości, by do niego zagadać. Bałam się, że gdybym się odważyła i spróbowała, zapowietrzyłabym się i jedynie patrzyła na niego niczym przysłowiowy wół w malowane wrota. Zresztą, miałam test tego, co działo się z moim or-ganizmem, ilekroć przelotnie na mnie spojrzał. Kończyny traciły synchronizację albo miękły, zmieniając się w mar-schmallowsy. Kolana uginały się pode mną i oblewał mnie zimny pot, więc wiedziałam, że gdyby doszło do konfron-tacji, pewnie dostałabym udaru, a mózg by mi wybuchł lub implodował.
Toteż przyglądałam się pięknemu profilowi Radka, anali-zując jego ruchy i postawę ciała. Rejestrowałam je w głowie, by móc później odtwarzać ten widok w chwilach samotności.
Przez jakiś czas starałam się podejść do sprawy rozsądnie. Przez pierwszy miesiąc czekałam na moment, gdy wreszcie to zidiocenie minie i przestanę czuć to, co czuję. Niestety, tak się nie stało.
Później przeszłam w tryb studiowania Radka i pró-bowałam dowiedzieć się o nim wszystkiego, co możliwe, w każdy dostępny sposób. Wertowałam internet – głównie media społecznościowe, bo to było najłatwiejsze. Niestety,
9
niewiele znalazłam, ledwie kilka zdjęć, na których został przez kogoś uchwycony. Poznałam wszystkich jego znajo-mych, oczywiście nie osobiście, bo nie miałam śmiałości, by wkręcić się w towarzystwo. Wiem, że tak byłoby najmą-drzej i najrozsądniej, ale nie potrafiłam tego zrobić. Byłam introwertyczką i zdawałam sobie sprawę z tego, że jestem znacznie dziwniejsza niż większość znanych mi osób. Nie nawiązywałam zwyczajnych relacji i nie chodziłam na im-prezy. Głównie dlatego, że nie lubiłam alkoholu i dragów, a to wokół nich kręciły się spotkania ludzi w moim wieku.
Miałam jedną przyjaciółkę, a ta była właśnie na wcze-snym etapie zakochania. Jej relacja to dopiero okaz total-nego popaprania! Ewa, jak ja, miała osiemnaście lat, lecz pozwoliła się poderwać kolesiowi koło trzydziestki! Miałam wrażenie, że oszalała na jego punkcie. Spotykali się prawie codziennie. On odbierał ją po szkole swoją wypasioną furą, a później jechali do niego. Opowiadała o nim w samych superlatywach, nie szczędząc mi szczegółów o tym, co ro-bią, gdy trafiają do niego lub… do lasu. Tak, to ich miejsce schadzek. Podejrzewam, że spełnia tam z Ewką swoje naj-bardziej wyuzdane fantazje. Jej się to chyba podoba, a przy-najmniej takie odniosłam wrażenie. Tyle że ja nie mam teraz z kim pogadać, zwierzyć się z własnego szaleństwa, więc duszę je w sobie.
Gdy Ewa nie widzi się ze Sławkiem, to i tak tylko wokół niego krążą jej myśli. Jest monotematyczna i potrafi mówić wyłącznie o nim. O tym, jaki jest przystojny i wspaniały. O jego pracy i miejscach, do których ją zabiera.
10
Miałam nadzieję, że nie będzie cierpiała, jeśli im się nie ułoży. Liczyłam na to, że się nie okaże, iż ten facet jest tyl-ko zwykłym, niewyżytym głąbem. Kimś, kto zostawi ją ze złamanym sercem, rozpierdolem w mózgu i w życiu, które de facto dopiero się zaczyna.
Także zostałam sama ze sobą i nie miałam z kim prze-gadać swojej fiksacji. Jasne, że próbowałam, ale ilekroć za-czynałam swój temat, Ewka przeskakiwała na plany, które snuła ze Sławkiem. Czekali na moment, gdy skończy liceum – chcieli wziąć ślub. Dzięki temu mogliby być oficjalnie ra-zem, w pełnym wymiarze godzin i bez ukrywania swojej miłości przed światem. Trzymałam za nią kciuki, lecz za-razem byłam bardzo samotna.
Po szkole szłam na pływalnię, bo tam myślało mi się najlepiej. Odpierałam zaloty przypadkowo poznanych chło-paków, bo wszyscy mnie wkurzali. Czym? Tym, że nie byli Radkiem!
Rano przed szkołą biegłam na samotny trening, który po-zwalał mi na względne uspokojenie ciała i myśli. Najbardziej lubiłam słoneczne poranki, gdy pływalnię wypełniała ci-sza przerywana jedynie chlupotem zagarnianej ramionami wody. O tej porze przychodziły wyłącznie te same osoby. Tworzyliśmy stały skład – kilku starszych mężczyzn i dwie kobiety. Do kompletu ja, najmłodsza z nich wszystkich i równie zacięta oraz skupiona na sobie. Miałam wrażenie, że był to ich sposób na radzenie sobie z rozbieganymi my-ślami. Możliwe, że dorabiałam historię do czyjegoś życia, a oni po prostu tylko dbali w ten sposób o kondycję.
11
Po szkole szłam ponownie na basen i wtedy to miejsce nie było już taką oazą. Panował hałas i nie myślało się już tak dobrze. Młodzież wariowała, bawiąc się i krzycząc we-soło, więc cieszyłam się, że część torów była przeznaczona wyłącznie dla pływaków. Mijaliśmy się na wyznaczonym bojkami pasie z drugą osobą. Ciało wpadało w zgodny rytm, a w głowie odliczałam kolejne pokonane długości. Po pięćdziesiątym basenie przepłyniętym kraulem przechodzi-łam w relaksującą żabkę, a po sześćdziesiątym wychodziłam z wody. Taki był mój codzienny system, czy raczej rytuał.
Starałam się nie nawiązywać kontaktu wzrokowego z nikim i miałam wrażenie, że większość pływaków robi-ła podobnie. Wpadaliśmy w trans, skupiając się na sobie, bo przyszliśmy tu właśnie po samotność i bycie wyłącznie ze sobą.
Tak upływały mi kolejne dni. Trening, później zajęcia w szkole, po nich kolejny trening i pojedynczy, ale dłuższy wysiłek w weekend. Rodzice akceptowali mnie taką, jaką byłam, nie wypytując o szczegóły. Wiedzieli, że moje od-powiedzi nie wyjaśnią im zbyt wiele. „Co tam w szkole?” – odpowiadałam, że dobrze. „Co u Ewki, bo dawno tu nie spała?” – mówiłam, że się uczy, czując przy tym, jak wydłuża mi się nos, niczym u bajkowego Pionokia. Nie mogłam im powiedzieć, że przyjaciółka zakochała się w o ponad dziesięć lat starszym facecie! Podejrzewam, że od razu skontaktowa-liby się z jej rodzicami, a ci urządziliby jej piekło na ziemi.
Kochałam moich rodziców i uważałam, że są super ludź-mi, ale wiedziałam też, że są starzy, a przez to zbyt rozsądni.
12
Po pierwsze staraliby się zrobić to, co ich zdaniem należy, i poinformowali jej rodziców, że ich córka zdecydowała się na tak ryzykowny związek. Po części też tak uważałam, ale przecież nie poznałam jej faceta. Może faktycznie był wspa-niały i mimo dużej różnicy wieku mieli szansę na wspólną przyszłość?
Nawet nie próbowałam sobie wyobrazić, że przez mój długi jęzor prawda o nich dotarłaby do jej staruszków! Na bank obraziłaby się na mnie na amen! I miałaby rację, bo też nie chciałabym, żeby ktoś w ten sposób wtrącał się w moje sprawy.
Po drugie moi rodzice nie zaakceptowaliby tak dziwne-go zachowania własnej córki. Ono po prostu nie pasowało do mnie. Pewnie staraliby się wytłumaczyć mi, że bezpod-stawne uczucie do obcego chłopaka z czasem przeminie. Zapewne też usłyszałabym, że czas leczy rany i temu podob-ne mądrości. No i martwiliby się o mnie. Nie chciałam i nie umiałam opowiedzieć o tym, co się ze mną dzieje. Nie potra-fiłam wyjaśnić szaleństwa, które powoli ogarniało mój umysł.
Okłamywałam ich, robiąc coś, czego nigdy nie śmia-łam z szacunku i ze zwykłej miłości. Teraz też ich kocham i szanuję, ale moje życie weszło na taki etap, w którym część siebie muszę przed nimi ukryć. Dla ich i własnego dobra. I spokoju, głównie mojego, bo nie potrzebowałam konfron-tacji z rodzicielską mądrością.
W szkole wyczekiwałam momentu, w którym zobaczę Radka. Gdy mój wzrok pochwyci widok jego twarzy i szero-kich ramion. Poznawałam je, ledwie mi mignął. Był zawsze
13
odrobinę pochylony do przodu i wyglądał, jakby i on tkwił we własnym, tylko sobie znanym świecie.
Miał kolegów i często śmiał się z nimi – to te obrazki zamykałam w głowie. Kolekcjonowałam je niczym relikwie. Później napawałam się nimi w samotności, marząc o nim i wymyślając różne szalone scenariusze naszych spotkań oraz tego, co robilibyśmy razem.
Ulubionym był ten, gdy spotykamy się na basenie, pły-wając na jednym torze, pokonując w zgodnym rytmie kolej-ne kilometry w wodzie. Słońce przebija się przez duże okna pływalni, ja mogę obserwować pracę jego ramion. W końcu opuszczamy ośrodek MOSIR-u i każde idzie w swoją stronę. Pewnego dnia natrafiamy na siebie przy lustrach za kasami, nasze spojrzenia się spotykają w jednym z nich i zaczynamy rozmawiać. On zaprasza mnie na spacer, w końcu zakochu-je się we mnie, dostrzegając to, czego nie widzą inni.
Prawdą jest, że sama nie widziałam w sobie niczego, czym mogłabym go oszołomić i zainteresować. To był główny po-wód, przez który nigdy do niego nie podeszłam. Jestem tak zwyczajna, jak tylko może być dziewczyna w moim wieku. Nie mam wybitnych zdolności ani oszałamiającej urody. Ot, zwykła ja i moja codzienność wypełniona obowiązka-mi, nauką i obsesyjnymi myślami o facecie. Szkoła, basen i dom. W nim książki, czasem filmy i zajęcia domowe. Nie czułam, bym mogła go czymś zainteresować i rozkochać w sobie, a tylko taki scenariusz był tym, który dopuszcza-łam do umysłu. Tkwiłam więc we własnej obsesyjności, nie mając odwagi na realizację marzeń.
14
Matura Radka zakończyła szczęśliwy czas, w którym mia-łam jego widoku pod dostatkiem. Wiedziałam, że w końcu nadejdzie ta chwila, ale zakopywałam ją w umyśle, udając przed samą sobą, że do tej pory coś się wydarzy. Jakieś wiel-kie BUM, które zderzy nas ze sobą niczym dwie planety i sprawi, że będziemy razem.
Widząc go zdenerwowanego, ubranego w garnitur przed salą egzaminacyjną, przeżywałam w milczeniu żałobę, że-gnając codzienną, stałą dawkę jego widoku. Kilka dni później okazało się, że zdał. Zarejestrowałam tylko uśmiech triumfu, gdy odczytał wyniki i dzielił się swoją radością z kolegami.
Nie powiem, ogromną ulgę przynosił fakt, że jak dotąd nie miał dziewczyny. Żadna się przy nim nie kręciła i nieraz łapałam się na myśli, że być może nie lubi płci żeńskiej i po prostu jest gejem. Czy wolałabym, by tak się właśnie okazało? Być może, bo to zdjęłoby ze mnie wiele fantazji i usprawiedli-wiło moją bezsilność. Nie miałam tego jednak jak sprawdzić.
Umierałam więc od środka, myśląc o tym, że już nie zobaczę go rano po wejściu do szkoły. Nie miałam kogo odszukiwać wzrokiem. Łapałam się na tym, że rozglądam się w nadziei, że dostrzegę dłoń, którą przeczesuje włosy, i spojrzenie, przed którym będę starała się uciec.
Nagle przerwy między lekcjami stały się pełne głodu. Kiedyś chętnie szłam do szkoły, teraz szłam, bo tak trzeba. Czułam się jak narkomanka, której odmawia się działki. Do domu wracałam okrężną drogą, obok jego bloku, z nadzieją, że go spotkam.
Ani razu mi się to nie udało.
15
Rozdział 2
Cicha woda brzegi rwie
Nieraz się zastanawiałam, skąd bierze się to bezpodstawne uczucie, bo przecież nie poznałam Radka osobiście. Nie znajdowałam wyjaśnienia. Podejrzewałam, że może mam w sobie zbyt dużo męskiego pierwiastka. Jestem zdobywcą i im bardziej ktoś mi się opiera, tym bardziej wzmaga moje pragnienie. On przecież widział, że go obserwuję. Ślepy by zauważył! Nieraz przechwytywał moje spojrzenie, ale było mu to obojętne.
Okay, okłamywałam siebie, bo tak naprawdę to wierzy-łam w tradycyjny podział ról. Obrzydliwie romantyczny i seksistowski. W to, że to facet powinien wykonać pierwszy ruch. I chyba tylko ja tak myślałam, bo koleżanki nie mia-ły podobnego problemu. Umawiały się z chłopakami i nie kryły z faktem, że to one zaczynały tę relację. Ja niestety tak nie potrafiłam i nawet nie chciałam.
16
Kilka razy dziennie wykonywałam głuchy telefon na jego numer. Oczywiście wcześniej zastrzegłam swój, by nie mógł do mnie oddzwonić.
Wiedziałam, że się nie odezwę, gdy Radek podniesie słu-chawkę, a mimo to dzwoniłam. Byle usłyszeć jedno słowo: „halo”, po czym czekałam do momentu, aż się rozłączy.
Zdawałam sobie sprawę z tego, jak głupie było moje za-chowanie, a mimo to dzwoniłam, milcząc i czekając na cud. Jaki? Pewnie na zrządzenie losu, które przejmie za mnie od-powiedzialność, powodując, że jakimś sposobem Radek za-interesuje się mną i odnajdzie osobę od głuchych telefonów.
Jego numer zdobyłam, wykorzystując moment, gdy ni-kogo nie było w pokoju nauczycielskim – spisałam dane z dziennika. Wiedziałam, że to chore, ale było silniejsze ode mnie. I tak trwałam w pełnym tęsknoty szaleństwie.
Pewnego dnia się odważyłam i w końcu odezwałam. Zaprosiłam go do siebie, a on przyjął zaproszenie i umó-wiliśmy się na spotkanie. Samej rozmowy telefonicznej nie zapamiętałam, a jedynie szum krwi w uszach i walenie serca, które chciało mi wyskoczyć z piersi. I nic poza tym! Wiem, że podałam mu swój adres domowy, po czym odłożyłam słuchawkę i przez dłuższy czas trwałam w bezruchu, chyba nawet nie mrugałam oczami.
– Wszystko w porządku? – zainteresowała się mną w koń-cu mama. – Stało się coś?
Nie mogłam jej się dziwić, bo siedziałam niczym posąg w muzeum figur woskowych, patrząc na telefon, jakbym czegoś od niego oczekiwała.
17
– Taka blada jesteś – mówiąc to, pochyliła się do mnie i zajrzała mi w oczy.
– A bo jutro mamy sprawdzian – skłamałam, mówiąc pierwsze, co przyszło mi do głowy. – A nic nie umiem i za-stanawiam się, od czego zacząć naukę.
– Jeszcze macie sprawdziany? – zapytała.
Miałam ochotę palnąć się w czoło. No tak, przecież oce-ny były już dawno wystawione, a w dodatku nigdy nie mia-łam problemów z nauką. Tym czasem zawarłam aż dwie nieścisłości w jednym zdaniu. Wzruszyłam tylko ramio-nami i zbyłam jej pytanie, zaszywając się w swoim pokoju. Na szczęście nie drążyła tematu. I chwała jej za to! Czy wy-czuła, że kłamię? Pewnie tak, bo zawsze mnie perfekcyjnie odczytywała.
Włączyłam muzykę, po czym padłam na łóżko i złapa-łam się za głowę, gdy dotarło do mnie, co właśnie zrobi-łam. Zadzwoniłam do chłopaka, w którym zakochałam się jak szalona, bezsensowną i platoniczną miłością! Co mu powiem, gdy zapyta, dlaczego wydzwaniam do niego od dwóch miesięcy? To, że dzwonię, to jedno, ale dlaczego za-pominam o mówieniu?! Przecież nie powiem prawdy, że od blisko pół roku śledziłam go w szkole, a teraz, gdy już go w niej nie ma, to prawie się duszę przez brak widoku jego twarzy i przydługich włosów! Boże, jakże chętnie wplotła-bym w nie palce i rozczesałabym je nimi, i przyciągnęła do siebie, i…
– Dosyć! – sapnęłam, trąc dłońmi twarz i starając się jakoś przygotować na wizytę Radka.
18
Usiadłam na łóżku i rozejrzałam się po pokoju. Nie za-mierzałam robić przemeblowania, bo i co mogłabym tu zmienić? Mebli nie poprzestawiam, bo ich ułożenie było optymalne. Łóżko, biurko i stolik, a po jego obu stronach dwie pufy do siedzenia. Trochę zdjęć na ścianach, w więk-szości grafiki, które znalazłam w internecie. Nie było czego zmieniać, pozostawało przygotować samą siebie.
Makijażu nie umiałam robić i nie zamierzałam się go teraz uczyć. Włosy po prostu rosły, tylko je myłam, przy-cinałam i rozczesywałam. Przejrzałam szafę z ubraniami i zdecydowałam się na luźną bluzę i getry. Nic, co byłoby seksowne, bo też nie chciałam robić z siebie napalonej laski, która chce zainteresować chłopaka swoim ciałem. Jaka bym nie była zakochana i zdesperowana, to nigdy nie umiałam eksponować swoich wdzięków tak, jak robiły to koleżanki. Żadnych dekoltów czy krótkich spódniczek albo skąpych ciuchów, pokazujących, co jest do zdobycia.
Czasami złościłam się o to na siebie, bo miałam i cyc-ki, i zgrabny tyłek. Nie mogło być inaczej – pływałam jak porąbana, za dużo pewnie, może i za często, ale przecież, do jasnej cholery, musiałam jakoś wyładować buzujące we mnie nadmiary!
Radek przyszedł o umówionej godzinie, więc zaprosiłam go do swojego pokoju. Idąc korytarzem przed nim, dusiłam się z emocji i gorączkowo szukałam słów, którymi zaproszę go na studniówkę. Tak naprawdę wcale nie chciałam tam iść, bo nudziły mnie takie sztuczne spędy ludzi. Cała moja kla-sa to same dziewczyny i już mi się przewracało w brzuchu
19
od słuchania o ich planach, w co się ubiorą, z kim przyjdą i jak przemycą alkohol. Dla mnie to był obcy świat, w któ-rym nie widziałam miejsca dla siebie. Nie miałam jednak innego pomysłu na nasze pierwsze spotkanie, a poza tym w głębi ducha żywiłam nadzieję, że to będzie początek na-szego związku. On stwierdzi, że warto byłoby się przed tym poznać, więc zaprosi mnie na randkę w wakacje. Od tego się zacznie, a później będziemy się widywali. On zakocha się we mnie i… i co? Będziemy żyli długo i szczęśliwie? Idiotyzm!
Weszliśmy do mojego pokoju, zamknęłam drzwi i usie-dliśmy po dwóch stronach niewielkiego stolika. Stał na nim czajnik z herbatą, dwie filiżanki i talerzyk z krakersami. Nie piłam, a tylko bawiłam się łyżeczką leżącą na spodku. Bałam się, że z wrażenia zakrztuszę się napojem.
W końcu wydusiłam z siebie zaproszenie i widziałam po jego minie, że nie spodziewał się czegoś takiego. Piękne męskie brwi powędrowały na czoło i schowały się na dłuż-szą chwilę pod opadającymi na twarz kosmykami włosów. Mówił coś, ale byłam w stanie jedynie skupić się na jego niebieskich oczach i tych przydługich włosach, które naj-chętniej odgarnęłabym mu z twarzy.
Odmówił. Nie od razu to do mnie dotarło. Oto mój mi-sterny plan wziął w łeb. Rozmawialiśmy o głupotach, a ra-czej on mówił, a ja patrzyłam na niego jak na piękny obrazek. W końcu wyszedł, zostawiając pustkę, tęsknotę i swój zapach. Umarłam w środku, bo oto ziścił się najgorszy z zakładanych przeze mnie scenariuszy. Zostałam sama, bez pomysłu na to, co dalej, bo przecież nie mogłam zaprosić go ponownie!
20
Snułam się po domu niczym cień, nie dając się wciągnąć w rozmowę rodzicom. Znali mnie na tyle, by wiedzieć, że i tak się niczego nie dowiedzą. Noc przepłakałam, ale na-stępnego dnia i tak poszłam do szkoły. Tam również byłam obecna bardziej ciałem niż duchem. Cóż… znali mnie i nie zagadywali.
– Jesteś chora? – Tylko Ewka zapytała, ale nim zdążyłam jej odpowiedzieć, zaczęła mówić o sobie i Sławku…
Milczałam więc, utykając w odrętwieniu. Było mi w nim w miarę dobrze, prawie bezpiecznie. Niczym w bańce z ni-ską ilością tlenu, którego dostarczała mi myśl o Radku.
Kilka dni później zadzwonił dzwonek. Zbiegłam po scho-dach, a za drzwiami stał on. Uczepiłam się futryny niczym wspornika, bez którego padłabym chyba martwa na ziemię. Zaprosił mnie na imprezę nad jeziorem. W pierwszym mo-mencie ucieszyłam się jak wariatka. Chwilę później spojrza-łam na ulicę przed ogrodzeniem i na auto, które częściowo zaparkowano na chodniku. Z otwartych okien wyglądali jego kumple. Uśmiechnięci, jakby czekający na rozwój wypadku. Komunikat był jasny – przyjechał zaprosić laskę z kategorii „łatwego mięska” na popijawę, na której wiele może się wy-
darzyć. Mój anioł stróż kopnął mnie w tył głowy, ostrzegając, żebym absolutnie tego nie robiła. Zapaliła mi się czerwona lampka, a oczami wyobraźni widziałam siebie gdzieś w nie-znanym miejscu, z masą obcych ludzi i niebezpieczeństwo, którego się wystraszyłam. Odmówiłam, choć miałam ochotę rzucić mu się na szyję. Odmówiłam, bo wiedziałam, dlacze-go mnie zaprosił i jaką dziewczyną mu się wydałam.
21
Jakiś czas później zaprosiłam do siebie Ewkę i Agnieszkę, która również nie miała chłopaka. Moi rodzice odwiedzali znajomych, facet Ewy musiał jechać w delegację, więc po-stanowiłyśmy posiedzieć w wąskim gronie i poużalać się nad sobą, bo wszystkie tego właśnie potrzebowałyśmy.
Agnieszka przyniosła trawę, a ja skusiłam się na jej za-palenie. Później raczyłyśmy się jednym z win z piwniczki taty – miałam nadzieję, że nie wybrałam zbyt drogiej butel-ki. Dla mnie każdy z jego trunków smakował jak skiśnięty kompot i nigdy nie rozumiałam rytuału otwierania butelki i późniejszego delektowania się winem.
To podczas tego spotkania z dziewczynami wymyśli-łyśmy zemstę rodem z filmu o obłąkanych nastolatkach. Zemstę za nieprzystępność i odrzucenie moich pięknych i czystych uczuć przez Radka. Powiedziałam im tylko tyle, że chłopak odmówił mi i nie zgodził się pójść ze mną na stud-niówkę. To im wystarczyło, a podsycona alkoholem i trawką solidarność jajników pchnęła nas do popełnienia przestęp-stwa. Dosłownie!
Zgarnęłyśmy biały spray, który znalazłam w garażu taty. Kupił go, by zamalować nim odprysk lakieru w starej gara-żowej umywalce. Stwierdziłyśmy, że się nada. Będąc mocno podpitymi i pod wpływem marihuany poszłyśmy oszpecić samochód Radka. To było szalone!
Otaczała nas noc i cisza przerywana jedynie stukotem kulki w puszce sprayu. To było głupie, ale był to tylko nie-winny początek mojej rozpędzającej się lawinowo fiksacji. Później było już tylko gorzej…
22
Kilka miesięcy później
Radek od roku studiował na Akademii Wychowania Fizycz- nego. Nadal nie miał dziewczyny albo po prostu nie dzielił się tym w social mediach. Obserwowałam go na wszystkich kontach, a poza tym codziennie wracałam do domu ścieżką, którą wytyczyłam sobie obok jego bloku.
Zaliczyłam maturę, wybrałam kierunek studiów i z boku wyglądałam pewnie jak typowa nastolatka. Wciąż jednak tkwiłam w szaleństwie, którego już nie kontrolowałam – i to ono przejęło nade mną władzę.
Każdy dzień bez Radka był torturą pełną pustki i bólu złamanego serca. Nie miałam czym oddychać i dusiłam się swoim głodem, bo prawie go nie widywałam. Raz w marke-cie natknęłam się na niego, gdy szedł z mamą. Jakby we mnie grom z jasnego nieba uderzył! Skamieniałam i tylko wzrok działał jak należy. Oczywiście Radek mnie nie zauważył…
To wtedy umarła ostatnia nadzieja, że to zadurzenie minie i wszystko wróci do normy. Wyraźnie widziałam, że nie ma na to szans. Byłam bezapelacyjnie zakochana cho-rą miłością i tylko nie rozumiałam najwyższego – dlaczego pokarał mnie tą chorobą psychiczną.
Miesiące bez jego widoku były fizyczną torturą, a dni wypełnione bezsensem i oczekiwaniem nocy pełnej snów o Radku.
Wyraźnie widziałam, że wariuję.
Poprawka – już zwariowałam!
Rozdział 3
Gadał dziad do obrazu,
a obraz do niego ani razu
Obudziłem się. Otworzyłem oczy, ale otaczała mnie jedy-nie ciemność. Nieprzenikniona, cicha i obca. Przerażająca! Starałem się poruszyć, lecz nie potrafiłem. Coś krępowało moje ruchy. Ręce miałem czymś przywiązane nad głową po bokach… Do czego? Do łóżka?
Cholera! Byłem skrępowany!
Szarpanie się nie przyniosło żadnego efektu, a tylko za-częły mnie boleć nadgarstki. Krzyknąłem. Głos odbił się od ścian i wrócił do mnie ze zwielokrotnioną siłą. A może tylko mi się wydawało, bo nie widziałem niczego, więc zmysły się wyostrzyły? Czekałem w ciemności, zastanawiając się czy to jawa, czy sen.
Może śpię, mam koszmar, zaraz się obudzę, a strach minie?
Na co dzień mało śniłem, może doświadczałem zatem właśnie wyjątkowo plastycznego koszmaru? Nasłuchiwałem
24
jakichkolwiek odgłosów, ale nie docierały do mnie żadne dźwięki. Kompletna cisza, jakbym był pod ziemią. Prze- raziło mnie to i odruchowo znów zacząłem się szarpać. Naciągnąłem mięśnie ramion i macałem dłońmi wokół, ale pod palcami czułem jedynie gładkie, chłodne rurki. I chropowatość ściany za nią. Niedobrze, bo to oznaczało, że byłem w odosobnieniu, w którym nie dbano o szczegóły wystroju. Na przykład w piwnicy, bo była miejscem skła-dowania niepotrzebnych przedmiotów. Tam nie ważna jest gładź na ścianach czy wymiana powietrza.
Zastanowił mnie zapach. Nie wyłapałem żadnej woni. Powietrze miało przyjemną temperaturę i nie było ani za ciepło, ani za zimno. Znaczyło zatem, że nie znalazłem się w zaniedbanym i zapuszczonym miejscu. To dało odrobinę otuchy. Nie za wiele, ale uczepiłem się tej myśli.
Ale zaraz! Może to miejsce, gdzie ludzie są sprowadzani i przetrzymywani, i… co dalej?! Odgoniłem obrazy tortur, gwałtu i nagrywania chorych filmów do sieci. Wiedziałem, że taki proceder ma miejsce i są świry, które bardzo dużo płacą za ich oglądanie. Macałem nadal i oceniłem, że to, co mnie unieruchamia, może być na przykład ramą łóżka. Tylko kto i po co mnie tu przywlekł? I kiedy? Jak to się stało i czemu tego nie pamiętam?! Jest niedobrze!
Coś zaszurało, dźwięk dobiegł od strony moich nóg. Szczęknął zamek, chyba ktoś przekręcił klucz w drzwiach. Rozbłysło światło, boleśnie atakując oczy przez skórę po-wiek. Zacisnąłem je, w końcu powoli otworzyłem i mruga-łem, by przyzwyczaiły się do jasności. Musiałem zobaczyć,
25
kto przyszedł i gdzie jestem. Strach i zdezorientowanie przyspieszyły pracę serca i miałem wrażenie, jakby pom-powało krew ze zdwojoną prędkością.
W drzwiach pomieszczenia zobaczyłem drobną postać. Dziewczyna?! Zaraz, ja ją pamiętam! Wróciło wspomnienie, gdy siedziałem z nią przy niewielkim stoliku w jej pokoju. Czy to ona mnie porwała? Jak i po co to zrobiła? Sama czy ktoś jej pomagał? A może robi to na czyjeś zlecenie?
Stała z ręką na włączniku światła i nie mówiąc nic, pa-trzyła na mnie. Wyglądała, jakby się bała.
– Witaj – powiedziała prawie szeptem. – Jak się czujesz?
– Gdzie ja jestem?! – To pytanie wyskoczyło z moich ust bez udziału umysłu. Bałem się i potrzebowałem danych, mój mózg ich zażądał.
– Jesteś u mnie. – Ledwie ją słyszałem. – Uwięziłam cię.
Kontekst jej odpowiedzi docierał do mnie bardzo wolno.
– Że co?! – Nie potrafiłem tego zrozumieć. – Co zrobiłaś?
– Uwięziłam – odpowiedziała już z większą mocą. – Wcześniej odurzyłam i porwałam.
W głowie miałem kompletną pustkę. Co to ma znaczyć? Czy to jakiś żart? Czy ktoś się właśnie bawi moim kosztem, robiąc mi psikusa?
– Nie rozumiem. – Patrzyłem na tę drobną dziewczynę ubraną w luźne ciuchy, lekko zgarbioną i unikającą mojego spojrzenia.
Pamiętałem ją, choć zapomniałem imienia. Zaprosiła mnie na studniówkę, a ja, typowy „miłośnik” tego typu im-prez, odmówiłem. Gdyby nalegała, pewnie bym poszedł, ale
26
nie zrobiła tego. Zaprosiłem ją później na imprezę nad je-ziorem, ale tym razem to ona się nie zgodziła. Stwierdziłem, że gra nie jest warta świeczki. Ani dziewczyna wystrzało-wa, ani nie widziałem entuzjazmu w jej zachowaniu. Jakby tłumiła emocje albo ich wcale nie miała. Nie gustowałem w takiej powściągliwości.
To wydarzyło się jakiś czas temu. Teraz wracało to do mnie z napływem adrenaliny i uczuciem niepewności. I ze strachem, bo w końcu, do jasnej cholery, byłem przykuty do łóżka, nie wiadomo gdzie i jak długo!
– Co chcesz ze mną zrobić? – Głos mi drżał, ale nie dzi-wota, bałem się. W żyłach płynęła nasycona adrenaliną krew i zapewne każdy na moim miejscu czułby się podobnie.
– Chcę zabrać tydzień twojego życia – odpowiedziała. Zatkało mnie, bo nie wiedziałem, jak zinterpretować jej słowa. – Później cię uwolnię i o mnie zapomnisz.
– Co masz na myśli, mówiąc o tygodniu mojego życia? – Starałem się zadawać klarowne pytania.
Chuj wie, może była psychopatką, która chciała mnie więzić przez tydzień, a później zabić, bo taki był jej kaprys? Napłynęły scenariusze wszystkich filmów o psychopatycz-nych porywaczach. Praktycznie nigdy nie kończyły się do-brze, a ofiara cierpiała lub ginęła na końcu. Czy teraz ja miałem być jej zabawką? Takiej kruszyny? I co zamierza-ła? Tydzień życia i wolność? Jakoś mnie to nie uspokajało, brzmiało abstrakcyjnie.
– Mam zamiar przez tydzień cię tu więzić – oznajmi- ła zwięźle.
27
– Ale po co?!
Nie odpowiedziała, tylko podeszła do łóżka, na którym leżałem, i usiadła na brzegu. Wyciągnęła coś z kieszeni i się-gnęła do moich nadgarstków, po czym odpięła kajdanki.
– Chcę się tobą nasycić – odparła. – Najeść się tobą przez tych parę dni.
Zabrzmiało to jak groźba, ale i jak obietnica. Nie po-święciłem jednak analizie zbyt wiele czasu, bo moje ciało zareagowało za mnie. Zerwałem się z łóżka i skoczyłem w jej kierunku. Zagarnąłem jej kruche ciało i uwięziłem pod sobą. Docisnąłem udami jej ramiona do boków, unierucha-miając ją całkowicie. Była bezbronna, ale czy na pewno? Przecież nic o niej nie wiedziałem!
– Co teraz powiesz? – Poczułem przypływ satysfakcji wywołany zamianą miejsc.
Nie broniła się, a to źle rokowało. Czyżby miała asa w rę-kawie? Znała sztuki walki czy w bardziej szalony sposób zabezpieczyła się na ewentualność mojego ataku? Bo chyba nie liczyła na współpracę i to, że wysłucham ją z potulną miną i zapytam, czy mogę jej w czymś pomóc!
– Teraz nic – odparła spokojnie, choć jej oczy się rozsze-rzyły. – Nie wyjdziesz stąd, jeśli nie zechcę.
– A jeśli cię… – zastanawiałem się nad groźbą – …pod-duszę? Co wtedy?
– Możesz mnie udusić. – Jej głos nawet nie zadrżał. Zmroziło mnie, włoski na przedramionach stanęły dęba. Nie bała się mnie! – Bez kodu do zamka stąd nie wyjdziesz.
28
Zszedłem z niej i usiadłem obok. Podciągnęła się na łok-ciach, a ja całkiem niechcący zarejestrowałem kształt jej piersi. Spore. Wcześniej tego nie zauważyłem.
Przypomniałem sobie ją z dnia, gdy zaprosiła mnie do siebie. Usiadłem wtedy po przeciwnej stronie stołu cie-kaw, czego ode mnie chce. Oceniłem ją wtedy jako chłodną i niezwykle opanowaną osobę. Trochę mnie to odstraszyło, bo po prostu nie znałem takich ludzi. Szczególnie dziew-czyn! Te zawsze śmiały się sporo i były otwarte. Czasami nawet bardzo…
– Czy ty jesteś psychopatką? – Patrzyłem teraz na jej prawie dziecięcą twarz.
Włosy spięła w kok na tyle głowy, twarz miała nietkniętą makijażem. To też ją różniło od dziewczyn, z którymi się spotykałem. Przywykłem do tego, że były pachnące, ko-lorowo ubrane, czy raczej rozebrane. Kobiecym ubiorem podkreślały to, co tak bardzo różniło je od nas, facetów.
Ta dziewczyna miała na sobie luźną bluzę do połowy ud. Naciągnęła ją na kolana przyciągnięte pod brodę i objęła się ramionami. Nie wyglądała na groźną, lecz na kruchą i bezbronną. Ale widocznie nie była, bo jakoś mnie tutaj ściągnęła, a co najgorsze, nie pamiętałem tego!
– Nie wiem, czy jestem psychopatką – odparła. – Możli- we, że tak, ale to przez ciebie.
Podniosła na mnie wzrok, a ja zauważyłem kolejne szcze-góły. Ogromne oczy i różowe usta. Dlaczego wtedy tego nie widziałem? Pewnie przez to, że dużo się w tamtym czasie
29
działo. Składałem papiery na studia, ale to nie to mnie tak rozpraszało, lecz imprezy. Codziennie inna biba, każda u ko-goś w domu, mieszkaniu lub na działce. Wszyscy ze starej klasy zapraszaliśmy się nawzajem, by uczcić maturę i koniec nerwówki, jaką były egzaminy końcowe. Później nadeszły wakacje, znalazłem pracę sezonową, w końcu zacząłem stu-dia. Znów imprezy, bo trzeba było poznać nowych ludzi. Do tego masa treningów na studiach, w pierwszych miesiącach większość z nich robiona na ciężkim kacu.
– Chcesz mnie więzić przez tydzień i myślisz, że nikogo to nie zaalarmuje?
– Wiem, że nikt się nie zorientuje. – Spuściła wzrok. – Jesteś właśnie na wakacjach autostopem.
Patrzyłem na nią zaniepokojony. Faktycznie, zacząłem wakacje. Wyszedłem z domu spakowany do plecaka i mia-łem iść łapać stopa przed autostradą. Skąd ona o tym wie-działa?! W którym momencie przestałem pamiętać to, co się działo? Wyszedłem z domu, dojechałem na stację ben-zynową i… tutaj zacierały mi się wspomnienia.
– Pisałeś o tym na Facebooku – uprzedziła moje pytanie.
Czy ja miałem ją wśród znajomych? A może podszyła się pod kogoś?
– I co chcesz przez ten tydzień ze mną robić? – Bałem się jej odpowiedzi, ale to było jedyne sensowne pytanie, jakie pojawiło się w mojej głowie.
Zarejestrowałem kocioł emocji w sobie, przez które chcia-łem ją: uderzyć, obezwładnić lub złapać za gardło. Mógłbym to zrobić, tylko czy miałoby to sens? Nie wierzyłem, że nie
30
przygotowała się na taką ewentualność. Musiała brać to pod uwagę. Milczałem więc, czekając na wyjaśnienia.
Nabrała powietrze i wyrzuciła z siebie odpowiedź.
– Chcę uprawiać seks – mówiąc to, śmiało patrzyła mi w oczy.
Zamurowało mnie. Milczałem, patrząc na nią bezmyślnie.
– Nie mogłaś mnie o to poprosić? – wykrztusiłem w koń-cu zaskoczony, bo nie spodziewałem się takiej odpowiedzi.
Nic nie odparła, tylko zagryzła wargi. Opuściła stopy na podłogę, oparła ramiona po bokach bioder i milczała, przyglądając się swoim skarpetkom.
Przedłużające się milczenie doprowadzało mnie do sza-łu. Co to miało być? I jak miałem się zachować? Ucieszyć się, że porwała mnie dziewczyna? A może przelecieć ją od razu dla spokoju i zapomnieć o całej tej porąbanej sytuacji? Po chwili przyszły kolejne pytania.
Dlaczego wybrała akurat mnie? Czy często robiła coś takiego? A może to jakiś kawał, który zrobili mi kumple? Raczej nie, bo najbliższy przyjaciel tydzień temu wyjechał do rodziny w Grecji. Nikt inny nie przychodził mi do głowy. Zresztą, kto przy zdrowych zmysłach wymyśliłby coś tak pokręconego?!
Doszedłem do wniosku, że to, w czym właśnie brałem udział, działo się naprawdę. Miałem przed sobą porywaczkę, która zamknęła mnie w tej piwniczce. Chyba nią była, bo nie widziałem okien, a tylko ściany i puste półki na nich.
Stwierdziłem, że najlepiej będzie, jeśli udam, że gram w jej grę.
31
– Więc zaczynajmy – rzuciłem do dziewczyny, obser-wując jej reakcje. – Rozbieraj się. – Ściągnąłem przez głowę koszulkę i zwiniętą rzuciłem na podłogę.
Nie ruszyła się i w żaden sposób nie zareagowała. Nie mrugała i chyba nawet przestała oddychać. Patrzyła tylko na mój brzuch, po chwili jej wzrok zjechał niżej i coraz bardziej spąsowiała na twarzy. Ja również się nie ruszałem. Co zrobi? Czego się po mnie spodziewała? Myślała, że będę z nią negocjował?
Mimo dziwaczności sytuacji bawiło mnie to i ledwie powstrzymywałem się przed śmiechem. Uśmiechu nie ukrywałem, lecz nie musiałem, bo dziewczyna nie mia-ła odwagi, by spojrzeć mi w oczy. Na pewno nie będę jej księciem z bajki. Nie dam jej tej satysfakcji. Jeśli chce sek-su – o ile jej zapach mnie nie odrzuci – z chęcią zrobię to, po co ponoć mnie tutaj przyprowadziła. Zerżnę ją w naj-mniej czuły sposób. Załatwię to ekspresowo, a może szyb-ciej stąd wyjdę. Właściwie to może być całkiem ciekawe doświadczenie.
– Na co czekasz? – Pochyliłem się do przodu, starając się zajrzeć jej w oczy. Coraz bardziej mnie wkurzało jej milcze-nie i bezruch. Chciała się bzykać, a nagle gra wstydliwą? – Rozbieraj się! – ponagliłem ją, wstając z materaca.
Stanąłem przy łóżku i nie spuszczając z niej spojrzenia, rozpiąłem rozporek.
– Przyniosę ci najpierw coś do jedzenia. – Zerwała się na równe nogi i biegiem ruszyła do wyjścia.
32
