Przytul się do mnie - Sandi Lynn - ebook
Opis

Ile jesteś w stanie poświęcić, by być z kimś, kto jest ci pisany?

„Ból był nie do zniesienia, ale nie mogłam się zatrzymać. Musiałam uciekać, bo inaczej on by mnie znalazł. Biegnąc ulicą, spojrzałam za siebie. Byłam przerażona i samotna. Wokół panowała ciemność, krople deszczu uderzały mnie po twarzy. Nie było czasu, żeby się zatrzymać ani pomyśleć.

Nazywam się Rory Sinclair. Noc, kiedy zostałam brutalnie napadnięta, na zawsze zmieniła moje życie. Pewien mężczyzna, Ian Braxton, postawił sobie za cel uratować mnie, wyleczyć i pokazać świat, który wcześniej istniał tylko w mojej wyobraźni. Ian Braxton daleki jest od ideału. To arogancki egocentryk, gardzący innymi. Kobieciarz i milioner. Bardzo łatwo go znienawidzić, ale równie trudno mu się oprzeć.

Pochodzimy z dwóch różnych światów. Jednak kiedy się ze sobą zderzyły, jego demony stały się moimi, a moje jego”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 300

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Korekta

Barbara Cywińska

Jolanta Kucharska

Projekt graficzny okładki

Małgorzata Cebo-Foniok

Zdjęcie na okładce

© NotarYES/Shutterstock

Tytuł oryginału

Lie Next to Me

Lie Next to Me (A Millionaire’s Love)

Copyright © 2014 by Sandi Lynn.

Published by arrangement with Browne & Miller Literary Associates, LLC.

All rights reserved.

For the Polish edition

Copyright © 2015 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-5459-3

Warszawa 2015. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-952 Warszawa, ul. Wiertnicza 63

tel. 620 40 13, 620 81 62

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

Wszystkim fanom moich powieści. 

Bez Was ta książka nigdy by nie powstała. 

Mam nadzieję, że historia Iana i Rory 

sprawi

Miłość

On nie jest idealny. Ty też nie i nigdy nie będziecie. Ale jeśli potrafi cię czasem rozśmieszyć, sprawić, że pomyślisz, zanim coś zrobisz, i przyzna, że jest tylko człowiekiem i może popełniać błędy, trzymaj się go i daj mu z siebie wszystko. Nie będzie deklamował ci wierszy i nie myśli o tobie w każdej sekundzie dnia, ale podaruje ci cząstkę siebie, którą możesz złamać. Nie krzywdź go, nie próbuj go zmienić i nie oczekuj więcej, niż może ci dać. Nie analizuj. Uśmiechaj się, gdy cię uszczęśliwia, krzycz, kiedy cię denerwuje, i tęsknij, kiedy go nie ma. Kochaj mocno, kiedy jest między wami miłość. Bo idealni faceci nie istnieją, ale zawsze znajdzie się taki, który jest twoim ideałem.

Bob Marley

Zakochałem się w jej odwadze, szczerości i ogromnym szacunku do samej siebie. I w te rzeczy właśnie wierzę, nawet jeśli cały świat będzie podejrzewał, że nie jest tym, kim powinna być. Kocham ją, i to jest początek wszystkiego.

F. Scott Fitzgerald

Rozdział 1

Ból był nie do zniesienia, ale nie mogłam się zatrzymać. Musiałam uciekać, bo inaczej on by mnie znalazł. Biegnąc ulicą, spojrzałam za siebie. Byłam przerażona i samotna. Wokół panowała ciemność, krople deszczu uderzały mnie po twarzy. Nie było czasu, żeby stanąć ani pomyśleć. Przemoczone buty chlupotały w kałużach, gdy szłam przez słabo oświetlone ulice. Mijający mnie ludzie dziwnie mi się przyglądali. Przyciskałam rękę do boku, czując pulsujący ból. Zakręciło mi się w głowie i zatrzymałam się w bocznej alejce. Usiadłam, opierając się o ścianę. Zaczęłam szybko oddychać. Podniosłam rękę, żeby obejrzeć ją w bladym świetle. Jęknęłam na widok krwi, która zaczęła kapać na ziemię. Trzęsłam się i czułam, że za chwilę stracę przytomność, ale musiałam iść dalej. Wstałam i oparłam się o ścianę. Przycisnęłam rękę do boku i wyszłam z alejki.

Zaczęłam sobie przypominać, w jaki sposób się tu znalazłam. Szamotanina, wściekłość, wyraz jego twarzy, którego nigdy nie zapomnę, i nóż wbity w mój bok. Chodnik zawirował, ból narastał. Nie wiedziałam, gdzie jestem ani dokąd idę, aż w końcu wpadłam na jakiegoś faceta i osunęłam się w jego ramiona.

– Hej, panienko. Wszystko w porządku?

Nie mogłam wydobyć z siebie głosu i zaczęłam osuwać się na ziemię. Czułam, jak wziął mnie za rękę, podniósł i zaniósł na tylne siedzenie samochodu.

– Co to ma, do diabła, znaczyć, Joshua? – Usłyszałam czyjś niski głos.

– Ona jest ranna i potrzebuje pomocy. Wygląda na to, że dostała nożem.

– Zadzwoń do doktora Grahama i powiedz mu, co się stało. Niech przyjedzie do domu.

– Może powinniśmy ją zawieźć na pogotowie?

– Do domu dojedziemy szybciej. Jedź.

Mężczyzna objął mnie ramieniem i położył na swoich kolanach. Poczułam, jak kładzie mi rękę na ranie, i wzdrygnęłam się, gdy przeszył mnie ból.

– Spokojnie, zaraz się tobą zajmiemy – powiedział niskim głosem. – Kto ci to zrobił?

Próbowałam na niego spojrzeć, ale widziałam tylko ciemność. Powoli zamknęłam oczy, aż poczułam na brodzie silny uścisk jego dłoni.

– Zostań ze mną. Nie zamykaj oczu, musisz być przytomna.

– Nie… nie mogę – wyszeptałam.

Wziął mnie pod brodę i przesunął moją głowę w prawo i w lewo.

– Możesz i będziesz. To nie prośba, to rozkaz. Rozumiesz?

Zanim się obejrzałam, samochód zatrzymał się i ktoś otworzył drzwi. Mężczyzna wyciągnął mnie z wozu i zaniósł na górę.

– Połóż ją tutaj, Ian, i pozwól mi się nią zająć. – Usłyszałam kolejny męski głos.

– Wyjdzie z tego? – zapytał niski głos.

– Zrobię, co będę mógł, ale wygląda na to, że straciła sporo krwi – odparł, rozcinając mi koszulę.

Próbowałam skupić się na tym, co się działo, ale nie mogłam. Pokój zawirował, twarze się rozmazały, a ja chciałam jedynie zamknąć oczy. Poczułam ukłucie, i to była ostatnia rzecz, jaką zapamiętałam.

Powoli otworzyłam oczy i od razu zauważyłam ogromne łóżko, w którym leżałam. Pościel była przyjemna, a poduszka miękka. Widziałam piękny zielony materiał udrapowany między czterema misternie rzeźbionymi słupami łóżka.

– Nie śpisz – powiedział mężczyzna o niskim głosie, wchodząc do pokoju.

– Gdzie ja jestem? – wyszeptałam.

Wszedł do środka i usiadł na brzegu łóżka.

– Jesteś w moim domu.

– Co się ze mną stało? – zapytałam, bo niczego nie pamiętałam.

– Może zaczniesz od tego, że powiesz mi, jak masz na imię? – Usiadł na łóżku i nachylił się nade mną.

Spojrzałam w jego błękitne oczy i powiedziałam:

– Rory. Mam na imię Rory.

– Rory? – zapytał ze zdumieniem.

– To skrót od Aurory – odparłam.

– Miło mi cię poznać Rory. Jestem Ian Braxton – powiedział, wstając i nalewając mi szklankę wody. – Napij się.

Uniosłam głowę, kiedy przystawił mi szklankę do ust. Czułam w boku pulsujący ból, który przypomniał mi o tamtej okropnej nocy.

– Grzeczna dziewczynka. A teraz powiedz mi, kto cię skrzywdził? – zapytał.

Odwróciłam wzrok, bo nie miałam zamiaru opowiadać mu o swoich problemach. W końcu był zupełnie obcym facetem, mimo że mi pomógł.

– Jak długo spałam?

– Jakieś dwa dni. Zapytam cię raz jeszcze. Kto ci to zrobił i dlaczego?

– Nie wiem – skłamałam.

– Kłamiesz – powiedział. – Nie lubię ludzi, którzy kłamią.

– A ja nie lubię ludzi, którzy są wścibscy i myślą, że muszą wszystko wiedzieć.

Uniósł do góry brew.

– Hm – mruknął, wpatrując się we mnie. – Dobrze, Auroro. Powiesz mi, kiedy przyjdzie czas. – Wstał z łóżka i ruszył w stronę drzwi. Położył rękę na okrągłej klamce, ale zanim ją przekręcił, odwrócił się w moją stronę. – Ocaliłem ci życie i jesteś mi coś winna. Tak to działa. Zrobiłem coś dla ciebie, a ty zrobisz coś dla mnie.

Wyszedł z pokoju i zamknął za sobą drzwi. Próbowałam usiąść, ale ból był nie do zniesienia. Kiedy zamknęłam oczy, widziałam tylko jego, wyraz jego twarzy i nóż wbity w moje ciało. Odwróciłam głowę i spojrzałam w duże okno. Okna balkonowe, które prowadziły na zewnątrz, były piękne. Ale jedyne, co widziałam z mojej pozycji, to błękitne niebo. Nie miałam pojęcia, gdzie jestem, poza tym, że dom należał do mężczyzny, który nazywał się Ian Braxton. Seksownego mężczyzny. Mężczyzny, który miał jakieś metr osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, jasnobrązowe włosy i błękitne oczy, przypominające widoczne za oknem niebo. Lekki grymas na twarzy dodawał mu tylko uroku. Nigdy nie zapomnę jego głosu. Niski, głęboki, nieznoszący sprzeciwu, już na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Jedyny głos, jaki słyszałam, gdy byłam przerażona, ranna i opuszczona. Czułam, że powieki robią mi się ciężkie, ale kiedy je zamknęłam, usłyszałam lekkie skrzypnięcie drzwi. Otworzyłam oczy i ujrzałam stojącego nade mną Iana.

– Musisz wziąć antybiotyk – powiedział.

– Antybiotyk? Na co?

– Żeby nie wdała się infekcja. Pamiętasz może, co to był za nóż?

Zamknęłam oczy i zamiast ciemności ujrzałam długie ostrze, które trzymał w dłoni, gdy mnie dźgnął. Otworzyłam oczy, czując pulsujący ból w ranie.

– Wszystko w porządku Auroro?

– Nic mi nie jest – rzuciłam, odwracając wzrok.

– Chcesz mi coś powiedzieć?

– Nie. Co niby miałabym ci powiedzieć?

Ian usiadł na brzegu łóżka i wpatrywał się we mnie.

– Nie powiedziałaś mi, jak masz na nazwisko. – Uśmiechnął się, wyciągając rękę z dużą czerwoną pigułką.

Kiedy chciałam wziąć pigułkę, zacisnął dłoń na mojej ręce.

– Nie masz powodu, by się mnie obawiać. Ze mną jesteś bezpieczna, ale musisz mi zaufać.

Pokiwałam głową, a on uśmiechnął się lekko, otwierając dłoń, bym mogła wziąć pigułkę. Podał mi szklankę wody. Wsunęłam tabletkę do ust i połknęłam ją.

– Sinclair. Na nazwisko mam Sinclair – przedstawiłam się. – A na imię mam Rory. Nienawidzę imienia Aurora, więc proszę nazywaj mnie Rory.

Kąciki jego ust uniosły się lekko w górę.

– Pewnie umierasz z głodu. Poproszę kucharza, żeby coś ci przygotował. Co lubisz jeść?

– Nie jestem głodna – powiedziałam, wyglądając przez okno.

– Nieważne, czy jesteś głodna, czy nie. Musisz jeść.

Zaczynał mnie denerwować. Chciałam zostać sama.

– Możesz mnie po prostu zostawić? – zapytałam poirytowanym głosem.

– Dobrze. Na razie cię zostawię. Ale nie myśl, że już z tobą skończyłem.

Wstał i wyszedł. O co mu chodziło? Wyglądało na to, że miał bzika na punkcie kontroli. Gdyby nie był tak cholernie przystojny, bez problemu mogłabym się mu oprzeć. Ach Rory, zapomnij o tym, upomniałam samą siebie. Ktoś taki jak on nigdy nie zainteresuje się kimś takim jak ja. Jakąś godzinę później mężczyzna w białej koszuli, czarnych spodniach i czepku kucharza przyniósł mi tacę z miską zupy i chlebem.

– To dla pani, panno Rory. Przygotowałem domowy rosół z makaronem i domowy chleb. Wszystko, czego pani potrzebuje, jest na tacy – powiedział, stawiając tacę na moich kolanach.

W powietrzu uniósł się zapach rosołu.

– Dziękuję. Pachnie wspaniale.

– Bardzo proszę. Gdyby czegoś pani potrzebowała, proszę tylko nacisnąć przycisk, a dzwonek odezwie się w kuchni – uśmiechnął się.

– Dziękuję. Jak ma pan na imię?

– Nazywam się Charles, proszę pani – powiedział i wyszedł z pokoju.

Patrząc na unoszącą się z talerza parę, wzięłam łyżkę i zaczęłam nią mieszać w misce. Nienawidziłam rosołu i miałam ku temu powody, ale byłam głodna, a ponieważ nie powiedziałam, co lubię jeść, Charles pomyślał, że rosół będzie dobrym rozwiązaniem. Podniosłam łyżkę do ust i podmuchałam, żeby ostudzić zupę. Nie była zła. Jestem pewna, że była fenomenalna, ale ponieważ nienawidziłam rosołu, mogłam jedynie stwierdzić, że nie była zła. Bałam się tego miejsca. Bałam się jego. Powiedział, że mogę mu zaufać, ale nie ufałam już nikomu.

Rozdział 2

Musiałam wziąć prysznic. Rozejrzałam się po pokoju i dostrzegłam drzwi do łazienki. Ostrożnie opuściłam nogi i postawiłam je na podłodze. Przycisnęłam rękę do zranionego boku i wstałam z łóżka. Chwilę stałam w miejscu i czekałam, aż miną zawroty głowy. Wolnym krokiem ruszyłam w stronę łazienki i zatrzymałam się przed olbrzymim lustrem, które stało w rogu. Moje długie, brązowe włosy były splątane i przetłuszczone, a brązowe oczy zapadnięte. Wyglądałam tak, jakbym nie spała od kilku dni. Moja jasna skóra wydawała się poszarzała i wyglądałam jak kupa nieszczęścia. Nie miałam pojęcia, skąd wzięła się nocna koszula, którą miałam na sobie, ale była ładna. Sięgająca do kostek satynowa koszula z koronką była jedyną rzeczą, która odróżniała mnie od osoby bezdomnej. Roześmiałam się w duchu, ponieważ tak naprawdę byłam bezdomna. Weszłam do olbrzymiej łazienki, która była większa niż moje poprzednie mieszkanie, i opuściłam ramiona koszuli, pozwalając jej opaść na podłogę. Ostrożnie zdjęłam bandaż, który zakrywał skutki tamtej okropnej nocy. Poczułam mdłości na widok rany, która już na zawsze miała szpecić mój prawy bok. Znowu zaczęło mi się kręcić w głowie, więc usiadłam na toalecie, czekając, aż zawroty miną. Czy będę w stanie wziąć prysznic? Powoli wstałam z toalety, odkręciłam kran pod prysznicem i weszłam do środka. Przejechałam ręką po beżowej marmurowej ścianie i spojrzałam na przeszklone trzyskrzydłowe drzwi. Gdyby ktoś wszedł do środka, zobaczyłby mnie całkiem nagą. W środku były półki, na których stały żele pod prysznic, szampony, odżywki, maszynki do golenia, gąbki i peeling do ciała z morskiej soli. Kiedy próbowałam umyć włosy, nagle usłyszałam za drzwiami czyjś głos.

– Jakim cudem udało ci się wejść pod prysznic? Wiem, że nie możesz umyć sobie włosów. Jestem pewien, że gdy unosisz ręce, ból jest nie do zniesienia.

Miał rację. Ból był nieznośny.

– Nic mi nie jest.

– Wcale nie. Nie powinnaś być tam sama. A co jeśli się przewrócisz albo stracisz przytomność?

– Nic mi nie jest.

– Auroro, przestań! Wchodzę do środka, żeby ci pomóc.

– Po moim trupie! Nie waż się otwierać tych drzwi! – krzyknęłam.

– To owiń się ręcznikiem. Pozwól mi chociaż umyć ci włosy.

– To poproś jedną ze swoich służących.

– Wszystkie już wyszły na noc.

Wzięłam głęboki wdech, a ponieważ musiałam umyć włosy, nie miałam wyboru. Musiałam pozwolić mu wejść i mi pomóc. Otworzyłam drzwi od prysznica i wysunęłam głowę, sięgając po ręcznik. Owinęłam go wokół ciała, sycząc z bólu, gdy ręcznik dotknął rany.

– Dobra, zakryłam się. Możesz wejść.

Otworzył oczy i spojrzał na mnie, odpinając guziki od koszuli.

– Co ty robisz?

– Zdejmuję koszulę, żeby się nie zmoczyła.

Odpiął ostatni guzik, zsunął koszulę i położył ją na szafce. Nie mogłam przestać się na niego gapić. Widziałam przed sobą muskularnego faceta. Każdy mięsień w jego ciele był wyraźnie widoczny, podobnie jak kawałek slipek wystających z nisko opuszczonych spodni. Przejechałam wzrokiem po idealnie umięśnionych, silnych ramionach. Czułam je tamtej nocy, kiedy niósł mnie po schodach.

– Podoba ci się, to co widzisz? – uśmiechnął się.

Chrząknęłam z zakłopotaniem.

– Jasne. A teraz, czy możesz mi pomóc?

Podszedł bliżej, otworzył drzwi i poprosił o szampon. Podałam mu butelkę, a on wycisnął niewielką ilość płynu i zaczął myć mi włosy. Zamknęłam oczy, czując jego silne dłonie masujące mi głowę. Poczułam w brzuchu łaskotanie, a serce zaczęło mi łomotać. Kiedy skończył, sięgnął po słuchawkę od prysznica i zaczął spłukiwać pianę. Stałam tam w przemoczonym ręczniku, rozkoszując się tym, co robił mi zupełnie obcy facet.

– Podaj mi odżywkę. Kiedy ją spłuczę, możesz się umyć. Chyba że wolisz, żebym ja to zrobił?

– Nie, mogę się sama umyć – powiedziałam, podając mu odżywkę.

Spłukał mi włosy, zamknął drzwi od prysznica i wyszedł z łazienki. Skończyłam brać prysznic i znowu poczułam się jak człowiek. Sięgnęłam po suchy ręcznik, owinęłam się nim i otworzyłam drzwi. Byłam zaskoczona, widząc Iana siedzącego na brzegu łóżka.

– Jezus, myślałam, że już wyszedłeś.

– Na imię mam Ian, nie Jezus, skarbie. – Uśmiechnął się. – Pozwoliłem sobie przynieść ci jakieś ubrania i rzeczy osobiste, ponieważ nic nie masz. W tamtej szufladzie znajdziesz staniki i majtki.

– Skąd wiesz, jaki rozmiar noszę?

– Zerknąłem na stanik, który miałaś na sobie, kiedy cię tu przywiozłem. Tak przy okazji, tamten wyrzuciłem, był okropny.

Jak on śmie?!

– Wyjdę z pokoju, żebyś mogła się ubrać, a potem rozczeszę ci włosy.

– Dziękuję, ale dam sobie radę – oświadczyłam, rzucając mu wściekłe spojrzenie.

– Jak sobie chcesz, ale sama się przekonasz. Nie mogłaś sobie umyć włosów, dlaczego więc sądzisz, że dasz radę je rozczesać? – Westchnął.

Wyszedł z pokoju, a ja zajrzałam do szuflady, w której leżało pięć przepięknych staników w różnych kolorach. Dwa były zwyczajne, ale pozostałe były z koronki i błyszczącego materiału. Każdy stanik miał dwie pary dopasowanych majtek. Stringi i w stylu bikini. Włożyłam koronkowy stanik i podeszłam do dwuskrzydłowych drzwi, za którymi ujrzałam garderobę z półkami ciągnącymi się od podłogi aż po sufit. Nigdy czegoś takiego nie widziałam, chyba że w filmach. Na półkach leżało kilka elegancko złożonych par spodni, a na wieszakach wisiało kilka koszul. Wyszperałam czarne legginsy i sięgnęłam po długą, różową koszulę. Najpierw włożyłam koszulę, legginsy okazały się sporym wyzwaniem, ale dałam radę. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi i Ian zajrzał do środka.

– Może być?

– Tak, myślałam, że już sobie poszedłeś.

– Zostałem, żeby zobaczyć, jak rozczesujesz włosy. W szufladzie toaletki są szczotki i grzebienie.

Podeszłam do toaletki i usiadłam przy lustrze. Otworzyłam szufladę i wyciągnęłam dużą szczotkę. Zaczęłam od końcówek, żeby nie unosić rąk wyżej, niż to było konieczne.

– Do cholery jasnej, Rory, daj mi tę szczotkę – rzucił. Podszedł i wyrwał mi szczotkę z rąk.

– Musisz przeklinać?

– Przepraszam – powiedział, delikatnie rozczesując moje długie włosy.

Wyglądałam przez okno i czułam, jak przy każdym kolejnym pociągnięciu szczotki odprężam się.

– Smakowała ci zupa? – zapytał.

– Nienawidzę rosołu, ale muszę przyznać, że Charles dobrze go przyrządził.

– Jak to nienawidzisz rosołu? Każdy uwielbia rosół.

Tak bardzo się rozluźniłam, kiedy czesał mi włosy, że nie zdawałam sobie sprawy z tego, co mówię.

– Kiedy byłam małą dziewczynką, też go lubiłam. Ale kiedy rosół staje się jedynym pożywieniem, które musisz jeść każdego dnia, dochodzisz do momentu, kiedy nie chcesz go więcej widzieć.

Przestał mnie czesać i zaczął wpatrywać się w moje odbicie w lustrze. Nie zdawałam sobie z tego sprawy, dopóki nie zerknęłam w lustro i nie zauważyłam jego hipnotyzujących oczu.

– Czemu to robisz? – dociekałam.

– To znaczy co? – zapytał i znowu zabrał się do czesania.

– Kupujesz mi ubrania i pomagasz przy włosach. Czemu?

– Wpadłaś do mojej limuzyny. Co miałem zrobić? Wyrzucić cię i pozwolić ci umrzeć?

– Mogłeś mnie podrzucić do szpitala i zniknąć.

– Być może, ale biorąc pod uwagę okoliczności, pomyślałem, że tutaj będzie ci lepiej. Nie każdego dnia znajduję w swojej limuzynie piękną kobietę z raną od noża. Byłem zaintrygowany, a poza tym nie masz żadnych ubrań, nie masz niczego.

Uśmiechnęłam się i spojrzałam na niego. Nazwał mnie piękną. Nikt mnie tak nigdy nie nazywał, poza mamą.

– No proszę, ona się uśmiecha.

Zerknął na zegarek, odłożył szczotkę, wziął mnie za rękę i zaprowadził do łóżka.

– Mam spotkanie, i jeśli zaraz nie wyjdę, to się spóźnię. Wybacz Rory, zobaczymy się jutro.

I już go nie było. Ian Braxton miał randkę. Ciekawe, co by powiedziała jego dziewczyna, gdyby wiedziała, że ukrywa w domu ranną kobietę, pomaga jej pod prysznicem i kupuje jej seksowną bieliznę? Ale to nie miało znaczenia. To nie był mój świat. Położyłam się i odwróciłam głowę do okna. Zamknęłam oczy i zasnęłam, wsłuchując się w szum fal uderzających o brzeg.

Obudziłam się parę godzin później i nie mogłam zasnąć. Byłam niespokojna i czułam się jak zwierzę w klatce. Kiedy zerknęłam na zegarek, okazało się, że była pierwsza w nocy. Ostrożnie wstałam z łóżka i cicho otworzyłam drzwi. Spojrzałam na długi korytarz i na spiralne schody. Zamknęłam za sobą drzwi i powoli zeszłam po schodach. Przeszłam na tył domu i wyszłam na zewnątrz. Stanęłam na patio, wdychając zapach oceanu i lekką bryzę. Usiadłam na leżaku, ustawionym w stronę plaży. Zastanawiałam się, czy Ian wrócił już do domu, kiedy nagle usłyszałam śmiech. Powoli odwróciłam głowę i zauważyłam Iana i jego dziewczynę, jak wchodzili po schodach. Odwróciłam głowę i spojrzałam na gwiazdy rozświetlające nocne niebo. Po raz pierwszy od dwudziestu trzech lat poczułam spokój. Zamknęłam oczy i pomyślałam o Ianie, wchodzącym po schodach w towarzystwie tamtej kobiety.

Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że jestem przykryta kocem. Wciąż leżałam na leżaku. Powoli usiadłam, kiedy Ian wyszedł na patio z kubkiem w dłoni.

– Mam nadzieję, że lubisz kawę, bo właśnie ci ją niosę.

– Dziękuję – powiedziałam, biorąc od niego kubek.

– Śmietanki? – zapytał, pokazując na kartonik.

– Odrobinę – uśmiechnęłam się.

Poranne powietrze było równie zniewalające jak wieczorne. Spojrzałam na spokojny ocean. Na czystym błękitnym niebie świeciło już słońce. Ian usiadł obok mnie, popijając swoją kawę.

– Kiedy wróciłem zeszłej nocy, zauważyłem, że tu śpisz. Wyglądałaś tak spokojnie, że nie chciałem ci przeszkadzać. Nie ma nic piękniejszego, niż obudzić się ciepłym rankiem na dworze.

– Tu jest pięknie – uśmiechnęłam się.

– Jak się czujesz Auroro?

Przeszyłam go wzrokiem, ponieważ prosiłam, żeby mnie tak nie nazywał.

– Przepraszam, ale Aurora to imię księżniczki, a kiedy śpisz, wyglądasz jak Śpiąca Królewna.

Poczułam łaskotanie w brzuchu, a serce zaczęło mi szybciej bić. Czemu mówił mi takie rzeczy? Czemu wciąż nazywał mnie piękną? Nie jestem piękna, jestem zwyczajną dziewczyną z popieprzonym życiem.

– Dziękuję, ale daleko mi do księżniczki – roześmiałam się.

Ian uśmiechnął się i spojrzał na ocean, a ja zadałam mu pytanie, które nie dawało mi spokoju.

– Jak udała się wczorajsza randka?

– Wspaniale. Czemu pytasz?

– Próbuję jedynie nawiązać rozmowę, to wszystko.

– A czemu chcesz rozmawiać o mojej randce, Rory? Czemu nie zaczniesz od tego, że powiesz mi, kim jesteś, skąd jesteś i, co najważniejsze, czemu zostałaś ranna i kto ci to zrobił? To był twój chłopak?

Nie patrzyłam na niego. Sączyłam kawę i wpatrywałam się w otchłań oceanu.

– A skąd wiesz, że mam chłopaka? – zapytałam.

– Do diabła, Rory. Czemu unikasz odpowiedzi? – zapytał, wstając z miejsca. Uklęknął obok mnie i objął moją brodę rękoma.

– Jeśli mi nie powiesz, sam się wszystkiego dowiem – powiedział, po czym wstał i odszedł.

Tak się składa, że kiedy dorastałam, nie mogłam nikomu nic o sobie powiedzieć. Całe moje życie było owiane tajemnicą. Byłam pogrążona w myślach, gdy Ian oznajmił:

– Pora na śniadanie i chcę, żebyś się do nas przyłączyła, więc wejdź do środka.

Patrzyłam za nim, jak wychodził. Wstałam z miejsca i weszłam do domu. Mandy, jedna z pokojówek, zaprowadziła mnie do jadalni, gdzie siedział Ian i jakaś kobieta. Spojrzał na mnie, gdy wchodziłam, i poprosił, bym usiadła.

– Rory, chciałbym ci przedstawić Adalynn.

– Cześć, Rory. Miło mi cię poznać. – Kobieta uśmiechnęła się, wyciągając do mnie rękę.

– Cześć.

To nie była kobieta, którą widziałam zeszłej nocy. Adalynn była piękna. Miała długie ciemne włosy i niebieskie oczy z domieszką szarości, co nadawało im niesamowity odcień. Wysokie kości policzkowe, migdałowe oczy i pełne usta sprawiały, że wyglądała egzotycznie. Mandy postawiła przede mną miskę z owocami i dolała mi kawy.

– Mam nadzieję, że lubisz owoce. Nie wiem tego, ponieważ nic mi nie chcesz powiedzieć – powiedział Ian.

– Daj jej spokój Ian. Dziewczyna przeszła przez piekło i nie musi czuć się jeszcze gorzej. – Adalynn mrugnęła do mnie okiem.

– Lubię owoce, Ian – uśmiechnęłam się.

– Cóż, dobre i to. Przynajmniej wiem, co lubi – powiedział z bojowym nastawieniem.

Miałam już dość jego zaczepek. Spojrzałam na niego i przechyliłam głowę.

– Czemu tak bardzo chcesz mnie poznać? Jesteś milionerem. Przynajmniej tak mi się wydaje, patrząc na ten dom i sposób, w jaki się ubierasz. Odnoszę wrażenie, że lubisz wszystko kontrolować. Wydajesz się arogancki i nie mam zamiaru opowiadać ci o moim podłym życiu i dziurze, z której pochodzę.

– Do diabła! – krzyknął, waląc pięścią w stół. – Uratowałem ci życie!

Rzuciłam serwetkę i odparłam ostrym tonem:

– To może nie powinieneś.

Powoli wstałam z miejsca i trzymając się za bok, wyszłam na zewnątrz, kierując się w stronę plaży. Piasek był taki, jak sobie zawsze wyobrażałam. Był miękki i ciepły. Usiadłam, żeby go dotknąć. Czy mówiłam prawdę, gdy powiedziałam Ianowi to, co powiedziałam? Że nie powinien ratować mi życia? Nie wiem. Może powiedziałam tak tylko po to, żeby dał mi spokój.

Rozdział 3

Ian podszedł do mnie i usiadł obok. Podciągnął kolana pod brodę i westchnął.

– Trzeba ci oddać, że wiesz, jak zrobić wielkie wyjście.

– Nazywam się Aurora Jean Sinclair. Mam dwadzieścia trzy lata i pochodzę z małego miasteczka w Indianie. Chciałabym panu podziękować, panie Ianie Braxton, za to, że uratował mi pan życie.

Ian spojrzał na mnie i się uśmiechnął.

– Miło mi cię poznać Rory i nie ma za co.

Wzięłam garść piasku i zaczęłam przesypywać go między palcami. Ian przyglądał mi się przez chwilę i powiedział:

– Patrząc, jak bawisz się piaskiem, można by pomyśleć, że nigdy wcześniej go nie dotykałaś.

– Tylko raz.

– Akurat – roześmiał się lekko.

Popatrzyłam na niego poważnym wzrokiem.

– To prawda. Pierwszy raz widzę ocean i po raz drugi dotykam piasku.

Popatrzył na mnie, kręcąc powoli głową.

– Ty mówisz poważnie – szepnął.

– To wszystko, cudowne morskie powietrze, ciepły, miękki piasek i delikatny szum fal, to dla ciebie normalność. Dla mnie to coś, co na zawsze zapamiętam, ponieważ nie myślałam, że kiedykolwiek tego doświadczę.

Spuściłam wzrok, gdy ujrzałam w jego oczach litość. Nie potrzebowałam litości. Moje życie było, jakie było, ale to nie miało wpływu na to, kim byłam.

– To tylko niewielki fragment mojego życia, Ian. Nie jestem pewna, czy chcesz usłyszeć resztę.

Nachylił się i chwycił mnie za rękę. Spojrzałam na niego zdziwiona.

– Dotykałem twojej krwawiącej rany. Myłem ci włosy pod prysznicem. Czesałem je. Zapewniłem ci bezpieczne miejsce. Mogę cię chyba potrzymać za rękę – uśmiechnął się.

Szczerze mówiąc, wcale nie chciałam, by trzymał mnie za rękę, gdyż uczucie, które mną zawładnęło, gdy mnie dotknął, było zniewalające i przerażające. Posłałam mu lekki uśmiech i delikatnie ścisnęłam jego dłoń.

– A co z twoimi rodzicami? – zapytał z wahaniem.

– Ojca nigdy nie poznałam, ponieważ jestem owocem jednorazowej przygody. Sam widzisz, od początku nie miałam szans.

– Nie mów tak Rory.

– Moja mama umarła na zapalenie płuc, kiedy miałam dziesięć lat. Nie mieliśmy pieniędzy na lekarza, więc po prostu do niego nie poszła i umarła – powiedziałam, czując, że oczy wypełniają mi się łzami. – Ciotka zabrała mnie i mojego brata do siebie po tym, jak zajęło się nami państwo. Najpierw odmówiła, ale kiedy dowiedziała się, że dostanie za to pieniądze, zmieniła zdanie. Mieszkaliśmy w dwupokojowym mieszkaniu i musiałam dzielić pokój z bratem. Ciotka była narkomanką, a za pieniądze, które dostawała na opiekę, kupowała narkotyki. Mieszkanie było okropne i popadało w ruinę. Próbowałam je sprzątać, ale to nie miało sensu. Robiła bałagan szybciej, niż nadążałam sprzątać. Każdej nocy przyprowadzała innego faceta. Uprawiała z nim seks, a oni jej za to płacili albo gotówką, albo kolejnymi działkami. Nie zwracała na nas uwagi. Cały czas powtarzała, że jesteśmy tam tylko dlatego, że nie mamy się gdzie podziać, a ona nie ma zamiaru bawić się w matkowanie. Ale nikomu nie mogliśmy o tym powiedzieć. Nie mogliśmy mówić o naszym życiu.

Ian ścisnął moją dłoń i spuścił wzrok.

– Chryste, Rory.

– Nie mogliśmy przyprowadzać przyjaciół, ponieważ zobaczyliby, jak żyjemy, a ciotka nie chciała ryzykować. Zajęłam się więc nauką i próbowałam dowiedzieć się wszystkiego, co tylko mogłam o świecie, żeby któregoś dnia wyrwać się z tej dziury.

– Kto cię skrzywdził? – zapytał Ian.

Zamknęłam oczy i uwolniłam rękę.

– Mój brat, Stephen. Wiesz co, jestem naprawdę zmęczona i chyba wrócę do swojego pokoju – powiedziałam, wstając z miejsca i zostawiając Iana na piasku. Ruszyłam w stronę domu.

Położyłam się na łóżku, a po policzkach ciekły mi łzy. Moje życie było okropne, ale jeszcze gorsze było to, że musiałam o nim komuś opowiadać. Było mi wstyd, ale dałam radę i czułam się silniejsza. Wreszcie się stamtąd wyrwałam i nie miałam zamiaru wracać. Na chwilę przysnęłam, a kiedy się ocknęłam, ranek już minął, a popołudnie przyniosło ze sobą ciemne chmury i deszcz. Wstałam z łóżka i poszłam pod prysznic. Uklękłam na podłodze i nachyliłam głowę, żeby umyć włosy. Kiedy skończyłam, ubrałam się i zeszłam na dół. Skierowałam się do kuchni, w której Charles coś gotował. Przy stole siedział jakiś mężczyzna. Od razu przypomniałam sobie tamten wieczór.

– Dzień doby, panno Rory – powiedział Charles, który stał nad kuchenką i mieszał coś w garnkach.

– Witaj, Charles – uśmiechnęłam się.

– Rory, nazywam się Joshua. – Mężczyzna uśmiechnął się, wyciągając do mnie rękę.

Podeszłam do stołu i się przywitałam.

– To na ciebie wpadłam wtedy na ulicy.

– Zgadza się.

– Dziękuję za pomoc.

– Nie ma problemu. – Uśmiechnął się. – Przyszedłbym się z tobą przywitać, ale dopiero wróciłem z kilkudniowego urlopu.

– Panno Rory, proszę usiąść, przygotuję kilka kanapek – powiedział Charles.

– Dziękuję, Charles, chętnie. Wiesz może, gdzie jest Ian? – zapytałam.

– Chyba w swoim gabinecie. Idź przez salon, to po lewej stronie – powiedział Joshua.

– Dzięki, Joshua.

Wyszłam z kuchni i znalazłam gabinet Iana. Siedział za ogromnym wiśniowym biurkiem i pisał coś na komputerze. Kiedy weszłam, spojrzał w górę.

– Nie śpisz – powiedział, podnosząc wzrok znad komputera.

– Mój brat Stephen jest schizofrenikiem. Przywiozłam go do L.A. na spotkanie z lekarzem, który robi testy z eksperymentalnym lekiem.

Oderwał wzrok od komputera i spojrzał prosto na mnie.

– Mów dalej.

– Żeby wziąć udział w badaniu, musiał miesiąc wcześniej odstawić wszystkie leki. Byliśmy w motelu i poprosiłam go, by pooglądał telewizję, kiedy ja będę brała prysznic. Całą drogę do L.A. był poirytowany i wiedziałam, że lada chwila pęknie. Miałam jednak nadzieję, że zdąży wziąć udział w badaniu. Powiedział mi, że głosy, które słyszy w głowie, nie pozwalają mu włączyć telewizora, więc podeszłam i sama go włączyłam. Odepchnął mnie i wyłączył odbiornik. Kazałam mu się uspokoić i położyć, żeby trochę odpoczął. Zaczął na mnie wrzeszczeć i powiedział, żebym przestała mu mówić, co ma robić. Mówił, że głosy w jego głowie każą mu mnie uciszyć. Odwróciłam się i zanim się zorientowałam, poczułam, jak wbija we mnie nóż.

Zaczęłam się trząść, przypominając sobie tamtą noc. Ian skoczył na równe nogi i chwycił mnie w ramiona, żebym nie upadła. Osunęliśmy się na podłogę.

– Teraz jesteś bezpieczna – powiedział, tuląc mnie do piersi. – On już cię nie skrzywdzi.

Jak tylko odzyskałam równowagę, podniosłam głowę i spojrzałam na Iana. Widziałam jego idealne usta i miałam ogromną ochotę go pocałować.

– Przepraszam – powiedziałam, wstając z podłogi i uwalniając się z jego uścisku.

– Nie przepraszaj Rory, nie masz za co.

Wzięłam głęboki wdech.

– Charles szykuje dla mnie kanapkę. Chyba powinnam sprawdzić, czy jest już gotowa.

Ian się uśmiechnął.

– Poproś Charlesa, żeby przygotował jedną dla mnie. Zaraz do ciebie dołączę.

Wyszłam z gabinetu. Znowu poczułam wstyd. Kiedy weszłam do kuchni, kanapka czekała już na mnie na stole.

– Dziękuję, Charles. Ian prosił, żebyś przygotował jedną dla niego.

– Oczywiście, panno Rory – uśmiechnął się.

– Mów mi Rory.

Minęło kilka dni, a ja z każdym dniem czułam się silniejsza. Większość dnia spędzałam na plaży lub przy basenie Iana. Ian spędzał ten czas w biurze, a ja wciąż nie wiedziałam, czym się zajmuje. Nic mi nie mówił, a ja nie pytałam. Po powrocie do domu brał prysznic, przebierał się i wychodził na te swoje długie spotkania. Często przyprowadzał ze sobą kobiety, ale do rana już ich nie było. Za każdym razem, gdy wyruszał na swoją wieczorną eskapadę, dziwnie na mnie patrzył, jakby chciał za coś przeprosić. Myślałam o nim w każdej sekundzie dnia.

Siedziałam przy basenie, gdy nagle usłyszałam głos Adalynn.

– A, tu jesteś. Szukałam cię.

– Naprawdę? Czemu? – zapytałam, otwierając jedno oko.

– Bo chciałam wiedzieć, czy czujesz się na siłach, by gdzieś wyjść?


tego w ten sposób. – Już za późno – burknęłam i wyrwałam rękę z jego uścisku. – Nie mogę ci dać tego, czego chcesz. Naprawdę chciałbym móc. – A ja nie mogę dać ci tego, czego ty chcesz – powiedziałam,

On nie jest idealny. Ty też nie i nigdy nie będziecie. Ale jeśli potrafi cię czasem rozśmieszyć, sprawić, że pomyślisz, zanim coś zrobisz, i przyzna, że jest tylko człowiekiem i może popełniać błędy, trzymaj się go i daj mu z siebie wszystko. Nie będzie deklamował ci wierszy i nie myśli o tobie w każdej sekundzie dnia, ale podaruje ci cząstkę siebie, którą możesz złamać. Nie krzywdź go, nie próbuj go zmienić i nie oczekuj więcej, niż może ci dać. Nie analizuj. Uśmiechaj się, gdy cię uszczęśliwia, krzycz, kiedy cię denerwuje, i tęsknij, kiedy go nie ma. Kochaj mocno, kiedy jest między wami miłość. Bo idealni faceci nie istnieją, ale zawsze znajdzie się taki, który jest twoim ideałem. Bob Marley